Akceptacja ciała - LIVE z 18 lipca 2022

Transkrypt wykładu o relacji człowieka z własnym ciałem — praktyczne wskazówki psychoterapeutyczne na temat akceptacji ciała, radzenia sobie z przemijaniem, oporu przed presją młodości i pracy terapeutycznej z traumą. Mówca proponuje przesunięcie perspektywy od „mojego ciała” do postawy szacunku (metafory: leasing, jeździec i koń), konkretne praktyki (dziękuję/przepraszam, traktowanie ciała jak dobrze utrzymanego psa — jedzenie, ruch, regeneracja, zabawa) oraz podkreśla konieczność angażowania ciała przy pracy z traumą (odniesienie do Lowena i bioenergetyki).
Dobry wieczór. Dobry wieczór wszystkim. Od razu na początku chcę przeprosić za kłopoty z poprzednim naszym live'em na temat ciała, ale warunki atmosferyczne były jakieś bardzo trudne, jak to się mówi, dynamiczne i po prostu to się nie mogło udać. Więc z przyjemnością wracam do tematu, który Zresztą, jak sami wiecie i czujecie, nie jest tematem łatwym. Na temat ciała ludzkiego, relacji człowieka z ciałem napisano w biblioteki, przypuszczam. Więc w tym krótkim naszym spotkaniu nie będę się nawet wysilał, żeby dokonać przeglądu na ten temat. Tylko o tym, co w mojej praktyce psychologicznej i psychoterapeutycznej pomaga mi porządkować relacje z ciałem u moich pacjentów i klientów. i pobudzać jakąś refleksję na ten temat. Mam nadzieję, że to będzie dla Was też dobra okazja do tego, żeby trochę sobie rozchybotać, jak to się mówi, takie utrwalone przeświadczenia i przekonania na temat tego, czym jest ciało i jaka jest twoja relacja z ciałem, relacja człowieka z ciałem, mówiąc ogólnie. W tej sprawie pomogły mi tutaj pytania, które dostałem wcześniej. Bardzo ważne i trudne pytania i powiem za chwilę, dlaczego one mi pomogły ustawić temat tego wykładu i jego zawartość. Pierwsze pytanie bardzo ważne i w stanie, z którym chyba wszyscy się zmagamy, prędzej czy później, a szczególnie później, to jest pytanie, które brzmi tak. Jak radzić sobie z przemijaniem ciała? pojawiającym się brakiem sprawności i chorobami, które pojawiają się wraz z wiekiem. Drudzie pytanie, też niesłychanie ważne i istotne, szczególnie w naszym obszarze kulturowym. Jak nie poddawać się presji urody i młodości za wszelką cenę? Oczywiście te dwa pytania się ze sobą wiążą, ale kładą akcent na inne sprawy. Jest też pytanie ogólne, które właściwie odpowiedź na nie będzie w dużej mierze odpowiedział na dwa poprzednie i tym się tutaj spróbuję zająć w związku z tym. I ono brzmi tak, jak polubić, a nawet pokochać swoje ciało. Oczywiście nie chodzi tu o miłość romantyczną do swojego ciała, tylko taką miłość przez duże M. No i potem jest jeszcze takie ciekawe pytanie techniczne. Myślę, że ono się pojawi też w Waszych pytaniach, bo zamierzam dzisiaj mówić dla odmiany krótko i zostawić Wam dużo miejsca na pytania. bo wtedy przynajmniej mam pewność, że przynajmniej osoba, która zadała pytanie, korzysta z tego wykładu w sposób już niekwestionowany. No i to pytanie brzmi tak. Na ile skuteczne jest przeprasowanie traum prześciawo i która z metod jest najlepsza? No to pytanie sobie zostawimy na później, a chciałbym właśnie w taki bardzo, można powiedzieć, podstawowy sposób odnieść się do dwóch pierwszych pytań, a właściwie do trzech pierwszych pytań, czyli jak radzić sobie z przemijaniem, jak nie poddawać się presji młodości i urody, zawsze z taką ceną, no i jak polubić swoje ciało, pokochać swoje ciało. No, żeby powiedzieć w skrócie coś o strukturze tego mojego wystąpienia, no to ona się już tutaj właściwie ujawnia. Bo to moja odpowiedź brzmi tak, żeby radzić sobie z przemijaniem ciała, brakiem sprawności i chorobami, a także nie poddawać się presji urody i młodości, no to trzeba polubić swoje ciało, a może nawet pokochać. No i teraz tym chciałbym się zająć, żeby opowiedzieć Wam o tym, jak można się do tego zabrać, jakich sposobów, jakich technik używać, aby Nasze ciało stało się obiektem naszej miłości czy polubienia w takim głębokim sensie tego słowa. Jednym z podstawowych Jedną z podstawowych cech tej relacji do ciała jest coś, co nazywamy szacunkiem. Jeśli się kogoś kocha albo kogoś się lubi, to z reguły to wiąże się z takim stosunkiem, który się nazywa szacunkiem do drugiej osoby. Może zamienimy to to pytanie, jak pokochać i polubić na takie bardziej konkretne i przyziemne pytanie, czyli pytanie o to, jak nauczyć się szanować swoje ciało. Jak ten szacunek w sobie wzbudzić, żeby to był szacunek naturalny, autentyczny, a nie tylko deklarowany. Więc opowiem Wam co w moim własnym doświadczeniu pracy osobistej nad własnymi różnymi powikłaniami i ograniczeniami, która to praca właściwie trwa nieustannie od wielu, wielu lat. Co mi pomogło w tym? żeby w ogóle właśnie zacząć myśleć inaczej o ciele i zmienić taki czysto nawykowy, stereotypowy, odziedziczony, nie wiadomo skąd, szeroko rozumianej kultury i języka stosunek do mojego własnego ciała. Takie pytanie, które mnie kiedyś w tej sprawie bardzo, bardzo poruszyło, i zainteresowało. Brzmi tak i chcę się z wami z tym pytaniem podzielić. Możecie je sobie zapisać, bo ono niełatwo się zapamiętuje, bo jest takim pytaniem niezwyczajnym. Ono brzmi tak. Powiedz mi, czy to ty przydarzasz się swojemu ciału? Czy to ciało przydarza się tobie? Jak widzicie, to jak to się mówi, pytanie jest z grubej rury, czyli stawianych w kategorii pytań fundamentalnych. I właściwie chcę z góry powiedzieć, że nie będę wam Tutaj podpowiadał odpowiedzi na to pytanie. Samo zadawanie sobie tego pytania już jest ważne i odpowiedzi mogą być różne w zależności od etapu twojej drogi do rozszerzania i podwyższania swojej świadomości. Podpowiem tylko, że są dwie perspektywy, z których można spojrzeć na to pytanie. Pytanie podkreślam, przypominam. Czy to ciało przydarza się tobie, czy to ty przydarzasz się temu ciału? Oczywiście tu mamy te dwie perspektywy. Ta perspektywa psychologiczna, ta perspektywa ja, naszej tożsamości psychologicznej, czyli ja, ego. I druga perspektywa, którą określa się trochę górnolotnie duchową, albo transpersonalną, można to też bardziej technicznie określić, czyli taką perspektywą, która przekracza taki sposób doświadczenia siebie, świata i naszej relacji ze światem, a także z naszym ciałem, która jest perspektywą właśnie tą ja, która się zawiera właśnie w takim określeniu, ja mam ciało, to ciało jest moje. No i pomijmy na razie perspektywę duchowo, może do tego wrócimy jeszcze w pytaniach. Natomiast już samo to stwierdzenie, które jest dla nas takie oczywiste i bliskie, gdy mówimy o swoim ciele, że to jest moje ciało, że ja mam ciało. Już przez to pytanie, które zadaliśmy sobie przed chwilą jest jakoś kwestionowane, bo właściwie jaki tu jest Jak wygląda sprawa własności? Kto kogo posiada? Kto od kogo zależy? Kto tu jest początkiem? To warto sobie takie pytanie zadać, żeby weryfikować, zmieniać i pogłębiać swoją relację z ciałem. Gdy ja się nad tym zastanawiałem trochę przy okazji tego wykładu, to pomyślałem sobie tak, że może można tą sprawę własności opisać w różnych takich metaforach, np. czy my jesteśmy istotnie właścicielami tego ciała, czy może w jaki sposób wypożyczamy to ciało, czy też wynajmujemy to ciało. Może jest tak, że rzeczywiście jesteśmy właścicielami, ale skoro jesteśmy właścicielami, to dlaczego mamy tak niewielki wpływ na to, co się dzieje z tym ciałem i dlaczego to ciało Wbrew naszej woli i naszym intencjom i upodobaniom, starzeje się, przemija, choruje i sprawia różne kłopoty. Dlaczego tak niewiele wiemy o tym ciele tak naprawdę i dlaczego tak niewiele rozumiemy z tego ciała, skoro uważamy samych siebie za właścicieli ciała? Poza tym bycie właścicielem ciała jeszcze zakłada różne inne możliwości. Moglibyśmy to ciało w jakiś sposób odstąpić, sprzedać, zamienić. Okazuje się, że ta właścicielska uzurpacja, jak to się wydaje, jest to właściwy termin, jakaś tutaj nie pozwala na tego typu zachowania i manipulacje związane z ciałem. Więc czy to naprawdę jest moje ciało? Czy to naprawdę to ciało do mnie należy? I jak mówię, w zależności od perspektywy, czy to jest perspektywa psychologiczna, egocentryczna czy duchowa, odpowiedź będzie oczywiście zupełnie różna. Ale warto sobie też zdać sprawę z tego, że z tej psychologicznej perspektywy na rzecz patrząc, że rodzimy się, I można powiedzieć, że to rodzi się nasze ciało, bo nie mamy wtedy, gdy się rodzimy, jakiejkolwiek świadomości, nawet świadomości tego, żeśmy się urodzili, prawda mówiąc. A nie mówiąc o takiej świadomości właścicielskiej właśnie o urodziłem się i mam ciało. Taka możliwość takiej refleksji i takiego nazywania rzeczy pojawia się tak między trzecim a czwartym rokiem życia jeszcze w takiej szczątkowej w ogóle. postaci wtedy, kiedy uczymy się dobrze posługiwać językiem i trudnymi pojęciami jego języka. Więc właściwie można powiedzieć, że z tej perspektywy biograficznej czy psychologicznej to ciało jest pierwsze, bo najpierw pojawia się ciało na tym świecie, a potem dopiero w tym ciele. Rodzi się jakaś taka właśnie nasza tożsamość ja i potem ta tożsamość, która się tam w tym ciele urodziła, nagle zaczyna uważać, że to ona jest właścicielem tego ciała. Sprawy się, jak widzicie, komplikują i o to chodzi. Tutaj będę wam zawracał w głowie po to, żeby żebyście zaczęli głębiej myśleć i nie schematycznie, nienawykowo myśleć o swoim ciele. Bo wtedy dopiero będzie możliwa ta relacja oparta na miłości i szacunku. Jak sami wiemy wszyscy, gdy ja mam poczucie, że coś już jest moje, To nie zawsze, a nawet dość rzadko zakłada szacunek do tego czegoś, co jest moje. Często wręcz przeciwnie. Jak coś już staje się moje, to w jakiś sposób staje się mniej warte dla wielu ludzi. To dotyczy relacji z przedmiotami, które są dla nas ważne, które staramy się zdobyć, nabyć na różne sposoby, czy też z innymi aspektami naszego istnienia w tym świecie. Wszystko, co nazywamy, to jest moje, nie zakłada z góry relacji szacunku do tego czegoś, co jest moje. Czasami wręcz przeciwnie. Myślę, że dość często. Więc czy to jest moje ciało? Pamiętam, jeden z moich nauczycieli zadał mi takie pytanie bardzo ciekawe w którymś momencie naszej relacji ważnej. I powiedział tak, a gdybyś nie nazywał tego ciałem, to co to jest? To jest jeszcze jeden poziom refleksji nad relacją z ciałem. Gdyby abstrahować, wyobrazić sobie na chwilę, że nie patrzymy na nasze ciało poprzez taką myśl, taki myślopształt pod tytułem moje ciało. No to w takim razie, co to jest? Patrzeć na to tak świeżym okiem, bez żadnych wstępnych założeń, w sposób całkowicie niewinny, no to wtedy można mieć ciekawe doświadczenie i ciekawe odczucia związane z ciałem. Polecam wam też taką praktykę. Generalnie ona dobrze służy naszej relacji ze światem także, ponieważ my widzimy świat poprzez nazwy. I wtedy, jak już coś ma dla nas nazwę, to przestajemy się interesować tym pytaniem, co to jest naprawdę, co się kryje za tą nazwą. Uczymy się języka i pytamy rodziców jako dzieci. Na przykład pokazujemy na to, co nazywamy kubkiem i pytamy, mamo, tata, co to jest? No to słyszymy w odpowiedzi, to jest kubek. No ale rodzice dokonują wtedy pewnego skrótu myślowego, a właściwie komunikują nam coś, co nie do końca jest prawdą, ponieważ to nie jest kubek, to się nazywa kubek. Kubek to jest nazwa. Czyli prawdziwa odpowiedź brzmiała, że tak, to coś nazywa się kubek, a nie to jest kubek. No i teraz podobnie możemy pomyśleć o ciele, że to coś nazywa się moje ciało, ale co to jest? Tego typu odpowiedź, która oddziela nazwę od nazywanego obiektu, umożliwia dalsze pytanie o to, co to jest. Nie zatrzymujemy się na nazwie. No i to jest dla wielu ludzi bardzo ważny kierunek refleksji nad własnym życiem i istnieniem. Również nad istnieniem własnego ciała. Ale gdyby tak już troszkę zejść na ziemię bardziej, jak to się mówi, to taką najbliższą analogią, która daje przynajmniej częściową odpowiedź na pytanie, Jak ty, jakkolwiek się nazywasz, Andrzej, Basia czy Kasia, masz się do swojego ciała, to ja bym proponował na początek analogię leasingu. Leasing to jest taki rodzaj wypożyczenia. Leasingujemy samochód. to ten samochód, nie nabywamy praw własności do tego samochodu, samochód należy tam dać jej firmy, natomiast my mamy prawo użytkowania tego samochodu i w dodatku tam są bardzo ciekawe ograniczenia, one się też bardzo silnie wiążą z poprawnym stosunkiem do naszego ciała. Po pierwsze, dobrze jest sobie wyobrazić, że to jest leasing, A po drugie stosować te różne ograniczenia i przepisy związane z leasingiem, które nas nakłaniają do tego, aby naprawdę troszczyć się o ten wynajmowany pojazd. Bo jeśli go uszkodzimy, jeśli go zaniedbamy do regularne przeglądy, i poniszczymy tapicerkę i kokpit itd., to jeśli będziemy musieli przedłużyć leasing, i dostać kolejny samochód od tej firmy, to będziemy musieli dopłacić dużo pieniędzy albo po prostu wręcz dostaniemy odmowę takiego leasingu na poprzednich warunkach w każdym razie. Więc gdybyśmy się tak umówili, że to ciało to nie jest jednak nasza własność, to nie jest moje ciało, tylko to jest leasingowane ciało, leasingowany pojazd, który ma kapitalne różne właściwości, to byśmy byli już o krok do przodu. No bo ciało trochę zachowuje się też jak pojazd, bo pojazd się zużywa i ciało się zużywa. Z pojazdem jest nawet trochę lepiej, bo właściwie prawie wszystko w pojeździe można wymienić, W naszym ciele coraz więcej można wymienić, ale to jest skomplikowane drogie i nie zawsze do końca skuteczne, więc lepiej powstrzymywać się od takiej pokusy, że będę jeździł tym samochodem wariat. to i tak się wszystko da wymienić, albo nie będę się troszczył o to, ile będzie mi kosztować to, że oddam potem właścicielowi bardzo uszkodzony i bez szacunku traktowany pojazd. Więc niech to będzie Elizy. Jest jeszcze jedna metafora, która też bardzo dobrze opisuje już taką szczegółową relację naszą do ciała, która gdzieś tam się zawiera między dwoma skrajnościami na takiej skali szacunku. To jest metafora jeźdźca i konia. Jeździe to jesteś ty, twoje ja, twoja tożsamość psychologiczna, no a koń to jest ciało. I teraz są dwa sposoby jeżdżenia na koniu. Ja sporo w swoim czasie jeździłem na koniach, więc przyglądałem się temu z bliska również. I jeden sposób, którego zresztą na początku mi uczono, to jest taka stara tradycja szwoleżerska, czyli praktykowana w odniesieniu do koń, które miały służyć też na polu walki, czyli w bardzo trudnych warunkach. I tak z grubsza to polegało na tym, że konia trzeba po prostu zdyscyplinować, trzymać krótko w cuglach, ostrogi, bat i jak to się mówi, niech się bydle słucha. No ale okazuje się, że ta tak budowana relacja z koniem ma swoje ogromne też minusy. Oczywiście można tego konia zdyscyplinować i zmusić go do tego, żeby szedł w ogień, jak to się mówi, ale taki efekt, ukryta warstwa tej relacji jest bardzo negatywna. Mianowicie taka, że koń się boi jeźdźca, a jeździec się boi konia. Ponieważ koń się boi jeźdźca, bo ten jeździec sprawia mu ból i skłania go do bardzo ryzykownych zachowań, więc też koń kombinuje jak się tego jeźdźca pozbyć jak najszybciej. Z kolei jeździec zdaje sobie sprawę z tego, że koń kombinuje jak się go pozbyć, więc się go boi. Im bardziej się go boi, im bardziej próbuje go kontrolować, im bardziej próbuje go dyscyplinować. Nakręca się takie błędne koło, które doprowadza do sytuacji, w której jeździec i koń są strasznie napięci i bardzo się nie lubią. niejako czują się zmuszeni do współpracy takiej, która jest tutaj jakąś koniecznością. No i efekt jest taki oczywiście, że albo koń się rozchoruje, albo jeździć się rozchoruje, albo i koni jeździć się rozchorują. W każdym razie są małe szanse, żeby taka para robiła jakiś dobry wynik i mogła długo cieszyć się tą współpracą i życiem. Po drugiej stronie, druga skrajność, to jest taka naturalna szkoła jazdy, którą można było oglądać na westernach, ale tych westernów już prawie nie ma. I to było demonstrowane przez Indian amerykańskich, którzy Najwidoczniej bez siodła, bez ostrów, bez bata, nawet bez żadnego ogłowia. Wędzidła, który konin miał w pysku, wspaniale porozumiewali się z tym koniem. Te konie były bardzo wydajne, szczęśliwe, rozluźnione. Widać było, że jest jakaś kapitalna symbioza między jeźdźcem a koniem. I ta relacja oparta jest na zupełnie innych zasadach. jest w ogóle relacją, jest budowaniem głębokiej relacji między jeźdźcem a koniem. Jeździec próbuje zrozumieć konia, a koń próbuje zrozumieć jeźdźca. Odnajdują jakiś wspólny język, wspólny kod sygnałów. które im pomaga w tym, aby podejmować wspólnie czasami też bardzo trudne i wymagające przedsięwzięcie. No, ale ikon jest rozróżniony, jeźdź jest rozróżniony i można powiedzieć, że to jest relacja oparta na szacunku. Jest pytanie zasadnicze do Ciebie, słuchaczu tego wykładu. Czy Ty traktujesz swoje ciało z szacunkiem? Czy którymś z tych jeźdźców jesteś? Czy jesteś jeźdźcem, który się boi swojego ciała, swojego konia? Kontroluje go bez przerwy i dyscyplinuje i nie zadaje sobie żadnego trudu, ani mu to nawet do głowy nie przychodzi, żeby wejść w taką relację szacunku wzajemnego i miłości przez duże M. Czyli zmierzać do takiego stanu, który się nazywa jednością konia i jeźdźca w tym wypadku. Więc gdy ja pytam ludzi o to, czy traktują swoje ciała z szacunkiem, to z reguły zapada długa cisza, a potem odpowiedź jest negatywna albo No nie wiem właściwie jakie są, pojawia się pytanie, jakie są przesłanki do tego, żeby móc powiedzieć, że ja traktuję swoje ciało z szacunku. Przypuszczam, że Wy też macie kłopot z taką naprawdę szczerą i prawdziwą odpowiedzią na to pytanie. Choć oczywiście często deklarujemy ten szacunek, no bo Dbamy o to, jak to ciało wygląda, bo bierzemy prysznic dwa razy dziennie, myjemy zęby, dbamy o strój i jakąś elementarną kondycję tego ciała. To nie znaczy, że to jest szacunek do ciała. Żeby taki głęboki szacunek do siebie poczuć, to trzeba zrozumieć, że ciało jest mistrzem życia. I że to nie my służymy ciału, tylko ciało nam służy, ale w takim sensie, w jakim można powiedzieć, ono nie jest naszym sługą, ale służy nam ze współczucia, chojnie, dzieli się swoimi możliwościami. Bo taka jest jego natura. Ciało jest mistrzem życia. z prostego bardzo powodu. Skoro słuchacie tego wykładu, to możecie być pewni, że wszyscy wasi przodkowie, niezliczone pokolenia przodków, które stoją za waszymi plecami, ci przodkowie spisali się znakomicie. Mianowicie czasami w bardzo wymagających warunkach dożyli momentu prokreacji. Jeszcze w dodatku wychowali to potomstwo do jakiegoś momentu, w którym mogło stać się samodzielne i z kolei dożyć do swojego momentu prokreacji. Więc w niewielu liniach życia to się udawało w tamtych trudnych czasach. Tu też warto o tym pamiętać, że to ciało jest dziedzicem ogromnej ilości poprzednich pokoleń i niesie w sobie jego biologiczny, fizjologiczny, anatomiczny potencjał. No i ten potencjał jest niebagatelny. Tutaj jeśli u was przekonuje, czy przemawia wam do wyobraźni, no to pomyślcie o swoim ciele w ten sposób i wtedy spróbujcie ani też pomyśleć w kategoriach. To jest mistrz życia, to ciało wie jak żyć. Ono wie lepiej ode mnie jak żyć. Moją rolą jest przynajmniej nie przeszkadzać. A jeszcze lepiej, jeśli poznam dokładnie instrukcję obsługi tego wspaniałego urządzenia i będę, tak jak w tym leasingowanym samochodzie, przestrzegał wszystkich reguł związanych z tym, aby dbać najlepiej jak się da o ten niewątpliwy skarb, jakim jest to ciało. Więc taką postawę wam proponuję, czyli innymi słowy postawę tego jeźdźca, który właśnie robi wszystko, aby nawiązać z ciałem, własnym ciałem, czyli z koniem, w tej metaforze taką bliską relację opartą na szacunku i no wzajemnym poznawaniu się nieustannie. Teraz parę praktyk, które mogą Wam tutaj pomóc w takim budowaniu relacji z właścicielem. Pierwsza to jest Ta praktyka, którą zasygnalizowałem, czyli myślenie o ciele jako o mistrzu i nastawienie się na to, aby poznawać to ciało coraz lepiej, ufać temu ciału, czyli ufać jego możliwościom radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. W tym również różnego rodzaju infekcjami czy chorobami, które oczywiście każdego z nas prędzej czy później będą dotyczyć. też uczyć się tego, żeby mieć szacunek dla sygnałów, które nasze ciało nam, jak to się mówi, przekazuje. Czyli szczególnie chodzi tu o sygnały przeciążenia albo zaniedbania. Bo ciało ma swoje potrzeby, które są dla niego niesłychanie ważne, żeby mogło utrzymać się w optymalnej formie i dobrze nam służyć. Jedną z tych potrzeb, o której można by mówić bardzo długo, jest oczywiście potrzeba ruchu. To ciało jest stworzone do ruchu. I nie po to mamy takie ogromne mięśnie, nóg i rąk i wspaniałe serca i płuca, żeby siedzieć albo leżeć przez większość życia. Ciało traktowane w ten sposób będzie po prostu zanikać i nie zrealizuje swojego potencjału. A nas to będzie z kolei skłaniało do tego, żeby coraz mniej je lubić i coraz mniej mu ufać. Troska o ciało polega głównie na tym, żeby mu nie przeszkadzać i poznać optymalną instrukcję obsługi, tak aby ta relacja opierała się na wzajemnym szacunku i pomagała obu stronom relacji realizować swój potencjał. I to nas wprowadza do tego drugiego sposobu praktykowania szacunku wobec ciała. Ktoś to ładnie kiedyś nazwał, że właściwie wystarczy, jeśli będziemy traktowali nasze ciało tak, jak traktujemy na ogół naszego średnio ulubionego psa. Wydaje nam się, że to jest troszkę obraźliwe dla naszego ciała, ale jak przyjrzeć się temu bliżej, to wcale tak nie jest. No bo jeśli mamy psa, który jest oczywiście takim użytkowym psem, ma swoje obowiązki, ma duży obszar wolności, swobody, mamy z nim dobrze zbudowaną relację, porozumiewamy się z nim dobrze, rozumiemy nadawane wzajemnie sygnały, no to takiego psa traktujemy w taki oto sposób, który można opisać bardzo krótko. Po pierwsze, karmimy go dobrze. Jeśli nie z gniłości, to przynajmniej po to, żeby zaoszczędzić na rachunkach u weterynarzy. Po drugie, oferujemy mu dużą ilość ruchu, tyle ruchu, ile potrzebuje. To jest też bardzo ważne. Po trzecie, nie przeszkadzamy mu w regeneracji. Nawet wtedy, kiedy pies w ciągu dnia uśnie, nie przychodzi nam do głowy, żeby go budzić i mówić, no co ty robisz, w ciągu dnia tak spać nie wypada. Zajmij się czymś. Tylko jakoś ufamy samoregulacji tego zwierzęcia i i traktujemy jego sen i odpoczynek z szacunkiem. Przyznacie, że akurat w tym aspekcie nam na ogół słabo idzie, jeśli chodzi o to, w jaki sposób traktujemy nasze ciało. Potem jeszcze dwie rzeczy robimy dla tego psa z reguły. Od czasu do czasu pobawimy się z nim, poklapiemy go, powiemy do niego coś miłego, dobry pies, damy wyraz swoim dobrym, pozytywnym emocjom wobec tego zwierzęcia. Więc i właściwie nic więcej nie trzeba by robić w stosunku do własnego ciała. Wystarczy zadbać o te parę rzeczy, czyli jedzenie, ruch, regeneracja, zabawa i kontakt fizyczny, ciepło do tych, miłość można powiedzieć. Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą na koniec chcę Wam podrzucić, że w relacji z własnym ciałem trzeba by do tego dodać jeszcze jedną bardzo ważną rzecz, która mi osobiście bardzo pomogła zmienić mój stosunek do własnego ciała. Otóż nam się bardzo często zdarza, z różnych powodów, tzw. cywilizacyjnych i związanych z dziedzictwem kulturowym, w którym żyjemy. Również chodzi tu o narracje różnego typu, które Niektóre z nich bardzo negatywnie wypowiadają się o ciele i traktują je jako jakiegoś wroga czy przeszkodę w naszym rozwoju duchowym. Więc tu mamy dużo obciążeń i ograniczeń. Żeby to przekraczać stopniowo, to wystarczy stosować bardzo taką prostą procedurę. Za każdym razem, gdy poczujemy, że nasze ciało wykonało coś trudnego, sprostało jakiemuś wyzwaniu, Czy to był wysiłek fizyczny, czy intelektualny, czy jakikolwiek inny. Wyszło z jakiejś infekcji na przykład, czy z jakiegoś trudnego okresu w życiu, lub też po prostu poradziło sobie z jakąś doraźną sytuacją zagrożenia, stresu itd. no to wtedy po prostu trzeba poklepać się, tak tutaj pokażę, najlepiej po łudzie i powiedzieć do tego ciała dziękuję, dziękuję. Natomiast jeśli Wydarzeń nawiata nam się przydarza bardzo często, że zaniechaliśmy czegoś, zapomnieliśmy o czymś, nadużyliśmy tego ciała. Nie wiem, ciężką pracą, jakimś lekceważeniem jego potrzeb regeneracji. czy złym jedzeniem, czy nadużywaniem jakichś używek i innych toksycznych substancji, które ewidentnie szkodzą temu ciału, czy też długim przebywaniem w sytuacjach stresowych, czy bardzo obciążających, to wtedy znowu Ten sam gest, ale inne słowo. Przepraszam. Przepraszam. Więc to wam się może wydać trochę dziwne, no bo jak to tak klepać siebie po kolanie i mówić do ciała, do siebie właściwie. Przepraszam i dziękuję, ale zwróćcie uwagę na to, że słowa takie jak przepraszam i dziękuję wypowiadamy zawsze do ludzi, do których czujemy szacunek. To jest wyraz taki elementarny, fundamentalny wyraz szacunku. mówienie do ludzi bliskich, jakichś drogich takich słów jak dziękuję, przepraszam. No i jeszcze można oczywiście do tego dodać proszę, ale nie komplikujmy sytuacji. No więc obiecuję wam, że jeśli będziecie sobie zadawać te wszystkie pytania, które tutaj wam przedstawiłem, jeśli będziecie budować refleksję na temat relacji ze swoim ciałem i obserwować swoje zachowania wobec ciała. Jeśli będziecie stosować zasadę średnio lubianego psa i przepraszam, dziękuję, to wasza relacja z ciałem będzie się stawać coraz bardziej prawdziwa. Prawdziwa, to jest bardzo ważne słowo, to urealnione i wówczas to ciało będzie wam dobrze służyć, chociaż Jak to słowo służyć wymaga tego komentarza, o którym mówiłem wcześniej. Jeśli tego nie zrobimy, to będziemy zaniedbywać swoje ciało, traktować je bez szacunku i tak dalej. pewien sposób na to, żeby w końcu przywołać nas do rzeczywistości i do porządku w sprawie naszej relacji do ciała. Gdybym miał przez chwilę reprezentować w takiej mini psychodramie takie ciało, które udzielić głosu twojemu ciału, mój słuchaczu czy słuchaczkom, które jest zaniedbywane, które jest traktowane bez szacunku, które jest uprzedmiotowione kompletnie i głównie poddawane kontroli, dyscyplinie i nie obdarzane zaufaniem, to bym utożsamiając się z tym ciałem, powiedział do ciebie coś bardzo trudnego. Coś, co brzmi następująco. Jeśli nie nabierzesz do mnie szacunku, jeśli nie zaczniesz traktować mnie szacunkiem i zgodnie z moimi potrzebami, to doprowadzę do tego, że dużą część twojego życia, tą schyłkową, Nie będziesz się niczym innym zajmować, tylko mną". Więc to tak w formie ostrzeżenia i przypomnienia wam o tym, że ciało ma ogromną cierpliwość, ale też potrafi wystawiać bardzo trudne rachunki za brak szacunku, zaniedbania i nadużycia. To tyle na dzisiaj w tej sprawie. Otwieram się na pytania i chętnie na nie odpowiem. Ale jeśli na razie nie napływają te pytania, to wrócę do tych pytań, od których zacząłem naszą rozmowę dzisiejszą. Czyli pytanie, jak radzić sobie z przemijaniem ciała brakiem sprawności i chorobami? No to właściwie mam nadzieję, że usłyszeliście w tym, co mówiłem, odpowiedź na to pytanie. Przemijanie jest immanentną cechą ciała. Ono ma prawo i obowiązek niejako przemijać. Taka jest jego właściwość. Więc jeśli mamy do naszego ciała szacunek, to wtedy nie będziemy mieli z tym żadnego problemu, że to ciało przemija. Ale jednocześnie, jeśli będziemy mieli ten szacunek, to wówczas to ciało nie będzie nam sprawiać niepotrzebnych kłopotów, nie będzie jakieś dramatycznie tracić sprawność, nie będzie też chorować. Wszystko to zasadza się na szacunku. Zrozum i zacznij szanować swoje ciało. Nie będzie kłopotu z przemijaniem, nie będzie kłopotu z chorobami. Jak to niektórzy mówią, możesz nawet doświadczyć takiego Szczęścia, że umrzesz zdrowo. To trochę obietnica trudna do zrealizowania, ale podobno niektórym się udaje. No i oczywiście drugie pytanie, jak nie poddawać się presji urody i młodości za wszelką cenę? Ono uzyskuje tą samą odpowiedź. Czyli jeśli szanujesz swoje ciało, jeśli jesteś z nim w dobrym kontakcie, jeśli rozumiesz głęboko swoją relację z ciałem, no to nie będziesz go poddawać takiej presji. Można być wręcz pewnym i mogę was o tym zapewnić, bo widziałem wiele takich wspaniałych metamorfos ludzi, którzy mieli początkowo ogromne problemy ze swoim ciałem. Byli takim właśnie jeźdźcem, który kontrolował i katował swojego konia. W momencie, gdy zmienili swoją relację do tego ciała, to wówczas to ciało w sposób naturalny, i taki zupełnie spontaniczny. Odzyskiwało blask i urodę, można powiedzieć, mu właściwą i potencjał, który oczywiście w miarę upływu lat zmienia się i trochę ogranicza, ale z tym nie było żadnego kłopotu również. Szacunek do ciała wyklucza taki rodzaj presji. Po prostu dbamy o to ciało jako o średnio ulubionego psa i wszystko jest w porządku. O nic więcej nie musimy się martwić. No i ostatnie pytanie, bo pytanie jak polubić i pokochać to cały czas było przedmiotem moich rozważań. Ostatnie pytanie, na ile skutecznie jest przepracowywanie traum przy ciału i która metoda jest najlepsza? To jest takie techniczno-terapeutyczne pytanie. Mogę powiedzieć z własnego wykształcenia i doświadczenia, zarazem, że nie sposób przerobić traumy w taki rzetelny i skuteczny sposób, nie angażując w to ciało. Ciało jest tym wehikułem, można powiedzieć, który nam organizuje rzeczywistość. Jesteśmy w zmysłowym kontakcie z rzeczywistością. Ale też jego ogromną, ważną rolą jest ekspresja. Ekspresja i komunikacja. więc szczególnie w naszym ludzkim życiu. Z tego prostego powodu odreagowanie traumy czy wyleczenie traumy nie może odbywać się z pominięciem ciała, czyli z pominięciem ekspresji. Tu oczywiście są różne metody uruchamiania tej ekspresji i już nie chciałbym się w to szczególnie wdawać, ale dla tych z Was, którzy są tym głębiej zainteresowani, polecam. Takie lektury napisane przez Aleksandra Lowena. Aleksander Lowen stworzył taką całą procedurę psychologiczną i pracę z ciałem, która się nazywała bioenergetyka. Jedną z jego kluczowych książek, które Wam bardzo polecam, Jedna z jego kluczowych książek nosi tytuł Zdrada ciała. Wyszła po polsku, po angielsku. Też oczywiście jest dostępna i nosi tytuł Betrayal of the body. Dostałem nowe pytania. Chcę się do nich odnieść. Co robić profilaktycznie, aby nie gromadzić w ciele emocji, których w danym momencie nie możemy ujawnić? To bardzo ważne pytanie i wymagałoby dłuższego komentarza, ale to może jeszcze będzie okazja wracać do takich spraw w trakcie naszych spotkań. Generalnie, żeby nie gromadzić w ciele emocji, szczególnie negatywnych emocji, ale również pozytywnych, których nie możemy ujawnić w danym momencie, to trzeba je ujawniać w taki sposób, który jest możliwy. Na przykład, gdy zdenerwuje nas szef, to z reguły ujawnianie swojej dezaprobaty, zdenerwowania czy gniewu nie byłoby dobrym pomysłem. Natomiast to trzeba zrobić i najlepiej zrobić do tego samego dnia. w sytuacji, w której po prostu odreagowujemy te emocje. Już nie w kontakcie z szefem, ani też nie odreagowujemy ich na ludziach boguduchowinnych, jak to się mówi, tylko tylko w sytuacjach, w których możemy to zrobić nikomu nie szkodząc, nie wzbudzając negatywnej reakcji otoczenia. Czyli poprzez ruch, poprzez ekspresję głosową, poprzez różne formy ekspresji, które są w danym momencie dla siebie dostępne. Ja często też w trakcie pracy terapeutycznej wychodzę po dniu takiej pracy obciążony różnymi emocjami, których też we mnie gdzieś tam się obudziły z różnych powodów. No i przynajmniej tyle robię, jeśli już nie mam czasu na nic więcej, że jak zamykam dobrze szyby w samochodzie, sprawdzam czy nikt tam z tyłu nie siedzi i, jak to się mówi, wykrzykuje najgorsze wyrazy po parę razy. Chociażby tyle można zrobić, ale najlepiej odreagować ruchem, jakąś formą ruchu, niekoniecznie ruchem sportowym. To może być taniec, to może być podskakiwanie w miejscu, w zależności od sytuacji twojej kreatywności. Używaj ruchu i głosu, ale w taki sposób, który by nie dotyczył innych ludzi. nie był adresowany do innych ludzi, tylko do tej osoby wyobrażonej już, osoby, która spowodowała te emocje. To tyle najprostsze na to pytanie. Następne pytanie. Problemem wielu kobiet jest oddzielenie od swojego ciała, dystans, traktowanie tego ciała instrumentalnie. Co robić? Wszystko, co powiedziałem wam w trakcie tego spotkania, jest odpowiedzią na to pytanie. Rzeczywiście instrumentalne, czy jak to się mówi, uprzedmiatawiające traktowanie własnego ciała jest bardzo, bardzo złym nawykiem i należy tego za wszelką cenę unikać. Trzeba to, tak powiem, pomału reformować. Mam nadzieję, że to, Dzisiaj wam tu mówiłem i przedstawiałem, będzie w tej sprawie pomocne. Ale czasami sprawy są znacznie głębsze i wymagają jakiejś formy osobistego kontaktu terapeutycznego, żeby móc taki stosunek do ciała przepracować. Szczególnie wtedy, kiedy w tle jest jakaś trauma, jakieś silne nadużycie ciała dokonane przez ludzi, którym się kiedyś ufało o szczególności lub jakaś forma agresji na ciało. To są dość skomplikowane sprawy, o których teraz nie pora mówić. Niemniej jednak, jeśli zaczniecie od tego, co Wam proponowałem dzisiaj, to i tak bardzo wiele można zrobić. Jeśli to nie pomoże, to wtedy trzeba szukać pomocy terapeutycznej.










