Autonomia i bezpieczeństwo - LIVE z 24 października 2022

A live talk (in Polish) arguing that individual autonomy—across physical, immunological, emotional and spiritual dimensions—is the most effective route to greater security in times of systemic crisis. The speaker contrasts autonomy with dependence on a civilization "incubator" (comforts, institutions, market), traces how autonomy develops across the life course (feeding/respiration, movement, immunity, emotions, spirituality), and offers practical starting points (body work, breath, diet, measured medical reliance). The session ends with audience Q&A about the inner child, autonomy reducing anxiety, where to begin, and child adaptation to institutions.
No to jeszcze raz. Life is life. Ciągle coś nas zaskakuje, więc jeszcze raz Was witam na wszelki wypadek, gdybyście mojego serdecznego powitania nie usłyszeli poprzednio. Przepraszam za to, że ten live się tak obsunął i przesunął. O parę tygodni w sumie chyba. Teraz w dodatku też ten live mnie złapał w podróży, więc korzystam z mieszkania przyjaciół, z którego właśnie nadaję. Ale sprawa jest bardzo ważna, ta sprawa, którą się dzisiaj mamy zająć, bo ona dotyczy nas wszystkich, a powiedziałbym nawet dotyczy w jakiejś mierze zachowaniem wszelkich proporcji losów całej naszej cywilizacji. Zaraz spróbuję tę ryzykowną tezę jakoś uzasadnić. Chcę Was też zatrzymać tutaj przed ekranami, bo będę Was starał się z całej siły zachęcić do tego, żeby autonomia stała się ważnym, a jeśli nie najważniejszym celem Waszego dojrzewania i zmiany, którą na pewno chcecie generować w swoim życiu. No i będziemy o tej autonomii rozmawiać w kontekście sprawy, którą się wszyscy w tej chwili zmagamy. która nas wszystkich jakoś niepokoi, a czasami boli, czyli w kontekście sprawy bezpieczeństwa. Wszyscy wiemy, że bezpieczeństwo w tej chwili, bezpieczeństwo na wielu poziomach, bezpieczeństwo psychologiczne, bezpieczeństwo ekonomiczne, bezpieczeństwo związane z jakąś pozytywną wizją przyszłości. Wszystko to w tej chwili jest w stanie jakiejś wibracji niepokojącej, można wręcz powiedzieć w stanie kryzysu. Więc mamy powody, żeby czuć się mało bezpiecznie. No i jest pytanie, co z tym robić, jak sobie radzić w kryzysie, w którym nasze poczucie bezpieczeństwa jest tak mocno rozchwiane. No i moim zdaniem odpowiedzią jest praca nad autonomią. W największym skrócie autonomia czy ta linia naszego rozwoju, Ona zmierza do tego, żebyśmy w momencie, gdy całkowicie dojrzewamy jakoś wewnętrznie, fizycznie i duchowo, psychicznie również, żebyśmy możliwie jak najmniej potrzebowali od świata i od innych ludzi. Ale nie znaczy, że się mamy od nich izolować i odłączyć. być jakiegoś wroga nastawionymi do ludzi w szczególności, wręcz przeciwnie. Wtedy, kiedy mniej od ludzi potrzebujemy, tym bardziej jesteśmy na nich otwarci, bo ta relacja nabiera zupełnie innego charakteru, przestaje być jakąś formą emocjonalnej transakcji. Mówiliśmy o tym poprzednio, nie będę do tego wracał. Generalnie też, powiedzmy sobie szczerze, że nie potrzebujemy tylko ludzi, ale jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od różnych tzw. zdobyczy cywilizacji i różnych udogodnień, różnych potwórek, różnych gadżetów, różnych form jedzenia i od różnych przyjemności. System, w którym żyjemy, no tak działa, że stara się nas uzależnić, stara się minimalizować naszą autonomię, no bo dzięki temu, że jesteśmy mniej autonomiczni, to więcej potrzebujemy, a jak więcej potrzebujemy, to więcej chcemy kupić, a jak chcemy więcej kupić, to więcej pracujemy, żeby mieć na to pieniądze. No i właściwie nasze życie się często zamyka w takim błędnym trochę kole pod tytułem, poszukujemy autonomii, przepraszam, nie autonomii, tylko bezpieczeństwa i przyjemności i jeszcze tej trzeciej takiej powszechnej, powszechnego dążenia do uzyskiwania popularności, znaczenia i wpływu. I to wszystko, te trzy potrzeby, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba przyjemności, potrzeba popularności i wpływu wikłają nas bardzo w różne pomocnicze gadżety, instytucje, produkty, rzeczy itd. Szczerze trzeba sobie powiedzieć, że dążenie do autonomii jest w tym sensie antykulturowe, kontrkulturowe, czy też jest asystemowe. Bo im bardziej jesteśmy autonomiczni, tym bardziej wyłączamy się z rynku. Rynek jest napędem naszej cywilizacji w tej wersji, w jakiej ona istnieje i w jakiej osiągnęła teraz zresztą swój kryzys. Więc popatrzmy na tą autonomię w związku z tym. Ale jeszcze może, żeby zarysować przestrzeń naszej rozmowy i refleksji, to tak jak powiedziałem, właściwie każdy z nas, a myślę, że wszyscy ludzie w jakimś sensie, stajemy przed taką alternatywą w tej chwili. Skoro się zrobiło tak niebezpiecznie i tak trudno, i nasze wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa też zostało, jak już powiedzieliśmy, rozchwiane, no to którą drogę wybrać? Czy będziemy wysiłek nasz i naszą całą kreatywność i energię angażowali w to, żeby na zewnątrz nas, w naszym otoczeniu takim materialnym, znalazło się jeszcze więcej zabezpieczeń i żeby doskonalić to, co ja nazywam takim inkubatorem cywilizacyjnym, który myśmy właściwie stworzyli i ciągle chcemy dalej tworzyć. i czy mamy go wobec tego dalej doskonalić i inwestować w cały nasz wysiłek i wyprodukowane bogactwo w to, żeby to jeszcze rozbudować i doskonalić, czy też zastanowimy się chwilę nad tym, co do tej pory robiliśmy w tej sprawie i być może docenimy autonomię jako jako taki obszar mocy i możliwości, który każdy z nas w sobie nosi, który by nas w dużym stopniu uniezależniał od tego inkubatora. Zwróćcie uwagę jeszcze, skoro mowa o inkubatorze, to o co chodzi z tym inkubatorem? Wystarczy się z tego punktu widzenia rozejrzeć wokół siebie i wtedy zobaczymy, że tak, że my zmierzamy do tego i poszukujemy tego pilnie, żeby żyć w przestrzeni, która ma wszystkie parametry stałe. Czyli to jest charakterystyka inkubatora. Optymalne, stałe parametry, czyli stała temperatura, stały dostęp do picia i do jedzenia, dobre przefiltrowane powietrze i wysoki poziom higieny tego otoczenia, czyli jest to przestrzeń wolna od bakterii, wirusów i innych patogenów. I właściwie można powiedzieć, że w dużej mierze ta materialna materialny aspekt naszej cywilizacji, ta cała infrastruktura, w której żyjemy, no ona została stworzona w imię tego podnoszenia, tego poczucia bezpieczeństwa. No ale jeśli przyjrzeć się efektom tego wielkiego dzieła Scondina, zasługującego na niewątpliwy szacunek, jeśli chodzi o ładunek pracy i ładunek kreatywności włożonych w to wszystko, to jednak efekt jest nie najlepszy, ponieważ generalnie Nasze biologiczne przetrwanie specjalnie na tym nie skorzystało. My żyjemy coraz dłużej, ale jedna trzecia, ostatnia faza naszego życia to jest często chorowanie. a nie życie o wysokiej jakości. Więc ten wskaźnik tzw. życia w zdrowiu specjalnie nie imponuje i ostatnio podobno zaczął spadać. Okazuje się, że to zabieganie o sprawność i taką efektywność tego inkubatora cywilizacyjnego, ono ma swoje granice. Gdzieś wydaje się, że dotknęliśmy takiej granicy, w której to, co do tej pory nam służyło, przestaje nam służyć, a wręcz zaczyna nam szkodzić. Alternatywą do tego jest sięgnięcie do własnego potencjału autonomii. W tym takim kursie online'owym, który zrobiłem dla Positive Life, który się nazywa Wyprawa, tam jest rozdział autonomia i cieniem autonomii jest uzależnienie. Działamy tutaj, przesuwamy się na skali, której bieguny są w taki sposób opisane. Albo autonomia, albo uzależnienie. I teraz czas na to, żebym Was zaczął zachęcać do tego, żeby jednak tę autonomię w sobie, potrzebę autonomii w sobie obudzić i w pełni realizować. Tak naprawdę wiem z mojego własnego doświadczenia, doświadczenia bardzo wielu ludzi, którym pomagam jako psychoterapeuta, że poczucie bezpieczeństwa wzrasta proporcjonalnie do uwalniania się od różnych uzależnień. Im mniej potrzebujemy, tym bezpieczniej się czujemy, można powiedzieć. Więc autonomia. autonomia versus uzależnienie i jako ta najbardziej efektywna i najbardziej uzasadniona droga do poczucia bezpieczeństwa. My, ludzie i w ogóle wszystkie istoty odczuwające a myślę, że również te, które nie odczuwają, takie jak na przykład rośliny, chociaż tutaj też stanowiska są sprzestrzenne, czy one odczuwają, czy nie odczuwają. W każdym razie, wszystkie przejawy przyrody, fauny i flory dążą do autonomii. A człowiek chyba najbardziej. No bo zobaczcie, jak wygląda nasze życie w największym skrócie. Otóż rodzimy się trochę tak, jakbyśmy byli przybyszem z innej planety. Opuszczamy planetę Matka i lądujemy na planecie Ziemia. Na planecie Matka przebywamy tam około 9 miesięcy i mamy Kompletny, można powiedzieć, luksus i komfort. Tam jest prawdziwy inkubator. Tam mamy stałą temperaturę, tam jesteśmy podłączeni do tempowiny, którą dostajemy wszystko, co nam potrzebne jest do przeżycia, do rozwoju, do budowania organizmu, podtrzymywania energii i tak dalej. Dostajemy tlen. Cudownie. Właściwie nie musimy wykonywać żadnego wysiłku, żeby sobie tam egzystować. Ale nadchodzi ten moment, moment porodu, kiedy nagle zostajemy wyrzuceni poza przestrzeń statku matka czy planetę matka i lądujemy na planecie Ziemia i w którymś momencie jeszcze, prawda, na tych dość szybko nasz materialne powiązanie energetyczne i pokarmowe powiązanie z planetą Matka zostaje przerwane. No i to jest szok. Doznajemy szoku, ponieważ nagle okazuje się to wszystko, co było dostarczane w gotowej formie, teraz trzeba się zacząć o to starać. No i trzeba się postarać o to, żeby wziąć pierwszy oddech, a potem trzeba się postarać o to, żeby wystać coś z piersi matki. I zaczyna się proces przystosowywania się do życia na planecie Ziemi. A więc proces powiększania obszaru naszej autonomii. Pomału, przez pierwszy, szczególnie pierwszy rok, dwa, bardzo potrzebujemy jeszcze związku z planetą matka. no bo chociażby dlatego, że planeta matka w dalszym ciągu dostarcza najlepszego pokarmu, a potem wchodzimy w kolejny okres, kiedy już zaczynamy mniej potrzebować planety matki i następuje stopniowa separacja od tego wspaniałego, matczynego inkubatora. Pojawia się ten problem, czy my będziemy wobec tego gdzieś w naszym podświadomym umyśle dążyli przez całą resztę życia do odtworzenia tego inkubatora na zewnątrz nas już jako dorosłych ludzi, przynajmniej fizycznie dorosłych, czy też będziemy budować naszą autonom. Wydaje się, że nie mamy tutaj wyboru właściwie, ponieważ mamy bardzo głęboko zakorzeniony, potężny instynkt, powiedziałbym nawet tropizm, który każe nam powiększać obszar autonomii, stawać się coraz bardziej autonomicznymi istotami. I to w pierwszym okresie życia przejawia się przede wszystkim w ogromnej pracy, jaką wkładamy w opanowanie ciała. Nasze ciało, które rozstało się z planetą Matka jest właściwie zupełnie bezwładne, niemalże i nie mamy nad nim żadnej kontroli, nie jesteśmy w stanie wykonać żadnego celowego, wolicionalnego, jak to się mówi, ruchu, czyli wykonać coś na własne życzenie. To, że ja teraz policzę do trzech i podniosę rękę raz, dwa, trzy, no to dla niemowlaka to jest po prostu kompletnie nieosiągalny wyczyn. I stąd Potrzeba autonomii tego organizmu, który wylądował na planecie Ziemia. Ona się realizuje przede wszystkim w tej obsesji ruchowej. Dzieci bez przerwy eksperymentują z ruchem, chcą się nauczyć dwudziestu sposobów gry w piłkę, skakać na wiele sposobów, na jednej, na dwóch nogach, do przodu, do tyłu. Jakichś elementów akrobatyki się uczą, biegu. ucieczki, gonienia, wspinania się, schodzenia, no co chcesz. Również takiej małej motoryki tak zwanej, różne sztuczki manualne. To wszystko jest niezwykle ważnym przedsięwzięciem, które zwiększa poczucie autonomii tego małego człowieka, a tym samym zwiększa szansę na przeżycie. gdyby nagle z jakiegoś powodu zabrakło kontaktu z planetą matką, czy ze statkiem kosmicznym matka. Więc to jest tak ogromna potrzeba, o której w tej chwili zapominamy, bo to warto wiedzieć i chcę to bardzo podkreślić, że dzieci od momentu urodzin do momentu, w którym zaczynają dojrzewać płciowo, czyli mniej więcej około 12 roku życia, choć to się teraz jakoś przesuwa niebezpiecznie w dół, potrzebują minimum 4 godziny ruchu dziennie, na dobę 4 godziny ruchu, do 6. No to jeszcze dopóki te dzieci są w przedszkolu, w domach, no to jeszcze tam z tym ruchem sobie jakoś radzą. Ale jak pójdą do szkoły, to się zaczyna tragedia. Właściwie czasu na ruch i okazji do ruchu jest stanowczo za mało. A podkreślam, im większe są nasze kompetencje ruchowe, im lepiej wykształcona muskulatura ciała, sprawność organów, szczególnie serca, płuc, układu napędowego, czyli mięśni, rąk i nóg, pasa walkowego, to jest coś, co będzie decydować o tym, czy ten człowiek wtedy, kiedy nastąpi jakiś kryzys, czy on przeżyje, czy nie przeżyje. Więc to się odbywa na poziomie instynktownym w marsze. Po prostu tu nie ma wyboru. Oczywiście, jeśli my powstrzymamy w jakiś sposób ten pęd dziecięcy do budowania kompetencji ruchowych, to wtedy ono ulegnie, ale musimy sobie zdawać sprawę z tego, co robimy, jak bardzo szkodzimy temu dziecku. Równolegle z tym dojrzewaniem w obszarze motorycznym, Jeszcze odbywa się bardzo ważny proces budowania autonomii odpornościowej, immunologicznej, czyli zarażamy się różnymi bakteriami, wchodzimy w kontakt z różnymi patogenami, wirusami itd., chorujemy i nasz układ odpornościowy uczy się radzić sobie z tym wszystkim, co jest powszechnie obecne na tej planecie. Oczywiście możemy uzyskiwać jakąś pomoc w tej sprawie ze strony medycyny i uzyskujemy, ale tu też trzeba uważać na proporcje i granice tego sięgania po pomoc w sprawach budowania własnej odporności. Przykładem jest to, co się wydarzyło na przestrzeni ostatnich 50 lat albo więcej, z antybiotykami, kiedy sięgaliśmy też zachęcani przez różne służby zdrowia i agencje zajmujące się zdrowiem, żeby używać tych antybiotyków przy każdej okazji również profilaktycznie itd. I efekt jest taki, że osłabiliśmy naszą odporność, ponieważ antybiotyki załatwiały znaczną część tej pracy, tej walki z zakażeniem, zamiast, prawda, wręczając w tym nasz własny układ immunologiczny, no a poza tym jeszcze wyhodowaliśmy sobie szczepy bakteryjne, które teraz nie reagują na żadne antybiotyki. To jest ważna lekcja w kontekście budowania autonomii. Tutaj przesadziliśmy z tym komfortem, z tym dążeniem do wyręczania się i unikania cierpienia czy wysiłku nawet po prostu, który tak jak w treningu sportowym buduje naszą sprawność we wszystkich wymiarach, które są niezbędne do tego, aby w pełni się zadomowić na tej planecie i bezpiecznie i pożytecznie na niej żyć. Więc potem mamy Jeszcze oczywiście te procesy się przeplatają i ta chronologia, którą tu podaję, ona jest taka dla celów dydaktycznych stworzona, ale gdzieś z grubsza można powiedzieć, że są dominanty w różnych okresach naszego życia. Najpierw mamy tą dominantę duchową i tą immunologiczną, szczególnie w przedszkole, czy pierwsze klasy szkoły podstawowej, to jest po prostu ciągła walka z jakimiś infekcjami. A potem się zaczyna budowanie takiej autonomii emocjonalnej, czyli umiezależniania się stopniowego od relacji, silnej, uzależnionej relacji z rodzicami. Następuje, pojawiają się pierwsze fazy procesu separacji. To już się przejawia w tym słynnym bumcie czterolatka najpierw, a potem w tym bumcie nastolatka, kiedy ten dorastający człowiek oraz pierwszy krytycznie i refleksyjnie patrzy na swój związek z rodzicami i zaczyna go w jakiś sposób weryfikować stopień uzależnienia od rodziców. Więc kolejna ścieżka poszukiwania autonomii to jest autonomia emocjonalna. Ta autonomia emocjonalna najpierw gdzieś tam zmaga się, ta potrzeba autonomii zmaga się z tą właśnie nadmiernym uwikłaniem w rodziców. No ale w zależności od tego, jak to nam pójdzie, to potem też w dorosłych relacjach partnerskich też poszukujemy autonomii. Wzajemna zależność od siebie. w związkach, w parach czy w dwójkach jest po prostu czymś, co odruchowo nam nie pasuje. My szukamy jakiegoś sposobu na to, żeby się poczuć mniej zależnymi, bardziej autonomicznymi w tej sytuacji. To nie znaczy, podkreślam, że przestajemy interesować się w ogóle drugą stroną, wręcz przeciwnie, zaczynamy się nią interesować, ale w sposób, można powiedzieć, taki, który coraz mniej oczekuje wzamian. O, to może jest istotna część takiej definicji związku, który jest wolny od wzajemnych uwikłań niezależnych. Więc mamy tutaj Następny kawał roboty do zrobienia, który czasami trwa bardzo długo w naszym życiu. Życie przynosi różne okoliczności, które w dużej mierze polegają na rozstaniach. że w którymś momencie dochodzimy do takich obiektów, gdy trzeba się rozstać już definitywnie z rodzicami, co jest bardzo, bardzo trudną i głęboką lekcją i co dla wielu ludzi staje się takim przyczynkiem do tego, aby głębiej popracować nad swoimi relacjami partnerskimi. i w tym umieć jakoś znaleźć jakieś rozwiązanie konstruktywne i pozytywne na budowanie tej relacji z perspektywą nieuchronnego rozstania, która już wtedy przestaje być jakąś fikcją czy wyobrażeniem, a staje się no rzeczywistym faktem życia. Więc mamy ścieżkę poszukiwania autonomii emocjonalnej. No więc, czyli wymieńmy to jeszcze raz od początku. Najpierw autonomia taka pokarmowa i oddechowa, potem ruchowa, potem mamy autonomię odpornościową, immunologiczną, potem mamy długą, długą ścieżkę poszukiwania autonomii emocjonalnej. No i na końcu mamy jeszcze jedną ważną ścieżkę, o której wypada coś powiedzieć, mianowicie poszukiwanie autonomii duchowej. To też jest tematem i częścią tego kryzysu współczesności, tego systemowego kryzysu, którego teraz doświadczamy i który się chyba jeszcze nie skończył i będzie się dalej rozwijał. Mam na myśli tutaj kryzys instytucji religijnych, kryzys religii. i kryzys instytucji, które powstały wokół religii. I to wielu ludzi w tej chwili stawia wobec takiego dylematu, no to w takim razie jak ma wyglądać mój kontakt z tym wymiarem transcendentnym, jak to się nazywa. Cokolwiek tam się ukrywa, jakakolwiek nazwa się ukrywa w tym docelowym punkcie transcendencji. W każdym razie część ludzi czuje się osieroconych bardzo przez różne instytucje, które do tej pory pośredniczyły w pewnym sensie relacjami z absolutem i bieżącymi, jak to się określi. I teraz jak sobie dalej tutaj poczynać w tej sprawie. Bardzo ważny, bardzo trudny problem dla wielu ludzi. I on też wydaje się tutaj podlegać na skutek kryzysu, no takiej zmianie, która, tak jak w każdym kryzysie, jest zawarty zawsze element element potencjalnej zmiany, jakiegoś korzystnego rozwiązania, wyjścia poza to, co dotychczas było wystarczające. No i tutaj tym wyjściem jest tak zwana duchowość, czyli zamieniamy religijność na duchowość i można powiedzieć, że Podstawowym wyznacznikiem takiej postawy jest to, że nie czujemy się osieroceni przez fakt, iż ludzie, którzy do tej pory pośredniczyli w naszych relacjach z absolutem, nie stanęli na wysokości zadania. Tylko szukamy bezpośredniego kontaktu i bezpośredniej drogi. z taką niezłomną wiarą, że wszystko, czego potrzebujemy w tej sprawie jest nam dane i tylko należy zacząć po to ścięgać i tego używać. Więc autonomia, jak widzicie, ma wiele wymiarów. Wszystkie one służą temu, żeby tak naprawdę przestać się bać i poczuć się wreszcie na tej planecie. Nie jak dziecko, które zostało wyrzucone w jakiś wrogi i trudny świat, tylko jako ktoś, kto tutaj po prostu przynależy. I mało, że przynależy, to jeszcze za tą planetę odpowiada. Bo jeśli odpowiada za planetę, to odpowiada również za siebie. Jak odpowiada za siebie w takim właśnie wymiarze autonomii, no to również będzie siłą rzeczy niejako dbał o środowisko, w którym żyje. Natomiast jeśli będziemy skoncentrować się na tym, na czym koncentrowaliśmy się do tej pory, czyli na budowaniu super efektywnego inkubatora, no to będziemy po prostu, wylądujemy w końcu pod jakąś wielką szklaną kopułą. w takiej szklanej pułapce, jak to tytuł jednego filmu ładnie określił, albo gdzieś pod ziemią, tak jak w proroczym filmie polskiej produkcji Seksmisja. I po prostu będziemy się tylko bać i ciągle szukać nowych zabezpieczeń i nowych, jeszcze doskonalszych sposobów na to, żeby izolować się od świata, ale też Może się okazać, tak jak to się okazało w czasie ostatniej pandemii, że również zaczniemy się izolować od siebie nawzajem, czyli zaczniemy innych ludzi traktować jako zagrożenie dla naszego biologicznego istnienia. Mam nadzieję, że Was jakoś zachęciłem do budowania tej autonomii i troski o to, i uwalniania się od nadmiaru uzależnień, a w miarę możliwości od wszystkich. Oczywiście nie uniezależnimy się od powietrza i od jedzenia. i od paru jeszcze innych wymiarów naszej relacji ze światem, ale można się naprawdę uniezależnić od bardzo wielu, wielu spraw. Im bardziej jesteśmy niezależni, tym lepiej będą wyglądać nasze relacje ze światem i z ludźmi. No to z tą myślą chcę Was tutaj zostawić. Dzisiaj udało się dość krótko wszystko powiedzieć. Mam nadzieję, że to jakiś pożytek dla Was przyniesie. A teraz jeszcze zostały jakieś pytania. Mamy dwa pytania. Może się pojawią jeszcze inne w trakcie. Pierwsze pytanie, czy u wewnętrznego dziecka potrzeba bliskości i autonomii mogą być konfliktowe, jeśli miało zbyt mało doświadczeń zdrowej bliskości? To jest bardzo fajne pytanie i wymaga dłuższego wykładu. Bo pewnie nie wszyscy wiedzą, co to jest wewnętrzne dziecko, ale z grubsza rzeczy ujmując, wewnętrzne dziecko to jest taki aspekt naszego mentalnego wyposażenia i dziedzictwa, który składa się głównie z doświadczeń z okresu dzieciństwa. No a jak wszyscy wiemy, rzadko trafia się takie tak zwane optymalne, w pełni szczęśliwe dzieciństwo. I właściwie też trudno powiedzieć, czy należy tego żałować, czy należy się tym cieszyć. Jest tak, jak jest. Wiadomo, skąd inąd, że takie super szczęśliwe dzieciństwa w jakiś sposób Nie są korzystne, mówiąc delikatnie, dla dalszego rozwoju człowieka, który takiego dzieciństwa doświadczył. Gdzieś jakiś element cierpienia, niedostatku, frustracji jest tym napędem do tego, do jakiejś niewygody chociażby, dyskomfortu. jest napędem do tego, żeby szukać rozwiązań. Więc są takie obserwacje, że te optymalne dzieciństwa, one, można powiedzieć, rozleniwiają ludzi, którzy już osiągają dorosłość w takim doświadczeniu i oni korzystają pełni ze swojej dobrej karmy, ale nie budują swojej autonomii i takiego poczucia właśnie, które dawałoby satysfakcję typu samorealizacja, czyli pełna realizacja naszego ludzkiego potencjału. Więc oczywiście, jeśli to takie sfrustrowane nasze wewnętrzne dziecko, domaga się w dorosłym życiu takiej bliskości, którą mogłoby dostać tylko od matki w okresie dzieciństwa, no to tu będzie konflikt i ta dorosła część w nas musi nauczyć się mitygować potrzeby tego dziecka, żeby one nie psuły dorosłego życia tej osoby, bo potrzeby dziecka nie mogą decydować o tym, jak wygląda życie dorosłej osoby. Czyli potrzebna jest praca z wewnętrznym dzieckiem, które Mówiąc obrazowo, musi zrezygnować z tego, że to, co nie wydarzyło się w dzieciństwie, wydarzy się w dorosłym życiu. Wtedy to jest ten pozytywny rezultat. Duża część psychoterapii na tym właśnie polega. Zresztą Bliskość, tutaj w pytaniu jest słowo blisko, bliskość, autonomia nie wyklucza bliskości, ale ja już to podkreśliłem, wręcz przeciwnie, ona może tę bliskość jeszcze potęgować w takim sensie właśnie wykraczającym poza wzajemne zaspakiwanie swoich psychologicznych niedostatków czy deficytów. i wtedy satysfakcja z tego typu bliskości jest zupełnie inna niż ta bliskość polegająca na wymianie wzajemnych usług emocjonalnych. Następne pytanie, tu właściwie już na nie odpowiedziałem. Czy autonomia automatycznie redukuje poziom lęku? Prawda czy nie? Tak, autonomia redukuje poziom lęku. To jest dość oczywiste, bo jeśli jesteśmy od czegoś uzależnieni, czegoś na zewnątrz, to to, co na zewnątrz może w jakimś momencie przestać być dostępne. Tak jak to już teraz się dzieje w pewnym stopniu w ramach tego kryzysu, którego doświadczamy. i pewnie będzie się nasilać. Także tutaj nie chodzi o sprawy tak podstawowe jak np. ciepło w mieszkaniach, ale jest wiele innych spraw, które mogą powodować ten lęk przed utratą tego przedmiotu czy tego czegoś, od czego jesteśmy uzależnieni. No to wystarczy spojrzeć na ludzi naprawdę uzależnionych biochemicznie od różnych substancji, w jakim lęku oni się znajdują wtedy, kiedy nie mają dostępu do tychże substancji i w jakim opłakanym stanie. Więc im mniej uzależnienia, im mniej tego typu potrzeb uwikłania w zewnętrzne wymiary czy aspekty naszego bezpieczeństwa, tym mniej lęku nie ulega kwestii. Dostałem jeszcze jedno pytanie w międzyczasie. Od czego zacząć budować autonomię? To tak jak tą indywidualna sprawa, bo różne są nasze doświadczenia biograficzne, różnie wyglądało nasze dzieciństwo i możemy mieć różne potrzeby, a więc też różne punkty startu do tego przedsięwzięcia, jakim jest budowanie własnej autonomii. Tak, gdy na to się patrzy z punktu widzenia właśnie tej chronologii, którą tu przyjęliśmy w tej rozmowie, no to bardzo często też w procesie psychoterapii autonomię danego człowieka, który ma słabe poczucie autonomii, a w związku z tym dużo lęku, zaczyna się budować od pracy z ciałem. Pracy z ciałem, czyli pracy ze świadomością ciała, pracy z ugruntowaniem, pracy z odblokowaniem różnych napięć mięśniowych na poziomie mięśni prążkowanych, lokomocyjnych, a również na poziomie mięśni gładkich, które regulują pracę naszych organów wewnętrznych. żeby przepływ energii był lepszy, żeby ilość energii, którą dysponuje ten człowiek była większa i żeby dawała mu więcej możliwości rozwojowych. Często trzeba rozpocząć od pracy z ciałem. To jest mnóstwo różnych w tej chwili dostępnych metod pracy z ciałem, głównie zapożyczonych z kultury wschodu, gdzie nad tymi sprawami tę sprawę naprawdę poświęcano dużo uwagi, przywiązywano do tego ogromne znaczenie i słusznie. U nas, w naszej kulturze, ciało jest jakoś negatywnie trochę naznaczone jako kłopot, a nie potencjał. Jako zagrożenie nawet w procesie tego, co się nazywa zbawieniem. Więc tu musimy sporo odzyskać i sięganie do tych technik wschodu może nam bardzo pomóc. to jest Tai Chi, to jest Hatha Yoga, to jest Qigong, mnóstwo różnych innych pośrednich, których tutaj nie sposób wymienić. Praca z ciałem, potem praca z energią, czyli praca z oddechem. Też bardzo ważny aspekt poszukiwania autonomii. Potem praca z dietą, z szukaniem takiej diety, która naprawdę służy naszemu organizmowi, a nie jest tylko po prostu spadkiem z systemu rodzinnego, który po prostu tak się u nas jadło. I tak się u nas jadło, ale ledwo żyje. I tutaj autonomia polega na tym, żeby umieć to zakwestionować i szukać tego, co w pożywieniu jest dla nas najlepsze i najbardziej nam służy. Więc skoro pytanie jest, od czego zacząć, to od takich spraw trzeba zacząć, a potem są te wszystkie pozostałe wątki, takie jak budowanie autonomii immunologicznej, opanowanie tego hipochondrycznego lęku przed tym, że mój organizm nie jest w stanie sobie poradzić bez jakichś leków zaawansowanych, bez jakichś zaawansowanych procedur medycznych. Wtedy, kiedy tak naprawdę sprawa jest błaha. I to świadomie przesuwać, Oczywiście w kontakcie z lekarzem nie szarżować, ale przesuwać w kontakcie z kimś mądrym tą granicę poszukiwania jakiejś zbawczej interwencji z zewnątrz, przy jakichś banalnych infekcjach na przykład. To tyle. Od tego trzeba zacząć. A potem jest oczywiście ten wątek emocjonalny, czyli trzeba załatwić sprawę z rodzicami, tak żeby już przestać się czuć dzieckiem i ofiarą swojego własnego losu, no i w końcu sięgnąć do tej autonomii duchowej. Jeszcze mamy coś? Czekaj, bo tutaj jest jakieś... Co z autonomią? No to właśnie to o duchowości, żeśmy powiedzieli. Nie będę się teraz dalej w to wdawał, bo to skomplikowany temat. Może poświęcimy temu osobne spotkanie. Jeszcze coś? Jak brak okresu adaptacji dziecka do nowego środowiska typu żłobek, przedszkole czy szkoła może wpłynąć na późniejszy proces autonomii? Jak wyrwanie dziecka z rąk matki bez okresu adaptacyjnego ma wpływ na ten proces? Jaki ma wpływ? No więc tak, więc jeśli chodzi o adaptację dziecka do nowych środowisk, znaczy taki trening społeczny wśród rówieśników już, No to to oczywiście jest bardzo ważne. Może żłobek to jest... żłobkowi trzeba się bacznie przyglądać, czy nasze dziecko z pewnością nie idzie za wcześnie do żłobka, nie za wcześnie rozstaje się, szczególnie z matką. Mówiłem o tym też tutaj przy okazji, prawda, opisywania tych różnych etapów uzyskiwania przez nas autonomii, że matka przez dłuższy czas jest taką Taką bazą, ten kontakt z tą planetą, z której to dziecko przybywa, jest niezbędny do tego, żeby proces adaptacji zachodził prawidłowo. Żeby nie powstało takie bazowe, fundamentalne poczucie zagrożenia, którego się trudno pozbyć przez resztę życia. Więc to będzie potem skutkować takim wycofywaniem się z kontaktu z życiem. Więc tu na to trzeba uważać i ja jestem absolutnie zwolennikiem tego, żeby matka po wylądowaniu dziecka na planecie Ziemia towarzyszyła mu bardzo blisko przez co najmniej pół roku. Takie eksperymenty, jak noszenie dziecka w chustach, ciągle przy sobie, czy w nosiłkach, to są sprawdzone naukowo sposoby na to, żeby budować w dziecku, a potem w dorosłym, to fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Następne. Aha, jeszcze w tamtym pytaniu coś było. Aha. Niekoniecznie to trzeba uważać na to, bo dzisiaj np. słyszałem, że Sejm pod wpływem jakichś politycznych środowisk konserwatywnych rozważa bardzo duże ograniczenie dostępu do tzw. edukacji domowej dzieci. To tutaj wiąże się z tym pytaniem. Nie zawsze bycie w takim tradycyjnym, kontrolowanym przez głównie jednak przez polityków czy ideologów nurcie edukacyjnym i wychowawczym, takim powszechnie dostępnym jest czymś korzystnym dla autonomii, czasami wręcz przeciwnie. Także to zależy od tego, jacy ludzie tym kierują i w imię jakich wartości kształtują takie instytucje. Dzieci uczą się autonomicznie od dzieci alternatywnych ścieżek kontrkulturowych, gdzie autonomia jest też celem tych wychowawców i tych instytucji budowania autonomii dziecka, niezależności, takiego też non-konformizmu, czyli sprzeciwianiu się wszelkim próbom presji takiej ideologicznej i dotyczącej systemu wartości. Także tutaj Trzeba uważać, że wiele zależy od tego, do jakiej szkoły to dziecko pójdzie i w jakim okresie politycznej indoktrynacji się znajdujemy. Pytanie następnie. Paradoksalnie poszukująca autonomii część nas, która w rzeczywistości jest bezradna i potrzebująca, jest trudna do zintegrowania bez pomocy. Ludzie są jednak zwierzętami wspólnotowymi, chcemy być częścią czegoś, chcemy doświadczać sensu naszej egzystencji, chcemy czuć swoją wartość. Jak sobie z tym poradzić? No, tutaj już to sygnalizowałem, Poszukiwanie autonomii nie musi się odbywać samotnie. Są środowiska, które właśnie pracują nad tym świadomie i można znaleźć w tych środowiskach oparcie w swoich poszukiwaniach. Więc dobrze jest szukać takich środowisk, takich ludzi, takich grup i korzystać z ich oparcia, z inspiracji, które wnoszą. Więc to autonomia, jeszcze raz powtórzę, nie przeczy wspólnotowości, wręcz przeciwnie. Ona tę wspólnotowość i relacje, te najbliższe relacje z ludźmi też podnosi na zupełnie inny poziom, na poziom, który daje znacznie większy skład satysfakcji. A mniej uwikłania. Tak byśmy to może nazwali. I wtedy sens naszej egzystencji jest znacznie bardziej wyczuwalny i taki oczywisty. Bo autonomia to prawie to samo co wolność. Kto nie lubi wolności? To na tym zakończymy. Bardzo Wam dziękuję za uwagę i za pytania. Pamiętajcie o tym, że o autonomii też można poczytać i w ramach tego kursu, o którym już wspomniałem, który się nazywa Wyprawa. Jednym z etapów tej wyprawy jest autonomia. I to w ogóle na te czasy szczególnie dobry kurs i szczerze go Wam polecam. Jeszcze raz dziękuję. Dobranoc, wszystkiego dobrego. Trzymajcie się, dbajcie o własną autonomię, a wszystko będzie dobrze. Do usłyszenia, do zobaczenia.










