Ciało i dusza. Wojciech Eichelberger mówi o relacji z ciałem. Nagranie live z 24 czerwca 2024 roku.

Wojciech Eichelberger prowadzi nagranie live o relacji "ja–ciało" (psychika–ciało), rozważając różne powszechne wyobrażenia ciała (własność, wypożyczone ubranie, więzienie, świątynia) i stawiając filozoficzne pytanie: czy ciało przydarza się nam, czy my przydarzamy się ciału. Twierdzi, że nasze ciała żyją w rzeczywistości interpretowanej przez umysły, więc sposób myślenia i wychowania kształtuje kondycję ciała. Omawia konsekwencje uprzedmiotowienia ciała: chroniczny stres, nadużycia (używki, kompulsywne jedzenie), obsesje na punkcie zdrowia ("zdrowizm") oraz wpływ czynników środowiskowych. Proponuje zmianę postawy na sojusz/przyjaźń z ciałem poprzez długotrwałe poznawanie i szacunek, co ma prowadzić do poprawy dobrostanu.
Dobry wieczór. Witam Was wszystkich przy okazji kolejnego live'a, który będzie dotyczył ciała, relacji psyche do ciała, czy właściwie relacji ja-ciało, no i różnych komplikacji z tym związanych. Teraz mamy sezon ciała. Już jest pełnia lata, wszyscy szykują się na urlopy, plaże i inne okazje do tego, żeby więcej ciała pokazać. No i ciało dominuje w mediach, ciało dominuje w reklamach. Ciało ma się nie pocić, ciało ma pięknie wyglądać. i być pięknie ubrane. No i oczywiście ma być spełniać jakieś standardy estetyczne, które dominują w tej chwili w naszej kulturze. No więc ja bym chciał trochę zainspirować was w sprawie ciała od strony psychologa i psychoterapeuty. A także może tak głębiej i głębiej cięgniemy przy okazji, żeby też zastanowić się nad relacją między właśnie ja-ciało albo psychę-ciało. Psychę tutaj w tytule tego live'a macie ciało i dusza, ale dusza w rozumieniu psychę, czyli naszej psychiki, jak ona jest uformowana. Ja bym się nie chciał wdawać w sprawy duszy rozumianej w sposób religijny, ale myślę, że to i tak będzie ciekawe dla was, bo prawdę mówiąc, każdy z nas ma problem z ciałem. Mamy problem z ciałem, to nie ulega wątpliwości, że ciało oprócz tego, że może być naszą radością, może być naszą podporą, może być naszą tożsamością, nawet może być źródłem radości, ale prędzej czy później staje się problemem. No więc zacznijmy z grubej rury, jak to się mówi. Kiedyś spotkałem się z takim pytaniem, które mnie po prostu… oczy mi się zrobiło okrągłe, mój umysł się na chwilę zatrzymał, jak to się mówi, bo przeczytałem, że pewien… Nauczyciel zadał swojemu uczniowi pytanie następujące. Powiedz mi, czy to ciało przydarza się tobie, czy to ty przydarzasz się temu ciału? Pomyślałem sobie, co za pytanie. To jest pytanie z kategorii, czy kura, czy jajko były pierwsze. Ale potem sobie pomyślałem, coś w tym pytaniu jednak jest. Bo gdy zbadałem własną odpowiedź na to pytanie taką awista, to przyszła mi do głowy oczywista, jak mi się wydawało wówczas odpowiedź, nie no, ciało przydało się mnie, bo przecież to ja mam to ciało, ja nim w jakiś sposób zarządzam, ja władam tym ciałem, tak mi się przynajmniej wydawało. Więc tutaj, zanim przejdziemy do dalszych rozważań, to zauważmy, że to pytanie tak naprawdę dotyczy naszej relacji z ciałem. No i tutaj też mamy różne wyobrażenia, pod którymi pewnie część z Was będzie chciała się podpisać, pod innymi nie, albo w ogóle zaprotestować, ale wymienię takie podstawowe wyobrażenia czy odczucia nawet, na temat relacji ja-ciało czy psyche-ciało. No już o pierwsze mówiłem. Ciało jest moją własnością, tak? Ja mogę robić z tym ciałem, co chcę i ciało ma mnie słuchać, służyć i nie zawracać głowy za bardzo. A poza tym prawdą mówiąc, spójne z tym poglądem są jeszcze takie przekonania, że ciało jest właściwie też takim kłopotem moralnej natury, że to jest gdzieś siedlisko złych, jakichś podejrzanych potrzeb, jakichś instynktów zwierzęcych i tak dalej. Jest to taki, powiedziałbym, władczy i autorytarny stosunek do własnego ciała, wyższościowy i taki piętnujący niejako, no bardzo w sumie negatywny. Inny sposób rozumienia relacji z ciałem to jest taki może bardziej skromny, więcej w tym trochę pokory, Ale dość powszechne, że ciało jest jak gdyby leasingowane trochę, wypożyczone na jakiś określony czas, który nie jest do końca wyznaczony kalendarzowo, ale wiadomo, że upłynie. I że z tego powodu też to ciało jest w zasadzie takim kłopotem, bo jest to takim samochodem, który wynajmuje się raz na zawsze i można powiedzieć, na naszych oczach się starzeje i sprawia coraz więcej kłopotu. I z kolei Mówią, że ciało jest, i to ma takie konteksty już bardziej religijne, że ciało jest mieszkaniem duszy, czyli właściwie to wskazywałoby na to, że to ciało z jakiegoś powodu pojawiło się pierwsze w tej postaci, jakiej jest, a dusza w nim zamieszkała, mieszka. I to akurat ma dość dobre konotacje na ogół, bo ludzie tak ustosunkowani do ciała dodają często, że ciało jest nie tylko mieszkaniem, ale nawet skłonni są użyć słowa świątynią duszy. Więc jest to pogląd zupełnie przeciwny do tego, który tu był pierwszy na mojej liście. Czyli gdzieś to ciało zostaje docenione jako szczególne dzieło natury czy szczególne boskie dzieło. I że ta dusza dzięki temu może w tym ciele mieszkać i jakoś się rozwijać, przeżywać różne sytuacje, okoliczności, doświadczenia, które są temu ciału dostępne i przydarzają mu się zgodnie z jego losem lub zgodnie z jego błędami, choć do końca nigdy nie wiemy, czy nasze błędy są naszym losem. czy też nie, czy to my za nie ponosimy całkowitą odpowiedzialność, a jeśli tak, to jak rozumianą odpowiedzialność, no i to sprawa się bardzo można powiedzieć komplikuje. Więc mamy też taki pogląd, żeby dalej tą listę uzupełniać, że ciało jest takim czasowym ubraniem. Niektórzy mówią, że to jest takie ubranko, które nam służy jakiś czas i w momencie, gdy to ciało już odmawia posłuszeństwa, nie chce mu się dalej żyć, no to właściwie pozbywamy się z pewną ulgą tego, tego przyciasnego, jak gdyby, ubranku. Więc to z kolei też nie za bardzo, nie za bardzo jest taki korzystny dla ciała pogląd, jako takiego czegoś, co jest właściwie w jakiś sposób ograniczające. Ale są ludzie, którzy mówią, idą jeszcze dalej. Mówią z kolei, że ciało jest w więzieniu. że ciało jest po prostu jakimś mocnym i w jakiś sposób bolesnym ograniczeniem w naszym życiu na tej planecie. No więc, co to jest z tym ciałem właściwie? I wracamy do pytania, Czy to ciało przydarza się tobie, czy to ty przydarzasz się temu ciału? Czy to ciało przydarza się mnie, czy to ja przydarzam się swojemu ciału? I tutaj sprawa jest niesłychanie istotna, bo w zależności od tego, jak ustawiamy sobie naszą relację z ciałem i nasze rozumienie ciała, no to wiele dla tego ciała w naszym życiu będzie dalej z tego wynikać. Generalnie nie chcę odpowiadać teraz na pytanie, które zadałem na początku i pójdziemy trochę dalej. Pójdziemy mainstreamem. Więc tak mainstreamowo myśląc, czy reprodukując taki mainstreamowy pogląd na relacje z ciałem, no to jednak my traktujemy nasze ciało jak przedmiot, że to jest w zasadzie coś, co nam jest dane we władanie. I musimy się tego w miarę dobrze nauczyć tym posługiwać wykonywać jakieś przynajmniej podstawowe formy serwisowania tego agregatu skandinawskiego niezwykłego. I właściwie dbać o to ciało tylko o tyle, żeby możliwie jak najmniej kłopotu sprawiało i specjalnie nie rozbudowywać relacji z tym ciałem. co też oznacza w konsekwencji, że nie realizujemy potencjału tego ciała, tego potencjału fizjologicznego, motorycznego, sprawnościowego, wytrzymałościowego, odpornościowego, że to ciało takie trochę leży od łogi. Wystarczy, że oddycha serce BDA i że się tam jakoś porusza i jakoś wygląda i nie choruje przynajmniej, ale taka perspektywa jakiegoś rozwoju ciała, rozwoju jego możliwości, kompetencji jest tutaj rzadko spotykane, z wyłączeniem sportu być może, czy różnych form sztuki, w których na ciało z konieczności bierze udział, albo też wręcz jest podstawowym wehikułem tego artystycznego przekazu jakiegoś tańca czy gry aktorskiej. i tak dalej. Więc to moje mainstreamowe rozumienie ciała jest naprawdę groźne, a jednocześnie groźne dla ciała, a jednocześnie bardzo powszechne niestety i uporczywe, ponieważ Ono prowokuje naszą psychikę, nasze ja, nasze ego do tego, żeby tego ciała używać i nadużywać na różne sposoby, żeby nie manipulować, żeby traktować to ciało trochę jak naszego niewolnika. który ma posłusznie wykonywać różne polecenia i polecenia, jak już wspomniałem wcześniej, nie zawracać głowy. Ten eksploatacyjny stosunek do ciała jest powszechny, ale rzadko świadomy. Nam się po prostu wydaje, że tak ma być, że o to chodzi. To trochę przypomina, a właściwie odzwierciedla, nie przypomina też nasz stosunek do planety, do Ziemi, do natury, której ciało jest po prostu wyjątkową emanacją, można powiedzieć. I my tego też nie zauważamy. Więc tak jak ciało sobie czynimy poddanym, tak też i naturę często sobie czynimy poddaną, co przynosi opłakane efekty, które teraz coraz bardziej są widoczne i nabierają dramatycznych i groźnych wyrazów i postaci. Podobnie jest z naszym ciałem, niestety, to jak gdyby idzie w parze. Chcę się podzielić takim moim po prostu sposobem widzenia tego, że im bardziej cierpi ciało, tym bardziej cierpi planeta, im bardziej cierpi planeta, tym bardziej cierpi ciało i to się wzajemnie jakoś nakręca. i co w konsekwencji się dzieje, w konsekwencji takiego mainstreamowego, najbardziej powszechnego stosunku do ciała. Mamy... przede wszystkim kłopot z tym, jak się zajmować tym ciałem. Czy to ciało wymaga jakiejś rzetelnej troski, opieki, wsparcia, szacunku, a nawet miłości. Oczywiście miłości rozumiane nie w sensie romantycznym, w takim sensie trochę metafizycznym, powiedzmy, czy też po prostu naprawdę niczego takiego mu nie musimy ofiarowywać, ani nie dbać o nie w taki sposób, który wyrażałby którykolwiek z tych postaw czy cnót przed chwilą wymienionych, czyli Szacunek, uznanie, troska, miłość. Tu przy okazji wspomnę, że na portalu Positive Life, który produkuje ten właśnie live i umożliwia mi kontakt z wami, No, już dawno temu znalazł się kurs pod tytułem Pokochaj swoje ciało. I to jest, można powiedzieć, obraz oburczy, obraz oburczy przesłanie trochę, jak to pokochaj swoje ciało. Ta główny nurt który odzwierciedla takie uprzedmiatawiające przekonania na temat ciała, pewnie się zżachnął na taki postulat, żeby pokochać swoje ciało. Po pierwsze, już pomijając to, że pojawia się pytanie, kto ma kochać to ciało i właściwie kim jest ten ktoś czy to coś, co to ciało ma pokochać. Wobec tego kogoś, kto ma pokochać, jest to ciało. czy to ciało jest znowu przedmiotem, który mamy cenić i jakoś hołubić i troszczyć się o niego, czy jest istotą, żywym i niezwykłym przejawem stworzenia, powiedzmy. No ale skoro tak, a to kim jest ten ktoś, kto je ma pokochać? Ja wam ciągle zadaję takie trudne pytania, nie dlatego, żebym miał taką gotową odpowiedź na to, którą się tutaj będę z wami dzielił, ale żeby was zainteresować taką refleksją. Bo jak powiedziałem, z tego wiele wynika. Generalnie ten mainstreamowy, Stosunek do ciała, ten najbardziej powszechny. Można zilustrować taką metaforą, czy analogią może bardziej. Mianowicie, już znaną pewnie, spotkaliście ją pewnie wiele razy, czyli porównać relacje psychę do ciała, czy umysłu do ciała, do sytuacji konia i jeźdźca. No i w tej takim najbardziej powszechnej sytuacji można z góry trafnie założyć, że jeźdź jest został posadzony na tym koniu. Jeźdź jest reprezentuje psychę, czy to poczucie ja, i boi się tego konia. Z kolei, gdy jeździć się boi konia, to reaguje na tego konia albo w taki sposób, że jak najprędzej chciałby z niego zsiąść, tylko że nie bardzo może, bo jak tutaj wyjść z własnego ciała? ale w takim razie idzie na ogół w drugą stronę i próbuje zdyscyplinować to ciało maksymalnie, zdyscyplinować tego konia. No i rozwija taki stosunek do ciała, który się wychowaniem koni nazywa może niesprawiedliwie szpoleżerskim, czyli przygotowaniem konia do walki, do wojny, do tego, Możliwe, że go nie bał i był maksymalnie nieposłuszny. Więc można powiedzieć, że jeździec zaczyna się znęcać nad tym koniem. W związku z tym koń zaczyna bać się jeźdźca. Efekt jest taki, że jeździec i koń są bez przerwy komitywa i wzajemna. wytwarza ogromne napięcie i antagonizm. No i efekt jest taki, że jeździec jest ciągle w stresie i koniec ciągle w stresie, w związku z czym zaczynają chorować, niewiele mogą zdziałać w życiu, nie ma mowy o tym, zdobyć jakieś laury na jakichś zawodach czy pokazach sprawności tego szkonia. Chociaż czasami ta metoda daje taki efekt, to widać w sporcie nierównokrotnie, kiedy taki morderczy trening sportowca doprowadza do na czymś etapie dodał takich pozytywnych i zaskakujących rezultatów, ale często potem okazuje się, że to się bardzo mocno odbiło na zdrowiu tego sportowca, wracając do naszej analogii, tego konia. Więc jaka jest alternatywa? Można zapytać. Jak to zrobić, żeby Jeździć nie bał się konia, a koń tylko myślał o tym, jak pozbyć się tego jeźdźca. W związku z tym ten jeździec zaczyna się jeszcze bardziej bać konia i jeszcze bardziej dyscyplinuje. W związku z tym ten koń stara się go jeszcze bardziej pozbyć. No i mamy błędne koło jakiejś koszmarnej relacji i obopólnej niechęci. Więc znowu, kim jest jeździe, z kim jest koniec? Na końcu coś powiem, jaka odpowiedź mi się nasunęła na to pytanie, komu się przydarza to ciało? Czy ty jemu, czy ono tobie? Ale póki co zajmę się konsekwencjami tej sytuacji, którą przed chwilą opisałem. I przeniosłem to w takie konkrety, oczywiste konkrety, których każdy z nas doświadcza na sacie. Otóż gdyby uznać, że właśnie tym miejscem jest nasza psychika, no to trzeba pamiętać o tym, że nasza psychika jest w określony sposób uformowana czy sformatowana przez nasze życiowe doświadczenie, przez nasze kontakty z systemem rodzinnym, z ważnymi osobami z tego systemu, z jeszcze innymi ważnymi osobami i wzorcami spoza systemu rodzinnego. nauczyciele i tak dalej, ważne osoby, niekoniecznie spokrewnione. No i jest też oczywiście wynikiem tego, jakiego języka używamy i w jakiej kulturze i w jakiej obyczajowości dojrzewamy. Więc tak czy inaczej dojrzewamy w takiej kulturze, która nie za bardzo sobie radzi z ciałem, tak jak już to opisałem. I tu są jeszcze całe sprawy, w które bardzo obszerna przestrzeń różnych komplikacji, które niekoniecznie się wiążą z naszą świadomością, z naszą świadomą relacją z ciałem. To jest cała fizjologia, która bardzo mocno reaguje na to, co w naszych głowach myślimy na temat ciała i w ogóle ile jest w naszych głowach przekonań na temat życia i świata i jakie one są. I to ważne stwierdzenie, które jest dla mnie taką oczywistością, jednocześnie ostrzeżeniem olbrzymim. Ono brzmi następująco, że nasze ciała żyją w rzeczywistości, którą tworzą nasze umysły. Czyli ten cały konglomerat przekonań, wspomnień, różnych nauk, doświadczeń i tak dalej, że nasze ciało Tak naprawdę jest w takiej sytuacji trochę jakby ktoś słuchał tylko jednej stacji telewizyjnej, która jest takiego telewizora, który jest na wszystkich ścianach pomieszczenia, w którym się znajdujemy, wyświetla swój obraz. Była taka scena w takim serialu, właściwie to nie był serial, tylko taki zestaw etiut filmowy pod tytułem Black Mirror, gdzie bohater był umieszczony w pokoju, w którym na wszystkich ścianach, na suficie i na podłodze wyświetlał się obraz telewizyjny, który przekazywał tylko jeden obraz świata, jedną interpretację świata i rzeczywistości. No i w takiej sytuacji znajduje się nasze ciało. Więc bardzo wiele, jeśli chodzi o to, dobrostan naszego ciała na bardziej podstawowym poziomie, jeśli chodzi o jego kondycję, zdrowie, możliwości rozwojowe itd. zależy od tego, co generalnie my myślimy nie tylko o ciele jako takim, ale w ogóle o świecie, o życiu, o przyrodzie. Jeśli mamy bardzo negatywną interpretację świata, lękową, uważamy, że świat, przyroda i życie są źródłem wielkiego zagrożenia dla nas jako tego poczucia ja, czy dla naszej tożsamości w ten sposób rozumianej, jak to zostało ukształtowane w naszym dzieciństwie i dorastaniu, no to wtedy ciało żyje w stresie. Bo, tak jak powiedziałem, ciało żyje w świecie interpretowanym, nie w świecie rzeczywistym. Jeszcze używając innej analogii można powiedzieć, że my mamy taką odpowiedzialność wobec ciała jak rodzice wobec dziecka. Czyli rodzice dzieciom narzucają, niekoniecznie przemocą, ale w każdym razie przez przez jakąś perswazję czy tzw. nasiąkanie, narzucają pewien pogląd na świat, na życie, na ciało, na ludzką tożsamość, na jakieś możliwości duchowe, transcendentne itd. Więc my mamy taką samą odpowiedzialność obydciała. To ciało jest, można powiedzieć, jak dziecko. Ono będzie bezpośrednio reagować na to, co myślimy, wyobrażamy sobie i na to, co emocjonalnie przeżywamy w danej sytuacji, jako rezultat tych myśli, wspomnień, obrazów, które nam się pokazują na ekranie świadomości, jak to się mówi. Więc jeśli boimy się życia, jeśli boimy się rzeczywistości, to nasze ciało będzie żyło w nieustannym stresie, czyli będzie w tzw. trybie kortyzolowym albo adrenalinowym cały czas funkcjonować, co jest z wielu powodów, o których już miałem okazję mówić wcześniej, bardzo niekorzystne dla tego ciała. a tym samym psuje nam życie. No bo w którymś momencie zauważamy, że jednak jakość naszego życia w dużej mierze zależy od stanu ciała. Tylko że problem polega na tym, że niewielu ludzi dostrzega to powiązanie między sposobem myślenia i interpretowania świata życia i siebie. a stanem ciała, takim po prostu fizjologiczno-anatomicznym stanem ciała. Natomiast ewidentnie mamy jakąś pretensję do naszego ciała, jeśli ten nasz światopogląd jest włączone ciało jako obiekt negatywnie naznaczony emocjonalnie. Nie lubię tego ciała, nie podoba mi się to ciało, gardzę tym ciałem, nie chcę tego ciała. No to wówczas to ciało cierpi tak jak niechciane dziecko, które jeszcze w dodatku jest poniżane i represjonowane przy każdej możliwej okazji. Więc to ciało nam wtedy się nie rozwinie swojego potencjału, będzie chorować, będzie sprawiać różnego rodzaju kłopoty. I ta relacja z tym ciałem będzie się tym samym pogłębiać. Można powiedzieć, że stan ciała staje się wtedy realizacją takiej samo potwierdzającej się przepowiedni. No i tak to też bywa między rodzicami a dziećmi. Jeśli nie lubimy naszych dzieci, nie kochamy ich, nie troszczymy się o nie, i uważamy je za kłopot i po prostu domagamy się tego, żeby nie żądały niczego dla siebie, nawet takich z obszaru czysto rozwojowych, naturalnych potrzeb, no to te dzieci będą sprawiały coraz większy kłopot. No i ta pętla i to błędne koło będzie się tylko nasilać i rozpędzać, jak śniegowa kula. Więc co zrobić z tym ciałem? To naprawdę jest sprawa zasadnicza dla naszego życia, gdyby tak bliżej się temu przyjrzeć i głębiej, bo jeśli nawet postanowimy zajmować się ciałem, ale nie zmienimy tego uprzedmiotawiającego stosunku do ciała. To zajmowanie się ciałem też będzie miało agresywny charakter, nieświadomy agresywny charakter. No powiedzmy ktoś z Was po wysłuchaniu tego wykładu tego live'a pomyśli, no to teraz ja się zabieram za to, żeby to ciało się dobrze czuło, żeby się rozwijało, swój potencjał i tak dalej. No i zacznie bardzo intensywnie uprawiać jakąś dyscyplinę sportu, czy ruszać się, mimo że 20 lat wcześniej, już od 20 lat nie było okazji do dlatego, żeby właściwie się ruszać bardziej niż to konieczne w sytuacji np. pracy biurowej. No i okazuje się, że te nasze dobre intencje obracają się w nilecz, ponieważ ten intensywny ruch i zapał, który temu towarzyszy, przyniesie szkodę temu ciału. będziemy bardzo szybko mieli jakąś kontuzję, która być może już na stałe wykluczy możliwość jakiegoś intensywnego i pozytywnego kontaktu z ciałem i z jego ruchem na zawsze z naszego życia, na resztę tego życia. Podobnie bywa z taką troską o zdrowie ciała. Też w takim sensie związane z odżywianiem, przyjmowaniem różnych suplementów, leków, trybem życia i tak dalej. Gdzieś znam wielu ludzi, którzy ze szczerą intencją, taką właśnie pozytywną z pozoru, nie zabierają się za porządki związane ze swoim stylem życia, a tym samym oczywiście porządki związane z ciałem. No i idą w coś, co psychoterapeuci nazywają trochę żartobliwie takim stanem umysłu, który się nazywa zdrowizm. zdrowizm, czyli taka obsesyjna, wręcz nadmierna, niekontrolowana potrzeba kontrolowania ciała pod wszystkimi możliwymi aspektami jego funkcjonowania, wręcz jego fizjologii. To polega np. na tym, że zaczynamy głodować, że zaczynamy się maksymalnie ruszać ponad możliwości tego ciała, które właściwie, tak jak powiedziałem wcześniej, nie miało okazji do ruchu. że przyjmujemy jakieś suplementy, że narzucamy sobie jakiś rygor w wielu innych obszarach życia, przy okazji zatruwając też życie naszym otoczeniu niejednokrotnie. Bo wtedy, tak jak powiedziałem, te wszystkie zabiegi nabierają takiego obsesyjnego charakteru i właściwie autoagresywnego charakteru. Więc uwaga na zdrowizn. Zdrowizn to nie wyraża szacunku do ciała, to jest jeszcze jedna forma, uprzedmiotawiania ciała i nierozumienia jego prawdziwych potrzeb. Wyraża niezdolność do tego, aby z ciałem się dobrze komunikować, być w sojuszu z własnym ciałem. Ciało też bywa nadożywane przez ja, przez ego, przez psychę. w sytuacjach, w których cierpimy psychicznie, w których dopada nas lęk, depresja, czy też inne przykre stany i uczucia, które staramy się w jakiś sposób ukoić. No i wówczas ciało staje się takim ofiarą tych zabiegów. Mam na myśli tutaj leczenie depresji i lęków przy pomocy alkoholu albo przy pomocy różnych innych środków zmieniających świadomość, podnoszących samopoczucie lub też poziom energii w ciele. I to znowu, gdy jesteśmy osłabieni i nasze ciało nie ma energii do działania, to zamiast się zająć przyczynami tego stanu, które to przyczyny pewnie mają dość długą historię i wymagałoby naprawdę fachowej i bardzo rozsądnej procedury, przywracania energii temu ciału, no to sięgamy po silne środki pobudzające energię i właściwie demolujące nasze zasoby energetyczne, te, które służą do utrzymywania ciała w jakiejś homeostazie i w ogóle utrzymywania go przy życiu. Więc mamy całą gamę sposobów na to. Wszystkie próby z narkotykami, psychodelikami, nadużywanie różnego rodzaju substancji, które mają podnosić też wygląd tego ciała po to, żeby nam poprawić samopoczucie. No i także, i to jest bardzo częste zjawisko, nadużywanie jedzenia. Tutaj wydaje się, że mamy problem wręcz cywilizacyjny obecnie z nadużywaniem jedzenia. Tego jedzenia jest wszędzie pełno. Jedzenie w dodatku to przemysłowo przetwarzane, a bardzo i produkowane przemysłowo, również mam na myśli różne uprawy, takie na skalę mega i w związku z tym my musimy spożywać coraz więcej jedzenia, które ma słabe wartości odżywcze, żeby zaspokoić potrzeby organizmu, a przy okazji spożywamy ogromną ilość tak zwanych pustych kalorii, które idą w tłuszcz, szczególnie w sytuacji, kiedy nie mamy okazji do ruchu, nie szukamy nawet tych okazji. No i jedzenie staje się wtedy dodatkowym zagrożeniem, jeśli używamy jedzenia po to, żeby pomagać sobie w cierpieniu psychicznym czy emocjonalnym. Jedzenie, gdzieś już w naszym doświadczeniu, w pierwszych dniach po przyjściu na świat, ono jest podstawowym źródłem przyjemności i poczucia bezpieczeństwa. I gdy dorastamy i nie załatwimy sobie w jakiś sposób potrzeby przyjemności, bezpieczeństwa, to będziemy nadużywać jedzenia po to, żeby taki stan przyjemności i poczucia bezpieczeństwa jako przynajmniej chwilowo odczuć. Więc to samo dotyczy takich stanów depresyjnych i lękowych. My często nadużywamy jedzenia po to, żeby ukoić tego rodzaju nieprzyjemne i bolesne odczucia. No ale efekt jest taki, że nadużywamy naszego ciała i szkodzimy mu w imię poprawienia naszych stanów emocjonalnych. Co oczywiście ma krótkie nogi, Bo w końcu to ciało, które jest nadużywane w taki sposób, czy to przez narkotyki, używki, czy też przez nadmierne objawienie się, ono zacznie szwankować, chorować i sytuacja będzie się tylko pogarszać, a nie poprawiać. Będzie więcej powodów do smutku i do lęku. I więcej powodów do tego, żeby tego ciała naprawdę nie lubić i odrzucać je i traktować je coraz gorzej. Albo dawać całkowitą odpowiedzialność za nasze ciało w ręce medycyny i farmacji. co jest niedobrym pomysłem generalnie, choć oczywiście nie mówi o sytuacjach uzasadnionego leczenia jakichś poważnych schorzy. Zobaczcie, ile zagrożeń dla ciała jest w tej chwili w naszym życiu obecnych. I to w dodatku nasze ciało cierpi też z tego powodu. Jak już wspomniałem na początku, że myśmy zaniedbali naszą planetę, która tak naprawdę karmi te ciała i je tworzy na poziomie materialnym i pierwiastkowym. Więc nasze ciała teraz cierpią od nadmiaru hałasu, od nadmiaru światła, od złej jakości powietrza, od złej jakości produktów żywnościowych. Mamy też kłopoty z wodą pitną, jej jakością, także ilością. Mamy nieustanny pośpiech i stres, który towarzyszy temu, żeby ogarniać zbyt wiele spraw jednocześnie i jakoś nadążać ze wszystkimi obowiązkami i namiar odpowiedzialności. To wszystko sprzyja temu, żeby nasze ciało naprawdę było w stanie kortyzolowym, czyli właściwie w nieustannym, długotrwałym stresie, co paradoksalnie albo zwiększa apetyt, albo też już w skrajnych postaciach wyłącza apetyt, bo ten sfrustrowany i napięty układ trawienny i wydalniczy nie jest w stanie poprawnie funkcjonować, więc spada też łaknienie. Mamy problemy związane z zanikiem łaknienia czy też z takim obsesyjnym odchudzaniem się po to, żeby sprostać jakimś wydumanym i nierzeczywistym, zupełnie standardom estetycznym obowiązującym w danej chwili, w danym plemieniu czy w danej strefie świata. Ciało, jak widać, jest, można powiedzieć, w tej chwili polem bitwy. Ono walczy o przetrwanie. Wszystko zależy od tego, czy zmienimy do niego stosunek. Jest jeszcze jedna komplikacja związana z ciałem, mianowicie ciało nam się często w naszemu myśle kojarzy bardzo mocno, nawet jest utożsamiane z naszą pamięcią i przeżyciami z dzieciństwa. My często, to wyraża się w ten sposób, że my często traktujemy swoje ciało w taki sposób, Mówimy też do niego w taki sposób, w naszych wewnętrznych dialogach z ciałem, w jakiś sposób dorośli, którzy niedostatecznie nas kochali albo wcale nie potrafili nas kochać, zwracali się do nas, gdy byliśmy dziećmi. Więc w naszej relacji z ciałem bardzo często odtwarzamy to, w jaki sposób byliśmy traktowani jako dzieci przez dorosłe otoczenie. Więc to wszystko trzeba ponaprawiać, temu się trzeba przyjrzeć. i zacząć się interesować pytaniem, co to jest to ciało i skąd się ono wzięło? I kto to jest ten ktoś, kogo uważamy za właściciela tego ciała lub ofiarę tego ciała? I tu jest... pytanie o naszą podstawową tożsamość. Więc wracając do tego pytania, które zadaliśmy na początku, czy to ciało przydarza się tobie, czy to przydarza się temu ciału, Odpowiedź jest taka, którą słyszałem i której potem doświadczyłem w znacznej mierze, gdy pracowałem nad tym pytaniem w taki medytacyjny sposób. Otóż prawda jest taka, że to ciało przydarza się Mnie przydarza się też Tobie, ale to nie temu mnie i nie temu Tobie, o którym sobie myślimy. To nie tej wymyślonej tożsamości naszej. która się składa z tych wszystkich doświadczeń i tych wszystkich słów i myśli, które zastaliśmy z kultury i z naszego bytowania na tym świecie. To przydarza się tobie na tej zasadzie i przydarza się mnie. Najjadziej fala przydarza się morzu. I jeśli wydaje nam się, że można posiadać morze, to tworzy ogromny ten cały obszar problemów, które tutaj próbowałem Wam w tym wykładzie zarysować i jakoś mniej lub bardziej udolnie opisać. więc Ustalmy może na zakończenie, bo oczywiście poszukiwanie tej jedności z ciałem, jedności ze wszystkim, co istnieje, jest zadaniem bezwzględnie wartym podjęcia, ale wymagającym szczególnego wysiłku, no to przynajmniej załóżmy to, że że ciało jest, jak to się mówi, Bogu-Ducha winne i że naprawdę należy mu się uznanie, szacunek, troska i miłość. I że wtedy dopiero, i to ta miłość w tej postaci właśnie jednoczącej, gdzie już zaciera się różnica między miłującym podmiotem i umiłowanym przedmiotem, I wtedy dopiero relacja z naszym ciałem będzie prawdziwa, owocna i nasze ciało zacznie żyć w rzeczywistości, która już nie jest interpretowana przez nasze ciało. w jakiś mniej lub bardziej niedoskonały sposób, powiedzmy, sformatowany umysł. Więc wyzwolmy swoje ciała z tego i pomyślmy o nich jako wejdźmy w sojusz z tym ciałem. I tutaj podstawową metodą jest rzeczywiście wykonanie długotrwałego wysiłku na rzecz tego, żeby to ciało poznać. żeby je zrozumieć, żeby docenić jego niesłychane możliwości, jego fantastyczną energię, jego kompetencje, które właściwie można rozwijać niemalże w nieskończoność. I zaprzyjaźnić się z nim, przynajmniej się zaprzyjaźnić. traktować je tak, jak traktuje się swojego przyjaciela, czyli troszczyć się o to, aby rozwijało w sposób naturalny i mu dostępny swój wspaniały potencjał. I wtedy wszystko będzie dobrze. Wtedy nie będziemy cierpieć na lęki, na depresję. Staniemy się, powiem, częścią natury też, ponieważ odkryjemy to, że ciało dla naszej psychiki jest najbliższym naturalnym środowiskiem. który właściwie wyraża wszystko, co w naturze, jako tej megaskali, jest obecne. I to jest po prostu skumulowane i absolutnie wyrażone przez każdy moment życia naszego ciała. Znowu mówię naszego ciała, tak jakby to było jakby to ciało było własnością, ale to jest właśnie ta pułapka językowa, która sprawia, że my rzeczywiście mamy taką uporczową tendencję do traktowania ciała jako naszej własności, własności naszej psychiki, własności naszego ego. Więc to tyle na dzisiaj. tej ważnej i niełatwej sprawie. Więc na koniec Wam życzę dobrych, słonecznych wakacji, w których Wasze ciała będą miały okazję do ruchu, do kontaktu ze Słońcem i do odpoczynku, którego tak bardzo potrzebują. Potraktujmy te nasze ciała jak dobrych przyjaciół, których próbujemy odzyskać. Wszystkiego dobrego.










