Depresja dzieci i młodzieży - LIVE z 11.11.2022

Live discussion (by Wojciech Eichelberger) about depression in children and adolescents that emphasizes distinguishing clinical depression from energy-depletion/burnout caused by long-term (cortisol) stress. The speaker reviews acute (adrenaline) vs. chronic (cortisol) stress, physiological consequences of prolonged stress (sleep disruption, lowered immunity, raised blood pressure/glucose, reduced regeneration), and argues that many youth labelled as "depressed" are better understood as exhausted or burnt out due to lifestyle, school pressure, and social-media stressors. Practical guidance centers on assessing lifestyle (sleep, diet, movement, rhythms, passions, family support), prioritizing time and parental attention, encouraging expression and physical activity, and reserving medicalization/medication for cases consistent with clinical/biological depression.
Questions this video answers
Minimum 4 to 6 hours per day (speaker's psychophysiological estimate).
Mówimy o depresji, rozmawiać w taki sposób, żeby ją jakoś troszeczkę zdemitologizować, żeby ona nie była jakimś takim zjawiskiem, które może tylko straszyć i pozbawiać sił i nadziei. Jeśli nam się uda osiągnąć w tym krótkim spotkaniu, to będzie bardzo dobrze. Postaram się mówić dość krótko, zagaić bardziej dyskusję na ten temat, skazując na parę najważniejszych problemów wokół tego problemu depresji. A potem chciałbym poświęcić sporo czasu na Wasze pytania i postaram się na nie jak najlepiej odpowiedzieć, bo to zawsze miło sobie porozmawiać z ludźmi. Ja, jak wiecie, już się tą depresją dzieci i młodzieży zajmuję, zapałem jakiś czas, opublikowałem kiedyś dość dawno temu jakiś tekst na ten temat. Potem zrobiliśmy takie ciekawe, niestandardowe szkolenie czy kurs na temat depresji dzieci i młodzieży, który miał taką swoją bardzo ważną część dokumentalną, w której to ja po prostu Na szczęście prawie niewidoczne na ekranie tylko to, co zostało opublikowane, to co dotarło do widowni, to wypowiedzi dzieci. Bardzo interesujące, bardzo ważne wypowiedzi dzieci, a potem komentarz mój do tego, co ewentualnie można zrobić, żeby tym dzieciom pomóc. Bardzo Was zachęcam do obejrzenia tego warsztatu czy kursu, ale teraz troszeczkę inaczej chcę podejść do tego problemu. bardziej kontekstowo, szerzej, żeby spojrzeć na tę depresję, jak mówię, w taki sposób, który będzie nas też prowokował, skłaniał do podejmowania jakichś konkretnych działań. a nie tylko, żebyśmy nie pokładali nadziei wyłącznie w służbie zdrowia. Teraz się nazywa służba zdrowia, ale wiecie, o co chodzi. Czyli żeby nie przedwcześnie, jak to się mówi, nie medykalizować objawów stresu, objawów smutku czy innych podobnych objawów, które są po prostu zwykłą składową częścią naszego życia i naturalną reakcją na trudne okoliczności. Więc jak wiecie, ja mam hopla, jak to się mówi, na punkcie stresu i zajmuję się stresem już od bardzo wielu lat i widzę stres i skutki długotrwałego stresu w szczególności jako zasadniczy czynnik, fundamentalny czynnik, który wpływa na jakość naszego życia, na naszą odporność, na zdolność przetrwania, szczególnie w trudnych czasach. Przypomnę, bo pewnie część z Was już słyszała mnie niejednokrotnie mówiącego o stresie, Może są też na sali ludzie, którzy spotkali się na konkach ze mną. Więc przypomnę, że mamy dwa rodzaje stresu, najogólniej mówiąc. Pierwszy stres to jest taki stres odruchowy, sytuacyjny. który można powiedzieć jest taką reakcją, odruchem bezwarunkowym, który wprowadza nasz organizm w stan maksymalnej gotowości, maksymalnej wydolności po to, żeby chronić życie i zdrowie które jest zagrożone jakimiś naprawdę obiektywnymi, jak to się mówi, zagrażającymi okolicznościami, czy katastroficznymi okolicznościami. No i taki stres. związane ze spotkaniem np. dzikiego, groźnego zwierzęcia w lesie, rzadko się nam przydarza. Ono się może nam przydarzać też oczywiście w sytuacjach jakichś zagrożeń typu komunikacyjnych czy pogodowych. Najczęściej jako jakichś wypadków, pożarów. Musimy sobie jasno powiedzieć, że to się nie zdarza nagminnie, często i że dotyczy wielu ludzi. Póki co takie sytuacje należą do rzadkości. Niemniej jednak reakcja na taką sytuację, ta reakcja do jej maksymalnej gotowości i wydolności jest niezwykle celną reakcją, bo rzeczywiście w takich ekstremalnych momentach pozwala nam uratować życie i zdrowie bardzo często. I tu nie ma się co obrażać na taki stres bezwarunkowy, sytuacyjny, który właściwie przypomina trochę stres, któremu poddawani są sportowcy, gdy muszą ostro bardzo trenować albo startować w wymagających zawodach. Bardzo się mobilizują, podnoszą swoją wydolność na maksymalny poziom, ale takie sytuacje nie trwają długo, trwają krótko. A jak spojrzymy na tych sportowców, na tych, którzy nie przesadzają, specjalnie z takim obciążaniem swojego organizmu, to oni wyglądają świetnie, są na ogół zdrowi, sprawni i mniej lub bardziej szczęśliwi. Właściwie takiego stresu sytuacyjnego, bezwarunkowego należałoby sobie życzyć pod warunkiem, żebyśmy skutecznie za każdym razem mogli wybrnąć z takich zagrażających sytuacji. Glądalibyśmy jak sportowcy i pewnie czulibyśmy się jak sportowcy. Oczywiście przy okazji zachęcam do uprawiania sportu, Teraz już nie będziemy mówić o tym stresie, bo ten stres, jak już powiedzieliśmy, jest rzadki i właściwie zdrowy. Natomiast będziemy mówić o stresie długotrwałym. o stresie długotrwałym, który też powoduje w organizmie przestawienie hormonalne. Ten stres krótkotrwały, reakcja organizmu jest sterowana hormonem, który się nazywa adrenalina, a ten długotrwały stres, wtedy organizm jest pod kontrolą hormonu, który się nazywa kortyzm. No i ten stres kortyzolowy to jest naprawdę ważna i bardzo trudna sprawa, która ma w tej chwili zasięg cywilizacyjny niewątpliwie. I wielu ludzi cierpi na różnorakiej konsekwencje długotrwałego kortyzolowego stresu. Jedną z tych konsekwencji jest wypalenie. Może nawet najczęstszą konsekwencją takiego długotrwałego kortyzolowego stanu organizmu jest coś, co nazywamy wypaleniem energetycznym albo zawodowym, no bo to się na ogół wiąże jakoś z nadmiarem pracy, ale niekoniecznie musi tak być. Długotrwały stres kortyzolowy może się wiązać też z trudną, długotrwałą sytuacją jakąś życiową czy emocjonalną i nie musi być związany z pracą. Dlatego lepiej mówić o wypaleniu energetycznym niż o wypaleniu zawodowym, bo to trochę nadmiernie zawęża nam perspektywę. Więc ten stres kortyzolowy ma takie oto konsekwencje na poziomie fizjologicznym. Krótko przypomnę, że on nam podnosi ciśnienie, przyspiesza akcję serca, zwiększa ilość cukru we krwi, zwiększa krzepliwość krwi, no i jeszcze dodatkowo powoduje zaburzenia oddechowe, czyli spłyca oddech, szczególnie blokuje oddech przeponowy, bo w stresie kortyzolowym mamy nadmiernie napięty brzuch i zablokowaną przeponę często. Na końcu tego wszystkiego, ale właściwie jest to najważniejsze zagrożenie, które ze stanu kortyzolowego płynie, to jest zablokowanie, może niecałkowite zablokowanie, ale bardzo wyraźnie obniżenie bariery immunologicznej, czyli spadek odporności na inwazję różnych patogenów. Oczywiście w stresie adrenalinowym, bariera immunologiczna w ogóle nie istnieje przez parę minut czy paręnaście minut. Jest zupełnie układ immunologiczny wyłączony ze względu na to, że on pochłania bardzo duże ilości energii po to, żeby podtrzymywać jego działanie, a w sytuacji zagrożenia życia cała energia musi iść na to, żeby to życie ratować. Więc stres kortyzolowy, jak widzicie, te wszystkie objawy stresu kortyzolowego, czyli podwyższone ciśnienie, przyspieszone tętno, podwyższony cukier, podwyższona krzepliwość krwi, i obniżona bariera immunologiczna i jeszcze zaburzony proces oddychania, jego efektywność, jego skuteczność jest znacznie mniejsza, słaba wentylacja płuc, to wszystko sprzyja temu, żeby jakość naszego życia się poważnie obniżyła. To nie musi być jakaś choroba, jakaś infekcja. Wystarczy po prostu trwać w takiej sytuacji i pomału nasz organizm będzie się wypalał, ponieważ tu jeszcze jest jeden bardzo ważny czynnik i stresu adrenalinowego, i kortyzolowego, że one zaburzają procesy regeneracyjne, właściwie w dużej mierze je wyłączają. Dlatego też pierwszym objawem, takiego stanu wypalenia, już pozostajemy przy tym kortyzolowym, są zaburzenia snu, czyli zaburzenia najważniejszego procesu regeneracji w naszym życiu. I te zaburzenia snu polegają, jak pewnie się domyślacie, na tym, że mamy trudności z zasypianiem, że budzimy się w nocy i wyłącza nam się agenda na przyszły dzień albo jakieś myślenie o tym, czego nam się nie udało jeszcze załatwić poprzedniego dnia czy jeszcze wcześniej. No i potem znowu trudno nam zasnąć powtórnie. Budzimy się z takiego snu przerywanego, a nawet jeśli nie jest przerywane, to budzimy się z napiętym ciałem i z uczuciem zmęczenia. Czasami zmęczenia większego niż to zmęczenie, które nam towarzyszyło w momencie, gdy zasypialiśmy. I to świadczy o tym, że ten sen był płytki, że organizm był napięty. niedotleniony prawdopodobnie i zamiast odzyskiwać energię, to jeszcze ją wytracał. Jest też jeszcze taki jeden ważny objaw, który pojawia się również w depresji, są wszystkie te objawy zaburzenia snu, się tam również pojawiają, to budzenie się regularne między 3 a 5 rano. bo to jest taki szczególny okres obniżenia naszego metabolizmu, wszystkich parametrów tego metabolizmu do najniższego możliwego poziomu. Jest to taki okres najgłębszej regeneracji, można powiedzieć, organizmu. Teraz pytanie, skoro już tak szybko Wam przypomniałem, o co chodzi z tym stresem adrenalinowym i kortyzorowym, no to jest pytanie, co się dzieje z naszymi dziećmi? Czy one mają depresję? Depresję, tak jak ją się definiuje medycznie czy psychiatrycznie, czy one po prostu mają stan wypalenia? i po prostu brakuje im okazji do efektywnej regeneracji. Wszystko, co się z tym wiąże, staje się dominującym objawem, zawrazem jakby treścią i życiem. I to jest bardzo ważne pytanie. Chodzi tutaj bowiem o to, żeby Przedwcześnie, a wielu rodziców i wielu lekarzy ma taką tendencję, nie medykalizować, jak to się mówi, problemu wypalenia, czy nawet tego, co nazywamy czasami przedwcześnie niefortunnie objawami depresji. Tu na marginesie trzeba wyraźnie sobie zdać sprawę z tego, że depresja i wypalenie mają bardzo podobne objawy, właściwie identyczne. Ja nie mówię o depresji takiej głębokiej, już klinicznej, tylko takie stany depresyjne tak zwane i wypalenie mają Właściwie objawowo są bardzo podobne, prawie identyczne. I tutaj mam spadek energii życiowej, spadek nadziei, uczucie braku sensu, różne negatywne myśli i autoagresywne myśli skierowane do siebie, głównie z obszaru takiej negatywnej oceny naszych możliwości, naszej wydolności, tego, na co nas stać. Więc pytanie, czy to, co nasze dzieci przeżywają, jest rzeczywiście depresja. Ja zdradzę Wam taki mały sekret terapeutyczny, który Wam pomoże i diagnozować własny stan lepiej, odróżniać lepiej depresję od wypalenia. Ale również, co jeszcze może być ważniejsze, to lepiej diagnozować stan naszych dzieci i wnuków. To pytanie jest bardzo proste. Ja często je zadaję ludziom, którzy przychodzą z objawami depresji i często to tak nazywają. A ja tutaj jestem uczulony na taką przedwczesną medykalizację tego stanu, z jakim ludzie w tej chwili często się spotykają i często się z nim mierzą. Więc zadaję im takie pytanie. Powiedz mi, czy twoje życie wygląda tak marnie i tak trudno i wydaje się tak beznadziejne, ponieważ ty się źle czujesz? Czy ty się źle czujesz dlatego, że twoje życie jest marne, trudne i beznadziejne? I to jest... Zasadnicze pytanie w tej sprawie. To nie jest tylko zabieg semantyczny i zabawa słowami, ale to pytanie wynika z takiej bardzo głębociej wiedzy i z różnych badań prowadzonych w wielu ośrodkach na świecie już od dłuższego czasu. które zadają sobie takie pytanie, jak tryb naszego życia wpływa na stan psychiczny człowieka. I okazuje się, że styl życia jest właściwie z najważniejszym czynnikiem, znaczy nie znacznie, tylko jest najważniejszym czynnikiem, powodującym przedwczesne zgony w naszym cywilizowanym świecie. Amerykańska Federalna Agencja Zdrowia robi Nie wiem, czy to robi nadal, ale jeszcze kilkanaście lat temu widziałem taki poruszający slajd, publikowany zresztą przez tą agencję, że każdy przedwczesny zgon, czyli jeśli ktoś statystycznie nie dorównał statystycznym wskaźnikom, jeśli chodzi o długość swojego życia, i nagle odszedł, to obowiązkiem specjalnej komórki w tej agencji było ustalenie, oszacowanie tego, co było główną przyczyną tego niefortunnego wydarzenia. No i tam były różne kategorie, były wypadki oczywiście, były jakieś predyspozycje genetyczne, były czynniki środowiskowe, był styl życia i coś jeszcze, już nie dokładnie pamiętam. Okazało się, że większość tych przypadków, około 60% tych przypadków, można było przypisać temu, że osoba, która przedwcześnie odeszła, prowadziła bardzo, mówiąc delikatnie, wymagający tryb życia, który ruinował zasoby energetyczne i fizjologię ich organizmu. Tryb życia jest naprawdę istotną sprawą. To teraz popatrzmy, co tak zwłaszcza się składa na tryb życia. Na tryb życia się składają takie oto czynniki. Jak i kiedy chodzimy spać. Ile śpimy w ciągu doby. Jak wygląda nasze odżywianie, co jemy, jak jemy i w jakim rytmie jemy. Jaka jest sekwencja naszych posiłków i w jakich odstępach od siebie się znajdują. Ilość ruchu, takiego fizycznego ruchu, intensywnego ruchu jest niesłychanie ważnym czynnikiem trybu życia. Rytm, nie tylko dobowy rytm odpoczynku, ale rytm tygodniowy i rytm roczny wypoczywania, okresu wypoczynku, takiego długotrwałego i intensywnego wypoczynku. A także jeszcze do tego tak na drugim planie dochodzą pasje, jakaś pasja, którą mamy, coś poza pracą i jakość życia rodzinnego. Tutaj ma swoje znaczenie. Gdy popatrzymy sobie na tryb życia naszych dzieci, to pytanie sobie warto zadać najpierw, jeśli widzimy, że mają one objawy, które są kwalifikowane jako depresyjne. no to trzeba sobie zdać sprawę z tego tego, jak nasze dzieci regulują swój wypoczynek. Czy my pilnujemy tu jakichś oczywistych zasad, które są zgodne z potrzebami fizjologii ludzkiego organizmu. Co jedzą, jak jedzą, kiedy jedzą. Czy mają odpowiednią ilość ruchu? Czy mają jakąś pasję poza szkołą, która jest takim hobby, które ich regeneruje, można powiedzieć, daje głównie przyjemność i nie jest związane z rywalizacją nadmierną? No i jak wygląda ich sytuacja rodzinna, czy ich ogólnie i też relacje z ludźmi, czy one mają charakter taki, który daje im poczucie oparcia i jakiegoś bezpieczeństwa, czy też te relacje z ludźmi i w rodzinie, i w ich społecznym otoczeniu, w tym wypadku w grupach rówieśniczych, generują tylko jeszcze dodatkowy stres, bo są nadmiernie wymagające, nadmiernie rywalizacyjne i konkurencyjne. Takiej diagnozy trzeba dokonać najpierw. To dokładnie sobie przemyśleć, przegadać ze swoim dzieckiem i zobaczyć, jak ta sytuacja wygląda, jak ten profil wygląda, można powiedzieć. Jeśli on odbiega od takich zdroworozsądkowych wymagań i standardów, No to to jest przyczyna tego, w jaki sposób czuje się to dziecko. I wtedy nie mamy do czynienia z depresją, tylko mamy do czynienia z wypaleniem energetycznym. I wówczas trzeba jak najszybciej dążyć do tego, żeby zmienić tryb życia tego dziecka. Jeśli nam się to uda, przynajmniej w 50%, to bardzo szybko okaże się, że będzie następować poprawa. Chyba, że dziecko już jest skrajnie wypalone energetycznie i wtedy to wymaga pomocy specjalistów, żeby jakoś w miarę szybko z tego wyciągnąć. I ci specjaliści, to głównie powinien być psychoterapeuta lub psycholog, który zapewni temu dziecku taką relację, taki klimat bycia razem, który być może będzie dla niego jedynym w tej chwili dostępnym z obszaru takich relacji, które nie są dodatkowym źródłem stresu. Więc. Patrzmy na to przede wszystkim. Jest wiele powodów, żeby patrzeć na to, ponieważ oprócz tego, o czym tutaj powiedziałem, tych czynników, które wchodzą w ten ogólny wskaźnik jakości życia, są jeszcze dodatkowe w tej chwili źródła stresu, szczególnie w życiu dziecka. Można powiedzieć, że praca, do której chodzi dziecko, czyli szkoła, jest z reguły, najczęściej środowiskiem bardzo wymagającym, bardzo stresującym, często zagrażającym, które utrzymuje dzieci i ich organizmy w stanie nieustannej gotowości kortyzolowej, czasami do czasu jeszcze adrenalinowej. no nie daje, znaczy nie pozwala na zachowanie odpowiedniego bilansu między wydatkami energetycznymi, a odzyskiwaniem energii, czyli regeneracją w ciągu dnia. Jak przyjrzesz się bliżej sposobowi, w jaki żyją dzieci, no to właściwie na tą regenerację po prostu nie ma czasu. Yyyy... Do tego dochodzi jeszcze to, o czym w tym szkoleniu czy warsztacie na temat depresji dzieci i młodzieży bardzo dużo jest powiedziane i to głównie ze strony dzieci. Dochodzi jeszcze jeden niesłychanie obciążający, ważny czynnik stresowy, czyli sposób w jaki dzieci się komunikują i w jaki sposób używają mediów społecznościowych. a w szczególności Instagrama. I to jest dodatkowe źródło stresu. Więc jeśli Twoje dziecko ma kłopoty, które kojarzą Ci się z depresją lub też inni ludzie, którzy obserwują zachowanie tego dziecka i sugerują, że to jest depresja, Nie spieszcie się z tym, żeby biec z tym dzieckiem do psychiatry. Bo jeśli nadmiernie szybko uczynimy z tego problem medyczny, czyli chorobę, no to wtedy się dzieją dwie rzeczy. Zbyt łatwo pozbywamy się odpowiedzialności za tryb życia nasz własny, który jest prawdopodobnie wzorcem dla naszego dziecka w jakiejś mierze, ale przede wszystkim za tryb życia dziecka, jakość jego życia. A poza tym, jak to się mówi, stygmatyzujemy to dziecko i ono również będzie w tym sensie, następuje taka demoralizacja diagnozą, czyli diagnoza staje się wtedy wytłumaczeniem na wszystko i zwalnia od podejmowania jakiegoś konkretnego wysiłku po to, aby poprawić styl swojego życia. Wówczas i rodzice, i otoczenie rodzinne tego dziecka, i ono samo dochodzą do takiego przedwczesnego i może zbyt łatwego wniosku, że wszystko właściwie trzeba załatwić przy pomocy jakichś leków i właściwie sprawa na tym polega, a choroba pojawiła się tak nie wiadomo skąd i te wszystkie objawy. Ostrzegam przed taką łatwą pokusą. Naprawdę niewiele trzeba, żeby pomóc dzieciom wyjść z takich objawów, które w istocie są wypaleniem i są mylnie interpretowane jako depresję. Skoro już mówimy o depresji, to pamiętajcie, że depresja w sensie klinicznym to jest coś zupełnie innego niż w tej chwili. się uważa za depresję. W depresji nawet nie ma cierpienia. Depresja jest taką zimną pustką, której nawet nic nie boli. Nic się nie pojawia. Jest jakąś taką lodową, pustą przestrzenią, jeszcze w dodatku pozbawiona światła. takim zamrożeniem, któremu towarzyszy poczucie, nawet tam nie ma rozpaczy, tam jest poczucie takiej bezdennej pustki. nie pustki w czasie wolnej przestrzeni, tylko takiej przytłaczającej pustki, która nie daje żadnej nadziei ani nie generuje żadnego sensu. Więc to, co się potocznie teraz nazywa depresją, ona nadużywa się tego terminu i nadużywa się też Znadmierna gotowość do takich diagnoz w środowisku fachowców. To naprawdę nie jest już represja. Ludzie mają prawo do okresu smutku, do okresu rozpaczy czy jakiegoś cierpienia. Nie można po prostu z naturalnych ludzkich odruchów emocjonalnych i stanów emocjonalnych nazywać chorobą. Przytoczę wam taki przykład, który mną jakoś poruszył jakiś czas temu, kiedy przyszła do mnie młoda osoba. Nie wiem, czy ja już tego gdzieś tu wam nie mówiłem. Możliwe, że najmniej w historii warsztatów przytaczam ten przykład, ale przytoczę go jeszcze raz, bo jest bardzo taki wymowny. Przychodzi młoda osoba, elegancka, wysportowana, taka modelowa, młoda pracowniczka korporacji, na dobrym już stanowisku, w okolicach trzydziestu paru lat. I mówi mi, że ona ma taki problem, że ją środowisko zaczęło odrzucać, to środowisko pracy, ludzie, którzy ją otaczają. Ona jest, prowadzi jakiś zespół, ma odpowiedzialną pracę, no i bardzo cierpi z tego powodu. No więc ja pytam, a dlaczego? Co się stało? Od kiedy to trwa? Ona mówi, no właściwie od niedawna, od właściwie paru tygodni, ale to jest takie intensywne, ja nie wiem jak sobie z tym poradzę. Dlaczego od paru tygodni? Czy coś się stało parę tygodni temu, że tak się ta sytuacja zmieniła? Bo rozumiem, że wcześniej tego nie było. No i tak, parę tygodni. I ta mama mi umarła. I ludzie z mojego otoczenia mówią, że ja już mogłabym przestać być wreszcie taka smutna, bo im psuje humor. I że jakoś tak im jest za trudno patrzeć na to, jak ja jeszcze ciągle... Minęło tam chyba 3 czy 4 tygodnie od śmierci mamy. Ja ciągle chodzę z taką smutną twarzą i bardzo mnie proszą, żebym się wreszcie zaczęła uśmiechać, tak jak to kiedyś było. No i ta osoba przyszła z autentycznym poczuciem winy, że przesadza z tym smutkiem po podejściu mamy i że właściwie po trzech tygodniach czy po miesiącu powinna już wszystko przejść. Jeśli my w ten sposób podchodzimy do cierpienia innych ludzi i do własnego cierpienia, że uznajemy to za uzasadnionego cierpienia, że uznajemy to za objaw choroby, to jest naprawdę bardzo niebezpieczny kulturowy trend, który będzie niepotrzebny. zapełniał w konsekwencji jakieś szpitale czy przychodnie psychologiczne czy psychoterapeutyczne gabinety. Nie ma nic złego w tym, że jest nam od czasu do czasu smutno i że doświadczamy trudnych uczuć w związku z różnymi trudnymi sytuacjami, a szczególnie z tak dramatycznymi rozstaniami, o których mówiła ta moja No więc to może tyle tytułem wstępu do dyskusji. Bardzo Was proszę o pytania i komentarze do tego, co tutaj Wam powiedziałem. Jest jeszcze parę aspektów związanych ze źródłami zagrożeń czy źródłami stresu, szczególnie w życiu dzieci współczesnych w naszym kraju, ale w ogóle chyba w naszej kulturze. ale myślę, że to w czasie rozmowy z wami wypłynie, będę miał okazję jeszcze o tym powiedzieć. Także bardzo proszę o pytania. Tutaj już część pytań mi dostarczono, które zgłaszacie na stronie tego spotkania. I będę po prostu po kolei tym się zajmiemy. Pytanie pierwsze. Dlaczego w dzisiejszym świecie, zarówno tym, w którym żyjemy na co dzień, jak i w tym terapeutycznym, odpowiedzialnością za swój stan zdrowia obarczana jest głównie jednostka? Czyli weryfikuje się, czy pije wystarczająco dużo wody, czy ćwiczy, a także jej dzieciństwo. Ale prawie nikt, nikt nie wspomina o trudnym i chorym systemie, w którym żyjemy. Dlaczego terapeuci nie mówią o tym, że wyzysk, długie godziny pracy, niesprawiedliwość, kultura, która nie uczy życia wspólności, brak bliskości, pośpiech, bezrobocie i inne duże wyzwania społeczne również wpływają na stan zdrowia psychicznego. Bardzo dziękuję za to pytanie. Nie jest tak, że terapeuci o tym nie mówią, może nie mówią tak często, ale na pewno wiedzą, Najkrótsza odpowiedź jest taka, że jak przychodzi do mnie ktoś, kto ma takie objawy, długotrwałego stresu, to dla mnie jest oczywiste, że część tego stresu ma charakter systemowy i kulturowy. Z tym, że moją rolą nie jest dyskutować o zmianie systemu czy kultury, w której żyjemy, tylko moją rolą, tak jak ją rozumiem, jest uzbrojenie tego człowieka w takie narzędzia i takie przeformatowanie jego sposobu myślenia i interpretacji rzeczywistości, żeby mógł lepiej wytrwać w tych trudnych warunkach. Ale to nie znaczy, że miałby je ignorować. Jeśli ja pytam mojego klienta czy klientkę, kogoś, kto przychodzi w takim trudnym stanie wypalenia lub ewentualnie z podejrzeniem depresji, no to jeśli go pytam o to, Czujesz się tak, jak się czujesz, dlatego że twoje życie tak wygląda. Czy też twoje życie tak wygląda, ponieważ się tak źle czujesz. I otrzymuję odpowiedź na ogół, otrzymuję odpowiedź Nie, no ja się tak czuję, ponieważ moje życie tak wygląda. I to jest bardzo dobra odpowiedź, bo ta odpowiedź daje otwarcie na to, żeby zacząć rozmawiać o tym, co można zmienić w tym życiu. Na ogół ci ludzie wiedzą, że to Otoczenie systemowe, kulturowe, społeczne jest ogromnym źródłem stresu dla nich, ale właściwie nic z tym nie robią. albo nie widzą dać jej możliwości, albo nie mają na to siły i odwagi. Moją rolą jest również pomóc im w tym, żeby nie godzić się na takie warunki otoczenia systemowego i społecznego. które im ewidentnie szkodzą. To pytanie, które ktoś z Was zadał jest niesłychanie ważnym pytaniem takim już światopoglądowo, społecznym czy politycznym wręcz. To było przedmiotem takiej dyskusji kiedyś między psychiatrami i ludźmi, którzy zresztą też byli psychiatrami, ale nazywali się antypsychiatrami. Antypsychiatrzy uważali, że przedwczesne medykalizowanie cierpienia ludzkiego i uśmierzanie tego cierpienia przy pomocy leków jest właściwie działaniem, które uniemożliwia zmiany systemowe i kulturowe. bo umożliwia ludziom, którzy w sposób wrażliwy i adekwatny reagują na wyzysk, niesprawiedliwość, na jakieś cechy systemu, w którym funkcjonują i to małego systemu, czyli systemu pracy, miejsca pracy, czy większego systemu społecznego, jeszcze większego, czyli polityczno-gospodarczego, że ich się usypia trochę po to, żeby mogli dalej w tym funkcjonować. Tak trochę na zasadzie znieczulenia, zamiast podjąć jakiś wysiłek, który zmierza do zmiany. obszarze ich życia, a być może również mogliby się uaktywnić jako działacze społeczni czy polityczni. Więc w gabinecie terapeutycznym my nie dajemy leków. My uwzględniamy też ten kontekst. ale uznaniamy go w wymiarze indywidualnego życia. Wychodzimy z takiego założenia, ja wychodzę z takiego założenia i środowisko terapeutyczne, w którym się obracam, że żeby móc pomagać innym i zmieniać system, zmieniać świat, to trzeba najpierw pomóc sobie. i wtedy będziemy też wiarygodnym propagatorem ideizmian systemowych. No to taka, może jeszcze nie do końca wyczerpująca odpowiedź, ale bardzo dziękuję za to pytanie. Następne pytanie, różnica między stanem przygnębienia a symptomami depresji. No to już trochę o tym Mówiłem, że przygnębienie to nie jest depresja. No jest wiele obszarów ewidentnych, obszarów naszego życia i to takiego właśnie codziennego i cech systemu, w którym funkcjonujemy i też zmiany środowiska naturalnego, bardzo niekorzystnych i trudnych, które mogą w uzasadniony sposób powodować przygnębienie. Ale gdy ktoś przyjdzie do mnie z takim przygnębieniem, to ja wtedy nie wchodzę w dyskusję na tematy systemowo-polityczne. Nie mówimy o cywilizacyjnym wymiarze tej sprawy, tylko mówimy, Koncentrujemy się na tym, co w życiu tego człowieka może zostać zmienione w taki sposób, żeby on poczuł korzystny wpływ jakiejś zmiany i wtedy może pójść dalej, jeśli odzyska siły i nadzieje. Bardzo często zresztą ludzie, którzy wprowadzają zmiany w swoim życiu i odczuwają błogosławione skutki wprowadzenia do nich zmian, stają się też propagatorami zmian w różnych obszarach i na różne sposoby, a bardzo często też wchodzą w rolę niekoniecznie wysoko wyspecjalizowanych specjalistów od pomagania innym ludziom, ale są nastawieni na pomaganie innym ludziom. i gdzieś oferowanie im podobnego procesu zmiany, czy inspirowanie ich do takiego procesu zmiany, który sami przeszli. Ok. Więc właśnie już stan przygłębienia, a depresja to są zupełnie inne sprawy. Jeszcze raz Was uczulam na to, żeby nie nadużywać słowa depresja. Bo jeśli ktoś wstaje rano i ma spadek energii albo jakieś smutne refleksje w głowie i mówi, o cholera, chyba mam depresję, to jest gruba przesada. Można powiedzieć, że to jest jakaś obraźliwe dla ludzi, którzy naprawdę zmagają się z kliniczną depresją. Następne pytanie. Jak w kryzysie braku starszyzny wskazywać będziesz drogę w mądry sposób? Czy w ogóle to robić? Jaka jest Pana sugestia na radzenie sobie ze wspomnianym kryzysem? No to też dziękuję za to pytanie. To jest jedna ze spraw, o której też chciałem powiedzieć, gdybym miał na to więcej czasu. Brak wzorców i upadek autorytetów. Do tego się odnosi to pytanie. I to jest szczególnie dla młodzieży sprawa niesłychanie bolesna. Dorośli, szczególnie ci, którzy mają wpływ na to, jak działa państwo, jak działają różne obszary tego państwa, szczególnie obszary edukacji i wychowania. Z punktu widzenia dzieci jawią się jako hipokryci. Czyli no są to, no bo jeśli popatrzeć na przykład na scenę polityczną, gdzie w tej chwili w ogóle nie sposób znaleźć jakiejś konstruktywnej rozmowy, jakiegoś konstruktywnego dialogu, który by łączył ludzi o różnych poglądach na sprawę i gdzieś dążył do jakiejś twórczej, kreatywnej syntezy, do szukania jakichś środków, narzędzi, które mogłyby powodować, sprzyjać przynajmniej pożądanym zmianom. No to czego oczekiwać od tych dzieci? One patrzą na to wszystko właściwie chłoną, bo zjadli z jakimś odruchem przerażenia, że dorośli potrafią się tylko kłócić, że oni nie są w stanie dogadać się na żaden temat. I że zajmują się głównie tym, żeby propagować swoje poglądy. a nie tym, żeby dochodzić do jakichś rozwiązań, które byłyby skuteczne, widoczne i budziły nadzieję. na to, że będą to zmiany istotne, fundamentalne, że to będzie program naprawy nie tylko jakichś kawałków tej rzeczywistości społecznej, ale że to będzie jakiś program naprawy świata, bo tego najbardziej potrzebujemy. Więc tutaj jest ogromny problem. Hipokryzja dorosłych, bezradność, egoizm, zamykanie się w obrębie własnego, jakiegoś wąskiego paradygmatu czy światopoglądu, który wyłącza wszelką możliwość dyskusji i porozumienia. Bardzo, bardzo trudne. To jest dla dorosłych trudne też patrzeć na to, a wyobraźcie sobie, jakie to jest trudne dla dzieci. Efekt jest taki, że potem ci dorosi narzekają na to i dziwią się strasznie, co się dzieje z tymi dziećmi, skąd ten hejt w szkole, skąd ten mobbing. Skąd tyle tam złych uczuć, konkurencji, jakiegoś doprowadzania się często do jakichś ekstremalnych stanów depresyjnych czy do ekstremalnej agresji, do samobójstw. Jeśli chcemy popatrzeć na to, co się dzieje z dziećmi i zrozumieć, to trzeba najpierw popatrzeć na to, co my im proponujemy, jakim wzorcem jesteśmy dla nich, jakim wzorcem jest dla dzieci nasze dorosłe życie społeczne i nasze dorosłe relacje z innymi dorosłymi ludźmi. No i tutaj Sami wiemy, co się dzieje, więc nie będę rozwijał tego tematu dalej. Może się kiedyś na ten temat jeszcze jakoś spotkamy. Następne bardzo ciekawe pytanie. W ramach prewencji, jakie zachowania świadczą o zachowaniu dobrostanu psychicznego dzieci 5 do 8 lat i młodzieży 14-17, co można zasygnalizować rodzicom, że należałoby zatrzymać się i spojrzeć, być ze swoją pociechą, a może nawet szukać wsparcia. Trochę już o tym powiedziałem. I w tym szkoleniu, w tym warsztacie, o którym wspomniałem, który jest dostępny na positivelife.pl, którym jest sporo moich też, chyba większość moich różnych warsztatowych inicjatyw, no tam jest na ten temat więcej już. Takim podstawowym objawem, ale żeby coś tutaj powiedzieć istotnego w odpowiedzi na to pytanie, jest poczucie, które dorośli często mają i lekceważą, które generalnie się nazywa poczucie utraty kontaktu z dzieckiem. My nie zauważamy, że dzieci nam dorastają, a dzieci dorastają coraz szybciej mentalnie i niekoniecznie psychicznie, ale coraz szybciej stawiają rodzicom światu trudne pytania. Ale my dorośli jesteśmy tak zajęci swoimi sprawami, swoją pracą, swoją gonitwą, że właściwie nam zależy głównie na tym, żeby dzieci były grzeszne i nie sprawiały kłopotu. Więc jak dziecko przychodzi z jakąś trudną sprawą i trudnym pytaniem, no to z reguły naszym zachowaniem, naszą reakcją zniechęcamy je do tego, przychodziło z takimi pytaniami jeszcze kiedykolwiek później. To samo zresztą robi szkoła. Tutaj, tak jak w świecie dorosłym, szczególnie w świecie politycznym, ale też w świecie nauki, jak się okazuje, zanika jakaś gotowość dyskusji i prawdziwej debaty. no to tym bardziej ona zanika w relacjach między dorosłymi a dziećmi, między rodzicami a dziećmi. A to bardzo, bardzo jest potrzebne. Więc jeśli czujesz, że urywa ci się kontakt z dzieckiem, ale dziecko jest po prostu wycofane, grzeczne, nie sprawia kłopotu, nie zajmuje Ci czasu ani uwagi i masz poczucie jeszcze jakiegoś sukcesu wychowawczego z tego powodu, no to to jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Nie wychowujmy dzieci po to, żeby były grzeczne, tylko żeby były mądre. Więc tutaj też, ponieważ świat się tak skomplikował, jak się skomplikował i my dorośli często stajemy w ogóle bezradni wobec tego, co się dzieje i nie mamy też żadnych sensownych recept czy odpowiedzi na pytania, które krzyczą. to trzeba się do tego przyznać i zacząć jakby szczerze rozmawiać z dziećmi, nie z pozycji kogoś, kto wie lepiej albo kogoś, kto odsyła te dzieci do internetu albo do jakichś innych autorytetów, które niekoniecznie reprezentują wysoką klasę, tylko trzeba zacząć rozmawiać. rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i nie pozować na kogoś, kto wie, jeśli nie wie. Następne pytanie. Jakim Pana zdaniem największym deficytem współcześnie rodzice obarczają swoich dzieci? Czego obecnie nie oferujemy jako rodzice oraz czego nie dostajemy jako dzieci? Jaka jest największa tęsknota dzieci tych czasów? I co najcenniejszego tak naprawdę możemy rodzicom zaoferować? co bardziej córkom oraz co bardziej synom. No to odpowiem na to najogólniej, ale jednocześnie bardzo konkretnie. To, czego nasze dzieci potrzebują od nas najbardziej, to czasu i uwagi. Czasu i uwagi. Nic więcej. Jeśli zrobimy, jak to się mówi, przestrzeń w czasie, jeśli poświęcimy dziecku uwagę, jeśli wejdziemy w jakąś jego propozycję lub zaproponujemy jakiś temat do rozmowy czy zabawę, to niekoniecznie musi być super trudna rozmowa czy ważna. To jest największy dar. Tak naprawdę jest to dar tego, co się nazywa miłością. Jeśli kogoś kochamy, to nie mamy problemu z poświęcaniem mu czasu i głani. Więc jeśli łapiesz się na tym, że nie masz dla swojego dziecka czasu i uwagi, no to pamiętaj o tym, że mimo tego, że jesteś być może słusznie przekonany czy przekonana, że kochasz swoje dziecko, to ono tego nie czuje. A jak on tego nie czuje, to jest dla niego powodem do ogromnego smutku, zamieszania i będzie miało, jak dobrze wiemy, my rodzice ze swojego dzieciństwa i ze swojego dojrzewania będzie to miało dla niego konsekwencje niełatwe do pokonania w jego dorosłym życiu. szczególnie konsekwencje w obszarze poczucia wartości i wiary w związki z innymi ludźmi. Co jeszcze można zrobić? Następne pytanie. W sytuacji depresji lekoopornej u nastolatków, oczywiście prócz tradycyjnej psychoterapii indywidualnej i systemowej. Represja jest lekko oporna, to należałoby jednak bardziej pochylić się na taką hipotezą, że to nie jest depresja w sensie medycznym, psychiatrycznym, tylko że jest to Depresja egzystencjalna, tak to nazwijmy. Jeśli ta depresja miałaby być spowodowana np. deficytem serotoniny, w mózgu tego dziecka, czy w ogóle w systemie, to leki by prawdopodobnie podziałały. Więc to jest bardzo ważne, żeby nie uciekać przed taką hipotetyczną konkluzją, Skoro leki nie działają, to to jest prawdopodobnie nie jest depresją. Trzeba się zabrać za całą sprawę od innej strony, o której dużo powiedziałem w pierwszej części naszego spotkania. Ale też pamiętać o tym, co powiedziałem parę minut temu, czyli najlepszym lekarstwem na zapobieganie depresji, a też leczenie depresji u dzieci, depresji w cudzysłowie, tak tej egzystencjalnej, rodziców, ważnych ludzi w okolicy tego dziecka. Następne pytanie, czy depresja wyzwala ilość i wielkość, czy depresję wyzwalają ilość i wielkość wymagań i oczekiwania nie do pokonania w życiu? To może tak być. To jeden z czynników, który powoduje w tej depresji egzystencjalnej, nazwijmy to, dla odróżnienia od klinicznej. To jest jeden z ważnych elementów całej układanki. czyli takie negatywne myślenie o sobie jako o kimś, kto jest niewydolny, nie daje rady, nie potrafi i tak dalej. Więc jeśli szkoła lub środowisko rodzinne obciąża dzieci nadmiernymi wymaganiami, takimi nieskalibrowanymi wymaganiami, przez co dziecko często doświadcza porażek, klęsk. To może się bardzo przyczyniać do takiego ogólnego syndromu egzystencjalnej depresji. Tutaj zawsze to powtarzam, powtórzę to też tym razem, że wymagania wobec dzieci powinny być tak skalibrowane, żeby dziecko mogło, jak to się mówi, przeskoczyć przez tą powszeczkę. Ale oczywiście dokonując jakiegoś wysiłku w tej sprawie, a nie tak sobie z biegu, jak to się mówi. Ale z drugiej strony po to, żeby dziecko mogło przeskoczyć tę poprzeczkę, to my musimy dać mu też wsparcie. Taka zdrowa zasada w treningu sportowym to jest 50% wymagań, 50% wsparcia trenerskiego, czyli trener mówi zawodnikowi ok, za rok zrobisz taki czas na jakimś dostanę się. A jego młody zawodnik mówi, że to w ogóle niemożliwe. Ja mam jeszcze o tyle gorszy czas, ten aktualny, że w ogóle nie widzę szans. Ale trener mówi, że ja widzę i ja wiem, że Ty to możesz zrobić, ale ja Ci dam wsparcie i powiem Ci, jak to zrobić. Będę Cię wspierał w tym, żeby osiągnąć taki wynik. Nasze wymagania rodzicielskie czy wymagania szkolne są właśnie w taki sposób ustawiane i spełniają tę zasadę 50% wymagań, 50% wsparcia, to one są właściwie bardzo pozytywnym komunikatem dla dziecka, bardzo pozytywnym sygnałem, mianowicie sygnałem wiary w jego możliwości. Tylko trzeba uważać też z językiem, którego się używa wtedy. To nie jest tak, że musisz to zrobić albo zrób to, tylko... Ja wiem, że możesz to zrobić, że cię na to stać, ja to wiem. Chociaż tobie się wydaje to niemożliwe w tej chwili, ale dam ci tyle wsparcia, jeśli ty się do tego przyłożysz, to razem to zrobimy, można powiedzieć. I tak też powinna funkcjonować, według tej zasady powinna funkcjonować szkoła. która, jak się zdaje, rzadko kiedy spełnia tę zasadę, bo daje ogromne wymagania, ale bardzo niewiele wsparcia. Jeśli w ogóle tam można mówić o wsparciu. I tutaj mamy... Zbliżamy już do końca, dobrze? Jeszcze dwa pytania. Jeśli spojrzeć na depresję jako spadek, w sensie spadek nastroju, napędu, energii, motywacji, to czym tłumaczyć złość osoby, która twierdzi, że ma depresję? Złość bardziej kojarzy się nam z dużą częścią energii, a nie z jej spadkiem czy niedoborem. No więc to bardzo fajne pytanie i dobrze, że ono padło, bo też przekażę Wam kawałek ważnej wiedzy. Zniecierpliwienie i skłonność do agresji jest jednym z pierwszych objawów wypalenia energetycznego. Można powiedzieć, że też pierwszych objawów depresji egzystencjalnej. Czy to rzecz z tego, że ten ktoś ma po prostu, jak to się mówi, jedzie z pustym bakiem. A wiecie jak to się jedzie z pustym bakiem. Nawigacja nam pokazuje, że do stacji benzynowej jest jeszcze 30 kilometrów. a my mamy paliwa w baku na 25. Zaczynamy, przede wszystkim bardzo oszczędza się tą energię, jedziemy wolniej, wkurzamy innych użytkowników drogi, którzy się na nas denerwują, że im blokujemy pasmo ruchu i muszą nas wyprzedzać. a jednocześnie denerwuje nas wszystko, co nam każe przyhamować, żeby też przyspieszyć. Więc podobnie jest w stanie wypalenia energetycznego. My dokładnie się tak zachowaliśmy. i reagujemy agresją na wszystko, co wymaga od nas jakiegoś dodatkowego wysiłku energetycznego. I to jest bardzo ważny objaw. To nie ma nic wspólnego z wysokim poziomem energii, z jakąś nadmiarem, jakąś mocą wewnętrzną. Wręcz przeciwnie, ludzie, którzy są agresywni, to też można tą obserwacją uogólnić, to są z reguły ludzie, którym brakuje energii i mocy. Jak ktoś ma wysoki poziom energii i takie poczucie mocy, nie zdenerwuje się byle czym i będzie raczej emanować jakimś spokojem. No to dziękuję za to pytanie, a tutaj jeszcze ostatnie pytanie, z jakimi zaburzeniami współistnieje depresja? Bardzo szerokie pytanie. Depresja często współistnieje z różnymi zaburzeniami takimi na poziomie fizjologii, a nawet z jakimiś chorobami chronicznymi, bo organizm, umysł i ciało, które znajdują się w stanie takiego właśnie długotrwałego długotrwałego stresu kortyzolowego, nie jest w stanie się bronić też wystarczająco dobrze przed różnymi chorobami. Nie jest w stanie reagować adekwatnie na zaburzenia wewnętrznej równowagi w organizmie, na jakieś stany zapalne, które tam się ciągle pojawiają i które Dobrze ustawiony układ odpornościowy bez wysiłku zwalcza. Wtedy mogą się pojawiać różnego rodzaju dolegliwości. Najpierw takie dolegliwości z kategorii zaburzeń funkcji, a potem funkcje różnych układów organizmu, a potem może się to pojawiać już na poziomie uszkodzeń struktury tego systemu. Więc ilość możliwości jest duża. Często właśnie następstwem długotrwałego wypalenia energetycznego czy długotrwałej depresji egzystencjalnej są różne kłopoty ze zdrowiem, a czasami jest oczywiście odwrotnie, ale to już jest zupełnie inna historia, jak my sobie radzimy z sytuacjami, które są groźne dla naszego zdrowia, czy też mają charakter różnych chronicznych i bardziej uciążliwych dolegliwości. No to odpowiedziałem na wszystkie pytania. Rozumiem, że nic więcej nie napłynęło. Czas nam natomiast upłynął. O, jeszcze coś mam. Ja nie wiem, czy mamy czas na to, ale skoro tutaj redakcja naszego spotkania mi to podrzuca, to widocznie tak. Ja, co za pytanie, jak radzić sobie ze stresem nastolatki, 12 lat, która pyta o przyszłość, o dorastanie, ma lęki, natarczywe myśli, boja się przed dorosłością. Dziecko pyta, dlaczego tak dużo, tak późno urodziłam ją w wieku 32 lat, a twoja mama urodziła ciebie w wieku lat 20. Takie lęki o przyszłość i jak córce pomóc. Córka ma 12 lat i wchodzi w trudny, wrażliwy okres życia, który się nazywa pokwitaniem, dojrzewaniem na poziomie hormonalnym, seksualnym. To jest naprawdę trudny okres w życiu dziecka. Na to wszystko nakłada się ta sytuacja, ogólna sytuacja społeczna, brak pozytywnych wzorców, brak autorytetów. Z tym wszystkim po prostu trzeba z dzieckiem rozmawiać, nie ma innego lekarstwa. Rozmawiać, oglądać różnego rodzaju filmy, polecać lektury albo czytać fragmenty lektur, nawiązać z dzieckiem taki intelektualny i emocjonalny kontakt, który gdzieś stwarza przestrzeń na to, żeby jakieś odpowiedzi na te pytania się pojawiły. W pewnym razie nadzieja na znalezienie takich odpowiedzi. Tutaj jest ciekawa pretensja o to, że za późno mi urodziłaś w wieku 32 lat. to trzeba się więcej dowiedzieć na temat źródeł tej pretensji do matki. O co tutaj tak naprawdę chodzi? Może chodzi o to, że gdyby się urodziła o 10 lat wcześniej czy o 12 lat wcześniej w tym wypadku, to by miała trochę lepszą sytuację. zewnętrzną byłaby w tej chwili już 24-letnią młodą kobietą, ale niekoniecznie byłoby jej tutaj lżej w tej sytuacji, w której wszyscy się znajdujemy. No więc gratuluję prawdopodobnie dziecka, które stawia takie pytania i potrafi je artykułować. To już znamionuje jakiś sukces wychowawczy, ale to jest okres formacyjny tej młodej osoby i ona naprawdę potrzebuje uczciwej i partnerskiej rozmowy na te tematy, które porusza i na te pytania, o tych pytaniach, które stawia. Następne pytanie. Dziecko 12 lat. Chodzi, że chce wyskoczyć przez okno, bo życie mu się nie podoba. Dobrze się uczy, dogaduje się z rówieśnikami. Czy ktoś porozmawiał z tym dzieckiem na temat tego, co mu się w tym życiu nie podoba, dlaczego mu się nie podoba? Czy jakieś zmiany w jego życiu można w tej chwili wprowadzić, czy też stworzyć perspektywę wprowadzenia takich zmian? Tutaj oczywiście to pytanie, które wam proponowałem na początku jest istotne. Czy ty się tak czujesz dlatego, że kiepsko żyjesz, czy dlatego tak kiepsko żyjesz, że tak kiepsko widzisz to życie, czy się tak źle czujesz. Ale skoro on się dobrze uczy i dogaduje się z rówieśnikami, Coś nie bardzo wiadomo, co to może znaczyć. Prawdopodobnie nie jest to depresja, tylko depresja w sensie klinicznym, tylko jest to taka depresja właśnie egzystencjalna kolejnego nastolatka, który po prostu patrzy na ten świat i mówi, no nie chce mi się żyć w tym świecie. Rodzice muszą sobie zadać trudne pytanie, w jakim świecie my żyjemy i jak dziecko postrzega nasze życie. Wielokrotnie to cytuję, przypomnę taką trudną rozmowę, jaką jeden z moich pacjentów miał ze swoim trochę starszym 16-letnim synem, który po trzech latach jakiegoś kryzysu i milczenia między nimi zwrócił się do ojca z jakimś pytaniem o to, jak sobie sprofilować przedmioty w liceum. No i ten mój, jego ojciec, czyli mój klient się rozgadał na bardzo wiele różnych tematów. Przy okazji tak się ucieszył z tego, że syn do niego przyszedł. No ale patrzę, że on się gapi w telefon już od jakiegoś czasu, więc pyta, dlaczego ty? Zobacz, sam przyszedłeś, rozmawiamy o ważnej sprawie, a ja się dzielę. swoim doświadczeniem, a Gabiś się w telefon mówi, no wiesz tato, tak już skracam tą rozmowę między synem a ojcem, ja bym cię chętnie słuchał, ale wtedy gdybyś ty sam był szczęśliwym człowiekiem. No i to jest Bardzo ważne rozszerzenie dla rodziców w tym, co ten nastolatek powiedział. Trzeba przyznać, że bardzo wrażliwy i odważny młody człowiek. No i zacząłem z nimi rozmawiać o tym, jak wygląda w ogóle, co można by zrobić z życiem moim jako rodzica, by ono miało, było jakimś dobrym wzorem dla mojego dziecka. Jeśli nasze dziecko patrzy tylko na naszą ciężką charówę, i narzekanie, i taką bezradność, i beznadzieję, i życie się kończy na zarabianiu pieniędzy po to, żeby je szybko wydać na to, co jest najlepiej reklamowane, no to to nie jest dla dziecka w tym wieku propozycja na życie. O tym trzeba zacząć rozmawiać, o tym trzeba zacząć myśleć. I ostatnie pytanie, czy długotrwały stres może powodować stany lękowe? Czy wtedy włączanie leków, żeby móc po prostu funkcjonować, jest uzasadnione? Tak, oczywiście stres może powodować stany lękowe, bo stres, jak wiemy, włącza w naszym takim emocjonalnym czy właściwie w wegetatywnym systemie mózgowym, taki tryb, który się nazywa walka-ucieczka. Jeśli ten tryb i sytuacja pozwoli temu trybowi zadecydować, że tak powiem, że walka jest tutaj sensowną odpowiedzią na tą sytuację, to wtedy towarzyszy temu agresja. Jeśli ten tryb zadecyduje, że na walkę nie ma szans, no to wtedy pojawia się ucieczka, a ucieczce towarzyszy lęk. Więc ten długotrwały stres może taki lęk mocno zakorzenić w psychice tego dziecka i wtedy na każdą trudną sytuację Odpowiedź emocjonalna tego dziecka będzie polegała na lęku, czyli nadmierna, nieuzasadniona zupełnie ilość sytuacji będzie powodowała reakcję lękową. Trzeba też przyjrzeć się temu, co jest źródłem długotrwałego stresu w życiu tego dziecka i czy można w jakiś sposób wpłynąć korzystnie na jego regeneracyjne procesy, podnieść poziom energii, zgodnie z tym, o czym mówiliśmy na początku, i czy wtedy te lęki się będą zmniejszać. Generalnie tak na poziomie czysto klinicznym depresji bardzo często towarzyszą stany lękowe. Są to tak zwane stany lękowo-depresyjne i to jest w tej chwili najczęstsza grupa objawów, która pojawia się u dzieci i młodzieży. Tutaj podrzucę Wam na koniec też taki greps, który terapeutom bardzo pomaga w pracy i myślę, że Wam też może pomóc, Wam rodzicom, ale też Wam młodym ludziom, być może ktoś tam, są i tacy na sali. On brzmi tak, albo ekspresja, albo depresja. I w tych pytaniach i tak jest taka nadzieja w tych opisach reakcji i zachowań dzieci, że one jednak mają ekspresję i mają zablokowane ekspresji. Mówią o tym, stawiają pytania. Najbardziej niebezpiecznym objawem jest wycofanie. i wtedy trzeba się naprawdę bacznie przyjrzeć powodom tego wycofania. Więc albo ekspresja, albo depresja. I trzeba potraktować dosłownie, że dzieciom, które w tej chwili żyją w długotrwałym, kortyzolowym strefie, Brakuje też okazji do ekspresji, którą się nazywa też odreagowaniem słusznie, odreagowaniem tego napięcia stresowego. A to z kolei odbywa się przy pomocy ruchu, fizycznego ruchu, który wprowadzi do jakiejś postaci zmęczenia. Bo walka-ucieczka, ten tryb walka-ucieczka, tutaj mówimy o prawdziwej walce, ale o prawdziwej ucieczce. Organizm się uzbraja do takiej sytuacji, do rzeczywistej walki albo ucieczki. Walka i ucieczka to jest intensywny ruch. Jeśli nasze dzieci nie mają w tej chwili okazji do ruchu, Mają jej coraz mniej, bo w szkołach już nie wolno biegać ani głośno mówić. gromadzić w nich napięcie, nieodreagowane napięcie, które będzie też sprzyjać temu, że ten kortyzolowy stres, czyli włączony układ walka albo ucieczka, będzie powodował te wszystkie niebezpieczeństwa, o których mówiłem wcześniej. Więc dbajcie też o to, żeby dzieci miały dużo ruchu. Jest takie, specjaliści od psychofizjologii to jakoś oszacowali tak bardzo oszczędnie, że dziecko do momentu, w którym zaczyna rozwijać się seksualnie, hormonalnie, wchodzi w okres pokwitania, Potrzebuje minimum 4 do 6 godzin ruchu dziennie. no to pomyślcie o tym teraz, ile ruchu ma wasze dziecko. No i wtedy zrozumiemy jeszcze jeden niesłychanie istotny powód. Destrukcyjny mechanizm powodujący spadek odporności i te wszystkie konsekwencje również emocjonalne związane np. właśnie z odpowiedzią lękową na na nieadekwatną odpowiedzią lękową na wiele różnych sytuacji. No dobra, to się dzisiaj tutaj napracowałem. Minęło półtorej godziny. Bardzo Wam dziękuję. Bardzo Wam dziękuję za uwagę, za to, że Wam się chce słuchać tych wykładów i tych pogadanek bardziej i że zadajecie tak dużo ważnych pytań. Mi się już język plącze i zauważyłem to w czasie dzisiejszego spotkania, bo ja pracowałem cały weekend i bez przerwy rozmawiałem z ludźmi, więc wybaczcie mi te niedosiągnięcia, jak to się mówi, związane z dykcją i znajdowaniem odpowiednich wyrazów. Dziękuję Wam bardzo. Do zobaczenia przy następnej okazji. Wszystkiego dobrego. Chyba się zobaczymy już po Nowym Roku, więc mimo wszystko dobrych świąt. Pamiętajcie, że dobre święta nie polegają koniecznie na jedzeniu. dobrych rzeczy, ale głównie na tym, że mamy dla siebie więcej czasu i uwagi i to warto najlepiej w ten sposób tych świąt skorzystać. No i niech ten przyszły rok nie będzie bardziej trudny tego, który właśnie się kończy. Wszystkiego dobrego, do widzenia.










