Ego jako obiekt - kryzys tożsamości czy pozytywna zmiana świadomościowa

Wojciech Eichelberger explores the idea of ego as an object — asking whether contemporary changes in self-experience represent identity crisis or a positive shift in consciousness. He situates growing interest in mindfulness and "slow"/"extreme" movements as social expressions of people seeking to transcend or reframe the ego. Drawing on psychoanalytic (Freud), depth-psychology (Jung) and transpersonal (Roberto Assagioli) perspectives, he contrasts shadow-work (the "cellar/piwnica") with the often-neglected dimension of repressed light (projections of religious/heroic figures). Eichelberger argues for integrating both shadow and light—questioning the ego as provisional identity and pointing to practices that help assimilate projected ideals back into the person. The recording ends with a recited poem and a short moderated discussion about therapeutic risks (fixation on shadow or pseudo-light) and the need for holistic, integral therapeutic stances.
Więc ja będę, pozwolę sobie Państwa uwagę troszeczkę skierować na ten aspekt ludzkiego istnienia, który ma bardziej integralny charakter i nawiązuje do czy wynika z mojego doświadczenia osobistego, doświadczenia z bardzo wieloma ludźmi na przestrzeni lat i z takiej refleksji nad psychoterapią w ogóle i innymi możliwymi sposobami przychodzenia z pomocą ludziom w ich cierpieniu. Więc tak, a tu nie ma nawet tytułu mojego wystąpienia, więc przypomnę. ego jako przedmiot albo obiekt. Czy to kryzys tożsamości, czy pozytywna zmiana świadomościowa? No, będą Państwo, oczywiście moje obserwacje odnoszą się do pewnej grupy ludzi dość dużej, myślę, że narastającej też, sądząc po ilości ludzi na tej sali, ludzi, którzy są bardziej świadomi i w jakiś sposób, no, poszukujący. Oczywiście mamy tutaj, jak wszyscy wiemy, bardzo już to było o tym mowa, bardzo silny w tej chwili, można powiedzieć, cywilizacyjny wręcz konflikt pomiędzy siłami światła i cienia, siłami progresji i konserwatyzmu. czyli, można powiedzieć, ludzi, którzy nie przestraszyli się postmodernizmem i ludzi, którzy się bardzo tym przestraszyli i weszli w jakiś stan regresji. I oczywiście mają ku temu zrozumiałe powody. To nie jest żadna ocena. Więc wśród tych ludzi, o których mówię, bardzo często w tej chwili pojawia się coś, co nie jest figurą stylistyczną, tylko takim dojrzałym poglądem. Otóż ludzie mówiąc o sobie, mówią często już nie o ja jako ja, tylko mówią moje ego ma takie i takie cechy albo ja mam takie dziwne ego, że ono tam wyprawia takie rzeczy i ma jakieś tam określone potrzeby, czy poglądy, czy emocje. Ja też myślałem, że to jest jakaś nowa figura stylistyczna, która się wzięła właśnie z tego, że psychoedukacja jest coraz bardziej dostępna dla ludzi, ale okazuje się, że wcale tak nie jest. że razem z tym pojawiły się takie zjawiska, o których Państwo też pewnie doskonale wiecie, jak ruch slow. Mamy dwa ruchy generalnie w tym wymiarze. Jedni idą w slow, a drudzy idą w extreme. I jedni i drudzy, prawdą mówiąc, poszukują tego samego. Ci, którzy idą slow, poszukują głębokiej, spokojnej, wyciszonej refleksji. Ci, którzy idą w extreme, poszukują sytuacji, w której mogą zaangażować się w coś tak dalece, że przekroczą swoje ego, czyli staną się jednym sytuacją, która ma taką energię, że ich pochłania. i daje jakąś, otwiera przed nimi taką nieznaną, ale bardzo atrakcyjną przestrzeń wolności. Więc to też jest coraz bardziej obecne, jest nawet cały, prawda, przemysł, przemysł slow i przemysł extreme. I to zostało, jest się dobrze monetaryzuje. Oprócz tego ostatnio się pojawiła bardzo ważna sprawa, która się nazywa mindfulness. Mindfulness to jest w tej chwili hit, można powiedzieć. Wszyscy, którzy chcą się w jakiś sposób rozwijać, aż aspirują do takich środowisk czy możliwości, szukają mindfulness. Mindfulness szukają żołnierze, mindfulness szukają piloci mindfulness szukają, psychoterapeuci mindfulness szukają, dyrektorzy i szefowie dużych firm, politycy nawet niektórzy próbują się zainteresować mindfulness. To naprawdę wygląda obiecująco. No i oczywiście to się wszystko kojarzy z tym, co ma taką niechlubną etykietę new age, prawda? I tutaj pojawia się pytanie. Czy rzeczywiście te zjawiska, o których mówię, tu w największym skrócie, to jest ucieczka od cienia? Czy należy to traktować poważnie? Czy jest to jakaś wyraźna ludzka potrzeba się w tym ujawnia, którą należałoby szanować, a nie pochopnie negatywnie etykietować? Wydaje mi się, że skala zjawiska świadczy o tym, że coś tutaj jest na rzeczy i ja odczytuję to, co jest na rzeczy, wyraźnie jako znak nadziei, znak pozytywny. Choć oczywiście to wiemy wszyscy jako pseudorapeuci, że dość często tego typu zachowania czy poszukiwania mogą być przejawem ucieczki czy regresji. Niemniej jednak, no, tutaj, jak Państwo pamiętacie, pewnie Freud tego typu doświadczenia ludzkiej kwalifikował jednoznacznie jako regresję, tak, bardzo negatywnie jej oceniając. uważał, że to jest taka regresja do łona matki, do takiego oceanicznego jakiegoś poczucia bez granic i że należy to wyraźnie zwalczać, bo to jego zdaniem wyłącznie blokowało rozwój człowieka w tym właściwie tego sensie, tak jak on rozumiał sens tego słowa. Ale Freud miał też swój cień. I on nawet to wyraźnie w jakimś liście podobno napisał. Gdzieś znalazłem taki cytat w internecie, gdzie Freud napisał w liście do kogoś z przyjaciół. W doświadczeniu ludzkim interesuje mnie tylko piwnica. No oczywiście można się zastanawiać, czy to wyczerpuje naszą tożsamość, nasze możliwości. Oczywiście dobrze jest robić, jak się robi porządek w domu, to zacząć od piwnicy. Większość ludzi tak zresztą jakoś intuicyjnie postępuje i to jest bardzo dobre, ale oprócz piwnicy są tam jeszcze inne możliwości i inne pomieszczenia w tym domu. I to jest oczywiście, ta symbolika domu jest symboliką pewnych etapów rozwoju świadomości czy etapów rozwoju generalnie. Freud niewątpliwie miał obsesję cienia. I penetrował ten cień z zapałem godnym naprawdę ogromne jego uznania. Ale tutaj już współczesni mu krytycy zauważali m.in. Jung, że to nie wyczerpuje jednak ludzkiej osoby, ludzkiej istoty. Można powiedzieć, że Freuda podejrzewano właśnie o taki redukcjonizm biologiczny, fizjologiczny czy darwinowski wręcz. Oczywiście z tą penetracją cienia, penetracja cienia ma oczywiście zrozumiałe dla nas wszystkich zalety, jest niewątpliwą koniecznością, jeśli chcemy się dalej rozwijać. Ale ważne jest, żeby to się nie stało fiksacją. i żeby nie ograniczać obszaru penetracji do piwnicy. Są pewne niebezpieczeństwa z tym związane. Jednym z tych podstawowych niebezpieczeństw jest to, że jeśli im bardziej zajmujemy się cieniem, tym więcej jest cienia. Szczególnie, że nie mamy jakiejś alternatywy poznawczej czy intelektualnej alternatywy innej niż zajmowanie się cieniem po to, aby móc dalej się rozwijać czy w ogóle integrować się w jakiś sposób. Możemy też oczywiście w którymś momencie używać penetracji cienia i sprzątania w piwnicy jako pewnej autokreacji narcystycznej wręcz, prawda? To się może przejawiać w takich na przykład zdaniach jak, no jestem najgorszym z ludzi na tym świecie na przykład. Nikt nie jest, nikt nie ma tak okropnego ego i takiej zabałaganionej piwnicy jak ja. Ale oczywiście może być autokreacja w drugą stronę, taka właśnie ucieczkowa, którą zresztą łatwo namierzyć, jak to w takim dowcipie, gdy dwóch mnichów się przechadza po ogrodzie, starszy i młodszy, i ten starszy mówi do młodszego, wiesz, przyszła mi taka dziwna myśl do głowy, jaka, jaka? pyta z zainteresowaniem ten młodszy, a starszy odpowiada, Pomyślałem sobie, że nie ma drugiego takiego skromnego człowieka na świecie jak ja. Jest pytanie, tak? Oczywiście penetrujemy tą piwnicę, asymilujemy nasz cień, co jest niezbędnym i koniecznym krokiem w naszym rozwoju. No ale pojawia się pytanie, co jest pod podłogą piwnicy? Jung mówił, pod podłogą piwnicy, tam w podłodze piwnicy jest taka klapa i jak otworzysz tą klapę, to tam są archetypy. I trzeba tam wejść, na poziom archetypów. Wtedy twoje rozumienie siebie i swojego istnienia znakomicie na tym skorzysta. No ale można dalej stawiać to pytanie. No dobrze, jak już spenetrujemy poziom archetypów, to co jest dalej? Czy tam jest jeszcze jakaś klapa, którą można otworzyć? Ta symbolika cienia jest oczywiście uniwersalna i bardzo ważna. Ale jakoś w psychologicznym myśleniu, psychoterapeutycznym myśleniu nie ma tam nadziei. Nie ma nadziei jakiegoś ostatecznego rozwiązania. Można powiedzieć, że bez końca możemy penetrować tę piwnicę. W metaforach religijnych taka nadzieja jest, na przykład w chrześcijańskiej metaforze, prawda, cienistej doliny, prawda, no jest, jest, jest nadzieja, jest, że jeśli przejdziemy przez tą cienistą dolinę, tak, przez, przez krainę cienia, no to dojdziemy do światła. Ja nie słyszałem, żeby ktoś w psychologii taką nadzieję wyraźnie sformułował, taką tezę. Natomiast to, co na pewno znajduje się na dnie piwnicy, to jest bezradność, rozpacz i samotność. Jeśli zatrzymamy się w tym miejscu, to doświadczamy rozpaczy, bezradności i samotności. Związane między innymi z takim przeczuciem, że, mówiąc metaforycznie, że żeby nie wiem, jak naostrzyć nóż, to ten nóż nie przetnie sam siebie. Albo żeby nie wiem, jak wyostrzyć oko, to oko nie zobaczy samo siebie. Że jest w tej penetracji piłnicy pewien błąd, jest pewna, nasze ego jak gdyby roztwaja się na obserwatora i tego obserwowanego i w którymś momencie się zapętla. Już nie może pójść dalej. No i tu jest bardzo ważna granica. Co dalej z tym robić, tak? Oczywiście, gdy spenetrujemy piwnicę, mamy tą bardzo ważną pewność, że będziemy, nie będziemy projektować zawartości tej piwnicy, tego co z nas wyparte i nieznane na świat i innych ludzi. Bardzo dobrze, ale jest inna koncepcja, jest inna koncepcja piwnicy, koncepcja nieświadomości rozumiana nie tylko jako strefa cienia, jako przestrzeń zawładnięta przez cień. Otóż jest taka koncepcja nieświadomości, w której mówi się, że tam jest również światło. Światło jest też w podświadomości. Wyparte światło. I że my dokonujemy często oczywistej projekcji wypartego światła na zewnętrzny świat. Na różne realne lub wyimaginowane obiekty. I taką projekcją realnego, wypartego światła, który znajduje się w naszej podświadomości jest wiara i religia. To jest projekcja wypartego światła. Można to tak i trzeba to tak zobaczyć. Dlaczego wobec tego od jakiegoś momentu pracy nad sobą, nie zajmować się pracą nad projekcją wypartego światła. Dlaczego naszego zaangażowania w jakąś tradycję czy jakąś narrację religijną nie traktować poważnie jako czegoś, co należy asymilować, uwewnętrzniać, tak? To próbowano robić. Próbuje się to robić w różnych próbach takich właśnie na granicy psychoterapii i mistyki, powiedzmy, czy tak zwanej psychoterapii transpersonalnej. Wybitnym przedstawicielem takiej psychoterapii transpersonalnej, zupełnie zapomnianym, jak gdyby wygumkowanym z historii psychoterapii jest Roberto Asagioli. który żył równolegle z Freudem i wchodził z nim w jakąś zasadniczą kontrowersję, podobnie jak Jung. No i... Słyszałem na przykład taki bardzo światły pogląd, który jest mi bardzo bliski od jakiegoś czasu. Oczywiście pod warunkiem, że Nie jest to przedwczesna ucieczka, tak? Ale nawet wtedy to zdanie warto sobie zapamiętać. Otóż ono brzmi tak, to ono się odnosi do tej hipotezy projekcji światła, wypartego światła. Że jeśli patrzysz na kogoś lub na coś, co Cię absolutnie zachwyca, porywa, inspiruje, to pamiętaj, że patrzysz na niezrealizowany aspekt samego siebie. To jest, można powiedzieć, zasadniczy kierunek w pracy nad projekcją światła, nad projekcją wypartego światła. Jak zasymilować wyprojektowane światło na przykład na takich bohaterów cywilizacji jak Chrystus, czy Budda, czy inni wielcy prorocy i bohaterowie naszej cywilizacji, no jak to zasymilować z powrotem, tak? Jak to wziąć do siebie, jak to uznać za materiał do pracy? No niestety tak się porobiło, że ten wymiar naszego istnienia został zawłaszczony wyłącznie przez instytucje religijne. Uważam, że to jest wielka krzywda dla ludzkiego rodzaju. To trzeba odzyskać. I w tych ruchach, o których mówiłem na początku, jest właśnie ta tendencja, jest ta potrzeba, wyraża się ta potrzeba odzyskiwania doświadczenia, światła, które jest wolne od narracji religijnej jakiejś tam szczególnej, prawda, szczególnie jest instytucjonalizowane. Więc powiem jeszcze dwa słowa o Asadziolim, jak on jak on to widział. Jest to pogląd, który on zaczerpnął z różnych, z tego co wiem, z różnych tradycji i narracji religijnych czy duchowych wschodu. Otóż on powiedział tak, uważajcie ludzie, nie zajmujcie się tym ego bez przerwy. Bo ego to jest prowizorium. To jest prowizorium. To jest rozpaczliwe prowizorium rozdarte między cieniem a światłem. Rozdarte między miłością a nienawiścią. Rozdarte między śmiercią a życiem. Rozdarte między rozpaczą i radością. I trzeba w którymś momencie, jak już się posprząta w tej piwnicy, uznać to ego za problem sam w sobie. i zakwestionować to ego jako swoją tożsamość. Przejść przez doninę cienistą i wyjść do światła. I on robił tak zwaną redukcję, proponował ludziom redukcję właśnie tej fałszywej tożsamości ja. I troszeczkę przedłużę. I mówił tak, brał swojego pacjenta oczywiście, który był już gotowy i którego mógł jasno zakwalifikować jako kogoś, kto nie jest w regresji, prawda, pseudoduchowej, czy w ucieczce jakiejś, tylko już ma przerobione różne sprawy, jest świadomym wszędzie, ale cierpi. I mówił mu tak. Okej, to siadaj i posłuchaj tego całego, co ci powiem, powiedz mi, jak na to reagujesz. Otóż chcę Ci powiedzieć, że tak, że Ty nie jesteś swoimi uczuciami, tylko uświadamiasz sobie swoje uczucia. Że Ty nie jesteś swoimi poglądami, przekonaniami, ideologiami, światopoglądem, czymkolwiek, tylko uświadamiasz sobie to wszystko. Mało tego, ty nie jesteś swoim ciałem, tylko uświadamiasz sobie to ciało. Ty nie jesteś żadną ze swoich przynależności, tylko uświadamiasz sobie tą przynależność. Te różne przynależności. Ty nawet nie jesteś swoim imieniem i nazwiskiem, bo to ci tylko zapisano gdzieś tam w jakichś papierach, nauczyłeś się tego i pamiętasz o tym. Więc kim ty jesteś właściwie? Czyli pojawia się pytanie, jeśli dokonamy takiej myślowej, eksperymentu myślowego, że kwestionujemy ego jako tożsamość, to pojawia się pewna możliwość. Otwieramy klapę w tej piwnicy i możemy gdzieś iść dalej. Czyli zadawać sobie pytanie, kto jest prawdziwym podmiotem, komu się to życie tak naprawdę przydarza. I wtedy już nie w tradycji religijnej, czy jakiejś kościelnej, czy innej, możemy przejść na drugą stronę Cienistej Doliny. To może się tak odbyć. Ja byłem świadkiem wielu takich sytuacji. Więc na koniec jeszcze może powiem taki wiersz, bo tu jest taka tradycja, że wyświetla jakąś muzykę się puszcza, czy jakiś filmik podnoszący na duchu. To ja wam powiem taki wiersz, który, jak wierzę, że jest wierszem Kaczmarskiego, ale nie jestem pewien, to była taka melorecytacja, którą recytował przed jakąś piosenką o jakimś skazańcu syberyjskim. W każdym razie to bardzo mi zapadło. w pamięć tak bardzo, że pamiętam to do tej pory, choć słyszałem to gdzieś parę razy. Mam nadzieję, że tłumaczenie da radę jakoś z tym wierszem. On idzie tak. Wejdźmy w wodę, kochani. Dosyć tego brodzenia przy brzegu. Zanurzyliśmy już po kolana nasze nogi znużone po biegu. Wejdźmy w wodę po pas i po szyję. Płyńmy dalej nad czarną głębiną, aż odległość brzeg oczom zakryje. I zaschniętą przełkniemy tam ślinę. Potem każdy się zwolna zanurzy. Niech się fale nad głową przetoczą. W uszach grzmieć będzie cisza po burzy. Dno rozwartym ukaże się oczom. Tak zawisnąć nad ziemią, lecz na niej. Bez rybiego popłochu w oświechu. I zapomnieć. Zapomnieć. że musimy zaczerpnąć oddechu. Dziękuję bardzo.
Trudno coś po tym pięknym wierszu powiedzieć. Nie mamy czasu na pytania, ale ja mam jedno pytanie, bo wydaje mi się, że tu mogłabym się z tobą nie zgodzić.
Dziękuję.
Jak powiedziałeś o tym, że im bardziej, może ja to źle zrozumiałam, Dlatego chcę sprawdzić, że im bardziej zajmujemy się cieniem, tym więcej jest tego cienia. Ale ja rozumiem, że im bardziej sami się zajmujemy tym cieniem. Bo jeżeli ktoś już się nim zajmuje, tak jak to jest w przypadku terapii, to wtedy bym się z tym nie zgodziła. Że jednak intencja jest taka, żeby właśnie wychodzić z tego cienia.
To prawda, jeśli trafimy na dobrego terapeutę, to jest taka nadzieja. Też spotykałem i spotykałem terapeutów, którzy też mieli fiksację cienia i nie byli w stanie powiedzieć swojemu pacjentowi, wiesz, już wystarczy zajmowania się tym cieniem. Szukaj światła. Jak gdyby nie mieli tej perspektywy.
Ja myślę, że teraz chyba bardziej niż kiedyś, tak jak ja zaczynałam naukę w laboratorium, dołączamy właśnie to światło w takim znaczeniu, że i potencjał pacjenta i z tego korzystamy. Więc mam taką nadzieję, że to się dzieje i że jest taka zmiana.
No ja też to widzę i to było na początku laboratorium, to było bardzo żywe. Myśmy tworzyli taką społeczność terapeutów, którzy przyszli jak gdyby z różnych kierunków, byli dość dobrze w nich już jakoś zakotwiczeni i oglądaliśmy sytuację naszych klientów czy pacjentów właśnie z różnych perspektyw jednocześnie, co było niesłychanie twórczym i pięknym doświadczeniem. No teraz, jak mi się wydaje, taka perspektywa właśnie holistyczna czy integralna, wydaje się coraz bardziej konieczna, ponieważ nawet w wystąpieniach tutaj licznych przedmówców wiele mówiło się o tym, ile nowych uwarunkowań tego, kim jesteśmy, jak radzimy sobie z życiem, pojawia się w wyniku różnych badań naukowych, dociekań i refleksji.
Ja musiałam to sprawdzić. Jeżeli Państwo musicie też jakieś pytanie zadać niecierpliwie, to jest kawałek miejsca.
Ja chciałabym podzielić się taką swoją obawą. Tu przytoczę pana słowa dotyczące takiego rozumienia siebie czy swojej istoty, dotyczące tego, że nie jesteśmy swoimi uczuciami, w ogóle tej koncepcji ego. I ta moja obawa związana jest, czy wywodzi się z takich doświadczeń z pacjentami, którzy są dość obeznani z różnymi ścieżkami i duchowymi, ale też właśnie różnymi metodami, o których Pan mówił. I mam takie doświadczenie, że choć narzędzie może być zacne, to jakby sposób jego użycia czy korzystania z niego powoduje, że ten cień ciągle pozostaje cieniem. I myślę, że to jest też takie ryzykowne i niebezpieczne i że myślę, że my jako terapeuci powinniśmy być bardzo jednak na to czujni, tak, że światło, tak, i myślę, że też ważne jest nie zapominać w terapii o tych dobrych stronach życia, mówię już bardzo ogólnie, tak, ale też dobrych aspektach, dobrych uczuciach, nie skupiać się tylko na złości, nienawiści, smutku i wydobywaniu aczkolwiek właśnie myślę o takim ryzyku, powiem już w dużym skrócie, takiego odcięcia się jednak, na przykład uczyć, co jednak celem, jednym z celów terapii jest umożliwienie czy pomóc pacjentowi w dotknięciu, w przeżyciu, w doświadczeniu.
Absolutnie się z tym zgadzam. Wydaje mi się, że o tym mówiłem, ale widocznie nie dość jasno i wyraźnie. Ale absolutnie się zgadzam. Trzeba bardzo uważać na obie fiksacje, tak? I fiksację na pseudoświetle i fiksację na cieniu. I po prostu, no to oczywiście wiele zależy od osobistego doświadczenia terapeuty. żeby w którymś momencie zobaczyć, czy już przypadkiem nie wystarczy sprzątania tej piwnicy i ewentualnie wiedzieć, co dalej można z tym zrobić i sięgać po taką wiedzę, sięgać po tradycję takich właśnie terapeutów, którzy próbowali tę strefę światła penetrować.
To ostatnie pytanie.
Zadam takie pytanie, bo dużo było o cieniu, o piwnicy, to rozumiem, tak w takiej metaforze domu. Może znowu to powtórzę, co już i tak padło, a co jest nad powierzchnią? Bo cienią nie zostało… No tak, no bo jeżeli jest piwnica, to ja rozumiem, że coś jest… Jest dom, dom stoi. No i co tam jest? Oprócz światła. Nie, no dom jest oczywiście tylko metaforą, no i… Wydaje się, że w takim klasycznym domu ten dach, który ma kalenicę i dwuskładowy dach jest takim, można powiedzieć, strzałką wskazującą na niebo, choć oczywiście to też jest tylko metafora. Bo ja tutaj się absolutnie z Johnem Lennonem zgadzam, że powinniśmy dążyć do tego, żeby żyć w świecie, w którym piekło nie będzie projekcją naszego negatywnego cienia, niebo nie będzie projekcją naszego światła wypartego, tylko że będziemy po prostu naprawdę wewnętrznie spójni i kompletnie autonomiczni.
To dziękuję bardzo. Dziękuję tobie, Wojtek, serdecznie za ten wkład w nasz temat.










