Jak radzić sobie ze stresem? - Wojciech Eichelberger

A recorded lecture by Wojciech Eichelberger explaining how stress can be both healthy and harmful depending on whether physiological mobilization is followed by action and regeneration. The speaker contrasts acute adaptive stress (e.g., escaping a bear) with everyday chronic/"imploded" stress (e.g., work emails) that lacks physical discharge, describes physiological harms (sleep disruption with waking 3–5am, immune suppression, glucose dysregulation leading to 'stress-related' diabetes), and offers practical mitigations: regular movement (~10,000 steps/day + daily 20–30 min raising heart rate to ~120–140), diaphragmatic breathing/ziewanie as a reset, and mindfulness/presence. Cultural/workplace examples (Japanese Karoshi, 'szałownie') and interactive audience exercises are included.
Dobry wieczór, dziękuję bardzo za zaproszenie. Jestem pod wrażeniem tego, co się tu do tej pory wydarzyło i właściwie w perspektywie tych tak niesłychanie nowatorskich i holistycznych podejść, no to co ja teraz powiem będzie brzmiało trochę banalnie, ale może warto zwrócić na to uwagę. Banalnie, ale spójnie mam nadzieję. Więc to, o czym ja chciałbym Państwa zainteresować w tej chwili, to nie oczywiście przeszłymi traumami z tej biografii, czy z biografii naszych przodków, nie chorobami związanymi z klątwą, czy z poczuciem traumy, czy z poczuciem jakimś bazowym poczuciem winy czy wstydu. To wszystko są oczywiście niesłychanie ważne rzeczy. Ale jest jeszcze jeden wymiar tego wszystkiego. Mianowicie taki, jak my żyjemy teraz. Tak, jak my żyjemy teraz. W jakiś sposób traktujemy siebie, własne umysły i ciała. i generalnie w jakim jesteśmy stanie. I na to chciałbym Państwu zwrócić uwagę przede wszystkim. Przy okazji zajmę się pewną kontrowersją tutaj na temat stresu. Na wstępie. Ja się nie zajmuję walką ze stresem. Tylko to, co ten program 8O, który zresztą ma taką dziwną, tajemniczą nazwę, która się właściwie niechcące stała brendem i większość ludzi czyta to jako osiem razy zero. To tak naprawdę jest program, który składa się z ośmiu rozdziałów i tak się złożyło, że tytuły wszystkich tych rozdziałów to są słowa na O. I stąd ta nazwa. Właśnie ona miała być techniczną nazwą, ale no już tak poleciało. Teraz próbujemy to trochę odczarować i mówimy, że to jest osiem razy odporność. Tak? Też słowo na o. Więc wracając do tego stresu, to ja się nie zajmuję w tym programie walką ze stresem, tylko tym, co się brzydko teraz nazywa zarządzaniem stresem, czy czy radzeniem sobie ze stresem, jak radzić sobie ze stresem. Bo ja się absolutnie zgadzam z tym, że ze stresem nie można walczyć, bo jak będziemy walczyć ze stresem, to jeszcze więcej stresu sobie narobimy. Druga wiadomość jest taka, że tak naprawdę stres jest zdrowy. Tak? To właśnie Magda też to prawie, że powiedziała. Stres jest zdrowy, pod warunkiem, że nasza reakcja, nasza odpowiedź fizjologiczna, mentalna, fizyczna, ruchowa na stres jest adekwatna do naszego algorytmu fizjologicznego. A ten algorytm fizjologiczny jest bardzo prosty. Jest sytuacja, która wymaga naszej mobilizacji do walki lub ucieczki, tak, chociaż Jak słusznie zwróciła uwagę Magda, decydujemy się na to w ostateczności, bo tak naprawdę szkoda tej energii. Jeśli dałoby się uniknąć walki lub ucieczki to super, ale czasami się nie udaje. No i pojawia się taka sytuacja, która mobilizuje nas do walki i ucieczki i wtedy Następuje niesłychana kaskada zjawisk fizjologicznych w naszym organizmie, która trwa najwyżej pół sekundy. No chyba, że ktoś ma bardzo wolny refleks. I jesteśmy gotowi. Jesteśmy gotowi przenosić góry, uciekać, walczyć. Nieprawdopodobna energia się w nas wyzwala. No i Teraz, żeby to przebiegało zgodnie z tym algorytmem fizjologicznym, prawidłowym, tym wrodzonym, zapisanym w DNA, no to natychmiast po tej mobilizacji powinna nastąpić akcja. Tak? Rozładowanie. W ucieczce bardzo szybkiej, gwałtownej albo jakiejś nieprawdopodobnej walce. I to na ogół w świecie zwierząt, jak wiadomo, nie trwa długo. Myk, myk, jest po walce albo po ucieczce. Ucieczka się albo udaje, albo nie udaje. W każdym razie sytuacja się kończy. No i jeśli się kończy pomyślnie, to wtedy cały nasz system natychmiast wchodzi w tryb regeneracji. Bo w trakcie, właściwie w trakcie samej walki wydzielają się różne substancje. I pojawiają się takie procesy, które przygotowują nasz organizm do tego, żeby się zaczął szybko regenerować po tym ogromnym wydatku energetycznym, a także często po zranieniach, ubytkach różnych tkanek i tak dalej. No i jeśli tak się dzieje, to to jest fantastyczne dla zdrowia. Na przykład, to mój ulubiony przykład, jak to idziemy sobie na przykład ścieżką, prawda, na wakacjach w Bieszczadach i nagle wychodzimy z zakrętów, widzimy niedźwiedzia 20 metrów od nas, który patruje na nas ciekawie i oblizuje się, tak? No to niezależnie od naszych przeszłych traum czy transgenetycznych, czy transgeneracyjnych Różnych obciążeń. Reagujemy wszyscy tak samo. To jest stres. Nie ma wątpliwości. No i następuje ta kaskada zjawisk, prawda, w przeciągu półłamków, sekundy uzbrajamy się do akcji, która na ogół się nie decydujemy na walkę z niedźwiedziem, ale odwracamy się i dajemy w długą, pobijamy jakiś rekord Europy albo świata. Niestety nikt tam nie mierzy czasów w takich sytuacjach, bo tabele rekordów wyglądałyby zupełnie inaczej. Więc... I to jest super. Udało nam się uciec przed niedźwiedziem. Leżymy pod jakimś świerkiem. Prawda? I w życiu nie widzieliśmy tak pięknego świerka. Chociaż widzieliśmy sto tysięcy świerków przedtem, to ten świerk jest absolutnie wyjątkowy. A dlaczego on jest wyjątkowy? Ponieważ nastąpiło fantastyczne rozładowanie, tak? Zresetowanie całego systemu, wydzieliło się jeszcze sporo tych neurohormonów z grupy endorfiny i jesteśmy w innym stanie umysłu. Endorfina to właściwie jest wewnętrznie wydzielana morfina. To dobrze robi na taką otwartość i rozluźnienie. I wrażliwość podnosi, tak? No więc dlatego, jak leżymy pod tym świerkiem, to ten świerk jest najcudowniejszym świerkiem, jaki kiedykolwiek widzieliśmy. No ale w tym czasie organizm wydziela mnóstwo hormonów budulcowych, wysyła tam, gdzie trzeba, różne ekipy remontowe, prawda, dożywia, reperuje, no, wszystko co możliwe odbywa się w sposób błyskawiczny i najbardziej efektywny. I wtedy wstajemy po powiedzmy pół godzinie czy godzinie spod tego świerka i jesteśmy jak nowi. Odmłodzeni, piękni, energiczni. Mamy sporo tkanek odbudowanych, prawda? No, fantastycznie. Więc tak przeżywany stres jest w ogóle błogosławieństwem. Gdyby nam przyszło pięć razy dziennie uciekać przed niedźwiedziem, z powodzeniem oczywiście, no to bylibyśmy zdrowi, piękni, młodzi i żylibyśmy bardzo długo prawdopodobnie. A jeszcze nie tylko świerki byłyby piękne wtedy. No i to się tak dzieje tylko wtedy, kiedy przeżywamy nasz stres fizjologiczny. Problem ze... I to jest dobry stres. To jest dobry stres. I nie należy go sobie oszczędzać. Ponieważ, no, konkluzja z tej krótkiej opowieści o niedźwiedziu jest taka, oczywista, tak? Że organizm się regeneruje tylko wtedy, kiedy się zużywa, tak? Tu Magda podkreślała kilkakrotnie taką niesłychanie rygorystyczną ekonomikę przyrody, tak? Po co remontować i odnawiać coś, co nie zużyło się jeszcze, tak? No żaden biznesmen by tak nie postąpił, żeby, prawda, jeśli tam gdzieś stoi w jego zakładzie produkcyjnym jakiś magazyn, w którym niczego nie ma, to on go nie remontuje, nie ogrzewa i nie oświetla. I czeka aż ten egzamin, magazyn się zapadnie, bo szkoda też forsy na rozbiórkę, tak? Jak się zapadnie, to go łatwiej tam będzie wywieźć, a jak zardzewieje, to już w ogóle. I podobnie jest z regulacją fizjologiczną i regeneracyjnymi procesami w naszym organizmie. One się uruchamiają tylko wtedy, kiedy Nasz mózg fizjologiczny dostaje wyraźny sygnał, zużywa się. Jest niebezpieczeństwo jakieś. Szczególnie tu większość kobiet widzę na sali. No to jest to ten sam mechanizm, którego kobiety używają w czasie peelingu. Tak naprawdę peeling skóry jest ranieniem skóry. Używamy jakiejś substancji ściernej po to, żeby zedrzeć naskórek i pierwszą warstwę komórek być może. Wtedy nasz mózg fizjologiczny dostaje sygnał, rany boskie zdzierają mi skórę. a skóra to jest ważny organ przecież, tak? No i natychmiast wysyła wszystko, co się da, żeby tą skórę jak najszybciej zregenerować i następnego dnia rano budzimy się z piękną skórą, tak? Więc o tym warto pamiętać, że nasz organizm się dobrze regeneruje wtedy, kiedy się zużywa. Co jest dobrym, generalnie dobrą wskazówką na życie. Nie oszczędzać się. Nie oszczędza się. Żyjemy po to, żeby się zużyć. A w dodatku, prawda, jak się będziemy zużywać, to będziemy dłużej życi i będziemy, jak już mówiłem, piękni i młodzi. No ale niestety ze stresem, który my przeżywamy, Na co dzień nie jest aż tak dobrze. Ten stres nie przebiega według reakcji. Cała ta sekwencja wydarzeń nie przebiega zgodnie z fizjologicznym optymalnym algorytmem. My wprawdzie nie spotykamy niedźwiedzi w Warszawie czy w innych miastach, no ani tym bardziej w pracy. Ale na przykład dostajemy maila Niedźwiedzia, tak, od czasu do czasu, którego dramaturgia między innymi tak wygląda, zrób na wczoraj to, co miałeś zrobić na pojutrze, tak. Albo mamy szefa, który przypomina Niedźwiedzia. Czy partnera, nie daj Boże, albo partnerkę. Albo dzieci. No i wtedy W kontakcie z takim niedźwiedziem nasza reakcja fizjologiczna jest właściwie prawie taka sama, jak w kontakcie z tym prawdziwym niedźwiedziem w Bieszczadach. No ale powiedzmy dostajemy takiego maila niedźwiedzia, tak? No jesteśmy w pracy. No to na ogół nie zrywamy się z miejsca, prawda? Nie biegniemy z krzykiem korporacyjnym korytarzem, żeby nawalić tego kogoś, kto nam przysłał tego maila. Choć z punktu widzenia zdrowia byłoby to optymalne. Nie ulega kwestii. Natomiast z punktu widzenia konsekwencji takich społecznych i życiowych, to nie byłoby optymalne. Często zmienialibyśmy pracę, tak? Więc powstrzymujemy tą reakcję, tak? Jak to się mówi, kontenerujemy tą reakcję. I ta olbrzymia energia, która, jak już mówiłem, może przenosić góry i bić rekordy w biegach sprinterskich, no ona zostaje w nas, można powiedzieć, tak? Zamiast eksplozji przeżywamy implozję, tak? No ale wiecie, implozja to nie są żarty. No bo z energią tak i jest, prawda? Jak wiadomo, że sprawa zachowania energii, że energia raz wzbudzona, ona się nie weźmie z powrotem, nie rozpłynie się w powietrzu, musi wykonać jakąś pracę, tak? Albo zamienić się w jakąś inną postać energii. No więc jest pytanie, Co robi ta energia, którą mogliśmy zużyć na to, żeby uciec przed niedźwiedziem albo biec korytarzem korporacyjnym i nawalić tego, kto nam przysłał maila? Co ona robi z naszym organizmem? Ona zaczyna ten organizm demolować wewnętrznie. Eksplozja to byłoby, używając jakichś militarnych porównań, Odbezpieczam granat i wrzucam go jak najdalej się da do kopu wroga. Zatykam uszy, chowam się i czekam na jakiś pozytywny efekt. Natomiast implozja to tak jakbyśmy odbezpieczyli ten granat i usiedli na nim. To nie może być zdrowe. Więc jeśli chodzi o takie zarządzanie stresem, to pierwsza rzecz, jaką musimy zrobić, to jest unikać implozji. Radzić sobie jakoś z implozją, zarządzać implozją. Więc z punktu widzenia takich właśnie badań nad stresem i obserwacji ludzkich zachowań w stresie, no to jest sprawa najważniejsza. Nie wiem, pewnie państwo słyszeliście, gdzieś 20 lat temu w Japonii była epidemia śmierci Karoshi. Słyszeliście? Ktoś słyszał o Karoshi? Tak? To się nazywało śmierć z przepracowania. No i polegało to na tym, że młodzi ludzie, świeżo po czekapie medycznym, zdrowi, dobrze, wszystko mieli w papierach, w porządku, tak? Umierali jak muchy. Gdzieś tam przy biurku w pracy, przy komputerze na stacji metra, w wagonie metra, albo przy kolacji w domu, albo w łóżku w nocy, albo następnego dnia rano przy śniadaniu. I to było zjawisko na taką skalę, że akcja na szczeblach rządowych się zaczęła, żeby coś z tym zrobić. Pierwsza hipoteza była taka, że za dużo pracują, śmiej się z przepracowania. Ale okazało się, że jak zbadano statystyki, to inne narody wcale mniej od Japończyków nie pracowały. Polacy nawet wtedy pracowali jeszcze bardziej, bo niektórzy z Was pamiętają, co się działo w ramach tzw. przemian ustrojowych w naszym kraju. Jak ludzie musieli się rzucić do roboty, żeby utrzymać nos nad wodą, jak to się mówi. Ameryce pracowali jeszcze bardziej. Jeszcze w paru innych krajach okazało się, że ludzie pracują więcej niż Japończycy, więc ta hipoteza odpadła. Zrobiono jeszcze jedną obserwację, że zgodnie z tradycją japońską we wszystkich korporacyjnych budynkach były takie pokoje medytacyjne, pokoje ciszy, gdzie można było pójść, usiąść sobie spokojnie w pół leżącej pozycji. Tam była piękna roślinność, jakaś woda, szum wody, jakieś miłe dźwięki, miły zapach kadzidła. I obserwacja była taka, że tam nikt nie chodzi. Puste stoją te. Czasami jakaś kobieta się tam zabłąkała. Nawiasem mówiąc śmierć Karoshi dotyczyła głównie mężczyzn. To jest ważne. To była kolejna obserwacja. No i z tych trzech obserwacji pojawiła się bardzo szczególna hipoteza wyniknęła. Pewnie się Państwo już trochę domyślacie. Co było głównym powodem tego, że akurat młodzi japońscy mężczyźni umierali gwałtownie, tak powiem bez ostrzeżenia, bez pożegnania. Myk jakby ktoś świeczkę zdmuchnął masowo w różnych miejscach. A z czym to się związało w Japonii akurat? Tak, tak. Przyczyna była kulturowa okazuje się przede wszystkim. Japończycy młodzi mężczyźni, japońscy, nie tylko młodzi, a również pewnie starsi, choć starsi tam nabywali więcej doświadczenia i pewnie pozbywali się po trosze tego niefortunnego dziedzictwa. Oni żyli wówczas w takim etosie samuraja. Samuraj to był ktoś, kto prawie wszystko brał na klatę, jak to się mówi. Nie pokazywał żadnych uczuć, miał dużo pokory, kłaniał się często, bez względu na to, co go tam spotykało przykrego, trudnego czy dramatycznego w życiu. I nie ujawniał uczuć. Oczywiście nie ma nic złego w tym, żeby być samurajem, tak? Tylko żeby być samurajem, to nie wolno udawać samuraja, tylko trzeba przejść kilkunastoletni trening samuraja i wtedy można bez żadnych kosztów zdrowotnych właśnie brać wszystko na klatę, uśmiechać się albo nie pokazywać uczuć i kłaniać się wszystkim okolicznościom swojego życia. A ci młodzi ludzie nie byli samurajami, nie przeszli takiego treningu. Natomiast udawali, że są samurajami. W związku z tym było mnóstwo implozji i śmierć Karoshi została nazwana tak naprawdę śmiercią implozyjną. Wiecie jak działa implozja? To każdy z nas pewnie przeżył taką gwałtowną implozję, kiedy Coś nas niesłychanie porusza, mobilizuje, stresuje, budzi się ogromna energia, ale nie mamy możliwości ani czasu zareagować, pójść w akcję. To co się wtedy z nami dzieje? Omdlewamy, tak? Można umrzeć na implozję, jeśli np. niesłychanie silny bodziec lękowy na nas zadziała. I mamy spóźnioną reakcję. System nie nadąży. Ten bodziec jest tak ogromny, tak silny, że system nie nadąży, nie odpala. Trochę jak samochód z źle ustawionym zapłonem. Wciskamy gaz, a on... i gaśnie silnik. Więc nie ma żartów z implozją. Japończycy poszli po rozum do głowy, zamienili te sale medytacyjne w coś, co nazwali szałowniami. Wyciszyli ściany, wyrzucili te roślinki, te wodospady, I zawiesili worki do kopania, bicia. Jakieś kije, jakieś poduszki, jakieś rakiety tenisowe. I management średniego szczebla miał takie polecenie, instrukcję, że jak zobaczysz takiego gościa, co tak przed komputerem, tak mniej więcej wygląda. Znaczy jest na bezdechu, ma wytrzeszczone oczy, nie mruga. cały spięty, to pukasz go w ramię i mówisz do szałogi. Jak ci przejdzie, to wróć. No i to się stało bardzo popularne. I śmierć Karoshi w Japonii zaczęła w ogóle znikać. Teraz w Japonii ludzie, którzy przeżywają dużo stresów w swojej pracy właśnie na siedząco i zmagają się ciągle z tą już może nieco nieintensywną, ale ciągle obecną spuścizną właśnie samuraja. Nie wolno im wracać z pracy prosto do domu. Gdzie muszą pójść? Pewnie słyszeliście. Do klubu karaoke. Tak? I tam dają w palnik, jak to się mówi, i śpiewają, i bawią się. I część z nich, prawda, nie wraca do domu w ogóle i mają takie specjalne szuflady tam w tych korporacjach, gdzie mogą się przespać. Więc życie rodzinne Japończyków trochę na tym ucierpiało. Ale ludzie żyją przynajmniej. Jednak jak facet umiera, to jeszcze bardziej cierpi życie rodzinne. Chociaż różnie bywa. Poza tym nabawili się jeszcze jednego kłopotu, że śmierć Karoszy się zamieniła w dość powszechny alkoholizm. No ale wiecie, alkoholizm umiera się długo. W międzyczasie można coś pożytecznego zrobić jeszcze. Więc w sumie ta cała akcja się bardzo opłaciła. Implozja. Jak sobie radzić z implozją w takim razie? Okazuje się, że Polacy sobie widocznie jakoś radzą z tą implozją, choć nie do końca, bo jednak mężczyźni w Polsce umierają 10 lat wcześniej statystycznie niż kobiety. Więc być może mężczyźni sobie najlepiej radzą z tą implozją i jest też pewna kulturowa hipoteza na ten temat. Ja na przykład zastanawiając się nad tym, że niechętnie chodzę do lekarzy, tak się jakoś badać, pieścić ze sobą, badać się na wszelki wypadek, w ogóle w głowie mi się nie mieści. No i sobie pomyślałem, a byłem na takiej konferencji, gdzie właśnie się zastanawiali wszyscy, dlaczego mężczyźni w Polsce umierają dziesięć lat wcześniej niż kobiety. To jest ewenement, tylko w Rosji umierają podobnie wcześniej. No ale tam powód jest oczywisty. W Polsce on jest mniej oczywisty. No i prawdopodobnie przyczyna jest też kulturowa. Bo jak ja sobie tak zrobiłem rachunek sumienia i zapytałem samego siebie, czy ja pamiętam jakiegoś polskiego bohatera z literatury, z historii. Jakiś męski wzorzec, który chodził do szpitala, przepraszam, do lekarza i umarł w szpitalu albo w łóżku. Nie ma. Pamiętacie jakiegoś takiego gościa? Jakiś chłop umarł w chłopach, zdaje się, w łóżku. Ale chłopi nas nie interesują. My szlachta. Naród to szlachta. A szlachcizm nie umiera w łóżku. Umiera za sprawę, w powstaniu, na wojnie i tak dalej, w więzieniu, na szubienicy, rozstrzelany, ale w łóżku nie. Więc też mamy, prawdopodobnie my mężczyźni w Polsce mamy ten kompleks bohatera, taką heroiczną, aspekt w sobie, część taką w sobie i po prostu umrę w butach, jak to się mówi. Ja wiem, może to jest właściwie dobry pomysł, umierać w butach niż podłączonym do 54 rurek. No ale to zostawmy na boku. Więc wracając do tego, jak się przed tym chronić, jak się chronić przed implozją, no to są pewne zasady, które trzeba jednak uwzględniać, pewne zasady po prostu codziennej higieny życia, stylu życia. I oczywiście nie zdziwię was tutaj, gdy powiem, że podstawową sprawą w radzeniu, co jest implozją, jest ruch. No bo nasz algorytm fizjologiczny przy spotkaniu z niedźwiedziem to jest ruch, to jest akcja, to jest nieprawdopodobna akcja wszystkich wielkich mięśni, serca, płuc, całego systemu. To się musi przewalić przez organizm, żeby uruchomić procesy regeneracyjne. Bo nasz organizm działa tylko w dwóch trybach bazowo. Albo jest w mobilizacji, albo jest w regeneracji. Za mobilizację odpowiada układ sympatyczny czy współczulny, a za regenerację układ parasympatyczny czy przywspółczulny. No i włączony może być albo jeden, albo drugi. Nikt do tej pory nie stwierdził, że mogą być obydwa na raz włączone. Być może, że istnieją jakieś jakieś partycje w tym układzie się robią i że część organizmu może się regenerować wtedy, kiedy inna część się mobilizuje. Ale nie jest to jeszcze z całą pewnością stwierdzone. No i żeby uniknąć tej implozji fatalnej, no to są minima fizjologiczne. Fizjologowie obliczyli to już najbardziej, powiedziałbym, Łaskawie. Łaskawie dla ludu. Żeby nie przerażać, nie straszyć ludzi za bardzo tym ruchem. I to jest dziesięć tysięcy kroków dziennie przechodzonych w różnych sprawach. Niekoniecznie w jednym kawałku, broń Boże. Tylko do automatu z kawą, do toalety, do drukarki, na parking, do sklepiku, przejść się z psem. 10 tysięcy kroków w takich kawałkach trzeba zrobić, czyli około pięciu kilometrów. Najwyżej sześciu, jak już ktoś małe kroki stawia. No i jeszcze do tego trzeba codziennie wieczorem najlepiej między godziną 18.00 a 20.00 zafundować sobie pół godziny ruchu tak intensywnego, żeby tętno spoczynkowe podbić do podwójnej wartości. Na sam koniec tego ruchu, nie tak od samego początku, tylko na sam koniec mieć tyle na liczniku. I to jest pewien kłopot, wiecie, bo jak Spróbuje się teraz ludziom zmierzyć tętno spoczynkowe, to właściwie nie bardzo jest kiedy zmierzyć tętno spoczynkowe. Bo ludzie tak, wieczorem są w stresie, prawda, w nocy też im się coś śni i serce im wali, rano się budzą, wyświetla im się cała agenda i znowu są w stresie, zanim jeszcze w ogóle oprzytomnieją. Więc jest, tętno spoczynkowe jest teraz teoretyczne tylko właśnie. Znaczy można je mierzyć u sportowców na przykład, którzy mają bardzo regularny tryb życia, a przynajmniej powinni mieć. No i ono wynosi mniej więcej 60-70. Czyli potrzebny nam jest codziennie wysiłek 20-minutowy, który podbije nam tętno na koniec do poziomu 120-140. Jeśli ktoś nie uprawia sportu regularnie, to nie może 140 przekroczyć absolutnie, bo mu serce padnie, tak? Więc to jest to minimum. I od tego się nie ucieknie. Jeśli chcecie Państwo być zdrowi, piękni, I żyć długo i pożytecznie, to to trzeba robić po prostu, tak jak myć zęby. Nie ma przebocz. My teraz mamy ogromne deficyty ruchowe. Spędzamy dnie całe zmieniając miejsca do siedzenia. Albo za biurkiem, albo w samochodzie, albo w pociągu, albo w domu na kanapie, a potem się kładziemy. No i tak się żyć nie da. Tak się nie da żyć w stresie. Nie da się tak żyć z silnym sygnałem adrenalinowym we krwi, który długo tam zalega wtedy, kiedy nie mamy fazy odreagowania, kiedy nie mamy fazy akcji. On może zalegać tak długo, że jak powiedzmy dostaniemy maila niedźwiedzia maila, niedźwiedzia o godzinie dziewiątej rano, zaraz po przyjściu do pracy, jak otwieramy komputer, to wieczorem nie będziemy mogli spać z powodu tego maila, ponieważ będziemy mieli ciągle adrenalinę, we krwi jeszcze nadmiar cukru, który się tam pojawił po to, żeby zasilać mięśnie w tej ucieczce, w tej akcji generalnie czy w walce. No i pojawiają się zaburzenia snu, czyli zaburzenia najbardziej istotnego okresu regeneracji organizmu. Organizm przestaje się regenerować. Czyli ma coraz większe długi regeneracyjne. I to jest bardzo niebezpieczne zjawisko. Ponieważ im większy mamy dług regeneracyjny, tym słabiej się regenerujemy. Mamy coraz większe zaburzenia snu. Dochodzi do tego, że zaczynamy się regularnie budzić między trzecią a piątą rano. Tak? Z odruchem lęku. Tak zwana się nazywała kiedyś zmora poranna. I zmora poranna polega na tym, że ponieważ między trzecią a piątą nad ranem jest najniższy poziom wszystkich procesów metabolicznych w organizmie, to jest święta zasada wszystkich organizmów żyjących pod określoną szerokością geograficzną. To idzie zgodnie z zegarem słonecznym. No i wtedy Mamy najniższą temperaturę ciała, prawda? Najniższe tętno, najwolniejszy oddech i tak dalej, tak? Jesteśmy na minimum. Firma, która pracuje 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę musi się posprzątać trochę, tak? I wtedy jesteśmy w bardzo głębokim procesie regeneracyjnym. Dlatego, słuchajcie, no między 3 a 5 rano To jest psiawachta, prawda? Psiawarta. Jak wróg chce zaatakować miasto albo przeciwnika, atakuje między trzecią a piątą rano. Jak jakieś służby szlachetne, mundurowe lub cywilne chcą was zaresztować, to przyjdą do was między trzecią a piątą rano, bo wtedy nie będziecie wiedzieli, co się z wami dzieje. No i też dlatego, Między trzecią a piątą rano jest tak zwana szara godzina w szpitalach. Tak, czyli bardzo wielu ludzi ciężko chorych umiera. Więc na trzecią, jeśli mamy taki objaw, że budzimy się regularnie między trzecią a piątą rano, to znaczy, że mamy wyczerpane rezerwy energetyczne i organizm budzi się, ponieważ pojawia się organiczny, można powiedzieć odruchowy niepokój o życie. Za mało pary pod kotłem, za mało prądu. I to jest jeden bardzo przykry objaw, niebezpieczny objaw przedłużonego, nieodreagowanego stresu, bo o tym stresie mówimy. Ten, o którym mówiliśmy na początku, jest zdrowy. Do tego trzeba dążyć. Drugi objaw, który jest niezwykle istotny i wymaga od nas świadomego zarządzania swoim stylem życia, to jest działanie adrenaliny na układ immunologiczny. Jak pewnie Państwo słyszeli, adrenalina jest lekiem immunosupresyjnym. Jak ktoś ma jakieś uczulenie i tendencje do wstrząsów anafilaktycznych, to co powinien nosić przy sobie? Strzykawkę z adrenaliną, tak? Bo inaczej jak go ugryzie jakaś pszczoła czy osa, albo zje jakąś poziomkę, truskawkę, czy Bóg wie co, na co akurat ma taką nadmiarową reakcję układu odpornościowego, to umrze. musi dostać zaszczyt z adrenaliną, bo adrenalina mu wyciszy, a właściwie wyłączy układ immunologiczny, który jest powodem tego całego zamieszania, bo on reaguje patologicznie, reaguje nadmiarowo, autoagresywnie. Więc... To teraz zwróćcie uwagę, co się dzieje z człowiekiem, który jest w permanentnym stresie, czy przedłużonym stresie. Czyli chodzi nieodreagowany, zaimplodowany przez kilka dni. Albo kilka tygodni nieraz. Układ immunologiczny nie działa. Wiecie, i tu nie trzeba żadnej babci w czwartym pokoleniu, prawda, czy jakiejś strasznej traumy, którą trzeba tam, prawda, jak to się mówi, odblokować. Gdzieś we wczesnym dzieciństwie. Tylko to wystarczy, żebyśmy zaczęli chorować. No bo wszystkie patogeny, które mamy w sobie i które są na zewnątrz nas mogą sobie pochulać, skoro my mamy wyłączony układ immunologiczny. Tak? Z tego prostego powodu, proszę Państwa, większość ludzi choruje w pierwszych dniach urlopu. Ponieważ jak pewnie doskonale wiecie, tydzień przed urlopem albo nawet dwa tygodnie przed urlopem to są najbardziej stresujące dni w roku. Prawda? Trzeba wszystko pozałatwiać do przodu, przekazać obowiązki i tak dalej, i tak dalej. Tutaj, prawda, wszyscy na nas krzywopatrzą, zazdroszczą, szef obrażony i tak dalej. Jeszcze trzeba to wszystko zorganizować. No więc mamy mnóstwo adrenaliny we krwi. Układ immunologiczny nie działa. Następuje inkubacja procesów chorobowych. Wyjeżdżamy na urlop i jesteśmy chorzy. Tak? Wspaniały sposób spędzania urlopów. No ale to pokazuje jak to działa. No i jeszcze trzecia rzecz jest strasznie ważna. Z tych podstawowych mechanizmów, które są bardzo groźne dla naszego organizmu, jeśli nie zarządzamy świadomie stresem, czy naszą reakcją na stres, to jest zaburzenia gospodarki cukrowej. Gdy spotykamy niedźwiedzia w lesie, w Bieszczadach, no to jedną z pierwszych reakcji organizmu, które jak powiedziałem w ułamkach sekundy następują jedna po drugiej lub jednocześnie, jest to, że wątroba wywala ogromne ilości cukru glikogenu do krwi. Po to, żeby mięśnie miały co jeść w czasie tej strasznej walki, czy jakiejś dramatycznej ucieczki. No ale mięśnie się nie ruszają. Tak? My siedzimy przed tym komputerem. Na bezdechu, z wyczeszczonymi oczyma i próbujemy ogarnąć sytuację mięśniami kilku palców u rąk. To jest stanowczo za mało, żeby spalić ten cukier. W dodatku, gdy trzustka, że tak powiem, zobaczy ten cukier we krwi, to wywala ogromne ilości insuliny, żeby zagospodarować ten cukier, tak? I nic się nie dzieje. Nie wiadomo, co z tym cukrem zrobić. Poziom cukru skacze nam pod niebo, tak? A potem trwa, trwa, trwa, trwa. A potem nagle spada, tak? I potem mówimy, o rany. I mamy to implozyjne uczucie. Najpierw mamy hiperglikemię, mamy śpiączkę hiperglikemiczną, potem mamy hipoglikemię i mamy śpiączkę hipoglikemiczną. Czyli też na poziomie gospodarki cukrowej czujemy, że implozja po prostu nas rozwala kompletnie. Nie można złapać jakiejś równowagi. Albo umieramy od nadmiaru cukru, albo z niedostatku cukru. No więc oczywiście kupujemy jakiegoś batonika szybko, bo mamy wyraźny sygnał, że za mało jest tego cukru. Przez chwilę, co za chwila ulgi. No i znowu nam krzywa cukrowa skacze do góry, a potem nagle gwałtownie spada, więc może następnego batonika. No i robi się kompletne zamieszanie w tej gospodarce cukrowej, co się może skończyć. cukrzycą, tak? Właściwie cukrzycą odstresową, można powiedzieć. Mam paru ludzi, którzy dostali cukrzycę na skutek długotrwałego stresu. Więc mam nadzieję, że przekonałem Państwa, że warto zarządzać stresem. Nie walczyć, tylko zarządzać. Czyli radzić sobie ze skutkami stresu, który już nastąpił, tak? Bo nie mieliśmy tutaj wyboru, niedźwiedź to niedźwiedź, tak? No ale też drugą stroną medalu jest próba mitygowania naszej reakcji stresowej, tak? Bo niedźwiedź to niedźwiedź, wiecie, ale nie każdy mejl to jest zagrożenie życia. Więc nasze reakcje stresowe w normalnym świecie ludzkim są często nadmiarowe. Można powiedzieć, że mamy przesterowane filtry interpretacyjne, że następuje nadinterpretacja zagrożenia, które jest związane z tym mailem, czy z pokazaniem się szefa na końcu korytarza, czy ze spojrzeniem jakiejś koleżanki czy kolegi. I oczywiście tutaj można by znaleźć i te transgeneracyjne przyczyny tego, że szef na drugim końcu korytarza wprowadza nas w stres, prawda? Albo nawet te biograficzne z wczesnych okresów życia, które należałoby odblokować. No ale nie każdy ma dostęp do Elizy i do Magdy. Prawda? Ja w ogóle po tym filmie, który to zobaczyłem, Eliza uważaj. Bo się nie wyrobisz z robotą. I ty Magda też. Więc trzeba też, oprócz tego, żeby sięgać do istotnych, głębokich, nieświadomych przyczyn, trzeba też mieć narzędzia, które służą do tego, żeby na bieżąco jakoś ogarniać sprawę stresu. I jest sporo metod na to. I to można robić. Można mitygować naszą reakcję stresową. Podstawową metodą jest metoda oddechowa. Mamy taki mięsień, proszę Państwa, w naszym organizmie, który służy między innymi do oddychania. Może przede wszystkim. Nazywa się przepona. I ten mięsień jest szczególnym mięśniem. zaryzykuje pewne uproszczenie. Magda tutaj zatka uszy. To jest... Umówmy się, że to jest właściwie jedyny mięsień prążkowany, czyli szkieletowy, czyli przyczepiony do szkieletu, tak? Który jest obserwowany przez dwa układy. I ten układ świadomy, tak? Centralny układ nerwowy. Czyli możemy nim dowolnie zarządzać, tym mięsiem. Ale jeśli na przykład w takiej sytuacji, w której ja jestem teraz, ja mówię do was tutaj, to ja nie kontroluję tego, co się dzieje z moją przeponą. To układ autonomiczny reguluje funkcję tej przepony. I on wie, co ma robić, żebym ja mógł mówić. Tak? Ale gdybym się chciał pobawić tą przeponą, no to mógłbym powiedzieć, no to teraz sobie poziaję jak pies. Spróbujcie państwo, powiedziałeś jak pies. Czy przepona was będzie słuchać? Śmiało, śmiało. Nie jest łatwo, męczy się, prawda? Psy mają lepszą przeponę od nas. Miałem takiego psa, który miał taką przeponę, że jak szczekał, to odrywało mu cztery nogi od ziemi. Naprawdę. Nawet mu zrobiłem zdjęcie, on lewitował przez chwilę. To był mały pies i miał bardzo silną przeponę. No więc, ponieważ przepona jest takim mięśniem, który jest obserwowany przez obydwa systemy, to to jest nasze, nasz dostęp do tego, żeby regulować naszą fizjologię. I to jest cały myk w tej przeponie i w oddychaniu przeponowym. Jest angielski termin na to, możecie sobie wygooglować i przeczytacie tam mnóstwo badań, prawda, bardzo rzetelnych fizjologów i psychofizjologów i biologów. I to się nazywa Jak to się nazywa? Abdominal breathing, ale jeszcze jest jakiś przymiot. Teraz sobie przypomnę. W każdym razie abdominal breathing, jak piszecie, to też Wam się wyświetli. I to tak naprawdę chodzi oczywiście o oddech przeponowy. I wiecie, nasz organizm zna tę metodę. Dziwię się, że jeszcze raz jej nie stosujecie po tylu godzinach konferencji. Wiecie, jak się nazywa ta metoda uruchamiania przepony? Ziewanie. Tak, ziewanie to jest idealny przykład. To jest wspaniały odruch resetowy organizmu, który załatwia mnóstwo spraw w jednym działaniu, w jednej akcji. Ale wiecie dlaczego nie możecie ziewnąć? Bo ja nie ziewam. Ten, ten to jest w pozycji tutaj, tak powiem, dominujące. Ja jestem wyżej, ja teraz mówię, wy słuchacie. Jeśli, dopóki on nie ziewnie, to reszta też nie ziewnie. To, to u małp za, za, zaobserwowano podobne zjawisko. Tam na, na, na samym szczycie w koronach rzew są obserwatorzy i strażnicy i to są na ogół samce alfa. Ale jak się nic nie dzieje i żaden lew tam się nie skrada z tego stada, to ten sam jest sobie... Ziewnie. I za chwilę całe stado ziewa. Bo ziewnięcie jest sygnałem czego? No kiedy możemy ziewnąć? Wtedy, kiedy albo jesteśmy już skrajnie zmęczeni i nie kontrolujemy naszych odruchów, albo tylko wtedy, kiedy czujemy się bezpiecznie. No i co to ziwnięcie robi? Przełącza, tak już nie wchodząc w szczegóły, to ziwnięcie przełącza cały nasz organizm z trybu mobilizacji w tryb regeneracji. Jedno ziwnięcie, tak? To zróbmy badania terenowe, dyskretne, krótkie teraz. Badania dyskretne polegają na tym, że ja umawiam się, będę wam zadawał pytania, umawiam się na odpowiedź gestem, ale wszyscy macie zamknięte oczy, żebyście nie widzieli, co inni pokazują, tylko ja będę widział. Dobrze? Zgoda? No to pytanie będzie takie. Oszacuj poziom stresu, w którym jesteś w tym momencie. I mamy trzy odpowiedzi, tak? Chyba trzy. Jeśli nie podnoszę żadnej ręki, to znaczy, że jestem cool. I w ogóle w idealnym stanie, tak? Jeśli podnoszę jedną rękę, to znaczy, że na skali trzystopniowej jestem no w pośrodku mniej więcej. Jeśli podnoszę dwie ręce, to wzywam ratunku, tak? Okej? Taka zabawa, psychozabawa. To co, zamykamy? Zamykamy oczy, żeby nie podglądać innych. No i pokaż mi teraz, jaki jest poziom twojego stresu. Szybciutko, wszyscy. I trzymamy oczy zamknięte, żeby jeszcze nie podlądać i trzymamy ten gest, żebym ja się zorientował, w jakim stanie jest ta sala. No okej, opuszczamy ręce. Więc połowa sali jest w połowicznym stresie. To nie jest taki zły wynik. Myślałem, że będzie z wami gorzej. No ale jest pytanie, dlaczego wy jesteście w stresie? Czy tutaj dzieje się coś niedobrego? Czy czegoś wam brakuje? Czy jesteście w kontakcie ze swoimi potrzebami, czy właśnie z pragnieniami? Czy to kolana was bolą, czy biodro? Biodra to niebezpieczny rejon. Więc jest pytanie, dlaczego my jesteśmy w stresie, nawet w sytuacjach, w których właściwie nic nam nie zagraża. Wchodzi następny, już nie będę się nad ziewaniem rozwodził, bo nie ma na to czasu. Jak przyjdziecie na warsztaty organizowane przez IPC-O, już ktoś wyłączył ten rzutnik, to wtedy możecie się więcej o tym dowiedzieć. Ale teraz wspomnę jeszcze o jednej metodzie, tak? Bardzo ważnej, która się nazywa obecność w naszym systemie, prawda? To wszystkie te osiem O było na O. A teraz to się nazywa uważność albo mindfulness, czyli kontrola umysłu tak naprawdę. Bo my mamy taki kłopot, my ludzie, że nawet jak nie jesteśmy w stresie, to jesteśmy w stresie. Ponieważ nasze mózgi, nasze umysły, ściśle mówiąc, bo nie tylko mózg, to jest właściwie struktura anatomiczna, ciało, a umysł to jest oprogramowanie tej struktury, oprogramowanie tego komputera. Więc nazywajmy to umysłem w skrócie. Nasze umysły produkują autostres. Kot na przykład. Kot jest świetnie wyregulowanym zwierzęciem pod warunkiem, że za dużo się nie zadaje z ludźmi. Szczególnie z niektórymi. Więc kot jak nie musi biec, to idzie. Jak nie musi iść, to siedzi. Jak nie musi siedzieć, to się kładzie. Jak nie musi uważać, to myk zapada sobie w lekki transik, tak? Ale jeśli sytuacja jest ku temu, to w ułamku sekundy staje się superskutecznym wojownikiem, pociskiem, tak? Powiedzmy sobie kot. No i gdy załatwi sprawę, to znowu, prawda, myk odpoczywa. Natychmiast przechodzi w tryb regeneracji. Nawet jeśli mu się nie uda. No powiedzmy, kot czatował na mysz, tak? Czatował, czatował, ta mysz wreszcie wyszła. On rzuca się na tą mysz, ale mysz uciekła. No to kot nie idzie do konta zawstydzony. I nie myśli o sobie, ale że mnie do dupy kot. Co sobie inne koty o mnie pomyślą? Już nie mówiąc o myszach. Czyli kod ma zdrowo pod sufitem, jak to się mówi. Nie udało się, no to teraz muszę szybko wypocząć, bo następnym razem, jak dobrze wypocznę, to następnym razem się uda. Jak teraz będę siedział w kącie i zamęczał się, prawda, sam siebie myślami o tym, co inne koty o mnie pomyślą i jakim ja jestem beznadziejnym kotem i co myśli o mnie pomyślą, to z pewnością za drugim razem mi się nie uda. Tak? I tę prawdę znają wszyscy prawdziwi wojownicy, również ludzie, którzy się specjalnie tego uczą. Nie wiem, czy widzieliście państwo taką scenę, może ktoś to widział, ten film ciągle chodzi. Wejście Smoka. Kto oglądał Wejście Smoka? Prawie wszyscy, cudownie. No to tam jest prawdziwy wojownik, świetnie wytrenowany gość, I on pokazuje właśnie kompetencje kota w którymś momencie tego filmu. Pamiętacie ten moment? To był taki moment, kiedy no tam dramat jest taki, że on się wybiera gdzieś w turniej, ten turniej jest ustawiony, ktoś inny ma wygrać, on jest za dobry, więc go próbują wyeliminować czy uszkodzić. I w którymś momencie go tam napada taka banda adeptów sztuk walki w podziemiach tego kompleksu i go tam próbują z nim walczyć. No ale on jest super i ich tam demoluje stopniowo. I oni z rozpaczeni łapią go w pułapkę taką, gdzieś go zapędzają do kąta, spadają takie żaluzje i on nagle jest sam w jakimś takim pomieszczeniu o średnicy powiedzmy dwóch metrów. I pamiętacie co on zrobił natychmiast? Usiadł? Założył sobie to nunczaku na szyję, czyli te takie dwa kijki połączone łańcuchem, którymi walczył i zaczął odpoczywać. Gość, który przed chwilą walczył o życie, wróg go złapał w pułapkę, więc perspektywy nie są najlepsze. I on odpoczywa, on się zachowuje jak kot. To jest fantastyczna kontrola umysłu. Tego się trzeba uczyć, bo inaczej nie przeżyjemy w tych trudnych czasach. Taka postula, która się nazywa po angielsku life-work balance, to już w ogóle idzie do historii, przechodzi. Czyli równowaga praca-życie. Ponieważ nie wiadomo, gdzie się kończy praca, gdzie się zaczyna życie i odwrotnie. Teraz trzeba zachowywać się jak kot, czyli wykorzystywać każdą okazję, która nadaje się do regeneracji po to, żeby się zregenerować. A żeby to robić, to trzeba kontrolować umysł, tak? Czyli kontrolować autostres. Bo jak już to było powiedziane dwukrotnie, jeszcze ja też dołożę swoje. Nasze ciała żyją w rzeczywistości, które tworzą nasze umysły. Nasze ciało słucha jednej stacji telewizyjnej. Nie ma dostępu do żadnych innych kanałów. Po prostu monopol. Słucha tylko tego, co tutaj się roi nam w głowie. i żyje w tej rzeczywistości mniej lub bardziej urojonej. Powiedzmy sobie szczerze, tak? Rzadko jesteśmy przytomni, tak? Większość czasu, większość życia śnimy na jawie, prawda? Znacie to, nie? Są oczywiście takie krótkie chwile, które nazywamy chwilami szczęścia i wtedy nagle, prawda, Jak gdybyśmy weszli do rzeki życia, tak? Ale jasna! Prawda? Wow! Ale odlot! To nazywamy odlotem. Bardzo niebezpiecznie. Bo tak naprawdę to jest przylot. W odlocie to my jesteśmy przez całą resztę czasu. No to nie ulega żadnych wątpliwości. Weźcie sobie to do serca. I teraz oczywiście różne odloty bywają, ale na ogół jesteśmy w negatywnym odlocie. Właśnie jesteśmy w odlocie takiego kota, który się sam siebie wstydzi, który boi się innych kotów i innych myszy. I ciągle się zastanawia jak wypada i czy ma, tak powiem, dobrze wygląda i tak dalej. No i zamęczamy w ten sposób swoje ciało. Albo na przykład, tak jak już tu była mowa, o tym przeglądamy swoją martyrologię. Są tacy... Mamy... Czasami niektórzy mają takie upodobanie, że tak przeglądasz swoją martyrologię, tak sobie przypominać w tej izbie pamięci, co on mi zrobił, a co ona mi zrobiła, jak wtedy było okropnie i tak dalej. Ale to nie... To wygląda tylko z pozoru na przyjemność, tak? To ja o tym mówiłem w filmie, to się nazywa wounding, tak? uprawianie woundingu. To już lepiej uprawiać łomżing niż wounding. I niektórzy uciekają się do tego, ponieważ to wprowadza nasz organizm w stres. To zrobiono bardzo proste badania na ten temat. Ile ja mam czasu jeszcze? Nie no, nie tak dużo. Zaproszono grono takich Takich pistoletów korporacyjnych, jakiś taki think tank. Oni rozwiązywali wszystkie problemy w pięć minut. Psychologowie zorganizowali taką nieprzyjemność, że zaprosili ich do laboratorium, założyli im takie obrączki, które na bluetoothie tam nadawały do komputerów to, co się dzieje z ich fizjologią, te podstawowe parametry. No i dali im takie zadanie, które było z definicji nierozwiązywalne. Jeszcze było tak skonstruowane, że się musieli pokłócić między sobą, więc mieli na to ograniczony czas, godzinę i po prostu w maksymalnym stresie byli przez tą godzinę. Oni poradzili sobie. Oni nie byli przygotowani na porażki. No i komputery zanotowały stan ich fizjologii. To był rzeczywiście bardzo wysoki stres. Taki mniej więcej jak my przeżywamy, gdy spotkamy niedźwiedzia, tak? Realnego niedźwiedzia. No i na pożegnanie ci badacze powiedzieć dziękujemy, bardzo przepraszamy, nie przejmujcie się, wszystko jest z wami w porządku, to zadanie było nierozwiązywalne, nie mieliście prawa go rozwiązać, to był eksperyment tylko. Idźcie do domu, tutaj macie po 100 dolarów i bawcie się dobrze. Nie uprzedzając ich o tym, po trzech miesiącach zaprosili ich z powrotem do tego laboratorium, Założyli im te same obrączki, ale laboratorium wyglądało już inaczej. Były wygodne krzesła, kanapy, stoliczki, ciasteczka, herbata, kawa. I mówią, wiecie, już nie będzie żadnych zadań, żadnego stresu. Usiądźcie sobie tu wygodnie. I mamy tylko prośbę taką, żebyście sobie przypomnieli to, co się działo tutaj trzy miesiące temu. A my wam będziemy tak odświeżać pamięć, bo tam wyświetlimy w rogu pokaz slajdów z tej akcji. No i oni zadaniowcy usiedli, popatrywali na te slajdy, przemykali oczy, żeby sobie wszystko dokładnie przypomnieć. Z ciasteczek i z kawy nic nie wyszło oczywiście, bo jak człowiek jest w stresie, to nie je. Przynajmniej nie powinien. No i jak myślicie, jaki był wynik? Oczko niżej, tak? Znaczy oni naprawdę wprowadzili się w taki sam prawie poziom stresu w jakim byli w realnej sytuacji. No to jaki jest wniosek z tych badań? Że ludzkie ciało nie odróżnia wspomnień od rzeczywistości. Nie odróżnia wirtualu od realu. I o tym trzeba pamiętać. Na tym polega ogromna nasza odpowiedzialność za nasze organizmy. Nie wolno naszych organizmów cudownych, wspaniałych, idealnych, cud natury trzymać bez przerwy w kinie, w którym wyświetlane są horrory. No wyobraźcie sobie, byście wysłali swoje dziecko do kina, w którym bez przerwy wyświetlają horrory. Siedź tam, to ci dobrze zrobi. Nauczysz się czegoś w życiu. A organizm trzeba traktować tak jak dziecko. To zresztą jest często straumatyzowane dziecko i wymaga szczególnej troski. To jest dziecko napięte, które ma różne zranienia, które pamięta w pamięci komórkowej, ma zapisane, jak już była mowa o tym, dzieje do kilku pokoleń wstecz. No i teraz jeszcze utrzymywać je w tej sali kinowej bez przerwy, no to przecież to jest okrucieństwo. Musimy bardzo uważać na to, co nasza stacja nadawcza nadaje, tak? I na to odpowiada ten, bo to się pojawiło już w tej chwili jako ruch w ogóle społeczny. Ja myślę, że z czasem, jak miną te trudne chwile, w których uczestniczymy, no to To mindfulness uratuje świat. To będzie następna faza. Odbicie od ściany do ściany. I na czym to polega? Na tym, żeby utrzymywać umysł w ciszy, w spokoju. Kontrolować to, co wyświetla się na ekranie wyobraźni. Jak już koniecznie chcemy coś wyświetlać, to jakieś miłe filmy. sympatyczne wspomnienia i tak dalej, ale najlepiej być podłączonym do własnych zmysłów. Tak jak ten wilk z bajki o czerwonym kapturku. Po co mamy oczy? Żeby lepiej widzieć. Po co mamy uszy? Żeby lepiej słyszeć. Po co mamy węch? Po to, żeby lepiej wąchać. Po co mamy język? Po to, żeby lepiej smakować i tak dalej. Czyli krótko mówiąc być przy zdrowych zmysłach. Wiecie albo jesteśmy przy zdrowych zmysłach albo postradaliśmy zmysły. Wiecie jak się nazywa inaczej ludzi, którzy postradali zmysły. I to naprawdę, jeśli postradamy zmysły, to jesteśmy w ogromnym kłopocie, bo tracimy kontakt z rzeczywistością. A jak tracimy kontakt z rzeczywistością, to jesteśmy znani, głównie kompensujemy brak kontaktu z rzeczywistością nadmierną produkcją umysłową, która jest, jak mówię, często przypomina horrory. Albo stymulujemy sztucznie mózgi, Nie wiem, nadmiarem dźwięków muzyki spraw i tak dalej, i tak dalej. No i tego trzeba się wystrzegać. Mindfulness, czyli te wszystkie ruchy slow. Slow food, slow running, slow jogging, slow sex. Ostatnio czytałem. No i tak dalej. No to właśnie są te wszystkie zabiegi i taki nurt w kulturze się pojawia bardzo zdrowy, który nas próbuje przywołać do zdrowych zmysłów. Czyli celebrowanie, celebrowanie życia, celebrowanie z tego, co wydaje się codzienne i znane. I zawsze takie samo, ale nic nie jest zawsze takie samo. Ludzie, którzy są naprawdę przytomni i obecni w ogóle nie używają słowa znowu. Albo zawsze. Nie ma nic znowu, nie ma nic zawsze. Nic dwa razy się nie zdarza. Nigdy dwa razy nie wchodzimy do tej samej wody. po takim kilkudniowym, wielodniowym odosobieniu medytacyjnym, w którym uczestniczyłem, dwóch kolegów stoi przed oknem, tak? I wtedy już można rozmawiać, już wszyscy są wyluzowani. I tam przez te wszystkie dni i noce lał deszcz. I teraz, jak to się skończyło, też lał deszcz. I oni tak stoją przed tym oknem i jeden mówi do drugiego, ty zobacz, znowu pada. A tamten taki wyostrzony, który najwyraźniej więcej skorzystał z tego odosobienia, patrzy na niego, mówi ja cię znowu, ja cię znowu, ten deszcz jeszcze nigdy nie patrzył. I to jest mindfulness, tak? To teraz już zakończę krótką anegdotą o mistrzu, bo to można też nazwać urealnieniem, ta zdolność do bycia w pełni obecnym, w pełni przy zdrowych zmysłach. Tak, żeby nasz umysł nie wybiegał do przodu, ani nie cofał się do tyłu, tylko był tu, gdzie się toczy nasze życie, tu i teraz, nigdzie indziej. Jeśli martwicie się o przyszłość, to tylko teraz, możecie wpływać na swoją przyszłość. Przeszłość, już i tak nic nie zrobicie w tej przeszłości, można najwyżej wybaczyć. Ale ten gość, o którym Wam opowiem, to jest prawdziwy mistrz i to myślę, że się przyda, ta anegdota na trudne czasy. Otóż rzecz dzieje się w jakimś sześćdziesięciopiętrowym apartamentowcu. Na parterze czy tam na pierwszym piętrze wychodzi sobie gość na papierosa, patrzy w piękne granatowe wieczorne niebo, ale widzi, że tam z sześćdziesiątego piętra spada jego znajomy, sąsiad. No i ten sąsiad leci, leci, leci. I jak się zbliżył do niego na odległość kontaktu głosowego, to ten palacz, głupio trochę, bo zestresowany, krzyczy do niego, sąsiedzie, co się dzieje? A tamten odkrzykuje, na razie dobrze. Dziękuję, powodzenia.










