Jak wychować szczęśliwe dziecko? - LIVE z 05.09.2022

Live lecture by Wojciech Eichelberger (05.09.2022) on raising happy children by first becoming reflective and "happy" parents. Main claim: parental autonomy (freedom) and genuine love are the core pathways to children’s future happiness; parents must free themselves from three obsessions—security, pleasure, and popularity—that produce dependency and maladaptive personality types. Practical guidance includes adopting parental humility, trust, respect, balanced care vs. demands (≈50%/50%), and working on oneself so children inherit an ethos of autonomy and loving freedom.
Dobry wieczór jeszcze raz. Dobry wieczór jeszcze raz. Ja już do was próbowałem coś powiedzieć, ale okazało się, że nie było mnie słychać. Wydaje się, że opanowaliśmy kłopoty techniczne i mam nadzieję, że mnie teraz słychać. Więc zaczynam od początku. Dzisiaj mamy taki ważny i trudny temat, który zasługuje oczywiście na poważne potraktowanie w bardzo rozbudowanym wykładzie albo nawet w cyklu wykładów. Niemniej jednak postaram się w tym czasie, który mam do dyspozycji, czyli około 45 minut, zasygnalizować sprawy najważniejsze w tym temacie. A temat brzmi szczęśliwe rodzice, myślnik szczęśliwe dzieci. Zamiast myślnika to Tutaj powinno być małe słówko TO, czyli szczęśliwi rodzice TO, szczęśliwe dzieci. Sami rozumiecie, że sprawa jest postawiona tutaj oczywiście na ostrzu noża, można powiedzieć. Prawdę mówiąc, z moich doświadczeń terapeutycznych i życiowych wynika, że w tym temacie, w tym sformułowaniu jest 100% prawda. Problem jest naprawdę trudny i ludzkość zmaga się z tym problemem od zarania. Niemniej jednak, nie za bardzo nam wychodzi, jak widać, bo prawdę mówiąc, gdybyśmy byli w stanie wychowywać szczęśliwe dzieci, to świat by nie wyglądał tak, jak wygląda. Szczególnie obecnie widać to gołym okiem, że gdzieś chyba błądziliśmy. Więc temat jest tym bardziej ważny. Jeśli nie mamy jasnej jakiejś wizji tego, co to znaczy być szczęśliwym rodzicem, czyli po prostu szczęśliwym człowiekiem, bo najpierw jesteśmy szczęśliwym człowiekiem, a potem ewentualnie rodzicem, nie wszyscy się na to decydują, Ale tak czy owak to bycie szczęśliwym jest absolutnie celem wszystkich ludzi żyjących na świecie i to nas, prawdę mówiąc, jednoczy. Jednoczy nas ten cel, natomiast bardzo różnią nas często sposoby uzyskiwania dążenia dochodzenia do tego celu. Więc tutaj mamy wiele do zrobienia. Efekt jest też taki, że skoro rodzicom nie za bardzo udaje się wychować szczęśliwe dzieci, to potem te szczęśliwe dzieci, gdy dorastają, wybierają spośród własnego grona albo grona poprzedniego pokolenia niezbyt szczęśliwych przywódców, mówiąc delikatnie, i ci niezbyt szczęśliwi przywódcy robią, co mogą, żeby uszczęśliwić tych, którzy ich wybrali, ale to wszystko w sumie obraca się w jakieś nieporozumienie, mówiąc delikatnie. Co robić wobec tego? Może zacznę od takiej bardzo ważnej sytuacji, która mi się osobiście zdarzyła, gdy prowadziłem terapię jednego mężczyzny w wieku lat 45, czy około 50, który już miał w tamtym czasie dorastającego syna 16-letniego i ten mój Mój pacjent czy klient przychodzi na kolejną sesję i mówi, Wojtek, jestem strasznie poruszony, bo wiesz, mój syn przyszedł do mnie wczoraj wieczorem i po raz pierwszy od paru lat zwrócił się do mnie z prośbą o jakąś radę i pomoc. A jak wiesz, myśmy mieli bardzo trudną relację i właściwie taka komunikacja na poważne tematy nie istniała. No więc ja mówię, no to super, no to czym się martwisz? On mówi, nie no, oczywiście tym się bardzo ucieszyłem. On, prawdę mówiąc, przyszedł z taką sprawą niekoniecznie z jakiegoś wielkiego kalibru, chodziło o to, jak tam sobie sprofilować przedmioty, które będą mu potrzebne na maturze i potem w staraniu się na studia, więc starałem się mu powiedzieć wszystko, co mi przychodziło do głowy, ale przy okazji tak wytęskniony tego tej sytuacji, bycia mentorem zapytywanym o to, jak co robić, jak żyć, że rozgadałem się strasznie. I do chwili dłuższej ja patrzę na mojego syna, a on się gapi w swojego smartfona. Więc mówię do niego, synek, dlaczego ty się gapisz smartfona? Przyszedłeś do mnie pierwszy raz od dłuższego czasu, pytasz o radę, ja mówię wszystko, co wiem na ten temat, a ty mnie nie słuchasz. A on mówi na to, ale ty mi odpowiedziałeś na moje pytanie w pierwszych paru zdaniach. A potem jakoś tak już mówisz o różnych innych sprawach. No, a ja na to do niego, wiesz, na Senegalę. Ty, ty, ty musisz zrozumieć, że ja jestem starszy od ciebie, bardziej doświadczony, więcej przeżyłem, więcej wiem. No i chciałem skorzystać z okazji, żeby ci po prostu się podzielić tym moim doświadczeniem i wiedzą, żebyś chociażby po to, żebyś nie popełnił jakichś błędów i tak dalej. A on mówi, tato, ale to za mało, żebym ja Cię słuchał. Ja mówię, no a czego Ty jeszcze potrzebujesz, co ja mam jeszcze zrobić, żebyś Ty chciał mnie słuchać? A on mówi, i tu jeszcze dodałem jakieś argumenty, no przecież wiesz, Ty jesteś dla mnie strasznie ważny. Jesteś moim jedynym dzieckiem. Ja tutaj bardzo Cię kocham i chcę Twojego szczęścia i dobra. A Ty, jak mówię do Ciebie, to Ty mnie nie słuchasz. A wtedy on popatrzył mi w oczy i mówił, wiesz co, tato, ja bym Cię chętnie słuchał. ale tylko wtedy, gdybyś ty był szczęśliwym człowiekiem. Wow. To ja natychmiast temu ojcu pogratulowałem sukcesu wychowawczego, bo to niesłychane, że szesnastolatek zdobył się na taką refleksję i taką wypowiedź w stosunku do ojca. No ale można powiedzieć, że ojciec był do tego trochę przygotowany i syn też, no bo ojciec, to nie było tajemnicą rodziną, że ojciec był dłuższy czas w terapii i pracował nad swoimi problemami. Niemniej jednak, to co powiedział ten syn, jest właściwie, tak jak potem sobie pomyślałem, to chyba większość z nas, większość ludzi na świecie mogłaby coś takiego do swoich rodziców powiedzieć. Oczywiście nie w okresie dzieciństwa, ale w takim okresie buntu dojrzewającego nastolatka, czy później już zreflektowanego dorosłego człowieka. No właściwie powiedzmy sobie szczerze, to byłoby zdanie, które trudno przechodzi przez usta, no bo nie chcemy rodziców, którzy nas kochają, ranić, ale w istocie jest tak, że jesteśmy wychowywani przez nie do końca szczęśliwych rodziców, a czasami bardzo nieszczęśliwych rodziców. No i sami, gdy stajemy się rodzicami, jeśli nie znajdziemy czasu, okazji do refleksji i autorefleksji szczególnie, no to stajemy się takimi nieszczęśliwymi rodzicami, którzy wychowują kolejne nieszczęśliwe dzieci. Więc sprawa jest, jak widzicie, ma ogromny kaliber i Ja gdzieś użyłem w jakiejś książce takiego zdaniem, które gdzieś chodziło jeszcze jako takie odkrywcze, choć właściwie ono wcale nie jest odkrywcze. A brzmiało ono tak. Przyszłość świata decyduje się w pokojach dziecinnych, w mieszkaniach rodzinnych i w klasach szkolnych. I to, no bo prawdę mówiąc, dzieci są wychowywane nie tylko przez nas jako rodziców, ale również przez różne instytucje wychowawczo-edukacyjne, które są w określony sposób sprofilowane, na ogół są profilowane niestety przez światopogląd aktualnie rządzącej ekipy. która, naprawdę mówiąc, jej specjalnie nie zależy na szczęściu dzieci, choć często tak sądzą, a może nawet w to wierzą, ale głównie na tym, żeby wychować swój elektorat. Więc ten system, jak widzicie, jeśli my chcemy wychować ludzi, którzy wierzą w to, co my wierzymy, a okazuje się, że my nie jesteśmy sami szczęśliwi, no nie może doprowadzić do ogólnej szczęśliwości. To się chyba ze mną zgładzicie i jak to się mówi, widać to w gołym okiecie. Więc, co robić, co robić? No tutaj, podstawowa sprawa, Taka odpowiedzialność rodzicielska za szczęście swojego dziecka czy dzieci polega na tym, żeby się samemu zreflektować. Żeby, broń Boże, nie uznawać samego siebie za kogoś, kto wie, jak być szczęśliwym i realizuje to w praktyce swojej życiowej. A jeszcze gorzej, jeśli by ten ktoś wiedział, prawda, czy twierdził, że wie, że jak w ogóle zbawić świat. Więc takich, którzy chcą zbawiać świat, to już wielu było, no i to wiadomo jak się kończyło. Więc tutaj Pierwsza rzecz, jaką warto sobie jako rodzic zdać sprawę, to to, że nie wiemy, że sami jesteśmy ludźmi, którzy poszukują. I że etap rodzicielstwa to nie jest etap, w którym dojrzały, wszechwiedzący mędrzec przekazuje dalej swoją wiedzę swoim dzieciom. tylko jest to etap dalszych poszukiwań, jest to kolejny etap poszukiwań. Poszukiwania jakiejś naszej prawdy i tego w jakiś sposób żyć, aby i w imię czego żyć, żeby móc realizować ten postulat wychowywania szczęśliwych dzieci. To samo zresztą dotyczy w ogóle relacji ze światem, w którym żyjemy, za naszym otoczeniem ludzkim i naturalnym. Jeśli chcemy na nie wpływać w sposób pozytywny, no to musimy zacząć od siebie. Kiedyś napisałem taką książkę, która właśnie ma pod tym względem udany tytuł. A tytuł ten brzmi Pomóż sobie, daj światu odetchnąć. że generalnie ta postawa pokory, dobrze rozumianej, mogłaby naprawdę pomóc światu, gdybyśmy ją jakoś troszczyli się o jej praktykowanie i upowszechnianie. Niestety tak nie jest. Ale już zmniejszając skalę naszych rozważań, to wróćmy wobec tego do relacji rodzić dziecko i czy w ogóle relacji człowiek i inni, ludzie, jego całe ludzkie i naturalne otoczenie. Otóż, tak jak już sobie powiedzieliśmy, naszym powszechnym celem, który jednoszy wszystkich ludzi jest szczęście. Ono oczywiście jest różnie rozumiane, ale jest taka Ja przypuszczam słuszna i przekonywująca w każdym razie definicja drogi do szczęścia, która się nazywa autonomia. Myślę, gdy rodzimy się jako małe dzieci, mamy instynkt, taki w ogóle tropizm wręcz do poszukiwania różnych dróg do nabywania jak najszybciej autonomii, czyli niezależności, maksymalnej niezależności od otoczenia. Bo od tego zależy nasze przeżycie, prawdę mówiąc. Więc cały proces wrastania, dojrzewania, nabywania umiejętności ruchowych i intelektualnych i wszelkich innych, także duchowych kwalifikacji, można powiedzieć, do tego zmierza, żeby być osobą niezależną. Czyli innymi słowy, Naszym bardzo takim najistotniejszym składnikiem szczęścia jest to, co nazywamy wolnością. Bo autonomia prowadzi do jakiejś wolności. Oczywiście ta wolność nigdy nie jest absolutna, ale im więcej mamy takiego poczucia wolności, czyli zdolności do niezależnego istnienia, wolności od uzależnień, jeszcze inaczej mówiąc, tym bardziej jesteśmy szczęśliwi. Im mniej mamy tego poczucia autonomii na różnych poziomach, to mniej jesteśmy szczęśliwi. Czyli jesteśmy w jakiś sposób uzależnieni. Więc to jest pierwsza rzecz. na najistotniejszy składnik tego poczucia bycia szczęśliwym. No i jest jeszcze drugi istotny wskaźnik, też powszechnie znany. I tym drugim jest miłość. Czyli bonność i miłość. To są właściwie... Oczywiście można by dyskutować, ale przedstawiam wam mój pogląd w tej sprawie. i to, co jak gdzieś w moich własnych poszukiwaniach dość długotrwałych i burzliwych i wnikliwych dla siebie znalazłem. Zresztą nie jestem w tym odosobniony, nie znalazłem niczego nowego, bo wielu ludzi przede mną miało taki sam pomysł albo bardzo podobny pomysł. Więc wolność i miłość. Więc jest pytanie jak, jeśli się zgodzimy w tej sprawie, no to pojawia się pytanie jak, jak wychowywać dzieci w imię wolności i miłości. No, ale żeby móc je zacząć wychowywać w ten sposób, to musimy sami najpierw uzyskać jakiś przynajmniej, no, podstawowy kapitał w obu tych, tych sprawach, podstawową wiedzę, czy jakby jakieś, no a przynajmniej jakieś wyobrażenie czy przeczucie tego, co jest dla nas najistotniejsze w życiu. Więc... Pytanie sprawa wolności, to można ją jeszcze inaczej postawić, tak? Bo jak wiadomo, wolność jest albo od czegoś, albo do czegoś. Najpierw, i to są właściwie dwa stadia takiego rozwoju w kierunku wolności, że najpierw koncentrujemy się na tym, żeby być wolnym od czegoś, co nas w jakiś sposób dotychczas ograniczało, czy też nie pozwalało rozwinąć naszego potencjału. A potem w drugiej fazie zastanawiamy się, do czego tę wolność w ten sposób uzyskano wykorzystać. Więc najpierw się zajmijmy tą wolnością od. I tutaj z ogromną pomocą przychodzi nam Ta koncepcja, którą uważam za bardzo uniwersalną i godną rozpowszechniania, więc tutaj ją jeszcze raz przytoczę, bo mówiłem już o niej w trakcie naszego live'a na temat miłości i miłosnych relacji z innymi ludźmi. Więc mam na myśli tą taką podstawową hierarchię stanów świadomości i związanych z nimi motywacji, takich naczelnych motywacji kierujących naszym postępowaniem, a także zachowaniem w praktyce codziennej niemalże. Jak wiecie, są to te podstawowe trzy stany świadomości, które są w takiej hierarchii wstępującej, można powiedzieć, od tego, który jest najbardziej ograniczający. do tych, które są już trochę mniej ograniczające, aż do takiego stanu, który się nazywa właśnie niezależnością, czy też autonomią, albo wolnością. I to jest ten system tzw. czakramów czy czakr, Bardzo polecam wam lektury w tym zakresie. Mogę jeszcze taką lekturę wam podrzucić, ale to w tej chwili nie jestem do tego przygotowany, to dopiero w tym momencie mi przyszło do głowy coś, co już właściwie czego używam, więc to pójdzie w jakichś mailach do was. A póki co to omówimy sobie krótko te trzy pierwsze poziomy. Czyli poziomy niedoborów albo ograniczeń, od których po to, żeby być samemu szczęśliwym i szczęśliwie wychowywać dzieci w konsekwencji, trzeba się jakoś uwolnić, przynajmniej w jakiejś mierze. No i pierwszy poziom to jest ten uwikłanie w bezpieczeństwo. Jakoś tak jesteśmy skonstruowani, tak nam się ułożyło nasze biograficzne doświadczenie, że bezpieczeństwo jest dla nas po prostu obsesją. Ten postulat bycia bezpiecznym we wszystkich aspektach jest, dominuje w naszym życiu i organizuje całą naszą działalność. W imię tego żyjemy. Żyjemy po to, żeby było bezpiecznie, żeby się czuć bezpiecznie. Nie muszę już wam dodawać jakiejś ilustracji do tego, ale łatwo sobie wyobrazić, że jeśli będziemy się kierować obsesją bezpieczeństwa, to im bardziej będziemy zabiegać o to, żeby się czuć bezpiecznie, tym bardziej będziemy się czuli niebezpiecznie. Ponieważ jedynym sposobem zdobywania bezpieczeństwa jest dążenie do autonomii. Natomiast obsesja bezpieczeństwa polega na tym, że my przestajemy dążyć do autonomii, tylko za bezpieczeństwo, za jakieś obietnice bezpieczeństwa, za jakieś pozory bezpieczeństwa, oddajemy naszą autonomię, oddajemy naszą wolność. Więc, no i wynajmniej się nie czujemy bezpieczni, tylko po prostu zdziewoleni, prędzej czy później. Więc tu potrzeba bezpieczeństwa, która, jeśli ona jest obsesją rodzica, to zostanie, jak powiem, na zasadzie copy-paste przekazane naszym dzieciom, jako jakiś może nie do końca zwerbalizowany postulat w ogóle na życie. Najważniejsze w życiu to zapewnić sobie bezpieczeństwo. Więc od tego się trzeba uwolnić, od tej obsesji, od tej iluzji, że bezpieczeństwo polega na tym, żeby organizować swoje otoczenie, swoje życie tak, abyśmy, rezygnując z własnych autonomicznych kompetencji i możliwości, zapewnili sobie zewnętrzne, podkreślam, zewnętrzne warunki bezpieczeństwa. Gdy patrzymy trochę krytycznie, mam nadzieję, że wy tak właśnie też macie, na to, co się dzieje w tej chwili z naszą cywilizacją i ze światem, no to widać, że skutki, których teraz doświadczamy, wynikają w dużej mierze z tego, że My jako cywilizacja obsesyjnie poszukiwaliśmy i poszukujemy dalej bezpieczeństwa, zamiast budować autonomię każdego jednostki, każdego człowieka. Bo na co tu dużo gadać, bezpieczeństwo się dobrze sprzedaje. Natomiast autonomia nie za bardzo. Im bardziej jesteśmy autonomiczni, tym mniej potrzebujemy. Jak mniej potrzebujemy, to jesteśmy właściwie dla systemu opartego na zysku bezużytecznym, albo w każdym razie mało użytecznym. Więc przede wszystkim moi rodzice albo przyszli rodzice, którzy mnie słuchacie w tej chwili. Zadbajmy o to, żeby uwolnić się od obsesji bezpieczeństwa rozumianej jako poszukiwanie warunków, takiego inkubatora rzecz można, którym będziemy spędzać życie po to, aby czuć się bezpiecznie, który będzie nas izolował od świata, od przyrody, od innych ludzi też w dużej mierze. Od wszelkich, prawda, zakłóceń, niebezpieczeństw i wyzwań. I to jest pierwsza rzecz, której musimy się uwolnić. Druga rzecz, znowu w tej wzrastającej sekwencji potrzeb i motywacji, których warto się pozbyć, to jest potrzeba przyjemności. Też można powiedzieć, że ta cywilizacja, w której żyjemy, jest w ogromnej mierze napędzana z jednej strony potrzebą bezpieczeństwa, a z drugiej strony obsesyjną potrzebą przyjemności. Znowu przyjemność się dobrze sprzedaje, ale tak naprawdę, jeśli będziemy każde z nas w indywidualnym życiu poszukiwali przyjemności, za wszelką cenę, to cały nasz wewnętrzny kapitał możliwości tych wewnętrznych, wspaniałych kompetencji, jakie posiada każdy z nas, każdy człowiek, zostanie zmarnowany. Bo przyjemność nie polega na tym, żeby bez przerwy było przyjemnie. Przyjemność jest jak gdyby ocznym produktem dążenia do autonomii. Im więcej mamy autonomii, tym więcej przyjemności. Natomiast jeśli będziemy szukać przyjemności na zasadzie znowu takiej, że będziemy organizować naszą przestrzeń życiową i tą małą, indywidualną i tą i tą grupową, i tą społeczną w imię takiego celu, w imię takiej motywacji, no to po prostu będziemy pasożytować, prawdę mówiąc, na całym otoczeniu w mniejszym lub większym stopniu. No i więc od tego też trzeba się uwolnić. Mam mało czasu, więc nie będę wchodził tu w wiele konkretnych przykładów. Myślę, że sami sobie dopowiecie resztę. No i trzeci obszar takich obsesyjnych motywacji i złudzeń, w imię których wielu z nas gotowy jest poświęcić życie, to jest popularność. popularność i możliwość wpływu na otoczenie. Popularność, władza, pozycja. Ale to z kolei, jak wiecie, popularność jest też pułapką. Czasami właśnie z reguły zdobywa się w taki sposób, że musimy udawać coś na rzecz tych ludzi, o których uczucia zabiegamy, dla których chcemy być w jakiś sposób ważni, czy chcemy, żeby nas znali i w jakiś sposób cenili. Ale zabieganie o popularność też jest sprzeczne z autonomią. Bo jeśli chcemy być autonomiczni, to nie możemy żyć takim złudzeniem, że wszyscy nas będą zawsze lubić i będą nas oklaskiwać i w ogóle wynosić pod niebiosa. Bo jeszcze się tacy nie urodził, co by wszystkim dogodził, jak to ktoś powiedział. Więc tutaj popularność jest też pułapką. która blokuje nasz autonomiczny rozwój, czyli to prawdziwe, głębokie dążenie do tego, co się nazywa wolnością od uzależnień. No bo na wszystkich tych trzech poziomach, na poziomie poszukiwania bezpieczeństwa, na poziomie poszukiwania przyjemności, na poziomie poszukiwania popularności grożą nam uzależnienia. My się będziemy uzależniać od różnych sytuacji, które gwarantują bezpieczeństwo, gwarantują przyjemność i gwarantują popularność. To jest zaprzeczenie autonomii. Uzależnienie jest zaprzeczeniem autonomii, zaprzeczeniem wolności. Więc jeśli chcemy dzieci wychować, mimo własnych deficytów, nad którymi ciągle musimy pracować, bo to na to jesteśmy niejako skazani, transgeneracyjnie skazani. Bo nasi rodzice też być może w ogóle nie mieli okazji do jakiejkolwiek refleksji na ten temat. I byli jakby zwiedzeni na manowce, jakby się mówi. No, łatwiej. Więc skoro tak było, no to my jako rodzice musimy nad tym pracować i ten etos, etos tej pracy, niekoniecznie jeszcze rezultaty gotowe, bo to rezultaty być może osiągniemy jako dziadkowie albo pradziadkowie, albo jeszcze później. W każdym razie ten etos tego rodzaju pracy trzeba przekazywać dzieciom. To, żeby zwątpić w te trzy tak powszechnie postulowane i powszechnie realizowane motywacje. Bezpieczeństwo, przyjemność, popularność. No fatalna, fatalna triada, można powiedzieć, z której, z której trudno się wydostać, tak, zważywszy nacisk kulturowy, ekonomiczny, ideologiczny i tak dalej. Ale no trzeba od czegoś zacząć. I dopiero wtedy, kiedy sobie poradzimy z tymi trzema pod poziomami uzależnienia, czyli niedoboru, który powoduje w konsekwencji uzależnienie. Wtedy dopiero możemy się zastanowić, ku czemu chcemy być wolni. Do tej pory było od, a teraz do czego wolni. I tu pojawia się oczywista odpowiedź, że do miłości. Ale nie do miłości rozumianej właśnie tak jak w tym świecie tych trzech poziomów niedoboru. Często ją mylimy z prawdziwą miłością. Możemy oczywiście kochać kogoś, kto nam zapewni bezpieczeństwo, możemy kochać kogoś, kto nam zapewni przyjemność albo pozycję społeczną jakąś. wesprze tę pozycję, ale to nie jest prawdziwa miłość. Tak jak już mówiliśmy sobie w rozmowie o miłości i partnerstwie, to są pozory miłości, bo miłość pojawia się wtedy, kiedy jesteśmy wolnymi ludźmi. tak naprawdę, kiedy poziom naszej autonomii jest wysoki, znaczny. Jesteśmy w dużej mierze już niezależnie od tych trzech poziomów niedoboru w naszym życiu i naszych codziennych działaniach. Więc tu chodzi o miłość, która również innym ludziom daje wolność, która nikogo nie ogranicza, nikogo nie próbuje zawłaszczyć, jest po prostu naturalnym stanem istnienia niejako. I oczywiście może mieć różne formy, jeśli chodzi o konkretne relacje międzyludzkie. No i w grubsza, Jeśli z tego sobie znamy sprawę, w imię tego będziemy żyć i to przekazywać naszym dzieciom, to jest duża szansa na to, że te dzieci może nie od razu będą szczęśliwe, ale będą przynajmniej wiedziały, o co chodzi, w którą stronę zmierzać po to, aby być kiedyś szczęśliwymi ludźmi. Jako rodzice musimy też zrezygnować z tej iluzji, że nasze dzieci będą szczęśliwe jeszcze za naszego życia koniecznie. On niejako jest ich obowiązkiem wobec rodziców, żeby zademonstrować tą swoją szczęśliwość, bo oczywiście z naszej perspektywy, jeśli takiej, która jest pozbawiona tej tej perspektywy, o której mówiłem, czyli ta perspektywa trzech poziomów niedoboru. Nasze dzieci pokażą nam swoją szczęśliwość na tą skalę, którą my postulujemy w swoim własnym życiu. Ale to nie będzie ich szczęśliwość. Tutaj też trzeba być takim rodzicem, który nie wymusza na swoich dzieciach tego, aby spełniali jego kryteria szczęśliwości, skoro my sami nie czuliśmy się szczęśliwi jako rodzice. Są jeszcze takie proste sprawy związane generalnie ze stosunkiem do swoich dzieci, które są już na poziomie bardziej technicznym, można powiedzieć, warto o nich wiedzieć. że w wychowaniu dzieci, po to, żeby one były w miarę szczęśliwe albo znały drogę do szczęścia, ważne jest to, abyśmy jako rodzice realizowali po lat 50% troski i wsparcia, 50% wymagań. Z tym, że oczywiście pojawia się pytanie, jakich wymagań, tak? czego możemy i powinniśmy wymagać od naszych dzieci. No i to znowu piłeczka wraca na naszą stronę, czyli na stronę rodziców, bo to musi być odniesione jakoś te nasze wymagania do tego, jak rozumiemy rozwój w kierunku autonomii, czyli wolności, a potem miłości i tego, I tego trzeba wymagać od siebie najpierw, a potem dopiero od własnych dzieci. No i tutaj, żeby móc realizować w ogóle takie rodzicielstwo oparte na na dwóch wartościach właśnie, wolność i miłość. Autonomia, wolność, miłość. No to przynajmniej trzeba w stosunku do własnych dzieci być w stanie realizować czy tworzyć taką relację, która zawiera w sobie jako nieodzowne. Sześć elementów. Pokora rodzicielska, o tym już mówiliśmy. Ja nie wiem wszystkiego, ja też szukam, ja jestem w trakcie szukania swojego szczęścia, nie mam gotowej recepty. a na pewno nie mam recepty dla ciebie, bo ty będziesz żyć w zupełnie innych czasach niż ja żyłem wtedy, kiedy mój umysł i moje serce były, jak to się mówi, formatowane przez społeczne otoczenie. Więc pokora, zaufanie, zaufanie do tego dziecka, że ono też ma swój instynkt autonomii, swój instynkt poszukiwania wolności i swój instynkt poszukiwania miłości. Szacunek. to się wiąże z zaufaniem, troska i miłość. Ale miłość, znowu, prawda, miłość, która wykracza poza te trzy poziomy niedoborów rodzicielskich, czyli taka miłość, która daje temu dziecku wolność i której my sami jesteśmy, przynajmniej w jakiejś mierze, choćby minimalnej, przykładem czy wzorcem. No to chyba tyle wykładu na dzisiaj. Ja wiem, że to, jak to się mówi, z grubej rury, ale właściwie, wiecie, szkoda czasu na zajmowanie się różnymi technicznymi sprawami. Bo jeśli nie złapiemy ogólnej perspektywy, musiałem wam o tym opowiedzieć, no bo jak wam poświęcać czas własny, a szczególnie wasz czas na takie spotkania, no to dla mnie jest ważne, żeby mówić o rzeczach ważnych. Ale mam też tutaj listę pytań jakąś, o którą od Was dostałem. Może jeszcze zanim przejdę do tych pytań, to powiem, że też chwila marketingu. Marketingu towarów niezbędnych do tego, aby szukać na przykład odpowiedzi na pytanie, jak być dobrym rodzicem i jak wychować szczęśliwe dzieci. My mamy w naszym katalogu Positive Life i takie szkolenie, kurs online pod tytułem Zrelaksowana Mama. Tytuł jest trochę prowokacyjny, bo jeśli słuchają mnie jakieś mamy, To postulat bycia zrelaksowaną jest trochę na wyrost, można powiedzieć, albo nawet brzmi absurdalnie, ale tutaj chodzi głównie o to, żeby być mamą czy rodzicem, bo to nie tylko mam dotyczy. takim, który pracuje nad sobą i używa takich narzędzi w swoich codziennych relacjach z dziećmi, które umożliwiają na zasadzie czysto formalnej, technicznej niemalże, z całą taką bazą do tego, aby ten proces wychowawczy zmierzał w tym kierunku, o którym tutaj mówiliśmy. Bardzo polecam to szkolenie wam wszystkim, jeśli chcecie ten temat pociągnąć dalej i przejść na bardziej praktyczny poziom rozmowy na ten temat. I wiedzieć, jak technicznie różne sprawy załatwiać po to, aby te wygórowane postulaty, o których tutaj mówiłem, można było realizować. To teraz wracając do pytań, No to właściwie pytania są takie, że można powiedzieć, że ja już prawie o wszystkim powiedziałem, ale one mają też czasami techniczny aspekt. Co rodzic, w pierwszym pytaniu, zarówno mama jak i tata, mogą zrobić, by wychowując dziecko, zminimalizować budowanie się nieprawidłowych cech osobowości? No więc dokładnie to, o czym mówiłem, to najczęstsze cechy czy typy osobowości, które są kształtowane czy formatowane przez kulturę, w której żyjemy. To jest ta osobowość nastawiona na bezpieczeństwo za wszelką cenę. Jest w terminach takich typów osobowości jeszcze przez Freuda wymyślanych, to się nazywa osobowość schizoidalna, osobowość, która jest po prostu napędzana poczuciem zagrożenia, takim nieokreślonym lękiem, który domaga się tego, aby zewnętrzne otoczenie kształtować w taki sposób, aby było możliwie najbezpieczniej. To często też polega na tym, że ta osoba Wręcz rezygnuje, można powiedzieć, z życia w realu i wycofuje się niejako do środka siebie, do świata myśli, wyobrażeń i do świata iluzji, można powiedzieć. Druga osobowość, która wynika z kolei z tej obsesji przyjemności, to jest osobowość hedonistyczna, czy w terminach freudowskich oralna, taka nastawiona na konsumpcję wszystkiego, co miłe, smaczne, atrakcyjne i niosące przyjemność. Tego należy z oczywistych powodów unikać, takiego kierunku rozwoju. A trzecia, ta która jest napędzana potrzebą popularności, to się nazywa osobowość narcystyczna. Więc żeby uniknąć tych trzech konstrukcji osobowościowych, nie fundować tego naszym dzieciom, to powinniśmy tego typu refleksje nad sobą przede wszystkim przeprowadzić. Na ile nasze życie dorosłych ludzi, rodziców aktualnych czy potencjalnych jest podporządkowane którejś z tych trzech obsesji lub też w jakichś proporcjach każdej z nich, Następne pytanie, podobnie jak pomóc budować zdrowe cechy osobowości, to tu jestem niestety bezwzględny w tej sprawie. Trzeba zacząć od siebie. i samemu przekroczyć swoje ograniczenia i wtedy to dziecko będzie miało większą przestrzeń swobody do tego w jaki sposób i w imię czego będzie żyło. I tutaj wtedy być w stanie z pokorą, zaufaniem i szacunkiem przyjąć i wspierać to dziecko w tym, w jaki sposób chce budować samo siebie, czy odkrywać bardziej samo siebie i w jaki sposób chce żyć. Nie wpychać go za wszelką cenę w nasze kolejiny. No tu pytanie bardzo ogólne. Co to jest i na czym polega wychowanie dziecka? Myślę, że to oczywiście można by długo jeszcze o tym mówić, ale mam poczucie, że najważniejszych spraw tutaj dotknąłem w odpowiedzi na to pytanie. Następne pytanie o procesie wychowania dzieci, jak dorastają, jak się zmienia relacja z rodzicami. O szacunku do nich, stawiając granic w różnych etapach ich życia. Tu być może kiedyś wrócimy do spraw takich właśnie technicznych, ale bardzo wiele odpowiedzi na to pytanie znajdziecie w tym szkoleniu, o którym wspomniałem, tak jak zrelaksowana mama. I to jeszcze raz bardzo polecam. Następne pytanie o procesie wychowywania dzieci. Jak dorastają, jak się zmienia relacja z rodzicami, o szacunku do nich, stawianiu granic? To jest to samo pytanie dwa razy powtórzone. A tu jest bardzo ważne pytanie o wypaleniu rodzicielskim na koniec. Wypalenie rodzicielskie to jest ogromny problem. Dobrze, że to pytanie padło, Bo to jest jeszcze jeden aspekt tego, o czym mówiłem, można powiedzieć ukryty aspekt, że rodzice, my jako rodzice jesteśmy zobowiązani do przekazywania dzieciom takiego wzorca, który opiera się też, czy wyraża szacunek do samych siebie, do życia, którym jesteśmy. A więc też powinien być to wzorzec, który jest ekspresją takiej zdrowej, opartej znowu na zasadzie 50% Troski 50% wymaga i troski o siebie. I wtedy unikniemy tego, co się nazywa rodzicielskim wypaleniem, ale być może kiedyś wrócimy jeszcze do tego tematu szerzej. No to jeśli o mnie chodzi, to na dzisiaj Koniec. Dziękuję serdecznie za Waszą uwagę i obecność. Mam się to, co tutaj próbowałem powiedzieć, na coś przydało. Wszystkiego dobrego. Do usłyszenia, do zobaczenia.










