Mieć, czy być? | Wojciech Eichelberger | TEDxLublin

This is a Polish-language transcript of a TEDxLublin talk by Wojciech Eichelberger titled “Mieć, czy być?” The speaker opens with a personal anecdote and frames the central philosophical dilemma of having (mieć) versus being (być). He questions whether rejecting possession automatically produces being, highlights how language encodes possession (e.g., “mam ciało”, “mam duszę”), and probes who the ‘I’ is that claims possession, using rhetorical examples and a short story about two monks.
Dziękuję. Dobry wieczór Państwu, bardzo dziękuję za zaproszenie. Przypomina mi się sytuacja, kiedy nie tak dawno brałem udział w biegu ulicznym w Warszawie i ciężko było, bardzo ciężko było, ale na mecie przeżyłem niezwykłą satysfakcję, bo ktoś, kto tam stał i obserwował bacznie tych, którzy tę metę osiągają, powiedział, o, pierwszy siwy, Więc mam wrażenie, że ja też tu jestem pierwszym siwym. I bardzo dziękuję, że mogę występować wśród ludzi znacznie młodszych i mieć też znacznie młodszych słuchaczy w gruncie rzeczy. Nie za bardzo widać, ale chyba tak. Proszę państwa, mieć czy być, No oczywiście wiadomo, że ten dylemat powinniśmy odruchowo rozwiązywać na być, tak? Jakbym was zapytał, czy wolicie mieć czy być, to słucham, ile osób chce mieć, a ile być? Mieć ręka w górę? Jeden. Być? No właśnie, wszyscy chcą być. Wszyscy chcą być. No ale kto wie, czy ten dylemat, czy też ta alternatywa nie jest fałszywie postawiona, bo gdyby ona była tak do końca jednoznaczna, to wydawałoby się, że jeśli nie będziemy mieć, to już wystarczy, żeby być, prawda? No ale to nie będzie proste, Można na przykład wyrzec się posiadania czegokolwiek, ale to nie znaczy, że zaczynamy być. Można z naszego nieposiadania zrobić niezłą autokreację i być w jakimś sensie, posiadać to nieposiadanie. Czyli posiadać pewną kreację własnej osoby. To przypomina trochę tę historię o dwóch mnichach. Jeden stary, drugi młody. Ten młody tam podąża za tym starym, żeby spijać mądrość z jego ust. No i ten stary w którymś momencie mówi, wiesz bracie, dziwna myśl mi przyszła do głowy, a tamten jaka, jaka, jaka. No wiesz, pomyślałem sobie, że chyba nie ma na świecie skromniejszej osoby ode mnie. Więc tak to bywa z tym nieposiadaniem, jeśli chcemy być. Chociaż tak odruchowo i zdroworasądkowo gdzieś tam przypuszczamy w głębi duszy, że takie nastawienie na posiadanie może nam w jakiś sposób utrudnić bycie. Ale prawdę mówiąc nie za bardzo wiemy dlaczego. Tym bardziej, że chęć posiadania dużej ilości rzeczy, czyli definiowania siebie i swego życia poprzez to, co posiadamy w sensie właśnie materialnym, jest wtórne tak naprawdę. Jest wtórne wobec... głębszego, bardziej podstawowego sposobu definiowania samych siebie. Otóż my mamy to raz na zawsze, można powiedzieć, zakodowane w języku. My posiadamy przecież mnóstwo niematerialnych rzeczy. Na przykład mówimy mam ciało, chociaż ciało jest właściwie trochę materialne, do końca nie wiadomo. Albo mam tożsamość, albo mam jakąś narodowość, mam imię i nazwisko, mam zawód. Niektórzy mówią nawet mam duszę. Pytanie jest takie, Co jest rzeczywistym podmiotem tych wszystkich zdań? Skoro ja mam ciało, skoro ja mam duszę, to kto to jest ten ktoś, kto wypowiada takie zdanie? Kto to jest to ja, który to ma? I to pytanie nam często umyka, prawda? Gdyby w ogóle się nad tym specjalnie nie zastanawiamy, to oczywiste, jak bym zapytał każdego z was tutaj, tych, którzy na przykład byliby skłonni powiedzieć, że mają duszę. No to gdybym zapytał, kto ma duszę, no to jaka byłaby odpowiedź? Ktoś ma jakąś odpowiedź? Tak? To ciekawe. Czyli to ja jest większe niż dusza? Jest większe czy mniejsze? Kto to jest, kto ma duszę? A jak się nazywa to ja? To już jest ciekawa odpowiedź. Czyli nie wiem jak się nazywam. Nie wiadomo jak się nazywa, to ja.










