Mindfulness w codziennym życiu - Wojciech Eichelberger

Transkrypt wykładu Wojciecha Eichelbergera (grudzień 2017) poświęconego mindfulness czyli uważności. Mówca wyjaśnia doświadczeniowy sens mindfulness ('mind is full of something'), rozróżnia przylot vs. odlot, opisuje trzy sfery świadomości (głowa, serce/uczucia, ciało) oraz motywacje do praktyki. Zawiera interaktywne ćwiczenia dla publiczności (gesty, zamykanie dłoni) i praktyczne wskazówki (slow practice, rola świadka/obserwatora), kończąc krótką mantrą/afirmacją.
Bardzo dziękuję za zaproszenie. Rozumiem, że spotykamy się w sprawie bardzo ważnej, która jest bardzo teraz popularną dziedziną treningu, zgłębiania, wiedzy. Wszyscy się chcą tego uczyć i to się nazywa mindfulness, tak? Dobrze trafiłem na dobrą salę i dobry wykład? Mindfulness. Co to jest to mindfulness? Prawdę mówiąc, nie ma jakiegoś bardzo dobrego słowa polskiego, które by oddawało sens tego angielskiego terminu, bo używa się polskich słów takich jak obecność, uważność, Ale w tym angielskim terminie mindfulness jest jednak pewien taki szczegół, który bardzo mi się podoba, że doświadczenie mindfulness to jest takie doświadczenie, kiedy nasz umysł jest całkowicie czymś pochłonięty. Mind is full of something. No więc czym państwa umysł jest teraz pochłonięty? Jeszcze nie, jeszcze nie. Przypuszczam, że różnymi oczekiwaniami, tak, co ten Eichelberger tu będzie mówił. Pewnie obserwujecie mnie, patrzycie, jakie mam spodnie albo koszule, jakie są czesane. Pomyślicie sobie, cholera, czy on wygląda na swoje lata, czy nie wygląda. Macie, macie mnóstwo myśli w głowie, prawda? Jesteście świadomi tych myśli?
Nie?
No chyba tak. Znaczy one się tak same myślą. Same się myślą? No to... to niedobrze. To niedobrze. W takim razie dobrze, że się spotkaliśmy. Więc, ale ja myślę, że prawdopodobnie każdy z was tutaj na tej sali musiał mieć kiedyś takie doświadczenie, które się nazywa mindfulness, czyli takie doświadczenie, kiedy Twój umysł, mówiąc do pojedynczej osoby, był w pełni w coś zaangażowany, prawda? No więc tak było czy nie? No musiało tak być. Na pewno byśmy się nie spotkali, gdybyście nie mieli gdzieś w swoim doświadczeniu tego, co się nazywa chwilą szczęścia czy chwilą spełnienia, takiego chwilą zapomnienia się całkowicie w czymś. Okej, zrobimy małe badania terenowe dyskretne. Badania terenowe dyskretne polegają na tym, że ja umawiam się z widownią, że odpowiada mi gestem i w momencie, gdy będziecie odpowiadać tym gestem, to wszyscy mają oczy zamknięte oprócz mnie. Dobrze? Tak, żeby nie zdradzać swoich osobistych sekretów. A ja powiedzenia już was nie znam, będę tylko tak więcej oceniał, ile osób podniosło rękę, dobra? Więc pytanie jest takie, kto miał kiedyś doświadczenie, które bez żadnych wątpliwości kwalifikował do kategorii chwila szczęścia, tak? Chwila szczęścia, spełnienia. Jeszcze nie, jeszcze nie. Jeszcze oczu w nim pozamykali. czy taki moment, kiedy po prostu żeśmy się całkowicie zapomnieli w czymś, jak to się mówi. Czyli tracimy wtedy taką zdolność do odróżniania doświadczającego podmiotu, czyli ja, od doświadczenia samego w sobie. Na pewno wam się to zdarzyło. Może zanim podniesiecie ręce, to spróbujcie zamknąć oczy na chwilę i wrzucić sobie do swojej umysłowej wyszukiwarki pytanie albo polecenie. Przypomnij mi tą chwilę. No i spokojnie, spokojnie. Nie wolno się napinać, trzeba oddychać. I za chwilę wasz umysł wam zacznie wyświetlać różne z playbacku różne sytuacje, które mniej więcej odpowiadają tej definicji, którą podałem przed chwilą. Żeby was jakoś wspomóc w tym, to będę troszkę prowadził waszą wyobraźnię czy skojarzenia. Czy to było w dzień czy w nocy? Jaka była pora roku? Ile miałaś, ile miałeś lat? Czy tam byli jacyś inni ludzie? Czy to było doświadczenie, które cię spotkało w samotności? Czy to była jakaś szybka akcja? Jakieś bardzo dynamiczne doświadczenie? Czy to raczej była chwila oddechu, spokoju, wyciszenia? Co decydowało o tym, co ta chwila miała w sobie, jakie atrybuty posiada taki moment, takie doświadczenie, że jednoznacznie, bez wątpliwości zakwalifikowałaś to, zakwalifikowałeś do kategorii szczęście, spełnienie, zapomnienie się w czymś. Czy ta chwila była jasna czy ciemna? Czy była ciepła czy zimna? Czy była lekka czy ciężka? Czy była głośna czy cicha? Jeszcze raz, czy była dynamiczna, czy spokojna? Przypomnij sobie, jak się czułaś, czułeś bezpośrednio potem, czy w trakcie tego, czy wiecie, było odczucie w ciele, w sercu, w umyśle, W sercu, to znaczy chodzi o emocje, uczucia, pomyśle. Chodzi o to głównie o ten wymiar doświadczania swojego umysłu. Polega na tym, że mamy albo bardzo dużo myśli, natłok myśli, chaos w głowie albo coś się tam wyciszyło, uspokoiło, zrobiło się więcej przestrzeni. No i teraz może zrobimy te badania trenowe, dobrze? Okej, to... Zamykamy oczy wszyscy, solidarnie. I jeśli takie doświadczenie, o którym tu mówimy, było Twoim oddziałem, proszę, wszyscy powinni zamknąć oczy, to nie wypada mieć zaraz otwartych oczu. To podnieś rękę w górę. Żałujcie, że tego nie widzicie. Opuśćcie ręce teraz. To był last rung. Myślę, że jakieś pojedyncze osoby zawahały się trochę w tej sprawie. Ale myślę, że gdybyśmy troszeczkę dłużej popracowali nad tym, to też by się wszystkim taki moment przypomniał, prawda? No więc wtedy właśnie, w tej chwili, którą sobie przypomniałaś, przypomniałeś, twój umysł był całkowicie wypełniony jakimś doświadczeniem, prawda? Mindful of something. No dobra, to może spróbujmy sobie tak, będę wchodził w interakcję z wami, nazwać parę takich podstawowych atrybutów takiego doświadczenia. Dobrze? Niestety nie mamy tutaj tablisy ani flipcharta, ale postaramy się to mniej więcej zapamiętać, dobra? No to kto, kto zaryzykuje pierwszy, pierwszy atrybut głośno? Nie trzeba podnosić ręki ani wstawać, tylko krzyknąć, żeby wszyscy słyszeli. No, spełnienie, spełnienie w spełnieniu, no to jest jak? Podniesienie, ekscytacja bardziej, tak? Bo to niekoniecznie musi być erotyczne, prawda?
Jak?
Wyciszenie. Wzruszenie, brawo. Lekkość. Ciepło, jasne. Jak? Powietrze, tak? Znaczy to jakieś otwarcie, tak? Na przestrzeń, na oddech. Przestrzenne bardzo, tak? Okej. Co jeszcze? Właśniej? Wolność, uczucie swobody całkowitej, prawda? Okej, a jak jest z lękiem w takiej chwili? Nie ma lęku, prawda? Nieustraszoność taka właściwie. Lęk jest jakąś abstrakcją w takim momencie. W takim momencie nawet niektórzy albo myślą, albo nawet mówią takie zdanie, och, teraz to nawet mógłbym umrzeć. Więc nawet lęk przed śmiercią gdzieś znika. Co jeszcze? A jak jest z czasem wtedy? Czy istnieje czas? Co się robi z czasem? Nie ma czasu. No to to jest bardzo ważna ta konstatacja, że znika poczucie czasu, prawda? Jak to się dzieje, że znika poczucie czasu? to by znaczyło coś, o czym zresztą wielu myślicieli i filozofów już mówiło, że czas jest zjawiskiem subiektywnym, że czas jest produkowany przez nasz umysł. Więc gdy umysł się zatrzymuje w jakimś doświadczeniu, to czas się zatrzymuje. Jakoś mi tak bardzo nikt nie kiwa głową, Zamykamy oczy. Pytanie będzie, komu się czas zatrzymał kiedyś. Ręka w górę. No, dziękuję. Super. No dobra, więc... Już trochę wiemy o tym doświadczeniu mindfulness, że jest to takie doświadczenie, w którym czas się zatrzymuje, w którym tracimy, stajemy się jakby otwarci, gubimy się w tej relacji podmiot-przedmiot, jak gdybyśmy nie za bardzo wiedzieli, czy w tym bierze udział jakiś podmiot, który doświadcza czegoś jako przedmiotu. Jest ciepło, jest przestrzennie, jesteśmy nieustraszeni, jesteśmy. Co tam jeszcze było? Wolni tak. No i. Właściwie wdzięczni, wdzięczni tak to bardzo ważne słowo tu padło już wdzięczni. Że wdzięczni, że nam się coś takiego przydarzyło, prawda? No to teraz. Następne głosowanie zrobimy. Będzie do wyboru. Zamykamy oczy. Będą dwa pytania, żebym wyraźnie zobaczył odpowiedź. Czy to doświadczenie, które Ci się przydarzyło, nazywasz odlotem? Jeśli tak, to ręka w górę. OK, dziękuję. Czy to doświadczenie, które dzisiaj przydarzyło, nazywasz przylotem? Widzę, że za odlotem było parę rąk, a za przylotem właśnie nikt. To co to było w takim razie, skoro ani odlot, ani przylot? No ale przecież to nie padło z widowni. Takie doświadczenie ma też taki jeden szczególny atrybut, który właściwie trudno nazwać, ale mamy poczucie wtedy, że doświadczamy jakiegoś istotnego wymiaru prawdy, że coś prawdziwego się wydarza, coś nadzwyczajnego, ale w tym sensie, że nadzwyczajnie prawdziwego, nadzwyczajnie autentycznego. No to jeśli tak jest, to w takim razie to nie może być odlot. tylko raczej przylot. To by znaczyło. I tu jest smutny wniosek, że. Większość życia jesteśmy w odlocie, a tylko w tych krótkich momentach lądujemy na tej ziemi w tym życiu. Gdyby w pełni doświadczając. Tego życia, którym jesteśmy i w którym zarazem uczestniczymy. No to jeszcze raz. Zamykamy oczy. Czy to był odlot? Przylot? No, udało mi się przekonać parę osób.
Super.
To bardzo ważne. To bardzo ważne, żeby... nie nazywać takiego doświadczenia odlotem, prawda? Ach, coś mi się stało w głowie, nie wiem, nie wiem, może coś mi wsypali do kieliszka albo, albo jakaś coś dziwnego, jakiś dziwny stan nienaturalny. Właściwie rodzaj takiej łagodnej patologii, tak? się przydarzył, jakieś patologiczne doświadczenie. No bo to jest strasznie ważna sprawa, jeśli chodzi o mindfulness, że to dotyka właściwie definicji zdrowia psychicznego. To, o czym teraz mówimy. Bo gdy ktoś jest w odlocie, To znaczy, że inaczej się to określa, na przykład takim terminem postradał zmysły. Postradał zmysły, czyli zerwał kontakt z rzeczywistością. Nie miał kontaktu z rzeczywistością w tym momencie. Zmysł mu się włączył, postradał zmysł. Znacie to? Ona chyba kursuje ciągle to określenie. I to jest po jednej stronie skali, tak? A po drugiej stronie skali mamy kogoś, kto... kto co? Kto jest przy zdrowych zmysłach, tak? Znacie to określenie? OK, więc jak ktoś jest przy zdrowych zmysłach, to znaczy, że jest w kontakcie z rzeczywistością, to znaczy, że jest urealniony, to znaczy, że widzi rzeczy takimi, jakimi są. Dzięki temu lepiej ocenia sytuację, nie popełnia błędów, jego działanie jest bardziej efektywne, bardziej skuteczne. No i przy okazji ma też więcej frajdy z tego doświadczenia. Chociaż tutaj jedna bardzo ważna uwaga. Otóż doświadczenie mindfulness nie musi się zdarzać wyłącznie w miłych sytuacjach. Wiecie o tym pewnie, nie? Doświadczenie mindfulness może się też zdarzać w sytuacji dramatycznych. trudnych.
Tak.
Kiedy doświadczam jakiegoś rodzaju zagrożenia, na przykład wielu ludzi zgłasza tego typu doświadczenie w sytuacjach jakiegoś wypadku, w którym uczestniczyło tak jakiegoś jakiejś katastrofy. przyrodniczej czy jakiejś innej, kiedy działanie okoliczności było tak mocne, tak dramatyczne, że ich świadomość została całkowicie porwana przez te okoliczności. Na przykład takim specyficznym doświadczeniem mindfulness może być sytuacja, kiedy ratujemy się z jakichś bardzo trudnych okoliczności, tak? Pożaru, nie wiem, powodzi, czegoś i w trakcie działamy w sposób całkowicie zaangażowany, zupełnie jakby zatracając się w tej sytuacji, dzięki czemu jesteśmy zresztą efektywni i możemy się uratować. Więc to jest bardzo ważne uzupełnienie, tak? To nie jest tak, że to doświadczenie, ta chwila szczęścia pojawia się tylko wtedy, kiedy coś nam się bardzo miłego przydarza, tak? Chociaż zdaje się, że częściej wtedy, No więc wracając do tej skali. Czyli pytanie jest takie, czy doświadczenie mindfulness jest jednocześnie doświadczeniem bycia przy zdrowych zmysłach? Czy my jesteśmy wtedy w odlocie czy w przylocie? Czy jesteśmy gdzieś w stanie patologicznym? Czy jesteśmy w stanie absolutnego Zdrowia! kiedy jesteśmy całkowicie urealnieni, całkowicie w kontakcie z rzeczywistością, całkowicie w kontakcie z sobą, że już jak gdyby do tego stopnia, że przestajemy filtrować tę rzeczywistość i okoliczności, w których jesteśmy poprzez nasze przeszłe doświadczenie biograficzne, poprzez jakieś filtry percepcyjne, emocjonalne, które żeśmy wykształcili sobie w życiu. na skutek obcowania z jakimś środowiskiem, takim czy innym, ludzkim oczywiście. No więc, to jest bardzo ważne pytanie, bo dlaczego wszyscy chcą być mindful? Dlaczego wy przyszliście na ten wykład i chcecie się dowiedzieć jak najwięcej o mindfulness? Szukacie odlotu? To są na to lepsze sposoby niż. To wiecie, wielu ludzi dzisiaj w piątek wieczorem jest w jakimś odlocie. Albo będzie poszukiwać takiego odlotu. Więc. To jest. Przylot tak. I to jest oczywiście bardzo. Trudna jednocześnie konstatacja, bo jeśli to jest przylot, a zdarza się tak rzadko. No to gdzie my jesteśmy przez resztę czasu?
Tak.
Dlaczego nasze życie nie wygląda tak jak ta chwila? I co zrobić, co zrobić ze sobą? Czy można w ogóle coś zrobić ze sobą, żeby żeby? zwykłe, codzienne życie było nasycone taką jakością jak te rzadkie chwile, których, którzyście sobie tutaj przypomnieli. No i to jest oczywiście bardzo ważne pytanie, ale zanim przejdziemy do jakichś prób odpowiedzi na to pytanie, to warto zastanowić się, i to każdy z Was może też zrobić przy tej okazji, dlaczego poszukujemy takich doświadczeń. Bo na pewno nie mielibyście nic przeciwko temu, żebym Wam zafundował takie doświadczenie w tej chwili, prawda? Zgoda? Czyli jest coś w nas takiego bardzo ważnego, jakiś rodzaj tęsknoty za tym doświadczeniem, za tego typu doświadczeniem. No bo skąd inąd zrozumiałej tęsknoty, skoro to doświadczenie nazywamy także spełnieniem. Ale spełnieniem czego? siebie samego, tak? Albo spełnieniem naszego doświadczenia życia, prawda? Czyli właściwie też siebie samego. Bo tak naprawdę w doświadczeniu mindfulness my jesteśmy w pełni tym życiem, którego doświadczamy, tak? Więc nie jesteśmy czymś różnym od życia. I to jest właśnie takie niesłychanie pociągające. pojednać się z życiem, połączyć się z życiem. Doświadczyć czegoś, co można by nazwać komunią z życiem.
Zjednoczeniem.
Z czego?
Z rzadkości.
Rzadkość, tak. Ale co nam towarzyszy wobec tego na co dzień? Czy my sobie zdajemy z tego sprawę? Gdzie my jesteśmy przez resztę czasu? Na czym polega nasz odlot? Na czym polega nasz odlot? Wiecie pewnie dobrze. Okej, to zrobimy jeszcze jedno. Badanie terenowe, dyskretne, dobrze? Zadam wam bardzo dziwne pytanie, które będzie brzmiało, gdzie jest ciebie najwięcej? Gdzie jest ciebie najwięcej w tej chwili? Czyli gdzie jest najwięcej twojej świadomości, tak? Każdy z was, jak rozumiem, jest osobą świadomą. Bo na przykład widzicie mnie na tej scenie, prawda? Rozumiecie to, co ja mówię, słuchacie. Macie jakieś myśli na ten temat w głowie, prawda? Być może wchodzicie ze mną w jakiś dialog nieartykułowany, głośno. No ale jest też wiele innych wymiarów waszego doświadczenia w tej chwili. Na przykład idąc już od góry do dołu, no to ten obszar doświadczenia czy świadomości, który nazywa się uczuciami, emocjami, nastrojem. Spróbuj sobie zdać sprawę z tego też, że w tej chwili przeżywasz jakiś rodzaj nastroju, jakieś uczucie, jakąś emocję być może. Może ona nie jest jakoś specjalnie żywa i mocna, ale jest, musi być. Może jest ci smutno, może jest ci wesoło, może odczuwasz jakiś rodzaj zniecierpliwienia czy dyskomfortu, może jakoś tak czujesz ciepło w sercu albo jakoś inaczej. Albo niecierpliwi cię ten facet, który chodzi po tej scenie i coś mówi. Więc warto się temu przyjrzeć też. Ale jest jeszcze jedna przestrzeń, można powiedzieć, naszego doświadczenia tu i teraz. To jest ciało, tak? Jak doświadczasz swojego ciała? Czy w ogóle go doświadczasz w tej chwili? Czy doświadczasz tego, że to twarde chrzesło uwiera cię w pośladki? Albo, że masz, nie wiem, buty na stopach. Albo, że kołnierzy koszuli czy marynarki opieracie się o kark. Albo, że okulary cię ciążą na nosie. Albo czujesz miły dotyk apaszki wokół szyi.
Więc...
To są trzy sfery tej, tak, z gruba bardzo, ale to jest bardzo przydatne. Trzy obszary świadomości, tak, naszej świadomości bieżącej tu i teraz. To jest, znowu teraz z drugiej strony idąc, ciało, tak, obszar uczuć, emocji, nastroju i to, co się, mówiąc metaforycznie, dzieje w głowie, tak. Zgoda? No to jak cię zapytam teraz, gdzie jest ciebie najwięcej? To się odnosi do tych trzech sfer to pytanie. I odpowiedź gestem będzie polegała na tym, że jeśli jest ciebie najwięcej w głowie w tej chwili, to kładziesz rękę na głowie. Jeśli w uczuciach, to kładziesz rękę na sercu. A jeśli nie, no to już ja nie widzę, gdzie tą rękę będziesz kłaść. Ale w każdym razie ona Powinna wylądować na pępku mniej więcej. Czyli jak nie zobaczę jej na sercu ani na głowie, to będę więcej wiedział, ile brzuchów się tutaj odezwało. Okej, to zamykamy oczy. Gdzie jest ciebie najwięcej? OK, trzymajcie oczy zamknięte, opuście ręce. Jeszcze zrobimy teraz, żebym widział proporcje, dobrze? To będę was prosił o podniesienie rąk na każde hasło, tak? Oczy zamknięte. Kto położył rękę na głowie? Ręka w górę. OK, opuszczamy. Kto położył rękę na sercu? Ręka w górę. Kto położył rękę na pępku, na brzuchu? Dziękuję. Możecie otworzyć oczy. Jak myślicie, jaki jest rezultat? Oczywiście, po prostu jednakomita większość osób na tej sali jest, tak powiem, przebywa w głowie głównie w tej chwili. Oczywiście trudno się temu dziwić, ponieważ to... spotkanie ma charakter troszeczkę adresowany do słów, do języka, do intelektu. Ale potem oczywiście trochę mniej ludzi, znacznie mniej ludzi podniosło ręce, gdy była mowa o uczuciach i emocjach, a bardzo niewiele przyznało się do tego, że ma brzuch. To jedna koleżanka, łatwo jej poszło. Więc może nie przez cywilizację, ale jest w ciąży po prostu. No ale jest pytanie oczywiście, jak to jest z nami na co dzień? Gdzie przebywa nasza świadomość głównie? No to przypuszczam, że dokładnie tu, gdzie większość osób na tej sali wskazała, czyli w głowie. My głównie żyjemy w świecie myśli, prawda, ocen, sądów, rozróżnień, słów, pojęć. I to nasz wspaniały skądinąd, podwójny komputer, Produkuje ogromną ilość obrazów, prawda, zdań, monologów jednocześnie. Czasami możemy kilkanaście monologów prowadzić. On ma fantastyczne możliwości, fantastyczną pojemność. Może mieć otwartych 350 ekranów jednocześnie na podglądzie. No bo... No takie zadanie ma mózg, bo to jest, żeby przetwarzać informacje, mówiąc na nie ogólnie. No ale jest pytanie, czy my musimy to wszystko cały czas oglądać? Czy to jest rzeczywiście takie ważne? I jak to się ma do naszego udziału w życiu? Gdzie jest życie, tak? Czy innymi słowy, czym my żyjemy? Czy żyjemy głową, myślami? Czy żyjemy bardziej sercem i ciałem? No to przypomnijcie sobie to doświadczenie, do którego żeśmy się tu odwoływali na początku. I przypomnijcie sobie, co się działo w waszej głowie wtedy. Gdzie była wasza świadomość zakotwiczona? W tamtym momencie, w chwili szczęścia, dobrze?
Okej?
No to znowu, teraz już jawne głosowanie zrobimy, dobrze? U kogo była w głowie? Pięknie. U kogo była w sercu? U kogo była w ciele? W ciele i w sercu tam się bardzo pokrywa w takim momencie, prawda? Trudno odróżnić jedno od drugiego. Czyli mamy jeszcze jeden ważny wniosek, że doświadczenie mindfulness wbrew terminowi, wbrew nazwie tak naprawdę nie odnosi się do tego, żebyśmy mieli pełny umysł, w sensie pełną głowę. czegoś tam. Tylko, że ona bardziej się odnosi do poziomu serca i ciała. Tam jest zakotwiczona nasza świadomość w takich chwilach, prawda? Z naszych badań terenowych to jasno wynika. A w głowie się robi jak? Pusto. Pusta głowa. No i I to bardzo dobrze, no bo jeśli głowa jest bardzo rozgrzana, prawda, i tam jest mnóstwo funkcji i procesów jednocześnie, równolegle się dzieje, no to ona naprawdę potrafi strasznie angażować naszą świadomość i męczyć nas tak naprawdę. Myślę, że tu jesteśmy, prawda, blisko odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie teraz, w dzisiejszych czasach, nagle oszaleli na punkcie mindfulness. Bo to wszyscy, sportowcy, wojskowi, policjanci, piloci, studenci, biznesmeni, pracownicy korporacji, wszyscy ćwiczą mindfulness. O co chodzi? O co im chodzi tak naprawdę? No to o to im chodzi, o co wam chodzi? Czyli o co? Troszeczkę, prawda, poluzować w tej głowie i zejść bliżej życia, tak? Ciało i serce są bliżej życia niż głowa. Prawda? Zgoda? Głowa funkcjonuje właśnie w świecie abstrakcji. Dlatego ktoś mądrze zauważył, że nawet najpiękniejszy opis wody nigdy nie zaspokoił niczyjego pragnienia.
Tak?
Zgoda? Jak jesteście głodni, no to wiecie, teraz w restauracjach są takie poetyckie karty, te menu, opisy tych potraw szczegółowe, wysmakowane. No i co? Możesz czytać i czytać i się nie najesz, tak? Więc w którymś momencie trzeba przestać czytać i zamówić danie i zacząć je jeść. I wtedy zaczynamy uczestniczyć w życiu. Czytanie karty dań nie ma nic wspólnego z życiem. To jest dopiero zapowiedź życia. Coś, co pozwala nam, czy pomaga nam z tego życia coś wybrać akurat w tym momencie i w tej sytuacji. Ale życie zaczyna się wtedy, kiedy zaczyna się doświadczenie. Więc głowa w tym sensie głowa nie doświadcza, myśli nie doświadczają niczego. Natomiast jest coś takiego, jest jakaś instancja w nas, która potrafi doświadczać myśli.
Tak?
Czyli możemy być świadkiem swojego myślenia, czy obserwatorem swojego procesu myślenia, prawda? Potraficie to robić? No na przykład spróbuj sobie teraz zadać pytanie. O czym ja myślałem, myślałem przez ostatnie dwie minuty? Jakie myśli mi przychodziły do głowy?
Być.
Może nie pojawi się jasna odpowiedź w tej chwili, bo jesteście zajęci słuchaniem tego wykładu. Ale samo takie pytanie skierowane do siebie przywołuje bardzo ważny, bardzo ważną wewnętrzną instancję w nas. Wewnętrznego obserwatora albo inaczej świadka.
Tak?
I kto to jest ten świadek? Ten obserwator? Ile ma lat? Jaką ma płeć? Jak wygląda? Jak ma na imię? Tutaj to są ważne pytania, ponieważ generalnie, żeby rozpocząć trening mindfulness, to pierwszym etapem tego treningu jest właśnie wzmacnianie tego aspektu świadka czy obserwatora w sobie, w swoją myśl. Chodzi o to, żeby... I to dotyczy szczególnie tego, co się dzieje w głowie, tak? Żeby... Czemu to służy? O to chodzi, żeby zrobić krok wstecz albo unieść się troszeczkę do góry i móc obserwować swój proces myślowo-wyobrażeniowy, A jeśli go obserwujemy, to jaką mamy z tego korzyść? Nie identyfikujemy się z nim, tak? Nie utożsamiamy się z tym. Obserwator. My stajemy się pomału obserwatorem, prawda? Otóż to jest strasznie ważny element mindfulness. Oprócz tego, o czym mówiliśmy przed chwilą, czyli potrzeby wyciszenia umysłu generalnie, bo żyjemy w świecie, który nadmiernie stymuluje wszystkie nasze zmysły i nasz umysł szczególnie. Ktoś oszacował, że 50 lat temu ilość informacji, którą miał, Jak to powiedzieć, żeby się nie pomylić? Że my w tej chwili przerabiamy w ciągu tygodnia to, co człowiek 50 lat temu, w sensie przeróbki informacji, przerabiał w ciągu całego roku. Czyli pięćdziesiąt parę razy więcej. Mamy przeciążone komputery, tak? Jak to się mówi, dym nam uszami wychodzi. Przegrzane. Przestymulowane. Ludzie coraz częściej nie potrafią ich wyłączyć w ogóle, tak? Próbujemy zasnąć, a komputer szaleje na pełnych obrotach i wyświetla nam ciągle jakieś myśli, To, co było, to, co będzie, to, co mogło być, to, co być może będzie. Jakieś niedokończone rozmowy, jakieś dialogi. Po prostu leci 30 filmów z playbacku jednocześnie. Mamy super... super komputer, który ma otwarte no właśnie kilkadziesiąt ekranów jednocześnie, tak? I na każdym ekranie leci filmik. No więc to jest pierwsza rzecz, a druga rzecz, tak? Oprócz tego, żeby to wszystko wyciszyć, no to jest to, żeby oderwać się od świata swoich myśli. Ja jestem psychoterapeutą, tu na pewno też siedzą ludzie, którzy są związani z psychoterapią. I w psychoterapii to wyraźnie widać, że nasze problemy nie biorą się z życia jako takiego, tylko z narracji o tym życiu. Czyli z opowieści, którą myśmy stworzyli na własny temat, ze sobą w roli głównej, która gdzieś tam czerpie z tego biograficznego doświadczenia i jest mniej lub bardziej bolesną, tragiczną czasami, opowieścią. No i teraz. Problem polega na tym, że my się identyfikujemy z bohaterem tej opowieści. Z postacią tytułową. A prawie nigdy nie identyfikujemy się z narratorem. Z tym. Kto tę opowieść tworzy, istnuje.
Tak.
No i teraz wyobraźcie sobie, że mamy taką strasznie ciężką opowieść. Tak jakbyśmy siedzieli w kinie i horror nam wyświetlają potworny. I my dajemy się wciągnąć, wkręcić ten horror. I nie potrafimy się od niego oderwać. ale w którymś momencie już nie możemy tego wszystkiego wytrzymać, obracamy się i widzimy, że tam takie światełko z tej dziurki leci, tak? I ono wyświetla na ekranie gdzieś obraz. Wtedy można powiedzieć, no metaforycznie budzi się świadek czy obserwator, tak? A, to jest tylko film, tak? Usiądę sobie wygodnie, popatrzę. Podobnie przecież jest w snach. Na pewno prawie wszyscy... Nie spotkałem jeszcze człowieka, który by nie miał koszmarów sennych od czasu do czasu. Śni nam się koszmar senny. I on nas tak wkręca, że absolutnie jesteśmy przekonani, że to jest rzeczywistość. i przeżywamy autentyczne, czasami niesłychanie ekstremalnie trudne uczucia. No i jak już te uczucia są nie do zniesienia, to czasami... Nagle pojawia się taka nadświadomość, tak? Tak jakbyśmy się w tym kinie obejrzeli. I pojawia się myśl, przecież to mi się tylko śni. Uff, co za ulga, tak? Oczywiście następny stopień ulgi jest taki, gdy nas ktoś wybudzi już w ogóle z tego snu albo się sami wybudzimy. No i... Podobnie dzieje się z opowieścią, którą snujemy na temat siebie i naszego życia. Jeśli się będziemy w nią w pełni identyfikować, no to będzie generowała czasami takie cierpienie, jak uczestniczenie w filmie, prawda, w horrorze lub też w śnie, który ma charakter horroru sennego. Więc drugą korzyścią, którą wyciągamy w ogóle z praktykowania mindfulness jest to, że możemy się oderwać troszeczkę od swojej opowieści, a ta opowieść jest głównie snuta w głowie. Tam mamy ten fantastycznego YouTuba, który po prostu wszystko może i wszystko nam wyświetli. Czyli o co chodzi w mindfulness? Być przy zdrowych zmysłach, podłączyć się do życia, uspokoić umysł. wyciszyć głowę, wykształcić w sobie bardzo mocnego obserwatora i świadka, który nie da się wciągnąć w byle co, nie jest takim przedszkolakiem, który poszedł do teatru, prawda? I chce wskoczyć na scenę i ratować Marysię i Asia, bo czarownica ich chce wrzucić do pieca, tak? Tylko siedzimy sobie na tej scenie i mówimy, o, fajnie. Ciekawe widowisko, tak? Może wyciągnę z tego gdzieś wnioski. No ale gdy my sobie wyświetlamy nasze życie, to często niestety zachowujemy się tak jak ten przedszkolak w teatrze. Nie potrafimy zrobić tego zbawiennego kroku wstecz czy wzwyż i oglądać to jako pewien rodzaj produkcji. Czasami jest to fantastyczne dzieło sztuki, niektórzy mają przepiękne opowieści na temat własnego życia i grają w tym nieprawdopodobne role. Skoro już wiemy, o co nam mniej więcej chodzi z tym mindfulness, no to jest pytanie, jak to robić, co robić, żeby być częściej w przylocie niż w odlocie. To jest fantastyczne, to jest zasadnicze pytanie ludzkiego życia. To jest też pytanie, prawdę mówiąc, o naszą tożsamość. Tam w tle głęboko jest pytanie o to, kim ja w gruncie rzeczy jestem, tak? Czy ja jestem tym, co mi się przydarza? Czy ja jestem kimś, komu się to przydarza? A może jednym i drugim jednocześnie? To są ważne pytania, prawda? Czy ja jestem swoim snem? czy tylko obserwatorem tego snu, czy może nawet twórcą tego snu jednocześnie. My mamy tutaj pewną europejską tradycję w tej sprawie. I to jest ciągle nierozstrzygnięte pytanie tak naprawdę. O co chodziło Karteziuszowi? Pamiętacie człowieka, tak? Kojarzycie? Twórca oświecenia. Oświecenie to była era dominacji umysłu. No i Kerteziusz podjął sam bardzo trudne zadanie. On próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, kim on jest w istocie, co jest istotą jego samego. i dokonał tego i próbował używać do tego metody dekonstrukcji czy redukcji. Czyli odpowiadał sobie na to pytanie w jakiś sposób, a potem patrzył, czy rzeczywiście ta odpowiedź jest odpowiedzią, która się nie da zakwestionować, tak? Gdybym ci zadał teraz pytanie, kim jesteś, jaka by była pierwsza odpowiedź, która ci przychodzi do głowy?
Najczęściej.
Pierwsze odpowiedzi, które przychodzą do głowy, to są odpowiedzi, które się wiążą z jakąś przynależnością. Przynależnością do płci jakiejś, czy do jakiegoś narodu. czy do jakiegoś grupy społecznej, ewentualnie do jakiejś roli społecznej czy rodzinnej, jestem matką, jestem córką, jestem ojcem, jestem synem, albo z przynależnością do jakiejś szczególnej, wybranej społeczności, Mam nadzieję, że nie ma nikogo na tej sali, komu przyszła do głowy, że jestem kibicem jakiejś określonej drużyny piłkarskiej jako pierwsza odpowiedź. Ale tak też się może zdarzyć. To tylko przykład. Więc pytanie jest takie, czy przynależność się definiuje? Na przykład jestem warszawiakiem. No dobra, jest w tym jacieś ziarno prawda, ale czy to mnie definiuje? Czy moje role społeczne mnie definiują? Czy moje role rodzinne mnie definiują ostatecznie? To są wszystko identyfikacje, czy tożsamości, może należy opowiedzieć, przejściowe i powierzchowne, zmieniają się też w czasie. Najpierw jestem synem, potem jestem ojcem, potem jestem dziadkiem. Najpierw tu mieszkam w Krakowie, a potem mieszkam w Katowicach, potem mieszkam w Warszawie. Mogę powiedzieć, że jestem Polakiem, ale jak wyjadę gdzieś za granicę, bo będę tam dłużej, to już mam pewne wątpliwości na ten temat. I tak dalej, prawda? Więc trudno jest poważnie potraktować odpowiedź na pytanie, kim jestem, jeśli ona dotyczy jakiejś przynależności. Zgoda? Nawet z płcią jest różnie, wiemy, tak? Płeć też można zmienić. Albo ktoś może mieć ciało kobiece, czuć się mężczyzną, albo odwrotnie. Są różne warianty tutaj i też to nie jest taka znowu stabilna, głęboka tożsamość, tak? na przykład kobieta w starszym wieku, to w kategorii babcia, gdy ją się zapyta, kim jesteś, to ona nie odpowie, jestem kobietą. To już ta tożsamość nie jest istotna, ona jest też przemijająca. Podobnie dziadkowie pewnie mogliby mieć kłopoty z takim właśnie, przywiązaniem do tego typu odpowiedzi. No więc trzeba pytać dalej. No więc, żeby pytać dalej i przekroczyć to wszystko, takie odpowiedzi, które związane są z jakąś przynależnością, no to jaki jest następny poziom? No pewnie wam się to nasowano na przykład. Jestem człowiekiem, tak? No ale oczywiście ktoś może powiedzieć, że jestem białym człowiekiem, albo żółtym człowiekiem, albo czarnym człowiekiem, albo jakimś innym człowiekiem. No i zaczyna się też, prawda, kłopot z przynależnością do jakiejś rasy. Więc trzeba pójść jeszcze głębiej i powiedzieć, że jestem po prostu człowiekiem. Niezależnie od kolorów skóry zawsze jestem człowiekiem, tak? Zgoda? No ale niektórzy idą głębiej. Mówią, to też nie jest za bardzo taka jakaś... Człowiek to tak naprawdę jest jakieś pojęcie, jakaś nazwa. Czy ja się mogę identyfikować z nazwą, z pojęciem? To może pójdę troszkę głębiej. No i co jest jeszcze głębiej? Jestem istotą żyjącą. Jestem istotą żyjącą. Zobaczcie, że im głębiej schodzimy, im do bardziej fundamentalnych tożsamości sięgamy, tym bardziej są one jednoczące. Te takie z tych pierwszych poziomów są rozróżniające. A to znaczy, że też konfliktogenne. Bo jeśli się różnimy, to tylko wystarczy jakaś iskra, Rozróżnienie zamieniło się w konflikt. Więc. Jestem istotą ludzką, tak? No, ale można pójść jeszcze głębiej. Można powiedzieć, jestem żywą istotą, tak? No i wtedy otwiera się obszar pojednania z całym światem żywych istot, tak? Czyli możesz spojrzeć na swojemu psu w oczy i powiedzieć, cześć stary, ty jesteś żywą istotą, ja jestem żywą istotą, tak? Albo, nie wiem, pogadać z paprodką na parapecie i powiedzieć, no cześć paprodka, ty jesteś żywą istotą, ja jestem żywą istotą. otwiera się zupełnie inna perspektywa na sposób naszego istnienia w świecie, prawda? Im głębiej się identyfikujemy, im głębiej się utożsamiamy, ścięgamy do tych najbardziej fundamentalnych spraw, tym jesteśmy bardziej w domu, można powiedzieć, tak? Chociaż to zależy od usposobienia. Niektórzy bardzo lubią się różnić, nie? Ale gdzieś w nas jest tęsknota za tym jakieś przeczucie, że te wszystkie rozróżnienia to jest to jest właśnie powierzchnia. To są powierzchowne i przemijające pomysły powierzchowne i przemijające tożsamości czy identyfikacji. No i co i doświadczenie mindfulness tak. Gdy jesteś w tym doświadczeniu mindfulness, to czy masz jakąś myśl na ten temat, że jesteś kobietą, mężczyzną, Polakiem, krakowianką, czy warszawiakiem, czy kibicem Legii, czy kibicem Krakowi, czy... Jaka jest wtedy twoja odpowiedź na pytanie, kim jesteś? Gdyby ci ktoś je zadał w tym momencie. No i tu jest energią, tak? Jest pomysł, tak? Częścią wszystkiego, tak? Ale jednocześnie wszystkim, tak? No bo... Więc robi się ciekawie, prawda? I filozoficznie. Ale zwracam wam uwagę na to, że ta tęsknota, która pcha ludzi w tej chwili Nie wszyscy sobie zdają z tego sprawę do mindfulness, do tego rodzaju doświadczeń, żeby je generować, żeby mieć narzędzia w ręku, które mogą generować tego typu doświadczenia, żeby to się nie zdarzało tylko przypadkiem. Że to jest jedna z podstawowych motywacji tam pod spodem. No bo kim ja jestem w chwili szczęścia. Wracając do Kartezjusza, to Kartezjusz zatrzymał się na pewnym poziomie, no bo i dlatego jest, prawda, guru oświecenia i powiedział kogito ergo sum, czyli myślę, więc jestem. Ale tu oczywiście, tu jest kontrowersja, czy słowo kogito zostało właściwie przetłumaczone. Niektórzy twierdzą, że to jest wyłącznie myślę, a niektórzy uważają, że to jest szersza kategoria, że to jest doświadczon.
Tak.
Stąd na przykład psychologii mówi się o procesach kognitywnych. Które są właśnie poznawcze w pewnym sensie, ale niekoniecznie poznawcze w sensie intelektualnym wyłącznie tak. No więc, no ale powiedzmy, że. Karteciu już powiedział, okej, cogito ergo sum, myślę, myślę, więc jestem. To mnie definiuje, to znaczy, że jestem. Skoro myślę, to znaczy, że jestem. No ale przecież można zapytać głębiej. Naprawdę żałuję, że mnie tam nie było. Bo można zapytać, no dobrze, ale kim jesteś, gdy w twoim umyśle nie ma jednej myśli? Potraficie sobie wyobrazić taką sytuację, kiedy wasze myślenie ma jednej myśli? No to to jest ta sytuacja, o którą was pytałem na początku. Tam właściwie nie ma jednej myśli, tam jest tylko doświadczenie. Nie opowiadamy sobie tego doświadczenia. Ja kiedyś, pamiętam, szukałem takiego samotności i spokoju, Było dość dawno, chyba gdzieś pod koniec studiów. Pójdę sobie w góry, w taką fatalną pogodę, żeby tam na pewno nikogo nie spotkać, żeby nie musieć z nikim gadać. Lubię takie pogody, takie troszkę jesienne nastroje czasami. Idę, idę, idę i w czymś momencie zdaję sobie sprawę z tego, że ja sam do siebie gadam bez przerwy. Idę i mówię, o zobacz ja ci ładny widok. Gdy jesteśmy mindful, czyli nasz umysł, całe nasze jestestwo, jak to się mówi, cała nasza świadomość jest zjednoczona z doświadczeniem, które jest naszym udziałem, którym bierzemy udział. Wtedy tam nie ma miejsca, żadnej przestrzeni na jakąś refleksję, gadanie do siebie, opisywanie sobie tego, co się dzieje, prawda? To można zrobić ex post. I zawsze mamy potem poczucie, że jesteśmy w tym strasznie nieudolni, że tego się właśnie nie da opisać.
Prawda?
Można się tylko przybliżyć jakoś słowami do tego. Poeci próbują to robić najlepiej, ale dzięki temu, że mają że łamią słowa, że nie trzymają się logiki słów i definicji pojęć. Więc to jest jeszcze jeden powód, Ludzie, którzy teraz interesują się mindfulness mają ten powód także. Ja chcę się dowiedzieć kim ja jestem, gdy uczestniczę całkowicie w tym, co mi się przydarza. Jaka jest moja odpowiedź na pytanie Kartezjusza? Czy myślę, że jestem? Przepraszam, trochę strawersowałem, bo rzeczywiście ci, którzy troszkę tak ironicznie podchodzą do tego Cogito ergo sum, mówi, że Kartez już myślał, że jest. Jak to zrobić, żeby wyjść z tego przeładowania głowy i opowiadania sobie siebie i własnego życia bez przerwy? Bo obrazowo można pokazać ten sposób, że my spędzamy większość czasu Stojąc w rozkroku nad takim strumieniem, ten strumień płynie tutaj taki wartki potoczysty, strumień żywej, pięknej wody. I to jest strumień życia, to nazwijmy. Ale my nie wchodzimy do tego strumienia życia. Stoimy jedną nogą na jednym brzegu, drugą nogą na drugim brzegu i zajmujemy się taką otoczynnością. Tu mamy górę wspomnień, bo to jest przeszłość, jeden brzeg to jest przeszłość, a drugi brzeg to nazywamy przyszłością. I tu stoją jakieś paczki ze wspomnieniami na brzegu pod tytułem przeszłość. I my zajmujemy się tym, że bierzemy paczkę z przeszłości i przenosimy do przyszłości. I towarzyszy nam taka myśl, jak było, Tak będzie. Jak było, tak będzie. I od czasu do czasu przydarza nam się takie doświadczenie, które przywołaliście sobie tu na początku, że nam się jedna noga ześlizgnie z tego brzegu, tak? I mówimy, o kurczę, ale jazda, co za odlot, tak? Ale natychmiast wyciągamy tą nogę w panice, bo... To doświadczenie jest jednocześnie pociągające, ale też jak gdyby groźne. Bo kwestionuje nasz sposób istnienia trochę. Nawet nie trochę, zasadniczo. Kwestionuje nasz sposób istnienia, nasz sposób rozumienia siebie, nasz sposób doświadczania życia. Więc to pociągające doświadczenie jest jednocześnie, szczególnie gdy się już stanie na krawędzi, Jak to się mówi, świadomie stosując jakieś procedury czy techniki, tak? Głównie z obszaru właśnie medytacji i stanie się na krawędzi tego, to się nazywa właśnie takim momentem, w którym trzeba po prostu skoczyć w odchłań, tak? To na przykład w dość powszechnym doświadczeniu orgazmu Nie będę was odpytywał, czy mieliście doświadczenie orgazmu, ale tam jest taki moment, w którym się skacze w odchłań. Trzeba jak gdyby, prawda, jazda bez trzymanki to się nazywa potocznie, tak? Po prostu otwiera się jakaś przestrzeń i lecimy w to. No ale to nie tylko akurat przytaczam do doświadczenia, bo ono jest dość popularne, mam nadzieję, ciągle. Choć ludzie deklarują, że mają z tym coraz więcej kłopotów, ale są różne inne doświadczenia. Na przykład wszystkie doświadczenia, które mają ogromną dynamikę, angażują wszystkie zmysły, takie jak na przykład bliskie spotkanie erotyczne czy seksualne. na przykład jazda na motocyklu z szybkością 250 na godzinę. Albo wspinaczka wysokogórska, nurkowanie, czy jakieś inne takie wyczyny sportowe z kręgu extreme. To jest to staje się niesłychanie popularne i też pociągające. A dlaczego to jest pociągające? No bo angażuje nasze ciało tak i nasz umysł w to, co jest doświadczeniem ciała. Czyli mamy znowu prawda w głowie się robi pusto. Tylko z takimi doświadczeniami jest pewien kłopot, że można się dość szybko przyzwyczaić do tej To się nazywa habituacja, że organizm się przyzwyczaja tej dawki adrenaliny, czy tego energii, tego doświadczenia i potem chce więcej. Więc żeby... Najpierw jedziemy w 150 na godzinę tym ścigaczem i mamy... Jesteśmy w odlocie, w cudzysłowie, czyli właściwie w przylocie. A potem za jakiś czas musimy jechać 50 więcej, żeby znowu osiągnąć ten stan i tak dalej. Podobnie ze wspinaniem się w górę, musimy sobie znaleźć jeszcze trudniejszą górę, jeszcze trudniejsze wejście, jeszcze bardziej wymagającą sytuację, tak żeby ona porwała naszą świadomość całkowicie, żeby nie było ani odrobiny przestrzeni na to, żeby myśleć jak to się mówi o czymkolwiek innym, tylko być całkowicie mindful, być całkowicie w tej sytuacji. I to są te piękne chwile. Tylko, że tu grozi to, że to ma trochę jak gdyby podobną dynamikę jak branie narkotyków. Że dawkę trzeba zwiększać, żeby osiągać ten sam stan. To oczywiście rekreacyjnie bardzo dobrze jest robić, bo to jest... Czemu nie? Na przykład narty, narciarstwo ma taką popularność, coraz większą zyskuje. Z tego właśnie powodu, że jeśli jedziemy troszeczkę bardziej wymagającą trasą i z większą szybkością, to nie ma przestrzeni w naszej głowie, mówiąc obrazowo, żeby myśleć o tym, co ja zjem na obiad, albo gdzie pojadę na letnie wakacje, albo cokolwiek innego. Jestem całkowicie zjednoczony z tą sytuacją, bo to jest bardzo wymagająca sytuacja. Muszę kontrolować te krawędzie, ten układ ciała, zmienia się rzeźba terenu, zmienia się rodzaj śniegu. Tu jacyś ludzie jeżdżą w poprzek. Trzeba naprawdę uważać, być całkowicie uważnym, całkowicie obecnym w tej sytuacji. I dlatego, gdy się spojrzy z boku na stok narciarski, to to wygląda jakoś absurdalnie. Można by posądzić tych ludzi, że sfiksowali. Bo prawda, no jak w jakimś obłędzie wjeżdżają na górę, zjeżdżają z góry, wjeżdżają na górę, zjeżdżają z góry i są coraz bardziej szczęśliwi, tak? I to tak mogą robić przez 8 godzin pod rząd tam z krótkimi przerwami. No a potem pamiętacie, jak ktoś jeździ, z jakim uczuciem się wraca do domu i człowiek tam pada na to łóżko? prawda cudowny stan takiego zdrowego zmęczenia przewietrzonej głowy. Czujemy, że żyjemy, tak czujemy, że żyjemy, ponieważ właściwie przez wiele godzin tego dnia ćwiczyliśmy rodzaj medytacji, medytacji w ruchu, koncentracji na tym, co się dzieje z ciałem, całkowitej koncentracji na naszym bieżącym doświadczeniu. I to jest tak naprawdę klucz do mindfulness. Droga mistrzów polega nie na tym, żeby szukać sytuacji, które są z definicji, ze swojej dramaturgii i energii, mają w sobie taką moc, że całkowicie zawładną naszą świadomością w danej chwili. Droga mistrzów idzie zupełnie w drugą stronę. Więc mamy drogę extreme, która też jest napędzana tym dążeniem do odczucia, do doświadczenia mindfulness. I mamy drogę mistrzów, która się nazywa slow. Slow. Wszędzie jest slow. Nie wiem, czy zauważyliście. Ja uprawiam w tej chwili slow lecturing. Mówię wolno, z przerwami. Ale okazuje się, że są badania naukowe, że slow lecturing jest znacznie lepsze niż fast lecturing. że ludzie asymilują więcej informacji i są bardziej zaangażowani, prawdę mówiąc, w to, co wykładowca robi. Nie chcę sobie tutaj przypisywać noty, która wynika z niemożności, ja szybciej nie potrafię po prostu. No ale jest slow food, slow sex, slow... Co tam jeszcze ostatnio? Jak? Slow jogging. O, slow jogging to ja bardzo lubię. Ja właśnie to w Polsce wymyśliłem. To się nazywa bieg transowy. Już od 30 lat to chyba wprowadzam systematycznie wraz z gronem przyjaciół. No więc slow. I o co chodzi w tym slow? I to jest znacznie bardziej wymagający trening niż extreme. W extreme to się właśnie samo dzieje. A tutaj ja muszę dokonać jednak pewnego wysiłku. Muszę wyćwiczyć jakąś wewnętrzną kompetencję, która mi pozwoli uczestniczyć w czymś, co właściwie wydaje się zwykłe. Banalne wręcz czasami. Na przykład slow eating. Ile ja razy jadłem w życiu. Dlaczego ja mam nagle jeść tak wolno? Bez sensu. Absurdalne. Albo slow breathing. Wolne oddychanie. Podobnie. Coś bardziej banalnego niż oddech. Ale to jest prawdziwa droga mistrzów. Żeby odkrywać w tym, co banalne, codzienne, co wydaje się zwyczajne zupełnie i nieciekawe przez to, nawykowe. Odkrywać w tym coś absolutnie nadzwyczajnego. Czyli być smakoszem życia. Delektować się każdą chwilą życia. I stąd te wszystkie slowy, slow, slow, slow. Ludzie chcą wreszcie zwolnić, bo w tym pędzie, jak to ktoś, ładnie była taka akcja reklamowa przy autostradach, taki zamazany baner olbrzymi i taki napis, jak chcesz to zobaczyć, to musisz zwolnić. Nawet jak zwolniłeś to on był zamazany. Ale bardzo był fajny efekt. O to chodzi. Żeby zacząć czuć bardziej nasze życie, nasze żyjące ciało i pulsowanie tego życia, to trzeba zwolnić. Nie można gdzieś pędzić ciągle. Nie można być w niewoli tego, co się nazywa małpim umysłem, czyli umysłem, który się zajmuje trzystoma rzeczami naraz. Tylko trzeba zacząć to, co się nazywa treningiem umysłu. No i trening umysłu właściwie to nie jest jakaś niezwykła, tajemnicza, mistyczna sprawa. On się tak naprawdę sprowadza do tego, żeby ćwiczyć się w tym, cokolwiek robimy, cokolwiek to jest. Myjemy zęby, jemy śniadanie, bierzemy prysznic, ubieramy się, wychodzimy, jedziemy. W każde to doświadczenie, w każdą tę czynność wkładamy maksimum uwagi, maksimum świadomości. Ale łatwo się mówi. My mamy tak rozproszone te umysły, że tego właściwie się nie daje zrobić. Jak zaczniecie to ćwiczyć, na pewno są tacy, którzy już... Już muszę kończyć? O, jaka szkoda. Dopiero zacząłem właśnie. Żartuję. No to wiedzą, że właściwie jak zaczynamy coś, takiego ćwiczyć, to wtedy dopiero doświadczamy tego, co się dzieje w naszej głowie. Ile mamy przeszkadzających, rozpraszających myśli. Nawet to działa trochę paradoksalnie. Teraz się na tym skupię. No i się zaczyna, tak? Mnóstwo myśli się... Ale to nie znaczy, że to... Co robimy wyzwala te myśli, tylko my wreszcie możemy to zacząć oglądać, dawać sobie z tego sprawę. Co tam się dzieje, jak nieprawdopodobnie aktywny jest ten mózg. I jak trudno się z niego wyłączyć, bo my mamy nawyk taki, prawda, cogito ergo sum. No to teraz, żeby jeszcze pokazać wam, Jedno z ćwiczeń mindfulness. Bardzo proste. Ile mam czasu jeszcze? Szczerze.
Tyle, ile potrzeba na ćwiczenie mindfulness.
10 minut w sumie potrzebuję. To się wiąże z jakimś kosztem?
Powiedział pan wcześniej, że stan czasu jest zależny od stanu umysłu.
No właśnie, ja w ogóle się zgubiłem. Ja nie mam poczucia czasu w ogóle. Dziesięć minut. OK. Zróbcie sobie takie proste ćwiczenie mindfulness. Popatrzcie na swoją prawą rękę, obszyjcie ją wygodnie, żeby nie napinać mięśni. Otwarta dłoń. Oczywiście, jakbyście dłużej popatrzyli na tą dłoń, to byście ją pierwszy raz zobaczyli w życiu prawdopodobnie. Bo wy tylko wiecie, że macie dłoń, ale jeszcze właściwie nie widzieliście tej dłoni. To jest naprawdę coś bardzo dziwnego, ta dłoń. Fantastyczne. No ale nie będziemy w to wchodzić. Natomiast twoim zadaniem będzie teraz jak najwolniej się da Zamknąć tę dłoń, a jak najwolniej się da, to musi być wyraźnie tutaj utrzymana ta zasada. Zamknąć tą dłoń w pięści. A potem jak najwolniej się da wrócić do stanu wyjściowego. Cały czas patrząc na tą dłoń. Slow, slow. Slow movement, tak? Oddychaj, nie napinaj się. OK. To teraz odpowiedz sobie na pytanie, czy w czasie tego ćwiczenia było miejsce w swojej głowie na przypadkowe myśli? Czyli, prawda, to ćwiczenie wymagało koncentracji. Zobaczcie, to nie była jazda na nartach, ani 150 na godzinę na ścigaczu, ani skok na bungee, tylko bardzo powolne zamykanie Dłoni. Chodzi o to, żeby... To, co droga mistrzów używa do tego, aby ćwiczyć się w mindfulness, to jest nienawykowe ruchy, można powiedzieć, nienawykowe sytuacje. Czyli idziemy, wychodzimy poza przestrzeń tego, co nawykowe i znane. Więc ponieważ jeszcze długo moglibyśmy tutaj ćwiczyć i mówić, ale to może się spotkamy gdzieś na jakichś warsztatach. Natomiast na zakończenie chciałbym wam tylko coś poradzić. To bardzo pomaga. Człowiek, który jest mindful, człowiek, który jest obecny i uważny, wykreśla ze swojego słownika jedno słowo. Domyślacie się jakie? Znowu. Słowo znowu w ogóle nie istnieje. Bo jak słyszeliście, pewnie nigdy się dwa razy nie wchodzi do tej samej rzeki, tak? I nic dwa razy się nie zdarza. Więc nie wolno mówić znowu. Jeśli mówicie, och, znowu ten seks na przykład, czy znowu ta herbata, czy znowu to coś tam, prawda, to śniadanie, czy ten spacer, czy znowu te wakacje, no to dewaluujecie strasznie swoje życie i doświadczenie. To nigdy nie jest znowu. to opowiem wam taką krótką dyktaryjkę o tym, jak moich dwóch kolegów po takim długim okresie odosobnienia, gdzie się właśnie, to było odosobnienie zen, ale właściwie ćwiczenie w dużej mierze polega właśnie na mindfulness, na byciu całkowicie zaangażowanym na przykład w oddech przez siedem dni i nocy. W końcu to się skończyło i ludzie mają strasznie dużo energii, ale przez całe te siedem dni padał deszcz i już można rozmawiać, więc moich dwóch kolegów tam stoi przy oknie i jeden do drugiego mówi, ty zobacz, znowu pada. A tamten ludzi, czy taki był bardziej wyostrzony tą medytacją, patrzy na niego i mówi, ja cię znowu, ja cię znowu. Ten deszcz jeszcze nigdy nie padał. I to sobie warto zapamiętać, że to jeszcze nigdy się nie wydarzyło. Ten wykład się nigdy nie wydarzył. I to, że w tej chwili się żegnamy, też się nigdy nie wydarzyło. Jest taka mantra, która bardzo pomaga. Mantra, gdzie właśnie przypomina Ikado. Mantra to jest za duże słowo. Tylko w cudzysłowie. Która bardzo pomaga i teraz... Chcę, żebyście to razem ze mną zaśpiewali na koniec. Jest bardzo proste. Jak się śpiewa, to to lepiej się zapamiętuje. Melodia jest bardzo prosta, tak? I słowa też, tak? Więc ja będę śpiewał kawałek i wy powtarzacie za mną. Uwaga. Jestem tutaj.
Jestem tutaj.
To było nieczyste. Niech ktoś poda ton.
Jestem tutaj.
Jestem tutaj.
Jestem tutaj.
I nigdzie się nie spieszę.
Nigdzie się nie spieszę.
I to co teraz robię.
I to co teraz robię.
Jest dla mnie najważniejsze.
Jest dla mnie najważniejsze.
Jeszcze raz. Jestem tutaj.
Jestem tutaj.
Właśnie. Nigdzie się nie spieszę.
Nigdzie się nie spieszę.
I to, co teraz robię.
I to, co teraz robię.
Jest dla mnie najważniejsze.
Jest dla mnie najważniejsze.
Dziękuję bardzo.










