„Namawiam pacjentów, żeby zdradzili tatę". Eichelberger o leczeniu pracoholizmu | zaTASKowani odc. 7

A Polish-language podcast episode (zaTASKowani) hosted by Agnieszka Wittweim Przerwa with guests psychologist Wojciech Eichelberger and tech-sector professional Marcin Bobowicz discussing workaholism. They cover how workaholism appears in different generations and occupations, psychological roots (narcissistic vulnerability, unmet childhood needs, 'inner child'), organizational and cultural drivers, risks for non-office workers and homemakers, therapeutic approaches (recovering the inner child, building alternative life 'legs'), and Polish cultural factors that may intensify overwork.
Persona to jest praca choliczna, to na pewno jest taka, że jak ja wsiadam, nie wiem, koło tej 8, 8.30 do maili, to widzę, że o 22.00 był wysyłany i że jest to bardzo dobrze ułożony mail i jestem w stanie z niego przeczytać nie krótką informację, tylko widać, zobacz, jak dużo ja robiłem od tej 16.00 i 17.00. Bardzo rzadko się z czymś takim spotykam, ale im więcej nowych pokoleń wchodzi, tym bardziej się zastanawiam, czy to nie wyginie. Więc mamy chyba teraz tą falę takich antypracoholików. Raz dostałem naprawdę taką fangę w nos, jak kolejną rzecz zwróciłem człowiekowi. On tak się spojrzał na mnie ze stolickim spokojem i mówi, no delegowanie to ty już naprawdę opanowałeś tam do mistrzowskiego poziomu. I tak do mnie dotarło, co mi powiedział właśnie, w bardzo ładny sposób. No i tak troszkę się oduczyłem delegować wtedy. Oni nie delegują. Oni wszystko do siebie, tutaj.
W każdej chwili można wylądować z pudełkiem przed tym okazałym wejściem do firmy, ale jednak to jest bardzo ważne, żeby tam znaleźć się w takiej jasnej sytuacji przewidywalnej, więc tam najwięcej chyba takich ludzi trafia.
Co się dzieje, kiedy pracoholik traci pracę?
Zdrada. Zdradają wszystko dla tej organizacji. Zdradzili mnie.
To jest kompletna katastrofa. Z reguły ludzie, którzy mieli poczucie niedowartościowania i niedokochania, odcinają się od swojego dzieciństwa i mają negatywny stosunek do dziecka, w którym kiedyś byli. Czasami wręcz pogardliwy. Do uzależnienia od pracy mają osoby narcystyczne, czyli niedowartościowane.
Cześć, witajcie w podcaście Zataskowani. O pracy we wszystkich jej aspektach, z różnych perspektyw. Bez pocieszenia, bez tanich porad, za to z próbą odpowiedzi, co z nami robi i jak znaleźć w niej sens. Agnieszka Wittweim Przerwa. Zapraszam na podcast Zataskowani. Dziś rozmawiamy o jedynym uzależnieniu, które jest akceptowane społecznie, a wręcz wzmacniane przez społeczeństwo, czyli pracoholizmie i o tak zwanych nerwicach niedzielnych. oraz o tym, że pracoholizm wbrew pozorom nie dotyczy tylko tzw. białych kołnierzyków. Moimi gośćmi są psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. Cześć.
Cześć, witam, dzień dobry.
I wieloletni pracownik branży technologicznej zarówno z perspektywy szefa, jak i prowadzącego projekty i pracownika Marcin Bobowicz. Cześć.
Cześć, cześć. Dlatego taki zestresowany jestem.
To jest chyba w ogóle dobra taktyka, żeby weryfikować te wszystkie takie super pomysły tego typu szogunów w pracy. A Marcin, właśnie na Tobie, tak z tej perspektywy, jak to się śmialiśmy przed nagraniem, praktyka różnych firm. Z czym Ci się ten pracoholizm kojarzy? Czy masz jakąś w ogóle taką personę, jak byś mógł przypisać?
Ja może źle trafiałem. Persona to jest praca choliczna, to na pewno jest taka, że jak ja wsiadam nie wiem koło tej 8.00, 8.30 do maili to widzę, że o 22.00 był wysyłany i że jest to bardzo dobrze ułożony mail i jestem w stanie z niego przeczytać nie krótką informację, tylko widać, zobacz jak dużo ja robiłem od tej 16.00, 17.00. To jest coś takiego, bardzo rzadko się z czymś takim spotykam, powiem wam i im więcej chyba nowych pokoleń wchodzi, bo już tak Już nie jestem w nowym pokoleniu, ale im więcej nowych pokoleń wchodzi, tym bardziej się zastanawiam, czy to nie wyginie. Po Twoich słowach jestem przekonany, że nie wyginie, bo jednak problemy w rodzinie zawsze będą. Ale jak widzę na TikToku zapłakaną dziewczynę, która mówi, że kazali jej pracować 8 godzin i to jest nieludzkie. Troszkę inne oczekiwania te wszystkie litery końcowe z alfabetu. Nie wiem, którą jestem, ale chyba bliżej Z już. W tym momencie jesteśmy, to zaraz alfa zaraz będzie wchodziła na rynek. Jakoś tam jest inaczej. Sorry, wychodzę. Zrobiłem, znaczy zrobiłem, co mogłem zrobić dzisiaj, wychodzę. Tam jest tak jakby troszkę odwrócenie tej sytuacji. I wiemy, że zawsze to fala midzie, tak? Że jest takie rozluźnienie, a potem dociśnięcie. To w każdym aspekcie życia. Więc mamy chyba teraz tą falę takich antypracoholików. I jak patrzę na pracoholizm, to to jest pokolenie bliżej mnie.
To młode pokolenie jest, no właśnie, bo my żyjemy gdzieś tam w różnych rzeczywistościach.
Które młode?
Młode 25-34. Ja cały czas do tego cebosu wracam.
Zety czy x-y?
25 to są już zety. To są zety łamane na milenialsi. Czyli ci młodzi, którzy są teraz na rynku, no bo alfy dopiero będą wchodzić.
Kiedyś to się mówi o tamci i my, a teraz jakieś literki.
Tak i to jest co trzy miesiące nowe pokolenie. To według tego CBOS-u, znowu według tych danych, to młodzi są zagrożeni. pracoholizmem, nawet najbardziej. Teraz są wskazywani jako taka grupa najwyższego ryzyka. I to się tak odnoszę do tego Marcin, co ty powiedziałeś, bo my teraz przez technologię żyjemy w takich równoległych rzeczywistościach, w tych bańkach, jak to się mówi. Więc z jednej strony rzeczywiście są wiralami te historie, gdzie tam szef mi kazał siedzieć do 17, a ja tu mam jogę, teraz specjalnie to przerysowuję. I jakby te takie głosy rozsądku, bo to jest głos rozsądku, a z drugiej strony, jak pokazują dane, mamy kryzys, mamy gdzieś tam walkę o tą pracę i młodzi są zestresowani, walczą tam dzielnie w tych różnych firmach, w różnych branżach. albo siedzą na mediach społecznościowych i ta uwaga z kolei idzie w drugą stronę, co wcale nie znaczy, że to jest regeneracja.
Tam też pracują, bo są influencerami.
Właśnie, na przykład. O, dokładnie, dobrze o tym powiedziałeś. Więc chyba się jeszcze to komplikuje.
Ja prawdopodobnie się nie mogłem nadziwić temu, zastanawiałem się skąd to się wzięło. To milenialsi chyba jeszcze, czyli już nie wiem, trzy kategorie wstecz chyba w tej chwili, oni wyszli z takim hasłem moim zdaniem wspaniałym. Także my chcemy tego, aby nasza praca była częścią naszego dobrego życia. Czyli nie chcemy żyć tak jak nasi rodzice i dziadkowie być może też, którzy zasuwają w pracy z niechęcią i tylko czekają, patrzą na zegarek, kiedy się ona skończy.
Nie robota zrobiona, tylko godzina jest ważna.
Tylko po to, żeby potem zacząć żyć. I oni powiedzieli, że my tak nie chcemy. My chcemy mieć już w pracy fajnie. To są takie różne opowieści o tym, jak jakiś milenials przychodzi na rozmowę rekrutacyjną i ten rekrutujący go przesłuchuje dokładnie. A ten przerywa mu w którymś momencie i mówi, przepraszam, ale ja bym chciał spytać, co wasza firma chciałaby dla mnie zrobić, żebym u was chciał pracować. To była inna sytuacja na rynku. My mamy ciągle bardzo niskie bezrobocie, także to jest w dalszym ciągu w pewnym sensie rynek pracownika, a nie pracodawcy. To bardzo dobra siła, bardzo dobra taka antysystemowa energia. która chyba gdzieś się niestety wypala w międzyczasie. Ale jak zastanawiałem się na tym, skąd to się wzięło, to myślę, że właśnie stąd. Że oni się napatrzyli na tych zaharowanych swoich rodziców, którzy były nieobecnych i powiedzieli mu nie, to dosyć, my tak nie chcemy. Ale gdzieś oni są wewnętrznie też do tego nieprzygotowani, bo jak trafiają do tej pracy, to znowu się zaczynają ścigać.
Bo szert jest często już z tego poprzedniego pokolenia.
Taka To klasyka, jest że na starcie to mamy fajne idee, bardziej socjalistyczne, czyli chcemy być w społeczeństwie, w tym rozumieniu. No a potem już zaczynamy patrzeć do portfela i widzimy, że ten co siedzi całą godzinę dłużej i nie je dziwnych obiadów przez godzinę, tylko kanapki piernicza w 5 minut i dalej klepie, to on jednak wychodzi na tym lepiej. Kapitalizm jednak zawsze będzie kapitalizmem. No chodzi o to, żeby dać wartość. więcej wartości dajesz, teoretycznie tym więcej powinieneś z tego móc czerpać.
Ja prowadzę firmę, której hasłem jest humanizowanie biznesu. My głównie pracujemy z szefami, żeby im uświadomić, że tak naprawdę to opłaca się na dłuższą metę i to się bardzo opłaca, jeśli dba się o kadrę. O tych ludzi, o swoją armię. Nawet jeśli jesteś wodzem, który jest autorytarnym gościem, który chce rządzić i wydawać rozkazy, no to zadbaj o tych. swoich żołnierzy, bo inaczej nic z ciebie nie będzie. Przegrasz tą wojnę.
Słuchanie żołnierzy to tak jak słuchanie dzieci, słuchanie pracowników, słuchanie osób, z którymi się współpracuje. Raz dostałem naprawdę taką fangę w nos, jak kolejną rzecz zleciłem człowiekowi i on tak się spojrzał na mnie ze stolickim spokojem i mówi, no delegowanie to ty już naprawdę opanowałeś do mistrzowskiego poziomu. I do mnie dotarło, co mi powiedział właśnie, w bardzo ładny sposób, no i tak troszkę się oduczyłem delegować wtedy. Tak? No wprowadziłem korekty.
Ale nie potrafiłaś tego jako pochwały?
Znaczy to była, była.
Jako ukrytą krytykę.
To była ukryta krytyka, ale bardzo ładnie też pokazana. Staram się tego już tak bardzo nie robić. Delegować i tak trzeba. To jest druga rzecz z pracoholikami. Oni nie delegują. Oni wszystko do siebie tutaj. A to jest druga rzecz, jakbyś mnie pytał, po czym poznaję. Brak zdolności podzielenia się problemem.
Ja miałem takiego prezesa w coachingu, prasoholika, który był zajechany kompletnie, ale chwalił się tym, że on jest po prostu taki niezbędny w tej firmie i że on w tym open space ma w ogóle otwarte drzwi cały czas i wszyscy do niego przychodzą i go proszą o radę i żeby on tam coś posprawdzał. I on to wszystko robi. No ale jak poszliśmy głębiej, no to okazało się, że on zrozumiał, że on... Ja mu przedstawiłem taką piłkarską metaforę. Powiedziałem, wiesz co, ja ciebie widzę jako takiego bramkarza w swojej drużynie, który całej swojej drużynie powiedział, nie martwcie się, ja wszystkie piłki wyłapię.
Ale nie powiedział, co ma on robić.
Wy praktycznie nie musicie tu specjalnie grać. Właściwie im więcej piłek wyłapuję, tym bardziej jestem szczęśliwy.
Tylko nie strzelają goli.
No oczywiście oni ani nie strzelają goli, a poza tym on prawie, że się dał zajechać.
To jest ta potrzeba, że jestem potrzebny. To zaspokojenie tego ego.
To jest właśnie podbudowywanie swojego poczucia wartości, które gdzieś ze mnie nie zostało w swoim czasie zbudowane.
Czy są jakieś branże szczególnie narażone? Bo powiedzieliśmy, bo znów te badania pokazują nad praceholizmem, że to nie tylko białe kołnierzyki, ale tak nie uprzedzając, czy są branże szczególnie gdzieś tam narażone na to uzależnienie?
Myślę, że branżowo tego nie widzę, raczej organizacyjnie. Polacje są dobrym siedliskiem, habitatem dla takich tendencji. Tak jak mówiłem, one są uporządkowane, dają poczucie bezpieczeństwa, dość złudne. Okazuje się, że w każdej chwili można wylądować z pudełkiem przed tym okazałym wejściem do firmy. Ale jednak to jest bardzo ważne, żeby tam znaleźć się w takiej jasnej sytuacji przewidywalnej. Więc tam najwięcej chyba takich ludzi trafia.
To jest ciekawy moment, o który ja też chciałam zapytać. Jak oni lądują z tym pudełkiem kartonowym przed budynkiem, właśnie co się dzieje, kiedy pracoholik traci pracę?
Zdrada. że ja dałem wszystko, dałem wszystko dla tej organizacji. Zdradzili mnie.
To jest kompletna katastrofa. Chyba, że ktoś przygotowywał sobie jakąś drugą nogę, albo ma rzeczywiście wspaniałe kwalifikacje i reputację świetną i headhunterzy go natychmiast gdzieś tam poślą w inne miejsce.
Tylko czy pracoholik też na drugą nóżkę? On chyba tak skoncentrowany jest na tym ojcu, że nie, że pokornie jest. Nie że dwie matki z się tutaj. Nie, nie, nie. On tutaj jeden ojciec.
Więc jak ja pracuję z ludźmi, którzy mają taką tendencję, to właśnie między innymi przygotowuję ich do tego, żeby zdradzili tatę trochę. Żeby pracowali sobie na drugą nóżkę gdzieś. Przygotowywali gdzieś. Miejsce, w którym w większym zakresie będą mogli być starym żeglarzem okrętami, a nie schludnym i podporządkowanym żołnierzem.
Jak wynika z badań, to pracoholizm nie dotyczy tylko pracy, nie dotyczy tylko białych kołnierzyków. To grupą mocno zagrożoną są gospodynie domowe i w ogóle osoby, które nie mają pracy.
Tak, nigdy nie pomyślałem o tym. Ale one z natury rzeczy nie mogą przestać pracować, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia. I oczywiście są różne gospodynie domowe, ale są takie właśnie gospodynie domowe, które nie potrafią i nie chcą delegować niczego. No bo mają takie poczucie, podobnie jak ten szef tej korporacji, o której mówiłem przed chwilą, co stał na bramce i wyłapywał wszystko. Bo są przekonane, że one wszystko zrobią najlepiej, że nikt tego nie zrobi tak dobrze, jak one.
Takie niezastępowalne, że zostaw to, źle poukładasz, a u mnie się też to zdarza. Źle poukładasz w zmywarce, źle wypierzesz, ja to zrobię lepiej. Ta ciągłe potrzeba udowodniania, że jestem potrzebna, chociaż potrzebna, bo to gospodarze domowi też istnieją.
Gospodyń domowych to właśnie, czyli u kobiet jest taka strategia bardzo często spotykana, która zresztą jest związana z tym zjawiskiem współuzależnienia. Że jak dzieci wychodzą z rodzin, gdzie nie czuły się kochane, podkreślam, nie czuły się, to nie znaczy, że nie były. Zawsze ci rodzice, gdyby nie były w ogóle kochane, to by w ogóle nie było bez kim rozmawiać. Ale w każdym razie nie czuły kochane, no to przyjmują taką strategię. Skoro nikt mnie nie pokocha, to ja będę grać w to, żeby być niezbędną. niezbędną. Czyli właściwie one cały czas dążą do tego, żeby pokazywać, że wszyscy inni sobie nie poradzą tak jak ona. I w związku z tym są niezbędne, są można powiedzieć, na świeczniku w rodzinnym systemie, w najwyższej pozycji. To też we współuzależnieniach i to też dotyczy uzależnienia od pracy. Takie kobiety czy tacy partnerzy, potem mogą też mężczyźni wchodzić z drugiej strony, jeśli kobieta jest uzależniona od pracy. to polega na tym, że oni cały czas ogarniają te wszystkie zaległości i niedoróbki tej uzależnionej osoby. I po to, żeby spełniać tę swoją potrzebę bycia naprawdę potrzebną. Więc w istocie one właściwie świadomie deklarują, marzą o tym, żeby on przestał pić, ale dzięki temu, że on pije, to one są tak niezbędne. Więc to alkoholicy potem mówią, podobnie jak plusocholicy, że czasami alkoholicy to nazywają tak zwaną okrutną łaską. Okrutna łaska. Że przez to, że ta jej partnerka ciągle ogarniała wszystkie konsekwencje, ich picia, to oni nigdy nie uderzyli o dno i nie obudzili się z tego pięknego snu. I zmarlewali mnóstwo swego życia. I z reguły się też tak dzieje, że jak taki alkoholik przestaje pić, idzie już w długą abstynencję, to marzeństwo się rozpada, bo już ten kontrakt już nie działa.
Kończąc nasze spotkanie, to jak wygląda terapia i wychodzenie z tego? Bo Ty powiedziałeś Wojtek, że to gdzieś najczęściej przychodzi z racji, że to jest tak podstępne uzależnienie, tak użyteczne dla wielu stron. to pewnie to przebudzenie jest gdzieś tam późno i ono, tak jak powiedziałeś, jest albo w momencie wypalenia, albo w momencie kiedy właśnie wychodzi ten człowiek już z kartonem przed budynek. I co dalej? Jak dalej wygląda jego wychodzenie? Jak może wyglądać wychodzenie z tego?
No to wtedy on musi zrozumieć, co nieświadomie napędzało tą strategię życiową jego. No i wtedy jak ją zrozumie, no to musi zrozumieć też z jakiej pozycji działali jego ważni dorośli w dzieciństwie. To, że oni też mieli swoje nieprzerobione problemy. Że to jest transgeneracyjnie dziedziczony proces i w ogóle nastawienie. zrobić taką pracę, którą się zaprasza z wewnętrznym dzieckiem. Bo oni z reguły ludzie, którzy mieli poczucie niedowartościowania i niedokochania, odcinają się od swojego dzieciństwa. I mają negatywny stosunek do dziecka, w którym kiedyś byli. Czasami wręcz pogardliwy. agresywne. Mają często pogardliwy stosunek do siebie, do tego wspomnienia siebie z dzieciństwa, kiedy musieli iść na dalekie kompromisy, że musieli się tak dostosowywać, żeby często byli taką ofiarą i tego dorosłego otoczenia, być może również otoczenia rówieśników, którzy byli jakoś bardziej dowartościowani lub bardziej agresywni. I oni muszą to swoje dziecko wewnętrzne odzyskać, jak to się mówi metaforycznie, czyli przypomnieć sobie siebie. Jak to się mówi, posadzić tego małego chłopca naprzeciwko siebie i uznać to, że on sobie dał radę. I że oni teraz są jego dorosłą kontynuacją. I są mu winni wdzięczność i uznanie. Czyli muszą dać sami sobie uznanie, którego nigdy nie dostali od swoich ważnych dorosłych. I to leczy ten problem. W kategoriach diagnozy psychologicznej to są tendencje do uzależnienia od pracy mają osoby narcystyczne, czyli niedowartościowane, które muszą ciągle robić wszystko, żeby budować jakąś swoją reputację, która zasługuje na uznanie. Ale oni ciągle żyją w lęku przed kompromitacją. Dopóki nie pogodzą się sami ze sobą. I jak to się mówi, nie zaopiekują się tą swoją częścią wewnętrzną, tym dzieckiem, którym kiedyś byli. I nie przybiją mu piątki. Byłeś gość, po prostu zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Nic więcej zrobić nie mogłeś w tej sytuacji. I ja dzięki temu mogę teraz tutaj żyć, pracować i ogarniać się też przy okazji. To jest terapia.
Ale wyłącznie terapia?
No można to też spróbować robić samemu. Ja jeśli mogę kawałek promocji, to też działam na takiej platformie, która się nazywa Positive Life i tam są szkolenia takie online'owe czy kursy online'owe dla indywidualnych odbiorców, którzy nie mają czasu czy środków na to, żeby udawać się na długą terapię. I tam jest takie szkolenie, które bardzo polecam w tym kontekście wszystkim pracoholikom. Praca z wewnętrznym dzieckiem, myślnik, bohatera.
Na początku tego spotkania jeszcze obiecaliśmy sobie i oglądającym rozwikłanie tego pytania, Najbardziej zapracowany naród Polacy to się równa też pracoholicy. Czy właśnie ten czynnik ilościowy się przekłada też, czy można powiedzieć, że Polacy są największymi czy drugimi pracoholikami w Europie, czy to są inne światy?
To trzeba by dokładnie zbadać, ale hipoteza jest ciekawa. Być może tak jest, bo my mamy w ogóle takie narodowe zaległości, jeśli chodzi o ilość upokorzeń, któreśmy przeszli, co zostało zapisane w historii. Więc można powiedzieć, że mamy skłonność do narodowego narcyzmu. Stąd takim powodzeniem się cieszyło to hasło niedawnej ekipy pt. Wstajemy z kolan. I to może być taką dodatkową siłą napędową tego zjawiska.
My cały czas się dziwimy jak idziemy za granicę, jak już się kogoś uda za tą granicę wysłać, bo są tacy, co nie chcą wyjeżdżać, że tam są krzywsze drogi. My jako Polacy naprawdę cały czas postrzegamy siebie jako to, co nas otacza, że to jest gorzej, bo w tej Ameryce to jest na pewno lepiej. Tylko, że nikt z nich tam nie był. I myślę, że to jest dokładnie to, o czym rozmawialiśmy, My żyjemy wizją, że nie doceniamy tego, co mamy. Żyjemy wizją tego, jak nam się wydaje, że było, bo na filmie tam z 76. to tam samoloty latały, a u nas jeszcze nie. Tylko, że mamy 2024.
Czyli też taką pracę zbiorową do odrobienia pod tytułem Polubmy siebie co to nasze wewnętrzne narodowe dziecko, co przez wieki było.
Zrobiliśmy co mogliśmy i to jest naprawdę w tym sensie hasło Gloria Victis, czyli chwała pokonanym jest sensowne. Ono nie może się do tego ograniczać.
Wiele rzeczy nam się udało.
Gloria Victis. Zajmij się swoim wewnętrznym dzieckiem i daj mu uslanie.
Będę inaczej na to patrzył. Ja się zastanawiam, bo rozmawialiśmy o gospodyniach domowych albo osobach gospodyńskich, nie wiem jak teraz to się mówi w nowym języku, ale ja np. wyobrażam sobie faceta, który jeździ walcem, jest pracoholikiem. Czy on zjedzie już z tego asfaltu i będzie przez 5 godzin dalej jechał po kamieniach, nie wiem, przez las? Te takie prace niebiurowe, one mają bardzo fajny zakres. Musisz zrobić stąd dotąd. Ja pamiętam swój zachwyt, ja to też często opowiadam, jak wyszedłem jeszcze, jak się korzystało z nikotyny przed pracą, to było bardzo dawno temu, wyszedłem z kolegą. Managerowi wyszli i patrzymy z zazdrością na faceta, który tnie żywopłot. Bo my nie wiemy gdzie jest początek naszej pracy, gdzie jest koniec naszej pracy. Bardzo często efekt naszej pracy jest bardzo oddalony w czasie. A ten facet miał żywy pasek postępu. On jechał z tą podkaszarką i widział, że zrobił 40%. I on wiedział, że przy tamtym słupie to on już może iść do domu. Może nie do domu, ale ma przynajmniej to zadanie, ten task będzie miał skończony. No i teraz się zastanawiam, czy rzeczywiście on może być pracoholikiem, bo będzie potem po słupie jechał? Nie wiem. Sąsiadowi przytnie jeszcze? Trochę mi to nie gra. Oczywiście były takie komedie, w których w ten sposób ojcowie rodzin robili, że jak już tu się skończyło, chciał mieć święty spokój, to jechał dalej. Rolnik też wie, co ma robić od początku do końca. Ja się na tym nie znam, więc mogę wymyślać.
Tu akurat wstrącę się a propos rolników i w ogóle ludzi na samozatrudnieniu. To jest dopiero studia bez znania, bo oni są w największej grupie ryzyka, bo ich czas nie ma granic tak naprawdę.
Który hoduje zwierzęta w dużych ilościach. Czy też pracuje z ziemią. Ziemia po prostu, pory roku i tak dalej, to wszystko nadaje bardzo fajną strukturę. Jak nie zdążysz zaorać do tego momentu, to nie zasiejesz. Jak nie zasiejesz, to nie wzejdzie. Jak nie wzejdzie, to nie zbierzesz. Wszystko jest jasne. Mieszczy się pogoda, to może płatać figlę, ale potem jak już zima, to już jest święty spokój. Tylko żeby spiżarnia była pełna.
Tam są rzeczywiście momenty, że wszystkie ręce na pokład, bo albo gra do bicie, albo o tej pogodzie rozmawialiśmy. Problemem pewnie będzie, gdy on będzie co roku dokupował hektar, a nie będzie zatrudniał więcej ludzi. Bo to rzeczywiście skończy mu się, 25 godzin mu się zrobią nagle. Zastanawiałem się, bo widzę tę branżę budowlaną, że tam ciężko być. Masz projekt, musisz zrealizować projekt. 12 godzin pracy, nie 8. Zdarza się tak w każdej z naszych branż, że czasami jest zryw taki powszechny, bo coś się tam stało. Natomiast to nie jest pracoholizm. To jest akcja jednorazowa, co jakiś czas. Im mniej, tym lepiej. Natomiast Murasz też. Co, z domku jednorodzinnego zrobi dwunastopiętrowiec? No nie, bo to nie ma sensu. On ma tam plan i może to jest też... Trochę poruszaliśmy. Ten plan jest ważny. Czyli nie dać pracoholikowi, bo to może go też ograniczy to uzależnienie, nie dać zrobić więcej ponad plan, nie nagradzać go za robienie ponad plan.
Generalnie uczyć go strategii kota. Kot, to ja chyba na tym wykładzie to przytoczyłem, od kotów trzeba się uczyć. Kot jak nie złapie myszy, mimo że się naprawdę przyłożył do tego, no to po pierwsze nie myśli o sobie, że jest do dupy kotem. Nie myśli o tym, że inne koty będą się z niego śmiały, nie mówiąc o myszach. I ma dwie możliwości do wyboru. W jego podświadomym myśle czy w ogóle na poziomie neurologicznym zostaje podjęta decyzja. Albo za mało wypoczywała. Albo za mało trenowałem. Więc jeśli uznajesz, że za mało wypoczywał, to idzie się przespać. Jeśli uznajesz, że za mało trenował, to idzie się bawić.
A w ogóle to on się już zmęczył, bo przecież za tą myszą pobiegł, więc i tak odpocznie. A potem najwyżej wznowi trening.
No tak. A przecież koty są wspaniałymi wojownikami. I dzięki temu właśnie, że potrafią w ten sposób działać. Więc uczymy się od kotów.
Dzięki serdeczne za to spotkanie.
Dziękuję.
Dzięki.
Czekamy też na Wasze listy, historie pod mailem Zataskowani Grupa Zwierciadło.pl.










