PO/MOC – czy mam wystarczające zasoby, by się nimi dzielić? | Wojciech Eichelberger

Wojciech Eichelberger’s lecture argues that to raise or teach happy children, adults (both parents and teachers) must themselves possess some degree of happiness and autonomy. He outlines four domains of self-realization—body (motor competence), heart (emotional autonomy), mind (intellectual autonomy), and spirit—and emphasizes the body/motor domain: early-life movement builds brain "hardware," supports emotional regulation, and lack of movement (plus poor classroom conditions and stress) contributes to rising child obesity, depression, and anxiety. Movement, safe relationships, and contact with nature generate dopamine and protect against chronic stress (cortisol).
Dzień dobry, witam serdecznie. Dziękuję za zaproszenie. Kiedyś przyszło mi do głowy, że przyszłość ludzkości decyduje się w pokojach dziecinnych i w szkołach. Więc witam serdecznie ludzi, którzy mają przyszłość ludzkości kształtować. To rozumiem, że spotykam się z nauczycielami, prawda? Tak. Sami nauczyciele są na sali? Proszę podnieść rękę. Nauczyciele. To niemożliwe, że tak mało. Jeszcze raz. A reszta to kto? Administracja oświatowa. No dobrze, to też się przyda. Ja kiedyś mam mówić o tym, jaką mieć moc w sobie trzeba, aby móc pomagać innym. Taki ktoś zręczny. Tytuł tutaj ukuł, po myślnych moc, pomoc. Okej. Kiedyś napisałem taką książkę, to chyba była pierwsza albo druga książka, jaką napisałem. Napisałem ich sporo, dawno temu. I jej tytuł brzmiał, jak wychować szczęśliwe dzieci. Tezą tej książki Może inaczej. Teza tej książki wzięła się z mojego pewnego doświadczenia z takim panem, który był u mnie dość długo w terapii. Właściwie już ją kończył. No i przychodzi do mnie chyba na ostatnią albo przedostatnią sesję i mówi Wojtek coś się wyjątkowego zdarzyło i chyba będziemy musieli tą terapię trochę przedłużyć. Więc ja pytam, na co takiego się zdarzyło? On mówi, no wiesz, no przecież ja mam tego szesnastolatka w domu, z którym właściwie nie rozmawiałem już dwa lata. I on wczoraj do mnie przyszedł i mówi, tata, chciałem, żebyś mi pomógł tutaj w sprofilowaniu przedmiotów licealnych w ramach tam przygotowań matury. No więc ja się strasznie ucieszyłem, że on wreszcie do mnie przyszedł i mogę wreszcie udzielić u Maciej się rady. Dość szybko to się potoczyło, ale potem już się rozkręciłem i... Korzystając z okazji, taki wygłodzony w swoich ojcowskich potrzebach, rozgadałem się na różne ogólne tematy. No ale patrzę na niego kątem oka, widzę, on scrolluje swojego iPhona. Więc mówię, synek, no co ty? Już dwa lata prawie nie rozmawialiśmy, wreszcie mam okazję porozmawiać, a ty po 10 minutach rozmowy już iPhone jest dla ciebie ważniejszy. On mówi, tak tata, bo ty mi moje pytanie odpowiedziałeś już w pierwszych pięciu minutach, a teraz opowiadasz tak w ogóle o życiu i tak dalej, to mnie specjalnie nie interesuje. Ostry gość. No więc ja pytam, już dalej cytuję mojego pacjenta, ja pytam go, na co ja mógłbym zrobić, żeby cię zainteresować tymi tematami? A on mówi tak. Tata, ja bym słuchał twoich mądrości życiowych, gdybyś ty był człowiekiem szczęśliwym. Widzę, że cisza zapadła na sali. No więc ja w pierwszym rzędzie złożyłem gratulacje za sukces wychowawczy. Znaczy nie synowi, tylko ojcu. A synowi też bym pogratulował tego Jowego, ale nie było go tam akurat. No i potem powstała ta książka. I tezą tej książki główną jest, ona brzmi następująco. Jeśli chcesz wychować szczęśliwe dzieci, to musisz być sam, choć trochę szczęśliwym człowiekiem. No i A jest pytanie, czy to ta teza stosuje się tylko do rodziców, czy również do nauczycieli. Ciekawy jestem, jak myślicie. To zrobimy krótkie głosowanie, dobrze? Kto jest za tym, że ta teza stosuje się tylko do rodziców? Ręka w górę. Jeden! Brawo! Czasami dobrze się je zróżnić, bo żyjemy w czasach, w których, jak wiecie, większość ma coraz rzadziej rację. Mówię gratuluję, ale tym razem się nie udało. Więc rzeczywiście, na ten zakres musicie wejść do nauczycieli, do wszystkich. No więc, pytanie jest takie w ogóle, Co to znaczy być szczęśliwym człowiekiem? Choć trochę szczęśliwym człowiekiem. Jakie jest takie podstawowe, wewnętrzne, intuicyjne kryterium szczęścia osobistego, personalnego. Pewnie nie muszę wam tłumaczyć tego, że poziom szczęścia nie zależy od zawartości portfela. a czasami wręcz przeciwnie. To jest taka krzywa, która rośnie, rośnie, rośnie i jak jest zawartość portfela zbyt duża, to nagle zaczyna spadać krzywa szczęścia. Bo okazuje się, że z tym dobytkiem jest tyle kłopotu, że on zamiast nam przynosi szczęście, przynosi zaraz więcej stresu i różnych dodatkowych obowiązków i tak dalej. No, usiądę sobie na chwilę. po tych głosowaniach. No więc co jest właściwie szczęście? Jest taka trochę masłomaślana można powiedzieć definicja, ale ona jak się ją rozwinie to ma sens. Że poczucie szczęścia w człowieku rodzi się wtedy, kiedy ten człowiek ma świadomość, że zrealizował swój potencjał. Tak? Co myślicie o tej definicji? Zrealizować swój potencjał. I teraz jeszcze dodam dwa wyjaśnienia, że mamy właśnie cztery obszary, w których realizuje się ludzki potencjał. Ciało, czyli kompetencje motoryczne, mówiąc inaczej, I tutaj mamy ogromną przestrzeń do zagospodarowania. Drugi obszar to jest serce, czyli zdolność do bycia autonomiczną, emocjonalnie autonomiczną osobą. Czyli żeby na poziomie serca nie potrzebować od innych ludzi tego, czego nam nie mogą dać, chociażby dlatego, że myśmy już dorośli, a poza tym, żebyśmy też potrafili innych ludzi kochać. Ale żeby kochać innych, to jak Państwo wiecie, nie ani rusz w tej sprawie, nie zrobimy ani jednego kroku naprawdę w tej sprawie, dopóki choć trochę nie pokochamy samych siebie. kochaj bliźniego jako siebie samego". Więc jeszcze jest dodatkowy, nie, jeszcze jeden wymiar, umysł. Więc mamy tak ciało, serce, od dołu ciało, serce, umysł. I tu chodzi o to, żeby być osobą, która jest intelektualnie autonomiczna. która potrafi zadawać sobie same pytania, szukać odpowiedzi własnych, która nie ulega takiej pokusie intelektualnego konformizmu. No właśnie, ponieważ inni, a szczególnie większość tak uważa, to ja też tak będę uważać i sprawa załatwiona. Niczego nie kwestionuję. No i ostatni Ostatni wymiar naszej autonomii to jest i szczęścia, samorealizacji, to jest duchowość. No i tutaj jest pytanie takie, czy w ogóle przychodzi nam do głowy, że można być samozrealizowanym duchowo, czy potrzebujemy do tego różnych, prawda, pomocy, przewodników i tak dalej. Więc mamy te cztery poziomy samorealizacji, cztery szary samorealizacji. Wszystkie one właściwie służą jednej, znaczy realizują jedną wartość, która jest w moim przekonaniu i przekonaniu wielu ludzi, od których się uczyłem, czytałem, z którymi współpracowałem i współpracuję, taką wartością najistotniejszą w ludzkim życiu, której Jak gdyby narzędziem czy wehikułem jest dążenie do samorealizacji jest co? Autonomia. Autonomia. I tutaj powiem rzecz oczywistą, że nasz organizm, nasze człowieczeństwo w momencie, gdy się rodzimy, jest całkowicie pozbawiony autonomii. O tyle, o ile, że już w brzuchu matki zupełnie pozbawiony autonomii, a zaraz po urodzeniu się odzyskujemy odrobinę autonomii, no bo zaczynamy sami oddychać, prawda, potrafimy jeść, potrafimy wydalać i z grubsza to wszystko. Oprócz tego reagujemy na różne bodźce, które odruchowo są odczytywane przez nasz układ nerwowy jako zagrożenie. A poza tym się zaczyna długa i wielka trudna droga do budowania autonomii. Też w tych czterech obszarach. Więc właściwie dążenie do samorealizacji jest jednocześnie jakby dążeniem do autonomii. No i jest pytanie, jak nam idzie w tej sprawie. To zacznijmy od ciała. Bo już skoro zgodziliśmy się na to, że po to, żeby wychowywać i uczyć szczęśliwe dzieci, to sami nauczyciele muszą być szczęśliwi, no to to poziom samorealizacji i poziom autonomii nauczyciela jest tą mocą, którą trzeba mieć przynajmniej w jakimś stopniu po to, aby móc dzielić się nią z innymi. Więc zacznijmy od ciała. Prawdę mówiąc, Z naszymi ciałami, jak słychać w mediach również głównego nurtu, jest coraz gorzej. Na przykład są bardzo alarmujące wskaźniki dotyczące otyłości. Szczególnie w Polsce okazuje się. Nie wiem dlaczego Polacy tak na gwałt postanowili utyć. Ale przypuszczam, że to się wiąże z jakimś głodem dopaminowym, jak to się mówi w psychoneurologii. Czyli głodem nagrody. Nagrody, poczucia bezpieczeństwa. Być może żyjemy w zbyt stresujących czasach i to jest gdzieś pod glebiem tego zjawiska. to nie tylko dorośli tyją, ale dzieci. My mamy wspaniały sukces, odnieśliśmy, jeśli chodzi o szybkość, jaką tyją polskie dzieci. Nie wiem, czy słyszeliście, ale mamy pierwsze miejsce w Europie, a być może na świecie chociaż, bo przypuszczam, że Europa w ogóle szybciej tyje niż Afryka i Azja. ale to jest wynik, który nie powinien nas cieszyć w takim pierwszym miejscu. Mamy, pozostawmy tą otyłość. Z otyłością się wiążą pochodne choroby towarzyszące. Wszyscy o tym wiemy, nie będę tego rozwijał. Ale skąd się bierze ta otyłość? No więc otyłość się bierze stąd, że my zaniedbujemy dopaminowe źródła satysfakcji, czy źródła satysfakcji dopaminowej, które nasze ciało może nam dostarczać wtedy, kiedy w sposób zrelaksowany się porusza. To niekoniecznie chodzi tutaj o wyczyny sportowe, tylko o ruch dla ruchu, ruch dla przyjemności. Ruchu dla przyjemności, prawdę mówiąc, musimy się nauczyć w dzieciństwie. Zwróćcie uwagę Państwo, pewnie o tym słyszeliście, że mamy trzy dominanty, tak jak są te cztery obszary, w których możemy się rozwijać, to mamy też cztery dominanty rozwojowe w kontekście samorealizacji. Pierwsza dominanta to jest od urodzenia mniej więcej do momentu, w którym odpalą nam gruczoły płciowe, dominantą rozwojową jest ruch. Oczywiście przy okazji się dzieją różne inne rzeczy, ale jest po prostu przymus biologiczny, jest taki algorytm biologiczny w naszym DNA, który dąży do tego, żeby młody człowiek zdobył jak najwięcej motorycznych kwalifikacji i możliwości, ponieważ od tego zależy jego bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo przeżycia w sytuacjach, które wykraczają poza ten cywilizacyjny, nie wiem jak to nazwać, cywilizacyjne przedszkole, czy szkaną klatkę, w której usiłujemy żyć, gdzie mamy ciągle jedzenie blisko, picie blisko, temperaturę zawsze taką samą, nie musimy nikogo gonić, nie musimy przed nikim uciekać, nie musimy się chować i tak dalej. No i to jest kompletnie zaniedbane. w tej chwili. Nie wiem czy wiecie, ale to można w Google sobie przeczytać, że dziecko w tym okresie życia, czyli mniej więcej do dwunastego, trzynastego roku życia, potrzebuje minimum trzy godziny ruchu dziennie, żeby zacząć realizować ten potencjał. Szczególnie na początku. No to to jako tako się realizuje w przedszkolach, ale potem w szkole podstawowej i licealnej zanika ta świadomość wśród nauczycieli, że dominantą rozwojową jest ruch. Ten ruch nie tylko sprzyja temu, żeby budować kompetencje motoryczne, ale ruch buduje hardware mózgu, o czym Mało kto pamięta, a to jest tak oczywiste, że stałe połączenia neuronalne w korze mózgowej powstają wtedy, kiedy uczymy się nowych ruchów, nowych kompetencji ruchowych. Tam są, prawda, neurony, Neurony mają taką niesamowitą zdolność, że wchodzą w połączenia między sobą, wysyłając, wypuszczając takie wypustki, które się nazywają dendryty. Na końcu dendrytu jest synapsa. Jak my się uczymy jakiejś czynności typu zerwać wreszcie tą cholerną grzechotkę, którą nam za nisko zawiesili nad głową, no to muszli powstać Procesor neuronalny, czyli system neuronów, które weszły ze sobą we wzajemne relacje połączyły się anatomicznie przy pomocy tych dendrytów po to, żeby ten ruch stał się automatycznym ruchem. Dla dziecka, które się urodziło to, że ja powiem raz, dwa, trzy i moja lewa ręka się podniesie to jest po prostu absolutny cud. Zwróćcie Państwo uwagę, pokażę ten cud. Raz, dwa, trzy. Wykładowca się wygłupia, ale prawda jest taka, że żeby dziecko mogło wykonać jakikolwiek świadomy i celowy ruch ręką, to musi wykonać tą ręką tysiące powtórzeń po to, żeby ten ruch się tak powiem zapisał anatomicznie w ruchowej korze mózgowej w postaci procesora neuronalnego, który pewnie będzie ogarniał jakieś tam parę milionów neuronów być może. Bo neuronów w naszej korze mózgowej, które są zdolne do wchodzenia w relacji z innymi neuronami budowania systemów jest, jak ktoś to próbował ostatnio oszacować, 600 tysięcy miliardów. 600 tysięcy miliardów neuronów. Każdy z neuronów potencjalnie może wejść w 100 połączeń z innymi neuronami. Wyobrażacie sobie ten hardware? My to zagospodarowujemy, możliwości hardware'owe naszej kory mózgowej przeciętnie w 30%. Ruch buduje hardware mózgu. Ta dominanta rozwojowa w pierwszym okresie życia to nie jest tylko po to, żeby nauczyć się lepiej biegać, tylko czy skakać, czy uciekać, czy grać w piłkę na tysiąc różnych sposobów. Tylko po to, żeby zbudować taki hardware mózgowy, który jednocześnie może pomóc w akumulowaniu wiedzy i w zarządzaniu tą wiedzą. Więc Ruch jest niesłychanie ważny. Gdy na przykład, no podam przykład taki, jeśli nauczyliśmy się jeździć na rowerku w trzecim roku życia i potem przez 20 lat nie było okazji jeździć na rowerze i po 20 latach ktoś nas zaprasza do przejażdżki na rowerze, no to my mówimy Ja nie mam pojęcia, jak się jeździ na rowerze. Podobno jak miałam 3 lata, czy miałem 3 lata, to jeździłem na rowerze. No ale ten ktoś mówi, ale spróbuj, to zobacz, może pamiętasz. No i po 5 minutach jedziemy na rowerze. ponieważ te procesory neuronalne, one są już na stałe zapisane. Nie może tylko rozerwać te synaptyczne połączenia, nie wiem, jakaś toksyna systematycznie podawana do organizmu lub uszkodzenia po prostu fizyczne, tam jakieś uderzenia, nie wiem, wylew krwi w mózgu i tak dalej. Więc Te połączenia nie powstają wtedy, kiedy uczymy się tabliczki mnożenia albo, nie wiem, Pocztu Królów Polskich na przykład. Możemy się nauczyć tabliczki mnożenia i Pocztu Królów Polskich dzięki temu, że już mamy te procesory. Pewnie mi Państwo nie wierzycie, tak? A to ja wam pokażę teraz. To zrobimy sobie takie eksperyment, dobrze? Obie dłonie ustawiamy w taki sposób, że palec środkowy od góry się krzyżuje z palcem wskazującym. Ale tak blisko, żeby opuszki obu palców były blisko siebie. I w drugiej ręce to samo. Mam niestety mikrofon, Taka jest pozycja wyjściowa. Mamy to? To zamykamy oczy. Zamykamy oczy i trzymamy ręce w tej pozycji jak ja teraz. Palce skrzyżowane. Palec środkowy skrzyżowany od góry z palcem wskazującym. Mamy to? Nie wolno tego rozdzielić, tego skrzyżowania. Zamknijcie Państwo oczy i teraz Będzie instrukcja, zadanie jakie trzeba wykonać. Zamkniętymi oczyma. Uwaga. Twoim zadaniem będzie dotknąć opuszką wskazującego palca lewej dłoni do opuszki środkowego palca prawej dłoni. Jeszcze raz powtarzam. Jeszcze raz uwaga, jeszcze raz posłuchajcie. Opuszka wskazującego palca lewej dłoni ma dotknąć do opuszki środkowego palca prawej dłoni teraz. No ciekawe jestem, ile osobom się udało trafić tak bezbłędnie za pierwszym razem. No a teraz pobawcie się taką sytuacją, że opuszki obu skrzyżowanych palców ocierają się o siebie, ale oczy zamknięte. No i teraz powiecie, czy wasz mózg by się doliczył tych palców? No nie, prawda? Nie, nie wie ile jest tych palców. No a teraz weźcie sobie dwa skrzyżowane palce jednej dłoni i zamkniętymi oczyma dotknięcie swojego czoła, brwi, rzęs, oka, powiek, ucha, nozży, wark. Jesteście pewni, że to wy siebie dotykacie? No i co się tutaj dzieje? No to jest prosty eksperyment. Dlaczego tak się dzieje? No tu jeszcze są bardziej takie eksperymenty, bardziej można powiedzieć widowiskowe, ale nie ma warunków, żeby to tutaj robić. Dlaczego mamy taki kłopot, Nasz mózg nie jest pewien, który palec jest który. Nie może się doliczyć tych falców. Jeszcze nie jest pewien, czy któryś z tych falców do niego na pewno należy. Więc dlatego, że myśmy tego nigdy nie ćwiczyli. Proste. To nie było ćwiczone. Nie ma połączenia neuronalnego, które by powstało dzięki wcześniejszym ćwiczeniom tego typu i wtedy ten palec, bez względu na to czy zmienia anatomiczną kolejność czy nie, on byłby zintegrowany. Zintegrowany z naszym mózgiem. No i na tym polega budowanie kompetencji ruchowych, proszę Państwa. ale też budowanie hardware'u mózgowego. Więc jest pytanie, czy my dostarczamy naszym dzieciom odpowiedniej ilości okazji do tego, żeby budowały swoje kompetencje naukowe i tym samym budowały swoje hardware'y w porze mózgowej w okresie tej dominanty. I to jest pierwsze pytanie i oczywiście nie muszę bardzo to pytać. Pod tym względem jest bardzo źle. Bardzo źle. No ale jest drugie pytanie. Czy wy nauczyciele jesteście dobrymi wzorcami w tej sprawie? Bo w tej opowieści o ojcu i synu, no tam pojawił się podstawowy problem. Tato, ty nie możesz mi mówić o tym, jak żyć i co jest w życiu ważne i o co w życiu chodzi, dopóki sam nie jesteś wzorcem, który realizuje te postulaty czy te wartości, bo to jest po prostu drętwa mowa tak zwana. Nie jesteś wiarygodny, nie jesteś spójny, nie jesteś Spójny to chyba to właściwe słowo. Więc tutaj jest rzeczą bardzo ważną. Słuchajcie, nie można nikogo nauczyć niczego, jeśli sami nie jesteśmy, tak powiem, nosicielami tej wiedzy i wartości z tą wiedzą związanej. Wyobrażacie sobie nauczyciela WF-u, który nie potrafi się poruszać i pokazać tym uczniom jak mają to robić. Więc bycie wzorcem. Na poziomie ciała, samo realizacja polega również na tym, że dzięki budowaniu kompetencji ruchowych nasze ciało jest lepiej uświadamiane przez naszą świadomość, przez nasz umysł. Można powiedzieć, rozwija się sieć neuronalna, która ona się udrażnia, bo ona jest wrodzona, ale która ma swoje czujniki we wszystkich, no niemalże we wszystkich komórkach tego organizmu, a w każdym razie na rządach tego organizmu. we wszystkich jego częściach. Im bardziej udrożniony jest ten system, tym mamy lepszą świadomość ciała. Jak mamy lepszą świadomość ciała, to lepiej sobie zdajemy sprawę z tego, co z tym ciałem się dzieje. Szczególnie wtedy, kiedy to ciało wysyła sygnały o zagrożeniu, o przeciążeniu. Ja pracuję od lat z ludźmi, którzy ciężko pracują. Ja prowadzę oprócz psychoterapii taki instytut, który się nazywa Instytut Psychoimmunologii, w skrócie IPSI. I my tam pomagamy ludziom pracującym w biznesie na wysokich stanowiskach, tym, żeby oni w ogóle mogli podobać tym obciążeniom i tej całej trudnej, wielkiej odpowiedzialności i tak dalej. No i ich podstawowym kłopotem jest brak kontaktu z ciałem. Dla nich ciało jest jakąś obcą przestrzenią. Oni to ciało muszą oddawać do specjalisty, żeby on powiedział, co z tym ciałem się dzieje. Sami nie są o tym ciele w stanie powiedzieć nic. To niemożliwe. To ja dopiero zacząłem. To ile mogę przedłużyć? Ale moje wystąpienie się miało zacząć o 10.40. Więc proszę o 5 minut. To tyle o ciele, bo od ciała się wszystko zaczyna, jak widzicie. Hardware mózgowy, świadomość ciała, zdolność do przetrwania w trudnych sytuacjach. Jednocześnie też buduje się potencjał energetyczny tego organizmu, który potem sprzyja temu, co nazwaliśmy samorealizacją. Okazuje się, że na przykład niedotlenienie organizmu w okresie dziecięcym po prostu odcina pewne możliwości rozwojowe już na zawsze. Niski poziom hemoglobiny na przykład, czy niezdolność do odreagowywania stresu, bo stres odreagowujemy ciałem poprzez ruch. To co się dzieje teraz z dziećmi w szkołach jest tragedią. Dzieci siedzą w klasach, w których powietrze nie nadaje się do oddychania po 30 minutach. Są takie badania na ten temat. Są pod ogromną presją taką związaną z dyscypliną i próbą przyswajania sobie tego materiału, który nauczyciel podaje. Wychodzą z tej klasy na przerwę są naprawdę pod wpływem adrenaliny bardzo wysokiej i co robią? Nie wolno im biegać. Oni stają pod ścianami i scrollują swoje telefony. Nie wolno im wychodzić z budynku. Jak ja byłem uczniem jeszcze, to było dość dawno, to jak był dzwonek na przerwę, to to tak jakby ktoś bombę wrzucił do szkoły. To była jedna wielka eksplozja energii powstrzymywanej na tej lekcji poprzedniej. I potem można się było zabrać za następną lekcję. Scrollowanie telefonu nic nie załatwił w tej sprawie. Jest generalnie, to żeby już skończyć, pomógłbym wam tutaj, ale będzie jeszcze dyskusja i ja dziś warsztat mam poprowadzić. Dzieci są pod ogromną presją współcześnie. Żyją w ogromnym stresie. Są tego typu obserwacje, że zdolności adaptacyjne organizmów, szczególnie dziecięcych, już nie wystarczają do tego, żeby radzić sobie z tym stresem. Dlatego mamy epidemię depresji i lęków i zabobójstw wśród dzieci. To jest sygnał. Dzieci są sygnalistami, którzy pokazują, że uwaga, idziemy w złą stronę. Już dalej nie można. Za mało dopaminy. Zaburzona kompletnie równowaga między kortyzolem a dopaminą. Kortyzol to hormon przewlekłego stresu. I to powoduje depresję. Także to nie serotonina nas ma uratować, bo serotonina jest tylko po prostu już sposobem leczenia objawowym ciężkich stanów depresyjnych. Metodą, która zapobiega temu i nawet leczy depresję, to jest kontakt ze wszystkimi sytuacjami i możliwościami, które generują dopaminę. a dopaminę generują pochwały, przyjazna atmosfera, dobre, przyjazne, bezpieczne relacje z rówieśnikami, dobre, przyjazne, bezpieczne relacje z dorosłymi i kontakt z przyrodą, a także ruch. To tylko tyle mogę wam powiedzieć, bo mi zaraz wyrwą mikrofon. Dziękuję bardzo.










