Przebudzenie w czasach koronawirusa. Wojciech Eichelberger, 20m2 talk-show, odc. 356

A Polish-language YouTube talk (20m2 talk-show, ep. 356) in which Wojciech Eichelberger interviews Łukasz about spiritual awakening during the coronavirus pandemic. The conversation contrasts mind and heart, describes self-love as non-narcissistic acceptance that dissolves the self/other divide, and uses metaphors (Matrix, "forma jest pustką") to explain awakening, the fragility of initial insights, and how pandemic-related slowing may prompt collective reflection and potential spiritual growth.
Teraz po raz pierwszy mój wykład inspiracyjny i nowa autorska medytacja prowadzona dostępne online. Zapraszam Was serdecznie na jakobiakvod.pl. Link do strony znajdziecie w opisie.
Dzień dobry.
Dzień dobry. Wojtku, spotkaliśmy się już dwa razy i za każdym razem te rozmowy były dla mnie bardzo ważne i Ty wtedy powiedziałeś podczas jednej z poprzednich rozmów, że nawet najlepszy opis wody nie zaspokoi czy jegoś pragnienia. Ja mam wrażenie, że wziąłem kolejny łyk ze szklanki z tą wodą, żeby jej trochę posmakować, żeby w niej trochę popływać i o tym dzisiaj chciałem z Tobą porozmawiać. Możliwe, że jedno, dwa pytania się ponowią, będą jeszcze raz, natomiast tylko dlatego, żeby były pewnym połączeniem całej historii, o której chcecie z tobą porozmawiać.
Dobrze.
Dużo w pierwszym odcinku mówiliśmy o miłości do drugiego człowieka. No teraz mnie interesuje trochę inny rodzaj miłości, ten rodzaj miłości do samego siebie. Czy według Ciebie, i ja tutaj, wyzbywamy się tutaj narcyzmu, wyzbywamy się jakiejś takiej chorej obsesji na swoim punkcie?
Nie, nie, no nie mówimy o miłości narcystycznej czy romantycznej do siebie.
Mówimy o akceptacji siebie, o zrozumieniu kim jesteśmy. Czy według Ciebie ta miłość jest tym samym uczuciem, które jest uczucie kiedy zakochujemy się w drugim człowieku?
Może są tam podobne elementy, ale tak prawdę mówiąc to, co nazywasz takim miłością do siebie, tak? No to nie jest, to jest właściwie tożsame z miłością do innych. Bo na tym poziomie znika to rozróżnienie ja inni. Także, to właściwie wszystko jedną, którą drogą pójdziesz. Możesz się w kimś zakochać i poprzez tą osobę, jak gdyby pokochać siebie, a możesz zakochać się w sobie i poprzez siebie pokochać inną osobę. Czy w ogóle ludzi, nie konkretną osobę, tak? No a zakochanie się jest takim stanem, takim prototypem takiego stanu, o którym tutaj próbujemy coś powiedzieć, choć jest to bardzo trudne. Czyli no tam w zakochaniu się jest coś takiego, prawda, że w tej osobie, w której jesteś zakochany dostrzegasz jak gdyby samo dobro i piękno, prawda. i coś niesłychanie pociągającego i też to Ciebie samego też podnosi i czyni najlepszą wersją Ciebie. Prawda? Ale zakochanie się ma ten mankament zasadniczy, że ogranicza się do dwojga ludzi. Choć czasami jest tak, że ludzie zakochani też, jak gdyby, promieniują na innych tym stanem, w którym się znaleźli. Ale to nie ma tego, przepraszam, tego, wiesz, tego, jak to się mówi, mistycznego wymiaru.
Ale powiedziałeś właśnie na początku, powiedziałeś, że... Tam jest, nie ma rozróżnienia ty, ja i rzeczywiście ja mam takie wrażenie, że kiedy udaje mi się w jakimś stopniu, nie wiem w jakim, wyłączyć moją głowę albo bardziej dać do głosu dojść sercu, to tam Jest niesamowita magia, bo właśnie zakochuję się w ludziach, co jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo tam nie ma pociągu seksualnego. Tam jest po prostu miłość do człowieka. Coś, co kiedyś było mi nie tak bliskie. Mam wrażenie, że to nie ma znaczenia, czy to jest kobieta, czy to jest mężczyzna, czy to jest heteroseksualny mężczyzna, czy homoseksualny mężczyzna. Ja po prostu zaczynam czuć taką miłość do ludzi. Przez to wejście w moje serce, przez akceptację siebie. Na tym to polega?
No tak.
Że jak zakochujemy się w sobie, to zaczynamy kochać też innych? Można też tą drogą?
Gdy może, gdy odkrywamy siebie, tak? Odkrywamy się, doświadczamy siebie w pełni, tak? Bo tutaj wiesz, gdy mówisz zakochuję się w sobie, no to już są dwa podmioty tutaj, dwie osoby, tak? Ta zakochana i ten ten ktoś, z kim jesteś zakochany, język nie potrafi oddać tego doświadczenia jedności, prawda? Więc, no po prostu stajesz się prawdziwym sobą, tak?
Co znaczy stajesz się prawdziwym sobą? Co znaczy doświadczasz siebie? Dzisiaj dostałem wiadomość, Panie Łukaszu, jak zaakceptować siebie, jak siebie, no znowu powiem to słowo, pokochać, bo jeszcze w mojej głowie jest.
No to, wiesz, no wystarczy tylko uspokoić swój oszalały umysł, no. Wyciszyć się, tak? I naprawdę zgubić to, to będzie fundamentalne rozdwojenie, w którym żyjemy, tak? Czyli, że jest jakiś doświadczający podmiot i są przedmioty, których on doświadcza, tak? czy inne podmioty, których on doświadcza. No i wtedy, wtedy, no gdy, to już bodajże Pascal powiedział, że, że czymkolwiek zajmiesz się do końca, nawet jeśli jest to jakiś kawałek materii, czegokolwiek, co jest, ma jakąś formę, jest jakąś formą stworzoną, no to, to i tak dojdziesz do, do poczucia jedności, który on to nazywał Bogiem.
O Boga będę pytał, ale na samym końcu jeszcze. Powiedziałeś, to się w głowie nie mieści, ale w sercu już tak.
Serce w ogóle nie robi takich rozróżniań. No właśnie na tym polega ta ogromna przebaga serca nad głową. że głowa myśli, myśli językiem, myśli pojęciami, myśli pojęciami, które są z natury swojej dychotomiczne, które są przeciwstawne, tak? Duży, mały, ładny, brzydki, zdrowy, chory i tak dalej. A serce nie myśli. Serce jakby bez żadnej myśli obejmuje wszystko.
Ale czy to jest tak, że naszą drogą może być dojście do serca i to jest piękny stan, czy jednak trochę tu, trochę tu, świadomie w umyśle, trochę świadomie w sercu?
Kierunek na serce to dobry drogowskaz, szczególnie w obecnych czasach. w czasach zarazy, jak to niektórzy określają. Bo to jakby się podnosi naszą wibrację, podnosi nasz stan umysłu do takiego poziomu, o który tak naprawdę chodzi od początku. w naszej cywilizacji, który był postulowany przez wielu mędrców i proroków, szczególnie przez proroka naszej tutaj dominującej narracji religijnej, czyli tego wspaniałego człowieka rysowanego z takim otwartym sercem.
To, o czym mówiła Patrycja Pruchnik w moim wywiadzie, ale z Tobą również o tym rozmawiałem, o dojście do takiego momentu, Ty Cię o tym na początku powiedziałeś, o wyciszaniu się, o dojście do takiego momentu, kiedy nie męczą nas myśli, kiedy dochodzimy do momentu, co jest przed pierwszą myślą, czy to, bo to nie jest tak, że my odkrywamy coś nowego, tylko my wracamy do tego, co mieliśmy tuż po narodzinach.
My się musimy po prostu pozbyć wszystkich naleciałości, tak? oddawać, oddawać, kwestionować, kwestionować, puszczać, puszczać, żeby dojść do tego, do tego stanu pierwotnego, tak, jak to się mówi? Do stanu...
Świadomości?
Prawdziwej swojej natury, tak? Która jest jednocześnie prawdziwą naturą wszystkiego, co istnieje.
I czy to jest tak, że jak my się narodziliśmy, to była w nas ta... znaczy, głupie może pytanie, czy była w nas świadomość, no byliśmy niemowlętami, ale dążę do tego, czy ta pierwotna świadomość, ta naturalna nasza świadomość, jest również tym, co jest, kiedy wchodzimy w to nasze serce, teraz w dorosłym życiu, jak wyciszamy nasz umysł. Czy to jest to samo, czy są jakieś przypuszczenia na ten temat?
Nie no, trudno to rozstrzygnąć, prawda? Mówią, czy dzieci są przebudzone, tak?
No właśnie, do tego dążę. Czy to jest tak, że my się już rodzimy tam i niestety przez te wszystkie naleciałości, wierzenia zatracamy i potem musimy to zrzucić z nas, żeby tam znowu dojść?
Z tego, co różni mądrzejsi ode mnie ludzie znacznie mówią, to, to Dzieci, gdyby były w pełni oświecone, to by się nie rodziły. Bo ten stan, który się w Budowie nazywa nirwaną, jest też stanem wolnym od potrzeby odradzania się w jakiejś formie. Tak? Na przykład w formie tego organizmu. Chyba, że takie dziecko jest potencjalnym, czy rzeczywistym świętym. Jak to się w buddyzmie się nazywa? Bodhisattwą. Który specjalnie się zdecydował na to, żeby się pojawić w tej formie, po to, żeby pomagać innym. No więc, myślę, że większość dzieci jednak nie jest bodhisattwami. I w związku z tym też mają kupę roboty do zrobienia. Przychodzą z jakimś bagażem, z jakąś formą przywiązania do życia, do rodziców, do tej rzeczywistości, w którą wchodzą. może mają łatwiejszą drogę, bo mają mniej tego kulturowego osadu, tak? I nie mają jeszcze tak mocno wdrukowanej tej fałszywej tożsamości myślącego ego. Więc jeśli dzieci się mają szczęście mieć rodziców, którzy nie przekazują takiego sztywnego sposobu i wzorca na istnienie, no to one mają krótszą drogę wtedy. To w wielu życiorysach takich wielkich, mądrych, oświeconych ludzi to widać, że że oni mieli jakąś nadzwyczajną swobodę w kształtowaniu swojej świadomości. Nie byli poddani tej, wiesz, presji kulturowej i jakiejś takiej urawniłowce, jak to się mówi po rosyjsku, tak? Czyli w takim wychodzeniu, sztancowaniu, tak?
Temat Matrixa, o którym rozmawialiśmy w dwóch poprzednich odcinków, bardzo zbiegł się w moim życiu z tym, a właściwie dwa miesiące, trzy miesiące później, z wypiciem tego kolejnego kroku wody, tego kolejnego łyka wody. Czy to nie jest tak, że to idzie w parze, czyli rozumowanie kim jesteśmy, to chodzenie do siebie, wyciszenie umysłu, z tym zobaczeniem czym tak naprawdę jest Matrix, w jakim świecie żyjemy?
Tak, tak. To jest właśnie jakby jednoczesny proces. Bo żeby się odkleić od tego, od tej naszej pozornej tożsamości matriksowej, no to musimy zobaczyć jego ograniczenia, jego właściwie istotę, strukturę. jego iluzoryczność.
A czy sądzisz, że... Właśnie, czym się różni świat od osoby, która... Czym się różni perspektywa patrzenia na świat od osoby, która nie jest przebudzona, versus ta, która jest przebudzona? Od osoby, która nie ma świadomości Matrixa, versus ta osoba, która już Matrixa ma?
Wiesz, to ładnie to określił jeden z mistrzów, który powiedział tak, na początku drogi do przebudzenia drzewa to są drzewa, morze to jest morze, góry to są góry. Potem idziesz dalej i nagle okazuje się drzewa to, że nie są drzewa, góry to nie są góry, a morze to nie jest morze. Ale potem jak dochodzisz do celu, to znowu Drzewa to są drzewa, góry to są góry, a morze to jest morze. To, to jest bardzo ważne oświadczenie dla ludzi, którzy mają jakieś niesamowite wyobrażenia na temat tego czym jest przebudzenie i czym jest ta tak zwana prawdziwa duchowość, tak? I czy życie w zgodzie ze swoją prawdziwą naturą. Więc, że to nie jest żaden odlot tak naprawdę. To jest... W odlocie jesteśmy przez cały czas. Zanim doświadczymy czegoś takiego. Natomiast jest to tak naprawdę wreszcie przylot. Lądujemy na tej ziemi. I w tym momencie swojego życia, w niczym innym. Ale jest pewna zasadnicza sprawa tutaj, że taka osoba patrząc na całą różnorodność form i zdarzeń, która bez przerwy się dzieje, widzi w tym wszystkim aspekt jedności. Wie, że to wszystko pochodzi z jednego źródła. Ale jednocześnie, gdy jest w kontakcie z tym źródłem, tak? To widzi w tym źródle całą różnorodność zdarzeń. I to jest jednoczesne, tak? Dlatego taka najbardziej skrótowa, skondensowana wersja przekazu tego doświadczenia, która się nazywa zresztą sutra serca. Serca, a nie umysł, tylko serca. mówi, się zaczyna od takiego zaskakującego stwierdzenia, tak. Tutaj forma jest pustką. a forma, a pustka jest formą. Forma nie jest różna od pustki, pustka nie jest różna od formy. Tak? No i jeśli masz jednoczesne takie widzenie, jak gdyby, świata, włączając to samego siebie, jak gdyby, no to wówczas można powiedzieć, że twój umysł się przebudził.
Czyli to jest, jak to powiedziałeś, wylądowanie, powrót. To jest ten powrót do źródła, o którym tyle się czyta?
To jest powrót do rzeczywistości. do rzeczywistości, czyli jakby powiedział klasyk rzeczywistej rzeczywistości.
Czyli w jaki sposób trzeba by żyć, aby nie trzeba było powracać do rzeczywistości, tylko żeby w niej cały czas być.
I rodziców niech podjął? No właśnie tak, no tak jak teraz żyjemy.
No tak, tylko wiesz, no niby tak żyję, niby tak żyłem, a jednak żyłem w świecie, który dla mnie był innym światem.
Bo jeszcze nie jesteś w stanie połączyć w jednym doświadczeniu, w jednym jakby spojrzeniu, w jednym akcie świadomości. Nie jesteś w stanie połączyć jedności w różnorodności i różnorodności w jedności.
Wojtek, to już to mówiłeś w poprzednim wywiadzie, więc raz jeszcze raz i wolniej to. To różnorodność, jedności, jedności.
Musisz sobie to zapisać na ścianie. Ja wiem Wojtek, tak.
To ja z Patrycją spróbuję.
Ona do mnie mówiła, a ja połowę nie rozumiałem.
Ale ja potem na montaż...
Ale o to chodzi, żeby to od razu zrozumieć. Zresztą to są, prawda mówiąc, wszystko co tu mówimy, to są tylko słowa, wiesz i jest to rozpaczliwa, nieudolna próba mówienia o czymś, o czym powiedzieć się nie da w tym języku. Można tylko o tym mówić w formie różnych paradoksów. Łamać język, łamać logikę, do której żeśmy się przyzwyczaili, tak? taką właśnie dychotomiczną i więc to zdanie brzmi, tak? Być przebudzonym, to znaczy widzieć jedność, aspekt jedności w całej różnorodności zdarzeń i form.
Okej.
I doświadczeń, które są Twoim udziałem, tak? A jednocześnie widzieć w jedności całą różnorodność. Czyli nie oddzielać tego od siebie. Dlaczego ten mądry człowiek powiedział, że na końcu drzewa są drzewami, góry górami, a morze jest morzem. Ale w taki sposób doświadczamy. W taki sposób doświadczamy, że to co się jawi, Są sam Matrix wtedy, sam Matrix, ten Matrix, z którym byśmy się wcześniej identyfikowali i tak utożsamiali. No też jest jedną z form różnorodności w jedności. I on przestaje być wtedy jakąś taką, wiesz, ciężką, bolesną, cierpiącą tożsamością, tylko staje się takim, no, wygodnym, użytecznym narzędziem do życia w świecie formy.
Czy to jest tak, że jak ktoś, czyjś umysł zacznie się budzić, to może ponownie zasnąć?
Tak, oczywiście to trzeba bardzo tego pilnować, wiesz, bo te siły, siły nawykowego sposobu istnienia, który się w nas, prawda, zakorzenił przez ile lat żyjesz na tym świecie?
Trzydzieści siedem.
Trzydzieści siedem lat. No to tego, wiesz, tak nie zbilitujesz od jednego kliknięcia, tak? Tylko trzeba dalej tego pilnować, wiesz? Ktoś to ładnie porównał do sytuacji, w której, wiesz, mróz, już tak jak to dawniej bywało, zimno w pomieszczeniu, w którym mieszkasz i lód jest na szybie, tak? Więc nic nie widzisz na zewnątrz. No i zaczynasz praktykować. Chcesz zobaczyć to, co jest na zewnątrz, zobaczyć świat przez tą zamrożoną szybę, więc co robisz? dmucharz tam, prawda? Ja pamiętam w dzieciństwie takie zabawy, że się wydmuchiwało taką dziurkę w tej szybie zamrożonej. Można było przez tą dziurkę zobaczyć, co jest po drugiej stronie. ale nie można było przestać dmuchać, bo to natychmiast zamarzało z powrotem. Więc dlatego szczególnie po tym takim wstępnym jakimś doświadczeniu, które jest bardzo wstępne i trzeba naprawdę, nie wolno się do niego przywiązywać, tylko iść dalej, no trzeba pilnować tej praktyki, która Cię do tego doprowadziła.
A co jest dalej?
Dalej jest forma jest pustką, pustka jest formą, pustka nie jest różna od formy, forma nie jest różna od pustki.
Dalej jest połączenie Ciebie z Patrycją Próchnik, mam wrażenie. Mniemam, iż słyszałeś o wielu przypadkach przebudzenia, również ze względu na Twoją pracę i albo chociażby w książkach. Bardzo mnie ciekawi z jakimi przypadkami się spotykałeś, czyli dlaczego ludzie się budzili bo mam wrażenie, że bardzo często ludzie budzą sytuacje graniczne, kiedy jest jakiś duży opór na nich, napór i wtedy zaczyna to się wszystko rozpadać.
Tak, no to, wiesz, takie momenty przebudzenia, myślę, większość ludzi, zdecydowana większość ludzi ma gdzieś w swoim doświadczeniu zapisane i to jest zapisane w takim pliku, wiesz, doświadczeń nadzwyczajnych. albo w pliku pod tytułem Chwila Szczęścia. I jak rozmawiam z ludźmi i przepytuję ich na ten temat, czy miałeś taką sytuację, którą mogłeś bez żadnych wątpliwości natychmiast zakwalifikować w momencie, gdy się działa. Nie ex post. Jako wow! To jest to! To jest to! No i większość ludzi ma takie doświadczenie, tylko nieostrożnie, nieopatrznie i niemądrze nazywa to odlotem, podczas gdy tak naprawdę jest to przylot. Więc w jakiś sposób lekceważy to doświadczenie, bo uznaje je za jakieś przypadkowe, takie powiedzmy z innej w ogóle bajki, tak? I to nie dotyczy mojego życia i nie dotyczy mnie. No tak fajnie było, zdarzyło się, no ale no... Trzeba żyć dalej, tak? A to są fantastyczne doświadczenia, za którymi trzeba tęsknić, które trzeba niesłychanie cenić, uznać za skarb, czy jakiś drogowskaz do wielkiego skarbu, którego wszyscy szukamy i za którym tak naprawdę tęsknimy. No i te doświadczenia się zdarzają, tak jak mówisz, albo w sytuacjach szczególnie takich pięknych i dobrych, jak to się nazywa. I to znowu używamy duchotomicznego języka. Oceniamy tę sytuację. Albo w sytuacjach bardzo trudnych. Takich granicznych, tak? Na przykład w sytuacji zagrożenia życia. W sytuacji, nie wiem, wypadku. Albo utraty kogoś, prawda? Bliskiego. Czegoś, czy jakiejś nagłej katastrofy. I energia tej sytuacji, można powiedzieć, że wybija nas z matriksu. I wtedy przez jakąś chwilę dłuższą lub krótszą doświadczamy tego, co rzeczywiste.
Powiedziałeś, Matryks bazuje na ignorancji tego, jak świat naprawdę wygląda, która powoduje chciwość i nienawiść. W ostatnim odcinku. Dlaczego tak jest? Jakbyś mógł to rozwijać?
Nie, no bo skoro, wiesz, utożsamiamy się w pełni z tą... z formą, tak? Nic nie wiedząc o tym, że tak naprawdę wszystko, co się jawi, wychodzi z jednego źródła, tak? no to wtedy ten sposób istnienia staje się polem bitwy. Tak? No bo sobie myślisz, no tak, mam mało czasu, tak? Za ileś tam lat umrę, tak? A to o co chodzi w tym życiu? No może o to chodzi, żeby się nachapać, tak? Może o to chodzi, żeby coś wygrać. Może o to chodzi, żeby coś zabrać innym i przywłaszczyć sobie. Może chodzi o... no gdzieś, prawda, ponieważ żyjemy w takim poczuciu oddzielenia i osamotnienia w gruncie rzeczy, tak? No to wszystko, co spostrzegamy jako na zewnątrz poprzez oczywiście ten filtr matryksowy Ostrzegamy to jako nas z zewnątrz. No, staje się naszym wrogiem i zagrożeniem. Włącz się własnym ciałem. i po prostu jesteśmy w kompletnych maninach. Miatamy się w tym życiu, nie wiedząc właściwie gdzie iść i co robić. Bardzo łatwo też nami manipulować, podrzucać jakieś pozorne sensy czy cele. I łapiemy to, wiesz, chciwie i, prawda, zawierzamy tam komuś, kto, kto podsunął nam taki pomysł i prędzej czy później na szczęście się rozczarowujemy boleśnie. I to jest bardzo dobre, rozczarować się. Ale, no, można sobie zmarnować życie w ten sposób.
Tylko nie ukrywam, że im bardziej pokazuję na swoich kanałach na przykład różne formy medytacji, wyciszenia umysłu, tym im mówię o rzeczach, o których Ty trochę teraz powiedziałeś, że czasami chcemy złapać coś, że ktoś nam coś mówi, a my to łapiemy. I zacząłem się zastanawiać swego czasu, kurde, czy ja nie robię tego samego? Czy ja nie mówiąc o na przykład duchowości, robiąc takie wywiady, nie wygrywam ludziom jakiegoś uprogramowania tak naprawdę? Że może ta medytacja To też jest swego rodzaju coś, na co się ludzie rzucają, kiedy ktoś o tym mówi.
No, ale to wtedy widzisz... To jest realne niebezpieczeństwo i to jest cenna wątpliwość, jeżeli na to trzeba uważać. bardzo szczególnie wtedy, kiedy nasze własne doświadczenie jedności jest, no nie, jeszcze nie całkowite, mówiąc delikatnie. Więc, ale oczywiście praktykę można proponować, jeśli Jeśli uczciwie mówisz o tym, co Ciebie w jakiś sposób podnosi, prowadzi, doprowadza do jakichś stanów umysłu, które uznajesz za prawdziwsze, za jakiejś przynajmniej mierze wyzwalające Cię z matriksa. no to to możesz ludziom proponować i pokazywać, tylko wtedy trzeba bardzo uważać, żeby się nie przebierać w strój jakiegoś nauczyciela czy mędrca, tak? Tylko po prostu, wiesz, no... to mi służy, no to wiesz...
Dać pudełko z narzędziami?
To trochę tak, dać pudełko z narzędziami. Albo wiesz, jak kuchasz w restauracji, to mi smakuje, no to się z tobą dzielę, tak? Ale... Cała robota jest do wykonania przez Ciebie, tak? No, tak jak, wiesz, ja to ciągle powtarzam, bo to była ważna rozmowa z moim nauczycielem Zen, dawno temu, który właśnie, gdy ja go tak wynosiłem na jakiś piedestał, niemalże ołtarz, to popatrzył mi tak głęboko w oczy i powiedział, Wojtek, Ty uważaj, bo ja jestem wielkim oszustem. Pamiętasz to. Już Ci o tym mówiłem.
Pamiętam.
Ja Ci sprzedaję wodę nad brzegiem rzeki. I Ty ją kupujesz, bo nie widzisz tej rzeki. Więc przestań się na mnie gapić, tylko rzeki szukaj.
To ładne, tak. To chyba też powiedział nikomu nie wierzcie, nawet mnie, tak? Budda?
No, Budda powiedział. Nie wierzcie ani jednemu mojemu słowu.
Tak, tak, tak. Czy sądzisz, że to, co się dzieje aktualnie na świecie, będzie pomagało ludziom się obudzić?
No, dobrze, że to pytasz. Mam poczucie, że tak. Tak, wiesz, ja dawno, dawno temu napisałem taką książkę. Zatrzymaj się. Zatrzymaj się. To zbiór wywiadów.
Ja ją chyba mam i chyba ją.
Czytałem do poprzednich wywiadów.
Tak, tak, tak.
I ja myślę, że w pewnym sensie moje marzenie się spełnia w tej sytuacji, bo ludzie się zatrzymali. No, muszą się zatrzymać, tak? Nie mogą robić tego wszystkiego, co większość z nas robiła w sposób obsesyjny, trochę ucieczkowy, taki, wiesz, trochę jakaś obłędna, zaślepiona gonitwa za jakimiś celami czy wyobrażeniami, któreśmy sobie tam postawili, które nam ktoś podpowiedział, że na tym życie polega i o to właśnie chodzi, żeby sobie kupić coś kolejnego na przykład, prawda? Albo tam wyjechać na jakieś kolejne fajne wakacje. I teraz nagle żeśmy, wiesz, zostali uwięzieni we własnych domach. No i jest okazja do refleksji. Taka niespotykana terapia zbiorowa, mam takie wrażenie. Ja niedawno poczułem, że w trakcie, w sierpniu, pierwszy sierpnia, tak, wiesz, rocznica wybuchu powstania warszawskiego jest ten fajny zwyczaj taki, że o godzinie siedemnastej bodajże, prawda, wyją syreny przez minuta i wszyscy się zatrzymują. Ja byłem w takim miejscu, gdzie się wszyscy zatrzymali. Rzeczywiście, wiesz? I samochody się zatrzymały. I włączyły te syreny. I sobie pomyślałem, jaka cudowna chwila. Więcej takich, więcej takich. No i... Masz. No wiesz, to nie moja wina. Nie myślałem, że to w ten sposób się wydarzy. I oczywiście to ma zupełnie inny wymiar, bo nie jest dobrowolny, więc dla wielu ludzi może to budzić jakąś agresję i jakieś nieodpowiedzialne dochowania też. ale jeśli idziemy na przykład na dobrowolne odosobnienie jakieś, no to właściwie zatrzymujemy się tak. Więc tak czy owak to zatrzymanie się, myślę, że ono ma ogromny potencjał taki właśnie przebudzeniowy, że się tak wyrażę.
Też to czuję.
No. Już wielu ludzi, którymi mam kontakt, już o tym mówiło, że tak, to oni wreszcie sobie stawiali jakieś ważne pytania. które wcześniej nie mogły ich dogonić. Jak to się mówi? Dusza ich nie mogła dogonić.
Szkoda, że takim kosztem.
No, wielka szkoda. No, wielka szkoda, ale...
Powiedziałeś nie ta pogoń, nie o to chodzi w życiu, nie te cele, które ludzie sobie obrali. To w takim razie o co chodzi w tym życiu? Żeby doświadczać? Żeby być?
No, żeby dowiedzieć się o co chodzi. O to chodzi.
To jest piękne. To jest naprawdę niesamowite. Tylko, że ja mam wrażenie, że ta droga, na którą ja pokroczyłem... Czasami mam takie wrażenie, że... że czasami tylko, że było mi chyba łatwiej jak nie miałem świadomości tego wszystkiego, że tam było dużo mniej. To było takie bardziej ubogie i tak sobie żyłem i szedłem. A teraz widzę tego tak bardzo dużo i przepracowuję różne lekcje, to się wszystko poruchamiało i tak dalej. Czasami mam takie wrażenie, że Było łatwiej wtedy. Już mam czas.
Już koniec. Czy chodzi o to, że było łatwiej?
Nie.
Wiesz, to jest łatwiej, łatwiej, łatwiej. Właśnie to jest ogromny błąd, który większość z nas robi, że chcą, żeby było coraz łatwiej. No, ale jak jest coraz łatwiej, no to uciekamy przed istotą sprawy. Uciekamy przed najważniejszymi pytaniami, dylematami. Trzeba wejść w to, co trudne. Jak to się mówi, do źródła idzie się pod prąd.
Biorąc nie tę sytuację, która jest teraz, tylko ta, która była przed, czyli kiedy wszystko funkcjonowało i ludzie pędzili do różnych rzeczy, dlaczego jest tak, że my coraz bardziej chcemy tego, co nam tak naprawdę szkodzi? Nie mówię może o wszystkich, nie chcę rzucać wszystkich na jego wora, ale bardzo często chcemy tego, co nam szkodzi.
No, to jest przejaw jakiejś autodestrukcji, tak? To różni filozofowie, a także Freud niedawno zwracał na to uwagę, że mamy taki skrypt autodestrukcji i No i to wynika z tego, że my po prostu nie wiemy, kim jesteśmy. Skoro ja nie wiem, kim jestem i traktuję, rozdwajam się wewnętrznie tak na dwie osoby. Jedną taką, która się wymądrza, a drugą, która jest jak gdyby katowana i pouczana przez tego wewnętrznego mędrca, czy jak to się mówi, topdoga, tak? To po angielsku się nazywa underdog i topdog. Tak naprawdę nie o to chodzi, czy on jest mądrzejszy, ale udaje takiego, co wie lepiej. No i wtedy Wtedy właściwie to jest mechanizm, w tym jest zawarte mechanizm autodestrukcji, że my jesteśmy ciągle w wewnętrznym konflikcie, ciągle czujemy, że coś jest nam nie tak, że nie możemy czemuś sprostać, że nie możemy spełnić jakichś oczekiwań, które gdzieś tam zastaliśmy, prawda, od zneurotyzowanych, mniej lub bardziej, rodziców czy z kultury, z obyczaju. i szarpiemy się i ponieważ można powiedzieć, że nasza kultura jest w ogromnym stopniu represyjna, tak? Więc my tą represyjność asymilujemy. Ona zaczyna w nas żyć i ciągle się czepiamy samych siebie. Jesteśmy dokładnie w innym, w biegunowo różnym miejscu niż to miejsce, o którym mówiłeś na początku, gdzie nagle odkrywasz to, że właściwie nie ma sprawy, że od początku, bez początku wszystko było okej i że te wszystkie sprawy, które do tej pory Cię tak szarpały i wiesz, i miotały to bądź ściany ze ściany, no w istocie nie są ważne. Są właściwie jakąś grą.
Tylko ja mam wrażenie, że to jest nie do zrozumienia, kiedy tam się nie jest, tak jak z tą wodą.
No nie, to jest nie do zrozumienia, to jest nie do zrozumienia.
A dopiero jak się tam wejdzie, to już wtedy wszystko takie klarowne się staje.
No tak, dlatego większość ludzi, którzy nas słuchają będą pomyśleć, o czym ci faceci gadają i trasą czas tutaj, prawda?
To jest fascynujące. No, jest fascynujące, bo ja często powtarzam, że ja wiem, że bywam krytykowany za różne jakieś tam swoje zdania i tak dalej, no, bo jak mówię, że... Jak udaje mi się być w sercu...
Bo ja nie mam potrzeb.
I perspektywa zdarzeń się... Nie mówię tu o takich potrzeb, że nie chcesz iść do toalety, czy napić się wody, tylko... Jakichś takich większych, gdzie myślałem, że muszę coś zrobić.
Nie masz... Nie masz przywiązań i umów. Przywiązań. O!
Właśnie, przywiązań. To jest dobre słowo, ale też, że zmienia się perspektywa, zdarzeń. Coś, co miałem zdarzenie w samolocie, kiedy leciałem z Oslo, często opowiadam na wykładach, gdzie bardzo ciążyła mi sytuacja sprzed wówczas dwóch lat i o niej wiecznie myślałem i nagle w tym samolocie zadziało się coś niesamowitego, zachód słońca, ja czułem dużą, wyższą wibrację. Wszystko się rozpłynęło i patrzyłem na to zdarzenie i zacząłem dziękować za to, że ono się wydarzyło, bo wiedziałem, że jestem w tej chwili dzięki tej chwili. Zmieniła się perspektywa tego sam... To samo, to samo zdarzenie. Moi drodzy, straciliśmy mój mikroport, więc ostatnie trzy pytania będą z troszkę słabszym dźwiękiem. Co byś poradził w tej sytuacji, która teraz jest? I jednak ludzie są w dosyć dużym stresie, nie poruszają się po mieście, boją się, że się zakażą. Jak wykorzystać ten czas?
Jak uspokoić swój umysł? No, po pierwsze, urealniać się, tak? W tym sensie, żeby też nie, nie, no, czerpać informacje z wiarygodnych źródeł, tak? I nie, nie przeładowywać się katastroficznymi wizjami, różnymi interpretacjami i takim wymyślaniem tego, Boże, co to będzie, co to będzie. tylko po prostu normalnie żyć. W sposób, w którym my kontaktujemy się z rzeczywistością. Na przykład teraz rozmawiamy sobie i w trakcie tej rozmowy ani razu nie pomyślałem o tym, mogę się zarazić i nie wiem, być może umrę za dwa tygodnie albo coś w tym rodzaju, tak? No, bo tego typu myślenie nie ma żadnego sensu. Ono tak naprawdę odciąga mnie od mojego rzeczywistego, prawdziwego istnienia. a w dodatku bardzo mnie stresuje, tak? Gdybym tak myślał, to bym był zestresowany. Jak jestem zestresowany, to, to właściwie, to jeszcze w dodatku tracę odporność, wiesz? Bo adrenalina wyłącza układ immunologiczny w dużej mierze. Więc, no, robię rzeczy zupełnie bezsensowne, tak? I to, i to się, i to jest związane z taką jakąś nadmierną koncentracją na sobie, prawda? Z tym, takim lękiem o przyszłość. No, na razie nic się nie dzieje. Jak się zacznie działać, to się tym zajmę, tak? Tak jak jeden z mistrzów powiedział, gdy go jakiś uczeń zapytał, tak, starego mistrza, tak agresywnie trochę i arogancką. Mistrzu, a Ty w ogóle myślisz o śmierci? A mistrz mówi, a dlaczego mam myśleć o śmierci? No bo stary jesteś i może niedługo umrzesz. Mówi tam ten bezczelny uczeń. A Misz mówi, wiesz co, no to prawda, ale jeszcze nie umarłem. A potem dodaje, wiesz, poradzę Ci coś, mój uczniu, tak. Żyj wraz z życiem, umieraj z umieraniem. Jak będziesz umierał, jak będziesz chory, to się tym zajmie. Na razie nie umierasz, nie jesteś chory. zachowuj się rozsądnie, wiadomo, że trzeba tutaj, nie wolno kusić losu, ale, ale po prostu żyj, a nie, nie martw się, nie zamartwiaj się, bo jak się zamartwisz, to od samego zamartwiania się umrzesz w końcu.
Czy to nie jest zatem tak, że największą naszą przeszkodą jest nasz umysł?
No oczywiście, że tak, oczywiście, że tak.
Nieprawdopodobne. Czy to jest tak, że jak przychodzi do Ciebie, pewnie już nie masz, nie wiem, czy robisz jeszcze indywidualne sesje?
Tak, tak robię online.
Teraz online?
Tak.
Czy to jest tak, że starasz się, czy lepszym pomysłem jest rozgrzebywanie problemu, czy jednak po prostu uspokajanie, wyciszanie umysłu? Czy samo wyciszanie umysłu może doprowadzić u pacjenta do tego, że te rzeczy się rozmyją, on je zrozumie, on je sam przerobi? Samo wyciszanie?
No, to bardzo pomaga, tak. To bardzo pomaga pod warunkiem, że ten ktoś No ma umysł w takim stanie, który można wyciszyć, który nie jest zbyt aktywny w takim negatywnym sensie. Czyli gdzieś tam napędzany lękiem, czy agresją, czy jakimś takim innym negatywnym uczuciem. Bo jeśli to jest bardzo silne u kogoś, to tam nie sposób zainstalować obserwatora. Bardzo trudno to jest. Dlatego ludzie, którzy są w takich ciężkich stanach psychicznych, medytacja jest dla nich niedostępna. Muszą się troszeczkę uspokoić, tak powiem, do tego matriksa troszeczkę. zgnitygować. I wtedy dopiero mogą wejść w sytuacji, w której zaczną oglądać swojego matriksa, tak? Jako pierwszy etap w ogóle tej drogi. Ale oczywiście ludzie, którzy nie mają takich kłopotów, to jest dla nas absolutnie dostępne, tak? Wystarczy sobie zadawać takie pytanie. A komu się to właściwie przydarza? Kto to jest? Kto to jest, komu się to wszystko przydarza? Kto to jest, kto widzi tutaj Łukasza naprzeciwko mnie? I jest pytanie, czy go widzi, czy go tworzy właściwie? No, można dalej, prawda, szukać, zadawać sobie kolejne pytania i tym się zająć. O to chodzi, tak? O to chodzi, bo wtedy, wtedy można w podobny sposób się zająć również trudnymi sytuacjami, z których być może się znajdziemy, tak?
To jaki sens w terapiach psychologicznych ma wchodzenie w problem dochodzenie do problemu i, jakby, mówienie o nim, skoro jest opcja wyciszania umysłu? Znaczy, no, jeżeli, powiedzmy, jest dostępna dla obywatela.
No, o co tu chodzi? No, opcja wyciszania umysłu, wiesz, ona może równolegle przebiegać, tak? I, na przykład, ja w swojej pracy z ludźmi często proponuję im taką równoległość, tak? Żeby Z jednej strony ten ktoś wyciszał się, dostaje jakieś narzędzia, które mu odpowiadają, albo sam sobie je znajduje, a z drugiej strony pracował nad tym, żeby ten matriks, wiesz, nie był zbyt aktywny i taki, prawda, który zajmuje całą przestrzeń umysłu. Tak jak to się na przykład dzieje w psychozach.
Kończąc. Wspomniałeś na samym początku o Bogu. Czym jest dla Ciebie Bóg? Czy Bóg to miłość?
To jest chyba najlepsza definicja.
A jak wygląda spotkanie z Bogiem?
No tak jak nasze spotkanie.
No tak, bo to miłość. Bardzo dziękuję, Wojtku. Sądzę, że jak każdy zobaczy miłość i Boga w ludziach koło siebie, to w tym czasie będzie mi dużo łatwiej.
I o to chodzi. O to chodzi. I aby ten, to tragiczne i bolesne doświadczenie nas właśnie poprowadziło w tę stronę. To, w którym teraz uczestniczymy.
Ja czuję, że olbrzymim kosztem, ale wiele osób w tę stronę pójdzie. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
Dziękuję bardzo.










