Ryzykuj, żeby się rozwijać. Jak znaleźć siłę w sobie? || Wojciech Eichelberger #52

Polish-language YouTube interview (W. Eichelberger with host K. Jankowski) exploring how to find inner strength and grow. Core themes: the midlife crisis (noted around ages ~40–50) as a prompt to reassess life choices; a widespread "dopamine crisis" tied to social isolation, digital mediation and rising addictions; practical ‘‘servicing’’ advice for body and mind (quality food/water/air, movement, sleep, social contact); and mindfulness (uważność) as a foundational skill for presence, fewer mistakes and deeper life satisfaction. The conversation also touches on education, youth mental health after COVID, and cultural critiques of success defined mainly by consumption.
Często wybieramy znane piekło kosztem nieznanego nieba. Jeśli chcemy się rozwijać, to musimy decydować się na ryzyko i robienie tego, co trudne. Jeśli pozostaniemy w tym, co bezpieczne, no to... Nie ma co liczyć na to, że umrzemy szczęśliwi. Żyjemy w tej chwili, można powiedzieć, w kryzysie dopaminowym. Coraz powszechniejsze stają się uzależnienia od różnych substancji, które podnoszą dopaminę. Zaniedbana jest możliwość takiego naturalnego dostarczania się dopaminy, właściwie poprzez dobre, bezpieczne, serdeczne kontakty międzyludzkie. Jesteśmy coraz bardziej samotni, coraz bardziej zdani na zdalną komunikację, coraz bardziej oddaleni od siebie. To, co się w tej chwili dzieje z naszą kulturą i cywilizacją, jest groźne dla ludzi. To z perspektywy terapeuty bardzo wyraźnie widać. Co jest coraz więcej depresji, coraz więcej lęków. coraz więcej ADHD.
Czym jest ten kryzys połowy życia?
Jestem w połowie życia i właściwie, jak to się mówi, jest z górki. Już żyłem w jakiś określony sposób, w imię określonych celów i wartości i to mnie dało satysfakcję, to co ja mam dalej robić.
Serdecznie witam w kolejnym odcinku Balansu. Nazywam się Kuba Jankowski, a naszym gościem dzisiaj będzie psychoterapeuta, trener, doradca biznesu, autor wielu poczetnych książek, trzydziestu czy ponad trzydziestu?
Około trzydziestu.
A także piewca uważności Wojciech Eichelberger. Dzień dobry.
Dzień dobry, dziękuję za zaproszenie.
Jak nie zmarnować swojego życia? Jak wykorzystać potencjał, który jest nam dany?
Przede wszystkim zorientować się, że go nie wykorzystujemy. To jest pierwszy konieczny krok. Coś w nas drzemie, coś nas kręci w środku, jak to się mówi. Mamy poczucie jakiegoś braku satysfakcji, jakiegoś niedosytu. No i wtedy trzeba sobie zorganizować taką sytuację, żeby się dowiedzieć, O co mi chodzi tak naprawdę? Co mnie tam w środku nyje? Ładne słowo. I wtedy dopiero, gdy zaczniemy sobie zadawać takie pytania. to coś z tego może się dalej pojawić. Po pierwsze, zdać sobie sprawę z tego, co nas męczy, jest źródłem braku satysfakcji, a potem pytać, o co mi chodzi, czego ja naprawdę potrzebuję, żeby to poprawić. Tu jest mało miejsca na takie ogólne prognozy i recepty na szczęście. Jeśli jestem obecny w swoim życiu i w dobrym kontakcie z sobą tym samym, bo to jest ważny wymiar obecności, no to ja się tego dowiem, ja to poczuję i zacznę czegoś szukać i zacznę na coś pytać. Ale rozkojarzenie, zabieganie, pośpiech, zmęczenie odcinają nas od takiej możliwości. I to jest naprawdę powszechne. I ludzie przychodzą do terapeutów czy coachów i mówią I can't get no satisfaction. O co chodzi? Spotykam bardzo często ludzi, którzy według takich na powszechne standardów osiągnęli wszystko. Wysoką pozycję majątkową, społeczną, zawodową i dalej są nieszczęśliwi. No i zastanawiają się, gdzie ja popełniłem błąd. No i ten błąd często został popełniony wiele lat wcześniej, gdy pod wpływem jakichś przypadkowych impulsów, czy przypadkowych okoliczności, czy pod naciskiem jakichś ludzi ze swojego otoczenia podejmujemy złe decyzje. na temat tego, co ja chcę robić w życiu, co jest dla mnie ważne i gdzie ja chcę w tym życiu zmierzać.
A dlaczego dajemy innym decydować za swoje życie, czy o swoim życiu?
No bo często jesteśmy tak wychowani, że Po pierwsze, sami nie wiemy i wtedy lubimy pytać innych o to, co ja powinienem zrobić, bo nie wiem. No i wówczas ulegamy takim sugestiom często. Często są to sugestie rodzicielskie. Tak moim zdaniem to ty się nadajesz tylko do tego i tego. mój ojciec i mój dziadek byli lekarzami, no to ty też zobaczysz, zostań lekarzem, to będzie dobre rozwiązanie. No bo my mamy jakąś firmę, to został te swoje marzenia i talenty na boku i ktoś musi poprowadzić tą firmę. Więc w takich jej podobnych sytuacjach.
A jaki koszt płacą osoby, które idą tą drogą? Bo to pewnie wynika z pańskiego doświadczenia zawodowego.
Jaki koszt? Koszt, no koszt ogromny. No właśnie brak poczucia szczęścia, brak poczucia satysfakcji, rozczarowanie, czasami depresja. Bardzo poważne koszty. I potem gdzieś następuje tak zwany kryzys połowy życia. Tak między 40 a 50. I część ludzi stać na to, żeby radykalnie coś zmienić. Ale niewielu. Bo już, jak to się mówi, przyzwyczaili się do tego co znane. A poza tym to, co znane, staje się tak złożone, skomplikowane i zobowiązujące, że naprawdę trudno jest tam zrobić jakąś rewolucję i powiedzieć, że złam to wszystko i idę medytować do lasu.
Czym jest ten kryzys połowy życia?
No właśnie ten, o czym powiedziałem. Jest to takie poczucie, że jestem w połowie życia i właściwie, jak to się mówi, jest z górki, więc już żyłem w jakiś określony sposób, w imię określonych celów i wartości i to mi nie dało satysfakcji, to co ja mam dalej robić. Bardzo ważny kryzys, bardzo w istocie pomocny powinien się każdemu przydarzać. Ale też niewielu ludziom się przydarza, bo jak mówię, żyjemy w takim tempie i w takim otoczeniu, że nie ma czasu na taką autorefleksję nawet. Także bardzo wielu ludzi żyje nawykowo, z automatu. Tak jak przysłowiowy wyścig szczurów albo chomik w kołowrotku. I to jest smutne.
Ale to wynika często z... Oczywiście jedną zmienną czy ważną cechą jest świadomość, samoświadomość. Ale też chyba wygoda, w pewnym sensie. Bo skoro poruszamy się po już dobrze znanych schematach, świecie, który zorganizowaliśmy i zbudowaliśmy dookoła siebie, to wymagałoby od nas gigantycznego wysiłku zbudowania go na nowo. Nie chce nam się.
Tak. Nie chce nam się i boimy się tego też. Zna pan takie powiedzenie, że często wybieramy znane piekło, kosztem nieznanego nieba, bo to co znane jest oswojone, jest łatwiejsze, chociaż czasami bardzo mało osatysfakcjonujące, mówiąc delikatnie.
A co najczęściej ludzie, którzy przechodzą przez ten kryzys połowy życia, czego dowiadują się o sobie?
No bardzo ważną rzeczą się dowiadują sobie, że nie znali siebie, że nie znali swoich prawdziwych potrzeb, że nie znali swoich prawdziwych możliwości też, talentów czasami nawet. No i że dotychczasowe życie z punktu widzenia ich satysfakcji i takiego, takiej potrzeby rozwoju własnego potencjału, no nie spisało się za bardzo. Więc dowiaduję się i tego, co dobre, i tego, co trudne. No i potem muszą coś dalej z tym zrobić, więc albo mówią, no trudno, przeżyłem już tyle lat w tym, co znam, to już tak nie zostanie. Inni mówią, no to dobrze się tego wszystkiego dowiedziałem, ale jeszcze poczekam, bo na przykład dzieci muszą dorosnąć albo coś w tym rodzaju. A jeszcze inni mówią, no nie. Szukam tego co nowe i robię jakąś, może niekoniecznie rewolucję, ale taką ewolucję swojego życia, która by doprowadziła do sytuacji, gdzie ja poczuję, że realizuję się jako człowiek.
Z perspektywy życia taka zmiana zawsze jest dobra?
No nie, zawsze ryzykowna, no ale Jeśli chcemy się rozwijać, to musimy decydować się na ryzyko i robienie tego, co trudne. Bo jeśli pozostaniemy w tym, co bezpieczne, nawykowe i łatwe, już tak powiem dobrze opatrzone i ograne, no to Nie ma co liczyć na to, że umrzemy szczęśliwi.
Ale osoba w takim momencie swojego życia zazwyczaj jest już częścią większej rodziny. Nie jest singlem. Nie zawsze, ale tak często bywa. I taka zmiana w życiu dotyczy też bliskich tejże właśnie osoby. I jak wypośrodkować te własne potrzeby poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania, satysfakcji z życia, jednak odpowiedzi emocjonalnej za życie bliskich.
Właśnie o tym mówiłem, że to czasami jest bardzo trudne. albo trzeba troszkę poczekać, albo przeprowadzać jakąś stopniową ewolucję i zacząć inaczej ustawiać swoje plany i inaczej też ustawiać swoje relacje w pracy, w rodzinie, tak żeby znaleźć przynajmniej więcej czasu dla siebie na realizację tej potrzeby rozwoju. To jest możliwe, tylko trzeba to ustawić jako pewien priorytet i przestać tak biegać w kółko, bez sensu.
Czyli przestańmy biegać w kółko bez sensu. Jak chomiki.
No właśnie.
To prosta rada, łatwa do zrozumienia, ale w idealnym świecie ten kryzys z połowy życia nie nastąpiłby w połowie życia. Nastąpiłby wcześniej albo w ogóle by go nie było, gdybyśmy potrafili sobie na te pytania wcześniej odpowiedzieć. Co musiałoby się wydarzyć w życiu każdego z tych ludzi, w naszym życiu, aby do tego kryzysu nie dopuścić.
No, musielibyśmy wpaść wcześniej na ten pomysł, że jednak to, co nam proponuje główny nurt kultury i ten najbardziej powszechny kodeks wartości, to nie jest nasze. A wcześniej wybrać to, co jest w wygodzie ze mną. Ale to nie jest łatwe. Niewielu ludziom się to przydarza niestety.
W takim świecie, o którym opisujemy tutaj w trakcie naszej rozmowy, gdzie nakłada się na nas dużą odpowiedzialność, obowiązki, wymóg wykonania pewnych skomplikowanych zadań w krótkim czasie. Mówimy sobie, że to może mieć przełożenie na nasze zdrowie psychiczne, ale też, czy to zdrowie psychiczne, które jest poddane dużej próbie i dużym naciskom, może też mieć wpływ na nasze zdrowie fizyczne?
To absolutnie tak. To jest bardziej prawdopodobne, że nasze złe poczucie psychiczne, jakieś niespełnienie w tym obszarze odbije się na naszym zdrowiu fizycznym niż odwrotnie. że jakieś zaburzenia związane z organizmem wpłynął zasadniczo na naszą psychikę. To idzie w tą stronę. Właściwie można powiedzieć, że mózg rządzi ciałem. Czy bardziej umysł. Czyli to w jaki sposób ten mózg jest oprogramowany. Jeśli tam ten sformatowanie naszego umysłu jest w stanie że lekceważy też na przykład istotne, normalne potrzeby organizmu, no to wtedy ten organizm będzie chorował. A to jest też powszechne, że lekceważymy potrzeby naszego organizmu, że, jak to się mówi, nie potrafimy go serwisować właściwie, tego bezcennego agregatu, który jest wehikułem naszego życia. Wydaje nam się, że można go eksploatować w sposób bezkarny. Nasz organizm ma określone potrzeby i określone warunki brzegowe dobrego funkcjonowania. I tego też się nigdzie nie dowiadujemy. Może teraz coraz częściej już po tym covidowym okresie coraz więcej się mówi o tym, żeby uwzględniać różne ważne potrzeby organizmu w naszym stylu życia.
Mówiąc pańskimi słowami, jak serwisować ten organizm, żeby działał jak dobrze naoliwiona maszyna?
To jest złożone i długo trzeba by o tym mówić, ale są pewne podstawowe sprawy. Przede wszystkim ten organizm potrzebuje dobrego zasilania, czyli wody dobrej jakości, powietrza dobrej jakości i żywności dobrej jakości. Potem potrzebuje dużo ruchu. To już wszyscy o tym mówią, prawda? Te słynne 100 tysięcy kroków. Przepraszam, 10 tysięcy kroków.
100 tysięcy to raczej mogłoby mieć skutek odwrotny.
No i jakiś trening kardio, tak żeby to serce też miało okazję się wzmocnić, więc trochę tam trzeba od czasu do czasu to tętno podnieść dość wysoko. No i odpoczynek, wysokiej jakości odpoczynek, czyli dobry sen przede wszystkim o właściwych porach. No i to właściwie powinno wystarczyć. To jest takie minimum. Jeśli te trzy sprawy ogarniemy, to już będziemy na tyle świadomi, że to pociągnie różne inne, bardziej szczegółowe aspekty serwisowania.
Czyli dobre środowisko poprzez zasilanie czystym powietrzem, dobrą wodą i dobrej jakości jedzeniem. Dalej, odpoczynek. Ruch jako drugi, czyli aktywność fizyczna i trzecia rzecz, odpoczynek.
Sen przede wszystkim.
Sen jest kluczowy. A jakieś inne jeszcze formy odpoczynku?
Może sobie usilać drzemkę w ciągu dnia. Ćwiczyć takie metody relaksu, które nie wymagają usypiania. Albo medytacje, które też uspokajają umysł, a tym samym uspokajają ciało. Więc innych nie ma.
I tu wspomniał pan, że jest to taki minimum tego serwisowania organizmu, ale gdybyśmy chcieli zejść trochę głębiej jeszcze, to jak bardziej możemy zadbać o swój organizm, żeby był nie tylko sprawny fizycznie, ale też psychicznie, chociaż wiemy, że jedno z drugim jest połączone.
No już o psychice mówiliśmy dość dużo, ale oczywiście istotne jest to, żebyśmy znajdowali możliwie dużo sytuacji i adekwatnie odpowiadali na tak zwane dopaminowe potrzeby naszego organizmu. Bo w ogóle żyjemy w tej chwili, można powiedzieć, w kryzysie dopaminowym. Dopamina to jest taki hormon, nagrody, to tylko są poczucia. I w tej chwili ma coraz większa ilość ludzi, myślę, że to jest jakaś epidemia. ma ogromne deficyty dopaminy. Mamy dwie wymiary naszego układu nerwowego, dwie struktury. Jedna to jest zarządzana przez adrenalinę, to jest ten układ sympatyczny tak zwany. Ja mówię o naszym układzie nerwowym, vegetatywnym, który zawiaduje funkcjami organizmu. Mamy układ sympatyczny i mamy układ parasympatyczny. Sympatyczny służy do mobilizacji. zarządzany przez adrenalinę czy kortyzol, a tamten jest zarządzany przez dopaminę, ten układ regeneracji parasympatyczny. I my mamy w tej chwili bezpowszechny głód dopaminowy, bo przerost tej stymulacji adrenalinowej i ogromne zaniedbania, jeśli chodzi o stymulację dopaminową. Dlatego coraz powszechniejsze stają się uzależnieni od różnych substancji, które podnoszą dopaminę. Ale zaniedbana jest możliwość takiego naturalnego dostarczania się dopaminy, właściwie poprzez dobre, bezpieczne, serdeczne kontakty międzyludzkie, poprzez jakąś dbałość o organizm. kwestia bliskości fizycznej, dotyku, zmysłowości są bardzo ważne, ten wymiar dopaminowy. jakieś okazje do zabawy, do współpracy, do komunikowania się w sposób pozytywny, a nie poprzez hejt, wymagania i krytykę. Czyli zwracanie uwagi na pozytywne strony różnych ludzi i chwalenie ich, docenianie. To wszystko jest dopaminowe. I tego jest coraz mniej. tego wszystkiego jest coraz mniej. Jesteśmy coraz bardziej samotni, coraz bardziej zdani na zdalną komunikację, coraz bardziej oddaleni od siebie, no takim kryzysem dopaminowym ogromnym, szczególnie dla Dla młodych ludzi, dla dzieci to był COVID i ta potworna izolacja. Nie wiadomo, prawda mówiąc, czy do końca potrzebna. Nadmiarowe jakieś restrykcje z tym związane. One spowodowały w dużej mierze to, co się dzieje w tej chwili z dziećmi. i z młodymi ludźmi, że to w bardzo ważnym okresie rozwojowym było. Ta izolacja z pandemią. zdalna praca, nie chodzenie do szkoły i tak dalej. Efekt jest natychmiastowy. Mamy 40% depresji u dzieci w szkole podstawowej, czy zaburzeń depresyjno-lękowych. A te dzieci jednocześnie, które są w tych szkołach, to bardzo często doświadczają właśnie wrogości i rywalizacji, mówiąc o jakimś hejcie na mediach społecznościowych.
Wspomina pan o tutaj, właściwie możemy wydzielić.
Tą... Jeszcze skończę, żeby już podsumować, że odpowiedzieć na pana pytanie. Żeby zadbać o ten organizm i jego równowagę, balans, w taki sposób kompletny, no to trzeba zdecydowanie wyrównać właśnie balans między adrenaliną a dopaminą w naszym codziennym funkcjonowaniu. Nie możemy jechać na samej adrenalinie, bo to nas wyczerpuje. Efekt jest taki, że Albo się uzależniamy od dopaminowych substancji typu alkohol, kokaina, marihuana itd. Albo musimy się doładowywać z tzw. spidami po to, żeby dać radę i podbić jeszcze, wyczerpywać do reszty układ adrenalinowy. i dług dopaminowy wzrasta i nakręca się błędne koło, bo żeby przeżyć w ogóle musimy się dokarmiać substancjami, które w sposób sztuczny podnoszą dopaminę. I mamy epidemię uzależnień. Więc to też jest strasznie ważny wymiar refleksji nad systemem, w którym żyjemy i tymi wartościami, które ta cywilizacja wydaje się cenić najbardziej. Trzeba pomyśleć o tym, żeby zmienić kryteria sukcesu i rozwoju.
Gdzie indziej go upatrywać niż tylko w sukcesie zawodowym, wyrażanym... I materialnym. I materialnym, tak. Wyrażanym pojemnością naszego konta bankowego i zasobnością tego konta. Wspomniał pan o tej dopaminie. Możemy wyróżnić dobre i złe źródła dopaminy?
Nie, no to mówiłem. Dobre źródła to są związane głównie z kontaktem międzyludzkim, jakością tego kontaktu. ale także z kontaktem z przyrodą, z ruchem, z tańcem, zabawą. No, takie sprawy, na które jeszcze nie tak dawno był czas. Czas, były na to różne sposoby organizowane, różne sytuacje, takie społeczne. A teraz jest tego już coraz mniej. Jest tak jak jest.
Chciałem zapytać o to, żeby podał pan więcej tych źródeł tej dobrej dopamina, abyśmy mogli to w swoje życie wprowadzić i więcej tej dopaminy. Czyli przede wszystkim kontakty międzyludzkie. Tu też mówiliśmy o tym, że młodym ludziom została zabrana możliwość tych kontaktów i że to mogło mieć na nich negatywny wpływ. Też chyba zgadzamy się do tego, że dzisiejsze życie, gdzie coraz więcej mamy możliwości tylko wysłania krótkich wiadomości czy załatwienia czegoś poprzez emotikonę wysłaną w SMS-ie, też temu wszystkiemu nie sprzyja.
Ale wydaje mi się, że to... Emotikonem? zastępujemy dobre słowo, jak to się mówi. Obrazek nie działa tak, jak dobre słowo. Jak ja wyślę komuś serduszko, to to jest kryptonim miłości, czy dobrych uczuć. O tej miłości może za dużo powiedzieć. ale jak komuś napisze kocham cię, albo cieszy mnie to co robisz, albo to jest fantastyczne, podoba mi się, to to jest zupełnie nic innego. To tysiąc serduszek nie załatwi, to jego zdania nie zastąpi.
W kontekście stylu życia, o którym mówimy, często Osoby chudujące takiemu stylowi życia spotykają się z wypaleniem zawodowym. Ale też zaczynają się z innym terminem. Wypalenie emocjonalne. Czy obserwuje to pan dzisiaj wśród Polaków?
Można to nazwać wypaleniem energetycznym też. Gdy po prostu spada nam poziom energii życiowej, jeśli te bateryjki w naszych komórkach, to się nazywa mitochondria, one mają niski poziom doładowania. no to my nie mamy też siły na życie emocjonalne. Po prostu wtedy organizm wchodzi w fazę standby'u i zaczyna oszczędzać energię, naszą koncernę, żeby przeżyć. A wchodzenie w relacje z ludźmi, nawet pozytywne, jednak jest energetycznie kosztowne. No i zwiększa się ilość ludzi, którzy po prostu izolują się. Bo nie mają na to energii, nie mają na to siły, żeby pójść do ludzi, jak to się mówi. Tak jak to rodzice często proponują albo przyjaciele ludziom, którzy są wypaleni czy dzieciom. No rusz się i idź do ludzi. Nie mamy żadnej ochoty ani siły na to. I to też jest coraz powszechniejsze. Są coraz większa ilość dzieciaków, które w ogóle nie wychodzą z domów. Tylko ekrany jeszcze dostarczają im dopaminy, czy gry komputerowe. Bo już Facebook, czy TikTok, czy czy inne społecznościowe media, to są po prostu niebezpieczne. To wymaga ogromnego wysiłku, żeby się tam bez przerwy lansować.
Z młodymi ludźmi jest też tak, że oni bardzo często Tam zawierają znajomości w tym cyfrowym świecie, tam je pielęgnują, tam może nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu logują się, grają ze znajomymi kolegami, koleżankami, wchodzą w interakcje. Te znajomości cyfrowe, które mogą być oparte o wiele godzin spędzonych na rozmowach, nie są i nie będą tym samym czym takie znajomości szkolne czy podwórkowe?
Nie będą, bo one są zapośredniczone poprzez media. Dopamina się wydziela w układzie hormonalnym człowieka wtedy, kiedy mamy bezpośredni kontakt z tym drudzim. Kiedy widzimy go w trzech wymiarach albo w czterech, bo jeszcze jest wymiar czasu. Kiedy czujemy jego temperaturę, czujemy energię tego człowieka, no to wtedy jest kontakt. A w przeciwnym razie to jest po prostu substytut kontaktu, w najlepszym wypadku.
Czyli człowiek jako istota społeczna, aby żyć zdrowo i też otrzymać balans psychiczny, musi wchodzić w interakcje z ludźmi.
Absolutnie. Musi. I to ten eksperyment covidowy pokazał, jak bardzo tego zabrakło dzieciom i jak bardzo im utrudniło życie.
A co w sytuacji, kiedy siedzimy w domu zamknięci w czterech ścianach i tak jak wcześniej Pan wspominał, ktoś nie ma ochoty wyjść do ludzi. Mieszka sam, czyli nie ma tego rodzica, partnera, który wypchnie go, pomoże mu wyjść, wydostać się z tej pułapki czterech ścian. Co możemy mu radzić, czy jak mu pomóc?
Żeby odbudował swoją energię najpierw. No to, ażeby tak się stało, to musi dobrze wypocząć przede wszystkim. Tak powiem urządzić sobie, przynajmniej na parę tygodni, to życie tak, jak byłby na obozie kondycyjnym jakimś, czy w sanatorium. I pod fachową opieką jeszcze musiałby się rzeczywiście energetycznie doładować, doładować sobie tak dosłownie mitochondria. i wtedy dopiero będzie mógł ruszyć życie. Nie ma innego sposobu. Nie można go wypychać do innych, do aktywności, do jakichś zabaw, czy gier, czy nawet na imprezy. On po prostu nie da rady. Nie znajdzie w sobie motywacji. I będzie się czuł jeszcze bardziej nieszczęśliwy, że nie spełnia do nich takich rad i takich wymagań. Trzeba zadbać o takiego kogoś, na przykład dobrze go karmić, poić, masować, przytulać, chwalić i uczyć go tego jeszcze, żeby, może przede wszystkim nawet tego, żeby uspokajał swój umysł, żeby się z tego powodu, że taki jest słaby i chory właściwie, żeby się nie czuł winny. Żeby dał sobie do tego prawo, żeby sam siebie w tym wspierał. A niestety praktyka jest taka, że gdy, wracając do mężczyzn, ale nie tylko mężczyźni tak robią, nie dajemy rady i słabniemy. jesteśmy wypaleni, czy przemęczeni, czy spotka nas coś bardzo trudnego w życiu, gdzieś rozstanie, odejście kogoś ważnego, no to my zamiast się wspierać od tej strony takiej właśnie serwisowej i energetycznej, idziemy na ogół w destrukcję. I zaczynamy nie spać po nocach, używać różnych, używać substancji, które tak naprawdę tylko przynoszą chwilową ulgę, ale niczego nie załatwiają na dłuższą metę. Żyć niehigienicznie, niezdrowo, zaniedbywać się. Właściwie stajemy się autoagresywni. Więc tylko pogarszamy tą sytuację. Tu opieka i wsparcie ludzi, którzy to widzą i naprawdę wesprą tą osobę jest często niezbędna.
W tych trudnych momentach często uciekamy do takich łatwiejszych źródeł dopaminu, o których mówiliśmy. Chyba też z tego względu, że to jest łatwiejsze albo łatwiej osiągalne, szybciej konsumowalne.
No tak, tylko że to jest zastępstwo i to nie nasyca nas. Bo to nie jest endogenne, to nie jest coś nad czym my możemy zapanować i sami sobie dostarczyć, tylko przychodzi z zewnątrz. A wszystko co przychodzi z zewnątrz, to jest coś, co później nas uzależnia. Bo wyłącza tą funkcję i tą wrażliwość, która jest potrzebna do tego, aby zacząć sobie samemu dostarczać dopaminy w taki sposób organiczny, endogenny. Więc doładowujemy się z zewnątrz, ale to trwa jakiś czas i trzeba zwiększać dawkę, żeby następnym razem poczuć się podobnie. No i to jest po prostu droga do uzależnienia. To jest powszechne w tej chwili.
Czyli dostarczanie sobie tych zdrowszych dopamin, przede wszystkim, i to chyba o tym też powinniśmy pamiętać, wymaga więcej pracy. Komfort psychiczny i dobre życie wymaga pracy z naszej strony.
Wymaga przede wszystkim zdrowego rozsądku i takiego stanięcia w kontrze do tego, co jest takim właśnie w głównym nurcie, takim systemem wartości i receptą na sukces życiowy. Trzeba się przeciwko temu zmontować, nie dać się w to wciągnąć. Bo inaczej będzie bardzo ciepko.
Czym jest uważność, jeżeli moglibyśmy krótko opowiedzieć?
Uważność to inaczej obecność, zdolność do bycia tu i teraz w takim sensie, że mamy oczy i uszy otwarte, jak to się mówi. Jesteśmy w kontakcie z tą rzeczywistością, która jest tak naprawdę jedyną rzeczywistością naszego życia, bo to co minęło, to już minęło. To co być może będzie, nie wiadomo czy będzie. Więc tak naprawdę być obecnym w swoim życiu, to znaczy być uważnym.
Skoro o tym mówimy, to zakładam, że zazwyczaj nie potrafimy być obecnym w swoim życiu i tej uważności nie posiadamy, tak?
Tak, bardzo często. To jest w tej chwili powszechne. Jesteśmy tak przestymulowani i mamy tyle różnych spraw niezałatwionych w przyszłości i tych, które czekają na nas w przyszłości. że uwaga nam ciągle ucieka w przeszłość albo w przeszłość. I to widać. Bardzo wielu ludzi jest mało obecnych. Albo myślimy o tym, co było lub o tym, co będzie, albo wchodzimy w nasze smartfony i scrollujemy, i nieustannie mało, coraz mniej spotyka się takich ludzi, którzy naprawdę są tam, gdzie siedzą albo stoją, albo leżą.
To dlaczego powinniśmy nauczyć się uważności? Co to może nam dać?
Przede wszystkim smak życia. Moje życie i Pana życie toczy się w tej chwili. To jest jedyna dostępna realność tego życia w tym momencie. Więc jeśli chcę doświadczać życia, to muszę być w tym życiu obecny. A poza tym, jak jestem bardziej obecnym w życiu, to popełniam mniej błędów. Nie przeoczam różnych spraw, których się nie powinno przeoczać.
A jakie rzeczy można przeoczyć, nie będąc uważnym i iść przez życie w ten sposób?
Na przykład to, że moje dziecko ma jakiś kłopot. Albo jest bardzo zmęczone. Albo, że W kuchni się coś pali, no. na palniku. Albo, że coś się ze mną dzieje. Uważność na własne ciało jest też ważnym składnikiem uważności. Że mam jakieś objawy, które powinny mnie zaniepokoić, albo które powinienem uwzględnić. Że nie słucham uważnie i nie rozumiem, co mój rozmówca mówi. Właściwie gubię wątek. No i setki różnych spraw.
A ta uważność to jest bardziej cecha czy umiejętność?
Myślę, że to jest wrodzona cecha wszystkich ludzi, ale jakoś zapomniana albo mało używana. Okoliczności współczesnego życia są takie, że wymagają nieustannej zmiany wątków i wykonywania wielu rzeczy jednocześnie lub myślenia o wielu rzeczach jednocześnie. W związku z tym ta zdolność do uważności zanika. No bo siłą rzeczy przystosowujemy się do wymagań, w których przychodzi nam żyć. A te wamykania są już w tej chwili nadmiarowe. To już coraz mniej ludzi to wytrzymuje. To przestymulowanie, pośpiech i tą ilość zadań, która jest do wykonania. A to jeszcze gorzej wpływa na uważność, bo wtedy, gdy jesteśmy tak już przemęczeni tym wszystkim, to wycofujemy się bardziej do wewnątrz, jak to się mówi. No i wtedy mama, tata czy ktoś niby jest ciałem obecnym, ale czujemy, że go właściwie duchem nie ma.
Czyli ten świat nie sprzyja takiej uważności? Możemy zaryzykować stwierdzenie, że ten świat jest toksyczny dla naszego ducha, styl tego życia i tempo?
Nie tylko dla ducha, ale i dla ciała. Zdecydowanie tak. To z perspektywy terapeuty bardzo wyraźnie widać, że to się bardzo pogłębia i nasila. Można wręcz dojść do wniosku, że to co się w tej chwili dzieje z naszą kulturą i cywilizacją jest groźne dla ludzi. Na pewno im nie sprzyja. co jest coraz więcej depresji, coraz więcej lęków, coraz więcej ADHD, coraz więcej różnych innych problemów ze zdrowiem. I to znaczy, że jesteśmy przeciążeni, że chyba sprawy nie idą w dobrym kierunku, że mamy chyba złe kryteria postępu i rozwoju, że one są jakoś już z punktu widzenia szczęścia człowieka przeciwskuteczne.
A co pańskim zdaniem powinno być kryterium postępu i rozwoju, które hołdowałoby psychicznemu zdrowiu człowieka? Bo o tym tutaj w tym programie najczęściej mówimy.
No właśnie zdrowie. są zdrowi i fizycznie i psychicznie. Jeśli nie szukają jakiejś okazji do uzależniania się od różnych produktów, które im podnoszą dopaminę, no to i też nie czekają, prawda, na kolejne zabiegi w bardzo długich kolejkach, jeśli dożywają późnego wieku w zdrowiu i w jakiejś dobrej kondycji. a nie zajmują się głównie staniem w aptekach czy do lekarza w kolejkach, więc no to wtedy mamy do czynienia z takim systemem, który sprzyja człowiekowi, tak? Sprzyja temu, co się nazywa szczęściem, czy też dobrostanem, może mniej patetycznie. I o to chodzi, o to powinniśmy dbać. a nie o wielkość PKB na wszelką cenę i powiąk konsumpcji, nadkonsumpcji, w którym to świecie żyjemy.
Choć przypadkiem jest tak, że to co Pan mówi teraz, to jest taka mądrość życiowa, która wypływa z doświadczeń. I trudno taką mądrość zaszczepić młodemu umysłowi, który musi spróbować musi dotknąć, żeby się poparzyć i dopiero wtedy dowiedzieć, że ta droga nie jest słuszna.
Młode mózgi poddają się formatowaniu. Wszystko zależy od tego, czego będziemy ich uczyć, jakie wzorce im pokazywać, jaką hierarchię wartości proponować. Więc niekoniecznie muszą iść w tą stronę, w którą podąża system czy cywilizacja jako taka. Mogą znaleźć się w opozycji do mainstreamu. I coraz więcej młodych ludzi chyba tego szuka z tego, co widzą.
Czyli z nadzieją Pan patrzy na budę pokolenia?
No moje pokolenie jest zróżnicowane, choć to pokolenie X wydaje się być takie szczególnie wrażliwe na sprawy, o których teraz mówimy, czyli na swój poziom szczęścia i takiej samorealizacji. Wyglądam na takie pokolenie zbuntowane, któremu konsumpcja już nie nie wypełnia całego życia i horyzontu szczęścia.
Czy to może dlatego, że ta konsumpcja, ale w wydaniu ich rodziców, zafundowała im pewne deficyty życiowe?
Myślę, że są świadomi tego, że sprawy się źle dzieją, że wśród ich kolegów jest coraz więcej zaburzeń lękowych, depresyjnych. że młodzi ludzie coraz częściej popełniają samobójstwa, nawet dzieci, że klimat jest nieobliczalny i staje się groźny. Mnóstwo różnych informacji, oni sprawnie poruszają się w świecie informacji i widzą co się dzieje, więc szukają jakiegoś wyjścia. Są wrażliwi na to, żeby właśnie nie konsumować zbyt wiele, żeby dbać o swoją kondycję, żeby dbać o wolny czas, o swój jakiś rozwój wewnętrzny. To jest, to jest, to budzi nadzieje, można powiedzieć.
Dbanie o kondycję, o rozwój zewnętrzny. Co jeszcze mógłby pan tutaj doradzić, jeżeli oglądają nas wszyscy?
Żeby nie dać się puścić w taką rolę, że pracuję, zarabiam i wydaję. I to ma stanowić cały sens życia. i wydaje mi się, że im to dobrze idzie, także wspieram w tym młodych ludzi.
Czyli zamiast sloganu pracuję, zarabiam i wydaję, jakie słowa moglibyśmy tutaj wstawić jako taki drogowskaz życiowy?
To ciekawe pytanie, żeby tak krótko sformułować hasłowo. Ma pan gdzieś pomysł?
Z pewnością wiązało to by się z z zajrzeniem wgląd w siebie i poszukiwaniu, właściwie poszukiwaniu tak naprawdę głębokiego sensu w życiu.
No to mamy. Jestem, szukam sensu i co jeszcze?
No właśnie.
I rozwijam się.
I rozwijam się, bo ten rozwój i wydaje mi się, że nieustanne zadawanie sobie pytań w życiu, na poszczególnych etapach, na każdym kolejnym etapie i poszukiwanie odpowiedzi, a niekoniecznie udzielanie odpowiedzi jest tym, co może nas rozwijać.
Tak. Na ogół odpowiedzi znajdujemy zbyt wcześnie i nie są to prawdziwe odpowiedzi. więc stawianie pytań jest znacznie ważniejsze i należy to propagować. Niestety też okoliczności, w których żyjemy obecnie, nie zachęcają do stawiania pytań. Czy pozwolano panu zadawać pytania w szkołach, do których pan chodził? No właśnie. A podobno kto pyta nie błądzi. I to jest bardzo ważne powiedzenie, bardzo prawdziwe.
A jak umiejętnie i jakie pytania sobie stawiać w życiu?
No im bardziej zasadnicze, tym lepiej. No właśnie tak jak powiedzieliśmy. Jaki sens ma życie? O co chodzi w tym życiu? Po co ja się tutaj urodziłem na tej ziemi? Jaka jest moja rola? Jaka misja? Czemu to ma służyć? Jakie są moje prawdziwe potrzeby? takie prawdziwe, a nie te, które są zapożyczone z jakiegoś mainstreamowego obiegu kulturowego. No i tak dalej. Na czym polega szczęście? Na czym polega miłość? Co to, na czym polega związek z ludźmi? Jaka jest nasza relacja do przyrody, do planety? To są ciekawe pytania, prawda?
No one mogą nam wskazać poszczególne wskazówki. Czy podpowiedzieć, którędy iść do tego sensu życia.
No tak, ale trzeba pytać. Bo jeśli udajemy, że już wiemy, to nigdy nie zapytamy.
Nie zapytam Pana o sens życia, ale inaczej sformułuję to pytanie. Z pewnością zadawał sobie Pan tego typu pytania w życiu i udzielał na nie odpowiedzi w międzyczasie, ale z perspektywy życia i doświadczeń okazuje się, że niektóre odpowiedzi nie były prawdziwe albo nie warte.
To trzeba pytać dalej.
Ale jakie to były odpowiedzi? Bo my dzisiaj możemy zadawać sobie podobne pytania i słyszeć to samo w głowie, ale korzystając z Pańskiego doświadczenia możemy się dowiedzieć, że nie warto pójść tą drogą.
No to już o tym mówiliśmy. Nie warto pójść drogą typu zarabiam, haruję, zarabiam, konsumuję. To nie jest droga. Chociaż jest jakoś nawet kojarzona z patriotyzmem niemalże. To właśnie powinniśmy robić. O to chodzi. Ja oczywiście nie twierdzę, że nie warto pracować, tylko żeby z tego procesu nie czynić sensu życia. Pracować w takim stopniu i w taki sposób, który niesie satysfakcję bardziej, taką wewnętrzną, a nie pieniądze tylko i taką satysfakcję konsumpcyjną.
A co panu daje najwięcej satysfakcji z życia? Albo co w życiu daje pan najwięcej satysfakcji?
Ja mam takie szczęście, że wybrałem pracę, która jest zgodna z moim charakterem, z moimi potrzebami i też z tym, co można nazwać jakąś wyczuciem mojej życiowej misji. Tak. Zachęcam wszystkich do szukania takiej pracy.
Gdybyśmy chcieli porozmawiać o uważności uważnie, to należałoby opowiedzieć też o tym, jak ją, ten wrodzony talent, o którym mówiliśmy, rozwijać, trenować. Co robić, aby stawała się jeszcze silniejszym motorem naszych zmian w życiu czy decyzji. To jak to robić?
To nie jest tylko nasza odpowiedzialność, to też jest odpowiedzialność naszych rodziców, opiekunów i nauczycieli, żeby wspierać nasze naturalne predyspozycje, nasze talenty. i organizować tam edukację w taki sposób, aby te talenty mogły się rozwijać, a nie brać wszystkich pod jedną sztancę, jak to się mówi.
Urawniłowkę.
Urawniłowkę, tak, jak to się mówi w języku teraz niepopularnym.
To wobec tego, jak powinniśmy organizować taką edukację?
Bardziej ją personalizować, bardziej indywidualnie. Ale to jest taki postulat mało realistyczny, Nauczyciele sami przeczyli jakąś swoją edukację i też w przygotowaniu do swojej roli nie byli uczeni takiej postawy w ogóle i takich zasobów już czysto technicznych do prowadzenia takiej edukacji. Więc to jest bardzo trudne. Ja bardzo dużo czasu poświęcałem w swoim życiu jakimś różnym pomysłom na temat edukacji. Wiem coś o tym, jak trudno je wprowadzić. Szkoła ma ogromną bezwładność, szkolnictwo w ogóle. I właściwie ciągle jeszcze ona funkcjonuje w modelu XIX wiecznym. Nawet nie XX wiecznym, ale XIX wiecznym. Chociażby taką rzecz wprowadzić do szkół jak nauczenie projektowe, czyli zapraszać młodzież i dzieci do tego, żeby tworzyły zespoły projektowe, które pracują razem nad jakimiś projektami i próbują dowiedzieć się wszystkiego, co jest z tym projektem związane. żeby ćwiczyć kooperację, żeby ćwiczyć inicjatywę, żeby, żeby uczyć się. Samodzielnie, a nie na zasadzie, że ktoś mi mówi czego ja mam się nauczyć, tylko ja się chcę tego nauczyć, bo to jest mi potrzebne do tego projektu. To tak w największym skrócie, ale to jest niemożliwe do wprowadzenia. Z rządów organizacyjnych, z rządów finansowych, I wielu, wielu podobnych.
Trochę podsumowując, czyli jeżeli chcemy zapewnić sobie dobre życie i to fizyczne i psychiczne, no to przepis de facto jest prosty. Dobre jakość, jedzenie, powietrze, aktywność i reset, czyli odpoczynek. To nie jest jakieś magiczne zaklęcie, które trudno poznać. A jednak wielu z nas nie potrafi temu hołdować.
No nie potrafi. Nie potrafi, bo się tego nie nauczyli. Bo być może patrzyli na swoich rodziców, którzy też zajeżdżali się bez reszty. No i nie potrafią się o siebie zatroszczyć. Więc tak bezrefleksyjnie robią to, co robią wszyscy, jak to się mówi. Na szczęście i nie wszyscy, ale tak to wygląda jakby wszyscy.
No i z pewnością umiejętnością, która doprowadziłaby nas do tego, aby nie robić bezrefleksyjnie wszystkiego, co inni, to jest właśnie ta uważność, czyli wzgląd w siebie.
Wzgląd w siebie i bycie świadomym tego, co się dzieje w otoczeniu.
Co Pana zdaniem jest najważniejszą misją naszą, ludzi w życiu, naszym powołaniem?
Tak w ogóle ludzi?
Tak każdego z nas, każdej jednostki. Rodzimy się tutaj, mam teraz przyjemność rozmawiać z osobą, która jest bardzo uważna i bardzo świadoma, samoświadoma. No więc kieruję to pytanie.
No to odpowiedź jest prosta, poznać siebie.
I zarówno w wieku 20, 10, 30, 50, 60 lat.
Nie, no ten proces trwa, no to się... Mamy proces, w który jesteśmy jakoś formatowani, kształtowani przez okoliczności, w których się urodziliśmy, przez system rodzinny, przez szkołę, przez obyczaj, przez kulturę, w której partycypujemy, język. No ale i potem system wartości, który obowiązuje w tym plemieniu, w którym przyszło nam żyć. No i okej, i tak żyjemy jakiś czas, ale w którymś momencie mówimy zaraz, ale to jest wszystko gdzieś zapożyczone. To są moje uwarunkowania. To mi nie daje radości i satysfakcji i uczucia spełnienia, więc muszę się zastanowić nad tym, co z tym dalej robić. Czy to, co nawykowe i spontaniczne, jest autentyczne? I zaczynam szukać tego, co autentyczne. Jeśli w jakimś stopniu przynajmniej uda nam się to odnaleźć, to ta satysfakcja z życia zaczyna niepomiernie wzrastać.
Wojciech Eichelberger, serdecznie dziękuję za to spotkanie.
Dziękuję bardzo.










