Siła biografii: Ograniczenia, bariery i odwaga w dążeniu do celu - W. Eichelberger | Muzeum POLIN

Nagranie rozmowy (7 II 2021) między Katarzyną Janowską a Wojciechem Eichelbergerem o sile charakterów wybitnych Polaków, którzy przez przeciwności (dyskryminacja, bieda, trauma) rozwinęli upór, ambicję i działalność publiczną. Główne wątki to: duma/godzina jako motywacja do przewyższenia stygmatów, wpływ doświadczeń dzieciństwa na tożsamość oraz dążenie do sprawiedliwości i naprawy (wyrzuty sumienia → działanie). Przykłady biograficzne: Helena Deutsch, Helena Rubinstein, Samuel Goldwin, Józef Rotblat, Ludwik Zamenhof.
Galeria Dziedzictwo to poczet wybitnych postaci polskiej kultury, polskiej sztuki, ekonomii czy nauk społecznych, a osiągnięcia tych postaci mogą być imponujące tym bardziej, że wszyscy bohaterowie musieli się zmagać z rozmaitymi ograniczeniami, z różnymi barierami, które sprawiały, że nie było im tak łatwo osiągnąć sukces w dziedzinach, które sobie wybrali. Chciałabym dzisiaj porozmawiać o takiej sile uporu i ambicji, która sprawiła, że wszyscy ci ludzie, mimo tych przeciwności, osiągnęli tak wiele. Chciałam zapytać, czy taka siła to jest coś, z czym człowiek się rodzi, czy można to sobie wypracować?
To ja od razu powiem, że to nie mimo tych okoliczności i barier i przeszkód, tylko dzięki tym okolicznościom, barierom i przeszkodom. To jest znane w psychologii zjawisko, że ludzie, którzy są w jakiś sposób negatywnie naznaczani, czy represjonowani nawet w jakiejś społeczności, czy narodowej, czy mniejszej, I to są ludzie, którzy w naturalny sposób budzą w sobie taką motywację, żeby pokazać na co ich stać, żeby zrealizować swój potencjał mimo tych okoliczności, ale właściwie głównie dzięki nim.
Czyli to jest kwestia dumy czy godności? Można tak o to spojrzeć?
Tak, to jest poczucie godności, to jest zjawisko, które Można obserwować oczywiście z zachowaniem proporcji, bo tutaj historia narodu żydowskiego jest szczególna, ale w jakichś przejawach to samo zjawisko można obserwować np. wśród emigrantów. Duma czy poczucie godności to jest tutaj bardzo dobry klucz. Podobnie można myśleć np. o homoseksualistach. Przecież ilu wspaniałych artystów, pisarzy, ludzi naprawdę wybitnych miało homoseksualną orientację. Zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn. Gdyby zmierzyć proporcje, wielkość tej populacji, i porównać to do tej liczby ludzi wybitnych, to byłoby niesłychane wypełnienie.
Czyli to jest taka społeczna figura innego trochę, ten inny obcy, który jest dyskryminowany i który w związku z tym chce udowodnić, że powinien zostać wkluczony.
Tak. Podobne zjawiska można też wśród kobiet zobaczyć, które przecież były i są nadal właściwie represjonowane przez kulturę patriarchalną, że tam wręcz obowiązuje taki greps, jak to się mówi, żeby uzyskać taką pozycję, jaką ma mężczyzna, to ja muszę być dwa razy lepszy od mężczyzny. I myślę, że podobne mechanizmy działają w społeczności żydowskiej. w innych krajach, nie tylko w Polsce.
Wszyscy bohaterowie tej galerii są niezwykli, ale dla mnie niesamowitą postacią jest Helena Deutsch. To jest kobieta, która urodziła się w żydowskiej rodzinie w Galicji, która wyjechała na studia do Wiednia. Tam przez pewien czas terminowała u Zygmunta Freuda i w ten sposób zainteresowała się psychoanalizą. Potem razem z rodziną wyemigrowała do Ameryki, oczywiście uciekając też przed antysemityzmem. No i została pionierką w badaniach nad seksualnością kobiet. Próbowała te dokonania Freuda przeszczepić na bardziej, powiedzmy, feministyczne teorie. Chociaż dzisiaj akurat feministki za nią pewnie by nie przepadały. Podobnie jak za Freudem, ponieważ rzeczywiście ze współczesnej perspektywy to nie są teorie, które brzmią pewnie poprawnie politycznie. Ciężko je obronić.
Nie tylko poprawnie politycznie, ale w ogóle poprawnie.
Tak, to prawda. Ale jak z dzisiejszej perspektywy ocenia pan jej dokonania?
Więc powiem szczerze, że cenzura jakaś taka patriarchalna zadziałała tutaj na tyle mocno, że ja bardzo niewiele o niej wiem. I to pewnie nie przypadek. Nawet specjalnie nie zaglądałem do Wikipedii przed naszą rozmową, żeby nie psuć sobie tego wrażenia, ale oczywiście nazwisko mi się obiło o usz, Mimo, że kończyłem psychologię i interesuję się też taką psychoseksuologią, siłą rzeczy, każdy terapeuta musi takie rzeczy jakoś ogarniać, to ja właściwie, oprócz tego, że usłyszałem nazwisko, to nic nie wiem o jej dokonaniu.
Ale to mi się też wydało ciekawe właśnie, ponieważ prace związane z kobiecą seksualnością również wnikliwie studiuję. i miałam do czynienia z różnymi tymi książkami na ten temat, a akurat o niej np. w Polsce bardzo mało można znaleźć. I zastanawiam się skąd to wykluczenie się bierze. Ona była wykluczana podwójnie podczas swojego życia jako kobieta i jako żydówka. No i teraz też pamięć o niej w pewnym sensie nie została zachowana tak jak powinna.
Przepraszam, że to wielka szkoda. Właściwie Polska ma w ogóle kłopot z seksualnością. I tutaj niewiele się przebija z takiej rzetelnej wiedzy na ten temat, do takiej świadomości powszechnej czy publicznej.
Inna Helena, która jest bohaterką galerii dziedzictwo, Helena Rubinstein. Ona akurat do masowej świadomości się przebiła, bo stworzyła gigantyczne kosmetyczne imperium. Ale jej początki to wielodzietna rodzina na krakowskim Kazimierzu, to jej ojciec, który prowadził sklep, który wcale dobrze nie prosperował. Jej rodzina chciała ją szybko wydać za mąż, za lepiej uposażonego wdowca. Ona tymczasem ratowała się ucieczką, wyemigrowała do Australii i tam w pewnym sensie wymyśliła siebie na nowo. Takie pytanie z gatunku psychologii właśnie, czy to jest jakiś sposób na odreagowanie traumy, czy na odbicie się od beznadziejnej sytuacji, żeby zbudować sobie nową tożsamość, stworzyć jakąś narrację wokół siebie.
To jest interesujące pytanie, czy ona wymyśliła siebie na nowo, czy odkryła siebie prawdziwą. Bo to często tak jest, że jeśli żyjemy w sytuacji, która nas jakoś upokarza czy krzywdzi, jesteśmy gdzieś w jakiejś kategorii ludzi negatywnie naznaczonych lub represjonowanych, No to my się nie rozwijamy. My nie rozwijamy swojej prawdziwej tożsamości. My rozwijamy taką tożsamość, której funkcją jest przede wszystkim obrona. Żeby jakoś przeżyć emocjonalnie w tej sytuacji. I ta obronna funkcja świadomości czy osobowości, bo to się właściwie przekształca w osobowość czy charakter. Ona jest silnie ograniczająca z natury rzeczy, ponieważ ma bronić. Żyjemy w nieustannym zagrożeniu, więc żyjąc w zagrożeniu nie rozwijamy się, natomiast dobrze rozwijamy te wszystkie umiejętności obronne.
W biografiach bohaterów galerii widać też, że często oni właśnie wybijają się z ogromnej biedy, z bardzo trudnych warunków bytowych. I że w pewnym sensie to jest ich siła. Tak było na przykład z Samuelem Goldwinem, który prawie reboso i pieszo przebił się przez Europę po to, żeby potem wsiąść na statek, dotrzeć do Stanów. No i właśnie, czy to jest tak, że jeżeli mamy niewiele do stracenia, to możemy wszystko?
No to chyba trafna obserwacja, trafny sąd, że im mniej mamy do stracenia, tym więcej mamy do zyskania. I z tym większą odwagą pewnie sięgamy po różne rzeczy. Zresztą musimy nam towarzyszyć jakieś przeczucie, że to nam się należy tak naprawdę. że ta sytuacja, w której do tej pory byliśmy, żyliśmy była krzywdą, niezasłużonym upokorzeniem. To zjawisko występuje bardzo u wielu ludzi, ale nie u wszystkich. Powiedzmy sobie szczerze, że ta zasoba, o.
Której mówimy... To są wybitne postacie, oczywiście.
To muszą być wybitne postacie, które mają jakąś, prawda, iskrę bożą, jak to się mówi.
No właśnie, na czym to polega? To jest trochę powrót do mojego pierwszego pytania. Co sprawia, że te przeciwności nie złamały tych ludzi, tylko dały im siła?
To ważne pytanie. Ja też się nad tym muszę zastanawiać często, gdy przychodzi do mnie do gabinetu na przykład ktoś, kto miał katastrofalne właściwie dzieciństwo, w którym trudno znaleźć jakikolwiek dobry, budujący, wspierający epizod. Gdzieś naprawdę głęboko patologicznej rodziny. I taki ktoś przychodzi do psychoterapeuty i najwyraźniej chce walczyć o siebie. Po to przychodzi. Czuje, że jest w nim jakiś potencjał, który trzeba odkryć. Że on musi się jakoś rozliczyć z tą niefortunną, krzywdzącą przeszłością po to, aby uruchomić swój potencjał wreszcie. Nosi gdzieś w sercu, gdzieś na dnie umysłu takie przeczucie. Szczególnie to przeczucie jest mocne, gdy ta osoba jest utalentowana, że ma jakąś pasję, wyraźnie czuje, że jest w niej jakiś silnik, który pracuje na bardzo zbyt niskich obrotach albo w ogóle nie pracuje jeszcze. No i jak ja poświęcę z tym moim klientem psychoterapii trochę czasu na takie poszukiwania, to okazuje się jednak, że gdzieś tam była choć jedna osoba.
Która uwierzyła?
Niekoniecznie z najbliższej rodziny. Czy jakiś jeden epizod, który temu dziecku dał tę nadzieję, że jest jednak inaczej niż Ta cała rzeczywistość wokół niego wydaje się określać jego pozycję, jego wartość, jego przyszłość itd.
Myślę, że ważną kategorią jest też kategoria sprawiedliwości, bo bohaterowie galerii często doświadczali niesprawiedliwości, ale w związku z tym sami często dążyli do tego, żeby o taką sprawiedliwość na świecie walczyć. Tutaj przykład Rafał Lemki, który jako pierwszy sformułował pojęcie ludobójstwa i który walczył o prawo dla ofiar do sprawiedliwości, i bez względu na ich pochodzenie. Czy możemy mówić o tym, że właśnie naród, który doświadczył tylu cierpień, w związku z tym jest bardziej czuły na cudze cierpienie?
Na ogół tak się dzieje. Ja nie wiem, czy to dotyczy narodów, ale na pewno dotyczy wielu przedstawicieli takich narodów. Nie sądzę, żebym się odważył tak generalizować taką zasadę. Natomiast niewątpliwie jest tak, że ludzie, którzy doświadczyli cierpienia w swoim życiu lub też nawet nie musieli tego doświadczyć w swoim życiu, mogli to, jak to się mówi, transgeneracyjnie odziedziczyć z systemu rodzinnego, z przekazu kulturowego, z tej zapisanej historii czy martyrologii swojego narodu, czy grupy etnicznej, Oni są bardziej empatyczni w stosunku do tych, którzy się znajdują w podobnej sytuacji. Ale na pewno nie wszyscy. Z kolei część ludzi, którzy mają jakby inną predyspozycję charakterologiczną, a może genetyczną, nikt tego chyba jeszcze nie zbadał, Oni idą w drugą stronę. Oni to swoje doświadczenie upokorzenia i krzywdy wypierają i dążą do tego, żeby upokorzyć innych i skrzywdzić innych.
Zdaje się, że to był przypadek Samuela Goldwina, który ponoć nie cieszył się najlepszą sławą w Hollywood i zdaje się, że wsławił się tym, że niekoniecznie dobrze traktował swoich współpracowników. Nie był aż tak święty, jak byśmy chcieli.
Empatia niekoniecznie idzie w parze z ambicją i z talentem. Ludzie ambitni, utalentowani są często skrajnie egocentryczni i gdzieś noszą to w sobie, to niskie poczucie wartości. To się nazywa kompleks ofiary. załatwiają tę sprawę, próbują przynieść sobie ulgę i poprawić sobie samopoczucie i poczucie wartości poprzez upakażanie innych. I to jest niestety częste zjawisko, że ofiara zamienia się w kata i na to tak trzeba uważać i w terapii to jest jeden z częstych tematów.
Józef Rotblat to wybitny fizyk jądrowy, którego biografia obfituje w bardzo wiele zwrotów akcji. Niektóre były tragiczne, m.in. w Zagładzie stracił żonę, sam przebywał wtedy na stypendium naukowym. Niestety nie udało mu się wydobyć żony z objętej już wojną Polski. rzucił się w pracę, wyemigrował do Stanów, wziął udział w tzw. projekcie Manhattan, czyli pracował nad budową bomby atomowej, ale kiedy zrozumiał, że bierze udział w czymś, co nie ma przeciwdziałać eskalacji konfliktu na świecie, tylko wręcz go podsycać, wycofał się, a po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroshima i Nagasaki zaangażował się w ruch pacyfistyczny, za co finalnie otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. No i teraz pytanie o wyrzuty sumienia. Czy one mogą mieć pozytywny efekt i pozytywne skutki?
Nie każde. Jeśli wyrzut sumienia się zamienia w takie wszechobecne poczucie winy. To właśnie to paraliżuje. Bardzo wielu ludzi wpada wtedy w depresję, w taki syndrom cierpiętnictwa, w takie, o Boże, co ja zrobiłem i właśnie na tym poprzestaje. Nam musi się pojawić jeszcze jeden impuls. Impuls zadośćcznienia. Czyli naprawy przynajmniej na poziomie symbolicznym, ale najlepiej na rzeczywistym poziomie naprawy wyrządzonej krzywdy. Czy naprawy tego, że się uczestniczyło na przykład w takim programie.
Rozmawialiśmy o wyrzutach sumienia, o Rotblacie. No właśnie.
No to powiedziałem, że albo utkniemy w takim syndromie właśnie szeroko rozlanego poczucia winy, które się będzie przyklejało do wszystkiego, co się da i będzie właściwie zmierzało do depresji prędzej czy później, albo zaczniemy aktywnie działać z naszej oczywicie jego zadość uczynienia i wtedy ta sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Z tym, że z kolei ludzie, którzy kierują się taką potrzebą zadośćuczynienia, często mają taką tendencję, żeby zapominać o sobie kompletnie. Wreszcie można powiedzieć, że zachowują się autoagresywnie, każą samych siebie nieświadomie. Jednocześnie umiejscawiają tę potrzebującą część siebie, W innych ludziach. Przedwcześnie tracą siły i możliwości tego zadośćczynienia. Bo tutaj zawsze trzeba uważać na to, że jeśli chce się innym pomagać, to trzeba być samemu w takiej formie.
Ten poczet bohaterów, o których dzisiaj rozmawiamy zamknęłabym Ludwikiem Zemanhoffem, ogromnym wizjonerem, który walczył o jedność świata za pomocą stworzenia uniwersalnego języka i uniwersalnej religii, o czym czasem zapominamy. I to jego dążenie wywiodłabym z doświadczeń z dzieciństwa, z tego, że dorastał w Białymstoku, który przed wojną był wielokulturowym, wieloetnicznym miejscem. Czy to jest nadużycie, czy jednak to dzieciństwo rzeczywiście tak bardzo determinuje to, kim jesteśmy?
Myślę, że tak. Myślę, że i jedno i drugie, bo przypuszczam, że doświadczał właśnie jakiegoś wykluczenia, czy negatywnego naznaczenia, czy być może nawet represji. i połączenie tych dwóch doświadczeń, gdzie jednocześnie widział, że ludzie z różnych kultur, różnych religii mogą egzystować, a nawet współpracować w imię wspólnego dobra. No to go pewnie natchnęło takim pomysłem. Ja w ogóle uważam, że jego postać jest ciągle niedoceniana i że mam nadzieję, że jak ten kryzys, w którym jesteśmy się jakoś przewali, to że tego typu pomysły, takie pomysły jednoczące wszystkich ludzi, zaczą dochodzić do głosu i to cudownie. Szczególnie wspólna religia dla wszystkich to byłby dobry pomysł. Ja też jestem zwolennikiem takiej religii, która się nazywa Niedwa, czyli niedualne spojrzenie na świat, na siebie i na relacje z innymi ludźmi.










