Wizja życia - LIVE z 08 maja 2023. Wojciech Eichelberger mówi o wizji życia i jej znaczeniu

This content was created by Wojciech Eichelberger. This content was uploaded by Wojciech Eichelberger. This is a YouTube video titled "Wizja życia - LIVE z 08 maja 2023. Wojciech Eichelberger mówi o wizji życia i jej znaczeniu" created on July 14, 2023. The content features Wojciech Eichelberger speaking about the concept of life vision and its significance in a live session.
Witam was wszystkich serdecznie i ciepło, więc dzisiaj zajmiemy się taką dziwną sprawą. Będziemy rozmawiać o wizji, o tym, co to jest wizja, jaką rolę może w życiu ludzkim spełniać, no i ewentualnie jak, jak ją generować. Wizja, jak pewnie wszyscy czujecie to w kościach, jak to się mówi, szczególnie wydaje nam się teraz potrzebna, bo czasy są niełatwe, i jakby cały system się resetuje. W związku z czym mamy też poczucie niepewności i uzasadnionego niepokoju. I wtedy, wtedy w takich czasach szczególnie, no jakaś wizja jest potrzebna. Wizja, która no może nam w jakiś sposób przynajmniej schematyczny, szkicowy narysować to, co nas czeka. Więc dlatego dzisiaj chciałem z wami porozmawiać o wizji. To nie będzie żaden wykład, tylko taka bardziej pogadanka. I bardzo was zachęcam do włączenia się w tą rozmowę, przynajmniej w postaci pytań, które będziemy tutaj rejestrować i potem postaram się na nie odpowiedzieć. Wasze pytania mnie zawsze inspirują. Wiele z nich to pytania, których bym sam sobie nie zadał, więc jeszcze raz bardzo was proszę o pytania, ewentualnie dzielenie się swoimi doświadczeniami na temat wizji. Wizja, jak wiemy, może być wizją indywidualną, która w jakiś sposób nam opisuje to, co chcielibyśmy, aby wydarzyło się w przyszłości, albo też wizja może też lekceważyć, w jakiś sposób ignorować to, co chcemy, aby się wydarzyło. I można powiedzieć, że wizja żyje własnym życiem, nie pyta nas o zdanie. I tym, tym wizja się różni od marzeń, bo czasami nam się myli marzenia z wizją. że wizja ma taką swoją moc i jest często zaskakująca, niezależna niejako od naszych potrzeb czy naszych wyobrażeń na temat tego, co byłoby dla nas najwłaściwsze, najbardziej potrzebne, najbardziej wygodne, najbardziej bezpieczne. Wizje bywają często ogromnym wyzwaniem dla nas, dla indywidualnego człowieka, który doświadcza tego typu wizji. Więc marzenie różni się od wizyty, że jest jakby podporządkowane naszemu chceniu i często nie jest tym, co jest nam najbardziej potrzebne. Stąd takie powiedzenie, które kiedyś słyszałem, że jak Pan Bóg chce nas ukarać, to spełnia nasze marzenia. To wydaje się takie groźne i niesprawiedliwe podejrzenie, czy też oświadczenie bardziej. Natomiast ono ma swoje uzasadnienie psychologiczne, ponieważ Marzenia często wynikają z naszej sformatowanej części mózgu, tej takiej sformatowanej przez wychowanie, przez kulturę, przez nasze własne doświadczenia w życiu, biograficzne doświadczenia, szczególnie wczesne, które się jakoś najgłębiej kodują i potem porządkują niejako wszystkie następne, czy determinują w jakiś sposób, ale to właśnie, że marzenia mają taką genezę, uzasadniam to powiedzenie. że to nie są, że to są często takie chciejstwa neurotyczne. Jest taki dowcip na ten temat z kategorii dowcipów pijackich, jak to Taci właśnie ryba, który nadużywa alkoholu, siedzi sobie nad jakimś jeziorem, czy stawem i nagle wyciąga, nie nad rzeką, nad rzeką i wyciąga złotą rybkę. Jak wiadomo, może spełniać każde dowolne życzenie. I też próbuję na to umówić się z tym rybakiem, mówiąc, no wypuść mnie proszę, bo, bo mi to trochę dusza i nie wytrzymam niedługo, a ja wtedy zagrodę spełnię, twoje trzy życzenia. No i wtedy ten człowiek, który nadużywał tak moc alkoholu, Bez zastanowienia mówi, no tak, na pewno wszystko możesz spełnić, no to bardzo proszę, niech ta rzeka popłynie wódką. No rybka się trochę zdziwiła. Ja mówię okej, to proszę bardzo. No i rzeczywiście rzeka pełna wódki. A potem rybka pyta następne życzenie. No masz teraz drugie życzenie, wymyśl coś ciekawego. A ten człowiek myśli, myśli, myśli, ale jakoś nie może nic wymyślić, więc mówi no to jeszcze ten kubełnik będzie pełen wódki. miał taki kubeł do trzymania złożonych ryb. No i rybka pyk i jest kubeł pełen wódki. No i rybka trochę już zmartwiona stanem tego człowieka namawia go do tego, żeby to trzecie życie nie było. Jakieś bardziej oryginalne, bardziej ciekawe, bardziej odpowiednie dla tego, czego on tak naprawdę potrzebuje. No ale ten człowiek długo się zastanawia, w końcu mówi, no to jeszcze pół litra. No i tak często wyglądają nasze marzenia, że one wynikają z naszych uwarunkowań, z naszych uzależnień, uwikłań, właśnie tak zwanych neurotycznych potrzeb. a nie są wizją w tym sensie właściwym, czyli czymś, co jest generowane przez naszą podświadomość czy nadświadomość, jak kto woli, i stanowi dla naszego życia często bardzo trudne, niemalże ekstremalne wyzwanie. Ja teraz będę się lansował jako poeta wiersz Okleta, bo też mnie dopadła gdzieś dwa lata temu chyba z górą, może nie wizję, ale takie krótkotrwałe natchnienie, gdy miałem wpisać się komuś do, do, do jego, do, do jej, to była dziewczyna młoda, do jej pamiętnika. I, i nagle, ni z tego, ni z owego, jakby nie wiadomo skąd, błyskawicznie pojawił się taki czterowiersz w mojej głowie, który, który brzmi następująco. Kiedy przyszłości nie ma formy, Kiedy cały świat się chwieje, Gdy przegrywach to przezorny, I gdy Bóg się z planów śmieje, Zerwij cumę, płyń bez mapy, Tam, gdzie losu wiatr powieje, Poznaj siebie, poznaj siebie. No i Ten wiersz, muszę wam powiedzieć, mnie jakoś prześladuje i w moim życiu też zdarzają się trudne sytuacje, które właśnie można porównać do zrywania sum i płynięcia bez mapy. Choć ten wiersz, można powiedzieć, nie był wizją, nawet wręcz on opowiada o tym, że tutaj wizji brakuje, bo płyniemy bez mapy i wiadomo gdzie, tam gdzie losy wiatr powieje. Więc to, to ten wiersz, prawda mówiąc, nie jest w ściśle rzecz biorąc o wizję, tylko bardziej o wierze, o takim poddaniu się losowi z wiarą i nie kopaniem się z losem, bo to jest czasami bardzo niebezpieczna zabawa i strata czasu przy okazji. bo los i tak w końcu na swoim postawie. Ale tutaj w tym, w tym, w tym czterowierszyku jest, jest istotna myśl też taka, że, że w tej sytuacji, no, to co jest najważniejsze do zrobienia, to poznawanie siebie, poznawanie siebie. No a elementem poznawania siebie bywają też bardzo często różne wizje na temat tego, co jest dla mnie najbardziej potrzebne. Nie to, czego najbardziej chcę, czy co mi się marzy, prawda, z czym mi było najlepiej, najwygodniej, najbezpieczniej. Ale co mi jest najbardziej potrzebne? Potrzebne do tego właśnie, do tego, aby siebie lepiej poznać, aby więcej się o sobie samym dowiedzieć, lepiej zrozumieć swoje dotychczasowe uwarunkowania i ograniczenia. i nie starać się przekroczyć, tak? Zerwać sumy, płynąć bez mapy. No bo, prawdę mówiąc, jak się klient gdzieś zgłasza na psychoterapię na przykład i ma jakieś konkretne życzenie w stosunku do tego procesu i tego terapeuty, który ma mu pomagać, że chciałby na przykład, nie wiem, coś tam konkretnego zmienić w sobie albo doprowadzić do jakiejś sytuacji typu, prawda, niech się moje życie zmieni, ale żebym ja się nie musiał zmieniać albo odwrotnie, ja bym się chciał zmienić, ale niech się moje życie nie zmienia. No to terapeuta wtedy mówi tak, Drogi Panie czy Droga Pani, ten proces jest procesem nieprzewidywalnym. Ja nie mogę tu niczego zagwarantować. Mogę zagwarantować tylko tyle, że, że te problemy, te objawy, ten rodzaj cierpienia, z którym pan czy pani przychodzi, no będą zniknął, a może przynajmniej będą znacznie mniej dolegliwe. Ale co się ma stać z panem czy z pana, w pana życiu, to jest nieprzewidywalne. Po to, aby takie objawy właśnie zniknęły. Mam jakieś niejasne domysły, ale to są tylko hipotezy. No i tak to jest. Więc wizja, wizja jako wizja samorozwoju jest, jest wizją bardzo potrzebną. ale ona może nieść taki obraz, prawda, tego jak będzie wyglądać za jakiś czas moje życie, moja sytuacja życiowa albo ja, ja sam, może nie, nie tyle fizycznie, co jako pewna konstrukcja mentalna, mentalno-emocjonalna. Więc Takie ćwiczenia warto czasami robić i różnego rodzaju, na różnego rodzaju warsztatach czy w coachingu stosuje się takie wizjonerskie prowokacje. Na przykład można, to wam tu proponuję od razu na żywo, można sobie zadać takie pytanie, znaczy zamknąć oczy, tak? Jak chcecie wziąć w tym udział, to starajcie się robić to, co wam tutaj proponuję. Zamknij oczy, wyobraź sobie, że stoisz przed windą, drzwi windy się otwierają, wchodzisz do środka i widać, że jest tam dziesięć pięter w górę. Każdy z tych pięter oznacza upływ czasu, przyszłość, tak, od jednego do dziesięciu lat. No i naciskasz guzik 10 i wiesz o tym, że jak dojedziesz na dziesiąte piętro to drzwi się otworzą i zobaczysz swoje życie, jakiś jego ważny fragment, ten najistotniejszy. Tak jak to będzie wyglądało za dziesięć lat. No więc teraz jedziemy tą windą na jeden, dwa, trzy, tam zapala się piętro, numer piętra cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć. Bierzesz głęboki wdech, drzwi się otwierają i widzisz, widzisz, leci się obraz. Możesz sobie ten obraz dokładnie obejrzeć, przyjrzeć mu się. Możemy zrobić jakąś pamięciową albo wręcz notatkę typu papierołówek, jak to się mówi, z tego co widzisz. No i To jest jeden ze sposobów generowania wizji. Oczywiście to nie jest ta wizja taka najgłębsza. Taka wizja, która stanowi jakieś wyzwanie, ale często w tego typu ćwiczeniach, no ta wizja, która się pojawia, ten obraz, który się pojawia i tak sugeruje dość wymagające zmiany w twoim życiu, w swoich różnych motywacjach, aspiracjach. Gdy ja tego typu ćwiczenia proponuję w coachingu ludzi zajmujących się biznesem, na wyższych szczeblach biznesu, to właśnie z reguły ich wizja polega na tym, z grubsza, że, że pojawia się obraz, który wyraźnie sugeruje no takie sensowne ograniczenie tej potrzeby posiadania jak najwięcej i, i jakaś większą ilość czasów dla spraw ważnych, takich jak właśnie samorozwój, własne pasje i zainteresowania, kontakt z najbliższymi i tak dalej. Ale są też, jak powiedziałem, wizje bardzo wymagające i te wymagające wizje One... Czasami porównuje się taką wizję do gwiazdy przewodniej. I... Gwiazda przewodnia ma to do siebie... O kurcze, coś mi się wydaje, że komputer mi się wyłączał. Nie wiem czy mnie widać tam gdzieś. Jestem z powrotem, tak. Muszę uważać, żeby tutaj się nie działo. Więc nie wiem czy zniknąłem wam na chwilę czy nie, ale mówiłem o tym, że takie wizje wymagające one One się, porównuje się je do tak zwanej gwiazdy przewodniej, tak, to wędrowcy, którzy poruszają się w jakimś tam nieznanym terenie, żeglarze, marynarze na oceanach, szczególnie w dawnych czasach, kiedy nie było GPS-a, mieli, wybierali sobie gwiazdę na nieboskłoninach, którą nawigowali. I stąd jeden z takich kapitanów, już nie pamiętam jego nazwiska, ukłół takie fajne powiedzenie, a propos właśnie tej gwiazdy. Jeśli chcesz sensownie nawigować przez swoje życie, to kieruj się na gwiazdę przewodnią, a nie na światła przepływających obok statku. I to jest no niby prosta rada, ale jakże trudna czasami, prawda, bo, bo no my mamy bardzo często taką pokusę konformizmu, tak, dopasowywania się do tego, co robi większość lub też jakaś nasza grupa odniesienia nie jesteśmy w stanie wyłamać się z szeregu i podążać za swoją gwiazdą, chociaż wiemy, gdzie ona jest i dokąd, skrótsza prowadzi, w jakim kierunku prowadzi. Konformizm jest ogromnym wrogiem generowania wizji. prawdziwi wizjonerzy, to skrajnie niekonformiści, tak? To ludzie, którzy, którzy wyłamywali się kompletnie z takich ogólnie przyjętych reguł postępowania, myślenia, tworzenia i tak dalej. To ludzie, którzy się, jak to się mówi, złotymi głoskami zapisali w historii. Mam tutaj taką definicję wizji, która jest taką roboczą, właściwie można pewnie wymyśleć lepszą, ale wam przeczytam. Wizja to zdolność do tworzenia własnego, autonomicznego, intuicyjnego modelu lub przeczucia jakiegoś poszukiwanego rozwiązania. To zdolność do widzenia rzeczy i zdarzeń z perspektywy lotu ptaka. Świadomość swoich najistotniejszych aspiracji, potrzeb i marzeń. Otwartość na nowe, nieznane wymiary myśli, wyobraźni i intuicji. Więc Tutaj jak pewnie się domyślacie lub przeczuwacie, ten sposób myślenia czy istnienia, doświadczania świata jest, często pojawia się w naszym dzieciństwie. Łatwo o tym zapominamy niestety, ale dzieci bardzo często mają takie klarowne wizje na temat tego, że jak będą, co będą robili, jak będą wyglądali jako dorośli, czy w jakim kierunku będą podążać ich ambicje i aspiracje. I to oczywiście my dorośli mamy, zamęczamy dzieci czasami takim pytaniem, prawda, a czy ty już wiesz, co będziesz robić, jak będziesz dłuższy, w jakim charakterze byś pracował, czy pracowała. No i te dzieci wtedy w ogóle nie bardzo wiedzą jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie odpowiadają, nie wiem, ponieważ wizje nigdy nie są aż tak szczegółowe. Więc trudno się podłączyć do tych dziecięcych wizji i czegoś się o nich dowiedzieć, zadając takie pytanie. ale wiadomo, że po to, aby dać jakąś przestrzeń naszemu myśle do tego, aby wizje się nim pojawiały, te wizje generowane przez podświadomość czy nadświadomość, nieświadomość właściwie, najogólniej rzecz biorąc, one, one wymagają dobrego kontaktu z tym, co się nazywa wewnętrznym dzieckiem, tak. Wewnętrzne dziecko w takim rozumieniu nowoczesnym, nie, nie freudowskim, czyli nie, nie jako id, wyłącznie popędowe, i takie ślepe, w złym znaczeniu tego słowa, zwierzęce. Jest tutaj w koncepcji wewnętrznego dziecka, to jest zupełnie inaczej, to jest ogromne bogactwo, to jest właśnie wielka wrażliwość. wielka kreatywność, to jest radość, to jest zdolność do zachwytu, to jest otwartość serca również na ludzi nieznajomych i zupełnie obcych, to jest spontaniczność. radość, no i też właśnie taki jakiś rodzaj wizjonerstwa, zdolność do generowania wizji różnoracznych. Jeśli chcesz, aby jakieś wizje zaczęły w tych trudnych czasach kierować twoim życiem, no to warto się z tym wewnętrznym dzieckiem zaprzyjaźnić, odzyskać jakiś kontakt z nim i umieć się wsłuchiwać w to, co ono tam wewnętrznie nam mówi czy przekazuje. Także można mu zadawać różne pytania. Żeby wam jeszcze zilustrować taki bardzo... Aha, może jeszcze zanim to, to powiem dla kontrastu, co jest największym wrogiem zdolności do generowania wizji. To coś się nazywa zaślepienie. i jest definiowane, opisane tutaj w takiej książce, którą kiedyś napisałem i nazywa się Quest, a także w szkoleniu czy kursie online'owym, który nazywa się Poszukiwanie bodajże. i oparty jest o tą książkę. Więc tam jest taka definicja zaślepienia, nie wyprawa, przepraszam, to szkolenie się nazywa wyprawa. Więc zaślepienie to sztywność myślenia, nadmierne przywiązanie do logiki i konsekwencji. uporczywe stanie na ziemi, tak zwane, w myśleniu i postępowaniu, brak dalekowzrocznych celów i inspirujących wyzwań, nadmierna potrzeba kontroli, asekurantyzm, konserwatyzm, ponad wszystko. Jak widać tutaj gołym okiem, no taka postawa właśnie zaślepiona, czy zaślepienia jest w tych czasach, w których nam przychodzi żyć, niełatwych, choć nadal ciekawych. jednocześnie ona jest niebezpieczna wręcz. Nam potrzeba indywidualnej wizji, a także zbiorowej wizji, która być może da się jakoś na zasadzie wspólnego mianownika kiedyś jakąś wyliczyć z tych, z tej masy indywidualnych wizji. Więc teraz żeby, żeby wam jeszcze pokazać jak jacie niebezpieczeństwa kryją się w podążaniu za wizją, Przeczytam wam też taki, taką przypowieść, którą zasłyszałem kiedyś od kogoś i niestety autor musi być anonimowy. Być może, że zawsze był anonimowy i to było po prostu przekazywane z ust do ust w ramach jakiejś rdzennej kultury. Opowieść idzie tak. W bardzo ubogiej górskiej wiosce, którą z braku ziemi nadające się do uprawy opuścili już wszyscy młodzi, przyszedł na świadku chłopiec. Gdy dorósł, spędzał swoje dni bezmyślnie, mechanicznie i monotonnie. tak jak pozostali mieszkańcy tej umierającej wioski. I zupełnie nie wiedział, co z własnym życiem począć. Aż pewnej nocy przyśniło mu się morze. Ponieważ żaden z mieszkańców wioski nigdy morza nie widział, nikt nie mógł mu potwierdzić, że taka bezkresna woda gdziekolwiek na świecie istnieje. Kiedy więc chłopiec oświadczył, że wyrusza w świat w poszukiwaniu morza ze swego snu, wszyscy pukali się w czoło i twierdzili, że to szaleństwo. To, to jest tutaj, prawda, znowu wracamy do konformizmu. To ten, ten chłopiec, prawda, spotkał się z tym, z czym spotyka się wielu wizjonerów. Prawie wszyscy chyba, że jeśli jakaś wizja powstanie w ich umyśle i zaczną za nią podążać i ona nie zgadza się z tym, co ludzie na ogół wiedzą, czy nawet przeczuwają, no to wszyscy się będą pukać w głowę i zniechęcać tego wizjonera do tego, żeby podążał za swoją wizją w jakiś sposób. Czyli no tutaj młody chłopiec z tej, z tej wsi, no wykazał się dużą determinacją w tej wyprawie ku, ku morzu, którego nikt nigdy nie widział z jego otoczeniem. Determinacją, wiarą. No bo dalej czytamy, on mimo wszystko ruszył w drogę. Długo wędrował, zanim dotarł na roztajne drogi. Przez chwilę zastanawiał się, którą z nich wybrać, aż w końcu poszedł tą, która wiodła na wprost. Po paru dniach marszu trafił do osady, gdzie wszyscy wiedli spokojne i dostatnie życie. Gdy powiedział napotkanym ludziom, że wędruje w poszukiwaniu morza, zaczęli go przekonywać, że marnuje czas i lepiej będzie dla niego, jeżeli zamieszka w tej wiosce, żyjąc równie szczęśliwie jak oni. No i tutaj znowu, prawda, ktoś podąża za swoją wizją, trafia do jakiegoś innego środowiska, do jakiegoś innego atrakcyjnego, bardziej otoczenia ludzkiego i no i też w jakiś sposób, prawda, to ta społeczność zawsze, do której trafiamy, no, próbuje z nas zniechęcać do tego, żeby podążać za swoją wizją. No i niestety nasz bohater przez kilka lat cieszył się dostatkiem i życzliwością sąsiadów, ale pewnej nocy znów we śnie zobaczył morze i przypomniał sobie o swoim niespełnionym marzeniu. No prawdę mówiąc miał szczęście, że ta wizja była taka uporczywa, bo niektórzy w takiej sytuacji już zapominają. Większość z nas, gdy żyje w dostatku i w takiej wygodzie i poczucie bezpieczeństwa i komfortu i przyjemności, zapomina o swoich ambitnych wizjach i wyzwaniach i tak właściwie spoczywamy na laurach, jak to się mówi, myląc wygodę ze spełnieniem. Więc zobaczył Tomorzę i postanowił opuścić wieś. i dalej poszukiwać bezkresnej wody, której istnienia nie był zresztą pewien. Pożegnawszy się ze wszystkimi, powrócił na roztajne drogi i tym razem poszedł w przeciwnym kierunku. Szedł długo, aż w końcu dotarł do wielkiego miasta. Zachwycił się jego gwarem i kolorowymi mieszkańcami i postanowił tam pozostać. No i znowu, prawda? jakieś atrakcyjne, ciekawe okoliczności sprawiły, że zapomniał o swojej wizji. No ale uczył się, pracował i bawił. Z czasem zupełnie zapomniał o celu swojej podróży. Gdy jednak po paru latach znowu przyśliło mu się morze, pomyślał, że jeśli porzuci swoje młodzieńcze marzenia, to zmarnuje życie. No to ciekawa myśl pojawiła się w jego głowie, bardzo ważna, bardzo ważne przeczucie. No i to przeczucie sprawiło, że wrócił na rozstaje i wybrał kolejną drogę. Po długiej wędrówce dotarł do lasu. Na niewielkiej polanie ujrzał w chatkę, a przy niej nie młodą już, ale piękną kobietę, rozwieszając ją pranie. Zaproponowała mu, by zamiast wędrować po świecie w poszukiwaniu morza, pozostaw z nią, bo jej mąż dawno temu poszedł na wojnę i wszelki ślad po nim zaginął. I tak też się stało. No i znowu, prawda? Kolejna bardzo atrakcyjna propozycja, bardzo ważna, no bo nasz bohater nie miał wcześniej tego typu doświadczeń, nie był w żadnym szczęśliwym, ani chyba w żadnym związku, więc zatrzymał się na drodze do poszukiwania swojej wizji. I przez wiele lat wiedli razem szczęśliwe życie, wychowali gromadkę dzieci, ale pewnego dnia naszego bohatera, który był już starym człowiekiem, znowu nawiedził Sanomorzu. No i popatrzmy, co on zrobił. Zostawił więc z żalem wszystko, z czym związał się przez lata. I powrócił na rozstajne drogi. Trzeba przyznać, że no facet miał determinację i odwagę. I co dalej? Zaczął więc wędrować ostatnią nieznaną mu jeszcze ścieżką, która okazała się bardzo stroma i kamienista. Szedł z trudem, aż zaczął się obawiać, że wkrótce całkiem opadnie z sił. Gdy znalazł się u podnóża wielkiej góry, postanowił więc wspiąć się na nią w nadziei, że choćby z oddali zobaczy swoje wyśnione morze. Po wielu godzinach ostatkiem sił dotarł na szczyt. Rozpościerał się z niego widok tak szeroci, że ujrzał roztajne drogi i wioskę, w której mieszkańcy wiedli dostatnie życie, i wielkie miasto, i chatkę kobiety, z którą spędził tak wiele szczęśliwych lat. A gdy spojrzał dalej, hen na horyzoncie zobaczył błękitne, bezkresne morze. Zanim w końcu zatrzymało się jego zmęczone serce przez łzy żalu i wzruszenia, dostrzegł jeszcze, że każda z dróg, którą podążał, prowadziła do morza. Tylko żadna z nich nie poszedł do końca. No więc, to ciekawa konkluzja. Trzeba przyznać, że bohaterowi się udało, że jednak, no, zobaczył to morze. I też warto zauważyć, że dzięki temu upartemu dojrzeniu do celu, jakim była jego wizja, no, przydarzyło mu się wiele ważnych i ciekawych doświadczeń po drodze. ale jednocześnie zauważył, że zmarnował sporo czasu. Właściwie, no nie dotknął tego morza, którym podążał, za którym podążał, przepraszam, musi być zmarnowany. Jestem z powrotem, więc Miałem szczęście, że dotarł tam w ostatniej chwili. Ale gdyby, gdyby się nie dał zatrzymywać tyle razy, no to pewnie nie dość, żeby to morze zobaczył, to jeszcze by jego dotknął i mógłby w nim się zanurzyć i doświadczyć całkowitego spełnienia swojej wizji. Oczywiście morze jest tutaj ważną metaforą. Morze Pojaże nam się z przykładnością, z tajemnicą. z taką jedynością morza i ziemi, gdy horyzont łączy niebo z wodą. No z wieloma takimi zniosłymi tęsknotami i przeczuciami wiąże nam się morsze, a szczególnie zachody słońca nad morzem lub wschody słońca. Więc warto pamiętać, że jeśli już jakaś wizja nam się przydarzy i zaczynamy na nią podążać wbrew różnym zniechęcaczą i sabotażystą zewnętrznym i wewnętrznym. No to wtedy uparte dążenie do celu gwarantuje realizację tej misji. Uważać, uważać na te różne pokusy po drodze, które próbują nas zwieść i zatrzymać w tej wyprawie, tej niesłychanie ważnej wyprawie. Więc co tu jeszcze wam powiedzieć o tej wizji? Właściwie to na tym mógłbym zakończyć. bo mniej więcej nasz czas już upłynął i chętnie odpowiem wam na jakieś pytania. Czekam na nie z utęsknieniem i chyba je zaraz dostanę. Rolno? Mam pytania. Bardzo ciekawe pytanie. Czy nie ma sprzeczności między wizją własnego życia a poddaniem się biegowień i nieuchronności losu. No, to zależy jak to się mówi. No bo los podobno ma to do siebie, że jest nieuchronny. Jeśli to jest ten los, tak? W sensie, na przykład w buddyźmie używa się słowa karma. że to się po prostu musi wydarzyć, bo przyczyny dla tego, co się ma wydarzyć, zostały już dawno stworzone, no i ten łańcuch przyczynowy, skutkowy działa. I nie sposób go zatrzymać, można się tylko na różne sposoby do tego ustosunkować. Z karmą czy z losem nie ma się co kopać i najgorsza rzecz jaką można zrobić to narzekać na swój los. bo zgodnie z tą koncepcją karmiczną, to co trudnego nas spotyka jest, jest jakąś formą spłaty długu za błędy, które czy wadliwe decyzje, złe rozpoznanie, sytuacji i nieadekwatna samowiedza tam za tym stoi, która i te przyczyny powstały gdzieś w przeszłości, w takiej przeszłości, która może przekraczać wymiar jednego życia. Więc po prostu trzeba traktować takie wydarzenia losu jako takiego gościa, który staje w drzwiach, prawda, i pokazuje nam kwit, z którego wynika, że jest naszym wierzycielem, a myśmy zupełnie o nim zapomnieli. I mówi, no, sorry Gregory, ale jesteś winien kasę. No i co, jeśli mamy dać niezbity dowód na to, że jesteśmy zadłużeni, no to robimy wszystko, żeby zwrócić tą kasę, by spłacić dług. No i wtedy jeśli się na to wewnętrznie zgadzimy i nie będziemy marudzić, to będzie łatwiej ten dług spłacać. Więc tak jest z losem. Natomiast to pytanie mnie bardzo zainteresowało, bo i moja prowizoryczna odpowiedź taka od HOK jest taka, że wizja jest na pewno w jakiś sposób zgodna z losem. że jest jakąś podpowiedzią, taką jakąś plastyczną, graficzną, artystyczną podpowiedzią na temat tego, co mamy do osiągnięcia w ramach tego losu, który właśnie się rozgrywa w naszym życiu. i co najlepszego możemy z nim zrobić. No to taka jest moja odpowiedź. Nie widziałbym to z przeszłości. Myślę, że wizja jest w jakiś sposób włączona w los. Chociaż może, może sprzyjać jego lepszej, szybszej, bardziej mądrzejszej realizacji. Następne pytanie, a kiedy dziecko w nas cały czas się czegoś boi, jak wyrwać się z lęku? To jest, mieliśmy chyba live o lęku kiedyś. To jest, no takie dziecko, które się cały czas nas boi, no to ono oczywiście Prawdopodobnie nie pomoże nam w regenerowaniu jakiejś ambitnej wizji wyzwania. Trzeba się nim osobno zająć, trzeba je uspokoić. To dziecko na pewno ma powody do tego, żeby się bać, ale Jednocześnie, no, ta wesła część w nas zdaje sobie sprawę z tego, że to dziecko się boi i jest po to, żeby umieć odpowiedzieć na potrzeby tego dziecka. W tym wypadku tą potrzebą jest uspokojenie, ukojenie tego lęku. Jak już na przykazie tamtego live'a mówiłem, to teraz tylko powtórzę, że dobrze jest stworzyć taką sytuację, w której, przepraszam, kot trochę się rozmiauczał, ale to chyba nam nie przeszkadza. taką sytuację, w której można, gdyby, odgrywać rozmowę z tym, z tym wewnętrznym naszym bojącym się dzieckiem. To trzeba znaleźć jakiś przedmiot, najlepiej jakiegoś pluszaka, który może reprezentować dobrze to nasze wewnętrzne dziecko i wtedy przytulamy je do siebie w chwilach lęku i mówimy mu o tym, że rozumiemy, że się boi, że więcej wiemy, że się boi, że ma powody, żeby się bać, ale teraz już ta ja, jako dorosła wersja ciebie, małe dziecko, małe Wojtku, no mogę się zapewnić, że że ja już się tobą zaopiekuję i nic ci nie grozi. I wtedy opowiedzieć temu, temu wewnętrznemu dziecku coś o sobie dorosłym, czy o sobie dorosłej, szukając oczywiście takich informacji, które będą to dziecko uspokajać i budować jego zaufanie do nas. To tak z grubsza. A tu jest następne pytanie, co zrobić, gdy ma się negatywne wizje? Negatywne wizje? No jeśli to jest prawdziwa wizja, to to znaczy ona może być trudna, ale negatywna, no w wypadku tego, tej przypowieści o tym młodym płocu, który szukał morza, no negatywna wizja morza byłaby, nie wiem, zburzonym morzem zapewne, tak. na czymś bardzo trudnym może, a nie tym spokojnym, ale to nie znaczy, że ona jest negatywna. Trzeba po prostu umieć przeczytać ten przekaz. Obawiam się, że za tym pytaniem stoi, że to nie jest pytanie o wizję, tylko bardziej o jakieś negatywne myśli nawykowe, czy wręcz koszmarne sny. I to jest zupełnie inna opowieść. Gdy doświadczamy wizji, to temu towarzyszy jakieś takie uczucie doniosłości, doniosłości poruszenia takiego pozytywnego wzruszenia, jakiegoś zaszczytu czasami, chociaż to może być podszyte bojaźnią, jak to się kiedyś mówiło, ale tylko dlatego, że że skala wyzwania, które nam proponuje nasza świadomość, wydaje nam się duża, trudna, ale nie negatywna. To, co trudne, nie jest negatywne. To, co trudne, jest często pozytywne. W sensie skutków, które w przyszłości niesie. trudne, no gdyby nam się nie przydarzyło, to co trudne, to byśmy się, no usnęli, tak jak ten, ten chłopak po drodze tam gdzieś w wiosce, czy, czy w jakimś atrakcyjnym mieście. A to, co trudne, nas jakoś mobilizuje do, do wysiłku i do, do poszukiwania rozwiązań. Oczywiście, jeśli nie jest zbyt trudne, chociaż też jest sprawa do rozważenia i głębszej penetracji, czy coś, co trudne może być zbyt trudne i co też nasze zbyt trudne, ale to może będzie okazja dodać ich dzielenia tu trochę włosa na czworo. Nie mam już więcej pytań, więc bardzo wam dziękuję. Kończymy troszkę wcześniej, no bo zaczęliśmy później, no ale taka sytuacja wyniknęła. Życzę wam jak najlepszych, jak najbardziej ambitnych wizji, które będą was prowadzić w tych trudnych czasach. Dziękuję, do zobaczenia.










