Wojciech Eichelberger, 20m2 talk-show, odc. 341

Recorded June 24, 2019: a Polish conversational interview between Łukasz and Wojciech Eichelberger exploring love vs. infatuation, cultivating true (spiritual) love, presence/mindfulness, minimalism, consumer culture’s impact on relationships, and ‘exiting the Matrix’ of conditioned thinking. The dialogue mixes practical exercises (a two-person presence experiment), reflections on death, suffering, and daily meditative practices, and therapeutic/training perspectives (integral therapy).
Cześć! Pewnie wiesz, że dla twórców internetowych istotne są komentarze i oceny danych materiałów. Dlatego jeżeli podoba Ci się ten materiał, to proszę zostaw komentarz oraz kliknij łapkę do góry. Dzień dobry, Wojtku.
Dzień dobry, Łukaszu.
Bardzo dziękuję za przyjęcie mojego zaproszenia. Spotkaliśmy się jakieś 6-7 lat temu, kiedy występowaliśmy razem na TEDxie w Lublinie. I sądzę, że to z mojej strony potrzebowałem trochę czasu, aby dojrzeć, aby wejść na tematy, które Tobie są bliskie, żeby móc tę rozmowę przeprowadzić. Czytając Twoje książki i każdą z nich polecam, Zapisałem sobie 60 kompletów.
No to jeszcze nie jest komplet.
Nie, nie, to nie są wszystkie. Ja wiem, że jest ich więcej. To ja jeszcze mam jedną w domu, ale wybierałem tematami, które mnie interesują. Miłość, duchowość, szczęście, cisza, mindfulness, więc o tym dzisiaj będziemy rozmawiać. No i są to, że każdemu bardzo bliski temat, czyli temat miłości. Czym jest miłość, a czym jest zakochanie?
No, zakochanie jest takim stanem bardzo szczególnym, który rzeczywiście jest takim prototypem miłości. Z tym, że ma taką jedną wadę, że dotyczy jednej osoby włącznie. Gdybyśmy potrafili w taki... tak się zachwycić, jak obiektem miłości się zachwycamy, zachwycić się każdym człowiekiem, którego spotykamy na drodze, czy na ulicy, czy w swoim życiu, no to to byłaby ta miłość prawdziwa wtedy. Więc w sensie dać jego stanu umysłu i poziomu zachwytu i uniesienia, zakochanie jest takim dobrym stanem, ale on jest zbyt wąsko adresowany.
Dobrze, a czy to jest tak, że zakochanie to jest w jakimś stopniu chemia, czy to jest po prostu skupienie się na pozytywach danej osoby, wykluczając negatywy, jeszcze ich nie widząc?
Wszystko, co człowieka spotyka, ma gdzieś swój wymiar chemiczny czy biochemiczny, prawda? I tutaj oczywiście można się kłócić o to, co jest jajkiem, a co kurą, czy najpierw jest chemia, a potem stan świadomości, czy najpierw stan świadomości, który decyduje o tym, jak chemia się będzie tutaj rozwijać. Ja bym się w tą dyskusję nie angażował. Jest to niewątpliwie stan umysłu, jest to szczególny stan umysłu, który, no, można powiedzieć, stan zachwytu, tak? Zachwyt to jest coś, do czego wszyscy dążymy, tak? Tak, gdzie mamy różne chwile zachwytu w swoim życiu, tak? I wtedy, gdy doświadczamy takiej chwili zachwytu, to jednocześnie może się obudzić taka refleksja, to co ja właściwie robię przez resztę czasu? Gdzie ja jestem?
Czyli do tego stanu zachwytu dążymy nie tylko w miłości, ale na co dzień, w każdych działaniach. Czyli, żeby poczuć się lepiej.
No generalnie, żeby poczuć się bardziej żywym. Jeszcze dwa słowa o zakochaniu. to zakochanie jest rzeczywiście takim stanem, który może dotykać nawet takich doświadczeń duchowych. I ludzie się śmieją zakochaniem, że to chemia, że to zaślepienie, że to... że właśnie nie widzisz, widzisz tylko to, co dobre. Jesteś bezkrytyczny. Prawda? No i... Ale właśnie, czemu nie widzisz tego, co dobre? Czemu skupiać się na tym, co złe, co gdzieś tam, prawda, neurotyczne, gdzieś pogmatwane, pochowane? Tylko wydobywać z drugiego człowieka i z siebie ten bardziej element światła, a nie cienia.
Bo ktoś powie, ale ja tak nie powiem, że no tak, ale życie takie jest. Są dobre i złe rzeczy i nie można udawać, że nie widzimy złej rzeczy. Jednak chyba można czasami.
To jest właśnie pytanie, czy my to naprawdę widzimy, czy nagle odkrywamy w drugim człowieku złe rzeczy. To nie jest tak. Po prostu w stanie zakochania my staramy się być najlepsi, jacy możemy być. Ten stan, jest to odmienny stan świadomości. On nas unosi, on nas, prawda, odrywa od tego wszystkiego, co negatywne, prawda, jakoś podejrzane, pochowane, pogmatwane i my żyjemy w innym stanie. Nie tylko ta osoba, w której jesteśmy zakochani jest tym przedmiotem zachwytu, ale to się częściowo rozlewa po wszystkim. Słońce ładnie świeci, drzewa ładnie wyglądają. i zwracamy uwagę na to, że ludzie nie są smutni, tylko uśmiechnięci czasami i tak dalej, i tak dalej, czyli jak gdyby odkrywamy inny, inny ten bardzo pozytywny, bardzo dobry aspekt świata.
Czyli jakby teraz nauczyć się na co dzień być zakochanym.
O to chodzi, tak.
Na przykład w sobie. To czy to nie jest tak, że wtedy...
No w sobie to trzeba z tym trochę uważać, chociaż zależy wiele od tego, jak rozumiemy siebie. i gdzie ja się zaczynam, gdzie ja się kończę.
Uzmysłowić sobie, jak jesteśmy ważni w tym świecie. No, z miłością według mnie i jednego mojego przyjaciela jest tak, że jak z miłością jest jak z pieniędzmi. Jeżeli ich nie mamy, to nie możemy ich nikomu dać. I tak jest chyba z miłością. Jeżeli jej nie mamy do siebie, to trudno jest nam dać ją komuś.
Stąd to powiedzenie Chrystusowe bodajże, tak? Kochaj bliźniego swego jak siebie samego, tak? Czyli jest tu pokazany ten związek przyczynowy tych dwóch miłości. Prawdą jest rzeczywiście, że jeśli my nie jesteśmy w stanie siebie docenić, własnego życia, włącznie z własną biografią, czasami bardzo trudną, to bardzo trudno będzie pokochać innego człowieka, ponieważ będziemy żyć w takim przekonaniu, że my nie zasługujemy na miłość drugiej osoby, a skoro nie zasługujemy na miłość drugiej osoby, to będziemy mieli obawy przed inwestowaniem własnej miłości w związki, bo będziemy z góry zakładać, że to się skończy katastrofą, odrzuceniem.
No, to tu chyba powinno paść pytanie, czym różni się miłość z potrzeby, a czym z zakochania?
Ty chyba mówisz o tym, że niektórzy z nas strasznie marzą o tym, żeby ktoś nas pokochał, tak? Tak.
I to jest ta potrzeba.
I to jest ta potrzeba, tak? Ale miłość, to nie na tym polega, że ja chodzę po świecie i mówię, o Boże, żeby mnie ktoś pokochał, żeby mnie ktoś pokochał. Tylko po prostu jadę bez trzymanki. Ja się decyduję na to, żeby kogoś pokochać. Nawet jeśli to jest, tak powiem, beznadziejny strzał, czyli mało prawdopodobne jest to, że to się skończy jakimś trwałym związkiem. Ale samo doświadczenie kochania, doświadczenie bycia tym, nie wiem jak to nazwać, generatorem miłości, jest samo w sobie bardzo ważne. To nic więcej nie należy oczekiwać. Zobaczymy, co potem. Na razie po prostu cieszę się tym, że kocham.
Powiedział Pan... Przepraszam Cię. Powiedziałeś, że okres zakochania często kończy się rozczarowaniem. Dlaczego?
Może się kończyć, tak. A, że się nie rozwija, tak? Że się nie rozwija, że właśnie w cały ten fantastyczny proces wkrada się jakaś kalkulacja, jakieś planowanie, jakieś przymiarki. I to zaczyna być takim, prawda, obarczone taką potrzebą bezpieczeństwa, prawda? I długofalowej jakiejś sytuacji. No, oczywiście zakochanie się komplikuje bardzo wtedy, kiedy pojawiają się dzieci, tak? Czy jakaś ciąża i wtedy rzeczywiście, no, ten taki czysto radosny wymiar zakochania, no, musi się trochę tak powiem, ugruntować i urealnić, no bo żyjemy w cywilizacji, w swoim, prawda, swoim szczepie, w swojej społeczności, no bo wiązują nas różne obyczaje i tak dalej, no i tutaj jeszcze państwo nam się, prawda, wpycha w sprawy rozrodczości bardzo silnie. No i tutaj już zakochaniem może być różnie, prawda? Ono zostanie troszkę przytłoczone takim właśnie planowaniem i nadmiarem odpowiedzialności, powiedziałbym.
To jaka to jest dobra miłość?
No dobra miłość to jest miłość odważna. Miłość, która się nie zajmuje planowaniem ani kalkulacją. Widzę, że Ci się to podoba.
Tak, bardzo.
I to jest najlepsze. Miłość przeżywana dla samego faktu przeżycia. Bycia w takim stanie. I tutaj trzeba bardzo też uważać na jedną rzecz, żeby nie czynić przedmiotu naszej, raczej podmiotu naszej miłości, czyli kogoś, kogo kochamy. odpowiedzialnym za stan, w którym jesteśmy. Że to ta osoba, że ona spowodowała, że ja się znalazłem w takim stanie fantastycznym. Ta osoba jest tylko wyzwalaczem, trygerem, tak? Znaczy kodem dostępu do tego potencjału, który nosisz w sobie zawsze. Niektóre po prostu akurat w kontakcie z tą osobą się ujawniły. Ale to nie jest zasługa tej osoby. Więc to też bardzo wielu ludzi robi ten błąd, że myślę sobie, no ja zacznę kochać, gdy spotkam kogoś, kogo będę chciał pokochać. Można w ogóle miłość traktować, jak gdyby, jako jak mówię, wartość samą w sobie i niekoniecznie czekać na jakąś osobę, której pokochamy. Można to wygenerować endogennie, jak to się mówi, z samego siebie.
Sądzę, że bardzo dużo osób, i ja tu jestem świetnym przykładem, ma pewne wierzenia, co do osoby, którą chce pokochać.
W ogóle wyobrażenia.
Tak, wyobrażenia. dochodzi co do czego i to w ogóle okazuje się, że ma niewielkie znaczenie i to jest piękne zaskoczenie. To jest piękne zaskoczenie.
To jest całkowite zaskoczenie dla mnie. Przecież nie tak to sobie wyobrażałem. Nie tak miała wyglądać ta osoba.
Ja nagle, ale jednak jest tam, pojawia się. Powiedziałeś odważna miłość. Co znaczy odważna miłość?
No to znaczy, wyzbyta tej kalkulacji takiej, że Boże, co to będzie, jak ta druga osoba nie odpowie na moją miłość, tak? Nie zaproponuje jakiegoś, prawda, symetrycznego uczucia. Może to będzie boleć. Jak ja się będę czuł, jak to się skończy, tak? No, to tego typu kalkulacje...
Myślę w ogóle o tym.
No, to znaczy, że jesteś prawdziwie zakochany i że... I tak powiem, nie trzeba Ci życzyć szczęścia w miłości, tak? Bo sama miłość jest szczęściem.
A, to piękne! No dobrze, ale jest już ta miłość. Dwie osoby się spotykają. Co zrobić, żeby ta miłość była na lata?
No, przede wszystkim kultywować to w sobie. To uczucie i ten stan, ten stan świadomości, tak? i okazywać tej osobie. No i wtedy jest bardzo prawdopodobne, że albo się ten stan w niej pojawi, że zaindukujesz niejako ten przedmiot miłości, czy obiekt miłości swoim uczuciem, albo no ta osoba poczuje się tak niezręcznie wobec tego Twojego zachwytu, ponieważ nie może jakoś proporcjonalnie, symetrycznie na to odpowiedzieć, że Ci to powie i powie, no sorry. ale wiesz, to się nie uda, ale cieszę się, że mogłeś się dzięki mnie tak poczuć wspaniale.
No pięknie też! A ludzie w ogóle potrafią kochać?
No to właśnie jest coraz gorzej z tym, mam wrażenie. Dlaczego? No właśnie dlatego, że zbyt wiele się tu wkradło w to planowanie, kalkulacji, takiego poszukiwania bezpieczeństwa za wszelką cenę i tak dalej. W ogóle jako ludzkość w tej chwili cierpimy na obsesję bezpieczeństwa, która nam psuje radość życia.
Jak sądzisz, w jaki sposób to, że w czasach, w których ludzie myślą, że wszystko możemy kupić, te czasy, te decyzje, ten stan umysłu wpływa właśnie na budowanie relacji?
Ten konsumpcyjny zapał.
Wiesz, to, że wszystko personalizujemy, to, że dzisiaj w aplikacjach podoba mi się, nie podoba mi się, podoba mi się, nie podoba, po jednym zdjęciu, nawet bez zamienienia zdania z daną osobą. Next, next, next.
No to są bardzo niedobre zjawiska, ponieważ my zaczynamy traktować innych ludzi jak właśnie przedmioty do kupienia. Te portale randkowe to są trochę jak takie supermarkety, gdzie towar leży na półkach. Oglądasz jak to wygląda, nie próbujesz, nie zakładasz. tak traktować, no. I to jest bardzo niebezpieczne zjawisko, bo to, bo to właściwie ten potencjał miłosny w człowieku jakoś dewastuje pomału.
To jak się uchronić przed tym? Wiesz, dzisiaj wszystko przeszło do Internetu. Wszystkie opcje, wszystko można tam zrobić. Również umówić się na ranki, znaleźć miłość.
No można, no można, tak, tylko Oczywiście, wiesz, jeśli ktoś szczerze szuka tam kogoś, kto na fotografii, na pierwszy rzut oka, tak powiem, jakoś coś tam spowoduje gdzieś szmer w jego sercu, no to za tym powinien pójść, prawda? Spotkać się z osobą, poznać ją i w miarę możliwości nie zapraszać jej od razu do łóżka. Ale ja jeszcze chcę Ci pokazać, znaczą Boga prawdziwa miłość. Taka miłość, że oczywiście prawdziwa miłość ma wymiar tak zwany duchowy, tak? Bo ja nie lubię tego słowa i od jakiegoś czasu kiepsko toleruje dzielenie świata na duchowe i nieduchowe, bo właściwie cały świat jest duchowy, jeśli można tak powiedzieć. No więc w każdym razie ta prawdziwa miłość, ta tak zwana duchowa, Ona nie ma w ogóle waloru sentymentalnego, tak? To nie jest relacja, wiesz, takiego zachwytu wybraną jakąś osobą, tak? Czy zachwytu jakimś fragmentem rzeczywistości, tylko wszystko jest, tak powiem, tą miłością otoczone, czy zawiera się w niej. I ja proponuję ludziom taki eksperyment, który stawia w ogóle świat na głowie, ale pokazuje o co chodzi, bo to wiesz, żeby naprawdę poczuć miłość, taką przez duże M z najwyższej półki. no to trzeba wyjść z matriksu swojego, tak? Z tego kulturowego matriksu, z tego oprogramowania naszych mózgów przez język, kulturę, prawda, obyczaj, własne doświadczenia i tak dalej. No i... I ja wtedy mówię tak. Okej, chcesz zrobić ten eksperyment ze mną? Już się boję. Ale lecimy. Nie, wiesz, to bardzo prosty i fajny eksperyment. Musimy usiąść troszkę bliżej. Tak, żeby móc się dotknąć, tak? I najpierw potwierdzamy, wiesz, ten stan, który jest nam znany i oczywisty dla nas, tak? I mówię, ja patrzę na Ciebie i mówię, mogę Cię tu popokazać? Mówię, to jesteś Ty, a to jestem ja. Powtórz to po mnie trochę.
To jesteś Ty, a to ja jestem ja.
Tak, tak. To Ty, a to ja. Powtarzaj.
To Ty, a to ja.
Tak. To Ty, to jesteś Ty, Ty, Ty, Ty, Ty, Ty, a to jestem ja, ja. Ty, ja.
To jesteś ty, ty, ty, ty, ty. A to jestem ja, ja, ja. Ty, ja.
Właśnie. Zgadza się? Wszystko pasuje? Okej. To teraz postawimy świat na głowie, tak? Ja patrzę Ci w oczy, dotykam Ciebie i mówię Łukasz, to jestem ja, a to jesteś ty. To jesteś ty, a to ja. To ja, a to ty. Powtórzę.
To jesteś... Aaa! I to jest ten moment. To jestem ja, a to jesteś ty.
Tak. I teraz patrz mi w oczy mocno, blisko, w samej źrenicy. Łukasz, to jestem ja, a to jesteś ty.
To jestem ja, a to jesteś ty.
Tak. To ty, a to ja.
To ja, a to ty. Bo wszystko jest...
Ja od razu tu miałem... Czekaj, spokojnie.
Wycofujemy się, nic się nie stało. Ojej, to niesamowite w ogóle uczucie, kiedy... Żeby zrozumieć, że jesteśmy wszystkim. Czy to jest ta koncepcja, że jesteśmy jednością, żeby właśnie wyjść... O Jezu, ciekawe to było.
Powiedz mi coś więcej. Dotknąłeś czegoś takiego ciekawego w tej drugiej fazie? Tak, tak.
W ogóle to jest bardzo ciekawe. Po pierwsze miałem zawahanie przez chwilę, ale też dlatego, że pojawiła mi się myśl, że wszyscy jesteśmy jedynością, że nie powinniśmy.
Rozróżniać po prostu, żeby się czuć No, to jest myśl. To jest myśl.
I w ogóle, to było ciekawe. Ja w ogóle, robiąc to z Tobą, w ogóle zapomniałem o Macieju i o kamerach. To było coś magicznego.
No.
Czułem się jakbym w jakimś tunelu. Bardzo ciekawe doświadczenie.
I o to chodzi. I o to chodzi.
Spróbujcie w domu z kimś.
Ale nie tylko z kimś. Możesz to spróbować zrobić ze swoim psem, czy kotem, albo paprodką, wiesz, na parapecie, tak?
Skąd się wziął ten pomysł na to?
Pomysł jest dość oczywisty. On się wiąże z moim treningiem Zen i doświadczeniem Zen. I tam, bo tam, wiesz, to, co nazywałem tą miłością przez duże M, to jest umiejętność jednoczesnego połączenia dwóch perspektyw, które wydają się wykluczać. To wykluczenie trzeba przekroczyć i zobaczyć jednocześnie, tak jakbyś mógł widzieć jednocześnie dwie strony monety. Zawsze widzisz jedną. i wtedy nie widzisz drugiej. Jak zobaczysz tą drugą, to musisz nie widzieć tej pierwszej, tak? A tu trzeba zrobić coś takiego, żeby Twój umysł zobaczył te dwie strony jednocześnie. Dwie strony medalu, tak? I te dwie strony medalu się nazywają tak. Jedna się nazywa jedność w różnorodności, a druga się nazywa różnorodność w jedności.
Wyjście z Matrixa, to chyba dla wielu jest pojęcie zupełnie obce i trudne do zrozumienia. Czym jest ten Matrix? Jak z niego wyjść?
No, to właśnie to ja się sprawdzę teraz, tak? Ja nie robię tyle napięć.
Są robione eksperymenty przed moją publicznością.
A może Macieju, chodź tutaj. Nie, ale ty byłeś przed chwilą w tej zabawie ze mną, tak? No i teraz, gdybym Ci zadał pytanie, która z wersji jest prawdziwa? Ty, ja, czy ja, Ty?
Dla mnie obie.
Brawo! Tak, no i o to chodzi. Obie są prawdziwe. Obie są, ale jak to możliwe? To się, prawda, w naszym matriksie nie mieści. Nasza logika nie jest w stanie powiedzieć, no jeśli A nie jest B, no to nie jest B. Ale nie może być jednocześnie, że A to jest B. Więc musimy coś wykluczyć. A tutaj się niczego nie wyklucza. Dwie perspektywy są równo ważne i jednocześnie prawdziwe. No i tego oczywiście, jak to się mówi, to się w głowie nie mieści, tak? Ale w sercu już się zmieści.
A, tak. Ładne. Ważne, zdecydowanie, ale ważne też jest to, znaczy nie, ludzie myślą, że ważne jest to, że wszystko to, czego potrzebujemy, możemy kupić albo musimy kupować, że nie ma innej opcji. Czyli czy wszystko, co dla nas ważne, możemy kupić za pieniądze? Bo ludziom się wydaje, że... Rozumiesz? W dzisiejszych czasach, gdzie fizyczność jest tak ważna.
Miłości sobie nie kupisz za pieniądze.
Miłości, jaka jest ważna. Rzeczy niefizyczne, jak myśli, jak wdzięczność. Przecież to wszystko jest niefizyczne, tak? I nam się wydaje oczywiście, że to jest nasza fizyczność, to jest tyle.
I szczęścia sobie nie kupisz za pieniądze, tak? Chociaż jest takie powiedzenie wśród tych ludzi, którzy stawiają bodźce na pieniądze, to mówią tak, No i tak będę cierpieć w tym życiu, ale to przynajmniej będę cierpieć w luksusie. Tak.
Ale ja... To pytanie jest wstępne.
Ale jest pytanie, czy rzeczywiście trzeba cierpieć w tym życiu, bo jeśli postawimy tylko na posiadanie rzeczy i pieniędzy, no to rzeczywiście będziemy cierpieć, tak? I to jest samo sprawdzające się przepowiednia.
Dlaczego?
Bo przestajesz, wiesz, uzależniasz swoje samopoczucie, swój sposób istnienia w tym świecie i jakość swego życia od przedmiotów zewnętrznych, tak? Od tego, prawda, czy masz ładniejszy samochód, albo czy w ogóle masz samochód, czy nie masz samochodu, tak? Albo czy masz lepszy rower, czy gorszy rower. czy masz jakąś tam koszulę czy inną koszulę, bo nie masz koszuli. To sprawia, że to jest wcisk. To jest matryks konsumpcyjny. Cały marketing konsumpcji polega na tym, że próbuje Ci wmówić, że jeśli sobie coś kupisz, to się lepiej poczujesz. Albo będziesz nawet szczęśliwy. Albo się zrealizujesz. Nie na tym polega samo realizacja na kupowaniu rzeczy i otaczaniu się nimi. Nieskończoność. Bo to odwraca uwagę od spraw najważniejszych. Od takiego pytania, no dobrze, ale gdybym ja tego wszystkiego nie posiadał w ogóle. Ja zadaję swoim klientom, którzy już gotowi są na takie pytanie, którzy przychodzą do mnie, czasami ludzie bardzo zrealizowani od strony ekonomicznej, materialnej, tak, na najwyższym poziomie, no to ja wtedy pytam, no spróbuj sobie wyobrazić sytuację, gdybyś nie miał tego, gdybyś stracił to wszystko, co zdobywałeś, tym swoim pracowitym, skądinąd życiem, tak. No to kim byś wtedy był? Czy mogłeś być wtedy szczęśliwy? Co by cię wtedy mogło ucieszyć? Czym byś się zachwycił? No i to jest trudne pytanie. To, wiesz, no to ci ludzie nie chcą sobie zadać takiego pytania, bo to właśnie burzy paradygmat, można powiedzieć, tak? to często są ci ludzie, wiesz, jak stoi z tego dowcipu, co ten, prawda, ten właściciel wielkiej firmy stoi na sześćdziesiątym piętrze swojego wieżowca w swoim gabinecie, patrzy przez okno, widzi tam swojego złotego Rolls-Royce'a czy Bentley'a i mówi do siebie, gdzie ja, kurwa, popełniłem błąd? I to często tak jest, wiesz, że że przystawiamy drabinę do złej ściany.
No właśnie, ale skąd wzięło się przekonanie, że my musimy mieć, gdzieś być, żeby być szczęśliwym człowiekiem?
No, jak mówię, to się wzięła z Matrixa, z reklamy, z marketingu, z przykładów historycznych różnych, prawda? Z całej kultury, z naszych lektur, opowieści. Oczywiście w tych opowieściach jest też taki nurt, który jest, jak gdyby, nie mainstreamowy, tak? Który pokazuje inny wymiar. Jeżeli jednak warto się zainteresować innym wymiarem życia, nie tylko posiadaniem. Więc to pytanie, mieć czy być, pamiętam zresztą. Ja je zadałem tam wtedy w Lublinie. I zrobiłem mały plebiscyt wśród publiczności wtedy, tak?
I co wygrało? Mieć?
Nie. Jednak być. Być zdecydowanie wygrało.
Bo ludzie już wiedzą, że musi być.
Że może nawet jeszcze nie czują. Tak.
Albo nie czują jest, ale wiedzą, że być. Wiedzą.
Nie. Ale gdybym Ci zadał to pytanie teraz. Łukasz, czy wolałbyś mieć, czy być?
Przeszedłem oba stany, więc już wiem, że być. Wyobraziłem sobie, jak to mówiłeś, o tym człowieku bez rzeczy, bez wartości. Wyobraziłem sobie siebie, który nagle traci wszystko i idzie sobie ulicą. Wolność. Takie słowa mi się kojarzą. jak wolność, to minimalizm, o którym trochę wspominałeś. Dlaczego minimalizm jest naturalną naturą człowieka? Tak powiedziałeś? Dobrze pamiętam?
Tak. Potrzebą.
Potrzebą.
Naturalną potrzebą. Tak. No, bo minimalizm, jeśli nauczymy się żyć przy pomocy, czy w otoczeniu minimalnych różnych nie wiem, pomocników, tak? I... No, bo nie jest... Niektórych nie sposób zrezygnować. Na przykład, no, żyjemy tak, jak żyjemy. Żyjemy w tej kulturze, w tej cywilizacji. Żyjemy w tym mieście, gdzieś pracujemy, prawda? No... No, tak jest zorganizowane to społeczeństwo. Nie decydujemy się na to, żeby być, prawda, zamieszkać w górach samotnie, tak? I stać się pustelnikiem. Więc, no, żyjemy jakoś. No, to wtedy minimalizm jest ważny, żeby nie dać się wkręcić w to, że im więcej posiadam, tym lepiej się będę czuł i że w ogóle to jest, na tym polega życie i szczęście. Tylko, żeby się w pewnym momencie ogarnąć, zatrzymać, zreflektować i powiedzieć, zaraz, zaraz. Właściwie ciągle pracuję na to, żeby kupić sobie coś nowego, ale wcale nie jestem tego szczęśliwszy, tak? Właśnie, gdzie ja popełniam błąd, tak?
Ale ludziom dają przedmioty poczucie bezpieczeństwa.
Ale tylko chwilowo. Chwilowo i pozornie. No, na co Ci daje to poczucie bezpieczeństwa, no?
Nie mówią sobie. Ja mówię o wielu osobach, które znam, natomiast jak nauczyć się, jakby, jak posiadać to bezpieczeństwo, nie mając przedmiotów, czyli żeby zmienić sposób myślenia? Wydaje mi się, że to jest bardzo długa droga świadomości.
To nie jest taka długa droga, bo jeszcze nasi dziadkowie, na przykład, jakby spojrzeć wstecz, oni w porównaniu do nas prawie niczego nie posiadali, tak? Szczególnie, jeśli to byli dziadkowie żyjący na wsi. A większość z nas ma dziadków żyjących na wsi, bo kiedyś 90% ludzi mieszkało na wsi i musiało sobie jakoś radzić. No i tam jest pytanie, czy oni byli bardziej, czy mniej szczęśliwi od nas? Moje własne doświadczenie jest takie, że im ja czuję się bardziej autonomiczny, tak? Niezależny od tego, co... od przedmiotów, prawda? I różnego rodzaju usług, tym bardziej jestem szczęśliwy. No, bo czuję się, że, no, tak jak w pewnym, w najlepszym sensie tego słowa, zwierzę, które przecież żyje na tej planecie i niczego nie posiada. Zajmuje tylko to miejsce, na którym stoi.
Piękna! Powiedziałeś takie zdania, właściwie przysłowie chińskie. Skarb wniesiony do domu z zewnątrz przez frontową bramę nie jest prawdziwym skarbem tego domu.
Tak. Ja to kiedyś od swojego nauczyciela usłyszałem i to... i to też mnie bardzo, jak powiem, poruszyło, tak? że oczywiście ja sobie mogę coś wnieść przez tą frontową bramę, ale to nie będzie prawdziwe z każdego domu, bo to może ulec po psuciu, ktoś go może zabrać, może się zniszczyć i tak dalej. To nie jest to, o co chodzi w życiu.
Ja rozumiem, że również ze względu na ten marketing i na Matrixa bierze się przekonanie, że musimy gdzieś być, gdzieś dojść i dopiero wtedy będziemy szczęśliwi. Ludzie pędzą, a nie żyją. Żeby się zatrzymać, to rozumiem też uświadomić sobie, że nie potrzebujemy tych rzeczy, aby być ludźmi szczęśliwymi. Tylko, żeby to zauważyć, to pewnie trzeba się Najłatwiej wydaje mi się, że to dzieje, kiedy jest sytuacja graniczna. Ktoś nagle to wszystko traci. Zaczyna rozumować na tym, co wszystko polega. Nie ma tych rzeczy. A mimo wszystko jest szczęśliwy. I to jest taki duży przełom.
No, to jest tak. I to, i to, i to jest bardzo trudne. Prawda? Mówiąc w pełni. Ponieważ zgodnie z tym, prawda? Naszym oprogramowaniem, Matrixem, to właśnie my nie powinniśmy się czuć szczęśliwi wtedy, kiedy wszystko tracimy. To jest jakoś, wiesz, to nas w pewnym sensie wyklucza ze stada.
A jednak można.
A jednak można.
Czyli najprostszą drogą do szczęścia, najprostszą drogę do szczęścia mają ci, co niewiele potrzebują.
Tak i oni są najbardziej szczęśliwi. Ci, którzy mało potrzebują, mają największe szanse na szczęście.
Wiemy, co zrobić. To też z Twojej książki takie pytanie, jak dowiedzieć się, co zrobić, aby być szczęśliwym i co przeszkadza nam w byciu szczęśliwym. Ja sądzę, że więcej rzeczy przeszkadza nam w byciu szczęśliwym. I czy to prawda?
No więc, no więc właśnie to, co.
Nam przeszkadza... Znowu ta przerzutowość będzie.
No to, to, to główna orientacja, to fundamentalna orientacja na posiadanie, tak? Na posiadanie, na gromadzenie, na... No bo to... bo to nam daje poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, prawda? Jednocześnie daje nam poczucie jakiegoś statusu, pozycji wśród innych przedstawicieli tego gatunku i tak dalej. Ale to, to oczywiście to są zrozumiałe ludzkie potrzeby, tak? Ale, ale do tego trzeba mieć dystans, tak? I zadać sobie pytanie, w którymś momencie kim ja właściwie jestem? Co jest moją istotą? Komu się to wszystko przydarza właściwie? I wtedy... zaczynasz się odklejać, zainteresujesz się tym, zaczynasz się odklejać od tych skarbów wniesionych przez frontową bramę, tak? I zdajesz sobie sprawę z tego, że tak, że właśnie wszystko przemija, tak? Że to ciało też będzie w którymś momencie przemijać i stanie się niewydolne na różne sposoby. No i co wtedy? I co wtedy? I z czym ja zostanę, tak? Z czym ja zostanę w momencie śmierci? Już nic nie zabiorę ze sobą.
Trumna nie ma kieszeni.
Tak. Jak to się mówi, trumna nie ma kieszeni, tak? No i takie pytania od tego nie będą uciekać, bo one i tak nas dogonią prędzej czy później. A jak nas nie dogonią, no to jeszcze większa bieda. bo stracimy tę niepowtarzalną być może okazję posiadania tej ludzkiej świadomości czy samoświadomości.
Kim ja właściwie jestem? To jest jedno z ważniejszych pytań, jakie trzeba sobie zadać. Czy jest jeszcze jakieś pytanie?
To jest najważniejsze pytanie.
A jest jeszcze jakieś, które powinniśmy sobie zadać?
No właśnie nie ma. Nie ma. Jeśli odpowiesz sobie prawdziwie na to pytanie, no to wtedy właśnie głęboko tego doświadczysz, tak? No to właściwie przestajesz mieć jakiekolwiek problemy.
Ja wiem, że zabrzmi to płytko, albo jakbym nie zrozumiał, o czym mówisz. Ja to rozumiem, ale ja bym chciał to bardziej wyjaśnić. Dlaczego tylko dzięki poznaniu siebie, czyli dowiedzeniu się, kim ja tak naprawdę jestem, możemy być w pełni zrozumieć świat?
No bo, bo my tego nie wiemy. Tak? I przez to, że tego nie wiemy, znaczy, mamy różne, wiesz, takie pomysły na ten temat, takie gotowce, które nam podrzuca, takie gotowce, prawda, że... No na przykład Kartezjusz już, który, który, prawda, bardzo solidnie zabrał się do tego pytania, tak? i przeszedł ten cały proces, prawda, redukcji takiej i odrzucał wszystko, co, co wydaje się niestabilne, tymczasowe, przemijające, tak, lub fałszywe. No, doszedł do, do ostatecznej konkluzji, tak. Ja to gdzieś w jakimś wykładzie, to on jest na YouTubie też, o co to omawiałem, że myślę, więc jestem, tak, cogito ergo summa. No, ale Prawdopodobnie, tu zresztą jest wątpliwość, czy Cogito zostało dobrze przetłumaczone. Jeśli jest tłumaczone na myślę, czy niezawężony jest sens słowa Cogito, bo Cogito również znaczy poznaję albo doświadczam. No więc, gdyby, ale wszyscy wiemy, że myślę, więc jestem. A co to znaczy, myślę, więc jestem? To znaczy, że ja jestem tylko wtedy, kiedy działa mój matrix, tak? Czyli moje oprogramowanie. Czyli ja myślę słowami, myślę językiem, który ma swoją strukturę. On mi opisuje świat jako dychotomiczny, prawda? I dzięki temu mogę się porozumiewać z innymi. Okej. Ja myślę o tym, że jestem kimś zupełnie innym niż wszystko co mnie otacza. I nie mam z tym żadnego bezpośredniego kontaktu. Tylko to w jakiś sposób oglądam. I tak dalej. No i teraz wyobraź sobie, że Kartezjusz przychodzi do mistrza Zen. I pierwsze pytanie, które by mu zadał mistrz Zen, to by powiedział, Kartezjuszu, powiedz mi, czy gdybyś przestał myśleć, to byś był? I kim byś był wtedy? Kartezjusz sobie nie zadał tego pytania. Ale to pytanie trzeba sobie zadać. I myślę, że jeśli my sobie jako cywilizacja nie zaczniemy zadawać tego pytania, no to będzie katastrofa. No bo nie sposób dalej konsumować, prawda? I zabezpieczać swojego poczucia statusu i bezpieczeństwa i tak dalej i lęku przed śmiercią przez nieustającą konsumpcję. Bo już brakuje zasobów.
Masz lęk przed śmiercią?
Już nie masz czego tego robić wszystkiego.
Masz lęk przed śmiercią?
Nie, już teraz nie mam. Kiedyś miałem.
Ja też już nie mam i w ogóle inaczej podchodzę do śmierci. W ogóle podchodzę do śmierci dla niektórych dosyć kontrowersyjnie i zastanawiam się, znaczy nie zastanawiam się, jest mi dobrze z tą myślą, że no też mówię o śmierci moich bliskich. Dwa tygodnie temu zmarł mi dziadek i zrozumiałem, że już dwa lata temu to procesowałem, że jak się rodzimy, to umrzemy. jeżeli chodzi o nasze ciało fizyczne, więc dalej sobie wytłumaczyłem to w ten sposób, że jak ktoś odchodzi, to najprawdopodobniej tam, gdzie jest, jest mu lepiej, a na pewno nie gorzej, więc ta tęsknota ewentualna, ten płacz ewentualny, to tak naprawdę jest tym... Ja płaczę nad sobą, nad tym, że nie mam danej osoby, Ani nad tą osobą, bo oczywiście nie wiemy, co się dzieje później, ale to we wszystko można uwierzyć. Wszystko sobie można powiedzieć. Nie wiemy, czy będziemy w piekle, czy w niebie, czy jesteśmy energią, czy nie.
Nie wiemy nawet, czy jest piekło i niebo.
No właśnie. Tak, tak. W sensie nie wiemy, czy jest tak. Więc ja mam do tego takie podejście, że mój pogrzeb na wesoło, spalne zwłoki, ludzie ubrani w stroje Walta Disneya. Prawda. I ja nie chcę żadnych smutnych piosenek, tylko przeboja z listy, najnowsze listy. Taka jest koncepcja.
Ale zobacz, już w tym samym Twoim projekcie pogrzebowym jest jednak jakaś silna preferencja. Ty chcesz, żeby to jakoś tam wyglądało. Odpuść sobie. Inni posprzątają. Niech zrobią to po swojemu, tak jak im będzie wygodniej, żeby jakoś zaspokoili swoje potrzeby, wiesz, swoją, nie wiem, potrzebę żałoby, czy żalu, czy cokolwiek innego. Nie możesz zmuszać ludzi do tego, żeby tańczyli na Twoim pogrzebie, no bo... Tylko mi się wydaje... Bo nie wszyscy wiedzą to, co Ty wiesz.
Że ja im trochę... uchronię ich przed tą rozpaczą. Jeżeli będzie na wesoło, będą w strojach Kaczora Donalda i Myszka Miki, żeby...
Ale dlaczego chronić ludzi przed rozpaczą?
Ja nie chcę, żeby ktoś płakał za mną. Chcę, żebyś się cieszył, że byłem.
Ale nie. Widzisz, ludzie nie płacą za tobą. Będą za sołaczą, ponieważ konfrontują się ze śmiercią i gdzieś w tle mają myśl, kurcze, przecież ze mną też coś się musi stać. I co ja wtedy... Co się ze mną stanie? Kim ja jestem? Znowu dwa razy pytanie. Kim ja jestem w istocie? To jest... Wszystkie najważniejsze pytania ludzkości sprowadzają się do pytania, kim człowiek jest w istocie. Wszystkie religie się zajmują tym tematem.
Na pewno, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, kim naprawdę jestem, to dobrze jest się wyciszyć. Dla mnie wyciszanie jest nieprawdopodobnie ważne. Czym jest wyciszanie? Ty też mówisz o samotności. Pewnie w takim znaczeniu, żeby odizolować się na chwilę od ludzi. Może jakieś odosobnienie, żeby wtedy usłyszeć siebie?
Znaczy wyciszanie się służy temu, żeby zawiesił się matryks. Żebyśmy mogli odpowiedzieć na pytanie, prawda, nad czym ja jestem, gdy przestaję myśleć. Przecież są ludzie, którym się zawiesza matryc.
Zawiesza czy nie zawiesza?
Zawiesza. Albo w ogóle ulega destrukcji, tak? Oczywiście to nie do końca, ale... Ale to jest bardzo interesujące. Pewnie słyszałeś albo widziałeś różne... Nawet parę filmów było na ten temat, tak? Które odnosiły się do rzeczywistości. Były relacją z jakichś faktów. Jak się zachowują ludzie, którzy utracili pamięć? Tak? Ktoś tam... Pamiętam jakiś fiński film chyba. Jakiś biznesmen tam gdzieś w Helsinkach przyjechał do hotelu. Miał jakieś spotkania ważne. Wyszedł z hotelu i ktoś go rąbną pałą w potylicę i okradł ze wszystkim.
Tydzień temu oglądałem.
Tak, no wiedzisz, no. I facet nie wie, jak się nazywa, nie pamięta w ogóle nic z tego, co się do tej pory wydarzyło w jego życiu, tak. Zaczyna od zera, tak. można powiedzieć, że ogromna część tego matriksu, tego, prawda, została wykasowana. Tak? No i co on robi? Zobacz, i to jest klucz tego wszystkiego. Co ten człowiek robi, gdy pomału całe jego otoczenie stara się go uszczęśliwić tym, żeby mu przypomnieć, kim on jest, kim on był, gdzie pracował, jak, kto jest jego żoną, kto jest jego dziećmi, gdzie mieszkał, tak? Widziałeś ten film niedawno? Tak.
Ja widziałem.
I on to wszystko, on to wszystko ogląda i mówi, kurczę, gdzie ja popełniłem błąd. Ja nie chcę tego wszystkiego. To nie jest moje. Ja, ja, ja nic nie czuję w tej kobiety. Ja, ja, ja... Praca? Prawnik? Nie. Ja nie chcę być prawnikiem. Zobacz, prawda? I on idzie wtedy w zupełny minimalizm. On, On szuka kontaktów, czuje się świetnie w społeczności bezdomnej.
I finalnie, mimo, że ma możliwość powrotu, decyduje, że zostaje w tej społeczności. Ja już wiem, dlaczego oglądałem ten film, bo jak robiłem, jak czytałem wywiady Twoje, to w jednym z wywiadów powiedziałeś o tym filmie.
A, no widzisz.
I dlatego oglądałem.
Potem się zrobił na mnie duże wrażenie, tak.
A czym jest obecność?
No obecność, prawdziwa obecność, to jest obecność bez myśli, to jest umysł bez myśli, tak? Wiesz, no Łukaszu, my żyjemy przecież nie w rzeczywistości, tak? My żyjemy w matriksie. A co to znaczy? To znaczy, że my żyjemy w interpretacji rzeczywistości, która została nam narzucona. Zostaliśmy tak sformatowani przez kulturę, przez obyczaj, przez język, przez wszystko, co nam się przydarzyło. Szczególnie we wczesnym okresie życia.
Czyli, że musi być takie życie, musimy tak wyglądać, musimy się tak zachowywać, musimy takie rzeczy myśleć.
Świat na tym polega i życie na tym polega i Ty jesteś Ty, a ja jestem ja i nie ma tu żadnej innej możliwości na ten temat, prawda? I tak dalej. Że świat składa się z materii, i że tam rozmawianie o tym, że jeszcze istnieje coś poza materią jest po prostu jakimś aberracją, odchyłem. No i w tym żyjemy. No i teraz, ale czujemy, część ludzi czuje bardzo prawdziwie, że to jest, że jesteśmy złapani w tym materii, że to jest jakaś iluzja, albo przynajmniej poważne ograniczenie. No i próbuje coś z tym zrobić. A czasami spontanicznie przydarzy nam się to, że nam się matriz rozleci, na przykład, prawda, bo dostaniemy pałą w głowę, nie daj Boże, albo, prawda, okoliczności będą miały taką dynamikę i taką energię, że nam, że nam po prostu rozwalą, że będziemy musieli kompletnie się w to zaangażować, tak, bez żadnej interpretacji. Więc mindfulness, tak? Czy stan takiego umysłu, który doświadcza rzeczy takimi, jakimi są, no to jest stan bez interpretacji, tak? Ktoś to ładnie powiedział po angielsku, tak? zaraz to przetłumaczymy. Peace is this moment without judgment. Peace is this very moment without judgment. Jeśli się uwolnisz od wszystkich interpretacji na temat tej chwili swego życia, w której jesteś, na przykład tej chwili, w której teraz my jesteśmy, to jesteś w domu. W każdym momencie jesteś w domu.
Czy im wyższa świadomość człowieka, tym łatwiej się wydostać z Matriksa?
Znaczy, trudno powiedzieć, czy ona jest wyższa. W ogóle, wiesz, no, znaczy ona jest wyższa w tym sensie, że, no, niektórzy ludzie zaczynają sobie zadawać takie pytania i zaczynają sobie zdawać z tego sprawę. No, bo, no, bo w naszym życiu, wiesz, jest kupę cierpienia, kupę konfliktów, kupę nieporozumień, prawda? I zastanawiamy się nad tym, skąd to się, Już przebieżę. Czy to jest... Czy na tym polega projekt życia? Czy ja jestem w jakimś matriksie uwikłanym? I wtedy, jeśli sobie zaczynasz zadawać te pytania, no to szukasz rozwiązania. I właściwie rozwiązaniem wspólnym dla wszystkich tradycji duchowych, religijnych jest OK. Zatrzymaj się. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak się rzeczy mają naprawdę, zatrzymaj się i skoncentruj się na jednym w wybranym fragmencie rzeczywistości, tak? Na swoim oddechu albo na obserwacji, nie wiem, zachodu słońca, czy patrzeniu komuś w oczy, czy, nie wiem, patrzeniu na kwiat, tak? I zostań z tym i spróbuj doprowadzić, wyciszyć swój umysł całkowicie i wtedy zobaczysz, co to jest, tak? czym jest prawda, której szukasz. I nie musisz się ruszać z miejsca, nie musisz robić wielkich podróży, wydawać na to ogromnych pieniędzy itd. W każdym momencie, gdziekolwiek jesteś, jak to się mówi, wszystko, everything is revealed, tak? Wszystko jest objawione.
Czyli zacząć żyć swoim życiem, a nie czyimś. Nie tym, że nam kazano być bogatym, że, znaczy, nie wykluczamy tego.
A to wtedy, wtedy możesz, gdy doświadczysz tego stanu, No to matriks oczywiście nie znika i nie o to chodzi, żeby on zginął, tylko on przestaje być swoją tożsamością, tylko staje się narzędziem. użytecznym narzędziem do tego, żeby się porozumiewać z innymi ludźmi, żeby załatwiać różne sprawy, prawda? Żeby... żeby rozumieć, jak inni się czują, ale już przestajesz, już się z tym nie utożsamiasz. Więc też nie podlegasz jego... nie jesteś jego niewolnikiem. Nie podlegasz jego takim, tak zwanym, neurotycznym potrzebom, tak? nie realizujesz ich.
Czy to jest tak, że jak cierpimy, to jest to znak tego, że nie podążamy za swoimi prawdziwymi pragnieniami?
Tak. Tak. Zdecydowanie tak.
Powiedziałeś, że cierpienie bywa dobrym lekiem na duszę. Dlaczego tak jest, że jak cierpimy, to wtedy się budzimy?
No właśnie dlatego. No tak jak powiedziałeś. No ja bym nie chciał, żeby na moim pogrzebie ludzie cierpieli. No, ale jak im... Niech cierpią. Skoro tak widzą tę rzeczywistość, to cierpienie dopiero zmusza ludzi do refleksji, tak naprawdę. I to czasami cierpienie w dużym nasileniu, tak? Bo inaczej, no niby dlaczego, tak? Jak ja sobie mogę, wiesz, wypić codziennie dwie setki wódki, prawda? I pobawić się i, wiesz, no, jak gdyby zaangażować się bez reszty w jakąś robotę, no i zgubić jakby wszystkie wątpliwości, tak? I pytania, które za mną gonią. Dlatego ludzie się boją zatrzymać. Z jednej strony pragną tego, żeby się zatrzymać, ale jak się zatrzymają, to jak to się mówi, dusza ich dogania, wiesz? I ta dusza ma im nieprzyjemne rzeczy do powiedzenia, bo ona tam jest zanegowana, wyparta, no i w którymś momencie, wiesz, jakby patrzysz na samego siebie w lustrze i ten ktoś cię pyta, co ty wyrabiasz? A co Ci chodzi? Się zastanów człowiek.
Czyli jednak na moim pogrzebie będzie Andra Bocelli Time to say goodbye na skrzypcach. Wszyscy będziecie ryczeć.
I to jest dobry wolny.
Mówiliśmy o Matriksie. Rozumiem, że Matriksa przebudzenie to jest jedno i to samo?
Znaczy wyjście z Matriksa, czyli doświadczenie, doświadczenie siebie, świata i relacji z tym światem poza Matriksem, tak? Czyli doświadczenie tego, że tej jedności w różnorodności i różnorodności w jedności jednocześnie, tak?
W swoich projektach szkoleniowych i terapeutycznych odwołujesz się do koncepcji terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość człowieka. I teraz mnie bardzo ciekawi, jak, już prawie na zakończenie, jak ludzie reagują na tę duchowość.
Przecież duchowości nikomu nie wolno wciskać, tak? To też jest dobrze to wiedzieć, że jeśli już masz takie poczucie, że rzeczywiście dotknąłeś jakiejś prawdy, tak? I chcesz innym to proponować, no to możesz to tylko proponować tylko wtedy, kiedy ktoś cię o to zapyta. I to Bunda, który jest moim pierwszym, najważniejszym nam życiem, on wręcz powiedział tak, musicie ktoś zapytać siedem razy. I siedem razy go odwal. Jak po siódmej odmowie wróci, to znaczy, że naprawdę chce wiedzieć.
Pięknie. Ale w ludziach, nie ukrywam, bo we mnie też było to, jest kiedy odkrywamy nagle coś dla nas ważnego. To mamy olbrzymią ochotę i uznajemy, że to jest bardzo proste. To mamy olbrzymią ochotę, ale to olbrzymią ochotę pokazać innym. Przeszedłem ten etap. Zostałem nazwany. Odkręć się, bo jesteś zakręcony. Zejdźcie na ziemię. Skąd się bierze? Znaczy, wytłumaczyłem sobie to, ale skąd według Ciebie bierze się ta chęć, żeby pokazać...
No, to jest naturalna chęć. To jest, wiesz, to jest wyraz miłości do innych ludzi wtedy, tak?
Tak tłumaczyłem to wczoraj mamie.
Tylko, że tą miłość trzeba powstrzymać, tak, żeby... Wiesz, to moja ulubiona przypowieść o rybce, też ją pewnie czytałeś, nie? Jak jakaś rybka pływająca w stawie zobaczyła, usłyszała dwóch ludzi dyskutujących na mostku. tam, prawda, o czymś, co nazywano, nazywali wodą i wychwalali różne właściwości tego czegoś, co się nazywało wodą, że ta woda jest taka niesamowita, że jest wieczna, że zawsze znajdzie drogę do morza, że występuje w bardzo wielu różnych postaciach, niewidocznej, widocznej, prawda, płynnej, stałej i tak dalej. Więc coś niesamowitego ta woda. No więc ta rybka szybko popłynęła do starszyzny rybie Posłuchałem taką rozmowę. Ludzie coś wiedzą o czymś takim, co nazywają woda. I to jest absolutnie cudowne. To ta starsza ta mówi, masz tu forsę, masz wszystko, co trzeba. Płyń szukać tej wody. Musimy też się tego dowiedzieć, tak? No i rybki długo nie było. Wraca potem i ma taką dziwną minę, więc wszystkie ryby pytają, no i co? Znalazłem się tam w odle? Znalazłem? No znalazłam. No i co? No i co? No i nic więcej wam nie mogę powiedzieć, bo i tak mi nie uwierzycie.
Piękne. Ja bym mógł zakończyć ten wywiad tym, ale muszę. bo mówiliśmy o wyciszaniu i o różnych, chyba mogły być, narzędziach, jak skupianie się na przykład na zachodzie słońca. Mnie ciekawią Twoje rytuały. Medytujesz?
Tak.
Jakie są Twoje codzienne rytuały?
No, wiesz, to moje codzienne rytuały, to ja już, znaczy, ja bardzo intensywnie praktykowałem medytację przez, myślę, około czterdziestu lat, tak? Zacząłem Teraz, trochę prawdę mówiąc, brakuje mi na to czasu, ale staram się każdą wolną chwilę wykorzystać na to, żeby troszkę złapać kontakt ze sobą i uspokoić Matrix, tak? Bo to mi po prostu daje też taką lepszą świadomość okoliczności, w których jestem. W związku z tym popełniam mniej błędów. Wiesz, gdy ja... W każdym razie do każdego mogę powiedzieć to jestem ja, ty jesteś ty. Ale jednocześnie to jestem ja, to jesteś ty. Także to się we mnie nie wyklucza. no to, to trochę zmienia perspektywę. To, to, to trochę tak, wiesz, ale, ale oczywiście to, to, to nie jest łatwo cały czas to trzymać, wiesz, tak powiem, przed, przed nosem tutaj sobie, przed oczyma. No, bo tak naprawdę, wiesz, wracając do tego Na czym polega miłość, tak? Taka niesentymentalna miłość, tylko ta miłość agape, tak? Czy taka najwyższa miłość. No to można to porównać do sytuacji między dwiema rękoma Twoimi, tak? Jak ja wezmę ten kubek do lewej ręki, to prawa ręka nie zazdrości lewej ręce do tego, że tam ma kubek i ma jeszcze kawę w tym kubku, tak? Jak mi ktoś zabierze ten kubek, to i ty zabierzesz, ale ja wiem, że to jestem Jan, to ja też nie czuję specjalnego dramatu z tym związanego. Gdy lewą rękę coś boli, no to prawą rękę też boli. Gdy lewą rękę ktoś głaszczy, to prawą rękę też głaszczę. Ta prawa ręka mówi, nie, to Asum nie pogłaszczę. Nie ma żadnej rywalizacji, nie ma żadnego konfliktu. Więc to jest ten stan, do którego warto dążyć w relacjach z innymi ludźmi. Gdybyśmy, gdyby wystarczająca ilość ludzi to wiedziała, czy przynajmniej przeczuwała, to świat by jeszcze dało się uratować.
Fantastycznie Ci dziękuję! Jestem zachwycony. Wydaje mi się, że nikt do tej pory w tak świetny i zrozumiały sposób nie wytłumaczył tego, na czym temat, który mi jest bliski, czyli właśnie na wyjście z Matrixa i czym jest Matrix. Więc bardzo Ci dziękuję i mam nadzieję, że było Ci tu przyjemniej, że kiedyś jeszcze się w Kawalerce spotkamy.
Bardzo dziękuję za zaproszenie i z przyjemnością było sobie pogadać z Tobą i cieszę się, że tak Znalazłem takie zrozumienie w Twoich oczach.
Właśnie w oczach.
Nie wiem, czy je widzisz, ale jak.
Ja jestem za coś bardzo wdzięczny, jak coś bardzo ze mną rezonuje, to wtedy ono się pojawia.
Ja mam tak samo. Ja mam tak samo.
Bardzo dziękuję.
Dziękuję bardzo.










