Wojciech Eichelberger - Stres czy przewaga energetyczna

Transkrypcja wykładu (pol.) Wojciecha Eichelbergera o tym, jak wybitni menedżerowie osiągają przewagę dzięki kompetencjom emocjonalnym i umiejętnemu zarządzaniu energią życiową. Prelegent omawia badania pokazujące, że empatia (inteligencja emocjonalna) i zdolność do regeneracji/odreagowania stanowią ~60% ich "portfela kompetencyjnego", wyjaśnia fizjologię reakcji na stres (sympatyczny vs. parasympatyczny), opisuje problem „implozji” stresu w cywilizacji i proponuje krótkie, praktyczne techniki odreagowania oraz kontrolę „spamu mózgowego”.
Dobry wieczór. Więc gdy sprawdzono Co decyduje o sukcesie wybitnych menadżerów na świecie, takim długofalowym i naprawdę bardzo ostre kryteria przyjęte tego sukcesu, taki algorytm złożony. Ten sukces musiał być wieloletni, stały wzrost w tej firmie, którą ci ludzie Zarządzali wyodrębniono, z wielkim trudem, jakąś taką grupę, około 30 osób. No i zaczęto się im przyglądać, z czego oni są zrobieni właściwie. Czy oni są jakimiś mutantami, czy przylecieli z innej planety. I po prostu nikt nie mógł wierzyć, że ci ludzie, często już bardzo, tak to się mówi, dojrzałym wieku, ciągle są zdrowi, aktywni, kreatywni, bardzo dynamicznie zarządzają tymi swoimi firmami. I okazało się, że Ci ludzie, jak zbadano ich portfel kompetencyjny tak zwany, no to podzielono ten portfel na trzy takie kategorie. Kompetencje stricte zawodowe, kompetencje emocjonalne, czyli inteligencja emocjonalna, i tak zwane kompetencje biologiczne można powiedzieć, czy fizjologiczne, energetyczne jeszcze inaczej. I okazało się, że oni przewyższają menedżerów ze średniego poziomu, nie porównywano ich do tych najgorszych na drugim kranicu skali, tylko do tych przeciętnych. Że oni przewyższają tych przeciętnych na dwóch skalach przede wszystkim. Na skali inteligencji emocjonalnej i na skali zarządzania własną energią czy poziomu energii życiowej. Czyli ci ludzie lepiej rozumieli innych ludzi, lepiej potrafili się z nimi komunikować, mieli szczególnie wysoką skalę empatii. To w ogóle trudno uwierzyć, że menadżerowie wybitni przewyższali siedmiokrotnie tych średnich w wynikach na skali empatii. Czyli zdolności do wczuwania się w położenie innych ludzi, rozumienia tych ludzi, emocjonalnego kontaktu z tymi ludźmi. Okazało się, że to jest w ogromnej mierze czynnik decydujący o ich sukcesie. Czyli oni byli świetnymi psychologami. można powiedzieć, tak? Mieli te kompetencje, które psychologowie, psychoterapeuci, trenerzy, coachowie właściwie cały czas w sobie w jakiś sposób próbują kształtować, doskonalić i wzmacniać. No a drugi czynnik, który decydował o ich sukcesie, to były te kompetencje takie właśnie energetyczne czy biologiczne, chociaż one były tylko z pozoru biologiczne, jak się zaraz okaże. No bo z całą pewnością stwierdzono, że ci ludzie więcej mogą niż wszyscy inni. Że mają po prostu takie ilości energii niewyczerpanej, takie możliwości, że wystarcza im 6 godzin snu, że mogą podróżować po całym świecie w różnych strefach czasowych i to jakoś specjalnie ich nie dotyczy, nie osłabia, że nie chorują, że ogarniają jeszcze w dodatku różne swoje sprawy życiowe, czyli z tego obszaru life. Okazało się, że te dwie kompetencje, ta inteligencja emocjonalna i te kompetencje związane z poziomem energii, zajmowały sześćdziesiąt procent w ich portfelu kompetencyjnym, że tylko czterdzieści procent to były kompetencje związane czysto z zawodowymi sprawami tych ludzi. I to była jeszcze jedna ważna sprawa, że jak gdyby ci którzy oceniali te wyniki powiedzieli to widocznie oni musieli dokonać jakiegoś wyboru. No bo mamy tylko 100% w tym portfelu kompetencyjnym, więcej się nie da tam zmieścić, więc trzeba te 100 jakoś podzielić. Oni to świadomie być może podzielili tak, że sobie na kompetencje zawodowe zostawili tylko 40. No i jak ich przepytano trochę głębiej na ten temat, to okazało się, że rzeczywiście tak było, że to są ludzie, którzy uznali, że oni i tak nie mogą wszystkiego wiedzieć o dziedzinie, którą się zajmują, że to już jest po prostu niemożliwe przy tym tempie przyrostu wiedzy, jaki się obecnie dzieje. No i ich obowiązkiem natomiast było wiedzieć, czego nie wiedzą, czyli mieć uświadomioną niekompetencję. albo uświadomiona niekompetencja pozwala zadawać różnym ludziom właściwe pytania. I oni właśnie to potrafili robić, czyli nie musieli być wszystko wiedzącymi, omnipotentnymi menadżerami, natomiast wiedzieli, że go nie wiedzą, więc zatrudniali specjalistów, upierowali swoje pytania do różnych think tanków, czy jakichś gremiów doradczych, koncentrując się głównie na tych pozostałych 60%. Ponieważ spotykamy się w sprawie work-life balance, czyli jak budować swoją przewagę. Przewagę energetyczną, czy w ogóle przewagę nad konkurencją w biznesie na poziomie indywidualnych możliwości. bo tutaj tym się zajmujemy, nie mówimy o organizacyjnych możliwościach, no to okazuje się, że ta sprawa tak zwanych fizjologicznych, czy organicznych, czy biologicznych kompetencji tych ludzi była z tego punktu widzenia najważniejsza, no bo jak wszyscy wiemy, jeśli nawet mamy wspaniałe kompetencje z obszaru inteligencji emocjonalnej i potrafimy rozumieć ludzi, komunikować się z nimi i motywować ich odpowiednio i wchodzić z nimi w konstruktywne relacje i tak dalej, no to wszystko to nie działa wtedy, kiedy brakuje nam energii. Bo to wymaga pewnego napędu, paliwa. To nie jest łatwe funkcjonować w taki optymalny sposób w relacjach z ludźmi. Czyli zmierzamy do tego, że właściwie to co jest tą kompetencją związaną z utrzymywaniem wysokiego poziomu własnej energii jest jak gdyby tym podstawowym poziomem, o który trzeba przede wszystkim dbać, żeby wszystko inne było możliwe. To tak jak w tych życzeniach sobie, które sobie składamy przy okazji różnych prywatnych uroczystości rodzinnych i innych mówimy często abyśmy tylko zdrowi byli, zresztą sobie jakoś poradzimy. No i to właściwie na tym polega. Więc jest pytanie, co ci ludzie takiego mieli w sobie, żeby byli właśnie zdrowi, mieli pełno energii, kreatywności, mieli takie zapasy energetyczne, które sprawiały, że stać ich było na to, stać ich było na empatię. stać ich było na to, żeby troszczyć się o relacje z innymi ludźmi, żeby widzieć tych ludzi, rozumieć tych ludzi itd. To jak wszyscy wiemy wymaga energii. Jeśli zaczynamy chorować i słabnąć, to wówczas można powiedzieć, że egocentruzujemy się, że stajemy się, zamykamy się, zaczynamy oszczędzać energię. Relacje z innymi ludźmi są wyczerpujące często, męczące. Bycie współczującym dla innych, gdy sami szukamy współczucia, też bywa trudne. No więc, co ci ludzie potrafili? I to, mam nadzieję, Państwa zainteresuje. Po pierwsze, oni już... Znaczy jeszcze jak robiono te badania, to tytuł tego wykładu był aktualny. Można było mówić o work-life balance, bo jeszcze wtedy mniej więcej dawało się oddzielić work od life. Jakaś cezura była. Wiadomo, kiedy się ta praca kończy i kiedy się można zająć swoim życiem. No ale jak wszyscy państwo pewnie czujecie, te czasy mijają albo już minęły. I właściwie nie wiadomo, kiedy się kończy work, a kiedy się zaczyna life. W związku z czym już właściwie ten termin work-life balance przechodzi pomału do lamusa i mówi się raczej o czymś co się po angielsku nazywa work-life mix, czyli mieszanka. Trochę pracy, trochę odpoczynku. Trochę pracy, trochę odpoczynku. Trochę pracy, trochę odpoczynku. I to jest pierwsza rzecz, którą ci ludzie jak się okazuje potrafili. Ci ludzie byli zdolni do tego, żeby w każdej sytuacji, która nadawała się do tego, aby troszeczkę się odprężyć, wyłączyć, tak nawet jeśli to było kilka minut, oni potrafili to zrobić. A jeśli nie było takiej sytuacji, to potrafili sobie taką sytuację urządzić. Zaranżować. Czyli dzwonili tam do sekretarki, prawda, mówi przez pięć minut nie łącz żadnych rozmów, nikogo nie wpuszczaj. No i co oni robili przez te pięć minut? Przez te pięć minut stosowali różne techniki. Nie grali w węża na komórce tam, czy w jakieś inne gry, tylko stosowali różne techniki, które pomagały im się szybko zregenerować. Czyli regenerowali się w sposób świadomy, w sposób zorganizowany, profesjonalny. Nie wiem, czy będę miał tutaj czas na to, przy tym godzinnym, krótkim wystąpieniu, żeby Państwa zainteresować takimi technikami, ale może jeśli Państwo jesteście gotowi na takie warsztatowe, krótkie wstawki, no to chętnie Wam to zaproponuję. Ale zanim wam zaproponuję jakąś formę regeneracji, to może powiem w ogóle o tym, dlaczego ta regeneracja jest taka niezbędna. Dlaczego trzeba sobie takie krótkie przerwy fundować i dlaczego trzeba je umieć efektywnie wykorzystywać. Otóż to jest związane z tym, że żyjemy w stresie. Stres. Stres, proszę Państwa, jest rzeczywiście w tej chwili na takim poziomie przeciętnie rzecz biorąc w życiu współczesnego człowieka, szczególnie ciężko pracującego w korporacji, choć prawdopodobnie stres emerytów wcale nie jest mniejszy ze względu na różne zagrożenia związane z taką sytuacją życiową, chociażby materialne czy społeczne. No ale pozostajemy przy tych, którzy, jak to się mówić, mają ciężką i odpowiedzialną pracę, prowadzą różne firmy. Więc ten stres ich naprawdę dotyczy. Co to jest stres? Stres to nie jest stan obiektywnej rzeczywistości. Są niektóre kategorie obiektywnej rzeczywistości, które można nazwać takimi, które uniwersalny sposób generują w ludziach stres. Jest nawet taka lista, to można znaleźć w różnych miejscach, że na przykład ślub jest takim bardzo stresowym wydarzeniem. Gdzieś tam chyba w pierwszej trójce się mieści. Ale oczywiście znacznie bardziej stresowe są sytuacje przykre, takie jak utrata kogoś bliskiego, czy utrata pracy, przeprowadzka, zmiana trybu życia, miejsca zamieszkania i tak dalej. A także po prostu taki zwykły codzienny stres związany z nadmiarem zajęć i obciążeń. To powoduje pewien niebezpieczny stan fizjologiczny w organizmie. Otóż wtedy, kiedy nasz umysł, czyli nasze oprogramowanie, nie mózg, który jest hardwarem, tylko nasz umysł zakwalifikuje jakąś sytuację, w której uczestniczymy jako stresową. czyli mamy pewien taki filtr wewnętrzny, taki mechanizm interpretacji zdarzeń, w których uczestniczymy i tam jest taka, prawda, taki plik, który się nazywa sytuacje stresowe. Ten plik możemy mieć albo ubogi i wtedy jesteśmy w dobrej sytuacji, tylko kilka sytuacji kwalifikujemy odruchowo jako stresowe, a możemy też bardzo mieć rozbudowany ten plik i wtedy jesteśmy w gorszej sytuacji, ponieważ Częściej przeżywamy stres, prawda? Czyli większa klasa sytuacji jest przez nasze oprogramowanie, przez nasz umysł kwalifikowana jako stres. Tak czy owak, jeśli się nam stres przydarzy, jeśli zinterpretujemy jakąś sytuację jako stres, no to wtedy nasz organizm wchodzi w pewien stan fizjologiczny, który właściwie jest normalnym stanem ścielniczym. Mamy na to program. I ten program jest bardzo ważny. Powinniśmy tak reagować na stres. Więc w czym problem? Problem polega na tym, że my nie odreagowujemy stresu. Czyli z reguły przeżywamy stres w sytuacji, można powiedzieć, pewnej bezradności, bez ruchu. Gdy nasz umysł kwalifikuje jakąś sytuację do kategorii stres, uruchamia się w naszym organizmie potworna energia. Ja nie chcę wchodzić w szczegóły tutaj fizjologiczne, bo nie wystarczy nam czasu na wszystko. Ale to jest taka energia, która, jak to się mówi, przenosi góry. No i jeśli jesteśmy w sytuacji naturalnej tak zwanej, czyli niecywilizowanej, na przykład idziemy sobie w lesie ścieżką na wakacjach i nagle widzimy niedźwiedzia. No to to jest stres. Tutaj mało komu spotkanie nieźwiedzia w lesie nie będzie się mieściło w pliku stres. Więc co się wtedy dzieje? Wtedy następuje ogromna mobilizacja organizmu do walki i ucieczki. Włącza się mechanizm walki i ucieczki. I ta ogromna energia zostaje natychmiast w jakiś sposób zmetabolizowana, użyta. No bo co robimy? Widzimy nieźwiedzia na ścieżce. Na ogół nie wdajemy się z nim w rozmowę, nie próbujemy jakoś nawiązać kontaktu empatycznego. i tak dalej, tylko odwracamy się tego niedźwiedzia i dajemy w długą, jak to się mówi, pobijając wszystkie życiowe rekordy, a być może nawet rekordy sportowe, tylko nikt nam czasu wtedy nie mierzy. No i dzięki temu spalamy tą energię, metabolizujemy tą energię i wszystkie takie różne fizjologiczne atrybuty tej sytuacji, które zostają zmetabolizowane i, można powiedzieć, opuszczają nasz organizm. I to jest super wtedy, tak? Więc mam dla Państwa dobrą wiadomość. Nawet jeśli spotkacie dziennie kilka nieźwiedzin na ścieżce i uda Wam się za każdym razem uciec, to od tego będziecie zdrowsi, a nie bardziej chorzy. Bo taka reakcja stresowa, naturalna reakcja stresowa, która ma tak zwany fizjologiczny przebieg, czyli niedźwiedź, mobilizacja, akcja, tak, reakcja, uciekam, spalam tą energię i potem udaje mi się uciec, prawda, leżę sobie pod jakimś świerkiem i w życiu nie widziałem takiego pięknego świerka. Chociaż rzeczywiście widziałem 50 tysięcy świerków przedtem. No bo co się dzieje? Dlaczego tak się dzieje? No bo tak fizjologicznie rzecz biorąc jesteśmy w sytuacji kąpieli endorfinowej tak zwanej. Czyli w tej akcji ucieczki, czyli intensywnej pracy dużych grup mięśni, szybkiego oddechu, dużego tętna, ciśnienia itd. Organizm nie tylko się zużywa w taki pozytywny sposób, ale również produkuje dużo takich neurohormonów z grupy endorfin, które powodują jakieś głębokie odprężenie, inny stan świadomości. I nagle świat jest piękny. Więc chociażby z tego powodu warto przeżywać stres. Ale na poziomie fizjologicznym Taki normalny przebieg reakcji na stres też bardzo dobrze działa, ponieważ nasz organizm jest tak skonstruowany, że on się regeneruje tylko wtedy, kiedy się zużywa. Prawda? Organizm nie jest taki głupi, żeby wydawał energię na regenerację, wtedy się nie zużywa. Żaden przedsiębiorca by się takiego nie zrobił. Jeśli ktoś ma samochód i nie używa tego samochodu, to nie będzie sobie kupował nowego samochodu, bo to byłaby niepotrzebna strata. Organizm też, jeśli się nie zużywa, to się nie regeneruje. Ten układ fizjologiczny w naszym oprogramowaniu, który odpowiada za wszystkie nasze emocjonalne i fizjologiczne stany, on jest mądry i świetnie zarządza energią. Nie ma strat. Odpuszczamy, nie będziemy tego doładowywać. To jest nieużywane, nie będziemy tego doładowywać. Wszyscy to wiemy, że funkcje nieużywane zanikają w naszym ciele. Nawet organy nieużywane, można powiedzieć, zanikają w naszym ciele. Czyli stres fizjologicznie przeżywany Działa trochę tak jak peeling na skórę, można powiedzieć, tak? To pewnie panie dobrze o tym wiedzą, mężczyźni chyba tym peelingiem się nie interesują, choć może powinni. Ale to mi się wydaje takim dobrym przykładem. Bo prawda, peeling, jeśli dobrze rozumiem, ściera część komórek skóry, tak? No i dzięki temu, co się dzieje z tą skórą? Ta skóra się szybciej regeneruje, prawda? i mamy piękne nowe komórki w tej pierwszej, drugiej i trzeciej warstwie skóry i to lepiej wygląda. No i podobnie jest z całym organizmem. Jeśli organizm w takiej reakcji na niedźwiedzia zużyje się naprawdę, wywali z siebie mnóstwo energii, zużyje mnóstwo komórek, różnych organów, wszystkie wewnętrzne muszą bardzo intensywnie pracować przez jakieś 5 minut powiedzmy. No to to jest błogosławieństwo dla tego organizmu, bo wtedy leżymy pod tym świerkiem, oprócz endorfin, bo w całym ciele buszują ekipy remontowe, naprawcze, różne tam hormony się wydzielają, które mówią, no trzeba teraz to wszystko zreperować, zobaczcie co się stało, no przecież to nie może tak wyglądać. I dużo, tak powiem, energii i środków przeznacza się na regenerację. Więc to jest bardzo ważne, bo ludzie myślą, że w ogóle trzeba unikać stresu. Nieprawda. Stres jest naturalnym wyzwaniem, do którego jesteśmy przygotowani fizjologicznie i które nam właśnie dobrze robi. Pod warunkiem, że po momencie mobilizacji jest akcja, jest odreagowanie. Problem polega na tym, że większość ludzi w naszej cywilizacji przeżywa stres nasiedząco bez fazy odreagowania. Czyli nie ma eksplozji. Ta ucieczka przed nieświeciem to jest eksplozja. To jest potworna eksplozja. A jak nie ma eksplozji, to co się pojawia, jak to się nazywa? Przeciwnieństwo eksplozji? Implozja. Czyli energia, która miała przenieść górę, może uderza w nas, wybucha nam w środku. Używając trochę zbyt dramatycznego... Może dzięki temu to się lepiej zapamiętuje porównania. To tak jak zamiast wrzucić odbezpieczony granat do okopów wroga, to byśmy na nim usiedli. Więc to nie jest zdrowe. Nie może być zdrowe. No i na tym polega problem, że my siadamy na tych granatach kolejnych. Oczywiście te granaty nie mają takiej mocy jak granaty bojowe na szczęście, ale stopniowo, stopniowo demolują nas w środku. Kiedyś, nie wiem, może państwo pamiętacie, w Japonii, to było mniej więcej 15 lat temu, była epidemia śmierci Karoshi, to się nazywało. Tak, słyszeliście coś o tym? To się nazywała śmierć z przepracowania. Okazało się, że nagle młodzi ludzie pracujący w korporacjach, którzy tydzień temu mieli czekap medyczny giną gdzieś tam pod koniec dnia pracy albo w trakcie dnia pracy albo na stacji metra wracając do domu albo albo w wagonie metra albo następnego dnia przy śniadaniu. Prawda. Tak jakby ktoś świeczkę zmufnął po prostu w jednej chwili bez żadnego uprzedzenia. No odlatują. No więc naukowcy się tym zainteresowali i powiedzieli, coś się dzieje, bo to miało już takie epidemiczne więc rozmiary. Oczywiście w pewnej skali. I pierwsza hipoteza była taka, no obciążenia, które ci ludzie ponoszą, to po prostu już przekraczają ludzkie możliwości, oni umierają z wyczerpania. No ale zajrzano do statystyki i powiedzieli zaraz, zaraz, no ale Polacy pracują tak samo, a nawet dłużej. Średnio. Amerykanie w ogóle prawie nie jeżdżą na urlopy. W innych krajach też ludzie tak ciężko pracują. Dlaczego Japończycy akurat umierają? Tak masowo. Młodzi. No i jak państwo myślicie, jaki był powód? Nieodreagowany stres. Ale dlaczego akurat Japończyków najbardziej? Kultura. Kultura, która skłania do nie ujawniania emocji. Przez cokolwiek się przydarzy, to ja się kłaniam, zatrzymuję to w sobie, nie robię kłopotu nikomu. Szczególnie gdy pracuję w korporacjach, to nie mogę pokazać tych emocji, bo to mnie będzie dyskwalifikować i mogę stracić pracę. Okazuje się, że Japończycy, bardziej niż inne narody o innych kulturach, byli narażeni na implozję. Ta implozja działała w ten sposób, że umierali. Znacie ten mechanizm, ale to też jest mechanizm, który się może każdemu z nas przydarzyć, że jeśli spotka nas coś dramatycznego, prawda, coś z silnym stresem i my nie znajdziemy sposobu na to, żeby trochę upuścić emocji i energii z tym związane, to mamy ogromne poczucie osłabienia, czasami bliskie omdlenie. To się nazywa zmęczenie implozyjne albo omdlenie implozyjne. No więc skoro można się zmęczyć implozją i omdleć prawie z implozji, to równie dobrze można umrzeć z implozji, bo to już jest niedaleko. Więc co jest najważniejsze w zarządzaniu stresem i energią życiową w tej trudnej kulturze i tej trudnej cywilizacji, w której przyszło nam żyć? Słucham. Odreagowanie. Ale wiadomo, że gdy pracujemy w korporacji, w szkole, gdziekolwiek, w służbie zdrowia i tak dalej, nie możemy natychmiast odreagowywać tak jak wtedy, gdy uciekamy przed niedźwiedziem. Nie możemy na maila niedźwiedzia, które dostajemy na ogół przynajmniej raz, dwa, trzy razy dziennie, które w największym skrócie niosą taką informację, zrób na wczoraj to co miałeś zrobić na pojutrze. No i wtedy tak naprawdę nasz organizm reaguje tak samo jak na tego niedźwiedzia na ścieżce. Fizjologicznie zupełnie tak samo. tylko że my nie zrywamy się z miejsca prawda i nie biegniemy korporacyjnym czy szkolnym korytarzem żeby nawalić tego kto nam przysłał tego maila prawda co byłoby czasami miłe nawet powiedziałbym dla organizmu choć może w społeczne konsekwencje niezbyt społeczne konsekwencje nie byłyby zbyt korzystne. Podobnie prawda nie zrywamy się z miejsca nie rzucamy laptopem o ziemię no nie robimy takich rzeczy. Więc musimy to zawrzeć w sobie. No ale przynajmniej, wiecie, w polskiej kulturze, no to człowiek tam jak dostanie tego maila, to zanim zastygnie przy tym komputerze i zasztywnieje, to przynajmniej zrobi tak. O ku... Albo jakieś inne słowo niecenzuralne zatrzyma można powiedzieć w połowie, czy zamieni je na jakieś kurcze albo tam. inne takie bardziej aprobowane czy akceptowane. Niemniej jednak nastąpi jakaś mini eksplozja, prawda? No i to jest bardzo ważne. Chociaż, ale to może potem, o innych sposobach, które możemy sobie w tym momencie poradzić. W każdym razie, Właściwie z punktu widzenia naszego zdrowia i zarządzania energią strasznie ważne jest to, żebyśmy przynajmniej wieczorem po pracy zafundowali sobie jakąś krótką sesję odreagowania. Cokolwiek to jest. Trzeba zużyć trochę tej energii. My mamy w krwi sygnał adrenalinowy cały czas. Ten sygnał utrzymuje się tam długo. Mózg mógł zapomnieć w ogóle o tym, co się stało, ale ciało jest w dygocie. Ja tutaj jadąc do państwa miałem stłuczkę akurat jakąś zupełnie absurdalną. Ja o tym pamiętam, zachowałem się tam odpowiednio. Jak widzicie, jestem w stanie o tym wszystkim mówić dość spokojnie. Ale często jest tak, że jak jedziemy do pracy i mamy jakąś trudną sytuację drogową, reagujemy bardzo szybko. Uff, mózg to, umysł kwalifikuje to jako stres, tak? Uruchamia się cała ta reakcja, ale my właściwie już po pięciu czy dziesięciu minutach zapominamy o tym, co się stało. Niemniej jednak przychodzimy do pracy i jesteśmy wcale rozdygotani, tak? Zastanawiam się, co się ze mną dzieje? A, no tak, no przecież miałem tą sytuację. Czyli mózg działa elektrycznie, mózg działa bardzo szybko, tak? Ale cały organizm działa biochemicznie. I to ma większą bezwładność. Te sygnały mają większą bezwładność i te wszystkie procesy mają większą bezwładność. Ponieważ taki sygnał adrenalinowy może się utrzymywać przez kilka godzin, czasami kilkanaście, w zależności od, tak powiem, objętości tego wyrzutu adrenalinowego do krwi, no to mamy szansę jeszcze wieczorem tego samego dnia coś odreagować po paru godzinach albo w trakcie pracy. Na przykład wstać z miejsca, I przejść się po schodach tak parę razy w górę i w dół. Do czwartego piętra i z powrotem, do czwartego piętra i z powrotem, do czwartego piętra i z powrotem. Aż nam minie ten dygot, tak? Jak nam minie ten dygot, to znaczy, że adrenalina się wypłukała trochę, tak? I trochę nadmiar cukru we krwi się wypłukał. Zułożył. No więc... Dlaczego o tym wszystkim mówię? Bo żeby móc włączyć w procesy regeneracyjne w organizmie, to musimy najpierw odreagować. W tych japońskich korporacjach Zgodnie z japońską kulturą w każdej korporacji była sala relaksacyjna czy medytacyjna. Bambusy, wygodne półleżanki czy inne fotele, jakaś fontanna, woda pluszcze, kadzidło się pali. No i cudownie. Tylko tam nikt nie chodził. Puste. Zresztą podobnie się dzieje w polskich kooperacjach, które poszły za takim pomysłem. No i wiecie jak Japończycy wyszli z tego kłopotu, z tą śmiercią Karoshi? Zamienili te pokoje relaksacyjne na szałownie. czyli wyciszyli je odpowiednio i zamiast palemek i wodotrysku tam wisiały worki do boksowania, jakieś kije bejzbolowe, w których można było wtowalić, jakieś poduszki, podobno nawet potrety członków zarządu i pomidory, którymi można było tam ciskać, co zresztą świadczy o klasie tych zarządów. Polski zarząd by tego nie zniósł żaden. Mało który myślę. Żeby tak dobrowolnie poddać się takiej operacji dla dobra pracowników. No i okazało się, że proszę Państwa epidemia śmierci karości zaczęła stopniowo ustępować. No teraz już po tych 15 latach kultura japońska się też zmieniła w dużej mierze. Już ona się bardziej tak zuniwersalizowała, zglobalizowała. Także to pewnie jeszcze te różne czynniki takie kulturotwórcze o tym zadecydowały czy w tym pomogły. No ale z nami jest tak samo proszę Państwa. Jeśli przychodzicie po pracy do domu po paru mailach nieźwiedziach no to na ogół jesteśmy tak wykończeni, że nie mamy siły zmieniać kanałów w telewizorze. Czyli mamy poczucie kompletnej pustej tubki, tak jak to się mówi. I to jest złudzenie. To jest złudzenie. No ale powiedzmy, wrócę do tego. Jesteśmy w tym stanie pustej tubki i myślimy sobie, no, kąpiel w pianie. Tylko kąpiel w pianie mi uratuje. Więc puszczamy wodę, tu piana, tutaj świeczka się pali, tu jakaś kadzidełka, jakaś muzyczka. Wchodzimy do tej kąpieli i szlag nas trafia w tej kąpieli. Piana nas szypie w oczy, kadzidło nie tak pachnie, świeczka skwierczy, woda za gorąca albo za zimna. Nic nam nie pasuje. Dlaczego? Bo nie było odreagowania. Bo my jesteśmy w innym stanie w ogóle. My jesteśmy w stanie walki i ucieczki. Nie można w stanie walki, ucieczki kłaść się do ciepłej wody z pianą. To tak jakbyście chcieli zamiast uciekać przed niedźwiedziem położyć się i poziwiać piękny nieboskłon, czy coś takiego. Tego się nie da zrobić po prostu. To nie jest fizjologiczne, to jest niemożliwe. Więc co trzeba zrobić zanim się wejdzie do ciepłej wody z pianą? Odreagować. No to teraz, żebyśmy mogli dalej się porozumiewać jako tako, bo przypuszczam, że wszyscy jesteście nieodreagowani. Włącz się ze mną. No to zrobimy sobie takie krótkie ćwiczenie, tak żebyście mogli zobaczyć ile macie takiej energii do odreagowania. Dobrze? To będzie bardzo proste, nie musicie nawet stawać z miejsca, tylko odłóżcie może wszystko co macie w rękach, połóżcie obie stopy na ziemi. I jeszcze jedna prośba, żebyście zamknęli oczy na czas tego ćwiczenia. I to będzie bardzo proste. Ale to Wam powiem kiedy zamknąć oczy. Na razie pokażę co będziemy robić. Więc tak. Podnosimy jedną nogę w górę. Bierzemy wdech. I mówimy NIE! OK. Druga noga. Nie! Nie! Nie! Nie! Okej? Teraz zamykamy oczy. Żeby się nie krępować. Żeby być w kontakcie też. Możecie postąpić na dwa sposoby w tej sytuacji odreagowania. Może być to odreagowanie niespecyficzne, tak zwane. Czyli właśnie nie wiem o co mi chodzi, ale mam w sobie dużo napięcia, dużo takiej agresywnej energii i chcę się tego pozbyć, tak? Ale możecie, jeśli pamiętacie akurat coś, co wam się wydarzyło stosunkowo niedawno i nie było tej fazy odreagowania, nie było możliwości odreagowania, to możecie sobie to przypomnieć. I to będzie wtedy odreagowanie specyficzne. To specyficzne rzeczywiście jest lepsze, bo ono zakańcza jakiś proces emocjonalny, który być może inaczej by się za wami wlógł. Okej? To teraz zamykamy oczy. Wdech. Prawa noga w górze i nie! Lewa! Nie! Nie! Nie! Głośniej! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Uff... Brawo, dziękuję. To była energia. Może jeszcze raz? Nie, teraz ja. Nie. No to kompilowanie za chwilę, jak skończę. Ale to był krótki pokaz dla celów dydaktycznych. Chociaż możecie przez chwilę też zwrócić uwagę na siebie w tej chwili i pewnie poczujecie jakiś taki lepszy trochę stan, taki lepszy przepływ, ożywienie, może jak gdyby rodzaj uspokojenia. lekkiego. I to jest strasznie ważne, słuchajcie Państwo, tego nie można zaniedbywać. Codziennie musimy odreagować ruchem. Nasze ciała są stworzone do ruchu. Mamy nieprawdopodobne kości mocne, mięśnie ogromne. Wspaniałe płuca, wspaniałe serca. to wszystko jest stworzone do tego, żeby przeżyć w warunkach, kiedy ta cywilizacja się nawet zawali. To na pewno nie jest stworzone do tego, żeby siedzieć przy komputerze i przebierać palcami, paroma palcami rąk przez 8 czy 12 godzin dziennie. To musimy sobie zdawać z tego sprawę, że to jest po prostu nie fizjologiczne. To jest groźne dla naszego zdrowia. Nawet jeśli byśmy nie dostawali tych maili niedźwiedzi. Ten organizm jest stworzony do ruchu. Minimalna dawka ruchu, tak jak obliczyli też bardzo łaskawie fizjologowie, to jest 8 tysięcy kroków dziennie. W różnych sprawach. Tak, około 5 kilometrów. Niekoniecznie w jednym odcinku. Tylko po kawę, po gazetę, do toalety, na parki, z parkingu i tak dalej. Wiecie, jakaś średnia w takich warszawskich korporacjach, oczywiście to nie były takie reprezentatywne badania, ale takie tak zwane terenowe, okazało się, że dobrze ukredytowany pracownik polskiej korporacji warszawskiej robi młody, w wieku, jak powiem, reprodukcyjnym, jak to się mówi, robi najwyżej dwa tysiące kroków dziennie. No pięć razy za mało, cztery, cztery czy cztery razy za mało. Więc zdecydowanie za mało, ale to jeszcze nie wszystko. Oprócz tego trzeba każdego dnia wieczorem, najlepiej wieczorem po pracy, gdzieś tak w godzinach właśnie 18.00-20.00, czyli wtedy, kiedy są rozgrywane mecze, piłki nożne, gdzie te wszystkie ważne, bo to jest najlepszy czas na, nie tylko telewizyjny, ale też dobry czas z punktu widzenia fizjologii na to, żeby intensywnie się ruszać. Więc w tym czasie mniej więcej potrzebne jest minimum 20 minut takiego ruchu, tak intensywnego, który podniesie Ci na koniec tej próby, na koniec 20 minut Twoje tętno spoczynkowe do podwójnej wartości. Czyli mniej więcej średnio licząc, to każdy sobie musi sam obliczyć, no mniej więcej 130-140 uderzeń na minutę. Choć jak się okazuje, wiecie, to teraz bardzo trudno ludziom zmierzyć tętno spoczynkowe. się nie wiadomo kiedy mają tętno spoczynkowe. Próbuje się wcześniej rano na przykład. Ale okazuje się, że zanim się zmierzy do tętno, to już temu człowiekowi się wyświetla agenda na cały dzień i koniec. Ma już tętno bardzo przyspieszone. Jak wraca z pracy, też mu nie można zwierzyć tętna. Myśli już o następnym dniu. Albo jest tak naładowany adrenaliną, że mu tam wszystko chodzi w środku. Więc, no ale musicie złapać jakiś moment, żeby sobie zmierzyć tętno z pociągów i pamiętać o tym, że nie wolno przekraczać tego pułapu, bo chyba, że uprawiacie regularnie jakiś sport i macie pewien poziom wytrenowania. Więc najpierw odreagowanie, a potem regeneracja. Wracając do tych wspaniałych menadżerów, o których mówiłem na początku, to oni dobrze znają i rozumieją tą tajemnicę. że organizm nie zacznie się regenerować dopóki nie odreaguje, że albo mamy włączony układ, który steruje reakcją walka-ucieczka, to się nazywa układ sympatyczny w naszym tzw. wegetatywnym układzie nerwowym, albo mamy włączony układ regeneracji i to się nazywa układ parasympatyczny. i nie ma nic po środku, nie można być włączonym trochę w jeden i trochę w drugi. Organizm reaguje, można powiedzieć, całkowicie. Jak jest sygnał adrenominowy we krwi, to cały organizm o tym wie i wszystkie komórki w naszym ciele, wszystkie tkanki, wszystkie organy zachowują się zgodnie z pewną procedurą, która jest już jakby genetycznie zapisana na taką okoliczność. Więc najpierw odreagowanie, potem regeneracja. Jak to zrobić, żeby szybko wprowadzić, szybko i efektywnie prowadzić swój organizm w stryb regeneracji? Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa z tym związana. Musimy kontrolować nasz spam mózgowy, jak to się mówi. Nasze mózgi ciągle przerabiają ogromne ilości informacji i te informacje pojawiają się w formie myśli, wyobrażeń, obrazów i tak dalej, wspomnień, planów, sądów. I to nie jest myślenie. To raczej powinno się nazywać myśladztwo. Czyli to jest taki proces chaotyczny, który nie prowadzi do żadnego rozwiązania. Jest, jak to się mówi, redundantny, czyli właściwie jest jałowy. W 80% podobno, ktoś to oszacował, nasze mózgi są zajęte redundantnym myśleniem, czyli myśladztwem. To jest ogromna strata czasu. A teraz jeśli zważymy, że nasze mózgi mogą nam proponować różne rodzaje repertuaru redundantnego. I na przykład mają taką słabość, że wyświetlają nam głównie horrory. No to co się dzieje z naszym ciałem? Nasze ciało bierze to za rzeczywistość. Ciało idzie za umysłem. Ciało nie ma. bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością. Ciało ma kontakt z naszą interpretacją tej rzeczywistości, prawda? Można powiedzieć, że każda komórka w twoim ciele słucha tylko jednej stacji telewizyjnej. Czyli tego, co nadaje twój mózg. No i wtedy, słuchajcie, nawet gdybyśmy byli w optymalnych warunkach do odpoczynku, nawet jakbyśmy byli odreagowani, to nasza własna produkcja myślowa, nasz spam mózgowy może nasze ciało wprowadzić w stres albo utrzymywać w stresie nadal. I to się nazywa potocznie zamartwianiem się na śmierć. I są ludzie tak utalentowani w tej sprawie, że do 80% subiektywnie odczuwanego stresu sami produkują. Co jest oczywiście bardzo dobrą wiadomością, bo tak jak trudno jest kontrolować to co się dzieje w świecie wokół nas, to jednak nasz umysł można próbować kontrolować. I do tego zmierzam. Jak to zrobić wobec tego? Mamy pięć minut czasu. Life work mix. Czyli nasza praca nie wiadomo kiedy się kończy. Jesteśmy ciągle podłączeni do tych zdalnych urządzeń, bo pracujemy zdalnie i tak dalej. Odbieramy te telefony, sprawdzamy tego Facebooka co chwila, no po prostu robota bez przerwy. No i teraz jak to zrobić, żeby wypocząć? Bo wiecie, prawdziwy wojownik, a ci mistrzowie, ci supermenadżerowie, oni są prawdziwymi wojownikami korporacyjnymi, ale również pewnie mogliby być wspaniałymi wojownikami w innych sprawach, gdyby co do czego przyszło. Oni wiedzą, że oczywiście walka jest strasznie ważna i niejednokrotnie ją podejmują. Ale każdy dobry wojownik wie, że przerwa w walce jest jeszcze ważniejsza, może tak samo ważna przynajmniej. Czyli jak wykorzystać tą krótką przerwę między rundami walki. Jeśli ja będę siedział na tym ringu, na tym krzesełku, I ciągle sobie wyobrażał następną rundę walki, albo przemyśliwał tą poprzednią rundę walki wtedy, kiedy on mnie właśnie tak trachnął, że mało nie padłem. No i tak dalej. No to wtedy co? Nasze ciało będzie ciągle w walce. Prawda? Ponieważ taki będzie nadawało obraz. taką będzie nadawało transmisję, można powiedzieć, dla całego organizmu. Więc, żeby móc odpocząć w czasie tej krótkiej rundy, to trzeba wyłączyć tę transmisję. Tak? No dobra, to żeby się tak zorientować, to może zamknijcie oczy, bo to będzie dyskretne, dyskretny sondaż, tak, żebyście nie podglądali, szczególnie jak jesteście z partnerami blisko tutaj. Czy podniosą rękę, czy nie podniosą. Dobra, zamykamy wszyscy oczy. Jeśli ci się przydarzyło to, że przestałeś myśleć choć na chwilę, to podnieś rękę do góry. Opuść rękę szybko. Można otworzyć oczy. Jak myślicie, jaki jest wynik? Wszyscy. No to teraz pomyślmy chwilę nad tym, jak kwalifikujemy taką sytuację w kategoriach naszych sądów dotyczących poziomu szczęścia czy jakości życia. Jak kwalifikujemy taką sytuację, w której udało nam się przestać myśleć? Czy to była sytuacja tragiczna, trudna, jakaś okropna, czy wręcz przeciwnie szczęśliwa, wyjątkowa w sensie pozytywnym? Piękna nawet, proszę. No, więc Gdy się robi takie badania terenowe, ja je często uprawiam, to okazuje się, że sytuacja, w której przestajemy myśleć, zdecydowana większość ludzi, właśnie chyba 99,9 kwalifikuje jako sytuację szczęśliwą. Chwila szczęścia to się nazywa. No to mówię tylko o tym dlatego, żeby was zachęcić do tego, żeby jednak pozostawiając Kartezjusza na boku, jednak ryzykować od czasu do czasu to, żeby przestać myśleć. Więc co musimy zrobić? Musimy przenieść naszą uwagę na coś innego. Tak jak mamy ten telewizor, który wyświetla ten jeden program, i ciągle się w niego gapimy i tam są te filmy, te koszmary, te thrillery i wojskowe, i katastroficzne, i jakie bądź, no to zamiast się gapić w ten telewizor, to możemy wstać i podejść do okna. Czyli co? Urealnić się, jak to się mówi. Wejść w kontakt z tym, co jest rzeczywistym naszym doświadczeniem w danej chwili. I na tym polegają te chwile szczęścia, proszę Państwa. Chwile szczęścia polegają na tym, że my się zapomnimy, jak to się mówi, w czymś, co akurat nam się przydarza. Tak? No, co jest taką rzeczywistością, którą zawsze mamy przy sobie? Bez względu na okoliczności. Nasze ciało, tak? Przede wszystkim, tak? No trudno być gdzieś tam, gdzie nie ma naszego ciała, prawda? Chociaż rzeczywiście w fantazjach możemy to zrobić. Ale tak realnie to się nie da zrobić. Więc mamy własne ciało, mamy własny oddech. No i żeby powstrzymać tę redundantną aktywność mózgu, która może wprowadzać nasze ciało w stres, to co trzeba zrobić? Skierować uwagę na nasze ciało, które zawsze jest w tym miejscu, w którym jest, tam gdzie stoi, gdzie siedzi, gdzie idzie, gdzie leży, czy gdzie czegokolwiek doświadcza i po prostu zamiast się gapić w ten telewizor, zająć się swoim oddechem, poczuć swoje ciało głębiej, skoncentrować na nim uwagę, skierować tam naszą świadomość. to my decydujemy o tym, gdzie jest nasza uwaga, gdzie jest nasza świadomość. Chociaż ten telewizor bywa strasznie natrętny i strasznie chce przyciągać tą naszą uwagę i angażować. No więc ci mistrzowie, mistrzowie biznesu i zarządzania, oni to potrafią, tak jak ten Bruce Lee. Oni wsiadają do taksówki, Kładę Nunchaku na szyję, czy tam kierowcę ich wiezie, prawda, pięknym służbowym samochodem i robią dokładnie to samo co on. Jadą na bardzo ważne negocjacje, których być może zależy przyszłość ich firmy, tak, w dużej mierze. I to jest najlepsza rzecz jaką mogą zrobić. ponieważ regenerują swój organizm i resetują swój mózg na pewnym poziomie, czyli będą w stanie zachowywać się w sposób kreatywny i efektywny w czasie tej sytuacji, która niebawem nastąpi. Dziękuję bardzo.










