+70 MLN | Szymon Negacz zdradza sekrety jak budować marke w 2025 (praktyczny przewodnik)

In this hour‑long YouTube podcast, host Oskar Lipiński interviews entrepreneur Szymon Negacz, who shares his practical roadmap for building a personal brand and scaling a business in 2025. Negacz describes his "warrior" mindset – being the first to draw the sword and fight problems head‑on – and his low tolerance for low‑quality, half‑baked work, coining the phrase "done without thinking" as a true form of mediocrity. He explains how, as his company expands toward 200 employees, he deliberately delegates operational management to a trusted leadership team, allowing him to stay out of day‑to‑day minutiae and avoid emotional turbulence. Negacz outlines a sustainable growth philosophy he calls "tupanie" – a steady, measured step‑by‑step advance rather than a frantic sprint – and ties this to a vision of "smart growth" that balances client quality, team mental health, and financial health. He illustrates this with recent acquisitions, notably Finerto, emphasizing that legal, tax and finance capabilities are essential building blocks for any growing enterprise. Throughout the conversation he stresses the importance of personal well‑being and family balance, arguing that a happy professional life directly improves private life. Finally, he affirms that personal‑brand building delivers the highest long‑term return on investment, despite its inherent risk, and encourages listeners to revisit the full episode for a deeper dive into his methods.
Chapters
Ja bardzo dużo ludzi widziałem w biznesie wypalonych przede wszystkim, nie pracuję jako konsultant od lat, czyli ja tych ludzi wypalonych, zmęczonych, wkurwionych, chorych widuję non stop na sto różnych sposobów i ja nie chcę dołączyć do tego grona, czyli dla mnie optymalizacja tylko na skuteczność treści, na zasięg i na finanse. Wiem, że to się nie kończy w dobrym miejscu w życiu i ja tak nie chcę. Efektem usługi terapeutycznej jest to, że dzisiaj tu siedzę i że Wise Group is always is. Kiedy ja sprzedałem swojego pierwszego masterminda, to jest fajna historia, bo ja go wymyśliłem. Po pięciu minutach go wrzuciłem, że w sumie jest taki pomysł, kto z was by dołączył i po kolejnych 30 minutach mieliśmy salę pełną na 16 osób, na 400 tysięcy przychodu, niecałe, z całej grupy.
Ty dużo dajesz treści pisanych na stories.
Tak, bądź to źle.
Ja uważam, że to super dobrze.
Ale specjaliści mi pisali, że źle. I też postanowiłem to olać. Dla mnie robienie tego w taki sposób, że ja bym komuś zlecił, wymyśl, co jest ciekawe dla tej grupy, potem mi to rozpisz, ja to tylko nagram, a wy to wrzućcie, rozpiszcie, tak żeby to się wydawało, że to jestem ja. Kurde, nie czuję tego do końca, wiesz? Sorry, że to powiem, ale to, czy coś się tam kliknie, czy się nie kliknie, czy ten format działa bardziej, czy inny, to tak ostatecznie... Trochę mam to w dupie.
Wybacz. Jeśli wyjdę na ignoranta. Bardzo się stresuję tym. Ale ja Cię obserwuję od dawna i coś co nie rzuciło mi się w oczy ale może też głęboko nie wchodziłem bo przecież research zrobiłem cienki to. Cześć tu Oskar Lipiński jestem współwłaścicielem marki Dan. Zostałem wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 w kategorii produkcji. Możesz spodziewać się szczerej brudnej prawdy o marketingu e-commerce bez lukrowania rzeczywistości 100 procent praktycznej wiedzy i soczysta Instagramie Kurs, a w podejściu ci darmowy sześciodniowy minikurs o e-commerce. Zawsze mnie to zastanawia, że tylko 20% osób, które ogląda moje podcasty, subskrybuje ten kanał. Reszta niestety tego nie robi. Więc zanim zaczniemy, mam do ciebie małą prośbę. Jeśli lubisz moje treści edukacyjne i chcesz, żeby podcasty się rozwijały i żebym z całym swoim zespołem mógł je z odcinka na odcinek polepszać, wystarczy, że klikniesz subskrybuj. To takie małe mikro wsparcie, które da mi motywację do dalszego działania. Zaczynamy kolejny odcinek. Cześć. Słuchajcie, kolejny odcinek podcastu z buta w marketing. Ja bym rzekł na samym początku, że bardzo, bardzo długo wyczekiwany, bo jak sobie sprawdziłem, to chyba się umawialiśmy półtora roku. Półtora roku od pierwszego kontaktu na pewno. Wtedy w pierwszym styku stałem Chyba nie. Wtedy się umówiliśmy na podcast, potem napisałyśmy, że nie bierzesz teraz udziału w podcastach, chyba miałeś jakąś przerwę. Potem jakoś podbiłem i ja musiałem odwołać termin i teraz tydzień temu napisałem i jakoś spontanicznie udało się w końcu spotkać.
Tak było.
Fajnie. Bardzo się cieszę, że jesteś, Szymon. Dla osób, które cię, no właśnie, nie kojarzą albo wpadły przypadkowo na ten odcinek, bo była bardzo krzykliwa miniatura z równie krzykliwym tytułem.
Tak.
To kim ty jesteś, czym ty się zajmujesz w skrócie?
Nazywam się Szymon Megacz, zajmuję się mądrym wzrostem przedsiębiorstw B2B. Pomagamy im układać sprzedaż, marketing, strategie, technologie i zarządzanie.
I w tym temacie już niemało odcinków w internecie wyszło.
Tak sądzę.
Też tak uważam, zrobiłem nadresearch tutaj rozmowy, wyobraź sobie. I ja dzisiaj chciałem porozmawiać o nieco innych wątkach. Wątkach, które są trochę bliskie mojemu sercu. które w ostatnich latach też wybrzmiewają, że są bardzo modne, czyli tak zwanym personal brandzie lub budowaniu marki osobistej na początku. I reszty specjalnie wam dzisiaj nie zdradzę, o czym będzie dalej, żebyście zostali do samego końca i żeby ten Watch Time się naprawdę zgadzał.
Bo ta ostatnia wskazówka, którą powiemy dzisiaj, będzie tą najlepszą.
To jest głównie kluż do sukcesu.
Tak jest, ta ostatnia.
Ja wiem chyba która, ale może... Watch
Time rośnie, czekają na ostatnią. Nie, to jest inaczej. Trzecia was zaskoczy.
To jest do końca. To będzie długi i kaloryczny odcinek. No właśnie, budowanie tej marki osobistej. Ja kiedyś nawet wpadłem na jeden z Twoich materiałów, w którym sobie rozkładałeś naczynki pierwsze, jak to u Ciebie wygląda. Pokazywałeś LinkedIn'a, YouTube'a i swoje narzędzia. No ale mamy dzisiaj rok 2025. Ja na samym początku nawiążę do postu na LinkedIn'ie, który również skomentowałem Tobie, a dotyczył on kwestii tego, jak Ty byś budował markę osobistę w 2025 roku, że trochę się już ta gra zmieniła i tam użyłeś takich słów, może nie zacytuję dokładnie, ale żebyś się jeszcze bardziej zniszował. Rozwiń to proszę.
Wydaje mi się, że boom na marki osobiste jest na tyle duży, jest ich na tyle dużo różnych marek osobistych. Dokładnie rzecz biorąc, ludzi, którzy z przeróżnych powodów chcą zgromadzić audytorium. docelowo, zazwyczaj w intencji, chcą coś, no brzydko mówiąc, sprzedać. I czy to są usługi firmy, czy to jest jakieś doradztwo, czy to są produkty cyfrowe, czy to jest cokolwiek innego, to jednak ta intencja zawsze gdzieś tam się pojawia. No i teraz w momencie, kiedy tych twórców różnorakich treści i ludzi, którzy obejmują jakieś stanowisko w sieci na dany temat jest tak wielu, no to siłą rzeczy Najtrudniejszy element marki osobistej, wydaje mi się, że to jest gdzieś pierwsze 3, 4, 5 lat, potem już jest z górki. Na przykład, bo tu mowa o wszystkich algorytmach tak naprawdę, gdzie trzeba zbudować takie MVA, to się ładnie nazywa, minimum viable audience, czyli taką minimalną widownię, która będąc przy tobie, będzie w stanie i przyciągać nowych widzów przez polecenia, czy napędzać algorytm w taki sposób, że same materiały, które tworzysz, czy treści będą do nowych ludzi docierać. I niestety przebicie się przez ten szum wydaje mi się, że jest coraz trudniejsze. Dlatego, jeżeli chcesz się przez niego przebić, no to większe zniszowanie się jest jednym ze sposobów, dla których możesz to zrobić. No bo teraz, jeżeli ktoś ma zacząć słuchać, czytać, oglądać kogoś nowego, no to siłą rzeczy musi dostać od tej osoby większą wartość. To musi być dla mnie ciekawsze, to musi być dla mnie bardziej w punkt, to musi być dokładnie tego szukałem. No i teraz ciężko osiągnąć to, kiedy konkurujesz np. z podcasterem, który ma 600 odcinków na taki temat. I teraz jeżeli np. ja nagrywam na temat sprzedaży i marketingu B2B, no to komuś będzie łatwo ukraść część moich widzów, jeżeli zacznie nagrywać np. na temat sprzedaży i marketingu B2B tylko w IT. Na przykład, bo wtedy to będzie dla grupy IT, będzie to znacznie bardziej precyzyjne niż moje treści. Może, bo nie wiadomo, nie? I znacznie łatwiej będzie ich przekonać do tego, żeby przeszli jednak przez ten etap takiego dyskomfortu poznawania nowej osoby i tego, co ona ma do zaoferowania, jeszcze zanim jej zaufam, nie? Więc jest to jeden, jedna z metod. Więc dzisiaj zrobimy to w ten sposób, jak ja zaczynałem, to nie było żadnego podcastu o sprzedaży i marketingu B2B, z którym bym konkurował. W związku z tym było łatwiej, łatwo go stworzyć i wypromować.
Ja dużo odcinków nagrałeś, bo zrobiłem słaby research, nie sprawdziłem liczby na Spotify.
Z 260 zrobiłem podcastu audio, a może więcej, może 270, nie pamiętam, a na YouTube też, nie wiem, z 200 też coś, 200-300, jakoś tak.
Okej. Ja bym do tego dodał jeszcze jedną rzecz, która mi się wydaje jako taki mały żuczek budowania marki osobistej, no bo robię to półtora roku tak dość intensywnie. Jest mi nieco łatwiej, przyznam szczerze, bo wszystko, na czym opieram tą markę osobistą jest realnym przykładem tego, jak prowadzę e-commerce i wszystko opieram w swoich case'ach, historiach, korażkach, etc., etc. I stawiam taką hipotezę, nie wiem, czy z nią zgodzisz, czy nie, że bardzo ciężko w roku 2025 jest budować markę osobistą, jeśli tego nie masz za sobą, jeśli chcesz to budować na kanwie po prostu dzielenia się wiedzą.
No tak, jak chcesz być chatem GPT, który recytuje to, co przeczytał w internecie w ładnej, statystycznie ujętej formie, to oczywiście możesz, natomiast nie ma w tym nic chwalebnego. Wiesz, że twoją propozycją wartości jako marki osobistej jest jakieś unikalne doświadczenie, które wpływa na to, jakie pytania zadajesz, jak prowadzisz rozmowy, to jest znacznie bardziej w punkt, no i zwiększa to wartość dla odbiorców, którzy są z twojego świata, po prostu, kropka. Ale to wydaje mi się, że to akurat było obecne w świecie marek osobistych, przynajmniej tych biznesowych, merytorycznych, już 7-8 lat temu. To się niewiele zmieniło. Że jeżeli nie masz z czego nalać, to po prostu nie nalejesz.
Niektórzy próbują nalewać z tego, co nalał inny kolega, a to trzeci, czwarty, piąty. Ty jesteś chyba zresztą dobrym przykładem tego. Często na twoim stories dużo takich osób podobnych występuje.
Ja tam po prostu lubię dbać o własność intelektualną.
Bardzo mi się spodobał to, chyba w stories wczoraj gdzieś dodałeś, że to po prostu trzeba wyrwać taki krzaczek przed, zanim urośnie ich zbyt dużo wokół ciebie.
Tak, no ale to ja nawet robię to, tak jak ja napisałem na story, że robię to z zasady, że w momencie, kiedy ktoś ode mnie kradnie albo zachowuje się nieetycznie, to uważam, że to jest mój obowiązek i to jest trochę kredyt, obowiązek wobec mnie z przeszłości, że ja nie po to budowałem markę osobistą, żeby dzisiaj dawać ją, wiesz, przeniewierzać w jakiś tam sposób, nie? I tu nawet nie chodzi o to, żeby, wiesz, komuś robić podgórkę, nie? Tylko być może dać komuś lekcję etyki, uczciwości, żeby po prostu więcej nie kradł za darmo. Tak, do sądu ich nie ciągam, jeżeli są mili i uprzejmi, jakby, wiesz, nie udają albo nie robią ze mnie idioty, więc tak, kropka.
Krótkie wprowadzenie o markę osobistej mamy. Ja mam teraz taką propozycję. Tak. Tą propozycję ostatnio trzech moich gości przyjęło, więc jest taka mała presja.
Presja jest.
Możesz ją teraz poczuć.
Poczułem.
Rozsłużmy tą markę osobistą na czynniki pierwsze. Siedząc dzisiaj dwudziestego osiemnastego, nie wiem, Któregoś lipca. Był u mnie tydzień temu Daniel Siwiec i rozkładaliśmy to. Była dwa tygodnie temu Dominika Żak i Mirosław Skwarek, czyli takie duże marki osobiste. Każdy w innym segmencie, ale na swój sposób działające. I ja rozkładałem te marki na czynniki pierwsze, czyli tu jest taka wirtualna tablica. Na górze jesteś ty.
Tak.
Szymon Negacz. Czym ty się zajmujesz w swojej marce osobistej? Za co ty odpowiedzialny jesteś? Potem pójdziemy drabinką w dół.
Co ja robię?
Tak.
Wszystko. W sensie odpowiadam za research, za tworzenie treści, za nagrywanie tych treści. Jedyne, czego nie robię, to nie montuję tych treści i nie wrzucam ich do sieci. Natomiast cała reszta to jest mój job osobisty. Nikomu tego nie zlecam.
Dlaczego?
Bo nie chcę, bo lubię. I nie chcę być marką osobistą z próbówki.
Ok, fajnie, fajnie.
W sensie, jeżeli gdzieś coś widzisz, podpisane imieniem i nazwiskiem Szymon Legacz, to znaczy, że ja to napisałem i moim palcem zostało to wrzucone na Linkedin, na Stories, gdziekolwiek indziej, że do mojego Instagrama, do mojego Linkedina nikt nie ma dostępu. To jest moje medium i tam się loguje. Do YouTube'a dostęp ma Klaudiusz, który mi montuje materiały i wrzuca odcinki. I tutaj rzeczywiście nie ingeruję w to, ale oczywiście odcinki są w pełni opracowywane i nagrywane przeze mnie. Klaudiusz je montuje. swoim montażowym sznytem dodaje tam część wartości, którą potem widzą odbiorcy. Na przykład, nie? Ale co do zasady, dla mnie robienie tego w taki sposób, że ja bym komuś zlecił, wymyśl, co jest ciekawe dla tej grupy, Potem mi to rozpisz, ja to tylko nagram, a wy to wrzućcie, rozpiszcie, tak żeby to się wydawało, że to jestem ja. Kurde, nie czuję tego do końca, wiesz? Więc ja to po prostu robię samodzielnie i nie mam z tym jakiegoś wielkiego problemu. Oczywiście płacę za to cenę, którą jest nieregularność rolek na moim Instagramie i tak dalej, bo jak nie mam czasu, to ich nie wrzucam, ale nie mam z tego powodu jakiegoś wielkiego żalu.
Fajnie, bo ja jestem totalnie w kontrze od tego. I jakby tych osób jest dużo zaangażowanych w markę osobistą, bo jestem montażysta, jest copywriter, jest social media manager, który o to dba. I powiedziałeś tutaj nieregularności.
W storiesach.
W storiesach.
Przepraszam, w rolkach.
No dobra. Albo nie będę opowiadał o sobie, spytam. Ja chodź na rzecz u ciebie, zanim przejdziemy do tego wątku. Partnerami podcastu jest marka GetResponse oraz Shopper. Dowiedz się więcej o osobach, które wspierają każdy mój odcinek. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako marka DAK. GetResponse to polskie narzędzie do e-mail marketingu i zarządzania kampaniami online. Za jego pomocą zautomatyzujesz komunikację marketingową w oparciu o zachowania i preferencje klientów. Dodatkowo wypromujesz i sprzedaż produkty dzięki pakietowi narzędzi e-commerce. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Jesteś ty, jest Klaudiusz. Tak. Ty wymyślasz wszystko, ty wszystko piszesz, ty wszystko dodajesz, on tylko montuje i nie ma nikogo więcej.
Nie no, ja mam, wiesz, 40 osób w dziale marketingu, ale nie w moim osobistym, nie?
Tak, tak.
Dokładnie tak jest.
I nigdy nie przeszła ci myśl, żeby coś z tego oddelegować?
Ale tam nie ma co do delegowania, nie?
No dobra, okej.
W sensie, co ja miałbym wydelegować?
To schodzimy niżej.
Ja nawet sam podcast montuję swój, ten audio. W sensie, dalej ja go montuję do dzisiaj. No tak, bo zmontowanie podcastu zajmuje mi 60 sekund. Literalnie, nie? Mam intro, dogrywam numer odcinka, dogrywam intro, jeżeli dobrze nagrałem, to nawet go nie odsłuchuję, masteruję, wyrównuję tylko ścieżkę audio. Potem nagrywam treść odcinka, jak gadałem do rzeczy, to też tylko wyrównuję ścieżkę audio do mp3 i leci, nie?
No dobra.
Być może nie widzę problemu za bardzo, nie?
W sensie jakby ja, patrząc na ile rzeczy, która jest wokół tego, dostrzegam dużo problemów. Ja bym o tym nie dyskutował. Dyskutujmy. Słuchaj.
No bo jaki jest problem?
O, jaki jest z mojej perspektywy problem?
Zobacz.
Odcinek na YouTubie, musi być do niego zrobiona miniatura, tytuł to robi Klaudiusz. Posty, które dodajesz na Linkedinie, komentarze, które dodajesz na Linkedinie, wiadomości, na jakąś małą część może odpowiadasz na Instagramie, dodajesz rolki na Instagramie, opisy do tego. No jakby nie uważasz, że czas, który poświęcasz na to jest bardzo duży versus to, jakie rzeczy robisz biznesowo?
Nie poświęcam do żadnego czasu. W sensie jak wrzucam rolkę, to piszę całość materiału do obejrzenia na kanale ELO i robię trzy hasztagi i koniec. Nie ma problemu i ona ma 100 kawałów wyświetleń potem. Jeżeli piszę post na LinkedIn'a, to dla mnie post na LinkedIn'ie zazwyczaj wygląda tak, że coś mnie wpieniło, wkurzyło, zainteresowało, zainspirowało i ja tworzę ten post na gorąco, najczęściej na emocjach. Ja to nazywam prototyp posta. On leci w świat, zazwyczaj potem go edytuję raz, dwa, trzy razy, jeżeli przeczytam go, wiesz, godzinę później, bo myślę sobie, że czegoś tam nie dodałem i tak dalej. I to leci w świat. Jeżeli mam czas, to odpowiadam na komentarze wtedy na Linkedinie. Jeżeli coś mi się rzuci w oczy, Instagrama prowadzę gdzieś tam przy okazji, wiesz, siedzę w toalecie, gdzieś tam, wiesz, zatrzymam się na stacji, sobie wrzucę jakiegoś storisa czy coś. Nie mam za bardzo z tym szczególnego problemu. Tym bardziej, że wiesz, moja marka jest bardzo jednak mimo wszystko niszowa. Ja docieram do wąskiej grupy odbiorców i wydaje mi się, że dość nietypowej. Kuźwa, nie wiem, może ja źle myślę. Ja tam nie za bardzo widzę coś do delegowania. Jeżeli miałbym odelegować napisanie tego małego podpisu pod rolkę, no to, nie wiem, może by coś z tego było, ale pytanie, czy to jest chwalebne za bardzo.
Całość tego w takim razie nie działa jako struktura systemu, że musi się tyle i tyle pojawić wpisów na Linkedinie, tyle i tyle na Instagramie. A to nie jest też tak, że Linkedin nie uważa, że promuje konta, które naprawdę dodają więcej treści i angażują się również w komentarzach?
Nie odczuwasz tego w ten sposób? Jak mam ochotę, to coś wrzucę. I jak nie mam, to nie wrzucę. A jak mam taki tydzień, że mam dużo myśli, to wrzucę siedem postów, a jak nie mam, to wrzucę jeden. I tyle, nie?
Jakość posta się obroni?
Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy to, co jest najbardziej istotne, to to, że nie jesteś, bo jakby ty powiedziałeś, że budujesz swoją markę osobistą na Insightcie, który pochodzi z prowadzenia twojego biznesu, nie?
Też.
Też. I ja głównie na tym buduję, nie? No bo jeżeli moim zasobem głównym są klienci Wise Group, jest to, co robimy w tych firmach, rzeczy, które odkrywamy, zmiany, które robimy, to to są rzeczy, których nie da się nikomu przekazać, chociażby ze względu na NDA-ki w tych projektach, które my podpisujemy, nie? To jest coś, co jest w mojej głowie, coś, co wiem, coś, co przetwarzam, coś, co jestem w stanie przekazać innym. I w momencie, w którym Piszę jakiegoś posta, bo coś mnie... To jest w ogóle dla mnie też istotne pod kątem zachowania regularności. Ja od 7 lat nagrywam podcast we wrześniu, w listopadzie tego roku. Będzie 7 lat, kiedy zacząłem. I ja nie przerywałem w żadnym roku. Cały czas regularnie prowadzę i teraz jeszcze prowadzę i podcast, i kanał na YouTubie nagrywam, nie? Czyli 4 odcinki miesięcznie lecą audio i jeszcze 4 wideo. To jest 8 odcinków tylko ode mnie w każdym miesiącu. Jakbym się nie jarał tym tworzeniem, nie cieszyłoby mnie to i zacząłbym tam kombinować, wiesz, ty mi napisz scenariusz, ty to, ja przeczytam to potem tylko z prompta, to ja bym dawno przestał to nagrywać po prostu. Ale nawet głównie dlatego, że dla mnie proces tworzenia tych treści, czy to są filmy, czy to są podcasty, czy to są posty na YouTubie, jest stałym elementem mojego procesu uczenia się. Czyli jeżeli ja się uczę, to uczę się najwięcej przy tworzeniu treści. Jeżeli strukturyzuję jakieś myśli, które mam, to najczęściej jest to przy przygotowywaniu kontentu do odcinka. Ja nawet ostatnio powiedziałem w jednym z podcastów, że przestałem używać AI-a do przygotowywania podcastów, bo używałem, podjarałem się i odrzuciłem to, dlatego że on mi zabrał to. W sensie zabrał mi tą rozkminę, to jest w ogóle ciekawe, zastanawiam się, jak będą wyglądały kompetencje rozkminiania ludzi, przez ludzi rzeczy od zera za 10 lat. Że wiesz, że będą w stanie poprowadzić proces myślowy. i najpierw wypisać swoje doświadczenia z jakiegoś tematu, próbować je ustrukturyzować, potem ułożąc tego narrację, ewentualnie tą narrację sobie zbiją z czatem na koniec, ale że proces jest oryginalny i pochodzi z głowy, dlatego że sam ten proces jest rozwojowy, tak po prostu, nie? Więc ja nigdy nie rozumiałem tego oddawania rzeczy, ale, ale, ale no, ja na nie naprawdę poświęcam niewiele czasu, tak, ostatecznie, nie? Tak sądzę. Ja teraz na przykład nagrywałem odcinki na YouTube'a wczoraj. Spotkałem się z Klaudiuszem, wydaje mi się, że w godzinie 10, Zaraz ci potwierdzę. I wydaje mi się, że skończyliśmy gdzieś przed dwunastą, nagraliśmy cztery odcinki, które ja sobie przygotowałem w sobotę i w niedzielę teraz, a taki materiał gdzieś tam bazowy powstał tydzień temu, może półtora diagona, na którym budowałem scenariusze tych czterech odcinków, nie?
To ja odbiję i jak powiem o sobie, i zastanowimy się wspólnie, czy to ma sens.
Może ma, nie wiem.
Powiem Ci, jak ja do tego podchodzę, z mojego założenia. Jest w zespole u mnie montażysta. Montuje on odcinki podcastów.
Tego podcastu?
Tak. Robi z tego rolki. Robi rolki, im bardziej takie, niektóre filmowe, zapowiadające z napięciem, niektóre merytoryczne. Jedna praca, kropka.
I to też Klaudeniu nie robi. Tak samo.
Super.
Też robi rolki, ja je tylko wrzucam i on je wrzuca sam na YouTube'a.
Dokładnie. Dodatkowo jest osoba, która jest social media managerem, czyli ona zajmuje się taką czynnością, to jest bardzo, z mojej perspektywy, dużo mi to dało, że ja testuję różne rodzaje kontentu, w sensie jakieś karuzele z wiedzą, jakieś rolki mówione voice-overy, jakieś b-rolle. Staram się w swoje treści, które na przykład nagrywam w jakichś odcinkach solo, przekonwertować potem na krótkie odcinki w postaci karuzeli, grafik, recykling treści. Tak jest. Testuję sobie, co działa. Robimy tego dość dużo, bo też jakby konto na Instagramie dość szybko rośnie. I na podstawie tego potem jestem w stanie podejmować bardziej trafne decyzje, co grupa docelowa konsumuje i jest dla nich większą wartością. I to jest może coś, co robi ten social media manager, czyli on jakby nie dość, że ma ogromną bazę wiedzy, która jest wzięta z tego, że ludzie zapisują się do miana newsletter, tam jest 9 tysięcy osób, oni po zapisaniu wypełniają ankietę, kim są, co robią, jakie problemy, jaki biznes, etc., etc. Jest to ileś tam tysięcy odpowiedzi. Te odpowiedzi potem, ich problemy największe są dla nas trochę takim, poza dzieleniem się takim insightem własnym, biznesowym, którym się dzielę, tym, jaki kontent powinniśmy tworzyć i czy my jesteśmy w stanie im pomóc w tym kontencie, czy mamy jakby w tym zakresie wiedzę. No i to mi daje bardziej precyzyjne trafianie kontentem i pomaganie ludziom w tych pierwszych punktach styku. I to robi ten social media manager. On też zawiaduje narzędziem, które się nazywa Feed Hive, czyli jak mam kawałek takiej rolki na Instagramie, to on jest w stanie tą rolkę puścić w pięciu różnych social mediach jednym kliknięciem. To jest kolejna rzecz, którą on sobie gdzieś tam gospodaruje. No i cały czas testujemy i analizujemy, bo ja wychodzę z takiego założenia, że najbardziej kaloryczna grupa odbiorców jest treści organicznych. To prawda. To prawda, właśnie. Więc jakby poza tym, że YouTube jest moim ulubionym medium, pewnie twoim zapewne też, tak ustawiam hipotezę. No właśnie. I na Instagramie już nie jest tak łatwo zebrać kaloryczną grupę odbiorców, bo rolki, które wpadają w viral, one czasami dają ci osoby, które są spoza twojej niszy, bo coś było krzykliwego, jakiś temat. Więc jakby to wynika z tego, żeby łatwo budować tą bazę na Instagramie, to jest po to ten cały proces. I tak to wygląda. Co ty na ten temat sądzisz?
To jest bardzo ciekawy proces, profesjonalny. Nie potrafiłbym tak.
Bo luźny flow.
Nie, bo ja po prostu, ja działam na impulsie. Czyli jeżeli ja nagram odcinek na jakiejś treści, to prawdopodobnie nagram go dlatego, że w poprzednim tygodniu widziałem się z przedsiębiorcą, który mi o tym powiedział. Ja z nim o tym gadałem dwie godziny, podjarałem się tym absurdalnie i nagrałem odcinek na ten temat. Że w ogóle dla mnie ten, sorry, że to powiem, ale to czy coś się tam kliknie, czy się nie kliknie, czy ten format działa bardziej, czy inny, to tak ostatecznie która ma to w dupie. Wychodzę z takiego założenia, że jeżeli to jest... Ja nie mam w dupie, czy ludziom da to wartość. Bo dla mnie to jest tak, że jeżeli ja rozmawiałem z przedsiębiorcą, który miał z tym problem realny, to znaczy, że jakaś reprezentacja przedsiębiorców w grupie, do której docieram, też pewnie będzie miała z tym problem. Szczególnie, jeżeli widzę to z obserwacji pracy z naszymi klientami. I to, co ja olewam, to trochę olewam tą formę. Czy to będzie karuzela, czy nie. Jak nie chcesz, to nie czytaj, nie? Bo ludzie mi mówią, na przykład na LinkedIn'ie powinieneś dawać obrazki i powinieneś pisać mniej tekstu, powinieneś robić coś tam. Każdy generalnie ma jakąś opinię, co powinienem robić. I zapewne jakbyśmy zrobili testy AB, to gdzieś tam na koniec by wyszło, że ja powinienem pisać krótsze treści z obrazkiem i z czymś tam. Ale szansa na to, że ja się będę do tego trzymał jest równa zeru. Jeżeli ktoś mi... Ja zatrudniam tych marketerów wielu i oni co do zasady, kiedy przychodzą do roboty, to robią jakieś listy rzeczy, których powinienem się trzymać. Ja mówię, kochani, Od tego mamy marki filmowe, możecie tam sobie co chcecie, robicie sobie testy AB, sprawdzacie różne formaty, to jest wasze. Ja się wam wtrącać nie będę, mogę zasugerować. A wy się proszę nie wtrącajcie do moich treści. Ja jestem, wiesz, nie powiem, że jestem artystą, ale...
Oddajesz siebie w pełni w tym.
Jakby tak, że trochę jest tak, że kurczę, fajnie jak rośnie ten following i ja się oczywiście z tego zawsze bardzo cieszę. Natomiast wydaje mi się, że ja się wyróżniam dość mocno tym, że mówię o rzeczach, o których chcę powiedzieć, które uważam, że są ważne, a potem biedny Klaudiusz musi się męczyć, jak to obrać w miniaturę, którą ktokolwiek kliknie. Czyli on ma tą robotę trochę niewdzięczną, że musi ubierać to, o czym ja chcę gadać, tak, żeby ktokolwiek chciał to klikać, oglądać i tak dalej. I ja po prostu nie jestem, nie jestem tak techniczny w tym aspekcie, nie? I na pewno, jeżeli miałbym social media menadżera, to byłoby bardziej profesjonalne i w ogóle, i w ogóle. Natomiast szansa na to, że wtedy bym to porzucił, jest zastraszająco wysoka, nie? To jest bardzo silnie związane z tym, jak ja tworzę i jak ja, wiesz, przekazuję wiedzę, nie?
Fajne, to jest w ogóle fajne, bo Patrząc na te osoby, które były w edycji, to jest zupełnie inny proces.
A wszyscy sądzą, że ja to planuję, każdy odcinek, że on jest gdzieś rozplanowany. Nie mam pojęcia, o czym podcast będzie w najbliższy poniedziałek. Ja mam zielonego pojęcia, bo jeszcze go nie wymyśliłem.
Znaczy, ja Cię trochę rozumiem z jednego punktu. Bo jak sobie siedziałem w tej swojej dziupli e-commerce'owej i rozwijałem sprzedaż, poprawiałem konwersję, testa, to Nie miałem tak dużej styczności z biznesem, ale od kiedy zacząłem nagrać podcasty, to jakby dzisiaj się uczę.
Daję ci zły przykład.
Dajesz mi inny przykład, który jest też, który mi daje dużo do myślenia i właśnie może wiesz, kolejny newsletter będzie właśnie o tym, żeby nie robić systemów w markach stylistycznych.
Nie wiem, nie wiem.
Bardziej chodzi mi o to, że Jak już wyszedłem bliżej tego biznesu i tworzę np. jakieś tam produkty e-commerce'owe dla właścicieli e-commerce, jakieś zamknięte mastermindy, to jest dokładnie jedna rzecz, którą teraz wychwyciłem, którą ty powiedziałeś, że ja z rozmów z mastermindów z nimi tworzę tak naprawdę pomysły na kolejne rzeczy, które robię, zastanawiam się, refleksję.
Kropka. I to jest all my life. Ja nic innego nie robię, tylko pracuję z przedsiębiorcami od tych siedmiu lat. To jest moje życie, dzień w dzień, tydzień w tydzień, we własnych spółkach i w spółkach klientów. I to jest tak nieskończone źródło inspiracji, że jak nagrywasz content o tym, co jest aktualnie dla ciebie ważne i co cię aktualnie ciekawi, to jeżeli jesteś człowiekiem, który zgłębia nową wiedzę, to ty się nigdy nie znudzisz tym nagrywaniem i tworzeniem, przerabianiem tych rzeczy tak, żeby one były dla ludzi bardziej zrozumiałe, żeby w czymś im pomogły, żeby ci ludzie coś odkrywali dzięki temu. To jest zajebiste, że w gruncie rzeczy, jedyna rzecz, na którą ja się optymalizuję, to optymalizuje się na wartość dla mojego odbiorcy, że on to obejrzy i na koniec odcinka powie o. Zajebiste. albo powie zajebiste, albo powie, o, to jest mega pomocne, o, nie myślałem tak o tym w ten sposób, albo powie, o, co za debil, to w ogóle nie gość dla mnie. I fajnie, też fajnie, że to znaczy, że być może sprzedaż B2B, mój sposób retoryki, mój sposób myślenia nie odpowiada tym ludziom. I na koniec dnia uważam, że to jest super fair, bo to jest tlu tych twórców, żeby każdy znalazł kogoś, kto im pomoże w ich konkretnej sytuacji. I zajebiście.
No. Fajne. Fajne dopełnienie tych wszystkich odcinków, które mówimy o markach osobistych. Ja tu, wiesz, miałem jakieś pytania, jakieś strategii.
Ja mam dużo strategii różnych, takich swoich, które wymyślam, ale one są jednak osadzone w jakimś takim twórczym chaosie bardziej. Czyli ja wiem na przykład, czemu służy YouTube w mojej strategii, czemu służy podcast mówiony, że podcast mówiony, nowoczesna sprzedaż i marketing jest znacznie bardziej sfokusowany na trudnych tematach, refleksyjnych, nieco dłuższych, takich, które mają niewielki potencjał na to, że ktokolwiek na YouTubie będzie chciał to obejrzeć. Takie tematy, których nie da się pokazać, w którym wizual w pewien sposób nie wesprze retoryki na przykład. A z kolei YouTube to jest forma nieco krótsza, nieco bardziej 8 zasad jak coś zrobić, nie? 4 sztuczki na coś tam, 3 złote zasady rekrutacji, nie? Że to na przykład Znacznie bardziej trafia mi na YouTube i tam jest ta wersja, tam jest ta warstwa wizualna, która pomaga przekazać niektóre rzeczy bardziej precyzyjnie. I ja rozumiem, czym to się różni. Podcast jest tylko dla CEOs-ów aktualnie, a YouTube jest nieco szerszy. Czyli ja na poziomie strategii tych poszczególnych mediów mam to opanowane. Dlatego jest to dość mocno połączone z lejkami marketingowymi. Czyli my wiemy, jak zdobywamy ruch na podcast mówiony i co potem z nim robimy. wiemy jak zdobywamy ruch na YouTube'a i co z nim robimy jeszcze bardziej precyzyjnie niż w przypadku podcastu, no bo masz to w ekosystemie Google'a, więc jest łatwiej to zaangażować, te wszystkie machinerie. I to jest mocno pozapinane. Mam też sugestie np. ze zdziału wewnętrznego, że fajnie, gdybym poruszył jakiś temat w danym miesiącu, bo coś jest dla nich ważne. I ja wtedy staram się to uwzględnić. I tam jest dużo pomysłu na to, jak to zrobić, żeby to działało i było dobre dla biznesu. Pamiętaj, że 500-600 firm na nas się zgłasza miesięcznie dzięki temu contentowi. Więc to jest duży impakt na biznes. Bardzo duży, ale jednak mimo wszystko wciąż będący gdzieś tam w zasięgu tej mojej takiej naturalności, mojego feelingu i tego, że ja to po prostu bardzo lubię robić. I nie chcę przestać lubić tego robić. Że dla mnie, jak to zacznie być taki proces, że ja muszę na te cztery tematy i tam takie rolki zrobić, żeby... Ja się w tym nie odnajdę. Ja nie potrafię działać w takich strukturach, dlatego też z etatu odszedłem i musiałem założyć własny biznes. No bo tu sam sobie robię zasady, których się potem trzymam. I regularność duża. To jest też funkcja, którą pilnuję.
Użyłeś słów strategiczny chaos?
Twórczy chaos w moim przypadku. W ramach strategii, nie?
Powiedziałeś, że zgłaszasz około 600 firm.
Między 500 a 600 firm, osób.
To ile procent lidów takich miesięcznych to są właśnie z twojej marki osobistej? Kiedyś u Maciek Lewiński u mnie i powiedział mi, że 70, chyba 75% z jego marki osobistej całościowo lidów wpada.
Nie wiem, moglibyśmy sprawdzić.
Dobrze, że mniej więcej, bo to jest
już taki... Wydaje mi się, że też coś koło tylu, że raczej około 70-80%, jeżeli miałbym szacować teraz z głowy, raczej skrajna większość. Na pewno nie mniej niż połowa.
Powiedziałeś o YouTubie i o tym podcaście mówionym. To jest fajne rozdzielenie. O Instagramie kiedyś wspomniałeś. Nie mam pojęcia gdzie, ale kiedyś wspomniałeś, więc tak musiało być, że on jest jakby takim możliwością zwalidowania szybko jakiegoś pomysłu albo przelania między ludźmi. Czy Instagram dalej jest w tym trybie? Ty dużo dajesz treści pisanych na stories.
Tak, ponosz to źle.
Ja uważam, że to super dobrze.
Ale specjaliści mi pisali, że źle.
Tak?
Tak. I też postanowiłem co olać.
Ja uważam, że treści pisane na stories najbardziej przykuwają oko i merytoryka niż jakieś mówione rolki. Tu się zgadzamy.
Budujące. Tak.
To Instagram jest jeszcze miejscem do czego? U ciebie w tym lejku.
Tak najbardziej, według mojego zrozumienia, jest miejscem do bardzo instant komunikacji z grupą docelową i natychmiastowego feedbacku zwrotnego. I trochę taką platformą do pokazania jakiejś takiej, kim ja w ogóle jestem jako gość. Że jeżeli sobie słuchasz podcastu, to możesz słuchać podcastu, jak oglądasz YouTube, to możesz oglądać YouTube, a jeżeli chcesz mnie lepiej poznać, zobaczyć jak ja żyję, jak myślę, co robię, to możesz paść na Instagram i zobaczyć. Jestem dość transparentny na wielu różnych tematów. I tyle. Ja to po prostu w jakiś sposób polubiłem. Zarówno, wiesz, jak np. ja sprzedałem swojego pierwszego masterminda, to jest fajna historia, bo ja go wymyśliłem. Po 5 minutach go wrzuciłem, że w sumie jest taki pomysł, kto z was by dołączył i po kolejnych 30 minutach mieliśmy salę pełną na 16 osób, na 400 tysięcy przychodu, niecałe, z całej grupy i zrobiliśmy to, zrealizowaliśmy, ta grupa była zajebista, zamiast kwartał pracowaliśmy 5-6 miesięcy, w ogóle zajebista przygoda, nie? I tak naprawdę, jeżeli miałbym też powiedzieć fair, no to pewnie sam Instagram, w kontekście przychodu z różnych produktów, myślę, że generuje jakieś 3-4 miliony zysku sam w sobie. W związku z tym on jest jednak, w tym lejku jest gdzieś dalej, to znaczy jest tą orbitą pośrodku lejka, na którą ktoś ewentualnie może trafić. i dostać dość bezpośrednie komunikaty, że za tydzień jest jakieś spotkanie, że za dwa tygodnie jest coś tam. Przy okazji zobaczyć, jak żyję i funkcjonuję. I on jest na pewno istotny pod kątem tego środka i dołu Lejka, nie jest dla mnie górą. On gromadzi ludzi, którzy poznali mnie gdzieś indziej zazwyczaj.
Wybacz, jeśli wyjdę na ignoranta. Bardzo się stresuję tym. Ale ja cię obserwuję od dawna i coś, co nie rzuciło mi się w oczy, ale może też głęboko nie wchodziłem, bo przecież research zrobiłem cienki, to ja nie zauważyłem na stories, nie wiem, gdzieś może w materiałach też na YouTubie nawet, jakoś mi to nie przemknęło, żebyś ty ludzi, których pozyskujesz w sposób organiczny na YouTubie, z podcastem mówionym, tudzież kanałem Instagram, zapraszał na Newsletter.
Bo nie mam. W sensie mam, ale... Opowiedz, dlaczego nie masz?
To jest coś, co mnie strasznie ciekawi, no bo No mów, mów, mów. Mastermind, z którym ja jestem w Stanach. On jest w ogóle z budowania marek osobistych. Ja się tam uczę, edukuję, rozmawiam z innymi. Jest jeden nadrzędny cel, który wszyscy komunikują i on wydaje się w miarę logiczny. YouTube, Instagram, Spotify, LinkedIn, to wszystko to nie są nasze platformy. I one z roku na rok coraz bardziej ograniczają nam docieralność do naszej grupy odbiorców, która potencjalnie potem mogłaby wysłać te 600 zapytań do firmy. Stąd inąd. Baza inwestytorowa jest naszą jedyną własnością, więc nadrzędnym celem powinno być zapraszanie ludzi do naszego bazy mailowej. Strasznie mnie to ciekawi, dlaczego to nie jest w twoim lejku?
A skąd wiesz, że nie jest?
No powiedziałeś przed chwilą, że nie zapraszasz.
Że nie zapraszam, nie powiedziałem, że nie jest.
To teraz tak.
Ja wychodzę z hipotezą, że zapraszanie subskrybuj mój newsletter, bo ja tam raz na tydzień wysyłam ciekawostki dotyczące sprzedaży i marketingu jest komunikatem, który jest bardzo mocno powszechny. W związku z tym wywołuje, nie powiem, że bezczynność, ale na pewno nie jest na tyle świeżym komunikatem, że ktoś mówi, O, newsletter z nowoczesnej sprzedaży i marketingu. Nie mogę się doczekać, aż zasubskrybuję treści Szymona i dostanę najbliższy list. To nie jest ten komunikat. To, co my robimy w naszym lejku jest nieco nietypowe. Jesteśmy firmą doradczą, konsultingową, więc naszym produktem jednym z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszych, są konsultacje. W związku z tym, Te 500 zapytań, 600 zapytań, które do nas trafia miesięcznie, to właśnie są bezpłatne konsultacje, które zamawiają ludzie oglądający treści. I teraz lejek jest w tym przypadku, z mojej perspektywy, bardzo spójny. No bo jest wiedza, którą ja daję w ramach odcinka. W związku z tym, jeżeli ta wiedza rozwiązała problem użytkownika, widza, super. Zarąbiście. Jeżeli nie rozwiązała, to bezpłatna konsultacja, rozmowa z nami jest dla mnie drugim krokiem. Ja nie chcę tam mieć newslettera. Nie chcę tam mieć czegoś, co pośredniczy między wiedzą a rozmową z nami. Szczególnie, że ona jest bezpłatna. I teraz ci, którzy trafiają na konsultacje, trafiają do newslettera właśnie. I to jest ogromna liczba ludzi, bo my aktualnie mamy 16 tysięcy ludzi w bazie, którzy są w tej bazie, są niewypisani i otwierają maile. Czyli oni są, to są dla nas najbardziej istotne kontakty, bo myśmy z każdym z nich rozmawiali w ogóle.
Super ogrzane.
super ogrzane i tam jest dużo komunikacji dotyczącej czy to szkoleń, czy innych miejsc i ja nie chcę mieć bazy osób, którzy oglądają moje treści. Ja mam bazę osób, którzy z nami rozmawiali. To jest, to jest niepomiernie lepsze, bardziej kaloryczne, wspanialsze i tak dalej. Poza tym, z mojej perspektywy ta ścieżka wtedy dotarcia do, do rozmowy jest po prostu non-obstructed, nie? Że tak naprawdę jest... Więc przypadkowe tam nie trafia. Proszę?
Nikt tak przypadkowo nie trafia.
Otóż to. I wtedy my sobie możemy dbać o tą bazę, możemy dbać o to, co jest tam wysyłane. Aktualnie zaprojektowaliśmy system, który teraz jest w fazie testów, odpalimy go niedługo, że każdy z nich będzie mógł wybrać pięć kategorii tematycznych, które dostaje w kolejnych mailach. Jest sprzedaż, marketing, HR, technologie i prawo, podatki, finanse. Czyli te pięć tematów. To są bloki w mailach, już mamy opracowaną technologię, możesz odsubskrybować jeden z tych bloków, dostawać tylko o sprzedaży albo o wszystkich pięciu userzy będą o tym decydować. Odświeżamy teraz też strony internetowe, wtedy to będzie nieco inaczej wyglądało, natomiast on jest dla nas bardzo istotny. Jednocześnie podchodzę do tego tematu inaczej niż przeciętni marketerzy, bo przeciętny odruch jest taki, że zaprośmy wszystkich na newsletter, bo to przecież zajebista propozycja. I pewnie jest, ale...
W sensie ta twoja wymaga więcej czasu osób, które z nimi rozmawiają, w tych darmowych konsultacjach. Jest to jakby też dodatkowy koszt kapitału ochłonności, czasochłonności.
Tak, ale wynika to z ograniczenia mojej grupy docelowej, że moja grupa docelowa jest relatywnie niewielka, bo jak sobie spojrzymy na fakty z GUS-u, to tak naprawdę, jeżeli chodzi o średnie duże przedsiębiorstwa, to my mówimy o 60-70 tysiącach firm w Polsce. To nie jest nieskończona baza, to jest bardzo ograniczona baza. Ja wolę mieć bazę, w której mam, wiesz, 10 tysięcy zasadnych, mądrych kontaktów, z którymi rozmawialiśmy. My wiemy, że oni są dla nas ważni i to jest nasza grupa docelowa. Ten system teraz jest też spięty z danymi z CRM-u, czyli wiemy, kto z nich został klientem, wiemy, kto z nich został klientem, w której linii biznesowej. To też ma znaczenie, jeżeli mówimy o mądrym newsletterze, przynajmniej z naszej perspektywy, więc tam już rozkminy jest bardzo dużo wewnętrznie.
Czyli na froncie tylko jest po prostu zapis na darmową rozmowę.
Tak, generalnie jest tak, że dla osoby, która ogląda mnie w necie, na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że jak zaczniesz nagrywać filmy na YouTube, w których poopowiadasz, jak robić niektóre rzeczy w biznesie, to, że to załatwi temat. No i bardzo fajnie. Niech sobie tak myślą. No.
Zainspirowało mnie to. Zapisuję sobie w głowie. Ale ja już mięs w tym ciekawi, jak przychodząc trochę głębiej. No bo jest te 506 osób, zapisuje się na rozmowę. No ale też stawiam taką hipotezę, że ogromna ilość osób tak naprawdę nie jest w waszej target grupy, tylko się zapisuje, bo obejrzała fajny odcinek, bo były trzy wskazówki na YouTubie.
Około statystycznie między 50 a 55 procent.
I jest im poświęcany czas na rozmowę?
Tak.
Czyli wszystkim, czyli jest takie ogrzewanie całości grupy docelowej, która nawet nie jest target grupą.
Nie, bo to na przykład, to nie jest tak do końca, bo w momencie, kiedy dla mnie lit niekwalifikowany, jeden z tych 55-50 procent, to jest ktoś, kto dzisiaj nie jest moim klientem.
Ale jak wykupisz kolenie i się nauczy, to może nim będzie?
Nie do końca. Ja jakby rozumuję jak McDonald. Kiedyś McDonald był piękny, kolorowy i dzisiaj już nie jest. Dlatego, że wychował pewną grupę odbiorców, którzy dzisiaj oczekiwali od niego nieco innej estetyki. I teraz z mojej perspektywy, I oczywiście tam jest część osób, które totalnie są w target grupie i nigdy nie będą. Natomiast znaczna część tej grupy, tak zwanych zapytań niekwalifikowanych, dostaje rekomendacje, że to jest za wcześnie na projekt doradczy. To nie jest etap na agencję marketingową, to nie jest etap na agencję rekrutacyjną, to nie jest etap na automatyzację. To jest etap i bardzo często taka rekomendacja jest, przesłuchaj sobie bezpłatne wyzwanie, wdrażamy NSM na, jest w podcastie, my normalnie wysyłamy maila z linkiem. Misja działu sprzedaży polega na tym, żeby pomóc osobie, która dzwoni, jeżeli tylko jesteśmy w stanie i potrafimy. Czy to są bezpłatne treści? To jest do tego stopnia, że jeżeli trzeba wysłać gościowi odcinek z linkiem, to mu wyślijmy, jeżeli nie potrafił sam na niego trafić. Baza jest duża, nie? I z drugiej strony, jeżeli machina B2B, która kosztuje, nie wiem, 1200 złotych net, to pomoże człowiekowi rozwiązać problem, a nie doradztwo, to też mu o tym powiedzmy. W naszej bazie to będzie wtedy klient niekwalifikowany. Ale ostatecznie uważam, że to jest super fair, że pozrozmawialiśmy z tym człowiekiem i staraliśmy się w jakiś sposób pomóc. Uważam, że na długi termin w biznesie jest to dobre po prostu, nie?
Tak, to jest bardzo dobre. Myślę, że ja tu mam podobną misję, wizję w przypadku odcinków, które nagrywamy dzisiaj nawet, że ja wiem, i to jest jakby w mojej misji, wizji, że 90% osób, które to słucha, one nigdy nie będzie klientami żadnego mojego produktu.
I super.
I to jest super, bo przynajmniej, uważam przynajmniej, mogą się dowiedzieć ciekawe rzeczy z rozmową z innymi właścicielami e-commerce albo innymi ekspertami.
Kropka. I piękne życie, nie? W sensie, że jesteś człowiekiem, który coś wnosi dla jakiejś grupy odbiorców, robi dla nich jakąś różnicę. Kurde. Piękna rzecz, naprawdę wspaniała. I powiem ci, że nawet w kontekście poczucia misji w samym dziale sprzedaży, który ma tak podchodzić do sprawy, nie? My mamy zasadę rozpisaną, że oni mają obowiązek powiedzieć temu klientowi, jeżeli wiemy, że to mu nie pomoże, to mają powiedzieć mu, że to mu nie pomoże. Nawet jeżeli on wpada w atak agresji, co się czasami zdarza, że ale ja oglądam negacza, bo ja chcę i poproszę, nie? No to, no przepraszam, no nie pomożemy, nie? Zastanawia się, że ludzie do mnie piszą, że no panie Szymonie, pan nie uwierzy. Pana człowiek mi powiedział, że mi nie pomoże.
Skandaliczne zachowanie.
Skandaliczne, nie? Jak mógł powiedzieć prawdę. Bo jakby, no nie pomożemy, nie znamy się, nie potrafimy. I powiem ci, że dobrze, no. Dobrze mi się w taki sposób pracuje. I też mamy, na przykład w tym roku mieliśmy taką sytuację, o tym mówiłem już w jednym podcastzie, powtórzę, że bardzo nam wzrosły w styczniu lidy zapytania. W sensie mieliśmy ogromny wzrost na lidach kwalifikowanych. Prawie 100% wzrostu do analogicznego okresu kwartał wcześniej. I mieliśmy duży problem w dziale sprzedaży, że nie byliśmy w stanie obrobić tego ruchu. Jak już, wiesz, opadł kurz i ogień przestał płonąć, to zaczęliśmy analizować, co się wydarzyło. No i się wydarzyło coś, czego nie przewidzieliśmy. Mieliśmy ponad, skrajna większość tego wzrostu, to były zapytania z polecenia. nie z naszych działań marketingowych, tylko z tego, że ktoś polecił, że jeżeli masz taki problem, to się skontaktuj z Cellwise'em, Advice'em, WiseWise Grupą, obojętnie i oni ci w tym temacie pomogą. Czyli bardzo duże gro tych zapytań pojawiło się, wiesz, z word of mouth, przechodzącego pomiędzy ludźmi.
I pięknie. Pięknie. I? I? Potrzebuję pięciu sekund, żeby zapisać jedną myśl, która mi wpadła na podstawie tego, co powiedziałeś. Zapisz. Zapisując poczekajcie, nie przewijajcie, ale ja bardzo lubię w ogóle na podcastach. Kiedyś myślałem, że to jest nieeleganckie, ale ja teraz uważam, że to jest, że to jest moment, w którym ja się uczę. I ludzie się uczą, więc jakby zapisuję sobie jedną myśl, która mi tutaj przymknęła.
Co zapisujesz?
Napisałem tak. Lidy. Kole. Takie hasło.
Lidy Kole.
Że bardzo mnie zainspirowało to. Z tym, co powiedziałeś. Z tym, że nie na newsletter, tylko bardziej personalnie. Tylko dlatego, że musi być duży zespół sprzedaży, który to obskoczy.
My mamy teraz w dziale sprzedaży 10 osób. To przypada około 50 rozmów na głowę miesięcznie. I około 25, 24, 23 szanse sprzedaży. na głowę, to jest na tyle, że jesteś w stanie poświęcić im czas i zrobić tą robotę jak należy, w naszym przypadku przynajmniej, nie? Natomiast no dziesięć osób, pi razy okno, mówimy pewnie o koszcie rzędu półtora, dwa miliony rocznie, pewnie więcej w pensjach tych ludzi.
No dalej się opłaca.
Kwestia? Nie, jakby no biznes jest rentowny, nie? Oczywiście, że tak.
Dobra, tak sobie brniemy przez ten lejek marketingowy i te wszystkie strategie, które jednak jakieś tam się pojawiają.
Bo wiesz, ja w ogóle uważam, że akurat w naszej niszy, w mojej niszy, przepraszam, w niszy takich, wiesz, informacji sprzedażowo-marketingowych jest tak wiele wykluczających się treści, że ten użytkownik, klient czyta, słucha różne książki, słucha różne podcasty i tak naprawdę głównym problemem tych ludzi jest wydestylowanie z tego konkretnej rekomendacji, którą ja powinienem zrobić. Ja rozumiem, że... No właśnie, bo jest taki napływ tych treści, że dla mnie... Jeżeli optymalizujemy się na dobro tego gościa, ja to zawsze mówię, w każdej mojej firmie usłyszysz od każdego pracownika, że jeżeli optymalizujemy się na wartość dla tych ludzi, że to oni mają dostać wartość, to na koniec optymalizacja naszego biznesu wydarzy się jako wypadkowa tej optymalizacji na wartość dla klienta. I to się okazuje być prawdą w całym moim biznesowym życiu. I teraz, jeżeli problemem tego gościa, tego kogoś jest nadmiar wiedzy i sam jestem jeszcze przyczyną tego, bo tworzę tych treści dużo, No to teraz uważam, że jeżeli ktoś zamawia tą cholerną, bezpłatną konsultację, to jesteśmy mu to winni, żeby spędzić z nim ten czas i spróbować przynajmniej doprowadzić go do jakiejś odpowiedzi. Oczywiście nie zawsze się uda, nie zawsze potrafimy, nie zawsze znamy branżę, nie zawsze rozumiemy, nie zawsze jesteśmy w stanie rozwiązać konkretny problem. Ale na przykład jesteśmy w stanie rozwiązać problem polegający na tym, i to jest uważam siła naszej grupy, że jeżeli ktoś, to jest ciekawe, potrzebuje dyrektora sprzedaży. To jest bardzo konkretna potrzeba, przyznasz. Jeżeli się zgłosisz z nią do agencji rekrutacyjnej, to oni cię zapytają. A jakie ma mieć kompetencje? Ile doświadczenia? Co ma potrafić? I my cię go zatrudnimy. A my to w ogóle olewamy. W sensie dobra, fajnie. Ale po co ci ten dyrektor sprzedaży? Jaki jest temat do rozwiązania? To jest najważniejszy element naszego działu sprzedaży. Mówi, no bo nasza firma tam, nie wiem, od dwóch lat tu mieliśmy już trzech dyrektorów sprzedaży, malejemy z przychodem, ciśnie nasz konkurencja ze wschodu, maleją nam marże, dyrektor marketingu w sumie też go zwolniliśmy, ograniczamy koszty. Generalnie firma płonie. Ja mówię, ale to się nie boicie, że dyrektor sprzedaży nie rozwiąże tego problemu? No się boimy. Ale wiesz, nie ma co się śmiać, bo oni nawet nie wiedzą, że można do tego tematu podejść inaczej niż po prostu wymieniać dyrektora sprzedaży. Mówię, no to może słuchajcie, zamiast rekrutować dyrektora sprzedaży, kolejnego, czwartego jak rozumiem, to my wejdziemy w ogóle, przyjrzymy co wy aktualnie zrobicie, przyjrzymy się temu i spróbujemy zbudować jakiś plan, I dopiero pod ten plan zatrudnimy dyrektora sprzedaży, no bo wtedy w ogóle będzie wiadomo, co on ma zrobić mniej więcej. To jest sukces, prawdopodobieństwo sukcesu rekrutacji rośnie niebotycznie, no bo wiadomo, co człowiek ma zrobić, w związku z tym wiadomo, jakie musi mieć kompetencje, w związku z tym wiadomo, kogo szukać, jak go sprawdzić. No i ci ludzie mówią, kur... W sumie, niegłupie, nie? I wiesz, i w momencie, w którym tworzysz wiele różnych treści biznesowych, gromadzisz ludzi, którzy mają jakiś problem, potrafisz im pomóc, doradzić na wielu różnych płaszczyznach, no, zajebiste życie znowuż, nie?
Tak, ale ja też... Zgadzam i nawet złapałem na tym ostatnio, w tym, że ty tworzysz te treści do YouTube'a, ja tworzę jakieś te rozmowy do YouTube'a i ludzie są zasypani tą wiedzą i oni nie mają totalnie pojęcia, co tak naprawdę powinni zrobić, bo w jednym podcaście ta osoba powiedziała, że tak, w drugim w zasadzie inaczej, w trzecim jeszcze inaczej.
Wszystkie pytania były w innym kontekście, dotyczące innych tematów i tak dalej, no bo taka prawda. No i teraz, jeżeli ktoś przełoży moje wskazówki o braku social media managera na prowadzenie profesjonalnego profilu w social mediach dowolnej marki, no to szaleństwo, nie? To nie da się tego tak zrobić, jak ja robię swoją markę osobistą, nie? No nie da się.
Bo ty się tym mega jarasz cały czas.
No otóż tak.
To jest najważniejszy punkt tego wszystkiego.
No tak. I ja uważam, że ja bardzo dużo ludzi widziałem w biznesie wypalonych przede wszystkim. Ja pracuję jako konsultant od lat, czyli ja tych ludzi wypalonych, zmęczonych, wkurwionych, chorych widuję non-stop na sto różnych sposobów, nie? I ja nie chcę dołączyć do tego grona, nie? Czyli dla mnie optymalizacja tylko na skuteczność treści, na zasięg i na finanse. Wiem, że to się nie kończy w dobrym miejscu w życiu, nie? I ja tak nie chcę.
Fajnie. grubą kreską, a może jeszcze nawet nie. Odchodzimy od marki osobistej, ale chciałem ci dopytać jeszcze o jedną rzecz, taką, która tutaj została zasłyszana w kuluarach. Gdybyś ty mi powiedziałeś to.
To nie wiem, czy możesz powiedzieć.
Mogę, bo to nic takiego, tylko robię taką, wiesz, dramatyczną scenę na rolkę. Będę całkiem serio. Temat YouTube'a, żebyśmy tak sobie domknęli do końca. Ciebie ten temat kręci, co nowego działa, co nie działa, co aktualnie u ciebie się sprawdza i uważa, że było, może nie, że przełomowo, ale jakieś takie mikrotesty, coś, co jakby uważa, że pcha te swoje filmy do przodu.
Nic nie działa obecnie. Wszystko testuję i wszystko działa tak samo.
No i super.
Nie, poważnie, że nagrywam vlogi na przykład z trasy samochodowej.
To widziałem ostatnio.
Nagrywam naszą integrację na przykład. Nagrywam treści iPhone'em i podcastowym mikrofonem w hotelu na Cyprze i ona się niesie w ogóle ponadprzeciętnie. Nagrywam inne treści w moim profesjonalnym studiu z wspaniałym operatorem i montażystą Klaudiuszem, które są przygotowane równie bardzo, ale one się nie wybijają i w ogóle nic się z nimi nie dzieje. dane są tak sprzeczne i że znowuż ostatecznie, aktualnie moja decyzja brzmi, nagrywam to, co mnie aktualnie jara, tak jak chcę to nagrać i kropka, nie? I po prostu wypuszczam te filmy. Nie potrafię aktualnie odnaleźć żadnego formatu, ani żadnej zasady na YouTubie, która byłaby uniwersalna w kontekście zasięgu i tak dalej, nie? Że nie kumam, nie? Ilekroć jestem przekonany, że ten film pójdzie, to on nie idzie. A ilekroć jestem przekonany, że, może nie ilekroć, ale często jestem przekonany, że dobra, to jest materiał, który mnie jara i zobaczę go ja, moja mama i siostra, no to ten na przykład leci w kosmos. I nie rozumiem z czego to wynika.
Kurczę, to jest w ogóle ciekawe, bo ja mam takie samo, takie same refleksje na ten temat, że odcinki, które totalnie marzyłem, że to jest klapa, idą jak szalone. No jedynie to, co można dopracowywać do perfekcji, to miniaturę i tytuł. I to jest tak naprawdę chyba, O,
to co ostatnio opatentowałem, albo patentowaliśmy, to jest bardziej zasięgowa miniatura clickbaitowa przez pierwszy tydzień albo dwa, a potem miniatura i tytuł już pod longtail, pod searcha, tak żeby ktoś trafiał, wiesz, evergreenowo na ten materiał, nie?
Okej, fajny pomysł.
Jeżeli na przykład teraz i jutro idzie materiał o misji, wizji i wartościach, jak bym nazwał ten film, jak zbudować misję, wizję i wartości w twojej firmie, no to na poziomie launch'u tego filmu, to nikt by tego nie kliknął, ale jak już ktoś pisze, jak zbudować misję, wizję i wartości, to ja chcę, żeby to docelowo wyskoczyło. Na przykład teraz tam Kladusz pisał, że pójdzie jakaś miniatura, że nie możesz zapomnieć o tych trzech obszarach w swojej firmie. Tak, tak, tak. I to niestety trzeba rozgrywać w ten sposób. I my jakby prowadzimy ciągłą zabawę z wypośrodkowaniem wartości, z miniaturą, z clickbaitem. I kiedyś ktoś mi powiedział, nie pamiętam kto, że w sumie clickbait jest zły, jeżeli pod nim nie kryje się wartość.
Ale jeśli się kryje wartość.
Ale jeżeli kryje się wartość, to robisz to z szacunku do widzów i do siebie. Jeżeli stworzyłeś dobry materiał, to dzięki temu on dotrze szerzej. Nie no, to czemu miałbyś tego nie zrobić w sumie, nie?
No.
Ale już podcaście to olewam, nie? Że podcast ten nagrywany głosowo tylko, jest takim miejscem, jest taką strefą zen, takim moim, wiesz. Nikt go nie musi słuchać, ja go dalej będę nagrywał. Super.
Dobra. Możemy oddzielić grubą kreską temat marki osobistej. Trochę sobie podyskutowaliśmy. Myślę, że macie różne perspektywy. Dalej możecie nie wiedzieć, jak budować tę markę osobistą, ale przynajmniej wysłuchaliście 48 minut wartościowej wiedzy o tym, jak budować markę osobistą.
Oby wartościowej, nie wiem.
Każdy coś znajdzie dla siebie z tych wypowiedzi. Cofniemy się trochę w czasie.
O.
Dwa miesiące. Byłem, słuchaj, mieszkałem przez chwilę w Dubaju i w jeden z takich chłodnych w sumie wieczorów odpaliłem sobie podcast. Grega Albrechta z Tobą. I sobie go słucham. I to też było dla mnie takie dość wyjątkowe wydarzenie w ogóle w życiu, bo ja podcastów prawie w ogóle nie słucham. Więc musiała być dobra miniatura i tytuł. To od razu powiem.
Pozdrawiamy Grega.
Dobra, zrobiłeś robotę. I słuchałem tego podcastu prawie do końca, co też było dla mnie no takie też wyjątkowe na swój sposób. I w pewnym momencie poczułem się, nawet oddam od tym jakieś stories, poczułem się jakby, jakbym został w końcu zrozumiany.
O proszę.
Jak po wystąpieniu na dziesiątkach konferencji, eventów e-commerce'owych, zobaczyłem, że ej, ci ludzie z internetu też tak mają. I tam był wątek, w którym powiedział zarówno Greg oraz ty zgodziliście się w tym, że jak jesteście na evencie, to ciężko wam do kogoś podejść i sobie mu zagadać. I ja mówię, Jezu, nie jestem odmienny.
Czyli jesteś normalny.
Czyli ja nagrywam podcasty, tutaj sobie, że tak powiem, robię eksplorację swojej osoby w internecie, ale na żywo to jednak taki jestem raczej, szybko muszę coś w telefonie zrobić. Tak jak ty. Skąd to się bierze? Strasznie mnie to zastanawia ten wątek w ogóle.
Nie wiem. Ja, wiesz, nigdy nie potrafiłem podejść nawet, wiesz, w latach nastoletnich do jakiejś dziewczyny na dyskotece, wiesz, żeby coś absurdalnego, w ogóle nie jestem w stanie do dzisiaj, żeby jakby z kimś zagadać i podejść. Nie umiem, nie mam tej kompetencji. Nie wiem, z czego to dokładnie się bierze. Wiem na pewno, że w kontekście mnie jako człowieka, ja potrafię przybrać maskę osoby ekstrawertycznej i szczególnie jak jestem na scenie, to przychodzi mi to z dużą łatwością, jaram się tym, wiesz, napełnia mnie energia i ja nagle jestem, kurde, nie wiem skąd mi się to bierze, nie? Ale żartuję gdzieś tam, wiesz, z dużą, z dużym luzem potrafię to zrobić. Natomiast mój profil jest taki, że ja buduję niewiele relacji, ale bardzo bliskich i głębokich, nie? To znaczy takich ludzi, którzy są gdzieś tam blisko mnie, jest pewnie, nie wiem, z siedem, osiem, dziewięć osób. I to jest takie moje grono, taki safe place, z którym ja, wiesz, buduję bardzo głębokie relacje, które znam je tak naprawdę. Natomiast ja mam problem, nie wiem do końca jak go określić. Jak nie zacznę z kimś rozmawiać, to nie wiem, o czym miałbym z tą osobą rozmawiać.
No nie wiadomo, co mu powiedzieć.
No cześć. Jak konferencja? No jakby, nie wiem jak, no.
Ale jak ktoś zagada, to jestem w silnym niebie.
Tak.
To ja ci mogę powiedzieć o wszystkim.
Tak.
Powiedzieć całą historię swojego życia. Tylko się odezwij do mnie po prostu.
I ja wtedy jestem super, bardzo mi miło. Ja jestem Szymon, oczywiście. I będę stał pewnie z tą osobą przez najbliższą godzinę. I będę dyskutował i wiesz, o czymś pogadamy i super. Nie mam, nie potrafię, nie wiem z czego to się bierze. I nie walczę z tym jakoś szczególnie źle. Nie jest mi z tym źle, tak zupełnie serio.
Ja mam to samo i to po prostu mnie zastanawia. Myślałem, że dojdziemy do jakiegoś tutaj... To
byś musiał psychologa zaprosić.
Może jak ktoś to ogląda i się na nas odwiedzi i nam wyjaśnicie tą zależność życiową. A czy twoim zdaniem w ogóle eksperci to introwertycy? Tak z zasady? Myślisz, że to są raczej ekstrawertycy? Czy nie ma jakiegoś podziału na to?
Nie wiem. Wiem na pewno, że bycie ekspertem, który nagrywa i tworzy content wymaga umiejętności skupiania się na dłuższe okresy i tyle. Uważam, że ci, którzy mają bogaty dialog wewnętrzny, potrafią tworzyć oryginalną myśl, która potem gromadzi ludzi dookoła tej myśli, nie? Bo ja na przykład mam tak, że jak eksploruję ekspertów różnych, to mam taki trochę radar, na ile jest to oryginalna myśl tej osoby, a na ile jest to powtarzanie 13 artykułów na top 2 w Google na popularne zapytanie, nie? I wydaje się, że ja nie potrafię słuchać tego typu podcastów, jeżeli słyszę, że ktoś mówi, wiesz, Dzień dobry, witam cię w kolejnym odcinku. Dzisiaj podzielę się z tobą trzema magicznymi metodami na to, żebyś zarobił swój pierwszy milion. Zasada pierwsza, musisz zbudować strategię na to, jak osiągniesz swój milion. Zasada druga, musisz mieć dyscyplinę i trzymać się swojej strategii. Zasada trzecia... Wiesz co, Szymon?
Myślę, że jak byśmy wycięli z tego rolkę, to by zrobiło dobry will.
No ale stary, wiesz, jak kurczę... Ja do razu zamykam i jak widzę tych rolkarzy na Instagramie, jak przewijam rolkę w jakichś sytuacjach, ja nie potrafię. I nawet po sobie mówieniu nie potrafię, jeżeli słucham i oglądam tych ludzi. Więc wydaje mi się, że introwertykom, być może, strzelam, hipotetyzuję, nie znam się na tym, to jest opinia wzięta z Instytutu DZD, nie wiem, czy kojarzysz. Instytut Danych z tamtą właśnie. I bardzo wiele w polskim internecie pochodzi z tamtego Instytutu, tak swoją drogą. no to z tego mojego instytutu stamtąd właśnie wynika, że jak jesteś introwertykiem, jest ci pewnie łatwiej nieco mieć bogaty dialog wewnętrzny i wygenerować tą oryginalną myśl, która potem, wiesz, zaowocuje sensownym contentem i że ktoś powie, kurczę, fajnie, bo się odbija w tej twojej refleksji. Tak się uczą dorośli ludzie, że dorośli ludzie uczą się refleksjami. Jeżeli jesteś w stanie im dostarczyć refleksję, tak naprawdę ty przed chwilą zapisałeś jakąś refleksję na przykład, którą miałeś pod wpływem tej rozmowy i dlatego rozmowy tego typu na YouTubie mają siłę i dlatego ludzie je oglądają, bo mają refleksję w międzyczasie. Ale żeby dojść do refleksji, no to musisz mieć nowy, może nawet nie nową wiedzę, ale tą wiedzę z innej perspektywy, inaczej podaną, nieco inaczej zinterpretowaną, wiesz. I ta oryginalna myśl potem jest tym, co daje refleksję i inspiruje innych. I to jest fajne.
Fajne. Już niemiec tego słucha, a jak już jesteśmy przy słuchaniu, to czego ty słuchasz? Jakich podcastów? Skoro tych nie słuchasz, to może są jakieś, które jednak słuchasz.
Ja słucham bardzo wybiórczo, w sensie ja się nie uczę w ten sposób, to znaczy ja się uczę inaczej. Ja się uczę w taki sposób, że nie słucham nigdy takich treści, jeżeli jest jakiś film na twoim kanale. to ja go nie zobaczę. Ja go zobaczę tylko jeżeli tam będzie gość, który go chce lepiej poznać, bo ma do tego jakiś dobry powód.
Kropka.
Czyli ja się uczę, ja to nazywam kropkami. Jeżeli nazywam sobie kropkę, która na przykład dużo zeszłego roku na to poświęciłem, strategie biznesowe. Nazywam temat, robię research wszystkich źródeł, które mogą być wartościowe w temacie i jest dla mnie absolutnie wtórne. Czy to są książki, czy to są podcasty, czy są artykuły, czy to są badania do przeczytania, obojętnie. Tworzę sobie listę tematów i eksploruję konkretny temat. I teraz trafiam na bardzo różne dziwne podcasty, na bardzo dużo różnych dziwnych źródeł wiedzy. i mocno się wspieram modelami i tak dalej, więc aktualnie kiedyś to nie było możliwe. Więc uczę się kropkami i siedzę na temacie, dopóki mnie interesuje i potem z niego schodzę i wchodzę na kolejne.
Wiesz, że ja w ogóle, jak to powiedziałeś, to przypomniałem sobie moment, w którym pisałeś o tym na Instagramie, że właśnie w ten sposób się uczysz? Było coś takiego kiedyś.
No bo tak jest.
No tak mówię, jak o Tobie wspomniałeś w lekcji. Dobra.
W sensie nie ściemniam, naprawdę tak się uczę.
Tak bardzo się daje aprobat tego, że to jest naprawdę, mówię naprawdę w dzisiejszym podcastie. Przechodzimy do sekcji, która się zwie następujący dzień. No taki już już 56. minuta, lekko się przekręciłem. Oddziałamy grubą kreską temat, który był dość krótko poruszony, bo nadal nie znamy we dwójkę na niego odpowiedzi. Ale jeśli jest tutaj ten psychoterapeuta, psycholog, to naprawdę to jest ten moment, żeby się odezwać na tym. A kolejny podpunkt, piąty w ogóle, określa się trzema słowami. Styl życia, refleksje i wartości. Jest tutaj wprawdzie pięć, sześć pytań. I wylosuję jedno, bo wcześniej nie losowałem. I zadam Ci je. Co jest dla Ciebie największym sukcesem ostatnich lat? Nie w liczbach, ale wewnętrznie.
Decyzja o trzecim dziecku. Że jestem w momencie życia, w którym raz, że ją podjąłem, dwa, że jest w drodze, trzy, że odnajduję w tym wartość. Mam dwójkę dzieci, lat 7 i 9. i że mam środowisko, które zbudowałem na tyle, że mogę podjąć tę decyzję, że mam czas na bycie ojcem. I to jest wewnętrznie, jeżeli pytasz, wydaje mi się, że jeden z większych sukcesów tych ostatnich lat.
Masz czas na bycie ojcem, również na budowanie tych biznesów. Zadam ci pytanie, które bardzo mnie ciekawi wewnętrznie. Skoro mówisz, że masz czas na to, wiem, że też odbywasz ciekawe podróże w swoim życiu różnymi pojazdami.
Mechanicznymi.
Tak, mechanicznymi. Jak wygląda dzień z Szymona Nagacza?
Nie ma takiego typowego dnia. Każdy wygląda inaczej.
Powiesz trochę więcej o tym?
Ja mam rytuał polegający na tym, że mam rzeczywiście backlog zadań, które sobie przygotowuję do zrobienia. I to są zadania, uwaga, to nie są zadania tylko biznesowe, tylko to są zadania patrząc na całość obrazka. Czyli jeżeli na przykład uważam, że długo nie byłem u mamy, to sobie wpiszę, że chcę pojechać do mamy. I z tego planuję sobie tydzień. Rzeczywiście jest etap planowania, czyli to, że jestem tutaj dzisiaj u ciebie, akurat wpasowało się w plan, bo ja wczoraj przyjeżdżałem do Warszawy, dzisiaj byłem na jednej rozmowie i teraz mogłem przyjechać do ciebie dzisiaj. I jakbym mogłem to zrobić, pasowało mi to do tego planu, a sam widzisz, że przez ostatnie półtora roku było trudno to spasować z tej przyczyny. Jeżeli mam ten swój plan i on się jakoś tam po drodze lekko modyfikuje, spoko, nie ma problemu. Natomiast ja to planuję raz, że z wyprzedzeniem, dwa, na potrzebie, na obszarze całości mojego życia. Czyli jeżeli wartością jest dla mnie rodzina i zdrowie, no to tam też muszę znaleźć sobie na to czas. Ilekroć jest tak, że to mi się rozjeżdża, że coś zaczyna panować nad moim życiem, że coś zaczyna się wywalać, fakapować. Wiesz, prowadzę wiele różnych firm, w związku z tym to się zdarza i zdarzyć się może. Natomiast jeżeli to się staje regułą, że to się zdarza, to zawsze wtedy robię krok do tyłu i zaczynam coś zmieniać. Najczęściej mocno diametralnie. I to są czasami trudne decyzje, te zmiany, ale bardzo potrzebne, jeżeli Całość tego obrazka jest dla mnie istotna. Ostatnią największą zmianą jest to, że oddałem zarządzanie operacyjne wszystkimi spółkami w grupie. Jestem jako prezes, cały czas panuję nad całością, szczególnie w kontekście strategii i prowadzenia tego biznesu przez kolejne lata. Natomiast odciąłem się np. od wszystkich operacyjnych spraw. Wszystkich operacyjnych spraw się odciąłem. Jestem z tego zachwycony. Więc tak to mniej więcej wygląda. Jeżeli dzisiaj miałbym ci powiedzieć mój dzień, no to wczoraj gdzieś od godziny 22 dojechałem do Warszawy, zjadłem dobrą kolację, poszedłem spać, rano sobie wstałem, zrobiłem krótki trening, zjadłem śniadanie, zrobiłem prasówkę, pojechałem na jedną rozmowę, poszedłem na obiad, teraz przyjechałem do ciebie i pewnie będę wracał o 3,5-4 godziny na Śląsk i gdzieś około 22 będę w domu, a jutro mam kolejny dzień.
Czujesz się zmęczony?
Dzisiaj?
Statystycznie możesz powiedzieć w ujęciu ostatnich 21 dni.
Nie, zdecydowanie nie.
Nie czujesz się.
Nie, nie, nie.
A ile dziennie pracujesz? Tak byś miał to ścisnąć.
Czasami potrzebuję. To się bardzo różni, wiesz, bo ja mam duży sezon, niski sezon. Duży sezon zaczyna się we wrześniu, bo to jest moment, w którym wiele firm stwierdza po wakacjach, że kurczę, jednak cele się nie spięły. Trzeba coś zacząć robić, żeby nas nie wywalili z roboty. I to jest moment, w którym bardzo dużo zleceń też po wakacyjnym takim czekaniu na podpisanie umowy rusza. To jest duży sezon, wiele tematów, wiele problemów, wiele fuck upów i tak dalej. Potem jest drugi i on tak trochę zwalnia do połowy grudnia. Jest odrobinka przerwy od połowy grudnia do pierwszego stycznia. I potem w styczniu jest największe tąpnięcie. Nowy rok, nowa ja, nowe zmiany, nowe systemy, nowe procesy, nowe strategie. I wtedy jest ogromne ruszenie, które trwa gdzieś tak mniej więcej do kwietnia. Jak się tam zaczynają święta wielkanocne, jakaś majówka, to już tak trochę spowalnia. Czyli teraz jesteśmy w okresie majczywy z lipiec-sierpień, który dla mnie jest okresem spowolnienia, oderwania się, powrotu do normalności. No i pracuję bardzo normalnie. Myślę, że jakby podsumować teraz mój tydzień, to pewnie jest to mniej niż 40 godzin. Ale nie mam z tym żadnego problemu, bo z kolei w listopadzie i w październiku to raczej będzie około 80-70 godzin, jeżeli trzeba.
Strasznie sensowy zmatyk. 40 godzin dzielionych na 5 czy 7 dni?
Na 5.
Czyli to jest 8 godzin dziennie?
No ale to znacznie mniej pracuje niż to teraz. Poza sezonem.
A w high season?
No to będę leciał pewnie od poniedziałku do piątku. Weekendów bardzo pilnuję. Poświęcam je w totalnej ostateczności. I będę leciał pewnie gdzieś tak, wiesz, siódma rano, dziewiętnasta, dwudziesta, przez większość dni z różnych przyczyn. I jakby okej, no Boże Święty. Tylko, że to jakby nie wiem, jak będzie wyglądał kolejny sezon. To jest pierwszy sezon, teraz będzie od września, w którym ja już nie jestem operacyjnie uwikłany, nie? Więc też zobaczymy, nie do końca wiem, jak to będzie wyglądało.
Poruszyłeś w tej wypowiedzi jeden temat, który mi zaprząta głowę cały czas, czyli sezon tego spowolnienia wakacyjnego. I ja przynajmniej, Uważam, że w sezonie, mówię o odniesieniu do e-commerce, ale myślę, że to w B2B jakby jest to samo odniesienie, że czerwiec, od połowy, lipiec, sierpień to jest najlepszy czas, żeby zoptymalizować produkt, ofertę, porobić test AB i przypierdzielić na sezon Q4. Dlaczego ludzie tego nie robią?
Nie wiem, edukuję od bardzo dawna. Nawet teraz miałem kampa strategicznego, gdzie zapraszamy przedsiębiorców, bo główną obiekcją przed kampem strategicznym, na którym przedsiębiorca wytwarza strategię dla swojego biznesu, trwa to kwartał, było, nie mam czasu. I ja zadawałem pytanie tym ludziom, czy jakbym zrobił kampa przez wakacje, to miałbyś czas? Mówi, kurde, no tak, no bo wtedy jest niski sezon, nie ma tematów, mniej się dzieje, więc wtedy łatwiej będzie mi znaleźć czas. I na poziomie logiki to brzmi dobrze, przyznasz, nie? Na poziomie komunikatu marketingowego również, a na poziomie faktów... Wie pan co, panie Szymonie, wakacje nie... Odpoczywam, nie chcę. I camp teraz ma 10 osób zamiast 15-16 z tej przyczyny, bo dzieje się przez wakacje. Wydawało mi się, że to jest świetny plan. No nie był. I jest coś takiego. Może ciężko się też dziwić tym ludziom. Każdy chce odpocząć w tym czasie. Jesteśmy przeciążone układy nerwowe przez cały rok i w końcu jest moment, kiedy możesz trochę oddechnąć i wrócić do siebie i do kontaktu z rzeczywistością. Cała masa ludzi. gdzieś tam w tym sezonie, biegnie jak w kołowrotku i nawet nie wie gdzie i po co. Oni wylatują na końcu i rozglądają się dookoła. Mówię tak, przykryłem 10 kilo, wszystko jest źle, nic mi się nie podoba i teraz robię, zmieniam swoje życie, aż nie wpadnę w kolejny sezon. Nie wiem, czy to jest dobre życie.
Takie są też moje obserwacje. Jeszcze kiedyś, jak nie miałem mastermania, tylko prowadziłem konsultacje, jakieś mentoringi, jeden na jeden, na samym początku, bo nie miałem marki osobistej, Moja refleksja jest taka, że ludzie... A może trochę inaczej zacznę to zdanie. Kiedyś uważałem, że najważniejsza jest strategia. Takiego wychodziłem z założenia od samego początku, że strategia i dopiero potem wszystkie inne kanaliki płyną. Teraz z tej mojej perspektywy, w tamtym roku miałem taką styczność, że 120 sklepami e-commerce, taką podcastowo, mastermindowo, gdzieś tam network, taką całościową, jakby ich problemy poznawałem każdego dnia. To największym problemem jest mindset. i jakby nastawienie, kwestia właśnie tego co ty powiedziałeś. Już nie mówię o tych konsekwencji czy takich aspektach, tylko stawiam hipotezę, że nad strategią powinna być edukacja w kwestii mindsetu.
Jak ja ostatnio napisałem na LinkedInie, optymizm. Jest coś takiego nienamacalnego u przedsiębiorców, że jak biorę sobie dwóch przedsiębiorców i jeden z nich jest... I tak jak to zrobimy, to się pewnie nie uda. Okradną nas znowu. Pracownicy to w ogóle oszuści. I do tego ten rząd. I ta skarbówka. Wszyscy zginiemy. Pani Krysi to nie można ufać, bo ona tam nas przeksięguje. Tego trzeba zwolnić, bo on na bankie jest oszustem. Przedsiębiorca A i przedsiębiorca B. Ludzie robią ludzi, więc nam się uda, my sobie poradzimy, znajdziemy, poszukamy. Nie przejmujcie się, to jest tylko kolejny problem. Ogarniemy, jakoś się uda, znajdziemy sposób, nie? I uważam, że optymizm, rozumiany jako takie życzeniowe myślenie, co jest totalnie, jakby to nie jest to, nie? Optymizm to jest raczej nastawienie, postawa, mindset, który nie tylko jest, wiesz, nastawieniem, tylko realnie wpływa na twoje działania. Jeżeli wierzysz w to, że to ma sens, że znajdziemy rozwiązanie, to zupełnie inaczej patrzysz na rzeczywistość, inaczej się edukujesz. Masz gotowość do tego, żeby zeksplorować rzeczy głębiej niż pozostali, bo ten optymizm da ci tą siłę do cholery, żeby tam poszukać głębi w tych zagadnieniach, w których reszta widzi tylko problem, nie? I uważam, naprawdę tak uważam, że ci przedsiębiorcy, którzy mają wewnętrzny optymizm i są taką latarnią dla tych ludzi, że wszyscy się boją, przecież w każdym biznesie każdy ma lęki. Stanę wywalony, mi się nie uda, zmarnuję hajs firmy i tak dalej. I jest ten kurcze lider, który stoi i mówi, że my sobie poradzimy ze wszystkim, a nawet jak sobie nie poradzimy, to sobie kurwa poradzimy. Nawet jak mówi Walkiewicz, a jak opadnę, to się podniosę i pójdę dalej. I zajebiście. I uważam, że To naprawdę ma znaczenie. Ja wiem, że to w ogóle ludziom się nie mieści w głowie. Panie Szymonie, ja nie jestem pesymistą, ja jestem realistą. No nie, po prostu jesteś pesymistą. I w tych zagadnieniach, których ja widzę głębiej, Ty jej nie widzisz, bo nawet nie masz na to gotowości, żeby głębiej zajrzeć, nie? Bo panie Szymonie, handlowcy to złodzieje, kropka, nie?
I wiesz... Takie przeświadczenie trochę z poprzednich
lat... Na przykład, nie? Ale to nawet nie musi być z poprzednich lat, możesz mieć dowolną liczbę tych przekonań. Teraz przedsiębiorcy mają przekonania na temat AI, mają przekonania na temat podatków, ale jakby, wiesz, jakby zrobili zoom out i by spojrzeli na rzeczywistość z perspektywy całej Europy, to by bardzo szybko zrozumieli, że tak naprawdę podatki w Polsce to jest... to naprawdę nie jest najgorszy deal, nie? Jakby spojrzeć na sprawę tak całościowo i porównać ją, nie wiem, do krajów zachodu niektórych. Więc optymizm, nie? Jakby ja się zgadzam z tym, że, że nastawienie ma znaczenie. Nie mam pojęcia, jak z tego edukować.
No właśnie. No ja, Mogę powiedzieć, że moim zdaniem nad strategią powinni pojawić się psychoterapeuci biznesowi. I taki jeden tutaj się pojawia u mnie w podcastie i też jestem jego klientem od dawna, który pracuje tylko i wyłącznie z dużymi właścicielami firm i jest psychoterapeutą biznesowym. I on ustawia im mindset. I nawet w moim mastermindie jest tak, że mam tam strategię, optymalizację produktu, blablabla, wszystkie te fajne rzeczy e-commerce'owe, ale jest osoba, którą napisane jest mindset i przywództwo, w ogóle ustawienie jakby głowy, bo mi się wydaje, że ludzie sami nie wejdą w tą swoją samoświadomość mindsetową i potrzebują kogoś obok.
Myślę, że możesz mieć rację, że potrzebują zaobserwować.
Tak jak mamy konsultanta z twojej firmy, on pomaga realnie rozwiązać jakiś problem. Tak jakby do tego dołożyć jeszcze. psychoterapeuty biznesowego, to temu konsultantowi mniej się łatwiej pracowało. Bo będziemy jakby pomóc tak...
W praktyce on jest trochę psychoterapeutą, nie? Dużo, ta część naszych usług sprowadza się do tego, że oni się boją, nie mają siły, im się nie chce i w ogóle nie wierzą. I tak naprawdę ten konsultant jest wtedy tym źródłem tej, tej wiesz, tej siły, nie? Że on mówi, że sobie poradzimy, bierze go za rękę i idziemy do przodu, nie? I rzeczywiście jest tak, że w bardzo wielu projektach to ma znaczenie po prostu, nie? Że przedsiębiorca wystartował, no bo ktoś poszedł z nim o ten krok do przodu i super. Natomiast Natomiast nam się zdarzyło kilkukrotnie wysłać różnych ludzi po prostu na terapię. I uważam, że coś w tym jest, że jeżeli ty na poziomie osobistym jesteś rozbity totalnie z różnych przyczyn i większość twojej uwagi poznawczej jest tutaj, na tym problemie i nie potrafisz go ze sobą przepracować, nie potrafisz znaleźć rozwiązania, jesteś zagubiony i tak dalej, to najczęściej nie masz Mindset, w ogóle nie masz w ogóle miejsca na to, żeby rozkminić ten swój biznes, nie?
No totalnie.
I wiesz, czasami uważam, że po prostu trzeba pójść do prawdziwego specjalisty, terapeuty, który rozwiązuje te tematy i próbuje się przepracować równolegle. Ja akurat nie mam tego u siebie na pokładzie i nigdy nie chcieliśmy tego robić.
To już nie jest, to już jest trochę inna kompetencja, tylko ciężka.
Tak, ale wielokrotnie, bo my robimy coaching taki typowy czasami w ramach projektów i wielokrotnie sugestia w ramach czy to mentoringu, czy coachingu jest taka, żeby spróbować i pójść i jakiś temat przepracować. Tym bardziej, że bardzo duża część, dużych przedsiębiorców szczególnie, ma jakieś zaburzenia różne. które powinni przepracować. I to często są zaburzenia lękowe i z innego spektrum. I po prostu warto mieć tą świadomość i pracować nad tym. Tym bardziej, jeżeli sterujesz dużym biznesem i twoje zaburzenie może mieć wpływ na setki ludzi w twojej firmie, jeżeli nad nim nie panujesz.
A ty kiedyś korzystałeś z takich usług?
Efektem usługi terapeutycznej jest to, że dzisiaj tu siedzę i że Wise Group i Cellwise istnieje. Bo firma została między innymi opracowana, wymyślona, wystartowana w czasie procesu terapeutycznego.
Terapeutycznego czy psychoterapeutycznego?
Terapeutycznego. Prawdziwa terapia.
Prawdziwa terapia.
Z psychoterapeutą. Jej efektem jest Cellwise, pierwsza moja firma.
Długo byłeś w tej terapii? Dwa lata.
Mniej więcej. Jeszcze potem mniej więcej rok do założenia firmy i rok od założenia firmy.
A czego się dziś boisz, Szymon?
Najbardziej chyba się boję... braku sprawności umysłowej albo, że coś mi ją nagle odbierze. Śmierć i tak pewnie nie do końca, ale jakbym, wiesz, zapadł nagle na jakąś demencję albo coś w tym stylu, to by mi było, kurczę, smutno. Także pewnie tego. I jakiś takich, wiesz, chorób, które, których mogłem uniknąć, ale nie zrobiłem czegoś i nie uniknąłem na przykład, nie? Nie zadbałem o jakiś tam obszar. Chyba tego. Utraty zdrowia, myślę.
A co w sobie najbardziej lubisz? Zmieniając wątek nieco bardziej optymistyczne.
Że daję radę. jak jest jakiś temat, problem i jest jakiś coś i to trzeba rozwiązać, to ja sobie z tym tematem poradzę i lubię to w sobie. Mam taką kompetencję, że jak wszyscy inni tracą umiejętność logicznego myślenia, są w ostatecznej rozpaczy, to ja wtedy potrafię bardzo czysto myśleć i działać też przede wszystkim, że te tematy mnie nie paraliżują, a nawet bym powiedział, że w jakiś sposób sprawiają, że działam bardziej logicznie, sprawnie i sensownie niż jakie są czasy pokoju, nazwijmy to. Nie, bo też jest zrozumienie na dwóch typów, dwa typy prezesów. Są prezesi na czas pokoju i na czas wojny. Najlepsi to są ci, którzy potrafią działać w obu stylach i potrafią poprowadzić firmę w okresie wojennym, kiedy walczy moje przetrwanie i potrafią rozwijać firmę w okresie pokoju, bo to tam następuje rozwój organizacji prawdziwy. I niestety jest dużo prezesów, którzy w czasie wojny nie potrafią wygrać, bo mają styl bardzo taki, wiesz, angażujący, uwzględniający wszystkich, nie potrafią być charyzmatycznym liderem, stojącym na czele organizacji. I z drugiej strony ci wojenni, Nie potrafią w czasach pokoju rozwijać swoją organizację, jak w czasach pokoju, tylko wzniecają te wojenki specjalnie, trochę podświadomie, żeby się lepiej poczuć. To jest ciekawy temat, bardzo też pogranicza psychologii tego, jak ludzie się zachowują i jak wielu prezesów wznieca wojnę w swojej własnej firmie, tylko po to, żeby się dobrze poczuć, bo dobrze się czują w tym stanie wojny.
Ciekawe rozróżnienie i ciekawe też jest to, co powiedziałeś, że lubisz sobie to, że dajesz radę, i jak już inni gdzieś tam, takich użyłeś słów, no, nie widzę wam, że to jakaś możliwość powodzenia w danym projekcie, to ty jesteś tą osobą, która trzyma miecz, tarczę i mówi, że idziemy walczyć.
Idziemy walczyć i się będziemy napierdzielać, aż wygramy, nie? I jakby, i na razie wygrywamy większość albo wszystkie te rzeczy, które są dla nas istotne, nie? I to lubię w sobie, że jeżeli jest problem, to ja pierwszy pójdę po miecz i będę walczył z przodu stawki.
Fajna cecha. A czego w sobie nie akceptujesz lub nie lubisz? Jak idąc wątkiem pobocznym odmiennym. Widzisz, jak wytrąciło cię teraz uwagi?
Kurczę, mam niewiele zrozumienia i akceptacji dla byle jakości i głupoty. Jest mi bardzo trudno wykrzesać w sobie, kształtuję tą kompetencję, zrozumienie i akceptację tego, że ktoś coś robi byle jak.
Czy done is better than perfect jest bylejakością?
Nie. Bylejakością jest done bez myślenia. No tak, no bo to się, wiesz, jak zatrudniasz, my mamy teraz na pokładzie, będziemy mieli pewnie 200 osób w tym roku. No i to się zdarza po prostu, że ktoś zwyczajnie nie myśli i robi jakiś błąd taki prosty, który, wiesz, kosztuje firmy dużo i jestem na tym etapie przedsiębiorczości, że jakby ja nic z tym nie zrobię, no po prostu jest błąd i spoko, no nie popełniajmy go drugi raz, ale no mam różne stany emocjonalne po drodze. Wolałbym ich nie mieć.
Co to znaczy? Różne stany emocjonalne?
To są różne stany emocjonalne. I nauczyłem się tego, że doskonale, że mam zespół zarządzający, że nie zarządzam ludźmi operacyjnie, że wiele tych rzeczy może trafić tylko do nich i nie wyjść dalej do firmy. I to jest wspaniałe. Tak.
Zachowam znowu lewą rękę na fotel. Zaczynamy ostatnią serię, której już nie ma, bo powoli W sumie tak powoli dobiegamy do końca rozmowy. Zawsze na samym końcu interesuje mnie jedna rzecz i pytam o to w sumie każdego, czy ktoś robi mniejszy, średni, czy większy biznes, a już różne podmioty tutaj u mnie były. Chyba największy był właśnie kilkaset milionów i zadaję takie pytanie, Może ten wydźwięk jest trochę negatywny, ale ty powiedziałeś też dzisiaj, że nie czujesz się, żebyś był zmęczony. Tak, takich słów użyłeś. Co nie zmienia faktu, że nagrywając tam koło 300 odcinków House Podcastu, jest to poniekąd jakiś bieg cały czas do przodu. Dlaczego tak cały czas biegniesz i robisz te kolejne inwestycje w firmę? Gdzie ty chcesz dobiec?
Ja już dobiegłem.
No to truch też teraz w takim razie? Czy idziesz?
To jest trochę tak, że moja firma się wzięła z bardzo silnej potrzeby stworzenia środowiska, w którym ja się będę czuł dobrze. Jako ekspert przedsiębiorca, ale jednak mimo wszystko okazuje się, że to, jeżeli się czuję dobrze zawodowo, bezpośrednio się przekłada na to, jaki jestem prywatnie w rodzinie i dla najbliższych. Że jeżeli te dwie sfery są fajne i równowadze, to to dobrze działa. I teraz aktualnie jest tak, że moment życia, w którym jestem, jest momentem życia, w którym chciałbym pozostać. Nie chciałbym, żeby to uległo zmianie. To, że dzisiaj rysuję strategię długopisem na ścianach, to, że sobie biegam w trampkach po świecie, że się bawię samochodami, że to, co robię, wnosi ludziom wartość i że to, jak myślę o sprzedaży i marketingu, pozwala się niektórym obejrzeć w tym, co mówię, mieć z tego refleksję i coś wdrożyć u siebie. Zestaw tych rzeczy jest celem. I teraz uważam, że jedną z metod pozostania w tym, przynajmniej w tym, co jest dla mnie ważne, jest tuptanie krok do przodu. Ja nie biegnę, zwróć uwagę, nie robię jakichś wielkich, chaotycznych rzeczy. Ja po prostu sobie tak tuptam i w takim, powiedzmy, równomiernym tempie, bez żadnych tam wielkich deklaracji, że tam będę miał łaz, pozyskamy rynek, będziemy najwięksi, whatever. Po prostu sobie tuptam, robię i idę do przodu. I to jest dopóty, dopóki to jest w zgodzie z, my nawet to w wizję wpisaliśmy już biznesu w tym roku, że my chcemy rosnąć w tempie, zdrowym dla klientów i dla naszego zespołu. To jest nasza wizja, że chcemy się rozwijać nie szybciej niż oba te obszary, czyli nie kosztem jakości dla klientów i nie kosztem zdrowia psychicznego zespołu. I gdzieś tam pomiędzy próbujemy znaleźć ten złoty środek i po prostu sobie tuptać do przodu. I teraz dla mnie tym pocą i tym miejscem jest to, że wnoszę ludziom wartość, że pozostaje we mnie duże entuzjazmu do tego, co robię i większość swoich rzeczy optymalizuje na ten czynnik. Czyli jeżeli kupię jakąś spółkę, to najprawdopodobniej dlatego, że się mocno podjarałem tematem i chciałbym mieć taką spółkę i mam wizję, że to bardzo nam pomoże w naszej misji, czyli mądrym wzroście przedsiębiorstw. Na przykład ostatni zakup, czyli Finerto, prawo, podatki i finanse. Czy jesteśmy w stanie mówić o mądrym wzroście spółki, jeżeli nie dbamy o prawo, podatki i finanse? Nie jesteśmy w stanie, nie? Dlatego to jest zajebiste. Teraz kupuję kolejną spółkę, która też wydaje mi się, że jest bardzo potrzebna do mądrego wzrostu. Nie powiem, jaki to jest obszar, bo rozmowy trwają i gadam z różnymi podmiotami. Ale mam taką wizję, że to jest też jakiś tam kolejny klocek, który bardzo fajnie dopełnia całość tego mądrego wzrostu, nie? I jest w myślach jeszcze tam jeden za jakiś czas, nie? No i sobie tuptam. Jak nie udało mi się kupić tych twiner, to tuptałem 3 lata.
I wytuptałeś.
I wytuptałem. W sensie od pomysłu do momentu, kiedy oni są w organizacji. I tam było wiele różnych pomysłów, jakie spółki kupić. Wiele różnych pomysłów, z kim gadać. Wiele nieudanych rozmów. Aż w końcu doszło do spółki, która się udała. Super fit, pięknie pasuje, działa, zajebiście rośnie. No i tak sobie tuptam.
Życzę dobrego duptania. I na samym końcu, czy zgodzisz się z takim słowem, to już taki koniec, koniec, słuchajcie, naprawdę. To jest trzeci koniec, ale jestem ciekawy, czy się zgodzisz, czy nie. Nie ma lepszej inwestycji z tak wysokim zwrotem w ujęciu longtermowym, jak budowanie marki osobistej.
Chyba jestem w stanie się z tym zgodzić. Nie przychodzi mi teraz nic do głowy, co miałoby większy zwrot.
Mi też nie.
Wiesz co, to jest o tyle dobre, że czy sprzedam swój biznes, czy nie sprzedam, czy będę robił to, czy nie tamto, to zostaje z tobą i idzie. To jest oczywiście obarczone ryzykiem, bo możesz ją stracić, jeżeli o nią nie dbasz, tak jak powinieneś. Więc to ma też w sobie ryzyko, ale myślę, że możesz mieć rację.
Super. A jak chcecie wiedzieć jak budować marki osobiste, to proszę cofnąć odcinek od samego początku. Może będzie to jakaś rolka. Moi drodzy, dziękuję wam bardzo za dzisiejszy odcinek. On nie jest taki wcale długi. On trwa zawsze godzinę, półtorej godziny. Miałem w sumie hipotezę, nawet dodałem z Szymonem Derowskim ostatnio, bo on robi takie kolosalnie długie te odcinki.
Cztery i pół godziny ostatnio o niego byłem.
No, ale ja nie wiem właśnie algorytmicznie jak to, w sensie powinno to wpływać na pchanie podcastów organicznie, ale kurczę, Chum był za bardzo zmęczony, więc myślę, że ta godzina 20 i przelecienie przez dużą ilość wątków było dla was, nie, było dla was przyjemnym czasem. A my się widzimy w kolejnym podcastzie z Buta w Marketing. Wy? kolejną niedzielę. Dzięki wielkie.
Dzięki.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







