Jak robić INFLUENCER MARKETING w 2024? 🚀 [Case Studies +100k follow] | Z Buta W Marketing

W odcinku podcastu Oskar Lipiński rozmawia z Aleksandrą Pokułą – trenerką etykiety, influencerka i twórczyni treści – o praktykach influencer marketingu w 2024 roku. Rozmowa zaczyna się od podkreślenia, że pierwsze spotkania powinny służyć poznaniu drugiej osoby, a nie od razu wypracowywaniu transakcji. Aleksandra opisuje swoją drogę od zwolnienia z pracy, przez blog o etykiecie, po viralne reelsy i publikację w Forbes, podkreślając, że słowo „influencer” ma dla niej pejoratywny wydźwięk. Dyskutują o tym, że liczby (zasięgi, liczba obserwujących) nie przekładają się automatycznie na sprzedaż i że ważniejsze są autentyczne relacje, segmentacja odbiorców oraz jakość interakcji. Poruszają kwestie wyboru platform – Instagram jako narzędzie szybkiej interakcji, YouTube jako źródło edukacji i długotrwałego contentu, oraz newsletter jako najpewniejszy kanał dotarcia. Aleksandra opisuje problemy z skalowaniem konta, ryzyko współpracy z dużymi markami przy niskiej konwersji oraz potrzebę stałego utrzymywania społeczności. Wspominają o narzędziach wspierających produktywność (OneSec) i o pomyśle segmentacji treści na różne poziomy zaawansowania odbiorców. Całość kończy się refleksją nad tym, jak budować trwałe relacje z markami i jak unikać jednorazowych, nieefektywnych kampanii.
Chapters
Nie planowaliśmy współpracy, a chcieliśmy się poznać. I to jest chyba kluczowe we współpracach, żeby nie od razu myśleć o relacji biznesowej, tylko zobaczyć, czy nadajemy tym samym flow.
Nie z wszystkimi warto pracować. Wiesz, to jest ten moment, w którym ktoś ci proponuje współpracę albo ty komuś proponujesz. Generalnie pieniądze mogą się tam spiąć, ale już jesteś na tym etapie, że wiesz, że czasami pieniądze dobrze jest zostawić na stole.
A jak się czujesz, jak widzisz te twoje treści, które są powielane przez innych twórców?
Dobrze, ja traktuję to jako bardzo duży komplement. Nie ma większego komplementu niż to, że ktoś cię kopiuje.
Ola, miałaś w ogóle kiedyś mały epizod w Forbes'ie. Miałaś wywiad. Trochę zmienię temat, bo teraz mi to tak wybrzmiało w głowie. Jak się poczułaś wtedy?
Bardzo dobrze. Influencer ma znaczenie pejoratywne. Ja odbieram to słowo pejoratywnie, źle się kojarzy. Influencer to jest jeden z najmniej szanowanych zawodów, bo to jest już dzisiaj zawód. Większość nie przetrwa miesiąca, dwóch, roku. Przetrwają ci, którzy znajdą na to jakiś swój sposób. To jest bolesne, ale mówiąc dosłownie, im głupsze treści tworzyłam, tym lepiej się ona udała.
dyrektorem e-commerce marki DAK. Masz dosyć pierdolamento? Możesz się spodziewać tu szczerej, brudnej prawdy o marketingu i e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe mięcho. Napisz do mnie teraz na Instagramie Oskar Lipiński PRAWDA, a podeszę ci nieoczywistą prawdę, o której nikt nie mówi. Gratulacje.
Blisko 20% z was subskrybuje mój kanał, ale nadal 80% tego nie robi. Więc ciągle zachęcić do subskrypcji. Kliknij teraz w przycisk subskrybuj. A jeśli cenisz moje wartościowe treści, które dodaję na YouTubie, to będzie takie fajne mikro wsparcie. Dołożysz cegiełkę do tego, co otworzę każdego dnia. Przechodzimy do kolejnego odcinka. Moim dzisiejszym gościem jest Aleksandra Pokuła. Słuchajcie, poznaliśmy się ponad rok temu, ale jesienią 2023 roku Spotkaliśmy się pierwszy raz, żeby porozmawiać o naszej potencjalnej współpracy. Cześć.
Cześć.
Pytałem cię przed wywiadem, kiedy to było, ale wątek był taki, że w głowie pojawiło mi się to, że było mega zimno wtedy, bo się ubrałem nieodpowiednio do pogody. I była to jesień 2023 roku.
To spotkanie było bardzo fajne, lukratywne.
Mieliśmy nawiązać współpracę, ale finalnie poruszyliśmy dużo ciekawych wątków marketingowych, prawda?
To prawda, pamiętam to spotkanie dobrze i pamiętam to, w co byłeś ubrany, bo miałeś na sobie sweterek, a wyszliśmy razem i ty powiedziałeś, że ty masz dobrą relację z zimnem i tobie jest ciepło. Ja miałam na sobie płaszcz, szalik. To było trochę dziwne, ale wtedy mi zaimponowałeś. To były te wibracje, ale faktycznie to była nasza pierwsza rozmowa o współpracy, gdzie Nie podjęliśmy żadnej decyzji, ale za to poruszyliśmy milion wątków dookoła, jak się robi internet i jak się robi, ty mi opowiadałeś, jak się robi e-commerce.
A ty mi powiedziałaś, że wcześniej pracowałaś w PR-ze, w marketingu, więc masz fajny w ogóle background.
I pracowałam w e-commerce.
I pracowałaś w e-commerce, to ten wątek nawet nie umknął.
Ale tylko przez kilka miesięcy i to był sklep sprzedający zegarki. Więc widziałam jak się sprzedaje rzeczy, które są już wtedy takie trochę z wyższej półki, bo wiesz, średni zegarek. taki sprzedawany, kosztował na pewno ponad tysiąc złotych, były oczywiście też za kilka tysięcy, więc to byli ciekawi klienci. Obserwowałam sobie wtedy jak wyglądają piki sprzedażowe, wiesz, przed świętami jak się pracuje, no ale też jak wielu ludzi jest w to zaangażowanych i jak tamten sklep dobrze działał jak na tamte czasy.
Czyli masz szeroki wachlarz zainteresowań. Mamy influence marketing, PR, e-commerce również. Więc takie wątki dzisiaj w ogóle poruszymy, ale ja bym chciał, żeby wybrzmiała taka jedna rzecz na początku. Jeśli słucha nas osoba, która zamierza współpracować z influencerem, która może współpracowała, to zwróćcie uwagę na to, co powiedzieliśmy przed chwilą z Olą, że my na pierwszym spotkaniu Nie planowaliśmy współpracy, ale chcieliśmy się poznać. I to jest chyba kluczowe we współpracach, żeby nie od razu myśleć o relacji biznesowej, tylko zobaczyć, czy nadajemy tym samym flow.
Nie z wszystkimi warto pracować. Wiesz, to jest ten moment, w którym ktoś ci proponuje współpracę, albo ty komuś proponujesz. Generalnie pieniądze mogą się tam spiąć, ale już jesteś na tym etapie, że wiesz, że czasami pieniądze dobrze jest zostawić na stole, bo ta relacja nie jest tego warta, bo ten projekt źle wpłynie albo na ciebie jako, teraz się mówi, markę osobistą, albo po prostu będziesz się denerwował pracując z tą osobą, więc ja już w ogóle tak nie podchodzę do współpracy, że fajnie ktoś mi coś proponuje, to róbmy, bo z tego będą pieniądze. To już nie jest u mnie motywator.
Głównym partnerem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako Marka Duck. Sam B.A.I. Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopay, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne do ładowywania telefonów. Zaufane.pl to integralne rozwiązanie do pozyskiwania opinii o sklepie i opinii produktowych, które pomaga e-commerce'om w budowaniu solidnej reputacji poprzez skuteczny marketing opinii.
Dzięki wykorzystaniu tej technologii pozyskiwanie, zarządzanie oraz prezentowanie recenzji staje się łatwe i efektywne.
Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing.
A co jest motywatorem na ten moment?
To, że będzie fajnie coś zrobić. Robię fajne rzeczy, uważam, że przede wszystkim ja potrafię sobie zarobić pieniądze, jeśli chodzi o pieniądze. To nie jest problem. Oczywiście, zawsze jak zarabiasz pieniądze, to fajnie jest zarabiać jeszcze więcej, ale nie mam już w ogóle tak, że muszę zrobić jakąś współpracę, muszę coś wydać, muszę... Muszę. Po prostu chcę, bo robię fajne projekty i dotykam tylko takich współprac i wydaję tylko takie produkty, przy których się po prostu dobrze bawię. To, że jestem przy tym super zmęczona, bo ja sobie wymyślam za dużo, to inna sprawa, ale ogólnie ja mam w galupie na drugim albo trzecim miejscu aktywatora, więc jak przychodzisz do mnie z nowym pomysłem, to ja jestem taka, super, robimy, a dopiero później przychodzi otrzeźwienie, że to jest kolejny projekt i to będzie za dużo.
Choć w sumie decyzja współpracy z marką DAG, czyli z marką, która, o nawet nie ma logotypu dzisiaj, zawsze był, a zaufana wyskoczyła i teraz nie ma DAG-a, miejsca na DAG-a. To była decyzja przemyślana, bo my się we dwójkę do tego zbieraliśmy, zastanawialiśmy jak to fajnie ująć i wyszliśmy w ogóle od tego, co byśmy chcieli zrobić. Nie, że musimy coś zrobić, tylko co, jaki problem możemy rozwiązać rynku. na co możemy zwrócić uwagę, co będzie wartościowym produktem. I myślę, że od tego w ogóle powinno się zaczynać te współpracy z influencerami. Nie na zasadzie reklamy dla reklamy, tylko co my tą współpracą możemy rozwiązać, jak pomóc danemu segmentowi klientów.
Od początku zresztą wyszliśmy z założenia, że robimy coś, czego nie było. Bo na tym polega trochę moja działalność. Ja robię rzeczy, których nie robią inni i jak ktoś zaczyna robić to, co ja, to ja sobie zmieniam tor, bo nie lubię, gdy jest zbyt tłoczno i gdy my się spotkaliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, to my wtedy nie podjęliśmy decyzji. Tylko ja ci urzuciłam, że ok, jeśli mamy coś zrobić fajnego, to ja bym chciała plecak, bo brakuje mi plecaka i uważam, że nie ma ciekawych na rynku, a wy też nie macie takich w swojej ofercie. No i dopiero od tego, czego nie ma, Wyszliśmy z jakimś dalszym etapem, bo wiesz, na pewno są produkty, które byłoby łatwiej sprzedać niż to, co wymyśliliśmy w końcu. To były produkty, które były drogie, które miały taki dosyć specyficzny, mają specyficzny design. Od początku było wiadomo, że nie będą dla wszystkich, ale skoro ich nie było, to dlaczego nie próbować? W końcu albo czegoś nie ma, bo to jest niepotrzebne, albo dlatego, że wszyscy się bali, albo nikt na to nie wpadł.
Tak, zgadzam się w stu procentach. Słuchajcie, to jest taka nasza krótka historia tego skąd, dlaczego w ogóle OLED się tutaj jest i o czym będziemy rozmawiać, więc możemy to dzielić taką grubą kreską, że współpracujemy z OLED w przypadku marki Tak, poznaliśmy się wcześniej i dzisiaj będziemy poruszać te wątki poza influence marketingiem, również takie bardziej biznesowo i komersowo, też relacyjne. I zanim sobie wejdziemy głębiej w te takie tematy, no bardziej właśnie komersowo-biznesowe, to powiedz mi, jaka jest w ogóle twoja historia działania w internecie? Jak to się zaczęło?
Opowiadałam tę historię już tyle razy, że muszę trochę ją uróżniać.
W short termie, dla osób, które...
Nie, chodzi o to, że mnie wyrzucili z pracy i ja założyłam bloga. Wyszłam, przyszłam w piątek do pracy i dowiedziałam się, że już więcej mogę do niej nie przychodzić. I to było takie uderzenie. I gdy wyszłam, doszłam do domu, zaczęłam szukać pracy, to uznałam, że coś muszę robić i wtedy założyłam bloga. I to był blog, który w ogóle nie dotyczył tego, czym się teraz zajmuję, tylko było o jakichś kompletnych bzdurach. A że wtedy też studiowałam, bo ja jestem z wykształcenia dziennikarką i PR-owcem, to miałam zajęcia z etykiet i mnie to bardzo fascynowało. Jak chodziłam na te rozmowy, to widziałam jak na bakier. są ludzie w biznesie z tymi zasadami, więc postanowiłam napisać coś o etykiecie. I z tego bloga, którego nikt nie czytał, nagle jak wrzuciłam linki na Facebooka wtedy o tym, kto pierwszy podaje rękę i jeszcze jakiś jeden, to stały się viralami. I wiesz, nagle kilkadziesiąt tysięcy na blogu, który był w ogóle niepoczytny. I już wiedziałam, że mogę iść w tę stronę, bo mnie to ciekawi, to jest fajne, chcę to robić. Ja w ogóle nie myślałam o tym, że to będzie kiedykolwiek moja praca, że to zmodynatyzuje. To była moja pasja. Spędzałam na tym czas będąc bezrobotną.
Fajnie, czyli wszystko zaczęło się od pasji i tak to powinno być, że na początku pasja, a dopiero potem jakiekolwiek myślenie o monetyzacji tych swoich działań w internecie. Będąc w temacie działań w internecie, pamiętam naszą pierwszą rozmowę, w której oboje zgodziliśmy, że terminologia influencer jest taka niepochlebna w pewnym sensie i ty jesteś twórcą internetowym, czy influencerem. Jak to jest?
Influencer ma znaczenie pejoratywne. Ja odbieram to słowo pejoratywnie, źle się kojarzy. Influencer to jest jeden z najmniej szanowanych zawodów, bo to jest już dzisiaj zawód. A po drugie, moja praca jako influencera na Instagramie, czyli załóżmy kogoś, kto robi współpracę, to jest jakiś ułamek i to nieduży mojej działalności, bo ja w dużej części wydaję swoje produkty, ale też pracuję z biznesem. Prowadzę szkolenia, prowadzę konsultacje, tworzę jakieś produkty takie w ogóle wewnętrznie do firm. i jestem tam ekspertem i nie sądzę, żeby ktoś szanował mnie, traktował mnie poważnie. Prezes firmy albo ktoś istotny, kto podejmuje decyzje, gdy mówi, że tutaj przyszła jakaś influencerka i o czymś poopowiada. Więc to nie jest ta główna część mojej pracy, mojego biznesu i ja się nie czuję influencerką.
Ale twórców internetowym?
Tak, bo tworzę treści, wymyślam w jakiś nowy sposób. Wiesz, to co ja robię, teraz już są konta, które robią to w polskim internecie. Jak ja zaczynałam, to nie było nikogo. Byłam ja, ja to robiłam, ja to wymyśliłam. Ja wymyśliłam określenie mojego zawodu, czyli ja się nazywam trenerką etykiety i to ja to wymyśliłam. Teraz już jest wiele tego typu osób, ale ja sobie to przetłumaczyłam z Etiquette Coach. Bo takie określenie widziałam w Wielkiej Brytanii i w Stanach i sobie to po prostu przetłumaczyłam. Zrobiłam kalkę językową, która umówmy się w ogóle nie pasuje i nie ma nic wspólnego z językiem polskim. Tak się nie nazywa tych zawodów. Ale ja sobie tworzę, ja sobie wymyślam treści. Nie wiem jakie inne określenie mogłabym mieć. Nauczycielka w internecie? Może?
Twórca internetowy myślę, że jest okej. Możemy przy tym pozostać. A jak się czujesz, jak widzisz te twoje treści, które są powielane przez innych twórców?
Dobrze, ja traktuję to jako bardzo duży komplement. Nie ma większego komplementu niż to, że ktoś cię kopiuje. Są nowe treści, są osoby, które poruszają to w jakiś zupełnie inny sposób, czy to z sarkazmem, czy jeszcze jakoś inaczej, ale 90% tych kont, które powstają, to jest kopiowanie moich treści w ogóle od tyłu. Ja sobie widzę, jak ci ludzie idą od tyłu, od dołu moich treści i po prostu tworzą to samo, tylko od dołu, żeby nie było, że jednocześnie się pojawiają te same treści. Więc ja traktuję to generalnie jako komplement, czuję się matką trochę tej dziedziny. Znaczy wiesz, o Savoir Vivre wcześniej się mówiło oczywiście, były książki, są osoby, które są legendami w tej dziedzinie, ale nie tak jak ja to robię w mediach społecznościowych. Raz jeden jeden zareagowałam, gdy dziewczyna kopiowała moją książkę słowo w słowo, wklejała na Instagram i podpisywała to innym źródłem. I wtedy się zirytowałam i napisałam po prostu od niej wiadomość, czy ma świadomość, że w internecie nikt nie jest anonimowy, a to są treści chronione prawem autorskim. Ale to był jeden raz, bo to już było bezczelne po prostu. To już nie było jakaś zmiana w innej formie, tylko kopiowanie słowa w słowo i podpisywanie kim innym.
I tu wybrzmiała taka jedna rzecz, a dokładnie określenie timing, że w internecie super ważny jest timing. Ty byłaś pierwsza, te osoby ciebie kopiują. I uważam, że bardzo fajnie też to, co powiedziałeś, że to nie jest nic złego. To nie jest jakby, patrzysz na to, ale nie czujesz jakiejś takiej złej energii w tym. Tylko zastanawiam się zawsze, jak ktoś kopiuje twoje treści. Ja też powoli zaczynam, jestem takim raczkującym influencerem, sorry, twórcą treści internetowych i też widzę, że już jakieś pierwsze takie copy and pasty są. Zastanawiam się, czy ci ludzie potem coś z tego mają, oni osiągają ten sukces swój zamierzony, jakieś cele, czy po prostu robią to, bo myślą, że okej, Oli się udało, to jakby mi też się uda kopiujące treści. Jakie jest ich celi pojmowania tego w ogóle?
To jest ułamek, który mi się udaje. Wiesz, nie jest łatwo mieć jakiś wpływ w internecie i wyhodować. Boże, jakie to powiedziałam. Uzbierać, stworzyć grupę odbiorców. Wyhodować to okropne słowo. Tak, ale mieć jakąś swoją grupę odbiorców i w ogóle być w tym konsekwentnym. Ja w internecie jestem od 2017 roku. To jest bardzo dużo czasu i przez cały ten czas to robiłam. A zaczęłam zarabiać po ilu? Po czterech latach może. Jak pracowałam, wtedy miałam swoją pierwszą współpracę. Więc większość nie przetrwa miesiąca, dwóch roku. Przetrwają ci, którzy znajdą na to jakiś swój sposób, swoją formę przekazu. U mnie zasady są powtarzalne. To nie jest tak, że ktoś wymyśli koło na nowo. Tylko musi wymyślić w pewnym momencie jakiś inny sposób, w jaki to będzie prezentował. Bo czy śledzisz dwie osoby, które robią dokładnie to samo? Nie. Raczej zostaniesz przy tym, od kogo zacząłeś.
Zgadza się w pełni. Ja ostatnio poruszyłem na Instagramie w ogóle wątek tego, że wybrzmiewa taka narracja na Instagramie od dużej ilości mentorek instagramowych, że to by się uda, musisz zrobić to trzy razy w dzień, musisz dawać rolki, jakby cały czas rób, rób, rób, rób, rób, osiągniesz ten sukces. No ale właśnie nie jest tak i nawet statystyka i wygląd dane pokazuje to, czy to w przypadku nawet studentów, czy w przypadku osób, które coś próbują robić z tym personal brandem, że statystycznie udaje się bardzo małemu, skromnemu procentowi, prawda?
Tak, bo większości brakuje wytrwałości. Wydaje się, że influencer to jest w ogóle ta praca, to jest takie easy money. Łatwe pieniądze, łatwo przychodzą, wszyscy Cię obserwują, uwielbiają, tylko zanim to przyjdzie, to trzeba się lata narobić i to naprawdę narobić, bo wydaje się, że to jest taka praca, a wrzucisz sobie post i co z tego? Kiedyś miałam taką ciekawą rozmowę właśnie. gdy ktoś w ten sposób próbował mnie obrazić, ale to ja mówię, to spróbuj, ok, spróbuj. Jeśli to jest łatwa praca, to jakby mi ktoś powiedział, że jest jakaś inna, dobrze płatna, łatwa praca, to myślę, że bym była w stanie zrezygnować z tej, którą teraz mam i po prostu spróbować. Nie jest łatwo się przebić, bo liczby nie świadczą o twoim wpływie i o społeczności, którą masz. Ja nie widzę tak dużego związku, w ogóle dużego związku między liczbą obserwujących, a na przykład wynikami sprzedażowymi.
A co jest istotne w takim razie? Jakie parametry są istotne względem tych działań internetowych?
Takie mierzalne? No na pewno zasięg, ale to, że masz duży zasięg, to wirale pokazują, to nie oznacza, że masz społeczność. To jedno, ale takie bezpośrednie interakcje. Wiesz, ja dziennie potrafię dostawać 100-200 wiadomości. I to nie są wiadomości skąd bluzka, Olu, tylko to są wiadomości, mam taki problem, to mnie spotkało, jak się wtedy zachować, idę na wesele. To są realne problemy tych osób, które ja staram się rozwiązywać. Jak już nie jestem w stanie odpowiadać każdej osobie, bo nie jestem, to jest niemożliwe po prostu. to na przykład mam grupę na Facebooku, do której teraz staram się przerzucać tych ludzi, żeby oni też nawzajem sobie pomagali, odpowiadali. Ja tam jestem, staram się odpowiadać też na każde pytanie, tylko że mi to zajmuje trochę dłużej, żeby każdemu odpowiedzieć, ale oni wzajemnie też się wspierają, tworzą jakieś nowe znajomości, też sprzeczają się, jakieś różne punkty widzenia się pojawiają. Mierzalność w ogóle tego wpływu nie jest taka prosta, bo moim zdaniem to często widać po mężczyznach, bardziej po mężczyznach influencerach, którzy nie sprzedają.
Poruszaliśmy ten wątek wielokrotnie i nawet w podcastach, że mężczyźni w Polsce, w ogóle jest ich bardzo mało, męskich influencerów. Większość z nich gdzieś ja znam lub współpracowałem. No i sprzedają, bo po prostu nie ma zaangażowania u mężczyzn, jeśli chodzi o treści internetowe. Ja taką ciekawostkę od siebie w ogóle dodam, że u mnie 75% odbiorców na Instagramie to są kobiety, ale na YouTubie już 75% są mężczyźni. Więc jest kilka kanałów, ja kojarzę, takich, które faktycznie się angażują, ale Instagram nie jest dla facetów, moim zdaniem. W sensie, oni nie są odbiorcami tych treści. Grupy na Facebooku tematyczne. Na pewno YouTube prędzej i on sobie tam gdzieś tam raczkuje w różnych, w różnych grupach ocelowych. Ale tak, myślę, że daje, że jeszcze trochę czasu potrzeba, żeby, żeby moim zdaniem ogólnie pokolenie Genzy, to kiedyś Mateusz Załupski powiedział, zaczęło więcej zarabiać i trochę miało większą świadomość niektórych rzeczy. I gdzieś tam się bardziej angażowało w te treści i też miało trochę wyższe koszyki zakupu e-commerce.
Bardzo optymistyczne myślę.
10 lat.
Tak, ale pokolenie Gen Z musi najpierw zacząć zarabiać, a to może im zająć dłużej niż milenialsom, czyli mojemu pokoleniu. Chociaż ja jestem tak na styku.
Jesteśmy ten sam rocznik.
Ja wiedziałam, też tak zostałam wychowana, ja nie urodziłam się w bogatym domu. Ja wiedziałam, że trzeba bardzo ciężko pracować. I ja naprawdę bardzo ciężko pracowałam. A wielu przedstawicieli Gen Z ma zdrowsze podejście do pracy, więc to oznacza, że mogą też trochę później wyciągać te owoce z koszyka.
I jest kilka perełek. Ja mam takich, nawet w moim teamie pracuje jedna osoba, która jest bardzo ambitna i na swój wiek, ale faktycznie patrząc na ogół, to jest mało pracy, dużo wolnego. Najlepiej być influencerem niż by kapał o sobie.
Fajne, nie?
Fajne, fajne rzeczy. No niestety, niestety tak to, tak to nie wygląda. Ola Miałaś w ogóle kiedyś mały epizod w Forbes'ie. Miałaś wywiad. Trochę zmienię temat, bo teraz mi to tak wybrzmiało w głowie. Jak się poczułaś wtedy?
Bardzo dobrze. W sensie to była jedna z ciekawszych publikacji, o ile nie najciekawsza i taka najważniejsza dla mnie, druga najważniejsza dla mnie, jeśli chodzi o emocjonalny odbiór, bo, wiesz, Forbes to nie jest śniadaniówka. Forbes to nie jest jakiś portal internetowy, który prosi o komentarz, bo tego jest bardzo dużo. Forbes nie prosi wszystkich o udzielenie wywiadu i gdy zobaczyłam swój, swoje zdjęcie na stronie głównej Forbes'a jako ten jeden z głównych tekstów, to wtedy pomyślałam, robię poważne rzeczy i traktują mnie poważnie. I tutaj znowu wrócimy do influencerki. Czy wielu influencerów traktowałby Forbes tak poważnie? Nie sądzę, bo jeśli ja widzę kogoś, kto jest influencerem i jest w Forbes'ie, to są najczęściej ludzie, którzy prowadzą biznesy. Na przykład mama istetoskop, która prowadzi swoją przychodnię, bo jest lekarką i wymyśliła przychodnię internetową. Albo, no dobra, Fritz, ale to zupełnie inna para kalosze. Gdybym była taką zwykłą influencerką w rozumieniu tym pejoratywnym, to nie sądzę, żeby ktoś tam ze mną chciał rozmawiać. A to było ogromne wyróżnienie zaraz po wygraniu plebiscytu Twojego stylu. To też było wielkie.
A czy to był taki kamień milowy? Czy to raczej było spełnienie takich własnych, można powiedzieć, marzeń? Czy ten Forbes jakby wskoczył na jakiś kolejny level działań internetowych? Czy to raczej był taki social proof dla Ciebie mocny?
To było połechtanie mojego ego. Niewiele już mnie jest w stanie połechtać ego, bo ja jestem bardzo wymagająca wobec siebie i trochę nie umiem się nagradzać. Ja mam tak, że jak zrobię jakiś jeden projekt, na przykład nasze torebki, To był sukces, ale ja nie czułam jakiegoś wielkiego, wow, ale świetnie, tylko miałam, okej, zrobione, dalej. Mam problem ze świętowaniem, a to było tak, że ja byłam wtedy w hotelu, na takim krótkim wyjeździe i to się pojawiło i patrzyłam na ten tekst, odświeżałam tę stronę przez kilka godzin, bo byłam taka podekscytowana, że to jest, ja tam jestem. To było świetne, bo to było, to oznaczało, że robię coś ważnego.
I fajnie to w ogóle wyszło. Potem do tego wątku też wrócimy. No dobra, a co było w takim razie takimi kamieniami milowymi w twojej karierze twórcy internetowego?
Reelsy. Reelsy. Ja wypłynęłam bardzo mocno na reelsach. Miałam na Instagramie chyba 35 tysięcy i w ciągu jakiegoś miesiąca miałam 80. I później tak rosło. Gdy pojawiły się reelsy, to okazało się, że to jest taka forma stworzona dla mnie. I tam po prostu robiłam, wszystkie moje treści przez jakieś 3 miesiące były wiralami. Wszystkie. Co nie wrzuciłam miało 300, 500, 800 tysięcy zasięgu, milion i to po prostu rosło tempem 3-5 tysięcy osób dziennie przychodziło, więc było to imponujące wtedy. Potem się uspokoiło, bo to zawsze zwalnia, nie można się do tych liczb przywiązywać, ale to też Sprawiło, że ja się trochę poczułam pewniej. Marki zaczęły na mnie też patrzeć poważniej. Miałam z kim rozmawiać, bo też sobie wybieram bardzo mało tych współprac. Zawsze są stałe, no 90% są stałe współprace. I dla odbiorców też stałam się kimś takim dużym. Wiesz, to jest właśnie ten social proof. Że ty wiesz, bo wtedy już byłam po premierze jednej książki, zaraz druga wychodziła i owszem, większa liczba odbiorców i ta sprzedaż była większa, ale nie była pięciokrotnie większa czy dziesięciokrotnie większa, tak jak rosła ta liczba osób, które mnie obserwowały.
No właśnie, ta liczba osób rosła, a jak z kalorycznością tych osób? Powiedziałeś, że nie była większa. Gdybyś mogła cofnąć czas, chciałabyś mieć tyle wirali? Myślisz, że jakby bądź co bądź i potem tych osób dużo skonwertowało, czy zakupiły jakiś twój produkt, czy zostało sobą na dłużej, czy to jest trochę tak, że te reelsy trochę zaniechały twoich odbiorców pod względem jakby kaloryczności, że jakby dużo osób wpadało z przypadkowej rolki, może ich coś zainteresowało, ale potem nie wchodzili głębiej w interakcję z tobą.
Na pewno to nie jest tak kaloryczne. Ja już nie widzę sensu w tworzeniu wirali. W ogóle cieszę się, jak mi dobrze pójdą treści, ale to nie jest tak, że się staram. Bo wtedy też się trochę zgubiłam i tam był taki moment niebezpieczny dla mojego profilu. Czyli pojawiło się bardzo dużo nowych osób i ja zaczęłam mówić do nowych osób, nie mówiąc do tych, które już ze mną były. Zaczęłam do nich mówić, zaczęłam tworzyć bardzo podstawowe treści, proste pytania, to wszystko, coż moja społeczność miała dawno przerobione i zaniedbałam tych swoich starych odbiorców. I to był bardzo duży błąd, musiałam się przeprosić i jednak wrócić. Trochę najpierw to dzieliłam, a potem... Robiłam proste treści, trudniejsze treści, a teraz to już jakoś tak samo przychodzi, co akurat robię i co nagrywam, ale liczby naprawdę o niczym nie świadczą. Takie, które są widoczne gołym okiem, że wchodzisz, o duży profil, wchodzisz, o świetnie się oglądają rolki, to naprawdę nic nie znaczy, bo znam dużo, dużo mniejsze konta, które robią dużo, dużo lepsze wyniki i sprzedażowe. Jeśli ktoś, jakaś agencja nieprofesjonalna, bo to musi być nieprofesjonalna albo łatwiej, jakaś mała firma patrzy sobie na liczbę, to spotkałam się z takim przypadkiem, gdzie mała marka odzieżowa wydała chyba cały swój budżet na współpracę z jedną bardzo dużą influencarką. Konwersja była zero. Wydali wszystko co mieli. bo to była taka marka, którą ja wspierałam zupełnie za darmo. Kupowałam w ogóle ich projekty, ich produkty. Nawet w pewnym momencie sobie myślałam o jakiejś, żeby się może w to jakoś finansowo zaangażować, ale oni zrobili współpracę z kimś, kto był wielki i który nie sprzedał nic.
Duzi nie sprzedają w większości. Skalowanie w e-commerce jest niebezpieczne, ale skalowanie konta na Instagramie też jest niebezpieczne. Z tego wynika.
Moim zdaniem to jest droga do nikąd. Trzeba cały czas podgrzewać i pilnować tych swoich odbiorców, którzy już są. Mieć z nimi kontakt, odpowiadać im na te wiadomości, odpowiadać im na te komentarze, słuchać ich. Bo wiesz, mówiąc szczerze, jak dostaję jakiś, to nie jest niemiły, wredny, chamski, bo nawet nie nazywam tego hejtem, komentarz od osoby, która jest tu przypadkiem, z którą widzę, że nie wymieniłam żadnych wiadomości prywatnych, nie kojarzę tego iniku, to nie wyciągam z tego jakichś większych wniosków, ale jak widzę, że ktoś, z kim ja sobie piszę od dwóch lat, pisze mi, Ola, ten film jest słaby, nie powinnoś tak mówić, ta rolka nie jest fajna, to wtedy na początku oczywiście tak na pewno się nie znasz. Wszystko zrobiłam dobrze, a następnego dnia się budzę, ona miała rację, ona tu jest ze mną od dawna, ona nie pisze tego, bo jest po prostu niemiła. Więc ci ludzie, którzy są od dawna, to są ci ludzie, dzięki którym ja w ogóle jestem, dzięki którym tworzę, dzięki którym mam pracę i bardzo ich cenię. W większości ich w ogóle kojarzę, z kim piszę, co to jest Zenik, kto w jakiejś sprawie pisał. Czasami w ogóle sama się odzywam, ktoś mi pisze, że idzie na rozmowę kwalifikacyjną, myśli, że ta sukienka będzie dobra. No więc ja odpisuję i za kilka dni mi się przypomina, szukam sobie tej wiadomości, pytam, jak się poszło na rozmowie.
Fajne. To jest to budowanie tych relacji. W przypadku dużego konta ciężko jest połapać się w wiadomościach. Poza tym Instagram, to też musi wybrzmieć, jest beznadziejnym zadaniem UX-owym segregowania się wiadomości. To wszystko przelatuje.
Masz wiadomości z dzisiaj, a potem masz nagrody sprzed sześciu tygodni.
To jest strasznie karkołomne. No ale teraz tak wpadłem w sobie taki pomysł, że jakim wielkim zbawieniem dla takich twórców jak ty i takich malutkich jak ja byłoby segmentacja kontentu na Instagramie, żeby osobom, które mogą się zapisywać do opcji A, do opcji B, do opcji C, jak ktoś w opcji A dopiero zaczyna załóżmy już z tematem e-commerce'u czy z twoją tematyką, to dostaje takie treści, ta osoba dostaje takie, ta osoba dostaje takie. Wszyscy są happy.
Powodzenia. Wyobrażasz sobie to tworzyć na trzy segmenty? W sensie ścieżki można by tworzyć, żeby najpierw ci ludzie sobie oglądali jakieś twoje stare treści podstawowe. Ale głęboko w to nie wierzę.
Ja to właśnie implementuję, ale ja tego nie implementuję na Instagramie, tylko na innej platformie. To jest mój secret sauce, nie mówię o tym nikomu, bo mam mocny know-how ze Stanów, ale opowiem ci w kuluarach. A może wy się kiedyś dowiecie, jak już to zaimplementujemy, bo ja widzę w tym największy problem, że dużo osób chce jakby basic, trochę medium, a inni którzy chcą level plus, jakby wiedzę z różnych tematów i na Instagramie to wszystko się miesza. I tak naprawdę nie wiesz w momencie,
do których Bo Instagram nie jest dobry do budowania społeczności. Tam masz krótkie treści bardzo i masz problem z wyjaśnieniem, z jakimś wejściem w głębszą interakcję. Jest trudny Instagram. Dużo lepszy jest YouTube do tego. YouTube to jest miejsce, które ja bardzo lubię, które ładnie... YouTube jest jedną platformą, która pomaga ci rosnąć sama z siebie. On promuje treści, podpowiada. YouTube jest takim dobrym wujkiem.
No ty masz szalone wyniki na YouTubie. Naprawdę, naprawdę szalone. Powiedz mi, jak to się robi?
Tam też zrobiłam błąd, wiesz? I to duży i teraz sobie z niego wychodzę i to można zobaczyć po prostu, jeżeli ktoś chce moje treści, jak się zmieniają, bo To będzie, to jest bolesne, ale mówiąc dokładnie, dosłownie im głupsze treści tworzyłam, tym lepiej się one oglądały. I ja już miałam tak, że coś publikowałam, widziałam, że to ma 100 tysięcy wyświetleń i ja sobie myślałam, że ja nie chcę tego mówić. W sensie mówię to takimi słowami, że ja nie chcę tego robić.
Że to nie jest twoje, że to
nie jest moje, że widzę, że właśnie piszą do mnie moje stałe widzki. Ola, to jest złe. To nie jest w tę stronę. A to się po prostu klikało. To nawet nie był clickbait, że pisałam w tytule co innego, a mówiłam co innego. Tylko po prostu mówiłam takim językiem jaki się ogląda i zawróciłam bardzo mocno z tego. I teraz wolę mieć 40 tysięcy, 50 tysięcy wyświetleń filmu.
Co jest takim dobrym wynikiem.
ale słowami, które chcę i chyba już nie chcę wracać do tamtej strony, bo to nie jest tak, że mówiłam jakieś bzdury, tylko to po prostu dało się powiedzieć innym językiem, dało się powiedzieć z innymi przykładami. Ludzie lubią kontrowersje i kontrowersja się bardzo dobrze klika, ale też sprowadza ci odbiorców, których nie chcesz.
Teraz mi się pojawia w głowie taki fajny case. Ja współpracowałem z dużą ilością youtuberek i faktycznie miałem czasami współpracę z takimi bardziej kontrowersyjnymi osobami, które dawały taki content typowo clickbaitowy i z takimi bardziej merytorycznymi. I to są akurat moje dane. Jakby te kontrowersyjne z dużymi liczbami, te trzy razy mniejsze, one strzelały trzy razy więcej niż te kontrowersyjne, bo miały bardziej nasyconą społeczność, poznałem kaloryki i kontrowersję.
A to widać po komentarzach pod tymi filmami, które wiesz. I to tak jak na Instagramie, po czym poznać viral nie patrząc na liczby, że tam masz dziwne komentarze. Wredne, chamskie, hejterskie i tak samo jest na YouTubie. Wtedy musisz siedzieć, pilnować tego. Wiesz, ja nie należę do twórców, którzy pozwalają na wszystko pod moimi treściami. Nie ma miejsca na chamstwo, nie ma miejsca na przeklinanie, na wyzywanie się. Wcale się tutaj z tym jakoś... Takich treści po prostu u mnie nie będzie. To jest tak jakbyś wszedł do mnie do domu, zaczął mnie obrażać, ja bym mówiła wolność słowa, możesz mnie wskarżać.
Delight, wszystko delight.
Nie ma wolności słowa. Jest doskonale, można zobaczyć, że krytyka jest na nią miejsce. Ona czasami też ma 200 łapek w górę, jest na samej górze i w porządku, bo to jest krytyka, ale na chamstwo miejsca nie ma i nie będzie. To nie jest ten kanał, to nie jest ten profil.
Nie jest. Ja w ogóle pisałem pracę podyplomową na Koźmińskim o YouTubie i jakby zgadzam się z tym, co mówisz. Zgadzam się z tym też, że jest to najlepsza platforma, ale mam taki teraz powiem ci chaos myśli trochę na ten moment, bo mam kilka wątków, które chcę z tobą poruszyć i zastanawiam się w ogóle, który wybrać, który jest ciekawszy, żeby za bardzo nie dolecieć w prawo, bo mówimy o czymś innym. Więc Więc potrzebuję chwili na mysł pierwszy raz, bo mam dużo fajnych wątków otworzonych i zastanawiam się, który będzie najbardziej lukratywny. Myślę, że to jest moment na łyk kawy.
Bo internet taki jest trochę, nie wiesz, musisz zdecydować, w którą stronę idziesz. To jest jak z liczbą kanałów i profili. Nie da się być wszędzie, jeśli robisz wszystko sam. To jest niemożliwe. Robić YouTube, Instagram, prowadzić newsletter, grupę, profile i jeszcze tworzyć produkty, żeby zarabiać. To jest po prostu niemożliwe.
No dobra, jakbyś dzisiaj zaczynała, to na które byś kanały postawiła w 2024? Zobaczmy, ogląda nas jakiś wschodzący twórca internetowy, tudzież może ktoś, kto chce zoptymalizować swoje działania, to jakie kanały twoim zdaniem mają sens? I ja zrobię to w formie dyskusji, odbiję potem piłeczkę, bo ja jestem takim małym wschodzącym rzaczkiem od stycznia tego roku.
Ja bym zaczęła dzisiaj od YouTube'a, tak żeby w to inwestować rzeczywiście i pieniądze, bo YouTube jest bardzo profesjonalne już, i pieniądze i czas. I od samego początku miałabym newsletter, żeby sobie tam zbierać bazę. U mnie jest newsletter w ogóle niedopieszczony i zawsze sobie... Jest plan i już jest coraz lepiej z tym newsleterem, że rzeczywiście wysyłam tam regularne treści, ale newsletter od początku, YouTube, Prawdopodobnie wycinałabym fragmenty z filmów na YouTubie i wrzucała je na Instagram. Mnie w ogóle nie ma na TikToku ze względów światopoglądowych i mnie tam nie będzie.
Inny algorytm. Tam jest działać, tam jest ciężko... Tam
jest inny algorytm, tam jest... Długo się przebijasz przez algorytm, żeby dojść do ludzi, którzy są milsi.
Bardzo długo.
Po drugie, wiesz, cały świat debatuje na temat tego, jak TikTok zbiera dane i mimo wszystko wszyscy tam są. Wszyscy najbardziej poprawni. Donald Trump. Donald Trump pojawił się na TikToku jakoś w tym tygodniu, kiedy to nagrywamy. Pierwszego dnia miał tam 14 milionów odbiorców, a przecież jest wielkim orędownikiem zablokowania TikToka. To się mi po prostu nie łączy.
Tak, to jest specyficzny algorytm, tak to określił. On specyficznie te treści dodaje. YouTube i newsletter.
Tak.
No i jakby totalnie mi się z tym zgadzam.
Bo Instagram jest dobry.
Do daily nawet kontaktu, on jest tutaj istotny pod tym kątem, że Instagram daje ci tą możliwość szybkiej interakcji, szybkiego spotkania.
Tam ma ktoś z tobą kontakt przez no ile? Maks. 10 minut dziennie. O ile? To jest praktycznie niemożliwe. A YouTube sobie włącza i on cię słucha, bo YouTube jest najczęściej już medium towarzyszącym. Gotujesz sobie i włączasz YouTube, żeby posłuchać.
Nie oglądasz telewizji, oglądasz YouTube'a.
Tak, ja na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć w ciągu miesiąca sytuację, kiedy siadam i oglądam YouTube'a, także patrzę w niego. I to są bardzo często obcojęzyczne treści, gdzie jest jakiś dziwny akcent i po prostu muszę się skupić, żeby zrozumieć, co ktoś do mnie mówi.
No dobra, ty w ogóle dużo konsumujesz treści w takim wypadku na co dzień jako twórca internetowy, bo ja się złapałem na tym, że w ostatnim tygodniu dwóch prawie nic nie scrollowałem i że jakby pęd działań, które robię, że tak powiem, deletuje mi ten czas, który kiedyś scrolling, który kiedyś poświęcałem, to dużo czasu i nie widzę żadnego ubytku merytorycznego pod tym kątem.
Rośnie w ogóle kreatywność wtedy. Ja tak miałam, jak zainstalowałam sobie apkę OneSec. To jest apka, w której ograniczasz sobie dostęp do różnych innych aplikacji. Na przykład ja miałam do Instagrama, ale nie na tej zasadzie, że nie możesz w niego wejść, tylko że musisz wziąć wdech i wydech i ona ci wtedy to otwiera. Pojawia ci się po prostu wdech, wydech, to trwa nie wiem, z 10 sekund i potem możesz otworzyć tę aplikację i ci pokazuje, ile razy próbowałeś wejść. I wiesz, jak ja miałam dziennie, po raz 200 próbujesz otworzyć tę aplikację.
Fajna apka.
Jakie to jest niemożliwe. I wiesz, doszłam do etapu, kiedy miałam dziesiąty raz próbuję już otworzyć tę aplikację w ciągu doby, więc ograniczanie tego ma sens, ja sobie bardzo mocno cały czas czyszczę obserwowanych. Miałam chyba w piku około sześciuset osób, teraz mam trzysta sześćdziesiąt i cały czas czyszczę na bieżąco, bo też nie chcę Instagramowi pokazywać, że nagle wszystkich usuwam, ale też To już nie jest tak, że na przykład kogoś nie lubię, tylko ja i takiego kontentu nie oglądam. Jak mnie ciekawi nagle, co się dzieje u tej osoby, bo mi się przypomni, to sobie wejdę z palca. Ale nie chcę być zmuszana ciągle i taka zalewana tym przekazem. W ogóle to się nie spodoba tobie jako właścicielowi marki, ale odfollowowałam chyba prawie wszystkie marki, które mi coś sprzedawały, sklepy.
Sprzedawały w sensie?
Wszelkie sklepy, wszelkie marki. Ja obserwowałam bardzo dużo marek odzieżowych i ja je nadal lubię bardzo, ale nie chciałam być już bombardowana ciągłym przekazem zakupowym, bo wiesz jak ja wiem, że ja lubię, nie wiem. No tak, ale weźmy inny przykład. Wiem, że lubię markę Ancine i ja bym mogła mieć z tej marki prawie wszystko i bym to nosiła. I za każdym razem jak widzę ten przekaz to ja chcę to kupić. Nie chcę tego, nie widzę tego, nie kupuję.
Ma to sens.
Ma to sens.
Uważam, że to jest super. Ja obserwuję tylko 58 osób.
I to jest tak za dużo.
Bo z tych 58, mam właśnie taki dylemat teraz. Z tych 58, 30 osób są moi bliscy znajomi. Czyli 18 tylko osób obserwuję i ja co tydzień zastanawiam się. Ja uważam, że to jest taki mały rachunek sumienia. zawsze w piątek albo w sobotę, a ja mówię, dobra. Czy ten gość dał mi jakieś wartości w tym tygodniu, czy jakby ja czuję jakiś value? Czy wysłał mi ciekawego newslettera? Jeśli newslettera, to po co ja mam być na Instagramie jego? Ja jestem raczej zwolennikiem usuwania... Myślę, że to chce dojść do jakichś tam 30 osób za jakiś czas, jak podejmę decyzję, czy usuwam znajomych, czy nie, bo to jest z jednej strony biznesowy, z drugiej strony prywatny profil, ale uważam, że fajniejszą wartością jest dostawanie płatnych newsletterów ze Stanów. Raz w tygodniu siadasz, czytasz i masz wszystkie informacje, a nie musisz scrollować, scrollować i scrollować.
Ja nie wiem, czy ja się jeszcze uczę czegoś na Instagramie. Ja mam duże wątpliwości, właśnie bo gdzie indziej konsumuję. Z YouTube się uczę. Jak potrzebuję się czegoś nauczyć, to wchodzę na YouTube. I tam jestem. A na Instagramie to nie wiem. Wiesz, to jest tak jak z zapisywaniem rolek. Zapisuję sobie, jak mam dzień scrollowania, czyli dzień, w którym jest mi smutno i potrafię, potrafię trzy godziny się złapać, że siedzę i po prostu kolejna rolka. Jeden dzień na dwa miesiące, kiedy mam kryzys. Mi po prostu cały świat jest zły. Zapisuję sobie te rolki i ja nigdy do nich nie wracam. Nigdy. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym weszła w zapisane.
Ciekawe, ciekawe te internety i instagramy.
Wiesz, to jest dopamina, czysta dopamina. Wiem na czym to polega. Ale to też te zapisane treści, co świadczy trochę w dużej części o tym, że to jednak było wartościowe. Jak widzę ile set albo ile tysięcy osób zapisuje moje rolki, to wiem, że one są dla nich edukacyjne. To, że oni do nich nie wracają, to inna sprawa, ale że są edukacyjne.
Ciekawe jest w ogóle ile osób właśnie wraca. Jakaś taka statystyka byłaby. Ile osób zapisuje, ile potem do tego wraca. To jest nie do sprawdzania pewnie.
Ale moim zdaniem nie wracają.
Mało osób, nie?
Bo ciągle, to jest ta stymulacja mediów społecznościowych, ciągle potrzebujesz nowych treści. Nowych. To jest tak jak z filmami, wiesz, mam wrażenie, że mówiłam już o tym dziesięć razy o jakiejś, o czymś i ciągle ludzie nie wrócą do tego filmu sprzed roku, tylko obejrzą ten nowy.
To się zgodzę, ale też ludzie, pamiętaj, że to jest dopływ nowych ludzi, którzy potrzebują basicowych treści. Stąd właśnie też ten mój cały plan automatyzacji segmentacji treści, o którym Ci opowiem później, bo jest to dość ciekawe i to w Stanach bardzo teraz mocno wybrzmiewa. Jest kilka narzędzi, które się integruje ze sobą i właśnie one dopasowują treści na danym poziomie, a nie po prostu jest to taka pełna, pełna po prostu dowolność z tymi treściami. Ja w ogóle nie wiem, czy Ola, może to wybrzmi dość mocno, ale ja mam, ty powiedziałaś, że nie uczysz się już rzeczy z Instagrama, z YouTube'a, a ja najwięcej uczę się w ogóle z rozmów z ludźmi. Nawet powiem ci z tych podcastów, te podcasty, poza tym, że staramy się dostarczyć jakąś ciekawą wiedzę, jakiś punkt spojrzenia, albo zmienić perspektywę patrzenia na pewne aspekty słuchaczom, no to ja super dużo się z tego uczę z każdej takiej rozmowy i to jest w ogóle coś takiego dla mnie odkrywczego, bo nie zdawałem sobie sprawy, że ten podcast jest stworzony dla ludzi, ale on dużo daje mi w tym wszystkim. Nawet rzeczy, o których ty dzisiaj powiedziałaś, aplikacja OneSec. No piszę jakby jutro sobie to wypróbuję, z ciekawości.
OneSec jest super. Podcasty, tak, ale w Polsce jest mało dobrych podcastów. Twój słucham naprawdę, jak spojrzysz na mój Spotify, to mam odsłuchane chyba wszystkie odcinki, chyba że jest jakiś nowy. Chyba ostatni to był z Anią Maluje, który słuchałam. Nie, z Agatą Coman, przepraszam. To jest ostatni, który słuchałam, więc jak jest coś nowszego, to tego jeszcze nie słuchałam, ale jest bardzo mało merytorycznych podcastów. Są takie Kobiece ogólnie, ogólnie około kobiece, ale jakichś takich biznesowych, które nie są gadaniem zupełnie podstawowym i ciągle o tym samym. Wiesz, załóż newsletter, no taki zupełnie podstawowy poziom. To nawet ostatnio poprosiłam za dwa dni temu na Instagramie, żeby mi ludzie podrzucili ciekawe podcasty. No i tak wida. Jeśli chodzi o takie e-commerce i biznesowe.
Zaprojektuj swoje życie. Dla mnie to jest, ja uwielbiam ten podcast.
Bo wiesz, jak zaczynasz, to super jest zacząć od, nie wiem, mała wielka firma. To jest super na początek, ale już w pewnym momencie, no ile razy można słuchać tego samego?
No tak, to jest moja kolejna rozkminka, słucha nas trochę osób, więc możecie wygadać znać teraz w komentarzu, bo tak, z jednej strony mamy dużo osób zaczynających, więc ja potrzebuję też tutaj mówić o treściach takich podstawowych, z drugiej strony mam też dużo e-commerce'ów takich średnich, z trzeciej strony mam dużo e-commerce'ów dużych, więc ja muszę cały czas jakby zastanawiać się jak układać ten content, żeby na przykład te osoby, które są na lewelu 80 milionów w górę na obrocie, no ich nie zainteresuje podcast z basicowymi rzeczami, więc to jest też w ogóle To nie jest takie w ogóle proste układanie tego contentu, gdy mówię o e-commerce'ie, a tak naprawdę są, każdy jest na różnym etapie. Mi na przykład największą przyjemność, może nie przyjemność, ale najwięcej wiedzy czerpię z podcastów z dużymi CEO, czyli markami, które są 3-4 razy, 5 razy większe od mnie, bo to jest jakby dla mnie, ale już dla osoby, która zaczyna, no już nie do końca to jest takie wartościowe. pośmiałeś zainspirować. Jest dużo tych aspektów uwzględnionych z stworzeniem contentu. To nie jest takie, to nie jest proste. Jakby, zobacz, wchodzimy w to głęboko. Ktoś tak wydaje, wrzuć rolkę, rozwiąż problem, coś tam, coś tam. No nie, jakby to jest strategia i rozkmina na takim mocnym poziomie.
To tak nie działa. Ja podziwiam osoby, które sobie w ogóle siadają raz na kwartał i rozpisują cały content tak skrupulatnie. Ja tak nie mam, bo zapominam po tygodniu, co powinnam robić, ale pracuję nad organizacją i produktywnością. Ale w ogóle posegmentowanie sobie tych osób. Mam nowe osoby, bo co robią najczęściej instagramerzy, jak mają dopływ osób? Przedstawią się na stories. Nazywam się Aleksandra Fokuła, jestem trenerką etykiety. Możecie mnie znaleźć tu, tu i tu. I co z tego, jak stories i tak pewnie nie dotrzę do tych nowych?
Czemu?
bo stories przede wszystkim dociera do Twoich stałych obserwujących. Wiesz, jeżeli masz stories, ja mam 140 tysięcy followersów, moje rekordowe stories to są takie 50-60 tysięcy. To mi się tak zdarza co jakiś czas. Średnia to mam tak 25 tysięcy, w dobre dni 30, a jak sprzedaję to 10.
20% to jest dobrze mówię?
Tak, jak sprzedaję to 10. No więc to są ci najwierniejsi. Nie trafiasz do tych pozostałych no ilu, 90 tysięcy. Jeżeli trafiam do 50, 60 maks, to zobacz jaki mam zapas.
Dlatego newsletter jest najważniejszy, bo tam docierano się przy dobrym newsletterze, to jest 60% jest w stanie utrzymać.
Ja tak mam. 50-60% mam. I newsletter chyba mam w bazie 11 tysięcy osób.
No i super. I tym torem trzeba generalnie iść, jeśli chodzi o newsletter. Chwila ciszy, refleksji, zastanowienia.
Zastanawiam się, czy jestem trudna, czy nudna.
W tej rozmowie? Tak, w tej rozmowie. W tej rozmowie, to jest rozmowa, w której powiem wam, drodzy słuchacze, że jak patrzę na te pytania, to na trzech czwartych nie zadałem, bo wchodzimy w jakieś głębokie, ciekawe rzeczy. I myślę, że one są takie trochę inspirujące, trochę otwierają takie kliki, lampki w głowie, co do jakby w ogóle tego internetu. Ale możemy zrobić taką gigantyczną, grubą kreskę i zadać pytanie, które trochę powróci do tego, o czym rozmawialiśmy jakieś 7-8 minut temu, czyli o markach modowych. Bo powiedziałeś, że była jedna marka, w ogóle chaos, chaos komunikacyjny, ale była jedna marka, która postawiła wszystko na influencerów. Na jednego influencera.
Bo wiesz, bo to było w ogóle takie, że ja mam świadomość, że wykręcałam tej marce sprzedaż, będąc ich po prostu klientką. I zresztą w ogóle mam tak z polskimi markami, że ja kupuję ich rzeczy. Przede wszystkim mam teraz polskie marki w swojej szafie. Chyba, że jakieś starości mi zostały. I ja te rzeczy po prostu kupuję. Ja już nie przyjmuję praktycznie barterów. Barterów to w ogóle, ale prezentów nie przyjmuję. Więc ja kupuję od tych marek. Ja wspieram je za darmo. Ja wiem, jakie one mają małe budżety. I nawet ta marka, ona nie dopieściła mnie. Kodowała pieniądze komuś, kto jej nie sprzedaje. W sensie mnie i było wtedy szkoda, tak realnie szkoda, że to przeżywałam, że jak mogli to sobie zrobić.
To jakbyśmy mieli tak wypunktować, ja pani dorzucać swoje jakby swoje spostrzeganie. Jakie są największe błędy polskich marek modowych?
Nie wiem, nie prowadzę marki modowej, chociaż to byłaby dla mnie, to byłaby dla mnie najbardziej intuicyjna droga, co powinnam zrobić, otworzyć markę modową, ale ja mam świadomość, jak to jest super trudny biznes i dostawałam już na przykład propozycje tworzenia kolekcji i tak dalej, tak jak z Dagiem zrobiłam torebki, ale z Dagiem zrobiłam torebki, bo wiedziałam, że nigdy sama nie otworzę fabryki torebek.
I że dużo rzeczy jest zdelegowanych, ty
się nie musisz myśleć, tak? Że się kompletnie nie znam. To się kompletnie nie znam, a jak dostawałam te propozycje tworzenia kolekcji z markami, to miałam takie, że w sumie nie wiem jaka będzie przyszłość, nie chcę się z kimś związać. To w tę stronę szłam, ale moim zdaniem To jest taka wizja, że oni na Instagramie sprzedadzą wszystko. Że wyślą trzem osobom albo dziesięciu osobom swoją sukienkę. Te osoby to pokażą i to sprawi, że będzie działała marka modowa. A to w ogóle, to w ogóle tak nie działa. Tym bardziej jeśli zrobisz jednorazową wysyłkę. Ja w ogóle już nie wierzę w jednorazową współpracę.
Ja nie wiem, kiedy ostatnio taką zrobiłem. Nigdy takiej nie zrobiłem w postaci płatnej. Robiłem kiedyś jesień partnerową, ale nawet w mojej głowie strategii się nie pojawia, że coś takiego jeszcze można byłoby robić.
To jest tak jak przychodzi po prostu wiesz, agencja z jednorazową współpracą. Ja praktycznie w ogóle nie współpracuję jednorazowo, chyba że przychodzi ktoś, jakaś agencja, którą znam, lubię, pracuję dla niej z inną marką, mają fajny produkt i potrzebują teraz, bo klient chce. Jeśli mają fajny produkt, to na relacji koleżeńskiej, ale to po prostu nie działa. Tam wyciągniesz zasięg, zrobisz to, klient dostanie liczbę, ale to nie działa. Jak mam marki, z którymi pracuję, można wymieniać nazwy w podcaście?
No jasne.
Z którymi pracuję stałe to jest BookBeat, pracujemy razem dwa, trzy lata. DeLonghi, też pracujemy z rok cały czas. Yonel, czyli marka z kosmetykami, też już tyle lat. Moi odbiorcy kojarzą te marki. Oni wiedzą, że to się powtarza, ja tego używam. Wiesz, mi stoi ten Express, ja codziennie robię w nim kawę. To jest wiarygodne i gdybym pokazała to raz, no nie wiem, jakoś to się tak, mi się nie łączy.
No nie, tylko long term, short term, strategicznie w dłuższej perspektywie czasu nigdy się nie spina.
To jest tak jak robisz kampanię i bierzesz sobie samych podobnych influencerów, którzy mają właściwie tę samą grupę odbiorców. To nie ma sensu.
Nie ma. Ja jeszcze w dorzuciu do takich błędów Marek A zróbmy sesję za 20-30k na start, jakoś pójdzie, dodamy co najprostszym z szablonie na jakimś sasie i jakoś to się... Dlaczego to się nie sprzedaje? Przecież wysłaliśmy influencerkę, my jakby mamy gotowy przepis na porażkę w fashion e-commerce.
To jest to, co ja teraz zobaczyłam, jak robiłam swojego e-booka i przeglądałam Generalnie setki sklepów, no ale kilkadziesiąt polskich marek modowych. I wiesz, ja trafiałam na marki, o których ja nie słyszałam. Ja, gdzie ja jestem w tym temacie, ja się interesuję polskimi markami, ja robię te e-booki. Do mnie piszą te marki, czy mogą mi coś przysłać i ja nie wiedziałam, że one istnieją, a mają naprawdę fajne produkty. Wchodzę, super strona, ładne zdjęcia, ale sprawdzam ich na przykład Instagram, tysiąc followersów. Sprawdzam jakiekolwiek ich publikacje i nic nie ma, a znajdowałam je dzięki grupom Polskie Marki Modowe. Po prostu one w ogóle nie ma żadnej świadomości, bo jeżeli ja nie wiem o ich istnieniu, to niewiele osób wie o ich istnieniu.
No sprzedają po znajomych. Ale kurek szybko się wyczerpuje.
Widzę, że nie idą żadne adsy, albo przynajmniej w tym czasie, kiedy ja szukam, nie idą żadne adsy, bo mi nie wyskakują w Google, jestem na stronie, później nie śledzi mnie reklama, więc ja nie wiem skąd mają przyjść ci klienci.
Problem polega na tym, to jest największy problem polskich właścicieli marek modowych, że jest, chciałem zrobić ładne produkty, chciałem być designerką, chciałem mieć swoją markę, chciałem sobie wpisać na Instagramie CEO marki, dodaję sobie to CEO, potem ze swoich oszczędności do 23 tysięcy robię sesję zdjęciową. Potem postawiam to na najtańszym sklepie, na najtańszym serwerze z beznadziejnym UX-em. No i czemu to się nie sprzedaje. I jakby potem jedna, druga, trzecia agencja. Ścięcie na dużym fee. Dalej się nie sprzedaje. I potem statystycznie większość z tych marek polskich się zamyka. 9% tylko w ogóle polskich e-commerce ma dobrą sytuację finansową.
I oni ściągają jeszcze z siebie produkty. Jak wchodzisz do tych sklepów, to tam są identyczne rzeczy.
Tak.
Rozmawiałam z moją koleżanką projektantką, bo nie wiedziałam, ja nie jestem krawcową, ani projektantką, czy istnieje coś takiego jak jakiś stok z wykrojami, gdzie kupujesz konkretny wykrój i może tak się zdarza, że oni kupują w jednym i dlatego wszędzie jest identyczna sukienkę, ewentualnie z innej tkaniny. Ale ona mi powiedziała, że nie. W sensie, że być może coś takiego istnieje, ona się nigdy tym nie interesowała, ale generalnie to polega na tym, że Kasia kupuje sukienkę Ani, produkuje taką samą, zanosi do krawcowej i mówi uszyj mi to samo.
bo chyba tam się sprzedało, bo tam mają dużo lajków na Instagramie i to chyba się sprzedało. No dobra, wiemy jakie są błędy polskich marek modowych. A jakie błędy popełniłaś w internecie od ty?
Też mówiłam o tym, jak się zgubiłam z treściami i takie clickbaitowe bardziej tworzyłam i w pewnym momencie zapomniałam o swoich starych odbiorcach, ale moim największym błędem, który popełniam regularnie to jest to, że zapominam o swoich różnych kanałach. I tak miałam na przykład z grupą na Facebooku, która jest świetnym miejscem i ona w pewnym momencie w ogóle zaczęła żyć swoim życiem. Ja tam akceptowałam tylko posty, ci ludzie się kłócili w komentarzach, wyzywali się, a ja nie miałam czasu tego moderować. No i tam się zrobiło naprawdę niezłe bagno i jak zaczęłam to sprzątać... To wow, teraz tam idzie sporo środków na zarządzanie tym i na posprzątanie tego, ale takie zaniedbywanie różne. Bo wiesz, próbujesz prowadzić wszystko. Trzeba być na Instagramie i trzeba, nie zapominajmy, że na Instagramie trzeba publikować codziennie według ekspertek. Ja tego nie robię.
Trzy razy dziennie.
Dziesięć razy dziennie. W ogóle non-stop publikuję. Masz publikować na YouTubie najlepiej dwa razy w tygodniu. Próbowałam to raz zrobić. Dwa razy w tygodniu. Masz prowadzić newsletter przynajmniej raz w tygodniu wysyłany. Masz tworzyć swoje produkty. Dobrze byłoby założyć podcast i w ogóle jeszcze bywać na eventach, wyjeżdżać z markami i robić wszystko.
Dużo obowiązków. To ile osób pracuje w twoim zespole?
Ja.
To dużo.
Mam teraz Anię, która mi pomaga zarządzić moderacjami i w ogóle jakimś, żeby nie panował totalny haus i na przykład pomaga mi w grupie, że W Notion mamy taką listę z postami, na które nie odpowiedziałam. I ona mi to wszystko wypisuje, segreguje, ja po prostu wchodzę w Notion, widzę, mam linki, widzę na co mam odpowiedzieć, co jest odpowiedziane, po prostu pilnuję porządku. I kiedyś miałam menedżerkę, ale już jej nie mam, która odpowiadała za współpracę. Mam osobę, która mi pomaga w zarządzaniu sklepem. W ogóle sklep mam wyoutsourcowany, w sensie mam na myśli, że magazyn zajmuje się wysyłką. Imker się tym wszystkim zajmuje, chyba zajmują się wszystkimi mam wrażenie.
Dzisiaj w ogóle z nimi gadałem, bo nawiązuję z nimi współpracę.
Imker odpowiada za wysyłkę, więc tym się nie zajmuję. Mam osobę, która odpowiada za sklep, za odpisywanie na wiadomości, bo to te, oooo, to robiłam sama kiedyś. Czyli ja w ogóle przy pierwszych dwóch książkach wszystkie książki wysłałam tymi rękami, a to nie była sprzedaż pięćdziesięciu, tylko w przedsprzedaży się sprzedawało około tysiąca pięciuset dwóch tysięcy książek przedsprzedaży i wiesz, to przychodzi ci z drukarni i masz je wysłać w trzy dni. Ja to wszystko robiłam sama i w międzyczasie ludzie pisali, bo na przykład gdzie jest moja książka, albo nie wiem, przyszedł mi uszkodzony egzemplarz, albo kurier się zgubił, ja nie miałam czasu im odpowiedzieć, bo byłam w tym wszystkim sama. No i oni się złościli i wcale im się nie dziwię, bo czekali na te odpowiedzi, a ze sklepu oczekujesz odpowiedzi natychmiast, najpóźniej następnego dnia. No i to był błąd, więc teraz sklepem zajmuje się kto inny, ale całą ogólnie swoją twórczością i współpracami zajmuje się tylko ja.
Tylko ja? Czyli chciałabyś się zajmować z jakimś zespołem? Bo tylko ja? Zróżniałoby się...
Powoli tak, tylko że ja w pewnym momencie rozszerzałam tę działalność. W sensie rozszerzałam sobie osoby, które ze mną współpracowały i byłam z wszystkich niezadowolona. Wiesz, YouTube'a teraz w ogóle robię zupełnie samo. Miałam w pamięci tak, że miałam i operatora i miałam montażystów. No i co mi z tego było, jak ja sobie musiałam większość tych rzeczy poprawiać? Mi się to nie podobało. I próbowałam z kolejnymi, poświęcałam czas na ich wyszukanie, to nadal nie było to. Nie podobał mi się montaż, to nie była moja estetyka i już byłam taka, to jest bez sensu, zrobię sobie to samo. Dokładnie na...
Perfekcyjnie.
Tak jak ja chcę. Ale też zorientowałam się w pewnym momencie, że zabierałam sobie pracę, którą lubiłam najbardziej. Chciałam tak bardzo, i to też było pod twoim wpływem, chciałam tak bardzo wszystko wyoutsourcować, tak bardzo, że pozabierałam sobie pracę, którą lubiłam, jak na przykład robienie w dużej części YouTube'a. Bo ja sobie lubię czasami podubać w premierze i sobie tam coś tam powstawiać i tak dalej, a w pewnym momencie tego nie miałam, tylko sprawdzałam na przykład te filmy, widziałam w nich błędy, denerwowałam się. że to jest bez sensu. Aha, mnie bardzo denerwuje jak dostaję coś po terminie. Nic mnie tak nie denerwuje jak zawalanie terminów, bo ja nie zawalam terminów, więc to też się zdarzało.
Potwierdzam.
Więc to też się zdarzało i staram się teraz wyszukać trochę obszary, którymi nie chciałabym się zajmować, z których mi się nie chce. Więc pewnie jakieś, aha, powoli zaczynam gdzieś oddawać rozmowy na temat współpracy. Tylko, że to jest właśnie, ja pracuję głównie na stałe z markami, więc ja znam te osoby, one do mnie piszą już tak bezpośrednio do mnie. To też wygląda trochę inaczej, ale teraz np. jedną oddałam rozmowę. Bo nie odpisywałam na dziesięć dni przez maile i druga strona zaczęła do mnie dzwonić. To jest moja wielka słabość. Nie odpisuję na maile. To jest bardzo niegrzeczne, żeby była jasność. To jest bardzo niegrzeczne, ale tak to jest. Gubię się w tym i im bardziej kogoś lubię, tym bardziej mu nie odpisuję. Trzeba mieć to w spokojności.
Mi nie odpisujesz cały czas. Żeby to wyróżniało, ale to nie na maile, na Messengerze.
Nie, lajkuję.
No to jak odpisanie. To jest emocja. Wysłałaś okejkę i jest mi wtedy miło.
To jest, nie wiem jakie było pytanie, zgubiłam wątek, ale outsourcowanie. Chciałabym bardziej outsourcować, ale mam z tym mentalny problem, bo ludzie nie są tak dokładnie jak ja, bo mam syndrom z osi samości. Ja wiem, że to nie jest tak, że z nim jest coś nie tak, to bardziej ze mną jest coś nie tak.
Myślę, że większość influencerów, z którymi współpracuję, których znam, ma syndrom z osi samości. Jak teraz sobie tak ciebie słucham, to mam w głowie dwie rzeczy. Po pierwsze, fajne jest to, co powiedziałaś, że pod moim wpływem zaczęłaś outsourcować. Tylko chyba... Jak z perspektywy czasu na to patrzę, ja mam wszystko wydelegowane i... Bardzo. Bardzo. W sensie, to też chcę, żeby słuchacze wiedzieli, że w tym śmiesznym...
Dziwne, że siedzisz... Człowiek mnie dziwi, że siedzisz naprzeciwko mnie.
No tylko, że teraz jak zastanawiam się, to chyba powinno wyjść jednak od tego, co ja lubię robić. Ja uwielbiam układać klocki i strategicznie działać. To jest moja największa zajawa.
Ja mam w galupie, to jest jedno badanie psychologiczne, które robiłam, nie mam w pierwszej dziesiątce ani jednego talentu strategicznego.
No to tak.
Mam relacje i akcje. Wiesz, mam fokus, mam aktywatora, mam relacje, mam tego typu rzeczy, ale strategia to jest tragedia.
No i może do tego też właśnie ja w swoim zespole mam siedem osób i nie robię nic operacyjnie ani w Doug'u, ani w tym wschodzącym twórcu interneta. Twórcu interneta? Dobrze, trochę powiedziałem. I chyba od tego to wynika. Myślę, że jak ktoś chce delegować, to niech sobie wpisze, co on lubi robić, czego nie. Bo dla mnie np. robienie YouTube'a byłoby gehenną. W sensie dodawanie tych wszystkich podcastów, tytułów, miniaturek.
Tak teraz mam, że oglądam sobie jakieś filmy z zupełnie innej branży, gdzieś ze Stanów albo jeszcze innych. Teraz nawet nie wiadomo kto, skąd jest, jeśli mówię po angielsku. Zauważyłam, że bo wszyscy są ekspatami i jak ja sobie widzę jakie oni robią piękne filmy, jakie przejścia, jakie voice-over'y. Teamy.
Całe teamy tam są.
To ja bym chciała robić tak dokładnie.
No i tak nawet to teraz ja tak ciekawostkę powiem jak wygląda nagrywanie podcastu, żebyście mieli świadomość tego jak tego słuchacie. Podcast jest nagrywany. Często agenda jest przygotowywana przez moją wirtualną stentkę Sylwię pozdrawiam. Ja potem sobie jeszcze na to spoglądam, dopisuję swoje wątki. Trochę biorę też Q&A z Instagrama. Przychodzę tutaj, nagrywam. I to jest ostatnia rzecz, którą ja robię z tym podcastem. To się wszystko samo dzieje. Rolki są przez automatyzację FitHive. Polecam aplikację. To w ogóle jest do redystrybucji świetne. Nie trzeba nic klikać na wszystkich pięciu platformach. Montażysta to montuje, daje napisy, a ja tylko akceptuję momenty, w których chcę, żeby to się udało. Potem mamy cały kalendarz publikacji, kiedy to ma się pojawić. Ja tylko obserwuję. Nawet nie obserwuję. Nawet ostatnio pojawia mi się taką ciekawostkę, że w ogóle nie patrzę na wyniki. To się po prostu dodaje, jakby nie patrzę na to. Bo to tylko źle wpływa na psychikę, więc to wynika z tego, że ja po prostu lubię myśleć strategicznie. To jest moja największa zajawa. Ale właśnie jak lubisz robić YouTube'a, no to po co sobie to zabierać, to co lubisz robić? To nie ma większego sensu.
Tak, dlatego mam ten etap analizy, co lubię, co nie, ale jeszcze muszę ci powiedzieć jedną rzecz, że bardzo mnie motywuje. Twoja regularność, jeśli chodzi o poranne publikowanie. Jak rano otwieram Instagram, to jesteś pierwszą osobą, której jakaś rolka albo post mi się pojawia codziennie. W sensie, ty chyba od poniedziałku do piątku, nie wiem, czy w weekendy publikujesz? Nie wiem.
Wiesz co? Publikowałem codziennie, a teraz publikuję mniej, bo wyszło z danych analityki, że ludzie nie są w stanie przy swoich tak dużych ilości wiedzy.
Ja otwieram, to jest jakieś twoje stories i jest jakiś twój post mi się wyświetla.
Tak, ale to się wiesz z czego bierze?
To jest imponujące, że to oglądam.
Tak, że to oglądasz. Z jednego powodu to się bierze. Wstając rano, Po sesji Deep Work mam 15 minut zawsze na dodanie contentu, bo potem już są jakby statusowe koledzy z zespołami i ja nie widzę możliwości dodania tego w innym czasie. Nie wyobrażam sobie dodawać contentu o 14, 18, 19. W sensie to już nie jest w ogóle czas mojej pracy. O 14, 15 kończę i mi już w ogóle internet nie interesuje.
A widzisz, a ja pracuję cały dzień. Cały, znaczy cały. Wstaję o piątej i kończę pracę o 22. Tylko to nie zawsze jest tak, że pracuję non stop. To jest niemożliwe tyle pracować, być skupioną, ale ja po prostu mam pracę porozbijaną i to jest fatalne. To też z tego wychodzę.
No czy jest to fatalne?
To jest fatalne, bo ja nie mam w ogóle poczucia, że wychodzę z pracy.
A czy warto wyznaczyć godzinę, kiedy coś robisz?
I deep work zmienia, zmienia życia. Jak zaczęłam teraz prowadzać deep work i ten taki zupełnie o poranku, że wstaję o piątej, piątej trzydzieści jak mi się obudzi i mam pierwsze co to siadam do pracy.
Tak, ja z łóżka jeszcze w ogóle robię.
Ja robię kawę i siadam do pracy i to jest po dwóch godzinach mam zrobioną masę rzeczy, nikt mi nie przeszkadza i już się czuję zwycięzcą.
Wtedy można pójść na spacer do lasu i porozmawiać sobie na kolach z ludźmi. To jest też praktykuję i polecam i też nie polecam w sumie pić kawy przez pierwsze dwie godziny. Wtedy jeszcze lepiej wjeżdża deep work.
Ja mam w krwi tylko kawę, w sensie ja nie mam krwi. Ja mam kawę, powinienem zostać twarzą jakiejś kawy. Pracuję z ekspresem, ale powinienem jeszcze jakiś ziaren, bo ja się składam z kawy. Ja muszę mieć non-stop dopływ kawy. Zawsze mam kawę przy sobie.
Kofeinową zawsze?
Zawsze.
A bez kofeinową próbowałaś, żeby trochę placebo zadziałało?
Nie, nie. Potrzebuję kofeiny, ale już tak mam momentami, że widzę, że moje serce trochę przerasta. Zresztą i ta kofeina, wiesz, ja mam zaraz 30 urodziny, to już nie jestem młody wiek.
Ja też. Piękny czas przed nami.
Kiedy będzie publikowany ten odcinek?
Wiesz co ci powiem?
To już będę miała 30 lat.
On będzie publikowany Może koniec lipca? Może sierpień? Dość późno, bo ja mam z 8 czy 10 publikacji nagranych do przodu.
I to mi imponuje.
Dlaczego? W sumie jakby to bardziej, wiesz po co to zrobiłem? Nagrałem tak dużo publikacji wcześniej, żeby równo, to jest, my jesteśmy chyba jedynym odcinkiem, jakie nagrywamy w czerwcu, przełożyliśmy. Ja wiedziałem, że czerwiec, lipiec, sierpień to jest dla mnie break. Jakby ja tutaj nie chcę nagrywać, ja tutaj sobie skupiam na innych rzeczach strategicznych, więc musiałem to nagrać wcześniej. Daje dużo spokój na pewno, że mam na trzy miesiące luz, jakby coś się stało. ze zdrowiem czy czymś innym, ale powiem ci jedną rzecz. Ja bym tego w ogóle nie osiągnął w żaden sposób, gdyby nie zespół ludzi, którzy wierzą w to, co mamy zaplanowane na jesień. Hashtag zagadka. I to oni ciągną ten cały temat do przodu. Samemu myślę, że byłoby ciężko.
Imponuje mi to bardzo i bardzo podoba mi się też, co robisz ostatnio, czyli jak zacząłeś mówić o porażkach. Ostatnio oglądałam bardzo fajny film. Ja jestem wielką fanką Alego Abdala. I on wypuścił swoje klawiatury. Pewnie go nie śledzisz, ale... Kojarzę, kojarzę gościa. Tak, bo to jest wielki twórca, ale wypuścił swoje klawiatury, które się okazały totalną klapą. Jutuby go zjechały, wiesz. Człowieka, który jest generalnie uważany za bóstwo produktywności i też za takiego bardzo pozytywnego gościa. I właśnie nagle cały film o tym, dlaczego wypuścili beznadziejny produkt.
Świetne.
Bardzo motywujące to było dla mnie obejrzenie. Bardzo polecam wszystkim, żeby obejrzeć sobie, bo on, to był też ciekawy punkt widzenia, on wypuścił produkt, który był dla niego fajny.
Dla niego?
Dla niego. On mówi, że w ogóle było tak, że cały team mówił, a ale mu się podoba klawiatura, ale mu się dobrze pracuje. I stworzeniem contentu też tak jest, że to, że dla ciebie jakiś content jest interesujący, to nie oznacza, że dla innych będzie.
Tak, należy zadać sobie zawsze dwa pytania. Dlaczego, czy inaczej, czy kontent, który dodasz jest na tyle interesujący, że pięć, że osoba, która go ogląda poleciłaby go pięciu swoim znajomym? To jest pierwsze pytanie, które sobie zadaję. I drugie pytanie, dodaję to dla siebie czy dla ludzi? Bo często jest tak, że dodajesz coś dla siebie, żeby poaktywować swojego, żeby pokazać, że jestem w fajnym miejscu, robię fajne rzeczy. A tak naprawdę w strategii kontentowej to nic nie daje za bardzo.
Doprowadź dziennik, jak chcesz sobie dodawać fajne rzeczy i zapisywać. Bo mnie interesują już dużo bardziej zaawansowane rzeczy niż w dużej części te, które udostępniam.
No tak.
Wiesz, nagranie filmu o rzeczach, których nie kupuję, bo teraz jestem bardzo w takim etapie, kiedy pozbywam się rzeczy i ograniczam sobie życie i Bardzo wiele osób wpada w etap, kiedy osiągnęło już dużo i się orientują, że nic im nie sprawia radości. I nie mówię tutaj o depresji, że masz rzeczywiście problemy, które ci ktoś może... Potrzebujesz pomocy, tylko że gonisz króliczka, który ciągle ci ucieka i to jest bez sensu i w sumie nie wiesz po co go gonisz. I ja też tak miałam, też w to wpadłam i jest taka świetna też książka The Second Mountain i ona pokazuje, w tej książce jest właśnie dwie góry. Wchodzisz na pierwszą górę, gdzie masz pieniądze, sławę, popularność i teoretycznie wygodne życie i orientujesz się, że beznadziejnie jest na tej górze. Musisz spaść, poczuć się źle i dopiero wchodzisz. na drugą górę i ludzie tam najczęściej albo zakładają rodziny, albo wchodzą w religię, stają się nagle uduchowieni w jakiś sposób, albo zaczynają działać charytatywnie. To można sobie zobaczyć trzy modele i ja też tak miałam, ale jak nagrywam film o dziesięciu rzeczach, których nie kupuję, no to to nie jest film już dla mnie, bo ja już tych rzeczy nie kupuję, no nie? Bardziej myślę, jak moje jakieś doświadczenia... Ewokacyjnie. Tak, mogą zainteresować innych, ale to nie jest już treść dla mnie, tylko dla nich. Co ich może zainteresować?
W pełni się z tym zgadzam. Dopisałem jeszcze, bo ja miałem taką sytuację też również w tamte wakacje i ja znalazłem, dołożyłem taką jedną cegielkę do tego edukowanie innych. Edukowanie innych. Nawet mam taki fajny slot pięciu godzin w miesiącu, gdzie pomagam za darmo młodym, ambitnym i to daje niezwykły dużo wartości, jak oni krok po kroku sobie stąpają i idą do przodu.
Nie mówisz o tym za dużo, prawda?
Raz o tym powiedziałem.
Ja też o tym właśnie, którą górę ja wybrałam, nie mówię, bo nie chcę, żeby mi to zabrano. W sensie internet jest taki i media społecznościowe są takie, że... Że to jest moje w sumie. Że one ci zabierają i ja na przykład nie publikuję ważnych dla mnie wydarzeń, ważnych chwil, bo wiem, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mi to zabrać i obrzydzić. Wiesz, to jest tak jak, nie wiem, jest influencerka, która wrzuca zdjęcie w sukni ślubnej albo coś takiego i to się mówi, że brzydka. fatalnie wyglądała. To jest przykre, a zawsze się ktoś taki znajdzie. Więc te takie rzeczy, które są dla mnie najważniejsze, albo ta góra, którą wybrałam, jest odcięta grubą kreską i internet nie ma do tego dostępu. Chociaż wiem, że klikałoby się dobrze, ociepliłoby mi wizerunek i tak dalej, ale o tym się po prostu, ja o tym nie mówię, nie dodaję już do internetu rzeczy. które można mi zabrać, a ja bym nie chciała. Już raczej te, które dodaję, to już w większości mam na to taką grubą skórę. Wiesz, nawet wykańczam mieszkanie i oczywiste jest to, że jak coś wrzuca, to mi ktoś napisze, że jest beznadziejny, beznadziejny układ. Po co to zrobiłaś? Zawsze ktoś taki się znajdzie. Ale cóż.
I tym optymistycznym akcentem będziemy kończyć. Pamiętajcie zachować balans i zawsze zastanawiajcie się trzy razy, no i pięknie zakończyłem, zastanawiajcie się zawsze trzy razy, zanim coś wydacie na internetu, jaki to ma cel. Dziękuję ci bardzo Olu za rozmowę. Godzina i dwie minuty, do mnie mam.
Dziękuję. Świetnie, że mieliśmy rozmawiać o wypuszczaniu swoich produktów cyfrowych.
Jak będzie dużo łapek w górę, jak będą followersi, będzie 0 milion komentarzy, może nagramy drugą, drugi odcinek o już bardziej kwestii jak się zarabia z tego bycia twórcą internetowym. Dziękuję wam bardzo.
Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu.
Aha, jeszcze jedno bardzo ważne.
Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trafi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







