Jak robić marketing w E-COMMERCE? (+10 lat doświadczenia) | Artur Jabłoński | Z buta w marketing

Artur Jabłoński, przedsiębiorca z 10 latami doświadczenia, mówi o marketingu e-commerce: autentyczność w mediach, testowanie na Meta, custom audiences. Dyskutuje też o przywództwie, zarządzaniu zespołem i tym, jak pisanie pomaga w klarowności myśli.
Chapters
Bo jest masa ludzi, która na przykład mówi, jak zbudować super konto na Instagramie. Tylko, że oni zbudowali jedno w życiu. Swoje własne.
To jest bardzo krzywdzące już nawet nie tyle dla ludzi, ale nawet dla tych ekspertów, którzy są praktykami, którzy dają jakieś treści merytoryczne na Instagramie, a jest ogrom tych ludzi, które po prostu prawi coś, bo coś usłyszała, coś przeczytała, nic swojego nie zrobiła, a tak naprawdę potem się dostaje tym praktykom, takim jak ty.
Myślę, że każdy powinien mieć coś, co ja sobie osobiście nazywam top 10 lista wstydu. Myślę, coś z tym trzeba zrobić. Więc mówię, dobra, słuchajcie, mam pomysł. Przestańmy się kurwa zastanawiać, jak to zrobić. Ja zainwestuję we wróżkę. I uważasz sobie reakcję ludzi na kamerkach i mówię, że zainwestuję we wróżkę, nie? A coś trzeba pomyśleć. Znalazłem, okazało się, że istnieje, trzymaj się, wróżka online. Nie ma szlachetniejszej formy pomocy drugiemu człowiekowi niż pomoc mu wiedzieć więcej.
Jaka była twoja największa porażka w ostatnim okresie, którą chciałbyś opowiedzieć i jaką lekcję z niej wyciągnąłeś?
Ojej, na którym obszarze tyle tego jest, gdybym miał Ci powiedzieć.
Cześć, tu Oskar Lipiński, jestem współwłaścicielem marki DUNK. Zostałem wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 w kategorii produkcja. Możesz spodziewać się szczerej, brudnej prawdy o marketingu e-commerce. Bez luchrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe miękko. Napisz do mnie teraz na Instagramie kurs, a podeślę Ci darmowy 6-dniowy mini kurs o e-commerce. Gratulacje!
Blisko 20% z was subskrybuje mój kanał, ale nadal 80% tego nie robi. Więc ciągnij zachęcić do subskrypcji, kliknij teraz w przycisk subskrybuj, a jeśli cenisz moje wartościowe treści, które dodaję na YouTubie, to będzie takie fajne mikro wsparcie, dołożysz cegiełkę do tego, co otworzę każdego dnia. Przechodzimy do kolejnego odcinka. Cześć, witajcie, witam was w kolejnym odcinku podcastu z Buta w Marketing. Nie jestem w stanie wyczyścić który to już odcinek, ale idziemy prężnie i w każdą niedzielę o dziewiątej pojawia się nowy. Dzisiaj gość, który już miał wpaść do mnie jakiś czas temu, ale niestety się nie udało. Tym bardziej się cieszę, że w to październikowe, pochmurne popołudnie jesteś. Cześć Artur.
Jako typowa jasieniara ja się bardzo cieszę z tej aury, natomiast z góry przepraszam za swój chyba wybitnie ponadprogramował podcastowy głos. On normalnie nie jest taki basowy, ale nie chcieliśmy już przekładać nagrania, a dziś jestem trochę bez formy, co jest w ogóle dla mnie wspaniałą wymówką. Bo jeżeli powiem cokolwiek głupiego i ty to później tak zmontujesz, to zawsze powiem, że ja byłem chory. Po prostu ja nie byłem sobą wtedy.
Jeszcze wyszło to na samym początku, więc...
Oczywiście, że tak. Odpowiednie pozycjonowanie, klucz do szczęścia, niskie oczekiwania.
Ale powiedziałeś, że jesteś jesieniarą. Widziałem jak dałeś kilka stories albo jakiś post o tym. Mówię, są moi ludzie, ja mam to samo. Słońce demotywuje mnie do pracy. Jest mi ciężko w ręce, jak jest gorąco. Jak mamy chłodny, zimny poranek, wychodzę i czuję się jak król.
Temperatura 25 plus i ja umieram.
Mam tak samo.
Jak jadę na wakacje, to tam gdzie jest najzimniej. W tym roku byłem na Svalbardzie. Bardziej na północ od cywilizacji uciec się nie da. Prawdopodobnie.
Fajnie. Wyobraź sobie taką sytuację, że ktoś odpalił ten podcast, kliknął w miniaturkę, w krzykliwy tytuł i nie zna mnie ani ciebie. Możesz się przedstawić w kilku słowach?
Jest tam takie trzy słowa, którymi lubię siebie określać. Jest to przedsiębiorca, konsultant i edukator. I mniej więcej w tej kolejności. Przedsiębiorca w rozumieniu, że jestem właścicielem dwóch firm. Jedną jest agencja marketingowa DigiDoc, a drugą jest firma doradczo-szkoleniowa SUASIO. Druga moja rola to jest konsultant, w tym znaczeniu ja to wyodrębniam, że ja dalej aktywnie pracuję z klientami. Już nie tyle w aspekcie wykonawczym, żebym klikał na przykład reklamę, ale bardziej właśnie przy projektach strategicznych, długofalowych konsultacjach, pewnych szkoleniach w warsztatach czasami, bo lubię być po prostu na bieżąco z rynkiem. Realizujesz sam podcast, ty wiesz jak to jest. Dowiesz się czegoś od ludzi, jak się z nimi spotykasz. A ja zawsze się boję być takim prezesem odklejonym od rynku. Kimś, kogo ludzie w zespole słuchają, mówią no, no, Artur się tam znalazł na sprzedaży, bo 20 lat temu sprzedawał. Ja dalej potrafię prowadzić proces sprzedaży albo pomagać innym w tych tematach, nie? A trzecia rola, edukator. To jest to, co ja po prostu lubię. Pisać książki, bloga, nagrywać też swój program, konkretnie marketingu i sprzedaży, bo po prostu to mi pozwala często albo uporządkować myśli. Jest też, nie oszukujmy się, kanałem pozyskiwania nowego biznesu. To są takie trzy funkcje, które najczęściej spełniam.
Głównym partnerem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako Marka Duck.
Sam B.A.I.
Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopej, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne do ładowywania telefonów. Zaufane.pl to integralne rozwiązanie do pozyskiwania opinii o sklepie i opinii produktowych, które pomaga e-commerce'om w budowaniu solidnej reputacji poprzez skuteczny marketing opinii. Dzięki wykorzystaniu tej technologii pozyskiwanie, zarządzanie oraz prezentowanie recenzji staje się łatwe i efektywne. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing.
Robisz bardzo dużo ciekawych rzeczy.
Powiedz mi, co Cię napędza i co Cię motywuje?
co mnie motywuje. Jezu, bo to jest tak, że mógłbym to albo tłumaczyć przez godzinę, długą historią życia, albo mogę to okrasić banałem, bo wszystko sprowadzone do najprostszej motywacji, takich wiesz, dwóch zdań będzie jak banał brzmiało, jeżeli ja powiem, że to po prostu lubię, bo staram się unikać słowa pasja, bo ona się ludziom źle kojarzy, nie? Natomiast wiesz, ciężko mieć pasję na wysłania faktur na przykład, więc czasami człowiekowi się nie chce. Natomiast ja to po prostu lubię, tak bym Ci powiedział. W sensie, ja od małego chciałem być akademikiem. Chciałem wykładać, chciałem nauczać. I mam to szczęście, że pracując właśnie jako konsultant, czy de facto doradca, jesteś tą osobą, która pomaga komuś rozwinąć horyzontę, łączyć kropki itp. Jeżeli piszę sobie książki, nagrywam sobie podcast, to też jest to forma edukowania ludzi. I nic mnie tak nie cieszy, kiedy przychodzą ludzie z mojego zespołu, z którymi pracuję, z którym pomagam. inni ludzie z rynku, którym pomogę. Czy ktoś po prostu mnie posłucha, przeczyta książkę i powie, to mi coś zmieniło w życiu. Ktoś zapewnia wielką pracę, ktoś awans, bo się z kimś zgadza, naprawdę takie rzeczy się dzieją. Ktoś poprawi wyniki biznesowe i to jest niesamowita satysfakcja. Więc wiadomo, że jest duży wymiar merkantylny w tym, po prostu to pozwala zarabiać przyzwoite pieniądze, ale jednocześnie jest niesamowicie satysfakcjonującą pracą. Jak to kiedyś powiedział Charlie Munger, a jak pewnie wiesz, jestem fanem cytatów, nie ma szlachetniejszej formy pomocy drugiemu człowiekowi, niż pomóc mu wiedzieć więcej. Ja się tego trzymam.
Ja tego nie rozumiałem do momentu, w którym sam mnie uczyłem szkolić z e-commerce'u. Zawsze najciekawsze była dla mnie ta sprzedaż, ale jak się okazało, że komuś pomogłem i jemu zmieniłem myślenie, albo w ogóle całą trajektorię działań w internecie, to to jest to uczucie, które polecam każdemu, bo to zupełnie inny wymiar osiągnięcia szczęścia i
takiej... Weź, wbrew pozorom, sensownych edukatorów. W zasadzie się nie chodzi o to, żebyśmy my się pozycjonowali jako wspaniali ludzie, a cała reszta to jest tam dno. ale sensownych edukatorów jest mało. I przez sensownych ja rozumiem albo ludzi, którzy zbudowali biznes w jakieś nisze i teraz wyciągają z tego... pewne wzorce, które są w stanie przełożyć na inne biznesy. Albo właśnie świat, powiedzmy taki jak ja mam, gdzie bycie konsultantem jest de facto nabywanie przez osmozę wiedzy wszystkich ludzi, których spotkasz. Bo wiesz, jest taka definicja innowacji, że to jest wymyślanie coś nowego. Ja jej nie lubię. Uważam, że jest lepsza definicja innowacji, która polega na tym, że jest to przenoszenie czegoś z jakiejś branży, co jest nieznane w drugiej i zastosowanie tego tam. I to jest taka główna przewaga, kiedy idziesz się konsultantem. Jeżeli ja widziałem firmę B2B, mogę przełożyć coś z B2B do e-commerce. I w drugą stronę, na przykład w zakresie pracy z grupą docelową, przewagami konkurucyjnymi, strategią, reklamą, czymkolwiek bądź. A potem jak sobie szukasz w necie wiedzy na dowolny temat, to masz bardzo często ludzi, których Być może, z całym szacunkiem, jedynym biznesem, który zbudowali jest biznes polegający na tym, że mówią o jakiejś rzeczy. I chyba takim złotym przegładem ostatnich tygodni, jak to nagrywamy, bo to kilka gwiazd się na tym teraz przejechało, są wszelkiego rodzaju biznesy oparte na byciu popularnym na Instagramie. I to jest coś, co przyzna mnie osobiście jako człowieka, który uważa, że trzeba być względem publiki intelektualnie uczciwym. I wierzy w odpowiedzialność za słowo strasznie wpienia, bo jest masa ludzi, która na przykład mówi, jak zbudować super konto na Instagramie. Tylko, że oni zbudowali jedno w życiu, swoje własne. I inaczej się buduje markę osobistą, inaczej ekspertką, a inaczej profil na przykład sklepu z torebkami, prawda? I pewne myki będziesz w stanie zastosować, pewnymi możesz się zainspirować. Ale najgorsze, kiedy tego typu osoba sprzedaje ten swój model jako jeden uniwersalny na wszystko. I mogą być ku temu dwa powody. Albo jest ignorantem. Jeszcze mało w życiu widziała. Po prostu to wynika z niewiedzy. Albo niestety wynika to z perfidii. Ktoś stwierdza, patrz, mam super konto zbudowane takimi fajnie działającymi w przestrzeni marek osobistych chwytami, a ty potem na to patrzysz jako e-commerce i słuchasz tej osoby. O, tak trzeba żyć. I to cię potencjalnie doprowadzi w niebezpieczne rejony. Ktoś będzie na ciebie dziwnie postrzegał. To po prostu może nie zadziałać. I tak dalej. Jak głosi inne amerykańskie przysłowie, patrz kogo słuchasz, bo kiedyś będziesz zarabiał tyle co on. I to da się ekstrapolować na różne pola. I właśnie dlatego ja pomimo tego, że mógłbym tego nie robić, to uważam, że każdy prawdziwy ekspert ma imperatyw moralny. Z kolei mówiąc kantem. Przepraszam za takie przeintelektualizowanie na początku. żeby się tą wiedzą dzielić, bo potem każdy chodzi po konferencjach, po rynku i marudzi, że o, ci wszyscy eksperci występują na konferencjach, to w ogóle nic nie warto, ja wiem dziesięć razy więcej i się nie chwalę. To się pochwal właśnie, bo inaczej oddajesz pola tylko tamtym ludziom. To jest taka jeszcze osobista motywacja, nie chcę powiedzieć, że zbawienia świata, bo to nie o to chodzi, ale po prostu dzielenia się jakąś perspektywą, być może szerszą, być może bardziej zniuansowaną. pokazującą, że można tak, można tak, to też to działa. Daleko nie szukając, dzisiaj miałem szkolenie z reklamy na Facebooku, na Instagramie. I zawsze jest taki segment, że wiesz, ludzie zadają pytania. I zadawali wszystkie takie najbardziej popularne mity, bo ktoś im powiedział na przykład, że jak puszczasz reklamy, to zasięgi organiczne spadają, że planowanie postów coś tam zmienia. Takie bardzo wykonawcze kwestie i być może ktoś to kiedyś zauważył, może to się u niego zdarzyło i w to uwierzył i wyciągnął z tego regułę dla wszystkich. A ja potem na to patrzę i mówię, słuchaj, widziałem sytuację i taką, i taką. Tak jak w e-commerce. Ja mam screen z Google Analyticsa na każdą tezę. Jeżeli bym ci chciał udowodnić, że cykle zakupowe trwają średnio w e-commerce po 28 dni, to mam te stare jeszcze z Google Analyticsa poprzedniego, screeny z tego raportu Upływ Czasu, które pokazują średnie zakupy, długość cyklu 28 dni. W hurtowniach, gdzie się ludzie zatowarowują. A potem mam na przykład 87% zakupów przy pierwszej wizycie. I zgadnij, jaka to branża. W jakiej branży możesz mieć 87% zakupów przy pierwszej wizycie?
Jakaś emocjonalna moc, no i tani produkt pewnie.
Maseczki w covidzie. I masz screen na to, nie? I to jest beka, ale potem masz oczywiście standardowy cykl 3-7 dni i tak dalej, natomiast wiesz, potem masz ludzi, którzy widzieli tylko jeden z tych scenariuszy i oni będą właśnie mówić, tak działa świat, tak działa cały rynek, bo ja to zaobserwowałem u siebie, a tak jest niekoniecznie. Więc właśnie lubię, lubię tą pracę sektor agencyjny, sektor konsultacyjny, bo on ci pozwala, bardzo ci uczy pokory i szybko sprowadza na ziemię, że wydawało ci się, że coś wiesz, a potem się okazuje, że nic nie wiesz.
To jest taka sinusoida. Góra, dół, góra, dół. Ale ja się zgodzę z tym, co powiedziałeś, że to jest bardzo krzywdzące już nawet nie tyle dla ludzi, ale nawet dla tych ekspertów, którzy są praktykami, którzy dają jakieś treści merytoryczne na Instagramie, a jest ogrom tych ludzi, które po prostu prawi coś, bo coś usłyszała, coś przeczytała, nic swojego nie zrobiła, a tak naprawdę potem się zostaje tym praktyką, takim jak ty.
Nie ma nic złego w byciu kuratorem. Myślę, że każda osoba, która zaczęła się pasjonować jakąś branżą, jest młoda i też chce się podzielić wiedzą z takiej właśnie swojej własnej wewnętrznej potrzeby. Może to robić. Natomiast pytanie brzmi, jak to robisz? Bo wiecie, jak ja zaczynałem w branży marketingowej, to po prostu pracowałem na etacie w agencji reklamowej wtedy. Byłem po prostu copywriterem i zacząłem sobie pisać bloga po godzinach. Natomiast jak napisałem o marketingu, na zasadzie ostatnio nauczyłem się tego i tego. Przeczytałem o tym i o tym i dzielę się tym z wami. To były, wiesz, czasy blogowania i tak dalej. Gdzie jeszcze ludzie myśleli, blog czy to zarabia? To były te czasy, wiele, wiele lat temu. Nigdy nie startowałem z klucza, że udawałem kogoś większego niż jest. To jest jak w biznesie, niektórzy mają jednoosobową działalność, ale udają zespół na 100 osób. I tak samo jest w tej branży, że możesz być młodym człowiekiem, który dzieli się jakimś wyimkiem, który obserwuje, odpowiednio spozycjonowanym i też wychodząc właśnie z założenia, jeszcze nie wszystkie rozumiem, pozjadałem, a możesz być osobą, która się pompuje jako niesamowitą, jakby miała niesamowitą wiedzę i wszystko już w życiu widziała i to wygląda sztucznie.
I nie ma oparcia w praktyce.
Nie ma oparcia w praktyce i też sobie myślisz, ta osoba robi to specjalnie, właśnie bo pewnie ma takie merkantylne motywacje.
Ciekawe. Przytocz taką historię, która zanim mnie spotkała. Byłem na evencie Facebook Marketing Summit, on był dla całej Europy Centralnej.
Miałem być, ale oczywiście byłem chory.
Widziałem tylko Pawła Tkaczyka. Zdjąłem ich twarzy. Tak to nikogo nie było. To byli ludzie w ogóle z całej Europy Centralnej, więc tam na pewno taki
dość... Bardzo żałuję, że nie dotarłem.
Bardzo fajny event. I tam wybrzmiała taka jedna rzecz, która pojawiła się w dwóch prelekcjach, gdzie już nie przełomnę sobie dokładnych danych, ale że Ci eksperci z Facebooka uważają, że najważniejsze w obecnych czasach jest skupienie się na kreatywności, na kreatywnym podejściu do kontentu, który chcesz ludziom serwować, nie już na samym ustawianiu reklam. Ja to już od dawna stosuję u siebie, robię mnóstwo filmów. Ale to podobno się jeszcze bardziej zmienia. Powiedz mi, Co jest tak naprawdę, skąd my jako tacy marketerzy małych i średnich komersów, bo najwięcej osób ten podkaz właśnie słucha małe i komersy i średnie. Skąd oni powinni czerpać te inspiracje do kreatywności, do reklam?
Na pewno nie ze źródeł o reklamach. Tylko ze starych, dobrych książkach o kreatywności albo strategii. Już ci wytłumaczę, bo jestem świeżo po dyskusji właśnie o tym. Bo podając właśnie przykład reklamy na Facebooku, na podstawie eventu, na którym byłeś, tak naprawdę w dzisiejszych czasach jest jakieś 10 ustawień na krzyż, które mają znaczenie.
Tak.
Reszta jest bicie piany. I ludzie, którzy do mnie przychodzą i się z tym mierzą, i to są sklepy, B2B, różne firmy, zawsze przychodzą i ja im mówię, ja wiem po co wy przyszliście. Wy przyszliście, ponieważ wierzycie, że musicie znaleźć sposób, żeby to po pierwsze dobrze ustawić technicznie, bo są pewnie jakieś te tajemnice, magiczne wajchy i tak dalej, a po drugie, Bo pewnie myślicie, że źle ustawiacie grupę docelową. A ja im wtedy mówię, że słuchajcie, ciężko jest źle ustawić grupę docelową na Facebooku. Trzeba się naprawdę postarać. Nie dlatego, że to jest takie łatwe, tylko jest takie średnio dokładne. że wbrew pozorom masz 10 opcji na krzyż i dzień dobry, dalej nic nie ma.
Jest to automatyzowane już.
Oczywiście, w dużej części. Nie zawsze te automaty dobrze działają, ale będą coraz lepsze, nie oszukujmy się. Natomiast chodzi po prostu o to, że jeżeli sprzedajesz torebki, to uwaga, targetujesz na niesamowite torebki. Wow, kurczę, no po prostu wiedza warta miliona, nie? I co jeszcze możesz zrobić? No możesz po prostu po kobietach. Masz ileś tam takich, powiedzmy, jak to mówią anglosasi, angles, nie? Kilku punktów wejścia w tę grupę, bardziej od mniej szerokich i koniec. Teraz ty poza tym kręcisz. Kręcisz tym w kółko. Do tego dochodzą te funkcje, które słuchacze pewnie znają, tak? Grupy podobne, niestandardowe. Przecież to już jest... Czy da się stworzyć lepszą grupę niż ludzie podobni do ludzi, którzy u ciebie kupowali? Czy da się ręcznie wyklikać z nie wiadomo jaką wiedzą cokolwiek lepszego? No nie. I potem się okazuje, że tak naprawdę to jest mniej istotny element równania. Ale kluczowa staje się kreacja. I tu jest gadka, którą mam często właśnie w e-commerce, ale w B2B na przykład też. Przychodzę do takiego sklepu i oni mówią, my to mamy pełno materiałów na kreację. Mówię, no to pokażcie jak. I to są na przykład zdjęcia modela w ciuchu w pięciu pozach. To kiepsko będzie na podcaście wyglądało, ja się teraz bujam, ale wiesz, model w lewo, model w prawo, ręk, palec w lewo, palec w prawo. I ja im mówię, wy macie jedną kreację. Człowiek w ubraniu. A różne kreacje to np. jak ktoś tam gdzieś idzie, jak ktoś ma zdjęcie typu selfie, żeby to wyglądało naturalnie kontra piękne studyjne, kontra studyjny backstage, kontra może zdjęcie na ulicy w jakimś wnętrzu, kontra może jakiś filmik, jak ktoś o tym opowiada, jak to było projektowane. I nagle się okazuje, że o takich materiałów to myśmy nie myśleli, żeby robić. I abstrahując od tego, co mówi Facebook w kontekście takiej chałupniczości, bo teraz też w to idą, to też jest bardzo ważne, to właśnie chodzi o to, żeby dobrze przemyśleć, co my pokazujemy. I jak to pokazujemy, w jakim kontekście, na kilka sposobów. To samo jest z firmami. Wiesz, firma sobie robi sesję zdjęciową. I później do niej przychodzą, oni mówią, mamy, panie Arturze, 700 zdjęć, pan może tyle tych reklam puścić. Ja tak na to patrzę i to są po prostu smutni ludzie w salce konferencyjnej. W różnych konfiguracjach. Mówię, wy nie macie różnych kreacji. Wy macie jedną kreację. Smutni ludzie w salce konferencyjnej. A teraz musimy wymyśleć kilka innych sposobów, jak to podać. A może zrobić grafikę z samym tekstem. A może zrobić właśnie, na jednym wideo ktoś pokazuje produkt jak jest robiony, po prostu w działaniu, a na drugim ktoś opowiada o procesie produkcyjnym. To są inne podejścia. I to jest kluczowe, żeby się w ogóle jakkolwiek wyróżnić na całym tym po prostu skomodotyzowanym rynku, gdzie podstawową formą reklamy jest packshot na białym tle.
No właśnie, tak jest. Ja mogę przytoczyć taką kreację, która u nas już ma tam kilka milionów wyświetleń, więc może ktoś z tego coś skorzysta. My zrobiliśmy reklamę, w której ja stoję z różową terepką na różą na siebie, więc mamy kontrowersje. I zrobiłem coś, co testowałem kilka razy, bo zadałem swoim klientom na Facebooku, na Stories pytanie, dlaczego wybierają terepki tak. Bo wycinałem te screeny z tych odpowiedzi, spytałem ludzi, klientki o zgodę i potem stworzyłem z tego reklamę, w której ja mówię 5 wpływów dlaczego warto poznać torebki i wyjustowane wszystkie powody, które podały mi klient i które już u nas produkty kupiły. Żadna reklama wizerunkowa, jakieś drogie sesje, packszoty, nic nie jest tak tanie w dotarciu od roku już ponad, a może ta reklama parę milionów wyświetleń na YouTubie i na Facebooku, jak po prostu reklama, w której ja kontrowersyjnie mam założoną torebkę i wycięte odpowiedzi osób, które kupiły ten model wcześniej. I fakt faktem mało osób robi takie rzeczy, ale zastanawiam się, gdzie oni mogą się nawet inspirować. Czy uważasz, że przeglądanie Facebooka, czy może jakiegoś foreplaya, gdzie szukać tych pomysłów dla
tych marek, żeby Pierwsze, najciemniej jest pod latarnią. Meta ma coś takiego jak Meta Creative Studio. Mogę się mylić w tej chwili w nazwie, ale podlinkujemy pewnie właściwie, bo znając Ciebie. To są po prostu różnego rodzaju poradniki przygotowane przez zespół Facebooka, zespół Mety mówiąc szerzej i najściślej, które po prostu mówią jak w poszczególnych branżach, się reklamować. I na przykład podam Ci na przykładzie. Ja wieki temu, bo długo pracuję z branżą automotive na przykład, no i głównie tam dilerzy i tak dalej. I pamiętam jak dzisiaj, jak mi Meta pokazywała po prostu poradniki, w których było pokazywane, że takie zwykłe, poziome zdjęcie, jakby cięte rodem z reklamy, bo to były te czasy, nie działa, że trzeba zrobić krótkie, dynamiczne ujęcia, 6 sekund, logo na środku od razu na początku, trochę takie rolkowe tematy przed rolkami. I potem właśnie pokazywali case'y w tych poradnikach, więc są oficjalne poradniki Mety. Inna sprawa to jest po prostu szukanie, tak jak sam mówisz, Facebook Ads Library i przeglądanie konkurentów, ale też wyjście poza swoją bańkę. Myślę, że każdy powinien mieć coś, co ja sobie osobiście nazywam top 10 lista wstydu. O co chodzi? Wybierasz sobie jakieś branże, które Cię totalnie nie jarają. Z prostego powodu, bo jak Cię branża jara, to się skupisz na treści. Ale jak Cię branża nie jara, to się skupisz na formie. Ja mam na przykład na swojej liście wstydu ludzi o włosiary i od kosmetyków. Rzeczy, których ewidentnie nie potrzebuję, bo z tymi włosami już się nic dobrego nie zadzieje. Ja nie mam takiej pięknej fryzury jak Ty. I wątek polega na tym, że ja sobie oglądam te włosiary i ja nie patrzę na to, jak to jest treściowo podane, o co z tymi włosami zrobić, bo to się dawno poddałem. Tylko bardziej na to, jak ona to nagrywa. A czemu w taki sposób? Czemu ten sklep z produktami do włosów teraz robi rolkę, a nie coś takiego? I najbardziej lubię, mimo wszystko, pomimo tego naszego rantu na samym początku odcinka, śledzić jednak influencerów w takich kategoriach. Pomyślcie, że są dwa typy ludzi. Są ludzie tacy jak ja i ty, którzy żyją z roboczo godzin i są ludzie, którzy żyją z oczogodzin, z tego, że ktoś ich ogląda. I ci, którzy żyją z oczogodzin są zafiksowani na punkcie tego, co się klika. A jak coś się klika, nawet w takiej celebryjskiej trochę branży, to możesz to potem się tym zainspirować i przełożyć na swoją reklamę, bo przecież to, co nagrałeś, jest niczym innym, jak dobrym TikTokiem na konkretny temat. I tutaj te pięć powodów jest akurat opiniami klientek, ale również mogą być pięć powodów, że warto w ogóle taką torebkę mieć i cokolwiek innego. I też pewnie poszło, ale coś takiego robiliście. I firmy przeważnie, takie nowości, które mają wysokie zasięgi, wdrażają z opóźnienia. A im bardziej tradycyjna branża, a i w komersie są wiesz, i bardziej ludzie do przodu, i bardziej branże i takie sektory do tyłu, tym wolniej to idzie. Natomiast influencerzy podłapują to od razu, bo niewiele osób mają nad sobą, mogą sobie z tym eksperymentować i patrzyć sobie, co u nich działa. To są te pierwsze premia do zasięgu, które są. I żeby daleko nie szukać, jak ktoś w to nie wierzy, pierwszym polskim fanpage'em, jestem już tak stary, że mogę historię social mediów tworzyć, to pierwszym polskim fanpage'em, który miał milion fanów, był fanpage Playa. I w tamtych czasach to było chyba, Jezus, 11-12 lat temu. Zawsze się dmylę w takich obszarach, ale generalnie idzie to odgrzewać. to oni jako pierwsi sięgnęli po takie wszystkie posty, które dzisiaj są niemalże kanonem tworzenia postów w social mediach. Głosujemy A czy B. Bo teraz jest wiesz, serduszko czy ha-ha, kiedyś było A czy B, bo nie było tych opcji. Dokoń zdanie, jakieś krzyżówki i tym podobne. A wy skąd oni to wzięli? Od blogarek kosmetycznych. Bo tak, swoje pierwsze zasięgi jeszcze zdjęciami na fanpage'ach i kombinacjach, przedeszczy Instagramem chyba, tworzyły blogarki kosmetyczne. Kochane, który podkład A czy B. I Play spojrzał na to i stwierdził, zróbmy coś takiego w kontekście biznesowym. Wracamy do mojej definicji innowacji z początku. I tak zaczęli to wykorzystywać i poszło, bo okazało się, że są pewne formuły po prostu budowania zainteresowania, które działają na ludzi, czy to będzie torebka, czy hodowla jedwabników, czy slopowiązałka. To się po prostu, po prostu chwyci. Więc ja bym sobie zbudował, już podsumowując, właśnie taką listę influencerów, listę jakichś kont, które będę śledził i patrzył, co oni robią. Wiesz, daleko nie szukając, że nie mogę takiej egzagazy ciebie dokonać. Ja na przykład zauważyłem, że ty masz nieraz ten styl robienia, że skomentuj mi, a wyślę ci jakiś poradnik. I ty to robisz w kontekście, robisz to medyczatem, robisz to w kontekście, wiesz, poradników biznesowych. Ale przecież to jest najstarszy sposób dawania kuponów rabatowych, dodatkowych informacji przez wszystkich influencerów za granicę. Coś takiego po raz pierwszy widziałem z 6 lat temu. Tylko to robili celebryci, to robili influ, a nie sięgał po to biznes. Od niedawna takie rzeczy robi tak naprawdę. A ty zacząłeś to robić. Ebooki, które dzisiaj są rozpowszechnione, w sensie rzucisz kamieniem, trafisz kogoś, co stworzył ebooka. to ja na polskim rynku pamiętam, że jedne z pierwszych, poważniejszych e-booków biznesowych tworzyła Natalia Hatalska. Dzisiaj, wiesz, badaczka, futurolożka, a kiedyś bardziej osoba o marketingu i trendach. I dopiero potem e-booki jakoś tak naturalnie przeniknęły, również właśnie świat B2B, świat e-commerce'ów i tym podobne, a pojawiały się jako pierwsze na blogach. To jest jednak warto tych niektórych twórców śledzić, nawet jeżeli miałbyś ich nie słuchać, w sensie ich rady by do ciebie nie przemawiały, to ich formuły, taktyki, metodyki jak najbardziej.
Słuchaj, bardzo ciekawie, nie wpadłem, żeby śledzić to, czego nie mogło być potencjalną target grupą, bo patrzyłem na inne aspekty. Zapisywałem sobie ołówkiem w głowie. Powiedz mi, bo siedzisz już w tym Facebooku bardzo długo, w tych kampaniach reklamowych.
Za długo.
Za długo. Czy są jakieś rzeczy, które kiedyś działały dla e-commerce, a teraz nie działają? Czy jakieś strategie? Czy jesteś w stanie coś takiego przytoczyć?
Tak. Pierwszą rzeczą, która działała, a nie działa, jest dokładne targetowanie. Czyli Facebook przeszedł taką fazę, gdzie na początku panel był raczej skromnych możliwości. I potem było bardzo dużo możliwości tworzenia niesamowicie dokładnych grup docelowych. Nawet na zasadzie kilometr wokół jakiegoś miejsca na planecie, wiesz. Zawężenia piątego rzędu, czyli osoby, które interesują się tym, tym, tym i tym. I to do dzisiaj jest używane przez ludzi, a to już nie działa. Od wielu, tak od dwóch, trzech lat Facebook bardziej premiuje i lepiej sobie radzą grupy, które są szersze niż mniejsze. Natomiast dalej ludzie stosują tamte, ponieważ to po pierwsze się wydaje logiczne. Jak chce coś zrobić dobrze, to musi być dokładnie. Natomiast drugim powodem jest to, i to jest już w ogóle prosta sprawa, Google tak działa, poradniki wpisane 2-3 lata temu, w dobrej wierze, przez ludzi, którzy dzielili się autentyczną wiedzą na tamten okres, mówiły, żeby tak robić. Ale one do dziś są wysoko wypozycjonowane. A świadczy z nim.
I są błędne.
Już teraz są błędne, a nie każdy to aktualizuje. Wiesz, ja swoje stare teksty aktualizuję na blogu, bo czuję trochę, tak jak mówiłem na początku, odpowiedzialność za słowa. Jak komuś źle doradzę, to potem będzie chodził, przeczytał sobie ten artykuł i stwierdził, a ten jabłoński oszust i złodziej. Ja tego nie potrzebuję w swoim życiu. Więc wolę to zaktualizować, bo po prostu uważam, że mam taki właśnie obowiązek trochę, jako osoba, która się dzieli publicznie takimi treściami. No nie każdy tak ma, ma czas, możliwości, obojętne. To się, wiesz, dawno się zajmuje czymś innym i tak dalej. Więc na to trzeba uważać Drugi element, to może niektórych zaskoczę, to są testy A-B. Generalnie na Facebooku nie istnieje coś takiego jak test A-B. Ja wiem, że jest taka funkcja, wiem, że niektórzy z niej korzystają, ale nie wiem, jakie są Twoje doświadczenia, chętnie je poznam. Natomiast testy A-B z mojej perspektywy te facebookowe są niereplikowalne. Więc zrobisz sobie test, widzisz, że kreacja bądź grupa X sobie dobrze poradziła, a potem się okazuje, że następnym razem jest totalnie inaczej. Czyli zrobiłeś test, żeby się dowiedzieć, co zadziała następnym razem, ale to nie działa. Bo to nie jest Google, gdzie raczej się dąży do takiej doskonałej optymalizacji, że czy lepiej użyć słowa luksusowy czy wyjątkowy i że jak jest luksusowy, to więcej klikają i raczej ten efekt już z tobą zostaje na długo. A na Facebooku mamy branżę, gdzie kreacja mi się rotuje co dwa tygodnie, bo tak szybko się nudzą ludziom. I to jest myślę główny problem z Facebookiem w ogóle, że często mówię ludziom ze sklepów internetowych, mogłbyś wziąć wszystkie ustawienia swojego największego konkurenta i nic by ci to nie dało, bo to jest niereplikowalne. My potrafiliśmy mieć taką kampanię, w której właśnie tu w Warszawie promowaliśmy dwie inwestycje deweloperskie, trzymaj się, przedzielone płotem. Więc mówię, idealna okazja, żeby sprawdzić, czy wiesz, ten sam target grupa, bo to jest ten sam typ ludzi, lokalizacja, czyli klucz w deweloperce praktycznie taka sama, więc to nie jest tak, że porównujesz apples and oranges, tylko ci ludzie chcą realnie w tym okręgu mieszkać i potem się okazało, że zarówno inne ustawienia grupy działały, jak i inne kreacje. W jednym się lepiej sprawdzały po prostu zdjęcia pokazowego mieszkania, a w drugim kreacje z zewnątrz. Dlaczego? Nie wiem. Efekt marki, efekt dewelopera, ale nad tym się trzeba przestać zastanawiać. I po prostu zrobić sobie wtedy, wiesz, właśnie zestaw reklam, z kilkoma reklamami, coś o czym dalej wiele osób nie pamięta, żeby ten algorytm wybrał. I no to trzeba spojrzeć wtedy, stwierdzić, o interesujące, wygrało to i tamto. A następnym razem dalej tworzyć te zróżnicowane rzeczy, inne od siebie i tak dalej.
Ja akurat testów AB nie robiłem, ale ja na dużą skalę robiłem posty w dużych budżetach, które powiązują nam followersów. Udało mi się tam 100 i 105 tysięcy przebić i zauważyłem taką ciekawą rzecz, że na przykład post, o którym ci powiedziałem, on tam miał z pięciu różnych huków tych początkowych, więc jakby testujemy sobie zawsze te huki. I faktycznie czasami jest tak, że odpalimy 5-10 kreacji na pozysk followersów i wybijają się jakieś dwie, które mają niski pozysk, one potem, wiadomo, po jakimś czasie łapią trochę gorszy koszt klika, ale wyłączymy je na miesiąc, wyłączymy ponownie te same, które puściliśmy i są zupełnie inne wyniki. I że jakby to jest w ogóle taka rotacja, taka trochę niewiadoma.
No właśnie, Bartek, aplikowalność. A powiedz mi jedną rzecz, bo to jest dla mnie potencjalnie ciekawe. Jak masz targetowane reklamy na pozyskiwanie followersów?
Ja mam, jeśli chodzi o reklamę polskiwania followers, to ja mam skizz około 6-7 kreacji. Wszystko jest na osoby podobne do obserwujących.
Okej, to jest potencjalnie w porządku. Natomiast ty już masz coś dużą, no duży punkt wyjścia, 100k ludzi, nie?
Tak, 100k ludzi i w ogóle, tak jak sobie przejrzę swoje konto, no to w ogóle mam jedną rzecz, której jestem super zadowolony i to w ogóle Facebook wycofuje, bo jakiegoś bułga, ale to dalej działa. Był taki moment ostatnio, że była możliwość zrobienia kampanii na dołączenie do grupy. Ja jestem wielkim fanem grupy, tam jest 37 tysięcy w naszym e-commerce'ie. Ja tam przeładowałem budżetem i 4 tysiące osób wpadło w jeden miesiąc i to wyłączyli. I przestało działać.
Ale jak masz zapisaną grupę?
Ale jak mam zapisaną, to sobie ją zaaktywowałem i teraz jakby nie biję się w nich.
Kocham takie chwyty. Moje dwa ulubione były takie, że jak było wiadomo, że Facebook będzie wycofywał, o, a propos rzeczy, które nie działają, targetowanie po stanowiskach. Coś, co kiedyś działało fajnie, bo ludzie więcej się dzielili takimi prywatnymi informacjami. Wiesz, to były te czasy, gdzie na Facebooku podglądałeś, Jakie firmy ludzie lubią? No to to już tak nie działa, nie? Kiedyś właśnie były kampanie i możliwości targetowania na stanowiska i Facebook mówił, że je wycofa. Więc ja wszystkie zapisałem, bo wiedziałem jak działa Facebook i jego targetowanie. Zawieszone w czasie. Facebook to wycofał, to zniknęło, a ja miałem pozapisywane grupy. Marketerzy, przedsiębiorcy, tam dyrektorzy i tym podobne. A teraz to wróciło oczywiście, ale jest de facto nieużywane. Natomiast w kontekście tego, co powiedziałeś, bo nie chciałbym, żeby to właśnie poszło bokiem, bo to jest kolejny taki wątek, że patrz kogo słuchasz, w sensie na jakim on jest poziomie. Najgorsze jest, wiesz, swój środek z czyimś końcem albo początkiem porównywać i to już sobie możesz pozwolić dla ludzi podobnych do wielkości. Natomiast większość ludzi na początku robi reklamy np. na polubienia. i robi je na osoby o jakichś zainteresowaniach. Stanowczo do tego zniechęca, bo jak działa algorytm? Algorytm działa na zasadzie klika. Moim takim głębokim podejrzeniem, nikt z tego z Facebookami nie potwierdził, ale z kilku testów tak mi to wychodzi, że wiesz po co tak naprawdę optymalizuje Facebook? Niezależnie od zdarzenia, które wybierzesz, kontakt, zapis, zakup, on optymalizuje pod CTR wszystkie. Tak jest moje przekonanie. Robiłem te testy, były te Advantage Campaign Budget i tak dalej. I zdarzały się po prostu kreacje, które były stanowczo za drogie w koszcie pozyskania klienta, a i tak wygrywały w zestawie reklam, choć nie powinny nigdy. I za każdym razem gdy porównywałem korzenie takiego błędu, to w statystykach w rozwinięciu, jak ktoś kojarzy porównywanie kolumn skuteczności kliknięcia, dochodzimy do CTR-ów, CTR linku, czyli przejścia na zewnątrz i CTR wszystkie. I wychodziło, że wygrywały zawsze te, które miały najwyższe CTR wszystkie. Więc moim założeniem jest to, takim jakby podejrzeniem, obaliłam tego potwierdzonego, że Facebook jednak przede wszystkim robi dobrze sam sobie. Bardzo często jest tak, że coś, co się często klika po prostu więcej sprzedaje czysty efekt skali chociażby, natomiast jeżeli nawet nie, to i tak potrafi pod to optymalizować. Więc tutaj zadania dla osób, które być może nas słuchają i tego głęboko sprawdzają. Jak mieliście sytuację, w której w zestawie reklam na Facebooku dziwnie wam skręcił algorytm i wybrał kreację najdroższą w pozyskaniu klienta, to sprawdźcie, czy tam właśnie nie wygrała ta, która miała najwyższy CTR wszystkich. A dążyłem do tego, żeby jeszcze skończyć wątek followersów, że ludzie ustawiają reklamę na aktywność, właśnie na pozyskiwanie fanów. Bo chcą sobie szybko zbudować jakiś taki zdroworozsądkowy, robiący wrażenie zasięg. Tylko, że trzeba pamiętać jak działa algorytm. Algorytm idzie czysto klikami. Co oznacza, że kto najczęściej będzie lubił fanpage? Osoby, które już lubią dużo więcej. A im najłatwiej będzie Facebookowi zachęcić kogoś, kto już sam siebie dużo polubił, do polubienia jeszcze jednego. A jednocześnie ta osoba będzie miała już tyle polubionych, że twój się może nie przebić. Czyli nie będzie mega fajny komunikacyjnie przez cały ten element, który on ma. Więc osobom bardziej początkującym ja raczej polecam ustawianie kampanii na pozyskiwanie polubień od osób, które były na stronie. Bo przynajmniej wtedy wiesz, że one, jesteś tym co klikasz, zweryfikowały, weszły na twoją stronę i przynajmniej wiedząc, co to jest za marka, sprawdzili ją. A nie tylko po prostu, że pasują do profilu i często lajkują. Podobne strony sklepów z torebkami chociażby.
Zgadza się. To jeszcze dorzucę może taki wątek, co u mnie nie działało. Możesz do tego odnieść. Totalnie nie działały u mnie reklamy, jak w swojego czasu były. Już nawet nie wiem teraz, czy są. na wyświetlenia wideo i potem jakieś retargetowanie na 25% obejrzeli, 50% obejrzeli. Tak zdradzając, to jakby cała nasza w ogóle góra lejka na fejsie to jest tylko i wyłącznie duże budżety na polubienia followersów i potem jakieś kampanie testymonialowe, jakby dogrzewające.
Znam dużo sklepów, które tak działają. Jeden z największych sklepów, z którymi pracujemy. Praktycznie każda kobieta w tym kraju go widziała, ale nazwę nie mogę podać, bo by się śmiertelnie właściciel obraził. Natomiast to nie jest wielka znana marka, natomiast ona jest wielka w liczbach, które generuje. Under the radar, jak to mówiła Agostasi. Ma inny z kolei wątek, to też pewnie wykorzystujesz, że najwięcej przychodu jest z reklam, które są kampaniami na sprzedaż, mega zautomatyzowanymi pod kątem grupy docelowej. Remarketing, Advantage Plus, podobni, ale głównymi kreacjami Są posty z dropami, posty z kolekcjami, z fanpage'a, które po prostu były promowane też jako promowane posty. Czyli po prostu bierzemy sobie jedną kampanię na aktywność, ona, my na to nazywamy klakierzy, pozyskuje sobie po prostu aktywności, plus oczywiście zasięg organiczny, bo tam też już jest przeszło 100 tysięcy ludzi, a potem używamy tego posta w kampaniach na sprzedaż. Dlatego zawsze mówię, że promowanie postów działa sprzedażowo, pod warunkiem, że umiesz to zrobić. I wybierzesz wtedy odpowiednią optymalizację, a nie tylko tą domyślną facebookową.
Dla mnie też fajnym dużym gamechangerem jest to, że po wgraniu list odbiorców jestem w stanie zobaczyć w tych kampaniach Advantage Plus i jakie jest koszt oddarcia do nowych, do remarketingu, do zaangażowanych, a dużo osób tego nie robi.
Wgrywanie baz danych, to w ogóle uważaj, nie wiem jak je wgrywasz i teraz ja bym chciał przestrzec przed najczarniejszym możliwym scenariuszem, ale zawsze tak właśnie imperatyw moralny każe mi o tym mówić. Możesz sobie wgrać bazę maili bądź telefonów na Facebooka, tak? I zrobić z tą grą pracolową. Tylko, że jak to wgrywasz, to wgrywasz to ręcznie. I teraz rozważ scenariusz zastępujący. Pierwszy warunek brzegowy, być może wiesz, być może nie wiesz. Każda osoba, której dane wgrałeś, może sprawdzić, czy się ją targetujesz na podstawie wgranych danych. Co więcej, wystarczy, że je wgrasz, bo się zdaje, że się teraz prawnicy mnie zabiją za uproszczenie, ale niech będzie czynnością przetwarzania. Nawet jeżeli nie odpaliłeś na nich reklamy, ale wgrałeś, więc już trochę wiesz, użyłeś ich danych. I to widać, trzeba po prostu wejść w te opcje, dlaczego widać reklamę, edytuj preferencję reklam i tam parę kliknięć głębiej, cyk, masz to. Więc możesz zobaczyć, kto tam Cię targetuje po mailu bądź telefonie. I teraz drugi warunek brzegowy. Ktoś wypisuje się z Twojego newslettera na przykład. i wycofuje Ci zgodę, w jakiejkolwiek formie wycofuje Ci zgodę marketingową, a wycofuje ją in general. I teraz co się dzieje? On to wycofuje i załóżmy, że widzi Twoją reklamę i postanawia, dlatego mówiłem, mała szansa, ale istnieje ryzyko, sprawdzić czemu ja to widzę. I widzi to na podstawie maila, ponieważ baza mailowa jest wygrywana ręcznie i nikt jej nie czyści. Jakbyś miał 100 maili, to może by Ci się chciało. Ale niestety Facebook ma tą walę, że nie możesz otworzyć sobie po prostu grupy docelowej z mailami i ręcznie kogoś wysunąć. Wtedy by się dało po API to nawet zrobić. Dlatego takie numery z grupami tego typu. Najbardziej polecamy robić, jeżeli korzystać np. z narzędzi do automatyzacji marketingu, które właśnie coś takiego czyszczą. Np. pierwszym systemem, choć mało kojarzonym z Automation, ale tak działającym był MailChimp. MailChimp, który kiedyś był bardziej do e-maili, a obecnie i Facebooka przez to puścisz, tak właśnie pozwalał robić. Czyścił tę bazę bezpośrednio przez API, czy jakkolwiek nie jestem techniczny, natomiast unikał tego ręcznego elementu.
Ale to trzeba mieć Marketing Automation. My akurat mamy, ale nie każdy.
To polecam, żebyś zobaczył, czy w ten sposób nie mogłbyś tego sobie po prostu powiązać.
Nie wiem, czy nie jest tak na zrobionym nas.
Bardzo możliwe. Natomiast słuchają nas osoby, które po prostu zobaczą tą funkcję. Mogę coś takiego wgrać. Wgrają ją ręcznie. Pamiętajmy, że ryzyko to jest promila procentyla. Ale ja sam miałem dwie firmy, ten duży portal, który tak wpadł. Pamiętam, że pojechałem do nich na taki warsztat zamknięty. Gadamy o takich opcjach. Mówię im właśnie o tym. I takie miny po drugiej stronie. Szkoda, że pan dwa miesiące temu nie przyjechał, bo potem wpadli w ten tak zwany czas. I mówię, o, czyli jednak coś, co ja sobie wymyśliłem w głowie, że jest możliwe, rzeczywiście się zmaterializował.
Pozwolisz, że w tym momencie przeczeczę sobie słowa Twoje, które napisałeś ostatnio na Facebooku i się doszczędnię?
Aż się boję. Zresztą, że mi nie każesz się odnieść, bo ja mam inne cytat z Marszala McLuchana. Zanim to przeczytasz, niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co mówię.
A z tym się myślę, że na pewno zgodzisz. To jest takie fajne skomentowanie. Pewne przykłady powinni być po prostu zakazane na szkoleniach, konferencjach czy w książkach biznesowych. To jest jeden z początek postu, potem nawiązałeś do kilku dużych marek. To powiedz mi w takim razie, czy są jakieś nowe marki, które twoim zdaniem prowadzą świetne kampanie e-commerce, ale nie są takimi gigantami? Bo to jest coś, co też zawsze mnie, jak początkowo chodziłem o szkolenia, irytowało, że były przykłady dużych marek, które mogły sobie pozwolić na dużo. I co ja jako taki mały rzuczek mogę sobie z tego wziąć?
Boże, ale mi zadaje się teraz trudne pytanie, ponieważ ja muszę, żeby ci odpowiedzieć na to pytanie, to ja muszę sobie odpalić, uwaga, teraz taki... Niech będzie zaangażowanie. Tak, jest zaangażowanie, ja muszę wejść, bo to jest tak, że jak mnie ktoś pyta, Artur, poleć jakąś książkę, to ja jestem w ogóle w panice, w sensie, Boże, co mam polecić? Bo to jest tak na zasadzie jak z kreatywnością, to jeśli powiem, wymyśl coś, reakcja zawsze jest defensywna, czyli co? Ale jak ktoś ci powie, podaj gatunek drzewa, to jakoś tam wymyślisz. Natomiast muszę zobaczyć właśnie swoją listę, bo tak co z głowy mam blank. I to jest tak, poszedka.com. Jeden z moich absolutnie ulubionych sklepów internetowych.
Jesteś target groupą zapewne.
Jak najbardziej jestem target groupą, bo ja kocham garnitury i to jest marka, która we komersie, moim zdaniem, spełnia dwa bardzo duże fajne założenia. Po pierwsze, mają właśnie kreatywne kreacje, oparte na własnych ludziach, którzy robią za modeli, którzy prezentują te garnitury, opowiadają o nich. Właściciel bezpośrednio zaangażowany jest z modelem, ale i głównym inspiratorem i tak dalej. Poszczególni kierownicy salonów, jakieś tam doradcy klientów i tak dalej. Nagrywają poradniki tym podobne, ale mają też świetny koncept na bloga. Ponieważ, wiesz, typowy blok w e-commerce'ie to jest blok z punkta SEO. Masz na przykład trendy na wiosnę, no i potem są te artykuły takie pisane, których się czytać nie da, typu trendy na wiosnę będą takie, że trendy na wiosnę będą jakieś, żeby tylko keywordy upchać. A oni na przykład tworzą... Poszliśmy z kumplami do burgerowni ubrani w eleganckie ciuchy, bo oni mają tagline, który się nazywa everyday classic, czyli że możesz, wiesz, korzystać z klasycznej męskiej elegancji na co dzień i żyją tym, co wymyślili. Więc mają na przykład wpis, gdzie właśnie tacy odwaleni jak stróż w Boże Ciało Idą do burgerowni i pokazują, że to działa. Że to po prostu pasuje do siebie. Bo wiesz, normalny człowiek będzie sobie raczej wyobrażał takie garnitury w świecie korporacyjnym czy gdzieś, a nie w evencie filmowym, na festiwalu muzycznym. Właśnie w burgerowni po godzinach, w jakichś perlowskich wnętrzach, czy gdzieś tam. Oni to robią na blogu jako sesja. I to nie daje nic pod SEO, ale to daje dużo pod kątem wizerunkowym. I tak dalej. Druga marka, My Basic. MyBasic, która jest ciekawą marką pod tym kątem, że to jest przykład marki, która po prostu ma dobrą przewagę konkurencyjną. Mamy ubrania, które wszystkie do siebie pasują i są, to się mówi monochromatyczne, w jednym kolorze, po prostu są w jednym kolorze. Więc zarówno dla linia dziecięca, z której bodajże wyrośli, jak i linia dorosła, chyba w braku lepszego słowa, męska, damska. Razem się mają takie kolekcje unisex, z tego co pamiętam. Wszystko jest w jednym kolorze i wszystko możesz połączyć ze wszystkim.
Ja chyba nawet kiedyś rozmawiałem z właścicielem... Właścicielką. Właścicielem, właścicielką, tak naprawdę.
Ja pracowałem z nimi, to tak na marginesie, stąd po prostu wiemy, gadałem o tym, mega zaangażowani ludzie, fajne kampanie, zdjęcia promocyjne, to są takie krzykliwe kolory. To jest ten sam koncept jak z Poszedką, że kojarzysz te krzykliwe kolory. Jak spojrzysz na tle ściany, jak robią zdjęcia, to spojrzysz, kurde, ja bym tak na miasto nie wyszedł. Potem oni mają sesję na krakowskim rynku. I widzisz, że hej, to wygląda cool. To niekoniecznie moja estetyka, bo ja raczej, wiesz, szary, tak samo nudny jak ja. Natomiast tu widzisz, mówisz, ej, to fajnie wygląda. To jednak pasuje. To jest bardzo fajna marka od tej strony też. Jadę sobie dalej.
Masz jakąś listę spisaną?
Nie wiesz, to ja tworzyłem sobie po prostu obserwowane na Instagramie. I szukam, ja nie kupuję nic marketingowego, bo po prostu mnie to nudzi i mi się nie chce, ale mam czasami kilka sklepów, więc te dwa przyszły mi z głowy, ale patrzę czy nie mam czegoś jeszcze, tak pod ręką, co by mi pasowało i bym tutaj zrobił... Jest taka marka Coffee Jacket.
O, tego nawet nie znam.
Coffee Jacket to jest firma niemiecka, która szyje, znowu będzie moja inklinacja do mody męskiej, natomiast to jest marka, która szyje ze starych worków do kawy marynarki. Więc to jest razy przykład mega niszowego produktu, ale mają świetny, oparty po prostu na rolkach i pokazywaniu procesów produkcyjnych, sposób prowadzenia komunikacji. To jest mała marka, niszowy produkt tylko taki. Ale warto ich przejrzeć, bo nasze mówię, że powiedzmy w e-commercie nie tylko są takie cztery generatory zaufania. Rzeczy, które sprawiają, że myślisz sobie ci ludzie są spoko albo uczciwi. Ludzie, pokazujesz, kto tu pracuje. Twoje wyniki, czyli wiesz, to, że ludzie Cię chwalą, to co Ty zrobiłeś. Twoje procesy, jak to jest szyte, jak to jest robione, kto to robi przy okazji, tym podobne. I pokazywanie po prostu materiałów edukacyjnych. Jak działamy, dlaczego warto tyle zainwestować w ten proces. To są takie generatory zaufania. Jak sobie chodzisz po takim profilu takiego Coffee Jacket, to widzisz, że oni de facto rotują w kółko tym. Tu pracownik o czymś opowiada, tu pokazujemy jak powstają takie rzeczy, tu proces produkcji od środka, tu rekomendacje od klienta i zapętlasz. Więc taki zdrowo prowadzony, fajnie rosnący profil to oni. I jeden z naszych już teraz byłych klientów, ale długo razem pracowaliśmy, firma Ekogram. Też uwielbiam. Ekogram, który właśnie fajnie pokazuje, że marka firmy, nawet firmy, która jest firmą, no nazwijmy to galeryjną, po prostu kupisz sobie ich pastę, to są takie zdrowe pasty i tym podobne, kupisz w Rossmanie, może być oparta o markę właściciela. To, co mogę powiedzieć, bo na tyle mi umowy pozwalają, to jest tak, że wiesz, zazwyczaj się kojarzy wyrazistych właścicieli raczej z firmami usługowymi. Jakbyś tak zrobił sobie licencz rynkowy. A mało jest takich sytuacji jak twoja właśnie, czy właśnie Michał z Ekogramu, gdzie jest osobowość właściciela, który jest też i na YouTubie Marki, i na przykład na oficjalnym YouTubie Ekogramu potrafiły być filmy z ich, jego i żony, wycieczek zagranicznych, gdzie oni po prostu robią jakieś, wiesz, food porny, nagrywają sobie, a przy okazji w koszulce Marki. Ktoś by stwierdził, że no okej, firma usługowa albo influencer, co tam to może pozwolić, ale ktoś sprzedaje słoiczki w Rossmanie, że niby to się nie pasuje. A okazuje się, że to mega pasuje. Więc jak pisze dla Ciebie ten e-commerce newslettera, to pisze dla Ciebie Michał Zekogram i Ci wrzuci raz swojego YouTubka, że sobie teraz robię pastę orzechów domową, a raz promkę na coś. Ale to dawało efekty. A potem jak były wyniki kampanii na Instagramie, to jeżeli pojawił się Michał na materiałach, to sprzedaż z kodem rabatowym czy bez była zawsze wyższa niż z takich, wiesz, słoiczek na pięknych, kolorystycznych tłach. Więc polecam już ten ostatni przykład, niech to będzie, bo pewnie masz jeszcze inne pytania. Właśnie Michała z tego samego względu jak Ciebie od tej strony, że jednak jest obecność tego osobowości właścicielskiej, również jako po prostu osobowość marki.
Tak, ale...
Ale, dawaj.
Ja się z tym zgodzę. My te treści edukacyjne z produkcji pokazujemy. Ja też jestem dość mocno obecny w tej marce, tylko tak samo jak ty w swojej, w sensie w swoich filmach, też jesteś jakby frontmanem, takim bardzo mocno zaznaczonym od lat. Ale czy nie uważasz, że to jest duże zagrożenie wbrew pozorom? Bo ja do takich wniosków ostatnio dochodzę, że fajnie, że markę udało się zbudować, tylko że ty nie możesz z niej wyjść. Ty musisz być cały czas uśmiechnięty, emanować dobrą energią, jakby jesteś tym frontem. Jak ciebie nie ma, to są pytania, gdzie jesteś.
Ja kiedyś nagrałem odcinek, który ma tytuł Marka osobista to pułapka. I zgadzam się z nim na dwóch poziomach. Pierwszy, teza, której nie poruszyliśmy, ale że jeżeli się przykleisz do jakiejś niszy, którą obecnie realizujesz biznesowo, to ciężko będzie z niej wyjść, a ty się zmienisz. Więc wiesz, to, że gadamy o reklamie na Facebooku wynika z faktu, że ja miałem okres mniej więcej 4-5 lat, gdzie robiłem to na maksa. Obecnie moje zainteresowania są dużo dalej. Ja dalej w tym siedzę i to znam i jestem jedną z lepszych osób w Polsce w tym temacie, nie będę się ukrywał.
A nie męczy to?
Oficjalne papiery z Facebooka i męczy mnie to już trochę. No właśnie. W sensie wolałbym nie być aż tak przyklejony, ale teraz musi równie dużo wody w Wiśle upłynąć ze mną mówiącym o sprzedaży, marketingu w tym szerszym, strategicznym sensie, żeby nakryć ciapką tamte rzeczy. Ale dalej są ludzie, którzy trafiają i mówią, wiesz, książkę na półce to jest o Facebooku, a z drugiej strony książkę, którą napisałem chyba z dziewięć lat temu o pisaniu tekstów i tam jestem jako copywriter. To jest, wiesz, tak się czasami śmiejesz, jakby odpalić jakiś wywiad ze mną sprzed różnych lat, to jeszcze sobie przeczę. Różni się tu przychód w firmie, tu liczba ludzi, no bo to są różne okresy historii. Więc to się trafia na jakiś materiał i na tej podstawie do niego jesteś. To jest pierwszy wymiar połapki, a drugi to jest właśnie to, co powiedziałeś, że łatwo się szybko robi markę jakąś, jeżeli pokazujesz siebie, ponieważ jednocześnie to po prostu wtedy jest to ekstrapolowane. Twoja osobowość staje się osobowością marki, a trudniej się buduje osobowość abstrakcyjnego bytu, jakim jest firma, nie? Więc to idzie szybciej, wyniki są prędzej, ale potem właśnie każdy dzień to performance i nie możesz mieć słabszej godziny, bo zawsze trzeba kolejną rolkę nagrać, kolejne rzeczy. W sensie ja bardzo współczuję, szanuję i podziwiam każdą osobę, która jest pełnoetatowym influencerem, która żyje z faktu, że jest oglądana i się tym życiem non-stop dzieli, kilkadziesiąt razy dziennie.
No ale ty tak robisz.
Co ty w życiu? Czy ty widziałeś, jak ja stories wrzucam raz na trzy dni?
Tak, ale jak sobie przejrzałem ilość kontentu, który ty wyprodukowałeś w postaci książek, kursów,
rolek, podcastów... To jest w ogóle 100% składane. Jak ja robię podcast, to jest prosty temat. Ja siadam jednego dnia, nagrywam pięć, sześć odcinków. Ekipa to montuje, puszcza raz w tygodniu i pozdro. Inaczej mówię, że ja mam dwie firmy, które mi zarządza. To jest 60 plus ludzi. Niech jedna osoba ma jeden problem dziennie. To nawet z zespołem menadżerów masz co robić, nie? Plus jeszcze właśnie warsztaty, pasa z klientami i tak dalej. Więc to jest uproszczone do maksimum. Za jednego posta raz na LinkedIn'ie wrzucę raz na trzy dni. Rolki nawet nie mam pojęcia, co się na mojej Instagramie pojawia. Ja nawet tego nie kontroluję. Co tylko stories sam wrzucam, reszta mnie nie interesuje. A wrzucam, jak sobie albo przypomnę, albo mam siłę. Bo jak ja skończę robotę, siadam wieczorem i mówię, to jest ten moment, gdzie powinienem nagrać rolkę i się uśmiechnąć, ale ja ledwo słowa składam już na tym etapie, bo jestem po ciężkim, czy ciężkim w rozumieniu, angażującym na przykład w arsztacie. Bo jak pracujesz z kimś nad strategią, to nieustannie słuchasz, jest aktywne słuchanie, łączenie kropek, sięgasz myślą i pamięcią do rzeczy, która padła 5 godzin temu. Albo przeczytałeś materiały od tego człowieka dwa tygodnie temu i musisz być on top of your game cały czas, nie? Poza tym masz płacone, a to jest niezwykłe wypompowanie energetyczne. I potem na koniec dnia siedzisz z takim warzywem na kanapie i myślisz sobie, no na rolkę to ja już nie mam krzepy. To jest to ryzyko, z którym też się trzeba właśnie jako taki właściciel dowolnego typu firmy, która buduje się poprzez poczęści monetyzowanie albo po prostu frontmanowanie, z braku lepszego słowa, właśnie tą marką właścicielską.
A dużo masz takich momentów, w których mówisz, kurde, nie chcę mi się nagrywać tego podcastu.
Ale ja miałem tak, miałem tak z 6 lat temu, gdzie właśnie moja strona jakoś tam wtedy jeszcze, no 6 to nie, to było z 8 lat temu, bo był taki okres, gdzie zanim ja doszedłem do swojego szczytowego momentu, gdzie miałem 100 tysięcy ludzi miesięcznie na stronie, czyli praktycznie jak dobry portal, nie?
Ile to było z organika, ile z kampanii płatnych?
Full organic, gdzie nie robiłem w ogóle kampanii płatnych, nie? To tak naprawdę, wtedy miałem taki rok, rok przed tym, gdzie miałem jeszcze, wiesz, to okolice kilku tysięcy, to nie rosło i tak mówię, nie chcę mi się. I przez pół roku czy 7 miesięcy nie napisałem nic na bloga. Wtedy nie miałem tylko bloga jeszcze. Ale tak po 7 miesiącach poczułem, że za tym tęsknię, że to po prostu chcę robić. I od tej pory jakoś tak mi nie przeszło. Ja po prostu nie musiałbym tego robić. Naprawdę, wiesz.
No właśnie.
Chciałem zapytać, czy coś Cię do tego motywuje, do robienia tej marki osobistej, bo cały czas tego pręża nie działasz.
Nie, nie wracamy. Widzisz, jak ja rozpoczynałem swoją, choć lubię o sobie mówić, ale pytasz z uprzejmości, więc rozwijmy wątek. Tak ja zaczynałem taką swoją działalność. Mimo, że byłem młody i głupi, teraz jestem tylko starszy i odrobinę mniej głupi, ale miałem zawsze jedną myśl, która mnie przerażała. że są dwa typy ludzi, że są blogerzy, którzy przy okazji robią biznes i że są biznesmeni, którzy przy okazji dzielą się treścią. I prawda jest taka, że jak ja zaczynałem nawet w branży, ja nigdy nie czytałem polskich speców. Wtedy było bardzo mało ludzi. Był Paweł Tkaczyk, Kopa Proszyński, Natalia Chatalska, Adam Przędziek, Media Fun, Maciek Budzi, który teraz w ogóle jest przewodnikiem po Islandii, telemarketing obchodzi. I to był koniec, w sensie Paweł Tkaczyk, człowiek, który był od zawsze stary, jak Steven Seagal, w sensie nie widziałem młodego Stevena Seagala, nie wyobrażam sobie młodego Paweła Tkaczyka, bez brody i lat 20, w sensie pozdro Paweł, jeżeli byś tego słuchał, nie? To taki człowiek, który od zawsze był dobrze w architekturze. On był tak samo stary, jak ja zaczynałem i teraz ja jestem 10 lat do przodu po lat i on to jest tak samo stary i cały czas młody i piękny oczywiście. Natomiast wracając, to wtedy miałem coś takiego, że widziałem właśnie, bo ta cała gadka o blogach, nie? Blogi, metody na zarabianie, było wstyd powiedzieć, że się ma bloga. Ja się wstydziłem powiedzieć, że prowadzę se bloga, tak po godzinach, mimo że był on oczywiście publiczny.
Bo byłeś połączony z influencerami wtedy.
Bo byłbym połączony, słyszałeś, nie ta skala, tutaj jakieś tam kilkaset kontra ten, ale to był wstyd. Pamiętam, że jak ja pojechałem na spotkanie do Procter Gamble, ze wszystkich możliwych ludzi. I tam tak mało treści wtedy było. Gościu marketing na CEI mówi do mnie, o, pan Artur, ja słuchajcie, pan artykuł czytałem. To ja zamiast stwierdzić, kurde, to jest fajne, miałem taki wstyd, boże, zaśmiech, chcę zapaść pod ziemię, że boże, on widział, że mam bloga. Dramat, nie? Jak trzynastolatka, kurwa. Ale miałem taką inklinację, że czytałem zagranicznych autorów. A za granicą było mnóstwo takich wykład jednoosobowych działalności konsultanckich albo właśnie ludzi, którzy wiesz, w VCK-ach, bo wtedy też przy startupach sporo siedziałem, albo po prostu w firmach. Oni po prostu na co dzień byli sprawnymi biznesmenami, menadżerami albo ekspertami, a przy okazji dzielili się wiedzą o jakich blogach. I to mnie inspirowało, że można po prostu być osobą, która robi coś, a obok tego po prostu dzieli się przemyśleniami. Można, nie musi. Coś w ten sposób porządkuje, wiesz, porządkuje własne myśli, pokazuje światu, kim jest. To też przyciąga konkretny kaliber ludzi, którzy potem do Ciebie przychodzą. Trochę taki, wiesz, niemalże szamańskich elementów, ale jednak, no, jak projektujesz swoje wartości w świecie, to przyciąga do siebie takich ludzi, a od razu jest takich, którzy się z tymi nie zgadzają. Znaczy, jeżeli ja jestem osobą, która głęboko wierzy w potrzebę etyki w biznesie, to do mnie nieuczciwa osoba raczej z propozycją deala nie przyjdzie. Ty powiesz, Artur, jest prosty cash do zrobienia, tylko trzeba wydymać 5 osób przy okazji, co ty na to, nie? No to to się mi nie zdarzy, bo ja zbyt dużo o tym mówię i to jest jakby barierą przed czymś takim. Więc takie miałem motywacje i to mnie myślę zbawiło, bo się dużo ludzi wchodziło w tamtych czasach już, w blogi czy w cokolwiek, z taką misją, ja to zarabię, będę monetyzować. A ja miałem takie, że ja sobie robię swoją wiedzę i się przy okazji nią dzielę. I bardzo, bardzo chciałem, żeby tak to było postrzegane, bo już w tamtych czasach pierwsze kursy odpalałem. Odpalałem pierwsze kursy właśnie z reklam na fejsie i się bałem. Bałem się, że będę miał przylepioną łatkę o ten od kursów. Gościu, który kursy robi, na kursach zarabia. A nie, że biznesem, wtedy już miałem agencję, rzecz jasna, nie? I pamiętam, że dał mnie takim momentem, gdzie stwierdziłem, to jest dobrze robione. Bo jak do mnie pisali ludzie z innych agencji, kupujący moje kursy, albo jakichś innych ludzi, mówią, Artur, wiesz co? My kupujemy od ciebie, bo ty nie jesteś twórcą kursów. Ty robisz kursy przy okazji. A dziś, no to może być taka dziwna rzecz, bo dzisiaj właśnie już się stało pewną... akceptowaną w polskim społeczeństwie biznesowym, czy jakkolwiek praktyką, że po prostu wiele firm przy okazji ma jakąś linię biznesową opartą o edukację i tym podobne. A ja pamiętam taki cytat i już kończę, oddaję Ci głos, jednego z moich ulubionych ludzi z świata, wiesz, venture capital, Bena Horowitza, który powiedział coś takiego. My nie jesteśmy tam venture capital, tylko jesteśmy firmą medialną, monetyzującą się poprzez usługi. I mówię, o, de facto tak to u ciebie wygląda. Tworzysz dużo materiałów, jakieś rzeczy i trochę ta usługa jest twoją monetyzacją, ale to nie jest jedyny sznyc, w którym działasz. Masz i takie i takie ramy, nie?
Ciekawe bardzo.
Przepraszam, mam tendencję do długich odpowiedzi na bardzo proste pytania, więc musisz uważać.
Ale ja wyłapuję sobie wątki i bardzo mi się podobała jedna rzecz, która została poruszona a propos pisania. Bo ja widzę taką zależność, jak sobie rozmawiam z tymi klientami, z ludźmi, którzy działają w e-commerce, że dużo osób faktycznie czyta, słucha podcastów, ale mało osób na co dzień pisze. Ja od kiedy zacząłem pisać, pisywać swoje wszystkie myśli, pomysły, pisać newsletter, pisać jakieś treści edukacyjne, to zacząłem się stawać lepszym w ogóle przedsiębiorcą. Ja wykorzystując to, że ty napisałeś świetną książkę o copywritingu i w ogóle pisałeś w przeszłości, chciałbym, żebyś zarekomendował i powiedział dlaczego warto pisać i jak to można nawet zmienić. Nawet sam fakt tego, jakbyś tworzył potem content copywriterski do swoich reklam i żeby tego ludzi zachęcić, bo ja uważam, że bądź co bądź mało osób posiadających biznesy,
nawet e-commerce'owe, Nie pamiętam dokładnego autora tego cytatu. Być może go nie ma. Jak wiecie, ja kocham cytaty. Kocham cytaty i bon moty, bo one są skrótem myślowym. Łatwo się do niego odbić, do tych mojego pięciominutowego monologu, który niechybnicie teraz czeka. Możeś go wywołał. I jestem taki właśnie bon mot. Liderzy myślą na papierze. I ja lubię jako element np. rekrutacji albo takiej szybkiej weryfikacji osoby zobaczyć jak ona pisze. My pracujemy zdalnie, zdalne słowo pisane jest w ogóle podstawą. Oby moje firmy są od zawsze w pełni zdalne. I od pisania maila, przez task na Asanie bądź innym programie z którego korzystasz, po oczywiście materiał marketingowy czy reklamowy, zależnie od tego jak piszesz, to dużo pokazują temat tego jak organizujesz myśli. Jest dużo ludzi, które wierzy w te rzeczy typu, że niechlujne biurko, niechlujne życie, to jest nieprawda, to jest totalnie syf, a jestem mega zorganizowany zawodowo, to się nie łączy. Ja tego aktywuję, że tego nie ma. Ja lubię taki kreatywny weizel, nigdy nie będę minimalistą. Musi być dużo rzeczy na raz wokół mnie. Ale jednak z papierem i z pisaniem tak jest. Jak ktoś pisze bardzo chaotycznie, z błędami, z kotajem, i tak dalej, o, to podobnie chaos w głowie. Jak umiesz pisać, przekazywać w sposób precyzyjny zdanie po zdaniu, to będziesz lepszym komunikatorem. Wejdzie Ci to w krew. Wiesz, ja na przykład kiedyś szukałem różnego rodzaju poradników na temat wystąpień publicznych. I potem stwierdziłem, że wszystkie techniki, których się używa w zakresie wystąpień publicznych do organizacji wypowiedzi, to są dokładnie te same rzeczy, które są wskazówkami dobrego copywritingu. I potem poszedłem jeszcze dalej. Jak jeszcze mój blog, bo to on przeszedł kilka iteracji, był bardziej blogiem o copywritingu, w rozumieniu pisaniu tekstów, a robiłem ankiety, tak jak się w dobrym e-commerce robi. Ankietyk to mnie czyta, hej, kim jesteście, kto kupuje. to tam było bardzo dużo ludzi z sprzedaży. Ja mówię, kurde, dlaczego tak jest? Bo ja wtedy pracowałem, jeszcze nie pracowałem na takim stanowisku sprzedażowym jak później jako kieras sprzedaży, a ci ludzie powiedzieli mi, wiesz co, bo ty mówisz o języku korzyści dużo i rzeczy, które ty piszesz w kontekście języka korzyści, to są tak, jak my na rozmowach powinniśmy mówić i tak mówimy. I potem rzeczywiście chwyciłem ileś tam książek o sprzedaży i brałem sobie swoje rozdziały o copywritingu, o mówieniu językiem korzyści i operowaniu anegdotą przy okazji, I książki o sprzedaży, jak na spotkaniu prezentować korzyści z produktu i anegdoty jako dowód na skuteczność tegoż produktu. I mówię, kurde, ja mógłbym swoją książkę przepisać, wydać ją jako manual język korzyści w sprzedaży i by siadło. Normalnie mógłbym być materiałem szkoleniowym, nie marzyłem jakiegoś tam Sandlera czy innych tych osób, bo to są podobne chwyty. Więc właśnie umiejętność robienia w słowie. My jak szukaliśmy nazwy dla tej drugiej spółki, a ja zawsze lubię jakieś nazwy, to spółka się nazywa Suasio. Suasio od staroangielskiego suasion, co oznacza perswazję. Bo kiedy pomyślisz o wszystkim, czym się człowiek zajmuje w zarządzaniu, to przekonujesz ludzi, jest to perswazja. W sprzedaży zachęcasz, żeby kupili. W marketingu jest też perswazja, żeby myśleli w jakiś sposób i na koniec kupili. to wszystko się z tym wiąże, a to wszystko jest oparte na słowie, bo nawet jeśli to jest rolka, to dalej jest oparta na słowie mówionym, nie tylko na wszystkim, co jest poza normalnym. Scenariusz też trzeba mieć i tak dalej, więc lubię ten właśnie cytat, liderzy myślą na papierze, jeżeli ta dobra organizacja słowa pisanego sprawia, że rzeczywiście potem potrafisz być precyzyjniejszy we wszystkim, co robisz.
I to daje dużą wartość w każdym możliwym aspekcie. Nagrywając podcasty, biorąc influencerem. Jesteś influencerem, właścicielem biznesu poza czytaniem.
To porządkuje w głowie też. Jak sam pewnie nie opowiem o journalingu, ale ludzie jak sobie właśnie piszą, to nagle mówią, że w trakcie pisania przyszły im rozwiązania do głowy. Ja z kolei tak mam jak gadam, w sensie ja muszę np. wezmę swoją żonę, żona mówi ty, ale wiesz, że ja się na tym nie znam, np. pozdrawiam kochanie. Ja mówię to nie jest ważne, w sensie ja ci to muszę powiedzieć, bo wiem, że jak ja ci to powiem, to mi się to jakoś ułoży. Ty zadasz jakieś pytania ze swojej perspektywy, które gdybym sam sobie w głowie zadał, nie wybrzmiałyby aż tak bardzo. Ale tutaj ktoś jednak na żywo mi je zadaje. To jest jakaś pewna, wiesz, siła w realnym spotkaniu, w czymś takim. I tak samo właśnie jak można sobie coś myśleć, a można te myśli zapisać. I nagle coś magicznego się dzieje na tym styku. Ołówka z papierem. I gorąco zachęcam, jakoś w przepisaniu jesteśmy, żeby to jednak robić na fizycznym nośniku. Jestem niestety fanem notatników. Kupuję ich milion. Potem jest mi żal zapisywać, bo są wszystkie bardzo piękne. Ale jednak mam tak, że jest Asana. W Asanie jest wszystko, całe moje życie zorganizowane. Ale jednocześnie jak mam do pomysłów statek ze spotkań, to i tak notuję to albo sobie najważniejsze zadania wypisuję jeszcze w papierze. Bo jednak inaczej chyba działa umysł na tych fizycznych nośnikach.
Tak, zgadza się. Ja poza tym też lubię takie stwierdzenie, że pomysły, które masz w głowie, no to jeśli chcesz oczyścić głowę i mieć jakby nową możliwość wymyślenia ciekawego, to musisz te spisać, żebyś miał przestrzeń na to.
A też masz tak, że jak coś zapiszesz, to to pamiętasz, ale jak nie zapiszesz i myślisz, będę pamiętał, to zapomnisz?
Ja totalnie na lepsze pomysły wpadam na saunę, kupiłem sobie taki notatnik, który można pisać.
Dla kosmonautów zdaje się jest taki, tak czy dla nurków.
Pewnie tak, pewnie dla osób, które chodzą z sauny.
Jest długopis dla nurków, który kosztuje chyba 300 zł i on w każdych warunkach cię zapisze. Właśnie pod prościej samolotu ludzie wykorzystują.
Ja cały czas namiętnie piszę. Ja akurat nie w tej formie papier. Ja po prostu milion notatek, które potem sobie porządkuję. Pewnie to wynika z mojej dyslekcji, z tego, że mam taki karykaturalny styl pisma.
Ja mam pismo lekarskie.
Ale spisywanie jest niezwykle istotne. Dużo ciekawych projektów, dużo ciekawych rzeczy. Jaka była twoja największa porażka w ostatnim okresie, którą chciałbyś opowiedzieć i jaką lekcję z niej wyciągnąłeś?
Na którym obszarze tyle tego jest, bym miał ci powiedzieć.
Zawsze ten temat porażek się pokazuje w podcaście i wszystko jest takie lukrowe i piękne w tym marketingu i w filmach.
Powiedziałbym w ten sposób, że nie tyle jedna konkretna, ale pewna rzecz, z której się musiałem oduczyć albo trochę do niej przywyknąć. To, że można zrobić komuś krzywdę, zbytnio w niego wierząc. Sam na myśli. Bo wiesz, ja ostatnio przede wszystkim zajmuję się zarządzaniem, takimi aspektami. Dużo mojej pracy jest na styku z osobami. I można z ludźmi w firmie rozstawać się na kilka sposobów. Są lepsze i gorsze. Standardowy to jest, zwalniasz kogoś. Po prostu odchodzi z pracy. To się na początku boli, bardzo brutalną rzecz. Za pierwszym razem boli, potem się przyzwyczajasz. Zawsze jest to jednak jakaś rzecz, której nie chciałbyś zrobić, ale po prostu nie jest to indyferentne, natomiast jest to rzecz, której się spodziewasz. To się odchodzi, ty kogoś zwalniasz, sprawdził się, nie sprawdził. Potem jest drugi poziom, którym uważam za najtrudniejszy i właśnie z tym się wiąże ten wątek porażkowy, w którym ktoś rozstaje się z firmą, bo firma go przerasta. Czyli wiesz, jeżeli jest osoba na przykład, która czymś zarządza, jakimś obszarem i świetnie się sprawdza, jak organizacja ma 10 osób, bo wiesz, każdy we wszystkim siedzi, wszyscy się nawzajem informują, jest taki wiesz, all hands, perspektywa. Ale potem firma ma, tak jak moja teraz, wiesz, 60 ponad osób, kilka poziomów zarządzania, czterech menadżerów i menadżera menadżerów i jakieś działy poziome obok tej osoby i nagle jak chcesz jakąś zmianę zrobić albo coś przewalczyć, to nie mówisz tego do mnie, tylko jeszcze musisz mieć aligned pięciu innych menadżerów, przekonać ich, doinformować ich i tak dalej. I przestajesz się sprawdzać. I to jest ten drugi najgorszy moment, w którym jest najciężej się z nimi rozstać, a jest jeszcze trzeci. Trzeci jest taki, w którym właśnie wracamy do tego komponentu wiary. Pozwalasz człowiekowi uwierzyć, ma własną pewną wyjątkowość. Zamykając się w takim onmocie, kiedy mówisz może, człowiek słyszy tak. Więc załóżmy na przykład, że rozmawiasz z pracownikiem o tym, że coś możesz zrobić. Załóżmy, że przychodzi do ciebie człowiek i mówisz mu słuchaj, no ja widzę w tobie na przykład zarówno ambicje, jak i potencjał na bycie dyrektorem sprzedaży w tej firmie. Ale musisz w tym momencie zrobić to, to i to. Będziemy pracowali ze sobą razem, ja Ci pomogę na tę drogę przejść. Wymagam od Ciebie tego i tego, od Ciebie tego i tego, żeby Ci pomóc. Róbmy to. No i potem jest proces życia. I oczywiście ta osoba coś robi, albo nie robi, robi mniej, albo robi więcej. Finał jest taki, że nie dostaje tej roli. I w tym momencie, kto jest winien? Ty jesteś winien. Ja mam taką sytuację, gdzie właśnie kilka osób, rozstaliśmy się z nimi, a raczej one po prostu po tym, jak nie dostały swojego pragnionego awansu, teraz chodzą i mówią, że mi coś miały obiecany, to się nie stało. Problem jest po prostu taki, że albo komuś za bardzo zawierzysz w jego potencjał, albo właśnie nieodpowiednio komunikujesz regularnie, że słuchaj, jesteśmy na takim etapie, że na chwilę obecną się tu nie sprawdzasz. Potem czas tyka. Ktoś tego sobie coś wyobrazi i dopowie, i cyk, jest po sprawie. Więc ja mam takie dużo, najwięcej ostatnio przemyśleń, czy w kategorii porażek, czy czegoś, to jest, że najwięcej problemów jest zawsze na poziomie komunikacji. Czegoś nie powiedziałaś wprost, coś powiedziałaś za dużo. Podam Ci prosty przykład. Przychodzi do mnie ostatnio na integracji jeden z naszych pracowników i zadaje mi pewne bardzo No nie powiedziałbym, że intymne, ale zawodowo intymne pytanie w kontekście pewnej rzeczy, która się zadziała w filmie o szczegółach wolę nie mówić. I mówi mi, no ale Artur, ale w takim scenariuszu to jak potencjalnie by to można było rozegrać? I mówię tak, mój drogi, kiedyś bym ci powiedział, że no może by być tak, mogło być tak, ale jak ja ci tak powiem, to ty pójdziesz gdzieś i powiesz, że no Artur powiedział w sumie, że gdyby tak było, to mógłbyś się na to zgodzić. I ktoś inny powie później innej osobie, głuchy telefon. Artur generalnie jest na tak. Potem to się nie zadzieje, ktoś do mnie przyjdzie i powie, ale przecież Artur powiedział, że tak będzie. Ja usłyszę to od dziesiątej osoby, będzie Boże. Więc mówię tej osobie, mówię, mój drogi, ja teraz nawet tego nie skomentuję. Udawamy? Udajemy, że tego pytania nie było, bo ja wiem, że cokolwiek powiem, to w tym momencie przegram. Czy taki ostatni aspekt takich zarządczych rzeczy, które potencjalnie mogą się ludziom przydać, to właśnie tak uświadomienie sobie, że kiedy jesteś liderem zespołu, to w teorii możesz najwięcej, w praktyce powinieneś najmniej. Podam Ci na prostym przykładzie. Załóżmy, że jest integracja firmowa i masz zespół 10 osób. Jesteś liderem tejże firmy bądź jakiegoś zespołu. Z iloma osobami ile czasu poświęcisz? Bo cokolwiek mnie zrobić będzie zauważone. O, Artur albo ktoś siedział głównie z tymi, pewnie ich bardziej lubi, nie mnie. Bo wszystko będzie dopowiedziane po prostu. Albo wiesz, jeżeli jesteś kolegą kolegi w robocie, możecie sobie pożartować w dowolny sposób. Ale potem, załóżmy, że na spotkaniu firmowym zażartowałeś z kogoś. Bo generalnie się znacie nawet, nie? Albo nawet ta osoba Cię zna lepiej, a im z boku myślą, Boże, ale Artur mu powiedział, Boże go nie lubi. Taki żart, czy to przystoi? Wiesz, w teorii możesz wszystko zrobić, masz taką, w cudzysłowie, władzę nad tymi ludźmi, a na końcu płacisz ich, ponieważ nie mógłbyś ich zwolnić. W praktyce przez większość czasu musisz się hamować. I ostatni już naprawdę ten element, bo to jest taki czysto wykonawczy. Szef Bezos ma taką zasadę, że on jako ostatni się zawsze odzywa na spotkaniach. Bo wiesz, jak on coś powie, to wiele osób będzie chciało się przypodobać, stwierdzić, że pomysł szefa to jest najlepszy pomysł. Jak to mówią, o gustach się nie dyskutuje, chyba że jest to gust szefa, nie? I tak dalej. Więc on się odzywa ostatni. I to jest to samo, co trzeba też robić na spotkaniach, że ja się wiele razy spotkałem z tym, że rzuciłem coś bokiem, że o, fajnie byłoby gdyśmy kiedyś coś tam. I potem patrzę, że wszyscy wszystko rzucili, żeby to zrobić. I myślisz sobie, ej ludzie, ja w ogóle mówiłem, że może kiedyś, wiecie, jakoś tam, a oni, że no jak, no powiedziałaś, że to musisz zadziać. Mówię, nic takiego nie powiedziałem, nie? Albo właśnie, więc wiesz, albo właśnie przykryjesz czyjś pomysł. Wyobraź sobie, że masz zwykłą dyskusję w zespole i powiesz tak odciapę, nie? O, to głupi pomysł jest w sumie. Nie róbmy tak, nie? Właśnie zyskajesz wroga na przykład. Mimo, że nie powinieneś. Więc trzeba jako lider, który chce być strasznie wycofanym, ale to nie jest dobre słowo, tylko takim bardzo uważnym na to, co robisz, bo właśnie wszystko, co może być w cudzysłowie przeciw tobie zinterpretowane, może tak być, ponieważ to są ludzie. Zamykając to humorystycznym przykładem. My długo mieliśmy w firmie taki dowcip, że u nas nie ma urlopów. I że jak ktoś pisze słowo na U, to w ogóle na Slacku się to wycina, więc wszyscy grali w te gry i pisali, że no i idę na U i na przykład wygwiazdkowane. Tak jakby Slack to blokował. Jak były spotkania, ktoś mówił, że będzie miał urlop, to wszyscy tam, że coś przerywa, coś trzeszczy, bo to jest blokada na takie wyrazy, nie? I to był dowcip, a wiesz, normalnie tabela urlopów, umowy o pracę, więc tam po prostu są te wszystkie rzeczy, nie? Pewnego dnia przychodzi do mnie właśnie nasz człowiek z HR-u, mówi słuchaj, musisz pogadać tam z Michałem dajmy na to, bo on mówi, że na urlop nie może iść. Ja idę do mitegoż Michała, nie, to będzie, że Michał, bo to oczywiście wymyślone imię, żeby go kryć i on mówi, wiesz co, no bo u was nie ma urlopów. Niby są, ale nie ma. Mówię, ale jak, kto ci to kurwa powiedział w ogóle, nie? A on, no przecież wszyscy wiecznie mówią, że nie można i tak dalej. Mówię, aha, czyli istnieje osoba, której ten humor nie przekonuje i jeszcze uważa to być może za jakąś formę przepracowania tego. Więc mówię, dobra, trzeba takie żarty uciąć. I to rodzi szereg implikacji. Potem na przykład powiesz, że nie będziemy tak żartować. To ktoś powie, korporacja, już nic nie można powiedzieć. Co za sztywna firma. Kiedyś to była firma. Kiedyś to były czasy. I się zaczyna. Więc zarządzanie każdemu polecam. Świetna przygoda. Nic tak nie uczy pokory. Nie kształtuje charakteru. Jeżeli chcesz dobrze zarządzać. I myślę, że zarządzanie jest trochę jak z dziećmi. Wyczytałem taki fajny kiedyś cytat, że rodzicielstwo jest trudne, Tylko dla dobrych rodziców, którzy się faktycznie starają, angażują, kombinują, przejmują każdą porażką w takim rodzicowskim aspekcie. I myślę, że z zarządzaniem jest podobnie. Łatwo być Januszem Biznesu. To ludzi ma w dupie, traktuje jak narzędzia, biorą boty, które wymieni i tak dalej, nie przywiązuje się i tak dalej, nie? Ale jeżeli chcesz naprawdę być dobrym dla tych ludzi, to to jest bardzo trudne. I w ogóle książki niektóre o wychowaniu dzieci, gdybyś tak poczytał niektóre rady tam i potem poczytał książkę o zarządzaniu, ciekawostka dla słuchających. Bardzo często mają bardzo podobne rady, w sensie dałoby się zamienić dziecko na pracownik, menadżer i też by siadło. No i kończę, bo spytałeś o jedną porażkę, wymieniłem ci kilka takich być może, nazwijmy to osobisto-zarządczo-biznesowych.
Bardzo fajna rzecz, którą wezmę dla siebie, to jest to, żeby odzywać się ostatnio na spotkaniach. To jest ciekawe. No dobrze, ale jako lider na pewno masz momenty, w których czujesz się przytłoczony, zdekoncentrowany, wypluty można powiedzieć. Co wtedy robisz?
Dalej się uśmiecha. Jak to powiedział z kolei, bodajże, Wolter. Najważniejszą decyzją każdego dnia jest decyzja, żeby być w dobrym humorze. I prawda jest taka, że tu wracamy ponownie do tego, że możesz najwięcej, powinieneś najmniej. Twój humor to humor firmy. Ja tu jeszcze pracuję zdalnie, więc jak zakończę spotkanie, to mogę siąść z boku i... Jezus, ja się nie chcę. Natomiast na spotkanie wchodzę i wiesz, odpala się tryb podcastowy uśmiechniętego człowieka. I pamiętam, jak jeszcze pracował u nas Marek, którego pozdrawiam, on pewnego dnia, jak właśnie mieliśmy takiego porannego cola, tak mówił, wiesz co, Artur, ty jesteś zawsze w dobrym humorze. Ja mówię, ale ja nie mogę być zły. Jak ja będę zły, ty to zobaczysz, to ty będziesz zdemotywowany. Więc przeznaczeniem lidera jest być w dobrym humorze. Trzeba to robić. Ja się śmieje, że właściwe rozstrzygnięcie skrótu CEO to jest Chief Emotions albo Chief Enthusiasm Officer. Osoba, która właśnie ma za zadanie zarażać entuzjazmem. I o ile polscy menadżerowie, jak obserwujemy ten rynek, pracują też konsultingowo z takimi osobami, są coraz lepsi w zarządzaniu i rozumieniu takich technik menadżerskich. Rozmowy jeden na jeden, rozwój zespołu, planowanie pracy, wszystkie takie aspekty. O tyle jeszcze tą rzeczą, którą ciężko z siebie wykrzesać, jest takim ostatnim bastionem do zdobycia, na drodze do bycia świetnym liderem, jest zarażanie entuzjazmem. I takie właśnie, jak to mówią w Navy Seals, spokój jest zaraźliwy, nie? Takie właśnie trzymanie nerwów na wodzy, kiedy inni się zdenerwują czymś. Pamiętam, że słuchałem ostatnio, właśnie gadaliśmy przed nagraniem o InternetBecie. Jest taki człowiek, Krzysztof Wojwodzic, pewnie się poznaliście, wspaniały człowiek, pozdrawiam. On miał takie wystąpienie na InternetBecie, które mi bardzo pomogło. Wtedy się słyszałem tylko nagranie po fakcie, chyba na InternetBecie. Gdzie właśnie mówił, że on jest takim gościem jak trochę jak w tym memie z tym psem This Is Fine. I on się musiał nauczyć, że jak ludzie się między sobą w działach kłócą, to to jest taki naturalny stan. Kiedyś mu się wydawało, że musi zająć stronę, gdzieś się opowiedzieć, że może gdzieś jest racja. A teraz on po prostu wie jedną rzecz. Ci ludzie zawsze się będą żreć. Sprzedaż z marketingiem. Marketing ze sprzedażą. Marketing z delivery. Delivery z marketingiem. Delivery ze sprzedażą. Delivery... Wiesz, sprzedaż z delivery. Wszyscy ze wszystkimi. On musi być tym gościem po środku. This is fine, słuchajcie, guys, zrobimy tak i tak, będzie dobrze. I nagle wszyscy ludzie wejdą w jakiś tryb. My mieliśmy jakąś taką sytuację, gdzie był wiadomy wirus, bo nie chcę mówić z uwagi na YouTube i algorytmy, to traciliśmy codziennie jakiś kontrakt. Po prostu przez dwa tygodnie od startu COVID-u nam się firma skurczyła jedną trzecią. Wszyscy panikowali, każdy wypowiadał o współpracy i tak dalej. No i w firmie atmosfera morowa, mówiąc delikatnie. I codziennie każdy obstawiał, kto tym razem odpadnie, który nam klient wywołuje umowę. I wiesz, to jest mało motywujące środowisko do pracy. Myślę, coś z tym trzeba zrobić. Więc mówię, dobra, słuchajcie, mam pomysł. Przestajemy się kurwa zastanawiać, jak to zrobić. Ja zainwestuję we wróżkę. i uważasz reakcję ludzi na kamerkach i twierdzisz, że zainwestuje we wróżkę, nie? A coś trzeba wymyślić. Znalazłem, okazało się, że istnieje, trzymaj się, wróżka online. No i wiesz, wszyscy siedzą na kamerkach, a ja tam wjeżdżam jakoś wróżkaonline.pl. Coś ten design autentyko istnieje do dzisiaj, bo sprawdzałem niedawno, nie? No więc zrobię wróżbę. Ja jestem tam właścicielem agencji. Który klient wypowie nam umowę dzisiaj? I w ogóle wszyscy beka. Wróżka wyrzuca wróżbę pod tytułem, wyślij SMS-a, żeby zapłacić 5,99 za wróżbę, nie? Dobra, słuchajcie, inwestuję w waszą wiedzę. Bek. Wysyłam SMS-a na wróżkę. Wróżba do dzisiaj nie przyszła. Ale co była beka? I wszystkich tak, wiesz, ciśnienie zeszło, nie?
Humorystyczny aspekt.
Tak, humorystyczny. Więc to jest tak, że trzeba się nauczyć wykrzesać siebie z tej energii, kiedy inni jej nie będą mieli. I wiadomo, każdy na koniec jest tylko człowiekiem. Ja mam dnia, gdzie mi, wiesz, ląd jest krótki i się odpala. Ale też trzeba się nauczyć jednej rzeczy, że kiedy cię zaczyna wszystko w firmie denerwować, to nie jest problem firmy, tylko problem tego, że nie wypocząłeś. To jest sygnał, że należy iść na urlop. I nieraz miałem właśnie tak, że Boże, wszystko mnie zdenerwuje, najdrobniejszy błąd wyprowadza z równowagi. Na szczęście mogę wyłączyć kamerę i po prostu mówić, dobrze, że was nie mam obok, bo bym was wszystkich zabił. Natomiast potem idziesz na urlop, wracasz, są te same problemy. I tak patrzysz, mówisz, dzień jak co dzień. Po prostu jedziemy i robimy. I dlatego też im bardziej... Nie chcę powiedzieć, że ambitno, ale taką wymagającą rolę w zespole się pełni, gdzie jesteś też odpowiedzialny za zarządzanie swoimi emocjami, zachowaniami i tak dalej. W tym części powinieneś odpoczywać i właśnie nauczyć się, że twój gniew na jakieś rzeczy nie jest winą obiektywnej sytuacji, tylko tego, co masz w swojej głowie, po prostu to ci już denerwuje. Więc musisz iść wypocząć.
I tego ci życzę dobrej energii każdego dnia w swoich zespołach. Jak sobie tak spoglądam na prawo, na swoją listę pytań, no to połowę nie zadałem, ale jest dużo ciekawych rzeczy, które cię poruszyliśmy, trochę z zakresu Facebooka, trochę wiedzy zarządzania firmy. Dziękuję ci bardzo, Artur.
To ja dziękuję.
Równo godzinka 7, a was zapraszam na kolejny odcinek podcastu z Buta w Marketing w kolejną niedzielę o 9.00. Dzięki.
Hej.
Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu.
Aha, jeszcze jedno bardzo ważne.
Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trapi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







