Konferencja e-commerce „Z buta w e-commerce” edycja II 🚀 - Oskar Lipiński

Natalia Astori and Oskar Lipiński shared practical advice for fashion e-commerce store owners. Key takeaways: 75% of purchase decisions depend on product photos, 38% of visitors leave unattractive sites, and BNPL payment options boost cart value by 43%. They covered product descriptions, mobile optimization, trust signals, payment methods, and expanding to marketplaces like Allegro and Amazon.
Chapters
Cześć!
Mamy dzień, na który czekałem kilka miesięcy, czyli druga edycja konferencji z Buta w e-commerce. Bardzo się cieszę i na samym wstępie jestem w ogóle ciekawy, czy są osoby, które były na pierwszej edycji, a może to jest pierwszy raz? Dajcie znać w komentarzach. Jest to dość cenna informacja. Czy była pierwsza konferencja? Wartościowa. Słuchajcie, dzisiejsza konferencja to ogrom prelekcji od praktyków. Dobrałem po raz drugi dużą ilość praktyków, którzy posiadają swoje sklepy i robią naprawdę fajne wyniki. I cieszę się, że znaleźliście w swoim zabieganym kalendarzu czas, żeby po prostu dołączyć i zobaczyć ciekawe prelekcje i się po prostu nauczyć czegoś za darmo. Bo to o to w tym chodzi, w tym projekcie edukacyjnym mojej konferencji, która jest bezpłatna. I tak jak moje treści w internecie, które dodaję co tydzień podcastowe, one są bezpłatne, gdzie po prostu rozmawiamy z praktykami i dzielimy się wspólnie wiedzą. Poprzednia konferencja przyciągnęła naprawdę setki osób. W piku to było blisko 700 osób, więc ja byłem w szoku, bo 700 osób to jest największa sala kinowa w Polsce na evencie, na którym byłem dwa tygodnie temu, czyli commerce.pl, więc... Stres jest podobny tak naprawdę, choć was wszystkich nie widzę, ale uczucie, że tyle osób ogląda konferencję jest naprawdę czymś bardzo przyjemnym i po konferencji ostatniej zrobiłem ankietę zarówno o tym, która projekcja się najbardziej podobała, ale również spytałem o to, jakich wam rzeczy zabrakło. No i zabrakło czegoś, co można się wydawać, że jest kluczowe, czyli przerw. No i w dzisiejszej konferencji takie przerwy będą. One nie będą jakoś specjalnie długie, ale będą przerwy, żebyście mogli sobie uzupełnić kubek kawy, pójść do toalety, więc to są wnioski, które wyciągnęliśmy z ostatniej konferencji. No i co jeszcze mogę wam ciekawego powiedzieć? Przede wszystkim to, żebyś nie odchodził na dłuższą chwilę, a jak już odejdziesz sobie, to wróć do nas za chwilę, bo ogrom wiedzy tej bezpłatnej, którą dzisiaj przekażemy, jest naprawdę, naprawdę duży. I z racji tego, że jestem pomysłodawcą, współorganizatorem, to ta konferencja by się nie odbyła, gdyby nie ogrom ludzi, którzy w tym pomagają, więc serdecznie wszystkim chciałem podziękować, zarówno Sylwii, Mikołajowi, Marcinowi, moim partnerom, którzy są ze mną już kolejny rok w firmie Shopper oraz w tym roku nowemu partnerowi, czyli firmy GetResponse. Bez nich ta konferencja by się nie odbyła. Ja jestem tylko narratorem całej sytuacji, ale bez nich naprawdę nie byłoby to takie proste, jak by się mogło wydawać. Mi lubię też przedłużać na samym początku, no bo wiemy, że chcemy już mieć te wartości e-commerce'owo-marketingowe, ale może ktoś się chwilkę spóźnił, więc ten krótki mantra, otwieram oficjalnie konferencję z Buta w e-commerce. Edycja druga i nie ostatnia, bo będą też kolejne edycje, no jeśli będziecie na nie przychodzić i będzie dla Was to wartościowe. I co? Tradycją by było, choć to dopiero druga edycja, że otwieram tę konferencję ja swoim wystąpieniem i dzisiaj również tak będzie. Czy ktoś coś zauważył innego? Jeśli chodzi o mnie, to ja wam powiem co. Dzisiaj nałożyłem koszulkę czarną. W moim brandbooku podcastowym jest to, że zawsze nakładał białą, ale... Przyznam się szczerze, po prostu biała koszulka nie była uprasowana. Ja nie cierpię prasować ubrań i po prostu stwierdziłem po chwili męczenia się, że nie zrobię to tak dobrze, a akurat kupiłem sobie wczoraj czarną koszulkę i stwierdziłem, że może akurat to będzie taki test AB, co bardziej przyciąga uwagę, czyli biała czarna koszulka, ale Jeśli ktoś na to zwrócił uwagę, to dajcie na to teraz komentarzu, bo jestem w sumie ciekawy. I możecie też w ogóle się pochwalić z jakichś komersów jesteście, albo czym się zajmujecie. To też jest zawsze wartościowe. Może jakieś fajne network z kimś zbudujecie, bo będzie ktoś z takiej samej branży jak wy, a trochę o networku też będzie w mojej pierwszej prelekcji. Moi drodzy, zaczynamy z prelekcją numer 1, czyli prelekcją moją. Ten kto mnie zna, Ten, kto mnie nie zna. Nazywam się Oskar Lipiński. Słuchajcie, jestem, tak jak powiedziałem, organizatorem tej konferencji. Posiadam też swój e-commerce. Jestem współwłaścicielem marka Duck. Sprzedajemy torebki skórzane. I moja prelekcja, zresztą zaraz się dowiecie, nie była taka wcale oczywista. Temat, który jest dzisiaj. Zaczynamy.
Cześć.
Zrobiłem małą rewolucję. Miałem przygotowany plan prelekcji, ale dzisiaj rano gdy wstałem, a wstałem bardzo wcześnie, bo mam lekkiego jet laga związanego z podróżą, stwierdziłem, że wracam to do góry nogami. Tematy, które chciałem Cię poruszyć są rzeczy, których po prostu nie wiedziałem. To jest takich 7 lekcji z mojego skalowania sprzedaży w online, w e-commerce'ie. I to są rzeczy, które chciałbym wiedzieć, gdy byłem na etapie 30 zamówień miesięcznie, 200 zamówień miesięcznie, 500 zamówień miesięcznie. I te rzeczy już teraz wiem i chciałem z nimi się podzielić właśnie z wami, bo uważam, że one są kluczowe. Stąd nagła zmiana tematu, ale to już nie pierwszy raz tak robię, więc mam nadzieję, że to, co dzisiaj usłyszycie, naprawdę będzie dla was wartościowe, bo z mojej perspektywy ja kiedyś, czyli miejsce, w którym znajduje się dużo właścicieli sklepów internetowych, gdzie Tych zamówień nie ma jeszcze dużo, a ja, gdzie jestem teraz, czyli ponad 120 tysięcy sprzedanych terebek w okresie 4 lat, to są zupełnie dwie inne osoby pod względem biznesowym, mindsetowym, więc te rzeczy będą dotyczyły nie tylko i wyłącznie samego e-commerce'u, ale poruszymy też temat marketingu, mindsetu, czyli tego Co zrobić, żeby ten sprzedaż faktycznie wyskalować? Gdybym te rzeczy widział wcześniej, to na pewno nie byłoby dwóch wypaleń e-commerce'owych, w których po prostu już nie wiedziałem, co zrobić mogę, żeby ten sprzedaż ruszyć, oraz jednego wypalenia osobistego. To, co powiem, też jest związane z ostatnim moim rokiem działalności, czyli edukacją w internecie. To, że oglądacie tu teraz konferencję, to jest wypadkowa moich wszystkich działań z ostatniego roku, czyli edukacji e-commerce'owej w internecie. Newsletterów, YouTubów, konsultacji, mentoringów, tańszych produktów cyfrowych, droższych produktów cyfrowych. Tego było naprawdę ogromne i zebrałem sobie esencję najważniejszych rzeczy, ale nie przedłużając, chciałem już teraz zacząć. Zaczynamy od punktu pierwszego. Strategia. Strategia jest rzeczą, która w ogóle pojawia się najczęściej, jeśli chodzi o problematykę moich słuchaczy podcastów, czy mojej społeczności, więc od tej strategii chciałem wyjść i stwierdziłem, że każdy z tych punktów będę umawiał pokazując problem i moje przykładowe rozwiązanie. Strategia w e-commerce może być na każdej płaszczyźnie. Strategia marketingowa, strategia komunikacji. Tych różnych strategii jest naprawdę dużo, ale są takie kluczowe, od których uważam, że każdy powinien zacząć i strategią, która jest kluczowa uważam, to jest strategia analizy konkurencji. Co mam na myśli przez analizę konkurencji? Pokażę Wam Oscara w wersji A i Oscara w wersji B. Oscar w wersji A myślał, że konkuruje z marką XYZ, ABC, CBD. I wydawało mi się, że jest to moja konkurencja, bo mieli podobne zdjęcia, bo mieli nawet podobne ceny, ale okazywało się zupełnie inaczej. Gdy porozmawiałem z klientami w formie ankiet, w formie rozmów telefonicznych, okazywało się, że moja konkurencja jest zupełnie inna. Jest zupełnie inną konkurencją niż pokazuje mi agencja SEO, jest zupełnie inną konkurencją niż ta, która w mojej głowie się wydaje, więc Analiza konkurencji powinna być stałym elementem waszej strategii marketingowej i ona może dać ogromne zwroty z inwestycji czasu, bo tu tak naprawdę nie potrzebujecie dodatkowego budżetu.
I jak do tego podejść?
Przedzwońcie swoich klientów, spytajcie się jakie inne marki oni kupują, spytajcie ich na Instagramie, spytajcie mailowo, zróbcie jakąś ankietę. Musicie się dowiedzieć na bazie danych ilościowych, kto jest waszą realną konkurencją. Jeśli już te dane uda wam się zebrać, to potem stała analiza konkurencji dwóch, trzech, maksymalnie czterech marek. I to co jest kluczowe w tym wszystkim to analiza konkurencji poza analizą marketingową strony internetowej to jest jedno, ale coś co bardzo mało osób robi i o czym chciałbym Cię zachęcić serdecznie to to jest zamówienie produktów ze strony swojej konkurencji, napisanie na box z jakimś problemem, zwrot tego produktu, Napisanie na Instagramie, zobaczenie wszystkich aspektów z jakimi klient komunikuje się z marką i zastanowienie się jak my możemy zrobić to lepiej. To jest stała rzecz, którą robię w DAG-u od dawien dawna, również nie tylko w DAG-u, ale w marce osobistej, bo tylko dzięki temu możemy być 1% lepsi każdego dnia w swojej strategii marketingowej, więc to jest jedna rzecz dotycząca strategii. Druga strategia, która jest kluczowa, to jest MVP, czyli jeśli wprowadzacie nowy produkt, nową usługę na rynek, nową usługę np. edukacyjną, tak jak ja wprowadzam Master E-Commerce Hub, o którym powiem też Wam potem więcej, to musicie wejść na mniejszą skalę ryzyka, czyli jeśli wprowadzamy nowy produkt, to przed wprowadzeniem rekomenduję wysłanie go do Waszych najlepszych klientów na testy. Zweryfikowanie tego, czy on odpowiada im potrzebom, czy ten produkt jest faktycznie potrzebny, czy pricing jest dobrze ustalony. Uważam, że jeśli wprowadzamy jakikolwiek nowy produkt, nową kategorię do swojego sklepu, nie róbmy tego na hura. Róbmy to przemyślanie, róbmy to z mniejszą ilością produktową, testujmy to, testujmy to na różnych wariantach testów AB, a nie róbmy czegoś na hura. Ja się tego nie nauczyłem. Ja w wersji kiedyś nie zrobiłem tego i popełniłem wiele błędów produktowych, marketingowych, bo wszystko robiłem na hura. Więc MVP to jest taka strategia, w której nawet przed założeniem e-commerce możecie po prostu stworzyć lendinga ze swoimi produktami, zamówić prototypy i dzięki temu jesteście w stanie przekierować ruch na przykład kampaniami facebookowymi i zweryfikować, czy target grupa, którą wy uważaliście za potencjalnych klientów, będzie zainteresowana tym produktem. Zresztą na samym końcu, jakby schodzić do końca, podesiać również całą opisaną strategię MVP krok po kroku, co powinieneś zrobić. Więc masz to w gratisie. Networking jest kluczowy. Network to twój networth. I to jest coś, czego nie oceniałem na samym początku, ale w bardzo szybkim etapie rozwoju biznesu zacząłem rozumieć, czemu daje to największą wartość. Ponieważ jeśli budujesz swój network z ludźmi, którzy posiadają swoje e-commerce, ze specjalistami, to jesteś w stanie pozyskiwać bardziej wartościowo praktyczną wiedzę z rynku. Ponad ci przykład. Często jest tak, że chcemy od kogoś czegoś nauczyć i piszemy do niego maila lub piszemy wiadomość na LinkedInie. Ale świetnym kanałem do poszukiwania w ogóle network jest Instagram. Instagram z tego względu, że duża ilość osób prowadzących biznesy nie prowadzi swoich kanałów na social mediach w sposób taki zaangażowany i zaaktywizowany, jak na przykład na LinkedInie, czy nie sprawdza codziennie skrzynki mailowe, gdzie dostaje dużo różnych zapytań. Ale jeśli chcecie z kimś zbudować network, to spróbujcie napisać na Instagramie. To jest ciekawa historia, która jest z życia wzięta. Ja, gdy miałem akurat problemy z komunikacją, jeśli chodzi o firmę Impost i jesteśmy od dawien dawna ich zadowolonych klientem, to napisałem do samego Rafała Brzoski, który skontaktował mnie z odpowiednią osobą ze swojej firmy. Więc nawet do tak znanych osób w świecie biznesu w Polsce jesteście w stanie nawet dotrzeć po prostu przez cold DM message na Instagramie i ja wam to rekomenduję, bo Network jest kluczowy i poza budowaniem networku w takim świecie online'owym musicie go budować w świecie offline'owym. To jest mega istotne, żeby jeździć i spotykać się z innymi przedsiębiorcami, żeby jeździć na eventy offline'owe. Niestety ta konferencja jest online'owa. Ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie offline, bo to jest kluczowe. Więc starajcie budować ten network, bo dzięki niemu zdobywacie najbardziej praktyczną wiedzę. Wiedza na rynku jest ogólnie dostępna, ale wiedza poparta komentarzem specjalisty albo jakiegoś praktyka to jest coś, co jest naprawdę na wagę złota. I tu jeszcze jedna kluczowa rzecz. kluczowa. Dawaj wartość, nic nie oczekuj w zamian. Coś, czego się nauczyłem. Zawsze kogoś poznaję i uważam, że to może być dla mnie ciekawa biznesowa relacja. Staram się dać mu maksymalnie dużo darmowej wartości rozwiązującej jego aktualny problem, bo jeśli da mu tą wartość, to jest duża szansa, że w przyszłości, gdy ja będę czegoś potrzebował, to ta osoba po prostu będzie bardziej chętna nawiązania relacji mu czy biznesowej, czy nawet prywatnej. rozwój wiedza właściciela marki e-commerce. Zadaj sobie dwa pytania. Czy stale wychodzisz ze swojej strefy komfortu, jeśli chodzi o poszukiwanie nowej wiedzy? I czy uczysz się nowych rzeczy w biznesie? Ja uważam, że jest to kluczowe. Głód wiedzy i chęć poznawania nowych rzeczy. Nie musicie we wszystko wchodzić bardzo specjalistycznie, ale żeby tak z lotu ptaka wiedzieć nawet jak poszczególne procesy działają, to jest klucz. I też wam chcę pokazać perspektywę Oscara A i Oscara B. Nigdy nie czytałem książek, nie lubiłem się uczyć, miałem najgorsze oceny w szkole i ledwo zdawałem z klasy do klasy. Oskar w Perspektywie B przeczytał wszystkie możliwe książki o e-commerce w czasie, w którym się edukował. Posłuchałem wszystkich możliwych podcastów, a to było kilkaset odcinków. Napisałem do dużej ilości osób, co nawiązuje do networfu i gdy już tych książek tak dużo przyjmowałem w okresie powyskiwania wiedzy, to trafiłem na i tu bardzo fajny prototyp na aplikację Blinkist. Dzięki temu jesteście w stanie wchłaniać wiedzę w sposób szybszy. Ja nawet miałem okres, w którym codziennie wchłaniałem jedną książkę, bo to jest aplikacja, która w 15 minut w drodze do pracy może Wam skrócić esencję z danej książki, która będzie dla Was rozwojowa. I tu kolejna informacja. Dostaniecie na sam koniec, jeśli dostaniecie podczas tej prelekcji, mój bonus, czyli Blisko 50, a może jeszcze więcej, ulubionych moich książek z zakresu e-commerce, marketing, biznes. Więc już dwa gratisy, a to jeszcze nie wszystko. Punkt piąty. Punkt piąty jest związany z mentorem. Chciałem wam pokazać framework, który uważam, że każdy może wdrożyć, czy mieszkacie w większym mieście, czy w mniejszym mieście. Szukajcie w miastach, w których mieszkacie, przedsiębiorców, którzy są w punkcie B, w którym wy chcielibyście być, a wy jesteście teraz w punkcie A. Odezwijcie się, napiszcie może maila, napiszcie na Instagramie. Stańcie się cieniem osoby, która przeszła już tą drogę i to jest, uważam, punkt bardzo istotny przed nawet założeniem e-commerce'u, bo przed założeniem jakiegoś biznesu e-commerce'owego wy nie wiecie, jakie problemy mogą wyjść. czym się trzeba zająć, jakie trzeba mieć kompetencje, czy to będzie spójne z wami, z waszym ikigai, z waszą misją, wizją życia. Więc stańcie siecieniem osoby, zadawajcie ogromną ilość pytań. Ja na swoim przykładzie studiowałem marketing internetowy na Akademii Leona Koźmińskiego i poza zajęciami, które były merytoryczne, starałem się w DM-ach cały czas pisać, nawet SMS-owo, dzwonić do wykładowców i wypytywać, wypytywać. Okej, studia były jakimś kosztem, ale wy możecie robić też to za zdarmo. Możecie napisać do jakichś przedsiębiorców, którzy mają e-commerce'y i powiedzieć, że będziecie pracować za darmo, żebyście się nauczyli. To jest naprawdę największy skill i to jest coś, co nie jest jakby kosztowne, a wystarczy po prostu zrobić próbę i podjąć krok do przodu. Ja tej możliwości nie miałem i trochę żałuję, bo bym dużo decyzji podjął inaczej, gdybym miał takiego mentora na samym początku. Teraz już mam, ale na początku nie miałem, więc jakby to jest cenna lekcja, jeśli chodzi o rozwój e-commerce'u. Dzień pracy i organizacja pracy. Pamiętam, jak zastanawiałem się, jak wygląda dzień pracy osoba, która sprzedaje 5000 produktów miesięcznie. Co on robi lepiej ode mnie? Czego ja nie robię? Jakich systemów, jakich narzędzi, czego on używa? Zawsze mnie to zastanawiało, bo może ja robiłem coś źle, że w pierwszym etapie po prostu moje wyniki nie były takie, jakie chciałem. Chciałem się podzielić swoją szczero osobistą refleksją. Bo przeszedłem różne drogi. Od drogi stawania o piątej i bycia o szóstej firmie przed wszystkimi i robienia medytacji, metod oddechowych, treningów rano, ice buffów, wszystkiego. Po okres, w którym... Wstaję teraz o 9.30 i jestem równie produktywny i mam pewne przemyślenia na ten temat i chciałem opowiedzieć co moim zdaniem najlepiej działało. Pierwsza rzecz, którą mam już od 4 lat. Wyłączyłem telefon. Telefon jest moim narzędziem komunikacji na Whatsappie, na mailu, ale telefon nie służy do dzwonienia. Mam wyłączone połączenia od wszystkich, mam wieczny tryb samolot, przez co jak nawet mam jakiś blok pracy np. dwugodzinny strategiczny albo operacyjny, muszę coś zrobić na komputerze, to nikt mnie nie z tego nie wybija rytmu. I to jest kluczowe uważam, żebyście po pierwsze mieli Po wyłączane wszystkie powiadomienia w telefonie, ja nie mam żadnych powiadomień od kilku lat, i mieli tryb samolotowy. Dlaczego ktoś ma zarządzać waszym czasem i dzwonić i rozmawiać w momencie, kiedy wy na przykład chcecie podjąć jakąś pracę i wybijać was z rytmu? Uważam, że to jest nie fair i niesprawiedliwe, więc jeśli macie taką możliwość, rozwijacie swoje e-commerce'y, pracujecie jakby na swoim, no to zastanówcie się jak chcecie używać tego telefonu. Czy on ma zarządzać wami, czy wy możecie zarządzić nim? System, który uwielbiam i który może wdrożyć sobie nawet osoba, która ma mniejszy e-commerce to jest AED. Automatyzuj, eliminuj, deleguj. Bardzo prosty system. Jak skończycie konferencja, od jutrzejszego dnia spiszcie sobie wszystkie rzeczy, które wy robicie w ciągu dnia przez najbliższy tydzień. Potem będziecie mieli pełny wgląd w to, co robicie. Zastanówcie się, które rzeczy lubicie robić najbardziej. które rzeczy najmniej lubicie robić. I teraz tak, jak będziecie mieli to wypisane, zastanówcie się potem wedle metody 4DX, też podeślę wam tą książkę, ona jest w tej liście, którą na samym końcu wam wyślę. Zastanówcie się, czy te rzeczy, które lubicie robić dla swojego e-commerce'u, czy one są na zasadzie lubię, ale one nie pchają mojego biznesu do przodu, czy może jest inaczej. Metoda 4DX genialnie pokazuje, które taski powinno się robić, bo często jest tak, że robimy rzeczy, które nie pchają biznesu, Jeszcze do tego ich nie lubimy i to jest bez sensu, bo rzeczy, których nie lubimy nigdy nie będą bardzo efektywne. Więc ja wychodzę z założenia. W idealnym świecie oczywiście to jest długi proces. Automatyzujemy to, co jest powtarzalne, co nie pcha mojego biznesu narzędziem. Delegujemy to, czego nie lubimy robić, ale jest istotne jeśli chodzi o aspekt tego, czy nasz e-commerce będzie szedł do przodu i eliminujemy rzeczy, które po pierwsze nic nie wnoszą, lubimy czy nie lubimy tak, żeby mnie wyeliminował i zajmujemy się rzeczami, które są najbardziej istotne i które mogą pchać nas do naszego celu, który sobie założyliśmy w strategii. I teraz kwestia narzędzi. Ja nie jestem fanem posiadania ogromnej ilości narzędzi. Powiem wam z czego ja korzystam, żebyście mieli 1 do 1 możliwość przekopywania samego frameworku. Wszystkie moje myśli z książek, rozmów to są ogromne ilości setek notatek na iPhonie. To jest jedno narzędzie. Asana do wszystkich moich codziennych tasków. Notion do rozpisywania sobie swojej misji, wizji, firmy i takiego szerszego patrzenia na ten konspekt. Czat GPT, tylko i wyłącznie z nim prowadzę rozmowy. Nawet rzeczy, które wysyłam do zespołu, na zasadzie jest do zrobienia to, to i to, albo mam taką i taką wizję, są na zasadzie nagrywania głosówek z czatem, on to pięknie potem spisuje, wysyłam to jako gotowe notatki do zespołu. Dodatkowo A Fireflies robi mi wszystkie notatki z każdego spotkania, dzięki czemu nie muszę nic notować. I to tak naprawdę jest tyle. I teraz tak, do komunikacji głównie Whatsapp, nie mail. Maile, moim zdaniem, poświęcają zbyt dużo czasu. Jeśli mamy możliwość nie pisania czegoś na mailu, czyli to nie jest jakaś ważna informacja, która musi być potwierdzona mailowo, ja całą komunikację zespołów i swoich procesów mam na Whatsappie. I to jest naprawdę bardzo duża oszczędność czasu. I dzięki temu, powiem wam szczerze, jestem w stanie pracować bardzo dużo z telefonu w momentach, w których życie się toczy. w tramwaju, przed treningiem, po treningu i robię rzeczy, które normalnie musiałbym siąść i zrobić na komputerze w trakcie różnych czynności. Dzięki temu zaoszczędzam bardzo dużo czasu. Więc podsumowując... Zróbcie sobie to ćwiczenie i koncentrujcie się na rzeczach. Jeśli chcecie, żeby wasz biznes rósł, to cel strategiczny to jest to, żeby biznes rósł. Koncentrujcie się na rzeczach i analizujcie sobie to sami ze sobą. Czy rzeczy, które faktycznie robicie, sprawiają, że biznes rośnie, czy robicie je, bo inni je robią, albo bo zobaczyliście jakąś rolkę na Instagramie i trzeba było to zrobić. To jest największy problem moim zdaniem. Na sam koniec taki stricte już e-commerce'owy bonus o budowaniu świadomości. Ja bardzo dużo mówię o budowaniu świadomości i budowaniu brandu. I budować świadomość można, jak wiecie, z moich podcastów przez influencerów, przez kampanię na YouTubie, ale dzisiaj się podzielę czymś, co miało launch u nas tydzień temu i nad czym ja się skupiam w tym roku. Współpracy z markami. Krosy brandowe. Nasza najnowsza współpraca z marką Muscat, marką z okularami jest idealnym połączeniem. Muscat, marka bardzo mocna w offline, my jesteśmy bardzo mocni w online i wymieniamy się naszymi klientami. Znajdźcie swoje niszy, marki, które mają podobną wielkość do waszej, z którymi możecie zrobić jakiś wspólny content, angażujący fajny konkurs. My taki na przykład teraz będziemy robili z marką Carpatri i wymieńcie się bazą odbiorców, bo marka A zapłaciła za nie
w Google i Facebooku.
Wy również zapłaciliście w Google i Facebooku, więc dlaczego mielibyście się nie wymienić tymi ludźmi? Czemu nie mielibyście się skrosować, zainteresować? Niech marki stają się influencerami dla siebie i pomagają sobie. To jest coś, co za granicą dzieje się na ogromną skalę. U nas dopiero to raczkuje, więc chcę was zainspirować do tego, żebyście po prostu to robili, bo to się naprawdę opłaca dla dwóch stron. I na koniec jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Moim zdaniem sama wiedza w internecie jest bezwartościowa. Jest jej tak dużo, że po pierwsze nie wiecie, która rzecz jest dla was. Nie wiecie, którą rzecz prowadzisz w danym momencie. To jest naprawdę ciężkie, jeśli zaczynacie w biznesie albo jesteście na skali między 50 a 300 tys. miesięcznie obrotu. Poza tym macie tak dużą ilość contentu, że chcecie robić rzeczy właśnie emocjonalnie, czyli jest jakiś content newsletterowy, jakiś podcast na YouTubie. Słuchacie tych rzeczy i od razu wam się odpala, że macie FOMO, że czemu my tego nie robimy. No i właśnie tutaj, po roku moich edukacyjnych działań i weryfikacji tego, jak ludzie się edukują w e-commerce, jakie mają problemy, niektórzy mają zmotywację, niektórzy z wdrażaniem rzeczy, stwierdziłem, że muszę zrobić coś, co będzie naprawdę rzeczą, która zmieni to i realnie pomoże. I tak też stworzyłem Master e-commerce Hub. To jest to ekskluzywny program, który jest tylko i wyłącznie na 10 osób, które ja wybiorę. które widzę, że chcą się uczyć, chcą skalować swój biznes. Więc jeżeli prowadzisz biznes od 50 tysięcy, czyli nie jesteś odbyt zaczynającą, ale już jakiś wynik generujesz i nie wiesz jakie rzeczy dokładnie zrobić, to ja stworzyłem program Mastery Commerce Hub, do którego po prostu wybiorę 10 osób, które chcą się angażować, chcą się skalować, które chcą się uczyć od praktyków i ten program jest wyjątkowy, ponieważ nie ma czegoś takiego jeszcze na polskim rynku. Ja postanowiłem już rok temu, że chcę coś takiego zrobić i przez rok zbierałem wiedzę rzeczy, które działają i nie działają i właśnie teraz go odpalam. Dzisiaj jest oficjalny launch, więc jeśli chcecie się zapisać i dowiedzieć, czy to w ogóle jest dla was, to serdecznie was zachęcam do kliknięcia. Zostawiam teraz link do tego programu na czacie, on też również jest przypięty. Ważne jest to, żebyście mieli świadomość tego, że to nie jest dla osób, które myślą o założeniu e-commerce'u, tylko to jest dla osób, które już e-commerce mają, generują minimum 50 tysięcy obrotu miesięcznie. To jest bardzo ważny aspekt i chcą po prostu się skalować, chcą się uczyć od innych, od praktyków i chcą wiedzieć, co mają robić i chcą znaleźć się w punkcie, w którym ja znajduję się teraz, gdzie sprzedaż po prostu jest już na dość wysokim poziomie. I chciałem wam bardzo podziękować za moją prelekcję. Mam nadzieję, że Wam się podobała. Dajcie znać teraz w komentarzu, co było dla Was najbardziej ciekawe. No i zachęcam do dołączenia do Master eCommerce Hub. Macie możliwość zapisania się z linku, ale także wyświetlam w swojej prezentacji CodeQueer. Wystarczy zeskanujecie sobie ten CodeQueer i dzięki temu będziecie przekierowani na landing page. Bardzo możliwe, że zobaczymy się już w kwietniu. No i na samym końcu obiecane trzy bonusy. Słuchajcie, dla wszystkich osób, które napiszą teraz do mnie hasło Oskar, takie sobie dzisiaj wymyśliłem, przeszlę wam obiecane rzeczy podczas tej prelekcji. Zdajecie dostęp do moich ulubionych książek z mindsetu, marketingu i biznesu. Pieniądze są na samym końcu biznesu najważniejsze, więc macie szablon do pobrania i do wdrożenia w swoim biznesie dotyczący budżetu sklepu internetowego. Dzięki wielkie i zapraszam na kolejne prelekcje. Proszę nie uciekać. Dzięki wielkie. Na mojej prelekcji nie mogło zabraknąć mojego człowieka Mikołaja. Podcast z Mikołajem Nowakiem wygenerował najwięcej wyświetleń po dwóch podcastach z Łot Anna Wers oraz moją przyjaciółką Elizą. Ten podcast ma ponad 10 tysięcy. Mikołaj jest niesamowicie młodą osobą, ale również bardzo dojrzałą biznesowo. Bardzo mi pomaga również w tej konferencji oraz w różnych działaniach personal brandowych. Nie wiem, czy można go tak nazwać lichiem technologicznym, ale naprawdę ogarnia technologię, automatyzację i to, w jaki on sposób rozkminia niektóre rzeczy biznesowe, jest naprawdę warte uwagi, więc musiałem go zaprosić. Sam fakt, nawet statystyka na YouTubie i podcastów pokazuje, że gdybym tego nie zrobił, to było nie fair. Więc Mikołaj Nowak w swojej prelekcji naprawdę wartościowa wiedza i musicie dostać do samego końca. Uwierzcie mi, bo wiem, co mówię.
Witam cię widzów bardzo serdecznie podczas mojej prelekcji w trakcie konferencji z boot up e-commerce. Dzisiaj porozmawiamy na temat 6 uniwersalnych rzeczy, które musisz zautomatyzować i mierzyć w swoim e-commerce. Ja nazywam się Mikołaj Nowak i postanowiłem w tej prezentacji zastosować framework, który poznałem podczas jednego ze spotkań z seryjnym przedsiębiorcą. który zaczerpnął go ze Stanów. Tam ludzie przedstawiają się frameworkiem, czym zajmowałeś się kiedyś, czym zajmujesz się obecnie i czym chciałbyś zajmować się w przyszłości. I ten trzeci punkt jest najważniejszy, bo określa naszą ścieżkę rozwoju. Zaczynałem swoją karierę, w cudzysłowie, od pracy dla firmy Playarena, gdzie zajmowałem się mediami społecznościowymi. Swoją pracę zacząłem na przełomie 16 i 17 roku życia. Następnie w firmach Workstuff i Goodstuff zajmowałem się marketingiem B2B2C. oraz w Cognize odpowiadałem za marketing B2B produktu, który jest systemem e-commerce dla średnich i dużych przedsiębiorstw. W obecnym momencie zajmuję się prowadzeniem firmy, a w zasadzie sklepu internetowego analogisk.pl. Odpowiadam za personal brand Oskara Lipińskiego oraz prowadzę kilka mniejszych projektów, które dopiero się rozwijają. W przyszłości Chciałbym poprowadzić kilka firm w różnych branżach i profilach, tak aby zbudować maksymalnie szerokie spektrum prowadzonych przeze mnie działalności. Jaki jest rozkład jazdy na dzisiaj? Na początku zaczniemy od sekcji, która nazywa się o tym musisz pamiętać. Porozmawiamy o mailach transakcyjnych i cross-sellingu. W kolejnym etapie przejdziemy do automatyzacji. Porozmawiamy o paragonach, fakturach i innych dokumentach księgowych. Następnie przejdziemy do bardzo popularnej aplikacji, która z całą pewnością przyspieszy Waszą obsługę klienta, nazwanej Medechat. W trzecim punkcie przejdziemy do rozwiązań AI. Porozmawiamy o automatycznym generowaniu opisów z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz o budowaniu asystentów, którzy pomogą Wam szybciej i lepiej rozwijać Wasze przedsiębiorstwo. Dorzuciłem też sekcję bonusową, która jest siódmą rzeczą, o której musicie pamiętać, czyli finanse. Gotowi na rozdział pierwszy? O tym musisz pamiętać, maile transakcyjne. Czy wiedzieliście o tym, że wskaźnik odparć e-maili transakcyjnych to średnio między 80 a 85%, a większość e-maili marketingowych, czyli newsletterów, ich open rate mieści się w przedziale między 20 a 25%, Skupię się na początku na tym aspekcie, który jest tutaj pokazany, czyli e-maile marketingowe. Wszyscy przedsiębiorcy pamiętają o tym, żeby robić newslettery i to tam dogrzewać swoją grupę potencjalnych odbiorców, ale mało kto pamięta o tym, żeby W bardzo dobry sposób zbudować e-maile transakcyjne, których otwieralność jest zdecydowanie większa. To świetne miejsce, żeby zbudować z klientem lepszą relację, chociażby przez miłe informowanie ich o statusie jego zamówienia. Więc daj się poznać przy okazji tych maili. U nas w analogii sklep działa to w taki sposób, że w momencie pakowania paczki Dajemy klientowi informację i dajemy się poznać, czyli pokazujemy osobę, która odpowiada za pakowanie tej konkretnej paczki. W mailu widzimy zdjęcie tej osoby oraz jej popis. W momencie, w którym paczka jest już w drodze, również wysyłamy takie powiadomienie do klienta przypominając mu, co dokładnie zamówił i dziękujemy mu za to zamówienie. Obsługa jego zamówienia była dla nas czystą przyjemnością. Pamiętaj o tym, że lepszy user experience na etapie maili transakcyjnych to większa szansa na to, że klient powróci do ciebie już po dokonanym pierwszym zakupie, aby wybrać kiedyś inny produkt. O tym musisz pamiętać. Cross-selling. Nie wiem, czy wiedzieliście, ale techniki cross-sellingu zwiększają sprzedaż o 20%, a zyski o 30%. Żeby wprowadzić Was w ten temat, cross-selling to technika sprzedaży krzyżowej, która polega na zaproponowaniu klientowi dodatkowych produktów, które uzupełnią ofertę przy zamawianiu jakiegoś produktu w Waszym sklepie internetowym. Jak to wygląda u nas w analogii sklep? To są konkretnie te dwa miejsca, które wykorzystujemy na karcie produktu oraz w koszyku, aby dosprzedać klientowi produkty, których on może potrzebować kupując pierwszy produkt. Na karcie produktu umieszczamy rzeczy komplementarne, czyli w momencie, w którym klient kupuje u nas aparat cyfrowy, my rekomendujemy mu do dobrania zestaw karty pamięci, smyczkę oraz case na ten aparat. W koszyku rekomendujemy rzeczy, które są bardziej uniwersalne, czyli np. torebka prezentowa oraz inna smyczka. A skąd ta różnica? Czyli zwiększenie sprzedaży o 20%, a zysku o 30%. Wynika to z tego, że te produkty sprzedawane w ramach cross-sellingu mają zazwyczaj większą marżę. Rozdział 2, czyli automatyzacja. Przejdźmy na początku do dokumentów księgowych. Znacie to urządzenie? To kasa fiskalna. My w analogach na początku mieliśmy taki problem, że wystawianie paragonów do zamówień zajmowało nam bardzo dużo czasu. Postawmy czysto hipotetyczną sytuację. Wystawienie jednego paragonu do zamówienia zajmuje nam jedną minutę. My takich zamówień w miesiącu przyjmujemy przykładowo w okolicach 500. To oznacza, że w ciągu miesiąca musimy poświęcić 500 minut, czyli cały jeden dzień roboczy pracy w miesiącu. od razu zapaliła nam się lampka związana z automatyzacją. Taką czynność można zautomatyzować bezpośrednio w Twoim sklepie internetowym, na przykład w iDoosellu, albo skorzystać z gotowych systemów, które usprawniają nam obsługę zamówień. Jest to na przykład Baselinker albo Apillo. My w analogach korzystamy z Baselinkera, ale żeby to trochę utrudnić na potrzeby tego zadania, uruchomiłem program Apillo i przetestowałem to właśnie tam. Wiecie ile zajęło mi to czasu podczas pierwszego wdrożenia tak naprawdę nie znając interfejsu Apillo? 47 sekund. I pokażę wam teraz jak to zrobić. Po przejściu i zalogowaniu się do narzędzia Apillo wchodzimy w zadanie automatyczne i wybieramy opis zadania. Jeśli zamówienie otrzyma status to wygeneruj fakturę i wyślij mailem do klienta. Wybieramy status, nazwę zadania, jaki status zamówienia ma być, ma wywoływać tą akcję, jaki dokument sprzedażowy ma wystawić, seria dokument numeracji, wyślij e-mail z domyślnego maila, zapisz. Zajęło mi to dosłownie chwilę, a tym sposobem oszczędziliśmy tak naprawdę jeden dzień roboczy pracy przy 500 zamówieniach w miesiącu. Jaki z tego wniosek? Pracuj z głową i zidentyfikuj rzeczy, które zajmują ci dużo czasu i znajdź rozwiązanie tak, aby uprościć te zadania. Kolejny punkt rozdziału drugiego, czyli ManyChat. Znacie ten case, kiedy klienci bądź potencjalni klienci zadają wam pytania, podbijając wcześniej napisaną wiadomość w bardzo krótkich odstępach czasu, a wy nie mieliście czasu na reakcję? Przygotowując tą prezentację postawiłem sobie tezę, że ten czas odpowiedzi wpływa na konwersję. Znalazłem badanie, które obejmuje 400 firm, 5,7 miliona potencjalnych klientów i 3 lata zbierania danych. Jedyną rzeczą, która wyróżni to badanie jest to, że zostało przeprowadzone na klientach B2B, ale stawię tezę, że klienci B2B w tym przypadku są podobni chociażby trochę do klientów B2C. Stawiam taką tezę, ponieważ klienci B2C podejmują decyzje zakupowe jeszcze szybciej, wpływają na nich impulsywne zakupy, a w segmencie B2B te decyzje są jeszcze bardziej złożone. Wiecie jak czas odpowiedzi wpływa na konwersję potencjalnych klientów? Jeśli potencjalny klient nie otrzyma odpowiedzi w ciągu pierwszych pięciu minut, szansa na jego konwersję spada ośmiokrotnie. A wiecie ile procent firm odpowiada w ciągu tych pierwszych pięciu minut? Poniżej jednego procenta. Jak to zrobić, żeby odpowiadać tak szybko? W tym przypadku z pomocą przyjdzie nam aplikacja MedyChat. Tutaj widzicie przykładowe drzewko pomocy, które automatyzuje u nas w pewien sposób obsługę klienta. Pokażę Wam jak to zrobić na bardzo prostym przykładzie. Po wejściu w aplikację MedyChat stworzyłem sobie automatyzację bez wykorzystania żadnego szablonu. Na początku wybieramy trigger, czyli coś, co ma wywołać naszą automatyzację. W naszym przypadku będzie to moment, w którym klient wyśle nam wiadomość o treści pomoc. Stworzyliśmy właśnie nasz pierwszy trigger, który wywoła taką automatyzację. Możemy ich dodać nieskończenie wiele. Co ma się dziać w momencie, w którym klient poprosi nas o pomoc? Ja przygotowałem sobie wcześniej wiadomość i wkleję ją w tym miejscu. Skopuję sobie jeszcze link na samym koniec i dodam go jako osobny przycisk. Takim oto sposobem stworzyliśmy automatyzację, która polega na tym, że w momencie, w którym klient napisze do nas wiadomość zawierającą słowo pomoc, automat wyśle mu tą wiadomość, którą przygotowaliśmy, razem z linkiem odsyłającym do naszego faku. Możemy kliknąć sobie preview, aby zobaczyć jak to działa i ta wiadomość będzie działać i wyświetlać się dokładnie w taki sposób, a przycisk będzie przenosić się do naszego faku na stronie internetowej. Pamiętaj! Szybka odpowiedź to moim zdaniem wyższa konwersja i mam nadzieję, że próby w waszych sklepach internetowych potwierdzą tę tezę. Rozdział trzeci poświęcimy rozwiązaniom związanym ze sztuczną inteligencją. Na początku pokażę wam jak generować opisy z wykorzystaniem AI. Przygotowałem Wam zrzut ekranu z opisu naszego produktu w sklepie internetowym, który jeszcze niedawno wyglądał tak jak widzicie na załączonym obrazku. Wiele osób zastanawia się, co tam w ogóle napisać w tej prezentacji. Pokażę Wam, jak zrobić asystenta, który będzie przygotowywał gotowe opisy dla Was. Tak więc, kiedy jesteśmy już w czacie GPT, przechodzimy do Odkryj modele GPT i tworzymy nasz autorski model. Nazywamy nasz model w dowolny sposób. Możemy dodać jego opis, ale nie musimy tego robić. Następnie w instrukcjach wklejamy prompt, czyli to, co chcemy zadać chatowi GPT. Ja przygotowałem sobie taki gotowy prompt, który za chwilę omówimy. Wy dostaniecie do niego dostęp w mojej prezentacji, którą dostaniecie na czacie, w momencie, w którym moja prelekcja się zakończy. Nasz prompt ma krótkie zadanie. Jesteś copyrighterem, który tworzy opisy przesłanych przeze mnie produktów. Następnie określamy mu, w czym się specjalizuje oraz jaki język ma wybrać i co ma tłumaczyć w swoim opisie. Określamy mu jeszcze głębiej jego język, każemy mu oddzielać sekcje separatorami oraz opowiadać o możliwościach wykorzystania tego produktu oraz wykorzystywnej baterii. Nie ma stosować Emoticon, ponieważ nie wszystkie sklepy internetowe obsługują funkcjonalność Emoticon oraz zasugerowaliśmy mu strukturę przykładowego opisu, który wygenerowaliśmy. Musimy pamiętać, aby czat w funkcjach miał uruchomione wyszukiwanie w sieci. Ja zalecam Wam również wyłączenie kanwy oraz generowanie obrazów. Następnie możemy przejść do opisu i zadać mu utworzenie pierwszego opisu. Wysyłamy wiadomość tylko i wyłącznie z nazwą produktu i zobaczymy co dla nas przygotuje. Po kilkudziesięciu sekundach otrzymałem gotowy opis, który jest przygotowany jeden do jeden z wytycznymi, które przekazałem czatu chwilę wcześniej. Przed ostatnim punktem mojej prezentacji, który jednocześnie jest moim ulubionym, jest wątek związany z asystentami AI. Prowadząc swój biznes, musimy jednocześnie wcielić się w rolę analityka biznesowego, magazyniera, księgowego, prawnika, specjalisty do spraw IT, specjalisty do spraw marketingu, sprzedawcy, jednoosobowego działu HR-u i dyrektora finansowego. Ja w możliwie jak najkrótszym czasie chciałem dokształcić się możliwie w jak najlepszy sposób w każdym z tych obszarów. Na potrzeby tej prezentacji wybrałem aspekt dyrektora finansowego. Postanowiłem popracować ze sztuczną inteligencją w taki sposób, aby nauczyła mnie jak najwięcej kompetencji w możliwie jak najkrótszym czasie, które są mi potrzebne do prowadzenia biznesu. Wysłałem sztucznej inteligencji prompt w ramach jednego czatu. Wsiedl się w rolę CFO. Jakie główne kompetencje ma ta osoba? Następnie zapytałem się go od czego mam zacząć, aby być dobrym CFO we własnej firmie. Chciałem dojść do jak najlepszego poziomu w możliwie jak najkrótszym czasie i podejmować decyzje bazujące na danych. Następnie mianowałem AI moim mentorem. i kazałem mu wprowadzić go w szczegóły punktu pierwszego i pozwolić mi lepiej zrozumieć te zagadnienia. Jesteście ciekawi efektu i tego, co udało mi się osiągnąć? Zostawiam Wam kod QR, ale nie skanujcie go teraz. Za chwilę na czacie pojawi się link do mojej prezentacji i wtedy będziecie mogli ze spokojem wrócić do wszystkich materiałów. I na sam koniec rozdział bonusowy, który Wam obiecałem. Jest to rozdział związany z finansami i rzeczy, które udało mi się wypracować ze sztuczną inteligencją i których to właśnie ona mnie nauczyła w ciągu ostatniego pół roku pracy. Jak wiadomo nie od dziś, każdy z nas prowadzi swój biznes po to, żeby zarobić więcej. Trochę jest w tym prawdy, że to pieniądz rządzi światem. Ja, szukając danych do tej prezentacji, doszedłem do informacji, że 25% przedsiębiorców ustala budżet firmy z dnia na dzień i pozwala sobie na niespodziewane wydatki, które nie były wcześniej zaplanowane. To bardzo złe rozwiązanie, które bardzo szybko nadwyręży Wasz budżet, jeśli nie będziecie wiedzieli na co chcecie przeznaczyć i jakie sumy. Jaki jest z tego wniosek? Wniosek jest taki, że trzeba dbać o swój budżet, żeby zaplanować to na co chcemy wydawać. i o wydatki, żeby wydawać je zgodnie z budżetem. Te rzeczy muszą być ze sobą bardzo ściśle powiązane. Jak to zrobić? Około pół roku temu zacząłem pracę nad swoim pierwszym plikiem budżetowym, który widzicie właśnie teraz. Moim celem było zautomatyzowanie jak najbardziej procesu związanego z zarządzaniem finansami. Chciałem, aby nasze wydatki i przychody mogły być łatwo kategoryzowane i żeby działo się to jak najbardziej automatycznie. chciałem bazować na wyciągach bankowych. Udało mi się stworzyć narzędzie, które na podstawie naszej historii transakcji z konta, po przypisaniu miejsc powstania kosztu i konkretnych miejsc związanych z wydatkami, czyli np. zakupy konkretnej kategorii produktów, sumuje to wszystko w ramach jednego dashboardu. Dzięki temu Patrząc na taki dashboard mogę łatwo zobaczyć ile kosztowało nas zakup produktów w konkretnej kategorii, jakie były koszty wysyłki, ile wydaliśmy w tym miesiącu na reklamy, produkcję contentu, ile kosztowała nas księgowość, prowizje bankowe, subskrypcje na które sobie pozwalamy w ramach firmy, ile kosztowali nas pracownicy, utrzymanie biura. Na końcu Widzę ten wskaźnik finansowy, którym jest EBITDA. Jeśli jeszcze go nie znacie, proszę Was, wykorzystajcie swojego asystenta CFO, który pomoże Wam zrozumieć to zagadnienie. Ja nie miałem absolutnie żadnej styczności z tym wskaźnikiem finansowym przed rozpoczęciem pracy nad budżetem i przed rozpoczęciem pracy z AI, ale to właśnie AI ukierunkowało mnie, że jest to bardzo ważny wskaźnik finansowy, które wykorzystuje się przy budowie dużych biznesów. Następnie, na podstawie tych danych, jestem w stanie zobaczyć, ile będę miał podatku do zapłacenia w czasie rzeczywistym, ile wygenerowałem już zysku i jakim budżetem dysponuję w obecnym momencie na inwestycje, czyli wskaźnikiem cash flow. Oznacza on, ile pieniędzy mamy w obecnym momencie na koncie i nie są one zablokowane np. przez podatek. Mamy tu również funkcję planowania budżetu oraz monitorowania wskaźników, takich jak średnia wartość koszyka jednego zamówienia, kosztów obsługi jednej paczki oraz automat, który pozwala trakować czas pracy naszych pracowników i automatycznie sumować ich wynagrodzenia. Po styczniowym podcaście, w którym miałem okazję się pojawić u Oskara na kanale, odezwało się do mnie kilkunastu przedsiębiorców, z którymi spotkałem się i rozmawialiśmy na temat problemów w e-commerce. Wspólnym mianownikiem kilku takich rozmów było właśnie zarządzanie finansami. W związku z tym postanowiłem zaoferować takie wdrożenie dla trzech pierwszych osób, które odezwą się do mnie po tej prelekcji na LinkedIn'ie za 999 zł. Chcę spróbować na tej grupie osób zobaczyć czy to rozwiązanie w ogóle działa i jak sobie jesteście w stanie z nim poradzić. Jestem w 100% przekonany, że dzięki takiemu prostemu Excelowi będziecie w stanie dużo efektywniej zarządzać swoim przedsiębiorstwem, bo przedsiębiorstwo kierowane danymi jest dużo łatwiej skalowane i efektywne. Na sam koniec chciałem pokazać wam fotkę z 6 czerwca 2024 roku. Na fotce jestem ja ze wspólnikiem i pierwotnym założycielem analogów, Kubą, w naszym pierwszym magazynie, który wtedy wynajęliśmy. Nie mieliśmy wtedy absolutnie żadnej automatyzacji i nic omówionych podczas tej prelekcji rzeczy. My daliśmy radę ogarnąć to w pół roku. A czy ty dasz radę? Rzucam Ci wyzwanie. Dzięki wielkie za obejrzenie mojej prelekcji. Mam nadzieję, że dostarczyła Wam ona maksymalnie dużo kalorycznej wiedzy, a Wy z całą pewnością wdrożycie ją szybciej niż w sześć miesięcy. Według moich obliczeń jesteście w stanie przy efektywnej pracy wdrożyć te wszystkie rzeczy z gotowymi rzeczami, które Wam dzisiaj pokazałem w okolicach jednego dnia roboczego. Rzucam Wam wyzwanie. Wam na ekranie w obecnym momencie pojawia się kod QR do mojego Linkedina. Jeśli mielibyście jakieś pytania, chcielibyście skorzystać np. z pliku budżetowego lub zapytać o dowolne inne rzeczy, które poruszyliśmy w tej prezentacji, jestem tam dla Was. A Wam w obecnym momencie dziękuję bardzo za oglądanie i zapraszam Was do kolejnej prelekcji.
Kolejną osobą, która wystąpi jest Mateusz Załupski. Mateusz był w ogóle na moim początku drogi e-commerce'owo-marketingowej. Miałem taki moment w swoim życiu, gdzie rok byłem na studiach marketingowych na Akademii Leona Koźmińskiego. i Mateusz był jednym z moich wykładowców. Jeśli dobrze pamiętam wtedy uczył mnie content marketingu w social mediach i Mateuszem też ciekawostka. Mateusz był pierwszym gościem mojego podcastu, który jest w ogóle tematem jak zacząć e-commerce i Mateusz osobą, która też była w pewnym okresie mojego życia takim moim mentorem e-commerce'owym i bardzo dużo się od niego nauczyłem, więc stwierdziłem, że nie może go zabraknąć. On wprawdzie nie jest, można powiedzieć, taki socialowy i nie udziela się swoją wiedzą w internecie, ale jest naprawdę osobą, która ma wartościową wiedzę i przede wszystkim praktyczną. Aktualnie jest Head of Digital w Surfsharku, ale prowadził także różne projekty e-commerce'owe, więc zapraszam was serdecznie na prelekcje Mateusza Załupskiego.
Cześć wszystkim. Dzięki wielkie za zaproszenie na dzisiejszą konferencję. Bardzo się cieszę, że mam okazję prezentować dzisiaj przed tak dużym i tak ciekawym gronem. Jest to też odrobinę stresujące, bo prezentuję w gronie fantastycznych prelegentek i prelegentów. Ale mam nadzieję, że podołam. Tematem mojej dzisiejszej prezentacji będzie debata, rozmowa na temat tego, jak powinnyście i powinniście myśleć o współczynniku konwersji. Bo konwersja to tak naprawdę nie jest cyfra czy procent. Konwersja to jest cała podróż klienta związana z waszą stroną internetową czy z waszym biznesem e-commerce'owym. Mam nadzieję, że macie jeszcze odrobinę siły i mam wielką nadzieję, że każdy z Was zapamięta z mojej prezentacji przynajmniej jedną rzecz, która pozwoli Wam rozwinąć w przyszłości Wasz biznes e-commerce'owy. I zacznijmy sobie dzisiaj od takiej krótkiej rozkminki. Czy 5% konwersji to jest dużo czy mało? I zazwyczaj tak postawione pytanie powoduje na sali pełnej ekspertów e-commerce wielką dyskusję. 5% to dużo, 5% to mało, 10% to dopiero dużo, a ja to bym się dał zabić za 2%. I problem z takimi debatami i dyskusjami jest taki, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jaka ta konwersja powinna być. I to jest wyzwanie całego rynku, ponieważ część z was mogła na początku swojej drogi e-commerce'owej korzystać z Google'a, czy z chata GPT, czy z innego narzędzia, żeby zadać pytanie. Chcę prowadzić sklep internetowy w branży fashion, chcę sprzedawać sukienki. Jaką powinnam mieć, czy powinienem mieć konwersję na mojej stronie internetowej? I oczywiście zarówno Google jak i ChartGPT czy inne narzędzie podpowie nam jakieś procenty, ale wyzwaniem jest tutaj określenie, czy ta cyfra, czy ten benchmark jest czymś, co ma odniesienie do mojego biznesu. I tutaj właśnie wszystko rozbija się o to, w jakiej jesteśmy kategorii produktowej, jaką mamy politykę cenową i na jakim działamy rynku. I jeśli jesteśmy w stanie znaleźć biznes, który jest w dokładnie tej samej kategorii, ma dokładnie taką samą politykę cenową i operuje w tym samym kraju, to dopiero z nim możemy się porównywać. Bo jeśli nie jesteśmy w stanie znaleźć takiego biznesu, to nie mamy do końca z kim się porównywać, ponieważ dwa czy trzy biznesy działające w tej samej kategorii produktowej, działające na tym samym rynku, mogą np. różnić się swoją polityką cenową. Ktoś może chcieć być produktem bardziej premium, ktoś chce rywalizować ceną i wszystkie te elementy będą miały wpływ na współczynnik konwersji. A więc jak należy myśleć o tej konwersji? I to, co ja proponuję, to przeanalizowanie sobie na kilku kolejnych slajdach przez kilka kolejnych minut takiej klasycznej ścieżki zakupowej klienta w e-commerce'ie zaproponowanie Wam kilku mniejszych lub większych usprawnień czy elementów Waszej strony, które powinnyście i powinniście optymalizować, tak żeby ten biznes był jak największy i jak najefektywniej konwertował użytkowników w stronę wypłacących klientów. I większość ścieżek zakupowych w e-commerce rozpoczyna się albo od podstrony kategorii, albo od podstrony produktowej. W tym przypadku skupimy się na podstronie kategorii, bo jest ona bardziej uniwersalna. Z podstrony produktowej korzystamy częściej, jak mamy do czynienia z firmą, która sprzedaje jeden produkt, albo ma jeden produkt, który jest bardzo wyraźnym bestsellerem, albo jeśli w naszej ofercie w ogóle pojawia się jakiś szybko, bardzo trendujący produkt, Tu moim ulubionym przykładem z ostatnich lat są adidasy Samby, gdzie każdy sklep internetowy w Polsce sprzedający snikery i mający te buty w swojej ofercie, promował go na swoich kampaniach, czy to na Instagramie, czy na Facebooku, czy przy współpracy z influencerami i influencerkami. I właśnie wtedy najczęściej odsyłali oni użytkowników do podstrony produktowej. Natomiast w klasycznym e-commerce raczej jednak zaczynamy sobie od tej podstronnej kategorii. I jeśli chodzi o podstronę kategorii, to dalszym krokiem z podstrony kategorii jest oczywiście podstrona produktu. Bo właśnie jak ktoś przegląda kategorię produktową, to chcemy, żeby wybrał przynajmniej jeden produkt, który zainteresuje tego użytkownika tak bardzo, że będzie chciał się on dowiedzieć na temat tego produktu więcej. I współczynnik taki pośredni takiej mikrokonwersji z podstrony kategorii do podstrony produktowej wynosi od 40 do 50%. No i teraz pytanie, co możemy zrobić, żeby albo zagwarantować, że będzie on na poziomie 40 do 50%, albo co możemy zrobić, żeby spróbować podnieść go wyżej. I tutaj mam propozycję sześciu małych rzeczy, nad którymi już dzisiaj możecie rozpocząć pracę, aby poprawić współczynnik konwersji w Waszym biznesie. Numer jeden, filtry i sortowanie. Każdy, kto szuka jakiegoś konkretnego produktu i ma konkretne potrzeby, ucieszy się, jeśli zobaczy, że ma opcję filtrowania, sortowania produktów według swoich preferencji. Kolejny element to jest dodanie konkretnych tagów do Waszej oferty produktowej. Jeśli coś jest bestsellerem, dodajemy tag, że ten produkt jest bestsellerem. Jeśli coś jest trendującym produktem, dodajemy taki tag. Warto z tego skorzystać, bo to kieruje uwagę użytkowników do konkretnych produktów, które wiemy, że dobrze nam się sprzedają. Następnie informacje o dostępnych rozmiarach i kolorach. Zazwyczaj jeśli jakiś produkt ma kilka wariantów kolorystycznych, dobrze jest tego użytkownika już na poziomie kategorii poinformować, że te różne kolory są dostępne. Następnie zdjęcia produktowe. To w ogóle jest temat rzeka. Tu fantastyczne usprawnienia wprowadza nam AI, bo bazując na jednej lub dwóch lub trzech sesjach zdjęciowych, z wykorzystaniem AI jesteśmy w stanie wyignorować bardzo dużo wariantów zdjęć produktowych i optymalizować sobie naszą podstronę kategorii, tak żeby wyświetlać zdjęcia, które mają największy współczynnik klikalności, czyli CTR. Następnie kolejnym trikiem jest wyciągnięcie promowanych w kampaniach marketingowych produktów na górę pod stronę kategorii, tak żeby te produkty, które promujemy, były produktami, które klienci widzą jako pierwsze. I coś, co będzie się przewijało przez większość prezentacji, przejrzysty i wygodny UX i oczywiście UI. Następnie, jeśli już mamy kogoś na podstronie produktowej, to chcemy, żeby ten klient, ta klientka dodała produkt do koszyka i przeszła do koszyka. Konwersja z podstrony produktowej do koszyka wynosi zazwyczaj od 10 do 20%. I teraz kolejny raz. Co możemy zrobić, żeby tę konwersję podnieść? I tutaj zestaw dziewięciu pomysłów na to, jak możecie to osiągnąć. Oczywiście jeszcze raz zdjęcia produktowe. W galerii produktowej jesteście w stanie tych zdjęć wyświetlić. Zdecydowanie więcej. Warto jest tu zwrócić uwagę na to, o co najczęściej pytają klienci i jakie najczęściej mają wątpliwości i zaadresować te wątpliwości konkretnymi zdjęciami w galerii. Następnie opis produktu. Każdy z nas lubi przeczytać wyraźny, konkretny opis produktu, który rozwiewa nasze wątpliwości zakupowe. Następnie opinie i recenzje użytkowników. Nic nie buduje tak zaufania do produktu jak opinie ludzi, którzy już z niego korzystają i są z niego zadowoleni. Także to jest coś, co powinno być oczywistym krokiem do dodania na podstronie produktowej. Następnie informacje o rozmiarze czy też dopasowaniu produktu. To stało się w ostatnich latach popularne. Dodawana jest informacja. Nasz model, nasza modelka ma tyle i tyle wzrostu i ma na tych zdjęciach na sobie produkt w rozmiarze np. S. Bardzo przydatna informacja, bo jesteśmy w stanie odnieść siebie do produktu i do zdjęcia, który widzimy. Następnie wideo produktowe. Jeśli nasz produkt jest odrobinę bardziej skomplikowany, wymaga instrukcji, pokierowania użytkownika w celu zrozumienia jego wartości, dodanie wideo jest jak najbardziej dobrym rozwiązaniem i dobrym pomysłem. Następnie FAQ. FAQ, czyli najczęściej zadawane pytania. Jeśli klienci mają jakieś wątpliwości, możemy dodać taką sekcję na podstronie produktowej i odpowiedzieć na te pytania klienta, zanim zacznie on pisać do nas maile czy odzywać się do nas na czacie. Oczywiście i tak to zrobi, ale w ten sposób może częściowo sobie ograniczymy ilość tych zapytań do naszej obsługi klienta. Następnie informacja o dostępnych rozmiarach i kolorach, dosyć oczywiste. Informacja o darmowej dostawie, o różnego rodzaju gwarancjach, które dajemy jako biznes na ten produkt, to również zwiększa zaufanie do naszego biznesu i eliminuje asymetrię informacji, co powoduje, że użytkownik czuje się bardziej komfortowo z rozważaniem zakupu produktu właśnie u nas. I na koniec przejrzysty i wygodny UX. I teraz, jak już mamy klienta w koszyku, to chcemy, żeby klient ten przeszedł do kasy. Po angielsku bardzo często jest w tej stosowane pojęcie check-outu, w Polsce używa się pojęcia kasy. I konwersja z koszyka do kasy wynosi przeciętnie od 45% do 55%. I oczywiście, znowu zestaw rekomendacji dla Was, co możecie poprawić w Waszym sklepie internetowym, aby tę konwersję poprawić. I krok pierwszy, informacje o szacowanym czasie dostawy. W większości przypadków jesteście w stanie określić dla danego produktu, czy będzie on dostarczony w ciągu 24 godzin czy 48 godzin, Wiele biznesów stosuje takie proste algorytmy predykcyjne. Jeśli klient kupuje w sobotę, to informujemy go, iż dostawa najprawdopodobniej zostanie zrealizowana we wtorek. Jeśli klient kupuje w poniedziałek rano, to informacja, że dostawa będzie zrealizowana we wtorek. Elementy zwiększają zaufanie do biznesu i cieszą klientów. Następnie łatwe w obsłudze przyciski akcji. Na poziomie koszyka jest to bardzo denerwujące, kiedy użytkownik nie ma możliwości zwiększenia ilości produktów, odjęcia ilości produktów, usunięcia ich z koszyka, więc te przejrzyste przyciski akcji są bardzo istotne dla użytkownika, bo też zwiększają zaufanie do waszego biznesu. Następnie transparentne podsumowanie zawartości koszyka. Bardzo istotne. Nikt z nas nie lubi dowiedzieć się o jakichś ukrytych opłatach na dalszym etapie ścieżki zakupowej. Więc tutaj powinno nam zależeć na transparentnym przedstawieniu, ile będzie kosztował produkt, ile tych produktów jest, ile będzie kosztowała dostawa i tak dalej. Następnie warto jest w koszyku mieć informację o darmowej dostawie, jeśli taką taką oferujecie. Warto jest mieć też ikonę bezpiecznej płatności. W dzisiejszym świecie klienci mierzą się z dużą ilością skamów, przekrętów czy różnych podejrzanych biznesów, więc jeśli korzystacie z zaufanego dostawcy płatności, to pokazanie takiej ikony i poinformowanie, że oferujecie bezpieczne płatności jest dosyć istotne. Warto jest też prezentować transparentne informacje o polityce zwrotów i gwarancjach udzielanych na produkty. To jest ponownie ten sam element, który pojawił się na przestrzeni produktowej. Dalej, opcja zakupu jako gość, dosyć oczywiste. I budowanie efektów FOMO. Czyli jeśli macie promocje czy kupony, które tracą ważność, które klient może zastosować w danym zamówieniu, to warto jest klienta na poziomie koszyka o tym poinformować. Uwzględnić jakiś timer, uwzględnić informację, że jest to wyjątkowa, ograniczona czasowo promocja. To na pewno zwiększy skłonność tego użytkownika, tego klienta do sfinalizowania swojego zakupu. No i jak już mamy klienta w kasie, no to oczywiście następnym krokiem jest przejście do płatności. I w kasie mamy mniej tych elementów do optymalizacji, ale są one absolutnie krytyczne dla sukcesu Waszego biznesu e-commerce'owego. Pierwszy element to przejrzyste i wygodne formularze do wypełnienia przez użytkownika. Nieraz zdarza nam się, że kupujemy coś na urządzeniu mobilnym, dochodzimy do formularza, wszystko jest pięknie, ale zaczynamy wpisywać nasze dane, wpisujemy numer paczkomatu, adres, numer telefonu i ten formularz się rozjeżdża i stawia nam jakieś wymagania i rzuca wyzwania. Takie rzeczy nie sprzyjają. Jeśli ktoś już zainwestował parę minut swojego życia, żeby wybrać produkt, dodać go do koszyka i dojść do tego etapu, ułatwmy mu tę procedurę. Zróbmy ten formularz w takiej formie, żeby było to jak najłatwiejsze. I dalej mamy wygodne i zlokalizowane metody dostawy oraz wygodne i zlokalizowane metody płatności. Jeśli Wasz biznes operuje tylko na rynku polskim, to jesteście w bardzo wygodnej sytuacji. Mamy w Polsce bardzo fajnie rozwinięty system e-commerce'owy, jeśli chodzi o płatności, jeśli chodzi o logistykę, jeśli chodzi o metody dostawy. Na co dzień tego nie doceniamy, ale jak zacznie się prowadzić biznes e-commerce'owy międzynarodowo, to bardzo wyraźnie to widać, że mamy w Polsce miło i wygodnie, jeśli chodzi o te aspekty. Ponieważ w Polsce wystarczy, że zaoferujemy jedną firmę kurierską, jedną firmę dającą możliwość odbioru z automatu paczkowego lub z punktu odbioru, zaoferujemy metodę płatności pay-by-link oraz metodę płatności blik i mamy cały biznes zagospodarowany. Jeśli wyjdziecie jednak z zagranicy, na przykład na rynek niemiecki czy na rynek włoski, może się okazać, że musicie zaoferować 3-4 firmy kurierskie, że nagle nie wystarczą dwie metody płatności, a potrzebne jest ich 5 czy 6. I tutaj stopień skomplikowania tej sprzedaży i stopień skomplikowania tego etapu zakupowego klienta jest zdecydowanie większy, a rozwiązanie tych bolączek jest bardzo kosztowne. ponieważ w Polsce mamy też do czynienia ze stosunkowo niskimi prowizjami za transakcje płatnicze. Za granicą międzynarodowi gracze typu ADN, Stripe czy PayPal mają te prowizje na bardzo wysokim poziomie, więc tutaj musimy się liczyć z tym, że rynek polski jest dla nas jednym z najtańszych rynków do prowadzenia biznesu e-commerce'owego. Kolejnym krokiem po uzupełnieniu wszystkich danych o płatności i przejściu do płatności jest zakup. Tutaj może nie być to takie oczywiste, ale nie każde przejście klienta do płatności kończy się zakupem. Bardzo dużo ludzi ma np. przeterminowaną kartę płatniczą, nieprawidłowo uzupełnia kod BLEEK, czy też nie posiada środków na koncie, więc nie możemy zakładać, że 100% przejść klientów do płatności zakończy się zakupem. Dlatego też przyjmujemy tutaj konwersję na poziomie około 90%. I jak przeanalizujemy sobie całą tę ścieżkę zakupową klienta, to nagle się okaże, że w wyniku tych wszystkich małych konwersji, które może po drodze wydawały się bardzo wysokie, kończymy na współczynniku konwersji dla całościowej ścieżki zakupowej klienta na poziomie 3,5%. I wciąż nie wiemy, czy to dużo, czy to mało. ale rozbijając sobie ścieżkę zakupową klienta na mniejsze kroki, jesteśmy łatwiej w stanie wskazać, w którym miejscu naszego sklepu internetowego mamy potencjalne bolączki, które mogą powstrzymywać klientów przed dokonaniem zakupu w naszym biznesie e-commerce'owym. Dlatego też zwracam Waszą uwagę, to te małe kroki będą czyniły Wasz biznes dochodowy. I jeszcze raz to powtórzę, sukces Waszego biznesu e-commerce'owego w równej mierze zależy od Waszych kreatywnych kampanii, relacji z influencerami oraz influencerkami, optymalizacji Waszych kampanii google'owych czy social mediowych, jak i od jakości Waszej platformy sprzedażowej. Dlatego zachęcam żeby poświęcać równie dużo czasu na optymalizowanie ścieżki zakupowej klienta na Waszej stronie internetowej, co na myślenie o Waszych kampaniach marketingowych, które mają na celu sprowadzenie klientów na Waszą stronę internetową. To bardzo istotne. I nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć Wam powodzenia w podbijaniu świata. Mam nadzieję, że udało się Wam przynajmniej jedną istotną rzecz dla Waszego biznesu e-commerce'owego wyciągnąć z mojej prezentacji. Jeśli ktoś czegokolwiek potrzebuje lub chciałby po prostu pogadać o swoim biznesie e-commerce'owym, zapraszam do kontaktu i życzę udanej reszty konferencji i miłego dnia.
Lubię osoby, które są bardzo pozytywnie nastawione do życia i które emanują taką przyjazną i fajną energią. I taką osobą jest właśnie Natalia. Natalia Ostory, z którą poznaliśmy się rok temu na evencie we Wrocławiu influencerskim i szybko załapaliśmy bardzo fajny vibe. Z Natalią także nagrałem podcast. Ten podcast był jednym z pierwszych podcastów w pierwszej piątce, które wyszły na moim kanale. Natalia jest ekspertką od wideo i bardzo to co mi się podoba i co przepływa przez jej content to autentyczność. to w jaki sposób edukuje swoją społeczność. Więc nie pozostaje mi nic innego, jak przedstawić wam niezwykle energiczną osobę, która przekazuje wiedzę w bardzo fajny sposób. Na prelekcjach, na których występuję, zawsze mam pełne tłumy i to, co jest najfajniejsze, jest tym wszystkim taka zabawna. I to jest coś, co mi się bardzo podoba i sposób wiedzy, jaką ona przekazuje. I to ona mi też powiedziała kiedyś, że sama wiedza to nie jest wszystko. Ważne jest to, żebyś miał osobę, która cię poprowadzi przez rękę, czyli mentora. Zapraszam na prelekcje, Natalia.
Hej wszystkim jestem Natalia Astori i będę dzisiaj wam opowiadać o UGC. Mam bardzo mało czasu, dlatego lecimy. Pierwsze, kim jestem? Natalia Szewilewa, która prowadzi profil Natalia Astori. Kto mnie nie zna, zapraszam na mój profil. Ja jestem bizneswoman, działam w branży edukacyjnej związana z mobile video i social media. Przeszkoliła ponad 4000 osób i głównie to mobile video making. Co roku prowadzę w średnim 20 plus szkolenia offline dla dużych firm. Ekspertka i autorka znanej szkoły mobile video. Kieruję zespołem około dziesięciu osób i robię sprzedaż na Instagramie około 1,5-2 mln rocznie. Jeśli ciebie inspiruje moja historia, to po prostu polecam zaobserwować mój profil, a jeśli chcesz posłuchać się, na czym się znam, to lecimy w temat UGC. Co to jest UGC? To jest User Generated Content. Content, który stworzony przez użytkowników. Jakich użytkowników i kim to musi być stworzony ten content, ja powiem wam w tej prezentacji. Ale zacznijmy od samego początku. Kto prowadzi główny profil na Instagramie? Główny prowadzi albo marka osobista, albo firma, I jeszcze profil na Instagramie prowadzą ludzie, którzy konsumują tą informację, którą produkują marki osobiste i firmy. Ja jestem Natalia Astori, moja marka osobista Natalia Astori. Również mam w swoim szkole, w swoim platformie, który się nazywa Astori Platform i to już jest moja firma. I ludzie, na przykład moja mama, która oglądała, nie zarabiała na Instagramie, po prostu podziwiała moją pracę, to jest właśnie ten konsument. Te ludzie chcą zarabiać na Instagramie, te ludzie po prostu oglądają, żeby wycielować albo się pocieszyć za nas. I tak, każda marka albo firma teraz musi mieć twarz. Jeśli Ty chcesz być marką osobistą, zapomnij o tym, że non-face, no-face profilu. Nie ma takiego. Bywają wyjątki, ale 99% osób, które tworzą markę osobistą, bez twarzy nie rozwijają się. Po prostu ich profil padnie. Jeśli ty chcesz prowadzić markę osobistą, pamiętaj o tym, że ty jesteś marką. Marka osobista mówi o tym, że ty jesteś marką i twoja twarz musi być. Tak samo z firmą. Jeśli ty nie pokazujesz człowieka i nie ma twojej firmy żadnej twarzy, to po prostu twoja firma wygląda jak katalog tych produktów, których masz. I zaufajmy, że czas katalogów już minął. Pamiętasz tam te lata, kiedy przychodzili do nas takie katalogi i my oglądali i coś tam chcieli. Tego przez to już nie sprzedasz. Sprzedaje człowiek i twarz, bo bez człowieka nie ma zaufania do firmy i marki. Ty mi powiesz, Natalia, teraz wszyscy tworzymy awatary AI, po co człowiek, skoro można wszystko załatwić sztucznej inteligencji. Tak, super, sztuczna inteligencja może nam pomóc. I teraz wygląda mega super fajnie, bo możesz tworzyć awatar, który będzie nagrywał na wszystkich językach świata, stworzyć profil na każdy kraj i sprzedawać swoje produkty. Wygląda super, ty tylko dajesz pomysły, a ta sztuczna inteligencja tworzy treści za ciebie. Tylko zaczynaj jakby myśleć, że wszystko co jest sztuczne kiedyś przestaje interesować ludzi. Na początku teraz to jest hit, że ktoś może pracować za nas, ale naprawdę za chwilę to będzie hit, dlatego że ludzie zawsze ciągną się do czegoś naturalnego. Jeśli ty prowadzisz jakieś szkolenia, Pamiętasz, ile ludzi zawsze pyta, dzień dobry, czy będę offline szkolenia. Chcę być na offline szkolenie, nie chcę na online. Albo mnie często pytają, Natalia, organizuj jakiś wyjazd, albo organizuj jakiś event. Dawajcie się spotkamy, bo potrzebujemy prawdziwej energii. Człowiek zawsze ciągnie się do człowieka. I powiem wam takie podsumowanie. Im mniej będzie prawdziwego człowieka w social media, tym bardziej będzie on doceniany. Jeśli u nas każdy profil zacznie tworzyć swojego avatar AI i ktoś będzie prowadził swoje social media wciąż naturalnie, to ta osoba, która będzie prowadziła naturalnie, ona będzie o wiele więcej doceniana niż tamte, które tworzą dzięki sztucznej inteligencji. W ogóle naturalność to jest hitem na zawsze. Im naturalniej jesteś, tym więcej przyciągamy prawdziwych ludzi. I tak, weźmy przykład. Miały byli, prawdopodobnie każdy z Was zna ten profil, to jest marka osobista Mila Piwowarska. Ona prowadzi swój profil, swoje marki osobiste, dodaje różne rzeczy i rodziny, i swoje firmy, które stworzyła, i o pieskach, no generalnie o wszystkim, o swoim życiu. Miła stworzyła swoją firmę ubraniową, która się nazywa Nari. Ten profil też wiecznie rośnie i ludzie również go lubią. Coś wspólnego pomiędzy tym profilem, marką osobistą i firmą, którą stworzyła Miła. Jest jedyne to, że tutaj i tam, i tam są ludzie. Są twarze człowieka. Tutaj więcej są twarzy pracowników, a tutaj jest jej twarz albo jej rodzina. Ale to są tak naturalne treści, które chcesz oglądać, którym chcesz kibicować. Jeśli zobaczymy na przykład ewolucję profilu Nari, to można po prostu zobaczyć, co się dzieje. Ona zawsze naprawdę idzie krok do przodu od tych osób, które prowadzą swoje social media. Ona odczuwa, to czuje do końca. I zobaczcie, kiedyś Nari zaczynali z fajnych takich filmików, które były takie kreatywne. Później wprowadzili w wideo nagrane kamerą. A teraz jeśli przeanalizować, ja Wam teraz jeszcze pokażę, jak ja przelistywałam ich rilsy, te filmy są nagrane tylko telefonem. I są ze zwykłego życia albo pracowników, albo osób, które używają ich ubrania, które kupują ich ubrania, albo sztucznie stworzone sytuacje, na przykład jak spacer z pieskiem, czy wyjście w kawiarnię z koleżanką. i pokazanie tych sytuacji w ich ubranie. Zobaczcie to.
Guess what? To historia, która zaczęła się od...
Wszystkie te filmiki pokazują albo koleżankę, albo wyjście, albo wyjście do kawiarni, albo spacer z pieskiem, albo wyjazd za dom. Generalnie różne domowe sytuacje, różne sytuacje, które mogą się spotkać u każdego z was w życiu. Każdy z nas zapoża kawę, każdy z nas wychodzi z koleżankami, każdy z nas chodzi na spacer z pieskiem, jeśli posiada tego pieska. Każdy raz przynajmniej w życiu wyjechał do domu poza miastem. I po prostu pokazują się te sytuacje. Oczywiście, te osoby, które pokazujemy, są w ubraniach od tej firmy. I co się dzieje? Jak działa mózg człowieka? Kiedy on widzi sytuację, to zwykłą sytuację, na przykład zapobieganie kawy. On po prostu siebie zaczyna kojarzyć, on widzi siebie w tej sytuacji. Wow, zaparzam, ja też codziennie zaparzam kawę. I potem patrzę na ubrań, wow, ale ona zaparzyła w taki fajny piżamie, chyba też chce to mieć. Albo spacer, spacer. Wow, ona chodzi w tych legendzach na ten spacer, ja też chodzę. I chyba właśnie teraz poszukuję legendzy i chcę kupić legendzy. O, ja też wyjeżdżam do domów poza miasta. Ja też często ze swoim koleżanką, wow, moglibyśmy ubrać się tak samo w coś wygodnego, może kupimy razem te same dresy. Rozumiecie? Jeśli człowiek widzi sytuację, która jest jakby wzięta z jego życia, to on może zechcieć posiadać wasz produkt, bo buduje się taki łańcuszek. Ok, jest ta sytuacja i ja codziennie ją przeżywam w swoim życiu i ona robi to w tych ubraniach, to ja również może być mogę robić to w tych ubraniach. Ja kupuję te ubrania. A dlaczego oni przestali nagrywać kamerą? Bo teraz jest to najważniejsze, to są powiedziałe, naturalność. Filmy, które nagrane telefonem, one wydają się bardziej autentyczne, naturalne i ludzkie. Profesjonalne nagrywanie mogą być poszczegane jako zbyt wyreżyserowane, podczas gdy nagranie telefonem buduje wrażenie spontaniczności i bliższego kontaktu. sprzyja zaufaniu i zaangażowaniu. Także naprawdę nagrywajcie zwykłe życie, sytuacje, które posiada każdy z nas. No po prostu, jak rozłożcie nasz dzień, zapaczanie kawy, jak my malujemy się, jak idziemy do pracy, jeszcze coś. I tam zaadaptujcie swój produkt, jeśli wy oczywiście ten produkt macie. A może być usługa, może być u was jest podcast. I na przykład jak rano można słuchać podcast, jak jechać w tramwaj, jak odbierać dziecko, albo dziecko jeść na tańcach, a ty słuchasz ten podcast. Wszystko można zaadaptować. Pokażcie ludziom, że w ich życiu może odnaleźć się ich produkt. I oni z czasem zechcą to kupić, albo przesłuchać, albo jakoś to wdrążyć w ich życie. Teraz wracamy do UGC. UGC to jest User Generated Content. W ogóle, kto może być content creator? Content creator możesz być ty, może być pracownik, może być influencer, profesjonalny content creator, użytkownik, który posiada nasz produkt albo usługę. Dla nas, jeśli byśmy prowadzili firmę i miałabym jakiś produkt fizyczny, chciałabym najbardziej mieć użytkowników, którzy posiadają nasz produkt i po prostu tworzymy content. Dlaczego? Ja powiem trochę później, a teraz powiem, że w Polsce jest trochę mylne pojęcie UGC. Często odnosi się ono do kontentu, który ktoś nagrywa dla nas, niezależnie od tego, czy to jest płatne, czy nie. To nieprawda. UGC, to jest user generated content. Kto posiada, nagrywa ten content. Ten content często jest nagrany za darmo użytkownikami. i nie są wyreżyserowane. Po prostu jak użytkownicy chcą, tak nagrywają. Ty nie masz wpływu na ten content, na ten scenariusz. A u nas często piszą, ja jestem UGC creator'em, zgłosić do mnie, wysłać ciebie swoją ofertę. I to nie do końca, to jest coś takiego, można powiedzieć, sztucznej UGC, bo ciebie wysyłają produkt, ty nagrywasz, jeśli naprawdę wszystko jedno, to jest produkt, nie żyjesz z tym, nie czujesz tego produktu. No może czasami bierzesz tylko te produkty, które lubisz i które chcesz, ale powiem wam o tym, że jeśli ty sam stworzyłeś bez żadnej motywacji finansowej, to content, który jest o wiele, wiele naturalny i prawdziwy, który o wiele mocniej strzela w tych osób, które oglądają ten content, niż ten, który stworzony jest sztucznie. Content na zamówienie to ten content, który jakby tworzy się przez osoby, często profesjonalistów, mogą być nie profesjonalistów, za pieniążki i ty, jak posiadać firmy, które zgłasza tworzenie contentu tym ludziom, ty możesz wpłynąć na to, co oni będą tworzyć, w jakim formacie, jak dać im swoją strategię, wytłumaczyć, jakby tutaj ty więcej działasz i wchodzisz w tą informację, którą chcesz przekazać, gdzie w UGC ty nie masz żadnego wpływu. Prawdziwe UGC to treści tworzone przez użytkowników, którzy nie są wynagrodzeni, a ich twórczość wynika z osobistego zaangażowania, a nie zazlecenia. Byłoby super, wygralibyśmy bingo, jeśli by ludzie tworzyli sami ten UGC content. Ale ludzie nagrywają content, żeby coś z tego mieć. To mogą być nie pieniążki, ale coś innego. I co ja teraz ci wytłumaczę? Ludzie tworzą UGC content, bo chcą. Chcą mieć zasięgi. Idealny przykład Crumble Cookie, z których stanach po prostu już ten trend był w 1,5 latach. Ja już znam to w 1,5 latach. Ili do tego czasu to było, ja nie mam pojęcia. O co chodzi? Ludzie kupują krumble cookies, takie ciastka, kumple tych ciastek, robią adweken i jedzą cię, testują, po prostu w samochodzie, gdziekolwiek, w domu, po prostu pokazują te ciastka. I wszyscy oni pokazują, jak oni jedzą cię. smaczna ciasta, a nie osiągają niesamowitych zasięgów. Teraz rzuccie uwagę, ja dam radę filmikom pokazywać, ile lajków ma każdy filmik Scrumble Cookie. To jest coś niesamowitego. I zasięg, i lajki. I ludzie nagrywają ten content, to jest zwykłe użytkowniki, które to sam Krumble kupisz. Im nikt nie płaci, oni sami płacą Krumble kupisz, żeby to kupić, żeby nagrać i żeby zabyć za 7 dni tych lajków, które cząsteczkę nie dają. I to jest niesamowity sukces i życzę każdemu mieć taki produkt, który ludzie by chcieli nagrywać, żeby zdobywać za 7 dni. Wyobraźcie, kupiłam cząsteczkę, 6-ce cząsteczka. są popularne, oni po prostu zdobywają lajki, oni zdobywają zasięgi i tym samym jakby influencer, rysowujący i do niego przychodzą nowe odbiorcy, nawet nie influencer, a po prostu użytkownicy, którzy chcieli, nie? I to jest czysta historia. A! Za firmę ktoś nagrał... Jakieś użytkownik nagrał filmik, a ten filmik wybił się w 7 milionów... Oglądaj! I następne 7 milionów ludzi chcą kupić Crumble Cookies. Niesamowita reklama. Ja po prostu biję nastający im brawa. I życie każdemu, żeby każdy to wziął. Każdy miał takie problemy. Let's try this week's Crumble Cookies.
Eating Crumble Cookies for breakfast.
Wy widzicie niebo, niesamowite lajki, niesamowite zasięgi. Jeśli chcecie, to sprawdźcie na Crumble Cookies, wejście na Tik Tok i po prostu wpiszcie. Następne. Tutaj nie chcemy zdobywać zasięgi w kupującym sobie użytkownicy naszego produktu. Tutaj chcemy poczuć siebie częścią społeczności. Tutaj pokażę wam filmik z jednej rosyjskiej marki MakroKosmo, która genialnie wymyślała koncepcję. U nich pracują dziewczyny. Który pracuje na etacie. Te dziewczyny cały czas podróżują. Jeśli tutaj zobaczycie, tutaj są wyróżnione relacje. Ich jest bardzo dużo. Oni sami się gdzieś jeżdżą. Oczywiście jeżdżą w tych ubraniach. I te podróże niesamowicie wolne. Jest taka wolność pokazana w tych podróżach. To po prostu też chcę takim być. Tutaj po prostu na maksa pokazuje się młodość, wolność i niezależność. I kiedy ja to oglądam, ja chcę być wolnym, młodym i niezależnym. I to skojarzenie z czasem zaczyna, i to zaczyna mi się kojarzyć z ich ubraniami. I ja kiedy myślę o tym, że wow, chcę pojechać na surfa, ja myślę chciałam by mieć przynajmniej cokolwiek z ich ubrań. I to jest niesamowite, bo to ludzie często chcą, oni chcą po prostu poczuć siebie wolnymi, niezależnymi, młodymi ludźmi. I wszystko kupujemy, ubranie i również demonstrujemy to, że oni są wolnymi i niezależnymi i nagrywamy filmiki, w których zaznaczamy te profily. I makrokosmos czasami udostępnia najlepsze filmy, najlepsze stories u ciebie na profilu. Nie zawsze to daje jakieś zasięgi, ale to po prostu daje poczucie, że ja mam to ubranie i mówię ludziom, zobaczcie, mam ubranie od makrokosm, a to oznacza, że jestem młoda, niezależna i cały czas podróżująca osoba. Rozumiecie, o co chodzi? Teraz idziemy do następnego. Tak, pierwsze przypominam. Ludzie tworzą content, jeśli chcą mieć znać pieniądze. Ludzie chcą tworzyć content i chcą być częścią społeczności. Jeśli ty masz fitness club, masz jakieś adżibki, jeszcze coś. Wymyśl jakąś społeczność, po prostu, żeby ludzie razem biegali po sobotę, to już będzie społeczność. Wymyśl, żeby ludzie zechcieli być częścią społeczności dzięki twojemu produktu albo dzięki twojemu profilu. Następne, ludzie tworzą content, jeśli można coś zdobyć, na przykład nagrody. I są teraz w Stanach, to jest popularne, u nas jeszcze nie zauważyłam, ale może być jest, nie mówię, że marki co wprowadzają w specjalne punkty za działania na social media ich klientów. Na przykład, jeśli ja obserwuję markę Bloom, to ja dostaję jakieś punkty, u nich na stronie jest jakaś tam automatyzacja, tak samo z tej firmą. i te punkty później mogę wymienić na jakieś produkty, albo zaznaczam ich profil, albo często komentuję, tam za aktywność dajesz również punkty. Po prostu ja supportuję tą firmę, dzięki czemu oni dają mi punkty, na podstawie których mogę wybrać produkt, oczywiście ich. To jest też niesamowite, wy nic mi nie płacicie, Jeśli ja jestem waszym klientem, wy po prostu z czasem dajecie jakieś tam produkty wasze, które ja mogę wymienić na te punkty, które wy daliście mi za to, że ja was obserwuję albo suportuję wasze zielanie. Niesamowite. No i następne, coś podobnego do Crumble Cookies, ale coś innego. Jest taka kawiarnia La La Land, to jest kawiarnia, która jest w szybie i gdzie... Aby być w nowym La La Land Cafe na 3rd Street, jeśli nie
wiecie historii o La La Land, to zaczęło się dlatego, że twórca chciał stworzyć
firmę, która pracowała w postaci młodzieży.
Nie wiem, czy to jest... Zabrałam mojego
przyjaciela Angelika, żeby spróbować La La Land
Cafe na pierwszym razie. Wyszliśmy do lokacji Groove i wnętrze tej kawiarni jest tak estetycznie przyjemne. Ona też uwielbiała ten mercz i muszę się z nią zgodzić.
Jest bardzo urocze.
Ale przejdźmy do rewiewy kawy.
Angelika zamówiła francuskie toasty latte.
Jesteś w nowym Cafe LaLaLand na 3 stronie?
Nie wiesz historii o Cafe LaLaLand?
Rozpoczęło się to, ponieważ funder chciał stworzyć firmę, która pracuje z młodzieżą w poszukiwaniu kawiarów. Zabrałam mojego przyjaciela Angelę, żeby zajrzeć na Cafe LaLaLand po raz pierwszy. Wyszliśmy do lokacji Grove i interior Cafe jest tak estetycznie przyjemny.
ona również kochała wszystkie sprzętki tam i
muszę się z nią zgodzić, to naprawdę
miło, więc idźmy do kawiarni Angelika zamówiła
francuskie latte, czy to naprawdę pachnie jak francuskie?
Tak.
Czy byłeś na nowym LaLaLand Cafe na 3rd Street? Jeśli nie wiesz historii o LaLaLand, to zaczęło się dlatego, że twórca chciał stworzyć firmę, w której pracownicy dostrzegają dzieci. Nie wiem, czy to wciąż jest w stanie. Zabrałam mojego przyjaciela Angelicę, żeby spróbować LaLaLand
Cafe na pierwszym razie.
Wyszliśmy na lokalne miejsce, a wewnątrz tej kafejki jest tak niesamowite. Podsumowując, ludzie chcą mieć zespień. Ludzie chcą mieć zespień, ale mogą wymienić na produkty. Ludzie chcą poczuć się częściej w społeczności.
Ludzie wciąż pasują.
Ludzie wciąż żyją, ludzie wciąż żyją, ludzie
wciąż żyją, ludzie wciąż żyją, ludzie wciąż
żyją, ludzie wciąż żyją, ludzie wciąż żyją, ludzie I tak, zalety UGC kontenta, bo to są darmowe treści. wciąż Użytkownicy sami tworzą kontent i oznaczają wasze firmy. Super, darmowa reklama. Ludzie spontanicznie o was mówią.
żyją.
Mega, nie musisz nic reżyserować, wymyślać. Problem jest jeden. Wasz produkt i pomysł musi być wyjątkowy, musi być dobrze przemyślony na strategię marketingową. Jeśli chcesz UGC odpowiedz na pytanie, po co ludzie muszą to udostępniać. co oni zyskają przez udostępnienie tego materiału na social media. I wtedy od razu u ciebie pojawi się jakby koncepcja nawet na swój produkt. Następne, jest UGC, a jest AGC, to jest employer generated content, to jest kiedy content tworzą pracownicy. I w tej sytuacji idealnie pasuje nam Roger Publishing i również Nari. U nich pracują dziewczyny i oni tworzą content dla tych profili. To jest ich praca, to jest ich obowiązki, które napisane są w umowie. I oni muszą to robić. I robią to naprawdę z miłości takiej do firmy. Za lety niskie koszty, no bo to o wiele taniej mieć pracownika, niż za każdym razem... brać do siebie jakiegoś tam videomakera, niektórych może brać o wiele więcej. Pracownicy najlepiej znają firmy, posiadają pełną wiedzę o firmy i celach, mają więcej możliwości, dzięki dostępu do wszystkich, jakby dostępności do wszystkiego, co jest w tej firmie na miejscu. Jeśli ja siedzę w tym sklepie, zechciałam zrobić jakiś filmik, wziąłam tą bluzkę, tą bluzkę i tą, i zrobiła filmik, dlaczego nie? Jest mały problem, pracownicy naprawdę muszą tym żyć, a nie tylko wykonywać to, co w ramach obowiązków, bo szefowa tak kazała, oni muszą czuć misję firmy, muszą chcieć to robić, w takim wypadku taki content będzie sprzedawać. Musi być przeprowadzony bardzo dobry casting przed tym, jak bierzecie pracowników do swojej firmy. Nie chcesz pokazywać swoją twarz, wyjść pracowników, ale na początku zrobić mega casting. Jeśli chcesz robić taki casting, również mogę Cię pomóc. Zapraszam, ja widzę bardzo dobrze tych ludzi, którzy będą się sprawdzać jak prowadzący waszego profilu. Influencerzy, ja polecam brać influencerzy małych, 5 tysięcy, 10 tysięcy. Dlaczego? Bo niski koszt współpracy. Ponieważ są mali, bardziej się starają, to ich pierwsze zlecenie. Nie są gwiazdorami, więc naprawdę dają siebie wszystko. Można nawiązać współpracę np. z 50 mini-influencerami niż z jednym dużym. i to da cię o wiele większy zasięg i przeprowadzi do ciebie o wiele więcej klientów. Oczywiście jest mały problem. Musisz sprawdzać zasięgi zaangażowania tych profilów. Jeśli są małe zasięgi i mało zaangażowania, nie współpracuj z nimi. W średnim, jeśli to jest mały influencer, 5-10 tysięcy, 30-20% od tej sumy, na przykład jeśli 5 tysięcy, to tysiąc, półtora tysiąca muszą oglądać ich stories i wtedy to ma sens. W ich przyciski muszą ludzie klikać, wtedy jest zaangażowanie. Można to sprawdzić, można poprosić influencera, wysłać statystyki. I tak, ostatnie, to jest video creators, to jest tych, kogo ja tworzę na swoich szkoleniach. U mnie są główne szkolenia, to kurs Mobile Video Reels i kurs Pro Mobile Video. Ten kurs pasuje i dla przedsiębiorców, i dla tych osób, które chcą znaleźć pasję, i również dla tych, które chcą nauczyć się nagrywać video i reelsy. A Pro Mobile Video, to jest dla tych konkretnych, kto chce zarabiać nagrywając video i reelsy dla przedsiębiorców. Jakie są zalety? Nie musisz się zastanawiać. Wystarczy tylko określić strategię. Wskażesz priorytety i sprecyzujesz, czego nie akceptujesz. Rilsmaker może zaproponować pomysł na nagrania i scenariusze i to jest super, bo ty nie musisz się tym przejmować. Materiał może zawierać jego twarz, twarz twoich pracowników lub ciebie, no tutaj musisz się dogadać. Problem, wideokreator może zrobić wszystko idealnie technicznie, ale być zupełnie niecharyzmatycznym osobą. Dlatego polecam lączyć ciebie albo twoich pracowników z osobą, która może wymyślić, która może nagrać i zmontować. Wtedy to będzie idealnie. Teraz na social media jest takie pojęcie, ono pojawiło się teraz tylko w Chinach, w Rosji, może być jest w Stanach. Content Factory. Co to jest? Ja teraz wam szybko opowiem, jeśli chcecie więcej, to możecie mi nawet również napisać. I tak, jest firma na przykład kosmetyczna. Ona może cały czas komuś płacić za to, że oni tam nagrają jeden, dwa filmy, albo czekać, kiedy ktoś nagra UGC content, a mogą zrobić swoich influencers. Oni mogą stworzyć od zera swoich influencers, że np. marka kosmetyczna chce, żeby u niej były i dziewczyny ciemnoskóry, i jasne skóry, i chcą, żeby to byli Azjaci, i różnego rodzaju, żeby np. podkład do każdej skóry pasował. Mogą być dziewczyny trochę większe, trochę mniejsze, wysokie, starsze, młodziutkie. I wtedy oni po prostu poszukują na podstawie tych zapotrzebowań, osób, patrzymy kto ma charyzmę, też może być casting, oni po prostu wybierają. Ja wiem, że tam w Rosji jest jedna firma, która ma ponad 50 swoich mini influencersów, oni im cały czas wysyłają swoje kosmetyki, ich naprawdę bardzo dużo tych kosmetyków i dzięki tej kosmetyce influencers tworzą content, dzięki którym ich profil rośnie, a również te Reels'y albo te Tik Tok'y, oni wyprowadzają na zakup albo na tą firmę, bo oni muszą zaznaczyć firmę i powiedzieć, z jakiej firmy są te kosmetyki. Ci mini influencerzy są na pensję tej firmy. Oni im płacą pensję. Z czasem mogą pojawić się dodatkowe procenty za sprzedaży na przykład, ale firma płaci tym influencerom jakąś tam omawioną sumę, i to po prostu normalna praca, można powiedzieć, tych ludzi na tą firmę. Jakie są plusy dla tych mini-influencers? Ich profil rośnie i oni również mogą współpracować z innymi markami, ale nie kosmetycznymi, np. ubraniowymi, podróży, ale nie kosmetycznymi. kosmetyka tylko z tych firm. I wyobraźcie, że u nich w umowie na przykład napisane 30 jednostek kontentu, codzienny kontent. I wyobraźcie się, jeśli jest 50, to mniej influencerzy. I każdy z nich produkuje 30 w miesiąc. to oznacza, że 1,5 tysiąca rilsów wychodzi, a zasięg u jednej może być genialny, u drugiej mniejszy, to po prostu tworzy niesamowity zasięg, ale to, co powiedziała na samym początku, kiedy ja widzę, o, tu jest taka młoda dziewczyna albo np. starsza osoba, widzi starszą osobę, która używa kosmetyki, ona widzi siebie w tej osobie i wtedy Ona chce kupić tą kosmetykę, bo starsza osoba używa tej kosmetyki. Albo młodsza osoba używa tej kosmetyki i młodzi chcą kupić jej. Im więcej wydajcie skojarzeń z życiem tym ludziom, którzy Was oglądają, tym lepiej będzie się kupował produkt. Content factories, one jakby są opłacalne tylko kiedy jesteś już dużym firmą. Na początku ja by tworzyła albo sama content, albo znajęłaby kilka pracowników, które by tworzyli ten content. Jeśli wy naprawdę czujecie, że wy już zarabiacie, ponad 3,5 mln rocznie sprzedają 100, to możecie wtedy już zaczynać mieć tych mini influencers. Do 4 mln złotych nawet nie wchodzicie w to, to jeszcze nie opłaca wam. I tak, najważniejsze, na początek musi być analiza tego, co działa w Twojej branży, jakie rodzaje treści się sprawdza i jaką strategię wybierasz. Dopiero potem zatrudnia się tych mini-influencerów zgodnie z potrzebami firmy i ją strategią działania w social media. Mini-influencerzy często można usłyszeć jak pocket influencer. Influencer, który jest ważony firmą, który dzięki tej firmie jest rozwijany, któremu firma płaci. Ale również mogą współpracować z innymi markami, tylko nie z kosmetycznymi. I tak, podsumując, jeśli tylko zaczynasz prowadzić swój profil, od razu się nagrywaj. Musi być człowiek, musi być twarz. Jeśli dopiero zaczynasz tworzyć produkt, sklep lub otwierasz lokal gastronomiczny, zastanów się, co może przyciągnąć ludzi i zmotywować ich do nagrywania twojego lokalu albo twoich produktów. Jeśli nie posiadasz jakiejś społeczności, to stwórz tą społeczność albo przynajmniej zrób wyrażenie, że ta społeczność jest. Jeśli możesz dawać jakieś punkty za aktywność ludzi w social media, za to, że cię zaznaczają, za to, że udostępniają, tworzą dla ciebie rylsy, dawaj te punkty, które później mogą wymienić na twój produkt. Skup się na ilości treści, lepiej kupić bardzo dużo. lepiej kupić Reels'y i marketingowe jakieś tam działania zrobić z mini-influencerami i zrobić ich dużo takich 5-10 tysięcy, to co powiedziałam, niż z jednym, bo jeden to jest dużo ryzyko, ono może powiedzieć, ale nikt nie kupie, a jeśli już zrobi nam, 10 influencerzy małych, to na pewno od nich ktoś wyszedł i ktoś przyjdzie i kupi. Dlatego można z dużymi pracować, ale również pracować z małymi blogerami, influencerami. I tak, w umowie, gdzie zatrudniasz pracownika, od razu względnie informacja, że musisz nagrywać lub brać udział w określonej liczbie Reelsów. Możesz również otrzymać dodatkową premię za aktywne nagrania na przykład. i zlecaj tworzenie kontentu. Jeśli nie jesteś kreatywny lub nie masz na to czasu, prowadzenie social media poprzez samo dodawanie zdjęć i katalogów nic ci nie da. Social media to twój silnik dla rozwoju twojej firmy. Uch, no i chyba koniec. Powiem Ci tak. Naprawdę, posłuchaj mnie. Nawet jeśli wydajesz, że to jest zadziurza, albo nie wiesz, że tak może być, zauważysz za rok, to będzie dokładnie tak, jak Cię tutaj powiedziałam. Bardzo Ci dziękuję. Widzimy się, jeśli potrzebujesz czegokolwiek ode mnie. Zapraszam na mój profil Natalia Ostory.
Z Pauliną znamy się już jakiś czas i Paulina była osobą, która chciała właśnie nawiązać ze mną współpracę całoroczną jako marka GetResponse, właśnie GetResponse jest partnerem również jak shopper mojej konferencji z Buda.VCommerce i moich działań w 2025. Ja sam korzystam obecnie z GetResponse'a zarówno w swoim e-commerce oraz swojej marce osobistej. Jestem bardzo zadowolony z działań e-mail marketingowych oraz marketing automation. Paulina też była ostatnio ze mną na konferencji e-commerce.pl. Dużo sobie rozmawialiśmy. Myślę, że mamy podobną energię. Bardzo zachęcam ją również do tego, żeby budowała swoją markę osobistą, bo ma fajną charyzmę i dobrą taką energię przekazywania wiedzy. No i właśnie kolejną prelekcją będzie prelekcja Pauliny, a o czym to już dowiecie się teraz za chwilkę.
Do czego potrzebny jest Ci marketing? Wszyscy naokoło mówią, że trzeba go robić, dają wskazówki, jakieś strategie, ale czy zastanawialiście się dlaczego? No bo jako menadżerka marketingu z 10-letnim doświadczeniem i reprezentantka firmy GetResponse, narzędzia do e-mail marketingu i automatyzacji, będę chciała Was dzisiaj przekonać do tego, że trzeba robić marketing. Ale warto robić go dobrze. No więc do czego potrzebny jest Ci ten marketing? Zrobiłam taką ankietę na Instagramie i najczęściej pojawiające się odpowiedzi to były takie jak, żeby sprzedawać, żeby budować wizerunek marki, czy żeby wyróżnić się wśród konkurencji. Wszystkie te odpowiedzi są dobre. Myślę, że w Waszych głowach mogą pojawić się jeszcze jakieś dodatkowe. No ale wiecie, umowy pisze się na złe czasy. I wiedzą to ci, którzy nie podpisali intercyzy przed ślubem. I z marketingiem jest tak samo. Marketing robi się na złe czasy. Właśnie w momencie, kiedy biznes się kręci i masz pieniądze, to powinieneś inwestować w marketing. Bo marketing to nie są kolorowe obrazki. To nie są śmieszne filmy. Marketing to długoterminowa inwestycja i dzisiaj będę chciała Ci pokazać, jakie jest 7 błędów w e-mail marketingu, których nie warto popełniać, które mogą Cię wiele kosztować. Sprawdźmy, czy je popełniasz. Grzech pierwszy – brak personalizacji. Już w 2011 roku największe marki, takie jak Coca-Cola, doskonale wiedziały, jak wykorzystać personalizację w dotarciu do nowych klientów. stworzyły personalizowane butelki z imionami osób, zachęcając tym samym innych do dzielenia się właśnie tym produktem. Żyjemy w czasach, gdzie jest masa informacji, docierają do nas z różnych stron. W momencie, kiedy nie są spersonalizowane, nasz mózg ich nie przetwarza, po prostu je ignoruje, więc taka personalizacja działa jak filtr. Szanowni klienci, na pewno zdarza się Wam jeszcze przeczytać takiego maila, gdzie nie ma tutaj tej personalizacji w tytule. Oczywiście, to błąd i nuda. Tak mogłaby napisać dosłownie każda firma. W ogóle pewnego razu na szkoleniu Kamila Kozieła pokazał on świetny przykład. przykład firmy, która twierdziła, że robi coś najlepiej. I chodzi o to, żeby sprawdzić, czy w momencie, kiedy napiszecie ten tytuł maila, czy treść, zastanowić się, czy moja konkurencja mogłaby użyć tego samego w swojej komunikacji. Jeżeli tak, to znaczy, że robicie to źle. I musisz się zastanowić, jak znaleźć ten brand voice, jak znaleźć wasz storytelling w historii, żeby to było dla odbiorcy ciekawe. Jakiś czas temu z GetResponse przygotowaliśmy raport o e-mail marketingu, z którego wynika, że spersonalizowane maile mają wyższy współczynnik otwarć na poziomie 44,3%. Więc pojawia się pytanie, jak poprawić tą personalizację w e-mail marketingu? No przede wszystkim wykorzystujemy imię, ale to za mało. Technologia pozwala nam w dzisiejszych czasach na dużo więcej. Możemy również personalizować na podstawie historii zakupów, preferencji, aktywności na sklepie. Używamy dynamicznych treści dopasowanych do odbiorcy. To podstawa. Taka podstawowa personalizacja dotyczy właśnie tego imienia, ale również nawiązania do zachowań użytkownika. Tutaj mamy dobry i zły przykład. Specjalna oferta dla Ciebie, jest to temat, którego mogłaby użyć każda firma, tak nie piszemy. Ale w drugim mailu widzimy przykład. Kasia, personalizacja imienna, tylko dziś 20% rabatu na Twój ulubiony produkt. To jest ważne, bo na przykład jeżeli ktoś ciągle kupuje produkty do cery tłustej, to nie zaproponujemy mu nagle produktu do cery suchej. Segmentacja klientów to już jest głębsza personalizacja. Tutaj warto personalizować te wiadomości na podstawie tego, na jakim etapie lejka sprzedaży, o którym będę mówić jeszcze więcej na końcu prezentacji, jest właśnie nasz klient. Bo jeżeli klient dawno nie kupował, to w tym przypadku możemy wysłać mu taką specjalną ofertę, specjalny prezent na powrót. Z kolei jeżeli to jest stały klient, to możemy mu zaproponować ekskluzywną ofertę VIP. Dynamiczna treść w mailach, tutaj jest personalizacja na podstawie właśnie zachowań użytkowników, czyli jeżeli ktoś oglądał buty, wyświetlamy te buty. Jeżeli ktoś porzucił koszyk, również wyświetlamy produkt porzucony w koszyku, a dodatkowo możemy zaoferować jeszcze specjalny rabat. Nieważne jak dobrze spersonalizujecie tą wiadomość. Jeżeli popełniacie ten błąd, czyli wysyłacie zbyt często lub zbyt rzadko, no to niestety, ale wasi klienci nie będą czytać waszych wiadomości. W przypadku zbyt częstej wysyłki może dojść do takiej sytuacji, jak z tymi reklamami niechcianymi na Facebooku czy Instagramie. One się pojawiają kilka razy, aż w końcu klikamy, przestań mi wyświetlać tą reklamę. I tak samo mogą zachowywać się odbiorcy waszych wiadomości, jeżeli wysyłacie ich za dużo, to po prostu mózg zaczyna je ignorować. Więc pojawia się pytanie. Spamujesz czy milczysz? Ryzykiem spamowania jest irytacja i wypisanie, tak zwana habituacja. Ona następuje w momencie, kiedy jest jakiś jeden bodziec, który jest powtarzalny, niezmienny i nasz mózg przestaje zwracać na niego uwagę. Z kolei zbyt rzadkie maile powodują, że zapominamy o marce. I niedawno razem z firmą EMRG z UK zrobiliśmy taki raport w branży e-commerce dotyczący właśnie e-mail marketingu. I tysiąc konsumentów zostało zapytanych o najczęstsze powody, dlaczego oznaczają maile jako spam. Najczęstszą odpowiedzią było właśnie, że maile są wysyłane zbyt często. To było aż 47% ankietowanych. A w tym samym raporcie aż 63% zdeklarowało, że wypisuje się z komunikacji z powodu zbyt częstych wysyłek po stronie firm. I tu wiele możemy się nauczyć od Netflixa. Bo w momencie, kiedy wysyła nam powiadomienia, to jest moment, kiedy nie logujemy się długo do Netflixa, nie oglądamy filmów. i jest takie delikatne, hej, dawno Cię tutaj nie było. Jeżeli skończymy oglądać serial, to dostajemy powiadomienie o nowym sezonie albo o nowych odcinkach. Jestem przekonana, że wszyscy z Was, którzy słuchają dzisiaj tych prezentacji, oglądacie Netflixa i wcale te powiadomienia Was nie irytują, a wręcz przeciwnie. Cieszą, no bo kto z nas nie może się doczekać ulubionego serialu. A więc pojawia się pytanie, jak znaleźć idealną częstotliwość wysyłki. Po pierwsze, testuj i analizuj. Sprawdzamy open rate'y, sprawdzamy CTR'y, czyli ile osób klika w linki, które wysyłamy w mailach i ile osób się wypisuje. Na tej podstawie przygotowujemy alternatywne opcje i robimy testy AB. Pozwól odbiorcom wybrać. Możesz się zapytać, jak często chcą dostawać od ciebie komunikację. Raz w tygodniu czy raz w miesiącu. Stosuj różne typy maili. Nie chodzi tylko o to, żeby ciągle sprzedawać. Możesz wysyłać e-booki, możesz wysyłać poradniki, możesz dzielić się case study albo opiniami twoich klientów. Najważniejsze, żebyś w tych wiadomościach dostarczał wartość. No i zachowaj regularność. Jeżeli obiecujesz, że newsletter wyląduje w skrzynce odbiorcy raz w miesiącu, to dotrzymuj słowa. Grzech trzeci to brak segmentacji odbiorców. Z raportu IMRG wynika, że dobra segmentacja, a co za tym idzie świetna personalizacja, zwiększyły u badanych firm współczynnik otwarć maili o 58% oraz współczynniki kliknięć aż o 46%. No bo jak wiecie, mamy różne preferencje. Mamy różne preferencje, zachowania. Podobają nam się różne rzeczy. Mamy też inne zachowania, pasje. Więc na tej podstawie możemy personalizować właśnie i segmentować tych naszych użytkowników. Doskonale wykorzystała to i już znała te mechanizmy segmentacji sieć sklepów Target. Znana sieć sklepów w Stanach Zjednoczonych. Co oni zrobili? Przygotowali specjalny program lojalnościowy, gdzie zbierali dane o swoich klientach. I pewnego dnia oni wysyłali takie drukowane gazetki, wysłali do jednego z domostw gazetkę z dziecięcymi ubrankami i jakąś promocją na te ubranka. No i właściciel tego domu się zdenerwował i oskarżył sieć sklepów Target o to, że namawiają jego młodocianom nastoletnią córkę do przedwczesnej ciąży. Co się okazało, sieć sklepów Target pierwsza wiedziała o tym, że jego córka jest w ciąży i ten pan zostanie dziadkiem. Bardzo dobrze wykorzystuje też segmentację Spotify Wrapped. Na pewno kojarzycie te coroczne podsumowania, gdzie wyświetlają się najczęściej słuchane utwory, ilość godzin spędzonych na słuchaniu, czy unikalne playlisty dopasowane do gustu użytkownika. Na pewno czujecie się fantastycznie, kiedy słyszycie, że jesteście w 1% osób, które są fanami Taylor Swift. Dlaczego Wam to mówię? Bo wiele możemy się nauczyć od Spotify'a i robić to samo z Waszymi klientami, którzy wydają u Was najwięcej. Są to stali klienci, powracający i w momencie, kiedy sobie ich właśnie posegmentujemy, możemy wysyłać im wcześniejsze dostępy do kolekcji, specjalne rabaty, jakieś limitowane kolekcje. Co chcemy osiągnąć? Chcemy, żeby poczuli się wyjątkowo i kupowali więcej. I pojawia się pytanie, jak poprawić segmentację w e-mail marketingu? Czyli segmentujemy na podstawie zachowań klientów, dostosowujemy treść do zainteresowań, personalizujemy temat e-call to action i to są takie trzy główne. Kolejnym grzechem jest nieatrakcyjny temat wiadomości. Mamy taką tendencję do skupiania się na tym, co jest w środku. Podejrzewam, że każdy z Was na maksa dopieszcza treść, grafiki, call to action. A dlaczego pomijamy tak ważny element, jakim jest temat? To temat decyduje o tym, czy ktoś otworzy Waszą wiadomość, czy ją po prostu pominie. Newsletter firmy XYZ. No nuda. Mogłaby tego użyć każda firma. Tak nie robimy. Z raportu, który przygotowaliśmy wynika, że tematy maili, które osiągały najlepsze wyniki, zawierały te kilka elementów. Call to action o pilnej akcji lub ograniczonej dostępności, personalizacje, promocje i konwersacyjny ton. Wykorzystajcie też w swojej komunikacji storytelling i efekt narracyjny. Nie wiem czy wiecie, ale nasz mózg przetwarza 30 razy szybciej historie niż suche fakty. Mało tego, historie sprawiają, że budujemy więź z tym naszym odbiorcą. No oczywiście wykorzystują to doskonale znane i duże marki, od których możemy się uczyć, takie jak Nike, które w ogóle nie mówi o adidasach. Oni w swoich kampaniach przedstawiają tak naprawdę to, jak dążymy do celu, pokonujemy własne słabości. Ta marka pokazuje, że wszystko jest możliwe. Natomiast marka Apple ma zawsze takie ułożone, ładne, profesjonalne przekazy reklamy i treści, które właśnie są odzwierciedleniem tego, jak używamy tych narzędzi, czyli są proste w obsłudze i kompatybilne. Możecie też wykorzystać w tytule efekt FOMO, Fear of Missing Out, czyli to jest strach przed tym, że coś nas ominie. Czyli tutaj możemy sobie właśnie limitować, pisać takie wiadomości typu, ten produkt wyprzedał się w 24 godziny, teraz wraca. Bo nowa kolekcja już dostępna, Znowu, wracamy do tego, że każdy mógłby tak napisać. To nie jest nic wyjątkowego. W tym drugim mailu budzimy poczucie, że coś nam może umknąć. No i grzech piąty, brak call to action. Tak naprawdę mail bez call to action to jest trochę jak strona bez przycisku kup teraz. Jeżeli nie powiemy naszym odbiorcom dokładnie co mają zrobić, nie pokierujemy ich, to prawdopodobnie nie zrobią nic. Często zdarza się tak, że wrzucacie kilka call to action, pobierz ebooka, kup teraz 20% rabatu. To jest błąd. Rozpraszamy się? Tak naprawdę nasz odbiorca potrzebuje jednej konkretnej wiadomości. W tym przypadku less is more. Jak poprawić to call to action? Używamy mocnych i konkretnych fraz. Tu znowu widzicie przykłady dobrych i złych call to action. Dodajemy element pilności i oczywiście dbamy o czytelność, tak jak przed chwilą wspomniałam, nie dajemy kilku call to action, skupiamy się na jednym. Oczywiście możemy tych batonów dodać kilka, ale pamiętamy, że one zawsze mają jeden cel, prowadzą jakieś jedno miejsce, i raczej sugeruje, żeby pisać ten sam tekst, bo wtedy jeżeli odbiorca jest przekierowywany nawet na tą samą stronę, ale widzi różne napisy na call to action, to on znowu nie wie co wybrać. Grzechem szóstym jest brak optymalizacji pod urządzenia mobilne. Jestem przekonana, że większość z Was korzysta właśnie z telefonów i odczytuje maile na mobilu. Nie ma nic bardziej irytującego jak rozjeżdżające się call to action albo nieczytelna czcionka. Podejrzewam, że nieraz się z tym spotkaliście. No właśnie, a według HubSpot aż 55% maili otwieranych jest na urządzeniach mobilnych. Więc ja się zastanawiam, Dlaczego tworząc właśnie treści do e-mail marketingu pamiętamy, żeby one pięknie wyglądały na desktopie, ale nie testujemy i nie sprawdzamy, jak one wyglądają na mobilu? Bo jeszcze parę lat temu było takie modne słowo responsywność, które mówiło o tym, że treści powinny się dostosowywać do ekranu, na którym są wyświetlane. I nie mam zupełnie pojęcia, dlaczego przestaliśmy o tym mówić i nie stosujemy tego, bo nadal zdarza się, że ja widzę masę źle napisanych wiadomości, które się po prostu na mobilu rozjeżdżają. A dlaczego ten brak optymalizacji jest tak dużym problemem? No po pierwsze, trudność w nawigacji. Czyli tak jak wspomniałam, nieczytelna czcionka, niedziałający przycisk, rozjeżdżające się obrazki. Tego nie chcemy. Szybka utrata uwagi. To jest turbo ważne. W obecnych czasach, gdzie naprawdę wystarczy ułamek sekundy, żebyśmy przełączyli się na inną aplikację, w tym momencie totalnie tracimy uwagę naszego odbiorcy, jeżeli ten mail jest nieczytelny. Czas i wygoda. Tutaj chyba nie muszę nic dodawać, sami wiecie jak korzystamy w dzisiejszych czasach z tych telefonów, z mediów społecznościowych, innych aplikacji. Chcemy żeby było szybko, tu i teraz, bo bardzo szybko tracimy tę koncentrację. A więc co zrobić aby zoptymalizować maile pod urządzenia mobilne? Dbamy o responsywny design. Duże, łatwe do kliknięcia przyciski call to action, minimalizm w treści, staramy się przekazać jedną główną wartość w wiadomości i optymalizujemy obrazy i pod kątem tego, żeby się nie rozjeżdżały, ale sprawdzamy też jak są ciężkie, żeby nam się mail dobrze odczytywał i nie trafiał do spamu. No i ostatni. Siódmy grzech, mam wrażenie, że łączący trochę w sobie te wszystkie, o których wcześniej wspomniałam, czyli brak dostosowania treści do etapu lejka sprzedażowego. Pewnie większość z Was spotkała się z tym terminem lejka sprzedażowego, ale dla tych, którzy chcieliby sobie odświeżyć pamięć, powiem, że on się składa z takich czterech głównych etapów i mówi o tym, na jakim etapie świadomości są nasi potencjalni klienci. I właśnie pierwszy etap to jest etap świadomości. Tutaj mamy osoby, które jeszcze nas nie znają. Dopiero dowiadują się o marce. Kolejny etap to etap rozważania. Tutaj mogą znać już nasz produkt, mogą znać naszą markę, ale jeszcze nie kupują. Kolejny etap to już kupują, są naszymi klientami. No i etap pretensji i lojalności. Tu mamy klientów powracających. I teraz wam powiem, jak na tych różnych etapach lejka sprzedaży wykorzystać różne inne taktyki e-mail marketingowe, żeby faktycznie dotrzeć do tego odbiorcy skutecznie. Na etapie świadomości jeszcze nie sprzedajemy. Chcemy zbudować jakąś więź z naszym odbiorcą. Dlatego witamy go w naszej społeczności, wysyłamy edukacyjne treści blogowe i przewodniki, bo chcemy pokazać naszą ekspertyzę, prezentujemy markę i jej historię. Jestem przekonana, że osoby, które są dzisiaj na tej konferencji, mają coś ciekawego do powiedzenia o sobie, czy o swojej marce, czym warto się podzielić. Etap rozważania jest to etap, gdzie już ten potencjalny klient nasz zna, ale jeszcze nie kupuje. Pokazujemy na przykład porównania produktów, opinie i recenzje klientów, to jest naprawdę mega ważne. W tym momencie user generated content jest chyba najważniejszym contentem, jaki może być generowany, bo wiecie, tu działa ten społeczny dowód słuszności. My ufamy ludziom, którzy są do nas podobni. No i case studies i historie sukcesów to już jest wyższy level tego UGC, ale też warto to robić, bo to przekonuje osoby nieprzekonane do zakupu. Na etapie zakupu wysyłamy specjalne oferty, i zniżki, bo to są klienci, którzy już kupują i być może będą do nas powracać. Chcemy ich zachęcić do tego, żeby kliknęli kup teraz. Wysyłamy też przypomnienia o porzuconym koszyku, bo nie wiem czy wiecie, ale nadal według statystyk aż 70% koszyków jest porzucanych. Warto je ratować. No i oczywiście gwarancja i zwroty to jest zawsze ważny aspekt, o którym warto poinformować potencjalnego klienta i dobrze, żeby ta gwarancja i zwrot były szybkie, proste i przyjemne. Ostatni etap, etap pretensji i lojalności. Tutaj mamy klientów, którzy kupują. i wracają. Tutaj wchodzi cały upselling i crossselling. Możemy wysyłać personalizowane rekomendacje produktów, możemy tych klientów właśnie prosić o opinię i recenzję, które później wykorzystujemy na górze lejka sprzedaży do nowych klientów. No i tak jak wspomniałam wcześniej, te osoby traktujemy jak VIPów, czyli wysyłamy ekskluzywne oferty lojalnościowe, wcześniejsze dostępy lub jakieś limitowane oferty. Tutaj przygotowałam dla Was taką czyklistę właśnie tych siedmiu grzechów głównych popełnianych w e-mail marketingu e-commerce i chciałabym, żebyście jutro po tej konferencji wybrali chociaż jeden, który według Was najczęściej popełniacie lub z Waszego punktu widzenia jest najbardziej istotny i podjęli decyzję co z nim zrobić i spróbowali go naprawić. No a potem oczywiście zaproponuję, żeby odhaczyć wszystkie siedem. Jeżeli podobała wam się moja prezentacja, to zachęcam was do tego, żeby pobrać sobie jeszcze za darmo 11 godzin materiału, który przygotowałam razem z zespołem z GetResponse. To są nasze webinary, które nagrywaliśmy przez ostatnie półtora roku. Możecie się z nich dalej edukować i mam nadzieję, że dzięki temu wasze e-commerce'y będą się jeszcze lepiej rozwijać i rosnąć. Dziękuję bardzo za tą prezentację. Znajdziecie mnie na Linkedinie, Instagramie, a jeżeli chcecie, to możecie wysłać też maila.
Obiecałem, że będą przerwy. Przerwy krótkie. Mamy teraz, słuchajcie, dosłownie 5 minutową przerwę, więc zapraszam was na krótką przerwę. Napijcie się kawki, wody, herbaty, pójdźcie do toalety, lekko możecie odświeżyć głowę i zaraz wracamy na kolejną prelekcję.
Dziękuje
za oglądanie!
Ta konferencja nie mogłaby się odbyć bez dwóch sponsorów głównych, marki Shopper oraz GetResponse. To, co jest największą wartością, to to, że ja korzystam zarówno z Shoppera oraz z GetResponse, a to, co jest w ogóle już w tym wszystkim największą wartością, te dwa narzędzia, to zarówno Shopper oraz GetResponse mają integrację. I właśnie taka integracja pozwala mi korzystać w pełni z Marketing Automation. Wysyłać maile, SMSy, pushe. Jest ogrom rzeczy, które możemy dzięki temu robić. Shopper jest moim partnerem od samego początku. Jest to rozwiązanie dla sklepów internetowych, gdzie postawicie sobie sklep naprawdę bardzo szybko, ale jeśli macie większy biznes, możecie również sobie postawić sklep i możecie zrobić sobie dyrykowany nawet front sklepu. Tak jest to w moim przypadku. Więc Shopper jest miejscem zarówno dla początkujących, ale również dla większych biznesów, takich jak my, które obsługują ogromną ilość ruchu. więc serdecznie dziękuję za wsparcie moich partnerów Shopper oraz GetResponse, bo bez nich ta konferencja by się nie odbyła. Są w życiu takie osoby, które spotkasz i po 15 minutach wiesz, że to są twoi ludzie, że czujesz flow, że daje cię na podobnych wartościach i taką osobą jest Mateusz, Mateusz Haber. z którym miałem przyjemność w roku 2024 odbierać statuetkę dyrektora e-commerce roku. Mateusz dostał dwie i mi się udało wygrać w kategorii producent. Z Mateuszem mamy wspólny vibe, wspólny vibe komunikacyjny. Bardzo podobnie postrzegamy e-commerce, choć Mateusz jest bliżej do performance marketingu niż do działań brandowych, ale to też bardzo mocno wpływa. w marce, którą prowadzi, czyli Surfing. No i też wspólna rzecz jest taka, że ja lubię surfować, więc w ogóle te rzeczy mi się podobają i jestem target grupą. I Mateusz, to czego ja się od niego nauczyłem, to to, że warto podejmować wszystkie decyzje biznesowe oparte na liczbach. na liczbach i na samym końcu nad tym, czy ty z danych działań masz profit, czyli zysk. I Mateusz prowadza bardzo fajną rzecz do e-commerce'u, o której wam opowie, która definiuje to, jak w ogóle ten zysk w e-commerce'ie powinno się wyliczać i co zrobić, żeby prowadzić rentowne sklepy internetowe. Więc kolejna prelekcja, prelekcja Mateusza Habera. Serdecznie was zapraszam, bądźcie do końca. To naprawdę praktyk, który skaluje bardzo szybko swój e-commerce surfing.
Cześć, ja nazywam się Mateusz Haber i od 12 lat zajmuję się e-commerce i performance marketingiem. Na co dzień prowadzę agencję e-commerce 360 stopni Jazz Idea, gdzie pomagamy w skutecznym skalowaniu sklepów internetowych naszych klientów, ale lubię również o sobie mówić, że jestem praktykiem rynku, ponieważ prowadzę kilka sklepów internetowych, a jednym z nich, który możecie znać, jest surfing. W Surfing przez ostatnie dwa lata wydałem ponad 6 milionów złotych na performance marketing i zarządzałem pośrednio lub bezpośrednio budżetami na poziomie 30 milionów złotych naszych klientów. I wtedy zdałem sobie sprawę, że przeceniacie nas. Przeceniacie nas, performance marketerów, przeceniacie nas, agencje marketingowe, a niedoceniacie siebie. A to dlatego, że działanie to jest dużo bardziej złożone niż narracja, którą wiele agencji próbuje wam sprzedać. No bo jak wytłumaczyć takie kampanie reklamowe, takie, takie, czy też takie i na końcu nawet takie. Wszystkie, albo nawet po prostu wiele agencji mianuje się na zbawców ROAS-ów. Jakby to ten ROAS był największym wyznacznikiem waszego sukcesu. a wcale tak nie jest. Wysoki ROAS nie oznacza wzrostów. Też kiedyś myślałem, że istnieje jakiś jeden tajemniczy sposób na wysokie ROASy i całe życie do tego dążyłem, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że właściwie cały performance sprosadza się właściwie tylko do dwóch prostych zasad. Pierwszą z nich jest zasada dwóch worków. Wyobraźcie sobie, że mamy worek z użytkownikami, którzy znają naszą markę, którzy już u nas kiedyś coś kupili, którzy są taką naszą grupą remarketingową i osoby te możemy wielokrotnie zachęcać do zakupów w niskim dosyć koszcie, realizując przy tym dosyć wysokie roasy. Problem z tym workiem jest taki, że prędzej czy później ten worek się nam zacznie powoli wykańczać i wtedy musicie dołożyć drugi worek, worek z nowymi użytkownikami, aby z tego worka przerzucać użytkowników do worka z użytkownikami powracającymi. Problem z tym, że ten worek z nowymi użytkownikami jest dosyć drogi do pozyskania i on zazwyczaj będzie realizował raczej niższe roasy. A to dlatego, że działa zasada wysycenia popytu. I o ile na początku, jak już oczywiście zbierzecie jakieś podstawowe dane, będziecie realizować raczej dosyć zadawalające Was roasy, nawet na nowych użytkownikach, to czasem, z czasem, skalując Waszą sprzedaż, będą te roasy niestety spadać, bo będziecie musieli przekonywać coraz mniej zainteresowanych użytkowników, wchodząc w konkurencję z coraz większą ilością podmiotów, którzy również tych użytkowników będą chcieli przekonać. I tak naprawdę mamy w sumie trzy strategie wzrostu e-commerce'owego. Po pierwsze, strategia spowolnienia, w której mniej inwestujemy w nowych użytkowników lub też nawet praktycznie w ogóle inwestujemy jedynie w użytkowników powracających i wtedy oczywiście realizujemy bardzo wysokie roasy. Tylko problem w tym, że wtedy spowalniamy nasz wzrost albo on się może wręcz w pewnym momencie zatrzymać, bo nie będzie już użytkowników w worku remarketingowym. Drugą strategią jest zdrowy wzrost. To jest taki wzrost, w którym jest zdrowa relacja między użytkownikami nowymi a powracającymi. I taki wzrost będzie realizował trochę niższe ROASY. Mamy również przyspieszony wzrost. To taki, w którym weźmiemy i zainwestujemy dużo więcej w nowych użytkowników, biorąc po prostu tą inwestycję z przyszłości przenosimy ją w teraźniejszość, czyli przyspieszamy tą naszą kulę śniegową, inwestując więcej w nowych użytkowników i wtedy co prawda będziemy realizować bardzo niskie ROASy, ale znacznie przyspieszymy nasz wzrost. I to tak na koniec takie przeciąganie liny, no bo możemy oczywiście realizować wyższe ROASy, ale to będzie kosztem naszego wolniejszego wzrostu. albo możemy realizować niższe ROASy i wtedy będziemy nasz wzrost przyspieszać. I jeśli będziemy znali tak naprawdę te kilka zasad, no to pytanie, czy w takim razie twoja agencja lub performance marketer wie, którą strategię aktualnie realizujesz, jaki ten stosunek nowych klientów do pracujących generujesz i czy wiesz, jaki ten stosunek dla ciebie jest najlepszy. I tutaj podpowiadając, Najlepszym takim stosunkiem jest to po prostu przeznaczenie całego swojego zysku, który Wam zostanie właśnie na nowych użytkowników, inwestując w swój biznes. Tylko problem jest taki, że na początku tego zysku może być bardzo mało lub w ogóle go może nie być i wtedy pojawia się problem, no bo inwestujemy albo właśnie zainwestowane pieniądze albo pożyczone. z pożyczonej kubki. I nadal pozostajemy przed pytaniem, ile tak naprawdę wydawać na reklamę. I rozmawiając z wieloma właścicielami e-commerce'ów, dochodzę do wniosku, że odpowiedzią, najlepszą odpowiedzią jest więcej niż wam się w ogóle wydaje. Bo mało e-commerce'ów zdaje sobie sprawę, że średnie budżety reklamowych e-commerce to od 10 do 30% ich przychodu. Oczywiście to zależy od kategorii produktowej jaką sprzedajecie i te Te inwestycje są większe w branży fashion, w branży beauty i direct to customer, a mniejsze w elektronice, ale tak naprawdę na koniec dnia średnio jest to 20%. A wiecie, jaki to jest ROAS? To jest 5. ROAS ten wynosi po prostu 5. I jeśli weźmiecie jeszcze, spojrzycie na swój ROAS w panelach reklamowych, w których macie brutto, donetto, to wiecie, jaki tam będziecie mieli ROAS? Więc przestańcie marzyć o ROAS-ach dwucyfrowych, bo po prostu tak nie wygląda rzeczywistość. Więc skąd tak naprawdę biorą się wysokie ROAS-y w reklamach agencji? Zazwyczaj to jest albo ograniczony wzrost, albo początkowa faza tego wzrostu, początkowa faza tego biznesu. gdy jeszcze nie mamy wysycenia pełnego rynku, albo jest to po prostu pełen wycinek rzeczywistości, jakim jest remarketing, albo świetnie dobrany zakres dat. Tu już raczej w ramach takiej ciekawostki, śmiesznego żartu, ale tak naprawdę bardzo łatwo wygenerować dosyć wysokie ROASy, bo panel reklamowy Facebooka działa tak, że przypisuje konwersje do dnia konwersji, a nie do dnia wydatków i nie ma żadnego problemu, żeby zrobić takie ROASy, które tak naprawdę są częścią większej kampanii remarketingowej, w której realizujemy niższe ROASy, którymi też nie ma się co chwalić, bo to jest tylko wycinek po prostu kampanii remarketingowej, które już są bardziej bardziej przyziemne ROASy 429, mamy nawet jakiś wydatek 93 złotych, generował 40 tysięcy. No ale znów to jest nieprawda, bo to jest wycinek większej kampanii remarketingowej, w której wydaliśmy 20 tysięcy złotych, generowaliśmy 300, ROAS 16. No ale czy jest się tu czym chwalić, to jest tylko ta kampania remarketingowa. Jednak prawda jest zupełnie inna, bo jeśli spojrzymy na największe marki D2C, to tak naprawdę, co prawda to są dane z 2021 roku, 2020, ale myślę, że teraz może być nawet jeszcze gorzej. Te marki tak naprawdę inwestują nawet 50-60% swoich przychodów w koszty marketingu i co prawda operacji, czyli też jakieś opłaty agencyjne i obsługa tego marketingu, ale wciąż Inwestycje w marketing są dwa razy większe niż ich koszt wytworzenia produktów, na przykładzie Gymshark, którzy inwestują aż 56% w marketing, ale jest też na przykład marka Warby Parker, która robi oprawki do okularów i ona inwestuje 124% swojego przychodu, czyli inwestuje więcej niż zarabia i to jest tak zwana strategia burn to grow. Z tego co wiem, oni tak jak robili w początkowej fazie, dzisiaj inwestują 40% swojego przychodu. Więc tak wygląda rzeczywistość. A jeśli spojrzymy na jeszcze większych hegemonów, takich jak Temu czy Shin, to wydatki tych firm są jeszcze większe. Te dwie firmy zainwestowały ponad 6 miliardów dolarów. plus minus, bo te dane nie są jawne w 2024 roku i odpowiadają gdzieś za 1-2% przychodów Mety i Googli. Za temu, co prawda, prawdopodobnie stoi rząd chiński, ale wpompowali oni pół miliarda złotych w 2024 roku tylko na polskim rynku i tworząc rekordową ilość 124 tysięcy kreacji reklamowych, stając się pierwszym największym reklamodawcą w Polsce i wchodząc w konkurencję 90% z Was reklamodawców. I jako ciekawostkę powiem, że w lutym temu dogoniło pod względem ilości użytkowników Allegro. I to wszystko sprowadza nas do tego, że w 2024 roku koszty CPC w większości kategorii e-commerce'owych wzrosły aż w 25%. I nawet jeśli spojrzymy na koszty skorelowane i nawet jeśli koszty reklamowe to jest 20% tych kosztów, to pamiętajmy, że wciąż mamy inne koszty. Mamy koszty, które de facto są też zwroty, koszty wytworzenia produktu, koszty wysyłki, prowizji płatniczych, koszty zwrotów. I tak naprawdę to jest wciąż dosyć duża ilość, gdzieś pewnie 60-70%, kosztów, które można optymalizować. I gdy my przeanalizowaliśmy nasz wzrost od 4,5 miliona obrotu rocznego do 22 milionów i zaczęliśmy patrzeć, gdzie my zrobiliśmy tak naprawdę optymalizację profitu, to to nie był performance marketing. My zoptymalizowaliśmy nasz profit na poziomie właśnie zwrotów, obniżając je na obniżeniu prowizji płatniczych, na kosztach wysyłek i przede wszystkim na kosztach produkcji. I zawsze da się taniej. W każdej tej grupie kosztów da się taniej. Nawet jak myślisz, że nie da, to generalnie da się. W przeciwieństwie, jak się okazuje w performance marketingu, bo tam te CPC po prostu coraz bardziej, ale coraz bardziej rosną. I myślę, że powinniście na to patrzeć tak, że skala wzrostu wygenerowanego przez performance marketing powinna być narzędziem do oszczędzania na innych płaszczyznach i to jest właśnie oszczędzanie na performance. I tak naprawdę, gdy zdacie sobie sprawę, że wy nie znacie do końca relacji między nowymi a popracującymi klientami, albo inaczej, wasza agencja nie zna tych relacji, wasza agencja nie zna kosztów współdzielonych, wasza agencja nie zna lifetime value waszych użytkowników i finalnie nie zna profitu, może być to trochę jak błądzenie w mgle. Generalnie na rynku mamy kilka strategii performance'owych. Najpopularniejsza to jest strategia ROAS-owa, o której już trochę powiedziałem, ale generalnie ona polega na tym, że opieramy się tylko o panel Google'a i tylko o panel Facebook'a. Problem w tym, że tam dochodzi do overattribution, czyli konwersja w Facebook'u i w Google'u to de facto może być ta sama konwersja. Co prawda próbujemy to rozwiązywać za pomocą korzystania z GA4, ale problem jest taki, że poprzez ograniczenie śledzenia użytkowników przez cały GDPR, tych danych jest coraz mniej i coraz trudniej tak naprawdę określić prawdziwą atrybucję tych użytkowników. I z ROAS-em jest jeszcze jeden problem. Ktoś sobie wymyślił taką reklamę, że ROAS powyżej 4.1 to jest dobrze, a poniżej 3.1 jest źle. No to jest oczywiście nieprawda. ROAS właśnie nie wskazuje na to, kiedy jest dobrze, a kiedy jest niedobrze. Aczkolwiek jest taki wskaźnik jak POAS, który tak naprawdę, gdy weźmiemy profit bez kosztów reklamowych i przyrównamy go do kosztów reklamowych, daje nam wskaźnik procentowy, który z kolei mówi, że jeśli mamy powyżej 100% to zarabiamy, gdy mamy równe 100% to tak naprawdę realizujemy strategię ROI zero, a gdy jesteśmy poniżej 100%, to dokładamy do tego biznesu. A bardzo źle, gdy nie wiesz, jaki masz połaz. Drugą strategią performance'ową jest strategia MER-owa, w której zbieramy dane z różnych źródeł i komparujemy całkowity przychód do całkowitych kosztów reklamowych. Zazwyczaj to robimy za pomocą Supermetrics'a, MAKE'a. Tu już dane powinny być z platformy sprzedażowej, ale problem jest tam zazwyczaj z tym, że to jest dosyć czasochłonne, dosyć kosztowne, żeby to zrobić. Pod każdego klienta trzeba robić to indywidualnie i finalnie. I tak nie mamy informacji o opłacalności tych działań. Jest to taka trochę proteza tak naprawdę finalnego rozwiązania, jakim jest opieranie się na Profit i Poaz w koncepcie Data Warehouse. I teraz tylko przypomnę szybko czym jest Data Warehouse, czyli hurtownia danych. Jeśli mamy wiele źródeł z informacjami na temat naszego biznesu, na przykład PrestaShop, BaseLinker, Google Ads, MetaAds, mamy tam dane z Optima, z Zalando, mamy dane z Google Analytics, z Google Search Console, no to finalnie my te wszystkie dane zaciągamy do BigQuery, do jednej ogromnej tabeli w Looker Studio. Przepraszam, do jednej ogromnej tabeli w BigQuery wypłaszczamy, uzupełniamy informacje i te dane z kolei wyświetlamy w Looker Studio i tworzymy sobie takiego naszego własnego Google Analyticsa na sterydach. I pewnie zapytacie, ale po co mi data warehouse, przecież mam Google Analytics 4. No i tutaj bardzo wiele osób zapomina, że w GA4 nie da się doprowadzić do pełnej spójności danych, tam zawsze danych będzie brakować, to wynika z consent mode'ów. W GA4 po 14 miesiącach tracisz dane w panelach eksploracji w kontekście eventów. GA4 faworyzuje w mojej ocenie wyniki Google. Chodzi o wyświetlanie i na browser facebookowym, instagramowym. Nie macie już danych o sprzedaży w czasie rzeczywisty i nie wiecie ile sprzedaliście danego dnia. Nie macie danych z różnych źródeł. No, co prawda można tam je ostatnio wgrywać, ale finalnie i tak wam to nic nie da, bo nie możecie tych danych obliczyć, nie możecie odjąć od przykładu np. kosztów wytworzenia. i generalnie są to dosyć duże ograniczenia. Maciej Lewiński kiedyś fajnie powiedział, że Google Analytics to jest taki kompas i nie jest to GPS, tylko to jest właśnie kompas, który wskazuje nam drogę, on nam wskazuje trend. A ja bym tutaj dodał, że właśnie takim GPS-em, który nam pokazuje, gdzie my jesteśmy w naszym biznesie w oparciu o prawdziwe, granularne dane, to jest właśnie Data Warehouse. Data Warehouse to pełna kontrola, brak próbowania, integracja źródeł w jednym miejscu, dostęp do parametrów, o których wspominałem wcześniej. I pytanie, ilu z was już ma Data Warehouse? Zakładam, że niewiele, bo nawet jak rok temu opowiadałem o tym samym koncepcie na tym samym wydarzeniu, to przychodziliście do nas i pytaliście, ile to kosztuje. My odpowiadaliśmy zgodnie z prawdą, że raczej kilkadziesiąt tysięcy złotych i była to bariera wejścia. My przeanalizowaliśmy największe punkty bólu i okazało się, że da się uprościć ten koncept. Zrobiliśmy coś, co nazwaliśmy Projected Profit Poaz w koncepcie Data Warehouse Profit Analytics 1.0. Największy problem było z dostarczaniem, i to było najbardziej kosztowne, żeby to obrobić i przetworzyć, dostarczaniem kosztów wytworzenia, poprawnym zliczaniu zwrotów, obliczaniu kosztów prowizji płatniczej i kosztów wysyłkowych. I my dzisiaj proponujemy Wam rozwiązanie, w którym podajecie nam sparametryzowane te koszty dzień do dnia i możecie sobie je zmieniać dzień do dnia za pomocą specjalnego panelu. I dzięki temu, za pomocą tych sparametryzowanych pól, jesteśmy w stanie liczyć sparametryzowany profit. Mamy przychód, mamy koszty reklamowe, obliczamy koszty wytworzenia na podstawie parametrów, koszty zwrotów za pomocą parametrów, po prostu zwroty. koszty prowizji płatniczej, koszty wysyłki i inne koszty, jeśli je dodacie i dzień do dnia liczymy sobie po prostu profit. Zielony słupek to jest ile zarobiliśmy, niebieski jaki mieliśmy przychód. Jesteśmy w stanie w tym całym data warehouse tak naprawdę od razu liczyć profit per kraj poprzez odpowiednie nazywanie kampanii i komparując to z źródłami, przepraszam, z rynkami, na których tak naprawdę sprzedajemy. Mamy również wreszcie stosunek tego dzień do dnia, miesiąc do miesiąca, ile my dostarczyliśmy nowych, a ile powracających klientów i możemy decydować, czy mamy strategię, czy my przyspieszamy swój wzrost, czy go spowalniamy. Jesteśmy w stanie analizować life time value klienta, koszt pozyskania tego klienta, jak to się zmienia w czasie. Mamy wreszcie pełną listę zamówień, która nie pochodzi ze Google Analytics i przez to nie posiada braków, tylko jest pełna, bo pochodzi ze sklepu internetowego, ale uzupełniamy ją o te informacje z Google Analyticsa tam, gdzie się da i dodajemy informacje o z jakiego źródła, tym, to znaczy tak naprawdę nie tylko z jakiego źródła jest dana sprzedaż, ale czy to jest nowy czy powracający użytkownik. Mamy również pewne bonusowe narzędzie, które pozwala nam razem z klientem rozmawiać o tym, jak obniżenie kosztów produkcji lub jak obniżenie zwrotów o parę procentów wpłynie na jego profit, żeby pokazywać, że na koniec dnia to nie tylko od nas zależy, jak ten profit się kształtuje. I tutaj na takim profit-symulatorze może sobie klient przeprowadzać symulację. Mamy parę eksperymentalnych podejść, w których próbujemy liczyć profit per właśnie źródłonowi czy powracający oraz per kampanię. I tak naprawdę wszystko to jesteśmy w stanie wdrożyć w jeden dzień praktycznie dla tych wszystkich platform, które tu widzicie, czyli dla większości najpopularniejszych w Polsce. A najlepsze jest to, że to wszystko robimy w oparciu o Wasze Google Cloud. Wy jesteście właścicielem danych i jesteśmy w stanie to zrobić naprawdę tanio w tym podejściu. Wszystko to pozwoliło nam realizować w serfie tzw. Hockey Stick Growth. Najpierw opieraliśmy się o uproszczoną wdrożenie data warehouse, potem o to ulepszone. W dwa lata zwiększyliśmy nasz obrót aż pięciokrotnie. I na koniec dnia chciałbym was zostawić z tym cytatem założyciela Forbesa. If you don't drive your business, you will be driven out of your business. Myślę, że to świetnie podsumowuje to, że dzisiaj tak naprawdę e-commerce to nie jest tylko jedna gałęź specjalizacji, to nie jest tylko performance, to nie jest tylko produkt. Tu macie bardzo dużo różnych parametrów, to jest wiedza analityczna, wiedza marketingowa, to jest wiedza technologiczna i na koniec dnia, nieważne co wy sprzedajecie, to wy na koniec jesteście firmą technologiczną i musicie zwracać uwagę i kontrolować te wszystkie parametry i musicie mieć te kompetencje u siebie wewnętrznym również w zespole, nie tylko po stronie agencji, bo ten obrazek jest dużo szerszy niż wam się wydaje. I już na sam koniec, napiszcie do mnie data, a podeślę wam instrukcję, jak w prostych trzech krokach możecie zacząć eksportować swoje dane z GA4 do BigQuery i odkładać je sobie historycznie. Bo to jest jedyne źródło, w którym jak będziecie chcieli za pół roku, za rok wybudować sobie nawet Data Warehouse, nawet jak nie będziecie chcieli tego zrobić, to nie będziecie mogli sobie zaciągnąć historycznych danych. Niestety nie będziecie mogli. i powinniście zacząć to robić jak najszybciej. Poza tym zachęcam do śledzenia mnie na Instagramie i na LinkedInie zwłaszcza, ponieważ dzielę się tam właśnie wiedzą z zakresu e-commerce i marketingu i opowiadam o moich sklepach internetowych. To wszystko na dzisiaj i dziękuję Wam bardzo za wysłuchanie. Do zobaczenia. Mam nadzieję za rok.
Jacek Szyndler, czyli współwłaściciel marki Naoko, z którą też w ogóle mam zaproponowaną okrosa jako DAG, mogę to teraz zdradzić jako taki mały snippet. Naprawdę ogromna wiedza o AI, naprawdę ogromna wiedza o biznesie, też bardzo duża skala jeśli chodzi o polska sprzedaż fashion. Naoko naprawdę jest taką marką przodującą w kreatywnych pomysłach i w rzeczach, które nie robią inni, więc podcast z Jackiem to był podcast, z którego ja się bardzo dużo nauczyłem, więc stwierdziłem, że nie może z Jacka zabraknąć, bo poza tym, że jest bardzo merytoryczny jeśli chodzi o wiedzę biznesową marketingową to jest też mega spoko gościem z którym złapałem dobry vibe więc Jacek scena jest twoja.
Cześć ja wam dzisiaj opowiem trochę o tym jak uczynić EIA takim realnym wsparciem w różnych obszarach życia od biznesu przez życie rodzinne aż po planowanie podróży. I tutaj macie zrzut moich dwóch jedynych zakładek na iPhonie, bo staram się używać telefonu nie do scrollowania social mediów, ale przede wszystkim uczynić go takim bardzo silnym asystentem. Stąd jak widzicie korzystam na zmianę i z Chata GPT, i z Cloda, i z Perplexity, i z Groka, i Dixika, ale bardzo przydatne są też widżety, które widzicie tutaj obok. Zachęcam do ich zainstalowania. Ta ikonka wywoływania głosowego Chata GPT To jest przycisk, którego zdecydowanie używam najczęściej. I zrobię Wam takie krótkie wprowadzenie o biznesie, życiowych wyborach i fascynujących czasach, w których żyjemy. Będzie trochę grafik i animacji, bo to jest jeden z obszarów, które mocno wykorzystujemy na oko, a nie przestaje mnie fascynować to, jakie efekty wizualne możemy osiągnąć dzięki właśnie narzędziom AI, bo ja, broń Boże, nie jestem grafikiem, A, a bardzo lubię się tym wszystkim bawić. No i skupimy się przede wszystkim na tym, czy wykorzystanie obych narzędzi może nas w jakikolwiek sposób przybliżyć do uzyskania życiowego balansu, bo mi przynajmniej taka idea na co dzień przyświeca. No i pogadamy też o największym gapie międzypokoleniowym w historii, a także zrobimy przyspieszony kurs z prawa jazdy w ramach komunikacji z AI. W ramach wprowadzenia. Jesteśmy już całkiem sporym startupem modowym, robimy kreatywne rzeczy z bardzo kreatywnymi ludźmi, a w wielu rankingach modowych wypadamy jako marka numer jeden w social mediach. No i jako pierwsi stworzyliśmy kolekcję przy pomocy AI oraz naszej społeczności, a potem wiele kolejnych. No i to wszystko byłoby super, gdyby nie to. Czyli to KwiProKwo. Coś za coś. Jeśli chcemy sukcesu w biznesie, odbywa się kosztem życia rodzinnego. Marzymy o sportowej sylwetce? Zapomnijmy o przyjemnościach. Prowadzenie modowego e-commerce z bardzo dużą dynamiką wzrostu w Polsce w branży odzieżowej bywa budowaniem samolotów w trakcie lotu i jeszcze żonglujemy. czy tym płonącymi piłeczkami. Do tej pory work-life balance staraliśmy się utrzymywać łącząc wyjazdy służbowe z wakacjami, czy też interwałami nadrabiając kontakty towarzyskie. Do czasu aż pojawiła się ta oto nadrzędna wartość i potrzeba jakiejkolwiek życiowej równowagi. Robiąc ostatnio album ze zdjęciami, uderzającym było dla mnie to, że było w nim równe wzory o zdjęć pracy. Ale futurystyczna wizja tego, że ten AI zastąpi i zautomatyzuje naszą pracę na tyle, że będziemy mogli się skupić na pasjach, sztuce, twórczości, wydaje się być odległa o jakieś dziesiątki lat. Ale czy na pewno? Czy przypadkiem nie żyjemy w przyszłości, tylko jeszcze tego nie zauważyliśmy? Bo George Jetson urodził się w 2022, Marty McFly przyleciał do nas w 2015, a Terminator wybiera się za tam rok czy dwa. No ale to ostatnie, dobrze żeby nie było prawdą. No i ta nasza przyszłość trochę się różni od tej filmowej, ale pojawił się w niej AI dostępny dla wszystkich, a on dosyć mocno zmienia zasady gry. Bo pamiętajmy, że też posługujemy się tą wczesną wersją, tą ciężką Nokią z czarno-białym ekranem, co będzie jeśli wkrótce otrzymamy iPhone. Choć może niektórzy z Was pamiętają te czasy, kiedy łącząc się z internetem blokowaliśmy linię i nikt nie mógł się do nas dodzwonić. Rodzice wtedy krzyczeli, wyłącz już ten komputer, bo to jakieś głupoty. A my? A my się wtedy uczyliśmy kompetencji cyfrowych i kilkanaście lat później to my pomagaliśmy ustawiać naszym rodzicom zdjęcie profilowe na Facebooku. Przy czym tempo adaptacji tamtych zmian było mimo wszystko znacznie wolniejsze od tego, które narzuca nam rok 2025. W chwili obecnej tylko jedna na 200 osób ten parametr oczywiście się zwiększa. Korzysta z tych narzędzi AI w trybie codziennym. Prawdopodobnie reszta nie zdaje sobie sprawy z ogromu ich możliwości. I nawiązując trochę do Kahnemana, bo to jest trochę tak jak z jazdą samochodem. Musimy przejść z trybu świadomej niekompetencji do trybu nieświadomej kompetencji. Musimy zapomnieć o kierownicy czy wciskaniu pedałów. a skupić się na tym, żeby obserwować otoczenie i wyznaczyć cel, do którego zmierzamy. Zaczniemy z grubej rury, bo to ja dzisiaj, a to ja 365 dni temu. Jak bardzo AI maczał w tym palce? Tego się dowiemy pod koniec, bo póki co skupimy się na pracy i biznesie. W ramach firmy my na oko mamy taki współdzielony zestaw GPTsów, które mogą wspomóc dowolny dział w firmie i być asystentem w dowolnym projekcie. Czy planujesz załadania zespołu? Mamy Monday Guru, nowy landing page, Marketing Ninja, mail do kontrahenta, e-mail assistant, onboarding, welcome to Naoko. No i czy mamy z tym wyzwania? Oczywiście, że mamy, bo zdarza się, że wypluwa głupoty, no ale to najczęściej nie jest kwestia złej odpowiedzi ze strony AI, tylko jakiegoś zadanego pytania, no bo jeśli źle go karmimy, to dostajemy sałatkę. A przejście do trybu tej nieświadomej kompetencji nie jest niczym skomplikowanym i zaraz Was przez to przeprowadzę. No bo tak, jeśli zaczniemy używać AI codziennie, w realnych kontekstach, zamiast uczyć się teorii, wykorzystując go do realnych zadań, pisząc maile, posty, teksty reklamowe, tworząc arysty projektów, generując pomysły, analizując dane, Mamy taką codzienną praktykę połączoną z kontekstem własnych spraw, co sprawia, że zyskujemy naprawdę szybki progres. Iteracja zapytań, to żeby rozmawiać z AI jak z partnerem, żeby testować różne sformułowania promptu, poprawianie odpowiedzi, proszenie o alternatywy, uproszczenia czy konkrety. Z czasem naprawdę nam to wchodzi w krew i wiemy jak to wykorzystywać w różnych kontekstach. Uczenie się przez zabawę i ciekawość, tak? Tworzenie bajek dla dzieci na podstawie rysunków, generowanie planów podróży, plany podchodów na urodziny dziecka, o tym opowiem za chwilę. czy tworzenie grafik z Big Journey do prezentu dla znajomego. Im więcej takich zabawnych kontekstów, tym szybciej AI staje się takim zupełnie naturalnym narzędziem. A także wypracowanie sobie schematów pracy z AI, że jeśli czegoś nie wiemy, to uczmy się właśnie od tych narzędzi. Zapytajmy, jak pisać prompty, jak generować analizy, które narzędzia będą najlepsze, jak opisać problem techniczny, by dostać pomoc. Stwórzmy sobie taką własną bazę wiedzy, dzięki której nastąpi u nas ta automatyzacja myślenia. Takie 20-30 minut przez 30 dni z rzędu i wasz mózg absolutnie zacznie traktować AI jako naturalne narzędzie, będzie właśnie to Wasze prawo jazdy do komunikacji z EIA. Dzięki temu możecie wcisnąć pedał gazu tak jak my to zrobiliśmy w Naoko, bo w pierwszych dniach na warsztat wzięliśmy problem, z którym od lat mierzy się branża odzieżowa, a mianowicie spadek sprzedaży i marży w okresie wakacyjnym i dotyczy to praktycznie wszystkich, nawet tych gigantów odzieżowych, bo taki jest urok sezonowości. Nierealne? My testowaliśmy raport po raporcie, coś z Power BI, coś z Excel, jakieś raporty z Shopify, dane historyczne, dynamikę sprzedaży, działania reklamowe, bo benchmarki czy case studies te modele wyszukują sobie same. Po mniej więcej miesiącu stworzyliśmy zestaw kluczowych rekomendacji wdrażanych etapami, ustaliliśmy idealne modele interwałów, prowadziliśmy premiery w lipcu i sierpniu, czego się właściwie nigdy nie robi. No i okazało się, że e-commerce jest zdecydowanie bardziej elastyczny niż sieciówki, a w okresie wakacyjnym przebiliśmy sprzedaż na Black Friday, co wydawało się jakąś totalną abstrakcją i aberracją. A tutaj widzicie ten spadek w poprzednim roku, tam dopiero się nieśmiało przygotowaliśmy do egzaminu teoretycznego. Możemy sobie stworzyć tych asystentów w dowolnych obszarach życia zawodowego i codziennego, dogrywać dziesiątki dokumentów, Funkcja, którą ja sobie dość mocno cenię, to jest też omawianie wszystkiego na głos później w trakcie np. jazdy samochodem. Integrując szata z Canvą czy z Gmailem możemy zaoszczędzić dwa albo trzy tygodnie w skali roku, a tych integracji mamy zresztą setki, bo za pomocą Make'a czy Zapiera zintegrujemy wszystko ze wszystkim, ale są też gotowe, super dodatki takie jak dochroma np. jak Monika czy Mary. Pokażę Wam kilka przykładów na oko, bo AI daje nam szereg możliwości, w tym niebywałe możliwości hiperpersonalizacji. Przykładowo w kampaniach możemy dopasowywać wiek użytkowniczki i pokazywać nasze produkty na rówieśniczce. W przypadku kampanii zagranicznych możemy się dostosować również do pochodzenia etnicznego. Chatbot, który wdrożyliśmy oparty na AI, odpisuje już samodzielnie na ponad 84% pytań. Pracę koncepcyjną udało nam się skrócić niemal trzykrotnie, w jednym przypadku nawet 80-krotnie, ale do tego mamy oddzielne case study. Ale żeby podszkolić nasze umiejętności i zrobić nowe kategorie prawa jazdy, zawsze możemy wziąć dodatkowe lekcje. Bo do dyspozycji mamy multidyscyplinarny zespół najlepszych doradców na świecie, a predefiniując AI w roli eksperta z dowolnej dziedziny, podnosimy nieco standardy komunikacyjne, lepiej zapamiętujemy i przede wszystkim zmniejszamy opór poznawczy, co jest dość częstym problemem. Jak to wykorzystać na przykład w marketingu? Prowadzimy z zespołem kampanię email marketingową, weźmy do pomocy Sefa Godena, plan publikacji w social media, Gary Vaynerchuk, wideo marketing, Casey Neistat, kompleksowy plan ułoży nam Filip Kotler, ojciec nowoczesnego marketingu, a planując na przykład live sprzedażowy możemy podeprzeć się wiedzą i doświadczeniem najlepszych na rynku w tym wypadku I pokażę wam tutaj, jak to zrobić, bo my również organizujemy live'y z wcześniejszymi zapisami i znacznie wyższą konwersją, ale zawsze chciałem prześledzić strategię Oskara, bo robi to znacznie lepiej. Tylko tych materiałów, nagrań, wywiadów jest całkiem sporo, a żeby skrócić sobie czas i wyciągnąć samo mięso, to wykorzystajmy funkcję pogłębionego myślenia. Widzimy tutaj, jak Ajaj analizuje ponad 30 źródeł, ogląda filmy na YouTubie, Robi transkrypcje, czyta wywiady. Ja, w szczególności w tej kolumience po prawo, lubię obserwować Dipsika i jego metodologię podejścia do problemów, bo z jakiejś przyczyny robi to wyjątkowo zabawnie. Po kilku minutach otrzymujemy kompilację wszystkich taktyk, protipów na bazie kilkudziesięciu źródeł, a następnie możemy sobie jeszcze predefiniować Oscara i dopytać o interesujące nas szczegóły. To naprawdę fajnie działa. Mamy szereg badań, jak bardzo upraszcza nam to naukę oraz zdobywanie nowych umiejętności. Możemy zaadresować dowolny problem z dowolnej dziedziny i uzyskać spersonalizowaną konsultację, czy to będzie problem z dziedziny astrofizyki, czy blokada twórcza, budowa mentalności zwycięzcy w sporcie, masy mięśniowej. A jeśli rozkręcamy social media, ale brak nam pewności siebie, znowu możemy zwrócić się do Oscara albo jak kto woli do Kim Kardashian. Weźmy sobie teraz na jazdę testową po na przykład Gemini na przykład świetnie rozpoznaje otoczenie i na podstawie kilku zdjęć biblioteczki posegregował i poukładał nam wszystkie książki, jeszcze wyeksportował do CSV-ki, mogliśmy sobie wrzucić do Goodreads. A Claude zrobi nam opracowanie z dowolnej książki dopasowane do kontekstu moich potrzeb i mogę szybko uzyskać prawdziwą esencję wiedzy. Trochę na przykładzie Blankista czy Headwaya, ale tak idealnie dopasowane do tego co potrzebuje. Używając na przemian różnych narzędzi w codziennej pracy, a także, co polecam, śledząc jeden, dwa kanały z nowinkami jejowymi, szybko dojdziecie do tego, który z modeli najbardziej usprawni Wasze codzienne bo różnice bywają znaczne. Ja bardzo lubię używać AI do brainstormingu, opracowując jakiś temat czy strategię i tutaj plot jest niezrównany, bo ma bardzo dużą pamięć kontekstową, możecie dogrywać dziesiątki dokumentów, jest przy tym bardzo ludzki, ale ma też silne zasady etyczne i na przykład nie wykorzystamy go do takiej impersonifikacji ekspertów, o jakiej wcześniej wspominałem. Na koniec przejdźmy sobie do życia codziennego. Edukacja jest jednym z tych obszarów, w których będą zachodziły drastyczne zmiany. Już teraz możemy wspomóc dzieci i personalizować materiały do nauki z różnych dziedzin, tworzyć native speakerów, dopasowywać namotechniki do ich umiejętności, czy dobrać nauczycieli spośród ich idoli. W przypadku mojej córki są to póki co nauczyciele z Hogwartsu. Ale możemy też wykorzystać AI do próby takiej predykcji przyszłości i długoterminowego modelowania decyzji, bo po co ma się uczyć czegoś, co za kilka lat będzie kompletnie nieprzydatne lub w pełni zautomatyzowane. I to samo dotyczy zresztą każdego z nas. Dlaczego moja córka woli AI od Googla? Nie używa póki co żadnych technologii, ale pięciolatka Zadaje dziennie od 200 do 300 pytań. Ja nie na wszystkie z tych pytań znam odpowiedzi. A jeśli czegoś nie wiem, to nie pyta, nie mówi zgoogluj, tylko czy sprawdź w internecie, tylko zapytaj Malwinę, bo tak nazwała czata GPT z racji tego, że odpowiada damskim głosem. Dla jej pokolenia AI będzie domyślną formą poszukiwania jakiejkolwiek informacji. Malwina jest po prostu konwersacją w czacie GPT, ale predefiniowaną w taki sposób, aby udzielać odpowiedzi zachęcających do Tęcza pojawia się,
gdy światło przechodzi przez krople wody i się rozszczepia. Chcesz zrobić mini tęczę przy użyciu szklanki wody i latarki?
Malwina zaplanuje Wam też showtrip, wyszuka hotele, restauracje czy atrakcje dla dziecka. Oprowadzi po Paryżu, gdzie zamiast nudnego zwiedzania przygotuje interaktywną mapę skarbów, którymi będą kolejne pomniki czy rzeźby, a zwiedzając muzeum przygotuje zagadki do rozwiązania na każdym obrazie. Nuda zmienia się w highlight of the day. My przedwczoraj wróciliśmy z Włoch, gdzie byliśmy z grupą znajomych i gromadką ośmiorgiem dzieci. I codziennie z pomocą sprawdzonych promptów robiłem podchody, gdzie biegali po hotelu, uczyli się historii Włoch, budowali krzywą wieżę w Pizze z poduszek i kaspów, albo uczyli się prostych zdań po włosku. Mi to zajmowało 5-7 minut, a dzieciaki miały 2 godziny super kreatywnej zabawy. Mega polecam. Malwina też może być waszym dietetykiem personalnym. Wracając do slajdu z początku, to jak zdobyłem podstawę tego know-how w komunikacji z AIM, to nie pytałem jak schudnąć 20 kg, tylko zdefiniowałem sobie GPTsa w oparciu o wiedzę Andrewa Kubermana, Rondy Patrick czy Tima Ferrisa. i rozłożyliśmy problem na czynniki pierwsze, opracowując naprawdę relatywnie łatwy, ale przede wszystkim skuteczny plan. A przy okazji zdobyłem sporo wiedzy i wiem, że ten problem wagi zniknął już bezpośrednio. Wrzucając niższy bieg, sprawdźmy jeszcze dosłownie kilka obszarów, w których możemy uzyskać pomoc i wsparcie, a także oszczędzić czas i pieniądze. AI przeanalizuje nam każdą umowę i przetłumaczy Wam ją na ludzki język. Czy to będzie kredyt w banku, czy to będzie umowa z biurem podróży, czy to będzie ubezpieczenie zdrowotne. W tym przypadku użyciłem umowę z kredytu frankowego sprzed kilkunastu lat i po sekundzie znalazł te wszystkie klauzule abuzywne. No a pomoże nam też w suplementacji witamin, zaprojektuje wnętrza, zrobi dowolną ilość poprawek. I może, tak jak wspomniałem, służyć za native speakera w kilkudziesięciu językach. A znacie te wszystkie płatne aplikacje do rozpoznawania chorób roślin czy szkodników? Zastępuje je czad GPT, bo my po kilku latach prób wyhodowaliśmy naprawdę dorodne pomidory. No i na koniec coś uniwersalnego. Jeśli zrobimy zdjęcie lodówki, możemy otrzymać dowolny przepis na podstawie składników. Dojechaliśmy praktycznie rzecz biorąc do mety. a moja babcia gdyby żyła powiedziała by weź sobie synek jeszcze czołowe jajuj bo ja to wszystko zilustrowałem i zanimowałem mimo że tak jak wspomniałem nie jestem grafikiem ale to wszystko sprowadza się do tego okienka w czacie GPT I naprawdę pomaga nam to lepiej organizować pracę, automatyzować zadania i szybciej się uczyć. A to już jest naprawdę spory krok w kierunku życiowego balansu. I chociaż czasami pojawi się u nas jeszcze taka przytłaczająca myśl tej właśnie naszej babci czy mamy z czasów internetu, to jest nią najczęściej ukryta obawa. Obawa, że nie nadążamy, że wkraczamy w nowe i nieznane i będziemy popełniali błędy. No ale przecież nie chcemy być za kilka lat tą naszą kochaną babcią, która po założeniu konta na facebooku publikowała wszystko na wallu myśląc, że jest w wiadomości prywatnej. Część z was już pewnie posiada to prawo jazdy, o którym dziś mówię, a pozostali muszą sobie odpowiedzieć czy i kiedy podchodzą do tego egzaminu, bo to już nie jest to quiproquo coś za coś z początku, tylko quiproquantum i od teraz tak naprawdę mnożymy możliwości.
Partnerem na działalnym konferencji jest e-commerce w praktyce. Jest to moim zdaniem najlepszy merytoryczny magazyn, w którym zresztą sam się bardzo regularnie wypowiadam. Więc zachęcam Was na zerknięcie na stronę marketerplus.pl. Będziecie tam mogli sobie kupić edycję, które nawet już wcześniej wychodziły, więc jest ogrom wiedzy e-commerce'owej w jednym miejscu. Piotr Maroszek to kolejna osoba, którą zaprosiłem do swojego podcastu. Współwłaściciel marki Marohome. To, co mi się bardzo podoba, to w jaki sposób ten brand tworzy content, to jakie podejście jest Piotra do technologii w biznesie. Bardzo duża wiedza UX-owa, bardzo duża wiedza o produkcie i dzięki temu też są w stanie w sposób dynamiczny skalować swoje działania w e-commerce, więc kolejna osoba, która jest w 100% praktykiem i współwłaścicielem marki. Więc tak jak mówiłem, tak też jest, są u mnie sami praktycy biznesu. Zapraszam Was na kolejną prelekcję Piotr Maroszek, Maro Home.
Dzień dobry, mam na imię Piotr Maroszek, jestem właścicielem marki Marochon, a także niewielkiego software house, gdzie projektujemy i tworzymy sklepy internetowe głównie oparte na e-commerce. Na wstępie chcę serdecznie podziękować Oskarowi za zaproszenie na dzisiejszą konferencję z Buda e-commerce, gdzie porozmawiamy o tym, jak ważna jest dobrze przemyślana kreacja reklamowa, czasami ważniejsza niż samo ustawienie kampanii. Pokażę wam, dlaczego spójność kreacji z marką i odpowiednia stylistyka mogą decydować o sukcesie waszej reklamy, a wszelkie techniczne aspekty to tak naprawdę tylko część całej układanki. Zanim przejdziemy do sedna, pozwólcie, że krótko opowiem wam o sobie. Działam w branży e-commerce już ponad 8 lat. Marohome to moja marka zajmująca się wysokiej jakości tekstyliami domowymi. W tej branży liczą się detale, od jakości produktu po sposób jego prezentacji. Dzięki temu wiem, jak istotne jest, aby każdy element wizualny pasował do tożsamości marki i celów, które sobie wyznaczamy. Uważam, że każda kampania potrzebuje jasnego celu. Czasem jest to budowa świadomości, czasem generowanie sprzedaży, a innym razem przyciągnięcie nowej grupy odbiorców lub zatrzymanie tych, którzy już z nami są. Główna myśl dzisiejszej prezentacji brzmi – nawet najlepsze techniczne ustawienia reklamy nie zastąpią autentycznej, spójnej i przemyślanej kreacji reklamowej. To właśnie kreatywne podejście, przyciągająca wzrok grafika, ciekawy film i dopasowana komunikacja decydują, czy odbiorca zwróci na nas uwagę i zapamięta naszą markę. Bez tej warstwy emocjonalnej i wizualnej nasza reklama może stać się tylko jedną z wielu podobnych w sieci. Kreacja reklamowa to nie tylko ładne zdjęcia czy kolorowe obrazki. To strategiczne narzędzie do budowania tożsamości marki. Każdy element, kolor, font czy styl zdjęć powinien współgrać z tym, kim jesteśmy. Przykładowo. Jeśli tworzycie markę produktów ekologicznych, to unikaj jaskrawych, sztucznych kolorów i postaw na naturalne barwy oraz autentyczne zdjęcia. Takie spójne podejście buduje zaufanie i sprawia, że klienci czują, iż marka jest prawdziwa i szczera w tym, co robi. Weźmy np. coś zupełnie innej bajki. Sprzęt dla motocyklistów chociażby. Kiedy reklamujemy kaski, kurtki i ochraniacze to nie ma sensu stawiać na design rodem z branży high fashion czy home decor. Potrzebujemy ostrych kształtów i mocnych kontrastów i zdjęć, które kipią energią i pokazują drapieżną naturę motocykli. Surowość, adrenalina i poczucie wolności to musi być odczuwalne w każdym detalu i w każdej kreacji. Każda marka ma swoje własne DNA i to właśnie ono wyróżnia nas na rynku. Jeśli marka stawia na autentyczność i surowość, no to w projektach graficznych powinniśmy iść w tym kierunku. Odpowiedni dobór czcionek, kolorów i nastroju zdjęć. Klienci często podświadomie wyczuwają, że coś jest nie tak, jeśli kampania nie pasuje do charakteru firmy. Ten dysonans może im się nie spodobać, choć sami nie zawsze umieją nazwać, co właściwie im pasuje.
Największy
błąd, jaki możemy popełnić, to projektowanie kreacji bez konkretnego celu. Powiedzmy, że mamy fajną grafikę, ale do czego ona służy? czy ma budować świadomość marki, zachęcić do zakupu, czy może przypomnieć o naszej ofercie z stałym klientem. Przykładowo, jeśli chcemy zbudować świadomość marki, no to wstawiajmy na intrygujące wizualizacje i hasła, które przyciągną wzrok osoby jeszcze nas nie znającej. Może to być krótki filmik pokazujący proces powstawania produktu, gdzie dajemy odbiorcy wgląd za kulisy, gdzie możemy poznać nas, tak naprawdę i ludzi, którzy stoją za tą marką, bo ludzie chcą kupować od ludzi, a nie patrzą tylko i wyłącznie na logo czy pusty slogan. jeżeli chcemy wzbudzić zainteresowanie. Tutaj kreacja powinna dawać konkretną wartość, przydatne informacje, pokazanie unikalnych cech, korzyści, tak by odbiorca pomyślał, hmm, no, to wygląda ciekawie, chyba chcę więcej się dowiedzieć. Jeżeli chcemy wezwać już klienta do sprzedaży czy zostawienia nam chociażby lida u nas, na tym etapie ważny jest czytelny call to action. który jasno pokaże, dlaczego warto kupić właśnie u nas. Zaprezentuj tutaj dodatkowy value, jak promocja, jakiś gift, a może coś nieszablonowego, co wyróżni Was z tłumu. Jeżeli chcemy utrzymać już klienta, który u nas dokonał zakupu, to tu często zapominamy o prostej zasadzie. Żeby klient do nas wracał trzeba mu o sobie przypomnieć w przyjemny ale nie nachalny sposób, kreację w stylu dziękujemy za zaufanie, zostań z nami na dłużej, zapisz się do naszego newslettera, dołóż do naszej grupy na facebooku. Mogą zadziałać znacznie lepiej niż nam się wydaje. Bez jasno określonego celu ryzykujemy, że nasz przekaz będzie chaotyczny, a my sami stracimy pieniądze i czas nie wiedząc co właściwie chcemy osiągnąć. W dzisiejszych czasach jednym z najpopularniejszych narzędzi do tworzenia grafik jest chociażby Canva. Jest to świetna sprawa, bo nie trzeba być wykwalifikowanym grafikiem, żeby stworzyć coś ładnego i estetycznego. Ale jest druga strona tego medalu. Przez masę dostępnych szablonów nasze projekty mogą wyglądać niemal identycznie jak usetek innych firm, w tym waszej konkurencji. Aby się wyróżnić warto poświęcić chwilę na modyfikowanie i dostosowanie tych szablonów do naszego unikalnego stylu. Czasem wystarczy zmienić układ, dodać nietypowe elementy, czy chociażby zadbać o charakterystyczne zdjęcia, które pokażą, że To nasza kreacja, a nie kopii w klej z generatora, bo mówisz, że ludzie to czują. Coraz więcej marek korzysta też z grafiki generowanej przez sztuczną inteligencję. Z jednej strony daje to gigantyczne możliwości. Możesz w kilka minut stworzyć dziesiątki wersji swojej kreacji lub wygenerować grafikę, która jest tania w wytworzeniu tak naprawdę, a nie musisz do tego zaprzęgać. Pamiętajmy, że klienci nadal cenią autentyczność, a pewna sztuczność AI może ich zniechęcić. Dlatego staraj się łączyć możliwość technologii z indywidualnym podejściem i dbałością o detal. Wszystko co mówiłem do tej pory, spójność wizualna, przemyślana kreacja, autentyczność składa się na strategię komunikacji. To plan, który określa kim jesteśmy jako marka, nasze wartości, misja, DNA, co chcemy osiągnąć, czy budujemy rozpoznawalność, generujemy sprzedaż, czy może walczymy o lejalność stałych klientów, do kogo mówimy, określamy naszą grupę docelową. ich potrzeby, preferencje i styl życia. Jak mówimy do nich? Musimy dobrać język, ton komunikacji, stylistykę, rodzaj treści, czy to jest wideo, grafiki, a może podcasty. W jakich kanałach się pojawiamy? Social media, czy to Facebook, Instagram, Google Ads, mailing, webinary, wydarzenia, chociażby branżowe. Dobra strategia komunikacji to fundament, dzięki któremu wiemy, co, gdzie i w jaki sposób publikować i komunikować się. Pozwala nam też utrzymać spójny wizerunek, nawet jeśli posługujemy się różnymi narzędziami i platformami. Bez niej łatwo się rozpędzić w złą stronę, wydając mnóstwo pieniędzy na kreacje, które nie pasują ani do naszej marki, ani do odbiorców. Teraz musimy porozmawiać o testach AB i ich naprawdę znaczącej roli w tworzeniu kreacji reklamowych. Bez względu na to, jak dobrze zaprojektujemy naszą strategię i kreację, zawsze pozostaje pewna doza niepewności. Czy wybrana kolorystyka rzeczywiście trafi w gusty odbiorców? Czy komunikat sprzedażowy jest wystarczająco jasny? Tutaj wkracza testowanie AB, czyli sprawdzanie różnych wariantów reklamy w tym samym czasie i porównywanie wyników. Jak to zrobić? W meta, czyli Facebooku czy Instagramie, wystarczy przygotować np. dwie wersje tej samej kreacji, różniące się jednym elementem, tekstem, tytułem, wezwaniem do działania lub grafiką. W Google Ads możemy testować różne nagłówki, opisy czy nawet układy reklam displayowych. Kluczem jest mierzenie konkretnych wskaźników jak CTR, koszt pozyskania klienta czy konwersja. Na co zwracać uwagę? Różnica w nagłówku, jak chociażby dowiedź więcej vs kup teraz, może całkowicie zmienić odbiór reklamy. Video bez napisów kontra video z krótkimi USB. Może okazać się, że napisy znacznie poprawią skuteczność. Tło o jasnej barwie kontra ciemna bardziej mroczna. Kreacja może wzbudzić zupełnie inne emocje. W Marathon dla przykładu mieliśmy jedną kreację wideo, w której produkt pokazywaliśmy w przytulnej domowej aranżacji. Było super, ale dla testu stworzyliśmy drugą wersję, gdzie nałożyliśmy napisy z wyróżniającymi cechami produktu. Takie krótkie punkty USB. Na ten sam materiał wideo. I jaki był efekt? Druga kreacja zdecydowanie wygrała z tą pierwszą. Mimo, że obie bazowałem na tym samym nagraniu. Początkowo nie było to takie oczywiste, więc ten przykład świetnie pokazuje dlaczego warto testować, testować i jeszcze raz testować. Pamiętajmy też, że koszty takiego testu, czyli stworzenia kilku wariantów, to zwykle ułamek całego budżetu reklamowego. Może przynieść nam naprawdę bardzo cenne informacje. Czasem niewielka modyfikacja, czyli zmiana przycisku, sprawdź teraz na zamów dziś albo kup teraz, przekłada się na realny wzrost sprzedaży. W dłuższej perspektywie lepiej zainwestować trochę w porządny eksperyment i wyciągnąć wnioski, niż wydawać duże sumy na kampanię, która nie jest zoptymalizowana. Nie ma też tutaj jednej prostej recepty na sukces. Każdy produkt i marka ma trochę innych klientów i inaczej do nich dociera. Dlatego tak ważne jest testowanie i znalezienie takiego swojego złotego środka. Już powoli zbliżamy się do podsumowania i końca naszej prezentacji. Jeszcze raz chciałbym podkreślić moje główne przysłanie. Postawcie na spójną, przemyślaną i autentyczną kreację reklamową, która odzwierciedla DNA waszej marki i jasno realizuje wyznaczone cele. Testujcie różne warianty, bo nawet drobne zmiany mogą diametralnie poprawić efekty. Wiem z doświadczenia z moimi klientami, że bardzo często zrzucają całą odpowiedzialność za wyniki reklam na agencje czy freelancerów, którzy ich obsługują. Oczywiście nie chcę tutaj bronić niekompetentnych marketerów, ale zanim zlecimy komuś konfigurację naszych reklam, upewnijmy się, że przekażemy mu odpowiednią jakość, żeby miał na czym i z czym pracować. Wtedy będziesz miał większą pewność, że po swojej stronie dopełniłeś wszystkiego, żeby móc wymagać i rozliczać swoją agencję, bo jeżeli zmieniasz raz drugi, trzeci, czwarty raz agencje, a efektów jak nie było, tak nie ma, no to może nie tam leży problem. Nieważne czy sprzedajecie tekstyria domowe, część od motocykli, biżuterię czy usługi finansowe, za każdym razem warto dobrze przemyśleć jaką historię chce Ci opowiedzieć i w jaki sposób to zrobicie. Narzędzia typu Canva, ChatGPT czy DALI mogą was wesprzeć, ale zawsze pamiętajcie o włożeniu w to ludzkiej kreatywności i wyjątkowego sznytu, który wyróżni was na rynku. A teraz mam do was prośbę. Napiszcie w komentarzu o swoich doświadczeniach z kampaniami reklamowymi, które marki waszym zdaniem zrobiły to bardzo dobrze, a które kompletnie się pogubiły. Co sprawiło, że jedne kreacje zapadły Wam w pamięć, a inne zupełnie nie. Jestem bardzo ciekaw Waszych opinii i przykładów. Podzielcie się nimi w komentarzach, a ja z przyjemnością o tym poczytam i podyskutuję. Jeszcze raz dziękuję Oskarowi za zaproszenie i do zobaczenia w komentarzach.
Jeśli ty to oglądasz i jesteś e-commerce'em, który robił minimum 50 tysięcy obrotów do 300 tysięcy miesięcznie, ale może być również nieco więcej, jeśli masz ciekawą kategorię produktową, to zachęcam cię do dołączenia produktu, który dzisiaj właśnie wystartował, czyli elitarnej grupy dla 10 osób Master e-commerce Hub. Wystarczy, że klikniesz w link i zeskanujesz ten kod QR i zobaczysz, czy ten projekt jest dla ciebie. Jest to o tyle wyjątkowa rzecz, że ona powstała z mojego rocznego zbierania wiedzy o tym, jak najlepiej edukować właścicieli e-commerce, więc kliknij tutaj i może udać się dołączyć, bo selekcja jest duża i mamy tylko i wyłącznie 10 miejsc. Karol Zych. Karol w ogóle pochodzi z małego miasta, z Lublina i cieszę się, że jest też jeden reprezentant Lublina poza mną. Bardzo dużo doświadczenia w e-commerce, dyrektor e-commerce Marki Calcedonia. Będziemy mieli fajny punkt patrzenia na e-commerce z pozycji też takiego większego po prostu brandu, więc chciałem połączyć na tej konferencji zarówno mniejsze brandy, które startowały, z większymi, trochę ekspertów, żebyście mieli taki szerszy obraz spektrum patrzenia. na e-commerce. Karol Zych ze swoją prelekcją już za chwilę, więc serdecznie Was zapraszam. Oglądajcie rozsądnie o końcu.
Cześć, ja nazywam się Karol Zych, jestem dyrektorem e-commerce w grupie Oniverse, opowiadam za marki Calzedonia, Intimissimi, Tezenis, Falconery i Intimissimi Uomo na polskim rynku. Dzisiaj opowiem trochę o Marketplace i zweryfikujemy sobie czy rzeczywiście warto wchodzić na Marketplace jeśli mamy już swój własny e-commerce. Udostępniam prezentację, mam nadzieję, że wszystko widać. A więc tak, zacznijmy sobie od definicji i Marketplace to jest platforma handlowa, na której sprzedawcy oferują swoje produkty kupującym i mogą je oferować w różnych modelach B2B, B2C lub C2C. Marketplace pełni rolę pośrednika między sprzedawcą i kupującym zapewniając infrastrukturę technologiczną, obsługę płatności, marketing i logistykę, ale to wszystko w zależności od modelu współpracy, bo on może to robić, ale nie musi. I tak, marketplacy głównie dzielimy na dwa rodzaje, na marketplacy wertykalne i horyzontalne. Marketplacy wertykalne to takie, które są wyspecjalizowane w danej branży i przeciągają określoną grupę docelową klientów. I tu mamy przykład Zalando czy Alan's World, to są marketplacy fashion. Winted również, tylko to jest C2C. Mamy Decathlon, marketplace sportowy i Douglas, czyli marketplace beauty. Marketplacy horyzontalne to są takie marketplacy, które posiadają szeroki zakres kategorii produktowych i można kupić tam wiele rzeczy, a często nawet dosłownie wszystko. i przykładami mogą być Allegro, Aliexpress, Amazon, Temu czy Ambik. Alibaba tu nie jest wymieniona, ale to jest właśnie przykład platformy marketplace B2B i tam naprawdę koszyk można sobie stworzyć z zupełnie różnych kategorii. Możemy zamówić sobie karmę dla psa, olej samochodowy i spodnie jeansowe. W jednym koszyku oczywiście, od różnych dostawców takim.
w przypadku zazwyczaj.
Modele współpracy na Marketplace. Pierwszy model to model vendorowy i w tym modelu sprzedajemy produkty bezpośrednio do Marketplace i ten Marketplace zarządza sobie już cenami, logistyką i ofertą. Często na tej sprzedaży nasze zaangażowanie się kończy oczywiście w zależności od umowy i jej warunków. Drugi model to jest model Marketplace'owy. Myślę, że najbardziej popularny. Wystawiamy produkty na platformie, w dzisiejszych czasach już na zasadzie integracji, ale sami zarządzamy ceną, ofertą i logistyką, ewentualnie powierzamy logistykę Marketplace'owi, czyli wysyłamy produkty, które są naszą własnością do Marketplace, do magazynu Marketplace, który je przechowuje i on świadczy nam już usługę logistyczną, wysyła te, pakuje te produkty, wysyła do klientów, jak również obsługuje zwroty. Mamy model hybrydowy i to jest połączenie modelu vendorowego i marketplace'owego, czyli część produktów sprzedajemy marketplace'owi, a część dostarczamy sami lub w naszym imieniu dostarcza marketplace z tym, że my jesteśmy ciągle właścicielami tych produktów. I mamy jeszcze model dropshippingowy. Model dropshippingowy może działać zarówno w sklepie direct jak i w marketplace i tam w zasadzie w czasie rzeczywistym kupujemy produkty od dostawcy i sprzedajemy je klientowi i to nasz dostawca produktów świadczy całą usługę logistyczną i fulfillment. I tak jak się zastanawiamy nad czymś czy coś warto to mi często przychodzi na myśl od razu analiza SWOT i nie najinaczej będzie tym razem bo właśnie zrobimy sobie krótkiego słota, żeby zweryfikować wszystkie czynniki pozytywne i negatywne potencjalnego wejścia na marketplace. Zaczniemy od mocnych stron, a więc możemy do nich zaliczyć gotową infrastrukturę i know-how, czy to strona internetowa, czy aplikacja na marketplace, Zazwyczaj ten interfejs EUX jest na bardzo, bardzo wysokim poziomie, klienci lubią te strony i często na nie wracają. Marketplace mają szczególnie te wertykalne, mają określoną i sprecyzowaną grupę docelową, czyli jak jest to marketplace fashion to wiemy, że tam przychodzą klienci fashion, klienci, którzy potencjalnie mają potrzebę zakupową, żeby zakupić jakieś ubrania czy inne produkty komplementarne, które spełnią ich aktualne potrzeby. Zazwyczaj ta baza klientów jest duża, więc marketplace się z nimi komunikuje, oferując im dane produkty w oparciu o sezonowość i te ich kampanie CRM-owe naprawdę mogą być mocne. Marketplacy mają również wysokie budżety marketingowe i ściągają mnóstwo trafiku na swoje strony. dzięki temu. W większości przypadków integracja jest łatwa, jest wielu pośredników, którzy mogą połączyć nasz sklep internetowy i nasze feedy z danym marketplace'em, żeby ta oferta generowała się w sposób automatyczny. Jakie mamy szanse przy wejściu na marketplace i w zasadzie To są również cele wejścia na marketplace. Ja specjalnie nie robiłem osobnego slajdu, jaki jest cel, bo te szanse, które my mamy dzięki wejściu na marketplace są w zasadzie również celami tego wejścia. A więc pierwszy cel, czyli zwiększenie sprzedaży. Oczywiście każdy e-commerce chciałby zwiększać swoją sprzedaż i udział w rynku, więc to jest ten cel główny. Drugi cel, budowa świadomości, szczególnie w przypadku brandów z mniejszą świadomością czy firm z mniejszą świadomością. Jeśli my wchodzimy na dany marketplace, który jest silny, ma określoną grupę docelową, no to wiadomo, że jeśli ten nasz produkt się tam pojawi, nawet na tych listingach i klient, który ma potrzebę zakupową, będzie sobie te produkty przeglądał no to mimowolnie zwrócił jakąś uwagę na ten nasz produkt i być może podczas procesu zakupowego my będziemy brani pod uwagę jako firma czy marka, która jest w stanie daną potrzebę zakupową klienta spełnić i coś zostanie temu klientowi w głowie o naszej marce. Przynajmniej działa to podobnie jak reklama. Pozyskanie nowych klientów. I tutaj oczywiście możemy pozyskać klientów na marketplace i sprzedawać im na marketplace, ale jeśli ten klient rzeczywiście będzie zadowolony z naszego produktu, to jest bardzo duża szansa, że on wróci na naszą stronę internetową, do naszego e-commerce, żeby zweryfikować ofertę. czy ona jest taka sama jak na marketplace, czy jest trochę inna, czy mamy jakieś podobne produkty, które może tego klienta zainteresują. No i w ten sposób rzeczywiście możemy tych klientów pozyskać i jakby przyciągnąć na swoją stronę i ich lojalizować. Skalowanie biznesu. W zasadzie każdy biznes w pewnym momencie dochodzi do jakiegoś etapu, w którym są problemy ze wzrostem. Oczywiście super jest wzrosnąć trzycyfrowo, dwucyfrowo cały czas. Nie tak też wygląda cykl koniunkturalny. I w którymś momencie te wzrosty są niższe, mogą oscylować koło zera, kilka procent na plusie. Czasami możemy zaliczyć jakieś drogi. I wtedy, kiedy już ten nasz Brent jest mocno, mocno dojrzały, też wydaje się być to naturalnym kierunkiem wejście w taki marketplace, żeby wyskalować ten biznes jeszcze, jeszcze mocniej, bo na niektórych marketplace'ach w Polsce mamy klientów, którzy kupują tylko tam. Są przyzwyczajeni, koszty zmiany dostawcy, czyli koszty zmiany, ich już nawet przyzwyczajenie się do innej strony internetowej, do innej aplikacji są na tyle wysokie, że nie chce im się tego robić i wolą dokonywać zakupu. tam, gdzie zawsze to robią i tam, gdzie lubią to robić, więc jest to na pewno dla nas jakaś fansa. Łatwa ekspansja. Myślę, że Marketplace jest jedną z lepszych możliwości sprawdzenia rynków zagranicznych i sprawdzenia, czy rzeczywiście nasze produkty mają potencjał na tych rynkach, ale też poznania kwestii prawnych obowiązujących na danych rynkach, poznania zwyczajów zakupowych konsumentów, poznania najpopularniejszych metod płatności, metod czy dostawy, żeby przygotować się na to, na to wejście. Więc my taki rynek sobie przez ten marketplace możemy potestować. Oczywiście tutaj może wyniknąć delikatny problem z logistyką w zależności od tego jaki dany marketplace ma KPI i jak ta nasza logistyka jest rozwinięta, ale zawsze wtedy możemy skorzystać z fulfilmentu przez marketplace. Kolejna szansa, dywersyfikacja przychodów. Teoretycznie możemy założyć, że mając dwa kanały sprzedaży mamy jakąś tą dywersyfikację przychodów i mimo wszystko, że jest to ta sama branża, no to czasami jeden kanał może działać lepiej lub gorzej, drugi lepiej lub gorzej. Jeśli mamy te dwa kanały, no to powinniśmy być bardziej bezpieczni. Możemy też testować nowe, nowe produkty. zanim zaczniemy ich kupowanie lub produkowanie na szerszą skalę, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście się przyjmą w sprecyzowanej grupie docelowej. Słabe strony. Oczywiście wejście na Marketplace nie jest za darmo, więc pojawią się prowizje i inne opłaty. Często warunki współpracy są restrykcyjne, jak na przykład KPI w logistyce, o których już wspominałem, więc on jakiś tam maksymalny, czas na doręczenie produktu do klienta, jeśli ta logistyka jest po naszej stronie. Brak danych klientów, no na zalandum sobie sami kampanii serumowe niestety nie zrobimy po prostu, bo do tych danych nie mamy dostępu, nie jesteśmy ich właścicielem. Zazwyczaj na market base się występuje silna konkurencja, więc to musimy wziąć pod uwagę. Jeśli mamy super produkt, no to super, Jeśli ten produkt mamy trochę mniej konkurencyjny, no to cena też będzie odgrywała jakąś rolę, tak samo jak nasza widoczność na listingach. Musimy brać pod uwagę, że każdy marketplace ma jakieś tam swoje algorytmy i każdy chce oczywiście zarobić jak najwięcej pieniędzy, więc jeśli my te produkty będziemy sprzedawać, to one będą lepiej widoczne, jeśli będziemy je sprzedawać słabiej, no to one będą mniej widoczne. wyższy udział zwrotów i zazwyczaj niższy AOV. Dlaczego tak się dzieje? Bo koszyk na marketplace'ie jest stworzony w trochę inny sposób. Dajmy na to, mamy swój sklep z butami i klient zamawia 4 parę butów. Wiadomo, żyjemy w erze płatności odroczonych, coraz więcej klientów traktuje zakupy online trochę taką przymierzalnie u siebie w domu. Więc okej, może ten klient zamówił 4 wary butów, ale jedną parę sobie zostawił, więc mamy zwrot, ale mamy zwrot częściowy, bo ten produkt zostaje u nas. Może nasz cross jest dobrze skonfigurowany, więc ten klient kupił sobie jakieś skarpetki albo inne akcesoria. A teraz weźmy sobie pod uwagę marketplace, na którym, dajemy na to, większość klientów działa w modelu marketplace, większość sprzedawców działa w modelu marketplace'owym, więc Klient dokonuje zakupu czterech par butów, ale każda para butów jest od innego dostawcy, od innego sprzedawcy. Więc tak naprawdę zamówienie jest jedno, ale te sprzedaże mamy cztery. Więc prawdopodobieństwo, że ten klient zostawi sobie buty, które kupił akurat u nas jest niższe, jak również nasz średni koszyk będzie niższy w takim wypadku. Trzeba wziąć pod uwagę również czasochłonność. Wiecie, na marketplace działanie, zarządzanie wszystkimi obszarami generuje nam dodatkową pracę i dodatkowe taski do zrobienia. Koszty marketingowe to jest związane z silną konkurencją. Jeśli chcemy być dobrze widoczni, to też często musimy tam inwestować jakieś pieniądze, żeby się przebić. Nie zawsze jest to konieczne, ale czasami jest. Mamy mniejszą kontrolę nad marką i relacjami z klientami, bo wiadomo, gdy my podpisujemy umowę i są pewne guidelines i ramki, w których możemy się poruszać. Ostatnią słabą stroną jest koszt integracji i utrzymania. One nie powinny być jakieś bardzo wysokie, no ale jakiś tam ten koszt się pojawi. Zagrożenia. Ryzyko uzależnienia od marketplace, szczególnie jeśli okaże się, że większą część, większa część naszego obrotu jest generowana na marketplace, w związku z czym wzrastają też nasze koszty stałe, i opieramy w oparciu Marketplace cały nasz biznes i w oparciu o profitowość na Marketplace opieramy cały nasz biznes i nagle okazuje się, że te warunki są dla nas trochę inne. No nie wiem, wzrastają prowizje albo jest mniej trafiku na Marketplace, bo jakaś jakiś inny Marketplace przejmuje klientów, bo ma lepszą ofertę i tak dalej. Albo pojawia się silny konkurent na danym Marketplace i przejmuje naszych klientów. No to wtedy jest to dla nas dość ryzykowne pod kątem profitowości czy cashflow jakby, bo nasze nasze koszty staw będą na pewnym poziomie i one będą odpowiadały pewnym obrotem, które powinny generować i potem jeśli obrotem jak również zyskowi, który powinny generować jeśli i obrót i zysk nagle zacznie nam spadać lub sam zysk w przypadku wyższych wyższych kosztów no to to zagrożenie oczywiście oczywiście istnieje. Tak samo istnieje w przypadku sklepu naszego directowego e-commerce, ale ze sklepem directowym e-commerce jesteśmy bardziej elastyczni, bo my możemy podjąć wszystkie decyzje. W przypadku Marketplace tak nie jest. Kolejne zagrożenie, brak profitowości. Jeśli będziemy sprzedawać po tej samej cenie produkt na Marketplace, który sprzedajemy u siebie, to oczywiście ta marża netto na tym produkcie będzie niższa, bo my mamy prowizję i to na pewno trzeba sobie dobrze, dobrze przeanalizować, a już w szczególności uniknąć sprzedawania produktów, które, na których nie zarabiamy, ale na których stracimy, no chyba, że to są produkty komplementarne, dajmy na to i produkt A, który jest supermarżowy, sprzedaje się tylko z produktem B i jeśli wycofamy ten produkt B, no to ten A przestanie nam się sprzedawać, no to wtedy może powinniśmy liczyć jednak średnią marżę na tych dwóch, produktach. Konkurencja ze strony marketplace, czyli konkurencja ze strony modelu vendorowego. Oczywiście często w zależności od tego jaki dany marketplace ma swój własny stok będzie organizował różne akcje promocyjne, akcje handlowe i może bardziej lub mniej promować to co właśnie ma, no bo jakby nie patrzeć. musi się tego pozbyć, chce to sprzedać i najlepiej zrobić to w pełnych cenach. Ryzyko kanibalizacji, oczywiście istnieje jakieś ryzyko, że klienci z naszego własnego e-commerce odpłyną nam do marketplace, dlatego ważne jest, żeby przed wejściem sprawdzić, czy rzeczywiście wszystkie koszty okołosprzedażowe typu dostawy, zwroty, czy nawet tutaj metod płatności mamy pokryte tak samo jak Marketplace, żeby nie dawać temu klientowi powodu, żeby on miał od nas odejść na rzecz Marketplace. Zmiany warunków współpracy oczywiście jest to zagrożenie. Często te umowy są dość elastyczne po stronie Marketplace, jeśli chodzi o zmianę warunków. No i zależność od algorytmów, o których już wspomniałem, przy silnej konkurencji. więc tutaj mamy słota i każdy jak będzie się zastanawiał czy wejść na ten marketplace czy nie myślę że powinien sobie taką analizę zrobić i nie brać pod uwagę tylko ilość tych wszystkich czynników ale również ich ich jakość bo w zasadzie wszystko co jest zagrożeniem może okazać się szalen słabą i tak samo wszystko co jest słabą stroną może w jakiś sposób okazać się jednak, jednak zaletą tego marketplace'u, o ile my do tego podejdziemy w dobry, dobry sposób i będziemy na bieżąco analizować dane i wyciągać wnioski, bo samo się niestety nic tam nie, nie zadziaje i to nie jest samograj. Co warto wziąć pod uwagę z mojej strony? Pierwsza rzecz to jest dywersyfikacja pricingu. Nie musimy sprzedawać na marketplace w tej samej cenie, której sprzedajemy w swoim w swoim własnym sklepie i myślę, że warto to trochę potestować i rzeczywiście sprawdzić czy wpływ zmiany cen czy w jedną czy w drugą stronę będzie miał wpływ na popularność naszych produktów i na nasz końcowy obrót czy rentowność. Dywersyfikacja dostępności. To jest dość ciekawa kwestia, bo jak wiemy, że mamy bestseller w określonej ilości i więcej go nie będziemy mieć, albo on dojedzie nam z powrotem od dostawcy czy nawet z produkcji za jakiś czas no to pytanie czy warto rzeczywiście sprzedawać go na marketplace czy może lepiej jednak zostawić swoim własnym e-commerce gdzie możemy dla nim więcej zarobić zachowanie niezależności o tej niezależności dość dużo dużo mówiłem to nie jest prosty temat myślę że w przypadku każdej firmy i każdego biznesu będzie wyglądał trochę inaczej ale trzeba uważać, jakby pielęgnować tą, trzeba uważać, pielęgnować tą swoją niezależność, żeby nie zacznie wpełnić się w kłopoty z rentownością i z cashflow. Bardzo ważne będzie szacowanie kosztów, estymacja marży, estymacja P&A, czyli naszego bilansu zysków i strat, nawet symulacja, czy rzeczywiście, jeśli my zaczniemy sprzedawać na tym marketplace, to koniec końców idziemy na plus, bo ten nasz biznes powinien być oczywiście zdrowy, więc trzeba brać pod uwagę wszystkie koszty. Ja sobie ze swojej strony nie wyobrażam, że ktoś tego nie zrobi przed wejściem. Analiza konkurencji. Myślę, że w sposób ciągły z marketplace'u my też się możemy dość dużo dowiedzieć o naszej konkurencji, co oni oferują, jakie mają produkty. jak to wygląda cena, bo jak zaczniemy sobie to analizować na bieżąco, to będziemy widzieć, że najniższa cena na produkcję z kategorii X jest taka, a za dwa tygodnie jest jednak inna, jeśli to jest nasz główny konkurent. I potem możemy sprawdzać, czy oni rzeczywiście tę cenę zmieniają w jedną albo w drugą stronę. No i warunki umowy. Myślę, że to warto dość dobrze przeczytać i zweryfikować przed podjęciem decyzji o wejście na marketplace. No i czy my mamy odpowiedź na to, czy Czy rzeczywiście warto łączyć tą sprzedaż? Jednoznacznej odpowiedzi nie mamy. Każdy biznes jest inny. W przypadku każdej z firm sens wejścia udziału na marketplace może być inny. Ja uważam, że warto przetestować, bo jest dużo, mamy dużo faktorów za, mamy dużo faktorów przeciw, ale jak nie przetestujemy, No to nie będziemy wiedzieć jak to wygląda i czy rzeczywiście nam się to spina, więc myślę, że warto wziąć to pod uwagę w którymś momencie naszej przygody z e-commerce. Mam nadzieję, że przestawiłem ten temat w miarę całościowy sposób, jak na taki czas, jakby ktoś Jakieś pytania to zapraszam do mnie na Linkedin, tutaj znajduje się link. Także dziękuję serdecznie za uwagę i ugodnego dnia.
Hej.
Historia z prelegentem, który zaraz wystąpi, czyli z Patrykiem Czerniejewskim, jest bardzo ciekawa. Patryk w ogóle napisał do mnie, słuchajcie, na Instagramie wiadomość w wakacje w 2024 i powiedział, że robię fajną robotę z podcastem. Ja Patryka bardzo dobrze kojarzyłem, bo sprzedał naprawdę ogromną ilość produktów cyfrowych w Polsce z różnymi twórcami bardzo znanymi osobistościami. Jest to osoba, która się zna na biznesie jeśli chodzi o produkty cyfrowe, sprzedaje ich bardzo dużo, teraz ma też nową usługę. taką high ticketową, w której też się specjalizuje i bardzo się cieszę na to, że mogłem Patryka zaprosić na konferencję, bo poza tym, że robi naprawdę dobrą robotę i ma dużą wiedzę, to jest też mega fajnym gościem i coś czego ja bym chciał się nauczyć od niego to lepszej dykcji, lepszego body language, czyli poruszania się, żeby łatwiej i lepiej było można mnie zrozumieć. I to jest coś, czego mu zazdroszczę, no ale w końcu ma warsztat aktorski, więc to będzie idealna i perfekcyjna prelekcja pod kątem na pewno nie tylko merytorycznym, ale również taka w odbiorze waszym. Kolejna prelekcja, Patryk Czerniejewski. Zapraszam was serdecznie.
Cześć moi drodzy, bardzo miło mi Was gościć w tej online'owej przestrzeni. Dzisiaj postaram się zebrać w naprawdę krótkim odcinku czasu jak najwięcej informacji na temat tego, jak skutecznie sprzedawać swoją edukację w 2025 roku. Powiem o tym, co działa obecnie w tym momencie najlepiej. I prawda jest taka, że naprawdę nie potrzebujecie tysięcy followersów, by zarabiać na swojej wiedzy i wierzę, że udowodnię Wam to w ramach naszego dzisiejszego szkolenia. Wasza pierwsza myśl, pewnie kiedy zobaczyliście ten temat, Patryk, to na pewno nie jest takie proste, to nie jest tak uniwersalne, że każdy dostosując osiągnie super efekt, bo wtedy przecież każdy by ten efekt miał. Oczywiście, to też zależy od waszej wytrwałości, od waszej umiejętności zaciśnięcia zębów, od tego, jakie macie obecnie moce przerobowe i na jakim poziomie już udało wam się w jakiś sposób markę osobistą wypracować. Są oczywiście to pewne zmienne, od których również sporo zależy, ale system, który wam pokażę, pomógł największej ilości moich podopiecznych, jeśli chodzi o systemy wyrażenia lejków sprzedażowych w edukacji online. Zanim przejdziemy do tematu, przyznajcie przed sobą, czy też zauważyliście, że wiele lejków, które działały jeszcze rok temu, nawet pół roku temu, zaczyna się powoli wypalać. Odnosicie wrażenie, że konkurencja robi gorszą robotę niż wy, ale to ona zyskuje lepiej płacących klientów, zaczynacie odczuwać wypalenie, biznes, który miał wam dawać wolność zaczyna ją odbierać, co jest swojego rodzaju paradoksem i czujecie podskórnie, że wasze usługi są naprawdę warte o wiele więcej niż obecnie je wyceniacie. Jeżeli gdzieś tutaj odpowiedzieliście sobie tak, to mogę Wam obiecać, że po naszym spotkaniu zdobędziecie już świadomość i narzędzia do tego, jak ułożyć swój własny lejek produktu high ticket. Produkt high ticket, czyli produkt, który możemy wycenić spokojnie na powyżej 2000 zł. To jest bardzo ważny element, żeby był to produkt stosunkowo droższy. I kiedy odkryjecie skuteczność tego lejka, być może już nigdy nie będziecie chcieli wrócić do tych tradycyjnych, konserwatywnych lejków sprzedażowych. Kilka słów o mnie, żebyście wiedzieli z jakiego podłoża ja wychodzę. Jestem founderem oraz CEO projektu Chcę Zostać, w ramach którego stworzyliśmy 34 projekty edukacyjne ze znanymi twórcami oraz CEO projektu Lidmi, który od pół roku już działa, gdzie pomagamy twórcom skutecznie tworzyć ich lejki sprzedażowe. Stworzyłem projekty z takimi osobami jak LUC, OSTR, Igor Herbut, Ela Zapędowska, Aleksandra Pakuła, Marcin Osman, Michał Dąbrowski, Jakub Bebączek, Marzena Rogalska, Michał Czernecki czy Michał Rusinek. Jestem również współautorem książki Kryzys Szansa. Miałem przyjemność się dobrać nagrodę za przekroczenie bariery 15 mln zł sprzedaży w edukacji online. Stworzyłem cztery platformy szkoleniowe chcezostać.pl, fryzjernamedal.pl, uczeszdoślubu.pl oraz makeupandshine.pl, w ramach których zgromadziliśmy już ponad 46 tys. kursantów. Transparentnie w social media dzielę się swoimi wynikami sprzedażowymi, wrzucam screeny, żeby pokazywać, które miesiące są gorsze, które są lepsze i żeby pokazywać, czy rzeczywiście mam pewną umiejętność budowania systemów sprzedażowych i sprzedaję zarówno te bardzo tanie produkty, po trzydyszczki, jak i te średnio tanie bądź średnio drogie, zależy jak to nazwie, do 400-500 złotych, jak i te droższe powyżej 10 tysięcy złotych i pracowałem z wieloma osobami, które miały już wyrobioną markę osobistą i sobie zdamy sprawę, że jest ogrom nieco mniejszych twórców, którzy nie mogą na ten najwyższy poziom wskoczyć w dużej mierze przez źle ułożony lejek sprzedażowy. To nie jest ich wina, to nie jest wina ich produktu, ale niepoprawnego lejka sprzedażowego. Chciałbym im pomóc, aby mogli wejść na wyższy poziom i być może za jakiś czas się z nimi gdzieś, czyli z wami w tym momencie na tej drodze biznesowej przeciąć. I to, co wam dzisiaj przedstawię to jest triple wind funnel, system, który składa się z trzech elementów plus małych dodatków. Oczywiście zaraz wgryziemy się jakby w szczegóły. i przybliżę Wam każdy z tych elementów. Oczywiście to nazwa własna, którą wymyśliłem, jest to system, który połączył kilka już istniejących lejków sprzedażowych w jedną większą całość. System działa nie tylko u nas, ale również u naszych podopiecznych i naszych ekspertów w bardzo różnych tematach, więc wiemy, że bardzo duża część tego systemu jest uniwersalna, czyli niezależnie od tematu ona po prostu działa. Oczywiście są pewne elementy, które trzeba dopicować, dopracować ze względu na target czy ze względu na bardzo specyficzny temat, ale co najbardziej cieszy, jest w nim duża uniwersalność, więc Wy również możecie, myślę, że powinniście nawet, zwrócić na niego szczególną uwagę. I proszę, nie szukajcie wymówek w postaci braku wystarczającej ilości osób obecnie na Instagramie czy marki osobistej, bo naprawdę mamy wielu twórców, którzy nie mają wielkich wyników, jeśli chodzi o swoje social media, i nie w tym jest gra. Nie gramy w grę, kto ma więcej lajków, tylko kto więcej zarabia na swojej edukacji. Chcemy móc zmonetyzować swoją wiedzę i doświadczenie, a nie walczyć o kolejne poziomy lajków czy obserwacji. Bardzo ważna dla Was informacja, taka bardziej mentalna i taktyczna. Bywają w życiu zawodowym momenty, w których pociąg przyjeżdża tylko raz, a my do niego nie wsiadamy. takim pociągiem pewnie były kryptowaluty, bitcoin. Obecnie czuję, że ten system jest takim momentem. On obecnie działa bardzo dobrze. Czy on będzie działał dobrze w 2026, czy on będzie działał dobrze za 8 miesięcy? Nie wiem. Teraz działa on świetnie, więc korzystamy my, naśladopieczni z tego, jak tylko możemy. Dlaczego ten lejk może być genialnym rozwiązaniem dla Twojej osoby? Po pierwsze budowanie on zaufanie do Ciebie, po drugie bazuje na sprzedaży jeden na jeden, to zapewnia też większą skuteczność, po trzecie pozwala dotrzeć do najlepszych klientów zanim to zrobi Twoja konkurencja, bardzo ważny element, pozwala budować markę osobistą bez ryzyka wypalenia. Czemu o tym mówię? Zauważyłem, że w dobie tego, ile jest informacji teraz na Instagramie, jak tworzyć w ogóle markę osobistą na Instagramie, wrzucaj trzy reels, dwa live, jedno to, ale się zmienił algorytm, w ogóle to wywal, można się pogubić. W tym systemie to nie jest najważniejsze, tu stawiamy jakby na konkretne i wszystko, co tworzymy, ma wspierać sprzedaż naszej edukacji. Jest to model skalowalny, który może stać się początkiem dużego wzrostu w Twoim biznesie i zabiera on w sobie koła ratunkowe, co znaczy, że jeżeli coś tam się popsuje, mamy wciąż pewnego rodzaju wytrychy i otwory. Jak dokładnie działa ten lejek? Już Wam tłumaczę. Pozwólcie najpierw łyk wody. Trzy wymiary, triple wind funnel. Pierwszy element to jest kampania na VSL. VSL, czyli Video Sales Letter. Co musimy zrobić? Tworzymy VSL, Video Sales Letter, to jest wideo trwające około 20-25 minut i musimy trzymać się pewnych wytycznych w tym VSL-u. To jest osiem najważniejszych. Pierwsze, musimy bezpośrednio uderzyć w problem odbiorcy. Dwa, musimy zapewnić konkretny, mierzalny rezultat typu schudniesz 5 kilogramów w 90 dni. Pokazujemy kontrast z przestarzałymi metodami. Kiedyś mówili nie jedz tego i tego i tego, jedz same warzywa. To już nie działa. Pokazujemy nowoczesne rozwiązanie. Zamiast tego, co ty na to, żeby, teraz będę żartował, zaznaczam, jedz tylko bombonierki i zobaczysz, że schudniesz. Tego jeszcze nie było, ale zobaczyliśmy, że to działa, bo jesteś tak najedzony i tak po prostu nie możesz już tego jeść, że po prostu nie jesz. Po tym dowód społeczny. Kasia, Alina i Marcin stosują to od trzech miesięcy i mówią tak, tak, super, w ogóle już nie mogę na jedzenie, patrzę się na słodycze, się przesłodziłam, super, już jem tylko warzywa. Bezpieczeństwo i wieloplatformowość. Pokazujemy, że spokojnie, nie będziesz miał cukrzycy, bo chodzi nam o takie bombonierki, które nie mają cukru, tam jest xylitol, to takie specjalne są, bądź wielplatformowość i to działa zarówno, jeżeli jesteś facetem, jeżeli jesteś kobietą, jeżeli masz 50 lat, jeżeli 30 lat. Spokojnie, to jest bardzo uniwersalna metoda. Następnie obalamy mity. Pewnie każdy Ci powie, że to jest głupie, że to jest bez sensu, ale wcale nie. Amerykańscy naukowcy dowiedli, że to jest super metoda, bo wbrew pozorom tam nie ma cukru, mimo że jest Ci słodko. I call to action, jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o tej metodzie, chcesz, żebyśmy Ci pomogli, tu masz kalendarz, umów się na rozmowę i pogadamy dalej. W wielkim skrócie, bo wiem, że dzisiaj mam sporo informacji Wam do przekazania, więc chcę trzymać tempo. Następnie pod tym materiałem, pod video sales letterem załączacie ankietę, której zadaniem jest wyłapać osoby, które się na pewno nie nadają, czyli to jest swoisty odrzut osób, które zajęłyby Wam czas, a się nie nadają, dla przykładu jeżeli sprzedajecie coś za 20 tysięcy złotych, a w ankiecie będzie informacja, przedział twoich zarobków, który zaznaczy między 0 a 5 tysięcy, no to prawdopodobnie i tak nie kupi twojego produktu, więc warto podziękować już takiej osobie po wypełnieniu ankiety. To oszczędzi czas i twój, i potencjalnego klienta. a potem link do kalendarza, gdzie ktoś może sobie wybrać po prostu datę, w której chciałby się z nami spotkać na wideo, rozmowę. Potem na takiej rozmowie ty, na początku, a potem sprzedawca, który mógłby u ciebie działać, sprzedajecie jeden na jeden, na takim spotkaniu, kiedy się widzimy, według pewnych konkretnych wytycznych. Ja wam teraz te wytyczne przedstawię. Jeżeli szukaliście miejsca, gdzie możecie robić screeny slajdów, to jest ten moment. Pierwszy, kontrolowanie rozmowy. Sprzedawca powinien prowadzić rozmowę w sposób taki mocno strukturalny, zadawać pytania, które pozwolą mu lepiej zrozumieć potrzeby klienta, mieć odpalony notatnik i cały czas zapisywać, co klient mówi, żeby móc potem do tego wracać i odbijać piłeczkę. Następnie, diagnozowanie problemów klienta. My mamy być lekiem, mamy być plastrem na to, co dzieje się u drugiej osoby, więc musimy dopytać, co robił wcześniej, dlaczego to nie działało, dlaczego jeszcze sam nie osiąga takich wyników, które my możemy zagwarantować, tak żeby móc znów do tego wracać. Następnie stworzenie pilności, czyli wprowadzenie oferty czasowej. Dlaczego musisz, mój drogi kliencie, dołączyć teraz, bądź w ciągu trzech dni, a nie za miesiąc, bądź za dwa? Dlatego, że jest tanie, nie dostaniesz gratisów, będziesz miał mniejsze wsparcie. Musimy stworzyć poczucie pilności, dlaczego warto dołączyć do nas już teraz. Następnie przełamywanie obiekcji. Nie wiem, czy wiecie, ale tak naprawdę każdą z obiekcji, nawet muszę przegadać to z małżonkiem, czy muszę się zastanowić, według pewnych strategii da się przełamać na tym pierwszym spotkaniu. Ważne jest, aby sprzedawca albo ty już dokładnie wiedział, jakie są najczęstsze obiekcje i miał gotowe na to odpowiedzi. Następnie personalizacja oferty. Kiedy już wyłapaliśmy co ktoś ma na sumieniu, jeśli chodzi o swoje przeszłe doświadczenia z lejkami sprzedażowymi bądź z jakimś tematem, można by powiedzieć, OK, słuchaj, ja wiem, że jest jedna rzecz, która Ci się jeszcze mocniej może przydać. Ja Ci dołożę jeszcze dwa spotkania na przykład z naszym specem od social media i jeszcze jedną Ci stronkę zrobimy, bo to Ci się przyda. Tego normalnie nie ma, ale czuję, że to Ci się bardzo przyda. co sprawia, że ktoś widzi, ok, czyli to nie jest fabryka, tylko to jest coś, co będzie skrojone dla mnie, to również zwiększa szansę sprzedaży i na koniec najważniejszy i najcięższy element, zamykanie sprzedaży przez konkretne ustalenia. Jeżeli mówimy Hej, spotkajmy się jeszcze raz, to ustalmy sobie na tym spotkaniu, kiedy my się widzimy jeszcze raz. Wpiszmy sobie to w kalendarzu. Najgorzej, co można zrobić, to złapiemy się później albo napisz maila, się będziemy łapać. To już jest, uwierzcie mi, praktycznie po kliencie. Są pewne strategie konkretne, które warto wdrożyć, aby zamknąć sprzedaż albo wprowadzić konkretne ustalenia. I te wytyczne pozwalają prowadzić rozmowę w sposób profesjonalny, zorientowany na wyniki, jednocześnie pozwalają sprzedawcy bądź Wam kontrolować każdy etap procesu. Drugi element to kampanie na obserwacje, na polubienia Waszego Instagrama. I surprise, nie chodzi o to, żebyście mieli lajki, przecież o tym właśnie mówiłem, tylko żeby tam do ludzi pisać. Żeby móc do ludzi pisać, to oni muszą wykonać pierwszy krok, na przykład obserwacje. Na dzień dzisiejszy, kiedy się widzimy, nie ma możliwości takiej automatyzacji zrobienia na Instagramie, że ktoś zaczyna nas obserwować i bot coś tam wysyła. To musi być człowiek. Dlatego wrzucamy kampanię na polubienia, obserwacji naszego profilu na Instagramie. Wrzucamy pewnego rodzaju cały czas rolki budujące pozycje eksperta. Umawiamy setera na prowizję. Seter to jest osoba, która byłaby podpięta do naszego Instagrama. My też możemy być seterem, jeżeli mamy czas. I dajemy seterowi skrypt prowadzenia rozmowy, by mógł przekierować klienta na rozmowę sprzedażową. O co mi chodzi? Weźmy sobie ten przykład naszych czekoladek jako sposób odchudzania. Mamy taki profil na Instagramie, puszczamy kampanię na obserwacje, ktoś wpada, czyli nas obserwuje, więc zaczynamy rozmowę. Cześć Kasiu, dziękuję za obserwację. Z ciekawości, co Cię tutaj sprowadza? No cześć, a właśnie szukam alternatywy, nic nie działa. Okej, a słyszałaś o tej metodzie czekoladek? No nie, nie, nie. Wiem, że jest kontrowersyjna, ale warto się z nią zapoznać. Inne moje podopieczne już naprawdę mają super rezultaty. Okej, okej, okej. A wiesz co, może w sumie spotkajmy się na konsultacji jeden na jeden, tam Ci podpowiem, jak to możesz u siebie wdrożyć. Okej, super. Czyli z kogoś, kto jest obserwatorem, mamy już umówioną rozmowę. sprzedażową, tak oczywiście znów w wielkim skrócie. Trzeci element jest kampania. Wiem, że ten screen jest mały, ale bardziej jest to, zaraz Wam rozłożę te naczynniki pierwsze, to kampania na auto webinar. Czego potrzeba nam do nagrania auto webinaru? Potrzebujemy dwóch narzędzi tylko i wyłącznie, czyli potrzebujemy StreamYarda oraz EverWebinar. To są dwa narzędzia, które są dla nas potrzebne. I jak ten webinar nagrać, znaczy merytorycznie? Więc kiedy już wiemy, jaki będzie temat tego szkolenia i jakby wiemy, jak sobie go ułożymy, oczywiście to powinno wyglądać tak samo praktycznie jak webinar, tylko będzie to zautomatyzowane, to bardzo dla mnie konkretna strategia. Na merytoryce pamiętajcie, że wasz auto webinar powinien rozwiązywać jeden problem oraz powinien jednocześnie pokazać kolejny problem, który rozwiązuje jedynie wasza płatna oferta. Przykład czekoladki. Tak, tymi czekoladkami można zbić wagę, ale to ile brać, kiedy redukować, kiedy zwiększać, co suplementować, ile pić wody, kiedy to nie działa, te wszystkie elementy są już tylko w płatnej ofercie, czyli dajemy Dłoń, ona już funkcjonuje, ale ciężko, żeby ona funkcjonowała bez całej ręki. To jest przykład tego, jak można autowebinar sobie ułożyć. I celem głównym autowebinaru jest to, aby przekonać uczestników, że to, co zadziałało u ciebie, zadziała również u nich. To jest święty gral auto webinarów, przekonać uczestników, że to, co zadziałało u Ciebie, zadziała również u nich. Jak przejść do sprzedaży na auto webinarze, bo wiele osób widzę, że ma z tym jakiś kłopot, problem, tak to nazwijmy. Przede wszystkim warto pozbyć się strachu. Wiem, że to tak trywialnie brzmi, ale jeżeli boicie się sprzedawać, ludzie będą bać się kupować. Naprawdę, ta energia przechodzi. Jeżeli wy nie macie pewności, że wasz produkt jest świetny, że on jest transformacją, że on zmieni wiele, to jak klient miałby w to uwierzyć? Zauważcie, to jest czasami tak proste. Bardzo fajnym trikiem, który wam pomoże przejść z merytoryki do sprzedaży, to ask permission before you sell, czyli dam wam taki przykład. OK, słuchajcie, czy dla Was to było wartościowe, co powiedziałam? Tak, tak, tak, tak, tak. To co Wy na to, żebym teraz Wam pokazała coś jeszcze ciekawszego, coś, co pozwoli Wam wskoczyć poziom wyżej. Czy mam od Was na to zielone światło? Tak, tak, tak, tak, tak, dawaj. OK, więc słuchajcie, przygotowałem takie coś, czyli to ludzie Wam dają pozwolenie na przejście do sprzedaży. Warto co jakiś czas na tym auto webinarze mieć pewnego rodzaju interakcję. Na przykład, czy zgodzicie się ze mną, że do tej pory był to dobrze spędzony, wartościowy czas. Chodzi o to, żeby ludzie po drugiej stronie mogli sobie sami odpowiadać na pytania, które my chcemy dokładnie im zadać. Oczywiście w sposób pozytywny. Tak, dobrze, że tu jestem. Tak, dobrze, że to oglądam. Tak, cieszę się, że mogę w tym szkoleniu uczestniczyć. Warto przy prezentacji oferty stackować. Co to znaczy? To znaczy pokazywać wszystkie poszczególne elementy jako pojedyncze jednostki. Pojedyncze jednostki, masło maślone, ale wiem, że wiecie, o co mi chodzi. Pojedyncze klocki. Jeżeli nasz produkt high ticket, nasza edukacja składa się z tego, że Nasz program odchudzania poprzez czekoladki składa się z dwóch spotkań jeden na jeden, dwunastu spotkań grupowych, grupy na Whatsappie, są jeszcze materiały dograne, plus dostajesz certyfikat. Wszystko rozwijmy na osobne klocki i przedstawmy, ile każdy z tych elementów tak naprawdę, jaką ma wartość. Wtedy klient będzie widział, że dostaje taki wielki pakiet rzeczy, w ramach których jest wasza edukacja obecnie zbudowana. Pamiętajcie o presji czasu i presji niedostępności, to znaczy to może być presja czasu, tylko do godziny dwunastej zbieramy zapisy na kolejną edycję, albo tylko i wyłącznie dla piętnastu pierwszych osób, które zamkniemy, jest ten mój program przewidziany. Co można najgorszego zrobić, to powiedzieć, no mam takie coś, będę to miała długi czas, więc jak chcecie, dobijcie, jak nie, to nie ma sensu. Jakakolwiek presja musi się pojawić. Trzymajcie się bardzo ważnych wytycznych podczas nagrywania auto webinaru. Jakie to są te wytyczne? Nie nawiązujcie do pory dnia, na przykład dobry wieczór czy dzień dobry, bo auto webinar ktoś będzie mógł zarówno w ciągu dnia oglądać, jak i wieczorem. Nie nawiązujcie do obecnych wydarzeń typu strasznie było wczoraj zimno, wczoraj padał deszcz, a wczoraj to Ameryka to, Ameryka tamto, bo być może To nie będzie prawda, ale też nie kłamiemy, to znaczy nie mówimy, że jest to spotkanie na żywo. Nie mówimy, że to nie jest na żywo, ale najważniejsze to jest nie kłamać, to znaczy nie mówić tak, tak, to jest na żywo. Nie, tak nie robimy. I trzymamy się niezwykle ważnych zasad podczas prowadzenia sprzedaży. Oto kilka z nich dla Was. Posługujemy się językiem korzyści. a klient kupuje rozwiązania, a nie narzędzia. Klient kupuje swoją transformację, nie nas, nie nasz produkt, swoją transformację, więc stosujmy zwroty, dzięki czemu, spowoduje to, zagwarantuje to, ułatwi to, to sprawi, zyskasz i tak dalej. Prezentując składowe oferty, dawajmy konkretne informacje w schemacie przyczynowo-skutkowym umiejscowione w ramach czasowych. Nasz przyszły klient musi mieć jasne informacje. Nie możemy sobie zakładać, że on wszystko rozumie, że to jest jasne i precyzyjne, bo być może nie jest. I teraz taki przykład. Więc tak, spotkania mentoringowe, w tym co proponuję, odbywają się zawsze w piątki o 19. Na tych spotkaniach odpowiem na wszystkie Twoje pytania, pomogę Ci w Twoich wyzwaniach. Spotykamy się grupowo. Gdybyś jednak nie zdążył, bądź nie zdążyła, to dostaniesz z niego nagranie. Oczywiście nie musisz być punktualnie, możesz być o 20, dalej tam będziemy. Spotkania się odbywają na Zoomie, zawsze tydzień wcześniej otrzymasz zaproszenie na platformę. Widzicie, to jest coś innego niż powiedzieć, są spotkania w piątki o 19. To jest komunikat, który powinien paść. Przyszli klienci potrzebują pewnych konkretnych informacji, ile dana składowa programu trwa, ile czasu potrzebują zainwestować jako stronę technicznej, będzie wyglądać cały proces, kiedy nastąpi finalny rezultat, w jaki sposób działa usługa, produkt. Klient musi siebie zobaczyć w tym procesie. I to, co jest dla mnie ważne, to przykład, który wam teraz dam. Czyli tak, okej, zostaniesz na slacka zaproszenie, przez 20 dni będzie działo się to, następnie wskakujemy na inny poziom, inny temat, potem po tym czasie ja się z tobą skontaktuję, następnie będziemy mieli jednego cola, czyli okej, okej, widzę naszą ścieżkę, widzę siebie w tej ścieżce. Na takim spotkaniu jeden na jeden pokażmy tę osobę w całym procesie, który mamy dla siebie stworzony. Następnie na koniec autowebinaru, wysyłamy formularz zapisu na konsultację, formularz wysyłamy na czacie oraz ponawiamy dwu- lub trzykrotnie w czasie sesji Q&A. Formularz oprócz danych kontaktowych powinien zawierać trzy bądź pięć pytań otwartych, które pomagają w procesie sprzedaży, tak jak było przy lejku BSL-owym. Tam też pamiętacie była ta ankieta, mówiłem Wam o tym, że jak ktoś sprzedaje na przykład coś za 20 tysięcy, a ktoś zarabia poniżej piątki, to prawdopodobnie to nie będzie Wasz klient. Tu będzie identyczny proces, czyli kierujemy do podstrony, gdzie jest po prostu kalendarz i ankieta. Ktoś wypełnia ankietę, jak przechodzi dalej, to wybiera sobie datę spotkania z Wami. Informujemy, że zadzwonimy do wybranych osób i prosimy o rzetelne uzupełnienie odpowiedzi. Oczywiście, Czy zadzwonimy, czy zobaczymy się na Google Meet'cie, to już jest kwestia bardzo indywidualna. Część osób wybierze sobie na przykład kalendarz i tam wybierz sobie spotkanie, a część osób zastosuje sobie zostaw numer telefonu, ja jutro zadzwonię. To jest na ten moment jeszcze nie najważniejsze, zależnie od tematu, który realizujecie. Warto również wspomnieć imię eksperta, być może to nie będziemy my, który będzie dzwonił i co się stanie, jeśli dana osoba nie odbierze telefonu, że słuchaj, jeżeli nie odbierzecie, to myślimy, że mamy smsa i zadzwonimy później. Ludzie muszą dokładnie wiedzieć, co się wydarzy. Jeżeli jako ekspert trener bądź terapeuta, coach, mikroinfluencer, obecnie sprzedajecie produkty do kwoty 2000 zł, mówię tutaj o projektach edukacyjnych, to istnieje duża szansa, że nie pozwalacie sobie na lepsze dochody przez nieumiejętnie ułożony lejek oraz brak wiary, że ktoś jest w stanie od Was kupić produkt high ticket, bo naprawdę wiele osób Nie wierzę w to, że ktoś zapłaci kilka tysięcy złotych za moją edukację. Syk w tym, że oni nie kupują waszej edukacji, oni kupują waszą, swoją transformację i ja się śmieję, że Jeżeli by Wam ktoś powiedział, że jest na przykład teraz pod bokiem Ferrari, ale musicie w ciągu, nie wiem, zdobyć 5000 złotych w ciągu godziny, żeby móc je kupić, tyle trwa powiedzmy możliwość zakupu Ferrari za 5000, to Wy te kasy zgromadzicie, zdobędziecie. To, nad czym musimy pracować, to żebyście Wy, Wasz produkt był jak Ferrari, czyli gwarantuje taką transformację, gwarantuje taką jakość, że dla ludzi nie ma znaczenia, co jest 5 tysięcy, 6, 4, 3 i 2, bo widzą zmianę, której bardzo w swoim życiu potrzebują. Warto swoją wiedzę skutecznie monetyzować, jest tego warta. System, który Wam pokazałem, składa się z trzech elementów, podsumowując, triple wind funnel, czyli lejek na video sales data, Celem tego wideo jest kogoś umówić na rozmowę 1 na 1. Celem auto webinaru jest umówić daną osobę na rozmowę 1 na 1 oraz kampania na obserwacje Waszego profilu na Instagramie. Celem również tego jest sprowadzić kogoś na rozmowę 1 na 1 z Wami bądź ze sprzedawcą i oczywiście tym takim paliwem, który dosyca jakość tych trzech lajków, jest Wasz content marketing, to co wrzucacie i nie chodzi mi o to, żebyście to robili codziennie po cztery razy, ale systematycznie dawać wartość tak, żeby ludzie wchodząc chociażby dzisiaj na Wasz Instagram stwierdzili, w sumie chciałbym się od tego gościa nauczyć czegoś. Jeżeli byście się chcieli złapać, porozmawiać o tym, jak Waszą edukację można ubrać w taki obraz Ferrari, o którym Wam powiedziałem, to po prostu napiszcie do mnie na Instagramie patryk.czerniejewski i dajcie znaka, że jesteście zainteresowani i możemy po prostu… Postaram się Wam doradzić, jak tylko będę mógł. I to tyle. na dzisiaj. Ja bardzo dziękuję za spotkanie i wierzę, że ten 2025 rok to będzie ten rok przełomowy, jeśli chodzi o sprzedaż waszej edukacji. Jeżeli jeszcze tego nie robicie, bo być może macie produkty stricte e-komersowe, to zapraszam was do tego, żeby przemyśleć, czy być może już nie macie takiej wiedzy, która sprawi, że warto ją monetyzować, że to już jest ten moment, aby nie czekać na wejście na kolejny poziom, bo być może Wy nie widzicie, że na tym kolejnym poziomie już właśnie jesteście. Także powodzenia, trzymam kciuki i życzę Wam kolejnych, wyjątkowych, wspaniałych prelekcji.
Jest mi niezmiernie miło powiedzieć Wam, że gdyby nie Szoper, to nie byłoby na taką skalę tych działań edukacyjnych, które robię, bo oni uwierzyli w mój projekt od samego początku i są partnerem już drugi rok. I gdyby nie oni, te wszystkie podcasty, te treści, które robię, nie byłyby tak wartościowe, bo żeby robić to na takim poziomie, jest potrzebne wsparcie partnera. I SZOPER takim partnerem jest i SZOPER z partnerem, którego ja też na co dzień z usług korzystam. Nasz sklep stoi na SZOPERze i bardzo się cieszę, że kolejnym prelegentem będzie Aleksandra Reszka z SZOPERa, która powie o temacie, który jest bardzo bliski mojemu sercu, czyli o tym, jak budować marki modowe w sieci. Zapraszam Was na kolejną prelekcję. Bądźcie dostępni do końca.
Cześć, witam Cię bardzo serdecznie na tej świetnej i pełnej praktycznej wiedzy konferencji. Ja nazywam się Aleksandra Reszka i na co dzień wspieram dział sprzedaży w SZOPER. Przygotowując się na tą prelekcję chciałam Ci sprzedać garść bardzo praktycznych informacji, które czasami mogą się wydawać podstawowe, ale wiem też doskonale, że istnieje coś takiego jak klątwa wiedzy i kiedy bardzo długo działamy w jakiejś branży, to zdarza się, że zapominamy o tych podstawach, które chciałabym Ci dzisiaj przypomnieć. Zdecydowałam się podzielić z Tobą wiedzą na temat tego jak prowadzić sklep internetowy z branży modowej, z branży fashion, bo nie ma co ukrywać branża beauty i branża fashion to są jedne z dwóch głównych odnóg e-commerce'u, które bardzo mocno rozwijają się w Polsce. A dlaczego będę o tym mówić? No dlatego, że reprezentuję platformę sprzedażową, która oferuje oprogramowanie dla sklepów internetowych, więc myślę, że jest nam to bardzo bliskie, też bardzo bliskie mojemu sercu, więc myślę, że możemy zaczynać. Słuchajcie, temat mojej prezentacji to jak modnie sprzedawać modę na cały świat, no i właśnie jak to robić. I tutaj już na sam początek chciałabym wysnuć taką tezę, że tak naprawdę sklepy internetowe niewiele różnią się od tych stacjonarnych. Ponieważ dobry, modny marketing to przede wszystkim marketing doświadczeń. I co się składa na ten marketing doświadczeń klienta? Na pewno estetyka, wygoda, bezpieczeństwo, zbudowane relacje z marką, personalizacja, z pewnością emocje jeśli chodzi o branżę fashion, ale także interakcje z klientem. I tutaj na pewno jak myślicie o swoim ulubionym sklepie, w którym często kupujecie odzież, to na pewno kojarzy Wam się bardzo specyficzny zapach tego miejsca, muzyka, oświetlenie, które w nim panuje i dokładnie to samo możemy przenieść do internetu. Jak zatem zadbać o doświadczenia klienta i tym samym modnie sprzedawać?
Jak?
W pierwszej kolejności na pewno powiedziałabym, że estetycznie. Aż 38% kupujących w internecie opuści stronę sklepu, jeżeli uzna, że jest ona nieatrakcyjna. I tutaj oczywiście ładne jest to, co się komu to podoba, a nie to, co jest ładne naprawdę, ale warto dbać o ten dobry UX i o tą przejrzystość Waszej strony, aby nowy, szczególnie ten nowy użytkownik, który pierwszy raz się styka z Waszym sklepem, mógł bez problemu dodać produkt do koszyka i sfinalizować zakup. A więc co wpływa na atrakcyjność tego sklepu? Z pewnością są to estetyczne zdjęcia produktu, które szczególnie w branży modowej, branży fashion będą mieć ogromne znaczenie. I tutaj kolejna statystyka, 75% kupujących w internecie deklaruje, że decyduje się na zakup produktu, jeżeli ten ma atrakcyjne zdjęcia produktowe. Jakie zatem powinny być zdjęcia produktowe? Oczywiście powinny być atrakcyjne, estetyczne, ale też dobre jakościowo. I tutaj szczególnie w branży fashion powinniście zwrócić uwagę na zdjęcia też samego materiału, tego jaka jest jego struktura, tego w jaki sposób jest dany produkt wykończony, czy posiada guziki, zamek, rzepy, a może haftki. Są to elementy kluczowe, które mogą wpłynąć na decyzję zakupową Waszego klienta, ale to co jest bardzo ważne i mam wrażenie, że w branży fashion często się zatraca, to te zdjęcia powinny być autentyczne. Jasne, super jest zaprezentować sukienkę na modelce, która ma rozmiar XS i 1,80m, ale większość z nas tak nie wygląda, więc zadbajcie o to, aby te zdjęcia przedstawiały produkty na prawdziwych sylwetkach kobiet, które nie zawsze są idealne, ale wszystkie są piękne, bo pomoże do klientowi poczuć mocniej Wasz produkt, ale też zobaczy, że jest on autentyczny i pozwoli sobie łatwiej go wyobrazić po prostu na mnie samej, która ma osobiście, ja jestem dosyć niska, więc ciężko mi też podjąć decyzję zakupową, jeśli widzę przepiękną sukienkę na bardzo wysokiej modelce, więc uwierzcie mi, to co autentyczne nie zawsze jest idealne i piękne, wymuskane, tak jak na Instagramie, ale jest prawdziwe. I myślę, że może pomóc zbudować bardzo długotrwałą i fajną relację z klientem, a przecież o to nam chodzi. To co jest też super istotne w przypadku branży fashion, to żeby te zdjęcia były z kilku perspektyw. Czyli fajnie, żeby to nie było tylko zdjęcie packshotowe na białym tle, czy zdjęcie na modelce, ale też zdjęcie w jakiejś aranżacji, na przykład, nie wiem, jesiennej, czy zimowej, w zależności od tego, jaka jest ta kolekcja. No i powiedziałam, że zdjęcia powinny być dobre jakościowo, ale powinny być też dobrze sformatowane, bo jeśli te zdjęcia będą ogromne i bardzo ciężkie, to po pierwsze taki klient będzie miał problem z poprawnym wyświetleniem ich, chociażby na telefonie, albo zdjęcie będzie zajmowały cały ekran komputera, więc to też nie będzie, klient nie będzie miał przyjemności z scrollowania Waszego sklepu i korzystania z jego asortymentu. No i słuchajcie, kolejnym elementem, który uzupełnia też zdjęcie, są opisy produktu. No bo pamiętajcie, że klient nie ma tutaj możliwości dotknięcia materiału, zmierzenia go na sobie, tylko musi tą decyzję podjąć na podstawie wirtualnych danych, które ma. I tutaj aż jedna piąta kupujących w internecie kupowałaby zdecydowanie częściej, gdyby opisy towarów były bardziej szczegółowe. I ja również zaliczam się do tej grupy, bo nie ma nic gorszego niż brak informacji o tym, z jakiego materiału została wykonana podszewka, albo brak dokładnej informacji na temat tego, jak prać daną rzecz, szczególnie jeśli to jest jakiś szlachetny materiał, jak jedwab czy wełna. I to są informacje, które też pozwolą wam zbudować świadomość waszej marki w głowie klienta, to jest jedno. Drugie, pozwolą mu podjąć świadomą decyzję zakupową, bo tak jak mówię, warto żebyście opisali też, nie tylko pokazali na zdjęciu, ale opisali strukturę materiału, bo jest to dla wielu osób bardzo kluczowe. Jaki zatem powinien być opis produktu? Na pewno zachęcający, na pewno unikatowy i ja wiem, że tutaj bardzo kusi zrobienie kopiów w klej, szczególnie jeśli tych produktów jest dużo, ale naprawdę warto poświęcić chwilę, aby te opisy wyczerpywały temat, były indywidualne dla każdego produktu, odpowiadały na pytania i wątpliwości, bo znowu budujemy ten marketing doświadczeń tak jak byłby to sklep stacjonarny, więc na te wszystkie pytania, na które klient może sobie odpowiedzieć, w sklepie stacjonarnym, musicie go uprzedzić i odpowiedzieć w opisie. Super, gdyby zawierał słowa kluczowe i tutaj bardzo pozytywnie ten opis produktu będzie wpływać też na SEO i pozycjonowanie sklepu, ale pamiętajcie też, żeby opowiadał jakąś historię, żeby był częścią storytellingu Waszej marki. Warto tutaj postawić na przykład na jakieś słowa kluczowe, które będą niejako projektować waszą markę w głowie klienta, tak aby już po samym opisie produktu mógł zidentyfikować, że pochodzi on z waszego sklepu. No i słuchajcie, myślę, że już od kilku dobrych lat mamy ROG Mobile, więc warto też zadbać o to, aby wasz sklep był już nie tylko responsywny, ale żebyście mieli też możliwość stworzenia wręcz dedykowanej wersji sklepu internetowego. na telefon, dlatego że większość użytkowników, szczególnie z młodszych generacji, ja też się do nich zaliczam, zdecydowanie finalizuje większość swoich zakupów na telefonie, więc tutaj warto zadbać o to, aby te doświadczenia były jak najlepsze, aby nic na stronie się nie rozjeżdżało, aby ten koszyk był bardzo przejrzysty, więc tutaj idziemy krok dalej, już nie tyle sama responsywność sklepu, co zadbanie o takie doświadczenia mobile first i dedykowana wersja tego sklepu. No dobra, przeszliśmy przez te wizualne aspekty, ale o co powinniśmy jeszcze zadbać i jak sprzedawać modnie? Na pewno bezpiecznie. Aż 54% kupujących, czyli ponad połowa weryfikuje sklep internetowy pod kątem wiarygodności. Branża e-commerce w Polsce rozwija się bardzo dobrze. My jako konsumenci jesteśmy coraz bardziej świadomi, więc też coraz więcej osób zanim podejmie decyzję o zakupie, szczególnie jeśli jest na sklepie internetowym po raz pierwszy, sprawdza po prostu mówiąc kolokwialnie jego legitność. Więc tutaj pomimo tego, że regulaminy i wszystkie kwestie prawno-regulacyjne wydają się być mało fajne i mało atrakcyjne, są one kluczowe dla Was jako przedsiębiorców, którzy prowadzą biznes, ale są one też kluczowe dla klienta, który powierza Wam swoje dane i ma chociażby procesować płatność na sklepie. No to co wpływa zatem na wiarygodność tego sklepu? Słuchajcie, na pewno adres www, czyli nic innego jak domena sklepu internetowego, ale myślę, że o tym wiecie. Dlaczego jest ona kluczowa? Dlatego, że nadaje wiarygodność marce. Fajnie, żeby była to nazwa marki lub skojarzenie z nią, no bo jeśli wpiszę kolorowekubki.pl, to raczej nie spodziewam się, że znajdę tam sukienkę. bez polskich znaków, żeby też łatwo wasz biznes mógł się w przyszłości skalować poza granice kraju. Powinna być krótka i łatwa w przekazie. Tutaj tak zwany test telefonu, czyli jeśli nazwa waszej marki jest zrozumiała podając go przez telefon w rozmowie telefonicznej, no to znaczy, że wszystko jest w porządku i będzie ona chwytliwa i będzie łatwo zapamiętywać w pamięć. Ale pamiętajcie też o tym, aby była oryginalna i unikatowa. Drugim elementem, który na pewno wpływa na bezpieczeństwo jest certyfikat SSL. Znowu wydaje się być bardzo mało atrakcyjny i totalnie głupim szczegółem, ale uwierzcie mi jest super istotny. I już tłumaczę co to jest. Certyfikat SSL to nic innego jak kłódka obok adresu Waszej strony. Jest to gwarancja bezpiecznych zakupów, bardzo ważne gdy procesujemy płatności i przydatny w SEO. I teraz myślę, że każdy z was przynajmniej raz miał sytuację, gdzie wchodząc na potencjalną stronę sklepu internetowego został poinformowany przez Google, że ta strona jest potencjalnie niebezpieczna i zalecił wyjście z niej, tym samym blokując wgląd do sklepu. No i bardzo często taki efekt uzyskujemy, jeśli tego certyfikatu SSL nie ma. Więc wydaje się, że jest to tylko głupota, bo to szyfrowanie HTTPS, które pojawia się przed nazwą sklepu, ale jest ono super istotne, no bo możemy inwestować w kampanie reklamowe, ale jeżeli nie mamy certyfikatu SSL, no to po prostu żaden z klientów nie będzie w stanie trafić na na nasz sklep, bo chociażby Google Chrome z automatu nam zblokuje wejście na taką stronę. No i słuchajcie, zaplecze prawne, czyli o tym o czym już powiedziałam trochę na początku, to przede wszystkim regulamin sklepu i tutaj broń Panie Boże, aby kusiło Was kopiowanie regulaminu sklepu z jakiegoś, z Waszej branży i tylko zmiana danych, bo to jest najgorsze co można zrobić. Naprawdę warto ten regulamin zakupić dedykowany dla waszego sklepu, dbać o to, aby był on aktualizowany na bieżąco. Jeśli wchodzą jakiekolwiek zmiany to pamiętajcie, że ten sklep online niczym się nie różni od tego sklepu stacjonarnego, czyli to o czym mówiłam na początku, więc obowiązują go te same przepisy prawa. Polityka prywatności, chociażby informacje o Cookies, które też są kluczowe pod względem Google jeśli chodzi o działalność sklepu internetowego, No i dyrektywa Omnibus, która jest z nami już dobre dwa lata i myślę, że już dobrze się zakotwiczyła, a też od niedawna dyrektywa GPSR. I słuchajcie, aż 25%, czyli tak naprawdę 1,4% użytkowników czyta regulamin sklepu internetowego zanim złoży zamówienie. I uwierzcie mi, bardzo często nawet ja trafiam na takie babolce, gdzie właśnie ktoś skopiował regulamin sklepu internetowego, nie pousuwał wszędzie nazwy poprzedniego właściciela tego regulaminu. więc później dochodzi się do bardzo ciekawych konkluzji czytając treść tego dokumentu, więc tutaj jest bardzo ważne, żebyście zadbali o wszystkie informacje, które tam się mają znajdować, bo to też może być faktor, który zdecyduje, czy ostatecznie klient zakupił Was produkt, czy nie. No i słuchajcie, Jak jeszcze sprzedawać? No na pewno wygodnie, no bo oprócz tego, że estetycznie i bezpiecznie, no to przede wszystkim powinno być komfortowo. No i co wpływa na tą wygodę? Wygoda to nic innego jak możliwość wyboru. A do tej możliwości wyboru na sklepie internetowym z pewnością zaliczają się płatności. Tutaj jest super istotne, abyście dali wybór swoim kupującym. zadbali o dobrego operatora i dostawcę tych płatności i to co jest bardzo istotne w branży fashion i też bardzo mocno wpływa na konwersje i ilość sprzedaży, no to zaoferowanie opcji tak zwanej buy now, pay later, tutaj do tych opcji możemy zaliczyć chociażby clarne, paypo, Blik odroczone płatności tych form jest coraz więcej i pomimo tego, że one budzą szczególnie u marek, które dopiero startują i jeszcze ta sprzedaż nie jest na tak wysokim poziomie strach, no to tutaj chciałabym Was uspokoić, bo wszystkie te formy są realizowane w taki sposób, że Wy jako sklep internetowy otrzymujecie od razu całą kwotę za zamówienie, natomiast odpowiednie podmioty są tutaj już odpowiedzialne, czy jest to Paypal, czy Klarna, za ściągnięcie tego świadczenia, za wyegzekwowanie go ukupującego, więc tak naprawdę nie ryzykujecie tutaj, że mówiąc kolokwialnie zakorkujecie się i zamrozicie swoje środki, więc myślę, że bardzo komfortowo i wygodnie, a zdecydowanie wpływa bardzo pozytywnie na sprzedaż, szczególnie jeśli macie produkty marki premium. Widzimy to szczególnie na takich sklepach, które oferują polskie produkty wysokiej jakości, które są szyte w Polsce. No często kwoty tych produktów są wyższe, więc też większość osób nie jest w stanie sobie pozwolić, żeby zakupić je od razu w dużej ilości, więc ta opcja Buy Now, Pay Later jest zdecydowanie na plus. I tutaj słuchajcie, aż 43% sprzedawców zauważa wzrost wartości koszyka, gdy klient korzysta z płatności odroczonych w stosunku oczywiście do innych płatności. Tutaj nawet na zdjęciu widzicie, na slajdzie, że tą opcję Paypal można pokazać już na samej karcie produktu, kiedy ten klient może być jeszcze taki wahający się, czy na pewno chce zakupić teraz ten produkt, no to to jest właśnie ten element, który go może tak zakotwiczyć i upewnić w tym, że tak, że jest w stanie tą płatność zrealizować. Ja tylko nadmienię, że wszystkie te formy płatności są dostępne w SZOPER. W tym też różni operatorzy płatności. I tutaj warto, żebyście zadbali o to, aby klienci mieli też możliwość opłacenia zamówienia portfelem cyfrowym. Tutaj mówię o Apple Pay, Google Pay. No i oczywiście Blink to już jest taki totalny must have na stronie sklepu internetowego. Więc warto o tym pamiętać, bo różne generacje wybierają też różne formy płatności, więc zawsze dbajmy o to, aby ten wybór był dostępny. To samo odtyczy się logistyki. No bo im większy wybór dla Twojego klienta, tym lepiej. Tutaj warto zadbać o możliwość dostawy do automatów paczkowych, szczególnie w branży fashion, gdzie ten gabaryt nie jest duży i spokojnie możemy zaadresować go do takiej małej, wygodnej skrytki. A jak wiemy, Polacy są bardzo zapracowanym narodem i ta forma automatów paczkowych jest jedną z ulubionych i topowych. Ja często się śmieję, że blik i przynajmniej paczkomaty in post to jest takie minimum, które musi znaleźć się na sklepie internetowym, żeby ta konwersja rosła. i była pozytywna, ale warto tutaj też zadbać o różnych kurierów, stąd też zachęcałabym do skorzystania z oferty jakiegoś brokera, gdzie w jednym miejscu będzie zaoferowane wiele form dostawy, no bo wiecie jak to jest. Czasami ktoś z nas mieszka na obrzeżach i zdaje się, że jeden z kurierów tam nie dojeżdża, albo te paczki dowozi z opóźnieniem, a okazuje się, że naszym ulubionym jest, nie wiem, kurier z DPD, z którym mamy świetne relacje, albo Kurier GLS, więc tutaj warto pozwolić na wybór klientowi i nie zamykać się tylko na jedną opcję kurierską. Natomiast oczywiście zawsze musicie też dbać o swój komfort jako osoby, która ten sklep internetowy prowadzi. I jeżeli macie fajne relacje tak samo z daną firmą kurierską i dobrze wam się współpracuje, no to jakby też nic na siła, ale warto, żeby ten wybór i te opcje były. Pamiętajcie też, że bardzo istotne są koszty dostawy, czyli jeśli widzicie, że Wasz broker oferuje jakąś obniżoną kwotę na dostawy, nie wiem, chociażby przez kuriera, poczteksu, warto zaoferować i promować to na swojej stronie sklepu, no bo jak wiemy, darmowa dostawa albo obniżona cena dostawy też bardzo pozytywnie wpływa nie tylko na wartość kosztyka zakupowego, ale też na samą konwersję. Więc warto o to dbać. I słuchajcie, aż 53% kupujących, znowu ponad połowa, deklaruje, że niższe koszty dostawy skłoniłyby ich do częstszych zakupów w sklepie internetowym. I tutaj odpala się moje girlmuff, że wolę dodać produkt do koszyka nawet, który kosztuje 50 zł, niż zapłacić 15 zł za przesełkę, no bo przecież wtedy mam ten produkt za 35 zł. Mogę Was zapewnić, że nawet ja, znająca te e-commerce'owe triki, nie znoszę płacić za przesyłkę i chętnie wykorzystuję możliwość skorzystania z darmowej dostawy. Fajnie też, żebyście na stronie sklepu w widocznym miejscu poinformowali tego klienta, jaki jest próg tej darmowej dostawy, czyli już trochę go motywowali do tego, żeby dodał do tego koszyka więcej. I tutaj również wszystkie najpopularniejsze metody dostaw możecie znaleźć w jednym miejscu w szuferze i tutaj również poprzez brokerów takich jak chociażby Apaczka. No ale słuchajcie, to wszystko się nie uda jeśli nie dotrzemy do naszych kupujących, więc jak sprzedawać modnie? Też przede wszystkim zasięgowo. I tutaj nie obejdzie się bez kampanii płatnych. Ja zawsze lubię powtarzać, że sklepy internetowe, jeśli chodzi o reklamę, stoją na dwóch mocnych nogach. Jedną nogą są właśnie kampanie płatne, które przynoszą nam efekt tu i teraz ad hoc. Druga to jest co, które działa długofalowo. Te efekty są trochę odroczone. Natomiast to są dwie mocne nogi, na których ten sklep jest bardzo stabilny. Kampanie płatne świetnie pomogą nam szczególnie przy dropach, produktach sezonowych, gdzie wprowadzamy nową kolekcję, bo tutaj możemy dodać do pieca i jeszcze rozgrzać tych klientów przed nowym rzutem. Będą też skuteczne w działaniach wizerunkowych, no bo przecież kampanie marketingowe pozwolą wam budować waszą markę i budować świadomość tej marki wśród klientów. To, co na pewno jest też istotne w ich przypadku, to fakt, że przyniosą nam efekt tu i teraz. Czyli bardzo szybko w momencie uruchomienia kampanii marketingowej zobaczymy napływ klientów. Dlatego ja się właśnie zawsze śmieję, że dobry sklep internetowy stoi na dwóch nogach. Jedną jest SO, które działa długofalowo i efekt tych działań zobaczymy zdecydowanie później. Są one odroczone w czasie oraz kampanie, których efekt widzimy tu i teraz. Ale to co jest ważne przy kampaniach, bo myśląc o nich od razu rzucają nam się do głowy działania w Google, to warto też mieć taką otwartość w sobie i chęć poznawania innych kanałów. I tutaj między innymi mam na myśli chociażby Microsoft Ads. Jest to nic innego jak reklama w wyszukiwarce Edge i pomyślicie teraz w tym momencie, no dobra, no ale kto jest w tej wyszukiwarce Edge? Jaka jest skuteczność tej reklamy? Ano bardzo wysoka, ponieważ Edge jest defaultowo ustawiony na laptopach większości dużych korporacji, a przecież w tych dużych korporacjach pracują tacy ludzie jak wy, jak ja, więc są to również potencjalni klienci, którzy chętnie w trakcie przerwy w pracy buszują po internecie i być może chcą trafić na wasz sklep. Więc warto pamiętać o tym, że Google oczywiście jest bardzo skuteczny, jest świetnym miejscem do uruchomienia kampanii marketingowych, natomiast warto pamiętać o tym, aby otwierać się i testować też nowe źródła. Oczywiście wszystkie te formaty możemy obsłużyć w shopper, ale jak już zainwestujemy w tą kampanię, doinwestujemy to SEO, nasz sklep jest ładny, estetyczny i bezpieczny, no to oczywistym jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a co za tym idzie, chcemy rozszerzać naszą działalność. I tutaj z pomocą często przychodzą marketplacy. Jest to możliwość dotarcia do klientów z całego świata. To co ważne, ci klienci już na tej platformie są. I tutaj będzie też to duże ułatwienie i możliwość wzrostu sprzedaży dla sklepów, które nie mają zbudowanego jeszcze mocnego brandu, ale mają świetny produkt. Więc jeżeli jesteście na tym etapie, gdzie ten brand nie jest jeszcze mocno osadzony, warto dosypać sobie trochę tych klientów i trochę tego obrotu właśnie z marketplaców. I w połączeniu ze sklepem powiedziałabym, że tworzy to taki idealny ekosystem e-commerce'owy, do którego powinniście dążyć. No i żeby nie było, że ja sobie tylko tak o tym teoretyzuję, ale mam dla Was daną na to, że takie połączenie sklep i marketplace'y przynosi fenomenalny efekt. I dokładnie w 2023 roku 9,5 miliarda to jest kwota, którą wykręcili sprzedawcy szoper właśnie wykorzystując swój sklep oraz inne kanały sprzedaży, m.in. marketplace. No i jeśli chcemy odnieść to do mody, to takie najlepsze modne marketplacy, w Polsce to z pewnością Allegro, Ale także Modivo, czyli nasze polskie Zalando. Za granicą to z pewnością Amazon. Alibaba, jeśli jesteście producentem i jesteście gotowi na duży wolumen produktów, które chcecie wysyłać i sprzedawać. Ale także rumuński Emag, gdzie ten świat e-commerce dopiero raczkuje, więc jest tam duże pole do popisu i możliwość stania się liderem rynku. Ale także eBay. No i słuchajcie, oczywistym jest też, że jeśli rozpoczynamy te działania na marketplace'ie, to powinniśmy też jakoś przygotować swój sklep internetowy, bo jest duża szansa, że ludzie zadowoleni z jakości produktu będą próbowali znaleźć Was w internecie. No i tutaj o czym należy pamiętać przed startem na globalną sprzedaż. Na pewno warto zadbać o tłumaczenie sklepu, minimum przynajmniej na anglojęzyczną wersję sklepu. Fajnie też postawić na unikatową domenę, czyli od razu już przy samym starcie postawić na domenę z rozszerzeniem KOM lub dokupić rozszerzenie tej domeny, nie wiem, powiedzmy z końcówką EU albo dedykowaną na rynek niemiecki, francuski, tutaj już zależy to od strategii biznesowej. Ważna, bo programowanie umożliwiało Wam wprowadzanie różnych stawek VAT, które jak wiemy mogą się różnić w zależności od kraju i również realizację i procesowanie płatności w różnych walutach. Tutaj kłania się Stripe, Paypal, Braintree albo inne formy płatności. No i to co jest ważne, to żeby ten sklep mógł się jakkolwiek zintegrować z innymi zagranicznymi market placami, albo żebyście mogli to jakoś outsourcować i osadzić w jednym miejscu, żeby łatwiej było wam zarządzać feedem produktowym i też nie robić ręcznej roboty, która jak wiemy generuje mnóstwo czasu, a czas to pieniądz. No i słuchajcie, gdybyśmy chcieli podsumować całe to moje dzisiejsze wystąpienie dla was, to chciałabym powiedzieć, że dobry marketing to jest przede wszystkim w branży fashion marketing doświadczeń. I jeżeli chcecie modnie sprzedawać, no to musicie pomagać doświadczać swoim klientom. I tak, by pomóc doświadczać, musicie, a wręcz nawet nie musicie, możecie wykorzystać gotowe funkcje platformy. I tak estetyka to atrakcyjny szablon, atrakcyjny w rozumieniu też łatwości przechodzenia przez niego i korzystania z niego przez klienta. Wygoda to m.in. wiele form płatności i także wiele form dostawy, tak aby każdy z klientów znalazł coś dla siebie. Bezpieczeństwo to zaplecze prawne, czyli regulamin sklepu, którego nie kopiujemy, tylko tworzymy go samodzielnie, tudzież zalecamy to na zewnątrz jakiemuś sprawdzonemu podmiotowi. Dbamy o to, aby informacje o zbieraniu plików kółki, co będzie z kolei bardzo pomocne przy Google, zbierało się w sposób prawidłowy, aby wszystkie funkcjonalności, które wymagają implementacji, a są związane z dyrektywami, chociażby GPS czy Omnibus, były zrealizowane na stronie sklepu, tak aby sklep był bezpieczny dla was, ale też dla kupujących. Personalizacja, tutaj rekomendacje produktów, bestsellery, które się najlepiej sprzedają i które też pomogą podjąć decyzję o zakupie klientowi, który dopiero styka się z waszym produktem i być może jest ich tak dużo, że nie wie na co postawić i co wybrać. Emocje, no bo przecież to nimi kupujemy. I tutaj warto postawić na social media, storytelling w nim i także opisy produktów. bogate, autentyczne, które pomogą doświadczyć dosłownie ten materiał i ten produkt klientowi, no bo nie może go fizycznie dotknąć. No i interakcji, tutaj warto postawić na czat, na sklepie, ale też możliwość napisania na social media, no bo jeśli klient ma wątpliwość, to fajnie, żeby mógł ją bardzo szybko rozwiać, a najlepiej, żeby tą wątpliwość rozwiał też drugi człowiek, a nie bot, bo to z kolei wpływa bardzo mocno na zaciśnienie relacji. No i krótko mówiąc, te wszystkie funkcje, o których powiedziałam, znajdziecie w Shopper. A teraz na sam koniec, pokrótce, kim jesteśmy. Jesteśmy najchętniej wybieraną platformą e-commerce w Polsce. Posiadamy kompleksowe, chociaż nie lubię do końca tego słowa, środowisko do tego, abyście stworzyli sukcesem sklep internetowy i też go rozwijali. Jesteśmy na rynku ponad 20 lat, od 2019 roku również na giełdzie, więc wszystkie nasze działania są bardzo transparentne i bezpieczne, także zakładając swój biznes z nami możecie się czuć zaopiekowani. Dodatkowo mamy ponad 350 ekspertów na swoim pokładzie, no i jesteśmy po prostu oprogramowaniem na abonament. Te wszystkie sklepy, które widzieliście właśnie na moich slajdach, zostały zbudowane na platformie Shopper. Są to sklepy shopperowe, więc mam nadzieję, że jesteście miło zaskoczeni. Chciałabym Wam podziękować za udział w prelekcji całej konferencji e-commerce z buta, bo jestem przekonana, że doładujecie się tutaj praktyczną wiedzą. Ja Wam serdecznie dziękuję za uwagę. Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam Was na mojego Linkedina.
Niestety, to już koniec konferencji z Buta w e-commerce drugiej edycji. Dajcie znać, jak Wam się podobało. Jestem bardzo ciekawy. Ja też będę chciał wysłać do Was taką ankietę po mojej konferencji, w której spytam się, czego Wam zabrakło, która Wam się najbardziej podobała prelekcja, więc jest to oficjalny koniec, ale możecie napisać coś miłego w komentarzu teraz, czy Wam się podobało, czy Wam się nie podobało, albo która prelekcja była najbardziej wartościowa. To jest jakby ten moment, żeby dać mi znać w komentarzach, bo jestem bardzo ciekawy Waszego zdania. Chciałem jeszcze raz podziękować całemu zespołowi, które czuwą nad tym eventem, ale też wszystkim prelegentom, którzy poświęcili swój czas, poświęcili swój czas na przygotowanie, na wypowiedź w prelekcji. To jest naprawdę coś wartościowego, bo wszystko było bezpłatne, więc naprawdę serdecznie wszystkim dziękuję. I pamiętajcie taka maksyma na koniec, że sukces w e-commerce to nie jest sprint i czasami widzimy efekty, a nie wiem jaką długą drogę przeszliśmy. Czyli e-commerce to nie sprint, to maraton. I na sam koniec przypominam wam o swoim projekcie Master e-commerce Hub. Ponownie wyświetlam tutaj link CodeQueer, więc możecie sobie zeskanować. Naprawdę warto dołączyć, jeśli jesteście e-commercem, który robi już minimum 50 tysięcy złotych miesięcznie.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







