NIE KUPUJ przez internet | Maciej Bojczewski | Z buta w marketing Podcast - Oskar Lipiński

In this episode of the "Z buta w marketing" podcast, host Oskar Lipiński (Speaker A) interviews entrepreneur Maciej Bojczewski. The conversation begins with Maciej’s personal journey, describing his transition from a corporate career to founding Klub Zabawek, a subscription‑rental service for children’s toys that aims to reduce consumerism through thoughtful service design. They discuss the practicalities of building and operating an e‑commerce business in 2023‑2024, covering product sourcing, logistics, pricing, and the importance of testing hypotheses. The dialogue expands to the broader rental economy, highlighting examples such as electronics, outdoor gear, and fashion accessories, and speculating on how rental models could become mainstream in the next 5‑10 years. Maciej shares his frustrations with opaque online customer service, emphasizing the need for transparency and easy access to contact information. The hosts then provide concrete advice for newcomers to the online commerce space, recommending early‑career experience in small e‑commerce firms or internships to gain holistic process knowledge. Personal habits surface as Maciej describes his morning routine—early wake‑ups, cold showers, and focused work before his children wake—illustrating his approach to work‑life balance as a parent‑entrepreneur. Light‑hearted moments include his “guilty pleasure” of singing alone in the car and reflections on the importance of genuine energy release. The episode concludes with gratitude, a reminder to leave feedback, and a brief wrap‑up.
Chapters
Wiesz, dużo podmiotów, które obiecują ci złote góry. Kiedyś z tatą się sprzeczałem, że mówię, co tam, ja będę robił marketing, sprzedamy każdą torebkę. Longtermowo tylko transparentność i szczerość.
dyrektorem e-commerce marki DAK. Masz dosyć pierdolamento? Możesz się spodziewać tu szczerej, brudnej prawdy o marketingu i e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe mięcho. Napisz do mnie teraz na Instagramie, Oskar Lipiński, prawda, a podaję się Ci nieoczywistą prawdę, o której nikt nie mówi.
Cześć.
Słuchajcie, to jest nasz piąty odcinek podcastu
z Buta w Marketing.
Wchodzimy w kwiecień naprawdę z Buta. Na wstępie chciałem wam wszystkim podziękować, bo liczby, które teraz wykręcamy na YouTubie i czy na Spotify to są liczby, których ja się totalnie nie spodziewałem, bo tak w krótkim czasie. Bo każdy z odcinków ma już blisko tysiąc wyświetleń. Dostaję też mnóstwo fajnych wiadomości od was, więc Dziękuję wam bardzo i chciałem wam przedstawić kolejnego gościa. Słuchajcie, Maciek, który dzisiaj z nami jest, został wybrany jako dyrektor e-commerce roku w 2021 w branży FMCG. Budował od zera takie firmy jak Travel East, jak Złote Wyprzedaże. Był również dyrektorem operacyjnym Health Labsa. i konsultował na przykład taką firmę jak Impost. Teraz aktualnie jest CEO oraz co-founderem klubu zabawkowego. Poznajcie Maćka. Cześć.
Cześć.
Ja się bardzo cieszę na tę rozmowę, bo Maciek też jest osobą, z którą ja na co dzień, od miesiąca rozmawiam raz w tygodniu i zderzam swoje pomysły i sam mnie prowadzę na lepszą ścieżkę rozwoju naszej marki. Więc to na pewno będzie kaloryczna i taka wartościowa rozmowa moim zdaniem. Chcesz Maciek coś dodać od siebie do tego wstępu, czy wszystko się zgadza w pełni z tym co jest napisane na LinkedInie?
Może za dużo... Może warto wyłączyć komórkę na taką rozmowę?
Myślę, że to jest spontan, nie musimy tego wycinać, jakby podcast ma luźną formę, ale... Mamy coś innego, tak? Coś innego.
Tak jest. Nie, chyba przedstawiłeś to w miarę okej, chociaż dużo tam padło takich, może jakiś pochwał, czy czegoś takiego, a ja nie do końca czuję, że trzeba aż tak tutaj tym się afiszować. Przejdźmy do rozmowy.
Super. Powiedz mi Maciek, co się wydarzyło w swoim życiu, że postanowiliś zmienić pracę z dyrektora operacyjnego w Health Labsie, no i założyłeś klub zabawkowy.
Generalnie wszystko zaczęło się tak naprawdę od covidu, bo w covidzie, tuż przed covidem wyjechałem po poprzednich czterech latach pracy we Fru.pl na taką dłuższą podróż zaplanowaną z moją rodziną do Azji z jednym plecakiem, z jednym wózkiem i dwójką dzieci. Przemierzaliśmy przez kilka krajów, no i tam złapał nas COVID. To spowodowało generalnie naszą decyzję, że zostajemy tam w trakcie COVID-u. Zostaliśmy tam na 7 miesięcy i zupełnie nam to poprzekręcało różne śrubki w naszym myśleniu o podróżach, ale też o tym, jak spędzać czas, jak mieszkać, jak można pracować zdalnie i generalnie, że taki tradycyjny tryb życia, praca, przedszkola, dom, to nie jest jedyny tryb, jaki można uprawiać. I troszeczkę się rozohaciliśmy wtedy na dalsze podróże, ale wróciliśmy do Polski i w międzyczasie tam zacząłem doradzać Health Labsowi właśnie w trakcie, gdy byliśmy w Indonezji, nas akurat uwięziło. No i później to się przerodziło w stałą współpracę w Health Labsie, która trwała chyba niespełna trzy lata, albo może trochę ponad trzy lata. No i tych czynników było bardzo dużo tak naprawdę, które o tym zadecydowały. Pierwszy z nich to chyba właśnie było to, że w nas dojrzewała coraz bardziej taka potrzeba kolejnej takiej podróży, szczególnie że czuliśmy, że kończy nam się trochę na to czas. Nasze dzieci dojrzewały i z wiekiem zbliżały się do wieku szkolnego, który jest trochę trudniejszym wiekiem do takich długich wojarzy. Mieliśmy chrapkę na Amerykę Południową, ale ostatecznie nie to się wydarzyło, tylko inna podróż. Więc generalnie chcieliśmy jeszcze powtórzyć taką długą podróż całą rodziną i nie do końca to się zgadzało jakby z tym, żeby full time'owo prowadzić tak agresywny projekt jak Headlabs Care. Więc to był pierwszy taki powód. Drugi powód był taki, że nadciągały zmiany do health labsa związane ze sprzedażą i jakby wejściem w jakieś struktury bardziej korporacyjne, USP i zdrowie, w czym ja się aż tak dobrze nie odnajduję generalnie. I też po tych trzech latach miałem takie poczucie już dojrzewające, że taki największy kawałek budowania to już jest za tą firmą. Że generalnie teraz będzie trochę growthu, trochę jakichś optymalizacji i tak dalej, ale taka najbardziej fascynująca część tej podróży już przemija, można powiedzieć. Przynajmniej dla mnie. Być może dla innych osób to wyglądało inaczej. Więc to w połączeniu z tymi podróżami jakby dojrzewało we mnie. No i takim triggerem była chyba ta sprzedaż, przy której już jakby się potwierdziło, że zupełnie inaczej będzie ta praca dalej wyglądała. No i też ja spoglądając na to, jak wygląda wpraca w tym zespole founderskim, stwierdziłem, że po prostu tam mamy lekki rozjazd wartości i to była taka, powiedzmy, gwuść jakby do tej decyzji, żeby zrezygnować właśnie w tamtym momencie. To był mój ostatni rok tak naprawdę przed szkołą starszego syna, więc to wszystko się złożyło na to. No i jakby też Kwestia dzieciaków u mnie przez ostatnie lata wychodziła na pierwszy plan. I muszę przyznać, że mojego drugiego berbecia, przez pierwsze dwa, trzy lata jego życia nie spędzałem z nim tak dużo czasu, jak bym chciał. i nasze relacje nie były tak dobre, jak bym chciał i chciałem to bardzo poprawić, bo no po prostu tego się nie da nadrobić, w sensie kasę można sobie zarobić później, osiągnięcia można zrobić później, firmy będą powstawały, będą upadały i będą się rozwijały, ale dziecko będzie miało trzy lata tylko jeden raz w życiu.
Tak i to w ogóle rezonuje z
moim podejściem, ja jestem od ciebie trochę młodszy, jeszcze dzieci nie mam, ale właśnie zobaczyłem jedną rzecz, która mnie urzekła i ona jakby jest tym, co ja chciałem osiągnąć, czyli Praca pracą, ale ty masz wpisaną na link nie przerwę wychowania dzieci, coś w tym stylu. Rok poświęciłeś na to i to jest to, co ja bym dokładnie chciał zrobić, czyli poukładać, załóżmy, naszą firmę, jakieś swoje działania do jakiegoś etapu i poświęcić się temu najważniejszym projektowi w życiu w danym czasie. Więc jak zobaczyłem to, mówię, kurczę, to jest jakby moja myśl, ty masz to doświadczenie, dlatego też chciałem cię o to podpisać.
To było celowe i zaplanowane, rozumiem, tak?
Tak, tak. Można powiedzieć, że tak, w sensie jakby to się trochę złożyło w czasie, no bo jednak w Hairflapsie mi się bardzo dobrze pracowało i ogólnie to był świetny projekt, rewelacyjny zespół i tak dalej. No i oczywiście duży sukces, nie wiem, dobry pakiet i jakby wszystko, czego można chcieć, no to tam było generalnie. Natomiast to było zaplanowane. Moja żona też wracała po dłuższej przerwie do bardziej intensywnej pracy, więc potrzebowała trochę więcej przestrzeni na to. No i też jakoś tak zupełnie spontanicznie rzuciła któregoś dnia tam w okolicy, już po podjęciu decyzji o odejściu z Health Labs, żebyśmy pojechali zobaczyć takiego wana po drodze. W ogóle nie rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale ja mówię, no dobrze, jak po drodze, to zobaczmy wana. No i pojechaliśmy zobaczyć jakiegoś starego Citroena przerobionego na vana, w którym można spać. No i w zasadzie od razu go kupiliśmy i stwierdziliśmy, że dobra, to nie jedziemy do Ameryki Południowej, tylko jedziemy vanem po Europie. Nie wiemy gdzie, ale jedziemy. No i w trakcie tej podróży, która się rozpoczęła dwa miesiące później, czyli w wakacje, W trakcie tej podróży ja się zajmowałem dzieciakami. Byłem full time dad. W tym dla starszego zerówkowicza prowadziłem mu edukację domową, bo tam już jest jakiś obowiązek szkolny, teoretycznie.
Teoretycznie, tak. Też mamy podobne zdanie w tym temacie.
Tak, tak, no ja się próbowałem do tego przykładać, ale z różnym skutkiem to wychodziło. Natomiast faktycznie to było moje główne zajęcie, spędzanie czasu z dzieciakami w skrócie, tak żeby Kasia, moja żona mogła sobie spokojnie pocisnąć swoją karierę. No i też w międzyczasie oczywiście w podróży dużo zwiedzaliśmy i dużo, dużo, dużo frajdy i przygód różnych mieliśmy.
Totalnie rezonuje to, co do mnie mówisz, z moimi wartościami, właśnie też takich wyjazdów do Azji, niskobudżetowych, kamperami. To jest jakby taki moim zdaniem prawdziwy luksus życia, a nie ten szeroko tęczący nasz konsumpcjonizm wszędzie.
Głównym partnerem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem trzech partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niej korzystam jako Marka Duck. Sam B.A.I. Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopej, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne doładowywania telefonów. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing.
Słuchaj, powiedziałeś taką świetną, fajną rzecz, że poczułeś, że w Helflabsie już gdzieś tam osiągnąłeś, ta droga została przebyta. Czyli chcesz powiedzieć, że ty jesteś takim typowym fanem podróży, a nie bycia na samej mecie? Bo patrząc na projekty, w których brałeś udział, to ty, jak powiedziałaś, rozwijałeś, rozbudowywałem i potem gdzieś tam zmieniałeś te miejsca. Jakby ciebie najbardziej kręci i motywuje ta podróż, czyli ten rozwój tego, a jak już jest rozwinięte, to wydaje się dla ciebie, nie wiem, Wiesz co, chyba tak
bym tego nie uprościł, w sensie nie mam tak, że to tylko ta podróż, tak? Jakby ten cel zawsze gdzieś mi przyświęca i jakby bez niego ciężko by było tą podróż prowadzić, bo ja jednak jestem bardzo taki poukładany w myśleniu o strategii, o realizowaniu jej i tak dalej i pewnie to mi bardzo pomaga w codziennym takim dowożeniu różnych rzeczy. Natomiast zdecydowanie budowanie jest dla mnie czymś, co mnie kręci, tak? W sensie takie... Na pewno nie odnalazłbym się na żadnej takiej pozycji, gdzie trzeba pyrkać i odbywać po prostu spotkania dla odbywania spotkań i jakby patrzeć na to, że się rośnie z rynkiem i za bardzo się nic nie da z tym zrobić. W sensie po prostu bym się chyba zanudził, tak? Więc jakby dla mnie jest istotne, żeby budować coś, tworzyć od zera i jakby gdzieś tam się wyżywać kreatywnie i organizacyjnie w ten sposób.
No dobra, to jeśli jesteśmy już przy temacie budowania, to czy ciężko jest zbudować e-commerce w 2023 roku? Tutaj za przykład podam klub zabawkowy, bo wy startowaliście w 2023. No ogólnie e-commerce, jakby rynek nasycony w wielu kategoriach. Wasz projekt jest bardzo ciekawy, możesz o nim trochę więcej powiedzieć. Powiedz, jak to wyglądało na starcie? Mieliście od razu całą strategię przygotowaną, bo jesteście dobrym strategiem. Czy to jakby było step by step robione? Jak to w ogóle zacząć w tym 2023? Słuchają nas młode osoby, które Dostałem milion informacji, że wejście w internet, e-commerce, dropshipping, sprzedaż wam wzrośnie. Jak do tego w ogóle podejść w tym 2024 już?
Tak. Generalnie my nie jesteśmy, klub zabawkowy nie jest typowym e-commerce'em, więc może nie jest najlepszym przykładem, bo nie sprzedajemy, więc nie ma tego komersu aż tyle. W sensie sprzedajemy usługę, subskrypcję, tak, ale nie sprzedajemy produktów w sensie stricte. Czy ciężko jest wejść w e-commerce? Generalnie wydaje mi się, że nie jest teraz zbyt ciężko. Jest mnóstwo platform, bardzo dużo wiedzy. Do zrobienia małego e-commerce'u pewnie wystarczy sprawnej osobie tydzień, żeby tam poukładać wstępnie stronę, jakieś podstawowe operacje, spiąć się z kilkoma systemami i jakby zacząć sprzedać. Trzeba mieć oczywiście produkt i markę jeszcze gdzieś tam w tle. Natomiast tak pod kątem technologiczno-operacyjnym to nie jest bardzo skomplikowane i wydaje mi się, że generalnie to powszednieje. W sensie e-commerce'y wypracowują coraz bardziej utarte standardy tego, jak się pewne rzeczy robi i też oczekiwania klientów w związku z tym się standaryzują. Coraz trudniej jest się wyróżnić na takim typowym rynku sprzedaży online, bo pewne rzeczy są już oczekiwane i jakby robienie ich poniżej pewnego poziomu nie zdaje egzaminu, no i nie daje szansy na wybicie się gdzieś tam z tłumu. I też bardzo wiele narzędzi i takich pomysłów, które gdzieś tam kiedyś były innowacyjne czy rewolucyjne, teraz można w SAS-ie kupić za przysłowiowe pięć złotych i je generalnie mieć na stronie od jutra, także Mali gracze mogą się ścigać z dużymi platformami, gdzie są wydawane dziesiątki milionów złotych na IT, technologię i tak dalej. No właśnie z tego względu, tak? I ta przestrzeń między tym, co może zrobić duży gracz za duże pieniądze, a mikroprzedsiębiorca za parę złotych w różnych SAS-ach łącząc je ze sobą, się pomniejsza z roku na rok. Więc ogólnie wydaje mi się, że jest łatwo bardzo zacząć w e-commerce.
Zacząć i co dalej?
No i właśnie najważniejsze to jest zacząć, a co dalej to się okaże generalnie. Tak mi się wydaje, że dużo osób się z takim zamiarem rozpoczęcia czegoś buja przez wiele lat i ja jestem najlepszym tego przykładem, bo ja zawsze, ja tak podchodziłem generalnie do tego, że wiem, że chcę zrobić coś swojego, ale jeszcze poczekam, bo jeszcze się tu nauczę, jeszcze tam coś zrobię, a jeszcze, jeszcze to i jeszcze tamto i generalnie nigdy nie ma dobrego momentu na to, więc najlepiej jest zacząć dzisiaj. Nawet jak się ma pracę jakąś od najmniejszego możliwego zadania, jakie możesz na sobie wyobrazić, po prostu zrobić je i zrobić ten pierwszy krok, bo generalnie nie wydaje mi się, że jakby robienie e-commerce'u to jest dobrego e-commerce'u i jakby odnoszenie sukcesów w branży online to nie jest Dla 99% przedsiębiorstw to nie jest kwestia jakiegoś genialnego pomysłu, czy rewolucyjnej usługi i tak dalej, tylko to jest kwestia sumy tysięcy małych rzeczy, które trzeba zrobić przez lata, które po prostu się dodają.
No właśnie, tysięcy rzeczy, więc trzeba mieć wiedzę, jak je zrobić.
Tak.
Albo budżet, żeby wynająć ludzi, którzy wiedzą, jak to zrobić.
Tak, ale tutaj znowu wydaje mi się, że najlepiej jest jakby rozwiązywać problemy na bieżąco i za bardzo się nie uzbrajać na to. Oczywiście warto sobie coś tam poczytać, porozmawiać z bardziej doświadczonymi kolegami i tak dalej, żeby mieć taki jump start. Natomiast najskuteczniej się rozwiązuje problemy, jak one są tu i teraz i trzeba je rozwiązać po prostu.
Tak, to się zgodzę, ale też trzeba rozwiązać to się samemu, no bo ja widzę taką zależność, że jest dużo podmiotów, idą nazwa podmiotów, które Obiecują ci złote góry, że tutaj wsadzisz Facebooka w Google, a masz też zrobioną stronę UX-ową, załóżmy i to się może nie udać. Nie widzisz takiego niebezpieczeństwa w tej branży, że jest zbyt dużo osób, które chcą na tej niewiedzy osób początkujących zarobić i potem one się zrażają do tego i ciężko jest im się przedostać i jakby zbudować jakiś solidny fundament.
W sumie to jest dobry punkt, faktycznie ja się z tym spotykam czasami, szczególnie jak tam czasem komuś pomagam, czy doradzam delikatnie i widzę jakby jak były robione rzeczy przez różne agencje, czy innych freelancerów i czasami faktycznie tam są popełniane błędy, tak? Ja nie sądzę, żeby to było w 99% znowu intencjonalne, tak? Tylko pewnie wynika też z jakiegoś może braku wiedzy, czy czegoś takiego. Natomiast no jest, zawsze taka jest pułapka. No trzeba samemu oceniać te działania, które się zleca i sprawdzać, czy są skuteczne. Po prostu musi to przechodzić przez jakąś taką logiczną, no nie wiem, siatkę, która wyłapuje wszelkie niezgodności i naprawdę na chłopski rozum czasami wystarczy sobie pewne rzeczy, na pewne rzeczy spojrzeć bez różnych zawiłości. Jak się upraszcza do takich najbardziej bazowych jakichś KPI-ów czy wskaźników, które mówią o zdrowiu i komersu, to no to zazwyczaj wychodzi, czy coś działa, czy nie działa, czy ktoś pomaga, czy przeszkadza i czy te działania są skuteczne i opłacalne. Bo generalnie nie da się uchronić przed błędami. To tylko jest kwestia tego, czy szybko je znajdziemy, wyłapiemy i czy na nie zareagujemy odpowiednio, tak, żeby ich nie powtarzać. Tak mi się wydaje, że to jest też taka suma po prostu przetestowanych jakichś hipotez, które większości się nie sprawdzą, w sensie jakby ten oczekiwany przez nas rezultat przy danej hipotezie się nie potwierdzi, ale jak raz na 10 razy czy raz na 5 razy znajdziemy coś, co pomaga naszą biznesowi i będziemy to powtarzać takie cykle wielokrotnie, no to w końcu można zbudować coś wartościowego.
Trochę porozmawialiśmy o tym, jak w tym e-commerce zacząć i wrócimy trochę do tego, co już powiedziałem a propos klubu załawkowego. Czy mógłbyś powiedzieć w ogóle słuchaczom, czym dokładnie jest klub załawkowy, skąd pomysł? A ja potem zadam jeszcze takie jedno pytanie, które też zadałem Ci już przed podcastem i myślę, że fajnie byłoby też rozwinąć tą dyskusję.
Jasne. Klub zabawkowy to jest internetowa wypożyczalnia zabawek. Dzisiaj jesteśmy w modelu subskrypcyjnym, to znaczy zapisujesz się na comiesięczną płatność, za to dostajesz żetony i za te żetony sobie wynajmujesz zabawki, które do ciebie wysyłamy. Kiedy dziecko skończy się bawić, odsyłasz je z powrotem do nas. Oczywiście z możliwością odkupienia, jeśli dziecko się zakocha w danej zabawce, mamy też możliwość oddania nam zabawek w zamian za subskrypcję na pierwszy miesiąc, żeby można było się najpierw pozbyć bałaganu z domu, a dopiero przyjąć kolejne. kolejne sztuki i staramy się właśnie angażować nasze community early adoptersów do tego, żeby nam te zabawki oddawali, ale też żeby nam podpowiadali, jakie te zabawki powinny być na półce, więc ta półka nasza ewoluuje. Mamy obecnie około 600 zabawek, które można wypożyczyć. Przerwa, to jest duża część z tych
zabawek z edukacyjnymi, czy to jest jakby jakiś podział, bo to jest dla mnie też ciekawa sprawa. Ja mam chrześnicę i właśnie jak mam jej coś kupić, to też patrzę, czy to ma jakiś taki walor edukacyjny, czy to jest tylko taka zabawka do bawienia się. Ja nie jestem ekspertem, ale tak bym to ujął.
Czym jest zabawa? Generalnie dzieci się uczą przez zabawę, więc jakby jeżeli się dziecko bawi, to znaczy, że czegoś się prawdopodobnie z tego, z tej zabawy coś wynosi i się czegoś uczy, więc ogólnie zabawa jest edukacyjna dla dzieci. Dla dorosłych pewnie w mniejszym stopniu też. Natomiast w takim tradycyjnym ujęciu, tak, duża część naszego portfolio jest edukacyjna. Współpracujemy z kilkoma ekspertami od psychoedukacji, od neurorozwoju dzieci, od zabawy, właśnie takiej dobrej zabawy. i oni pomagają nam dobierać portfolio, ale też pomagają nam tworzyć content, który jest wartościowy dla rodzica z perspektywy tej zabawy, także staramy się, żeby ten rozwój gdzieś tam wybijał się na pierwszy plan w całej naszej tej usłudze, bo generalnie chodzi nam o to, żeby była dobra zabawa i rozwój dla dziecka, dla rodzica wygoda i jakaś oszczędność, no i na koniec dnia takie trochę moje smażenie, żeby to jednak był taki system lekko wychowawczy pod kątem właśnie ograniczonego konsumpcjonizmu, który jest mi bliski i jakby dużo bliższy niż jeszcze dwa lata temu czy trzy lata temu właśnie przez tą naszą minimalistyczną podróż w vanem, gdzie musieliśmy się spakować generalnie w skrzynki 20x30x40 każda osoba, więc mieliśmy bardzo, bardzo mało rzeczy. I to nam pokazało, że tych rzeczy wcale nie potrzeba, a w sumie to jest lżej, jak jest ich mniej.
Ja totalnie podpisuję się dwoma rękami pod tym. Ja byłem też na takiej wycieczce w tym roku w Gruzji, gdzie spaliśmy przez pięć dni akurat właśnie z Marcinem, który jest ze studia Plac i spaliśmy na dachu Jeepa przez pięć dni, kąpaliśmy się w rzece. Zasięg jakiś tam mieliśmy, ale niewielki. No i to jest piękne i to jest coś, co daje faktyczną radość i szczęście. A powiedz mi, czy ten pomysł na klub zabawkowy, to czy on się wziął trochę z twojego życia też prywatnego, bo to jest temat dzieci, który też poruszyłeś dzisiaj. Skąd pomysł?
Tak, właśnie w trakcie tej podróży tak naprawdę się urodził ten pomysł. Gdzieś mój syn zadał takie, w sensie bardzo mnie prosił o Nintendo, gdyż jakiś tam kolega z osiedla, wtedy akurat przebywaliśmy na tym ryfie i prosił mnie bardzo o Nintendo. Ja nie chciałem się zgodzić, bo dopiero 6 lat miał i tak dalej. Powiedziałem mu, że musi sobie zarobić jak chce Nintendo. No i niestety on zadał pytanie jak, więc musiałem się potem pocić jak on może sobie zarobić i tam wymyślaliśmy różne rzeczy, jakieś wyprowadzanie psów, lemoniady i tak dalej i w końcu wpadliśmy na pomysł, żeby zabawki, które miał po świętach, które tam kupiliśmy im na miejscu i które już leżały w koncie nieużywane od jakiegoś czasu, że w sumie to leżą nieużywane, można by było je wynająć polskim turystom, bo z kolei polscy turyści przyjeżdżając tam nie mają miejsca w walizce, żeby zabawki dzieciom kupować, a zamiast tego kupują jakiś chłam na plaży, a potem on leży i zaśmieca, zaśmieca tę plażę. Więc taki był pierwotny pomysł i jakby potraktowaliśmy to z synem jako taki projekt edukacyjny. Razem stworzyliśmy stronę internetową.
Fajne.
I wynaliśmy dokładnie zero sztuk tych zabawek, bo nie był cel tutaj zarobkowy do końca, tylko taki edukacyjny właśnie, żeby zobaczył jak to się robi przy okazji. No a mi zaczęły kiełkować myśli właśnie w kontekście tego, że kurcze, tutaj naprawdę jakby jest problem do rozwiązania, bo ja go mam i wiem, że większość rodziców ma problem z bałaganem, z nadmiarem zabawek, a jednak chce się temu dziecku dać jak najwięcej. Jak to można by było może troszkę inaczej zrobić, żeby to pogodzić? No i ta wypożyczalnia Mi się zgadzała. Zawsze chciałem zrobić jakiś biznes subskrypcyjny. Nawet miałem już jedno podejście kilka lat temu do takich boxów. Fitlovebox to się nazywało. i stwierdziłem po tam jakimś przystępnym researchu, że warto się temu głębiej przyjrzeć. Także zainicjował to mój syn, Henio, a teraz, kurcze, wypożyczamy. Już prawie tysiąc zabawek wypożyczyliśmy, więc...
Fajna skala i fajna misja, wizja w duchu takiego mniejszego konsumpcjonizmu. Wyszło to od twojego syna. Fajnie, fajnie się tego słucha, ale ja mam tylko jedną zagwozdkę. Bo nasza kultura polska jest taka, że my przychodząc na święta, na urodziny, dajemy gigantyczne paczki tych zabawek. To jest poniekąd trochę tak jak z łódką w Polsce. W sensie to jest w naszej kulturze zakrzepione, że te duże paczki na komunię, te kupowanie tych kładów, to jakby duże z takiej historii. Ten konsumpcjonizm jest bardzo... tak mocno zakrzewiony w ostatnich latach na pewno niż było to wcześniej. Czy nie macie takiego problemu, że to jest po prostu taki symbol, że przychodzi się do dziecka i daje mu ogromną paczkę z zabawkami? Czy nie macie z tym problemu, z taką świadomością tego u Polaków?
Zdecydowanie, w sensie jakby to jest największe wyzwanie stojące przed klubem zabawkowym i przed wszystkimi generalnie wypożyczalniami zabawek, czy w ogóle wypożyczalniami czegokolwiek. To jest to, że ludzie chcą mieć, chcą kupić, mieć na własność, nawet jeśli użyją tego dwa razy w roku, to jest takie przyzwyczajenie, że chcemy to posiadać. I jakby zmienianie tego paradygmatu konsumpcji na pewno będzie jakby trwało, będzie trudne i kosztowne. Musi być żeby to się udało, bardzo dobrze ułożona usługa, która jest wygodna i jakby pokazuje, realnie przynosi korzyści użytkownikom, zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Natomiast to, co we mnie budzi taką dużą wiarę jakby w ten projekt, to jest to, że Zarówno rodzice, którzy są obdarowywani, jak i ludzie, którzy muszą obdarowywać, bo idą gdzieś, mają z tym delikatny problem. Rodzice nie chcą dostawać tak dużo chłam. W sensie to jest takie może uproszczenie i lekka generalizacja, ale rodzice nie chcą dostawać tych wszystkich zabawek, bo jest ich za dużo i potem to zalega. Tryb dawania dziecku dziesięciu zabawek naraz też nie jest zdrowy dla dziecka. Bo przy tak dużej ilości zabawek w jednym momencie dziecko traci koncentrację, nie jest w stanie wejść głęboko w zabawę i nabiera złych przyzwyczajeń, co do jakby interakcji z zabawkami i wyciągania z nich jak najwięcej tak rozwojowo dla siebie właśnie poprzez głęboką zabawę, poprzez wytrwałość itd. A osoby, które obdarowują bardzo często muszą się dopytywać co kupić, muszą po to pojechać, zamówić, zapakować i tak dalej. I widzę w tym dużą szansę generalnie na to, żeby tworząc odpowiednio wygodną usługę dla tych wszystkich uczestników rynku zabawkowego. dać szansę na to, żeby dziecko miało dużo zabawek nowych, w sensie nowych dla niego, dla tego dziecka, żeby mogło je konsumować stopniowo, a nie na święta i na urodziny i na dzień dziecka dużymi baczami, przez co będzie się lepiej rozwijało i głębiej będzie wchodziło w te zabawy, żeby miało wpływ na to, co dostanie, żeby mogło sobie wybierać. No i dzięki temu jakby rozłożyć, chciałbym, żeby można było po prostu rozłożyć to w czasie, a rodzice, żeby mogli ograniczyć bałagan i jakby trochę może lepiej podejmować decyzję co do tego, jakimi zabawkami dziecko się bawi, żeby to nie było aż tak bardzo losowe i żeby było jak najlepiej dopasowane do tego dziecka.
Ja myślę, drodzy słuchacze, że zostawimy tutaj link w opisie. Zobaczcie sobie, jak klub załawkowy wygląda, bo brzmi to naprawdę fajnie. Jest fajna misja, fajna idea i się też fajnie rozwija. Powiedziałeś, że już położyliście tysiąc zabawek, tak?
No już dochodzimy do tej liczby powolutku i...
Zaczęliście w lipcu, dobrze pamiętam?
Nie, pod koniec listopada mieliśmy lunch taki MVP i można powiedzieć, że cztery miesiące.
Fajnie. To słuchajcie, zobaczcie sobie rodzice, albo wujkowie, albo chrześcijan. Zostawiamy link i temat zabawek na chwilę. Zakończymy myślę, chyba, że też jeszcze dopowiedzieć do tego. Przejdziemy sobie na temat troszkę bardziej, może poważny. Byłeś dyrektorem operacyjnym w wielu firmach. Powiedz mi, Czym taki dyrektor operacyjny w e-commerce się dokładnie zajmuje? Bo niektórzy ludzie wiedzą, niektórzy mogą się domyślać, bo mają mniejszej skali biznesy. Jak wygląda taki twój dzień pracy? Wyglądał, bo teraz pewnie wygląda trochę inaczej. Jestem bardzo ciekaw, opowiedz trochę więcej.
Wydaje mi się, że w małych firmach ten dyrektor operacyjny może się troszeczkę różnić od większych firm e-commerce'owych.
Może tak dopowiem, fajnie byśmy zaczęli na przykład od tych mniejszych, albo kiedy nawet potrzebny jest dyrektor operacyjny, przy jakiej skali, czy ten co-founder jest CEO, też może być takim dyrektorem, kiedy to się transformuje i żeby też słuchacze, którzy są u nami na początku, może się dowiedzieli taki basic, kiedy w ogóle o tym myśleć.
No wydaje mi się, że stanowisko, znaczy ogólnie ja bardzo nie lubię tych wszystkich COO. Bo generalnie ciężko mi jest ubrać nawet, jakby byłem dyrektorem operacyjnym trzy czy cztery razy, już teraz nie pamiętam dokładnie, ale za każdym razem ta rola troszeczkę inaczej wyglądała. I też, co ważniejsze, to w takich młodych organizacjach, które rosną, a szczególnie jeśli szybko rosną, to ta rola też się zmienia bardzo w czasie. No i tak było w zasadzie w każdym przypadku. Natomiast to co się powtarzało to jakby działy, które gdzieś tam dotykałem w tej roli. Zawsze to była, to był obszar produktowo-technologiczny i zespoły z tym związane. Zazwyczaj jakiś kawałek marketingowy to w różnym natężeniu w zależności od tego czy właśnie był jakiś CMO jeszcze, czy nie było kogoś mocnego marketingowo. Zazwyczaj CRM, zazwyczaj customer carry i wszystkie procesy związane z obsługą klienta, logistyka. Wszystko. Trochę tego jest. Ja też chyba dlatego się tak w miarę dobrze odnajdywałem w tej roli, bo właśnie jest dużo różnorodności i to powoduje, że nie ma nudy.
A w czym się czujesz najlepszy? W takich zakresach, w sensie to jest marketing, to jest logistyka, czy może to jest sprawia większą frajdę? Czy strategiczne układanie?
Wydaje mi się, że taką moją mocną stroną jest to, że ja jestem w stanie w każdym z tych obszarów dosyć głęboko wejść, połączyć je z innymi i facilitować właśnie takie projekty, które wymagają współpracy kilku działów. Natomiast na pewno taka część produktowo-technologiczna, ale z ujęciem biznesowym, czyli jakby rozkmina jak coś można stworzyć, żeby zaspokoić pewną potrzebę biznesową, jak wykorzystać do tego technologię. lub i procesy operacyjne, ludzkie, manualne, białkowe, interfejs. W zależności od tego, na jakim etapie jest dany projekt i na jakim etapie jest spółka, to poruszanie się po tej takiej przestrzeni i sprawia mi przyjemność, i jakby czuję się w tym bardzo dobrze.
A powiedz mi, w którym momencie organizacje szybko rosnące, dajmy na to e-commerce'owe, powinny myśleć o tym, żeby takiego dyrektora operacyjnego do siebie struktury wprowadzać? Bo słuchają nas zarówno mniejszy e-commerce'er, ale słuchają nas takie przekrój 10-20 milionów obrotu rocznie. Czy to jest ten moment, czy to jest jakby późniejszy moment? Jak to w ogóle zaplanować sobie w czasie?
To jest trudne pytanie, bo to zależy od tego, jak jest skomponowana reszta zespołu. To nigdy nie jest w oderwaniu. Czasami może być tak, że jest po prostu warstwa bardzo sprawnych menedżerów pokrywających większość obszarów, a całą resztę bierze founder czy CEO. Zazwyczaj zresztą on jest takim jednocześnie dyrektorem operacyjnym i CEO w jednym, mimo że to są dwie różne role, tam już później trochę się te funkcje rozchodzą, to czym jedna i druga osoba się powinny zajmować przynajmniej. Natomiast pewnie takim triggerem to właśnie jest to, jak CEO tego potrzebuje po prostu, jak czuje, że nie daje rady lub jeżeli te kwestie operacyjne dla CEO są nudne albo nie czuje się w nich kompetentny i nie chce zdobywać tych kompetencji, to pewnie wtedy można to dobrać. Lub jeżeli jest taki przeskok z procesów domowych na procesy takie, które mają potrwać i przetrwać kolejnych parę lat, tak? Czyli, nie wiem, jak tam się skalę osiąga To może być różnie w różnych biznesach, no ale tam co najmniej kilku tysięcy pewnie zamówień miesięcznie. to to może być dobry moment na pomyślenie o tej roli, bo jeżeli przyjdzie taki CEO i będzie budował te rzeczy, to on będzie budował to wiedząc, że potem też będzie musiał w tym jakby istnieć, więc będzie to budował lepiej, będzie się czuł bardziej ownerem tego wszystkiego i też nie będzie wywracał tego do góry nogami dla wywracania, tak mi się przynajmniej wydaje. Albo mniejsza pokusa będzie do tego.
Temat mi bliski, bo rozmawiałem o tym. Raz, raz, next czas. Tak, to jest ciekawe.
Więc pewnie to jest dobry moment tam. Natomiast nie ma takiego jednego idealnego momentu. Dużo czynników się na to składa.
A powiedz mi, największy zespół jakim zarządzałeś?
Pośrednio czy bezpośrednio?
Myślę, że pośrednio.
No to tam... Nie wiem, byłem GM-em we Fru tam, we Fru i Wola Ro, to był holding generalnie spółek kilku. Można powiedzieć, że pośrednio tam pewnie było około 200 osób. Natomiast tak bezpośrednio, no to kilkunastuosobowy zespół i to już było za dużo.
Już ciężko jest.
Tak, no. Do ośmiu osób to są chyba takie spoko.
A masz jakieś takie tipy, jak zarządzać takim czasem i zespołem w takim tygodniu? Czego nie robić, co robić? Ja na przykład jestem wielkim przeciwnikiem coli. W sensie im mniej coli, albo kole to bardzo krótkie, takie 15-minutowe, interwałowe, gdzie jakby wszystko omawiamy, ale na przykład takie długie kole strasznie męczą i zawsze staram się usunąć do zera. jak to wygląda z twojej strony, może jakieś narzędzia, może, no wiemy, że my działamy na notion, tak, to jest jakby narzędzie, które niektórzy znają, niektórzy nie, ale może są jakieś takie wskazówki dla osób, jak nawet takim mniejszym zespołem zarządzać, jak jesteśmy mniejszym e-commerce'em, mamy tam, nie wiem, dwie, trzy osoby pod sobą, jak robić, żeby ta praca była efektywna?
Dzielić na mniejsze części, to chyba najważniejsze, sprawdzać, czy robimy właściwe rzeczy, czyli czy Czy projekty, czy konkretne zadania, którymi się zajmujemy w danym tygodniu mają jakiekolwiek zaczepienie w strategii, w realizowaniu jakby takiej szerszej perspektywy? Co jeszcze mogę powiedzieć? Ja akurat lubię one on one'y z członkami zespołu, bo wtedy można dużo rzeczy przetrawić i jakby pchnąć do przodu, też zobaczyć jak tam się sprawy mają i dość efektywne to u mnie to działa.
Pytam, ale one-on-one'y z każdym członkiem zespołu, czy tylko z kierownikami danych działów? Czy z każdym wyciągasz ciekawą informację z organizacji?
Z każdym w moim bezpośrednim zespole. Czyli nie z każdym w całej organizacji, ale te osoby, które raportują do mnie, to z nimi zazwyczaj miałem one-on-one'y w formie weekly. z jakimiś pominięciami, czasami jak nie było o czym gadać, to też żeby nie robić na siłę. Czasem krótsze, czasem dłuższe, to różnie wynika, tak, w zależności od potrzeb. To mi dawało takie poczucie, że badam cały czas puls i jakby jestem w stanie też skoordynować pracę różnych osób, no bo tam wiadomo, że jakaś silosowość zawsze wchodzi, szczególnie jakby jest większa organizacja, tym trudniej jest utrzymać taki Napisy dostęp do informacji, też jakby przekazywanie w organizacji tych wszystkich celów, wszystkich działów. Trudniej jest za tym nadążyć i też staje się to coraz mniej efektywne, żeby każdy za wszystkim jakby mógł nadążyć i trochę też tak widzę swoją rolę, żeby, żeby tą koordynację i szukać tych synergii między działami w danym momencie i tak dalej prowadzić. stworzone przez społeczność Amara.org Co jeszcze?
A narzędzia? Na przykład z Notion masz jakieś takie narzędzia, które mówią, że ktoś to sobie zaczyna wdrażać nawet sumtem do własnej pracy, potem przekazywać, nie wiem, jednym, dwóch osobom. Czy to jest jakby Notion, czy coś jeszcze?
Wiesz co, ja akurat ostatnio zacząłem korzystać z Notion, bardzo wygodnie mi się z tego korzysta, ale jestem agnostyczny w tym kontekście, że narzędzia zazwyczaj, większość narzędzi spełnia funkcję, jeśli się z nich korzysta po prostu. A jak się nie korzysta i się nie chce jakby poznać ich i wykorzystać ich jakby możliwości, no to wtedy się na nie zaczyna narzekać i się okazuje, że się nie przydają i tak dalej. Także nie za dużo narzędzi, raczej dla małych organizacji szczególnie to keep it simple.
To moja w ogóle ta peta, keep it simple.
A wracając jeszcze do tych tipów, to bezwzględnie deep work. Trzeba wygarnąć chociaż ze dwa sloty takie w tygodniu na popracowanie sobie bez rozproszeń. Ja mam też wyłączane wszystkie powiadomienia, jakieś tego typu rzeczy, żeby i na komputerze, i na telefonie, żeby, żeby właśnie jak najmniej było tych triggerów, oderwań.
Scrollowanka.
Tak. Nie mam social media w zasadzie, tylko, tylko na potrzeby firmowe teraz musiałem się trochę zainstalować, żeby, żeby śledzić, co się dzieje na naszym profilu i... czyli deep
work, strategiczne rozkminy i wyłączenie powiadomień. To dużo daje, na pewno przyspiesza pracę. Już jesteśmy gdzieś tam wszędzie w tych socialach.
Tak, i tak jak mówiłem na początku o tej sumie tysiąca drobnych rzeczy, to też ja staram się w każdym tygodniu zrobić co najmniej jedną taką większą rzecz, ale którą się da zamknąć w pół dnia albo w jeden dzień, która jest inwestycją faktycznie, a nie pracą operacyjną. W sensie, że tworzę coś, co zostanie dla klubu akurat obecnie i będzie procentowało codziennie, czy tam przy każdej okazji, kiedy będzie potrzebne. a nie tylko jakby robię bieżączkę i tam ogarniam się.
Patrzę co ma kolejnego tygodnia, już zaraz kolejny minut.
Więc to jest coś, co mi pomaga.
Jesteś w stanie wymienić, bo uważasz, powiedziałeś, że łatwo technologicznie wejść w e-commerce. Warto jest zacząć po prostu. Ale czy są jakieś takie kluczowe czynniki, twoim zdaniem, takiego sukcesu w e-commerce? Powiedziałeś o produkcie. Ja też uważam, że produkt to jest na pierwszym miejscu. Ja tego kiedyś nie rozumiałem. Kiedyś z tatą się sprzeczałem, że mówię, co tam? Ja będę robił marketing, sprzedamy każdą torebkę. No nie, tak to nie działa.
No zdecydowanie produkt i usługa, która daje satysfakcję klientom i którą chcą spontanicznie polecać, to jest jakby podstawa, tak? Generalnie wydaje mi się, że e-commerce też powszednieje właśnie pod tym kątem, że
to
już nie ma jakiejś takiej, to jest po prostu sposób na pozyskanie usługi lub produktu, tak? I jakby coraz bardziej powszechny, naturalny, robiony trzema kliknięciami, więc jakby całe oddziaływanie technologiczne i tak dalej, ono się staje przezroczyste, o ile jest dobre, o ile jest skutecznie wdrożone i nie ma tam pułapek na użytkowników. Także na pierwszym miejscu zdecydowanie produkt, usługa. Na drugim miejscu powiedziałbym, nie przeszkadzać klientowi w e-commerce, te doświadczenia użytkowników na stronie, jakby usuwać potykacze, upraszczać proces, robić za użytkownika te rzeczy, które się da przewidzieć, że warto zrobić. No i pewnie na trzecim miejscu takim czynnikiem, co jeszcze może być, no budowanie świadomości dotarcia we właściwych kanałach, dobrze dobranych do danego produktu i usługi, jakby takich, które się spinają po prostu kosztowo na danym etapie organizacji, bo to mogą znaczyć różne rzeczy. Firma, która się bootstrapuje inaczej będzie na to patrzeć, a firma, która wydaje trochę bardziej agresywnie, bo obiecała wzrosty inwestorowi instytucjonalnemu, będzie inaczej na to patrzeć. To są różne perspektywy, ale no to dla każdej takiej perspektywy szukać po prostu kanałów, które działają i myślę, że takie trio braku potykaczy, dobrego produktu i jakby szukania cały czas najbardziej optymalnej ścieżki do wydawania pieniędzy na dotarcie, na marketing, na budowanie świadomości, to powinno dać jakiś sukces.
Fajnie. Powiedz Maciek, jakie są twoje zawodowe marzenia i też z klubem załatwkowym masz aspiracje, żeby to był projekt na Polskę, a może projekt taki bardziej globalny, bo wizja jest naprawdę świetna.
Chcielibyśmy, żeby to był projekt globalny. Nikt jeszcze tego problemu generalnie nie rozwiązał na świecie w taki sposób skuteczny międzynarodowo. Największa wypożyczalnia, jaką znaleźliśmy do tej pory, ma chyba kilkanaście tysięcy klientów aktywnych, więc jest to już wystarczająco dużo, żeby powiedzieć, że coś tam działa, ale Nie wystarczająco dużo, żeby powiedzieć, że jest to jakiś ogromny sukces i coś, co przedarło się do świadomości ogółu. Tak, myślę, że moje marzenie teraz to jest zbudować biznes, który będzie miał duży impakt społeczny, gdzie w tym biznesie oprócz zdrowego PNL-a będzie wpływ na to, co się dzieje dookoła i będzie to pozytywny wpływ. Klub Zabawkowy daje taką możliwość, bo poprzez wypożyczanie tych zabawek Mam nadzieję, że będziemy kreować, pomagać wychowywać nowe pokolenie w jakimś zakresie zwiększającym się, mam nadzieję, do właśnie ograniczonego konsumpcjonizmu, takiego bardziej zdrowego, tak? Do tego, żeby próbować inaczej patrzeć na to, co trzeba kupić, a co można tylko użyć, a potem przekazać następnej osobie. A w konsekwencji, jeżeli dzieciaki będą wystawione na taką ideę i nasiąkną tym za młodu, to dla nich to będzie absolutnie naturalne za 10, 15, 20 lat i jeżeli będzie wystarczająco dużo takich osób, to to może być istotna siła w zmianie takiego ogólnego podejścia do konsumpcjonizmu, do dbania o planetę. I gdzieś właśnie takie marzenie mi przyświeca, żeby się udało połączyć taki duży impakt długoterminowy z dużym zdrowym biznesem gdzieś. Super skomplikowany mamy ten projekt, taki logistyczno-operacyjnie, właśnie też te wyzwania edukacyjne. Także to bardzo mnie kręci obecnie, bo...
Fajna ta podróż, jak sobie o niej myślę.
Tak, tak. Dużo odkrywamy. Cały czas testujemy różne hipotezy i myślę, że tak będzie jeszcze przez wiele lat. Więc jestem podekscytowany.
Ja jak tego słucham też, teraz przypomniałem taką jedną rzecz, bo powiedziałeś, że w ogóle wypożyczanie mają ciężko w Polsce, ale ja akurat jestem osobą, to też ciekawostka od razu tutaj słuchaczom, ja nienawidzę kupować w internecie. W sensie ja w ogóle nie lubię kupować, ale zakup w internecie dla mnie, jakby nie sprawia mi to przyjemności żadnej. Ale na przykład ostatnio zrobiłem taką zajawkę na wypożyczanie rzeczy w Dekathlonie. I to jest właśnie jedyny model wypożyczania czegoś, który ja zaczerpnąłem. Jak jeździłem na kajak i sobie wypożyczyłem kajak, jakiś namiot sobie wypożyczyłem. No i to chyba funkcjonuje, skoro taki duży gracz to wprowadził. Nie wiem, jaki tam jest procentowy udział, ale od razu mi się wpadła taka myśl do głowy, że to jest jedyna wypożyczalnia takich rzeczy, które można było kupić, wywiadać kupę kasy i potem użyć raz w roku. Więc taki tylko wątek chciałem dopowiedzieć. Może jest więcej takich biznesów wypożyczalniowych? Nie wiem, one są właśnie może jakieś lokalne? Czy to jest tak, że... Znasz Plenty? Tak.
No to to jest dobry przykład chyba czegoś, co się też przebija już powoli do szerszego grona odbiorców. Oni akurat się skupili na elektronice. Też bardzo ciekawy produkt taki, w sensie, no nie wiem, dron czy kamera na wyjazd, czy PlayStation na weekend, to są spoko rzeczy. Albo nie wiem, zaleje ci się komputer, a musisz pracować, no to nie kupisz drugiego, tylko... Wypożyczysz sobie na tydzień, naprawisz swój i potem czy na miesiąc i wracasz do swojego, tak? Więc ogólnie są jakieś pierwsze przebłyski tych wypożyczalni, które przebijają się do takiego szerszego grona i myślę, że tego będzie tylko więcej. Jesteśmy na samym, samym początku tej drogi. No i tak sobie wyobrażam i trochę marzę, żeby za te 5-10 lat wypożyczanie w ogóle, nie tylko zabawek, ale w ogóle było no istotnym elementem takiego codziennego życia, tak? W sensie, żeby ludzie po prostu zaczęli się powoli przestawiać na to, że pewnych rzeczy już nie potrzebują kupować, bo im zajmują miejsce. Nikt nie przelicza tego, że jak coś kupi i potem ma tego nie wiadomo ile, to koszt, kurczę, zakupu nieruchomości i trzymania tego w domu gdzieś tam się dolicza na koniec dnia do tego, użycia i do tego, ile się to tak naprawdę kosztuje, tak? Mało kto jest w stanie to sobie tam gdzieś jakoś skalkulować albo w ogóle wpadł na taki pomysł, żeby o tym pomyśleć, tak? Ale generalnie tych bambetli się trochę zbiera. Każdy może sobie wejść na stryszek czy do komórki lokatorskiej i obejrzeć, co tam ma i kiedy ostatnio z tego korzystał.
My wprawdzie jako DAG jesteśmy w branży fashion, ale my też edukowaliśmy w tym kierunku i np. tłumaczyliśmy naszym klientkom Cosper Wear, to znaczy, do czego warto kupić terepkę skórzaną, która by już nosiła przez, nie wiem, rok, dwa lata, trzy. I wyliczaliśmy im to, ile będzie kosztowało dziennie nałożenie tej terepki versus kupienie terepki z jakiejś marki fast fashion. I to bardzo fajnie przemówiło do naszej społeczności. Dodatkowo dajemy możliwość wymiany i kupna na grupie. Bezpłatnie jest to załatwione w ten sposób. Ale teraz pomyślałem o kolejną myśl. A myślisz, że jest w ogóle realne wypożyczanie torebek?
Chyba ktoś to robi w ogóle.
W jakiejś mniejszej skali chyba.
Wiem, że sukienki na pewno są wypożyczane. Nie wiem, czy torebki, ale pewnie też.
To było prostsze niż sukienki, bo to nakładasz na siebie, nie trzeba tego prać.
Nie masz rozmiarów i tak dalej, nie trzeba prać.
Zapisuję ten pomysł z tego podcastu.
Spoko, mamy już technologię pod to.
O, no to jutro mycha rozmowa, więc sobie pogadamy o ten temat. Słuchajcie, ostatnie takie pięć pytań szybkich.
Skąd czerpiesz wiedzę? Wstyd się przyznać, ale ostatnio to głównie z własnego doświadczenia i od ekspertów jakichś. Generalnie już tak chyba się przerzuciłem raczej na rozmowy z kimś, kto się zna, bo to jest taki najszybszy sposób dla mnie na dotarcie do moich celów. Jak coś mnie interesuje, to tak doświadczenie mnie nauczyło, że to jest najbardziej efektywny przede wszystkim pod kątem czasu poświęconego, a to jest dla mnie bardzo ważne, żeby efektywnie mój czas wydawać. I też kosztowo też mi się wydaje, że to wychodzi sensownie.
Zgadzam się w pełni, mam to samo podejście. Co cię najbardziej wkurza w tej branży online'owej, komersowej, marketingowej? Czy jest coś takiego, co cię nadepnęło na odcisk i cię to zdenerwuje?
chyba nic mnie nie wkurza jakoś tak specjalnie. Nie wiem, jako klienta to mnie wkurza, jak ktoś ukrywa dane kontaktowe na stronie. W sensie, no naprawdę jak już klient potrzebuje, bo ma jakiś problem, to trzeba mu pomóc go rozwiązać, a nie tam się ukrywać i tak dalej. Rozumiem, z czego to wynika, ale longtermowo nie czuję, żeby to miało dobre skutki i mnie to po prostu wkurza.
Longtermowo tylko transparentność i szczerość, ja bym tak powiedział.
Tak, na pewno klienci doceniają takie podejście.
Masz jakieś takie guilty pleasure, które w wolny dzień od pracy lubisz sobie robić?
Guilty to nie mam za dużo. Mam dużo pleasures, ale chyba nie mam takich guilty. Może nie w wolny dzień od pracy, ale śpiewam jak jadę samochodem, ale tylko jak jadę sam, bo robię to strasznie i nie znam tekstu żadnej piosenki. Więc robię tylko w samotności. No i raczej robię to głośno.
No ja to sobie też podśpiewuję pod prysznicem, ale znam temat. To fajnie uwalnia energię, człowiek się odstresowuje, więc to jest fajna sprawa. Jedna rada dla osób zaczynających w branży online, e-commerce'owej, marketingowej.
zaczynających robienie swojego biznesu, czy w ogóle?
Ogólnie, chcących wejść w internet i cokolwiek robić, czy to, nie wiem, jakiś sprzedaż, czy jakieś usługi, może chcą pracować w jakiejś agencji, jakby co oni powinni zrobić na start, czy pójść do jakiejś pracy, nauczyć się, czy może, nie wiem, przeczytać już książkę.
No, mi się wydaje, że taka najlepsza, najlepsza ścieżka to są jednak małe firmy, Tam można szeroko zobaczyć, w sensie te procesy są wide in the open i można się im przyjrzeć, zobaczyć i też trochę, jak jeszcze się nie wie do końca, w której części tego e-commerce'u się ktoś dobrze czuje, albo chciałby się rozwijać, to to dużo szybciej tam można się dowiedzieć. Jest też dużo większa różnorodność zadań. Nie wiem, jak ktoś chce, to zapraszam. My mamy dużo roboty, możemy przyjąć na jakiś internship albo coś w tym stylu. Ale chyba bym polecił, chyba bym polecił właśnie pracę w małej firmie. e-commerce'owej i no trochę tam trzeba lekcji odrobić generalnie, tak? Trochę przeklikać po systemach, trochę pokopiować różnych rzeczy, jakby zrozumieć jak te wszystkie... Jak przebiega proces od pozyskania klienta przez złożenie zamówienia, przez dostarczenie, przez wszystkie reklamacje, no jakby spojrzenie na to całościowo, żeby kumać w czym się obraca później.
Ciekawy punkt widzenia i też się z nim zgodzę, ale ja na przykład jeszcze bym dodał, że ja byłem studentem Akademii Leona Koźmińskiego, zresztą Mateusz też wykładowca, był moim wykładowcą, potem szedł do mnie na podcast, to myślę, że dużo też daje czytanie książek, takich na przykład, taka nie wiem, Biblia Biznesu 3.0, to tam jest 800 stron, żeby liznąć nawet powierzchownie coś z takich tematów. żeby potem móc sobie samemu głębiej trochę wchodzić. Wiesz co, ostatnie pytanie miało być o work-life balance, ale trochę o tym już powiedzieliśmy, że masz to fajnie hapo układane, tak mi się wydaje. Jak byś w ogóle odniósł się od tych słów takich, jak wygląda twój work-life balance? Bo ty trochę wrzuciłeś tematów podróży, z którymi jakby ja rezonuję, wrzuciłeś też temat, z którym ja rezonuję a propos tej przerwy w życiu zawodowym, żeby wychować dziecko, ale może jest coś jeszcze ciekawego, co byś chciał dopowiedzieć do tego?
No to jest właśnie ciekawe, bo moje przemyślenie po tym roku zajmowania się dziećmi było takie, że... Zajmowania się dziećmi full time było takie, że to nie jest work-life balance. W sensie, że wszystko w nadmiarze generalnie i praca, i zajmowanie się dziećmi jest na dłuższą metę męczące. Więc raczej teraz szukam takiego dobrego ułożenia sobie tygodnia, żeby na wszystko znaleźć czas, ale mam z tym problem generalnie, bo lubię się wkręcić w robotę i czasami po prostu za dużo pracuję nadal. Dużo mniej niż kiedyś i teraz na własnych zasadach w 100%, ale... Ja teraz adresuję to tak, że po prostu poranki są dla mnie. Wstaję wcześnie i sobie robię zimny prysznic, jakiś spacer, coś poczytam, jakąś jedną sprawę załatwię i zanim się dzieci obudzą, to staram się wykorzystać trochę tego czasu. Później się zajmuję dzieciakami, a potem już leci dzień roboczy i jakiś tam wieczór, chillout.
Fajnie. A jak wcześnie wstajesz, jeśli można spytać?
Tak jak czuję, że już jest właściwy moment.
Z budzikiem czy bez?
Ostatnio bez budzika. Między piątą trzydzieści a szóstą trzydzieści zazwyczaj wstaję.
To podobnie jak ja. W ogóle czytałem jakieś takie badania, że budzik jest stresorem. Jak wiesz, że ci budzik ma zadzwonić, to trochę jesteś gorszy przez to sen. A jak wstajesz sam z siebie po tym poranku, to zupełnie podobno inaczej organizmy reagują.
Może tak być.
I tym optymistycznym akcentem wstawania o 5.30 chciałem Maćkowi bardzo podziękować. Mamy 55 minut, więc super czas. Myślę, że rozmowa była merytoryczna. Ja was będę prosił o jakiś komentarz albo feedback na dole, na YouTubie czy na Spotify. Dzięki Maćek.
Dziękuję.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







