Nie popełniaj TYCH błędów zaczynając działania online | Ania Maluje | Z BUTA w MARKETING

W odcinku podcastu „Z BUTA w MARKETING” prowadzący rozmawia z influencerką Anią Maluje o najważniejszych błędach, które popełniają początkujący twórcy online, oraz o praktycznych strategiach budowania trwałej marki. Ania podkreśla potrzebę dywersyfikacji kanałów – łączy Instagram, grupę na Facebooku oraz newsletter, które razem tworzą własny, niezależny kanał komunikacji. Dyskutują o roli newslettera jako jedynej własności w e‑commerce, o optymalnej częstotliwości (raz na tydzień lub co dwa tygodnie) i formacie jednego tematu, co zwiększa otwieralność i zaangażowanie. Poruszają także monetyzację wiedzy poprzez płatne ebooki oraz subskrypcje. W dalszej części rozmowy omawiane są typowe pułapki początkujących: nadmierne skupienie na viralu, brak planu treści, nieumiejętne delegowanie zadań oraz brak narzędzi do zarządzania społecznością. Ania dzieli się swoimi doświadczeniami z organizacją zamkniętych grup, spotkań offline i budowaniem relacji z odbiorcami. Porusza także temat równowagi psychicznej – wyznacza roczny cel finansowy, osiąga go w marcu i dzięki temu unika presji i wypalenia. Na koniec mówi o planach na kolejny rok: podróże (Azja, Ameryka Południowa), rozwój produktów (kurs online) oraz utrzymanie zdrowego podejścia do pracy. Całość prowadzona jest w tonie przyjaznym, refleksyjnym i praktycznym, z licznymi konkretnymi wskazówkami dla twórców.
Chapters
Mam wrażenie, że słowo influencer trochę się tak rozmydliło jak mydło i ludzie go używają w odniesieniu do ludzi, którzy nie mają podstawowego składnika w byciu influencerem, czyli wpływu, bo można mieć zasięgi, a nie mieć wpływu na nic, na żadną decyzję zakupową, życiową, cokolwiek. Ja myślę, że ja wpływ mam.
Jesteś odporna na krytykę? Jaki był twój pierwszy hejt? Pamiętasz go? Mint w sieci?
Mam wrażenie, że wiele osób tworzy w sieci, nie wiedząc po co, dlaczego i jaki jest ich cel. W sensie, no chciałabym sobie urosnąć do, nie wiem, 100 tysięcy. Właśnie, patrzymy na wyniki nie te, co trzeba i uczymy się od tych ludzi, co nie trzeba. Tych ludzi, co są najgłośniejsi, a nie najbardziej skuteczni.
Ja się zastanawiam, kiedy to się skończy, bo to się musi w końcu skończyć. Podpatrząc i obserwując sobie innych twórców, to jakie widzisz największe błędy, twoim zdaniem subiektywne, jakie oni popełniają w ogóle w prowadzeniu?
dyrektorem e-commerce marki DAK. Masz dosyć pierdolamento? Możesz się spodziewać tu szczerej, brudnej prawdy o marketingu i e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe mięcho. Napisz do mnie teraz na Instagramie Oskar Upiński PRAWDA, a podeszę Ci nieoczywistą prawdę, o której nikt nie mówi. Gratulacje!
Blisko 20% z was subskrybuje mój kanał, ale nadal 80% tego nie robi. Więc chciałem cię zachęcić do subskrypcji. Kliknij teraz w przycisk subskrybuj. A jeśli cenisz moje wartościowe treści, które dodaję na YouTubie, to będzie takie fajne mikro wsparcie. Dołożysz cegiełkę do tego, co otworzę każdego dnia. Przechodzimy do kolejnego odcinka. Dzisiaj słuchajcie ze mną gość Ania, która jest ponad już długą dekadę w branży. Powiedz mi, jak na przestrzeni tych lat zmienia się w twojej głowie słowo bycia influencerem? Jak w ogóle definiujesz influencera kiedyś, jak teraz? Czy wcześniej to byli twórcy internetowi? Jak to się zmieniało, patrząc sobie tak spośród takiego dość długiego okresu obserwowania tego w branży?
Wiesz co, kiedy ja zaczynałam, to nawet nie istniało słowo influencer, bo ja sobie po prostu zaczynałam od prowadzenia fotobloga na darmowej platformie przez pierwsze trzy lata. I nigdy się nie określałam, kim wtedy jestem. Można by powiedzieć, że byłam blogerką, ale czy to jest jakieś główne hasło, które by mnie określało? Nie sądzę. Później wyszło na to, kiedy już prowadziłam bloga, że jestem blogerką. I co, teraz miałabym być instagramerką, tiktokerką, podcasterką, nie wiem kim, nie? Cały czas robię to samo, tylko zmieniają się te platformy, więc ja nie czuję tej potrzeby etykietowania się. Natomiast mam wrażenie, że słowo influencer trochę się tak rozmydliło jak mydło. I ludzie go używają w odniesieniu do ludzi, którzy nie mają podstawowego składnika w byciu influencerem, czyli wpływu. Bo można mieć zasięgi, a nie mieć wpływu na nic, na żadną decyzję zakupową, życiową, cokolwiek. Ja myślę, że ja wpływ mam. i czy to wpływ na to, że moi odbiorcy wypełnią ten kwestionariusz, który pozwoli im przepisać się do innego miejsca i zagłosować w wyborach, czy to wpływ odnośnie tego, co włożą do koszyka zakupowego w sklepie, czy gdzie pojadą na wakacje, bo potem wysyłają mi zdjęcia czy filmiki, że są dokładnie w tych samych miejscach, które poleciłam i się cieszą. Więc dla mnie influencer to ktoś, kto nie tyle co tworzy do sieci, bo tworzy do sieci wiele osób, ale też ma wpływ na ludzi, do których tworzy. I myślę, że ten wpływ powinien być też nie taki jednorazowy, ale też ciągły. Bo może się komuś zdarzyć viral, który sprawi, że nie wiem, ktoś wykupi pomadkę w Hebe, nie? Albo jakąś torebkę. Ale czy to znaczy, że ta osoba ma regularny, stały wpływ na jakąś grupę ludzi? No niekoniecznie. Może nawet tak źle rozegrać ten viral, że nikt jej nie przyjdzie, okej, wykręci jakiejś marce ogromną sprzedaż, A jej samej nie przybędzie więcej niż 200 followersów.
Głównym parterem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem trzech partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako Marka Duck. Wygodne zwroty to bezpłatne na sklepu internetowego narzędzie, które usprawnia proces zwrotu towarów e-commerce. Korzystanie z usługi ułatwia budowanie zaufania do marki, usprawnia pracę magazynu, logistyki i zwrotów. Ponadto ty jako właściciel sklepu internetowego decydujesz, kto pokryje koszt przesyłki z zwrotem towaru. Sam BAI Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopej, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne doładowywania telefonów. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing.
Zaczęłaś w ogóle bardzo fajny temat, który też poruszaliśmy w Wiadomościach Prywatnych jak jeszcze temu. Tak zwane wirale, rolki wiralowe, czy to na Szorcie, czy na TikToku. No ale my wtedy rozmawialiśmy o Instagramie. I ja mam podobną optykę na to, że one są niebezpieczne. One są niebezpieczne pod względem tego, że właśnie możemy dostać zasięg, który nie do końca jest kaloryczny dla naszych odbiorców. I powiedz, jakie ty masz doświadczenia z tym, z wiralami? Raczej tylko negatywne czy pozytywne? Jakby są twoje, twoja optyka na takie działania, w których dużo takich, można powiedzieć, guru i mentorów, w cudzysłowie, internetowych, bardzo pushuje na to, żeby jednak te virale tworzyć, żeby zdobywać tych ludzi jak najwięcej, tylko co potem?
Wiesz co, ja myślę, że oni pushują na to, bo to jest wynik, którym łatwo się pochwalić, nie? Sprzedajesz jakiś kurs albo ebooka o tym, jak stworzyć wiralową rolkę. Jest na to dość prosty, przewidywalny przepis. W sensie, to nie jest tak, że on ci wypali za pierwszym razem, ale jeżeli zrobisz według tej formuły 20 materiałów, to minimum jeden ci raczej wystrzeli. Wiadomo, że tam trzeba użyć odpowiednie huki, jakoś tam zaintrygować w pierwszych sekundach odbiorcę, im bardziej Będzie ten element zaskoczenia, tym większa szansa, że ten film zawiraluje. Tylko właśnie co wtedy, co dalej. Ty wyślesz screena do osoby, która sprzedała ci ten kurs albo e-booka, że zobacz, Montokio z Usięgi, wszystko super. Ta osoba zrobi screena z twojego screena, wrzuci go na stories i pochwali się wynikami swoich kursantów i sprzeda więcej kursów. A ty zostaniesz z mnóstwem ludzi, którzy do ciebie przyszli z przypadku i nie są zainteresowani tym, co ty tworzysz. Szczególnie jeśli na przykład zawiralowałeś jakimś memem, to okej, memy można wrzucać, ale gdzieś tam w granicach rozsądku, nie? Ja myślę, że dobrze skonstruowane treści powinny być jak taki zbilansowany zbilansowana dieta i nie możemy karmić ludzi samymi deserami albo samymi chipsami, bo okej, oni po to przyjdą chętnie, ale to nie jest coś, co jakby ich nakarmi na długo i co jest tą wartościową treścią. Moje doświadczenia z viralami są różne. Zdarzało mi się, że no zupełnie niecelowo wpadłam w viral. I przychodzili mi ludzie, którzy nie są moją grupą odbiorców, bo ja celuję do kobiet, kobiet w moim wieku lub trochę młodszych ode mnie, może też trochę starszych, ale generalnie moją ideą było tworzenie dla młodszej siebie. No i kiedy nagle pod jakieś moje zdjęcie z wakacji przychodzą jacyś panowie z wykopu i je komentują, to to ani nie jest grupa, której ja coś sprzedam, ani nie jest grupa, która jest dla mnie jakoś istotna. Przepraszam wszystkich panów, którzy obserwują mój profil, bo jest też jakaś grupa fajnych, sensownych gości, którzy na przykład, nie wiem, radzą się mi jaki prezent kupić żonie. Bardzo lubię z nimi dyskutować. No ale jest pewna grupa, która jest zainteresowana czymś zupełnie innym niż ja chcę dostarczać. I tacy followersi tylko psują ci demografię. Zmniejszają konwersje, robią ci jakiś bałagan w komentarzach, ty musisz poświęcić czas na to, albo żeby ich poblokować, albo poograniczać, albo ich zignorować, zależy co tam wybierzesz, ale no zostawione te komentarze przyciągają więcej tego typu komentarzy. Rozmawiam też z innymi twórcami, którzy powpadali w viral i oni mi mówią, że kiedyś myśleli, że viral to jest najlepsze, co może ich spotkać, a okazuje się, że to jest najgorsze, co mogłem się przytrafić, bo Lepiej jest i dla reklamodawców i dla ciebie. Jak na przykład na Instagramie masz wszystkie rolki po mniej więcej 50-60 tysięcy wyświetleń, niż jak wszystkie twoje rolki oscylują w granicach 5-10, a dwie masz wybite na milion. Ani reklamodawca nie jest w stanie oszacować jaki ty zasięg możesz dostarczyć. Ty masz ludzi, którzy jeżeli dobrze rozegrałeś ten viral, przyszli ci na profil, ale są martwymi odbiorcami, co widać po tym, że się nie przekłada na regularne zasięgi, co sprawia, że masz niższy ten engagement rate, więc jesteś jeszcze mniej wiarygodny dla wszystkich. Moim zdaniem źle przemyślany viral, czyli niedopasowany do grupy docelowej, no jest taką wilczą przysługą, czymś co nam naprawdę szkodzi. Nie znam zbyt wielu osób, które urosły na wiralu i im się to opłaciło. Ja myślę, że lepiej jest się toczyć jak taka kula śnieżna i z każdym tym obrotem.
Krok po kroku.
Gromadzić sobie więcej ludzi, którzy wiedzą po co i dlaczego cię śledzą.
w pełni podpisuje się pod tym, co powiedziałaś, dwoma rękami. Pytanie jest jedno, czy jest jakiś panaceum na te wirale, bo to jest temat, który akurat ja zgłębiałem też kiedyś z Elizą, że jak ci ludzie już przyjdą przypadkowo, zahaczą się o jakiś wiral, jak ich, że tak powiem, podziękować im za obserwację naszego profilu. I jest taka aplikacja, nie wiem, czy ty możesz wyszłaś na jej IQ Hashtag, i ona pozwala jakby ręcznie odklikać tych ludzi. Ale ja cały czas szukam, zgłębiając swoimi znajomymi social media, managerami z influencerami, czy ty może masz wiedzę na ten temat, czy jest coś, jakaś aplikacja, jajowa, cokolwiek, która automatycznie zdefiniuje, że te osoby, które przyszły w danym czasie, one są mało kaloryczne, słabo mają konwersyjność i mogą być automatycznie usunięte. Czyli ty to robisz ręcznie. Miałaś takie nieprzemyślane, przypadkowe wirale, nieprzemyślane.
To ja kiedyś przez IQ Hashtags usuwałam ludzi, którzy followują masowo, ale mi się już nie chce w to bawić, bo to jest zbyt dużo mojej pracy. Nie znalazłam takiego narzędzia do AI. Natomiast przyznam się szczerze, że dwa razy jak zauważyłam, że moja treść robi się viralowa w grupie, która mnie nie interesuje, to włączałam profil na prywatny, żeby to zatrzymać. Bo zauważyłam, że przychodzi mi z tego sam ruch, którego nie chcę i nie potrzebuję. Nie, że jakiś hejt czy krytyka, ale no po prostu zupełnie inna grupa. Więc stwierdziłam, okej, no to jest najprostsza droga, żeby to na szybko zatrzymać. Tylko tracisz wtedy staty, nie? Trzeba je poscreenować wcześniej.
To się zgadza. Ja jestem super zadowolony z tego, że my w tamtym roku w DAG-u urośliśmy o 50 tysięcy followersów i nie mieliśmy żadnego virala. Wszystko było legitnie zapłacone Facebookowi, Target Grupo, więc to też jest, uważam, jak ktoś ma budżet, jakieś takie rozwiązanie. W przypadku marek przede wszystkim, które już sprzedają, więc jakby mają hajs na to. Po prostu pakowanie kasy w reklamy, bo Facebook taki ma system, że on tutaj że im się nie opłaca organicznie, żeby influencerzy czy marki zdobywały followersów, oni wolą, że zapłacić i dostać kalorycznych ludzi. Korzystałeś z jakichś takich reklam, czy nie?
Korzystałam przy promocji swoich produktów, ale ja nie jestem dobra w ADSA, w sensie to jest jakiś obszar, z którego musiałabym zrobić kurs, bo nigdy nie byłam zadowolona z osób, które mi ustawiały te ADSA. Przepraszam, jeśli tego słuchają.
To ci pomogę.
I myślę, że gdybym się nauczyła tego samodzielnie, to wyszłoby mi to na lepiej, bo też lubię zdobywać jakieś umiejętności, a też nawet gdybym komuś zlecała, to wiedziałabym czego oczekiwać i jakich efektów się spodziewać. Więc miałabym większe jakieś odniesienie do tego. Ale myślę, że reklama płatna, nie wiem, ludzie się jej boją, a dobrze skonfigurowana reklama płatna może być dużo lepszym pomysłem niż inwestowanie czasu w robienie wirali.
I w robienie contentu, który musi też być dobry, żeby ten viral zrobić, więc... Więc taka strategia idealna to jest jakby robimy content taki organiczny. Wybieramy to, co najlepiej nam poszło, ale gdzie kalorycznie ludzie nam przyszli. Potem w sposób zautomatyzowany po prostu pchamy to do podobnych odbiorców. Pchamy w przenośni. A powiedz mi, jak wygląda twoja strategia w ogóle social media, postów? Czy to jest pełen spontan? Czy masz jakieś plany? Jak do tego w ogóle podchodzisz? No bo robisz to już bardzo długo. Więc jakieś ciekawe wnioski masz.
Ja robię wszystko na czuje i tak jak, nie wiem, jak mi się podoba. Często jest tak, że nie wiem danego dnia, o czym jeszcze dzisiaj będą stories. Gdzieś tam mam jakiś zamysł, o czym chciałabym powiedzieć i co jest dla mnie ważne. Wiem, że jak zbliżają się wybory, to będę chciała zachęcać do głosowania. Nieważne na kogo, ważne, że zgodnie ze swoimi poglądami. Ale będę chciała ludziom właśnie pokazać, jak odkryć, jakie są twoje poglądy i kto jest z tobą zbieżny. Jak, nie wiem, z jakiś miesiąc świadomości autyzmu, to wiem, że będę chciała trochę poruszyć te kwestie. Ale generalnie ja działam na spontanie i teraz przerabiam kurs odnośnie AI i miałam tam, muszę zrobić do dzisiaj zadanie domowe, zrobić harmonogram postów stworzony przez chat GPT. Jak sobie pomyślałam, że ja bym miała na bazie takiego harmonogramu działać, to bym chyba zwariowała. Myślę, że to może być spoko, jak ktoś prowadzi jakąś agencję, gdzie ogarnia klientów i...
A, po prostu 70 klientów na jedną osobę.
Tak, ale ja nie wiem, ja nie chciałabym działać z jakimś sztywnym harmonogramem, bo nie po to działam na swoim, żeby czuć się jak w korporacji. I to nie jest tak, że nie wyciągam wniosków i analiz z tego, co robię, bo jedno nie wyklucza drugiego. Ale lubię działać na spontanie i lubię być nieograniczona także rzeczami, które sama sobie narzuca. Lubię mieć w życiu jakieś solidne swoje rutyny i podstawy i nawyki. ale na stories, ja sobie cenię bardzo dialog z moimi odbiorcami, więc jeżeli wrzucę coś i widzę, że ludzie to zainteresowały i chcą rozwinięcia, to strzeliłabym sobie w stopę, wrzucając coś, co sobie zaplanowałam i chcę dalej, zamiast kontynuować ten temat i jakby go poszerzać o inne wątki, a może nie wiem, zaprosić kogoś do rozmowy na ten temat, skoro to jest coś, co nie wiem, dla mojej grupy jest ważne.
To jest ciekawe, co mówisz, a patrząc i obserwując sobie innych twórców, to jakie widzisz największe błędy, twoim zdaniem, subiektywne, jakie oni popełniają w ogóle w prowadzeniu, załóżmy, Instagrama, no bo ty mówisz, że robisz to na luźnym flowie, ja uważam, że to jest bardzo ważne. Gdzieś ta strategia taka rozpisana, ja jestem jej fanem z tego względu, że ona jakby w pewnym momencie, jak nie wiesz, gdzie jesteś albo w którym miejscu się skierujesz, to wiesz, w którą stronę przynajmniej chcesz podążać, ale ty masz to też rozpisane, ze względu na jakby tych akcji wszystkich społecznych, o których mówisz, ale jakie największe błędy popełniają ludzie będącym influencerami 2021? czwartym roku, albo co widzisz jakby, że nie chodzisz by sypać tutaj ksywkami czy nazwiskami, tylko bardziej, co najbardziej cię tak irytuje wewnętrznie.
Ok, no ja bym przede wszystkim nie chciała określać czyjegoś sposobu działania jako błąd, bo myślę, że tych dróg działania może być wiele i nie wiem, ja mogę widzieć jakiś efekt, a mogę nie wiedzieć, co za tym stało, jakie idee i może to jest spójne wewnętrznie. Ale mam wrażenie, że wiele osób tworzy w sieci, nie wiedząc po co, dlaczego i jaki jest ich cel. W sensie, no chciałbym sobie urosnąć do nie wiem, 100 tysięcy. No ale jak, po co, do kogo chcesz mówić, w jakim celu, czy chcesz coś sprzedawać, czy chcesz budować markę osobistą. Nie, ja chcę mieć 100 tysięcy follow. No jakby, o czym to jest?
I same wirale.
No tak, albo ludzie myślą błędnie, że jak będą mieli duże konto, to będą mieli dużo współpracy, dużo będą zarabiać. To kompletnie tak nie działa i myślę, że trzeba być naiwnym albo właśnie zmanipulować się przez tych ludzi, którzy oferują ci szybką drogę do sukcesu, bo zarabiają na oferowaniu ci szybkiej drogi do sukcesu.
A sami nie osiągnęli tego.
Albo osiągnęli botami.
To jest smora straszna i to szkoda. Najbardziej mnie mierzi w tym, że dużo tych młodych osób, które odłożą te 500-1000 zł na ten pierwszy kurs, na pierwszego ebooka jakiegoś i ludzie po prostu im potem przekopiowują z czatu treści nieznaczące nic, niepoparte praktyką. Ja się zastanawiam, kiedy to się skończy, bo to się musi w końcu skończyć.
No wiesz, myślę, że w pewnym momencie ktoś sobie spojrzy w oczy, że przeinwestował w to, nie? Włożyłem już dziesięć tysięcy w różne kursy szkolenia, mikrofon, lampę, coś tam i okej, może mam followersów, ale nic z tego nie wynika. Jak wrzuciłem sprzedaż swoich konsultacji, to nikt ich nie chce kupić, nie? To myślę, że prędzej czy później przychodzi ten moment realizacji, że to jest przeinwestowane i że wcale nie jest tak prosto zostać influencerem, jak się ludziom wydaje, albo nie wiem, marką osobistą na Instagramie. I zgubiłam wątek. Zapomniałam co chciałam powiedzieć.
Nie ma problemu, możemy przejść do pytania.
O błędach mówiłeś. Ja myślę, że takim pierwszym podstawowym błędem, jeżeli już ktoś chce robić jakieś treści, jest to, że nie zostawia żadnego call to action na końcu. W sensie, jeżeli już robisz treści z potencjałem na viral i nie zamieszczasz kluczowego elementu na końcu, czy nie wiem, no to może nawet najbardziej banalny call to action, typu nie wiem, zaobserwuj mnie po więcej, albo jutro rozwinę ten temat na stories, nie? I oni tego nie robią, więc zastanawiam się, po co? Po co wkładać ten cały wysiłek? To tak jakby, nie wiem, spakować zakupy w dziurawą torbę i się dziwić, że wszystko ci wyleciało i mieć pretensje, że przeszłeś z nimi 10 kilometrów. Why?
I to jest idealny moment na to, żebyście zasubskrybowali mój kanał, bo to jest właśnie ta call to action. Jeśli oglądacie i podoba wam się te pierwsze 15-16 sekund, to dajcie suba. Tak to powinno być zrobione?
Może być tak zrobione. No, call to action może być rozegrane na wiele różnych sposobów i pewnie sam dobrze wiesz, że to zależy od twojego celu, nie? Co ma na celu materiał, który wrzucasz. No ale właśnie, nie tylko wiedzieć, po co generalnie tworzymy i co chcemy osiągnąć, ale w jakim celu wrzucamy dany materiał do sieci. Bo nie każdy jest po to, żeby zyskać nowych followersów. Niektóre będą na to, żeby podtrzymać więź, inne żeby, nie wiem, rozbawić ludzi. inne będą do budowania jakiejś rozpoznawalności twojej, nie wszystkie muszą być zasięgowe, nie wszystkie muszą być na lajki, no cele są różne.
Robisz to już bardzo długo, a co ty chcesz osiągnąć? Masz jakiś taki cel, czy jesteś bardzo długo w sieci, edukujesz, dajesz ciekawe wartości, robisz produkty cyfrowe i gdzie ta droga prowadzi?
Co ja chcę osiągnąć? Ja chcę tworzyć treści takich, jakich potrzebowałaby młodsza ja, czyli wiem dokładnie do kogo mówię i po co mówię. Chcę dawać odwagę kobietom i widzę, że daję, widzę wiadomości. Wiem, że to jest proces, który trwa i to nie jest szybkie, ale nie wiem, lubię te wiadomości, kiedy ktoś po trzech latach obserwowania mnie zaczyna od tego, że na początku go irytowałam, a teraz nie wiem, zmienił to, to, to i to i chciał mi podziękować. I to mi sprawia ogromną przyjemność. Tak szczerze, poza tym, zupełnie szczerze, to lubię mieć wygodne życie. A to jest prosty sposób na wygodne życie.
Cenię za szczerość i autentyczność. I budujesz w ogóle swój profil na autentyczności. Czy to jest łatwe?
Właśnie dla mnie określenie budowanie profilu na autentyczności jest już w sobie pewnego rodzaju zaprzeczeniem, no bo jeżeli jesteś autentyczny, czyli jesteś sobą, to nie wkładasz wysiłku w zasadzie w budowanie czegoś. Myślę, że to jest dużo prostsze niż budowanie jakiejś persony, którą musisz podtrzymać, musisz uważać, żeby ona istniała. Ja po prostu sobie określiłam, jakich tematów i sfer swojego życia nie poruszam w sieci, co nie istnieje. I po prostu sobie jestem. Mówię o tym, co mi ślina na język przyniesie. Jak akurat, nie wiem, mam wyzwanie, że sprzątam lodówkę i wyjadam z zapasy, to mówię o tym, że wyjadam z zapasy. Jak zapisałam się na twerk, to mówię o tym, że zapisałam się na twerk. Jak jestem w podróży, to moje konto jest o podróży. Bycie sobą w sieci nie wymaga wysiłku. Myślę, że budowanie persony wymaga większego.
Tak, ja się z autentycznością wrócę trochę w nawias, bo jedna z osób na Instagramie, takich dość popularnych, stworzących wieloletwe treści, ostatnio wyłożyłem dodatki post, że mamy nowy trend w 2024, bycie autentycznym.
Nie wiem kto to, więc mam nadzieję, że nikt nie wie, że tego mojego takiego, tę minę, personalnie, ale... Powiem ci
w kuluarach, ale dla mnie to było takie... Jak to? W sensie, co to jest za trend? W sensie, kto, kim? Byłaś wcześniej w takim razie. I tu postawimy kropkę, żeby nie drążyć tego. Robisz wszystko sama czy masz zespół?
Mam asystentkę obecnie. Kiedyś miałam też menadżera. Jeżeli oczywiście jakieś takie drobne rzeczy, typu składę bułków, jakieś tam zaplecze techniczne, zlecam montaż podcastu i jestem z tym okej. Ale aktualnie wystarcza mi asystentka. Jest moim drugim zapasowym mózgiem. Bardzo cię pozdrawiam, jeśli tego słuchasz. Wielokrotnie ratowała mi skórę, wielokrotnie ogarniała za mnie coś, co zajmowałoby mi czas i nie wiem... Są takie zadania, które musisz wykonać, ale są żbudne, bezcelowe, nie prowadzą cię do niczego. Jestem fanką delegowania, jeśli tylko kogoś na to stać.
Pytam dlatego, bo ja akurat mam sześcioosobowy zespół w swoim projekcie Personal Brandu, który dopiero się startował w styczniu. Ja jestem wielkim fanem delegowania, automatyzacji, spisywania procesów i powtarzalności. I często zauważam też tak u swoich znajomych influencerek czy influencerów, że oni budowali to wszystko sami. I są trochę taką z osioł sam osioł i ciężko jest im w ogóle oddać na przykład zrobienie opisu, zrobienie newslettera, bo oni uważają, że zrobią to lepiej i przez to tracą czas i nie są w stanie się rozwijać strategicznie. Ale fajnie, że jakby ty widzisz w tym wartość, jesteś fanką delegowania, bo to nie jest często generalnie u influencerów.
Wiesz co, ja rozumiem te obawy, nie? No bo jeżeli coś tworzysz i wkładasz w to całe serce, to to jest takie twoje i są też elementy, których nie chciałabym nikomu oddać. Na przykład, nie wiem, chcę nagrywać podcast sama. Przerabiam sobie kurs o sztucznej inteligencji i doceniam to, że będę mogła wkrótce już tak lepiej niż teraz swój tekst zamienić po prostu na głos i mogłabym takie treści tworzyć dużo szybciej i sprawniej. Nie wiem, przekonwertować stare teksty z bloga w podcasty, nie? Na przykład. Ale interesuję się tym, obserwuję jakie są różne możliwości, ale też bez problemu deleguję to, co nie musi być moją osobistą treścią. Chciałabym posty i story stworzyć sama, no bo to wynika z moich wartości, tego po co tworzę i tak dalej. Ale jakieś takie rzeczy dookoła, absolutnie nie ma potrzeby robić tego samodzielnie, bo przepalają moją energię. Kreatywność to nie jest taki łatwo i szybko odnawialny zasób jak inne, więc... Jestem fanką delegowania, ale przy zastanowieniu się tego... Boże, zakręciłam się. Przy zastanowieniu się, co chcemy delegować i dlaczego.
Tak, to jest bardzo ważne, żeby zapytać sobie strategię i zastanowić się, w czym jesteśmy dobrzy i co najbardziej lubimy robić. To jest w ogóle najistotniejsze. Wspominałaś trochę o podcastach, trochę o blogach. Przez te kilkanaście lat, to która forma, którą lubisz najbardziej? Lubisz robić zdjęcie, opisy, czy lubisz robić stories, czy właśnie podcasty? Co sprawia ci największą frajdę?
Jeśli byłeś na moim profilu kiedykolwiek, to wiesz, że zdjęcia nie są moją mocną stroną i grafika nie jestem w tym dobra, nie umiem wyrazić niczego obrazem. Chciałabym się nauczyć chociażby tak storytellingowo robić wideo, bo widzę, że ludzie wolą obecnie konsumować treści wideo, a ja lubię opowiadać historie. Ja najbardziej lubię pisać i zawsze tak było. Ale jestem okej z tym, że częściej teraz mówię niż piszę. Po prostu zmieniła się forma i uczę się przekazywać to samo, co przekazałabym kiedyś tekstem na blogu w inny sposób. Ale tak, myślę, że ani w wideo, ani w zdjęciach to ja nigdy nie byłam mocna i pewnie nigdy nie będę,
bo to nie jest jakby... Można zdelegować wideo.
Można. Ale żeby zdelegować coś, muszę wiedzieć dokładnie co chcę, co chcę delegować, bo nie wiedząc tego, nie wiem komu i nie wiem jak dokładnie, nie? Więc zdarza się, że czasami komuś deleguje jakieś wideo. No ale ja jestem chyba opowiadaczem historii, tak bym sobie powiedziała.
Storytellingowiec w formie pisanej. Jesteś odporna na krytykę? Jaki był twój pierwszy hejt? Pamiętasz go? Mint w sieci?
Nie wiem, czy warto w ogóle być odpornym na krytykę. Krytyka potrafi być bardzo konstruktywna i wiele nam dać, więc jeżeli jesteśmy na nią tak, nie wiem, załknięci, że ona po nas spływa, to można sobie zaszkodzić. No ale właśnie warto rozróżnić krytykę od, nie wiem, hejtu czy krytykanctwa, nie?
Konstruktywa krytyka super, to jest ważne, możesz być lepszy.
Tak. I ja często też polemizuję z moimi obserwatorami, często się nie zgadzamy. W ogóle ja lubię to, że ja nie mam samych klakierów na swoim profilu, tylko bardzo często gdzieś tam są jakieś tarcia. I większość tych rozmów albo kończy się tym, że Pozostajemy w niezgodzie, ale w szacunku. Jedna na dziesięć kończy się tym, że ktoś, nie wiem, informuje mi, że odlatuje z tego profilu, bo myślał, że jestem inna, ale okej. A potem obserwujemy codziennie moje stories, nie? Ale nie, ja krytykę akurat lubię, o ile jest sensowna i rzeczywiście ma na celu poprawę czegoś, a nie jakieś tam ponarzykanie. Natomiast hejt, kiedyś się nim przejmowałam, bo hejt pojawia się często, jak tylko zaczyna się tworzyć. Ale wydaje mi się, że początkujący twórcy za bardzo boją się hejtu, a hejt wcale nie jest najstraszniejszym, co nas może spotkać. Najstraszniejsze, co może spotkać twórcy internetowego, to jest to, co może spotkać ekshibicjonistę. Brak uwagi, brak w ogóle jakichkolwiek reakcji na jego treści. Hejt czy jakieś uszczepliwe wiadomości są oznaką tego, że to wywołało jakieś emocje, że ta treść wywołała reakcję. A w sumie to my chcemy wywoływać reakcję, nie? Więc wydaje mi się, że wcale nie hejt jest tym najstraszniejszym.
A jak są takie sytuacje, w których dodajesz treści i właśnie jest brak zainteresowania, były takie sytuacje, to się tym przejmujesz czy już nie przejmujesz?
Zależy po co stworzyłam daną treść, bo czasami jest mi gdzieś tam przykro i myślę, że wiele osób, nie wiem, rzuca potem takimi, dlaczego, nie wiem, ludzie nie chodzą do opery, a słuchają disco polo, wartościowe treści nie mają zasięgu, ale to jest... lekcja do mnie do odrobienia, jak ja mogę opakować taką treść w sposób, który będzie bardziej lekkostrawny i wywoła reakcje, których potrzebuje. Więc staram się z tego uczyć. Natomiast tak, no gdzieś tam czasami jest mi przykro, że jakieś treści przechodzą bez echa, ale uczę się też to robić, bo bardzo łatwo jest się zapędzić w to, że zaczynamy tworzyć treści, które generują reakcje i lajki, a nie są do końca zgodne z nami. Na przykład podcast, który sobie tworzę, w ogóle mnie nie obchodzi, jak on będzie miał zasięgi. To są rzeczy, które ja chcę powiedzieć. I kto wysłucha, to wysłucha. Jest jakieś grono, które słucha wszystkiego. Wiadomo, że są odcinki, które mają dużo mniej odsłon, ale cieszę się, że je zrobiłam. Bo nie wiem, jeżeli one przemówią do pięciu osób i te pięć osób coś z tym zrobi, to ja jestem z tego powodu szczęśliwa. Bo po to je stworzyłam, nie? Dlatego mówię, odróżniam czasami treści zasięgowe od niezasięgowych. No ale tak podtrzymuję, że brak reakcji jest najgorszym, co może spotkać twórcę. Wcale nie hejt.
To ciekawe. W sensie, na pewno jest w tym prawda. Ja trochę mam na przykład inne podejście. Pamiętacie swoją optykę, że ja tworząc sobie treści, czy to podcasty, ja jestem w ogóle takim świeżakiem, świeżym influencerem, bo ja właśnie w grudniu pod takim, nie naciskiem, ale takim motywacją Elizę, ona mówi, weź już zrób w końcu jakieś treści internetowe. Ja mówię, ale po co? Wszyscy to robią. Ona mówi, ale ty zrobiłeś jakieś wyniki, no weź coś zrób. Ja mówię, dobra, mogę to w sumie zrobić. No i sobie od stycznia w tym drepczę. Wcześniej jakby, jakby, małem dużo kontaktu z marketingiem. I mam takie coś, że nie za bardzo mnie interesują te wszystkie wyniki. W sensie, jeśli nie masz fokusu na tym, że musisz tam, nie wiem, wbić sobie tyle i tyle followersów, no to ja na przykład patrzę, no dobra, ten podcast miał 800 wyświetleń, ten 2,5. Analizuję, dlaczego tak się stało, ale w ogóle mnie to nie rusza, bo nie mam strategii w głowie, że muszę mieć nabite 100 tysięcy followersów. W sensie, ja wiem, że to się wydarzy przez ciąg rzeczy, które robią małych kanalików, ale to też może trochę rujnować podejście tych młodych ludzi, którzy chcą strasznie szybko mieć dużo, bo inni np. orwieśnicy już mają tak duże wyniki. I ten taki pęd zbierania tych followersów jest trochę, z followersów czy lajków, trochę taki, można powiedzieć, moim zdaniem szkodliwy.
W tym aspekcie się z tobą zgadzam, ale w ogóle jest też taka istotna kwestia, że ludzie patrzą na wyniki, ale nie na te, co trzeba, nie?
O, to tak, to tak.
Bo skupiają się właśnie na tych followersach, zasięgach, lajkach. Ja mogę mieć treści, które wygenerowały mało lajków, a duże sprzedaży. I ktoś potem mówi, jak ona mogła mieć deal z tą marką, jak ten post ma tylko tyle lajków, a markami pisze, że pobiliśmy właśnie rekord sprzedaży, więc jakby w czym rzecz? Ludzie mają wykonać jedną akcję i tą akcją nie jest kliknięcie serduszka, tylko wrzuci do koszyka i sfinalizuje tą transakcję, nie porzuca jeszcze tego koszyka. Rozumiem, że ludzie patrzą na te wyniki, które widzą, bo wielu nie widać, a wiele wyników jest też markowanych. W sensie widzisz kogoś, nie wiem, z drogą torebką na wakacjach, nie wiesz, kto za te wakacje płacił, ani ile one kosztowały, ile ta osoba rzeczywiście była na tych wakacjach. Bo są ludzie, którzy jadą do Dubaju na trzy dni, a trzaskają kontentu na cały miesiąc. Tworzenia treści o piramidzie MLM. Albo czegoś innego.
To jest rak internetu strasznie. Ja to często powtarzam, ten dropshipping i sprzedawanie marzeń młodym ludziom jest po prostu... Straszne.
No wiesz, ci ludzie sprzedają właśnie bardziej marzenia niż zajmują się tym dropshippingiem, kursy o tym. Sprzedają ci iluzję, że ty osiągniesz sukces, jeżeli kupisz ich kurs. Więc tak, zgadzam się, że to jest szkodliwe, bo Właśnie, patrzymy na wyniki nie te, co trzeba i uczymy się od tych ludzi, co nie trzeba. Tych ludzi, co są najgłośniejsi, a nie najbardziej skuteczni. Bo ciężko jest być jednocześnie. Wiem, że się da i wiele osób się to udaje, ale często jest tak, że ciężko jest jednocześnie być bardzo skutecznym w czymś i jednocześnie mieć czas na budowanie marki osobistej. To jest bardzo trudne zadanie.
To jest bardzo trudne zadanie, no chyba, że ma się team i się deleguje, to się da, ale samemu jest to bardzo ciężkie. A na jakie metryki w takim razie ty patrzysz? Co jest dla ciebie najistotniejsze i co jest dla reklamodawców najistotniejsze? Mówimy, możemy powiedzieć o Instagramie, bo ja też mam swoją optykę na to, którą ci przedstawię, ale jestem ciekawy twojej opinii w tym temacie.
Pierwsza rzecz to patrzę na demografię, jaka jest grupa wiekowa, płeć, z jakiego kraju w ogóle mnie followują ludzie. Dbam o to, żeby były jakieś proporcje, dlatego ostrożnie wrzucam treści z podróży, bo każda podróż to jest mnóstwo ludzi z danego kraju, które cię przy okazji followują. I okej, to jest miłe, że ktoś z kim, nie wiem, od kogo kupiłeś kawę, zostawia ci follow i cię śledzi, ale potem dużo tych ludzi zebranych może tworzyć jakiś taki problem dla reklamodawców, a ja dużo podróżuję, więc muszę na to uważać. Ja patrzę na, może nawet nie tyle, co na wskaźnik zaangażowania, bo wtedy musiałabym być trochę niewolnikiem tego, by wrzucać treści, które są z potencjałem zasięgowym. Na zasięgi stories, żeby to było więcej niż 10% oglądalności twojego profilu. Tak uważam, że to jest przyzwoicie, że to jest minimum więcej niż 10%. W sensie, mam dużo więcej, ale... Właśnie
tak domyślałem, że 10% to więcej, ile masz, to by było niewygodne.
Ale jakby rozmawiałam z ludźmi, którzy mają większe profily ode mnie, a ich stories, nie wiem. Ktoś ma 200 tysięcy follow, a jego stories średzi 5 tysięcy osób. Ja się zastanawiam, dlaczego ta marka w ogóle chciała się reklamować na tych stories, nie?
A to już ci mówię, bo... siedząc dość głęboko w branży influence marketingu, to ja jestem w stanie wymienić na palcach jednej ręki ludzi, którzy ogarniają, o co chodzi w influence marketingu. Ci ludzie, którzy pracują w dużych korporacjach i spełnią jakieś stanowiska influence marketing manager, oni za bardzo nie mają pojęcia, o co chodzi w tym całym lejku sprzedażowym i to jest takie, mamy budżet, musimy go wydać, tak? Jest koniec roku, no to pchamy budżet, po prostu go wydajemy. I jakby jest brak świadomości, jest też brak w sumie treści, Jest w ogóle brak treści płatnych o tym, jak tych influencerów dokładnie analizować i ludzie robią to trochę po omacku. Jest kilka narzędzi do tego, jest kilka osób, ale to jest bardzo hermetycznie zamknięte grono ludzi, którzy kumają influence marketing w Polsce.
Ja też myślę, że problemem jest to, że działania marek są często porozbijane na wiele różnych agencji, a nie na jedną, która ogarnia coś kompleksowo, nie? No bo myślę, że robiąc coś kompleksowo, można by zrobić test na jakiejś małej kampanii na dziesięciu twórcach, a potem wybrać do głównej trzech, którzy ci przekonwertowali coś najlepiej. i już wydać te pieniądze mądrzej. Ja tak szczerze, nie jestem pierwszym wyborem reklamodawców, bo ja ani nie robię pięknych zdjęciek z katalogu jakiegoś Bonprixa, albo nie wiem, jakiegoś innego lifestyle'owego. Nie jest uśmiechająca się osoba jak z telezakupów mango.
Ale masz dobrą konwersyjność.
Ale mam dobrą konwersję, dlatego do mnie przychodzą reklamodawcy, którzy chcą przyjść do mnie, a nie do influencerki z Warszawy w wieku około 30 lat z zasięgiem, która ma około 100 tysięcy follow, czy tam 150 tysięcy follow. Marki do mnie przychodzą, znaczy przychodzą różne, ale staram się wybierać te propozycje, kiedy ktoś przychodzi do mnie. Lubię powracających klientów, to w ogóle świadczy mi o tym, że, świadczy o tym, że Robię coś dobrze, że klient jest zadowolony, ja jestem zadowolona, moi odbiorcy są zadowoleni, oni dopytują czasami o kod, czy znowu będę miała współpracę z tą marką, bo chcieliby jakiś kod, albo czy ja mam jakiś kod, bo będę kupować w tej marce, pamiętam, że kiedyś reklamowałam i chcieliby, żebym ja coś z tego miała. To jest bardzo miłe. Ja lubię takich odbiorców. Także chyba to są te rzeczy, na które patrzę. Analizuję wyniki sprzedaży. Nie zawsze ktoś chce się podzielić ze mną nimi. Jestem ogromnie sfrustrowana, jak ja puszczam promocję z jakimś kodem moim imiennym. Nawet nie, gorzej. A marka w tym czasie ma promocję stacjonarną z wyższym kodem. Jak mamy zmierzyć taką wersję? Jakby po co są te działania w tym momencie?
No i tu właśnie wracamy do podstaw brak wiedzy.
Ja uważam, że moi odbiorcy nie są debilami i jakby ja ich sama będę wolała zachęcić, żeby kupili ten produkt, a nie stacjonarnie w sklepie za rogiem, bo jakby jak marka mi coś takiego odwala, to naprawdę jestem zirytowana.
Ja ci wrzucę na przykład, na co ja patrzę, bo to może być ciekawe dla ciebie. Ja patrzę tylko i wyłącznie na zasięg stories i ratio do tego, ile potem masz wejść. Pierwsze, interesuje mnie tylko zasięg z ostatnich siedmiu dni. No wiadomo, jak jest majówka, to może nie jest najlepszy okres. I patrzę, ile miałabyś wejść ostatniej kampanii płatnej z podobnej kategorii produkcowej. Czyli na przykład, jeśli my jesteśmy marką sprzedającą torebki DAK, no to bez sensu jest u mnie patrzeć na przykład na ratio, wejść w link na przykład, nie wiem, z jakiejś drugerii, no bo to jest zupełnie inny produkt. To jest dla mnie najważniejsza i jedyna rzecz, na którą patrzę w przypadku influencerów, bo tak naprawdę to story z większości dopływa Ci ruch, na który bym już płacił, płaciła jako reklamodawca. A też powiem Ci szczerze, bo współpracowałem z dużą ilością influencerów, ja nie jestem fanem w ogóle influence marketingu, z tego właśnie dużo osób jest z kamerami i tak naprawdę jakby sobie wejść już głębiej trochę w dane, to bardziej się opłaca, jak już się markę ma na jakimś tam poziomie rozchulaną, zapłacić tam, nie wiem, 10-20 koła w Facebooka, w Google'a i ten ruch jest tańszy od influencera, ale nie ma tej takiej dodatkowej wartości w postaci social proofu. Więc jakby to się, w przypadku dobrych influencerów, to dla mnie to wychodzi czasami na plus influencera, czasami na plus systemów reklamowych, ale jak ktoś nie kuma tego, to właśnie będzie pchał i nie będzie wiedział, po co w ogóle to robi i właśnie robi takie akcje nawet z tymi kampaniami.
A widzisz, zapomniałam o tym wątku, a rzeczywiście zdarzają się nieliczne osoby, które pytają mnie o kliknięcia w link. I tak, to jest istotne. Tylko też nie zawsze się mogę tym pochwalić, bo nie wiem, są poufności jakieś, nie?
Ja zawsze mówię bez danych poufnych.
Staram się mieć gdzieś tam zawsze poscreenowane takie informacje do szybkiego udostępnienia.
Fajnie. Jakie są czynniki bycia, dostania dobrym influencerem, twórcą internetowym, no i blogerem? To jakby nie musimy przybierać do tego łatki, tylko co jest najistotniejsze w trzech, czterech punktach twoim zdaniem?
Myślę, że to rzeczy, które są istotne, istotnymi czynnikami sukcesu w każdej innej dziedzinie. Systematyczność, konsekwencja, nie poddawanie się na pierwszym zakręcie, nastawienie się na to, że to jest maraton, a nie sprint, bo wiele ludzi chce przebiec maraton sprintem i są, na początku inwestują mnóstwo zasobów, spinają się, wkładają w to mnóstwo energii, po dwóch miesiącach uważają, że to w ogóle nie ma sensu i nigdy im się nie uda, bo nie wiem, nikt ich nie śledzi. Mnie też na początku nikt nie śledził, to się buduje jak kula śnieżna. a mam odbiorców, którzy są ze mną od mojego pierwszego fotobloga, którego prowadziłam w liceum, więc jak najbardziej uważam, że jest to maraton, a nie sprint. Uważam, że takie podstawowe cechy jak upór, konsekwencja, wytrwałość, ale nie głupi upór, bo analizowanie wyników, błędów, zmiany jakiejś strategii są bardzo istotne. Oprócz tego myślę, że czynnikiem, o którym mało się mówi, sprzedając te wszystkie recepty, przepraszam, na jakieś zasięgowe treści, jest osobowość, bo musisz mieć osobowość kogoś, kto jest odporny na jakąś taką głupią krytykę i się nie ugnie pod jej naporem. Ale też kogoś, kto nie boi się mówić co myśli i ma w sobie jakąś taką odwagę, bo Ja kiedyś myślałam, że to jest taka cecha występująca często w populacji, a potem dostaję masę wiadomości od ludzi, którzy zastanawiają się jak się odważyć w końcu mówić do telefonu. Chciałabym nagrywać mówę na stories, ale się boję, ale się wstydzę.
Kup kurs za 500, to na pewno ci powiedzę jak mówić do telefonu.
No ale właśnie tego nie rozwiążą jakieś techniczne, nie? To nie jest kwestia tego, żeby sobie ogarnąć lepsze światło, czy lepszy mikrofon, tylko to jest coś, co sobie trzeba przepracować samemu w sobie i rozwinąć te umiejętności. A nie da się ich rozwinąć, nie ćwicząc.
Tak i to można zrobić za darmo, nie trzeba kupować kursów i ja zresztą sam pamiętam swoje początki, jak 5-7 razy nagrywałem jakąś jedną kwestię, a teraz nie wyobrażam sobie powtórzyć jakby materiałów stories. Jakby to jest naturalne, okej, zająknąłem się, powiedziałem coś niewyraźnie.
Dlatego właśnie uważam, że budowanie marki na autentyczność jest prostsze niż studiowane materiały, bo ja też często albo są jakieś literówki, albo ja się przejęzyczę i co? I nic się nie dzieje.
No totalnie, jakby liczymy rytoryka tak naprawdę i treści. A powiedz mi, analizując tę branżę i wchodząc w nią trochę głębiej, bo jesteśmy dalej przy tematyce influencerów, co jest taką największą patologią tego, co się dzieje w internecie, twoim zdaniem?
Myślę, że kilka rzeczy. Nieoznaczanie współpracy. Myślałam, że to umrze wraz z reguleciem.
To jeszcze dalej funkcjonuje?
Oczywiście, tylko teraz jest poza granicami Polski, czyli nie oznaczamy współpracy za granicą. Mnóstwo ludzi, którzy podróżuje, jest na zaproszenie jakichś hoteli i tak dalej. Widzisz, że wrzucają hashtagi albo nie wiem, dostaje te same propozycje. Mam często poczucie graniczące z pewnością, tak mówię z ostrożności procesowej, że to są deale płatne lub barterowe, ale są nieoznaczone, bo nikt tego nie zweryfikuje. No przecież Łokiek nie siedzi na bali, nie?
Ha, dobra.
Więc tak, myślę, że to jest wciąż problem. I drugim moim problemem jest to, że ludzie Ja nie jestem fanką jakichś freak fightów i tego typu rzeczy. Przeraża mnie, że to ma zasięgi. No ale jest jak jest. Że ludzie wchodzą w jakieś działania, nie weryfikując nawet tego, co reklamują. I wciąż takie rzeczy istnieją, że ktoś reklamuje jakieś skamy. I to jest dla mnie przerażające.
Ty miałaś takie fuck upy kiedyś czy nie?
Ze skamem nie.
Okej. A z czymś, co zareklamowałaś, nie byłaś z tego zadowolona potem?
Tak, ale to nie było tak, że w momencie, w którym to reklamowałam, ta usługa była na tym poziomie, na którym mnie sfrustrowała później. Czyli nie wiem, jak poleciłam, a potem to coś poleciało na jakości. No i mogę odpowiadać za to, co polecałam w danym momencie, ale jestem, jest mi przykro na jakimś poziomie, nie? Marka zachowała się, jak się zachowała.
Ale to już nie jest swój jakby, nie masz największego wpływu na to.
Ale wciąż czuję, że jest to jakaś taka moja odpowiedzialność wobec ludzi, bo naprawdę lubię swoich odbiorców i ja już z nimi buduję długie więzi. I jak ktoś mnie zapyta na pryw, czy nadal coś polecam, to powiem, że wtedy polecałam, ale teraz też uważam, że są lepsze rzeczy na rynku.
Szczerość i autentyczność ponad wszystko. Tym razem ja zgubiłem wątek, tak jak ty zgubiłaś wcześniej, więc muszę sobie wrócić na chwilę w głowie. Albo spojrzę na swój notesik. No wiem, co chciałem ci podpytać. Bo to jest uważam dość ciekawe. Wstajesz rano i jak był na twój dzień pracy influencera? Czy on jest zawsze taki sam? Czy każdy jest inny? Czy jest na luźnym flow? Czy dużo w ogóle pracujesz jako influencer? Zadzisz coś w tym temacie?
Pewnie. Ja miałam kiedyś taki problem, że miałam wrażenie, że w ogóle nic nie robię cały dzień, a jednocześnie cały czas pracowałam, bo ciągle byłam na telefonie i coś robiłam. Bardzo łatwo jak się nie deleguje zadań jest wpaść w taką bieżączkę i odpisywać na jakieś maile. Cały czas jest coś na co ty możesz odpisać i łapiesz się w pewnym momencie na tym, że nie robisz tego co jest najważniejsze, czyli tworzenie treści. Więc jakby znowu polecam delegowanie zadań, które nie są istotne dla twoich odbiorców. Ich nie obchodzi, że ty tworzyłeś ten profil odpowiadając 6 godzin na jakieś maile od reklamodawców. Tylko ich obchodzi, czy dostaną od ciebie jakąś wartościową treść. Moje dni wyglądają różnie. Kiedyś miałam taką rutynę, że codziennie jak wstawałam, to ogarniałam się i nagrywałam podczas tego ogarniania jakąś taką krótką pogadankę na TikToka. Chyba mam ochotę do tego wrócić, bo lubię mieć jakieś swoje nawyki. Porządkuje mi to dzień. No co, dzisiaj ogarnęłam się szybko. Pierwsze co zrobiłam, jak sięgnąłam po telefon już, to zerknąłam w raport sprzedażowy z kompanii, w której biorę aktualnie udział. Jest spoko, więc jakby nie musiałam wdrażać żadnych dodatkowych działań, więc nie musiałam się logować na kompa, ani sobie tam analizować bardziej szczegółowo, bo jestem zadowolona. Ogarnęłam w pewnym momencie, że mam 20 minut do wyjścia, więc poszukałam jakiegoś czystego, w miarę wyprasowanego ubrania. Przyjechałam tutaj komunikacją miejską, nagrywamy ten podcast. Pewnie dzisiaj będę wrzucała treści związane dalej z tym projektem, w którym biorę udział, ale mam pełną dowolność, więc jestem zadowolona. W ogóle bardzo fajny projekt. Wielu twórców się połączyło po to, żeby stworzyć taką paczkę. odnośnie szukania pracy i wiem, że pewnie ten podcast wyjdzie już później, więc to nie jest żadna reklama. Ale cieszę się, że biorę w czymś takim udział i w ogóle lubię brać udział w projektach, które są i fajne dla mnie i dają jakąś korzyść fajną moim odbiorcom i wiem, że to będą
Ten podcast sobie jest dwa tygodnie, więc jeśli nie jest za późno, możesz zdradzić trochę.
Okej, to będzie drugi rzut tego projektu w czerwcu. No to jest taka paczka e-booków od twórców o poszukiwaniu pracy. Nie wiem czy widziałaś.
Coś kojarzy rok temu jakieś takie paczki e-booków, ale nie wiem czy to było w tej tematyce.
Nie wiem.
Tylko jest dużo, tak?
Są różne rodzaje paczki, ale ta jest naprawdę wypchana wiedzą i odnośnie konstruowania CV, rozmów rekrutacyjnych, AI w...
A to widziałem, bo to chyba nawet dziewczyny z Doffingu Ridge wczoraj wrzucały.
Tak mi się... Możliwe, bo chyba też są promotorkarty tego projektu.
Chyba tak, to też kojarzą się. A ja i było tak, o pracę
coś mi się... Więc ja myślę, że ta paczka jest generalnie super i cieszę się, że biorę w niej udział, także drugi rzut chyba będzie w sprzedaży w czerwcu. Nie chyba tylko na pewno. Co ja jeszcze dzisiaj będę robić? Wrócę, muszę poprawić rolkę akurat dla klienta. Czy poprawić? Podejrzewam, że będą jakieś poprawki, bo zazwyczaj są jakieś tam kosmetyczne rzeczy do zrobienia. Muszę odebrać jakieś rzeczy z biura. Ja sobie będę czytać książki i spędzać bardzo spokojny dzień. Ja się staram nie przepracowywać za dużo. Raz w tygodniu wychodzi mój podcast. Wysyłam go dziewczynie do montażu. Czasami nagrywam kilka odcinków na zapas. Ale też łatwo jest się przepalić, więc mój limit ile mogę stworzyć takich grubych treści jednego dnia to są trzy.
To i tak dużo.
Tak, ale muszę robić sobie między tym przerwy, nie? Czyli to nie jest tak, że od czternastej do osiemnastej nagrywam trzy rzeczy, bo nie dałabym rady. Ale jak się zepnę, to jestem w stanie to zrobić. Ale zazwyczaj wychodzi tak, że wysyłam w czwartek. Nie, no w środę podcast, który ma wyjść piątek. Także podziwiam Patrycję za to, że ogarnia mój chaos, no bo ja lubię sobie dużo gdzieś wyjeżdżać, a to spontanicznie skoczyć na jakiś weekend. Nie chce mi się za każdym razem zabierać tego całego sprzętu. Chociaż z podróży nagrywałam. Starałam się trzymać tę systematyczność. Będę miała bardzo spokojny dzień. Skończę z książką w annie.
Chill. Fajnie. Ja tak samo poniedziałki strasznie wrzucam luźne. Wszyscy gdzieś tam... Poniedziałki mają ciężkie, były teraz w majówce. Naprawdę ten poniedziałek może być ciężki dla większości osób.
A myślałeś gdzieś... Może dla mojej asystentki będzie ciężki, ale ona dostaje za to odpowiednie wynagrodzenie.
A i wszyscy są happy. Myślałaś kiedyś o tym, co będzie za 5-10 lat z Anią Maluje jako influencerką? Czy będziesz dalej, myślisz, z tymi odbiorcami tak blisko? Czy w ogóle to będzie dalej tak funkcjonowało? Bo mnie to zawsze zastanawia. Ten właśnie temat też poruszam z innymi influencerami, którzy są już długo w branży. I nikt tak naprawdę nie wie. Niektórzy uważają, że to będzie dalej trwało, bo w sumie nie mamy innego przykładu. Nie wiemy, na czym bazować, nie? Jak jest twoja optyka na to?
Nie mam pojęcia, dlatego staram się być przygotowana na różne okazje. Ja buduję zaangażowaną społeczność systematycznie, a nie profil, który gdzieś wpada w virale i nie buduję konta na jakimś profilu, tylko buduję społeczność. Myślę, że to jest różnica. I rzeczywiście ta społeczność jest społecznością, bo mamy jej grupę na Facebooku. I jak mam, nie wiem, byłam w zeszłym roku w Hanoi, nagle stwierdziłam, że chciałabym się z kimś spotkać, rzuciłam hasło na stories i okazało się, że mam obserwatorki, które aktualnie są w Hanoi i się spotkałyśmy. Więc to rzeczywiście jest społeczność, która jest wszędzie.
Dużo jest tego w Polsce, w Włochach, podpytam?
Nie, grupa na Facebooku jest mała. Popełniłam kiedyś ogromny fuck up i chcieliśmy usuwać nieaktywnych użytkowników, po czym się okazało, że Facebook pokazywał ich błędnie i usunęliśmy dużo osób, które były aktywnymi użytkownikami. To jest chyba mój taki największy fuck up tego typu. Nadal jest mi bardzo przykro, jak potraktowaliśmy niechcący te osoby. Nie, grupa ma około dziesięciu tysięcy osób, ale to jest grupa taka zaufana i ja świadomie, bardzo rzadko wrzucam gdzieś do niej link. Kto ma wiedzieć, ten wie. Dlatego, że dziewczyny, ok, jest teraz opcja anonimowych postów, ale wrzucają wiele takich tematów, powiedzmy, w koleżeńskiej, zaufanej grupie na tyle, na ile może być koleżeńską, zaufaną grupą, grupa obcych ludzi na Facebooku. Ale one się ze sobą spotykają często, umawiają się na jakieś, nie wiem, kawy. Ktoś pisze, że przeprowadził się do tego miasta i nie wiem, zdobywa nowe koleżanki, więc to jest społeczność. Co będzie za pięć lat, nie wiem. Pięć lat temu też się nie spodziewałam, że będę robić akurat takie rzeczy, jakie robię teraz w swoim życiu. Więc staram się gdzieś mieć różne formy kontaktu z tymi ludźmi. No na przykład newsletter jest mój. Będę miała do nich jakieś dotarcie, gdybym chciała w przyszłości, nie wiem, może otworzyć jakiś biznes, może coś sprzedawać. Gdzieś mam bazę tych ludzi. Więc to jest jakiegoś rodzaju backup plan. A staram się też cały czas dokształcać i rozwijać. Na przykład w zeszłym roku stwierdziłam, że inaczej. Zaczynałam swoją działalność jednocześnie będąc kopierajterką, więc zawsze miałam coś, co płaci moje rachunki, a blog mógł być obok tego. No i w pewnym momencie blog, czy tam Instagram i te wszystkie treści, które tworzą ten ekosystem, zaczęły być bardziej angażujące czasowo, przynosiły dużo lepsze wyniki finansowe, więc skupiałam się na tym i na swoich produktach. Ale ostatnio zorientowałam się, że ja chciałabym mieć poczucie, że w razie co to ja sobie zawsze poradzę. Więc stwierdziłam się, że porobię sobie jakieś kursy i się przebranżowię. Trochę dla sportu. No i mi się to udało. Nie robię tego teraz, popracowałam tak chwilę, ale potrzebowałam tego dla takiego poczucia, że Instagram znika, internet znika, ja sobie poradzę. W sensie mieć nie takie przypuszczenie, tylko taką pewność, że sobie poradzę.
Czujesz spokój i bezpieczeństwo teraz?
Teraz tak.
Masz bardzo mądre podejście z jedną rzeczą. Masz zdywersyfikowany, masz grupę na Facebooku, masz swoich odbiorców zdywersyfikowanych grupy na Facebooku, Newsteter i Instagram i to jest bardzo, może nie, że to nierzadkie, ale nieoczywiste patrząc statystycznie na influencerów, którzy tylko stawiają na Instagrama. Grupa na Facebooku w ogóle jest świetnym miejscem, o którym powiedziałaś, do angażowania społeczności. Ja to mogę też zdradzić słuchaczom, że mamy trzydzieści tysięcy w grupie naszej rodziny, rodzinie DAX z torebkami skórzanymi i to jest miejsce właśnie, gdzie ludzi spotykają, gdzie my robimy imprezy dla nich. Teraz robimy takie dwa melanże. Jeden melanż w Warszawie, drugi w Lublinie. Tu w ogóle już nie chodzi o sprzedaż torebek. Tu właśnie chodzi o to, żeby ci ludzie spotykali, poznawali, chodzili na śniadanka. Te panie zaczepiają się w metrze, mają te same torebki. To jest jakby, to jest super piękne i słodkie. I powiedziałaś o tym, że jakby internet zniknął. Internet nie zniknie, ale gdyby zniknął Facebook i Instagram, to największym zabezpieczeniem właśnie jest newsletter. I tego ludzie do końca nie rozumieją. Ludzie nie chcą do tego newslettera dbać. Ktoś mnie pyta, co jest najistotniejsze w e-commerce, czy w biznesach online, to newsletter, bo to jest jedyna własność, którą ty masz. I należy to aktualizować w ogóle raz w miesiącu, a nie przesadzać na chmurę. Żeby to ci nie uciekło. Ty masz dużo w ogóle newslettera? Możesz podzielić się z wami? Nie.
Ja mam chyba z 11 tysięcy osób na razie na newsletterze, bo za późno się za niego wzięłam. I to jest mój błąd, z którego totalnie zdaję sobie sprawę. I też nie jest prowadzone tak regularnie, jak bym chciała. I to jest gdzieś tam w moich celach na ten rok jest, żeby Wychodził raz na dwa tygodnie, bo raz na tydzień może i buduje więź, ale wiem, że nie byłabym w stanie dostarczyć takich napakowanych energetycznie treści. Takich sensownych, wnoszących coś. A nie chcę być odbierana jako kolejny nudny newsletter, który przychodzi komuś na skrzynkę i zawracam głowę. Chcę, żeby ludzie się cieszyli, że widzą ode mnie newsletter. I rzeczywiście, puszczam go rzadko, ale mam dużo fajnych reakcji po nim i ludzie piszą, wow, super, dowiedziałam się czegoś fajnego, że go piszesz. Więc znowu to jest coś, co mnie cieszy.
Mogę dać tylko jedną fajną podpowiedź, a akurat jestem teraz w takiej zamkniętej społeczności FounderOS w Stanach i tam dużo akurat mamy na temat newslettera. Sam na to się wdrażał. Bo ja wysyłam raz w tygodniu newsletter do swoich odbiorców. I fajną rzeczą jest, bo jak robisz newslettery, to robisz je w postaci, że dodajesz kilka tipów, czy kilka wątków, czy tylko jeden?
Kilka wątków.
No właśnie. I często też jest ciężko ludziom się skupić i niektóre wątki do nich nie trafiają. I na przykład oni mają taką taktykę, w której wysyłają faktycznie niestety raz w tygodniu, ale jakby on jest w ogóle adresowany every Sunday one tip. Albo every Sunday one topic. I to jest w ogóle fajne, żeby nawet robić to moim zdaniem częściej, bo zobacz, na stories oni mają kontakt z tobą codziennie. A jakbyś dawała taką krótką treść, na przykład raz w tygodniu, o jednym temacie, to zasadniczo poświęcisz tyle samo czasu na napisanie tego versus komunikat dwa razy w miesiącu. I to nie musi być długie, to może być jakieś takie krótkie przemyślenie. A statystyka i algorytm Zotera działa podobnie jak Facebooka, więc to też im w sumie częściej wysyłasz i masz lepsze delivery jakby wiadomości, mniejsze jakby tam analityczne rzeczy, to to lepiej działa. To tak tylko Ci zostawiam, bo ten wątek ostatnio właśnie na takim wideokolu rozkminialiśmy.
A to jest dobry tip. Myślę, że spróbuję go zaadaptować. Może zrobić jakieś krótkie wyzwanie z jakimś, nie wiem, treścią, że nie wiem, przez 50 dni codziennie będziesz dostawać od mnie jakiś jeden tip.
Poza tym, idąc do głębiej, to tworzysz ebooki, fajne treści, a naprawdę takim dużym trendem, jeszcze w Polsce nie jest aż tak zaadaptowane, są w ogóle płatne.
A ja jestem na jedno moje jaj. Bardzo go lubię. Zapłaciłam sobie za cały rok dostępu, bo nie chciało mi się pamiętać o tym, żeby jakąś tam trzymać na tej karcie, którą wykorzystuję do płatności zawsze kwotę, z której będzie mi się ściągać. I okej, może nie odczytuję wszystkich tych newsletterów, które dostaję, ale one są gdzieś tam na mojej skrzynce jako backup i uważam to też za produkt ładny przyszłości.
To jest w ogóle świetne.
I nie zginie mi to też, nie? Nie muszę jej pobierać.
Tak, tak. No to jest świetne. Jakie plany na ten rok jeszcze?
Na ten rok mój plan główny to jest wyjechać gdzieś na zimę i popodróżować. Ja sobie ustalam kwotę, jaką muszę zarobić, żeby mieć bezpieczeństwo finansowe i czuć się zadowolona na dany rok. I zarobiłam ją w marcu, w sensie na cały rok sobie wyrobiłam swój cel. Więc teraz mam poczucie, że nie chcę, nie chcę być już w tym miejscu, gdzie cisnę i rozwijam się za wszelką cenę i sobie stawiam jakieś wygórowane Nie wiem, poprzeczka bardzo wysoko, bo doprowadziło mnie to kiedyś do depresji i nie chcę być w tym miejscu znowu.
Miałam to samo, znam ten temat.
Więc nie narzucam sobie jakichś chorych wymagań wobec siebie. Uważam, że wyrobienie celu rocznego w marcu i tak jest świetnym wynikiem.
Tak, jest całkiem kradocz.
Wiesz dobrze, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i człowiek ciśnie bardziej i bardziej, więc mam takie poczucie, że wszystko, co zrobię teraz, to robię, bo chcę, a nie, bo muszę. Myślę nad stworzeniem kursu, ale nie chcę sobie na razie na ten moment dawać jakiegoś deadline'u i Wiem, że deadline na pewnym etapie będzie potrzebny, żeby to w końcu zrobić. Ale na razie chcę, żeby on sobie gdzieś tam mielił się w głowie, co ja dokładnie chcę powiedzieć i dlaczego. Kupiłam sobie komfort swoją wcześniejszą pracą, który mi na to pozwala. Także nie mam sprecyzowanych planów.
Brzmi to pięknie. A gdzie? Chcesz wyruszyć na jesień?
albo Ameryka Południowa, albo znowu Azja Południowa Wschodnia. I pewnie znowu skończy się na Azji Południowo-Wschodniej. A może sobie w tym roku rozbiję to na dwa tripy z jakimś przystankiem w Polsce. Zobaczymy. Lato chcę spędzić w Polsce, bo tu jest pięknie.
To może się spotkamy w Azji, bo ja też się wybieram. Dziękuję ci bardzo i życzę powodzenia w tym roku.
Dzięki piękne za zaproszenie.
Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu.
Aha, jeszcze jedno bardzo ważne.
Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trapi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







