Obejrzyj to, zanim się wypalisz … proszę | Tomasz Więch | Z buta w marketing | e-commerce

In this episode of the "Z buta w marketing" podcast, host Oskar Lipiński interviews Tomasz Więch, founder of a remote marketing agency that serves e‑commerce, B2C services and beauty brands. The conversation covers Tomasz’s personal background – growing up in a village, studying logistics, moving into social‑media marketing, and eventually building a 30‑person agency in 2018. They discuss the most common mistakes e‑commerce owners make: lack of product differentiation, insufficient strategic planning, and poor delegation. Tomasz argues that advertising alone is losing impact; success now depends on clear positioning, operational efficiency, and a solid strategic‑tactical framework. The dialogue also delves into the mental side of entrepreneurship – ego, burnout, the need for honest self‑assessment, and the importance of delegating to assistants and using shared calendars to balance work and family life. Practical advice is shared on how to structure a marketing plan (conceptual, tactical, execution), the central role of copywriting, and the pitfalls of hiring agencies without understanding the service. The episode includes sponsor mentions (GetResponse, Shopper) and promotes Oskar’s upcoming Mastermind project for e‑commerce founders.
Chapters
Budowanie biznesu konsekwentnie w jakimś kierunku tak bezpiecznie jest bardzo niedoceniane, bo ono nie wygląda seksy na Insta. Spotkałem się z kilkoma osobami, które personalnie znam, które mają biznes, do którego dokładają, to nawet nie jest e-commerce, ale mają biznes, do którego dokładają, którym nie wychodzi od wielu lat, tylko dlatego dokładają, bo im jest wstyd się przyznać, że mogą położyć biznes.
Jakie widzisz w ogóle takie najczęściej pojawiające się błędy, o których trochę już wspomnieliśmy na samym początku, które się pojawiają? Czy to jest kwestia mentalna, czy chodzi bardziej właśnie o reklamę?
To jest sabotaż moich własnych usług, ale mam wrażenie cały czas, że jak biznes nie idzie Ci tak, jak byś chciał, to prawdopodobnie robisz coś źle, ale to Ty musisz znaleźć, co to jest i jak to poprawić. Największym fakapem, który mamy w historii ośmioletniego budowania marketingu dla firm, to to, że kiedyś komuś nieskutecznie i niesłusznie wydaliśmy s*** za dużo niż było ustalone.
Zostałem wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 w kategorii producent. Możesz spodziewać się szczerej, brudnej prawdę marketingu e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe miękko. Napisz do mnie teraz na Instagramie kurs, a podeślę Ci darmowy 6-dniowy mini kurs o e-commerce. Zawsze mnie to zastanawia, że tylko 20% osób, które ogląda moje podcasty, subskrybuje ten kanał. Reszta niestety tego nie robi. Więc zanim zaczniemy, mam do ciebie małą prośbę. Jeśli lubisz moje treści edukacyjne i chcesz, żeby podcasty się rozwijały i żebym z całym swoim zespołem mógł je z odcinka na odcinek polepszać, wystarczy, że klikniesz subskrybuj. To takie małe mikro wsparcie, które da mi motywację do dalszego działania. Zaczynamy kolejny odcinek. Cześć, witam was w kolejnym odcinku podcastu z Buta w Marketing i dzisiaj zacznę taką historią trochę powiązaną ze mną, a mianowicie mija rok od kiedy prowadzę konsultacje i mentoringi e-commerce'owe Miałem z tym taką myśl, że czasami na samym początku nie najistotniejsze jest zwiększenie sprzedaży, bo to jest zawsze główny cel większości właścicieli sklepów internetowych, ale zrobienie kilku kroków wstecz i zajęcie się mentalnym i pokładanie rzeczy w głowie, delegowania obowiązków tego, co się lubi robić, bo to jest zawsze coś, co będzie prezentowało w przyszłości, zadbamy o to na pierwszym miejscu. Więc w takiej naszej rozmowie whatsappowej wcześniej, o czym chcieliśmy fajnie porozmawiać i co byśmy chcieli naszego słuchaczom przekazać, ten temat się pojawił. A ze mną dzisiaj jest Tomek.
Dzień dobry.
Cześć. Mówisz trochę więcej, powiedzcie sobie, czym się zajmujesz i jaką agencję prowadzisz.
Prowadzę agencję marketingową, intencjonalnie zdalną od 2018 roku, czyli zanim to było modne, my już byliśmy zdalni. Teraz mamy 30 osób, obsługujemy takie trzy grupy klientów, jak właśnie e-commerce, usługi B2C i branży beauty.
Na pewno dużo masz case'ów, jakby właśnie, co jest najczęstszym problemem właścicieli e-commerce. Myślę, że to będzie wartościowe, w tej rozmowie tym się podzielimy. A czy mógłbyś wymienić jakieś marki, ewentualnie, do których pracujesz, czy jest to raczej sekret?
Z takich, które były największe, które mogą być znane, bo my obsługujemy głównie MŚP. Z tych największych, które były i które ludzie mogą kojarzyć, to było Anwen. włosomaniaczki mogą kojarzyć Anwen.
A my kiedyś razem współpracowaliśmy, jakiegoś crossoveru robiliśmy coś z Dagiem Payntem.
Tak, więc tam robiliśmy przez długi czas PPC na mecie i to działało nieźle, ale z dużych brandów, które są takie ogólnopolskie, to raczej nie jest nasz target klienta, bo ja sobie celowo wybrałem ten target, który ja rozumiem, dlatego, że ja nie pracowałem nigdy w żadnym corpo, nie wychodzę z tego elementu dużych biznesów, co raczej sobie od zera składałem dookoła swojego freelance'u zespół ludzi, którzy umieli pracować dla tego klienta, którego ja naturalnie rozumiałem, No i do tej pory takim naszym targetem to są takie e-commerce'y, które mają milion złotych obrotu rocznie w górę, ale jednak na tych 30-40 my się kończymy, no bo tam już są potrzebne inne kompetencje niż my mamy.
Tak. A mógłbyś powiedzieć trochę więcej o swojej historii, jak ta droga wyglądała do miejsca, w którym jesteś dzisiaj, o swoim doświadczeniu? Mówiłeś o freelance'ie, więc jakbyś mógł to pokrótce przedstawić.
Kluczem do tej historii jest to, że ja pochodzę z wioski i ja dojrzewałem, widząc pracę fizyczną, która mi się totalnie nie podobała, bo nie widziałem przełożenia ilości pracy na efekt, jaki to generowało. I to mnie zaczęło skłaniać do tego, żeby pomyśleć, dobra, no to jak ja bym chciał, żeby moje życie wyglądało, no bo nie chciałbym tak. No i stąd studia, logistyka transportu samochodowego, no bo to brzmiało sensownie, to znaczy budują się magazyny, budują się drogi. Jak młody chłopak to widzę, mówię, no to tam będzie praca, to pójdę w tym kierunku. Okazało się, że to nie było czymś, co mi się podobało w praktyce. No i zacząłem zauważyć, że jestem dobry w komunikację. Ja personalnie, pod kątem rozmów z ludźmi, wystąpień, pod kątem tego, że jakoś naturalnie podobało mi się układanie słów, układanie zdań i przekazywanie tego ludziom. No i gdzieś tam zacząłem się interesować wtedy marketingiem, komunikacją w ogóle. Wtedy rozwijały się social media. To dopiero początki postów na Facebooku, początki fanpage'ów firmowych. No i gdzieś tam po studiach zaczepiłem się do pierwszej pracy marketingowej. budowałem od zera, mając zero umiejętności, dział social media w czyjejś agencji. No i tam pracowałem za 1800 zł netto po 14-12 godzin, lubiąc to, co robię, ale nie mając żadnego takiego wsparcia ze strony szefa, czułem tam, że jestem niekompetentny, bo byłem wtedy i nie umiałem tego robić, ale turbo mi się podobało to, co my robiliśmy. No i tam doszliśmy do takiego poziomu 11-14 tysięcy MRR-u na abonamentach na social mediach. to wtedy przestało być rentowne z powodu tego, że tam było dużo pracowników, ja nie umiałem tego spiąć, no i szef zaczął się wkurzać. Ja tej presji nie wytrzymałem i zacząłem sobie po prostu myśleć, że ej, to jeżeli ja mam presję, niskie zarobki i tak wszystko sam zbudowałem, no to może gdybym to budował po swojemu i szef by mi przestał przeszkadzać, w tym tak jak wtedy czułem, że mi przeszkadza, to miałbym lżej, miałbym mniej pracy, no i więcej z tego zostawałoby dla mnie. No i to był początek mojego freelance'u. W pierwszym miesiącu freelance'u zarobiłem 5300 netto, więc 1800 to był przyjemny przeskok. Mówię, okej, no to w tym kierunku możemy pójść. No i to był taki start rozwijania czegokolwiek swojego.
Partnerami podcastu jest marka GetResponse oraz Shopper. Dowiedz się więcej o osobach, które wspierają każdy mój odcinek. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia w sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako marka DAK. GetResponse to polskie narzędzie do email marketingu i zarządzania kampaniami online. Za jego pomocą zautomatyzujesz komunikację marketingową w oparciu o zachowania i preferencje klientów. Dodatkowo wypromujesz i sprzedaż produkty dzięki pakietowi narzędzi e-commerce. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Jakie były minusy tego freelance'u wtedy?
7 dni w tygodniu, po 8-10 godzin przed laptopem. Dlatego, że ja bardzo chciałem być skuteczny, ale jako jednoosobowa działalność i początkujący freelancer marketingowy, to, co robiłem dla małych biznesów, za wolno według klientów przekładało się na wyniki. I to mi turbo wchodziło na głowę. Bo ja sobie wyobrażałem, mając ten taki background z wioski, że dla mnie takie górnolotne wizje wtedy nie istniały. Wizja, misja, firmy, wartości. Teraz to mamy w firmie, ale wtedy to był totalnie inny świat. Ja wtedy chciałem, żeby tak robić social media klientom. Nie powiedziałem, że to jest trudne, po prostu tak sobie to wyobrażałem, żeby oni z tego zauważali w księgowości, w przychodach, w zysku efekty. Że potem przyjdą, panie Tomku, dziękujemy, zarobiliśmy dzięki panu 10-20 tysięcy więcej miesięcznie, jesteśmy zadowoleni. I to się nie działo. Więc ja siedziałem coraz dłużej i dłużej, dłużej, czytałem, szukałem, próbowałem. Efektywność tego była zerową, bo byłem przemęczony. No i to były te takie złe strony mojego freelansu, bo czym bardziej chciałem, tym gorzej to szło. No i to były te wady tego zwiększenia sobie zarobków.
No tak i też freelance z jednej strony jest fajny, bo daje wolność, a z drugiej strony jest niestabilność. To jest taka, trzeba złapać tą idealną balans i równowagę. No i też freelance jest tak, że naprawdę trzeba wykonywać dobrą robotę, bo w dużej mierze freelancerzy, jeśli robią swoje marki osobiste, to jest co innego, ale w dużej mierze freelancerzy też działają. Na przykład ja mam w swoim spole dużo takich osób, które nie mają swojej strony internetowej i lecą na poleceniach, więc musi być wykonywana dobra robota. Wspomniałeś na samym początku, że głównie targetujecie swoje usługi, pomagacie e-commerce'om średnim takim, no nie korporacjom, prawda? Jakie widzisz w ogóle takie najczęściej pojawiające się błędy, o których trochę już wspomnieliśmy na samym początku, które się pojawiają? Czy to jest kwestia mentalna, czy chodzi bardziej właśnie o reklamę?
To jest sabotaż moich własnych usług, ale mam wrażenie cały czas, że reklamy same w sobie mają coraz mniejsze znaczenie. Z tego powodu, że my wszyscy myślimy na przykład, że jak mówisz komuś, kiedy była pandemia, to ludzie mają w kategoriach określeń, kiedy to było, że niedawno. Mamy 2025 rok, jak nagrywamy ten odcinek, a to było 5 lat temu.
O, to nawet ja tak sobie teraz myślałem, że to było z dwa lata temu taka była moja myśl pierwsza.
I o to mi chodzi. Teraz, co się zadziało? Przez to, że mamy tę perspektywę bardzo zakrzewioną, to trochę niedoszacowujemy tego, ile zadziało się na rynku. A teraz... pandemia nauczyła wszystkich przedsiębiorców, że nowego biznesu szuka się w internecie. Do pandemii część osób wierzyła w to, że internet działa, ale część nie wierzyła. I sobie zakładało tam jakieś, ludzie zakładali lokalne jakieś biznesy, które działały trochę poza internetem. Ale pięć lat ostatnich, które mamy, wymusiło na nas takie przejście do tego, że szukamy zarabiania, szukamy sprzedaży poprzez marketing internetowy. I to powoduje olbrzymią konkurencję. No i z mojej strony, z mojej perspektywy Większość e-commerce'ów, które widzę, takie, które próbują coś powalczyć, są nieprzygotowane na dwie rzeczy. Po pierwsze na to, że się za mało wyróżniają, czyli mają jakiś towar i chcą go sprzedawać, ale to już jest za mało, żeby to się samo z siebie sprzedawało, bo większość rzeczy konsumenci już mają. I nie masz tam żadnego wyróżnika, nie masz żadnej przewagi rynkowej, żeby to sprzedawać. A drugi element jest taki, że biznes jest coraz trudniejszy. element, że sobie zakładam stronkę na Shopify'u, publikuję tam towar i wrzucam posty na Facebooka czy Instagrama i to mi jakoś idzie, a wtedy dokładam klocki. To się działo do pandemii i przez pierwsze lata po pandemii, ale to teraz już jest zdecydowanie za mało. I ci ludzie często przychodzą i są... zdenerwowani, trochę w takiej sytuacji beznadziejnej, bo nie umieją sobie z tym poradzić, bo nie wiedzą dlaczego to nie idzie.
Tak, no bo z jednej strony agencja powinna zapełnić wyniki i to jest coś, co ja jak na samym początku robiłem swoje działania w internecie, to ja bardzo mocno jakby hejtowałem samą agencję za brak transparentności i tego, że będziesz miał sprzedaż. No tylko właśnie to nie do końca tak działa, bo agencja musi funkcjonować, musi starać kogoś pieniądze, ale to klient przychodzi ze złym produktem, z brakiem strategii, z brakiem wiedzy biznesowej, z brakiem planu na komunikację i to jest właśnie to, co ty powiedziałeś. Ja się w tym w pełni zgadzam, że brakuje im wyróżnika, ale ja też stawiam taką hipotezę, że jak masz ten produkt, który jest w pięciu innych sklepach, które startowały pięć lat temu, no to To jest jakby abstrakcyjnie nierealne wręcz, bo ktoś już sobie gdzieś tam ten segment rynku zagospodarował, nie? Jak uważasz?
Ja się zgadzam z tym, że to jest w ogóle bardzo brutalne, bo jak, wiesz, zapytasz mnie o to, co można zrobić, żeby wygrać na rynku, to w ogóle sama definicja tego pytania powoduje, że ty musisz robić coś lepiej, bo żeby wygrywać, to nie możesz po prostu zacząć grać. Samo teraz sobie założysz stronkę, włożysz tam produkty. To jest naprawdę za mało. To jest podstawa, żeby w ogóle wejść do gry, ale żebyś ty miał z tego zwroty z inwestycji i mógł użyć takiego sklepu, no to potrzebujesz być lepszy w czymś. No i teraz, jeżeli obaj mamy swoje ulubione produkty, kupujemy je w jakimś sklepie, on nam pasuje, to ta osoba, która chce przejąć nas jako klientów, ciebie czy mnie personalnie, musi wykonać kilka razy więcej pracy czymś bardzo konkretnym, aby nam się chciało zmienić nasze nawyki, bo to nie jest tylko to, że my szukamy sklepów z koszulami, bo nie mamy koszuli i nie ma takich sklepów. Bo tak było kilkanaście lat temu w Polsce, że nie było żadnych towarów, żadnych produktów.
Wszystko się rozwijało.
Otwierałeś fabrykę i samo to, że ją masz, wystarczało. No teraz potrzebujesz coś zacząć robić lepiej. I mam wrażenie, że przedsiębiorcy to nie są gotowi, że są aż takie duże wymagania w ogóle od komunikacji, od marketingu i takie duże wymagania klientów od przedsiębiorców i od sklepów internetowych obecnie.
Tak. I jak ktoś zaczynający, nawet jak ma ten produkt, to często jest tak, że on nie ma właśnie tego backgroundu mentalno-biznesowego. Ja wam tu namyślnie przerzucę kilka takich swoich rzeczy, których ja założyłem. Jestem ciekawy też twojej perspektywy, ale on nie wie, co lubi robić w przedsiębiorstwie. Robi wszystko. Nie potrafi delegować, bo szkoda pieniędzy, ale nie liczy tego, ile kosztuje jego czas. I przede wszystkim nie ma wizji. On po prostu otwiera sklep, bo właśnie na tym podobno zarabia.
i chciałby łatwiejszego sposobu życia, który łączy z przedsiębiorczością często. Jeżeli to jest twój pierwszy biznes i robisz coś takiego, to też trudno się dziwić, no bo nie da się zarobić tak dużych pieniędzy, jak z firmy pracując na etacie. standardowo, natomiast to jest dużo trudniejsze na początku niż się myśli. I właśnie jeżeli zakładasz pierwszą firmę, to ty nawet nie możesz mieć tego mentalu, no bo jego nie zrobisz sobie szkoleniami czy kursami, bo tak naprawdę mam wrażenie, że jego właśnie tworzy ci przedsiębiorczość i to, że się odbijasz od kilku nieudanych decyzji, które podejmujesz na początku.
Mam coś, czego sam podszałowałem kilka lat temu. Pracuję nad projektem, którego szczerze mówiąc uważam, że brakowało w branży e-commerce w Polsce od lat. Coś, co potężnie pomogło mi skalować DAG i już niedługo będę mógł powiedzieć o tym nieco więcej. Pewnie znasz to uczucie, jeśli prowadzisz sklep e-commerce, robisz już wyniki, ale nadal wszystko spoczywa na twoich barkach. Wiem jak to jest, dlatego właśnie przygotowuję z moim zespołem Mastermind, coś takiego, co od lat chodzi mi po głowie i uważam, że jest to mega potrzebne na rynku. Największe zmiany nie zaczęły się od reklam. Z mojego doświadczenia największe zmiany w DAQ nie wynikały ze zwiększania budżetu reklamowego. One zaczęły się od struktury, otoczenia i właściwych decyzji operacyjnych. Wiesz co zrobiło największą różnicę w skalowaniu DAQ? Nie kampania. Nie nowy kanał, tylko otoczenie. Ludzie, którzy myślą o tym samym poziomie. Nie musisz robić tego sam. Większość founderów próbuje ogarnąć wszystko samemu. I właśnie dlatego stoją w miejscu. Zresztą sam stanę w miejscu. To co pokażę za chwilę może to zmienić. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, to kliknij w link poniżej i dołącz do projektu. No to jak myślisz, to jaka jest, mamy zdefiniowany problem w kwestii marketingu, to jaka może być recepta na tą sytuację, która jest aktualnie w dużej ilości e-commerce'ów na rynku, że właśnie porywają się i no potem nie wychodzi? Jak to wygląda z twojej perspektywy? Co oni powinni zrobić? Czy oni na samym początku powinni popracować może u kogoś? Może pojedzieć na konferencję, zbudować sobie jakiś mental? Czy może zupełnie coś jeszcze innego? Jaka jest twoja perspektywa?
I tu myślę, że możemy przejść przez bardzo dużo możliwych rozwiązań, bo spotkałem się z kilkoma osobami, które personalnie znam, które mają biznes, do którego dokładają, to nawet nie jest e-commerce, ale mają biznes, do którego dokładają, którym nie wychodzi od wielu lat, tylko dlatego dokładają, bo im jest wstyd się przyznać, że mogą położyć biznes. Bo co pomyśli rodzina? Przecież byłem takim przedsiębiorcą. Bo co pomyślą znajomi? Przecież żyliśmy razem na wakacje i mówiliśmy o rozwijaniu firm, byłem taki mądry, tak się tutaj wymądrzałem, a teraz muszę zamknąć firmę. No i ci ludzie po prostu powinni tą firmę zamknąć. To jest taki stop loss, jak masz na giełdzie, no nie ponosisz dalej strat. Ale jeżeli idzie ci to po prostu ciężko i odbijasz się od ściany, no to po pierwsze, Z mojej perspektywy do przerobienia jest kilka rzeczy. Albo delegowanie, ale delegowanie wymaga pewnego poziomu jaj albo mentalu. I trochę budżetu. I trochę budżetu, więc jak nie masz budżetu, to musisz ciężej pracować. Jak to mówię wprost, to brzmi to źle, ale tak jest w biznesie. Po prostu jak nie masz kasy, żeby delegować, a twoja doba robi się za krótka, no to albo pracujesz nieefektywnie, albo dalej za mało skutecznie, albo po prostu za mało. I to jest jedno rozwiązanie. Jak to nie działa, albo nie chcesz go wybrać, no to masz możliwość po prostu się więcej nauczyć. Zamiast więcej pracować, to popatrz na to, jak to robią inni ludzie, tylko zamiast być płynem szkoleniowym, to powdrażaj te rzeczy. Teraz jakby nie ma chyba lepszych czasów
na... Fajne to jest stwierdzenie, tak? Bo na szkoleniach jest dużo wiedzy, ale ile procent osób, ile procent wiedzy z danego szkolenia wykorzystuje w praktyce, no to już jest jakaś skromna liczba bardzo.
I teraz zobacz sobie to, że ilość osób, które są praktykami biznesu i są młodymi przedsiębiorcami, którzy już się chcą dzielić wiedzą, obecnie jest absurdalnie ogromna. Więc wystarczy znaleźć kogoś, kto cię przekonuje na poziomie wartości i widzisz, że może chciałbyś być tak jak on i po prostu patrzeć, co on robi. Nawet nie musisz marnować jego czasu pytając go, Oskarze dorać mi, tylko po prostu patrzeć, co ten człowiek robi. Ewentualnie pytasz go na Instagramie jedną wiadomością, już masz coś, co możesz z tym zrobić. I to jest jakieś rozwiązanie twojego problemu, tylko znowu ono sprawdza się do tego, że ty musisz z tym popracować. I ten najtrudniejszy fragment, że jak biznes nie idzie ci tak, jak byś chciał, to prawdopodobnie robisz coś źle, ale to ty musisz znaleźć, co to jest i jak to poprawić.
A jak to wygląda w przypadku, jeśli właśnie biznes idzie, załóżmy, nie po myśli właścicieli? Masz tego doświadczenia dużo, to jakie oni kroki podejmują? No bo zapewne w większości nie te, o których ty mówisz.
Jeżeli mówimy o relacji właściciela z dowolnymi podwykonawcami, to najczęściej jest tak, bo to jest trudne, zobacz. Jestem właścicielem firmy, więc z tą firmą mam bardzo dużo związanych emocji, podpięte mam tam często jeszcze ego, często postrzegam tą firmę, że ta firma to ja. No i kiedy ja sobie wymyślam jakiś genialny pomysł na to, co moja firma będzie robić, poświęcam na to masę oszczędności, masę wysiłku, masę czasu i teraz zatrudniam pracownika marketingu, freelancera. agencje i to nie wychodzi, to oczywistym pierwszym, pierwszą reakcją jest to, że to prawdopodobnie ci kontrahenci czegoś nie dowieźli, bo to ich wina, no przecież trudno przyznać się od razu, że mój pomysł jest do dupy. I to jest pierwsza reakcja, którą widzę. Jest pewnego rodzaju wyparcie, mój pomysł nie może być do dupy, wymyśliłem go dobrze, bo jestem inteligentny i mądry, włożyłem w to dużo pracy, przecież wydaje mi się dobrze, po prostu znajdę innego podwykonawcę.
I to nie rozwiązuje problemu.
Bardzo często nie, bo bardzo często... Czyli
rozwiązuje pewnie, jeśli mamy do czynienia z kimś, kto ma niskie kompetencje i robi swoją pracę partacko, no to w niektórych sytuacjach to rozwiązuje, ale ja często widzę taką zależność takich migracji pomiędzy usługodawcami. Z jednego narzędzia do opinii do drugiego, z jednego marketingu do drugiego, z jednej agencji do drugiej. I jakby za drugim, trzecim razem nic się nie dzieje pozytywnego. I tu może jakaś autorefleksja właśnie powinna być.
No że jeżeli wybrałeś, to tak trochę jak z partnerami życiowymi, że jeżeli wybierasz trzecią osobę jako swojego partnera w życiu i znowu ci się wydaje, że to ta osoba jest winna w tej relacji, ale to jest już trzecia z kolei w ciągu pierwszego roku, to może wina nie jest w tych osobach, ale w tobie. Podobnie jak wybierasz partnera typu agencję, czy partnera typu programistę. No i wybrałeś trzeciego, który no nie dowodzi. To może twoje kryteria wyboru, bądź sposób rekrutacji jest po prostu niewłaściwy. Może to, co im zlecasz, zlecasz w zły sposób, może źle delegujesz te rzeczy, może masz nieprecyzyjne oczekiwania, może tobie się KPI zmieniają co kwartał po prostu i ludzie nie wiedzą, jak z tobą pracować. Tam jest masa jeszcze rzeczy, które warto by było wziąć pod uwagę, bo to nie jest takie proste.
No właśnie, bo to wyklikniwanie reklam, o którym też wspominaliśmy, to jest jakby chyba najprostsza rzecz w tym wszystkim, można powiedzieć, obecnie. Z mojej perspektywy i też miałem przyjemność być na evencie Facebook Summit w tym roku dla Europy Centralno-Wschodniej, no to tam Wszyscy komunikowali jedno, że kreacja jest najważniejsza i content najważniejszy i tak naprawdę to jest coś, co moim zdaniem powinno być kluczowe, jeśli chodzi o, już jak masz nawet dobrany ten produkt, to tu powinieneś testować, jak wy u siebie działacie w agencji, jeśli chodzi o takie kwestie. Wy obsługujecie jakby reklamowo, czy też jakby Koncepcyjnie, strategicznie pomagacie klientom.
My mamy takie trzy główne etapy. Pierwszy etap to jest koncepcja strategiczna na to, jeżeli ktoś ma wymyślony produkt, ma wymyślony pomysł, koncepcja na to, co chce robić, to pomaga mu to ubrać w to, jakie powinny być to wyróżniki, jak je komunikować, jak to poukładać w formę takiego manuala do działania, którego możesz potem wysyłać swoim podwykonawcom, mieć go dla zespołu w firmie i z nim pracować, żeby on trochę ci uspójniał, żeby właściciel nie musiał opowiadać pięciu stron, dziesięciu stron PDF-a każdemu pracownikowi. Dokument to trochę powinien jakby klasyfikować. I to jest pierwszy... Zespoj. Tak, zespoj. To jest wstęp. Później jest plan taktyczny tego, no bo skoro masz pewne założenia marki, no to teraz gdzieś należy to zakomunikować w jakiś konkretny sposób, w jakiejś cykliczności, z jakimiś budżetami i jakoś to poukładać. Więc jest taka druga wersja tego planu, druga część, taka realizacyjna. No i to można albo wdrażać sobie potem z nami, albo można komukolwiek dać do odbicia, słuchaj, no dostałem taki plan, co ty o tym myślisz, albo złożyć sobie zespół i takich wielu naszych freelancerów, którzy będą robić poszczególne usługi i koordynowo to będzie, nie wiem, marketing, menadżer, bądź asystentka w firmie, zależnie od skali.
To u mnie tak to trochę wygląda, że ja właśnie taki, też fajne zesorowanie w Januszek Freelancerów. To są zaufane osoby, które działają ze mną od czterech lat. Ja znam ich kompetencje, one znają moje kompetencje i tak po prostu działamy projektowo. Ale też zastanawiam się teraz na taką jedną rzecz, czy uważasz, że taki właściciel sklepu e-commerce, wiadomo, że on nie musi posiadać takich specjalistycznych kompetencji typu analityka, Facebook ads, Google ads, ale czy on mniej więcej powinien się orientować w ogóle twoim zdaniem w tym, co tam specjalista klika, czy oddawać to w pełni i ufać. Bo dużo jest takich przypadków. Ja powiem Ci ze swojej perspektywy, gdzie przychodzą właśnie do mnie właściciele e-commerce, robią sobie konsultacje, ja tam wchodzę na panel Google Ads, a tam w historii zmian, dwie zmiany budżetu w miesiącu i tam fakturka jest puszczona. I wtedy tak myślę, Przykro trochę, że takie podejście jest. I tu bardzo dużo takich przypadków miałem.
To jest bardzo łatwe. A to wynika jeszcze z kilku rzeczy. Natomiast wracając do pytania, ja uważam, że jeżeli ty się decydujesz na biznes e-commerce'owy, to ty nie masz w ogóle żadnej wymówki. Ty musisz rozumieć marketing. Ty nie masz go robić i ty nie masz umieć klikać tych paneli. Ale powinieneś mieć minimum pojęcia o tym, jak one działają. Umieć mieć takie podstawowe zrozumienie, co potencjalnie, gdzie możesz znaleźć. i wyobrażam sobie, że raz na pół roku się tam zalogować po prostu z nudów, no bo to jest duża część twojego biznesu. No bo teraz wracam ze spotkania z przedsiębiorcami i są ludzie, którzy nie inwestują celowo swojego czasu w biznesy internetowe, tylko zajmują się zarządzaniem spółkami i restrukturyzacją. No i taki człowiek, którego poznałem mówi, Tomek, ja nienawidzę marketingu, nie chce się go uczyć, więc dlatego wybieram sobie biznesy, które działają na dużej skali, nie internetowo, my produkujemy taśmą ciągi. I on nie musi rozumieć marketingu, bo on ma totalnie inny proces sprzedaży. Ale jeżeli ty masz biznes oparty o internet, bo zakładasz sklep internetowy, to obecnie, z mojej perspektywy, marketing internetowy jest głównym wyróżnikiem sklepów, bo produkty są dość wszędzie na podobnym, bardzo dobrym poziomie.
Chyba, że jesteś producentem i robisz coś, nie wiem, unikalnego i naprawdę to się wyróżnia na rynku. Jesteś w stanie zaoferować, masz super produkt, market fit, no to to jest jakby inna sytuacja. Ale generalnie większość osób jednak nie jest producentami, bo to są dodatkowe koszta i kapitał, więc to nie jest takie proste, więc warto byłoby jednak...
Rozumieć to.
Rozumieć, tak. Nie do końca wiedzieć specjalistycznie, ale rozumieć.
No bo wyobrażam sobie, jeszcze to kontynuując, bo zobacz, jeżeli mamy właściciela sklepu internetowego, o dowolnej wielkości, no on prawdopodobnie, on ma do ogarnięcia magazyn w jakiś sposób, czy to deleguje, czy nie. I tak musi rozumieć te procesy, żeby wiedzieć, na ile jest to rentowne, na ile to jest opłacalne, czy tam nie da się poszukać więcej oszczędności, bądź lepszej skalowalności tego. Musi trochę rozumieć, co robi konkurencja, czyli musi kumać branżę. Jednocześnie musi myśleć o tym, gdzie są potencjalne jego przewagi i jak je zwiększać. I teraz, jeżeli on miałby samodzielnie klikać te rzeczy, to jemu na to brakuje czasu.
Tak, to nie ma wartości większej.
Ale jeżeli nie rozumie, czyli zobacz, jeżeli mu brakuje na to czasu, więc musi to komuś zlecać. Prędzej czy później będzie musiał. Więc jak musi zlecać, a tego nie rozumie, to zleca źle. Prawdopodobnie nie ma gotowości na dobrą, mocną kontrę do agencji, którą mu coś proponuje, no bo nie ma wystarczającego doświadczenia, żeby wiedzieć, czy to, co oni proponują w ogóle jest zasadne. No bo teraz zobacz. Możesz utrzymać propozycje marketingowe, jakiś pomysł na twój sklep, na twój marketing. I on może być nietrafiony, ale na poziomie koncepcji bardzo zasadny. Wtedy spoko, ale bardzo dużo pomysłów jest z czapy.
to z czapy, albo bym dodał jeszcze tak w nawiasie, po prostu ludzie chcą spełnić swoje marzenia.
I sklep.
Tak. Więc oni po prostu lubią spełniać, w sensie mówią właściciele sklepów internetowych. Często bardziej chodzi mi o otwierają np. ja to jest taki bardzo częsty case, który ja widzę na przykład, że jest ogromna ilość kobiet, która otwiera marki fashion. I one otwierają te marki fashion, bo po prostu zawsze pasjonowały się modą, żyją tym i no i chcą po prostu mieć swoją markę. I to bardziej nie na zasadzie chcą mieć biznes z niego zarabiać, tylko chcą mieć swoją markę i potem nie myślą o tych właśnie rzeczach naokoło strategicznych. I to jest krzywdzące i to może być krzywdzące zarówno dla nich, no bo longtermowo oni nie mają z tego rentowności. I też mam drugą perspektywę taką ciekawą, że to jest skrzypdzące dla osób, które są w branży fashion, mają załóżmy 4% rynku w danym segmencie i jak wchodzi takich np. 10 osób, może tak kolokwialnie, nie z piaskownicy, ale takich, którzy faktycznie nie mają umiejętności takich marketingowych i komersowych, nie mają budżetu, to oni kradną to 0, 2%, 0,5% no i finalnie ten rynek się kurczy. Ta marka, która miała rentowność może tracić przez to, że te mniejsze podkradają, a te mniejsze nie mają rentowności i jakby
gra jest Taka spirala śmierci się robi w branży, prawda? Tak, tak.
I to jest jakby takie trochę krzywdzące można powiedzieć dla branży. Ja zauważam to już od dawien dawna. A jak to w ogóle u ciebie wyglądało, jeśli chodzi o rozwój tej agencji? Bo tu porozmawialiśmy sobie trochę o minikomercie, na co warto zwracać uwagę, jeśli chodzi o to na samym początku. Jeżeli nie chodzi o wyklikiwanie reklam. A jak ty w ogóle skalowałeś swoją agencję, to jakie napotykałeś takie największe problemy? Jak sobie z nimi dawałeś radę?
Pierwszy problem, który spotykałem przez bardzo długi czas, no to właśnie robiliśmy za słabe usługi co do moich oczekiwań. I teraz ja się mierzyłem z tym do tego stopnia, że chodziłem na spotkanie z psychologiem, bo ja nie wiedziałem, czy jak zbieram wiedzę z internetu i robię ją zgodnie ze sztuką, wykonujemy te usługi i klienci są niezadowoleni, to czy to wina klientów, czy moja? a mam dużą odpowiedzialność w sobie i jak klient mówi mi, że to jest moja wina, bo wziąłem pieniądze, on sobie to inaczej wyobrażał i tego efektu nie ma, to moim domyślnym, moją reakcją na to taką domyślną było, aha, czyli to się da robić lepiej, ja nie umiem, to się idę pouczyć. I to było pierwsze wyzwanie, wiesz, bo z tej perspektywy tych ośmiu lat, jak patrzę wstecz, no to widzę, że usługi były poprawne, były nawet dobrze rynkowo wycenione, były jakościowo zrobione co do tego, ile kosztowały. one nie miały prawa tak wpłynąć na klientów, którzy kupowali, mieli kupować w firmach moich klientów, żeby to zwiększało w wyraźny sposób zarobki mojego klienta. To były social media. to pomagało, ale to było wsparcie wizerunkowe, a to nie była realna usługa mogąca zrobić sprzedaż. Mimo, że klienci na to liczyli, a ja wchodziłem trochę w ten element, dobra, skoro klient liczy, a to jest przedsiębiorca większy ode mnie autorytetem, doświadczeniem, to prawdopodobnie wie, co zleca i ja to zrobię. I to jest problem freelancerów bądź tanich usług marketingowych obecnie. Kiedy jesteś przedsiębiorcą, Pytasz o usługę marketingową, no to prawdopodobnie osoba, którą pytasz jest młodsza od ciebie, jest na to duża szansa, no bo agencje marketingowe to są często młodzi ludzie i oni wykonują usługę. podpisujesz umowę na wykonanie usługi, usługa jest wykonana, tylko jeżeli ty nie masz wystarczającej wiedzy, żeby ją dobrze ocenić, nie masz planu w swojej głowie, co to ma konkretnie zrobić w twoim biznesie, to usługa będzie wykonana, ty będziesz niezadowolony, ale ktoś przez to, że ty wmówiłeś mu swoje oczekiwania, po prostu powie, dobrze, to ja to zrobię, no bo on potrzebuje zarabiać. Więc to był dla mnie pierwszy taki problem. Ja szukałem cały czas przez pierwsze lata, jak to powinno działać, żeby to było skuteczne. I drugim problemem, który z tym się wiązał, było to, że ja bardzo szybko zrozumiałem, że czym mniej robię operacyjnie, tym firma działa lepiej. Na początku, jak robiłem wszystko sam, pisałem posty, rozmawiałem z klientami, windykowałem, fakturowałem. Wszystko robiłem, byłem jedną osobą one-man army. No to szło tak przeciętnie. Ale stwierdziłem, jestem sfrustrowany tym, że siedzę siódmy dzień w tygodniu, kolejny tydzień, po całe dni przed laptopem, to dalej nie działa tak, jak chcę. Pomyślałem, zatrudnię sobie taką Monikę. Monika była studentką wtedy. Na kilka godzin ona napisze mi treści tekstowe do postów. Ja tylko wtedy zlecę to grafikowi. I to miała być taka pierwsza runda delegowania. Co się okazało? Ja bardzo dużo czytałem o copywritingu, bardzo dużo o nim teraz wiem, bardzo lubiłem to robić. Monika od pierwszego dnia pisała szybciej i lepsze posty niż ja i klientom się podobały bardziej. Pomyślałem, to może zamknąć agencję, skoro dowolna studentka robi to lepiej, ale co się okazało? Ona robiła te rzeczy, ale nie miała innych kompetencji. I wtedy zacząłem rozumieć, okej, to ja mam jakiś przekrój kompetencji, których inni ludzie losowi nie mają. Rozmawiałem z klientami, im się to podoba, co mówię, mam większą pewność siebie w tym, mam jakiś pomysł na tą kampanię, czy prowadzenie tego. I to był taki pierwszy element, że zrozumiałem, że jestem skuteczniejszy w budowaniu zespołów i w delegowaniu. I taka namiastka to były te dwie osoby, kopierajterka, amatorka i graficzka, która wtedy zaczęła z nami pracować. Pracuje do tej pory w ogóle już 8 lat z nami. I to był taki pierwszy przeskok, który zrobiłem.
Ja tu dopowiem fajną rzecz. Ja takie ćwiczenia sobie robię bardzo często, że rozpisuję rzeczy wszystkie, które robię. Znaczy, też mam dużo rzeczy zdelegowanych. Tak naprawdę rzeczami, którymi zajmuję się, czy to w e-commerce'ie, czy w swoich działaniach personalno-brandowych, no to jest Kostetaga głównie. Ale na przykład też bardzo lubię copywriting, to co ty powiedziałeś. I na przykład ciężko mi jest oddać dalej pisanie maili, bo ja to uwielbiam. I oddawałem i akurat ja nigdy nie miałem tego efektu, którego bym chciał, ale też jakby uważam, że copywriting, moim zdaniem, To jest największy skill w biznesie online, bo tak naprawdę każda kreacja, każdy scenariusz, każdy mail, każdy post, wszystko zaczyna się od copywritingu. Jak ty jesteś master of copywriting, to potem łatwiej jest to przełożyć na większą ilość rzeczy. To jest taka moja wrzutka, ale ja staram się przynajmniej raz na pół roku siąść sobie, rozpisać rzeczy, które robię. rozpisać sobie na trzech kategoriach. Co na makso lubię robić, co średnio lubię robić i co mega mnie wkurza, a robię. I te mega, co mnie wkurzają, to albo niektóre usuwam, albo niektóre deleguję, albo niektóre automatyzuję. I jakby taki ciągły proces, bo czasami wpadamy jak taki chomik i robimy, robimy, robimy, robimy i nie zauważamy tego, gdzie największą wartość w tej firmie możemy dać. To jest ciężkie. No nie wiem, jak to było u ciebie, ale dla mnie to było ciężkie, żeby pooddawać te rzeczy. Ale też ciekawym wątkiem jest to, że mieliśmy tego samego psychoterapeuta wnioskowego, który nam, zresztą, że mi na pewno tak, mógłbyś powiedzieć swoją siostrą, pomógł. Cypriana, pozdrawiam jego. Odcinek z nim gdzieś tam podlinkuję na pewno. Bardzo fajny, taki mindsetowy.
Też oglądałem, słuchałem. Cyprian, pozdrawiam. Mi to też bardzo dużo pomogło poradzić sobie z taką presją, którą czułem, bo Wydawało mi się, że wszystko co robię, robię najlepiej jak potrafię, a jednocześnie czułem taką presję sam, którą na siebie nakładałem, że chciałem szybciej, chciałem mocniej, no bo mnie inspirują duże, fajne, działające biznesy. Bardzo chcę w tym kierunku zmierzać i ja lubię budować systemy, natomiast chciałem szybciej niż umiałem przeskoczyć element, dobra, jestem tu, chcę być tam i chciałem szybciej. No i z Cyprianem pracowaliśmy nad tym, żebym złapał taką dobrą perspektywę na to, gdzie jestem, gdzie byłem wcześniej, jak wygląda mój rozwój. I przez 8 miesięcy, prawie raz w tygodniu się spotykaliśmy i nad tym pracowaliśmy. Dużo mi to wniosło.
Powiedziałeś, że chciałeś być tam, gdzie są duże biznesy. Jeśli mogę spytać, po co? Jest jakiś cel tego?
Dla mnie tak, tak. Bo jak patrzę na to, co ja robię w firmie, to za każdym razem, jeżeli my mamy większe zyski, to ja się tym cieszę, bo to dla mnie oznacza kompetencje, tak jakbyś wygrywał mecz w piłkę nożną wysoką ilością bramek. No ale kiedy ten mecz się kończy, to naturalnie chcesz grać kolejny i wygrywać z jeszcze większymi przeciwnikami. Ja mam tak trochę w biznesie, porównując to do klocków Lego. Jak byłem bardzo mały, dużo budowałem z klocków Lego i ten proces budowania mnie ciekawił. W momencie, kiedy zbudowałem jakiś samochodzik, zbudowałem zamek, popatrzyłem, pochwaliłem się mamie, mamo, zbudowałem i ja go burzyłem instant i budowałem te rzeczy od nowa, bo ten proces stworzenia był dla mnie fajny i teraz to, co mnie jara, to kiedy mam te zyski, mam bardzo niski takie zapotrzebowanie na standard życia. Nie mam personalnych wysokich potrzeb. Ale jednocześnie bardzo mnie cieszy, kiedy dodajemy nowe działy do firmy, dodajemy nowych pracowników, oni się angażują, wnoszą jakąś wartość. To jest takie dopaminogenne dla mnie, bo jedziemy na integrację raz na kwartał i na tej integracji zawsze jest więcej osób, albo są to bardziej kompetentne osoby, albo lepiej się rozumiemy, czyli to działa lepiej po prostu, czyli coś tworzymy, co też wnosi wartość, bo sobie liczymy ile wnosimy dla każdego klienta co miesiąc sprzedaży, ruchu, ile dodajemy wartości. I to jest taka satysfakcja, którą z tego czuję, bo mam poczucie sprawczości, mam poczucie wpływu na coś, mam poczucie, że to jest wartościowe spędzone czas, kiedy buduję coś takiego.
Czyli masz tam jakiś wysoki cel, który chciałbyś sobie osiągnąć w przyszłości, tak?
To nie jest sprecyzowany cel nawet, bo bardziej proces mnie cieszy, bo dużo o tym myślałem, nie? Czy to jest taka wymówka banalna typu, no każdy cieszy się procesem, ja sobie tak wmówiłem, czy realnie nie mam kwoty, którą bym chciał zarobić, nie mam końcowego etapu, do którego dążę, ale za każdym razem, jak ta krzywa wzrostu się wypłaszcza u mnie w firmie, No to cieszę się, że to jest stabilne, bo to jest jedna z moich wartości, że ja nie lubię zbyt takich panicznych decyzji, więc stabilność mi pomaga, ale sam sobie pierwszy szukam tego, dobra, mam jakieś zyski, to co my możemy z tym zrobić fajnego, żeby coś dobudować, coś dokleić, żeby coś nam w tym pomagało bardziej, nie?
z WTAWi Commerce. 27 marca, druga edycja darmowej, bezpłatnej konferencji wypełnionej praktykami sprzedaży. Tym razem poprawiliśmy błędy z pierwszej konferencji i będzie więcej prelegentów, dłuższe przerwy i dodatkowe materiały merytoryczne. 27 marca, ponad 500 milionów obrotu na jednej scenie online. Wystarczy klikniesz w link, który jest na dole, aby dołączyć bezpłatnie do tego wydarzenia. Zapraszam cię serdecznie razem z gronem wszystkich praktyków sprzedaży online. Na pewno. Ile masz czasostów w firmie? Jeszcze spytam.
30.
A dużo dni pracujesz?
Aktualnie myślę, że to 3 dni w tygodniu pracuję po 8 godzin. No i dwa pozostałe dni robocze myślę, że to będzie 4-5.
Ja kiedyś zobaczyłem u twojej żony Agaty taką fajną storkę, teraz już przypomniałem o niej, w której wy mieliście chyba jakoś tak bardzo fajnie, mądrze wspólną asanę albo jakiś notion albo kalendarz Google i mieliście tak wszystko ładnie kwadracikami pododawane, jeśli chodzi o ułożenie procesu dnia. Mógłbyś odpowiedzieć na to trochę więcej, bo to myślę, że może być inspirujące do osób, które czy mają dzieci, czy właśnie sobie też prowadzą swoje firmy, bo mi się to podobało, było to poukładane, z tego co pamiętam.
Jestem z tego bardzo dumny, bo to jest element mojego forsowania, że powinno tak wyglądać, czyli wspólny kalendarz w Google Kalendarz. i dosłownie wszystko, co robimy jest w tym kalendarzu. Są tam randki, są tam wspólne wyjazdy, są tam jakieś treningi, masaże, rzeczy osobiste, rzeczy wspólne, rzeczy firmowe, bo dzięki temu możemy asynchronicznie wprowadzać zmiany do swoich grafików i nie wymaga to potem kłótni o to, że ej, no, nie umawialiśmy się o tych, sobie gdzieś wpisałeś trening. Więc jeżeli Agata ma swoją działkę, ma swoją firmę i robi kursy online, prowadzi klub i naprawdę ciśnie, Ja mam agencję na 30 osób, która teraz jest pięciomilionowym biznesem. To też jest tam dużo do roboty. Do tego oboje chcemy być rodzicami i chcemy zajmować się synem. A przy okazji fajnie by było mieć godzinę, dwie dla siebie jako dla jednostki, bo to wymaga bardzo dobrej komunikacji na temat planowania. No i generalnie działa to tak, że raz na dwa tygodnie planujemy do przodu, kiedy do nas przyjedzie moja mama, no bo ona do nas dojeżdża trzy razy w tygodniu i przez te trzy dni zajmuje się Ignacem, naszym synem. wtedy mamy cały dzień na pracę, więc sobie ustalamy, dobra, w które dni konkretnie to będzie na kolejne dwa tygodnie. Następnie w to wchodzi ten czas, kiedy mojej mamy nie ma dwa dni w tygodniu, wtedy mamy pół dnia na pracę, pół dnia na to, że jesteśmy jeden na jeden z synem. I to jest taki rozrysowany do przodu miesiąc, bądź dwa tygodnie. I wtedy w te sloty, gdzie masz pracę, wpisujesz sobie rzeczy, które już chcesz, nie?
I długo wam się udaje utrzymać taki proces, bo to brzmi fajnie.
Dwa lata.
Dwa lata już tak funkcjonujecie. Myślę, że to jest... Ja nie spotkałem się z czymś takim w sensie u nikogo, więc jakby dlatego na to spytałem, bo może być to inspirujące dla naszych słuchaczy. I to po prostu działa na kalendarzu Google, tak? Rozumiem w sensie... Tak, tak.
Darmowy kalendarz Google'a.
Fajne.
Działa bardzo dobrze. Do tego są jeszcze podłączone asystentki. które też mają możliwość zmienia tych rzeczy, więc wystarczy napisać asystentce na czacie, słuchaj, umów mnie gdzieś tam, najlepiej w tym dniu, kiedy mam tam wolne. One wiedzą, które bloki czasu są nieprzekładalne, typu bycie z Ignacem, raczej no trudno wtedy będzie być w Warszawie, skoro mieszkam w Rzeszowie. No i dzięki temu to daje się układać w sensowny styl życia.
W sumie jest asystentki. Jak pierwszy raz rok temu, albo sorry, to było z półtora roku temu, odsłyszałem od jednego znajomego, że ma asystentkę i działa z nią na Whatsappie wysyłając głosówki, to sobie mówię, no odwaliło gościowi, nie? Ale potem, jak ja, jestem od roku już Sylwią, którą serdecznie pozdrawiam, na właśnie takiej pracy whatsappowej, no to to jest w ogóle jedna z lepszych inwestycji, jaką można poczynić, bo jestem w stanie zdelegować wszystkie rzeczy, których nie lubię robić, jestem słaby, na przykład ja totalnie nie ogarniam jakiejś faktury, księgołości, ja nawet nie wiem, jakby to jest w ogóle coś, z czym jestem mega cienki, nawet się tego nie dotykam. Ale na przykład takie rzeczy też prywatne, na przykład jakieś, nie wiem, zakupy, różne rzeczy ludzie sobie delegują, prywatne i biznesowe, ale to jest naprawdę duży game changer. Jak to w waszym przypadku wygląda? Również tak jest? Długo z tego korzystacie? Gdzieś asystentki, czyli są dwie.
Jedna jest bardziej firmowa, druga jest pół firmowa, pół prywatna. I teraz, Ja też forsowałem ten element u nas w domu i w firmie. Kiedyś, 4-5 lat temu, pierwszy raz się z tym przetarłem na kursie Mirka Burnejko, szkoła budowania firmy. To mi się podobało, bo Mirek tam miał bardzo krótkie lekcje. I lekcja o delegowaniu brzmiała dwuminutowa. Musisz mieć asystentkę. Zatrudnij ją. W kolejnej lekcji pokażę ci jak. Wtedy jakby wydaje się normalny, wtedy był dla mnie normalny styl myślenia, no ale dobra. Robię takie rzeczy, przecież wykorzystuję czas dobrze, to będę marnował kasę na asystentkę.
No dokładnie, to samo myślenie.
Tak.
Mega ciężko było ten mindset przejść.
I teraz co się okazuje? Okazuje się, że jak popatrzysz na, bo bardzo ważny jest element tego, że jak mówimy o przedsiębiorcach, to wielu z nas sobie nie uświadamia właśnie, gdzie chce iść. Po prostu czasami day to day operujemy w biznesie, który sobie zbudowaliśmy. I jak sobie odpowiesz na pytanie, gdzie ty chcesz tym biznesem być, to bardzo mało osób powie ci, że za 20 lat chcę być w tym samym miejscu. Raczej zwykle będziesz słyszał o wzrostach, o rozwoju, o ambitnych planach. To skoro tak, a ty dalej marnujesz czas na to, żeby osobiście jechać do warsztatu samochodowego dwa razy w sezonie i czekać półgodzinę na zmianę opon, to wyrywasz w swojej firmie godzinę prezesa. Jeżeli wysyłasz faktury, jeżeli robisz rzeczy, które może zrobić ktokolwiek inny za jedną czwartą twojej pensji, to właśnie kosztujesz firmę, jakby marnujesz czterokrotność pensji asystentki na to, żeby samodzielnie to robić. I to nawet nie jest koszt alternatywny, bo alternatywny jest jeszcze większy. Rozpraszasz się na tyle, że zawsze masz co robić, zawsze jesteś zajęty i nigdy nie mierzysz się z wartościowymi decyzjami, które tylko ty możesz podjąć. Tak jak ty powiedziałaś, strategia. trudne decyzje, skalowanie, jakieś duże cięcie kosztów, uruchomienie nowej usługi, nowego działu, jakieś kontakty biznesowe, które mogą cię wystrzelić na nowy poziom. I spotkałem się ze świetną rolką kogoś ze Stanów, kto mówił, że jeżeli on audytuje takich dużych CEO w startupach i jeżeli widzi, że ten CEO nie ma asystentki, to on go zwalnia.
To jest już podstawa za granicą.
Tak, bo jeżeli ten człowiek wykorzystuje pieniądze firmy, Czyli opłaca się mu 160 godzin pracy powiedzmy i on na przykład 20 z nich marnuje na podstawowe czynności, to on marnuje budżet inwestorów. I to do tego stopnia jest posunięte. I ja nie znam chyba osoby, która byłaby tak perfekcyjnie zdelegowana na przykład jak Adrian Gorzycki. On opisuje to na Instagramie, często o tym mówi, warto to od niego brać. Dlatego, że większość moich znajomych dalej traktuje to w kategoriach trochę takiego wstydu, Że to takie nowobogackie?
No właśnie, też miałem taki pierwszy feeling tego. Nawet gdzieś tam powiedziałem rodzicom, że mam ostętkę, że oni 30 lat są w firmie, jaka to jest ostętka? Bo u nas to jest jakby w zalążku dopiero mam wrażenie. Z mojej pewnie, to jest moja bańka, z moich znajomych, to wszyscy mają ostętki. Ale jeszcze rok temu to tak nie wyglądało. A teraz... sobie tego nie wyobrażam. A możesz zainspirować też słuchaczy? Co, na przykład ty delegujesz? Powiem, że ja się czymś zainspiruję, bo ja w sumie delegowałem dużo, potem ostatnie trzy miesiące tak trochę mało, teraz znowu wróciliśmy do delegowania i tak zastanawiam się, co tu można było uciekawego delegować swoim zdaniem.
To ja psuję przez takie rzeczy, które ostatnio były, ale na pewno wszystkie wizyty na poczcie. absolutnie wszystkie, do tego stopnia, że Michalina, która jest naszą asystentką, ma pełnomocnictwo notarialne do robienia praktycznie wszystkich rzeczy, do wyciągania danych zdrowotnych, do wizyt w szpitalach, do wizyt na poczcie, do wszystkich takich rzeczy, które możesz sobie wyobrazić urzędowych, typu spółdzielnia, jakaś gmina, jakieś takie rzeczy związane z naszym synem, trochę pod kątem dowożenia dokumentów. odbiór poczty kurierskiej, która musi być potwierdzona podpisem. Ona też to może robić w moim imieniu. Więc realnie byliśmy u notariusza. Mamy całą listę rzeczy, które wymagają tej zgody i tam jest zgoda notarialna. Michalina sobie z tym jeździ po prostu po mieście i załatwia te rzeczy. No i teraz z tego wychodząc, wymiana opon w samochodzie. Mamy dwa samochody, więc zrobienie tego to jest kwestia tak naprawdę pół dnia.
No tak.
Ej, come on. Czy realnie jako prezes firmy chcesz pół dnia siedzieć w samochodzie tylko po to, żeby mieć zmianę opony? Ja nie chcę. Poczta, kurierzy, umawianie hoteli, umawianie lotów, moje publikacje na social media, ale to akurat można od wolnej osoby zdelegować. Zamawianie różnych dziwnych rzeczy, które trzeba trochę znaleźć. Kocham snowboard, jeszcze na snowboardzie, więc w tamtym sezonie Michalina trzykrotnie ostrzyła moje deski. Zabierała je z mieszkania, jechała do pana, który je miał naostrzyć, wracała, potem jechała je odebrać po kilku dniach i to nie musiałam o tym myśleć, tylko napisałam to na czacie. I kiedy jako przedsiębiorca możesz zdelegować tak proste czynności jednym zdaniem i one są wykonane dobrze i lepiej nawet niż sam byś to zrobił, a komuś, realnie zobacz, dajesz komuś pracę, z której ktoś się może cieszyć.
Tak, i tak naprawdę nie trzeba mieć jakichś studiów wyższych, żeby uciać ten, tylko trzeba być komatem po prostu.
ma tym i ogarniać. I my się tak przeglądam sobie, to czasami ogarnia nam zarządzania takimi rzeczami jak ogarnięcie złotej rączki, żeby w mieszkaniu coś ponaprawiać, a my jesteśmy na urlopie.
Zresztą tego to nie robi, to jest w ogóle do zdelegowania. First of all dla mnie, technicznie.
I teraz wiesz, jeżeli jesteś normalnym człowiekiem, który po prostu pracuje, gdzieś ma normalną pensję, to brzmi jak oderwany od rzeczywistości.
Właśnie ja mam taką, teraz myśl jak o tym mówisz, że może sobie ktoś nas słuchać i mówi, no odlecieli, nie? Ale z drugiej strony, Fajnie, bo to właśnie tłumaczymy, że to nie jest jakby koszt, tylko to jakby dzięki temu twoja firma może więcej zarobić, no bo stracisz więcej czasu.
Bo ty jesteś efektywny wtedy, no bo dalej jako człowiek zarządzasz swoim czasem i energią, ale one są jednak skończone w ciągu dnia. I skoro twoją odpowiedzialnością jest prowadzenie firmy na 10, 5, 50, 150 osób, to ty nie możesz się rozpraszać. Bo jak ty pójdziesz na pocztę i zmarnujesz tam pół godziny, potem pojedziesz sobie zmienić opony, to masz pół dniówki wyrwane, a w te pół dniówki jako prezes mógłbyś zrobić cztery bardzo sensowne spotkania i podjąć na każdym z nich po trzy mądre decyzje.
A zdradzisz, jakie to w ogóle u ciebie koszta, takich asystentek? W ogóle zastanawiam się, że ktoś nas teraz słucha i myśli sobie, ej, mówią mądrze, ma to sens. Może jeszcze nie mam dużego budżetu, to od jakich w ogóle, myślisz, takich kwot miesięcznych można zaczynać z wirtualną asystentką? Bo ja mam jakąś pełną wiedzę, więc musimy sobie ją zbić.
To będzie brutalne, ale ja personalnie dostałem bardzo dużo zgłoszeń, no bo Agata publikowała to na swoim Instagramie, Agata ma tam 120 tysięcy. Jak publikujemy takie rzeczy, no to dużo osób się zgłosiło. No i w formularzu mieliśmy pełny przegląd stawek. I teraz to jest bardzo ciekawe. Najskuteczniejsze osoby, które poznałem, które po prostu dowożą robotę, a nie są oderwane od tego, ile ta robota jest warta jako robota asystentki, ile to wnosi do życia osoby, dla której pracujesz, to są do 80 na godzinę netto. Wyceny zdarzały się na 100, 120, 150, 200 i ja mam takie no way, że to są już stanowiska specjalistyczne i wtedy za pełen etat wychodzi tam, nie wiem, 12 tysięcy złotych, więc to już nie jest wynagrodzenie, które jestem gotowy zapłacić osobie, która jest asystentką. Nam wychodzi taki zakres pomiędzy 5 a 8 tysięcy miesięcznie netto. Pytanie, ile tam jest godzin, raz jest trochę więcej, raz jest trochę mniej. O, to w takim razie, kiedy jest więcej, pomyślałem. Wtedy, kiedy na przykład Michalina jedzie gdzieś z Agatą, bo jest trochę naszym szoferem, jeżeli chce i jeżeli my potrzebujemy. I to jest bardzo ważne, bo...
No dokończ, a ja wrzucę swój jakby...
Jeżeli jedziemy gdzieś, na przykład mieszkamy w Rzeszowie, mamy zrobić szkolenie w Warszawie, ale mamy małego Bobasa, chcemy być raczej z nim, no to nie chcemy spać w Warszawie dwóch nocy bądź jednego noclegu, chcemy spać ze sobą wszyscy w trójkę. Więc Michalina bierze Agatę rano, jadą, Agata nie jest wtedy kierowcą, tylko może przygotować się do wystąpienia, może być skupiona i potem wraca po wystąpieniu i też nie musi prowadzić samochodu, może robić inne rzeczy w trasie, może normalnie pracować, czyli znowu wnosi wartość do firmy. Michalina prowadzi samochód, a przy okazji ponagrywa ją trochę na wystąpieniu. Mamy materiały z trzeciej osoby.
No właśnie ten wątek, który powiedziałeś, dla mnie osobiście jeżdżenie samochodem to jest taka strata czasu, jak się jedzie 2-3 godziny na jakąś konferencję, gdzie jest załóżmy Poznań, Warszawa. No w Warszawie akurat mieszkam, więc jest prościej, ale jak mieszkałem w Lublinie, to 4 godziny wyjęte z życia i to jest jakby totalnie, totalnie bezsensowne.
I to jest znowu połowa twojego dnia jako prezesa firmy, który, którego celem jest rozwój tego biznesu. I ty sobie to wyrywasz jazdą samochodem prosto po autostradzie. To brzmi jak absurd.
Tak. Chyba, że ktoś super lubi jeść i sprawia mu tę przyjemność, ale to jest też dalej nieefektywne. Fajnie, że ten temat w ogóle z centek poruszyliśmy sobie, bo nigdy nie było wspomniane na podcaście. dużych właścicieli różnych firm, ale trochę nie jest po prostu spopularyzowany. Ty powiedziałeś w ogóle, że wróciłeś akurat dzisiaj na podcast, przyjechałeś z eventu Loży Przedsiębiorców. Czy tam ludzie mają też asystentki, właściciele, czy to jakby dopiero raczkuje twoim zdaniem w ogóle?
Tam już bardzo dużo osób, duża część osób ma, dlatego że do Loży dołączasz, dlatego że podoba ci się komunikacja głównie Adriana Goryckiego, jego postawa. No, umówmy się, ten efekt Gorzyckiego występuje w polskim biznesie, jest to osoba znana, ludzie trochę się inspirują, no i wtedy, kiedy rozważasz w ogóle lożę, no to dlatego, że to, co robi Adrian, bądź jak zachowuje się Adrian, jest dla ciebie raczej w porządku. Teraz on się bardzo chętnie tym dzieli. bo to jest skuteczne, a kiedy jesteś w loży, to jesteś tam po to, żeby wyciągać skuteczne taktyki i je wdrażać. I naprawdę bardzo dużo osób ma dopracowane współpracę z asystentkami na dużo większym poziomie niż dowolna grupa, którą widziałem. To nie jest standardem, że prawie 100% ma, no bo dalej ludzie mają różne decyzje do podjęcia, ale duża większość, z którą ja rozmawiałem, ma asystentki, ma wszystko podelegowane i nie robią rzeczy, których nie chcą robić. I tu jest fajny test jeszcze, skaczemy po wątkach trochę, ale jest przyjemny, bo
Ale się łączą de facto. Ja już mam taką klamerkę, którą zamknę i teraz odbijemy w prawo.
Jak rozmawiałem jeszcze z Bartkiem Majewskim z Kazbega, to on mnie też tak trochę schallenge'ował, zanim miałem asystentkę. Ej, stary, a kto ci sprząta chatę? I wtedy sprzątałem moje mieszkanie ja za gatą. 50 metrów w Rzeszowie, no to wiesz, wymówka, że to jest trzy godziny. I mówię mu to, słuchaj, ale to my w sumie to lubimy tak sobie. Nie lubiłem, ale użyłem tego argumentu. Lubimy sobie tak, wiesz, w sobotę, razem dwa tygodnie, tam poogarniać chatę, muzykę sobie włączymy i jest super. No i pytanie, okej, a gdybyś nie musiał tego robić, nie byłoby trzeba sprzątać, to czy dobrowolnie byś posprzątał, bo lubisz? I to jest świetny filtr na to? Co może robić twoja asystentka? Chodzę na pocztę, bo w sumie się przejdę. Dobra, ale gdyby nie było, tam trzeba chodzić, to chodziłbyś na pocztę i stał w tych kolejkach, a gdyby nie było, trzeba jechać do mechanika, zmieniać tych opon, to byś to dobrowolnie robił, po prostu w wolnej chwili, w niedzielę, zamiast być, nie wiem, z synem, z rodziną, czy w swoim hobby. Prawdopodobnie nie. I to jest fajny filtr na to, ile możesz zdelegować.
To bardzo fajne. Z takiej perspektywy na to nie patrzyłem, a to może być naprawdę coś jeszcze może mi wyskoczyć do zdelegowania. Ten wątek delegowania i tych ascentek, które tutaj tak szeroko sobie poruszamy, lekko skacząc po wątkach, ale zachowując przy tym merytorykę, zaczął się od tego, jakie twoim zdaniem były takie największe problemy, jakby w przypadku twojego skalowania firmy. Czyli ten delegowanie było jedną rzeczą, to, że nie wiedziałeś do końca, chciałeś lepiej pomagać, a nie wychodziło to z ciebie. Czy było coś jeszcze, co było takim wyzwaniem w przypadku skalowania twojej agencji marketingowej, do czego doszedłeś właśnie po czasie?
Ja myślę, że mój mental, to jak myślałem sam o sobie, bo zauważyłem, że u mnie ogromnym przeskokiem w rozwoju całego biznesu było to, jak sobie uświadomiłem, totalnym przypadkiem, ej, robię już tą firmę jakoś chwilę. Ciekawe, czy gdyby tak wziąć, wyeksportować wszystkie faktury, które wystawiłem i je wszystkie zsumować, To czy to by się już do miliona net to zsumowało? I to był jakiś tam start biznesu dwa, trzy lata. I wysłałem takie pytanie mojej księgowej. Mówię, Olga, słuchaj, wyślij mi takiego Excela. I tak jadę, tak wiesz, rośnie mi ciśnienie. I mówię, ile to będzie? Bo tak mi przykład, zsumują, sumują, przekroczyły pół miliona, siedemset tysięcy, osiemset i tam wyszło jakieś dziewięćset pięćdziesiąt osiem tysięcy, wtedy plus minus. I ja mówię, ej, to ja już nie jestem freelancerem, no bo jak dojrzewałem, to zrobienie miliona, nawet przychodowo, to było takim fajnym, pierwszym, ambitnym celem. Ej, zrobiłem, dobra, nierocznie, skumulowanym 2,5 roku, ale zrobiłem. To może nie jestem tak niekompetentny, żeby prowadzić firmę i o tym tak myśleć. I to był u mnie bardzo duży przeskok pod kątem tego, jak się postrzegam i czy jestem osobą skuteczną na poziomie twardych danych. I to mi pozwoliło trochę więcej odważyć się, zatrudniać ludzi, trochę inaczej o tym myśleć.
To jest ciekawe, co powiedziałeś, bo często i ja się mogę tym podzielić, to taka moja refleksja. No tak, mam duży e-commerce, nagrywam podcasty, gdzieś buduję personal brand wokół e-commerce'u, powiązany, ale ja miewam dalej na przykład takie momenty, w których mówię, ej, kurde, wpłynąłem w pułapkę, że wiem, że nic nie wiem. Ale jak sobie zajedrzę na dane, mówią, ej, stary, ale sprzedałeś 120 tysięcy torebek, jakby dodatkowo nic nie wiesz, nie? Ale to jest ciekawe, bo dużo osób to wpada. że w pewnym momencie po prostu przeskakujesz jedną górę dużo, wiesz, potem spadasz i tak zasadniczo kiedyś zastanawiałem się, czy to się kiedyś skończy, ale to nie jest chyba takie oczywiste, prawda?
Wiesz co, ja myślę, że osoby, w ogóle to jest bardzo ciekawy wątek, bo o tym dużo rozmawiam z moją siostrą, że jeżeli w ogóle prowadzisz firmę, dowolną, to prawdopodobnie masz wyższe ambicje i większą zdolność do pracy niż średnia i większe potrzeby osiągania niż średnia, no bo nie zadowalacie standard. I teraz to powoduje, że z jednej strony możesz osiągać coraz większe rzeczy niż średnia osiąga, ale z drugiej strony tobie się nie kończy ten głód sukcesu z mojej perspektywy, że nie znam osób, a znam dużo przedsiębiorców, nie znam takich ludzi, którym po jakimś tam poziomie biznesowym skończyły się głód rozwoju, że więcej, że mocniej, że bardziej.
Są uzależnieni.
Naprawdę, ja tak o tym myślę, że to jest, oni są tak po prostu zbudowani pod kątem charakteru i cech osobowości, że bardziej niż inni lubią rywalizację, potrzebują rywalizacji, porównywania się i to dzięki temu w ogóle firmy rosną, no bo to nam tworzy konkurencyjność, to nam tworzy tą chęć, taki push do przodu.
Często jest tak, że to wychodzi z ego w niektórych przypadkach i to może być trochę też krzywdzące, ale tak, że tu właśnie, ja teraz przypominam takie słowa, był u mnie Michał Kales Kraus, on jest współwłaścicielem dwóch takich dużych biznesów, no dziewięciocyfrowych i on powiedział taką rzecz, która potem wybrzmiała w moim podcastie, która też idealnie jakby spaja się z tym, co ty powiedziałeś, że musisz pusty pokochać proces i to było coś, co on bardzo mocno komunikował i tak naprawdę, czy robisz te 5 minut, czy 50, czy robisz 500 na przykład, to cały czas jakby pójdziesz w sposób dalej i chcesz więcej osiągać, ale nie chodzi w dużej ilości tych przypadków właśnie nie chodzi o finanse, tak jak ty powiedziałeś, że nie jest dla ciebie istotny aż tak duży standard życia, ale bardziej ta wolność to rodzaj asystentka.
Tak i to otwieranie działów, decydowanie o tym, co robisz i poczucie wpływu. I tak jakby usłyszałem od takiego kolegi kiedyś, że jego ciekawi to, on ma tam biznes rekrutacyjny na 70 milionów, że jego ciekawi, co jest za kolejnym zakrętem.
Co się wydarzy.
Co się wydarzy. Jak obnurujemy tą kompetencję, ten rynek, zbudujemy ten dział, to co będzie możliwe? Jakie będziemy tworzyć rzeczy? Do czego będziemy mieli dostęp? Co ciekawego zrozumiemy dzięki temu? No bo to jednak jest cały czas operowanie w środowisku, które nie jest dla ciebie pewne. No bo nigdy nie prowadziłeś biznesu na tym poziomie, na którym masz, w tych czasach, które są.
I w takiej usłudze jeszcze do tego.
Dokładnie. To zawsze jest ciekawe. I ten element ciekawości, on daje dopaminę, on daje satysfakcję. I ja wątpię, że on się wyłącza. Nawet istnieje coś takiego, nie wiem czy słyszałeś, że jak masz post-traumatic stress disorder, mają to żołnierze, mają to ludzie po trudnym przejściu, to jest post-achievement.
Czyli?
Czyli mają to sportowcy po zdobyciu medalu olimpijskiego, mają to przedsiębiorcy po exitie z firmy. Twoje ciało było ostatnie 5, 8, 15 lat w ciągłym stresie i w ciągłej presji budowania, na przykład biznesu, bądź ścigania się o poziom sportowy. Więc jesteś nauczony tego, że znosisz dobrze presję. Dowolną. Ona cały czas rośnie. Więc ty cały czas przebiegasz do większej presji. I nagle po osiągnięciu medalu, po zrobieniu celu, po eksicie ze startupu, ta presja spada prawie do zera. I twoje ciało szuka sobie czegoś do likwidacji samo w sobie. Bo ono musi walczyć ze stresem. Tego stresu nie ma, więc ciało sobie ten stres wymyśla. Jakieś przykłady? Przykłady, nie wiem czy mogę, o tym mówił chyba Bartek Majewski z Kazbega, że on jak wyszedł operacyjnie z Kazbega i został tylko właścicielem, jego żona wtedy akurat zrobiła specjalizację lekarską, chyba coś takiego tam było i mają dwójkę synów, wszystko tam jest okej, spłacili kredyt na dom, to mu zaczęły włosy wypadać.
Że ciało się w ten sposób...
Typowy fizyczny objaw tego, że nagle nie masz sobie z czym radzić, więc musisz z czymś walczyć.
No to teraz można by było wejść głębiej i zastanowić się, jaki może być pana cel na to. Ja ci powiem też swoją perspektywę, że... To osiąganie, tak, to jest fajne i to, można powiedzieć, to gonienie tego króliczka, ale ja wprowadziłem taką ideologię w tym roku. Ona się wzięła z książki Cala Newporta, Slow Productivity, gdzie robię jeszcze mniej, jeszcze wolniej, a efektywnie jest więcej i lepiej. I zastanawiam się, dużo biznesów było robionych na takim właśnie ciągłym pędzie, zażywaniu się takiej kulturze zapierdolu, można powiedzieć wręcz. to często też w mediach gdzieś się przewijało w te ostatnie kilkanaście lat, to może to jest jakby pana cełą na to, żeby po exitzie albo po wyjściu z firmy, nie dostać jakby takiego terapii szokowej, tylko po prostu może lepiej jest trochę zwolnić. Co ty na ten temat sądzisz?
Ja myślę, że potrzebujesz mieć cokolwiek, co ci zapewni zbliżony poziom wrażeń. On może być wolniejszy, ale nie może być dramatycznie wolniejszy, drastycznie wolniejszy. No bo to dalej będzie terapia szokowa.
Bardziej chodzi o to, żeby tak sobie zwalniać w czasie, a nie, że jakby bum, bum, bum i nagle spada, że sprzedajesz firmę i to może być dramatyczne.
Tak, znam drugiego członka loży, Janusza, który teraz akurat wychodzi ze swojej firmy, ale się do tego przygotowuje i on już widzi, że I mu zaczyna się w ogóle mental zmieniać, jak już sobie uświadamia, że prawdopodobnie będzie zbliżał się do eksitu. I pracuje nad tym po prostu mocno intensywnie, żeby znaleźć sobie coś innego, trochę się przedefiniować, no bo już nie będzie mógł walczyć o rozwój akurat tej konkretnej spółki. I teraz myślę też o tym, że pod kątem kultury hustle i takiego slow biznesu, To jest ciekawy element, bo pytanie, na jakim poziomie jesteś, aby to stosować. No bo teraz to może być łatwiejsze dla kogoś, kto ma stabilny biznes i bardzo dużo kompetencji i doświadczenia, a ktoś, kto zaczyna, nie jest trudno sobie wyobrazić kogoś, że zaczynasz w biznesie, nie masz kontaktu, doświadczenia, umiejętności i brandu i finansów i ty próbujesz robić mądre decyzje, bo ty nie masz z czego ich zrobić. Ty musisz robić ich dużo, popełniać dużo błędów i się z nich szybko podnosić i robić ich jeszcze więcej, żeby finalnie do czegoś dojść.
Ja o tej kulturze slow proactively raczej mówię w stosunku do swojej sytuacji, że gdzieś tam udało się nam stabilnie urosnąć w danym segmencie i że widzę po sobie, że jak podejmuję mniej gwałtownych decyzji, mniej emocjonalnych, w ogóle mniej decyzji podejmuję, naprawdę takie raczej drobne zmiany, to po prostu ta organizacja jest takim statkiem, który się nie przychyla z lewa na prawo, tylko tak sobie płynie, może teraz trochę wolniej, bo ostatni rok może był wolniejszy, ale też taki był tego cel w naszym przypadku.
Mam komentarz do tego, bo to jest interesujące, dlatego że fajnym elementem, którego ja się uczę właśnie od członków loży, to tam mamy taki segment fuck up night. I ta zamknięta formuła tego, że tam są ludzie, którzy naprawdę sobie ufają w większym stopniu niż średnia, to nie są otwarte eventy, powoduje, że ludzie się dzielą trudnymi naprawdę rzeczami. I teraz mój biznes jest tam jednym z mniejszych. Są tam ludzie po 100 milionów, 200 milionów z różnych dziwnych branż. I teraz moje pięć, jak tam wchodzę, wydaje się bardzo małe, to się wydaje bardzo spokojny wzrost i bardzo zachowawczy, powiedzmy. Ale teraz plusem tego jest to, że ja nie mam żadnego fuck upu, którym mógłbym się podzielić, który byłby jakiś taki dramatyczny. Największym fakapem, który mamy w historii ośmioletniej, ośmioletniego budowania marketingu dla firm, to to, że kiedyś komuś nieskutecznie, niesłusznie wydaliśmy sześć koła za dużo niż było ustalone. To jest największy w ogóle, największa porażka firmy, jaką mogę sobie przypomnieć. A historia, którą często słyszę od tych dużych biznesów, nie wiem, kryptowalutowych, nieruchomościowych.
Góra-dół.
To jest góra-dół po milion dolarów. I teraz ktoś mówi, że na przykład się budzi kiedyś i ma milion dolarów w plecy, bo ktoś go oszukał i mu nie przeszedł pieniędzy, na które był dogadany i zniknął.
Czyli jesteś raczej fanem organicznego powolnego wzrostu?
Tak, bo uważam, że on jest niedoceniany, dlatego że on nie wygląda seksi na żadnych wykresach, on nie opowiesz seksi na konferencji, ale on daje ci wartości, które dla mnie są cenne, to znaczy mogę teraz tutaj z tobą siedzieć i być bardzo transparentny. Nie muszę udowadniać na konferencjach biznesowych, że jestem jakimś niesamowitym wielkim przedsiębiorcą, bo mogę mówić otwarcie o liczbach, które są transparentne. I jak wracam do domu, to możliwie dużo mogę być z synem i poświęcać jemu czas, albo mogę jechać do mojej mamy i siedzieć sobie i pić herbatę na wiosce na Podkarpaciu. I nie mam jazd emocjonalnych, raczej jestem bardzo daleki od zagrożenia depresją. Zespół w firmie jest prawdopodobnie jednym z najmniej zestresowanych moimi dziwnymi wyskokami, bo ich nie ma, dlatego że nie muszę ich robić. Nie mamy klientów dupków przez to, bo ja nie muszę nikomu nic udowadniać. I to jest, brzmi jak seria przechwałek teraz, ale to są wartości, które z tego wynoszę, że budowanie biznesu konsekwentnie w jakimś kierunku tak bezpiecznie jest bardzo niedoceniane, bo ono nie wygląda sexy na Insta.
Nie wygląda seksy na Insta i też przekraśla słowo, które jest super modne, w sensie skalujemy szybko i dynamicznie. I to właśnie fajnie, że to powiedziałaś, bo właśnie ten rok u nas, jak mówię transparentnie, był taki, że był taki powolny wzrost. Wcześniej to było na każdej konferencji, mogłem mówić, że góra, góra, góra, góra. I ten pierwszy rok był właśnie taki mniej dynamiczny i miałem tylko refleksję. Ostatnio dwa tygodnie temu sobie siadłem i mówię, Czy to jest coś, że ja robię coś źle, że jest mniejszy wzrost? A z drugiej strony myślę, nie, to jest super czas i teraz mam taką właśnie wewnętrzny plan, żeby zrobić mocniejszy warsztat strategiczny, poprawić jeszcze branding, żeby na spokojnie wprowadzać kosmetyczne zmiany, a nie gonić, bo lepiej jest teraz zainwestować jakieś długoterminowe, długoterminowe projekty, niż po prostu ciągnąć się i skalować, bo skalowanie jest niebezpieczne i to bardzo. I może wrócić firmy. To jest taka moja myśl na koniec. Jaką myśl byś chciał zostawić naszych słuchaczy? Niektórzy mają mniejsze biznesy, niektórzy są z branży marketingu, ale w większości z e-commerce'u. Z czym byś naszych słuchaczy zostawił?
Z jedną myślą, że nam wychodzi, patrząc tak przekrajowo na portfolio klientów e-commerce'owych, że bardzo duża część z nich rosłaby szybciej, gdyby położyli na marketing większy priorytet, bo przykłady, które mogę wyliczyć, to jest jakiś pik sprzedaży w branży obuwia, mamy fajną kolekcję zimową, no i możemy mówić, że reklamy nie są już tak dominujące, same reklamy PPC, ale one jednak dowożą w tych pikach bardzo dużą sprzedaż, wciąż. No i teraz mamy policzone, że przy konkretnym zwrocie z inwestycji klientowi to się opłaca, znamy jego marżę, wiemy, że to wtedy jest dla niego opłacalne, no ale mamy taki deal, że na mocne zwiększanie budżetu potrzebujemy zgody klienta jako agencja. To jest dalej jego firma, jego budżety. No i marketer obsługujący projekt mówi, że proszę pana, proszę panią, mamy znacznie lepsze wyniki niż nam się wydawało, że będą. Potrzebujemy zgody na potrojenie budżetu. Nieskokowo, stopniowo, ale musimy mieć zgodę, żeby w ogóle móc to rozwijać. I czekamy 3 tygodnie na odpowiedź na tego maila.
A już po piku na przykład danego trendu.
Więc gdyby. Właściciele e-commerce mieli taką decyzję, że marketing dla nich będzie ważny, ważniejszy niż jest obecnie, będzie jednym z ważniejszych elementów, to mieliby bardziej dopracowany marketing, więcej wyróżników, lepszą komunikację i prawdopodobnie to im zdjęło dużo takich problemów braku wpływu na wysokość sprzedaży. No bo teraz zakładam, że jak mamy daga i ty umiesz tym zarządzać, umiesz celowo zwolnić, bo możesz zwolnić, ale jeżeli trzeba będzie celowo przyspieszyć, to masz tak zbudowaną strategię firmy, masz takie narzędzia dostępne, masz takich ludzi i tak rozumiesz ten proces, że wiesz, jakie podjąć decyzje, żeby przyspieszyć. A problemem wielu właścicieli mniejszych e-commerce'ów, mniej przemyślanych, jest to, że nawet gdyby chcieli przyspieszać, to nie są na tyle kompetentni, nie mają partnerów do tego i nie wiedzą, co zlecić, żeby się zadział szybszy wzrost. A to z mojej perspektywy dlatego, że ta baza marketingowa nie jest zbudowana i jest na bardzo krótkoterminowych celach cały czas oparta. To znaczy, dobra, jeżeli remarketing nam działa i dowodzi sprzedaż, to lećmy remarketing, a trending, dłuższe lejki, kreacje na dłuższą metę, jakiś wizerunek, przecież po co?
Tak, to się zgadza. Plus, ja bym dorzucił do tego jeszcze jeden wątek, który jest powiązany właśnie z tym, co powiedziałeś, że to jest coś, co ja czasami czuję z tyłu, na plecach, z racji tego, że ja siedzę w amerykańskich podcastach właścicieli D2C, że jest teraz i jeszcze dalej strasznie tanio, jeśli chodzi o reklamy. I tak naprawdę, z punktu takiego czysto biznesowego, lepiej byłoby teraz przekręcić razy dwa, razy trzy budżety, zgarnąć jak największą pulę klientów, jak największy kawałek tortu, żeby w przyszłości mieć bardziej stabilny, taki organiczny biznes. I z jednej strony chciałem to zrobić, z drugiej strony mamy to, że skalowanie jest niebezpieczne, więc jakby to jest ciężkie do powiązania, ale uważam, że patrząc na koszty akwizycji klienta z roku na rok w większości branż i w tych małych graczach, którzy dochodzą i zabierają się po tym małym kawałku torta, No to im więcej będziesz miał danych, im więcej będziesz miał klientów, tym spokojniej będziesz mógł spać w przyszłych latach. Więc to też jest taki punkt, na który warto zwracać uwagę moim zdaniem.
Tak, zgadzam.
I tym optymistycznym akcentem chciałem Ci bardzo podziękować za dzisiejszą rozmowę. Wyszła nam idealnie godzinka i minuta. Myślę, że dużo fajnych wątków takich mindsetowych poruszyliśmy. Więc dużo ciekawych wartości możecie sobie z tego wyciągnąć. A ja was zachęcam oczywiście do komentowania i zadawania pytań, bo jest wyglądowacz, który oddaje w swoich podcastach takie call to action. Na zasadzie, jeśli ktoś ma jakieś pytania, na przykład do gościa, to niech śmiało pisze w komentarzach na YouTubie, a postaramy się odpowiedzieć. Czy wchodzisz w to?
Super. Dyskusje są fajne.
Tak. Dzięki, a my się widzimy w kolejną niedzielę o 9.00. Dzięki. Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzania mojej strony internetowej oskarwipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu. Aha, jeszcze jedno bardzo ważne. Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trafi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







