Porażki, wzloty i cenne lekcje życiowo-biznesowe | Kamil Kozieł | Z buta w Marketing |

In this episode of the "Z buta w Marketing" podcast, host Oskar Lipiński interviews marketer and entrepreneur Kamil Kozieł. The conversation weaves through personal failures, the value of live interaction versus recorded content, and the importance of releasing only high‑quality products. Kozieł explains how he deliberately accepts financially unprofitable projects when they offer non‑monetary currency such as learning, networking with elite athletes, or unique experiences. They discuss the role of sponsorships in sustaining a personal brand, the nuanced definition of failure versus success, and a four‑quadrant model of performance outcomes. Both speakers stress continuous incremental improvement – “tightening the screws” – and the need to own one’s mistakes without seeking excuses. The dialogue also introduces an upcoming, non‑sales‑driven webinar about the RESA model (Recognized Expert, Specialist, Amateur) and promotes community engagement through newsletters and feedback. Throughout, the tone is conversational, reflective, and occasionally self‑critical, offering actionable insights for marketers, educators, and e‑commerce practitioners.
Chapters
Co cię motywuje do tego, co robisz?
Na pewno są rzeczy materialne, które mnie motywują. Jestem przede wszystkim blacharą, od zawsze lubiłem sportowe samochody, a to jest bardzo kiepskie hobby. Generalnie ludzie, wiesz, nie mają wewnętrznej potrzeby robienia rzeczy perfekcyjnie. Dla większości ludzi OK jest po prostu wystarczająco dobrą strategią. Jest na przykład jeden bank, z którym długo pracuję, I ja widzę, że tam sukcesywnie ta zmiana w całej organizacji następuje. A banki ogólnie, w prezentacjach i w komunikacji, no to jakby ci to wyjaśnić, to nie są Oscary. I dzisiaj jakby na taką krytykę, której celem jest po prostu urządzenie dzikrzywdy, to jest prosta odpowiedź, gdzieś tam jest na pewno przycisk zbanuj i jakby Mogę tu przeklinać?
Musisz.
Zapraszam wypierdalać wtedy.
Cześć, tu Oskar Lipiński. Jestem współwłaścicielem marki DUNK. Zostałem wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 w kategorii producent. Możesz spodziewać się szczerej, brudnej prawdy o marketingu e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe miękko. Napisz do mnie teraz na Instagramie kurs, a podeślę ci darmowy 60-dniowy mini kurs o e-commerce. subskrybuje mój kanał, ale nadal 80% tego nie robi. Więc ciągle zachęcić do subskrypcji. Kliknij teraz w przycisk subskrybuj. A jeśli cenisz moje wartościowe treści, które dodaję na YouTubie, to będzie takie fajne mikro wsparcie. Dołożysz cegiełkę do tego, co otworzę każdego dnia. Przechodzimy do kolejnego odcinka.
No i potem się zorientowałem, że w Rolexie to jest tak, że tam musisz tam pójść i pogadać, w ogóle cały ten storytelling. A ja tam, wiem, bo było budowane z tymi tobołami w Genewie, czy tam w Curychu, czy nie pamiętam, chyba w Curych to było jednak. I wylądowaliśmy na tej, na Gran Canaria.
Spoko, zacznijmy historię z Rolexa.
Tak, na tej Gran Canaria. No i tak sobie myślę, nie, no kurde, chodzi ze mną ten zegarek, nie? Ale po co mi ten zegarek? Przecież nie potrzebuję go, żeby w ogóle cokolwiek zrobić. W sensie jakby nie potrzebuję tego zegarka. I tak, no tylko dwa kilometry od hotelu jest ten butik. Dobra, to chodź pójdziemy, nie? Tak tylko rzucę okiem, nie? I tak patrzę, mają na stronie, dokładnie ten, który chciałem. Wchodzę do sklepu i chciałbym zegarek taki, co ta pani, o, nie mamy tego. A jaki macie? No taki. I tak patrzę, patrzę i tak, no nie wiem, nie wiem, nie jestem przekonany. Tak właśnie ten biały, tak... Chciałem z niebieskim tłem, nie? I tak ładnie się świeci. A mogę przymierzyć? No dobra, niech pan przymierzy. Dobra, niech będzie. W sumie to ze sklepu wezmę.
Emocjonalność.
A pani mówi, że no tak, tak, ale no nie może tak po prostu sprzedać, bo nie pamiętam, to jest źle ustawione. Wyżej? Chyba no, chyba muszę, chyba muszę ocieplińkę wyżej. Ale nie jestem przekleny, tak? Czy wyżej? Wyżej zrobimy, no trochę byśmy chyba podnęli. Albo ty tak to tutaj. Aaa, widzisz to.
Kupiłem ostatni mikrofon w domu.
Okej, teraz mi wąski zaimponował. No, o, to jest fajnie lepiej. No i tak, wiesz, sobie gadamy, mówię, czy ja bym go wziął. A pani nie, to musisz tam do kierownika zadzwonić, bo te wystawowe, że to tak nie sprzedają, trzeba się umówić i w ogóle. Mówię, o, to się nie zdążymy umówić. A skąd pan jest? Z Warszawy. No tak. Jak to z Warszawy? A co pan robi w Warszawie? Mówię, no mieszkam tam. A dlaczego akurat w Warszawie? Mówię, no nie wiem, to jest stolica, wygodnie, wszędzie blisko i w ogóle. No ale dlaczego akurat w Polsce? Mówię, no bo jestem Polakiem, co w Polsce, nie? A pani tak patrzy na mnie. Mówię po hiszpańsku tak prawie jak oni, no ale nie tak jak oni, nie? W sensie, wiesz, no, czuć. Ale akurat mało gadaliśmy, tam wymieniliśmy, nie wiem, 7-8 zdań, a że były tam, wiesz, jakieś takie zwroty typu cyferblat czy coś, no to wrzuciłem tak na pani. A to pan nie jest Hiszpanem? Mówię, no nie. Ty Jorge, chodź zobacz. Pan mówi po hiszpańsku jak po polsku. Jakby to był jego język. A to nie, to nie muszę dzwonić. To 8400 będzie, nie?
Trzeba albo wychodzić swoje, albo wystać w listach, albo mieć jakby requesty od reszty osób.
I nagle jakby się okazało, że zegarek jest na sprzedaż.
No on jest fajny, w sensie teraz trochę poleciały w dół te Rolexy, ale myślę, że już odbiją.
Ja to. Ja nie kupuję rzeczy, żeby sprzedawać. Nie szanuję ich na tyle, więc potem się nie nadają do sprzedaży.
No, ale możesz go w ogóle sobie wypolerować i jest jak nówka. Mam takiego gościa, który jakby robi cię jak nówkę.
Kurde, to wezmę kontakt po co. Bo to jest w ogóle tak, przejebane z tymi zegarkami, w ogóle tutaj można przeklinać u ciebie.
Oczywiście.
Przejebane z tymi zegarkami, bo nie potrzebujesz ich. Nie chcesz ich i nagle jakiś kumpel...
Ale to już chcesz rzucić ten wątek w rozmowę, czy zaczynamy od początku?
A nie, to wszystko jedno. Zaczęcie od Rolexów będzie... Wszystko jedno, tak to może być takie trochę, wiesz, jakby dwóch gnojków się spotkało, jeszcze pewnie uprzywilejowani, nie?
Spoko, to ja myślę, że w ogóle nie ma sensu zaczynać. Temat gdzieś tam jest w połowie ucięty. Czasie też podwyższyłem ci mikrofon.
Dobra, jesteśmy.
Więc to jest rozpoczęcie, którego się nikt nie spodziewał. Ale ciekawa historia.
Myślę, że możemy zacząć tak na wszelki wypadek jeszcze raz, bo nie wiem, czy to kogokolwiek będzie interesowało poza naszymi rodzicami.
Zobaczymy.
Kamil.
Oskar, hej. Głównym partnerem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako Marka Duck. Sam B.A.I. Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopay, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne doładowywania telefonów. Zaufane.pl to integralne rozwiązanie do polskiwania opinii o sklepie i opinii produktowych, które pomaga e-commerce'om w budowaniu solidnej reputacji poprzez skuteczny marketing opinii. Dzięki wykorzystaniu tej technologii pozyskiwanie, zarządzanie oraz prezentowanie recenzji staje się łatwe i efektywne. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing. Pamiętam, Kamil, jak napisałem do ciebie na Instagramie kilka miesięcy temu i chciałem umówić się na rozmowę i wysłałeś mi screen swojego kalendarza. I ja mówię, o kurcze, tu jest bardzo, bardzo, bardzo pełno.
Dużo niezorganizowania.
Może zorganizowania. I zastanawiam się nad jedną rzeczą. Co cię motywuje do tego, co robisz?
Dużo tej pracy. Masz na myśli do takiej intensywności pracy, czy w ogóle? Wiesz co, wydaje mi się, że nie ma jakiejś jednej motywanty. Nie wiem, czy w ogóle wszystkie są emisyjne, jak tak się chwilę zastanowię, więc muszę przez chwilę to przefiltrować. Ja w ogóle ci wysłałem screen tego kalendarza, dlatego że ja mam problem z odmawianiem, zwłaszcza jak widzę, że ktoś ma drive. A wiesz, żeby zrobić swój podcast, czyli żeby w ogóle regularnie wypuszczać content, żeby znaleźć tych gości, w ogóle żeby się trochę postarać, no to musisz mieć drive, tak? W sensie ileś nagrałeś podcastu. To jesteś jakby w 1% najbardziej regularnych ludzi.
I to w 4 miesiące.
Tak. To jest w ogóle, bardzo szanuję to podejście i to jest super. No i ja mam problem z tym, żeby ludziom, którym się chce, a mam wrażenie, że jest ich znacznie mniej niż byśmy sobie tego życzyli, przynajmniej ja, żeby powiedzieć, nie, wiesz co, nie mogę, bo coś tam. I ja sobie też zdaję sprawę z tego, że mój kalendarz wygląda trochę jak zemsta wszystkich niezrealizowanych czynności. Nie przekonuję. Jak ja ci mówię, że ja mam najbliższy wolny termin, w którym możemy cokolwiek sensownego zgrać za trzy miesiące, to umówmy się, brzmi jak bullshit. Ja wtedy zrobiłem coś mało profesjonalnego, czyli zrobiłem ci screena z tego kalendarza i wysłałem, ale zrobiłem to nie po to, żeby cię zniechęcić, tylko żeby powiedzieć, ej, sorry, jest mi głupio, że ci nie mogę powiedzieć wcześniej, ale wiesz, nie wywalę szkoleń, nie wywalę wykładów. Generalnie nie lubię wywalać rzeczy, na które się zgodziłem. Muszę umierać totalnie, żeby, nie wiem, nie przyjechać na wykład czy na szkolenie. No dość powiedzieć, że na przykład I Love Marketing, które jakby siłą rzeczy musisz kojarzyć. Kiedyś byłem na tej konferencji, występowałem z Anginą. W ogóle to było moje najlepsze wystąpienie na I Love Marketing.
W ogóle ja byłem kiedyś na konferencji, chyba z pięć lat temu, kiedy występowałeś na I Love Marketing. Może to było na to.
Nie, chyba nie. Bo to było dwa lata, dwadzieścia dwadzieścia dwa. To był taki epizod, że tam tydzień przed tym wystąpieniem. Bardzo źle się czułem, z cztery dni przed idę do lekarza i umieram. 39 stopni gorączki, dusisz się, dramat. Idę do tego lekarza i mówię, no, taka głupia sprawa, za kilka dni mam wystąpienie i może byśmy tutaj coś podziałali. A pani, no dobra, już upisuję L4. Nie, nie, nie, pani nie rozumie. Musi pani postawić na nogi, tak żebym doszedł do siebie, a na te 25 minut wystąpienia to proszę mnie tak wyszprycować, żebym na chwilę zapomniał, że jestem chory, a potem mogę kolejne dwa tygodnie umierać, ale no nie mogę tego wystąpienia odpuścić. A pani mówi, pan jest naprawdę chory, ale to nie ten lekarz. Ja mówię, no póki co, ja tu nie przychodzę z innymi wątpliwościami, proszę doraźnie pomóc. Więc odpowiadając na twoje pytanie, przedłużając wywód, bo nie znam dokładnie na to tak z głowy odpowiedzi, na pewno są rzeczy materialne, które mnie motywują. Jestem przede wszystkim blacharą, od zawsze lubiłem sportowe samochody, a to jest bardzo kiepskie hobby. W sensie, znaczy inaczej, to jest bardzo nieekonomiczne hobby.
Nie wszystko musi się opłacać w życiu. Tak, tak.
I bardzo lubię w ogóle samochody. Nawet nie z uwagi na to, co one dają dookoła, tylko po prostu sprawia mi przyjemność jazda fajnymi samochodami. I zawsze tak miałem. Może trochę dlatego, że mój tata był z wykształcenia mechanikiem, chociaż nigdy w tym zawodzie nie pracował. I lubiłem wizyty, wiesz co, w salonach samochodowych, w sensie lubiłem zawsze samochody. Więc to na pewno jest jeden czynnik. Dwa, teraz w trybie super przyspieszonym, spłacam mieszkanie, bardzo duże mieszkanie, które tam kupiłem.
Czyli powódki finansowe.
Tak, to jest chwilowo, tak. Na pewno to w jakiś sposób cię motywuje, ale z drugiej strony Ja lubię to, co robię. Ja lubię wykładać, lubię szkolenia. Widzę, że to się przekłada na jakieś sensowne efekty. I to jest jedyna rzecz, którą do tej pory znalazłem w życiu, w której udało mi się uciec od jakiejś takiej przeciętności. Wydaje mi się, że to jest najbardziej, to jest najdokładniejsza definicja, którą jestem w stanie znaleźć, czyli taka ucieczka od przeciętności. Każdego motywuje pewnie co innego, ale jakby To, że możesz robić coś znacznie lepiej niż reszta, powoduje, że chcesz to robić bardziej. Mnie napędza rywalizacja.
Rywalizacja? Tak. I za każdym razem, jak wychodzisz na szkolenie, to odczuwasz przyjemność? Nie masz momentów, w których mówisz, o kurczę, będę mówił to 30 razy.
Proszę Cię, 30 razy w tym tygodniu, nie?
No tak, miałem długo zakończyć w tym tygodniu.
Czy są momenty, które cię nudzą, bo powtarzasz się po raz kolejny? Było tak. I pewnie jeszcze tak wiele razy będzie. Natomiast ja sobie to przeramowałem. W sensie zmieniłem trochę interpretację, bo dzięki temu, że ja mam takie momenty, które odgrywam toćka w toćkę, niemal tak samo za każdym razem, to mi daje niebywałe poczucie kontroli. No bo szkolenia to jest dziwny sport. Szkolenia w ogóle konsulting, ale szkolenia najbardziej. Bo to jest sport, gdzie za każdym razem jesteś pierwszy dzień w pracy. Nie znasz tych ludzi. Albo bardzo rzadko ta grupa się powtarza, chyba że wracasz do kogoś, to już jest zupełnie inna relacja. Jeżeli pierwsze poszło dobrze, no inaczej byś pewnie nie wracał. Ale jeżeli idziesz do kogoś po raz pierwszy, to ci ludzie cię nie znają. Nie wiem czy kojarzysz jak się przechodzi pierwszy dzień do pracy, no to tak. Nie wiesz gdzie jest ekspres, nie wiesz gdzie w ogóle się wchodzi, wychodzi, nie wiem gdzie są toalety, niczego nie wiesz w tym miejscu. Jest bardzo dużo rzeczy, które wprowadzają taką... jakby to powiedzieć, częściową niepewność do twojego zachowania, no bo m.in. z tego wynika stres, że nie masz poczucia kontroli. Więc to, że środowisko jest nowe, za każdym razem wprowadza ekstra element jakiegoś tam stresu, napięcia. Dalej, nie znasz tych ludzi. Dzisiaj jest mi trochę łatwiej prowadzić w ogóle szkolenia, no bo raczej jest tak, że przynajmniej część osób na tym szkoleniu mnie już skądś kojarzy. Albo było na wykładzie, nie wiem, widziało jakieś nagranie, skądś mnie raczej kojarzy. Niezwykle rzadko się zdarza tak, że przechodzę sobie dzisiaj na zajęcia, na szkolenie czy na wykład i ludzie sobie myślą, o nie znam tego typa, kto to jest. To jest jakby dzisiaj spory handicap, że już ktoś coś widział. Ale część osób ciągle cię nie widziała. Część osób ma jakieś swoje przekonania, pomysły. Część osób na przykład coś wie, no ale niestety wie to źle. I to jest fatalne. W sensie oni przechodzą z przekonaniami, które są dalekie od prawdy, a one są, nie wiem, no tak dalekie od prawdy jak warbur od osiągów i niestety ty musisz to odkręcić. I dzięki temu, że pewne fragmenty materiału masz zgrane na taśmę i potrafisz się odegrać, odtworzyć, bawić się nimi, znasz wątpliwości, które za chwilę padną, znasz kontrargumenty, które tam już wielokrotnie przechodziłeś, to to ci daje poczucie kontroli. Więc z jednej strony jasne, jest to nudne, ale z drugiej strony jest to takie panaceum na ewentualny nadmierny stres, którego nie chcesz, zwłaszcza ten negatywny stres.
A jest dużo osób, no bo przeszkoliłeś naprawdę ogromną ilość ludzi, którym nie udało się pomóc. Jakby to było tak ciężkie przebrnięcie pewne przekonania, że oni wyszli wręcz powiedziałbym niezadowoleni z tego szkolenia.
Wiesz co, nie prowadzę statystyk mówiących o tym, ile razy nie udało się kogoś czegoś nauczyć, gdy chciał. Gdy nie chciał, czasem nic nie zrobisz. Ale ja robię dzisiaj mniej więcej, powiedzmy z ostatnich Myślę, że uśredniając 10 lat, ale ogólnie jestem w szkoleniach od 2004 roku, to ostatnie 10 lat to robię 200 dni szkoleniowych rocznie. Czyli relatywnie dużo. Powiedzmy, że połowa tych szkoleń jest jednodniowa, połowa jest dwudniowa. Część to są jakieś tam wykłady, ale mniej więcej To jest 150 grup szkoleniowych łącznie. W prezentacjach, jak już jestem w tej części, to miałem trzy takie zwroty, czyli ludzie albo nie chcieli zapłacić, albo byli bardzo niezadowoleni, albo coś im tam się wyjątkowo nie poukładało. No powiedzmy trzy i pół, bo jakby połowa grupy była raz niezadowolona, a połowa była w sumie całkiem spoko. Słuchaj, te trzy zwroty były zawsze z HR-ów. I z jednej firmy. Nie wiem dlaczego mnie tam z powrotem zaprosili. Ja jestem z czegoś niezadowolony, to po prostu tam nie wracam. A oni jakby do skutku próbowali. Nie wiem, czy tę nazwę tej firmy tu rzucę, czy nie, ale ja tam nie wracam. Ja sobie powiedziałem, ja ich nigdy więcej nie będę szkolił. Ja tam nie wrócę. Są tacy ludzie, z którymi nie rezonujesz i tyle. I to pół zwrotu, które było, to do pół zwrotu to też były dziewczyny z HR-ów, które były z tej firmy, tylko wcześniej się nie pracowały. Tam jest jakiś vibe czy gen, do którego ja się nie nadaję. Są oczywiście ludzie, którzy nie wiem, czasem nie są zachwyceni, albo stwierdzają, że jest okej, ale... Bardzo rzetelnie nad tym produktem szkleniowym, nad tą metodyką, którą mam, staram się pracować i chciałbym, żeby to był taki produkt, który sam chciałbym kupić. Więc z biegiem lat jest mi łatwiej, bo jest to trochę jak Porsche 911, czyli z iteracji na iterację poprawiasz po prostu rzeczy, które wcześniej ktoś dostrzegł, że były, nie wiem, złe, nieoptymalne i tak dalej. Czyli jeżeli robisz czegoś tak dużo lub w danej dziedzinie widziałeś praktycznie wszystko, dalej możesz to skrzanić, nie mówię, że nie, ale Zasadniczo większość obiekcji już widziałeś albo słyszałeś. Dotarło do ciebie. Do ciebie nie dotarło, a poprowadziłeś półtora tysiąca szkoleń. Stary, przemyśl swoją robotę. To może nie jest dla ciebie. Więc oczywiście to się, nie mówię, że w ogóle nie zdarza, Ale tak, żeby to była katastrofa, jak moja złamana noga po nartach, to już coraz rzadziej. Na szczęście, nie? W sensie 3,5 sztuki. I było takie jeszcze, powiedziałbym, 1,5, które bym zakwalifikował jako takie... W sumie to nie wiemy, nie jestem przekonany. Ja wiem, że mam rację, jak to mówię, bo już to wiele razy mówiłem, ale nie potrafię tego sprzedać. Czyli to jest takie pół na pół, nie? Ci goście tego nie kupili. Znowu, to akurat była jedyna techniczna grupa w moim życiu, która stwierdziła, no, nas to nie przekonuje. Ale, no, tak czasem bywa po prostu.
Tak, to i tak całkiem dobra statystyka.
Tak, i bardzo mnie denerwuje, jak ktoś mówi, że ja to nigdy nie miałem nikogo niezadowolonego na szkoleniu. To albo uszkodziłeś jedną grupę w życiu, albo nie ma takiej możliwości.
Ludzie nie chcą rozmawiać o porażkach, bardziej o sukcesach. Też z tego to pewnie wynika. Dzisiaj w ogóle rozmawiałem w temacie edukacji z co-founderem Tutlo. I mocno wchodziliśmy trochę głębiej w temat edukacji w Polsce. I zastanawiam się jeszcze jeden aspekt w przypadku twojej szkoły. No bo tak, mamy tu 3,5 osoby, które są niezadowolone.
Tak.
Ja też... 3,5 grupy.
3,5 grupy.
Ale tych grup było pół do tysiąca. Tak.
Więc jakby to... Jesteśmy w relatywnie niezłej sytuacji.
Myślę, że w całkiem dobrej. Ja też posiadając swój e-commerce prowadzę konsulting w szkole klientów z e-commerce'u i widzę taką zależność, że ten produkt może być dopracowywany, może być tym Porsche, o którym wspomniałeś, tylko co się dzieje po? Czyli nie mówię o osobach niezadowolonych, tylko tych, co przyszły na szkolenie, przyswoiły jakąś wiedzę, ale potem jej jakby to powiedzieć, w pełni nie wykorzystały. Jak to u Ciebie wygląda? Bo zawsze mnie interesuje temat edukacji i z Michałem Stutlo, co-founderem, też o tym rozmawialiśmy, że ludzie po prostu, tak jak jest z e-bookami, tak jak jest z kursami, oni po prostu kupują, żeby zaspokoić sobie pierwszy głód wiedzy, a potem wszystko się tak rozłazi w tej bieżąco codziennych działań.
Pytasz się, ile osób kończy?
Ile osób jakby faktycznie w pełni przyswaja tę wiedzę i ją wykorzystuje? Czy kiedyś nad tym się zastanawiałeś?
Nie no, w pełni to myślę, że nikt. Albo bardzo niewiele osób, tak? Ale ludzie z tego programu naprawdę korzystają, bo jakby oni mnie oznaczają na Instagramie na przykład. Jest tam taka metoda, na którą mówią sobie metoda karteczkowa i ona generalnie polega na tym, że sobie układasz linię narracyjną tego, co chcesz powiedzieć, iterujesz, szukasz poprawek i tak dalej. I to jest metoda super dziwna, jak na nią spojrzysz za pierwszym razem, ale jak zaczniesz jej używać, no to się okazuje, że to jest najszybszy sposób układania sensownych treści, jaki jesteś w stanie znaleźć. To przynajmniej najszybszy, jaki ja znalazłem. Testowałem wiele. Więc te kartki wyglądają tak na początku jak, no nie wiem, jak po prostu plama pomysłów na ścianie, a potem im się układają. Oni są zdziwieni, że to powstaje, więc oni im nie oznaczają. Nie wydaje mi się, żeby była jakakolwiek metoda powodująca, że ktoś zobaczy coś, co nawet mu się podoba, a potem to wdroży. Generalnie ludzie nie mają wewnętrznej potrzeby robienia rzeczy perfekcyjnie. Dla większości ludzi OK jest po prostu wystarczająco dobrą strategią. Zasadniczo, jak chcesz do kogoś do czegoś zmotywować, to nakłaniasz go do zmiany. go, ją, obojętnie i ludzie z definicji nie chcą się zmieniać. Po co mam się zmieniać, skoro mogę nic nie robić? Więc muszą mieć jakąś motywację, żeby to zmienić, ale nie masz na to stuprocentowego wpływu. Sam mam zresztą kilka kursów online, które kupiłem i wiem, że jak się zbliży potrzeba, to będę chętniej je próbował przejść. Ale mam je sobie na półce, niech one tam leżą na jakąś konkretną godzinę i jak będzie czas, to do nich wrócę. Nie wiem czy jest sens z tym walczyć. Tylko, że jakby rozdzielmy dwie rzeczy. Bo jak masz kurs online, kupujesz. Teraz jest pewnie okienko sprzedażowe, więc warto byłoby kupić jak się da. Może kiedyś będzie to potrzebne. Jak będzie potrzebne wrócę i się tego nauczę. Albo jak mnie deadline przyciśnie. Deadline jest najlepszą metodą oszacowania ile będziesz pracował nad prezentacją. On ci od razu mówi ile masz czasu i tyle zużyjesz. Ostatnie 24 godziny będziesz zużywał po prostu jak węgiel w zimę. Ale jak jesteś na kursie stacjonarnym, no to już trener ma spory wpływ na to, czy przynajmniej tamtę rundę zrobisz. I mam takie wrażenie, że akurat w tych szkoleniach, o których się tutaj odnosimy, to ludzie na zajęciach coraz chętniej tych metod używają, no bo też Zajęć na zajęcia. Ja widzę, co ich nie przekonuje, co nie działa, co im sprawia trudności. I ta iteracja powoduje, że po prostu lepiej tę kreskę w nowym projekcie metaforycznie tego edukacyjnego samochodu prowadzisz. Pewnie da się poprowadzić lepiej, ale masz tam spory wpływ na to, żeby jakoś ich zarazić. Ja jestem w działce, która nazywa się edutainmentem. To jest strasznie trudny kawałek chleba, ty pewnie wiesz. No bo sporo z tych szkoleń, czy w ogóle z wykładów, dla mnie to już jest tak naprawdę kwestia długości, którą trzeba przebiec. Ma charakter mocno rozrywkowy. Po co? No po to, że jak się dobrze bawisz, to jesteś w stanie dłużej wytrzymać. Po prostu jak jesteś czegoś cały czas ciekaw, to po prostu przyspajasz tę wiedzę, nie? A jeżeli coś cię nudzi, nawet tego potrzebujesz, to non-stop musisz sam się popiechać, żeby próbować to zrozumieć. A jeżeli ułożysz tę narrację w taki sposób, że non-stop Chcesz wiedzieć, co było dalej? Oprócz tego raz na 2-3 minuty się uśmiechniesz, a nie wiem, raz na 7-8 minut w szkoleniach po prostu wybuchniesz stałym uśmiechem, to się dobrze bawisz. I ta rozrywka w edukacji jest czymś na kształt dobrych suplementów diety. One ci nie zastąpią tego, po co przyszedłeś, ale zasadniczo suplementów i przypraw. Czyli jest tam jakaś wartość odżywcza, ale jak dołożysz te przyprawy i suplementy, to po prostu całość działa lepiej. I dlatego edutainment powoduje, że ludzie się po prostu dobrze bawią i raczej w większości przypadków korzystają z tego chętniej. No i znowu edutainment jest wredną rzeczą, bo możesz rozumieć reguły, jak powstaje komedia, a potem próbujesz tego używać i się okazuje, że to są tylko próby. Jest taki etap, gdzie nauczysz się struktur komediowych, a potem je testujesz i piszesz swoje żarty. I ja na ten etap mówię, drenaż znajomych. Ludzie po prostu przestają odbierać od ciebie telefony. Jak masz za dużo znajomych na Facebooku, to jest metoda. Rok nauki komedii, zwolni się. Nagle się okazuje, że idzie łatwiej. Nieodczytane. Jak ciekawe. Z byłą partnerką po prostu. Nieodczytane. I jak już przez to przebrniesz, to wtedy nagle się okazuje, że wszystko jest prostsze.
Powiedziałeś w ogóle fajną rzecz, która mi teraz utkwiła w głowie, że jak już jesteś w tej sali szkoleniowej, no to jakby jesteś zobligowany do tego i musisz, no masz kontakt nawet z tym, z tym, z tym wykładowcą, szkoleniowcą, szkoleniowcem. A fajną rzecz w ogóle robi np. Natalia Ostory. Ona robi takie kursy, w których właśnie trochę...
Bywał u mnie na szkoleniu ostatnio.
A, bywał u ciebie, fajnie. Ona robi kursy z mentorami. I to jest w ogóle taka ciekawa, moim zdaniem, formuła nauki w tych takich kursach cyfrowych i online'owych, że masz tego, Nauczyciela, który cię prowadzi za rączkę, że masz tą motywację. I to nie wiem dlaczego, ale jakoś w Polsce jeszcze nie jest bardzo spopularyzowane. Ale to mogą być też takie dość fajne wprowadzenie jakby nowości trochę na rynku takim edukacyjnym. I jakby też no takiej motywacji, bo ludziom tego najbardziej chyba brakuje.
Tak, bo ten deadline faktycznie się do czegoś motywuje. I to jest ten blended learning, czy jak to tam się w ogóle teraz nazywa, jest całkiem fajnym pomysłem, że no wiesz, robisz coś wedle programu kursu, potem to korygujesz z mentorem. To jest fajna, fajna, fajna formuła. Robiłem kilka w ogóle tego typu podejść do kursu, który mam. U mnie odizolowałem to chwilowo. Mam jakąś tam społeczność, na której ludzie raz na jakiś czas testują sobie swój materiał, który jest gratisem do kursu. Natomiast jest to zawsze walka o czas. Czyli albo tam włożę trochę więcej paliwa, albo włożę w kursy takie, które prowadzę na co dzień na żywo. I to jest kwestia jakiegoś tam wyboru. Natomiast u mnie e-learning na razie To jest jakieś 15% przechodów, może mniej więcej 10-15% tak bym powiedział.
To wynika z tego, że po prostu robisz szkolenia do dużych firm i jest to bardziej opłacalne, czy jakby ten segment jeszcze nie jest zagospodarowany i by jeszcze zmieniał w przyszłości?
Wiesz, jak to fajnie powiedział Yogi Berra, nie wiem czy kojarzysz, była taka postać, to nie Misiogi, tylko Yogi Berra to był taki bejsbolista, który był protoplastą Misia Yogi i wyglądał trochę jak Misiogi, więc dlatego i on powiedział, że przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeżeli dotyczy przyszłości. I ja nie wiem, co będzie za moment. Mam jakieś plany, żeby pewne rzeczy, mam swój produkt cyfrowy, więc mam jakieś plany, żeby tę działkę powiększyć, ale znowu nie mam jakiejś wielkiej potrzeby zmiany tego, co jest teraz, bo mam swoje duże grono klientów. Mam bardzo niewielki zespół szkoleniowy, tak niewielki, jak on może być, czyli szkolenia. Ewentualnie część szkoleń otwartych prowadzę z Janiną, którą pewnie kojarzysz. Czy tam jakiś, nie wiem, raz na jakiś czas wykład z Piotrkiem Zielonką od ekonomii behawioralnej. Robię jakieś, nie wiem, rzadko wykłady, czy okazjonalnie, nie wiem, szkolenia w parach. Ale jest mi dobrze tak, jak jest. Czyli tych klientów jest na tyle dużo. Lubię ich. W ogóle jestem w bardzo komfortowej sytuacji, że jak jesteś sam i masz do obstawienia 20 dni w miesiącu, jak dobrze pójdzie na szkoleniach, A zapytaj masz na 40 dni, no to musisz wybrać z kim pracujesz lub ich po prostu przestawić.
To jest super fajny komfort, żeby wybrać.
Tak, i to jest fajny komfort. Co prawda znowu ludzie podchodzą czasem do ciebie jak do gbóra, no bo ej, czemu nie masz dla nas terminu? Czemu, jakby tam dzisiaj było zapytanie i ktoś tam mówi, no chcielibyśmy początek września. Mówię, że no początek września nie dam rady, chyba że niedziela. No to w takim razie druga połowa września. Mówię, no... Początek listopada to jest najsamym pierwszym, co jestem w stanie znaleźć. Trzy dni z rzędu, taki niecypowy projekt. No to pan jest niepoważny. Może jestem, nie, ale przede wszystkim jestem po prostu zajęty, tak? Nie, nie, to jest takie granie sztuczną niedostępnością. I właśnie dlatego wysyłam kalendarz.
Jest to bardzo prosty sposób komunikacji.
Nie ma. Po prostu nie mogę. I to jest fajne, że możesz sobie tych ludzi wybierać, z kim pracujesz. Dobierasz też partnerów, często za których jesteś długoterminowo odpowiedzialny. Jest na przykład jeden bank, z którym długo pracuję i ja widzę, że tam sukcesywnie ta zmiana w całej organizacji następuje. A banki ogólnie w prezentacjach i w komunikacji No to jakby ci to wyjaśnić, to nie są muskary. Zrozumiałe. Tak. I oni, wiesz, dla nich są tam czapki wybuchają na tym szkoleniu, ale ja tam poprowadziłem kilkadziesiąt grup, nie wiem, pewnie z sześćdziesiąt i super jest to, że kolejne grupy przychodzą i mówią, ja znam Hanię, Hania była na tym szkoleniu, I no to była osoba, która bała się w ogóle wyjść przez tłum, a teraz wszyscy jej prezentacje dajemy, żeby to ona robiła. I to jest super, że zmieniasz coś u podstaw. Widzisz te zmiany taką wewnątrz organizacji, tak jakbyś wszedł tam i stwierdził, a to będzie po prostu jak w incepcji, że to od wewnątrz, to rozbijemy te złe prezentacje od wewnątrz. Jest to taka ciekawa misja.
Jest to motywujące na pewno. A w tym swoim ogromnym zespole szkoleniowym.
Tak.
Jakie miałeś największe wyzwanie, które udało ci się pokonać?
W tym, żeby dogadać się sam ze sobą. No bo jakby mój zespół zakłada szkoleniowo, chwilowo mnie.
Dlatego jest duże.
Tak. Wiesz, na pewno ego jest bardzo duże, to trzeba czasem otworzyć okno, żeby się zmieściło. I to jest... Ta działalność, której jestem teraz, to nie jest moja pierwsza firma. Tak, bo zacząłem od prowadzenia szkoleń u kogoś, byłem kontraktorem u takiego partnera Microsoftu, potem założyłem jakby swoją firmę, która też się stała tam partnerem Microsoftu w kontekście szkoleń Excelowych, projektowych i tak dalej. Potem byłem w firmie Oracle'owej, jednocześnie będąc tu w tym Microsoft'cie, w sensie jakby byłem wspólnikiem, potem też jakby wykupiłem udział w Scenda Polska i potem dopiero założyłem prezart w postaci, która już dzisiaj nie funkcjonuje. I dopiero po jakimś czasie okazało się, że wiesz co, jako soloprener możesz zarabiać więcej, martwić się mniej i szybciej się rozwijać. I to też jest ciekawa rzecz, że ja zawsze myślałem, że żeby zarabiać relatywnie dobre pieniądze, To musisz mieć dużą firmę. No i pewnie jak celujesz w 3 wille w Monaco, to pewnie tak. No nie wiem, mi wystarczy dziewięćset jedzenia laska na podwórku.
Jest całkiem okej.
Tak, da się tym poruszać. Ewentualnie ostatnio mnie naszło trochę, co mnie trochę martwi, że pół roku już mam ten samochód i stwierdziłem, że w sumie to bardzo mi się podobają Ferrari, zawsze mi się podobały, więc jakby to jest ta motywacja, że być może w kierunku tych kursów online'owych pójdę trochę bardziej, bo tam No łatwiej o skalę, nie?
Tak, zdecydowanie łatwiej o skalę. No ale żeby być takim solo przedsiębiorcą...
Najtrudniejsze, ja tylko jeszcze spuentuję, bo zapomniałem tego zrobić, a to ważny element, to najtrudniejsze jest powiedzieć, czego ty nie chcesz robić. W sensie, że robisz mniej rzeczy, nie oznacza, że ogólnie masz mniejszy wpływ. Bo to jest piękne, że jeżeli się skoncentrujesz na czymś, w którym naprawdę możesz być mega kozakiem, to się okazuje, że możesz być sam i jesteś takim Rambo. Nagle się okazuje, że to da się ułożyć. W sensie ja dzisiaj, będąc sam, zarabiam więcej niż w tym szczycie, kiedy byłem w czterech biznesach, które się co prawda rozwijały, to fakt, No może gdybym w nich został dzisiaj, patrząc gdzie są, to pewnie nie. A że się wyprzedałem, to może byłoby inaczej. Natomiast ogólnie, jak jesteś sam, to możesz dojść do momentu, w którym jest ci naprawdę dobrze w życiu. Jesteś w jednym promilu, nie wiem, najlepiej zarabiających Polaków. Pracujesz z tymi, których lubisz i wybierasz projekty, które sprawiają ci gigantyczną satysfakcję. Takie, że wręcz jak pomyślisz sobie o tym, co robisz dzisiaj i jakbyś stwierdził 10 lat temu, to byłoby surrealistyczne kompletnie, że ktoś się tam zaprowadzi. Więc to na pewno nie jest gdzieś tam ścieżka dla każdego. ale pęd do tego, żeby robić coraz większy biznes. To jest moja kłótnia z Piotrkiem Nowosielskim od Just Join IT, którego uwielbiam, szanuję, co to robi w ogóle, natomiast Piotrek ma taką wizję, że musimy wygrać wszystko, w sensie musi być największym gościem od portalów pracy w Polsce, potem musi zmieniać te rekrutacje i prace, potem będzie robił w Europie, na świecie i tak dalej. Ja wiem, że on to zrobi, on tam pomiegnie i tak dalej. I to jest superambitna, spoko droga, natomiast Te złote medale w mniej popularnych dyscyplinach, czy na mniejszym polu, to też są złote medale i mogą cieszyć.
To w pełni wpisuje się w ideologię, którą ja też mam. Jestem w takiej zamkniętej społeczności, FounderOS się nazywa w Stanach Zjednoczonych. Tam jest właśnie bardzo podobny case, że są founderzy, którzy mieli wcześniej swoje biznesy, ale oni właśnie nie czuli tej wolności, czyli cały czas dużą odpowiedzialność na dużą strukturą i powychodzili i każdy z nich po prostu buduje markę osobistą i sprzedaje wiedzę i w tym, co jest dobre. No ale żeby to się udało, trzeba tą markę osobistą zbudować. Jaka jest twoja strategia?
Strategia pojawiła się przypadkiem.
To często.
Tak. Jakbym miał ją jednym słowem opisać, patrząc na te dwie dekady, to bym powiedział, biegnij. Potem się będziesz zastanawiał, gdzie.
Jakoś to będzie wpadało, jakaś ta społeczność się będzie budować.
Ale po drodze gdzieś to budzi. Ja właśnie, wiesz co, nie zbudowałem jakiejś takiej społeczności w definicji Perseo, o której tu mówisz, czyli Intencjonalnie nie dbałem o budowanie społeczności na Instagramie, tak jak to wszyscy ci guru tam mówią, co trzeba robić, regularnie wrzucać i tak dalej. Wrzucam tam jakiś content, ale wrzucam go zupełnie bez planu. Chodził sobie na siłownię bez trenera, a ja dzisiaj to te handle, a dzisiaj to może coś innego. A w sumie to dwa tygodnie nie będę na tej siłowni, tylko akurat chodzę sobie po górach. Nie masz planu w tym wszystkim, więc zwalnia cię to z męki wyboru. Podobnie, nie wiem, Linkedina też nie budowałem jakoś bardzo świadomie. Tak wiem, że da się to zrobić lepiej. Facebooka, nie wiem, list mailingowych, tak naprawdę gdybym dotknął sobie tych wszystkich kanałów, to żaden z nich nie jest jakimś...
No właśnie zweryfikowałem sobie to przed naszym wywiadem, że na niektórych jest ta społeczność trochę zgaszona, na niektórych jest, no nie, właśnie ta regularna. Czy efektem jakby twojej rozpoznawalności w branży marketingowej w takim razie jest duża ilość eventów i czas organiczny, który to spowodował?
Tak, no bo tam trochę te społeczności są zgaszone, bo ja rzadko do tych lamp naftę wlewam i to jest pewnie najważniejszy powód. Czasem tak, czasem nie, mam jakieś takie skoki, ale raczej To, gdzie zbudowałem to, co zbudowałem, to wystąpieniami. I od bardzo długiego czasu staram się, żeby te wystąpienia były przynajmniej okej. I to nie jest standard. Mam ekstremalnie surową skalę oceny własnych wystąpień. Tak jak teraz sobie nagrywamy podcast, wiesz, spokojnie gadamy, ja nie przychodzę tutaj z wycyzylowanym planem tego, co powiem. Reaguję, czy staram się, tak jak potrafię reagować na to, co robisz. Ale to nie jest wystąpienie. To nie jest doszlifowane do tego stopnia, gdzie pracuje nad nowym materiałem. I od bardzo długiego czasu materiał, który pokazuje, czy też sprzedaje na konferencjach, jest tak pomierzony, jak sobie człowiek może tylko wyobrazić. Weźmy wystąpienia jakieś nail of marketing, to ja wiem, że w trakcie tych 20 minut będą 22 śmiechy, z czego 3 wielkie. Wiem to, na dzień dobry zanim wejdę na scenę. Wiem, że to będzie 83, będą to 83 luki informacyjne, czyli 83 razy na te, nie wiem, do 20 minut ludzie będą chcieli wiedzieć, co było dalej, czyli bardzo mocno wymuszam ciekawość. Wiem, ile przykładów tam daję, wiem, jak one się łączą, wiem, jakie są wątki przewodnie, w sensie to jest To jest jak monodram. Planujesz to do takiego stopnia, że jakbyś chciał zrobić z tego scenariusz i dać to zawodowemu aktorowi, który miałby ciebie zagrać, to on by to zrobił. To jest do tego stopnia przygotowane. I od długiego czasu tak mam, że Ten, nazwijmy to, towar wykładowy, który prezentuję, staram się, żeby był bardzo wysokiej jakości. I to chyba jest powód, dla którego pewne rzeczy się rozniosły. Więc pewna strategia dzisiaj, kiedy robię rekonstrukcję tego, jak to poszło, co tam się działo i tak dalej, to pewną Nie nazwałbym tego metodykę, ale pewien model tego, co trzeba robić, widzę. I co więcej, widzę ten sam model również wśród ludzi, którzy mieli trochę więcej pomyślunku niż ja i świadomie zaczęli stosować te taktyki, wiesz, nie dmuchając, nie powodując, że para szła w gwizdek. Więc u mnie na pewno najważniejszym elementem były wystąpienia publiczne, które gdzieś się rozeszły, zwłaszcza w sieci. Myślę, że ostatni TEDx, który miałem w 2019 roku, którego nie chciałem wypuszczać, który był zupełnie przypadkowo nagranym TEDx-em, do czego zaraz może wrócę. to to był TEDx, który się bardzo rozszedł. Zresztą on miał tytuł, jak nie robić prezentacji, które mogłyby być mailem i sporo osób, zwłaszcza z Korporacji, z tym TEDxem rezonowało. Ja tam po prostu obśmiałem wszystkie głupoty, które robi się w prezentacjach, jednocześnie podając jakieś receptury, skoro tak jest źle, to jak to robić. Czyli był to taki TEDx, który był często zwany stand-upem i on się bardzo mocno rozwiał. I stąd, wiesz co, planując content, chodzi mi taka, czy content, czy w ogóle markę osobistą, I mam w głowie taką myśl Rory'ego Sutherlanda. Nie wiem, czy chłopaka kojarzysz, czy nie. Ekonomista behawioralny, a jednocześnie, jednocześnie wiceprezydent Ogilvy na Wielką Brytanię. Czyli zasadniczo nieskończone budżety do testowania swoich hipotez. Potężna broń praktyczna. I Rory Sutherland gdzieś tam znalazł, nie wiem, czy to jest jego, czy on to skądś wyciągnął, ale ja to kojarzę z alchemii od jego książki. On mówi, że przeciwieństwo dobrego pomysłu też może być dobrym pomysłem, tak długo jak nie mówimy o fizyce. Pewnie tam też, ale w tym, co my robimy, masz wiele rozwiązań, które powodują, że docierasz tam, gdzie możesz dotrzeć. I nieświadomie prawdopodobnie, ja robiłem tak, że jak już wypuszczałem jakiś content, zwłaszcza na YouTube albo jak jeździłem po konferencjach, to on był bardzo dopracowany. Więc było tego, na konferencjach byłem sporo, ludzie Cię widzą na żywo i to jest inny rodzaj interakcji niż jeżeli znają Cię tylko z podcastu czy z YouTube'a. Nawet jeżeli spędzają z Tobą tu więcej czasu, bo jesteś prawdziwym człowiekiem, w sensie mogą Cię podejść, zweryfikować kim Ty jesteś, pogadać i tak dalej, to to starałem się robić bardzo dobrze. I mam zamiar mieć to zawsze w głowie, że dlatego też dużo mniej treści wypuszczałem, bo Nie lubię rzeczy, które są marne, przeciętne. Nie lubię przeciętności, zwłaszcza w kontencie, co nie oznacza, że znowu produkując treści, które są relatywnie, wiesz, oczywiste, ale jednak przydatne porządkującym, że nie da się na tym zbudować społeczności. Oczywiście, że się da, ja po prostu nie chciałem tak tego robić. I to jest pierwszy krok. Drugi, który jest dość istotny, to ja dużo rzeczy wymyśliłem w tych wystąpieniach lub przynajmniej na nowo opisałem, syntetyzowałem. Dzisiaj wiem, że to nazywa się bisocjacją, więc to w ogóle szpanerskie słowo. Na czym polega bisocjacja? No jest to przeszczepianie rozwiązań z jednej dziedziny do drugiej. Każda dziedzina ma jakieś swoje standardowe rozwiązania. Wystąpienia publiczne mają swoje reguły, jak tam układać mniej więcej narrację, to tam z rękami robić, jak gesty, jak machać w ogóle, no rozumiesz. Cały ten jakiś taki sznyt ktoś wymyślił i są różnego rodzaju syntezy. No i sytuacja wygląda tak. że kiedy zapoznajesz się z jakąś istniejącą metodyką czy przepisem, no to w sumie poznajesz to, co już ktoś wymyślił i co się stosuje. Ale ta dziedzina ma też jakieś dziedziny ościenne. W przypadku wystąpień publicznych, Byłaby to np. improwizacja, aktorstwo, komedia, design, czy różnego rodzaju modele biznesowe, jeżeli robisz prezentacje dla startupów itd. I te dziedziny ościenne siłą rzeczy nie są twoją główną, nie wiem, to nie jest twój główny kierunek zainteresowań. Ale kiedy już dużo rozumiesz, z tego, co ludzie wymyślili, a potem flirtujesz trochę z tymi dziedzinami ościennymi, na przykład z komedią, to jesteś w stanie za którymś razem, niestety nie za pierwszym, w miarę sprawnie na przykład przeszczepić struktury komediowe ze stand-upu do prezentacji w taki sposób, że nie wywalą cię z pracy. Bo jakby możesz to przeszczepić bardzo szybko, ale to może być twój ostatni czas w życiu. To jest w ogóle najciekawsze, co się dzieje, że ludzie Jak się zachuje z tą komedią, to biorą ją do wystąpień publicznych i robią wszystko dla śmiechu i zapominają, że to nie jest piwnica. To nie jest piwnica z pijanymi ludźmi, to jest zarząd. religijny, seksistowski, albo polityczny meme nie wejdzie, albo wejdzie bardzo źle. Ale oni nie tak bardzo pragną tego śmiechu, że zapominają o celu. No i kiedy przeszczepiasz te reguły do nowej dziedziny, to tworzysz swoje własne rozwiązania. Tworzysz po prostu jakby lepsze frameworki, lepsze schematy, których Wcześniej nie było. I to jest coś na przykład bardzo mnie jara, czyli szukanie nowych rzeczy, których nie było i po prostu mieszanie dyscyplin. I ten framework, który ja zrobiłem, który mnie tak ciągnie, to jest po prostu framework, który działa.
Jest ulepszony i poprawiony.
Tak. I powstał tak, że po prostu szukasz nowych rzeczy.
Fajne. Konferencja z Buta w e-commerce to projekt, który powstał w mojej głowie już jakiś czas temu. Jako prelegent dużej ilości eventów e-commerce'owych, marketingowych, brakowało mi takiego eventu, który będzie bezpłatny, na który będzie mógł przyjść każdy i będzie to event, który będzie niezwykle merytoryczny i kaloryczny w wiedzę. Brakowało mi eventu, w którym cała Prawa i Agenda będzie wypełniona praktykami. Praktykami mniejszymi, większymi, którzy przeszli od punktu A do punktu B i chcą się podzielić swoją historią oraz tym, w jaki sposób im udało się dokonać pewne rzeczy. Na wrześniu o godzinie 10 startuje konferencja z Buta w e-commerce. 12 prelegentów, niesamowicie kaloryczna wiedza. Ja będę jednym z nich oraz moi znajomi również, m.in. Mateusz Haber, który, tak jak ja, został wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 oraz odkryciem roku 2024. Chciałem cię serdecznie zachęcić, bo event jest bezpłatny. Tak jak cała moja działalność w internecie, staram się dawać dużo darmowej wartości, żebyście mogli uczyć się na błędach oraz inspirować się od praktyków. 19 września, godzina 10. Konferencja jest współorganizowana razem z Szoperem oraz Samba.ai. Powiedziałaś też w ogóle w swojej powiedzie o krytyce. O tym, że sam siebie krytykujesz. A jak to się odnosi do przypadku, jeśli ktoś krytykuje ciebie? Czy w ogóle masz negatywny feedback po swoich wystąpieniach?
No tak, to każdy ma. Nie ma ludzi, którzy robią wystąpienia, że trafię do wszystkich.
I jak sobie z tym radzisz?
Coraz lepiej. Są takie rzeczy, których na przykład nie zmienię. Mogę nad tym pracować, ale fabrycznie jestem do tego niedostosowany. Nie wiem, nagrywam rolki na Instagramie raz na jakiś czas i jakiś Zenon z Grudziądza dojdzie do wniosku, że on mi teraz powie, że źle szczękę otwierasz, coś tam, coś tam. No co ja mogę? Zenek wróć po prostu na kanapę. Nie jestem dla ciebie. I dzisiaj jakby na taką... krytykę, której celem jest po prostu wyrządzanie dzikrzywdy, to jest prosta odpowiedź. Gdzieś tam jest na pewno przycisk zbanuj i jakby... Mogę tu przyklinać? Zapraszam wypierdalać wtedy. Stare nie jest dla ciebie. Dostałeś właśnie półtorej minuty informacji, na którą pewnie sam byś na czynie trafił i przeszkadza ci to, czego fizycznie nie jestem w stanie zmienić.
A merytoryczna krytyka? Bo to jest dobre rozwiązanie na krytykę taką chamską i bezpośrednią. Ale jak ktoś coś naprawdę faktycznie merytorycznie przedstawi i powie ci inaczej.
I ma rację? Przyznaje, to przyznaje. Tak, to proszę cię to inaczej, byśmy nie doszli do prawdy. Gdziekolwiek ta prawda nie leży, to możemy się na przykład z czymś nie zgadzać. I dochodzić do tego w dyskusji, co tam jest prawdziwe, co nie jest prawdziwe, co jest lepsze, co jest gorsze. Ale ja dzisiaj totalnie nie mam problemu z tym, żeby powiedzieć ej, to jest błąd i trzeba by to było zrobić. Masz rację, w sensie tak jest. Są rzeczy, których nie przeskoczę i tyle. No wczoraj, daleko nie szukając, spotkałem się z Danielem Kondraciukiem. Nie wiem, czy chłopaka kojarzysz, czy nie. Lektor, bardzo taki fantastyczny głos, trener oddykcji, czyli akurat od tego mojego najsłabszego elementu w wystąpieniach publicznych, które on twierdzi, że da się poprawić. Ja twierdzę, że nie, ale jakby on jest w tym lepszy, więc póki co się muszę słuchać. I gadamy o różnych aspektach i w pewnym momencie on mówi, a tutaj masz złą narrację. Mówię, nie no, daj, daj. Trzymaj konie. Bardzo dobra narracja. Jak byś to powiedział? No tak. To też jest okej, ale to nie jest lepsza narracja. To chyba nawet przyda się przykład, że ja zaczynałem tam rolkę i nagrywałem ją na poziomie energii. Nie wiem, czy kojarzysz, kiedyś były takie baterie Duracell, że sprawdzałeś poziom energii, gdy je przycisnąłeś. Wycofali to, nie wiem czemu, ale były takie te. Czasem już było tak, że jak naciskasz te baterie, to tylko na chwilkę się pojawia taki czerwony pasek i znika. To był poziom energii. To poniżej tego poziomu energii ja nagrywałem tę rolkę. I to było widać. Patrzysz na tego człowieka i w sumie to dziwisz się, że on nagrywa, bo nie powinien oddychać. No i ta rolka szła mniej więcej tak. Zaczynała się od stwierdzenia, że nie jesteś wzrokowcem, ani słuchowcem, ani kinestetykiem. I to było jakby otwarcie, które miało przykuć uwagę. Ludzie zazwyczaj... Potem dalsze tłumaczenie, nie? Potem family guy. Nie wiem, czy kojarzysz taką scenę, gdzie tam family guy mówi, say what? Takie jakby, wiesz, po prostu przedłużone. I potem jest tłumaczenie tygorskie. I ludzie czują się wzrokowcami. Czujesz się wzrokowcem?
Zdecydowanie.
Nie jesteś ogólnie. Słuchowcem jakby się czuł, to też nic, niczego nie zmienia, też nie jesteś słuchowcem. Nie wiem, czy nasz tutaj operator nas słucha, czy nie, ale no jeżeli on chyba nie, patrzę na niego, to chyba nie. To może to lepiej. Tak samo nie jesteś kinestetykiem, dlatego że te style poznawcze, w które my wierzymy, po prostu nie istnieją. No i tam tłumaczenie w tej rolce, czemu tak było. Natomiast rolka zaczyna się dość prowokacyjnie, tylko no właśnie od słowa Nie jesteś wzrokowcem, ani słuchowcem, ani kinestetykiem. I ludzie się przeważnie z tą tezą nie zgadzają. Wiem to ze szkoleń, bo o tym mówię. Bardzo często to... Oni wtedy przekrzywiają głowę i czekają na wyjaśnienie, no bo jak to nie jestem wzrokowcem? Nie jestem takim wzrokowcem, jakich mało. No i Daniel mówi, że powinieneś zacząć od, jeżeli wydaje ci się, że jesteś wzrokowcem, albo słuchowcem, albo kinestytykiem, to nie jesteś. I mówię, Daniel, no jakby okej, ale w telewizji prawdopodobnie weszłoby to lepiej, bo jest dłuższy wstęp, lepsza fraza, ale... Na Instagramie nie, dlatego, że stwierdzenie, że nie jesteś wzrokowcem, szybciej wzbudza uwagę. W sumie to nie jest tak, że ta narracja jest lepsza tutaj. No i tam, wiesz, kłótnia dwóch ekspertów. I dochodzimy czasem do takiego, takiej sytuacji, gdzie jeden rabin ci powie tak, drugi rabin powie ci tak i niekoniecznie którykolwiek z nich się myli.
I algorytm wskaza ci prawdę, czy to się przyjął.
Może nie musi też, bo jest dużo czynników, które wpływają na algorytm. Możesz np. zrobić fantastyczną rolkę i opublikować ją akurat wtedy, kiedy wszyscy śpią, bo
może nie wyjść wtedy.
Ktoś krytykuje to, co robisz merytorycznie, to dobrze jest mieć jakieś podstawy, dlaczego tak się stało, czyli czy to jest jego opinia, skąd to się wzięło, czy to są liczne obserwacje, czy masz na to jakieś badania, czy masz jakąś teorię, może masz jakąś metaanalizę, która ci pokazuje to, co się dzieje. Bardzo ważnym elementem przechodzenia na tę półkę która ci faktycznie daje fajną markę osobistą, czyli rozpoznawalnego eksperta, to jest bardzo ważny element. To jest, słuchaj, weryfikowanie tego, które z porad, które słyszysz, mają sens, a które są po prostu komuś tak się wydaje.
Tak, bo dużo tego jest wokół szumu informacyjnego.
Więc pytałeś, jeszcze zrobię dygresję do dygresji, pytałeś się, albo może jest to kontynuacja tego, co mówiłem wcześniej, że pytałeś się o tą strategię. To dzisiaj wiem, że Jakbym miał to jakoś usystematyzować, to są cztery poziomy tego, jak ktoś, kto chce budować swoją markę ekspercką, czy w ogóle zarabiać na swoim nazwisku, jak sobie powinien to pomierzyć. Na dzień dobry jesteś amatorem-entuzjastą, czyli generalnie światu oferujesz głównie chęci. Potem jesteś specjalistą, czyli masz trochę doświadczenia i trochę wiedzy na tyle, że jesteś w stanie podążać za cudzymi procedurami i w miarę sensownie wykonywać daną robotę. Powiedzmy, że w Google Analytics jesteś w stanie skonfigurować konto, to się nie wysypie, wsajesz dane. Potem jesteś ekspertem, czyli gościem, który wie na przykład, dlaczego w tym konkretnym przypadku to konto trzeba zweryfikować.
Zoptymalizować.
Zoptymalizować i w ogóle trochę inaczej tego Analyticsa postawić, bo czegoś nie będziesz widział. Znajdziesz, wyklikasz sobie swoje własne formuły, które ci akurat liczą coś, czego w standardowych raportach nie ma. Trudno jest to znaleźć w dokumentacji. Masz swoje metody, masz swoje frameworki. I kiedy jesteś specjalistą, to rzadko kiedy musisz weryfikować te rozwiązania, cudze rozwiązania. Nie potrzebujesz tak bardzo tego aparatu badawczego rozbudować. Bo i tak odtwarzasz. Ale żeby przejść trochę wyżej, to musisz rozumieć, które porady, które słyszysz, mają sens, które nie mają. No i tu ta ścieżka jest, tak jak powiedziałbym, średnio przyjemna do przejścia. Musisz zacząć się uczyć rzeczy, które pozwalają ci weryfikować rzeczy. A potem przechodzisz już z półki ekspert na rozpoznawalny ekspert. I tam dopiero kupujesz Oleksy.
Piękna poeta w początku naszej rozmowy.
Co prawda nie musisz kupować Rolexów, ale metaforycznie rzecz biorąc osiągasz coś tam. Jak to ładnie ktoś kiedyś powiedział, nie wiem czy nie powiedział tego Stallone, że tu nie chodzi o godzinę, tu chodzi o poczucie jakiegoś osiągnięcia, odhaczenia jakiegoś osiągnięcia. To tak samo zegarek jest symbolem statusu. Prawdopodobnie nie przeszkadza mi w tym, żebym się spóźniał na dzisiejszy podcast. Ale wiesz, po prostu piję do tego, że ścieżka, którą ludzie chcą obrać, jako specjalista na swoim nazwisku coś tam dalej budować, po długim czasie dopiero jest przyjemna. o cholera jak długo, to to jest po prostu przechodzenie przez bagno. No niestety.
I duża ilość czasu, duża ilość eventów, w niektórym przypadku duża ilość contentu, ale to jest w ogóle ciekawe, co powiedziałeś z tymi eventami, bo ja ci powiem, że ja sobie zrobiłem taką analitykę ostatnio, bo przejechałem 18 eventów e-commerce'owo-marketingowych w ostatnich 6 miesiącach, wszystkie jakie były takie bardziej znane. I faktycznie to, że pojawiamy się na eventach i budujemy tę bliską relację z człowiekiem, bo ja to patrzyłem na analityce takiej, że z każdego eventu, z każdej konferencji na końcu miałem kod QR i tam ludzie się przelewali do mojego Instagrama, do jakichś ankiet i potem sobie weryfikowałem te osoby versus osoby, które pozyskałem gdzieś tam kontentem organicznym, działaniami płatnymi i tu jest zupełnie inna kaloryka tych osób i to jak oni potem wchodzą w zaangażowanie, kupują produkty, To jest najbardziej, zaraz po poleceniach jakichś znanych innych liderów opinii, to jest najbardziej kaloryczna grupa klientów, która może być.
Tak, oczywiście, że tak. I to jest znowu to, co ja mówię. No nie wiem, mój Instagram ma tam, nie wiem, 14 tysięcy pewnie tych followersów. To jest bardzo mały Instagram, tak. No mówmy się, to jest mikrokonto. Ale ja o tych ludzi... Ja ich nie zbudowałem rolkami na Instagramie. Oni przechodzili falami po konferencjach. Ja się z tymi ludźmi w większości już widziałem. No nie wiem, przynajmniej z połową z nich. Albo oni widzieli jakiś... Albo oglądali podcast, który długo trwał. To tak też sporo przychodziło.
To jest dobra relacja.
Albo przychodzili z jakiegoś tam polecenia, gdzie dowieźliśmy jakąś robotę. Przykład z Pauliną Michnantowicz, którą możesz kojarzyć z Instagrama. Tak, dokładnie. Dowoziliśmy jej wystąpienia. Ona super pracowica, ma do tego wszystkiego podejście. I ona mi to oznaczała w relacjach, że się przygotowujemy do tego treningu i tak dalej. To cię jakoś to uwiarygodnia. Ale faktycznie, jak dowieziesz coś na evencie i ludzie stamtąd przyjdą, to są inni ludzie. A jak zobaczą na przykład, nie wiem, kilka wystąpień, to... No dzisiaj miałem taką sytuację, że... No jeden taki z klientów mnie widział na Karpatianie, takim festiwalu startupowym. No i pani dzwoni, mówi, że tam chce 3 października wykład. Mówię, no akurat nie mogę. Mówię, a to szkoda, bo do ciebie to nie muszę przekonywać zarządu, bo cię widzieli na tym Karpatianie. I to już oni wiedzą, że jest spoko. I zobacz, to wystarczy 20 minut. 20 minut dobrego wykładu i oni są już z tobą OK. Ile musiałbyś do nich trafiać inną formą, żeby to zagrało? I tu znowu jest taka ciekawa myśl, ja ci w ogóle nie pozwolę dodać do głosu, jak ktoś to nie przerywa i nie ma może jakichś znaków.
Nie, ja słucham, mam już takie pewne
ciekawe wnioski, więc... Może jakiś znak dymny, nie?
Tak, tak, tak.
Jak na Odebsch-Schrecku, że stop. Więc taka ciekawa myśl, że... Nie wiem czy jest to teoria, czy to są po prostu jakieś liczne obserwacje, ale znowu chyba kojarzę to z alchemii Rorego Sutherlanda, że ludzie w argumentacji nie wyrośli od naukowców. tylko od prawników. Prawnik, jak ma pięć argumentów, z czego jeden jest bardzo mocny, trzy są takie sobie i jeden jest słaby, to prawnik rzuci tym jednym mocnym argumentem i oreszcie będzie milczał, bo prawnik wie, że siła argumentów psychologicznie się nie dodaje. Ona się uśrednia. Rozumiesz to, nie? Czyli... A naukowiec jakby dodaje to, to, to, to, to, jeszcze to, i to, i to, i to, i to. I jakby ogólnie, logiczniej byłoby to wszystko do siebie dodać. Ale bardzo często jest tak, że no, Ty nie potrzebujesz dużo, potrzebujesz po prostu intensywnie. Jak z serem pleźniowym. I tu jest taka sama sytuacja, że te wykłady, które próbuję robić, one są dzisiaj dopieszczone. A jak nie są, to ginę próbując, żeby były. Powiem ci, do jakiego stopnia w ogóle nie są. Dzisiaj ludzie oczekują tej rozrywki bardzo mocno. W 2023 roku Występowałem po raz kolejny na Inwazjerze. Dziesiąty raz bodajże. Wielka konferencja pewnie kojarzysz na Pomorzu. No i mam tam już swoją publiczność, no bo dziesiąty raz, no to już ludzie przychodzą na ciebie, nieważne, jakby w agendzie byłoby, wiesz, TBA, czyli To Be Announced, to i tak przyjdą, i tak przyjdą. Nawet miałem chyba taką sytuację, że dzień przed zmienili, co w agendzie jeszcze w aplikacji było To Be Announced.
Jeszcze większa tajemniczość, ciekawe, co będzie.
Kurde, co wymyślił, nie? Ja po prostu kończyłem to bardzo późno i zrobiłem ten wykład, I bardzo wysoko w ogóle cenione. 4,8 czy coś. Bardzo dobry wykład, albo 1022, no nieważne, ale jakoś tak. I podchodzi do mnie dziewczyna po tym wykładzie, którym pierwszy raz widzę w życiu. A mówi, no wiesz co, jestem rozczarowana tym wykładem. Jestem tu już czwarty raz. Pierwszy raz zaśmiałam się w trzeciej minucie. Te pierwsze trzy minuty, no w ogóle nie były zabawne. Naprawdę następnym razem postaraj się bardziej. Ja myślałem, że się nabija. Ale nie, ona po prostu odwróciła się na pięć i poszła. Na koniec naszej rozmowy nawet nie zdążyłem zrepostować.
Twoje oczekiwania każdym występem będą lepsze.
Twoje oczekiwania. A nigdy tak nie będzie, nie? Nigdy nie będzie tak, że będziesz za każdym razem robił coś lepszego. Bo jednego dnia masz po prostu dzień konia, robisz wszystko idealnie i potem, no to jest jak w sporcie, nie? Masz jakieś tam rekordy i powyżej tych rekordów po prostu nie przeskoczysz. Masz jakieś predyspozycje w ogóle do tego. Możesz próbować, no ale powiedz mi, czy nie wiem, czy weźmy sobie jakichś aktorów, no, czy Morgan Freeman był lepszym aktorem, kiedy miał 50 lat, 60 czy 65? Chyba nie przestrzeliłem z jego wiekiem, tak mi się wydaje.
No ciężko stwierdzić.
Wydaje mi się, że nie wiem, nie? W sensie, czy miał lepsze, gorsze filmy wtedy. No myślę, że miał momenty, że nawet jak miał czterdzieści parę, to i tak był wybitnym aktorem, nie? W sensie... Jest ściana albo jest powiedziałbym asymptota w tym poziomie i będzie tak, że będzie lepiej lub gorzej. Ale to, że masz z kimś kontakt na żywo daje ci dużo więcej możliwości wystąpienia, stand-up, improwizacja. jakakolwiek forma interakcji na żywo jest mocniej odczuwalna, zwłaszcza jak masz dużo ludzi wokół, niż jeżeli sobie to potem oglądasz. W stand-upie to najbardziej czuć, ale nie tylko tam. Więc jakbym miał podsumować, żeby cokolwiek z tego, co tu mówimy, ludziom zostało, to po pierwsze to, co ja robiłem, nie jest jedyną strategią, przez którą można przejść. Jeżeli w ogóle możemy nazwać to dzisiaj strategią, raczej jest to coś, co da się potem ułożyć w jakąś strategię. Na pewno nie jest to najszybsza droga, ale kilka punktów jest mocnych, czyli to, co wypuszczacie, niech będzie najlepszym towarem, jaki macie dzisiaj, a jutro najlepszym towarem, jaki macie jutro. Po prostu, banalnie to brzmi, ale tak jest. Po prostu nie wypuszczaj badziewia. Druga rzecz, na żywo działa to bardziej. No i wreszcie szukaj jakichś innowacji, a na pewnym etapie szukaj też POC, proof of concept, tego co robisz, żeby to było naprawdę coś fajnego. I, a, widzisz, wreszcie mi wpadło coś do głowy. Ekstremalnie istotnym elementem tego co robiłem i zawsze to będę robił, było to, że ja akceptowałem nieopłacalne finansowo projekty. pod warunkiem, że miały też jakąś inną walutę, którą chciałem zdobyć. Na przykład praca, nie wiem, ze sportowcami. Z punktu widzenia finansowego, za każdym razem, kiedy akceptowałem pracę z jakimś sportowcem, a mam tę przyjemność, że pracowałem z olimpijczykami i w ogóle z ludźmi, którzy mają niesamowity mindset, to hajs tam nie ma znaczenia. W sensie ja upfront nawet wolałem powiedzieć, że parę rzeczy ja bym chciał zrobić w ogóle za darmo, po prostu dla przyjemności pracy i z punktu widzenia finansowego, skasowanie, nie wiem, dnia, który możesz poświęcić dla jakiegoś tam dużego klienta, Allegro, M-Bank czy ktokolwiek inny, absolutnie nie ma sensu, wiesz, cyzelując to. Ale z punktu widzenia tego, co ten projekt ci daje, to się może okazać, że on jest bardzo lukratywny. Ja dzisiaj potrafię to zrozumieć, potrafię to obliczyć nawet, co się opłaca, co się nie opłaca, a kiedyś to wybrałem intuicyjnie. Więc krótkoterminowe korzyści i stawianie tylko na te projekty, które dają ci najwięcej dziś, powoduje, że bardzo wolno rośniesz. To, co robisz teraz, ten podcast, no stary, czy on jest jakby opłacalny do ciebie finansowo?
Zasadniczo, gdyby nie wsparcie sponsorów, to nie, ale w przypadku, gdy mamy dużą ilość sponsorów, to Wiesz co jest? To jest w ogóle ciekawe, że ja tę markę osobistą buduję przez pół roku ostatnio, ale tak bardzo intensywnie, codziennie i da się złapać te akcje opłacalności, ale sam czas, poświęcenie to nie.
A ile czekałeś na to?
Pięć lat budowania e-commerce'u.
Który podcast był opłacalny? Który podcast Ci się zwrócił? Albo który zobaczyłeś, że już nie musisz do niego dopłacać?
Pytasz pod względem finansowym, czy o płacalności innej?
No właśnie, już sam fakt, że to rozróżniasz, powoduje, że masz jakby inny mindset niż większość ludzi. Ludzie, którzy nie widzą natychmiastowej gratyfikacji, najlepiej wyrażonej w walutach fiducjarnych.
Oczywiście, tu się schodzą.
Po prostu odpuszczają to. I jakby to jest słabe. Ci ludzie potem marudzą na życie, że do niczego nie dochodzą. bo zamiatają pod dywan od cholery szans, które mają w sobie jakiś niewygodny pakiet. Czyli na przykład nagroda jest bardzo opóźniona i niepewna, bo nie wiesz czy przyjdzie. Co gdybyś ten podcast nie wypalił?
Wiesz co jest najciekawsze z tym podcastem? Że on daje największą wartość w ogóle mi w postaci rozwoju, poznawania ludzi, budowania networku, otwierania różnych ciekawych bramek, że jakby zarabianie na podcastie jest odrębną kwestią. Ona gdzieś tam jest taka przyćmiewa, nie zwracam uwagi, ale jakby to, że masz kontakt z fajnymi ludźmi, Potem możesz jakby ich łączyć, spotykać się. To jest, myślę, że największa wartość. Taki, no prawdziwe relacje jeden na jeden, które w internecie nie zbudujesz. I ludzie do tego tak trochę nie podchodzą. Ludzie do tego chcieliby to monetyzować, zarabiać na tym. I to jest ha główny problem.
Ale tak jest wszędzie. W sensie, sam fakt, że jesteś w stanie to wyróżnić, to już pokazuje, że no nie masz tego standardowego podejścia, że po prostu biegniesz sobie te extra mile. I to znowu jest jakby banalny, wręcz biedakoachingowy cytat, ale on jest prawdziwy, tak? W sensie tak naprawdę jest, że nie szukasz za wszelką cenę tego prostego wynagrodzenia od razu, tylko widzisz, hej, poznaję ciekawszych ludzi, czegoś się dowiaduję. Być może, nie wiem, połowę z tego czasu stracę. No i to i tak nieźle. Nawet więcej. Możesz osiemdziesiąt procent tego czasu stracić, ale może jakby, nie wiem, podczas jednego wywiadu dobierz się czegoś, co sprawia, że o kurde, szukałem tego.
Tak, kliknie i nagle idziesz w tym kierunku.
Pół życia, nie? I to jest super. Nawet jak jesteś, wiesz, takimi wygadanymi ignorantami jak ja, którzy nie dopuszczają do głosu, to może coś z tego zostanie, nie? To jest ciekawe. Masz ekwiwalent medialny, który akurat da się zmierzyć. Wspomniana wcześniej Janina Bong w 2023 roku miała stary ekwiwalent medialny na poziomie 6,4 miliona złotych. Ty ile znasz e-commerce'ów, które miały podobny budżet marketingowy? Niewiele.
Duży gracze tylko.
To jest jedna dziewczyna, która sprzedaje szkolenia, wykłady i książki na temat statystyki. Nakrywa czapką większość firm, które znamy, jeżeli chodzi o budżet marketingowy. Oczywiście nie mówię o gigantach. To pokazuje ci tą gigantyczną stopę zwrotu, które masz potem z budowania społeczności, z nieopłacalnych projektów, z rzeczy, które nie są od razu gratyfikowane. I to chyba jest najważniejsza rzecz. Do tego stopnia to we mnie rezonowało, że wspólnie z Krzyśkiem Czeczotem nagraliśmy podcast o nieopłacalnych projektach z ludźmi, którzy dużo osiągali. Co się okazuje, że oni po prostu rzadko kiedy kalkulowali. To chcieli zrobić. I czy to się zwróci, czy nie
zwróci, Pasja w oczach i drive do przodu. To jest super, super istotne. Miałem do Ciebie pytanie, wypadło mi właśnie z głowy, więc muszę, muszę, a, wiem, co chciałem Cię spytać. Bo ten wątek nam uciekł jakieś 8 minut temu, ale był też wątek porażek.
Miłosny, nie?
Miłosny, tak.
Na szczęście.
Długa ta droga Twoja biznesowa, marketingowa, Ale jakie były w niej porażki i które porażki przyrodziły się finalnie w sukces?
Wiesz co, myślę, że dużo ich było. I pytanie, co definiujesz jako porażkę? To jest ciekawa rzecz. Trudno mi byłoby się dzisiaj do tego Niech jak złapie jakiś rozbieg. Dzisiaj, tak jak powiedziałem, mam dość surową skalę i trochę do tego inaczej podchodzę. Czyli weźmy najprostszą rzecz, którą możemy ocenić dobrze, poszło dobrze, poszło źle. Czyli weźmy te nasze zawody dla marketerów w postaci konferencji I Love Marketing, które od wielu lat są takim benchmarkiem tego, jak ci idzie w wystąpieniach. Krytyka może być, ale praktyka pokazuje, że ludzie, którzy zgarniają tam medale, jadą potem na dowolną konferencję i nikt nie chce występować po nich. Na wszelki wypadek wolą być poza nimi w agencie i to jest zupełnie zrozumiałe. A jak sobie zbierzemy taką ekipę Avengersów Wszechczasów stamtąd, no to proszę cię, to w ogóle jakby... Niefortunnie jest wtedy wstawić w agendzie kogoś, kto akurat nie występował na tej konferencji i to widać. Więc to są jakieś zawody, do których się bardzo starałem i one są w miarę mierzalne. I teraz masz dwie możliwości podchodzenia do wyniku, czyli zrobiłeś wszystko, co mogłeś i wygrałeś. Jakby to są, weźmiesz sobie taką macierz dwa na dwa, jak sobie podzielisz te dwie kategorie, dałem z siebie wszystko, tak, czyli weźmy sobie, nie wiem, bijesz rekord życiowy w tym wystąpieniu i wygrywasz. I to jest powiedzmy prawy górny róg tej naszej wyobrażonej ćwiartki. I to jest oczywiście sytuacja wspaniała, nie, której jest, jest super. Ale może też się okazać, że Ej, wygrywasz, ale tak naprawdę trochę psim swendem. W sensie jakby miałem takie jedno wystąpienie raz, że ja to wygrałem, ale byłem takie... To nie dokręciłem tego. Ja zszedłem z tej sceny, 5,62 na 6 i wygrałem, ale było takie... Kurde, no... Ja zacząłem notować rzeczy, które poszły źle od razu, po prostu po zejściu. No jest ta sytuacja oczywista, czyli spieprzyłeś i przegrywasz, to jesteś w tym miejscu. Jest też ta sytuacja, w której zrobiłeś wszystko, co mogłeś, ale przegrywasz, bo akurat tego dnia wszyscy wygrali. Jakbym tak sobie to położył, tak sobie to rozłożył, no to w każdej z tych ćwiartek znajdziemy jakąś reprezentację porażki, o której mówisz. No i nawet ostatnio miałem tak, że byłem drugi na tym ILO, jak startowałem, I ja schodząc ze sceny, ja wiedziałem, że wielu rzeczy nie dokręciłem. To było ku mnie bardzo dobre wystąpienie, mówiące zresztą o tym, o czym my dzisiaj trochę gadamy, tylko w znacznie bardziej składny sposób, czyli o modelu budowania marki osobistej jako specjalista. Ale ja czułem, że No po prostu tego dnia po prostu nie byłem na scenie. Niby to wszystko robiłem, niby wszedłem zgodnie ze storylineem, niby wszystko to wpasowywało się i tak dalej. Niby tam wszystko klikało, ale zabrakło mi trochę czasu, nie wiem, może z jednego dnia treningu, żeby coś tak uleżało. Z takich ci aktorzy, którzy cię zapraszają na swoją sztukę, to zazwyczaj mówią, a to nie przychodźcie na premierę. Bo ta premiera to jest jeszcze ten moment, kiedy to się musi ułożyć. Nie jest jeszcze tak, jak powinno być. No ja właśnie zszedłem stamtąd, wykręcając całkiem sensowny wynik. Chyba nawet wyższy wynik niż takie, z którymi udawało mi się wygrać tę imprezę. Ale stałem przed sobą, uznałem to za taki, no może nie porażkę, ale taki...
Mech.
No takie mech właśnie, to jest dokładnie. Moja ona, bo to ja właśnie zdaję sobie sprawę, że właśnie jestem takim mechem. I ludzie tam, nie, super, świetnie i tak dalej. Raz, bo ja byłem drugi na tej imprezie, więc raz, że przegrywasz, ale dla mnie rywalizacja nie jest niczym złym tak długo, jak nie chcesz wygrać ze słabym przeciwnikiem. W momencie, kiedy satysfakcjonuje Cię to, że wygrywasz dlatego, że reszta była słaba, do dupy taka rywalizacja, to nie jest rywalizacja, w sensie w ogóle ja nie jestem w stanie zaakceptować tego podejścia. To, że tego dnia Tomek Palak tam w ogóle skasował wszystkie możliwe parametry i zrobił, nie wiem, 5,78 na 6, to ja bym mu nie życzył, żeby on miał mniej, tym bardziej, że go osobiście lubię, to już nawet nie o to chodzi, ale ja po prostu nie chcę wygrywać ze słabym przeciwnikiem. I są ludzie, którzy uważają, że rywalizacja jest zła właśnie dlatego, że najczęściej spotykają się z tym, że jakby życzysz źle swoim przeciwnikom. Przeciwnie. Ja, jak w Dragon Ballu, jak Saiyanie, Nie wiem, czy kojarzę, czy nie kojarzę, ale się cieszę, że walczę z coraz trudniejszym przeciwnikiem. Więc sytuację, którą jedynie uznaję za zwycięstwo, to jest właściwie jedyna rzecz, której tutaj mamy, to wygrywasz i dałeś z siebie wszystko. W pozostałych ćwiartkach jest z jakiegoś powodu źle. Czyli jedyne ewentualnie, do czego możesz, taki powiedziałbym, Nagroda pocieszenia. Wygrywasz, ale nie dałeś z siebie wszystkiego. To ciągle jest takie... Nie bardzo. To jest Anita Włodarczyk. 2016 rok, Rio, igrzyska. Anita Włodarczyk rzuca rekord świata, stary. Zdobywasz złoto i rzucasz rekord świata. Anita Błodarczyk schodzi do szatni i wspólnie z trenerem pierwsze, co robią, zaczynają spisywać błędy, patrząc na to nagranie. Rozumiesz? Przed ceremonią rozdania medalu rzucasz rekord świata, zdobywasz złoto. Anita, no nie, no tutaj, no ewidentnie zły obrót, no tu nie taki kąt, no jak to zrobiłaś, nie? I są ludzie, zwłaszcza dziś taka narracja jest popularna, którzy ci powiedzą, to jest chore. A moim zdaniem nie. To jest coś, co cię napędza. I jeżeli cię to napędza i nikomu to nie przeszkadza, to co w tym złego, że tak masz? Swoją drogą, Ania Zawodarczyk chyba trzy tygodnie później, czy jakiś czas, rzuciła kolejny rekord świata, pobijając rzeczywiście swój własny, na memoriale Kamili Skolimoskiej. I wtedy stwierdziła, OK, to był dobry rzut. I to jest podejście, które najbardziej ze mną rezonuje, jeżeli chodzi o porażki i sukcesy. Czyli jedyne miejsce, w którym możesz być tak naprawdę usatysfakcjonowany, to jeżeli występuje jakaś rywalizacja, to jest ten prawy górny róg. Czyli wygrałeś i jednocześnie Na ten dzień zrobiłeś wszystko, co miałeś w arsenale. Po prostu więcej nie możesz zrobić. Ja na przykład, jak teraz jakby przegrałem, zresztą byłem drugim, znam jakby jeden medal, w sensie zasadniczo uważam, że jest jeden medal, a reszta to są nagrody, pocieszenia. To to drugie miejsce, taki trochę niesmak, ale najgorsze było to, że ja po prostu wiedziałem, że nie dokręciłem. I nie dokręciłem. Z mojej winy. I znowu, szukanie usprawiedliwienia, że masz ciężki czas, że to akurat mogłeś, że to nowy temat, że coś tam, że problemy techniczne. W dupie to. Czysty perfekcjonizm. To nie ma znaczenia. Nie wiem, może perfekcjonizm, może nie, ale...
Świadomość, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś.
Ja nie zrobiłem wszystkiego, co mogłem. Wiedziałem, że nie zrobiłem. W sensie zrobiłem bardzo dużo, ale wiedziałem, że tam był zapas. I ja tego zapasu nie wykorzystałem. I gdybym wykorzystał ten zapas, może bym, nie wiem, wygrał tego dnia albo poprawił ten wynik. I sam fakt, że nie mogłem tego zrobić, jest słaby. No i jest też wreszcie ta sytuacja, w której bijesz swój rekord życiowy i jednak przegrywasz. No to wtedy uważam, że to jest druga najlepsza pozycja. Miałem tak na przykład najlepsze. Pobiłem swój rekord życiowy, ale akurat tak się złożyło, że cztery inne osoby też.
I ktoś musiał wygrać.
Tak, więc ostatnio była taka sytuacja w biegu chyba na 1500 albo na 800 metrów, że padł rekord świata i cztery kolejne wyniki były lepsze od poprzedniego rekordu świata. Rozumiesz, jak to musi być frustrujące.
Robisz wszystko, ale jednak jest ten ułamek.
Pobiłbyś ten rekord świata, ale akurat czterech innych typów pobiło go również i bardziej. Czy takie konkretne sytuacje, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że nie wyciągnąłem jakiegoś takiego, wiesz, zła, zła konkretnego.
Ale nie musi być zło, ale to jest też dość inspirujące, co mówisz, właśnie te dwie perspektywy, które przedstawiłeś przed chwilą, więc daje sobie do myślenia, otwiera... Dla
mnie istotne jest to, że po pierwsze, na koniec dnia, po robocie, myślisz sobie, a zrobiłem wszystko, co mogłem, czy nie? Czy umiem w ogóle więcej, czy nie? Albo czy się Czy się na wszystko przygotowałem? Na przykład na poprzednim I Love Let Go się załapałem do... Trzymam się akurat tego, bo to jest wymierne, w sensie, tak? Jakby to mamy wyniki, ranking i tak dalej, ale oczywiście jest mnóstwo innych rzeczy, do których też dałoby się nawiązać. Po prostu upraszczam tę narrację. to tam byłem siódmy, w miarę przyzwoitym wynikiem, ale tam mi się ta prezentacja posypała. Technicznie mi się posypała i przede wszystkim ja się nie wyspałem przed nią.
A to jest najważniejsze.
Dlaczego się nie wyspałem? Bo byłem na tyle głupi, żeby nie skończyć tego konceptu wcześniej, albo żeby wybrać taki, którego wiedziałem, że mogę nie dociągnąć, że mogę nie zdążyć go przygotować na czas. I znowu ktoś tam powiedział, no tak, tak, ale wiesz, no głos ci nie poszedł w jakimś filmiku, to cię wybiło i tak dalej. I ja wiem, że psychologicznie łatwiej jest zaakceptować, tak, była jakaś okoliczność łagodząca. Ale to po prostu nie jest mój mental, nie? W sensie ja po tym stwierdziłem, jaka powinna być procedura sprawdzania tego tutaj, Czego akurat nie dowiozłem. No i oczywiście zrobiłem błąd po drodze, nie sprawdzając tej ostatniej wersji. Bo gdybym to zrobił, nie byłoby takiej sytuacji. I w momencie, gdy zaczynasz dopuszczać do siebie myśl, że to w sumie nie była twoja wina, tylko było wiele czynników usprawiedliwiających, rozwijasz się wolniej. może ci jest wygodniej w życiu, może masz jakby mniej skrzywioną psychikę i będziesz mniej projektował na swoje dzieci i tak dalej. Co do zasady, nie moja droga.
Myślę, że efektem tego, co mówisz i twojej takiej niepisanej strategii, to jest to, w którym miejscu teraz jesteś. Że to jest po prostu suma dużej ilości małych dokręconych śrubek i poprawy na lepsze cały czas.
Myślę, że po części tak. Nawet robiłem galupa ostatnio. Tak mam wrażenie, że w kiepskim dniu i jednym z tych, no i głównym talentem, który Galup jest jakby jedyną, podobno jednym z dwóch testów osobowości, które możemy uznać za nietarota. Czyli tak względnie, wiesz, nie to, że ktoś sobie wymyślił, to nie są kolory mózgu. To jest jakby poważna, w miarę poważna metodyka. I tam właśnie wyszło coś takiego jak restorative, czyli to, że chcesz naprawiać, dokręcać, poprawiać. I faktycznie chyba tak jest, że to są te rzeczy, które mnie najbardziej dokręcają. Byłem zły trochę na ten wynik, bo rywalizacja wyszła dopiero na siódmym miejscu, co uważam za moją osobistą płaszczkę.
No dokręcanie jest super przyjemne. W Wikomercie też tak jest, że cały czas dokręcasz śrubki, coś poprawisz, zoptymalizujesz, zrobisz coś nowego. Dostaliśmy taki komunikat z reżyserki, że jakby powoli dobiega nasz czas. Ale dużo fajnych przemyśleń. Była to naprawdę taka lukratywna i merytoryczna rozmowa. Chciałem Ci za nią bardzo podziękować. Co byś chciał jeszcze przekazać na sam koniec?
A wiesz co, chciałbym wyjątkowo coś zareklamować, na czym nie zarabiam.
Super, zróbmy to.
Bo w sierpniu, kiedy wypuścisz podcast?
Zrobimy tak, żeby było dobrze.
W sierpniu zrobię webinar i będzie to webinar zupełnie niesprzedażowy i za darmo. tak bardzo nietypowo, czyli nie tak, że nie wiem, za 40 minutach wprowadzenia kontentu powiem ojojoj, skończył nam się czas.
To jest ten moment.
Ojej, no niestety wszyscy się musimy stąd zawijać. Mam tu jeszcze dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia. No ale co ja tu mam? O, kodzik rapatowy na kurs, który właśnie wam tu zaoferuję. Nie będzie nic z tych rzeczy. Po prostu niesprzedażowy webinar merytoryczny i będzie dotyczył on modelu RESA, czyli właśnie tego rozpoznawalny ekspert, ekspert, specjalista, amator. Właśnie tego struktury trwanego modelu. To jest w ogóle ciekawe, że to się złożyło w akronim RESA, bo tego nie planowałem i sprawdziłem co to znaczy. To nie oznacza nic, no ale po szwedzku to oznacza resa, oznacza podróż, a po włosku resa oznacza kapitulację, a to jest akurat taka podróż, podczas której większość ludzi ma ochotę po prostu skapitulować. I o tym będzie ten webinar, więc zapraszam dziś w połowie sierpnia.
Tu ustalimy datę emisji i datę... Zapytam się społeczności.
Powiem, co chcę zrobić. Webinar będzie o roboczym tytule, bardzo clickbaitowym, ale dowiozę ten temat. jak zostać specjalistą zarabiającym stówkę miesięcznie. 100 tysięcy złotych.
Sounds cool. To jest fajne.
Wystarczająco.
Tak, myślę, że jest ich najbardziej okej.
Na konferencjach nie mogłem tego zrobić, bo to już jakby za bardzo trąci telemango, a tutaj to jest mój webinar, kto chce, to przyjdzie. I faktycznie o tym jest ten przepis, co zrobić, by tam dotrzeć. I to jest właśnie wynik wielu analiz wstecznych, nie tylko moich, tylko podobnych ludzi, którzy nawet są dużo dalej niż ja, bo ja czuję, że Co to jest stówka miesięcznie? Patrząc na ludzi, do których można dążyć,
to to... Jest to całkiem przyjemny już wynik. Poza tym dużo osób, naszych słuchaczy, też właśnie buduje swoje marki, więc na pewno będzie dla nich to merytoryka w pigułce.
No tak, ale patrząc na ludzi, do których można dążyć, nie wiem, Szymon Negasz na przykład, tak?
Tak.
No to gdzie ja, gdzie on? No to w ogóle, wiesz, on to przejechał tędy, gdzie ja teraz jestem, a nawet się nie zatrzymał w swoim nowym Ferrari, nie?
Świetny jest okej zbudowanie tej marki osobistej, podziwiam też. Zresztą miał wpaść do podcastu, ale właśnie zabrakło mu czasu.
Tak, nie dziwię się.
Dziękuję ci bardzo, Kamil.
Dziękuję ci również.
Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu. Aha, jeszcze jedno bardzo ważne. Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trapi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







