Sukcesy, porażki i biznes z mężem (6 lat Naree) | Kamila Piwowarska Milabyli

In this 1½‑hour interview, host Oskar Lipiński talks with Kamila Piwowarska (co‑founder and face of the fashion brand Nari) and her husband Marek Diusza about the six‑year journey of building Nari. The conversation covers the brand’s origins, the shift from a personal‑brand‑driven model to a more structured business, operational choices (in‑house production, own warehouse, team size ~40), key performance numbers (online orders ~53 k per year, Instagram 150‑160 k followers, 25 k mailing list, 50‑60 % repeat rate), the role of influencer marketing, the decision to stop using Kamila’s personal image on the site, and the challenges of scaling (logistics, returns, hiring senior marketing talent, store closures). They discuss the importance of community engagement, the high‑touch approach to Instagram DMs, the limits of influencer collaborations for direct sales, and the metrics they use to evaluate collabs (share of new vs. returning customers). The duo also reveals plans to launch a Nari Beauty line, the lengthy product‑development process, quality testing, and risk considerations. Recurrent themes are the value of fun, authenticity, and a non‑financial motivation focused on customer satisfaction and personal fulfillment. The interview ends with reflections on growth philosophy, the balance between scaling and personal well‑being, and a candid look at the emotional toll of entrepreneurship.
Chapters
My na przykład często słuchamy tych twoich podcastów, często się nie zgadzamy, znaczy ja głównie się nie zgadzam i mówię, ale pier...li, nie?
Gdyby ktoś mi zadał pytanie, czy ma otwierać markę odzieżową, to odpowiedziałbym mu, nie rób tego, to nie jest dobry pomysł.
Nie mieliśmy absolutnie pojęcia, co robimy, absolutnie, najmniejszego. Ja do dzisiaj nie wiem, ile Nari ma przychodu, dochodu, zysku, ja takich rzeczy nie wiem.
Sprzedają po nim influencerzy, czy nie sprzedają? I koniec tematu.
Każda agencja ma swój sposób na to, swoje patrzenie na to i bardziej oni nam chcieli wmówić czym jest nasza marka, niż rzeczywiście chcieli nam pomóc, żebyśmy my sami zrozumieli czym jest ta marka.
Ludzie z korporacji są jak nóż do ostrych. Bardzo dobrze do jednej rzeczy, ale do większości niekoniecznie.
Dla mnie tak jak jest, jest bardzo dobrze. Nie mam w sobie takiego głodu, żebyśmy byli razy dwa, razy trzy. Mnie to nie jest potrzebne.
Chopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Chopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako marka DAK. Dla wielu firm kolejnym wyzwaniem okazują się integracje. od kilku dostawców, kilka paneli i kilka ścieżek wsparcia. W praktyce mnóstwo czasu, który nie sprzedaje. Bramka płatnicza Elavon porządkuje temat. Masz jedno rozwiązanie, które obsługuje najważniejsze metody płatności i działa w standardzie PCI DSS z 3D Secure oraz tokenizacją. Jeśli łączysz kanały sprzedaży, Elavon oferuje również terminale POST, dzięki czemu możesz połączyć sprzedaż online i offline pod jedną marką. A gdy pojawią się pytania co dalej, jest całodobowe wsparcie i wypłatne następnego dnia. Mniej operacyjnego zamieszania z płatnościami i więcej czasu na produkt i marketing. U.S. Bank Europe DAG prowadzi działalność gospodarczą pod nazwą Lavon Merchant Service i podlega nadzorowi Centralnego Banku Irlandii. Współpracują z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi, a ich produkty są projektowane tak, żeby faktycznie działały. Idron to CRM z Marketing Automation zaprojektowane dla e-commerce. Działa już kilka minut po błyskawicznej integracji z twoją platformą. Dostajesz gotowe scenariusze automatyzacji i newslettery dopasowane przez AI do twojego sklepu. Do klientów docierasz poprzez e-mail, sms i whatsapp, a narzędzie onsite zwiększają konwersje na stronie sklepu. Wsparcie działa świetnie.
Zwrot z inwestycji jest szybszy niż u
konkurencji, a plan darmowy pozwala załatwić od zera złotych. Jeśli prowadzisz mały lub średni sklep, to narzędzie jest dla Ciebie. Sam korzystam z niego w DAQ i osiągam świetne rezultaty. Paxi uprosi Twoją logistykę w e-commerce w Europie. Odbiór swojego magazynu, szybkie dostawy do 23 krajów i lokalne adresy zwrotne. Mają własną sieć kurierską, a Ty jeden punkt kontaktu, otrzymując szybkie wsparcie i stałe standardy doręczeń. Automatycznie generuj listy przewozowe i śledź trasy przesyłek dzięki integracjom z popularnymi systemami e-commerce. Paxi.pl, porozmawiajmy o Twoich wysyłkach do Europy. Poszukujesz opakowań jak serwis do opakowania? Skorzystaj z Hejka Pak, mojego partnera podcastu, na pierwsze zakupy rabat 60 zł. Link znajdziesz w opisie. Hejka Pak oferuje ekspresową dostawę na nawet 24 godziny, bezpłatne próbki produktów oraz 100 dni na zwrot. Również dla firm.
Myślę, że na samym początku warto by się było w ogóle przedstawić. Co my tutaj wytrójkę robimy? Czym się zajmujemy? Masz prawo głosu jako pierwsza.
No to ja jestem Kamila Piwowarska, znana również jako Mila Byli. Jestem założycielką Markinarii. I żona Marka Diusza.
Tak, to jest chyba najważniejsza, najważniejsza z twoich ról. Tak, ja się nazywam Marek Diusza.
I żona twojego męża, znaczy ciebie.
Żona mojego... Ciebie. Tak, moja żona. To jest najważniejsza rola, absolutnie. Ja jestem do pomocy, jestem przy niej w podaj wspierający, wspierający, wspierający, wspierający element, który tutaj, który tutaj sprząta, ale razem od paru lat budujemy sobie nari.
Ja w ogóle w ten wątek budowania firmy wewnątrz związku sobie wejdę głębiej, bo on jest ciekawy. Na pewno sobie go poruszymy. Choć na starcie to w ogóle mam do was takie pytanie otwierające, które ostatnio mi się kiełkuje w głowie, no bo dzisiaj też możemy lekko zasnipetować. Widzimy się dlatego, bo coś się w powietrzu między dwoma markami się kreuje.
Mamy mały romans.
Tak, mamy mały romans markowy. I ja ostatnio miałem taki czas, w którym miałem trochę więcej Czasu. I zacząłem się zastanawiać nad swoim why. Po co w sumie ja robię ten duck? Po co to wszystko się dzieje? I chciałem poznać wasze zdanie. Jak to u was jest? Dlaczego robicie to, co robicie w ogóle? Ile lat już to robicie w ogóle?
Każdy z nas to chyba pamięta trochę inaczej. Takie mam wrażenie, ale to ja potem dopowiem swoją wersję.
Po co ja to robię? Moja odpowiedź jest bardzo prosta. Ja to robię dla fanów. Ja to robię dla zabawy, w sensie ja absolutnie nigdy, na samym nawet początku, Nari, ja nigdy nie myślałam, że to będzie biznes, że z tego będą pieniądze. Dla mnie to było po prostu coś... co pomogło mi trochę wyżyć się artystycznie. Ja od zawsze, ja nigdy nie pracowałam na etacie, zawsze pracowałam sama dla siebie, zawsze robiłam artystyczne rzeczy i dla mnie to był kolejny taki element tego takiego mojego artystycznego świadka. Ja do dzisiaj nie wiem, ile Nari ma przychodu, dochodu, zysku, ja takich rzeczy nie wiem, bo mnie po prostu cieszy sam etap tworzenia i kreacji takiej marki ogólnej, ale i po prostu produktów. A jak sobie to wyobraża mój mąż, to chętnie posłucham.
Nie, to nie jest kwestia tego, jak ja sobie wyobrażam. Ja mam taki sneak peek sytuacji, która mnie wtedy spotkała. Pamiętam, siedziałem jeszcze u siebie w biurze i zadzwoniłaś do mnie z pomysłem otwierania marki odzieżowej.
A ja byłam wtedy na bieżni, na siłowni. Miałam kardio po treningu.
Mam takie wspomnienie, gdzie powiedziałem ci, okej, róbmy to, ale zróbmy to na poważnie, tak od początku do końca, jak należy,
jak... Tak, bo ja pierwotnie w ogóle wymyśliłam sobie, że chciałabym mieć sklep z ubraniami, ale nie myślałam w ogóle o tym, że chciałabym je szyć. Czyli wiesz, tak jak są te butiki internetowe, nie? Jedziesz sobie tam gdzieś pod łodzią, tam są takie hale, w których się kupuje te rzeczy, no i my to będziemy sprzedawać. No starszy mi mówi, dobra, dobra, ale zróbmy to tak, żeby to miało ręce i nogi.
Tak, no i tak się zaczęło i zaczęła się taka fajna przygoda. Te same początki to jest taki niezwykły czas, kiedy jeździliśmy, uczyliśmy się, pamiętam, odwiedzaliśmy jakieś przedziwne miejsca, które były sklepami, skaninami, składami, skaninami. Trudno powiedzieć, co to... Pierwsza belka w
ogóle materiału, jaką kupiliśmy, to był stuprocentowy poliester. Tak. W Żgowie pamiętam, nie? Kupiliśmy taką kratkę. Ona w ogóle do dzisiaj jest u nas pod schodami w piwnicy, wiesz o tym?
Wiem.
No, jest, to jest takie nasze wspomnienie. Mieliśmy absolutnie pojęcie, co robimy. Absolutnie, najmniejszego.
Zaczęliśmy budować firmę od tego, że wybraliśmy się samochodem na wycieczkę, w związku z tym, że ubrania się szyje, czy tkaniny się robi albo w Żgowie pod Łodzią, albo pod Warszawą, no więc pojechaliśmy sobie na taki tur w poszukiwaniu tkanin. No i najpierw się zaczęliśmy oglądać, potem wróciliśmy do domu Chcieliśmy coś zamówić, coś kupić, okazało się, że w sumie to, co oglądaliśmy, to tego nie ma, bo tam było tego po 8, po 12 metrów w ogóle.
Nikt nie chciał z nami gadać też, nie?
Nie mieliśmy zielonego pojęcia, jak się do tego zabrać tak na dobrą sprawę, tak?
No i też jak się wchodziło do takiej hurtowni, no to byliśmy totalnym no name'em, no to nie, tego nie mamy, tego nie mamy, no weźcie sobie to, nie? No i wróciliśmy z belką poliestru.
I jest do dnia dzisiejszego, pomimo tego, że nigdy nie uszyliśmy niczego z poliestru.
Zdarzyło się, ale to bardziej takie sportowe rzeczy.
Jako dodatek do.
Także to... Dla ciebie to jest fun. Dla ciebie też to jest fun?
Tak. Tak, zdecydowanie. Tylko trochę w innych kategoriach, to znaczy ja jestem tym typem, który lubi tworzenie, lubi jak się zmienia rzeczywistość, kiedy możemy kreować tą rzeczywistość. Nie w taki artystyczny sposób, ale ja trochę patrzyłem na początku na Nari jako na taki projekt, który będzie się rozwijał. Ja zawsze powtarzałem, że musimy iść do przodu, musimy szukać nowych rozwiązań, nie możemy usiąść na laurach, bo to jest coś, co mnie daje dużo satysfakcji.
Czyli co już takie pnięcie do przodu.
Tak.
Zwróćcie się ze mną z tym, że tych marek fashion w Polsce otwiera, otwierało się bardzo dużo. I bardzo dużo, większość się szybko zamyka.
Jest takie forum internetowe na Facebooku polskie marki albo projektanci i tam ja czasem zaglądam. Ostatnio rzadziej, ale był taki moment, kiedy zaglądałem tam dość regularnie. Dopiero tam zdałem sobie sprawę, ile marek odzieżowych dziennie w Polsce się otwiera i ile marek odzieżowych w Polsce dziennie się zamyka, a w zasadzie nie tyle się zamyka, Zamyka się, ale ci ludzie próbowali te marki zmonetyzować, sprzedać kolejnym adeptom. Dopiero tam sobie zdałem z tego sprawę. Niesamowicie.
I ostatnio jest ogromny wysyp w tym roku. Jak sobie zauważam, że ten rok naprawdę dużo osób polega.
Wiesz co, zupełnie mnie to nie dziwi. Dzisiaj, gdyby ktoś mi zadał pytanie, czy ma otwierać markę odzieżową, to odpowiedziałbym mu, nie rób tego, to nie jest dobry pomysł. Z perspektywy, gdyby moja dzisiejsza wiedza była 6 lat temu, kiedy zaczynaliśmy, to nie sądzę, żebyśmy się na to zdecydowali.
My się na to zdecydowaliśmy z jednego bardzo prostego powodu. Dlatego, że ja miałam społeczność. I uważam, że to jest klucz. Zaangażowana społeczność, żeby w ogóle myśleć o czymś takim. Często piszą do mnie dziewczyny, jak zacząć, a jak to było wtedy, kiedy my zaczynaliśmy. Ja zawsze wtedy powtarzam. Jeśli masz zaangażowaną społeczność, której możesz sprzedać produkt, idź w to. Ale jeśli tego nie masz, to będzie bardzo szybka akcja.
Ale nie tylko to, bo jakby my też oboje mamy takie cechy charakteru, które nas pchają, to znaczy jesteśmy niezwykle zdeterminowani, jeśli ułożymy sobie w głowie, że realizujemy jakiś cel, to nie ma półśrodków, ale też jakby nie ma wątpliwości, to znaczy my go musimy zrealizować, my go musimy doprowadzić do końca. I pewnie na przestrzeni czasu było takich momentów, w których Można było tym, można było to rzucić, było pewnie kilka albo kilkadziesiąt. Ale jednak, wiesz, ta wewnętrzna determinacja powoduje,
że... Nawet nie jest wewnętrzna determinacja, tylko my sobie zdajemy sprawę z tego, że to jest fajne, że nas to cieszy bardzo, nie?
To też, ale mówię, determinacja i taki, taki finalnie radość z tego, że to robimy, tak?
Ale biznes jest bardzo trudny. To jest bardzo trudny biznes i Myślę, że to, co nas nie zgubiło, to też to, że my bardzo chcieliśmy dużo wiedzieć. My od samego początku wrzuciliśmy sobie tak, że my musimy wiedzieć dużo. My musimy wiedzieć wszystko na każdym etapie, nie? Więc my mieliśmy i wzorcownię od początku u nas, i konstruktora, z którym cały czas pracowaliśmy. Wiele marek pracuje tak, że to wszystko mają zewnętrznie. I nie masz wtedy takiej kontroli nad tym. Też nie możesz się tego tak nauczyć. I pracując podwykonawcami bardzo łatwo jest się dać oszukać.
Zgadzam się.
I tu jest duży problem.
Ja zaraz wejdę w ten wątek, dlaczego wam się udało, patrząc statystycznie na nasz rynek polskich marek wodzieżowych. Ale najpierw, żeby poświadczyć, że wam się udało, to w jakiej jesteś w stanie powiedzieć w liczbach, o nary, nie wiem, liczba osób na Instagramie, sprzedaży, nie wiem, niskich zwrotów, co jesteś w stanie powiedzieć, żeby poświadczyć, że jak ktoś tego słucha, to myśli sobie, kurde, przewinę dalej, bo
ma to Zacznijmy od tego, że nie Nare, bo to się dość często pojawia, tylko Nari. Bardzo mocno zwracamy... Wiesz, że ja zawsze tak wymagam? Wiem.
Powiedziałam dzisiaj do Arka, że... Widzisz, zapomniałam to zrobić. Mówię, zanim zaczniemy podcast, poproszę Oskara, żeby pięć razy powiedział Nari.
Wiesz co, jeśli chodzi o liczby, chyba najprościej będzie takim, żeby założyć temu jakieś ramy. Zeszły rok to jest 53 tysiące zamówień, jeśli chodzi o online. Na Instagramie, nie pamiętam, 160, 150 tysięcy. Pewnie coś na tym poziomie. Przestałem na to zwracać uwagę jakiś czas temu. Nie jest to żadna wartość liczbowa, która o czymkolwiek mówi w tym momencie.
Ale baza mailowa już jest.
Tak, baza mailowa już jest. To jest, jeśli chodzi o aktywność, takich aktywnych, do których wysyłamy, to jest jakieś 25 tysięcy subskrybentów, takich aktywnych, którzy faktycznie czytają, którzy dostają od nas ten regularny mailing. Zamówienia powiedziałem. Zwroty w branży fashion to temat niekończący się.
Rosnący cały czas.
To jest temat rosnący, to jest coś, z czym my się liczymy, natomiast jakby cały czas te zwroty mamy w takim przedziale, który jest dla nas akceptowalny, który jest jakby wkalkulowany w całe przedsięwzięcie, więc też nie mogę powiedzieć, żebyśmy mieli z tym jakiś większy problem.
Fajnie. Retencja? Ile osób wraca? Bo jestem ciekawy czy to jest dużo więcej niż w torebkach. Mamy około 25, a 30 na najlepszych produktach. Jestem ciekawy jak to u was wygląda.
Wiesz co? To jest między 50 a 60%.
No, tak obstawiałem.
To jest mniej więcej taka wartość retencji. To znaczy, to jest dobre i złe. Pewnie o tym sobie pogadamy gdzieś tam w przyszłości, bo na pewnym etapie to jest tak, że ta retencja cię zadowala i trochę gubi poszukiwanie nowego odbiorcy, tak?
Tak, tak, tak. No o tym poszukiwaniu nowego odbiorcy najprawdopodobniej porozumiemy, no dobra. To teraz dołóżmy sobie te cegiełki, dlaczego wam się udało. Pierwsza społeczność rzecz. I tutaj podpisuje się dwoma rękami. Druga rzecz to, że mieliście ten głód poznania wszystkiego od środka. Chcesz dopowiedzieć coś jeszcze do tego?
Wiesz co, to było absolutnie kluczowe od samego początku, żeby My do dnia dzisiejszego tak mamy. Ja zawsze powtarzam, że małą firmą, natomiast my większość procesów mamy wewnętrznych. My cały czas agregujemy procesy do wewnątrz, wierząc w to, że wiedza to jest coś, co nas może wyróżnić, coś co nas może pchnąć do przodu. Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, taką zewnętrzną współpracę z konstruktorami, z krawcowymi, jakby cały proces... Tu zawsze mamy przeciwstawne zdanie, dlatego że ja chodzę i w kontekście procesu tworzenia ubrań, ja zawsze jestem tą stroną, która mówi dość poprawek, koniec z testowaniem, bo jakby siódma, ósma...
A ja mogę poprawiać bez końca, tak? Bardzo trudno jest mi osiągnąć satysfakcję z produktu.
Tak, ale ja patrzę na to bardziej ze strony takiej czasowo-ekonomicznej. Ale nie byłbyś w stanie tego zrobić, gdybyś tych wszystkich kompetencji nie miał wewnątrz. Gdyby takie spotkanie, na którym prezentowane są te modele, czy przymierzane są te modele, nie odbywało się przy udziale technologa, którego mamy na pokładzie, konstruktora, którego mamy na pokładzie, dziewczyn, które są krawcowymi szyją. I znają to nie tylko od strony takiego samplingu i szycia jednostkowego, ale znają to od strony takiej produkcji pełnoskalowej. To są takie elementy, które pozwalają nam dużo szybciej pokonywać kolejne kroki i dostarczać naprawdę dobrego produktu.
Dobra, produkt wewnętrzny, a co jeszcze? Jak wygląda struktura tego zespołu Extreme w tym temacie? Ile macie osób?
Ostatnio liczyłam koło czterdziestu. Łącznie ze sklepami stacjonarnymi. Chociaż nie, teraz już więcej ze sklepami stacjonarnymi, to już ze czterdzieści cztery będą. Niż czterdzieści pięć osób.
A takich pracujących, no pomijając sklepy, w sensie takich pracujących, nie wiem, właśnie konstrukcja, marketing.
No to jeśli odejmiesz sklepy, no to tak naprawdę jest 8 osób, bo takie są składy, no to 30, koło 30 paru osób.
No mamy też magazyn własny, nie? My nie korzystamy z magazynu zewnętrznego, mamy go po drugiej stronie ulicy, no więc to też się wlicza cały magazynowy zespół.
Wszystkie działania e-commerce'owe, wszystko wewnętrznie?
Wszystko. Od samego początku taki był cel, taka była idea. Był taki moment, w którym rozważaliśmy magazyn zewnętrzny.
Po zalaniach magazynu.
Tak, po zalaniach magazynu rozważaliśmy takie... rozważaliśmy taką opcję, ale nawet byłem na kilku spotkaniach takich, gdzie pokazywano mi... Fulfilmentowych. Tak, fulfilmentowych, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się...
Ale pojechałeś na jedno i okazało się, że mamy lepiej zorganizowany magazyn niż oni.
Nie przesadzajmy, nie lepiej, ale mamy zorganizowany nie gorzej.
Ale zrobiliśmy to sami, bez jakiegokolwiek wcześniejszego doświadczenia.
Procesy mamy bardzo podobne i to też jest duża nasza zaleta. Jak sobie zerkniesz w to, co piszą o nas klienci, to są bardzo zadowoleni z tego poziomu serwisu, również tego serwisu wysyłkowego u nas praktycznie. 90% zamówień, no poza takimi momentami absolutnego piku, jak dzisiejsze rozpoczęcie summer sale'a, to u nas zamówienia wychodzą w ciągu 24 godzin. W sensie w ciągu 24 godzin są u klientów, tak? Mamy tak poukładaną współpracę z firmami kurierskimi, że oni odbierają od nas te przesyłki stosunkowo późno, więc to jest naprawdę szybkie działanie.
Model można powiedzieć taki sam jak jest u nas w DAG-u, ale zastanawiam się jakie są minusy. Czy dostrzegasz jakieś minusy posiadania wszystkiego wewnątrz?
Wiesz co? I to znowu zależy w którym momencie jesteśmy. Dzisiaj nie dostrzegam absolutnie żadnych. Oczywiście masz wyzwanie w postaci kolejnej lokalizacji, kolejnej grupy osób, którą musisz zarządzać, jakby tego procesu, ale jakby tutaj zalety przewyższają wady. Natomiast to trwało, to znaczy ten proces magazynowy u nas na początku wyglądał Pewnie jak w każdej tego typu firmie, czyli zaczynał się od kartki, długopisu, listów przewozowych, nie powiem, że wypisywanych ręcznie, ale drukowanych ręcznie i tak dalej. Więc dojście do tego momentu zabrało nam trochę czasu. Upełniliśmy w tym czasie dużo błędów. Natomiast dzisiaj finalnie jestem z tego bardzo zadowolony.
Dobra. Jeszcze poruszyliście temat sklepów stacjonarnych. Opłaca się te sklepy otwierać?
Patrzę na niego, bo ja nie wiem.
Masz swoje perspektywy.
Ja lubię, jak jest ładnie.
Wiesz co, nie patrzyliśmy od początku na sklepy stacjonarne tylko przez pryzmat przychodu. One są jakby pewnym elementem budowania, budowania brandu i tak były też tworzone. Natomiast oczywiście ten rachunek ekonomiczny gdzieś tam na końcu jest istotny. Dzisiaj mamy sklep w Bonarce, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni, czyli Krakowska Galeria. Obecnie otworzyliśmy drugi na razie testowo w Poznanii, więc obserwujemy jak to będzie wyglądało. Będziemy musieli podejmować jakieś tam decyzje pewnie końcem lata, czy zostajemy tam na stałe. Też jesteśmy na ten moment z tego zadowoleni, natomiast mieliśmy przykład sklepu w Katowicach, którego nie byliśmy zadowoleni i po dwóch latach postanowiliśmy go po prostu zamknąć.
Testujecie cały czas.
Wiesz co, testujemy, to znaczy ja mam pełne przekonanie, że ten rynek retailowy jest bardzo istotny, ale on też jakby nie tylko sprzedażowo, ale właśnie w takim kontekście brandowym jest bardzo, jest bardzo istotny. Natomiast musi to mieć odpowiednie, odpowiednie ramy. My trochę zaczęliśmy z takiego bardzo wysokiego ceny. Już tego sklepu nie da się zobaczyć, tego naszego pierwszego, pierwszego sklepu na Krakowskiej, bo zaczęło się w ogóle od sklepu, sklepu stacjonarnego przy ulicy na Krakowskiej, do którego Nawet nie umiem powiedzieć, nie umiem tego porównać, to znaczy stworzyliśmy tam, nie wiem, sklep idealny, chcieliśmy stworzyć sklep idealny.
Na pewno drogi.
Stworzyliśmy nieprawdopodobnie drogie, nieprawdopodobnie drogie wnętrze, robiąc remont wszystkiego, od wymiany instalacji elektrycznych.
Nie wyglądało źle na początku, a jak weszła ekipa remontowa i zaczęła kuć ściany, no to ze ścian leciała woda, nie,
więc... Stare kamienice w starym mieście mają swoje problemy.
Ale był piękny na tamten czas.
Tak, ale wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że jest coś takiego w Polsce jak aura i że ona ma znaczny wpływ na to, jak klienci przychodzą do sklepu. Sezonowo to działa.
Dlatego galerie są pod tym względem dużo korzystniejszym wyborem.
Przede wszystkim w Polsce nie ma takiego przyzwyczajenia handlu, nie ma ulic handlowych tak naprawdę. W Warszawie pewnie bym wymienił ze dwa takie miejsca, w których gdzieś tam można pójść i zrobić zakupy. Pewnie okolice Mokotowskiej i Koszkowej.
Ale to jest mały trafik strasznie.
No pewnie, że jest mały, bo na każdych tego typu ulicach jest mały trafik. I pewnie gdzieś tutaj przy... Jezus, nie pamiętam. Przy Jerozolimskich.
No tak, jest taki ten pasaż.
Tu jest taki pasaż, który jest gdzieś tam trochę trafikiem. Natomiast w Krakowie? Nie ma takiej ulicy. Nie ma ulicy, na której możesz przyjść i faktycznie ubrać się od stóp do głów, czy faktycznie mieć jakąś tam alternatywę i pole wyboru. Dla odmiany nie jesteśmy i nie na tym nam zależało. Chcieliśmy otwierać ten sklep po to, żeby budować tą rozpoznawalność, czyli jakby otwierać się na nowego klienta, więc to nie jest klient, który przyjedzie do nas w to konkretne miejsce, tak? To my musimy się znaleźć w lokalizacji, w której przebiegają jego szlaki komunikacyjne.
Tak jak w internecie.
Tak jak w internecie.
W froncie.
Jeśli jesteś founderem e-commerce z solidnymi fundamentami i chcesz skalować w dzisiejszym rynku, nie rób tego sam. Na tym etapie biznesu kluczowe jest to, kim się otaczasz i skąd czerpiesz wiedzę do kolejnych decyzji i kto wspiera Cię w tym procesie. Dokładnie o tym jest Master e-commerce Hub, czyli mastermind, którzy wchodzą na wyższy poziom dzięki dostępowi do ponad 1 miliarda złotych wspólnego doświadczenia i wiedzy. W środku dajemy członkom notacje zestaw strategii, frameworków, narzędzi sprawdzonych przez realne biznesy, a przede wszystkim dostęp do właściwej sieci innych founderów e-commerce'owych, dzięki czemu skalowanie staje się strategiczne, a nie oparte na intuicji i zgadywaniu. Przestań działać w pojedynkę i marnować swój cenny czas oraz kapitał próbując rozwijać wszystko samodzielnie. Nie musisz już tego robić. Niestety nie mogę zagwarantować Ci miejsca, bo aplikacji jest więcej niż jesteśmy w stanie osób przyjąć, ale zawsze możesz spróbować. Link ze szczegółami do Master e-commerce Hubu znajdziesz poniżej.
Mieliśmy tydzień temu w ogóle rozmowę, w której powiedzieliście, że mieliście za nią bardzo dobre miesiące. Jesteście super zadowoleni.
Prawda? Jesteśmy.
Fajnie. To ja bym chciał teraz to rozłożyć na czynniki pierwsze. I Tycha i Oś, już nie pamiętam czy Kamila, czy ktoś z was powiedział o tym, że spijacie śmietankę z działań, które robiliście pod koniec, od końca tamtego roku chyba takich dokładnie zwrotów użyłeś.
To ono powiedział mój mąż.
Co to za działania, bo ja bym też chciał się dowiedzieć więcej.
Ja mam opowiadać?
To nie są twoje rzeczy, więc...
Nie, to nie są moje rzeczy, to znaczy, ja jakby jestem absolutnie, wierzę w synergię działań. Mieliśmy taki moment, w którym trochę się zgubiliśmy w kontekście brandowo-komunikacyjnym i też w wielu innych.
Ale to może ja powiem dlaczego. Jak zaczęliśmy szukać trochę tej swojej drogi, ciągle nas ktoś pytał, kontaktowaliśmy się z agencjami, każdy nas pytał. Czym jest Nari? Co wy chcecie mówić przez tą Markę? Jaka jest ta wasza kobieta? I tak dalej. I my sami do końca nie wiedzieliśmy jaka jest, ale zamiast poszukać jej wewnątrz siebie, to zaczęliśmy to robić z agencjami. A każda agencja ma swój sposób na to, swoje patrzenie na to i bardziej oni nam chcieli wmówić, czym jest nasza marka, niż rzeczywiście chcieli nam pomóc, żebyśmy my sami zrozumieli, czym jest ta marka. Więc mam wrażenie, że trochę zaczęliśmy się w tym gubić właśnie przez to. I ja mam tak, że ja się muszę wkurzyć, żeby mi się łatwiej osiągało różne cele, no i jak się wkurzyłam, to powiedziałam, że nie, no trzeba po prostu siąść do tego i zastanowić się nad tym, Kim my jesteśmy jako marka i co my chcemy dalej z tą marką robić? Bo był taki czas, że nie mieliśmy absolutnie na to żadnego planu.
Tak, był taki moment, w którym trochę na fali wcześniejszego sukcesu trochę osiedliśmy na laurach, trochę poczuliśmy się zbyt pewnie, trochę
Wiesz jak jest, jak nic nie robisz i to ci żre, cały czas, cały czas, cały czas, wypuszczasz wszystko, to się sprzedaje, wypuszczasz kolejne, to się sprzedaje, to masz wrażenie, że tak będzie zawsze. Ale jak nie docierasz do nowych osób, to te, które już masz, zaczynają się troszeczkę przejadać tym, co im dajesz, nie?
To raz, a dwa też zmienia się rzeczywistość tak naprawdę. Sześć lat to z jednej strony nie jest dużo, ale z drugiej strony to jest tak, że ta nasza grupa odbiorców też się przez te sześć lat mocno zmieniła. Ale wracam do tego sukcesu, bo nie ma sensu rozdrapywać tej gorszej części.
Ja bym jeszcze został przy tej gorszej części. Bo ona jest dla mnie interesująca, bo ja znajduję się teraz w takim momencie, w sensie może nie w takim, dokładnie w tym samym co wy, ale też mamy ostatnio takie właśnie rozmowy wewnątrz zespołu. a propos gdzieś tam jakiegoś lekkiego zmiany kierunku, trochę osadzenia się i właśnie wejścia w głębiej, żeby się dowiedzieć, no bo też szybko bardzo rośliśmy, które segmenty chcielibyśmy poruszyć rynku, które nie są poruszone, więc ja bym jednak dowiedział się, co wam tam ciekawego wyszło z tej wewnętrznej burzy mózgów, bo też mam podobną obserwację, że branie osób z zewnątrz no nie jest, nie jest do końca tak dużą wartością. I trochę mnie zainspirowało też do tego Ania Kruks, z którą ostatnio rozmawiałem, że ona robiła sobie taki fajny rebranding, jak widzieliście. Zrobili to głównie wewnętrznie, tylko gdzieś tam wspomogli się kwestią wizualną agencji.
Słuchaj, my mieliśmy, ja to będę wspominać przez długie lata, mieliśmy, pracowaliśmy z jedną z agencji, która miała nam pomóc stworzyć taki klejm marki, nie? Który ma być tym takim hasłem przewodnim. No i słuchaj, pracowaliśmy 4 miesiące. Godziny spotkań, godziny, przepraszam, że to powiem brzydko, pieprzenia o niczym. Po czym zanim zdążyliśmy to wprowadzić, to inna marka, nie odzieżowa, dosłownie miesiąc przed tym, jak mieliśmy wprowadzać ten klejm, wprowadziła taki sam. No i ja mam takie... Zajebiście. Mega, nie? Fajnie. No i to był jeden właśnie z powodów, w których ja już straciłam swoją cierpliwość, bo mam wrażenie, że trzeba bardzo wewnętrznie to zrobić. Szczególnie jak, no, wy macie taką sytuację trochę jak my, tak? To jest rodzinna firma. Wy jesteście z tym bardzo mocno związani od samego początku, jesteście w tym osadzeni. I to jest coś, co wy znacie najlepiej. Nikt wam z zewnątrz nie przyjdzie i wam tego nie rozpracuje, bo to wy wiecie wszystko.
Ale ktoś może, ja tak na to patrzę, dać jakiś taki punkt, na przykład wczoraj mieliśmy taką ciekawą perspektywę, przyjechała do nas nowa projektanka, w sensie nowa na zasadzie, chciałam dać powiew świeżości. Ona zobaczyła rzeczy, które u nas były, ale my ich po prostu nie widzieliśmy, na co nie w tym siedzimy, więc pod takim kątem poczułem wartość.
Wszystkim trzeba mieć dobry balans, to znaczy, to też nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że wszyscy zewnętrzni ludzie są źli, tak, bo to tak nie funkcjonuje, natomiast W takich markach personalnych bardzo mocno, takich rodzinnych, takich, które gdzieś tam na pewnym etapie szybko urosły i trochę szukają, trochę szukają odpowiedzi. Bardzo dużą pokusą jest to, że idziesz do agencji renomowanej, jednej, drugiej, trzeciej czy czwartej i trochę, trochę idziesz na gotowe. To znaczy ty oczekujesz, że oni ci, oni ci przygotują pewną nową wizję, oni ci trochę trochę rozwiążą problemy, które gdzieś tam masz w tym momencie stworzone. To tak nie zadziała. To jest pewnie właściwe, żeby mieć trochę kontrargumentu, trochę kogoś, kto spojrzy na to z boku. Natomiast tak naprawdę większość tej wiedzy jest u ciebie i to ty musisz być przekonany do tej zmiany, bo na końcu Wszystkie tego typu działania muszą zostać wdrożone. One muszą być wewnątrz zaakceptowane.
To nie chodzi tylko o dokumenty. Co zrobiliście? Co zrobiliśmy? Wiesz co, my bardzo jasno określiliśmy sobie nasze persony. I to nie jest tak, że jest jedna dla marki. Teraz już jest ich kilka. Bardzo mocno sobie określiliśmy, jak te kobiety wyglądają. Mało tego, my mamy nawet, wiesz, ich, za pomocą AI-a oczywiście stworzony cały ich profil. I my projektując kolekcję, wiemy dla kogo to robimy, ale też mamy takie osoby gdzieś tam wytypowane, których my jeszcze nie mamy u siebie w Nari, a do których chcielibyśmy dotrzeć. I to jedno z drugim po prostu, wiemy dla kogo robimy bieżącą kolekcję, ale też uzupełniamy ją o takie produkty, które mogą zainteresować osoby, które jeszcze do nas nie trafiły, jeszcze u nas nic nie kupiły.
No to to mam zrobione. Ja jednak myślałem, że popracowaliście też na przykład jakiegoś, nie wiem, claimu komunikacyjnego, jakiegoś zmiana wizualu.
Stworzyliśmy claim komunikacji.
I to wewnętrznie wszystko zrobiliście?
Tak. Wiesz, teraz nasz claim to jest sztuka codzienności, bo trochę to jest o tym, że nasz produkt, nasze produkty, nasze ubrania, to są ubrania codzienne. My zawsze przy projektowaniu, jak dziewczyny moje, wiesz, ja mam dwie projektantki i one tam... Sufit nie istnieje, nie?
One by chciały... To jak u osób kreatywnych.
One by chciały projektować wszystko, ale trochę już się na tym też przejechaliśmy, bo parę kolekcji zawaliliśmy. Ja zawsze mówię, fajne, ale gdzie w tym pójdziesz? No i nagle jest... Kto to kupi? No, wiesz, tam kupić, kupić. Zawsze się znajdzie ktoś, kto kupi. Ja chcę wiedzieć, gdzie kobieta może założyć to ubranie i w tym wyjść, nie? Jak one mi nie są w stanie powiedzieć, a no może bym poszła w tym tam gdzieś tam na koncert, nie? Wiele razy w życiu chodzisz na koncerty? Raz w roku, dwa razy w roku.
W całym naszym profilu jest to, żeby te ubrania były użyteczne. Codzienne. Sztuka codzienności. Sztuka codzienności. No więc jakby mało nas interesują ubrania, które możesz wymyślić na jedną specyficzną okazję, która zdarza się, albo się nigdy nie zdarza, bo to też często tak jest i to jakby, to też było istotne, żeby o tym pamiętać, tak? Żeby ten claim, ale żeby te produkty faktycznie takie były.
No też ten produkt, bardzo mocno do tego dopasowaliśmy, nie? Już nie szaleliśmy z projektami, kolorami, różnymi rzeczami, tylko faktycznie produkt ma pasować do claimu i claim ma pasować do produktu, a to wszystko ma pasować po prostu do kobiet.
No dobra, ja tutaj wbiję łopatę, bo szuka codzienności jest trochę powiązana z naszym klientem, czyli ponadczasowe, w sensie nasze przymiotniki, piękne ponadczasowe skórzone terepki, czyli generalnie ponadczasowe codzienność, to się łączy. Ja tak miałem w stanie hipotezę w głowie, mówię kurde, Jest pewnie taka kohorta klientów, których totalnie nie dotykamy, czyli takie produkty, które są właśnie bardziej fashion, design, to już nie wiem, jak te słowa dokładnie rozróżniać, nie jestem w tym specjalistą. I miałem wtedy taki rozkminy, kurczę, no, mamy te produkty takie codzienne, można powiedzieć, które nasze klientki używają każdego dnia, ale czy te produkty codzienne w socialach, gdzieś tam w komunikacji płatnej, czy one się tak przebijają i czy nie powinniśmy jednak jako marka mieć wyróżnione jakichś takich produktów, które może nie są tą codziennością, ale są takim eye-catcherem. Bo to robiliście, rozumiem, przez jakiś czas.
Wiesz co, my zawsze w kolekcji mamy takie produkty, które mają być takim trochę koniem pociągowym, nie? Czyli w tamtym roku na przykład latem mieliśmy sukienkę w cytryny. No to nie jest produkt, który jest bardzo codzienny, bo to jest raczej taka typowa wakacyjna sukienka, ale ona jest czymś, co ma wizualnie ściągnąć wiele osób. W tym sezonie na przykład mamy truskawki, sukienkę w truskawki.
Ok. Ktoś przyciągającego musi być.
Więc takie ajkaczery mamy my zawsze. To jest tak, że jak budujesz kolekcję, to zawsze jest tak, że tam 70% kolekcji to są te wszystkie codzienne, basicowe rzeczy. Tam 20% to są takie ajkaczery, które jesteś w stanie częściej założyć i te 10% to już są takie odpalone rzeczy, które nie wiem, są tylko do sesji zdjęciowej głównie, nie? Więc ta kolekcja jest tak budowana, no ale mimo wszystko cały czas patrzymy na to w taki sposób, żeby jakby największa baza tych produktów w sklepie, no to to były te produkty codzienne.
Ale też żeby to było spójne ze sobą, tak? No bo mimo wszystko na koniec istotne jest to, żeby ten klient wchodząc do sklepu, wchodząc na stronę internetową, czy wchodząc w ogóle w interakcję jakąkolwiek z nami, miał takie poczucie, że on wie gdzie jest. że to miejsce od początku do końca prowadzi go w taki sposób, że jego oczekiwania są tutaj spełnione, on się tutaj dobrze czuje, jemu tu jest wygodnie, a nie jest zaskakiwany z każdego rogu jakimiś nowymi kierunkami.
Tak, ale ta sztuka codzienności to też nie jest tylko o produkcie, bo my opowiadając całą historię wokół marki, wokół kolekcji, wokół tego wszystkiego, my bardzo mocno podkreślamy tą codzienność. My zawsze mówimy, że wiesz, żeby siedzieć, żeby się osadzać w tej codzienności, żeby dostrzegać różne rzeczy, które nas otaczają, że nie musisz lecieć na drugi koniec świata. żeby się poczuć szczęśliwy, że możesz to zrobić tutaj wewnętrznie, w kraju, siedząc sobie i tak dalej, więc my też bardzo mocno podkreślamy tą codzienność w takim normalnym życiu, a to jest wszystko obudowane wokół tego produktu i to też nie jest tak, że my tworzymy tą narrację sprzedając ją klientowi, ale my żyjemy inaczej, bo my żyjemy dokładnie tak samo, jak pokazujemy nasz produkt i jak opowiadamy o nim naszym klientom.
Tak, ale tutaj jakby przechodzimy trochę do kolejnego tematu. Pytałeś o ten sukces, tak? Spójność, taka absolutna spójność brandingowa i komunikacyjna, która za tym idzie. Jak przejrzysz sobie nasze materiały, które wychodzą od nas, a wszystkie tworzone są wewnętrznie, dosłownie wszystkie, one jakby idealnie oddają tego ducha, idealnie oddają jakby tą sztukę codzienności. Nie są przerysowane w żaden sposób. i pozwalają znowu no oddać te wszystkie elementy jak najbardziej wiernie, bo tak trochę u nas to funkcjonuje.
Czyli to jak się ułożył maj oraz czerwiec, to jednym z determinantów tego jest to, że uspójnie jest się branding, a wcześniej tego nie było wcześniej na takim poziomie.
Nie było na takim poziomie, to znaczy nie dość, że uspójniliśmy, to jeszcze jakby podnieśliśmy poprzeczkę dość znacznie, jeśli chodzi o jakość tego wszystkiego, co od nas, co od nas wychodzi i to jest trochę efekt tego, to jest efekt tego działania, tak? I go widzimy na różnych polach, na polach sprzedażowych, ale też widzimy go w pozyskiwaniu ruchu, który, który jest troszkę tańszy niż, niż wcześniej można było się tego spodziewać. Jakby cały obraz marki jest na zdecydowanie wyższym poziomie.
I wszystko wewnętrznie zrobiliście.
Tak.
Znaczy korzystamy z zewnętrznego fotografa do sesji, tak teraz chyba.
To już tak.
To jest już tak, ale cała reszta to są nasze wewnętrzne działania.
Osadziliście to w jakimś, nie wiem, brandbooku, że sesja ma wyglądać tak i tak, obróbka ma wyglądać tak i tak. Jak to wygląda od strony strategicznej dla kogoś, kto był interesujący, bo ma markę, która działa, ale nie podoba mi się.
Wiesz co, mamy to wszystko osadzone w brandbooku, mamy to osadzone w dokumentach, ale mamy przede wszystkim, i to jest absolutny klucz, mamy zespół ludzi, który doskonale to rozumie.
I czuje.
I czuje, bo kluczem nie jest to, co ty napiszesz w dokumencie, nawet najwspanialszym, tylko sztuką jest, ta sztuka polega na tym, żeby zespół, który to realizuje, robił to bez tego brandbooka, tak? Żeby on to czuł, żeby on wiedział, w jakim kierunku to zmierza i w tym momencie mogę powiedzieć, że mamy chyba absolutną spójność i dlatego daje to dobre efekty.
Super. Co do tego jeszcze byście dołożyli? Dlaczego ostatnie miesiące były rekordowe?
To są główne elementy, to znaczy jakby ja dużo mocniej zastanawiałem się jadąc do ciebie, bo ty jesteś dla odmiany takim absolutnie analitycznym frikiem, tak? To znaczy słuchałem podcastu, nie pamiętam z kim.
Ja za dużo analizuję.
Za dużo?
Za dużo analizuje, bo przez to jak dużo analizujesz i masz świadomość każdej liczby, wpływu każdej rzeczy na każdą rzecz, to tracisz tą zwiewność działania.
Mówisz, ja jestem zwiewnością mojego męża, bo on też za dużo analizuje.
Ja za dużo analizuję, ale jak mam powiedzieć, gdzie leży sukces, to ten sukces leży właśnie w tej spójności, w tym brandingu, w tym takim... Czyli w czego
nie da czymś, się policzyć.
Absolutnie tak. Jesteśmy na podobnym poziomie jeśli chodzi o rozwój, czyli możemy sobie szczerze powiedzieć, że dla większości mieszkańców tego kraju jesteśmy absolutnie nieznanymi markami, tak? To znaczy jakby nasza rozpoznawalność jest na jeszcze stosunkowo niewielkim poziomie.
Jesteśmy duzi, w sensie ja to często określam, jesteśmy najwięksi z najmniejszych.
Może tak być, ale w dalszym ciągu, siedząc i analizując bardzo szczegółowo różne rzeczy, jesteśmy w stanie podnieść efektywność o dwa, trzy, czasem pięć procent.
Co rozumiesz? Podnieś efektywność o 2-3.
Możemy się zastanawiać na przykład nad tym, w jaki sposób robimy email marketing i czy powinniśmy go robić lepiej. No jasne, że powinniśmy go robić lepiej, zawsze taka odpowiedź powinna paść, ale jeśli zastanowimy się, jak możemy go robić lepiej, to okaże się, że wykonana praca da nam efekt w postaci, nie wiem, dwuprocentowego wzrostu, tak, na przykład.
I to nic nie zmieni.
I to absolutnie nic nie zmieni. Natomiast ten lewar brandingowy, to budowanie rozpoznawalności, budowanie świadomości, to jest lewar, który jest w stanie ci dużo szybciej dowozić ruch. Musisz się tylko liczyć z tym, że nie da się tego w prosty sposób policzyć.
To jest half tym piękne. Bo jakby to się dało policzyć, by było takie systemowe...
Ja uważam, że pięknie się żyje bez liczenia.
No dobra, to co z tych rzeczy brandowych?
Wiesz co, gdyby się to dało policzyć, to jeszcze wejdę w słowo. Gdyby to się dało policzyć, to każdy by to mógł zrobić.
No właśnie o tym mówisz, to jest piękne.
Dzisiaj jest tak, że e-mail marketing robi każdy. Lepiej, gorzej, ale robi każdy. Reklamę robi każdy. Lepiej, gorzej. Ale to robi, to robi każdy, tak? Możesz dyskutować, czy lepiej pracować z tą agencją, z tamtą agencją, czy lepiej to robić wewnętrznie.
A koniecznie zrobić dwie, trzy zmiany.
Czy ROAS będzie, nie wiem, o dwa punkty wyżej bądź niżej. To jest mniej więcej cały czas ten sam, to jest cały czas ten sam poziom. Natomiast tu, gdzie mamy jeszcze naprawdę potężne zasoby do tego, żeby rosnąć, to jest właśnie rozpoznawalność, brand i to są te rzeczy, za które, za które tak naprawdę odpowiada Kamila.
To jak się buduje ten pręt? Co takie uważa, że działa? Może raczej, nie policzymy, ale co wy robicie?
My jesteśmy autentyczni. My jesteśmy totalnie autentyczni, tacy byliśmy od początku. Ja zawsze wspominam to, jak zaczynaliśmy budować Nari. To był 2019, początek, potem 2020 rok. I my byliśmy trochę uważani za takich frików, jeśli chodzi o branżę odzieżową, bo wiesz, to wszystko było takie napompowane. To wszystko musiało być wyceckane. Nie wolno było wcześniej pokazywać, jak wygląda kolekcja. Ona musiała być tajemnicza. Musiał być wielki boom. A wiesz, u mnie nie było czegoś takiego. Ja pokazywałam od... od... przyszła mi belka materiału. Dziewczyny, co my z tego będziemy szyć? Dajcie znać, co byście z tego uszyły. A ja bym uszyła z tego to, a ja bym uszyła z tego to. Dobra, tam konstruktor nam to machnie i robimy, nie? Szyjemy, zobaczcie, wyszła taka. Wpuszczamy do sklepu, idziemy to szyć, tak, idziemy szyć, szyjemy. I tak to było od początku. Teraz już trochę inaczej to wygląda, bo... Proces produkcyjny ułożony przez naszą szefową produkcji jest taki, że my już jesteśmy dwa miesiące do przodu, więc bardzo trudno jest nam to robić. Ale wiesz, my pokazujemy cały czas życie firmy, że ta firma to nie jest tylko to, co ląduje na półce magazynowej, tylko to są ci ludzie, którzy to robią. I my to też pokazujemy na każdym etapie i w różnych kanałach komunikacji. My jesteśmy bardzo przystępni dla tego człowieka. I wydaje mi się, że to jest ważne. To wszystko też, co robimy dookoła CSR-owo. Ja będę o tym CSR-ze naszym mówić, bo to jest moje oczko w głowie, to jest moja największa radość. Ale pamiętam, jak byliśmy parę lat temu na szkoleniu we Wrocławiu. I co to szkolenie nam miało dać? Co te warsztaty nam miały dać? Miały jakąś esencję Marki wyciągnąć wtedy. Dostałam takie pytanie jako założycielka Marki, jak ja sobie wyobrażam, że kiedyś moja marka będzie wyglądać. A ja wtedy powiedziałam, że ja sobie wyobrażam, że będziemy taką marką, która będzie, oprócz tego, że będzie robić ubrania, to będzie też taką marką, która się będzie kojarzyła z psami.
No i tak jest.
Ale słuchaj. Ten gość nie mógł tego zrozumieć. Ale jak my to chcemy porzenić? Tego się nie da porzenić. No to są ubrania, to są psy. Jak wy to chcecie zrobić? Ja mówię, że jeszcze nie wiem, ale ja chcę to zrobić, nie? I rzeczywiście tak jest. I jakbyś zobaczył, nie wiem, zdjęcia naszych klientek, większość ma psy. A jeśli nie ma psów, to tam koty się tarzają w tych pudełkach, nie? Jak przychodzą do nas na jakiekolwiek eventy, to są wszystkie psiary, wszystkie kociary, wszystkie osoby, które rzeczywiście mają ten poziom empatii do zwierząt bardzo wysoko. I jest tak, że Nari kojarzy się z taką, że kojarzymy się z tymi zwierzętami, ale to też dlatego, że to nie są szybkie strzały, to nie jest akcja, która się pojawia raz do roku i ona znika, bo psiuzy, no to to jest faktycznie raz do roku, tak, ale... U nas w biurze wiecznie są jakieś bezdomne psy. No ja się zawsze śmieję, że dziękujemy naszym dziewczynom na koniec miesiąca, że zniosły kolejnego psa, który gdzieś tam, no wiesz, no to ja przynoszę psy, które mi miały ciężko w życiu, które nie są nauczone różnych rzeczy, więc no sikają nam po firmie, różne rzeczy się zdarzają, chodzą, wyją, szczekają. Dziewczyny to znoszą, bo one wiedzą, że to jest kor tego miejsca, nie? Więc wydaje mi się, że ta długofalowość tego działania też jest tym, że to jest po prostu prawdziwe, a nie jest to coś zrobionego na potrzeby pochwalenia się tym w internecie.
Generalnie budując firmę rodzinną, musisz ją doskonale czuć. Jeśli będziesz próbował ją zrobić książkowo albo według jakiegoś scenariusza, który nie jest twój, nie jest twój wewnętrzny, to się nie uda. Jak mówimy o sukcesie, to ten sukces trochę wynika z tego, że absolutnie to czujemy, że ta firma jest trochę taką emanacją, czy ta komunikacja jest emanacją takiej naszej codziennej komunikacji, naszego sposobu bycia, naszego sposobu myślenia. Jak się okazuje, znajduje to całkiem spore grono osób, które mają podobne.
Ja pamiętam taką naszą rozmowę chyba sprzed dwóch albo trzech lat. w której powiedziałeś tymi, że wy w ogóle nie używacie reklam płatnych, tylko tworzycie content, wszystko działa z contentu i z contentu się sprzedaje. Jak dzisiaj to wygląda?
Wiesz co, to był taki moment, w którym cała marka i cała komunikacja była oparta o Kamilę. I generalnie wtedy nie musieliśmy tego robić. My tego nie robiliśmy. Przez pierwsze dwa, trzy lata istnienia firmy nie wydaliśmy złotówki na płatną reklamę. Pierwsze reklamy, które wdrażaliśmy mniej więcej tam w tym trzecim roku, to były reklamy, które robiłem ja. Nie jestem marketerem. Wtedy pierwszy raz usiadłem do narzędzi, w sensie do Google Adsa czy do Mety, więc możesz się domyślić jaka była ich jakość i efektywność, tak? Natomiast na pewnym etapie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że to jest tylko i wyłącznie nasze ograniczenie. To po pierwsze. A po drugie chcieliśmy, żeby marka nie kojarzyła się tylko i wyłącznie z Kamilą. To jakby był główny cel, który jest cały czas przez nas konsekwentnie realizowany.
Dlaczego?
To jest bardzo męczące. Bardzo męczące jest to, kiedy czujesz odpowiedzialność na sobie za pracujących u ciebie ludzi. Kiedy wiesz, że nie możesz się przeziębić, nie możesz się położyć, nie przyjść do pracy, nie pokazać się na Instagramie, bo wszystko leci, nie? To jestem ja versus no wtedy ile pracowało osób w Nari? Pewnie ze 20 osób, nie? No i to jest 20 osób, którym ty musisz zapewnić cały czas ciągłość pracy. Więc to jest cholernie obciążające psychicznie. Fizycznie mniej, bo ja to też lubię, jak jest, jak jest intensywnie, ale psychicznie bardzo, bardzo jest to obciążające, więc to jest też tak, że wiesz, ja przez długi czas równolegle z moim zespołem z biura obsługi klienta robiłam za biuro obsługi klienta. No bo wiesz, skoro ja jestem twarzą, no to jaki jest problem napisać do mnie w Boże Narodzenie o 19.30, że pani tam guzik odpadł z koszuli, nie? No i tak to wyglądało i to było bardzo męczące.
A jak jest dzisiaj?
Dzisiaj już nie piszą. Znaczy wiesz, dalej są takie dziewczyny, które są z Marką od początku, z którymi ja już wiem, że one są naszymi klientkami i tak dalej. Zawsze gdzieś tam jak coś poproszą czy coś, to przymknę oko i to załatwię. Ale ja reklamacje dla mnie, jakieś zwroty to w ogóle to jest coś kompletnie poza mną. Natomiast teraz już jest też tak, że nie muszę komunikować, żeby się sprzedawało.
To jak to się wydarzyło?
Trzy lata ciężkiej, ciężkiej bardzo konsekwencji.
Przesuwaliście reklamy performance'owe. Jak się udało to ocieć? Bo to nie jest łatwe generalnie.
Ja uważam, że my zrobiliśmy to troszeczkę drastycznie na początku i stąd też mogły wynikać późniejsze nasze problemy, dlatego że ja postanowiłam po prostu z dnia na dzień, że przestaję się pokazywać na stronie. Po prostu.
Crazy.
No, teraz tak uważam, że to był crazy.
Ja pamiętam dokładnie, to był wrzesień 2023 roku, a w zasadzie sierpień, kiedy robimy sesję produktową, padło hasło, więcej Kamili na zdjęciach nie będzie. I tak się skończyło. I to nie była decyzja, która była przemyślana z perspektywy miesięcy, lat, tylko to była decyzja z dnia na dzień. Po prostu wyłączamy.
No i na początku było trudno, bo dziewczyny zawsze kupując nasze produkty porównywały swoją sylwetkę do mojej. a pojawiły się dziewczyny wyższe, niższe, tęższe, sztuplejsze, no i one nie umiały się w ogóle w tym odnaleźć. Zresztą tak samo było, bo ja też bardzo często występowałam na rolkach. To, co robię jedynie teraz, no to robię przeglądy tygodnia, ale to bardziej chyba dla tych klientek, takich tak zwanych starych, które po prostu są z nami już dłużej i gdzieś tam lubią jak ja... Lubię bardzo, ja lubię opowiadać o tych produktach, mnie to bardzo cieszy i pokazywać te nowości. No i czasem jak dziewczyny gdzieś tam już nie mają czasu od social mediów, które potrzebują po prostu tam docisnąć, tak jak teraz, a szefowa potrzebujemy pomocy, bo nie ogarnęłyśmy promocji, ja mówię, dobra, to tam pojadę z wami i ponagrywam, nie? Ale nie muszę tego robić i to jest chyba taka największa wartość na dzień dzisiejszy.
Możesz to robić tylko i wyłącznie okazjonalnie, bo chcesz, przy okazji, przy jakimś, nie wiem, wydarzeniu, które gdzieś tam sobie realizujemy, natomiast już jakby nie ma tej konieczności, żeby to funkcjonowało. To w ogóle było celem, bo z jednej strony budowanie marki w oparciu o markę osobistą jest bardzo obciążające, z drugiej strony jest bardzo dużym bonusem, tak? I to otwarcie mówimy, że gdyby nie ta społeczność, która funkcjonowała na początku, to byłoby nam bardzo, bardzo trudno.
Wtedy.
Wtedy.
A jak teraz, to już moim zdaniem było prawie niewykonalne.
W tym momencie?
Czasy się zmieniły, to jakby... Tak. Dzisiaj już też nie ma aż tak zaangażowanych, bo to jest kwestia znowu, nie tylko bycia influencerem, ale posiadania nieprawdopodobnie zaangażowanej grupy odbiorców, tak? To znaczy, to nie jest tak, że Kamila Istnieje na tym Instagramie trochę w formie postów, zdjęć. Ona tak naprawdę żyje z tymi ludźmi, odpisuje im. Ja się czasem złoszczę do 11 w nocy, bo ktoś napisał i w zasadzie nie może zostać bez odpowiedzi albo... Bo
jak nie odpiszę od razu, to potem zapomnę, nie? A nie lubię nie odpisywać ludziom.
A odpisujesz wszystkim?
Wiesz co, myślę, że nie jestem w stanie odpisać wszystkim, ale no ja dostaję, no nie liczyłam tego nigdy, ale myślę, że gdzieś 200-300 wiadomości dziennie, no to jak jestem w ciągu dnia, to w ciągu dnia zawsze odpiszę. Jak ktoś napisze, jak idę spać i zanim wstanę, to to mi gdzieś tam spadnie na dół, no to już nie jestem w stanie.
Ale to jest też tak, że cały czas masz taki przypływ nowych osób, czy to są osoby, które są z tobą od lat?
Wiesz co, teraz już to konto tak nie rośnie, ale to też dlatego, że ja nawet nie dążę już do tego, żeby ono rosło. Wiesz, przyrost konta był fajny, kiedy ja to potrzebowałam do rozwoju Nari. Teraz, kiedy Nari rozwija się swoim torem, to ja nie potrzebuję ściągać nowych ludzi. A im jest ich mniej, tym ja jestem bardziej jakościowo w stanie się nimi zaopiekować, odpisać na tą wiadomość. Ja nigdy nie miałam żadnej asystentki, nigdy nie miałam nikogo, kto pomagał mi prowadzić ten profil, a tych wiadomości jest naprawdę dużo. Komentarze, na komentarze to rzadko odpisuję, to też muszę się poprawić.
Myślę, że gdyby spojrzeć na listę, nie wiem, tam stu, dwu, stu, trzystu influencerów, to na pewno jesteś w topce tych, którzy odpisują na większość rzeczy.
Świetnie, że ten temat poruszyliśmy. Influencerów, no bo ty jesteś influencerką, a jak ty uważasz w ogóle, jak influence marketing w ogóle wygląda? Sprzedają fani influencerzy, czy nie sprzedają? Koniec tematu. Porozmawiajmy o tym, rozbijmy ten odcinek pierwszy, bo ja jestem, trochę rozmawialiśmy w kuluarach sobie w ramach naszych działań wspólnych, ale jestem ciekawy, dlaczego nie? Dlaczego ty sprzedajesz, a oni nie sprzedają?
Nie, to nie jest tak, że... Przepraszam, spłyciłam to bardzo. Są influencerzy, którzy potrafią sprzedawać, ale większość influencerów ma taką ilość współprac i reklam na swoich profilach, że ludzie to po prostu przeklikują. I to... To nawet, wiesz, ja patrzę na to trochę tak, że ja jestem influencerką, ale ja nie mam żadnych współprac. Nari to jest moja jedyna współpraca, to jest jedyne, co się pojawia u mnie na profilu. No przepraszam, jeszcze Dolina Noteci, ale razem działamy 8 lat i jak po prostu potrzebuję gdzieś karmę wysłać, zawsze wysyłają. I w ramach tego jakieś tam świadczenia im zawsze daję, ale to nigdy dlatego, że jesteśmy na to umówieni, tylko po prostu w ramach podziękowania. Natomiast wiesz, Patrzę na to z perspektywy odbiorcy, który też konsumuje te treści, no to ja nie wiem, czy obserwuję obecnie mniej niż 300 osób. Połowę z tego mam w ogóle wyciszoną, bo mnie nuży to, jak widzę, że codziennie ktoś ma super szampon do włosów, codziennie ktoś ma jeszcze lepsze bransoletki na rękę.
Jeszcze fajniejszą sukienkę, żeby nie mówić, Fajniejszą sukienkę, tak.
że... I no u nas Karola, która zajmuje się współpracami z influencerami, ona tam zawsze mi podsyła jakichś influencerów i tak dalej. I ja sobie zdaję sprawę z tego, że do rozpoznawalności to jest potrzebne, ale do sprzedaży uważam, że to już nie jest ten czas.
Znaczy intensywność tych współprac, którzy posiadają influencerzy. Ja czasem prowadziłem takie dyskusje mówiące o tym, że to jest o tyle trudne, że jeśli chcesz, żeby influencer sprzedawał, to po pierwsze musisz się wstrzelić w moment, w którym on ma dobre zasięgi, nad którymi ani on, ani ty nie panujesz.
To są dobre zasięgi, a nie zasięgi wynikające z dramy.
Tak, no więc to jest jakby pierwszy czynnik. Drugi czynnik, pewnie to obserwujesz, że sprzedaż miesięczna jest różna w różnych tygodniach i jest to między innymi związane z momentem, w którym na kontach ludzi pojawia się wynagrodzenie. No więc jeśli jesteś tam w czwartym, jesteś nie wiem, w czwartym tygodniu, trzy dni przed wypłatą, to choćby nie wiem co, to Konwersja będzie gorsza. Konwersja będzie gorsza. To się po prostu zwyczajnie nie uda.
Ja na przykład lubię, jak my współpracujemy z jakimiś influencerkami, to lubię jak one tworzą fajne, ładne, estetyczne treści i one po prostu są takimi treściami świadomościowymi. ale nie liczę na to, że one będą cokolwiek... Nie, czyli nie oczekuję od dziewczyn, z którymi współpracujemy, żeby nam coś sprzedawały. Zresztą my też mamy tak, że bardzo rzadko korzystamy z jakichś kodów, o które one poproszą. Czasem się zdarza, że dajemy, ale bardziej właśnie traktuję to w formie takiego budowania brandu dalej, niż liczenia na to, że to będą jakieś działania sprzedażowe.
Cały czas wracamy do punktu wyjścia. Najważniejszym elementem jest budowanie brandu i tutaj mamy największe Tutaj mamy największe pole do poprawy, tutaj mamy największe pole do tego, żeby, żeby rosnąć.
Poza tym wiesz, ile razy musi osoba zobaczyć twoje produkty, żeby je kupiła?
To pytanie do mnie? Średnio dziewięć.
Tak. No i co ci z tego, że influencerka ci na 24 godziny pokaże na stories, nie?
No oczywiście, jeśli to jest jakaś współpraca jednostrzałowa, to nie ma sensu, ale ja jednak dostrzegam wartość w tych takich współpracach, które my tworzymy, czyli kolekcjach, no bo tych punktów styku tam jest wtedy nawet 20.
A jak to wygląda pod tym kątem, że wysyca się społeczność? Bo na przykład jak współpracujesz z influencerkami, załóżmy, tak? Masz panią Anię. No i ta pani Ania z tobą współpracuje i ona ma z tobą, nie wiem, tam przez pół roku. No ale ona nie ma przyrostu wielu osób na swoim profilu, tylko cały czas gdzieś tam jest to wokół jednej społeczności. No to jak społeczność przez pół roku ta sama ogląda ciebie, No to na jakim etapie to się wysyci? I ta współpraca z tą panią, a nią przestaje być interesująca dla jej odbiorców?
No na takim etapie, że ja trakuję to na przykład teraz. No po sześciu latach, ale to trwało długo, czyli z dziewczynami z Off and Great Shoes się odpoczywamy sobie na razie i mamy po prostu, doszliśmy do wniosku, że to już się wysyciło po sześciu latach, ale przez pierwsze trzy lata, na początku to nie trakowałem, ale potem już tak, to patrzyłem, mamy drop. To ile procent z tego dropu to są nowi klienci? To zawsze jest dla mnie jakiś współczynnik. Bo jak robię swój drop, to widzę ile jest tam, nie wiem, średnio u nas jest z dropu 80% osób, które kupują są powracające, resztą są nowe. No może tam 30. A influencer dawał nam np. 40%. I teraz jak np. będziemy robić współpracę z marką Nari. Brawo. Tak, z marką Nari. No to jest jakaś dana, która jest w ogóle do strakowania. Będziemy robić współpracę z jakąś influencerką nową teraz na jesień. to mnie interesuje tylko ta rzecz. Ile z tych osób, czy to na przykład się uda pobić, nie wiem, 50%, żeby było nowych, a reszta popracujących. I to są jakieś osoby, które się kumulują w twojej strzelce.
To jest dzisiaj jedyny parametr, który faktycznie ma sens i który oddaje jakość tej współpracy. Z mojej perspektywy byłby dużo istotniejszy niż sam przychód z tej współpracy.
No i druga rzecz, no też my to, z tego co wiem, przynajmniej tak zespołem powinniśmy to zrobić. Zobaczymy jak będzie. Może jeszcze warto zmienić się w ogóle bazą mailową, zrobić tych punktów styków kilka i pewnie nie kończy tej współpracy od razu, tylko patrzy na to po prostu długofalowo, żeby przy jakimś tam okresie czasu te wszystkie punkty styków zaimplementować i wysyć tę bazę.
Zdecydowany tak, to znaczy... Długoterminowość tego typu współpracy i jakby budowanie kolejnych punktów styku, opowiadanie pewnej historii, która jakby stoi za tym, że te marki się w jakimś tam zakresie połączyły, nie jest to tylko i wyłącznie produkt i wyjście, to jest ta kluczowa wartość dla klienta, bo dzisiaj to jest jakby istotne. W budowaniu kolekcji z influencerami pewnie trzeba zrobić to w podobny sposób. Natomiast trochę z ubraniami jest trudniej, to znaczy Torebkę możesz używać marki torebek jednej i mieć tam kilka modeli, natomiast bardzo trudno ci będzie używać ubrań tylko i wyłącznie z Nari. Ja wiem, że Kamila to potrafi i nie kupuje pewnie od kilku lat żadnych innych, ale będzie ci bardzo trudno znaleźć kogoś, kto będzie od stóp do głów zżyty z tym produktem, a tylko wtedy to będzie miało ręce i nogi.
No ale z drugiej strony wy macie łatwiej, bo u was ktoś może kupić tych produktów więcej i częściej, a ja muszę jednak tego klienta nowego... Więcej go potrzebuję.
To prawda, ale teraz jeśli chciałbyś budować współpracę z influencerem na poziomie Nari, to co mielibyśmy sprzedawać?
Nie rozumiem.
Ja też nie.
Jaki produkt mielibyśmy w ramach tego collabu wprowadzić?
Ale że wy jako... Tak. A nie, no to ja nie patrzę...
Bo tu jest trudność, to znaczy jeśli wprowadzisz produkt zbyt prosty w postaci, nie wiem, t-shirtu z nadrukiem kogoś tam, no to będzie trudno.
Nie, nie, ale tutaj w tej naszej współpracy jakby celem na koniec nie jest przychód, tylko głównie chodzi nam o nowych klientów w jedną i w drugą stronę.
No tak, ale... Mnie głównie chodzi o to, żeby mieć ładne torebki.
A to już masz.
I to jest w ogóle, jak ktoś tego słucha, bo dużo osób na koniec dnia naszych klientek z DAG-a, serdecznie pozdrawiam, słucha tych podcastów, bo np. siedzą w jakimś biznesie w HR-ze, może mają swoje też e-commerce'y, też często np. z mojej społeczności founderki są klientkami DAG-a i też tam dołączają. I to jest jeden z punktów styku. Żebyście mieli świadomość, to my się tu nie spotkaliśmy, bo nie chcieliśmy.
Nie spędziliśmy tych 3 godzin.
Nie chciało się nas poznać.
Jest piątek, 15, to też nie ma tak, że tutaj każdy z przyjemności przyjechał.
My jeszcze musimy 3 godziny do domu.
Największą przyjemnością to nasza córka tu przyjechała.
Ja musiałem dwie minuty przejść, bo tu mieszkam obok studia.
My przyjechaliśmy głównie do k-popowego sklepu.
Przepraszam, ja przyjechałam, ty byłeś jej passenger princess.
Wszystko jedno, ale w dalszym ciągu głównie do k-popowego sklepu, także mamy, mamy tą część za sobą.
Dokładnie. Ja bym jednak trochę jeszcze ten temat Brandu pomielił, no bo to co na razie wyłapałem to tak. Wy oczywiście pokazujecie konty, jesteście autentyczni i macie uspiony branding. Zrobiliście ostatnio fajny event, na którym też się pojawiliśmy. Tu jakoś robicie współpracę z nami. Co jeszcze w ogóle macie w planach albo co uważacie, że ten brand buduje? Coś nie jest mierzalne. Czy coś jeszcze do tego byście dołożyli? No jeszcze sklepy stacjonarne też mamy, sorry.
No kosmetyki chyba będą teraz kolejnym jakby elementem, który będzie pomagał nam, mamy nadzieję, budować brand, nie?
Taki jest pomysł, ale cofnąłbym się pół kroku, jeśli mogę, bo pytasz jakie działania. Będziemy powielać te działania. My w tym roku zrobiliśmy bardzo wiele działań. Zrobiliśmy dwa pop-upy, zrobiliśmy targi sztuki codzienności, na których byliście, na których byli inni partnerzy.
Organizujemy też... Właśnie teraz przypomniałem, że musimy odebrać stół.
To jest dobry...
Ale to co też uważam za bardzo fajny krok, to są te śniadania prasowe, które robimy.
Rozumiem to.
Za każdym, no już to, to już jest, no pewnie trzecia teraz już będzie wersja tego. Za każdym razem jak wchodzi nam nowa kolekcja, znaczy za każdym razem, zrobiliśmy to dwukrotnie raptem, tak? Ale to już jest jakaś powtarzalność. Organizujemy śniadanie prasowe w Warszawie, które prezentuje nową kolekcję. No i tam zapraszamy redaktorki i portali i gazet, magazynów takich.
Sami zapycie?
Sami.
My wszystko robimy sami.
I przychodzą.
A to skąd wyłapujecie, w sensie, bo to normalnie ogarniamy jakieś agencje PR-owe, takie coś.
My mamy wewnętrzny zespół, mamy... Który wyłapuje.
Mamy świetną dziewczynę, która zajmuje się PR-em i która potrafi to zrobić.
Która potrafi ładnie zaprosić tak, że dziewczyny przychodzą i to jest, wiesz, super, bo to pierwsze śniadanie prasowe to było trochę takie... No ja się stresowałam, przyszły, wiesz, obce kobiety, ja trochę taka, wiesz, no my przyjechaliśmy spod Krakowa, tutaj wielki świat, Warszawa, El, Glamour, czy jakieś tam wysokie obcasy. A jak na drugie przyszły, no to już było super, przyjemnie, w sensie już czuć było, że jest taka energia, że się znamy.
Jak to wygląda w ogóle, takie śniadanie prasowe?
Wiesz co, my to dzielimy na dwa w ogóle, dwie części dnia. Zazwyczaj wynajmujemy przestrzeń, rano jest śniadanie prasowe, czyli ta część dla prasy, a po południu mamy taką część kolekcji dla influ, zapraszamy po prostu te dziewczyny, z którymi... Czyli jednak influencerzy. Tak, ale to wiesz, to są, to nie są przypadkowi influencerzy, tylko ci, z którymi my mamy działania przez cały rok. Więc to jest jakby też dla nich takie po prostu spotkanie się face to face, żeby też zobaczyć, wymienić się trochę energią i tak dalej. No i co? I śniadanie prasowe polega na tym, że jest śniadanie. No ale też wszędzie są i zdjęcia z naszych kolekcji, z bieżącej kolekcji, którą będziemy prezentować. Te ubrania też wszystkie przedpremierowo można sobie zobaczyć. No i przychodzą dziewczyny, opowiadamy trochę o tej kolekcji, znaczy ja opowiadam o tej kolekcji, co było inspiracją, co się w tej kolekcji znajduje, czemu, po co, na co. No i wiesz, jest taki moment na to, żeby trochę porozmawiać z tymi dziewczynami, wymienić się trochę opiniami, posłuchać trochę, co też mają do powiedzenia, bo też czasem mają do nas jakieś uwagi dotyczące kolekcji.
Przede wszystkim w dzisiejszym zdigitalizowanym świecie, gdzie wszystko jest wirtualne, zdalne, to jest taka okazja do tego, żeby się spotkać i pogadać twarzą w twarz. To jest myślę dzisiaj bardzo ważna wartość, która jakby dodaje temu wszystkiemu takiego Spotkanie dzisiaj zaczyna być pewnego rodzaju splendorem, zaczyna być świętem i to jest myślę, że ważne.
No to jest fajne, że wiesz, budują się te relacje z dziewczynami i później nagle dostaję zdjęcie, że mamy całą jedną stronę, nie wiem, w WiWie ostatnio było, wiesz, wielkie nasze zdjęcie z opisem, z lokowaniem i to są wszystko działania, których my nie zaprojektowaliśmy, tylko po prostu ktoś nam to opublikował na zasadach po prostu relacji, więc to jest też fajne, że jesteśmy doceniani przez te dziewczyny, mimo że one sobie zdają sprawę, często nam w rozmowach mówią, a my wiemy, że wy nie jesteście warszawcy, wy nie jesteście stąd, tutaj nie ma za bardzo kontaktów, no tutaj te marki warszawskie mają trochę łatwiej pod tym kątem.
Ja nie wiem, ja jestem z małego miasta Luli.
No to my też, więc wiesz, dla nas to jest bardzo fajne wyróżnienie i to też, myślę, przyczyniło się do tego, nie?
No mówię, to jest pewnego rodzaju konsekwencja prowadzonych działań, ale też nie da się wyróżnić jednego, jednego działania, które podjęliśmy i przyniosło rezultat. To jest znowu jakaś, jakiś zbiór wszystkich, wszystkich tych działań. To jest jedno z nich i jedno z ważnych na pewno.
I będziecie robić tylko po prostu więcej w przeszłości.
Na pewno w tym kierunku, ale drugi element, który ma na to wpłynąć i który ma jeszcze jakby nam trochę otworzyć nas na nowego odbiorcę, to te kosmetyki, o których wspomniała Kamila.
To jest ruch, który ja kojarzę już z rynku polskiego. Mamy taką markę, która chyba Vasala, nie? Oni weszli też jakiś segment, nie wiem czy beauty, ale takich ubrania i dołożyli jakąś markę bieliźnianą.
Ale to chyba bardziej takie pielęgnacyjne rzeczy mają. Tak, jakieś mydełka widziałam u Patrycji, no to tak, to nie, to u nas idzie kolorówka.
Co to znaczy kolorówka, bo to słowo jest mi w ogóle nieznane.
Zaczynasz zadawać pytania, na których odpowiedzi nie zrozumiesz, więc...
Kosmetyki do makijażu, róże, brązery, tusze, rozświetlacze, błyszczyki, konturówki.
No to już teraz wszystko garnem, bo przypominam, że Agata, moja narzuczona, właśnie jest makijażystką, więc cała szafa jest wypchana tymi rzeczami. Dzisiaj właśnie musiałem znaleźć, ona to nazywała, bo świeciłem mocno i chciałem... Dibułki matujące ci kazała. Nie, jakiś puszek. Znalazłeś? Znalazłem puszek i już spadnę, ale musiałem się trochę tutaj przymatowić.
Wiesz co, no to ma być kolejny krok w kierunku tej sztuki codzienności, czyli to nie mają być kosmetyki, którymi się dziewczyny będą malować na Sylwestra, chociaż być może i takie znajdą zastosowanie, bo w sukienkach też chodzą, ale to mają być kosmetyki, które pozwolą zrobić fajny, prosty, codzienny makijaż. którymi sobie nikt nie zrobi krzywdy. Ja też nie jestem profesjonalną makijażyską, czasem potrafię mieć, wiesz, jakieś tam ślepotę bronzera czy czegoś innego i po prostu wyglądać jak klauna, ale zrobię tak jak kosmetyki, żeby zminimalizować to ryzyko.
Muszę trochę was challenge'ować z tym tematem, bo on, z mojej perspektywy, często na podcastach, dla mnie wydaje się totalnie niezrozumiały. No bo zastanawiam się tak nad jedną rzeczą. Nawet teraz mieliśmy jakąś współpracę z Everline. To takie, chyba dość znane kosmetyki w Polsce. I chyba takie też niedrogie i chyba w miarę spokojne jakościowe, nie wiem.
Bardzo fajne, lubię.
Czym wy chcecie wybić się? Produktem czy... Dlaczego ktoś mógłby kupić wasze kosmetyki? To jest coś, co mnie...
A dlaczego ktoś kupuje nasze ubrania?
Dlaczego ktoś kupuje wasze ubrania? No bo uważam, że są pewnie ciekawe, w ciekawy sposób podane. Bo miałaś zbudowaną społeczność.
Dalej ją mam.
Okej. Ale to nie jest z kosmetykami trochę tak, że to jest wejście w totalnie hardkorowy segment, który... No jest strasznie zapachany w Polsce, jeśli chodzi o beauty. Zastanawia mnie po prostu ten ruch. O, tak bym określił.
Wiesz co? Tak i nie.
No.
Pytasz, dlaczego ktoś by miał kupić błyszczyk do ust.
Czym on się będzie różnił?
Ale czym się różnią nasze ubrania?
O, znak!
Światło się wyłączyło.
Wyłączyło się światło i to jest znak.
O, widzisz?
Nie ma przypadku.
Możemy wyłączyć światło jakieś?
Halo, halo?
Halo, halo, halo? Światełko się wyłączyło. Może być na pewno różowo.
Wiesz co, powiem ci tak, ja to widzę trochę tak, że... Rozumiem to, bo
to jest dla mnie ciekawe po prostu.
Okej. Ja kocham testować nowinki kosmetyczne. Jak się tylko pojawiają jakieś nowinki kosmetyczne, możesz być pewien, że ja to kupię. Bardzo lubię, bardzo sobie lubię testować, ale mam też takie kosmetyki, które bardzo lubię. Natomiast myślę sobie trochę tak, że jeśli ten produkt będzie u nas w sklepie, wiesz, możesz na przykład w koszyku mieć jako produkt dodatkowy, nie?
No to jest dla zwiększenia wartości koszyka.
Możesz sobie dorzucić, a wiesz, nie chcemy, żeby te produkty były nie wiadomo jak drogie, jak kosmetyki seforowe, tak? Na pewno tak to nie będzie wyglądało, więc zawsze sobie to można dobrać. I może akurat się przekonasz, że to ci pasuje, że to ci się podoba
i że... Też jakby sporo czasu poświęciliśmy na to, bo to nie jest projekt, który trwa od miesiąca, tylko pewnie już od pierwszych prób to pewnie blisko dwa lata. To jest taki element, za co jesteśmy cenieni przez klientów. Między innymi za to, że dostarczamy produkty jakościowe i chcemy, żeby... Ta naklejka Nari na kosmetykach też będzie dawała te jakościowe produkty. To jakby trochę odrobimy lekcję za naszych klientów i dostarczymy im takiego produktu, z którego faktycznie będą mogli być zadowoleni.
Ja bym się bał jednej rzeczy. Bo też poświadomości myślałem o tym wielokrotnie, skoro mamy taką zaangażowaną grupę, jeśli nasz klient kupuje produkty DAG, są zadowolone, są jakościowe, bo to też jest ta elementarna kwestia, to dlaczego w sumie nie dołożyć czegoś dodatkowego. I tych pomysłów było dużo w mojej głowie, ale Z tyłu głowy zawsze mam taką rzecz, która chyba najbardziej trochę paraliżuje, że my się znamy na torebkach. Wiemy jak robić dobre torebki. Wy przez sześć lat wiecie jak robić dobre torebki, a ja na początku było ciężko.
Ale nie wiedzieliśmy jak zaczynaliśmy.
No nie wiedzieliście, ale zobaczcie. Dokładając teraz to do marki Nare to Beauty.
Nari.
Nari. Dokładnie Nari. Do marki Nari. Nie boicie się, że no nie z waszej winy, z racji tego, że będziecie wchodzić w nowy segment, możecie, nie wiem, no nie trafić z produktem, zrobić coś złego.
A co się najgorszego może stać?
No możecie stracić zaufanie do tej jakości, którą mieliście wcześniej.
Nie, no jakości to ja nie popuszczę. W sensie to nie jest tak, że
ja wypuszczę... Czyli jest tak, że jakby...
Oskar, fokus będzie mieli pełny na produkcie opowiadałem.
Znaczy wiesz co, poczekaj, poczekaj, poczekaj. Najpierw, pozwól mi, dobrze?
Proszę oczywiście.
Jak zaczynaliśmy robić ubrania, to robiliśmy je trochę na czuja. Korzystaliśmy z jakichś szwalni, które dopiero co poznaliśmy. My nie wiedzieliśmy, czy te szwalnie są dobre, czy one są złe. Czy one nam coś zepsują, czy nie zepsują. Czasem psuły, czasem sprzedawaliśmy takie, bo nawet nie wiedzieliśmy, że to powinno inaczej wyglądać. My teraz mamy zupełnie inne zasoby też finansowe do tego, żeby stworzyć produkt, który nie będzie, a może wyjdzie, a może nie wyjdzie. My pracujemy z firmami, z fabrykami, które tworzą te kosmetyki. To nie jest tak, że to jest, wiesz, firma krzak, która gdzieś tam sobie coś robi, tylko to są po prostu firmy, które na co dzień zajmują się tym. Mamy też osobę, która ze mną przy tym pracuje, która ponad 10 lat już pracuje przy tworzeniu kosmetyków, więc akurat jeśli chodzi o jakość tych produktów, to ja się tego nie boję.
I stąd ten dwuletni proces.
Wiesz co, tak. Chciałem o tym powiedzieć, bo po części powiedziałaś. To znaczy, to nie jest taka partyzantka, jaka była 6 lat temu, kiedy robiliśmy ubrania. Dzisiaj tak naprawdę stoi za tym sztab ludzi. Dzisiaj to jest bardzo dobrze przygotowane. Dzisiaj możemy być pewni tego, że będą to dobre produkty.
Wszystko przechodzi testy laboratoryjne też, nie?
Wiesz, no najgorsze ryzyko jest takie, że nasze klientki uznają, że jednak nie chcą,
Że nie chcą tego kupować. Największe ryzyko jest takie, że utopimy po prostu ten projekt.
No i tyle.
To nie pierwszy, nie ostatni.
A kiedy testy? Znaczy kiedy launch?
In progress.
Na launcie walczymy z opakowaniami.
Chciałbym podać datę, ale myślę, że to byłaby choćby między nami już któraś data.
Moją marzeczną datą były moje urodziny w październiku, ale patrząc na tempo prac myślę, że nie.
Jakby to jest też taki projekt, który ma być dopracowany. Nie wpuścimy go wcześniej niż będzie w stu procentach dopracowany i kiedy będziemy pewni, że to jest dobry kierunek.
Super.
My lubimy wyzwania.
No wiem, powiedzieliśmy to na początku. Połączyłem sobie kropeczkę, że jesteście zdeterminowani.
I się nie boimy.
Tak. I lubicie... Ten fun. Z tego nie? To jest najważniejsze.
Ale to o to chodzi. W prowadzeniu biznesu trzeba mieć z tego fun. Jeśli nie masz funu to.
Przestanie bawić to już jest źle.
A kiedy mieliście taki moment ostatnio, że powiedzieliście sobie koniec mam już tego dosyć. Nie chcę prowadzić tej marki.
Nigdy.
Ale mieliście tyle sytuacji.
To nie jest tak, że my nie mamy takich momentów wracając do domu samochodem, mrucząc pod nosem. Takich momentów to pewnie w tygodniu możesz mieć z pięć.
Ale żeby na poważnie?
Nigdy.
Nawet jak nam zalało 11 razy w ciągu dwóch miesięcy magazyn i po prostu brodziliśmy po kolanach w wodzie.
Ja to wspominam, fajnie wspominam, ostatnio gdzieś znalazłem takie zdjęcie, gdzie siedzimy jakąś późną nocą w magazynie, mamy takie zdjęcie. Wyglądamy na wyjątkowo szczęśliwych wtedy. Nie wiem, czy to nie był wieczór przed otwarciem... Bonarki. Bonarki, tak.
Zalało nam magazyn w czwartek w nocy, z czwartku na piątek, z piątku na sobotę, a w sobotę otwieraliśmy sklep w Bonarce. Do godziny siódmej rano wypompowywaliśmy wodę. O siódmej rano moja przyjaciółka przyjechała ze Śląska. Wypompowywali ze swoim mężem drugą część. My pojechaliśmy do domu, o dziewiątej już byliśmy z powrotem w Krakowie. Byliśmy trzy dni bez snu.
My to lubimy.
Tak, myśmy masochistami.
No dobra, to jak już jesteśmy w temacie, wiecie, opowiadaliśmy sobie o sukcesach, o tym, co wychodzi, na czym się skupiamy. Teraz tutaj jakimś jednym fuck upie rzuciliśmy. Znaczy fuck upie nie z waszego błędu, bo zalało magazyn, to jest kwestia techniczna. To co wam nie wyszło? A nie, przepraszam, mieliśmy jedną rzecz, współpracę z agencjami a propos brandingu. Co jeszcze byście dołożyli do koszyka? To nie miało sensu, nie polecamy tego nikomu.
Pewnie na przestrzeni czasu codziennie są rzeczy, które nam nie wychodzą i to jest jakby nieustanne poszukiwanie. Tak naprawdę każdy dzień, każdy tydzień to jest kolejna droga w poszukiwaniu rozwiązań, rezultatów. Natomiast czy była taka jedna rzecz, którą bym komuś nie polecił? Myślę chyba, że jeśli ktoś przestaje wierzyć w siebie, wierzyć w to, co robi, to to jest taki moment, w którym powinien się bardzo poważnie zastanowić, czy w ogóle powinien... czy to jest dobra ścieżka, czy to jest dobra droga.
Pudełka nam nie wyszły. Sukienki nam nieraz nie wyszły. Nie no, takich wiesz, technicznych rzeczy nie ma sporo.
Nie, chodzi mi o takie bardziej podjęcie decyzji typu, nie wiem, wzięliśmy agencję od XYZ albo...
No wiesz, otworzyliśmy sklep w Katowicach, zainwestowaliśmy w niego pieniądze. Po dwóch latach zdecydowaliśmy się go zamknąć.
Czy to... Rok temu zamknęliśmy sklep, a panie do dzisiaj potrafią napisać, o którym dzisiaj sklep w Katowicach będzie odczynny. To jest mój hit, nie?
Tak, to jest fajne. To takich rzeczy codziennych jest dużo, tylko my nie przykładamy do nich takich... Wiesz
co, dla mnie błędem jeszcze było to, że bardzo chcieliśmy zatrudnić dyrektora marketingu.
Mhm.
Zrobiliśmy to dwukrotnie. Dwukrotnie popełniliśmy ten błąd. Za trzecim razem po prostu wyciągnęliśmy dyrektora marketingu z zespołu.
Jak sobie analizuję problematykę founderów, którzy są w mojej społeczności, to właśnie to jest częsty temat, dyrektor e-commerce albo dyrektor marketingu. Jestem ciekawy, jaki tam był błąd podjęty z waszej strony? Dlaczego te rekrutacje nie przetrwały próby czasu?
Wiesz co, myślę, że mój mąż ma inne na to spojrzenie niż ja.
Nie, myślę, że Mogę? Pewnie.
Wiesz co, ja mam bardzo określoną wizję tego, jak ta marka ma wyglądać i wydaje mi się, że tylko osoby, które założyły markę na bazie swojej marki osobistej, potrafią zrozumieć to, jak ta marka ma wyglądać, jak ona się ma rozwijać, gdzie ona ma dalej iść. Przychodzą ci dyrektorzy marketingu, którzy pracowali wcześniej w bardzo dużych firmach, gdzie się kompletnie inaczej pracuje, ale tak kompletnie inaczej.
Czerwona flaga na wejście w duże firmy.
I wiesz, i oni chcą robić coś, co prawdopodobnie w dużych firmach by działało, ale w takiej marce jak nasza nie. My jesteśmy bardzo blisko klienta. I my nie możemy sobie pozwolić na to, że, ale to jest nieważne, bo klient dzisiaj jest, jutro go nie ma, dzisiaj będzie pamiętał, a jutro zapomni. Nie. Ja mam podejście takie, że mój klient będzie pamiętał nawet za miesiąc. I to, co jeszcze było dla mnie dużym problemem, to to, że Ja mam tak, że ja trochę nadaję kierunek temu wszystkiemu, a osoby, które są pode mną, one trochę tą moją wizję opakowują w jakiś sposób. I pamiętam, dziś po prostu to jest moje najżywsze wspomnienie, już pracowaliśmy kilka miesięcy ze sobą. I przyjechałam na sesję zdjęciową walentynkową. I to jest tak, że ja zawsze pokazywałam proces wcześniej. Czyli zanim weszła kolekcja do sklepu, ja już gdzieś tam na lookbookach przemycałam ze dwie, trzy sukienki i tak dalej. Nikt nigdy nie monitorował moich treści na moim Instagramie. To jest moja rzecz. Nikt się mi do tego nie wtrąca w firmie. Pokazuje to, co ja uważam za stosowne. I ja przyjeżdżam na tą sesję, robię sobie zdjęcie i słyszę, nie wolno ci teraz tego publikować, bo ta sesja dopiero wychodzi za dwa tygodnie. I ja mam takie I mówię do Arka, pierwszy raz ktoś chce cenzurować moje treści na Instagramie. Ja miałam taką wewnętrzną niezgodę z tym. Mnie to tak ubodło, że wiesz, ktoś chce rządzić moimi prywatnymi treściami, gdzie no to ja decyduję o tym, co ja chcę pokazać, a co nie. To jest moja marka. Czemu ktoś mi chce tym rządzić? Więc to już była linia prosta.
Ja się absolutnie zgadzam. Ja bym powiedział, że Największą trudnością w rekrutacji jest to, co powiedziałaś, czyli jesteśmy duzi wśród małych, ale za mali na dużych. Teraz problem w tego typu rekrutacjach, czy marketingowych, czy e-commerce'owych, trochę jest taki, że my stanęliśmy przed takim wyzwaniem. Jeśli chcemy zatrudnić osobę, która ma stanąć na czele tego zespołu, ma nas rozwinąć, ma w domyśle jakby pchnąć markę do przodu, no to to musi być osoba, która jest doświadczona. I teraz czym innym jest doświadczenie pracy korporacyjnej i to są świetni ludzie, ale trochę... trochę nie rozumieją, trochę nie rozumieją skali, a z drugiej strony najtrudniej jest wyłapać osobę, która, która będzie pasowała do organizacji w momencie, w którym ona, w którym ona jest. Dyrektor marketing, dyrektor e-commerce, no możesz zatrudnić świetnego dyrektora e-commerce, ale jeśli dasz mu trzydychy budżetu, nie wiem, na acy i będziesz oczekiwał, że że zmieni cuda albo nie będziesz w stanie wydewelopować swojej strony, bo on nie będzie w stanie zrobić żadnej zmiany, to co to da? Jeśli zatrudnisz człowieka, który obracał dużymi budżetami, czy jakby opiekował się dużymi projektami, no to za chwilę będzie znudzony.
Bardzo trudno po prostu jest ludziom, którzy nie pracowali wcześniej z markami, które wyrosły na markach osobistych, pracować w takim środowisku.
Ja bym do tego dorzucił taki zwrot, który napisał mi znajomy, bo ja szukałem kogoś na swoje miejsce, że w życiu nie bierz nikogo z korporacji do siebie, bo ludzie z korporacji są jak nóż do ostrych. Bardzo dobrze do jednej rzeczy, ale do większości. Niekoniecznie. I to jest stały element, który się powtarza w rekrutacjach właśnie u founderów, których ja znam, że nie ma rekrutacji, która by była powodzeniem, jeśli ktoś wchodzi na wysokie stanowisko, jeśli nie pracował gdzieś oddolnie, albo w firmie podobnej skali, a najlepiej jak wyciągasz tą osobę z zespołu.
No to my właśnie tak zrobiliśmy.
To jest najlepsza metoda, bo rozwijasz się z zespołem, ale czasem jest tak i w pewnych momentach potrzebujesz dołożyć. Po prostu w zespole na różnych stanowiskach nie masz takiej osoby albo potrzebujesz dołożyć kilka punktów po to, żeby móc się szybciej rozwijać. To jest bardzo trudne. Dlatego, że znalezienie odpowiedniego kandydata, który będzie to rozumiał, będzie to czuł i będzie jakby miał świadomość, wiedzę świadomość wiedzy, ale też wyzwań, które wiążą się z pracą, z firmą właścicielską mimo wszystko, z pewnymi ograniczeniami, z którymi, choćby budżetowymi, z którymi my się musimy gdzieś tam borykać. To jest kluczowe. To jest najtrudniejsze.
No, ja mam, podzielę się swoją, nie wiem, jak wy prowadziliście rekrutację, no ale u mnie na przykład cały zespół, który aktualnie jest, nie przy przypadku e-commerce'u Daga, ale marki osobistej, wszyscy są z rekrutacji z mojego Stories. Z racji tego, że jeśli oni są z mego stories, to mają kontekst tego, co robię, czym się zajmuję i czy wy też tak do tego podchodziliście, rekrutowałaś to u siebie?
My korzystaliśmy z agencji HR-owej.
Korzystamy z różnych źródeł, raczej nie korzystamy z Instagrama, dlatego że U mnie to
trochę wygląda tak, że gdybym, jak ja wrzucam, to u mnie jest tak, że zgłasza się dziewczyna, która robi kompletnie coś innego i pisze, ale mogę się nauczyć.
Jest duża chęć pracy z nami. My dostajemy mnóstwo CV od osób, które nie mają albo doświadczenia, albo kompetencji w tych zakresach, których my potrzebujemy, bo one chciałyby pracować z nami. To jest turbomiłe, bo to oznacza, że nie tylko jesteśmy fajną firmą w kontekście produktów, które robimy, ale ludzie chcieliby z nami pracować. Natomiast dzisiaj jest tak, że zaczynamy się specjalizować. Kiedyś mieliśmy taką strukturę, w której wszyscy robili wszystko.
Mogliśmy sobie po prostu pozwolić na to, żeby zatrudniać osoby, które mogą się razem z nami uczyć. Teraz to już jest trochę tak, że bardziej poszukujemy osób, od których my moglibyśmy się czegoś nauczyć, niż które będą się uczyć od nas.
I to jakby wyczerpuje temat.
Zdecydowanie wyczerpuje. Patrzę sobie na swój timer, powoli dobiegamy do końca i pytanie, które nasuwa mi się na myśl. Skoro sprawia wam to fun, to będziecie pewnie robić to jeszcze długo. Macie jakiś taki plan? No bo teraz Nari Beauty, tak? Nare?
Nari.
To się nigdy... Z tego będzie można zrobić fajne rogu memowo.
Wypomnijmy ci to w pewnym momencie.
Jakby wasza wizja najbliższych lat się rozprzestrzenia w głowie? Chcecie urosnąć razy trzy? Chcecie być na tej samej skali? Chcecie mieć 10 sklepów stacjonarnych?
Myślę, że mamy troszeczkę różne spojrzenie na ten temat. Wiesz co, powiem ci tak. Dla mnie tak jak jest, jest bardzo dobrze. Ja nie mam w sobie takiego głodu rośnięcia, żebyśmy byli razy dwa, razy trzy. Mnie to nie jest potrzebne. Mnie jest tak dobrze, jeśli się okaże, że jesteśmy więksi, no przyjmę z pokorą, będę robić co trzeba.
Dowiesz się tak w pewnym czasie.
Ale na pewno, wiesz, nie mam zamiaru żadnymi swoimi jakimiś działaniami do tego dążyć, bo też zdaję sobie sprawę z tego, że im to jest większe, tym ilość obowiązków, nawet nie tyle obowiązków, co takiego obciążenia, że... że jest coraz więcej ludzi, którym... No wiesz, ja, ja mimo wszystko cały czas podchodzę do tego tak, że im więcej jest ludzi w Nari, tym to jest moja odpowiedzialność. I im więcej osób pracuje. I to, to też jest dla mnie jakimś tam źródłem stresu. Więc... Ja zakładając Nari, nigdy nie wyobrażałam sobie jakie ono będzie za rok, za dwa, za trzy, za pięć. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że ono będzie tak jak jest dzisiaj. I myślę, że nie chcę sobie wyobrażać. Po prostu co przyjdzie, co przyniesie mi los, to tak to będzie wyglądać. Dziękuję. A starszy razy trzy.
Wiesz co, ja jestem daleki od mówienia razy ile. To znaczy ja traktuję rozwój nie jako element docelowy, tylko jako element drogi. My żeby robić coraz fajniejsze rzeczy, my żeby robić coraz ciekawsze projekty, my żeby jakby rozbudowywać kompetencyjnie zespół, musimy rosnąć i musimy się rozwijać, tak? Bardziej rozwijać niż rosnąć. I trochę wypadkową pewnych działań, które będziemy jakby... Plan oczywiście istnieje. Nie lubimy o nim mówić, bo Kamila, tak jak mówię...
Nie czytam takich rzeczy.
Nie do końca takie rzeczy czyta. Nie do końca takie rzeczy czyta. Nigdy ich nie czytam. Natomiast kierunek rozwojowy jest jak najbardziej cały czas funkcjonujący. Natomiast to, co jest dzisiaj najistotniejsze, to jest jakby budowanie brandów. To będziemy inwestowali przez dłuższy czas środki i możliwości, po to, żeby ten wzrost był wynikiem takiego trochę w cudzysłowie organicznego wzrostu, aniżeli takiego napędzanej pogoni za tym, że musimy być więksi.
Ja o tym nie myślę dlatego, że co się wydarzy, jeśli na koniec roku się okaże, że nie ma tam piętnastoprocentowego czy dwudziestoprocentowego wzrostu? No ja będę zawiedziona, że tego wzrostu nie ma, tak? Oczekiwałam go. Ale czy to sprawi, że będę w jakiejś gorszej sytuacji? Że ta firma będzie, nie wiem, gorsza? Że sytuacja będzie jakaś zła?
Mamy różne motywacje. W tej materii absolutnie się...
No nie, tu się mijamy totalnie.
Tu się mijamy totalnie, ale to właśnie daje ten... to uzupełnienie.
Wiesz, ja mówię, że jestem szczęśliwa, póki mogę opłacić wszystkie operacje moich psów i kupić karmę, tonę i to jest... Ja mam enough, nie?
Nie, nie mamy tak dużej ilości psów chorych, jak o to patrzysz. Kamila poszukuje takich, które potrzebują.
Czyli rozumiem, że pieniądze nie są motywacją?
Nie.
Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie nie. Ja nie wiem w ogóle ile ta firma ma przywodów.
To jest to, co cały czas mówimy. To jest fun zrobienia, sprowadzenia tego biznesu z rozwoju, z poszukiwania nowych dróg.
No nie wiem, czy to akurat jest mądre, czy nie. My bardzo dużo inwestujemy w rozwój Nari. My nie inwestujemy, nie mamy domów, my mieszkamy cały czas w jednym i tym samym domu, w którym mieszkaliśmy. Wakacje jak już mamy, to już mamy tyle, ile nam pozwoli szkoła naszego dziecka. No i też pewnie samochód, bo ja nie latam samolotem. Więc wiesz no, To, wokół czego kręci się nasze życie, mojego męża, to trochę wypadka, dlatego że kręci się to wokół mojego życia, to jest to, że ja po prostu kocham pomagać bezdomnym zwierzętom. I jeśli bym ci miała powiedzieć, po co potrzebuję pieniędzy w moim życiu, po to, żebym czuła się bezpiecznie, żebym nie myślała o tym, czy jak moje dziecko będzie przeziębione, to czy będę miała za co pójść do lekarza i tak dalej, to są dla mnie rzeczy, najważniejsze oraz to, że jak mi wypadnie, że któryś, mój pies, którego mam na tym czasie, potrzebuje operacji USG czy czegokolwiek innego, to po prostu wyciągam tą kasę i ona jest. To jest moja motywacja.
Piękne.
Nie ma motywacji finansowej. To jest fun zrobienia fajnych rzeczy.
Ale oczywiście jak są pieniądze, żeśmy też nie brzmieli tutaj po prostu jak wiesz jakaś... Tak, nie, absolutnie. Pieniądze są bardzo, bardzo ważne, bo zapewniają ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale trzeba też pamiętać o tym, że pieniądze nie dają szczęścia, bo można mieć kupę kasy i być bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
Pieniądze są bardzo istotne, bardzo pomagają w życiu i pozwalają to życie prowadzić trochę tak, jak byśmy chcieli, ale w prowadzeniu biznesu, jeśli są jedynym motywatorem, to w pewnym momencie ten motywator się skończy. Kiedy twoim motywatorem jest chęć rozwoju i fan z tego, co robisz, to sky is the limit.
Zgadzam się w pełni podpisuje dwoma rączkami i jest może coś co byście chcieli przekazać na samym końcu moim słuchaczom. To jest zawsze ciężkie.
Ja jestem słaba w takie anonsmenty.
No ale to może być coś, nie wiem, co wydarzyło ci się w tym tygodniu ciekawego lub czymś, co inspirowałaś. Albo może chcesz zrobić jakąś krótką informację o promocji kolekcji jakiejś na przykład. Masz jakby pełną dowolność komunikacyjną.
Wiesz co? Nie wiem w sumie na jaki temat. Ja bardzo lubię mówić, więc ja tutaj, wiesz, mogę porozmawiać o wielu rzeczach, ale nie wiem, no bardzo, bardzo, to tak na zakończenie już rozumiem. Bardzo...
Półtorej godziny szybko mija, co?
Tak? To już tyle?
No.
No to dlatego mi ten, nie dopływa mi krew do kostki. Nie no, bardzo, bardzo się cieszę, że mogliśmy tutaj o tym porozmawiać, bo wydaje mi się, że trochę Instagram i też oglądanie tych marek odzieżowych w sieci trochę pudruje tą rzeczywistość.
Że to jest takie fajne, łatwe, proste.
Dlatego też ich tyle powstaje, tak, bo to zawsze fajnie jest tam mieć, tutaj masz ubrania, tutaj je wysyłasz i tak dalej.
Tu koleżanki widzą, że masz ubrania.
To jest cholernie ciężka praca i to jest taka praca, która wymaga naprawdę, no nie powiem 24 godzin zaangażowania, ale to jest tak, że ty zasypiasz myśląc o tym, wstajesz myśląc o tym i wymaga to naprawdę bardzo, bardzo dużo poświęcenia, ale daje też bardzo dużo satysfakcji.
Mogę się pod tym podpisać. Twoja społeczność to jest potężna społeczność fonderów. I pewnie tych małych, i tych dużych.
Tak, każdej maści, każdej skali.
Którzy borykają się z różnymi wyzwaniami, z większymi sukcesami, z mniejszymi sukcesami. Natomiast... Najistotniejsze jest mieć z tego frajdę, wierzyć w to, co się robi i to jest takim motywatorem, który pozwala ci każdego dnia rano wstać i iść dalej i ciągnąć ten wózek w dobrą stronę.
Ale tak naprawdę, my się strasznie cieszymy z tego wszystkiego. Na przykład jak dziewczyny lecą na sesję i tam oczywiście ja mam cały backstage, to cały ten backstage ogląda cała nasza rodzina. My mamy grupę rodziną, na tej grupie rodziny są wszystkie zdjęcia, filmy, jak tam dziewczyny wiesz, o tu mają owce, tu mają coś, to wszystko wysyłam moim przyjaciółkom, więc my naprawdę tym wszyscy żyjemy i się z tym strasznie cieszymy.
Nie da się ukryć, że jesteśmy albo pracoholikami, albo po prostu trafiliśmy w takie miejsce, które sprawia, że praca jest frajdą i to jest najważniejsze.
Żeby droga była celem. tym filozoficznym stwierdzeniem.
Oskar Coelho. Piękne.
Zróżnowałem to od kolegi, który kiedyś napisał.
Ale przynajmniej się przyznajesz do tego, a nie podpisujesz jak swoje.
Ale myślę, że to jest mega ważne, bo miałem kiedyś rozmowę z takim jednym swoim znajomym, który jest młody bardzo i
ja mu przedstawiłem w ogóle tą wizję, że on miał jakiś tam cel postawiony, że nie wiem, tyle chce zrobić miesięcznie obrotu, czy tam zarabiać i nie lubi tej drogi. Ja mówię, to jest jakby totalnie niezrozumiałe dla mnie, bo uwierz mi, że wejdziesz na ten cel i to on ci nic nie da. Tylko to, co się wydarzyło po drodze od tego, może być przyjemne i ciekawe. A ja na koniec chciałbym wam podziękować, bo ja się do ciebie dobijałem ze trzy razy na Instagramie i nie odpisywałaś mnie. Zapraszałem cię na podcast.
Nie raz się odpisałam i powiedziałam ci, że nie biorę udziału w podcastach, ale faktycznie nie biorę. Jest to pierwszy i prawdopodobnie ostatni podcast, bo ja to tak lubię pogadać, ale tak wiesz.
Na swoim medium.
O tak, tak. Tam nie krępuję, że oglądam, jest 60 tysięcy osób, nie? Ale jak mam wyjść na jakąś scenę, czasem je zapraszają na te różne, wiesz, wydarzenia i tak dalej, to ja mówię, że 200 osób tam ma być, a ja tam nie pójdę. No.
Ale w internecie obserwujecie dużo, dużo, dużo, dużo więcej.
To prawda.
Ale nie myślę o tym, wiesz?
No właśnie.
Nie widać ich, wiesz? Myślę, że to o to chodzi.
Tak, więc jest okej. No.
Dokładnie tak.
Słuchajcie, dziękuję wam bardzo za rozmowę, że też przybyliście z Krakowa w piątek o 15.
I nie zostaniemy na weekend, nasz piesek czeka na spacer.
Jak widzisz, lubimy to, co robimy, więc piątek popołudnie też nie jest problemem.
Super, dzięki wielkie i my, moi drodzy, słyszymy się w kolejną niedzielę o 9. Już 108 odcinek.
Wow, to już jak klan.
Mnie się zdaje, że to się nigdy w ogóle nie skończy.
Klan?
Nie. Klan pewnie też nie. Pewnie te rozmowy, bo to jest to, co ty też wspomniałeś podczas naszej rozmowy, że ludzie chcą to o kontakt, że robią tą współpracę, kolekcję. No fajnie jest pogadać na Google Meet się, ale jednak to jest tam, to jest tak. Czas, jeszcze mamy 30 sekund.
No ale powiem ci, że my na przykład często słuchamy tych twoich podcastów. Często się nie zgadzamy. Znaczy, ja głównie się nie zgadzam i mówię, ale pierdzieli, nie? Ale lubimy sobie tego posłuchać.
Ja często zmieniamy zdanie. To, co mówiłem pół roku temu.
On konkretnie zmienia zdania. To bardzo dobrze. Znaczy, że się rozwijasz. Nie zmieniają zdania ludzie, którzy się nie rozwijają.
Wiesz?
Także nie miej wyrzutów sumienia.
Nie, nie, nie, tylko komunikuję to, że to, co mówiłem pół roku temu, to już może być bzdura.
Pewnie, że tak.
Ale to wcale nie koniecznie musi wynikać z tego, że wtedy nie było to...
Inna sytuacja w życiu była.
Inna sytuacja, inne doświadczenie, inna sytuacja, inne okoliczności. Dzisiaj świat się zmienia tak szybko, że coś co było...
Ja byłam kiedyś blondynką i uważałam, że to jest najpiękniejszy kolor na świecie. Także wiesz, no. Ale tak, lubimy posłuchać sobie tego, bo rzeczywiście fajne perspektywy, zupełnie inne, fajni ludzie, którzy tam mądre rzeczy mówią.
Każdy coś rzuca do pieca od siebie i więcej źródeł dowadują.
Musimy kończyć. Dziękuję bardzo.
Godzina 30, 15 sekund.
Hejka! Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu.
Aha, jeszcze jedno bardzo ważne.
Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trafi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







