ZARZĄDZAŁAM contentem NAJWIĘKSZYCH POLSKICH e-commerce | Joanna Banaszewska | Z buta w marketing

In this episode of the "Z buta w marketing" podcast, host Oskar Lipiński interviews e‑commerce veteran Joanna Banaszewska. They explore the hidden workload behind online businesses and the importance of honest self‑assessment, warning against the blame‑shifting mindset that many newcomers adopt. The conversation critiques the booming market of low‑cost guru e‑books and courses, highlighting their low completion rates and the false sense of progress they create. Joanna stresses that authentic personal branding requires real results and transparent storytelling, not just polished before‑after images. They discuss a practical method of improving products by studying negative reviews of best‑selling items and adapting those insights. The dialogue contrasts the perceived need to be a first‑mover with the viable strategy of entering a market later and iterating on existing solutions. Throughout, they emphasize a disciplined "content diet" to avoid overload, advocate for "slow productivity" aligned with personal rhythm, and advise entrepreneurs to regularly verify their business goals against their life stage and personal well‑being. The episode also revisits earlier case studies (Yorkai, Good Spirits, DAG, West Wing, Samantha) and shares concrete social‑media tactics such as targeted ads, storytelling, and user‑generated content. The closing segment offers listeners a concise, candid piece of advice: continuously reassess goals, prioritize sustainable growth over hype, and protect mental health by balancing work with rest and physical activity.
Chapters
Bo ty posiadałaś markę odzieżową.
Tak.
Jaka jest twoja perspektywa?
Jezus, najgorsza branża świata. Najgorsza.
A tak dużo mark się cały czas otwiera.
Ci ludzie nie wiedzą. Nie otwierajcie marek odzieżowych.
Nie otwierajcie marek odzieżowych.
Nie otwierajcie marek odzieżowych. Zamykanie projektu to nie jest porażka, uważam, że to jest odwaga i uważam, że to jest mądrość. Stara, dobra, prawda? Nie dotykaj gówna, jak nie chcesz być brudny.
Widzisz jakieś takie światełko w tunelu, jeśli ktoś startuje w tym roku?
Zdecydowanie, bo ja się w ogóle z tobą nie zgodzę, wiesz?
Okej, fajnie, odbijamy piłeczkę.
Ja się za Tobą nie zgodzę, bo jak ja się pytam, jeszcze z całego czasu, kiedy robiłam trochę audytów, strategii, moje ulubione pytanie, które wysadzało każdego, po co mam Cię śledzić? Dziękuję. Tak jak mówię, to był zdecydowanie największy mój błąd w poprzednich biznesach.
Cześć, tu Oskar Lipiński, jestem współwłaścicielem marki DUNK. Zostałem wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 w kategorii producent. Możesz spodziewać się szczerej, brudnej prawdę o marketingu e-commerce. Bez lukrowania rzeczywistości, 100% praktycznej wiedzy i soczyste marketingowe miękko. Napisz do mnie teraz na Instagramie kurs, a podejdę ci darmowy 6-dniowy mini kurs o e-commerce. z Was subskrybuje mój kanał, ale nadal 80% tego nie robi. Więc chciałem Cię zachęcić do subskrypcji. Kliknij teraz w przycisk subskrybuj. A jeśli cenisz moje wartościowe treści, które dodaję na YouTubie, to będzie takie fajne mikro wsparcie. Dołożysz cegiełkę do tego, co otworzę każdego dnia. Przechodzimy do kolejnego odcinka.
Cześć.
Witajcie w kolejnym podcaście z Buta w Marketing. Nie jestem w stanie zliczyć, który to już odcinek, ale siódmy miesiąc nagrywania podcastów i puszczania ich regularnie, co tydzień. Dzisiejszy mój gość, Joanna Banaszewska. Poznaliśmy się na evencie e-commerce'owym.
Tak.
Mi się bardzo spodobała twoja prezentacja. Chyba w ogóle byliśmy po sobie, albo ty byłaś przede mną, więc mieliśmy możliwość oglądania swoich prezentacji. I to, co jest fajne, to ty przeszedłaś drogę sprzedaży produktów cyfrowych, fizycznych. Teraz sprzedajesz również unikalny produkt, więc masz dużo doświadczenia. I rzecz, którą przeczytałem u ciebie na stronie i wybrzmiała mi ona w głowie, to to, że zarządzałaś kontentem marketingowym dla najlepszych marek w e-commerce. Chciałbym zacząć od tego pytania. Jakie największe błędy popełniają marki i jak ich uniknąć?
W kontencie i w influencer marketingu, bo dzisiaj dla mnie to się wszystko ze sobą tak naprawdę łączy. To jest to, że nie odpowiadają sobie na pytanie, w jakim celu w ogóle do odbiorcy z tym contentem docierają. Jaką część ścieżki sprzedażowej w zasadzie, na którym etapie i ten content ma spełniać. To jest pierwsza rzecz. Wszyscy chcą zbudować, chciałabym powiedzieć interesujące, ale to już jest nawet naciągane. Wszyscy chcą zbudować duży profil na Instagramie. Jak ich spytasz, w jakim celu? No bo trzeba. Ale co trzeba? My nie mamy czasu być na bieżąco z treściami ludzi, których śledzimy od lat i cenimy. A co dopiero z treściami Marek?
I sprzedażowymi.
I sprzedażowymi, reklamowymi. Tak bardzo ludzie, którzy stoją za markami, czy też to będą jakieś jednostkowe działalności, mówię o tym, wiesz, takim scenariuszu, w którym jestem człowiekiem od wszystkiego, poprzez firmy, które zlecają całym wewnętrznym działom kontentowym, bądź też na zewnątrz, tak bardzo jest tam brak zrozumienia takiej podstawy, że ja potrafiłam, słuchaj, zobaczyć na profilu marki oznaczenie reklama.
Okej. No to faktycznie ciekawy case.
To nie raz. Więc ja myślę, że tutaj mamy bardzo duży problem ze zrozumieniem takiego fundamentalnego celu. Jak ja się pytam, jeszcze swojego czasu, kiedy robiłam trochę audytów, strategii, moje ulubione pytanie, które wysadzało każdego. Po co mam cię śledzić? Dziękuję. I już mogę wyjść w zasadzie, bo się okazuje, że w sumie nie ma co sprawdzać. Po co ten audyt, skoro my w zasadzie nie wiemy. My coś tam klepiemy. Przeszliśmy od erykotków, które zbierały lajki, nieważne czy to dotyczyło Marki czy nie. poprzez zabawę konsumenta w influencera. Dziś notabene, z uwagi na to, że tak bardzo wyczuliśmy jako konsumenci, odbiorcy, jesteśmy wyczuleni na ten content reklamowy, trochę wracamy, ja się śmieję, do ery kodków. Czyli my nie chcemy na profilu marki oglądać produktu. My chcemy oglądać vibe. My chcemy oglądać wszystko to, co jest dookoła. My chcemy poczuć tę markę. Nawet jeżeli być może wiemy, jak ona smakuje, wiemy, co ona nam sprzedaje, my już to wiemy. Jeżeli ja mam zostać na profilu marki, to ja potrzebuję czegoś więcej i to jest niesamowicie trudne.
Feeling.
Tak. Więc myślę, że to jest największy błąd. Czyli po pierwsze właśnie taka brak określonego celu. Nie wiesz w zasadzie jaką wartość przekazujesz, a niestety, niestety, byle post na Instagramie przepuszczonym przychodźmy najlepszego grafika czy fotografa, to nie jest wartość, to już jest troszeczkę za mało. No a po trzecie właśnie za dużo produktu.
Głównym partnerem podcastu jest Marka Duck, który jesteś współwłaścicielem oraz dyrektorem e-commerce. Torebki skórzane szyte od 30 lat w Lublinie. Bardzo się cieszę na to, że znalazłem partnerów strategicznych, z których usług na co dzień korzystam. Shopper oferuje kompletny ekosystem usług w obszarach takich jak sprzedaż wielokanalowa, finanse, logistyka i marketing internetowy. Shopper oferuje 100% wsparcia sprzedaży online. Sam z niego korzystam jako Marka Duck. Sam B.A.I. Platforma Smart Marketing Automation, z której również korzystam. Autopay, niezawodne płatności online dla sklepów internetowych oraz innych biznesów online. Nowoczesne usługi dla flot oraz błyskawiczne do ładowywania telefonów. Zaufane.pl to integralne rozwiązanie do pozyskiwania opinii o sklepie i opinii produktowych, które pomaga e-commerce'om w budowaniu solidnej reputacji poprzez skuteczny marketing opinii. Dzięki wykorzystaniu tej technologii pozyskiwanie, zarządzanie oraz prezentowanie recenzji staje się łatwe i efektywne. Nie zabraknie także partnerów medialnych, czyli e-commerce w praktyce, Marketer Plus oraz Nowy Marketing. Sam korzystam, czytam i dzielę się tam wiedzą. Nie przedłużając, zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl oraz zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść praktycznych informacji e-commerce oraz marketing. To jest fajne co mówisz, ja się z tym zgodzę. Trochę jest ciężko obecnym markom, które startują np. w roku 2024, no bo tak naprawdę ciężko jest. Kiedyś był taki wyznacznik, że pokazujmy ten backstage, pokazujmy jak ta firma wygląda i nie masz takiego wrażenia. Ja patrząc na profil budowy swojej marki DAG Torebki, że gdybym miał startować w 2024, to nie było mi tak łatwo wcale znaleźć takiej jednoznacznej strategii, bo dużo osób już powiliło różne schematy, które duża ilość osób mówiła, jak to trzeba robić. I widzisz jakieś takie światełko w tunelu, jeśli ktoś startuje w tym roku?
Zdecydowanie, bo ja się w ogóle z tobą nie zgodzę, wiesz?
Okej, fajnie, odbijamy piłeczkę.
Ja się z tobą nie zgodzę, bo ja na przykład od niedawna tworzę swoją markę, taką, która jest moim najważniejszym obecnie dzieckiem w portfolio, czyli Good Spirits. I obecny profil w ogóle nie jest tym, czym bym chciała, żeby on był. Ale przez to, że ja jestem niestety na produkcji i ja sprzątam w garażu, w kółko, wycierając podłogę szmatą, bo ciągle coś się wylewa, się śmieję. to nie mam trochę się czasu tym zaopiekować, ale już jestem na bliskiej drodze, ponieważ po prostu zatrudniłam sobie ludzi do tego, którzy mówią ze mną jednym głosem. Dziś, gdybym ja miała w stu procentach fokus tylko na to i miałabym na to kapitał, ale nie mówimy o takim nieograniczonym kapitale, tylko takim przyzwoitym, nie wiem, z pięćdziesiąt tysięcy, może i nawet dziesięć, szczerze mówiąc, to ja totalnie wiem, jak bym to zrobiła. Po prostu zrobiłabym to, co wszyscy, tylko inaczej. Jest ciekawy case, który ja ostatnio obserwuję. Tylko jeszcze słowo wstępu, algorytm totalnie sprzyja takim ludziom aktualnie. Bardzo pcha świeże profile. Najgorzej mają te, takie jak twój, mój, czy te nasze personalne, czy biznesów, które prowadzimy, to mamy najgorzej. To jest po prostu, wiesz, a te świeże nowe profile to mają ogromny boost. Dlatego ostatnio doradzałam mojej znajomej, która zdecydowała się faktycznie gdzieś popchnąć swoją markę osobistą w internecie, nie posłuchała mnie. Jakby zaimplementowała swój istniejący profil do tego. Niepotrzebnie.
Pełniła błąd.
popełniła błąd. Po pierwsze, mamy tag nowość niebieski, który bardzo przykuwa uwagę przy świeżo założonym profilu. Po drugie, one naprawdę mają niesamowity boost w Explore. Jeżeli to się dobrze zrobi, to mamy szansę uzyskać efekt taki, jak ostatnio właśnie case, o tym zaczęłam mówić, case ludzi, którzy kupili stary dom we Włoszech. Widziałeś to?
No widzisz, tak, tak.
No właśnie, 200 tysięcy follow w miesiąc.
Ale świetny content, przemyślany.
Ale wszyscy to przecież robią już.
Każdy pokazuje. Tam był jakiś filmik.
A właśnie zrobili to inaczej. Jest przecież w małym dworku profil. Jest całe mnóstwo profili ludzi, którzy odremontują stare domy. Oni to łączyli w 2024. Co zrobili? Wszystko to, co inni robią dookoła, ale inaczej. Tam był storytelling, tam był świetny głos. Jeden z współautorów tego profilu jest lektorem, więc faktycznie ten jego głos jest bardzo charakterystyczny i wciąga cię po prostu w tę opowieść. No ale znowu, jak ktoś teraz nas słucha i myśli sobie, no ale ja nie jestem lektorem. Ja już czegoś takiego nie mogę słuchać. Masz podany na tacy case. Coś się sprawdziło. Przeanalizuj to. A teraz, jeżeli ty również zamontujesz swój stary dom, zaimplementuj to do siebie i zrób to inaczej.
Fajnie. Zostaliśmy przy case'ach. To jakie twoim zdaniem marki robią dobrze content marketing?
Nie wiem. Rozczaruję was.
Ruszyliśmy case Yorkai.
Tak. To prawda. Przed wejściem na antenę. Yorkai robi to świetnie. To nie jest wcale łatwe, ponieważ... Dlaczego to nie jest łatwe, tematy, które oni poruszają? Bo myślę, że ich od... Ich odbiorca, ich odbiorczyni w dużej mierze, myślę, że to jest już bardzo świadoma dziewczyna. Ta dziewczyna, która wie, że rozstępy na tyłku to jest coś normalnego, ale jednocześnie, i Jorkaja ma bardzo naturalną komunikację, mają naturalne produkty, ale jednocześnie na przykład Jorkaja ma produkt, który jest, nie wiem, na trądzik na plecach albo jakieś takie rzeczy. No i ich odbiorczynie mówią, No ale słuchajcie, my jesteśmy naturalne. Po co nam wciskać coś takiego, skoro trądzik na plecach to jest coś naturalnego. I to jest, myślę, że bardzo trudne. Bardzo takie trzeba zachować balans i też nie dać się zwariować. To jest wszystko o tym, że na koniec dnia nikt nas nie zmusza do zakupu tych produktów. Ale poruszanie się w tej sferze totalnej akceptacji naturalności, a jednocześnie sprzedawanie, to jest bardzo, bardzo trudny case, ponieważ Nasze społeczeństwo oczywiście jest polaryzowane i ten obóz pomiędzy tym, wiesz, w tym świecie beauty, pielęgnacji, dbania o siebie, to jest, tam to jest dopiero konflikt. Kościoła w Polsce to jest pikuś przy tym, jak klaski po prostu, wiesz, ze świata kolorówki, a full natural się po prostu naparzają w internecie, więc szacun dla Jorka. Ja często sobie patrzę, jak na przykład moderują dyskusję pod ad-sami na Facebooku.
Tak, to w ogóle też niedużo osób zwraca na to uwagę. To jest fajne miejsce do dyskusji ze swoimi klientami i oni mają jeszcze jedną dodatkowo fajną rzecz, że mają dwa profile. Mają ten bardziej edukacyjny, może dla osób, które jeszcze nie są w pełni świadome. You know, a ten drugi jest...
A to ja nawet nie wiedziałam.
Tak, że właśnie jeden jest z tych edukacji przeznaczony i między tymi profilami ludzie sobie migrują.
Niesamowite jest to, że to jest tak wyskalowane, a cały czas masz vibe biznesu prowadzonego przez Girl Next Door. To jest szacun ogromny, to jest coś, co jest też... Nie, nie mogę powiedzieć, że to jest moim celem, bo ja w ogóle nie chcę, żeby mój brand był kojarzony, że jakaś dziewczyna z internetu to zrobiła. Ale z tyłu, w backstage'u, to to jest dalej trochę mój cel. Wiesz, o co chodzi? Jakby, że no, nie chcę tego zadracić.
W tej bliskości kontaktu z klientem. Wiem, o czym mówisz, my w Dagu mamy to samo, że gdzieś tam na froncie jestem cały czas ja i w czywacach, czy w reklamach, czy na live'ach i zatracenie tego, to by było bardzo, bardzo szybko byśmy mogli odpaść z rynku, bo giganci tego nie są w stanie zrobić.
No, ale przecież to jest moim zdaniem case, na którym wyłożyły się przedziwne historie. Nie będę jakby nacechowywać ich emocjonalnie, bo nie znam backgroundu, na przykład przejęcia Laurelli. Dlaczego to się posypało? Zastanówmy się.
Ja tam jakiś background słyszałem o nim, ale tak, to jest... Ale totalnie na płasko.
Tak, totalnie na płasko. Mamy dziewczynę, która stoi za Marką. Nagle jej nie ma, a można by powiedzieć, no przecież ubrania dalej są. E-commerce dalej stoi. Tak. Dziewczyny dalej pokazują...
Ale vibing.
Przecież ona, to też nie było tak nigdy, że ona sama pokazywała już w którymś momencie te ubrania. To wszystko niby zostało, a jednak. I to jest też np. dla mnie nauczka w przeprowadzeniu Good Spirits, bo ja właśnie np. nie chcę doprowadzić do takiej sytuacji, że jestem fundamentem. Dlatego ja się nie pojawiam na profilu marki, bo ja chcę kiedyś odpocząć. I ja widzę całkiem niedługo na horyzoncie ten odpoczynek, więc ja nie popełnię tego błędu, który popełniłam w pozostałych swoich markach.
Ja już widzę w DAG-u teraz, że to jest bardzo duże niebezpieczeństwo. Na początku fajnie, bo masz bliskość relacji, rozmawiasz z klientami, rozwiązujesz ich problemy.
To szybko leci.
Tak. I to jest takie naturalne. A w tym momencie mówisz, ej, nie było cię teraz miesiąc. I jakby są, można powiedzieć, pretensje. Gdzie jesteś?
Tak. No, plus nie mówiąc o tym, że to też i po sprzedaży widać.
Wszędzie, no nie? Tak, to jest w ogóle... Bycie personal brandem w swojej marce e-commerce'owej daje dużą wartość, ale duże niebezpieczeństwo i dużą odpowiedzialność.
Dlatego ja tak teraz sobie, wiesz, balansuję po tym wszystkim, bo tak jak mówię, to był zdecydowanie największy mój błąd w poprzednich biznesach, że postawiłam w stu procentach prawy sprzedaż na swoich barkach. Bo ten lejek się zaczynał ode mnie, więc tutaj nawet Perfo samo nie dawał rady. Ono i tak bazowało na tym, że ja już dotarłam wcześniej sama z tym komunikatem do konsumenta. Potem należało tylko domknąć tę ścieżkę, ale nie było, wiesz, pozostałych kanałów.
Częsty case influencerów, którzy zakładają swoje marki, że oni są tą górą lajka i nie mogą przestać być tą górą lajka. Można jakoś dywersyfikować, w naszym przypadku zrobimy jakimiś kampaniami youtubowymi, kampaniami na pomysł followersów, ale tam znowu się pojawia osoba personal brand i to daje dużo niebezpieczeństwa marce. Zaczęliśmy trochę temat influence marketingu. Jakieś tam doświadczenie ja w nim mam, ty masz dużo, dużo większe. Różne myśli przepadlają mi się w głowie ostatnimi czasy o influencerach. I powiedz mi, jak twoim zdaniem powinno się dobrze robić na influencers marketing w 2024, bo Kolekcje produktowe, które my robiliśmy. Chata zresztą też ostatnio dziś mi się przymknęła.
Tak, tak, też robiłam.
Czy to dalej działa? Czy myślisz, że przestaje działać? Bo ja o kilkunastu kolekcjach patrzę, że to cały czas jest temat, który super żre, a z drugiej strony widzę przesyt tego, ile się tego dzieje na rynku. Więc jestem ciekawy, jakie ty masz podejście do tego.
Ja mogę się wypowiedzieć z perspektywy i konsumenta, który to obserwuje oczywiście, jak i współtwórczyni tego typu kolekcji, ale i twórczyni swoich własnych marek i tak dalej. Biznesowo, ze strony brandu, ja uważam, że to jest bardzo dobry case. Tego typu współprace zdejmują z ciebie Jeżeli mądrze to poprowadzisz i dobrze zbrifujesz sobie swojego partnera biznesowego, w tym przypadku influencerkę. Cały content, komunikację.
Tak.
I sprzedaż.
I produkt trochę.
Trochę też, jak najbardziej. To jest bardzo duża część. Wiele osób o tym zapomina. Bardzo często ludzie w ogóle stawiając biznes nie zakładają przecież budżetu marketingowego czy sprzedażowego. Ludzie po dziś dzień budują e-commerce'y, bo jest tanie niż sklep z witryną. Przecież ludzie w internecie już są, wiesz o co chodzi. To jest fascynujące. Więc tutaj mamy ogromny, ogromny... Nie możemy zapominać jako marka, że poza tym, że ten ktoś stworzy dla nas ten content. Tak, rozreklamuje to wszystko.
Brand hero.
Dokładnie. Będzie cały nasz brand hero i dostarczy nam mnóstwo user generated content takiego. to my też musimy tutaj jakby to potem dalej podciągnąć. To nie jest tak, że influencer to zrobi sam. Ja na przykład nie ukrywam, że marka, z którą tworzyłam tę kolekcję, Samantha, to jest marka, której ja znałam produkty od lat. Ja sama w ogóle do niej przyszłam z taką propozycją.
O, fajne.
Tak, tak, tak. Ja byłam bardzo ciekawa od strony biznesowej, na ile mi się to opłaci. Ja uwielbiam takie rzeczy. Ja uwielbiam je analizować. Mówię, kurczę, spróbowałabym czegoś takiego. Więc... Pomyślałam sobie, poszłam, poszukałam, znalazłam partnera i jest. Jakbym tak sobie siedziała i dumała, to bym do dziś pewnie nic takiego nie zrobiła.
I co, zadowolona byłaś?
Jestem bardzo zadowolona. Ilość czasu i energii, którą w to włożyłam, była ogromna, ale odpowiedzialność. Mam porównanie. Dopiero co zamknęłam markę odzieżową. Teoretycznie przeszłam przez ten sam proces. Tam zrobiłam w obrocie ogromne sumy. Tutaj w ogóle ułameczek tego. Ale to jak ja sobie spokojnie spałam. Jezus. Święty Graal. Co do marki, nie zapominamy o ważnej rzeczy. Choćbyśmy nie wiem jak się nastarali, nie bez powodu giganci obklejają się twarzami celebrytów po dziś dzień. Tylko na tym funkcjonuje marketing największych marek telekomunikacyjnych. Od lat. Nie dlatego, że oni są mało sprytni i nie potrafią wymyślić czegoś lepszego, bo To jest w zasadzie to, na czym trzeba bazować, czyli czyjś inny wizerunek, czyjś inny nastrój, mood, charakter, vibe, lifestyle. Jeżeli chcesz docierać do konkretnych grup odbiorców, to zastanawiasz się, w czyim kierunku oni patrzą, do kogo oni aspirują.
Aspirują, to jest moje ulubione słowo.
Tak, do kogo aspiruje twój konsument. Jeżeli ja mam bardzo określony wizerunek, na przykład, nie wiem, w internecie, oczywiście on jest bardzo dobrze przeanalizowany, to się wydaje, że ja jestem taka, wiesz... Roześmienna, trochę chaotyczna, trochę wiesz, oczywiście zawsze wywalam kawę na ławę, ale nie bez powodu nie pakuję się w różne dyskusje. Nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, tylko pomysł mi to niepotrzebne. Stara, dobra prawda. Nie dotyka główna, jak nie chce już być brudny. Tam, gdzie chce się wypowiedzieć, to się wypowiem. A to wbrew pozorom, myślę, że na rynku influencerów jest ewenement. Zobacz jak bez zastanowienia mnóstwo ludzi wydaje bardzo emocjonalne i też takie zero jedynkowe statementy. To jest bardzo niebezpieczne. Od hasła od jutra się odchudzam poprzez takie społeczne jakieś stanowiska i tak dalej. Oczywiście ja zdaję sobie sprawę z tego jaką odpowiedzialność, wiesz, na sobie nosimy. I ja jak najbardziej się angażuję w różne tematy, ale nie cały czas, nie codziennie. Nie trzeba wszystkiego po prostu ludziom dawać, bo oni to pamiętają.
Będąc influencerną, trzeba być dobrym strategiem, a nie działać emocjonalnie. A dużo osób po prostu działa tak frywolnie, tak jak po twojej chwili, też to zauważyłem.
Ale wiesz, to ja też nie mam tutaj broń, bo że ja nie chcę się tutaj stawiać na jakimś piedestale, to jest oczywiste, dlaczego ja to wiem, a oni nie wiedzą. Ja wywodzę się z tej branży. Ja przez lata pracowałam w marketingu, PR-ze, byłam menadżerem największych aktorów w Polsce. Ja to obserwowałam od drugiej strony. Więc ja dziś wiem, że jak się dzieje jakiś PR-owy kryzys, Często krzyczecznie czekasz, nie kłapiesz dziobem, nie wydajesz tych durnych oświadczeń, po prostu się zamykasz. I teraz, jako Marka, jeżeli nawiązujesz z kimś współpracę, no właśnie, to ci może powołać moc albo zaszkodzić. Dziś to jest na przykład Eat Girl, która jest fajna i tak dalej, a za tydzień mogą ją złapać na wciąganiu koksu i będziesz miał problem, bo nagle to ty będziesz każdą z tą osobą. Więc to nie jest tylko o tym, że my dokonujemy takiej spechologii. Dobra, to niech ona porobi fajne fotki, niech nam to sprzeda i wszyscy będziemy zadowoleni. Nie. Dobranie sobie takiego partnera biznesowego jest bardzo ważne, bo tak jak ten człowiek jest postrzegany, będziesz postrzegany ty i twój produkt dzisiaj. I można na tym mnóstwo zarobić, bo żeby wytworzyć taki wizerunek produktu, jaki ma ktoś, kto budował go latami, to jest, po pierwsze, myślę, że nawet niemożliwe. Więc myślę, że my o tym zapominamy, że ten PR, ten wizerunek, ten właśnie, wiesz, to wszystko takie nienamacalne, niewycenialne wręcz, przepływa, trochę spływa na ten produkt i markę, to jest, i to jest bardzo ważne i dlatego trzeba być bardzo uważnym w doborze takich osób, bo niestety wciąż marki wybierają to na podstawie ilości followersów. Dzień dobry.
Dalej.
Dalej.
Niesamowite.
I mało tego wiem. To jest niesamowite, że dalej nie patrząc, skąd są te liczby, mimo że mamy paletę.
Już łatwiej się nie da niż teraz.
Już nie da się łatwiej. Naprawdę, kiedyś to ja rozumiem, że ciężko było wejść w tę listę followersów i przescrollować tych wszystkich abudulów. Kiedyś było ciężko. Okej. Błędy się zdarzały. I wiesz, wśród największych No ale na koniec oczywiście wiemy czym to jest spowodowane, no zwłaszcza w tych dużych korporacjach. Wiesz, żebym ja, teraz wypowiem się z perspektywy influencera, żebym ja zrobiła coś w pełni tak jak chcę z dużą korporacją, bardzo ciężkie.
Zgodzę się i widzę influencerów, z którymi my współpracujemy, jaki mamy przelot współpracy, określony mamy cel strategiczny, ale ja określam luźnym trochę vibem komunikacyjnym, bo zawsze komunikację influencer robi, bo on wie jak to zrobić. I on się czuje nagle wolny, bo właśnie tego w korporacjach w ogóle nie ma. I robi więcej.
Zawsze zrobi więcej. Zawsze zrobi więcej wtedy influencer, jak ma wolną rękę i zawsze będzie to lepiej performowało. Przykład z mojego podwórka. Ostatnio dla marki West Wing tworzyłam Rilsa, marka z którą pracuję od wielu, wielu, wielu lat. Świetny partner biznesowy, bardzo świadomy. z bardzo wąskim gronem ambasadorów, również świadomie prowadzonym. I to będzie też odpowiedź zaraz na moje pytanie, które mi zadałeś jakieś dwie godziny temu, czyli o to, jak bym to robiła. Dali mi w pełni wolną rękę. Co aż tak się nie zdarzało, bo oni często przy listach mieli gdzieś tam swoje pomysły, koncepcje, scenariusze. Torolka wykręciła setki tysięcy wyświetleń. Reklamowa rolka oznaczona hasztagiem Reklama Prawilnie. Cytuję, przecież ten hashtag ogranicza zasięgi. Tak. Jezus. Ja nie wiem, ja nie wiem czy ona już do bańki nie dotarła.
Już tak.
Tak, ale przepis jest banalny, on się nie zmienia. Krótko, zwięźle, zaskakująco na temat. zaangażującą muzyką.
W swojej formie.
W swojej formie, w twoim stylu. Zaraz później, na drugi dzień, znaczy może nie na drugi dzień, tylko zaraz kolejna publikacja dla klienta. Już ciśnięcie, że a może to chociaż 18 sekund potrwa, nie? Ja już wiem, że to jest kill. Ja mówię, ale pieniądze, może otwórzmy okno po prostu i wyrzućmy te pieniądze tam, co? Nienawidzę tego, nienawidzę tego, bo ja się denerwuję nie dlatego, że ktoś mi się nie daje wyrazić artystycznie. Ja to jestem, to jest tylko praca. Chcesz tak? Zapłaciłeś? Proszę bardzo, tak zrobię. Ale mnie to boli wewnętrznie, bo ja chcę temu człowiekowi pomóc. Ja chcę, żeby on te pieniądze u mnie jak najlepiej wydał. Dlatego ja się czasem pozwalam sobie kłócić, a w zasadzie ja się kłócę przez mój management, więc w ogóle moje dziewczyny mają przewalone, bo ja tam się, wiesz, po prostu burzę, a one muszą potem dyplomatycznie jakoś przekazywać to, co ja tam dokrzykuję. ze swojego, za swojego monitora, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że nie, że ja posiadałam swoje rozumy, nie, bo jestem arogancka, nie, bo chcę po swojemu, tylko dlatego, żeby moje było mojsze, bo ja wiem jak najlepiej po prostu zaangażować swoją społeczność. Ale to też nie jest niestety reguła, więc to nie jest tak, że jak oddamy w stu procentach stery influencerowi, to to się zawsze dobrze skończy. Jakie są twoje doświadczenia w tym?
Moje są takie, że ja zawsze oddaję w pełni stery influencerowi i trochę dążę do tego, co ty powiedziałaś, że ja wyznaję zasady tylko i wyłącznie long-termowych współprac. Na zasadzie mam dwie współpracę w tym roku, a ona już dziewczynami już od Southern Great Shoes trwa czwarty rok czy piąty rok. I trochę to jest tak, że... przez jakby nasycenie treściami, live'ami, milionem filmów, to ludzie myślą, że ta marka jest zespojona trochę z nimi. Więc jakby czują się, jakby marka moja, w przypadku Daga, była mikro marką kilku różnych influencerów. I ja uważam, że to jest jedyna metoda, jeśli chodzi o influence marketing. Taka, żeby mocno nasycić tą świadomość.
Jeżeli ktoś by mnie spytał, w jaki sposób, wiesz, dotrzeć z nowym smakiem fanty do dzieciaków, wiadomo. Brand awareness to są zupełnie inne historie. Lecimy w te wszystkie tiktoki, wymyślamy taniec, bajla.
I do przodu.
I do przodu. Ale to też dużo pieniążków kosztuje. Ale jeżeli by mówimy tutaj o ikomie, o jakimś produkcie takim bardzo jasnym lejku sprzedażowym, no to to są długofalowe współprace. Naprawdę, to nie jest tak, że ten influencer posprzedaje miesiąc, dwa, trzy i trzeba szybko zmieniać. Ja pięć lat współpracowałam z Apartem i naprawdę współpracowalibyśmy dalej ze sobą, bo były chęci z obu stron, ale ja poczułam, że Chyba po prostu potrzebuję iść troszeczkę, nie zapukać do konkurencji, do drzwi, broń Boże, tylko że ja chyba potrzebuję tutaj oddechu w tej przestrzeni. Biżuteria jest akurat, wiesz, bardzo taka w kobiecym świecie, no nie wiem, przynajmniej dla mnie ważną przestrzenią taką. Ja to uwielbiam i jakoś potrzebowałam czegoś nowego po prostu, tak nawet dla samej siebie. Ale po pięciu latach wciąż to było tak. Zresztą prawda jest taka, że ja gdzieś dalej jestem poobierana w te rzeczy i ja dalej wiem, że mnóstwo moich czytelniczek dalej myśli, że jestem ambasadorką opartą i w ogóle mi to nie przeszkadza. To trwało pięć lat i to dalej performowało. Te strategie, w którym Marka... To widać od razu. Marka liczy pieniądze, liczy, wchodzi nowy rok. Dobra, mamy pół banki na influencerów, na ten rok ciśniamy. I to widać. Dobra, dobra, dobra. Już jesteśmy bardziej świadomi. Zrobimy trzy miesięczne współpracę w interwałach. Trochę u tej, trochę u tamtej. I po co to? I po co to się tak szamotać, żeby ona za trzy miesiące, zwłaszcza w markach beauty, kosmetycznych, żeby ona po tych trzech... Wywaliłeś już pieniądze na te trzy miesiące u tej dziewczyny. Zapłaciłeś jej za zakaz konkurencji. Ona pokazywała trzy miesiące twój szampon, myślisz, że w czwartym nie pokaże innego?
I po co ci to?
Zwłaszcza w takich markach. Tutaj to jest przerąbane, bo żakiet to ty możesz mieć codziennie innej marki, ale z szamponem do włosów czy kremem do twarzy to jest naprawdę trudna akcja. Więc zdecydowanie ja bym dziś szła w... Nawet mniejsze. A influencerzy zdecydowanie obniżają swoje stawki. Bardzo świadomie. Uważam, że to jest fair dla każdej ze stron. Jeżeli ja mam roczny kontrakt i ja mam, wiesz, stałą kwotę co miesiąc, co jak wiemy od strony takiej właśnie biznesowej planowania budżetu influencera, to jest super. Bo to jak te miesiące, ja już to robię szósty rok, Matko Święta, każdy miesiąc jest inny. Oczywiście ja widzę Q4, to jest szaleństwo
i w ogóle... Wszyscy się nagle odpalają.
Wszyscy się odpalały, bo sobie przypominały, kurde, ej, zostało nam trzysta koła, trzeba to gdzieś szybko wydać. I żenując po publica w ogóle.
Aby po prostu wypchać ten budżet.
Tak, aby wypchać ten budżet kompletnie bez sensu. Oczywiście cały lipiec, sierpień wszyscy siedzieli pod parawanami, nic się nie działo, zamiast wtedy tam to wydać, gdzie wszyscy siedzą przed telefonami, mają wolne.
To jest najlepszy okres wakacje.
Nie rozumiem tego, ale już jest wrzesień, ja już moja skrzynka pęka w szwach, back to school po prostu, wow. Pokażmy to, liście lecą z drzew, nie? Zróbmy jakieś instastory z Kodzikiem. Jesień 20.
Ale to fajnie, że masz taką samą optykę jak ja. Ja zawsze uważam, że lipiec, sierpień to jest najlepszy moment budowania świadomości na sprzedaż najjaśniejszej.
Najtaniej. Najtaniej. I mało tego, ludzie bardzo dużo czasu paradoksalnie spędzają w tym telefonie, a inni, czyli konkurencja na przykład influencerów, odpuszcza. Na przykład ja mam od razu też wyższe zasięgi, no bo to jest różnie, wiadomo, jak się dzieje jakieś euro, jest totalny upał i ludzie są na rowerze w ciągu dnia, jasne, ale i tak przychodzi ten wieczór.
Siedzą.
siedzą, a dużo influencerów musi sobie dobra czas odpocząć przed Q4, więc wielu z nich jest mniej aktywnych, więc inni mają wyższe zasięgi. To jest wszystko czysta matematyka, wiesz? Ja nienawidzę, jak po prostu dociera do mnie, mnóstwo ludzi mnie pyta, a skąd ja to wszystko wiem? My mamy dostęp do tych samych danych wszyscy. Jedyne, co trzeba zrobić, to po prostu analitycznie na to spojrzeć.
No, ale Analityka i influencerzy, tak ogólnie, nie idzie ze sobą w parze, na moich doświadczeniach. Tam jest raczej działanie impulsywne, nie ma dogłębnej analityki. Więc fajnie, że o tym mówisz, ale jest to niespotykane.
Jest to niespotykane, bo się od razu, wiesz, zakładamy chyba, że ten faktor ludzki po prostu trochę to nam uniemożliwia, ale prawda jest taka, że jeżeli możemy mieć w ogóle jakkolwiek przygotowanie wynikające z danych, jakichś założeń, to już jest super. To nie chodzi o to, że ma się nam wszystko sprawdzić co do, wiesz, co do przecinka i w ogóle. Ale też a propos tego, miałam jedną myśl do dodania a propos influencer marketingu. Jak to robić? To wszystko też bardzo zależy od naszego produktu, jego pricingu, czy to jest produkt do kupienia ad hoc, pod wpływem impulsu, czy to są buty za 79 złotych brutto, czy 790 złotych brutto. I przychodzi Marka i mówi, dzień dobry, chcemy u ciebie post instastory za tyle i tyle. No i niestety, oni naprawdę myślą, że to jest tak, że na drugi dzień po prostu będą mieli wymieciony magazyn. Ale zastanówmy się, wy sprzedajecie duże AGD czy wisiorki? Za maksymalnie 100 zł brutto, bo to jest myślę, że taka granica tego takiego pod wpływem impulsu zakupu. Bo jeżeli AGD, I naprawdę po dziś dzień się zdarzają marki, które piszą do mnie, dzień dobry, wypożyczymy pani odkurzacz na dwa tygodnie. On jest dużo warty, z pięć tysięcy. I jakby wynagrodzenie z Instastory jest i tak dalej, ale potem ten odkurzacz są zdobraci. Ja mówię, no was naprawdę pogrzało ludzie. Albo wiesz, marka samochodowa do mnie przychodzi. Bardzo fajny budżet na publikację, auto na tydzień. No i co? Przecież wydacie tyle pieniędzy u mnie. Bo to są już, wiesz, duże budżety. No to nie lepiej to jakoś wyważyć, żeby to było wiarygodne. Znaczy wiesz, ja nie jestem taką samochodziarą, która testuje samochody na co dzień. Ja dużo mówię o tym ostatnio na swoim profilu, ale jednak w odniesieniu tego, że jeżdżę swoim samochodem. Więc do końca nie ma sensu po prostu. I te takie chwilowe pojawiania się marki na profilu czyimś, kompletnie nie mają sensu. Chodzi o to, tak łopatologicznie tłumacząc, że jeżeli masz tego typu produkt, nie wiem, jesteś producentem mebli kuchannych, właśnie mebli, samochodów, ogólnie też rzeczy, które kosztują trochę więcej kasy. Organizatorem wycieczek. Tak, teraz bardzo dużo się uaktywnień o Niemczech widziałeś w tym roku. Co się działo w turystyce? Nagle wszyscy wyjeżdżają z influencerzy.
Ja w ogóle bardzo mało obserwuję, że z Polski, więc jestem czasami wycięty z rynku.
Widać, że było dużo bardzo na rynku tutaj zawahania, ale kończąc. Chodzi o to, żeby ten influencer doprowadził do scenariusza, w którym Jego czytelnik, nawet trzy miesiące po tej współpracy, pomyślał sobie, no potrzebuję nowej SOFy. No tak, NAGSOFA to West Wing. Dziękuję. To nie jest tak, że on po danym Instastory pójdzie i kupi SOFę. Chodzi o to, żeby kiedy on będzie miał tę potrzebę, żeby on pamiętał. Ja to widzę, ponieważ widzę, po jakie dziewczyny wracają marki na moim profilu. Przypomnij mi, gdzie kupowałaś SOFy zawsze, od lat. Bo mam tę sofę w biurze, w domu za miastem, u moich rodziców, u siebie w mieszkaniu i ja ich nie zmieniam co trzy miesiące, a mogłabym też. Nawet jak Łosiu do mnie pisze, guys, nie ma to sensu. Ta sofa jest dalej super. Ona jest piękna, wciąż jest wizytówką. Nie zmieniajmy tego, bo to, wiesz, to tak samo, wiesz, z ubraniami, dodatkami tym wszystkim i tak dalej. Dla odbiorcy to wcale nie jest dobra.
Konferencja z buta w e-commerce to projekt, który powstał w mojej głowie już jakiś czas temu. Jako prelegent dużej ilości eventów e-commerce'owych, marketingowych, brakowało mi takiego eventu, który będzie bezpłatny, na który będzie mógł przyjść każdy i będzie to event, który będzie niezwykle merytoryczny i kaloryczny w wiedzę. Brakowało mi eventu, w którym cała Prawa i Agenda będzie wypełniona praktykami. Praktykami mniejszymi, większymi, którzy przeszli od punktu A do punktu B i chcą się podzielić swoją historią oraz tym, w jaki sposób im udało się dokonać pewne rzeczy. Na wrześniu o godzinie 10 startuje konferencja z Buta w e-commerce. 12 prelegentów, niesamowicie kaloryczna wiedza. Ja będę jednym z nich oraz moi znajomi również, m.in. Mateusz Haber, który, tak jak ja, został wybrany dyrektorem e-commerce roku 2024 oraz odkryciem roku 2024. Chciałem cię serdecznie zachęcić, bo event jest bezpłatny. Tak jak cała moja działalność w internecie, staram się dawać dużo darmowej wartości, żebyście mogli uczyć się na błędach oraz inspirować się od praktyków. 19 września, godzina dziesiąta. Konferencja jest współorganizowana razem z Shoperem oraz Samba.ai. Ja dodam taki jeden pro tip, no bo często z marki e-commerce mówią, okej, fajnie, ale jak to zmierzyć, czy to zadziałało? No bo jedna wiadomość, druga wiadomość miała małą mniorodajnę, więc ja zawsze rekomenduję takie coś, że wplatamy ankietę pozakupową w naszym sklepie i pytamy, skąd się nas dowiedziałeś? W sensie jest to ankieta na thank you page'u. Na podstawie tego, ja też tak redystrybuję budżety influencerów, że jeśli na przestrzeni roku, na przykład hasło Love and Great Shoes pojawiło się bardzo często na zasadzie, nawet w momentach, kiedy nie było tych publikacji, to to jest dla mnie informatyczne, że influencer dostarczał tę uświadomość. jakieś badania ilościowe, ale jesteś w stanie poza jakimś tam analityksem i takim marketingiem referali, jakkolwiek to zdiagnozować, czy ten influencer dowodzi w dłuższej perspektywie. No bo patrzenie na linki, kliknięcia linków w perspektywie trzydziestu dni, to jest, to nie influencer marketing.
Zwłaszcza, że naprawdę warto ten influencer marketing dopiąć perfono, ludzie, no przecież to nie jest, robotą influencera jest dostarczenie contentu przed oczy tych ludzi tak naprawdę. Nawet to przekierowanie potem na stronie, to tu się jego robota kończy. To już jest nasz job. Na ile mamy dobrze UX-owo zbudowaną stronę, na ile czytelną, na ile lejek sprzedażowy nie jest zbyt skomplikowany, ile kliknięć musi na stronie wykonać, żeby dokonać zakupu. No to są takie banały. Na pewno dla ciebie, dla mnie, ale dla ludzi wciąż to jest czarna magia.
Ludzie trochę, takie są moje obserwacje, odpalamy markę, w ogóle markę odzieżową, o której zaraz przejdziemy. Odpalamy markę odzieżową, no to robimy sesję za 20K jakoś minimal aesthetic przepiękną. Potem, no ta sesja kosztowała 20K, więc była połowa naszego budżetu. Potem weźmiemy dwie, trzy publikacje od dużych influencerów. Wrzucamy to. Stronę wzięliśmy na najtańszym szablonie z tysiąc złotych. W ogóle niesprawdzono ścieżką zakupową. No i nie ma tych sprzedaży. I to jest jakby osiemdziesiąt procent marek, które konsultuję albo gdzieś mam kontakt. To jest stały case z tymi markami. Teraz dajemy przykład odzieżowej, bo chciałem też do tego przejść, bo ty posiadałaś markę odzieżową. Jaka jest twoja perspektywa?
Jezus, najgorsza branża świata. Najgorsza.
A tak dużo marek się cały czas otwiera.
Ci ludzie nie wiedzą. Nie otwierajcie marek odzieżowych.
Nie otwierajcie marek odzieżowych. I to będzie początek Karolki.
Nie, nie otwierajcie marek odzieżowych, bo... Zobacz, ja przez lata pracowałam po drugiej stronie w e-commerce'ie odzieżowo-obubniczym.
Doświadczenie.
Naprawdę. Miałam budżet. Ja miałam wszystko. Ja miałam wszystko. To nie jest tak, że... Ważna rzecz, to ja zamknęłam tę markę nie dlatego, że tam się coś nie sprzedawało. Tam się wszystko sprzedawało. Tam w pierwszych dziewięć miesięcy funkcjonowania marki przemieliły się ciuchy o wartości półtora miliona złotych. Bez perfu.
No tak, ale to jest częsty case, że influencerzy na początku sprzedają swoje społeczności.
To jest wszystko super. To jest wszystko, to się wszystko super toczyło, bo jeżeli ja od początku wychodziłam prawie, że na zero, no to mówimy, iść chodzi obrażać ludzi, że było mega sukcesie. Mega sukcesie.
I może niech to wybrzmi, że naprawdę po pierwszym roku działania jesteś na zero, to jest sukces.
To jest sukces i ja sobie zdawałam z tego sprawę. Ale koszt energetyczny i zdrowia psychicznego jest tak wysoki, ponieważ tak mało od ciebie zależy. Tak mało, tak niewiele, jeśli chodzi o to, żeby klient na koniec był zadowolony. Klient na koniec kiedy będzie zadowolony? Kiedy dostanie produkt, który spełni jego oczekiwania. W odzieżówce? To jest jak Mission Impossible. No chyba, że naparzasz dresy. No to jeszcze.
No to już nie ten rok. 2020 to kilka marek się powybijało, naszaniało te dresy.
Po pandemii. Co by nam było wygodniej i komfort.
I potem w 2021 nagle setki marek odzieżowych, a z projewodem wywaliłem z ekscytacji.
To byłoby dobre. Nie, wiesz co? Mało co od ciebie zależy. Ja bałam o każdy element razem z moją wspólniczką. Trzymałyśmy to mocno w garści. Ona potrafiła jechać do dziewczyny samochodem. na drugi koniec Polski, bo jej paczka nie dotarła, a na wesele zamówiała sukienkę. My powinniśmy oczywiście to robić z kamerą i robić z tego rolki, ale my byliśmy tak utyrane robotą, prawdziwą robotą, a nie klikaniem w telefon, że wiesz, po prostu już nie miałyśmy siły, byliśmy tak utyrane tym wszystkim. No jeżeli wiesz, ja przez te pół, musiałam powiedzieć półtora roku, dziewięć miesięcy chyba raz sobie wypłaciłam z czterdzieści tysięcy, A pracowałam zanim startowała marka rok nad tym. Nie mówmy ile w to wpakowałam nawet. To jest coś bardzo nie tak. Jakby...
Dlaczego tak było, myślisz?
Po pierwsze, ja i tak miałam za tanie te ubrania.
Marża źle policzona.
Nie, nieźle. Ja wiedziałam o tym doskonale, że robię to zniżej. Ja po prostu nie chciałam. Miałam po prostu produkty wyżej marżowej i niżej. To jest normalny zabieg. Miałam flagowe sukienki na przykład, które wyprzedawały się od razu. To jest case, który ostatnio już gdzieś opowiedziałam, ale go opowiem ponownie. Mamy sukienkę, która jest bardzo unikatowa, jeśli chodzi o konstrukcję. Bardzo interesujący print, kupiony na wyłączność w Paryżu w archiwum printów. Wszystko zrobione dla nas. Visco za po prostu wszystko. Detal, guziczki, wszystko. Wszystko top. Sukienka około 600 zł brutto chyba kosztowała. Wyprzedał się cały stok. w pierwszym dniu premierowym sprzedaży. Ja zrobiłam bardzo fajny storytelling do tego. Zresztą tu nie trzeba było storytellingu. Ja po prostu się w niej pokazywałam. Ja byłam jeszcze wtedy z dwa rozmiary większa. To jest ważne, ponieważ to były ubrania dla dziewczyn, które może nie tyle, że plus size, ale właśnie o takiej sylwetce pełniejszej, pełniejszym biuście, pupie, czyli też ubrania, których od tak nie znajdziesz w sieciówce. Więc prawda jest taka, że wystarczyło, że ja się pokazywałam w tych ubraniach, świetnie w nich wyglądałam i one się same sprzedawały. No i co się dzieje po dwóch tygodniach? Wchodzimy w nowy miesiąc, co też jest ważne księgowo. Sukienki zaczynają do nas wracać. Nie jedna, nie dwie, nie trzy, tylko 85% stoku, jak nie 95. Bo się okazało, że ktoś w szwalni coś, nie wiadomo gdzie się wydarzyło. Góra była innego rozmiaru i dół sukienki. No i kilkaset tysięcy złotych do zwrotu, okej. No i zostajesz na magazynie z setkami sukienek, które są źle uszyte, więc wiedzisz je do szwalni. Moja decyzja była wtedy taka, żeby przeszyć większą górę do tych dołów z kolejnego rozmiaru, więc tracę skrajne rozmiary z mojej bestsellerowej sukienki, po której dopiero co ludzie bili oknami i drzwiami. Przeszywam je, więc kolejne pieniądze w to pakuję. Tam już nie musimy, nie mówimy Nawet o zarobku. Ja marzę o tym, żeby łamek tych pieniędzy z tej tkaniny i szycia odzyskać. Ale to wszystko trwa. Więc od momentu startu sprzedaży do tego, kiedy ja z powrotem mam dobre sukienki na magazynie, mija ponad miesiąc, mimo że to wszystko jest w turbo tempie i tak robione. Ale nikt już nie chce tych sukienek. Już w międzyczasie...
Sezon.
I nawet nie sezon. Już między czasem one widziały inną sukienkę u innej influencerki. To jest tak, że one to chciały wtedy. Tak dokładnie emocjonalnie. I tego typu sytuacje nie jesteś w stanie się na nie przygotować. Ja mam ogromny szacun dla dziewczyn, które świetnie wyskalowały swoje marki Maja Bohosiewicz, w której garniturze zresztą tutaj siedzę. Szacun dla niej. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale naprawdę z 5 szycia w Polsce, jakościowe tkaniny i tak dalej. Ona ma też o wiele wyższą marżę oczywiście. Brawo, naprawdę brawo. Jak ja sobie patrzyłam na wyniki finansowe ostatnio z ciekawości, jak to się latami układało. Po prostu w jednym roku był mega strzał. I oczywiście ktoś powie, no bo Maja to sprzedają u siebie. Oczywiście, że sprzedają u siebie, ale to naprawdę trzeba umieć od strony biznesowej, analitycznej, finansowej to dobrze poprowadzić, bo prowadzenie marki odzieżowej w Polsce dla polskiego konsumenta, który ma określony budżet, a jednocześnie wymagania jak stąd, nie wiem gdzie, bo siejmy od tych, którzy zamawiają w tych dziwnych azjatyckich platformach, nawet nie chcę tego promować, więc nie będę mówić nazw. A tych, którzy są już świadomi, to jest bardzo trudny klient. Bardzo świadomy, ale też trudny klient po prostu.
Ma dużo mark też do wyboru, bo te marki się otwierają każdego dnia.
Niesamowicie trudna branża.
Ciężko jest zrealizować też.
Tak, dlatego jakby nie, naprawdę, tutaj koszt... Ja wiedziałam, że oczywiście, jeśli to będę dalej prowadzić, to za 2-3 lata będę miała fajną markę, ale ja znam swój cel życiowo-biznesowy, taki mój prywatny i to się po prostu nie pokrywało. Ja za 5 lat nie chcę pracować, więc ja nie będę czekać, aż mój biznes będzie powolutku sobie przynosił gdzieś tam, wiesz, revenue na przestrzeń kilku lat, bo to dla kogoś na pewno to byłoby super, ale nie dla mnie po prostu.
Poza tym ważnym aspektem są też w ogóle polskie szwalnie i to, jak one są niezaautomatyzowane i działają na karteczkach. My mamy swoją szwalnię, więc tak tego opowiadamy, ale generalnie to, co ja się nasłuchałem w historii, jak one przyciągają terminy, właśnie nawet błędy konstrukcyjne, jak karteczkę zwieje i nie ma zamówienia, to to jest w ogóle taka rzecz, która już mogła wybrzmieć, jeśli ktoś nas słucha i myśli nad założeniem marki odzieżowej, to... I nic
nie zrobisz na koniec, to oni się trochę trzymają w garści, bo wiele szwalni upadło. przez ostatnie lata i to jest sytuacja, w której na przykład ja czekam na swoje tkaniny z Hiszpanii, bo tam je zadrukowywaliśmy na tej viskozie, na tych, te nasze, tymi naszymi printami i uwaga, potrafiliśmy, nie wiem, za 3 tygodnie dostajemy produkt, a my za 2,5 tygodnia dostajemy telefon, że słuchajcie, my jednak tego nie zrobimy. Przez 2,5 tygodnia bele naszego materiału leżały w jakiejś szwalni i 4 dni przed oddaniem tych produktów oni nam mówią, że tego nie zrobią. Więc tu już nie mówimy o tym, że aha, no to ja po prostu wezmę na plecy te baliki materiału, poszukam nowego wykonawcy. Tylko ty masz ogromną kolejną obsuwę, bo teraz znajdź szwalnię, która cię przyjmie w kolejną. Wiesz, tych wątków jest tak dużo i najgorsze dla mnie jest to, że to jest never ending story. To nie jest tak, że ty raz się utyrasz, tylko przecież sprzedaż i musisz robić to od nowa.
No, to jest jakby dwa razy w roku, musisz cały czas jakby powtarzać ten proces, a jeszcze zwrócić uwagę.
Kiedyś dwa razy w roku przecież, a dziś już co?
Mówiłem, mówię o kolekcjach, ale chodzi o dropy, są częściej. No tak, bo jest nowy system dropowy.
To jest nowy system dropowy, to już nie jest, wiesz, AW... W.S. tak?
S.S. Mamy te dwa razy w roku, ale dzielimy je na mniejsze partie, więc finalnie wychodzi do tego więcej, bo ten system
dropowy jednak się prze... Dzisiaj się czytelniczka widzi u influencerki na pokazie podczas Fashion Weeku bluzę u Tomiego i ona chce te bluzy kupić dziś. I już dziś ci projektanci to umożliwiają. Więc na naszym podwórku wygląda to dokładnie tak samo. I to jest też, co mnie zabiło. Czyli to, że ja nosiłam te ubrania, kiedy one były w fazie prototypów. Musiałam, bo chciałam je potestować. Te dziewczyny chciały to wtedy. Nie za miesiąc. One już za miesiąc miały to.
Nie można za wcześnie pokazywać produktów. To jest mój lernik na przykład. Że jak zbyt wcześnie pokazywaliśmy torebkę, to w ogóle, że teraz chcemy tu. No ale my dopiero właśnie testujemy, pokazujemy.
Nie można. I to dla mnie też było bardzo trudne, bo ja musiałam pamiętać, na przykład, żeby nosić te rzeczy, bo ja je musiałam potem przetestować, ale ich nie pokazać. Wiesz, ale ja też bym, że denerwowałam te moje odbiorczynie i ja to doskonale rozumiem, no przecież na koniec dnia całe mnóstwo ich wchodzi do mnie na profil, bo chcą się zainspirować, coś fajnego podłapać, fajnie wyglądać, fajnie się czuć, wiedzą, że to ode mnie dostaną. A ja, taka Banaszewska im mówi, no kochany, za miesiąc. No to się wal. To się wal po prostu. Ja się nie dziwię, bo mnie by to też denerwowało. Więc ja musiałam pamiętać. Miałam non-stop w samochodzie, obwoźną szafę. Nagrywał mi se story, a nie, muszę się przebrać. I wiesz, w tym samochodzie tam po prostu. No non-stop to robiłam. Wykańczało mnie to. Gdzie pamiętajmy, że to nigdy nie było tak, że to był mój jedyny biznes.
Okej, to jest fajna jedna lekcja. Jakie jeszcze lekcje biznesowo i komersowe wyniosłaś z tego prowadzenia marki odzieżowej? Czymś mogłabyś się podzielić, jeśli ktoś jest albo w fazie myślenia o tym, albo w fazie, że właśnie otworzył markę, ta marka nie działa.
Niech ją zamknie. To jest moja rada.
Ale w ogóle też często to mówię. To jest w ogóle czasami przykre.
Ale może rozmawiajmy o tym, kiedy zamknąć markę. Kiedy to jest ten moment, kiedy już po prostu puka urząd skarbowy, bo od czterech miesięcy nie miałaś na VAT, na podatki, na ZUS-y? U mnie to było tak, jak ja już zobaczyłam, liczbowo jak wygląda ten wykres. W głowie sobie to po prostu policzyłam, wiesz, że ten zwrot cokolwiek na zielono się odbije w perspektywie następnych trzech, czterech lat. Ja już to wiedziałam w trzecim, czwartym miesiącu funkcjonowania tej marki. Ja już mogłam to zamknąć. Ja tego nie zamknęłam tylko dlatego, że wszyscy moi wspólnicy z innych firm mówili, dobra, Aśka, nie przeginaj. Nie przeginaj, proszę cię, dopiero co to otworzyłaś.
Ale fajnie miałaś to policzone strategicznie.
To jest twoje ADHD pewnie, uspokój się, stracisz wiarygodność. To był lęk też mojego wspólnika z innej marki, tak, no bo wiadomo, że jakby na koniec jestem filarem w wielu tych projektach. Moja rodzina to samo, moi bliscy, Aśka nie rób tego. A ja myślę sobie, no i co, kurwa, mówiłam mu. Było to zamknąć od wtedy. Ale dla kogoś byłby to szok, że to jest niepowodzenie, że to jest porażka. Ludzie myślą, że to jest porażka. Jaka porażka?
Nauka.
Zarąbiście. A co proszę bardzo sukcesem byłoby ciągnięcie tego dalej, utyranie się tak, że skończyłabym na takiej terapii. Wiesz o co chodzi? Przez rok znowu bym nie widziała swoich dzieci. Jeżeli ja zobaczyłam scenariusz, w którym, nie wiem, Musiałam w środę zostać dłużej w pracy, naprawdę dłużej, do 22.00-23.00, czyli na przykład niania okładła moje dzieci spać. I ja tam byłam w tej pracy, żeby zarobić na tę nianię, która jest wtedy z nimi, kiedy ja jestem w tej pracy, bez sensu. Nie musimy się nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji. Nikomu. To jest najważniejsze. Sami przed sobą odpowiadamy i to my sobie narzucamy te deadline. My nic nie musimy. Jeżeli nam się wydaje, że coś trzeba, że coś musimy, to tylko dlatego, że my sobie tak sami powiedzieliśmy, same powiedziałyśmy. Ja myślę, że to jest warto zaznaczyć. Zamykanie projektu to nie jest porażka. Uważam, że to jest odwaga i uważam, że to jest mądrość. Bo szczerze mówiąc, każdy głupi potrafi tak się prześlizgiwać i coś ciągnąć, coś tutaj tu pożyczę, tu się wiesz. To nie jest mądre prowadzenie biznesu. Musisz wyciągnąć lekcję, zamknąć to, otrzepać kurz z ramion, dać sobie chwilę i wymyślić kolejną rzecz.
Właśnie, to jest fajne, że to znauka jakby most do kolejnej rzeczy, bo możesz się trafić z produktem. Ja na przykład, najczęstszy problem, który ja dostrzegam, to ludzie za mało czasu na starcie poświęcają w ogóle na dobranie odpowiedniego produktu, tylko są takie emocjonalne decyzje. A, zawsze chciałem robić sukienki, bo ja lubię modę.
Zawsze chciałam mieć swoją kawiarnię.
Tak, o tak, tak. To jest ten case, to jest ten case.
Tak, to prawda. To prawda. Nie myślimy w ogóle o tym, jaki to ma potencjał biznesowy. Ja powiem coś od siebie. Jako kiedyś właścicielka fajnej agencji tworu marketingowo-edukacyjnego, właścicielka marki odzieżowej, właścicielka kul napojów, powiem, najwięcej pieniędzy jest w najmniej seksji tematach.
To wybrzeżało w ostatnim też podcaście.
Tu nie ma pieniędzy jak coś. Tu nie ma pieniędzy.
No w produktach cyfrowych są.
Oczywiście. Tak, tak, tak. Ale to też trzeba...
Choćby były kiedyś większe, bo strasznie dużo się tego teraz narobiło.
No ciekawe dlaczego. Nie, tak serio. Tak, to prawda, że tam są pieniądze, ale to też nie jest dla każdego droga. Oj, oj, oj. Ci wszyscy ludzie, którzy się łapią na te rolki, skomentuj biznes online, a ja cię poprowadzę.
Jest tego strasznie dużo, jest straszny wysyp i przez to dość ciężko. Przez to ja mam takie przeświadczenie, że ci ludzie edukują, że jest takie proste, easy, łatwe, mało wyboiste.
Nic nie jest proste.
To potem, jak na przykład przykładowo do mnie ktoś przychodzi na konsultację po takich trzech kursach u tych twórców guru biznesów online i ja wszystko mu rujnuję w pięć minut, że to się w ogóle nie uda, że to nie ma szansy. Bo pokazuje się na przykładach realnych, to oni są bardzo zawiedzieni. Więc to też psuje bardzo całą branżę biznesów online, że jest narracja w internecie, że to jest proste.
Problemem ogólnie społeczeństwa nawet, nie tylko tych, co chcą robić biznes online, to jest brak wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i swoje decyzje. Na koniec dnia to jest tylko jakiś człowiek, który podzielił się jakimś wycięciem swojego doświadczenia z tobą za pieniądze.
Albo nawet nie twojego doświadczenia, tylko tego, co przeczytał w internecie, przekopywał treści.
Ale to ty jesteś na koniec dnia idiotą, nie ten człowiek. O nie, nie, nie, nie. On jeszcze na tobie zarobił. Jeżeli ty nie potrafisz wyciągnąć wniosków, przeanalizować, policzyć swoich zasobów, określić jasno i tak wiesz z ręką na sercu sytuacji, w której ty się znajdujesz, jakie masz kompetencje w ogóle, jeżeli ty nie potrafisz tego, a potem obwiniasz wszystkich, że twoja marka z sukienkami tiulowymi dla małych dziewczynek nie poszła, no to sorry, ale to jest twoja wina. No biznes online zdecydowanie nie jest dla każdego. To może się wydawać łatwe z boku, bo po prostu jest mnóstwo niewidocznej pracy też. Przecież ja sama wiem, kiedy odpalam telefon. Jakby ktoś wczoraj spojrzał na mój wczorajszy dzień, to ja sobie pograłam w tenisa.
Ja to widziałem, że grałaś.
Ja sobie pograłam w tenisa, zjadłam śniadanie. Potem jeszcze tego nie wrzucałam, bo byłam na zabiegu na twarz.
Fajne życie.
Fajne życie, kurczę, naprawdę.
Ja też bym tak chciał.
Ja też. Bardzo dużo niewidocznej pracy. I na koniec jeszcze tej myśli, właśnie brak takiej samokrytyki i też właśnie własnych decyzji. To widać w każdej sferze naszego życia właśnie świetnie w internecie. powiedzmy świeża mama, malutkie dziecko, dziecko ma plamkę na rączce, ona pyta się obcych ludzi w internecie, co ona ma zrobić. Dla mnie to jest przerażające osobiście, jeżeli mam być szczera, że my mamy tak bardzo, jesteśmy, wiesz, zlęknieni podejmowania tych decyzji,
Zrzucamy odpowiedzialność na innych cały czas.
Cały czas zrzucamy. I dlatego ci wszyscy guru tyle pieniędzy zarabiają. Bo jak my chcemy schudnąć, to my kupimy e-booka za 79 zł brutto i w naszej głowie taski są odhaczone.
On jest nawet odhaczony, jak go nie otworzymy.
Tak! Już jest na mailu, dobra, zrobiłam coś. I potem, no tak, tak, widziałem te, kupiłam nawet sobie tego e-booka, no, no.
Co? To jest częsty case. A już nawet, dobra, kupisz to, to ile osób... Ostatnio był u mnie Patryk Czerniewski z Chwyrostać.pl, jest taka platforma z kursami i właśnie rozmawialiśmy na ten temat, że ci ludzie nawet w ogóle, bardzo mała część osób dochodzi do końca tego kursu, że ludzie wypełniają sobie pierwszą lukę kupienia, mail, potem jak otworzą to już jest super, ale żeby to przejść, Tak,
tak, tak, to nie jest jeszcze rozwiązanie problemu, to też nie jest jakby nauka. Ja uwielbiam w ogóle czasy, w których my żyjemy, w których możemy się uczyć od mądrzejszych ludzi, ale też weryfikujmy ich. I wcale nie ilość floresów oczywiście na profilu za tym świadczy, ale zróbmy research, po prostu dowiedzmy się, co to jest za człowiek, co on w ogóle zrobił, dokładnie praktyka, praktyka.
A wśród tych osób, praktyków jest naprawdę znikoma ilość. W sensie większość to jest jednak takie wyimaginowane sprzedawanie.
No to, że ktoś ma trener biznesu w bio.
No, ale to jest 90% takich osób.
No ja wiem, to jest niesamowite. Dlatego ja zrezygnowałam z tej ścieżki biznesowej, bo... To nie jest twoje. To nie jest moje i ja też nie chcę... No nie wiem jak to powiedzieć.
Być kojarzona z poniekąd...
Nie, ja po prostu kiedy wiem, że ta narracja performuje, trochę wiem, że gdzieś musiałabym w podobny sposób funkcjonować i sprzedać swoje produkty, a tego nie chcę. Do tego też zmierzam. Ludzie troszeczkę już dziś... To tak jak stworzysz e-booka o tym, jak zadbać o harmonię w twojej gospodarce hormonalnej, nie? I wiesz, że cię to uzdrowiło i tak dalej. Mogę na swoim przykładzie powiedzieć. Super znalazłam sposób odżywiania, ruchu, odstawienia alkoholu, suplementacji wszystkiego. Świetnie się teraz dzięki temu wszystkiemu czuję, świetnie wyglądam, mam mnóstwo energii. Czym powinno to sprzedać? Zdjęciem przed i po. Taka jest prawda. Wiem doskonale, że to by najlepiej zadziałało. Nawet jeżeli to będzie e-book z przepisami, które ja tłukłam po nocy od roku, nie wiem.
Świat jeden, świat dwa.
Tak. I ty jesteś na tyle inteligentna, że po prostu... I to jest ten problem, że na koniec nią musisz po prostu zostawić swoje zdjęcie, kiedy ważysz 100 kilo, 70 i koniec. Bo jak tego nie zrobisz, to nie sprzedasz tyle. To jest mój problem, wiesz?
Prosta narracja działa najlepiej, ale żeby nie było tylko, że ten świat on jest taki pesymistyczny, że nic nie udaje, że nie otwierajmy marek, nie prowadźmy e-commerce'ów.
Tylko odzieżowych.
Wszystkie inne mam. No to jakie są czynniki definiujące, że może ci się jednak udać robić ten e-commerce, może ci się udać budować personal brand? Jakby patrząc na twoje doświadczenie.
Bardzo prosto.
No.
Trzeba określić sobie, jaki problem ma twój konsument, wiedzieć jak go rozwiążesz i następnie wytworzyć w nim tę potrzebę. Przypomnieć mu, że on ma taki problem, bo on może nawet nie wiedzieć.
A ja bym dorzucił coś z tego ostatnio, co fajnego przeczytałem, że fajną metodą już jest to, żeby znaleźć super performujące, bestsellerowe produkty, załóżmy, za granicą w Polsce i zagłębić się w negatywne komentarze w nich. I zastanowić się, co w tych najlepszych produktach jest źle zrobione. Wykonać to po prostu lepiej w tym produkcie i sprzedawać. No bo to jest jakieś, nie zawsze warto jest wymyślać koło na nowo. Tylko wystarczy czasami zastanowić się, co możemy poprawić w produktach, które super się sprzedają, ale jednak mają negatywne opinie.
Mam jeszcze jedną ciekawą myśl do tego, co powiedziałeś. Kiedyś przez lata wydawało mi się, żeby odnieść sukces trzeba być czymś pierwszym. Dziś, kiedy ja byłam naprawdę pierwsza na polskim rynku z produktami bezalkoholowymi tego typu, to była orka. Dziś mogłam być taka trzecia, czwarta. Już niech ktoś za mnie zrobi te roboty.
Większa świadomość edukacją.
Niech za mnie wyedukuje tego konsumenta. Naprawdę, to jest bardzo trudne i bez własnej społeczności bardzo, bardzo kosztowne i bardzo czasochłonne. Ale tak, myślałam jeszcze, że mówisz o tym przypadku. Ostatnio czytałam trochę o tym. I jak ludzie znajdują jeden niedrogi produkt, jakiś taki banalny i następnie za pomocą takich wiralowych filmików user generated, pchają go, stawiają taki, wiesz, landing page, taki totalnie nowy wymiar jakiegoś dropshippingu. To jest fascynujące. Ja żałuję, że mi brakuje godzin w dobie, bo ja wiem, że ja bym to rozkminiła dobrze. A to jest szybka też gotówka.
Strzały w socialach, no.
Tak, tak, tak. Tylko właśnie trzeba znać wszystkie puzzle, a ja wiem, że ja je wszystkie znam, ale no niestety jeszcze chociaż te pięć godzin snu, które mam, nie zrezygnuję z nich, więc na razie to odkładam na bok.
Tylko w tym też się robi duża konkurencja przez takie platformy, o których nie chcemy wspominać, więc to nie jest takie do końca proste. Ale możesz to udać, jest jakaś tam szansa, jest to na pewno... Nic nie jest proste, no.
Jakby jeżeli ktoś mówi, że łatwo zarobisz pieniądze W internecie. W internecie, czy gdzieś tam. No to znaczy, że po prostu chce na tobie zarobić. Prawdopodobnie.
Zgadza się. Powoli zbieżamy do końca naszej rozmowy. Nie poruszyliśmy z połowy tematów, które miałem zapisane, ale wyszliśmy fajne wątki influencerów.
Ja się postaram jednym zdaniem, to jest trudne odpowiadać na jakieś twoje zagadnienia.
Kończąc naszą rozmowę, czym byś chciała się podzielić z nowymi słuchaczami mojego podcastu? Czymś, o czym nie mówiłaś nigdy wcześniej? A to jest zawsze takie pytanie kilujące czasami często, bo jest tak... Nigdy wcześniej. A może taką jedną, cenną radą? Bo większość osób, które słucha moich podcastów, są właśnie właściciele małych e-commerce'ów, startujących. Więc trochę dzisiaj, może negatywnie przez tyle, może nie, że negatywnie, ale prawdziwie.
Prawdziwie, bo mało kto po prostu to mówi.
Mało właśnie to, jak to mówi. Tak, to się zgodzę.
Ja myślę, że warto jest na bieżąco weryfikować swoje cele biznesowe i życiowe też. Myślę, że to jest bardzo ważne, że wcale nie potrzebujemy tworzyć wielkiego, wyskalowanego biznesu, żeby być szczęśliwym. Na koniec dnia każdy z nas buduje biznes, żeby się pewnie poczuć finansowo bezpiecznie i żeby się spełniać jako człowiek. I dziś na przykład, gdybym ja wiedziała to, co wiem dziś parę lat temu, to wiem nawet, który ze swoich biznesów zahamowałabym w kontekście rozwoju i skalowania w danym momencie. Tak bym sobie poukładała zespół, że żyłabym po prostu na bardzo fajnym poziomie i miałabym spokojniejszą głowę. Więc myślę, że to jest bardzo ważne, że wcale często mówimy, żeby właśnie jeść małymi łyżkami. Ja kiedyś to rozumiałam trochę tak, że z czasem ta łyżka się, wiesz, zmieniasz jej rozmiar, ale nie, właśnie nie. Właśnie chodzi o to, że najesz się jedząc sobie tą łyżką w swoim tempie i wszystko będzie okej. Jakby zastanów się, czy naprawdę jachty, o których marzysz, po prostu się naoglądałeś ich u kogoś w internecie, nie potrzebujesz mieć jachtu, żeby pływać jachtem. Nie potrzebujesz posiadać wielu rzeczy, żeby z nich korzystać, żeby czerpać. Wiesz, o co mi chodzi? Weryfikować swoje cele.
Narracja skalowania w internecie brzmi bardzo seksi i jest taki płęd, na zasadzie po prostu wszyscy skalują, skalujemy, optymalizujemy, ale to nie zawsze daje ci komfort.
Zastanówmy się po prostu po co. Zastanówcie się, w jakim miejscu życia jesteście. Na przykład, nie wiem, może macie małe dzieci aktualnie, tak? To wszystko naprawdę zależy od tego, gdzie na osi czasu jesteśmy. Nie trzeba wszystkiego robić do 30, nie trzeba wszystkiego robić do 40. Wszyscy mamy przed sobą bardzo fajną perspektywę czasu i tak dalej. Każdy w swoim tempie i zawsze weryfikując wszystkie swoje decyzje właśnie z wewnętrznym celem. Nie tym, czego ktoś inny od nas oczekuje, albo nie porównując się z ludźmi z internetu, bo to całe egzajent i jakiś taki lęk, niepokój, w który nas wprowadza obserwowanie tych osób, wynika właśnie z tego, że karmimy się takim dziwnym poczuciem, że jesteśmy gorsi, a nie jesteśmy. Jakby nie mamy prawa być gorsi, bo przecież każdy z nas ma swoją ścieżkę. Więc nie wiem na ile za bardzo to w stylu Paulo Coelho nie zabrzmiało na koniec, ale naprawdę wszystko w swoim czasie, w swoim tempie i w zgodzie ze swoim sumieniem.
Plus rzucimy do tego, że bądźmy odpowiedzialni, jeśli chodzi o naszą taką dietę kontentową, żeby aż tak dużo tego nie przyjmować, bo to potem nam siedzi w głowie.
Bo to wcale nie jest... Ludzie myślą, że... Konsumowanie kontentu to jest część naszej pracy, inspirowanie się, no nie? Albo, że to jest część pracy kreatywnej? Nie. Częścią pracy kreatywnej jest wyjście do lasu i pozwolenie poukładać się tym klockom tego wszystkiego, co przyjęliśmy, do swojej głowy, dać sobie taką godzinę czasu, żeby usłyszeć swoje myśli, bo słuchanie, oglądanie czyichś rolek to nie jest praca kreatywna.
Do tego dorzuciłem moją ulubioną książkę Slow Productivity, a ty Jakub... O, ona jest bardzo fajna. Karl Newport, Slow Productivity. Praca w zgodzie z naturą, w ciszy. A ty Jakub, byś poleciał na koniec książkę e-commerce.
Ja nie czytam takich książek.
Żadnych?
Żadnych, naprawdę. Bo ja nie mam na to czasu, przepraszam. Ja jak czytam to, żeby od troszeczkę głowy w drugą stronę nastroić, ja już nie czytam takich książek, bo Wiesz co? Chyba tak działa też mój mózg. Pomiędzy konsumowaniem tych treści, a wprowadzeniem ich w życie, gdzieś tam się gubiłam. One mi za duży śmietnik robiły. Ja zdecydowanie po prostu wolę kogoś na żywo posłuchać, wiesz o co chodzi, niż po prostu usiąść do takiej cegły, w której ktoś spisał swoje doświadczenia życiowe. Ja wiem, że dla wielu ludzi to jest pomocne, ale dla mnie akurat personalnie nie.
Na każdym etapie.
Tak, dokładnie. Więc ja się tym akurat nie podzielę, ale może zdaniem jeszcze raz podkreślając a propos tego, co ty powtarzałaś całą naszą rozmowę, czyli właśnie słuchać praktyków i wyciągać coś dla siebie. Bo jeżeli ktoś dzieli się z nami swoim doświadczeniem, to jest super bezcenna rzecz i pozwoli nam uniknąć być może wielu błędów, które nas będą kosztowały albo kasy, albo nerwy, albo coś.
Super. Dziękuję ci za dzisiejszą rozmowę. A z wami widzę się w kolejnym niedzielę o 9.00 w kolejnym odcinku podcastu z Buta w Marketing. Dzięki.
Dzięki.
Dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie mojego odcinka. Jestem ciekawy, czy pojawiły Ci się jakieś pytania. Jeśli tak, to to jest właśnie moment, w którym możesz napisać je w komentarzu. Chciałem Cię także zachęcić do odwiedzenia mojej strony internetowej oskarlipiński.pl i zapisania się na newsletter. W każdą niedzielę o 9.00 wysyłam garść merytorycznych informacji o e-commerce i marketingu. Aha, jeszcze jedno bardzo ważne. Napisz mi, jakie tematy są dla Ciebie interesujące, a może nagram odcinek o tym, co właśnie Cię trafi.
More from Oskar

Performance marketing w e-commerce 2026. Lekcje z budżetu 1 mld zł | Paweł Lewkowicz | Shoper

20-latkowie robią 420k miesięcznie, ale nie mają strategii? EcomScale Challenge #2

23 i 25 lat. 5,5mln zł rocznie. Jak zbudowali dropshipping od zera? | EcomScale Challenge #2







