Bycie na scenie to obowiązek lidera
18 Apr 2025 · 20 min
This content was created by Jarosław Kuźniar. This content was uploaded by Jarosław Kuźniar. This is a podcast titled "Bycie na scenie to obowiązek lidera" recorded on April 18, 2025, featuring a conversation in Polish between Jarosław Kuźniar and Tomasz Konik. The discussion revolves around public speaking, leadership, and the role of charisma and communication in business and personal development.
Chapters
Podcast The Host to miejsce, które uczy komunikacji, oswaja strach przed sceną, pomaga ułożyć głowę i ciało, porządkuje myśli, przygotowuje do prezentacji, układa historię w nowoczesną narrację. Raz usłyszysz tu praktyczne rady ode mnie, innym moje rozmowy z ekspertami od dykcji, oddechu czy storytellingu. Spotkasz tu także liderów, którzy pokażą swoją drogę na scenę, z czym się mierzyli. jak pokonywali lęk i jakie mają dziś wskazówki dla Ciebie. Moim gościem w podcaście The Host jest Tomasz Konik, D. Lloyd. Lubisz wchodzić na scenę?
Tak, myślę, że to przyjemne takie uczucie. Jakaś emocja temu towarzyszy. Pewnie jakiś lekki stres, ale tak.
Stres czy strach? Jak to jest?
Stres, ale w takim sensie mobilizującym. Ja lubię robić rzeczy przygotowane, więc zdarzało mi się, że musiałem wystąpić bez przygotowania. No i pewnie te emocje są trochę większe, ale jeżeli wiem, co chcę zrobić i jaki mam plan na to, to jest raczej takie... Nie wiem, trochę takie... Ja też grałem w koszykówkę, czyli jakby sport jest też trochę takim. Przygotowujesz się do jakiegoś występu i wtedy chcesz zrobić, żeby wypaść jak najlepiej.
Dobre porównanie, bo myślę sobie, jak często pracuję czy rozmawiam z liderami, że dla nich właśnie ten stres bywa paraliżujący. To jest bardzo często też coś, co właśnie nie pcha ich na scenę. To znaczy, oni wiedzą, że powinni, że czasy są takie, że jak nie będzie ich tam, to coś stracą. Czasami biznes, czasami okazję do poznania czegoś itd., itd., ale właśnie nie wykorzystują tego jako coś mobilizującego. Ale w sporcie masz zupełnie inną publiczność. Ona oczekuje od ciebie czegoś zupełnie innego. Że masz za te trzy rzucić zawsze i koniec, kropka. A tutaj, kiedy wychodzi lider, to...
Jeżeli ktoś już poświęca czas, żeby cię wysłuchać, przy jeszcze takiej ilości rzeczy, które w tym samym czasie można zrobić alternatywnych, No to chcę dostać jakąś wartość. Więc przygotowanie polegające na tym, że idę na tę scenę i wiem, do kogo mówię. Wiem, co chcę tam powiedzieć, jak chcę powiedzieć, z czym chcę ich zostawić. To są podstawowe elementy, które staram się robić. I staram się ostatecznie spowodować to, że ludzie, słuchając tego, nie uważają, że zmarnowali czas, tylko dostali coś wartościowego. Czyli spędzili ten czas, w taki sposób, mogąc robić różne inne rzeczy, które dały im coś.
Masz takie poczucie, bo tak jak wspominałeś o swojej historii koszykarskiej, ale też twoich pozycji w Deloitte było kilka. Dzisiaj jesteś na szczycie w tej części świata. Czy to miejsce determinuje sposób zachowania przed publicznością czy nie? Jak to jest?
Myślę, że pewnie trochę tak. Inne wymagania. Są trochę inne wymagania, inne oczekiwania. Dla mnie to, co powiedziałeś, przy tej zmieniającej się roli, i ja się tego też ze względu na to, że pracuje już bardzo mocno w środowisku międzynarodowym, to jednak, uczę, co może wydawać się jakimś tam stoganym, ale te różnice kulturowe, jak się postrzegają w różnych miejscach w Europie, są duże. Tak więc pewne komunikaty, które pewnie super są, naturalne i w jakimś tam stopniu przechodzą w Polsce, nie do końca muszą być już w taki sam sposób pozytywnie odbierane. A to w Albanii. Więc tam jakby taka... Jakieś takie, powiedziałbym, niedostosowania, ale jednak jakby poznanie trochę, co dla tych ludzi jest też ważne. Czyli też przygotowanie kontekstu jest ważne. Chociażby w naszej części Europy kontekst historyczny jest olbrzymiowarty. Nawet jakieś żarty, które w pewnych częściach świata mogą być zupełnie naturalne, przechodzą, w pewnych mogą być zupełnie źle odbierane. Jest ileś rzeczy, które... Więc to jest na pewno z tą moją rolą jakaś nowa rzecz, którą pewnie wcześniej aż w takim dużym stopniu nie brałem tego pod uwagę.
I na waga słów, tak?
I tak. Publika jest zupełnie różna. Ma inną historię, inne oczekiwania, więc więcej czasu chyba spędzam teraz na to, żeby zrozumieć też do kogo mówię. Ostatecznie ta komunikacja też czemuś służy. W większości przypadków ja jako prezes komunikuję się temu, żeby poinformować, zdobyć jakiś buy-in z drugiej strony, czy zmotywować ludzi do czegoś, zainspirować ich. Muszę wiedzieć, jak oni to odbierają.
Tak sobie próbowałem wyobrazić twoją rolę w jakichś kontekstach, które mogą być związane ze sportem. Trochę mam wrażenie, to będzie pytanie, a nie stwierdzenie. Często jest tak, jak w szatni, między pierwszą a drugą połową, albo przenosząc to na koszykówkę, jak poproszę o czas, mamy chwilę, żeby przegadać, co robimy nie tak na boisku. To musi być krótkie, konkretne i jednocześnie pchające do przodu.
Jest taki dokument mówiący o tym drodze do złota Amerykanów w Paryżu teraz. Znamy Amerykanie jak Amerykanie, ale tam jest dużo przebitek też z szatni innych zespołów. Polecam słowa i motywacje serbskiego trenera, który motywuje. Są fenomenalne. Nie znałem tego człowieka, on ma tam ponad 70 lat, czyli to jest już dosyć leciwa osoba.
To jest kwestia doboru pomysłu, sposobu mówienia?
Nie chcę spoilerować, ale tam jest taka sytuacja, że Serbowie przegrywają mecz i jeżeli go przegrają, to odpadną. To jest chyba mecz z Australią w ćwierćfinale. I to, co on robi w tej szatni, myślę, że on tak realnie przyczynił się, że oni ten mecz ostatecznie wygrali. Natomiast on musiał... totalnie 180 stopni pewnie zmienić, z czym wchodził do tego. Dostosował się w piękny sposób. Jednocześnie w tym zespole ma gwiazdy, najlepszego koszykarza na świecie, więc to nie byle kto. Umie do nich dotrzeć i umie ich obrócić w taki sposób, że oni ten mecz wygrali. To fenomenalne było.
Ale to dobry moment, żeby cię zapytać o coś, co planowałem zostawić na ciąg dalszy rozmowy, o charyzmę. Masz takie poczucie, że charyzma na scenie pomaga czy przeszkadza? Jak to jest?
Zależy, jak definiujesz tę charyzmę. Myślę, że w takim trochę zabieganym świecie i tego, że te komunikaty są krótkie i że my mamy mało czasu, to bez charyzmy, bez tego... która tam się wiąże też, moim zdaniem, z charyzmą. Pewnie to jest trochę naturalna cecha, ale z drugiej strony można wiele rzeczy przygotować, można wiele rzeczy się wyuczyć. Komunikacja czemuś służy. Więc jeżeli przyjdziesz i mówisz, że teraz... To wzrost firmy ma być 5% i będzie ciężko i pewnie nam się nie uda. To jest trochę inaczej. Słuchajcie, mamy taki cel, on jest ambitny, ale damy radę. Pokazaliśmy w przeszłości, że wiele rzeczy nam się udało. Budujmy na tych siłach. To jest... Znaczy tak, charyzma jest ważna i ona się pewnie przekłada na różne warstwy komunikacji, jak mówimy. Jak długo też mówimy.
Nawet jak zacząłeś się bawić tą energią, którą wkładasz w słowa, to mam takie poczucie, że to jest to. Ale początek był jednak taki polski trochę, jeżeli ja to dobrze czytam. Czyli charyzma to jest jakiś pozytyw. Ja sobie wyobrażam to, że dla mnie ktoś, kto ma charyzmę, to jest ktoś, kto ma doświadczenie, ktoś, z czyjego zdaniem się liczę, jestem ciekaw tej osoby. Ale zabrzmiało trochę tak, jak często bywa w Polsce, ktoś mówi, świetnie wyszło, a wiesz, jednak nie chowamy się. W tym czasie Amerykanina, jak zapytasz o charyzmę albo o to, jak poszło, no dzięki, świetnie, tak, przygotowywałem się. Jest coś takiego, że pokorniejemy, a scena z kolei tej pokory wcale nie chce.
Tak, tak. To, co powiedziałeś teraz o takim kulturze amerykańskiej i europejskiej, jest mega widoczna. Tam, przed głównym finałem, oni byli w trudnej sytuacji, bo przyjechał zespół gwiazd. Wchodzą w te mecze z nastawieniem, że jak nie wygrają złota, to jest porażka. A jakby wygrają, to tak jakby ktoś mówi ok, odtikowali. Natomiast były takie krótkie wywiady, przebitki z poszczególnymi graczami i tam dziennikarze próbowali ok, jak się czujesz? Only winning. Only winning. Czyli tak naprawdę to było niesamowite. To był taki stuprocentowy fokus na tym celu.
To jakiś rodzaj mindset'ów zwycięstw.
Myślę, że dlatego amerykańscy sportowcy, czyli ludzie z tamtych lat...
Biznes ma to samo, myślę.
Biznes ma trochę to samo. Podobnie.
Zmierzam do mojej refleksji, kiedy pracując z liderami widzę różnicę kulturową, ale w tym znaczeniu, Pojawiają się na przykład takie publiczne spotkania, Amerykanie nazywają to town hall. I teraz Polacy wchodzą na scenę globalną, pokazując, Polacy czy powiedzmy CEE, bo to dziś modne w tego typu organizacjach jak twoja, no i pokazują, co się udało. I bardzo często właśnie, mimo że udają się duże rzeczy, opowiadają o tym z taką dużą pokorą, lekką nieśmiałością, Ale też to, co ich martwi i co chcą poprawiać, to to, że jak widzą Amerykanów, to niezależnie od wyniku tam jest zwycięstwo. Jak widzą Meksykanów, to też myślą sobie, kurczę, ile tam jest energii. I teraz próbują wskrzesać trochę tą energię u siebie. I moje pytanie dotyczy właśnie tej międzynarodowej twojej roli. Czy widzisz dzisiaj inne oczekiwania twojej widowni w Ameryce, w Azji, niż tutaj?
Na pewno tak. Na Amerykanie ten przykład jest pewnie ekstremalny. Myślę, że język angielski też jest dosyć plastycznym językiem. W Polsce nie powiedziałbyś, że było wspaniale, było cudownie. Amazing, beautiful. Te słowa przechodzą bez głębszego zastanowienia.
Mówimy to wspaniale z taką nutą, że nie ma tam żadnej wspanialości.
Ale to jest widoczne. Tak, to się przekłada też trochę na biznes, bo jeżeli masz partnera biznesowego, który wchodzi do tej rozmowy właśnie naładowany, taki, że jest amazing, jest beautiful, to to dostosowanie jest ważne tutaj. No tak, tak to jest. muszą być inne.
Czy komunikaty out firma i in firma to są dwa różne? Jak dzisiaj myślisz o sobie jako o liderze, wchodząc na scenę, to wiesz, że usłyszy to teoretycznie każdy, ale pytanie, czy inaczej je sobie adresujesz, czy dla ciebie ten jeden komunikat powinien zaopiekować potrzebę każdej z tej publiczności, tej na zewnątrz i tej wewnątrz.
Tak, to na pewno tak. Wydaje mi się, że w tej chwili, szczególnie w świecie social mediów, nie ma już czegoś, co jest wewnętrzne i zewnętrzne. I w dobrych i złych momentach komunikacja wewnętrzna bardzo często wychodzi na zewnątrz, gdzieś tam jest później komentowana. Ale z drugiej strony w takim zabieganiu i tego, że na tej skrzynce mailowej, gdzie gro komunikacji u nas ogólnofirmowej przychodzi przez maila i dostajesz tych maili 100-150, to jest ciężko nawet wychwycić czasami tego właściwego. Ale ludzie są obecni na social media, Ja też widzę po komentarzach, po odznaczeniu tego wśród pracowników, że to jest zauważalne. Pracowników... Tak, to jest zauważalne.
Zauważalne, czyli możemy rozumieć, że też oczekiwane, żebyś był na tyle widoczny w miejscach, w których oni też są, żeby mogli stamtąd też jakąś wiedzę o tym, w którą stronę idziemy czekać.
Pamiętam, że była taka sytuacja, że ktoś do mnie podszedł, przedstawił się, że pracował u nas pięć, sześć lat temu. Na koniec mi powiedział, że się odwożyłem podejść, bo czytam twojego Linkedlina i on jest taki dla mnie inspirujący. W sumie fajny komentarz. Czyli nasz były pracownik ciągle trochę, wydaje mi się, czerpie wiedzę o tym, co się u nas dzieje, co robimy, na co stawiamy, przez mojego Linkedlina. Więc jakby to było... Powiem szczerze, było miłe. Myślę, że było szczere też, bo nie musiał ani podchodzić, ani tego mówić. Zasadami to uważam pozytywnie.
Masz poczucie, że dzisiaj komunikacja, którą można nazywać strategiczną, bardzo publiczna, to jest must have każdego lidera? Czy można wziąć to w nawias, nie pchać się na scenę? Jak czujesz?
Myślę, że to jest must have. Taką perspektywę, że w świecie, gdzie jest tyle niepewności, ludzie po prostu potrzebują słyszeć Człowieka, który gdzieś jest na topie w różnych miejscach organizacji, ale co on myśli, gdzie organizacja idzie? Myślę, że to jest taki trochę uspokajający message w ramach organizacji, więc to jest na pewno. Myślę, że to też wykorzystujemy w jakimś tam stopniu, ale coraz bardziej walczymy, mamy rynek pracy, że musimy trochę zabiegać od tego pracownika. I coraz więcej ludzi robi sobie trochę analizę, gdzie chce przyjść. Przez pryzmat socjalnego, kto jest. To też miałem przypadki, że ludzie przychodzi i mówią, że nie znają firmy, ale trochę poczytają sobie o was, co ty publikujesz i to im się podoba.
Czyli na tej podstawie wyrabiają zdanie.
Więc myślę, że bez tego się nie ucieknie. Ja też uważam trochę, że to jest mój obowiązek. To nie jest taka... Zaczęliśmy, czy lubię być na scenie. Lubię, ale z drugiej strony uważam, że to jest mój obowiązek, że muszę to robić, bo to realizuje konkretne cele biznesowe. Mam też pewne komunikaty, które... Myślę, że podbijając, jestem w stanie spowodować, że one są ważniejsze, że może zacząć jakiś dialog wokół tego. I to mi zależy na tym jako osobie. Ja nie staram się pisać o wszystkim, ale są pewne rzeczy, na których mi zależy. Chciałbym, żeby była realna dyskusja na ten temat i żeby te tematy w innych grach były uważane za ważne. Więc mam pozycję, wykorzystuję ją też do tego.
Też myślę, bo nie każdy w tę rolę chce wejść, nie każdy te buty lubi, a ty w nich jesteś, stąd to moje pytanie, że ten lider staje się trochę ambasadorem spraw, które są do zrobienia w firmie, swoim własnym też, firmy w ogóle, tak jak mówisz, u was to jest trochę inna relacja, w innych organizacjach, przy innej strukturze inna, ale to jest trochę taka dyplomacja, jakby nie było.
Ukraina była takim, wiesz, jakby... Ja pamiętam, że my od... My w ogóle byliśmy w takim dialogu z Ukrainą. Ukraina była u nas trochę w innych strukturach, więc myśmy jakby starali się ją włączyć do naszej firmy w centralnej Europie. To był tam jakiś długi proces, wybuchła wojna, ale pamiętam przez takie jakby mocne postawienie też sprawy, że to jest ważne, że ich wspieramy. Moim zdaniem zrobiliśmy bardzo dużo Mieliśmy prawie 500 osób, których gościliśmy w Centralnej Europie. Nie utrzymaliśmy biznesu. Udało nam się przy wsparciu globalnej firmy wygenerować mechanizmy, które wspierały. Co by nie było, ta dyskusja ostatecznie doprowadziła do tego, że firma globalna podjęła decyzję o wycofaniu się z Rosji.
Myślę o tym byciu publicznym czy o tym, że dzisiaj właściwie ta twoja rola teoretycznie ma bardzo mały margines prywatności. To jest trochę tak, że dzisiaj nawet jeżeli pokazujesz swoje pasje, nawet jeżeli zabierasz głos w tego typu sprawach, to bardzo trudno chyba dzisiaj oddzielić te dwie role.
Ja, jeżeli decyduję się coś już komunikować, powiedzieć, to staram się też... Mam jakieś granice, których nie chcę przekraczać. Są pewne rzeczy, których nie będę chciał komunikować na pewno. I tyle, nie? Więc jakby mam tam te granice ustalone i mi się wydaje, że to jest jakoś tam podstawa. Że ja nie zamierzam jakoś z tą komunikacją wchodzić albo wychodzić u każdego z lodówki jakby z każdym tematem. Są jakby tematy, na których się znam. których jestem w stanie się wypowiedzieć, ale to nie są wszystkie tematy. I też są takie personalne granice, których też nie chcę przekraczać.
Wielu liderów pojawia się na scenie po raz pierwszy w wieku 50 i więcej lat, mówiąc, że musiałem najpierw postawić biznes, to było dla mnie kluczowe, a dzisiaj dopiero mam czas na to, żeby zadbać o siebie. To mnie często zaskakuje, bo wydaje mi się, że dzisiaj ktoś wchodzący do biznesu nie ma tej możliwości, żeby się najpierw skupić na biznesie. Dzisiaj to opowiadanie biznesu, bycie jego ambasadorem, bycie twarzą jest niesamowicie powiązane.
Myślę, że tak. To jest taki poziom interakcji, których my mamy. I to, co mówiłem wcześniej. Chcesz zatrudniać ludzi, którzy nagle cię obserwują, nie ma cię w tym świecie, to masz mniejsze szanse. Wiele biznesów z punktu widzenia docierania do swoich konsumentów, klientów, to budują też na budowaniu jakichś profilów. My mamy coraz więcej klientów, którzy wychwytują nas, Nie wiem, mówimy o jakimś zakończonym projekcie, który gdzieś się tam zakończył, udał się i nagle ktoś mówi, że ma taki sam wyzwanie, może byśmy porozmawiali. Takie rzeczy zaczynają się w coraz większym stopniu pojawiać.
To, co obserwuję i jestem ciekaw twojego zdania, to to, że dzisiaj powiedziałeś, ta granica prywatności pracowniczej się trochę zaciera w tym znaczeniu, że nie tylko lider, ale i pracownicy stają się ambasadorami, czyli te trochę profile... Oni niosą, i znów nie przymusisz do tego, ale są specjalne programy organizowane do tego, że jeżeli ktoś chce, bo się dobrze czuje, chciałby o tym opowiadać, to staje się właśnie takim ambasadorem, bo bardzo często to on będzie bardziej love brandem niż brand, którym pracuję, dla kogoś, kto szuka pracy albo inspiracji.
Wiesz, rekomendacje od zawsze to było coś, co mocno działało, natomiast teraz te rekomendacje mocno zwiększyły swój zakres. Dużo ludzi do nas przychodzi do pracy przez to, że pracują ich znajomi, że widzą, że oni robią ciekawe rzeczy, są zainteresowani, więc to jest ewidentnie. Jeszcze to, co powiedziałeś, to jest taki wrażliwy temat rozdziału pomiędzy tym, co jest prywatne, a co jest firmowe. I to wymaga czasami takiej ekwilibrystyki też, żeby się zastanawiać nad tym, jak do tego podejść. Mi się wydaje, że my mamy tutaj taki... To są jakieś generalne zasady, ale wartości, w które wierzymy. I niezależnie, czy jesteś pracownikiem czy prywatnym, nie wychodzisz poza te wartości, co też się ostatecznie... może powodować, że my mamy swój proces akceptacji pracowników i czasami oni nie przechodzą tego procesu.
Miałem taką studentkę kiedyś w Łodzi na targach pracy, która mówiła, że teraz jestem jeszcze na studiach i mam swojego Facebooka i są tam różne rzeczy, głównie dla moich znajomych. Za chwilę chcę założyć biznes i tym Facebookiem też sprzedawać. Ja mam mieć dwa konta, A masz dwie osobowości? Nie, więc to jest trochę o tym też ta historia. Ja przyjąłem taką zasadę kiedyś, że wychodzę z założenia, że to jest narzędzie pracy. I to od razu pozwala mi zwalidować to, co tam powinno się pojawić, a co nie.
Aczkolwiek, a propos nowych pokoleni, kumuję mu trochę... Może nie w zaskoczeniu, ale nie zdałem sobie sprawy, bo moja córka najmłodsza ma TikToka i w sumie jakby... od czasu do czasu coś ze mną kręci.
A tato zrób to, a tato zrób coś tam.
I ja nie miałem świadomości, że to jest wykorzystywane gdzieś dalej. Ono ma tam jakąś małą grupę, ale okazało się, że mamy jakąś grupę followerów już tego naszego TikToka, aczkolwiek nie miałem świadomości, że jestem, więc to są czasami takie śmieszne.
Tato zrób to, tato zrób to.
Ok, robię.
Jesteś gotowy. Dzięki za spotkanie i rozmowę.
More from Jarosław
Lęk przed wystąpieniem - co się dzieje i co na to nauka? | zapowiedź webinaru z dr. Drążkowskim




