Dlaczego dykcja lidera ma znaczenie?
26 May 2026 · 14 min
W odcinku Jarosław Kuźniar wyjaśnia, dlaczego klarowna dykcja jest kluczowa dla liderów, prezenterów i podcasterów. Rozpoczyna od osobistej historii z logopedią, podkreślając, że prawidłowy oddech pochodzi z przepony i że jego brak wpływa na jakość głosu. Następnie omawia, jak świadome słuchanie i nagrywanie własnych wystąpień pozwala wykrywać i korygować niedoskonałości. Kuźniar prezentuje szereg praktycznych rozgrzewek – od oddechowych, przez ćwiczenia języka i twarzy (np. rozciąganie przy dźwięku „N”, masaż języka rękawiczką, delikatny ucisk kciukiem przy otwieraniu szczęki), po techniki unikania nadmiernego napięcia. Podkreśla, że ćwiczenia powinny być wykonywane z wyczuciem, nie agresywnie, i że regularny, kilkuminutowy rytuał przed wystąpieniem zwiększa wyrazistość, wytrzymałość i profesjonalizm mowy. Całość jest ukierunkowana na praktyczne zastosowanie w krótkich formach (podcast, prezentacja) oraz w dłuższych wystąpieniach, z naciskiem na przygotowanie aparatu mowy tak, aby radzić sobie ze stresem i utrzymać jakość głosu przez cały czas trwania wystąpienia.
Chapters
A dlaczego moja dykcja może mieć znaczenie? Kogo to interesuje? Czy mówię wyraźnie, czy nie? Czy otwieram buzię, czy nie? Czy mówię w ten sposób, czy jakoś zupełnie inaczej? Robię tak od lat i komu to przeszkadza? Bo dzisiaj, kiedy chcesz, żeby to brzmiało profesjonalnie, szczególnie kiedy wiele osób, nawet materiał nagrany pięknymi kamerami, w doskonałym studiu albo na mniej doskonałej scenie, ludzie będą tego słuchać. A jak będą słuchać, to będziecie w sytuacji bardzo intymnej i głupio by było, żeby słyszeli, jak niewyraźnie mówisz. Tylko co zrobić, żeby mówić wyraźnie? Czasami ludzie spędzają lata pracy z logopedami i zdaję sobie z tego sprawę, że to może być konieczne. Mało tego, mając lat 15, otworzyłem żółtą książkę telefoniczną i znalazłem sobie kogoś, kto zaprosił mnie do gabinetu i powiedział, chłopczyku, połóż się. To leżenie miało uświadomić mi, że oddech bierze się z przepony? Nie bierze się z płuc. Owszem, powietrze tam gromadzimy, ono nam się przydaje czasami, ale tak naprawdę dobry oddech, taki, który uspokaja ciało, taki, który pomaga także wydobywać z siebie zdecydowanie lepszy, niższy, spokojniejszy, pełniejszy, mniej zmęczony głos, bierze się z dołu. Ale później zaczęliśmy pracować sobie nad tym, co dzisiaj można powiedzieć dykcją. Czymś, co wtedy mi było bardzo potrzebne. Byłem piętnastolatkiem, który był w okolicach mutacji, nie brzmiał być może tak nisko i tak ciekawie, jak brzmi dzisiaj, koniec cytatu, z tych, którzy słuchają, ale był gościem, który potrzebował wsparcia, potrzebował pomocy, gościem, który bardzo szeleścił, który bardzo świszczał i który miał nadmiar ślinotoków. Przepraszam za szczegóły. Więcej tego typu rzeczy nie będzie, ale postaram się, żeby w tym odcinku, w tym programie Każdy z was znalazł coś takiego, co pomoże mu rozgrzać odrobinę cały ten aparat mowy, który sprzyja temu, żeby było nas odrobinę lepiej, bardziej profesjonalnie słychać. To, co ja wyniosłem z mojego gabinetu logopedycznego, przez długie lata zmieniało się, dlatego że dochodziły mniej bolesne techniki czasami. Bardziej świadomy byłem, że pewne rzeczy muszę zrobić tak, a nie inaczej. Ta świadomość przychodziła dzięki pracy z innymi specjalistami, ale także z czegoś, czego wielu z Was nie lubi, nie chce tracić na to czasu, czyli słuchania samego siebie i oglądania samego siebie. Swego czasu, kiedy pracowałem w Radiu Z, miałem takiego szefa, który uważał, że siadający kuźniar do słuchawek i słuchający ostatniego serwisu informacyjnego na antenie Radia Z to jest nikt inny, tylko narces. Bullshit. Nie da się poprawiać siebie samego, jeżeli nie zobaczycie, nie usłyszycie tego, co zostało zrobione. Dzisiaj nawet, po stu latach pracy w studiu i na scenie, każdy podcast, który wyprodukowaliśmy w Voice House, w którym jestem hostem albo narratorem, jak w tym chociażby, jest przeze mnie słuchany po to, żeby zobaczyć, czy można to zrobić inaczej. Jest różnica między sytuacją, w której czytam poranne briefy na Jarosław Kuźnia Rain Brief, jest różnica między tym, co robię tutaj i teraz, W sytuacji, w której siedzę teraz przed Wami i mówię do Was teraz, jestem bardziej opowiadaczem historii niż czytaczem serwisu informacyjnego. To jest inny rodzaj intonacji, inny rodzaj tempa. No ale co z dykcją? Ona jest bardzo kluczowa, szczególnie w sytuacjach, w których mamy krótką formę, w której ona jest bardzo intymna, w której chcemy przekazać coś, co musi mieć swoją moc. Więc wszystko to, co powinno zadziać się z wami, szanowni mówcy, speakerzy, hości, niezależnie od tego, czy macie swój własny podcast, czy idziecie na spotkanie z zarządem, radą nadzorczą albo wchodzicie na scenę, żeby moderować Town Hall na przykład na dużym wydarzeniu. to zatrzymanie się na chwilę nie tylko po to, żeby pomyśleć jaką mam historię, ale po to, żeby rozgrzać ten aparat mowy, który ma dowieść tę historię, jest kluczowe, żeby nie powiedzieć strategicznie ważne. I dlatego niezależnie od sytuacji, w której pracowaliście z logopedą lub nie, macie większą lub mniejszą świadomość, poświęciłbym kilka minut rano na to, żeby ta nasza buzia działała. Dosłownie tak jak z każdym treningiem sportowym. Jeżeli zaczniemy na maksa, no to się zatrzemy, to porobimy sobie kilka kłopotów, a tego byśmy nie chcieli. Z głosem jest tak samo. Jeżeli tutaj nie będzie rozgrzewki, to nie możecie liczyć na to, że będziecie na czas przełykać ślina, że będziecie na czas zatrzymywać się przy trudniejszych słowach. że będziecie brzmieli bardziej profesjonalnie niż być może brzmicie dziś. Tych rozgrzewek jest trochę. Te ćwiczenia są przygotowywane i namawiam Was i radzę Wam, żebyście sięgali po ćwiczenia, które zostały opracowane przez logopedów, a nie przez kogoś, komu się wydaje, że a, dobra, powiedz to w ten sposób, powiedz to w taki, a nie inny sposób. Logopedzi wiedzą od czego zacząć i dlatego np. sugerują, żeby nie rozgrzewać jamy ustnej na m, bo jak zaczniecie pracować sobie z m, czyli m, to zobaczcie, jak to brzmi. Na dużym napięciu, na dużym ściśnięciu, tutaj niewiele się rozciąga i niewiele rozgrzewa. Zostawmy to swoją drogą. Mało rozgrzany język i proszę, do czego może doprowadzić. Jeżeli zaczniecie ćwiczyć rozgrzewkę na n, zobaczcie, język od razu przykleja się do podniebienia. To jest jego naturalna pozycja i on w niej powinien być cały czas spoczynkowo. Kiedy czekacie na przykład na wejście na scenę, to dobrze jest położyć język tam, gdzie powinien być i nawet wewnętrznie z zamkniętą buzią ziewnąć sobie. żeby to powietrze, które w środku się rozkręca, rozciągnęło was. Jeżeli ten język na tym N, zamknę teraz usta, z dźwiękiem dosłownie pracujecie sobie z nim, no to zobaczcie, struny głosowe działają, wibrują, więc powietrze odrobinę płynie. Już zaczyna się nam krtań rozgrzewać. Wszystko to, co jest niezbędne do tego, żeby ten głos brzmiał na końcu dobrze, zaczyna powolutku pracować, więc poświęćcie na to kilka, nie sekund, jak ja w programie, ale kilka minut na to, żeby porozgrzewać to, co może Wam pomóc później brzmieć lepiej. Tak, żeby ta krtań, zanim powiecie coś na scenie, już wcześniej kilka słów wypowiedziała, szczególnie rano. Kiedy zawsze po nocy będziemy brzmieli niżej, będziemy mieli chropowaty głos. Ile razy dzwoniąc do kogoś rano, uuu, dopiero wstałeś, mówiliśmy, prawda? To jest dosłownie u każdego to samo i trzeba to przepracować, to znaczy wypowiedzieć kilka zdań, kilka słów jadąc samochodem. stojąc w korku albo łapiąc dla siebie miejsce przed sceną, w kulisach, w toalecie albo na innym korytarzu, tak żebyście przegadali trochę to gardło, żeby ono wiedziało, że za chwilę będzie w sytuacji być może kryzysowej, bo będzie duża trema, duży stres, duża publiczność, ważne słowa do wypowiedzenia, więc niech wszystko to, co dowiezie głos, dowiezie dykcję, było przygotowane. I to jest dosłownie, teraz mam już na swojej twarzy make-up, ale to co robię kiedy wchodzę do studia i nie muszę mieć make-upu, nie robiłem tego celowo przed nim, bo chciałem spotkać się z wami i wam to pokazać, kładę sobie palce tutaj dosłownie na czole. Teraz ci, którzy słuchają, myślą sobie, a gdzie można to zobaczyć? No na YouTubie, na Spotify możecie zobaczyć. Więc położył sobie na czole swoje palce i kciuki ma na tym miejscu twarzy, gdzie łączy się dolna i górna szczęka. Tam są takie małe kosteczki, które sobie pracują i pomagają nam otwierać tą naszą buzię bez bólu. Dlatego bądźcie czuli i wyrozumieli wobec nich. Nie naciskajcie za mocno. W ogóle wszystkie te ćwiczenia, one nie mogą być robione ofensywnie. One mogą, muszą, powinny być robione Czulej musicie czuć, kiedy ciało mówi dość. żeby nie przesadzić. Za chwilę o takiej przesadzie w mojej perspektywie wam opowiem. Rozgrzewacie sobie to miejsce tak, żeby tutaj wszystko to, co się naciąga pięknie na kościach policzkowych i na żuchwie, było rozciągnięte, żeby ta skóra, która czujecie, że być może obciągnięta jest na twarzy. Szczególnie, panowie, jeżeli się ogoliliście rano, wszystko jest ponaciągane. A musi być elastyczne, żeby ta buzia brzmiała dobrze. Żeby O było O, żeby A było A, żeby E było E, a nie E. Bo będzie brzmiało tak jak dla słuchaczy teraz np. brzmiało przed chwilą, czyli niewyraźnie czujemy, że coś nie zadziałało, czujemy, że to nie jest profesjonalne. Najważniejszym mięśniem, który dowozi dykcję jest język. I teraz... Są dwa sposoby jego masażu. Logopedyczne, czyli to co widziałem u osoby, z którą my pracujemy, Mai Wojnarowicz, to jest logopeda zakłada gumową rękawiczkę jednorazową i prosi o wyłożenie języka na zewnątrz. Następnie zaczyna się masaż i to jest masaż, który na pewno będziecie pamiętali. Łzy ciekną po policzku. Boli? Dlatego, że kto z was to robił kiedykolwiek? Miał świadomość w ogóle, że język można masować? No chyba, że były problemy dykcyjne, logopedyczne na etapie szkoły i to takie bardzo poważne? Wtedy to było naturalne. Natomiast każdy z liderów dzisiaj, jak zaczynamy o tym rozmawiać, parska śmiechem i mówi, nie chcę tracić na to czasu. To poświęć na to chwilę, żebyś wiedział, jak pracować głosem lepiej. Język bez logopedy można wymasować na jeszcze jeden sposób i teraz Mój ból, tego piętnastolatka, polegał na tym, że moja logopetka wtedy kazała mi wkładać sobie na sztorc korek po winie, tak żeby dolna i górna szczęka były otwarte, rozszerzone. Chodziło o to, żebym trochę szerzej otwierał buzię, to było zbyt ofensywne i dzisiaj się już tego raczej nie stosuje. Każdy też musi wyczuć, gdzie jest jego granica bólu, kiedy otwiera sobie dolną i górną szczękę. Więc ja dzisiaj na przykład wtedy długie lata z korkiem przesiedziałem w domu, czytając różne artykuły, śliniąc się przy tym niemiłosiernie, ale to było moje ćwiczenie. Każdego dnia po wyjściu od logopedy wiedziałem, że to jest przepisana dla mnie recepta. Otwierałem wtedy starą politykę ogromnej wielkości, ogromnego formatu. Wkładałem ten korek po winie do ust. I zaczynałem czytać przez kilkanaście minut. Co było napisane, to czytałem. To brzmi komicznie, tak jak zabrzmi za chwilę, ostrzegam. Natomiast to było bardzo pomocne. To pozwala mi mieć świadomość, że pewne rzeczy można przepracować, wypracować. Można sobie to wytrenować. Język jest mięśniem, więc ma swoją pamięć, jak każdy mięsień. Jak pozwolicie mu uświadomić sobie, że można ułożyć się inaczej, to będzie dobrze. Teraz, kiedy mówię do Was cały czas, od początku nagrania, on sobie jakoś tam pracuje, żeby każde z moich słów było wypowiedziane jakoś, poprawnie. Natomiast, żeby rozgrzać go rano, szczególnie kiedy jeszcze za bardzo się nie napracował, możecie zrobić coś, co jest mniej ofensywne i mniej bolesne zdecydowanie niż praca z korkiem. Ja wkładam sobie kciuk, ten tutaj mój, do ust właśnie w taki sposób. i biorę jakiś tekst, to może być ten tekst, który mam do przeczytania, który mam do wypowiedzenia i muszę poświęcić na to 2, 3, 4, może 5 minut i w ten sposób już przerwę eksperyment, czytam sobie, nie pospieszając, nie skracając, tekst, który mam przygotowany po to, żeby język w sposób, który ja go teraz zablokowałem, musiał się sam wymasować, musiał się sam pogimnastykować. Tak, żeby kiedy wyjmę ten mój kciuk i kiedy stanę na scenie, kiedy zacznę do was mówić, to żebym miał poczucie, że wszystko tam jest naoliwione, wszystko tam jest gotowe, wszystko tam jest rozgrzane i czeka na to, żebym tylko tego nie zepsuł. żebym składając słowa, składając zdania, składając wyrazy, brzmiał poprawnie. To musi mieć w kalendarzu każdy lider czas na to. Czy to będzie miało sens od razu? Efektów od razu możecie nie widzieć. Ale jeżeli zaczniecie w ogóle o tym myśleć, że wyjście na scenę to nie jest tylko czy dobrze wyglądam? Też. Czy dobrą mam historię? Też. Czy stoję prosto? Też. Ale czy to czym mam dowieść tą moją historię jest gotowe na to, żeby przyjąć stres, przyjąć światło, być może suche powietrze i dać szansę mojej publiczności, żeby w pierwszej minucie spotkania I w 15 albo w 45 minucie spotkania też brzmiało dobrze. Pamiętajcie, rozgrzewamy język, rozgrzewamy skórę twarzy przed make-upem, tak żeby była na to przestrzeń, był na to czas. Nie kpimy sami z siebie, nie banalizujemy tego, tylko pozwalamy tej naszej buzi się rozgrzać, tak żeby brzmiało to wszystko poprawnie. Rozgrzewamy krtań na NNNN. Nie, możecie w ten sposób sobie też poćwiczyć, dosłownie z dźwiękiem, tak żeby ten dźwięk wyleciał bez pospieszania się, żeby to mocno, mądrze, i to jest bardzo potrzebna rzecz paradoksalnie. Wiem, że brzmi banalnie, może brzmi śmiesznie, może nawet teraz sobie śmieszkujecie słuchając tego, ale jak zaczniecie to robić, jak zaczniecie to wprowadzać, jak zaczniecie o tym pamiętać, to być może po tych 45 minutach albo po 90 minutach ważnego wykładu albo ważnej prezentacji będziecie czuli, że w sumie jeszcze dowieźlibyśmy kolejne kilkanaście, a może kilkadziesiąt minut. Jeżeli będziecie pracować na zbyt ściśniętej krtani, zbyt ściśniętej twarzy, na dużym napięciu tutaj, to być może i dowieziecie to do końca. Ale koszt fizyczny będzie duży oraz jakościowo to nie będzie fajne. A tego w życiu wam nie życzę.
More from Jarosław
Lęk przed wystąpieniem - co się dzieje i co na to nauka? | zapowiedź webinaru z dr. Drążkowskim




