In this podcast episode, Jarosław Kuźniar answers a listener’s question about whether memorizing a speech word‑for‑word is a good method. He argues that memorization is a trap that makes speakers brittle and unable to adapt when the context changes. Instead, he proposes a practical workflow: build a narrative using a simple past‑present‑future (once‑upon‑a‑time → result → now) skeleton, write the story in short, rhythm‑driven sentences, and deliberately break conventional punctuation rules by using periods after every pause to create a clear beat. He advises recording the written story on a phone, listening to the playback while doing other activities, and experimenting with intonation, tempo, and emotion. This self‑recording loop helps speakers internalize the rhythm and identify useful accents without becoming attached to a rigid script. Kuźniar stresses staying flexible on stage, allowing spontaneous additions or deletions, and avoiding “concrete” memorized blocks that can collapse under unexpected questions. The overall message is to treat the speech as a living story told in one’s own words rather than a memorized monument.
Chapters
Uruchamiając niedawno specjalny program Public Speaking Academy uznaliśmy, że dobrą będzie okazją posłuchać was, waszych wyzwań, waszych problemów, tego co blokuje was często przed wyjściem na scenę albo co nie pozwala na tej scenie czuć się komfortowo. W tym odcinku The Host. Odpowiedź na jedno takie pytanie. Ewa Kubica-Ścieżko wraca z pytaniem, czy uczenie się wystąpienia na pamięć jest dobrą metodą, czy może nas jeszcze bardziej pogrążyć, kiedy trafimy nagle do tej czarnej dziury i nie potrafimy się z niej wyrwać. Ewa, moim zdaniem jest jedna metoda. Nie uczymy się na pamięć. ale dobrze, żebyśmy się oczytali z tym, z czym idziemy na scenę. I teraz, jak sugeruję pracować szczególnie nad czymś nowym, nad czymś, co jest może nie tak bardzo z waszego świata, ja bym sobie przygotował narrację według pewnego schematu, czyli past, once upon a time, mamy jakiś presence, wyniknęło coś z tego i mamy jakieś and now what. Trzymamy się struktury, mamy tę historię poukładaną, nasi ludzie wiedzą, o co chodzi, wiedzą, w jakim momencie narracji jesteśmy i piszemy ją sobie beletrystycznie. Ale pamiętaj, że jak będziesz świadała do tego, żeby to pisać, niech to będzie raczej opowiadanie, które bazuje na krótkich zdaniach, które ma swój rytm, swoją strukturę, o której mówiliśmy wcześniej. I mówię o tym dlatego, żebyś pisała podmówienie. To jest zupełnie co innego. Czyli nie używamy słów koturnowych, nie piszemy pisma do urzędu z prośbą o rozwiązanie problemu, który narósł, tylko mówimy do ludzi, a mówimy niżej, mówimy bliżej ludzi. Więc na to trzeba uważać, kiedy konstruujemy zdania. Krótkie zdania. Łam zasady ortografii. Profesorze Miodek, proszę tego nie słuchać. Tam, gdzie chcesz dać przecinek, dajesz kropkę. Tam, gdzie ciśnie ci się na dwukropek, dajesz kropkę. Tam, gdzie chcesz dać myślnik, dajesz kropkę. Nie ma żadnych średników, niczego. Są same kropy. Od kropki do kropki. Od kropki do kolejnej kropki. Działasz w ten sposób po to, żeby był rytm. Dzięki temu złapiesz rytm. Na kropeczce odrobina powietrza. I mając to opowiadanie napisane po to, żeby je mówić, nagraj je sobie na telefon. chciałem powiedzieć dyktafon, telefon i wciskasz w nim aplikację, która nagrywa i sobie spokojnie interpretujesz ten tekst. Czytasz go, interpretacja, jestem zmęczony dzisiaj, kiedy siedzę w studiu i nagrywam, więc dlatego potykam się o własny język, ale chcę wam pokazać, że siedzi tu żywy człowiek, więc nie poprawiamy, nie wycinamy. Nagrywasz to sobie, ale w taki sposób, w który chciałabyś to usłyszeć. Czyli bawisz się intonacją, bawisz się tempem, bawisz się radością albo bawisz się smutkiem. tak żeby to było różnorodne, żeby trzymać się pewnej logiki akcentowania w tym tekście. Nagrywasz sobie swój własny podcast, a później wkładasz sobie to do uszu, idziesz biegać, idziesz sprzątać, idziesz plewić, idziesz na spacer, cokolwiek takiego, osłuchujesz się sama ze sobą. Nie lubię swojego głosu, mówią wszyscy najczęściej. Ja też kiedyś nie lubiłem. On nie jest od tego, żeby go kochać. My jesteśmy tak nieobiektywni do swojego głosu, że w ogóle nie myślcie o tym w ten sposób. to Ci pozwoli osiąść trochę w tej historii. Ja często to robię dla moich liderów, nagrywam im sugestie, jak można akcentować, i oni mają ten podcast. Są z nim, nie muszą tego czytać cały czas, jadą, idą, słuchają, słuchają, słuchają. Osadzasz się w tej historii. I ważne, odpowiedź na Twoje pytanie. Nie wykuwasz tego na blachę. Bo to jest zakotwiczające. To jest jak zabetonowanie sobie historii. A ty będziesz wchodziła na scenę, gdzie nagle okaże się, że kontekst jest inny. Nagle okaże się, że ktoś przed tobą zrobił coś tak fantastycznego, że aż chcesz dołożyć jakiś element do swojego startu. A nie ma jak, bo się nauczyłam na pamięć. I co będzie, jak tutaj przesunę, to wszystko się zawali. Tak to trochę działa. Ja to przerabiam w studiu, kiedy rozmawiam z moimi gośćmi. Jakkolwiek wyślesz im Tezy to oni żądają pytań, a później żądają, żeby broń Boże nie zmieniać kolejności i trzymają się tego kurczowo. I nawet słychać to w ten sposób, że jeżeli zadasz pytanie, które jest z danej dziedziny wiedzy, którą ten człowiek na pewno ma, ale nie było napisane wcześniej, to on jakby się zatarł. A kiedy nagle pojawia się pytanie, które wcześniej sobie przeczytał, startuje. To jest sztuczne, to do niczego dobrego nie prowadzi. Nie będzie naturalnej rozmowy, jeżeli będziemy trzymali się pewnego schematu, bo z odpowiedzi padają najciekawsze pytania. Więc idąc prezentacją na scenę, nie używaj betonu, nie używaj żel betonu, osłuchaj się z tym i wyjdź z założenia, że jak zbliżę się do sceny, wyjdę na nią, to opowiem tę historię być może inaczej, być może użyję dwóch, trzech słów, dwóch, trzech zdań więcej, ale osiągnę cel. Wiem, dokąd chcę dojść, ułożyłam sobie tę historię, osłuchałam się z nią, więc czasami zapamiętam fajne zdanie, zapamiętam fajne słowo, przypomnę sobie akcent, na który chciałem położyć nacisk, ale nie będę cały czas zastanawiała się, jak ja to pięknie poukładałem, jakie to było zdanie. Ja ostatnio zrobiłem to w języku angielskim i to była dla mnie bardzo duża kotwica, której Nie chciałem w trakcie wystąpienia, już wiedziałem, że nie, musiałem ją odciąć i przeszedłem na narrację. Po prostu trzymałem się tego, że swoimi słowami to opowiem. Może nie będą tak perfekcyjnie dopasowane, nie będzie takiego pięknego gagu, takiej ładnej gry słów, szczególnie w angielskim, takiej mocy w płęcie, ale ja to dowiozę. A jakbym się zalał betonem, to byłaby kaplica. Dlatego ani sobie, ani tobie nie życzę.